IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Wto Gru 26, 2017 11:32 pm


Owe gospodarstwo było kiedyś chlubą okolicy, będąc najbogatszym w okolicy, przebijając nawet te znajdujące się na pastwiskach Wishtown, prowadzone przez kilkupokoleniową rodzinę Adlerów, która znana była znana z pomocy okolicznym mieszkańcom oraz pro-Inkwizytorskiego zachowania przejawianego przez oddawanie 1/3 swoich plonów wyżej wspomnianej organizacji "pro bono". Samo gospodarstwo zajmuje około dwóch kilometrów kwadratowych na które składa się spore pole uprawne, duża stodoła oraz Domostwo znajdujące się w samym centrum, zaraz obok niewielkiego stawu. Stodoła, jak i sam dom zostały zbudowane z cegieł, jednak ciekawszą rzeczą jest to, że budynki wyglądają jakby miały dziury załatane poprzez domurowanie cegieł innego koloru. Samo gospodarstwo jest też otoczone kamiennym murem mającym około metr wysokości, zaś głównym wjazdem jest szeroka na trzy metry drewniana brama tej samej wysokości.

Jeśli zapytać miejscowych z niedalekiej wioski to jednogłośnie stwierdzą że sytuacja diametralnie się zmieniła około pół roku temu. Albowiem rodzina Adlerów nagle opuściła, swoje wiekowe gospodarstwo i wyjechała z Wishtown, zaś z jej terenów niby można usłyszeć strzały czy nawet wybuchy, a gospodarstwo regularnie jest pilnowane przez uzbrojonych strażników którzy odganiają ciekawskich.




"Orange Zone" jest należącym do organizacji "Grey Heaven" ośrodkiem szkoleniowym, usytuowanym około trzydziestu kilometrów od Wishtown. Ośrodek ten ma na celu nauki walki w stylu CQB (Close Quarters Combat), oraz poprawy współpracy pomiędzy jednostkami frontowymi i jednostkami wsparcia.


Ostatnio zmieniony przez Frans Anker dnia Nie Gru 31, 2017 11:24 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 408
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Pią Gru 29, 2017 7:10 pm

Co miała ze sobą począć? Czuła się jak kłębek wełny. Zaplątany i rzucany z rąk do rąk. Nie chciała być częścią Inkwizycji, ale i nie chciała zniknąć z życia ani Chris, ani Selene. Nie chciała zostać sama. Bała się samotności. Nie chciała zostać w tym przeklętym miasteczku, z każdym dniem zdawała się coraz bardziej i bardziej dusić w nim. Wrażenie niepasowania do tego miejsca z każdą chwilą rosło. Czuła przenikliwe spojrzenia ludzi na swoim kark. Słyszała szepty i plotki na swój temat. Męczyło ją to. Dusiło…To wszystko w niej narastało, aż w końcu wybuchło, budząc w Hawke pokłady frustracji i agresji. Cud, że skończyło się tylko na burdzie w karczmie, a co było potem? A potem słuch o niej zaginął. Na marne było szukać Erin po mieście czy nawet w jej kryjówce, która zdawała się jakoś bardziej pusta niż zazwyczaj. Jakby opuszczona. Mogło się zdawać, że ktoś taki jak Erin Hawke nigdy nie istniał.
Gdzie się więc podziała ta ciemnowłosa włóczęga? Ruszyła w świat, z dala od Wishtown. W kierunku gór. Tam spędziła z dwa, a może trzy tygodnie szukając spokoju ducha i rozwiązań dla swojego położenia. To pierwsze znalazła. Wyciszyła się, odpoczęła, ale problemy dalej ją goniły, by w końcu złapać ją w swoje objęcia. Nie pozwalając o sobie zapomnieć. Nie było ucieczki, ani schronienia od tego.
Jakie miała rozwiązanie? Dalej się ukrywać? Całe życie przetrwać niczym szczur w potrzasku? Wiedziała, że to nic nie da. Inkwizycja będzie jej szukać w każdej zapyziałej dziurze. Musiała wrócić, nawet jeśli jej się to nie podobało, więc wyruszyła w kierunku tego przeklętego miasta, a każdy krok zdawał się być niezwykle trudny do zrobieni.
Pokonała już większość drogi do Wishtown, została jej ostatnia prosta do miasta. Musiała jeszcze tylko przejść przez to gospodarstwo i tyle. Ostatnim razem udało jej się to bez większych problemów, ale wtedy była noc, a teraz był dzień. Hawke wiedziała, że najłatwiej się chować w mrokach nocy, a nie w cieniu dnia. W nocy, w porze złodziej i włamywaczy, może się coś przewidzieć, gdy podczas blasku dnia było o wiele trudniej oszukać oczy. Pomimo tego nie miała zamiaru czekać na pierwsze gwiazdy na granatowym niebie. Jeszcze by ją ktoś wyczaił, że się kręci się przy gospodarstwie i postanowił wygonić w niezbyt miły sposób. Zasłoniła twarz chustą. Przeskoczyła murek i ruszyła przed siebie, nasłuchując i chowając się z każdym możliwym obiektem.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Nie Gru 31, 2017 12:01 pm

Można byłoby uznać, że ciche gospodarstwo na skraju boru nawet w dzień byłoby ciche i nudne, lecz wraz z przejściem przez murek Erin zaczęła zauważać, że gospodarstwo jakby się zmieniło. Dom nie był już wyłożony w całości białym kamieniem, bo w niektórych jego częściach widniały załatane czerwonymi cegłami “dziury” oraz niewielkie ślady po pociskach?
Oprócz tego mogła zauważyć ustawione wzdłuż drogi trzy “konne wagony transportowe” wypełnione nieoznakowanymi skrzynkami oraz typowo wojskowa budka strażnicza, przy której stało dwóch palących mężczyzn. I jedną z tych osłon był właśnie tył budki zasłonięty przez jeden z “pojazdów” co sprawiło, że Hawke raczej napewno nikt by jej nie zobaczy, a i też mogłaby się im trochę bardziej przyjrzeć.
Ot wyglądali na w miarę normalnych mężczyzn reprezentujących klasę średnią. Oboje mieli czarne bawełniane płaszcze, ciemne spodnie, i jeśli by ich sądzić na podstawie ubioru to jedyną rzeczą, którą ich zdradzało, były wojskowe skórzane buty. Ot jeden z tych “nowoczesnych wynalazków”, które były wiązanymi skórzanymi butami nad kostkę z podkutymi podeszwami i noskami, które w ostatnich latach stały się wręcz hitem, w co bogatszych armiach, co świadczyło, że nie byli normalnymi mężczyznami, którzy wyszli z domu, by sobie zapalić.
Tylko że był to naprawdę niezauważalny detal w porównianiu, że oboje trzymali w rękach broń długą. Jeden z nich miał karabin powtarzalny winchestera a drugi strzelbę także produkcji winchestera.
I każdy znający się na broni wiedział, że broń ta niedawno została wdrożona do produkcji, tylko w stanach zjednoczonych i to na wyspach czy na starym kontynencie była uznawana za drogą i “nazbyt-skomplikowaną” w porównaniu do obecnej broni długiej.
- Słyszałeś język, którym rozmawiali? Jakby każdemu z nich odcięli język, a potem go znowu przyszyli. - Stwierdził ten ze strzelbą, zmieniając temat na coś ciekawszego aniżeli rozmowę o pogodzie. Plus z tego był taki, że Erin mogła co nieco się dowiedzieć, na temat co tutaj się działo.
- To Szwedzki kretynie. Den Mother uznał, że przed początkiem zimy zrobi pokaz szturmu przed paroma generałami ze Szwecji. Chce byśmy zaczęli szkolić całe wojsko Szwedzkie, a nie tylko to stacjonujące w Oslo. Kazał nawet przywieźć trzydzieści krzesełek, by mieli dobry widok na dom. Szkoda tylko, że ustawili je po drugiej stronie, bo chętnie bym posiedział. - Odpowiedział drugi i ziewnął, leniwie spoglądając na zamkniętą bramę do gospodarstwa. Nic nigdy się tutaj nie działo, a wsiury z okolicznej dziury, którą nazywali “wioską” już nie byli tacy ciekawie, gdy jeden ze strażników postrzelił zbytnio agresywnego jegomościa. Ot łydka to łydka ale przynajmniej wiedzieli, że nie opłacało się z nimi lecieć w chuja.
- Myślałem, że Norweski. Te języki są do siebie zbyt podobne. I szczerze mówiąc, spodziewałem się większego tłoku. Ile jest osób na terenie gospodarstwa. Z sześćdziesiąt jak nic. I nie narzekaj, bo z tej strony też mamy widok na dom. Ot, zobaczymy pierwszy etap i pójdziemy wymienić drugi patrol. - Odpowiedział stojący obok, raczej ignorując nazwanie go kretynem. Ot nie chciało mu się nawet na to odpowiadać, by nie prowokować kolejnej kłótni skoro ostatnio mieli niecałe dwie godziny temu. Tylko kim był wcześniej wspomniany mężczyzna kryjący się pod pseudonimem “Den Mother”? Napewno był ich dowódcą, ale nie wyglądali ani na inkwizycje, ani na wojsko Brytyjskie, bo byli zbyt dobrze wyposażeni i nie mieli na sobie mundurów. I można byłoby tak rozmyślać przez dobre piętnaście minut, gdy wszystkich rozproszył donośny krzyk.
- WSZYSCY. PRZYGOTOWAĆ SIĘ - Wykrzyczał ktoś co sprawiło, że oboje odwrócili się w stronę wyżej wspomnianego domu, na który zresztą miała dobry widok. I tak przez paręnaście sekund nic się nie działo aż nagle, można było usłyszeć dochodzący z prawej strony głośny huk i kilka sekund później usłyszeć jeszcze większy i potężniejszy. Ten większy “wybuchem” prawej bocznej ściany. Jakby coś w nią uderzyło tak mocno, że wokół budynku rozniósł się kurz a odłamki cegieł i drewna rozleciały się po najbliższej okolicy.
Na całe szczęście całą trójką, powozu i budka strażnicza znajdowały się dobre 10-15 metrów od miejsca strzału.
A po nim przez chwile nastąpiło dokładnie nic, do momentu, kiedy kurz opadł na tyle, by ujawnić całkiem sporą dwumetrową wyrwę w ścianie, do której podbiegła grupa pięciu uzbrojonych mężczyzn, każdy posiadający taką samą strzelbę czy karabin i zaczęli wchodzić do budynku, ubezpieczając się i celując do środka.
- Kurwa mać! Uwielbiam artylerię polową! Jebana przyszłość wojny. Chodź zobaczyć z bliska, bo pokaz się już skończył - Powiedział dosyć głośno ten ze strzelbą i zaciągnął swojego kolegę bliżej domu dając szansę Erin na kolejny ruch bądź ruchy.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 408
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Pon Sty 01, 2018 8:38 pm

Jak najszybciej przekradła się za następną osłonę, kurczowo przylegając do niej ramieniem. Rany boskie, serce waliło jej jak oszalałe. Ewidentnie była w tej chwili za nerwowa na taką zabawę w kotka i myszkę. Mimo ogólnego napięcia, starała się oddychać jak najspokojniej i najciszej. Głupio by było, gdyby kryjówka Hawke została zdradzona tylko z powodu zbyt głośnego wciągania powietrza. Taka opcja zdawała się niezwykle żenująca, zwłaszcza dla złodzieja. Uspokoiła się nieco, przez co miała chwilę na obeznanie się w sytuacji oraz podsłuchanie rozmowy wartowników. I szczerze mówiąc, zaczynała się zastanawiać co się tu odpierdziela. Co miały znaczyć te czerwone plamy z cegły i ślady po kulach na ścianach? Przecież tu tego ostatnio nie było, a może po prostu tego nie zauważyła, gdy nocą się przekradła się w cieniu? Nie ważne! Liczyło się tylko jedno, czemu to tak wygląda? Przecież Adley byli rolnikami, a nie wojownikami! Nawet pomimo swoich proinkwizycyjnych przekonań nie dawaliby rozwalać swojego najlepszego gospodarstwa. Przecież to była ich chluba, dziedzictwo! Przez pokolenia ciężko na to harowali. Coś tu ewidentnie nie grało, a Hawke nie wiedziała czy powinna się z tego powodu cieszyć czy wręcz przeciwnie. Wychyliła się lekko i na chwilę, tak aby nikt jej nie zauważył, za swojej osłony, aby przyjrzeć się dwóm mężczyzną, którzy stali na straży. To nie Inkwizycja. Nie mają płaszczy... Z resztą nie wyglądają na nich... Inkwizytorzy rzadko się bawią w takie pilnowanie, od tego mają ludzi. Wojskowi? Nie, brak mundurów... Najemnicy? Najwyraźniej... Ale czemu? przebiegło jej przez myśl. W spokoju wysłuchała rozmowy, wyczekując swojej okazji do kolejnego przemieszczenia się w kierunku końca ogrodzenia. Zmarszczyła lekko czoło, słuchając z lekkim niedowierzaniem. Co się tu odpierdalało? Czy Inkwizycja o tym wiedziała? Czy Chris wiedziała?
Mimowolnie skuliła się jak przestraszone dziecko, gdy huk wystrzału przeciął powietrze. Trwała tak w bez ruchu do momentu kolejnych słów jednego ze strażnika. O nie, kurwa, nie miała zamiaru tu dużej zostawać. Miała zamiar jak najszybciej skorzystać z okazji by zwiać z tego miejsca, nie oglądając się ani jednej chwili dłużej na budynek i całą resztę. Nawet nie chciała sobie wyobrażać co by się stało, gdyby ktoś ją tu przyłapał. Nic nie było w tym momencie ważniejsze niż wydostanie się stąd i to jak najszybciej się dało.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Sob Sty 13, 2018 11:20 pm

Gdy już wszystkie pyły opadły a grupka pięciu osób wyszła przez wyrwę z budynku Erin mogła usłyszeć dość głośnie gromkie brawa jakby ten pokaz był najwytrawniejszym spektaklem oferowanym przez teatr. I można było powiedzieć, że nim był. Spektaklem siły i technologii, bo w żaden sposób ta akcja nie przypominała statycznej walki, jaką uprawiały Armie świata.
I wyglądało na to, że droga była wolna i można było stąd najprościej w świecie spierdolić. Najbliższsi najemnicy poszli się przyglądać wydarzeniu, zaś kolejny dwuosobowy patrol idąc obok kamiennego muru oddzielającego gospodarstwo, oddalił się na tyle, by można było przez niego przeskoczyć. Miał przecież tylko z metr.
I już mogła się ruszyć, gdy za sobą usłyszała dźwięk buta i odbezpieczenie szczerbinki rewolweru. Tylko że podwójnie. Wyglądało na to, że ktoś kto ją właśnie zaszedł od tyłu, był dość szybki...i cichy. I straszny, bo nagle jak na złość powiało w nią chłodem.
- Czyżbym widziała kogoś niezaproszonego na pokaz? - Zapytał kobiecy, lekki głos o dość typowym Irlandzkim akcencie. Chociaż maniera wskazywała na to, że kobieta stojąca za nią miała jakiś związek z arystokracją czy chociaż wyższym mieszczaństwem.
- Wszystko na to wskazuje droga siostro - Odpowiedział głos numer dwa, tylko że tym razem męski, chociaż był tak samo łagodny. Ale para zdecydowała się nie pieprzyć i po prostu oboje dalej utrzymywali ją na celowniku, ale też nie byli narwani, bo pozwolili się drogiej Hawke obrócić w ich kierunku.
Przed dziewczyną bowiem stały dwa...klony. Oboje mierzyli około stu osiemdziesięciu centymetrów wzrostu, oboje też mieli włosy o rudym odcieniu, byli tak samo bladzi o oboje cierpieli na tą samą chorobę - Heterochromie. Nie można było tego nie zauważyć z powodu jakże intensywnych koloru ich oczu, gdzie jedna tęczówka była niebieska a druga zielona. Różnicą było to, że u kobiety tęczówka koloru zielonego była prawa, a u mężczyzny - Lewa.
Oboje byli także tak samo ubrani, mając na sobie po kremowym żakiecie, beżowej kamizelce, zielonym krawacie i koszuli, nie wspominając nawet o dole tego samego koloru (Tyle że mężczyzna miał na sobie spodnie a kobieta spódnica). Oboje też trzymali po rewolwerze, tylko że pan był praworęczny, a pani leworęczna więc też trzymali je przy sobie.
- I co by tu z tobą zrobić co? - Zapytali jej oboje, w tym samym momencie i kiwnęli jej, by się ruszyła. I może walka była jakimś sposobem na wyjście z opresji aż do momentu, gdy dwójka najemników, których wcześniej słyszała wróciło, na którego miejsce mieli pilnować i podeszli do niej i do bliźniaków, na razie się nie odzywając. Bliźniak tymczasem wyciągnął z kieszeni najzwyklejszą monetę i ją pokazał Hawke.
- Orzeł to życie -
- A reszka to śmierć -
- Zginąć z powodu przypadku to nie powód do smutku -
- Ani do dumy -
Po tym jakże małym teatrzyku, które miał ją przestraszyć, bliźniak rzucił monetę w górę, która po chwili wylądowała przed nogami Hawke. Reszka.
- Widzę reszkę -
- A ja orła -
- A to wszystko z powodu perspektywy. -
- A ty co widzisz ze swojej perspektywy? -
- Śmierć? -
- Życie? -
- To, co wybierzesz nie zależy od Monety -
- Ale od ciebie -
Po tym dialogu między nią a bliźniakami (Chociaż jasnym było, że w tym występie miała być niesłyszalna) podeszła do niej stojąca obok dwójka i pokazali jej, że miała iść. I być cicho. A ucieczka raczej nie była już możliwa, czy to z powodu obstawy, czy to bliźniaków idących za nimi, czy za spojrzeniami pozostałych ludzi na farmie i poruszenia niektórych, informując się nawzajem o złapaniu intruza, który właśnie został wprowadzony do domu.
Dom w środku wyglądał dość ciekawie, bo był jakoś umeblowany, ot, tak by symulować normalnie urządzony dom, tylko że z tańszych mebli, co raczej było logicznie, szczególnie że w ścianie salonu znajdowała się ogromna dziura, a po podłodze walały się deski, kamienie i kawałki zniszczonych mebli.
Erin została jednak została zabrana do innego pokoju, w który znajdowało się dość sporo krzeseł, bo mogła ich wyliczyć około dziesięciu.
Gdy cała piątka weszła do środka, jeden z “jej” ochroniarzy podstawił na sam środek krzesło, na którym “usadzono” i zostawiono ją z bliźniakami sam na sam, którzy ustawili się po bokach drzwi wejściowych, stojąc i wpatrując się w nią.
- Nie wiemy, czy ściągnął cię tutaj przypadek
- Czy ściągnęła cię tutaj w pełni świadoma decyzja - Zaczęli znowu, ale oboje przestali, gdy do pomieszczenia wszedł dość wysoki mężczyzna, będący Fransem (przez co nie chce mi się go nie chce opisywać - Jestem podpity), który spojrzał to na Hawke to na bliźniaki i westchnął cicho.
- "Denmother". Znaleźliśmy ją przy budce strażniczej. Wyglądała jakby się ukrywała lub podsłuchiwała - Odpowiedziała kobieta, na co brodacz najwidoczniej będący parę wcześniej już wspomnianym “Denmother” obleciał ją wzrokiem, zastanawiając się skąd tu się wzięła i po co tu była.
Był zadowolony z udanego pokazu przed kilkoma przedstawicielami Armii Szwedzkiej i o dziwo armii Pruskiej, którzy poprosili o możliwość obejrzenia pokazu w ostatniej chwili. Cóż. Pokaz jak pokaz i był zadowolony, że był na tyle popularny, by gościć kogoś, kto reprezentował jedną z najpotężniejszych Armii na świecie.
W końcu celował w to, by pokazywać innowacje i ją zresztą pokazał. Innowacją był kilkopunktowy szturm na budynek z użyciem kilkuosobowego oddziału szturmowego i oddziału wsparcia. Ale też nie stał w tym pokoju, by sobie streszczać pokaz, który zresztą samemu zaplanował.
- Wiadomo czy znalazła się tu przypadkiem, czy specjalnie? - Zapytał i złapał za jedno ze stojących przy ścianie krzeseł i postawił go przed siedzącą Hawk i na nim usiadł, zaczynając się zastanawiać co zrobić z tym faktem.
Najprostszym była szybka egzekucja i płytki grób w lesie, ale też nie należał do takiego typu ludzi, by to robić...ot tak. Na jego pytanie zaś bliźniaki nie odpowiedziały wogólę.
- Rozumiem. Zostawcie nas samych i ogłoście pierwszego stopnia. Jak nasi goście odjadą to, zmienicie go na drugiego. - Odpowiedział wpatrując się w twarz Hawke, na co bliźniaki opuściły pokój. Brr. Byli bardzo przydatnymi pracownikami, ale nawet on musiał przyznać, że byli dosyć niepokojący. Ale cóż. Został sam na sam z intruzem czy może teraz z “Tymczasem więźniem”. Ubiór dziewczyny mówił, że nie była pierwszą lepszą dziewczyną, która się napatoczyła. Specjalnie jej też nie kazał sprawdzić i ewentualnie zabrać ją potencjalną broń, którą miała przy sobie, bo nie było to potrzebne
- Na wstępie chciałbym ci powiedzieć, że nie zostałaś związana ani przeszukana z tego powodu, że nie widzę takiej potrzeby. Chce też nadmienić, że jakakolwiek ucieczka, próba ataku czy zrobienia mi krzywdy będzie z góry skazana na porażkę. Ale też wyglądasz na inteligentną więc pewnie nie musiałem tego mówić - Zaczął i założył nogę na nogę. W domu było stosunkowo ciepło, więc też zdjął z siebie płaszcz, zostając tylko w białej koszuli i czarnych spodniach. Brak płaszcza też sprawił, że Kabura przymocowana do boku jego spodni była widoczna, a w niej widoczny był rewolwer. Amerykański. Jak zresztą każda broń, która mogła zauważyć przez te paręnaście.
- Tak więc. Czemu znaleziono cię na terenie farmy? Nie wyglądasz ani na czarownice ani na kogoś z inkwizycji. Nie wyglądasz na typową dla naszych czasów dziewczynę z powodu odstającego ubioru. Tak więc czemu się tu znalazłaś, Pani najemnik? - Zapytał najprawdopodobniej wnioskując, że jest najemnikiem poprzez jej ubiór. Ale równie dobrze jego wnioskowanie mogło być złe. Cóż. Zaraz się przekona.
- A właśnie. Potrzebuje jeszcze twojej godności, by spisać raport. Mam nadzieje, że nie będziesz tego utrudniała. Szczególnie, że jeśli jesteś niewinna to wyjdziesz stąd w ciągu najbliższych dwudziestu minut. A jeśli się okaże, że jesteś z Inkwizycji -Powiedział i spojrzał na nią ostro, jakby miał zamiar ją zastrzelić, gdyby okazało się, że reprezentuje ową frakcję.
- To osobiście odprowadzę cię do aż do biura panny Christine i napomnę ją, że ja jej nie szpieguje. I mogła poprosić o zaproszenie. Tak więc cóż. Opcja współpracy jest chyba jedyną logiczną rzeczą w tej sytuacji - Stwierdził i spojrzał na nią zastanawiając się, czy dziewczyna jednak należy do tej inteligentniejszej części i go posłuchała, czy będzie się wyrywała. Raczej wyglądał na takiego, którego można było posłuchać. Był schludny, elegancko ubrany, starał się być kulturalny i nie zachowywał się jak kat. Więc też czemu nie?

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 408
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Pią Lut 02, 2018 8:47 pm

Miała głęboko ten cały zachwyt. Naprawdę. Ją to w żaden sposób nie kręciło, ani zachwycało, a wręcz przeciwnie. W jakiś niezrozumiały dla niej sposób przestraszyło i tylko sprawiło, że chciała jak najszybciej stąd spierdalać. Cóż, po raz kolejny w jej życiu ucieczka nie miała dość do skutku. Uch… Normalnie tragedia dla złodzieja.
Już prawie była przy murku, gdy usłyszała szczęk odbezpieczanej broni. W pierwszej chwili był to ogromny szok. Jakim cudem? Przecież dobrze się przysłuchiwała i rozglądała!  Jednak jej mózg zareagował dość szybko, analizując sytuacje i zagrożenie. Była niedaleko krańca gospodarstwa, wystarczyłoby kilka porządnych susów i spieprzyłaby z tego miejsca. Przecież to nic wielkiego dla niej. Przecież była szybka i zwinna. Tylko, że było jedno „ale”. Bardzo duże „ale”. Miała bagaż, swoją lutnie i torbę z masą potrzebnych rzeczy do podróżowania. Wiedziała, że bagaż ją spowolni, a za plecami miała dwóch strzelców. To nie mogło się udać. Cholera jasna. Kurwa jego mać! Za jakie pieprzone grzechy?! Kurwa!! przeszło jej przez myśl, gdy zatrzymała się w półkroku, podnosząc ręce do góry. Nie odwróciła się twarzą do rodzeństwa. Stała, zaciskając lekko dłonie i wbijając spojrzenie w ziemię. Złość przepełniała jej umysł. Złość na samą siebie oraz tamtych nieznajomych, którzy nie mogli jej dać po prostu odejść. Naprawdę miała ochotę im wszystkim przypierdolić, ale czy to miało sens? Rzucać się na dwie uzbrojone osoby, które celowały jej w plecy? No, raczej niekoniecznie. Nie bądźmy naiwni…
Odwróciła się dopiero do tamtych, gdy podeszli do niej strażnicy. Trochę ją zaskoczyło, gdy zobaczyła dwie prawie identyczne osoby, ale ogarnęła się. Kiedyś widziała takich. Dawno, ale tak, zdarzyło jej się. Drgnęła ciut nerwowo, gdy usłyszała kolejne słowa tamtych. Wiedziała, że nie może teraz nic zrobić i tylko dlatego nie rzuciła się na nich. Za to, gdy tylko moneta wylądowała na ziemi przed jej nogami Hawke zagarnęła ją pod buta i kopnęła za siebie. Taki tam drobny, nieodpowiedzialny i dość szalony gest buntu.
Cóż, dużo opcji jej nie postało jak pójść tam gdzie chcieli. Zdjęła przy okazji bagaż z pleców, aby choć trochę dać im odpocząć. Spojrzała się na bliźniaków. Uch… Z każdą chwilą uważała tamtą parkę za coraz bardziej dziwnych i przerażających.
Przyjrzała się nowo przybyłemu facetowi. Nie wyglądał na tak zrąbanego jak tamci, ale na tutejszego też nie do końca. Było w nim coś… Coś dziwnego. Jakby zimnego? Dzikiego? Przyglądała mu się w milczeniu z tą nutką buntu w oczach. Nie odwróciła wzroku nawet wtedy, gdy mężczyzna przyglądał się jej.  
Ta… Trochę ją zdziwiło, że nie zabrali jej wszelkiej broni, ale jakoś nie miała zamiaru się nią chwalić w tym momencie. Lubił swój sztylet. Przydawał się w różnych sytuacjach, a rewolwer był zwyczajnie fajnym cacuszkiem do obrony.
Milczała chwilę, zastanawiając się czy powiedzieć prawdę czy cwaniakować. W końcu stwierdziła, że to nie ma najmniejszego sensu.
- Wracałam do Wishtown… Chciałam sobie zrobić skrót przez posiadłość – odparła, po czym dodała. - Po prostu Hawke, a nie Pani Najemnik.
Gdy usłyszała imię Christine, przez jej twarz przeszedł jakiś cień, ale i nic więcej. Erin na podczas swoich ‘wakacji’ sporo myślała o niej, zwłaszcza na początku. Starała sobie wszystko ułożyć w głowie. Jednak czym bliżej było do spotkania Chris tym bardziej niepokoiła się. Ba, w jakiś porąbany sposób zwyczajnie bała.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Sob Mar 10, 2018 5:37 am

Brodacz obserwował dziewczynę w ciszy, zastanawiając się nad jej odpowiedzią. A raczej jak mu odpowie, szczególnie że na razie była cicho. Ale po jej aparycji czy po samych jej ruchach mógł poznać, że należy do bardziej “zawadiackiej” części ludzkości. Ludzie naprawdę nie zdawali sobie sprawy jak dużo ich ruchy czy sposób chodzenia mógł o nich powiedzieć. Ba, sam jego ruch, który właśnie robił, obchodząc wokół krzesło, na którym siedziała Hawke, mógł jej dać trochę informacji.
Był dziwacznym połączeniem typowego prostego ciężkiego chodu będącego wręcz wizytówką wojskowych całego świata, lecz w przeciwieństwie do większości Norweg nie był wyprostowany na baczność, oraz jego ręce schowane były w kieszeniach płaszcza, co było spowodowane tym, że temperatura w budynku była tylko trochę wyższa niż na zewnątrz.
Rzeczą, którą także zaobserwował, było niewielkie poruszenie na jej twarzy, spowodowane ostatnim zdaniem, jakie wypowiedział. Bingo. Musiała więc też znać w jakiś sposób Christine, czyli automatycznie przechodziła z “Braku Priorytetu” na “Niski Priorytet” na swoistej liście ciekawy osobistości Wishtown. A po prostu zareagowało jakoś na zwykłe imię. Szkoda, tylko że jej niezwykle szczątkowa wypowiedź nie dała mu potrzebnych informacji, więc i też musiał spróbować jeszcze raz.
- Myślałem, że lokalni już wystarczająco rozdmuchali historie o jakże tajemniczym przejęciu posiadłości i zniknięciu rodziny, która tu żyła. Czyli nie jesteś stąd. Prędzej z Wishtown albo z jakiegokolwiek innego miejsca na świecie oprócz wsi niedaleko - Odpowiedział sucho i stanął przed nią, przeszywając ją osądzającym wzrokiem, takim samym, jakiego używali nauczyciele, by bezsłownie wskazać dziecku, że ich odpowiedź nie była wystarczająco zadowalająca. Bo nie była.
- Pełną Godność. Twój pseudonim, czy imię, czy nazwisko nie jest dla mnie wystarczające - Zaczął, po czym usiadł ponownie na krześle, które ustawił przed Ciemnowłosą...raptem trzy minuty tyłu.
- Widzisz. “Den Mother” mało co o mnie mówi oprócz tego, że mój znak wywoławczy stanowi grę słów i poniekąd ujawnia moją funkcję dowódczą organizacji, do której należę. Moje imię i nazwisko zdradziłoby dużo więcej jak u prawie każdej osoby więc i też potrzebuje twojego imienia i nazwiska. A ty musisz mi je dać… - Tutaj się zaciął i szeroko uśmiechnął. Chciał zakończyć zdanie i uzyskać trochę więcej informacji na temat...pewnej korelacji.
- Hawke, znajomą Christine Julii Darleston będącej Mistrzynią Grabarzy - Dodał po kilku sekundach, nie przestając się do niej uśmiechać. Chciałby ta końcówka spowodowała u Erin jakąś reakcję, która potwierdziła, że obie kobiety rzeczywiście się znały. Mógł się co prawda mylić, ale bez ryzyka nie ma zabawy prawda? Zresztą i tak chciał jej dać wgląd na to, że z jej kooperacją czy bez uzyska jej pełne “dane”.
Nie miał zamiaru jej krzywdzić ani nic, szczególnie że był w dobrym humorze no i coś czuł, że by mu się to nie opłaciło. Ale zawsze mógł ją lekko postraszyć, szczególnie że dość rzadko zdarzało mu się to robić.
- Oczywiście, jeśli zdecydujesz się jednak nie udzielać mi tej informacji, mam możliwość dostania jej na dwa sposoby. Jeden sposób zakłada to, że po prostu udam się do wcześniej wspomnianej Christine i zapytać się, czy zna ciemnowłosą ładną dziewczynę, która przedstawia się jako “Hawke”. Drugą opcją, której nie zrobię, ale chciałbym opowiedzieć jest “Rosyjska Niespodzianka”. Rosyjska Niespodzianka polega na tym że jeśli ktoś ci się naraził, to odcinasz głowę tej osobie i wysyłasz ją paczką do jej najbliższych wraz z najlepszymi życzeniami - Wspomniał, dając przy okazji niewielki wykład na temat drugiego sposobu. Ot był ciekawy jak zareaguje, ale też raczej nie wygląda na dziewczynę, która by się bała głupimi groźbami.
- Jeśli chodzi o Arystokratyczne walki o władzę, to Rosjanie wiodą prym w wynajdowaniu jak najbardziej popierdolonych sposobów na robienie komuś na złość. Ot taka ciekawostka, którą chciałem się z tobą podzielić. Poza tym nie zrobiłbym tego, ponieważ jestem Norwegiem, a nie Rosjaninem a my jesteśmy znani...z zimniejszego podejścia do takich spraw - Stwierdził i wyciągnął się na krześle zadowolony. W końcu kurwa. W końcu jakoś udało mu się wpasować to, że jest Norwegiem do “konwersacji” co wprawiło go w lekkie zadowolenie. Nie przeszkadzało mu też, że dał jej informacje o sobie, szczególnie że jego bardziej skandynawski akcent już zdradzał wystarczająco dużo o jego pochodzeniu.
Teraz jednak pozostało mu czekać na odpowiedź...a raczej odpowiedzi Hawke, a także jej relacje, szczególnie że był ciekawy i ich i tego, czy jego niewielka “gra” zadziała.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 408
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Pią Mar 16, 2018 7:27 pm

Nigdy nie lubiła, gdy ktoś podchodził do niej tak jak w tej chwili ten gościu. Typ prosił się oto, aby naprawdę nie przypaść Hawke do gustu. Choć w sumie to już go nie lubiła. Teraz sobie tylko jeszcze bardziej grabił, aby dziewczyna wcale nie darzyła go jakimikolwiek przyjaznymi uczuciami. No i, kurna, powiedzmy sobie to otwarcie  i trzymajmy się tego. Nigdy, przenigdy, nie była i nie będzie jakiś pieskiem, którego się ogląda naokoło jak jakiś towar czy inne cholerstwo! Mimo tego siedziała spokojnie, a z każdą sekundą rosła w niej chęć porządnego przypierdolenia Norwegowi. Serio, dawno nie chciała tak bardzo komuś wybić zębów ja brodaczowi teraz.
Phy, takiego! Nie miała zamiaru się z nim dzielić większą ilością danych niż to było potrzebne. Co jak co, ale u boku Chris jednak się trochę dowiedziała i zrozumiała jakim cennym towarem potrafi być informacja, a już zwłaszcza w odpowiednich rękach. Nie miała, więc zamiaru się nimi niepotrzebnie dzielić z kimś kto miał ewidentnie powiązania z jakąś grupą najemniczą czy nawet armią innego kraju.
Może w innej sytuacji powiedziałaby mu, że była na „wakacjach”, z których właśnie wracała, i niezbyt miała czas na gadanie z miejscowymi. Z resztą miała nieco na pieńku z jednych z tutejszych sadowników. Któż by się spodziewał, że ktokolwiek się tak wkurwi na kradzież kilku jabłek? No, na pewno nie Hawke. W końcu była takim dobrym i uroczym człowiekiem.
Wracając, cóż jej pozostało? To chyba oczywiste, nie? Siedzenie i milczenie, połączone z butnym patrzeniem się na Norwega. Ach, Hawke, jakież to dorosłe? Kiedyś dorośniesz czy niekoniecznie? Ale tak na serio. Nie miała ochoty gadać z typem.
Och, ho, ho… Brodaczowi chyba nikt nigdy nie powiedział, że nie należy prowokować kobiet, a już zwłaszcza tych pokroju Hawke. Nie wiedział, że takich ludzi groźby nie prowokują do mówienia tylko do bycia jeszcze bardziej wkurwiającą i nie posłuszną? Cóż, zrobiła nasza młoda włóczęga, gdy najpierw usłyszała pełne imię i nazwisko swojej..., oraz tą jakże wyszukaną groźbę skierowaną w swoją stronę? Nie dacie wiary, ale uśmiechnęła się! Zwyczajnie uśmiechnęła! Ale spokojnie, spokojnie! W ciemnowłosą przybłędę nie wstąpił żaden aniołek dobroci i grzeczności. Ten uśmiech było pełniony drwiny, a butne iskierki w ogóle nie zniknęły z burzowyego spojrzenia Erin. A co było dalej? Heh…
Hawke ładnie wyeksponowała swój środkowy palce.
- Jeb się, stary skurwielu – odpowiedziała, dalej bezczelnie się uśmiechając. Och, nikt nigdy nie wspominał, że z nią będzie łatwo współpracować w takich sytuacjach jak ta teraz. Sygnał miał być jasny i przejrzysty, że się go nie boi i nie da się zastraszyć jak byle wieśniak.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Wto Kwi 03, 2018 2:09 am

Magiczna odpowiedź Hawke wprawiła biednego Fransa w osłupienie, dlatego że zupełnie się nie spodziewał i było to po nim widać. Jego wzrok skupił się na uśmiechającej Hawke zaś jego twarz zmieniła mimikę na mocno zirytowaną. Nienawidził, gdy ludzie nie brali go na poważnie (a zazwyczaj brali) oraz nazywali starym. Miał przecież ledwo trzydzieści sześć lat, czyli był w sile wieku. Ale dobra, zabawa się skończyła. Mężczyzna w końcu drgnął po ponad kilkunastosekundowym wpatrywaniu się w dziewczynę i podniósł się z krzesła, dalej się w nią wpatrując.
- Zobaczymy co powie mi Christine, kiedy cię do niej zawiozę - Wymruczał, odsuwając się od niej w kierunku drzwi, w które uderzył dwa razy pięścią, sygnalizując bliźniakom by weszli do pokoju co zresztą zrobili.
- Jedziemy do Wishtown w dwóch powozach. Nasza czwórka w jednym a za nami transportowa. Przygotujcie ją do transportu - Wymruczał zupełnie się nie kryjąc ze swoim planem, bo i pewnie Hawke widziała co zrobiło działo na własne oczy, a po tym wyszedł zostawiając Bliźniaków i szczeniaka samych w pokoju. Można powiedzieć, że na farmie działo się całkiem sporo, bo sprzątano właśnie po ostatnim pokazie. Powozy widzów już zniknęły, zaś pozostałe kilka było ładowane personelem czy różnorakimi skrzyniami. Hawke oczywiście o tym nie wiedziała, ale przez wieś leżącą niespełna dwa kilometry dalej przechodziła droga prowadząca do Wishtown, która niestety nie była przez nich używana, z jakże prozaicznego powodu jawnej wrogości pomiędzy jej mieszkańcami a nim i jego ludźmi. Więc też zwykle używano dwa razy dłuższej drogi, która okrążała wioskę ale dzisiaj nie miał na to czasu, więc i też kazał polecić, wyprowadzić powóz pasażerski i transportowy na drogę co uczyniono bardzo szybko.

Hawke za to nie mogła odpocząć po odejściu Fransa, ponieważ bliźniaki od razu zabrały się do przygotowań, podczas których oboje nie zająknęli się nawet słowem. Owe przygotowanie polegały na dokładnym przeszukaniu Erin, odebraniu jej jakiejkolwiek broni....i włożeniu jej do jej plecaka co zresztą spotkało jej sztylet i rewolwer więc i też była pewna, że ich jej nie odbiorą, bo bliźniak po prostu wziął plecak na plecy, zaś bliźniaczka zajęła się wyprowadzeniem dziewoi z budynku i wsadzeniem jej do powozu, w którym już czekał Frans. Jednak przed wejściem Hawkę mogła zauważyć napis na jednej z skrzyń, która właśnie została załadowana do powozu transportowanego. Ten napis głosił “Łatwopalne” i “Grozi Wybuchem” więc też logicznym było, że w skrzyni pewnie znajdowały się pociski do wcześniej użytego działa. Po usadowieniu ciemnowłosej naprzeciwko brodacza, do pasażerki weszły Bliźniaki wraz z jej torbą, która została ułożona pomiędzy nogami dwójki, i wkrótce niewielki konwój ruszył, wyjeżdżając przez bramę gospodarstwa.

Przez pierwsze parę minut jazdy trwała totalna cisza. Nikt się nie odzywał, więc słychać było tylko stukot kopyt koni oraz poruszające się koła powozów sunące w miarę stałym tempie po ubitej drodze. I tyle, a przynajmniej było tyle do momentu, w którym Norweg w końcu zdecydował się przerwać cisze która go najwidoczniej męczyła.
- Zaprawdę cie nie rozumiem. Wystarczyło mi tylko powiedzieć, jak masz na imię i nazwisko i byś została puszczona ot, tak. Zrozum, to nie jest książka i najemnicy nie są krwiożerczymi bestiami, które chcą tylko zabijać i mordować - Zaczął, próbując jakoś rozluźnić atmosferę, bo mimo wszystko nie było mu w smak tak jechać przez godzinę.
- Jesteśmy krwiożerczy tylko czasami - Zaczął bliźniak próbując także zażartować co mimo wszystko nie spodobało się Norwegowi, który na niego spojrzał wykręcając oczami. - Wiesz co. Jeszcze jeden taki “żart” a każe ci kurwa biegnąć za powozem, a nie w nim siedzieć - Zawarczał, co spowodowało speszenie bliźniaka i lekki chichot bliźniaczki co było niewątpliwym dowodem na to, że mieli jakieś uczucia. Chyba.

I tak minęło kolejne dziesięć minut jazdy i sceneria z dość ponurego lasu zmieniła się na pola i w końcu na dość niewielką wieść sprawiającą wrażenie zbudowanej wokół drogi, na której się znajdowali. I wtedy się zatrzymali i cała czwórka mogła usłyszeć po chwili dość wzburzoną rozmowę woźnicy, i siedzącego obok niego strażnika prawdopodobnie z kilkoma wieśniakami. - Paul. Sprawdź co to - Wymruczał Norweg, poprawiając lekko swoją pozycję, zaś bliźniak otworzył lewe drzwi i wyszedł z transportu spoglądając przed nich.
- Blokada. Na drodze stoi kilku chłopów - Odpowiedział bliźniak co sprawiło, że Frans po prostu wstał i wysiadł z drugiej strony sięgając za marynarkę.
- 60 Sekund! - Wykrzyczał Frans tuż przed tym, jak podszedł do niego kolejny już chłop i zaczął się z nim kłócić. Sytuacja konwoju zaczęła się robić nieciekawa, szczególnie z miejsca Hawkę, która widziała zbliżających się mieszkańców wioski, głównie mężczyzn i paręnaście kobiet krzycząc coś w stylu “Wynoście się stąd”, "Chcemy zemsty" i “Nie chcemy was tutaj”.

Wykrzyczana minuta minęła i oba powozy nawet się nie ruszyły, zaś dość spora kłótnia przerodziła się w przepychankę, gdy chłop stojący naprzeciw Fransa po prostu go pchnął na powóz. Ten zaś po uderzeniu w niego plecami po prostu uderzył mężczyznę prawym sierpowym sprawiając, że ten przewrócił się na ziemie. Kłótnia przerodziła się w krzyki i wkrótce o powóz uderzyło kilka kamieni, które nie trafiły w Fransa, ale zaczęły trafiać w powóz, i w tym okno drzwiczek, które dość efektywnie zostało wybite. Wtedy też bliźniaczka “wpadła” na Hawke i osłoniła ją przed kolejnymi paroma kamieniami, nie chcąc by je trafiły.
- Pozabijają nas tu kurwa! - Wykrzyczał najprawdopodobniej woźnica, na tyle głośno, że obie dziewczyny to usłyszały. Sytuacja ze złej zmieniła się w jeszcze gorszą, bo oba powozy znowu trafiła fala kamieni, tym razem trafiając biednego Fransa w brzuch, który zasłonił twarz rękami i woźnice który najprawdopodobniej dostał w głowę, bo Erin mogła zobaczyć, jak spadł na ziemie nieprzytomny, po tej bezpieczniejszej stronie konwoju. Kolejne trzy minuty wydawały się przepłynąć, bo Frans zaczął okładać po twarzy leżącego na ziemi chłopa, samemu krwawiąc znad czoła, dostając chwile wcześniej kolejnym kamieniem w głowę, ochroniarz z ich wozu, z wozu transportowego oraz woźnica z wozu za nim najprawdopodobniej w tym chaosie uwolnili konie, by nie zrobiły więcej szkód, zaś sami schronili się po lewej stronie wozów, tam, gdzie nie było wieśniaków, gdzie również przeciągnięty wcześniej uderzony w głowę najemnik, jednak najgorsze miało nadejść za chwilę.

W końcu ktoś z tłumu zdecydował się obronić mężczyznę bitego przez Fransa, zaczynając biec w ich stronę z kosą w rękach, widząc to bliźniaczka, przestała osłaniać Hawke i podniosłą się z siedzenia otwierając jedną z szafek sufitowych które znajdowały się nad siedzeniami, ujawniając jej wyposażenie, będąc strzelbą. Kobieta szybko za nią złapała i po wycelowaniu w nią przez rozbite okno strzeliła w teraz przeciwnika z kosą i trafiła go prosto w klatkę piersiową. Cały powóz wypełnił przeraźliwy huk, na tyle głośny, że i Erin i bliźniaczce zaczęło przeraźliwie dzwonić w uszach. Dziewczyna ze strzelbą więc zrobiła jedyną logiczna rzecz i szybko otworzyła lewe drzwiczki i łapiąc Hawke za kołnierz wolną ręką po prostu ją wyciągnęła na zewnątrz, krocząc wyraźnie zamroczona z Erin w stronę rowu, przy drodze, do którego się razem z nią zsunęła mając nadzieje, że zapewni on wystarczająco ochrony dla obojga z nich. I zapewniał, bo w nim już siedział bliźniak i strażnik, którzy zaciągnęli do niego nieprzytomnego woźnice, a także dwójka najemników z wozu z wozu za nimi, i prawie każdy trzymał w rękach po rewolwerze, z wyróżnieniem dwójki strażników z obu wozów, a także bliźniaczki, którzy dzierżyli strzelby.

Oprócz dalej słyszalnego huku, ciemnowłosa mogła także usłyszeć krzyki wieśniaków i chyba kilka strzałów dobiegających od strony tłumu, który uderzyły w wozy, niszcząc w nich pozostałe okna. I w końcu pojawił się Frans, który zbliżał się do rowu idąc do tyłu, ciągnąc ze sobą obitego wieśniaka jako żywą tarczę, obejmując go lewą ręką za szyją, a prawą trzymając rewolwer, którym wypalił dwa razy w powietrze, zanim odepchnął pobitego i wskoczył do rowu, lądując obok Hawke. Z okolica czoła mężczyzny sączyła się krew, spływając po jego czole i twarzy, zaś jego wcześniej biała koszula była teraz ziemisto-krwawa,
- I kto tu jest kurwa tym złym?! Ci kretyni zaatakowali nas tylko dlatego by odpłacić się za kurwa zabicie Adleyów rozumiesz?! A oni się po prostu stąd kurwa wyprowadzili jak kupiłem od nich tą pierdoloną KURWA farmę - wyjęczał dosyć głośno w jej stronę i złapał się ręką za otwartą ranę głowy, która go nomen omen bolała.
- Gospodarstwo na pewno wszystko słyszało! Wyczekajmy pięć minut, a jeśli się tutaj nikt nasz nie pojawi to spierdalajmy do lasu - Wykrzyczał Paul, odbezpieczając swój rewolwer. Wszyscy przygotowali się do obrony i Hawke była w samym środku tego zdarzenia, które po prostu zdarzyło się od tak, i to z najbardziej idiotycznego powodu na świecie, jeśli wierzyć Fransowi. No i grupka, która ją eskortowała na pewno nie zaczęła tego konfliktu i jak na razie wyglądali na ofiary nadpobudliwości wieśniaków szukających byle jakiej zaczepki.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 408
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Sro Lip 11, 2018 12:08 am

Och, Frans nawet nie wiedział jak wielką satysfakcję Hawke sprawiła jego reakcja. W końcu nie każdemu się zdarza całkowicie zbić z tropu przywódcę najemniczej organizacji, czyż nie? A to się liczy jako całkiem niezły wyczyn! Znacząco poprawiło to humor Erin, który przez ostatni czas nie był najlepszy. Ah! Nie ma to jak komuś dać w kość w taki sposób!
- Żebyś się jeszcze nie zdziwił, że coś nie pójdzie po twojej myśli, dupku - odpyskowała mu, bo jak już to robić to na całego! Igrała z ogniem. Była tego świadoma i tak, ewidentnie zachowywała się jak szczeniak, ale w tej chwili ją to w ogóle nie interesowało. Naprawdę miała na to wyjebane. Wiedziała, że ten frajer jej nawet nie tknie, bo boi się, że Hawke ma powiązania z Christin i to Erin wystarczało. Kij z tym, że bała się trochę konfrontacji z Chris. W teraz to nie było najważniejsze. Najbardziej chciała teraz dokopać temu Norwegowi.
Nie była zachwycona z przeszukania. Raczej nikt nie lubił być w taki sposób obmacywany przez obce osoby. Cóż, uroki bycia złapaną. Przez chwilę nawet zastanawiała się nad spróbowaniem ucieczki, jednak zrezygnowała z tego pomysłu. Za dużo możliwości niepowodzenia. Zwyczajnie jej się to nie opłacało. No i przynajmniej nie zabrali jej broni tylko schowali ją do jej plecaka, a to już dawało możliwości na przyszłość. Nie podobały jej się te skrzynie, które były właśnie ładowane na drugi wóz, ale nie miała w tej sprawie nic do powiedzenia.
Milczała, nie miała zamiaru się zmuszać do rozmawiania z tym towarzystwem. Żałowała tylko, że nie może sobie pograć na lutni. W końcu uwielbiała sobie zapychać czas w ten sposób.
Na jej ustach po raz kolejny pojawił się ten drwiący uśmieszek. Jakiż to był jeden wielki paradoks. Najpierw próbował ją nastraszyć, a teraz chciał pokazać jacy oni to niewinni. Zabawne, ale nawet to nie przekonało Erin do mówienia. "Żarcik" bliźniaka całkowicie zlała.
Hawke od razu zauważyła, że coś się zaczyna święcić i nie było to nic dobrego. Momentalnie jej złodziejska dusza chciała stamtąd spierdalać jak najszybciej się da, aby uniknąć niepotrzebnej konfrontacji. W końcu po co się napierdalać, gdy można tego uniknąć?
Dalej wszystko działo się tak szybko. Krzyki, szarpanina, kamienie, stłuczone szkło, strzał. Nawet nie do końca ogarnęła jak to się stało, że wylądowała w tym rowie. Dobrze, że w przypływie nagłego olśnienia złapała jeszcze za swoje bagaże, zarzucając go sobie na plecy.
Próbowała dość do siebie po tym wszystkim. Za dużo tego było, a Hawke nie miała zamiaru być częścią tego wszystkiego. Nie obchodziło ją to. To nie była jej sprawa, ani walka. Zerknęła na Fransa, zastanawiając się co zrobić dalej. I momentalnie zrobiła coś szalonego. Zerwała się z miejsca, aby wyskoczyć z rowu po drugiej stronie, gdzie nie było wieśniaków, a był las, do którego mogła się skryć. Gdzie żaden konflikt wieśniaków kontra najemników nie mógł jej dorwać.

/ zt x2

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   

Powrót do góry Go down
 
Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Rodziny graczy
» Niebieska Strefa Księżyca
» Niewielkie, stare gospodarstwo
» Dorzecze
» Rodziny Fabularne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Ponury bór-
Skocz do: