IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Wto Gru 26, 2017 11:32 pm


Owe gospodarstwo było kiedyś chlubą okolicy, będąc najbogatszym w okolicy, przebijając nawet te znajdujące się na pastwiskach Wishtown, prowadzone przez kilkupokoleniową rodzinę Adlerów, która znana była znana z pomocy okolicznym mieszkańcom oraz pro-Inkwizytorskiego zachowania przejawianego przez oddawanie 1/3 swoich plonów wyżej wspomnianej organizacji "pro bono". Samo gospodarstwo zajmuje około dwóch kilometrów kwadratowych na które składa się spore pole uprawne, duża stodoła oraz Domostwo znajdujące się w samym centrum, zaraz obok niewielkiego stawu. Stodoła, jak i sam dom zostały zbudowane z cegieł, jednak ciekawszą rzeczą jest to, że budynki wyglądają jakby miały dziury załatane poprzez domurowanie cegieł innego koloru. Samo gospodarstwo jest też otoczone kamiennym murem mającym około metr wysokości, zaś głównym wjazdem jest szeroka na trzy metry drewniana brama tej samej wysokości.

Jeśli zapytać miejscowych z niedalekiej wioski to jednogłośnie stwierdzą że sytuacja diametralnie się zmieniła około pół roku temu. Albowiem rodzina Adlerów nagle opuściła, swoje wiekowe gospodarstwo i wyjechała z Wishtown, zaś z jej terenów niby można usłyszeć strzały czy nawet wybuchy, a gospodarstwo regularnie jest pilnowane przez uzbrojonych strażników którzy odganiają ciekawskich.




"Orange Zone" jest należącym do organizacji "Grey Heaven" ośrodkiem szkoleniowym, usytuowanym około trzydziestu kilometrów od Wishtown. Ośrodek ten ma na celu nauki walki w stylu CQB (Close Quarters Combat), oraz poprawy współpracy pomiędzy jednostkami frontowymi i jednostkami wsparcia.


Ostatnio zmieniony przez Frans Anker dnia Nie Gru 31, 2017 11:24 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 389
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Pią Gru 29, 2017 7:10 pm

Co miała ze sobą począć? Czuła się jak kłębek wełny. Zaplątany i rzucany z rąk do rąk. Nie chciała być częścią Inkwizycji, ale i nie chciała zniknąć z życia ani Chris, ani Selene. Nie chciała zostać sama. Bała się samotności. Nie chciała zostać w tym przeklętym miasteczku, z każdym dniem zdawała się coraz bardziej i bardziej dusić w nim. Wrażenie niepasowania do tego miejsca z każdą chwilą rosło. Czuła przenikliwe spojrzenia ludzi na swoim kark. Słyszała szepty i plotki na swój temat. Męczyło ją to. Dusiło…To wszystko w niej narastało, aż w końcu wybuchło, budząc w Hawke pokłady frustracji i agresji. Cud, że skończyło się tylko na burdzie w karczmie, a co było potem? A potem słuch o niej zaginął. Na marne było szukać Erin po mieście czy nawet w jej kryjówce, która zdawała się jakoś bardziej pusta niż zazwyczaj. Jakby opuszczona. Mogło się zdawać, że ktoś taki jak Erin Hawke nigdy nie istniał.
Gdzie się więc podziała ta ciemnowłosa włóczęga? Ruszyła w świat, z dala od Wishtown. W kierunku gór. Tam spędziła z dwa, a może trzy tygodnie szukając spokoju ducha i rozwiązań dla swojego położenia. To pierwsze znalazła. Wyciszyła się, odpoczęła, ale problemy dalej ją goniły, by w końcu złapać ją w swoje objęcia. Nie pozwalając o sobie zapomnieć. Nie było ucieczki, ani schronienia od tego.
Jakie miała rozwiązanie? Dalej się ukrywać? Całe życie przetrwać niczym szczur w potrzasku? Wiedziała, że to nic nie da. Inkwizycja będzie jej szukać w każdej zapyziałej dziurze. Musiała wrócić, nawet jeśli jej się to nie podobało, więc wyruszyła w kierunku tego przeklętego miasta, a każdy krok zdawał się być niezwykle trudny do zrobieni.
Pokonała już większość drogi do Wishtown, została jej ostatnia prosta do miasta. Musiała jeszcze tylko przejść przez to gospodarstwo i tyle. Ostatnim razem udało jej się to bez większych problemów, ale wtedy była noc, a teraz był dzień. Hawke wiedziała, że najłatwiej się chować w mrokach nocy, a nie w cieniu dnia. W nocy, w porze złodziej i włamywaczy, może się coś przewidzieć, gdy podczas blasku dnia było o wiele trudniej oszukać oczy. Pomimo tego nie miała zamiaru czekać na pierwsze gwiazdy na granatowym niebie. Jeszcze by ją ktoś wyczaił, że się kręci się przy gospodarstwie i postanowił wygonić w niezbyt miły sposób. Zasłoniła twarz chustą. Przeskoczyła murek i ruszyła przed siebie, nasłuchując i chowając się z każdym możliwym obiektem.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Nie Gru 31, 2017 12:01 pm

Można byłoby uznać, że ciche gospodarstwo na skraju boru nawet w dzień byłoby ciche i nudne, lecz wraz z przejściem przez murek Erin zaczęła zauważać, że gospodarstwo jakby się zmieniło. Dom nie był już wyłożony w całości białym kamieniem, bo w niektórych jego częściach widniały załatane czerwonymi cegłami “dziury” oraz niewielkie ślady po pociskach?
Oprócz tego mogła zauważyć ustawione wzdłuż drogi trzy “konne wagony transportowe” wypełnione nieoznakowanymi skrzynkami oraz typowo wojskowa budka strażnicza, przy której stało dwóch palących mężczyzn. I jedną z tych osłon był właśnie tył budki zasłonięty przez jeden z “pojazdów” co sprawiło, że Hawke raczej napewno nikt by jej nie zobaczy, a i też mogłaby się im trochę bardziej przyjrzeć.
Ot wyglądali na w miarę normalnych mężczyzn reprezentujących klasę średnią. Oboje mieli czarne bawełniane płaszcze, ciemne spodnie, i jeśli by ich sądzić na podstawie ubioru to jedyną rzeczą, którą ich zdradzało, były wojskowe skórzane buty. Ot jeden z tych “nowoczesnych wynalazków”, które były wiązanymi skórzanymi butami nad kostkę z podkutymi podeszwami i noskami, które w ostatnich latach stały się wręcz hitem, w co bogatszych armiach, co świadczyło, że nie byli normalnymi mężczyznami, którzy wyszli z domu, by sobie zapalić.
Tylko że był to naprawdę niezauważalny detal w porównianiu, że oboje trzymali w rękach broń długą. Jeden z nich miał karabin powtarzalny winchestera a drugi strzelbę także produkcji winchestera.
I każdy znający się na broni wiedział, że broń ta niedawno została wdrożona do produkcji, tylko w stanach zjednoczonych i to na wyspach czy na starym kontynencie była uznawana za drogą i “nazbyt-skomplikowaną” w porównaniu do obecnej broni długiej.
- Słyszałeś język, którym rozmawiali? Jakby każdemu z nich odcięli język, a potem go znowu przyszyli. - Stwierdził ten ze strzelbą, zmieniając temat na coś ciekawszego aniżeli rozmowę o pogodzie. Plus z tego był taki, że Erin mogła co nieco się dowiedzieć, na temat co tutaj się działo.
- To Szwedzki kretynie. Den Mother uznał, że przed początkiem zimy zrobi pokaz szturmu przed paroma generałami ze Szwecji. Chce byśmy zaczęli szkolić całe wojsko Szwedzkie, a nie tylko to stacjonujące w Oslo. Kazał nawet przywieźć trzydzieści krzesełek, by mieli dobry widok na dom. Szkoda tylko, że ustawili je po drugiej stronie, bo chętnie bym posiedział. - Odpowiedział drugi i ziewnął, leniwie spoglądając na zamkniętą bramę do gospodarstwa. Nic nigdy się tutaj nie działo, a wsiury z okolicznej dziury, którą nazywali “wioską” już nie byli tacy ciekawie, gdy jeden ze strażników postrzelił zbytnio agresywnego jegomościa. Ot łydka to łydka ale przynajmniej wiedzieli, że nie opłacało się z nimi lecieć w chuja.
- Myślałem, że Norweski. Te języki są do siebie zbyt podobne. I szczerze mówiąc, spodziewałem się większego tłoku. Ile jest osób na terenie gospodarstwa. Z sześćdziesiąt jak nic. I nie narzekaj, bo z tej strony też mamy widok na dom. Ot, zobaczymy pierwszy etap i pójdziemy wymienić drugi patrol. - Odpowiedział stojący obok, raczej ignorując nazwanie go kretynem. Ot nie chciało mu się nawet na to odpowiadać, by nie prowokować kolejnej kłótni skoro ostatnio mieli niecałe dwie godziny temu. Tylko kim był wcześniej wspomniany mężczyzna kryjący się pod pseudonimem “Den Mother”? Napewno był ich dowódcą, ale nie wyglądali ani na inkwizycje, ani na wojsko Brytyjskie, bo byli zbyt dobrze wyposażeni i nie mieli na sobie mundurów. I można byłoby tak rozmyślać przez dobre piętnaście minut, gdy wszystkich rozproszył donośny krzyk.
- WSZYSCY. PRZYGOTOWAĆ SIĘ - Wykrzyczał ktoś co sprawiło, że oboje odwrócili się w stronę wyżej wspomnianego domu, na który zresztą miała dobry widok. I tak przez paręnaście sekund nic się nie działo aż nagle, można było usłyszeć dochodzący z prawej strony głośny huk i kilka sekund później usłyszeć jeszcze większy i potężniejszy. Ten większy “wybuchem” prawej bocznej ściany. Jakby coś w nią uderzyło tak mocno, że wokół budynku rozniósł się kurz a odłamki cegieł i drewna rozleciały się po najbliższej okolicy.
Na całe szczęście całą trójką, powozu i budka strażnicza znajdowały się dobre 10-15 metrów od miejsca strzału.
A po nim przez chwile nastąpiło dokładnie nic, do momentu, kiedy kurz opadł na tyle, by ujawnić całkiem sporą dwumetrową wyrwę w ścianie, do której podbiegła grupa pięciu uzbrojonych mężczyzn, każdy posiadający taką samą strzelbę czy karabin i zaczęli wchodzić do budynku, ubezpieczając się i celując do środka.
- Kurwa mać! Uwielbiam artylerię polową! Jebana przyszłość wojny. Chodź zobaczyć z bliska, bo pokaz się już skończył - Powiedział dosyć głośno ten ze strzelbą i zaciągnął swojego kolegę bliżej domu dając szansę Erin na kolejny ruch bądź ruchy.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 389
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Pon Sty 01, 2018 8:38 pm

Jak najszybciej przekradła się za następną osłonę, kurczowo przylegając do niej ramieniem. Rany boskie, serce waliło jej jak oszalałe. Ewidentnie była w tej chwili za nerwowa na taką zabawę w kotka i myszkę. Mimo ogólnego napięcia, starała się oddychać jak najspokojniej i najciszej. Głupio by było, gdyby kryjówka Hawke została zdradzona tylko z powodu zbyt głośnego wciągania powietrza. Taka opcja zdawała się niezwykle żenująca, zwłaszcza dla złodzieja. Uspokoiła się nieco, przez co miała chwilę na obeznanie się w sytuacji oraz podsłuchanie rozmowy wartowników. I szczerze mówiąc, zaczynała się zastanawiać co się tu odpierdziela. Co miały znaczyć te czerwone plamy z cegły i ślady po kulach na ścianach? Przecież tu tego ostatnio nie było, a może po prostu tego nie zauważyła, gdy nocą się przekradła się w cieniu? Nie ważne! Liczyło się tylko jedno, czemu to tak wygląda? Przecież Adley byli rolnikami, a nie wojownikami! Nawet pomimo swoich proinkwizycyjnych przekonań nie dawaliby rozwalać swojego najlepszego gospodarstwa. Przecież to była ich chluba, dziedzictwo! Przez pokolenia ciężko na to harowali. Coś tu ewidentnie nie grało, a Hawke nie wiedziała czy powinna się z tego powodu cieszyć czy wręcz przeciwnie. Wychyliła się lekko i na chwilę, tak aby nikt jej nie zauważył, za swojej osłony, aby przyjrzeć się dwóm mężczyzną, którzy stali na straży. To nie Inkwizycja. Nie mają płaszczy... Z resztą nie wyglądają na nich... Inkwizytorzy rzadko się bawią w takie pilnowanie, od tego mają ludzi. Wojskowi? Nie, brak mundurów... Najemnicy? Najwyraźniej... Ale czemu? przebiegło jej przez myśl. W spokoju wysłuchała rozmowy, wyczekując swojej okazji do kolejnego przemieszczenia się w kierunku końca ogrodzenia. Zmarszczyła lekko czoło, słuchając z lekkim niedowierzaniem. Co się tu odpierdalało? Czy Inkwizycja o tym wiedziała? Czy Chris wiedziała?
Mimowolnie skuliła się jak przestraszone dziecko, gdy huk wystrzału przeciął powietrze. Trwała tak w bez ruchu do momentu kolejnych słów jednego ze strażnika. O nie, kurwa, nie miała zamiaru tu dużej zostawać. Miała zamiar jak najszybciej skorzystać z okazji by zwiać z tego miejsca, nie oglądając się ani jednej chwili dłużej na budynek i całą resztę. Nawet nie chciała sobie wyobrażać co by się stało, gdyby ktoś ją tu przyłapał. Nic nie było w tym momencie ważniejsze niż wydostanie się stąd i to jak najszybciej się dało.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   Sob Sty 13, 2018 11:20 pm

Gdy już wszystkie pyły opadły a grupka pięciu osób wyszła przez wyrwę z budynku Erin mogła usłyszeć dość głośnie gromkie brawa jakby ten pokaz był najwytrawniejszym spektaklem oferowanym przez teatr. I można było powiedzieć, że nim był. Spektaklem siły i technologii, bo w żaden sposób ta akcja nie przypominała statycznej walki, jaką uprawiały Armie świata.
I wyglądało na to, że droga była wolna i można było stąd najprościej w świecie spierdolić. Najbliższsi najemnicy poszli się przyglądać wydarzeniu, zaś kolejny dwuosobowy patrol idąc obok kamiennego muru oddzielającego gospodarstwo, oddalił się na tyle, by można było przez niego przeskoczyć. Miał przecież tylko z metr.
I już mogła się ruszyć, gdy za sobą usłyszała dźwięk buta i odbezpieczenie szczerbinki rewolweru. Tylko że podwójnie. Wyglądało na to, że ktoś kto ją właśnie zaszedł od tyłu, był dość szybki...i cichy. I straszny, bo nagle jak na złość powiało w nią chłodem.
- Czyżbym widziała kogoś niezaproszonego na pokaz? - Zapytał kobiecy, lekki głos o dość typowym Irlandzkim akcencie. Chociaż maniera wskazywała na to, że kobieta stojąca za nią miała jakiś związek z arystokracją czy chociaż wyższym mieszczaństwem.
- Wszystko na to wskazuje droga siostro - Odpowiedział głos numer dwa, tylko że tym razem męski, chociaż był tak samo łagodny. Ale para zdecydowała się nie pieprzyć i po prostu oboje dalej utrzymywali ją na celowniku, ale też nie byli narwani, bo pozwolili się drogiej Hawke obrócić w ich kierunku.
Przed dziewczyną bowiem stały dwa...klony. Oboje mierzyli około stu osiemdziesięciu centymetrów wzrostu, oboje też mieli włosy o rudym odcieniu, byli tak samo bladzi o oboje cierpieli na tą samą chorobę - Heterochromie. Nie można było tego nie zauważyć z powodu jakże intensywnych koloru ich oczu, gdzie jedna tęczówka była niebieska a druga zielona. Różnicą było to, że u kobiety tęczówka koloru zielonego była prawa, a u mężczyzny - Lewa.
Oboje byli także tak samo ubrani, mając na sobie po kremowym żakiecie, beżowej kamizelce, zielonym krawacie i koszuli, nie wspominając nawet o dole tego samego koloru (Tyle że mężczyzna miał na sobie spodnie a kobieta spódnica). Oboje też trzymali po rewolwerze, tylko że pan był praworęczny, a pani leworęczna więc też trzymali je przy sobie.
- I co by tu z tobą zrobić co? - Zapytali jej oboje, w tym samym momencie i kiwnęli jej, by się ruszyła. I może walka była jakimś sposobem na wyjście z opresji aż do momentu, gdy dwójka najemników, których wcześniej słyszała wróciło, na którego miejsce mieli pilnować i podeszli do niej i do bliźniaków, na razie się nie odzywając. Bliźniak tymczasem wyciągnął z kieszeni najzwyklejszą monetę i ją pokazał Hawke.
- Orzeł to życie -
- A reszka to śmierć -
- Zginąć z powodu przypadku to nie powód do smutku -
- Ani do dumy -
Po tym jakże małym teatrzyku, które miał ją przestraszyć, bliźniak rzucił monetę w górę, która po chwili wylądowała przed nogami Hawke. Reszka.
- Widzę reszkę -
- A ja orła -
- A to wszystko z powodu perspektywy. -
- A ty co widzisz ze swojej perspektywy? -
- Śmierć? -
- Życie? -
- To, co wybierzesz nie zależy od Monety -
- Ale od ciebie -
Po tym dialogu między nią a bliźniakami (Chociaż jasnym było, że w tym występie miała być niesłyszalna) podeszła do niej stojąca obok dwójka i pokazali jej, że miała iść. I być cicho. A ucieczka raczej nie była już możliwa, czy to z powodu obstawy, czy to bliźniaków idących za nimi, czy za spojrzeniami pozostałych ludzi na farmie i poruszenia niektórych, informując się nawzajem o złapaniu intruza, który właśnie został wprowadzony do domu.
Dom w środku wyglądał dość ciekawie, bo był jakoś umeblowany, ot, tak by symulować normalnie urządzony dom, tylko że z tańszych mebli, co raczej było logicznie, szczególnie że w ścianie salonu znajdowała się ogromna dziura, a po podłodze walały się deski, kamienie i kawałki zniszczonych mebli.
Erin została jednak została zabrana do innego pokoju, w który znajdowało się dość sporo krzeseł, bo mogła ich wyliczyć około dziesięciu.
Gdy cała piątka weszła do środka, jeden z “jej” ochroniarzy podstawił na sam środek krzesło, na którym “usadzono” i zostawiono ją z bliźniakami sam na sam, którzy ustawili się po bokach drzwi wejściowych, stojąc i wpatrując się w nią.
- Nie wiemy, czy ściągnął cię tutaj przypadek
- Czy ściągnęła cię tutaj w pełni świadoma decyzja - Zaczęli znowu, ale oboje przestali, gdy do pomieszczenia wszedł dość wysoki mężczyzna, będący Fransem (przez co nie chce mi się go nie chce opisywać - Jestem podpity), który spojrzał to na Hawke to na bliźniaki i westchnął cicho.
- "Denmother". Znaleźliśmy ją przy budce strażniczej. Wyglądała jakby się ukrywała lub podsłuchiwała - Odpowiedziała kobieta, na co brodacz najwidoczniej będący parę wcześniej już wspomnianym “Denmother” obleciał ją wzrokiem, zastanawiając się skąd tu się wzięła i po co tu była.
Był zadowolony z udanego pokazu przed kilkoma przedstawicielami Armii Szwedzkiej i o dziwo armii Pruskiej, którzy poprosili o możliwość obejrzenia pokazu w ostatniej chwili. Cóż. Pokaz jak pokaz i był zadowolony, że był na tyle popularny, by gościć kogoś, kto reprezentował jedną z najpotężniejszych Armii na świecie.
W końcu celował w to, by pokazywać innowacje i ją zresztą pokazał. Innowacją był kilkopunktowy szturm na budynek z użyciem kilkuosobowego oddziału szturmowego i oddziału wsparcia. Ale też nie stał w tym pokoju, by sobie streszczać pokaz, który zresztą samemu zaplanował.
- Wiadomo czy znalazła się tu przypadkiem, czy specjalnie? - Zapytał i złapał za jedno ze stojących przy ścianie krzeseł i postawił go przed siedzącą Hawk i na nim usiadł, zaczynając się zastanawiać co zrobić z tym faktem.
Najprostszym była szybka egzekucja i płytki grób w lesie, ale też nie należał do takiego typu ludzi, by to robić...ot tak. Na jego pytanie zaś bliźniaki nie odpowiedziały wogólę.
- Rozumiem. Zostawcie nas samych i ogłoście pierwszego stopnia. Jak nasi goście odjadą to, zmienicie go na drugiego. - Odpowiedział wpatrując się w twarz Hawke, na co bliźniaki opuściły pokój. Brr. Byli bardzo przydatnymi pracownikami, ale nawet on musiał przyznać, że byli dosyć niepokojący. Ale cóż. Został sam na sam z intruzem czy może teraz z “Tymczasem więźniem”. Ubiór dziewczyny mówił, że nie była pierwszą lepszą dziewczyną, która się napatoczyła. Specjalnie jej też nie kazał sprawdzić i ewentualnie zabrać ją potencjalną broń, którą miała przy sobie, bo nie było to potrzebne
- Na wstępie chciałbym ci powiedzieć, że nie zostałaś związana ani przeszukana z tego powodu, że nie widzę takiej potrzeby. Chce też nadmienić, że jakakolwiek ucieczka, próba ataku czy zrobienia mi krzywdy będzie z góry skazana na porażkę. Ale też wyglądasz na inteligentną więc pewnie nie musiałem tego mówić - Zaczął i założył nogę na nogę. W domu było stosunkowo ciepło, więc też zdjął z siebie płaszcz, zostając tylko w białej koszuli i czarnych spodniach. Brak płaszcza też sprawił, że Kabura przymocowana do boku jego spodni była widoczna, a w niej widoczny był rewolwer. Amerykański. Jak zresztą każda broń, która mogła zauważyć przez te paręnaście.
- Tak więc. Czemu znaleziono cię na terenie farmy? Nie wyglądasz ani na czarownice ani na kogoś z inkwizycji. Nie wyglądasz na typową dla naszych czasów dziewczynę z powodu odstającego ubioru. Tak więc czemu się tu znalazłaś, Pani najemnik? - Zapytał najprawdopodobniej wnioskując, że jest najemnikiem poprzez jej ubiór. Ale równie dobrze jego wnioskowanie mogło być złe. Cóż. Zaraz się przekona.
- A właśnie. Potrzebuje jeszcze twojej godności, by spisać raport. Mam nadzieje, że nie będziesz tego utrudniała. Szczególnie, że jeśli jesteś niewinna to wyjdziesz stąd w ciągu najbliższych dwudziestu minut. A jeśli się okaże, że jesteś z Inkwizycji -Powiedział i spojrzał na nią ostro, jakby miał zamiar ją zastrzelić, gdyby okazało się, że reprezentuje ową frakcję.
- To osobiście odprowadzę cię do aż do biura panny Christine i napomnę ją, że ja jej nie szpieguje. I mogła poprosić o zaproszenie. Tak więc cóż. Opcja współpracy jest chyba jedyną logiczną rzeczą w tej sytuacji - Stwierdził i spojrzał na nią zastanawiając się, czy dziewczyna jednak należy do tej inteligentniejszej części i go posłuchała, czy będzie się wyrywała. Raczej wyglądał na takiego, którego można było posłuchać. Był schludny, elegancko ubrany, starał się być kulturalny i nie zachowywał się jak kat. Więc też czemu nie?

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa   

Powrót do góry Go down
 
Gospodarstwo Rodziny Adley / Pomarańczowa Strefa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Rodziny graczy
» Niebieska Strefa Księżyca
» Niewielkie, stare gospodarstwo
» Ród Rogińskich
» Dorzecze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Ponury bór-
Skocz do: