IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabinet Christine

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 690
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Gabinet Christine   Pią Sty 05, 2018 5:53 pm

Selene napisał:
Jeden z wielu gabinetów na piętrze grabarzy, nie wyróżniający się prawie niczym - jednakowo zawalony papierami, niezbyt przestronny, z wielkim oknem, przez które ma się idealny widok na stos (być może przez to wiecznie zasłoniętym). Choć sama Christine sprawia wrażenie osoby zadbanej i ułożonej, niektórzy po przekroczeniu progu jej gabinetu przeżywają prawdziwy szok, a pierwsze pytanie, jakie się po tym nasunie brzmi mniej więcej "jak w ogóle można funkcjonować w takim chaosie!?", co bynajmniej nie jest przesadą, gdyż księgi z archiwum, dokumenty, tajemnicze akta leżą dosłownie wszędzie, od krzesła przed biurkiem, przez podłogę, aż po szeroką donicę z więdnącym kwiatkiem. Jakby tego było mało, część z papierzysk jest przybita do ściany, łącznie z notatkami, będącymi zapewne komentarzami samej właścicielki pokoju.
Poza tym, co rzuca się na pierwszy rzut oka, w pomieszczeniu znajduje się również dębowe, potężne biurko, na którym stoi lampa, a tuż obok fotel, szafa, komoda i trzy półki. Gabinet ogółem nie zachęca do przebywania tu przez dłuższy okres czasu, nawet jeśli znajdzie się miejsce gdzie usiąść, jednak własnie tutaj Christine spędza znaczną część swojego dnia w pracy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 690
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Sob Sty 06, 2018 5:59 pm

W Inkwizycji zapanował chaos. Korytarze aż huczały od plotek. Mijała przekrzykujących się ludzi, w okolicach lochów właściwie musząc się przeciskać siłą przez grupkę blokujących jej drogę inkwizytorów. Nie przepuszczono jej dalej, w końcu wyjaśniając szczegóły. Nie mogła kontynuować swojej codzienności. Jak się okazało, jednej z wiedźm udało się zbiec z lochów. Dokładnie tej, z którą Selene miała kontynuować przesłuchanie.
Zbladła aż na twarzy, zupełnie nie wiedząc, co odpowiedzieć. Tym samym straciła zainteresowanie pogrążonych w rozwiązywaniu sprawy inkwizytorów. Wycofała się powoli, zbierając myśli. Czyli co? Wolne popołudnie? Mając w świadomości, że jednej z wiedźm może udać się uciec z bram Inkwizycji? Niedoczekanie. Odeszła szybkim krokiem, natychmiast pnąc się po schodach na wyższe piętra. Musiała temu zaradzić, jakkolwiek.
Skoro była jedną z nielicznych osób, które widziały wiedźmę przed jej ucieczką, zapewne i Selene zostanie przesłuchana, gdyby... miała dopuścić się zdrady. Zdrady! Ona! Dobre sobie... Zamierzała dopomóc pochwyceniu wiedźmy, bo jak zrozumiała - ta nie opuściła jeszcze zamczyska.
W tym celu udała się do Christine, mistrzyni grabarzy. Niemal biegła korytarzem, spostrzegając się, jak dawno tu nie była. Przez myśl przeszło jej zastanowienie, dlaczego Chris nie przeniosła się jeszcze do większego gabinetu z racji awansu. Mogłaby się tylko domyślać odpowiedzi kobiety. Piętrzące się w nieskończoność stosy papierów, książki i notatki przybite jedna na drugą w ścianę, mówiły same za siebie. Nie tak łatwo było wyrwać się z tego bagna, zwłaszcza, że robiło ono wszystko, by zatrzymać ze sobą Christine.
Selene, jak to Selene... wparowała do jej gabinetu, z hukiem roztwierając drzwi, których nawet nie raczyła za sobą zamknąć. Na tę chwilę miała o wiele poważniejsze sprawy na głowie niż kilka kartek spadających z półek pod wpływem uderzenia drzwi o ścianę. Już otwierała usta, by wyrzucić z siebie wszystko, co leżało jej na duszy.
Otóż, mistrzyni grabarzy uprzedziła porywczą inkwizytorkę:
- KURWA MAĆ, SEL - huknęła, dodatkowo doprawiając swoją wypowiedź twardym uderzeniem dłoni o wolne miejsce na blacie biurka. - NAUCZYSZ SIĘ W KOŃCU PUKAĆ?!
Selene dopiero teraz spostrzegła się o obecności jeszcze jednego jegomościa w pokoju, zastygłego w bezruchu, przytłoczonego nagłym wybuchem. Natrafiając jednak na zdenerwowane spojrzenie Christine, wrócił do notowania słów kobiety, które musiały paść przed pojawieniem się rudowłosej inkwizytorki.
- Słyszałaś, co się wydarzyło? - sapnęła, zupełnie ignorując wcześniejsze upomnienie kobiety. - Nie mogłam nawet...
- Nie jestem ani głucha, ani ślepa. Każdy inkwizytor już o tym słyszał, kretynko - przerwała jej natychmiast, machając przy tym wściekle dłonią.
Zagubiony grabarz znów przerwał pisanie, wyraźnie nie potrafiąc pracować z dwójką przekrzykujących się kobiet. Christine zrozumiała wtedy, że najpierw musi uporać się ze swoją koleżanką po fachu, nim przejdzie do bardziej wymagających czynności. Selene kontynuowała:
- Miałam iść na jej przesłuchanie... Teraz nawet nie mogę zejść do lochów, co mam robić? - wypowiedziała na jednym tchu, wchodząc wgłąb gabinetu. Dostrzegła ostrzegawczy błysk w oczach Christine.
- Rozbierz się i popilnuj ubrania. Ale z dala od mojego gabinetu - poleciła jej zupełnie poważnym tonem. - Nie wchodź mi dziś w paradę, wyczekuję kogoś. A moje życie jest obecnie pasmem nieszczęść i bez twojej obecności. To wszystko. Teraz możesz wypierdalać z mojego gabinetu w podskokach - zarządziła, wywracając oczyma, najwyraźniej uznając temat za zakończony, gdyż odwróciła się w stronę mężczyzny.
Wtedy doszła do niej pewna informacja. Wróciła wzrokiem do Selene, przyglądając się jej bacznie:
- Miałaś iść na przesłuchanie wiedźmy, która uciekła...? - upewniła się, intensywnie nad czymś rozmyślając.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Sob Sty 06, 2018 7:58 pm

Widok Wishtown nigdy nie przestanie zadziwiać kobiety. Może na pierwszy rzut oka miasto nie wydaje się złe, lecz wchodząc głębiej i głębiej... czujesz to zepsucie. W rankingu najbardziej nieprzyjemnej atmosfery, wygrywa Wish. Miała okazję być w wielu miejscach, ale żadne mu nie dorównuje. Pewnie to powód, dla którego jest takie wyjątkowe i zawsze chętnie odwiedzane przez Ann. Gdyby tylko chciała, mogłaby się przenieść na stałe gdzieś indziej, lecz nigdy coś takiego się nie stanie. Są pewne rzeczy z których nigdy się nie zrezygnuje, a jeśli o tym mowa...
Nie zjadła wczorajszego dnia dostatecznie dużo, podczas libacji alkoholowej i od samego rana trzyma ją mały kac. Nie jest źle. Gorzej, że musi odwiedzić główną siedzibę. Ile dałaby za poleżenie w łóżku i pozbyciu się, tej upierdliwej dolegliwości. Musiała się napić! To było świętowanie powrotu. Część świętowania, bo będzie ono trochę trwało. Szła sobie spokojnie w stronę docelowego budynku. Chmury zakrywające słońce są, jak najlepsze wino z rana. Nie musi nosić ze sobą parasolki. Co z kapeluszem? Hah, prędzej sama rzuci się na stos, ratując przy tym jakąś wiedźmę.
Będąc na miejscu, przypomniało jej się coś bardzo ważnego. Powinna zameldować się w pewnym miejscu, od razu po powrocie. Coś nie wyszło. Więc, to wyleciało białowłosej z pamięci. Koniec końców, udało się zjawić. Prędzej, czy później. Westchnęła ciężko, kierując się dalej w przód. Miała okazję dowiedzieć się w międzyczasie, co się tu dzieje i czemu jest tu taki ruch. Skreślała opcję z darmowym alkoholem, który mogłyby roznosić służące. Chociaż, kto wie... Lada moment, wszystko było jasne. Widać, że Inkwizycja nie śpi i zawsze można liczyć na to, iż coś im nie pójdzie. Nie pójdzie? Delikatnie powiedziane. Odwiedziła jedno miejsce, po czym skierowała kroki w kolejne. Modliła się w duchu, by nie na nią spadło pewne zadanie. Konkretnie sprzątanie. Dopiero wróciła, ma prawo do kilku dni wolnych. Była tak dobrej myśli, nawet nie zdjęła z siebie płaszcza. Liczyła, że zaraz będzie mogła się stąd ulotnić. Otwarte drzwi i donośne głosy, tak to tu ma zawitać. Przeszedł ją niemiły dreszcz, ale trzeba to załatwić. Stanęła na progu, po czym zapukała w drzwiczki. Wyglądało na to, że ktoś był bardzo niezadowolony i użył za dużo siły.
- Zdrastwujtie. Więc, kto tak dobrze zajmował się wiedźmą i pozwolił jej na spacerek?
Spytała z delikatnym uśmiechem. Zdążyła już dokładnie się przyjrzeć pomieszczeniu, które zdecydowanie wymagało posprzątania. Nie ma się co czepiać, Ann nigdy nie sprzątała u siebie w domu.
Wiedziała z kim ma do czynienia, oprócz owej dwójki. Duża, rudowłosa kobieta, która nie wyglądała na pocieszoną i jakiś mężczyzna, zapewne grabarz. Skąd to wie? Naprawdę, nie jest trudno niektórych przejrzeć. Jeszcze, gdy przed nim leżą notatki. Nie ma co ukrywać, z chęcią siadłaby sobie w jakimś fotelu i pogadała, jednak nie wchodziło to w grę. Nadal się oszukiwała i wierzyła, iż wezwanie w to miejsce, to tylko błaha sprawa. Coś na zasadzie, trzeba mieć teraz oczy dookoła głowy i nie pakować się w niebezpieczne sytuacje. Coraz mniej rzeczy szło po myśli Ann. Właściwie, nic nie szło od pobudki. Gdzieś tam z tyłu głowy, czuła mały ból. Nie dawał spokoju i zapewne, nie da.
Powrót do góry Go down
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 690
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Sob Sty 06, 2018 9:33 pm

W pomieszczeniu zrobiło się już zupełnie tłoczno, gdy zawitała w nim kolejna osoba. Selene nie zdążyła odpowiedzieć, natychmiast przenosząc wzrok na białowłosą kobietę. Nie znała jej za dobrze, lecz kojarzyła imię i plotki. To najwyraźniej na nią czekała Christine, co grabarz potwierdziła słowami:
- Annika. W końcu - kiwnęła głową, nieco się uspokajając. Sięgnęła po plik papierów z podstawką, prędko rzucając spojrzenie na tekst zapisany drobnym druczkiem. — To wciąż zagadka. Rozpłynęła się w powietrzu, dosłownie. Strażnicy byli przy niej przez cały czas. Są teraz przesłuchiwani, może dowiemy się czegoś nowego... - wyjaśniała w pośpiechu, raz co raz zerkając na Annikę i tekst przed sobą. Musiała przekazać jej wszystko, co najważniejsze. Bardzo starała się nie pominąć niczego pod presją czasu.
- Nie mogła opuścić bram zamczyska - od razu gdy zauważono jej nieobecność, podniesiono alarm. Nikt nie wie jednak, gdzie się udała. W lochach znaleziono skraj sukni pokutnej i ślady krwi w dwóch różnych miejscach. Krwawiła, zapewne jeszcze od czasu tortur zeszłego dnia, które, swoją drogą, nie przebiegły zbyt pomyślnie, bo wciąż nie wiemy nawet, na co stać ową wiedźmę... - zerknęła tu wymownie w stronę Sel, która w mig pojęła jej zarzut.
- Hej, to nie moja wina, że co chwila mdlała - próbowała się bronić, świadoma, że znacznie się przecież do tego przyczyniła.
- Oczywiście - wypowiedziała przez zaciśnięte usta Christine. Doprawdy, miała na głowię masę spraw, wiedźma na wolności była ostatnim, czego potrzebowała. - Annika, dla ciebie zostały poszukiwania w kanałach - wypowiedziała, zerkając dla odmiany na papiery trzymane przez milczącego grabarza. - Selene, pomożesz w poszukiwaniach. Wiesz, czego się po niej spodziewać. Wiesz jak wygląda - zarządziła nie zastanawiając się długo. Miała nadzieję, że nie popełniła właśnie ogromnego błędu.
- Och. Hawke mogłaby nam pomóc; potrafię z nią pracować. Gdzie ona jest? - jęknęła, niezadowolona z każdego punktu przydzielonego jej zadania.
Mina Chris mówiła sama za siebie, lecz ton jej głosu zwyczajnie spowodował, że chyba każdemu ze zgromadzonych w gabinecie, włosy na głowie stanęły dęba.
- Erin. Jest. Na. Urlopie - wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Niezbyt wymowny argument, ale Selene nagle straciła ochotę do dyskusji. Wycofała się, jedynie kiwając głową. Christine w tym czasie niemal wyrwała jedną z pierwszych kartek stojącego obok grabarza. Z rozmachem umieściła na niej parafkę, pieczętując ją u samego dołu. Podeszła po Anniki wyciągając ku niej podpisany dokument.
- Trzymaj. To pomoże ci dostać się do wnętrza lochów i kanałów - poinformowała ją, jako że Inkwizycja była teraz pilnowana na każdym rogu i przeciętne śmiertelniczki, takie jak one, nie mogły poruszać się, jak tylko chciały. - Dwie sprawy. Wiedźma ma wrócić żywa, czy wyrażam się jasno? - ponowne spojrzenie na Sel, która nie odważyła się zaprzeczyć. - A poza tym, jeśli coś spierdolicie, zapewnię wam sprzątanie łazienek do końca miesiąca - poinformowała je, najwyraźniej nie żartując.
Zamrugała oczyma, usiłując sobie przypomnieć, o czym mogła zapomnieć.
- Jakieś pytania? Wiecie, co robić? - zapytała się, na co Selene wzruszyła jedynie ramionami.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Sob Sty 06, 2018 11:22 pm

Uważnie słuchała wszelkich informacji, a w międzyczasie pomyślała, że miło by było mieć zdjęcie uciekiniera. To niemożliwe, ale ułatwiłoby pracę i to bardzo.
- Czarownica rozpływająca się w powietrzu... To nie brzmi dobrze.
Zamruczała pod nosem. Skoro nie opuściła bram, Ann powinna ją jeszcze dziś złapać. Nie ma mocy, która ukryje kogoś na zawsze. To kwestia czasu, gdy ofiara się pokaże. Miała rzucić pytaniem, czemu niczego o niej nie wiedzą? Christine wyprzedziła białowłosą z odpowiedzią. Czyli ten olbrzym, był katem. Chciałaby skłamać, lecz od początku pasowała na to stanowisko. Żarty żartami... Miała pracować z rudowłosą, co lekko nie satysfakcjonowało czerwonookiej kobiety. W zupełności mogła powierzyć to zadanie tylko Ann, załatwiłaby to sama. Co prawda, nie wiedziałaby, jak dokładnie wygląda owa wiedźma. Po trupach, do celu.
Sam głos Christine sprawił, iż dziewczynie wyleciały z głowy wszelkie uwagi na temat pracy zespołowej. Odebrała kartkę z podpisem, aby po chwili spojrzeć na nią i przeczytać zawartość.
- Żywa? Sądzę, że zabieranie kogoś, kto dążył za każdym razem do wykończenia fizycznego, nie jest dobrym pomysłem. Mam przyzwolenie na użycie broni w razie nagłego zatracenia się panienki Selene? Myślę, że moje słowa niewiele wtedy dadzą.
Stwierdziła ze spokojem, zginając delikatnie kawałek papieru na pół i zerkając na rudą. Mały uśmiech nie schodził z twarzy Rosjanki. Ile to plotek zdążyła się nasłuchać o wielkiej Selene! Teraz ma okazję z nią pracować. Mówili o krwawych przesłuchaniach, czy innych tym podobnych wybrykach. Kto by pomyślał, że w takiej dziewczynie drzemie tyle agresji i przemocy.
- Poza tym, nie mam żadnych pytań. Zadanie przyjęte, zaś niedługo i wykonane. Chociaż... Ciekawi mnie jedna rzecz. Czemu ona jest tak ważna?
Nie byłaby tak ważna, gdyby można było ją zabić natychmiast. Jest dużo opcji, a wiara w to, iż do końca jej nie przesłuchali, jest głupia. Nie jest to pierwszy przypadek ucieczki czarownicy. Różni się tym, że tamte zabijano z zimną krwią od razu. Nie czekano na to, aż zostaną przesłuchiwane po raz kolejny. Coś było na rzeczy. Rozmyśliła się dość szybko i machnęła ręką.
- Mniejsza z tym. Lochy i kanały. Ognistowłosa chodź, mam nadzieję, iż nie przyniesiesz mi pecha. Żegnam pani Christine.
Kiwnęła głową na pożegnanie i wyszła z gabinetu. Nie przez przypadek Annika wspomniała o pechu. Rudy kolor włosów to zwiastował. Czy może być jeszcze śmieszniej dzisiejszego dnia? Owszem! Czas ich goni, wieczorem miały odbyć się urodziny pewnego znajomego i Inkwizytorka dostała zaproszenie. Smutne, ale chyba się nie pojawi. Trzeba wypełnić to zadanie najlepiej, jak tylko można. Nie widzi się jej szorowanie łazienek. Kto by miał na to siłę.
Powrót do góry Go down
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 690
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Nie Sty 07, 2018 12:36 am

Selene naprawdę niewiele potrzebowała, aby stwierdzić, że białowłosa wcale nie przypadła jej do gustu. I fakt, że wyglądem przypominała inkwizytorce doktor Deneve wcale nie był główną przyczyną. Już samo nazwanie jej „panienką” odebrała jako pierwszy atak. Wykrzywiła wargi w grymasie niezadowolenia. Nie byłaby sobą, gdyby przemilczała podobną uwagę:
- „Panienka” Selene potrafi zadbać o swój tyłek. I tobie proponuje uczynić to samo - warknęła, krzyżując ręce na piersi i zerkając na nią kątem oka.
Christine westchnęła ciężko, widząc już, że pomysł zmuszenia ich do współpracy nie należał do najlepszych. Sięgnęła po cierpliwość z dna swojej duszy, tłumiąc przemożną chęć wyrzucenia wszystkich intruzów z jej gabinetu.
- Waszym celem jest jej złapanie i ponowne wtrącenie do lochów. Nic poza tym. Jeśli jednak dojdzie do pewnych... komplikacji... - chwilę zastanowiła się nad doborem odpowiedniego słowa. - Atak we własnej obronie jest zrozumiały. Jednak nic więcej. Jeśli dowiem się o jakichkolwiek nadużyciach, obie zostaniecie wyjebane z Inkwizycji na zbity pysk - powiedziała stanowczo i wyraźnie, a na jej twarzy odbił się cień uśmiechu.
- Spokojnie - zdecydowała się jeszcze powiedzieć. - Zadanie nie ciąży wyłącznie na waszych barkach. Przydzielone zostały różne grupy do przeszukania innych miejsc budynku. Nie wymknie się nam - jakby próbowała je pocieszyć po tym wszystkim.
Selene zmarszczyła brwi, mając i tak nadzieję, że to one będą tymi, które schwytają wiedźmę. Musi się jej przecież odpłacić za ucieczkę bez pożegnania. Aż paliła się do rozpoczęcia misji.
- Wiedźma nie jest ważna. Jest jedną z wielu. Ale jakimś pierdolonym cudem udało jej się zbiec ze strzeżonych lochów. Jeśli informacja, że wiedźmy biegają sobie wolno korytarzami Inkwizycji wyjdzie na zewnątrz... - Chris wyraźnie powstrzymywała się, aby używać tych łagodniejszych słów, choć na język cisnęły jej się nietuzinkowe wulgaryzmy. - Notowania Inkwizycji lecą na złamanie karku. Wystarczy, że ta placówka ma opinię siedliska niewyżytych zjebów i  sadystów, nie potrzebujemy dodatkowych poglądów o naszej nieudolności, naprawdę. Wiedźma ma wrócić do lochów i spłonąć na stosie, jasne? - W dużym skrócie ujęła chaos, jaki zapanował tu ostatnimi czasy. Sama nie dawała sobie rady, a osoby pokroju Selene, choć funkcjonujące w dobrej wierze, naprawdę nie pomagały jej w realizacji swojego celu.
Rudowłosa inkwizytorka przytaknęła z powagą, lecz ciężko było jej wysłuchiwać tak niepochlebnych słów o drugim domu. Nawet jeśli były one w całości prawdą.
- Sel opowie ci po drodze szczegóły o wiedźmie. Zapoznała się z jej kartoteką już wczoraj - poinformowała Annikę teraz, nie chcąc tracić czasu na wyjaśnienia. Pożegnała ją również skinieniem głowy, natychmiast rzucając Selene spojrzenie jawnie pytające „No, na co czekasz?”.
Selene bez słowa sprzeciwu dogoniła więc swoją towarzyszkę w misji, zaczynając kroczyć tuż u jej boku.
- Mów mi po prostu Selene - poinformowała ją, niespecjalnie chcąc znosić ponownie „panienki” i „ognistowłose”, choć to ostatnie miano nawet przypadło jej do gustu. - Nigdy nie schodziłam do kanałów. Ale to nie może być takie skomplikowane... - mówiła, nadając im tempo i maszerując całkiem szybko. — Nie uważasz, że powinnyśmy się do tego bardziej przygotować? Chociażby zostawić zbędne ubrania w szatni przy łaźniach, jeśli przyjdzie nam brodzić po kolana w gównie? - zapytała rzeczowo, mając ochotę to uczynić, lecz nie zamierzając wyjść na tą, której odrobina brudu przeszkadza.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Nie Sty 07, 2018 11:39 pm

Pani Christine miała rację odnoście postrzegania Inkwizycji, jednak to się prezentowało znacznie gorzej. Takie plotki, jakie chodzą po mieście to coś niesamowitego. Niekiedy, sama Ann dowiadywała się od ludzi bardzo ciekawych rzeczy, na temat różnych członków organizacji. Większość pewnie była zmyślona i dopowiadana między innymi mieszkańcami, choć kto tam ich wie. Powinno się zacząć coś robić w tym kierunku, lecz przynajmniej jest śmiesznie. Tak, nie powinno być.
Była przygotowana na upolowanie, jakiejś rzadkiej i niespotykanej wiedźmy, a skończyło się tak, jak zawsze. Niepotrzebnie snuła domysły o tajemniczych powiązaniach i sile. Zawiodła się. Chodziło o to co zwykle, czyli złapać, zaprowadzić grzecznie z powrotem i urządzić piękny stosik, specjalnie dla niej. Da się zrobić, nawet z rudą u boku. Dobrze zaczęła ten dzień! Najpierw groźba mycia łazienek, zaś potem straszenie wyjebaniem z Inkwizycji. Miała ochotę sobie zaklaskać i skarcić w myślach. O nie, chwila. Już to uczyniła. Gdyby przyszła po południu, ryzyko zahaczenia o to zadanie zmniejszyłoby się. Nie musiałaby zwiedzać zaczarowanej krainy kanałów i lochów.
Czuła, że podpadła swym pytaniem. Z pewnej strony, tego chciała. Pragnęła rozgryźć charakter Selene, zaczynając od nieprzyjemnej strony. Jak się zaraz okazało, nie było wiele do gryzienia. Najwidoczniej nie trzymała długo urazy. Całe szczęście. Pracowanie z obrażoną olbrzymką byłoby męczące, a weź tu taką uspokój.
- Selene, Selene, Selene... Postaram się zapamiętać. No raczej, że nie jest skomplikowane. Sądząc po wskazówkach, które są, aż nadto jasne musimy skierować się na sam dół. Tam, gdzie nie czeka nas nic przyjemnego. Nigdy? Oh, przygotuj się, skarbie. Będziesz musiała wdychać rozpuszczone mydło przez kilka dni, zanim przegonisz smród ze swego nosa. Jest też drugi sposób, a mianowicie kurowanie się wódką przy moim boku.
Zauważyła trafnie, po czym zwolniła kroki. Miała okazję przebywać tam trochę i wspomina to bardzo źle. Świeże powietrze po wyjściu stamtąd, było darem z niebios. Spojrzała na ognistowłosą z odrobinę kpiącym uśmiechem.
- Czyżby przerażał cię brud? Niemożliwe. Mimo to, nadal nie jesteś panienką, co? Jednakże, masz rację. Na pewno, nie wezmę ze sobą swego płaszcza. Jest zbyt cenny, by lada chwila został ujebany w czymś takim. Zasługuje on na godny koniec i nie w tym momencie.
Zdjęła z siebie wierzchnie odzienie, strzepując lekko przy okazji. Szczęśliwe ubranie musi być chronione zawsze, bez względu na wszystko. Mając je obok podczas imprezy, jest w stanie pić i pić, a kaca się nie obawiać. Przyjrzała się dokładniej ubraniom Sel i z udawanym zamyśleniem, odezwała się w końcu.
- Rozumiem, że dbasz o mój ubiór, ale ty nie masz czego zostawiać w szatni. Twój cały zestaw jest perfekcyjny na przydzieloną nam misję. Nawet masz dużą szansę, jako pierwsza złapać czarownicę.
Rzekła, delikatnie kiwając głową w górę i dół. Nabijała się? A skąd! Może trochę. To tylko nieszkodliwe żarty. Nie wepchnęła rudej w przepaść. Jakby to ktoś nazwał... Koleżeńskie docinki? Tak.
- A teraz skup się i opisz wygląd zbiega, oraz wszelkie inne informacje dotyczące jej. Na pewno, nic nie udało ci się wyciągnąć? Może powiedziała coś pod nosem, a ty nie usłyszałaś dokładnie? Wierzę, iż w tej rudej łepetynie nie siedzą tylko sadystyczne zachcianki i pragnienia.
Obserwowała uważnie twarz Inkwizytorki, czasem przenosząc spojrzenie na ludzi przechodzących obok. Może nie było tego widać po białowłosej, ale skoro wykonuje jakieś zadanie, to chce zakończyć je pierwsza. Nie da nikomu innemu przyprowadzić suki, która zepsuła dzień kobiecie. Mały i uporczywy ból głowy nie pomagał w pracy.
Powrót do góry Go down
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 690
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Nie Sty 14, 2018 8:52 am

Selene westchnęła ciężko, widząc, że jej próby przekonania Anniki, aby zwracała się do niej po imieniu, spełzły na niczym, mimo że zapowiadało się całkiem dobrze. Łaskawie powstrzymała się od dalszych przepychanek słownych za obelgę w postaci nazwania jej „skarbem”, mrucząc tylko pod nosem:
- Nie lubię wódki - odezwała się, aby powiedzieć cokolwiek, choć jak sądziła - już wkrótce nie będzie miała żadnych skrupułów, aby ignorować podobne uwagi ze strony Anniki. Selene pijała wódkę, owszem. Jednocześnie była świadoma, że w trunku tym mało kto się lubował, bo cóż, zdecydowanie nie smak był jej celem.
Nie uśmiechnęła się ani razu od początku ich spotkania. I nic nie wskazywało na to, aby ten stan rzeczy miał ulec zmianie. Zacisnęła usta w poziomą kreskę, wyczuwając kpinę dotyczącą jej ubioru. Cholera, może i nie nosiła kiecek, ale od czasu początków zapomnianych już schadzek z Mattem, zaczęła zwracać uwagę na własny wygląd. Nie odpowiedziała, niepewna, czy Annika z niej nie żartuje, równocześnie też nie chcąc dać po sobie poznać, że docinki o aparycji mają dla niej jakiekolwiek znaczenie.
- Szatnie i tak będą po drodze do kanałów - burknęła, wzruszając ramionami, nie zatrzymując się nawet na sekundę.
Szły przez pewien czas w milczeniu, aż przyszła pora na istotny punkt ich misji - opisanie zaginionej czarownicy. Selene może spełniłaby polecenie bez zbędnych dodatków, gdyby nie forma wypowiedzi jej towarzyszki. Wtedy stanęła jak wryta, na tuż przed wejściem do łaźni.
- Bacz na słowa, bo przestanę być uprzejma - warknęła przez zaciśnięte zęby, a z jej szarych oczu posypały się niemal iskry.
Annika powiedziała o słowo zbyt wiele, nawet jeśli jej uwaga była trafna. Rudowłosa inkwizytorka poczuła się zagrożona - przecież nikt nie miał prawa wiedzieć, co siedzi jej w głowie! Polecone jej zadania wykonywała dobrze, może nieco nadgorliwie i okrutnie, ale do cholery, była przecież katem! Rzadko kiedy pozwalała sobie na nadużycia - wiedźma musiała solidnie zaleźć jej za skórę.
Zmierzyła białowłosą lodowatym spojrzeniem, powstrzymując się przed wybuchem. Dość szybko, przecież jeszcze nie zaczęły. Jeśli obie się rozkręcą, ich misja nie ma prawa przebiec pomyślnie. Ruszyła do przodu, nawet nie zerkając, czy kobieta podąża za nią. Gdy trafiła do szatni przed wejściem do łaźni, gwałtownie zdjęła z siebie szary płaszcz. Jej zdenerwowanie było aż nadto widoczne. I wyczynem pozostanie ugłaskanie wzburzonej Selene. Rozpinała kamizelkę w podobnym pośpiechu, w końcu decydując się odezwać. Dla dobra misji, lecz gdyby zależało to od niej, z pewnością nie otworzyłaby ust chociażby do zmierzchu.
- Gwenith Lewis, lat około trzydzieści, wiedźma - przemówiła, nawet nie zerkając na towarzyszkę. Zajęła się sobą, po kolei wrzucając elementy ubioru na jedną z wolnych półek. - Brązowe włosy, brązowe oczy, bardzo chuda, przeciętnego wzrostu. Wyglądała na chorowitą, słabą. Nie było z nią kontaktu, ledwie zadałam pytanie, a tamta mdlała - wypowiedziała, wspominając wczorajsze przesłuchanie.
Poprawiła broń u pasa, zaczynając podciągać rękawy u koszuli. Była prawie gotowa. Pozostało jej tylko związać ciasno włosy, co uczyniła wkrótce.
- Niewiele więcej dowiedziałam się z kartoteki wiedźmy. Nie pochodziła z Wishtown. Doniesiono na nią, a gdy inkwizytorzy postanowili zbadać sprawę, zaczęła uciekać. Psy gończe potwierdziły obecność genu - mówiła dość rzeczowo, nie chcąc pominąć żadnego z istotnych szczegółów. - Po wszystkim przeszukano jej mieszkanie. Nie żyła sama, co wywnioskowano po znalezionych przedmiotach i wystroju, jednak nikogo więcej nie zastano. To należało do pierwszych pytań na przesłuchaniu - poinformowała ją, powoli wyczerpując temat.
- Z obrażeń... Otarte kończyny. Krwawiła zaś z dłoni. Drobne skaleczenie. Moja zasługa - wyjaśniła obojętnie, lecz jej wargi drgnęły lekko, jakby w zalążku upiornego uśmiechu. - To tyle. Jesteś gotowa? Czeka nas prosta droga do kanałów, bez postojów - dopowiedziała, krzyżując ręce na piersiach, czekając na jej decyzję. Powstrzymała się od przypomnienia jej o wzięciu dokumentu od Christine, wierząc w pamięć Anniki.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Pon Sty 15, 2018 12:18 am

Cała złość rudowłosej, oraz wszelkie nienawistne spojrzenia, odrobinę bawiły Ann. Pewnie powinna zareagować w bardziej odpowiedni sposób i przeprosić za wszelkie kpiny. Ponadto, pokornie słuchać słów Selene i działać, niczym drużyna. Niestety, rzeczywistość jest inna. Żadnego z tych działań nie wykona, ale może postarać się nie wszczynać kłótni i doprowadzić spokojnie misję do końca. Akurat. Wybrali sobie zły dzień, by zaciągnąć czerwonooką do działania. Nienawiść do pracy zespołowej tylko to wszystko pogarszała.
Słowa odnośnie alkoholu, wywołały cichy śmiech pod nosem u Anniki.
- Też jej nie lubię. Wręcz, pałam do niej nienawiścią, ale uwierz mi... To znacznie bardziej toksyczny związek, niż ci się wydaje. Nie ma tu miejsca na smak i delektowanie się. To nie wino, którym nie da się upić.
Tak, mogła wypić ze trzy butelki wina i nadal być w miarę ogarnięta. Przy tej ostatniej byłoby już śmiesznie. Bądź co bądź, ale nawet taki weteran, jak białowłosa ma swój limit. Nie było ostatnio szansy na dokładne sprawdzenie go, bo towarzystwo za szybko wypadało z gry.
Im bliżej celu się znajdowały, tym atmosfera między nimi była coraz cięższa. Przynajmniej ze strony ognistowłosej towarzyszki, która była, niczym tykająca bomba. Wystarczyło parę chwil, a tak znielubiła Annikę? To chyba nowy rekord. Trzeba gdzieś to zapisać, może po powrocie do domu, a może wcale? Jakby zdanie innych miało jakiś wpływ na Rosjankę.
- Przestaniesz? A kiedyś byłaś?
Spytała lekko zaskoczona, słysząc groźbę. Trafna uwaga, nie ma co. Nie umknęło też kobiecie to, iż koleżanka nawet nie chciała na nią spojrzeć. Cóż za agresywne stworzenie! A mówią, że to żniwiarze są tacy źli. Wokół Selene tworzyła się aura wszelkiej negatywnej energii, a to wszystko wycelowane było w Ann. Jak pomyśli ile jeszcze upierdliwych sytuacji przed nią, to głowa zaczyna wariować i nieprzyjemnie pulsować w niektórych miejscach. Cudownie.
Będąc już w szatni, odłożyła swój płaszcz na wolne miejsce. Nie zapomniała go przedtem odpowiednio złożyć. Ze swego długiego warkocza zrobiła koka, którego porządnie podpięła z kilku stron. Noszenie wsuwek, tak bardzo przydatne. W końcu, panienka zdecydowała się odezwać. Uważnie słuchała każdego słowa, które tyczyło się wiedźmy. Chorowita i słaba? Mimo to, uciekła. Tak to się kończy, gdy nie docenia się przeciwnika. Nie żyła sama, więc ktoś mógł jej jakoś pomóc. Ktoś z Inkwizytorów? Dawno wziąłby nogi za pas i znikł z miasta. Jest opcja, że zgrywa bohatera i planuje wyprowadzić czarownicę z siedziby.
Nie opuściła murów zamku, czyli nie było sensu obstawiać domu. Czy, aby na pewno? Wszystko może się połączyć w piękny sposób. O nie, znów niepotrzebnie snuje domysły, które i tak, zapewne będą gówno warte.
Rzuciła Sel pytające spojrzenie, gdy wspomniała o ranach i swojej zasłudze. Bardzo możliwe, że Annika się trochę pogubiła w tej konwersacji, bo za nic nie widziała w tym powodu do dumy. Znęcanie się nad kimś bez celu? To musi być czysty sadyzm. Nawet nie wyciągnęła z niej czegokolwiek! Po prostu, pobawiła się. Ta głupia ruda dziewucha...
- Już rozumiem Christine. Mniejsza, w każdym razie jestem gotowa. Mam dokument, pełno dobrego humoru, bardzo przemiłe towarzystwo, więc czego chcieć więcej? W drogę. Pytanie z mojej strony. Jak załatwię ci mapę, to będziesz dobrze nas prowadzić? Tylko wiesz, musisz być wobec niej delikatna. Twoja siła, a jestem pewna, że masz jej w chuj dużo, na nic się przy biednej mapce zda. Dorzucę pióro.
Rzekła z delikatnym uśmiechem. O dziwo, nie było w nim nic kpiącego. Warto będzie zaznaczać niektóre miejsca, aby nie zostały na wieczność w tym cuchnącym otoczeniu.
Powrót do góry Go down
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 690
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Nie Sty 21, 2018 2:38 pm

Selene również nie była miłośniczką pracy zespołowej. Łagodnie powiedziawszy. A ich równa pozycja w inkwizycyjnej hierarchii jedynie pogarszała sytuację, sprawiając, że rudowłosa nie zamierzała się korzyć i ulegać Annice. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądałaby, gdyby Christine przyznała dowództwo jednej z nich. Cóż. Dla dobra sprawy, postanowiła zachować resztki spokoju, nie rzucając się jeszcze swojej towarzyszce do gardła. Do lochów zostało jednak wciąż trochę drogi...
- Nie dopisuj ideologii do swojego alkoholizmu. Nie ma w tym niczego podniosłego ani mądrego - prychnęła, ucinając temat, nie rozumiejąc dumy kobiety. Selene również piła alkohol, czasami więcej niżby tego potrzebowała, jednak nie miała najmniejszego zamiaru dzielić się tym faktem z kimkolwiek. To trzeba było zobaczyć na żywe oczy.
Powietrze między nimi jakby się naelektryzowało, a temperatura wokół spadła o dobre dziesięć stopni. Z każdą chwilą było gorzej. I Selene nie zamierzała być tą która odpuści.
- Chcesz się przekonać? - zapytała, niby z ciekawości, lecz jej ton głosu pozostawiał wiele do życzenia. - Nie bój się, nawet przy użyciu twoich przytępionych przez alkohol zmysłów, dostrzeżesz różnicę. Nie bawię się w sugestie. Jestem pewna, że poczujesz różnicę na własnej skórze - mruknęła, właściwie balansując już na granicy groźby. Nie hamowała się, jednak rosnąca w rudowłosej złość wciąż nie znajdowała swojego ujścia. Pozostało im tylko czekać na nadchodzący wybuch.
- Miejmy to po prostu za sobą - westchnęła ciszej, godząc się na chwilowe pojednanie ku wyższemu dobru - ku szybszemu wyjściu z lochów i schwytaniu wiedźmy.
Była gotowa do drogi, gdy Annika złożyła jej propozycję. Cóż, to postęp. Z spraw błahych, w końcu przeszły do konkretów. Nawet jeśli niespecjalnie odpowiadały one Selene.
- Jak słusznie zauważyłaś, mój zasób siły na się dobrze. I doprawdy, istnieją lepsze sposoby na spożytkowanie go, niż podążanie za ścieżkami kanałów na mapie. Ale... niech ci będzie. Dostarczysz mapę, a poprowadzę nas. Obejdzie się nawet bez znaczenia drogi okruchami lub włóczką wełny - ostatecznie zgodziła się, podejmując się tego zadania. Cóż mogło pójść źle? Przecież potrafiła czytać, pisać i miała pojęcie o mapach. Nieświadoma była jeszcze tylko zawiłości ciągnących się w nieskończoność kanałów...
- Chodźmy. Jeśli coś mi się przypomni, poinformuję cię w trakcie - powiedziała, pozwalając sobie dodać, choć była niemalże pewna, że oddała Annice wszystkie fakty o wiedźmie.

/zt --> Kanały

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 263
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Nie Cze 10, 2018 1:19 pm

Życie jednak toczyło się dalej. Nastał kolejny szary poranek, bezwzględny i nieczuły na cierpienia zarówno tych maluczkich, jak i samej Królowej Brytyjskiej. Na ulicach zaczęły się już pojawiać równie szare figury, przypominające bardziej równie szare cienie pogrążone we własnym śnie. Wszystkie musiały powoli oddać się swojej codziennej rutynie. Oby tylko łaskawy Bóg i tym razem się nad nimi zlitował i pozwolił przeżyć, kolejny jałowy, pogrążony we śnie dzień.
Wbrew wszystkim oczekiwaniom on również zjawił się dzisiaj w pracy. Po wczorajszej burzy, po grabarskim wydziale szybko rozniosły się wszelakie plotki, zdecydowana większość współpracowników przewidywała, że już go więcej nie zobaczą w gmachu Inkwizycyjnym, z czego niektórzy obstawiali, że tym razem zachlasta się na dobre, a tu proszę, zjawił się i w dodatku jak. Spodziewano się naprawdę przeróżnych rzeczy, lecz był on po prostu… sobą. Jak zwykle w modnej kamizelce, ze śnieżnobiałą koszulą, rudymi włosami skrzętnie zaczesanymi na bok, sunął dość szybko na butach z podwyższonym obcasem po korytarzu, zachowując swoją wyprostowaną i dumną postawę.
Nawet najbardziej neutralni grabarze nie mogli od niego oderwać wzroku i za każdym razem jak znajdował się w pobliżu lustrowali go jakby był niewiadomo czym. Mimo iż mężczyzna nie był jedną z bardziej (albo w ogóle) lubianych osób na swoim wydziale to mało kto zdobył się na jakikolwiek złośliwy komentarz pod jego adresem, choć zdawać by się mogło, że jeszcze niedawno nikt by nie przepuścił takiej okazji. Dla tych co jednak mieli w sobie tyle odwagi, by otworzyć usta, albo dostawali niezwykle oschłą odpowiedź, albo całkowity jej brak, po czym Inkwizytor najzwyczajniej w świecie się oddalał. Matthew miał czasu na takie brednie, był on przecież profesjonalistą, bez względu na to czy siedział w biurze cały dzień, czy latał po zamczysku roznosząc dokumenty. Nie bez powodu tyle trudu włożył w to, by dziś wyglądać niezwykle przyzwoicie i przykryć ślady wcześniejszej nocy, tak by nikt nie zadawał zbędnych pytań. Zdradzić go mogły jedynie silnie przekrwione oczy, w które i tak nikt nie miał odwagi spojrzeć.
Martha na pierwszy rzut oka znosiła tę sytuację o wiele gorzej. Nieprzespana noc znacznie utrudniała jej odnalezienie się w tej nowej pozycji. Czuła się za biurkiem jak kompletny intruz, nawet ściany wydawały się na nią złowrogo patrzeć. Myśląc o dzisiejszym dniu, opcja rzucenia się do Wish River wydawała się być naprawdę kusząca w porównaniu do konfrontacji z jej byłym przełożonym. Ona już wiedziała jaki to on potrafił być złośliwy. Na wszelki wypadek nie wypiła herbaty, którą naszykował przed jej przyjściem.
Ku jej zdziwieniu on jednak nie zaczął na nią prychać i pluć jadem za każdym razem gdy ją zobaczył. Przywitał się grzecznie, zrobił jej herbatę i zajmował się wszystkim tak jak trzeba, zwracając się do niej przy tym z szacunkiem. Martha całkowicie wtedy przy nim wariowała. Na dodatek jeszcze przynosił i zanosił dokumenty tak szybko, że nawet nie zdążyła złapać oddechu. Biło od niego przy tym dziwnym chłodem, aż miała dreszcze. Czy to był jego sposób na odegranie się? Zachowywać się tak jak gdyby nigdy nic i doprowadzić ją tą niepewnością do zawału? A może właśnie chciał jej pokazać czego od niej tak naprawdę cały czas wymagał i jak bardzo był w tym od niej lepszy? Już naprawdę wolała jak się na nią wykrzyczał i zostawiał ją w spokoju.
Godziny mijały, a ich praca prawie dobiegała już końca. Kobieta niechętnie spoglądała na niewielki pliczek dokumentów znajdujący się na biurku, już ostatni z tego dnia. Przełknęła ślinę i postawiła parawkę.
- T-to już ostatnie... - powiedziała niemrawo. - Z-zaniosę je s-sama… - powoli podnosząc się z fotela, lecz stojący przy drzwiach Matthew skutecznie jej w tym przeszkodził.
- Po co? - rzucił, a ona pobladła. - Nie należy to przecież do pani obowiązków. - Podszedł do niej, a z każdym kolejnym jego krokiem Martha żałowała, że jednak nie mogła się przemóc i odesłać go po herbatę, albo coś. Wyciągnął rękę. - Mogę?
Kobieta posłusznie spuściła głowę i drżącą ręką podsunęła mu je. Była na skraju płaczu. - Dziękuję - rzucił, chyba z siebie zadowolony, po czym skierował się do drzwi zostawiając ją samą.
Wyszedł na korytarz. Doskonale wiedział jakie dokumenty dostał i do kogo musiał je zwrócić. Zacisnął dłoń w pięść (oczywiście tę wolną) pozwalając sobie na danie ujścia swojej frustracji. Przez cały dzień znosił te upokorzenia tylko dla tej chwili. Już nawet zaczął myśleć, że jego asystentka oddała mistrzyni już te raporty. Na szczęście robiła to czego się spodziewał. Jeśli ktoś myślał, że tak po prostu da się zdegradować i schowa głowę w piasek to grubo się mylił.
Stanął przed gabinetem Christine. Czy się bał? A JAKŻE! Stawka jednak była zbyt wysoka, by mógł sobie odpuścić.
Zapukał i wszedł, kiedy głos mistrzyni mu na to pozwolił.
- Mistrzyni - ukłonił się nisko wchodząc, po czym się wyprostował. - Oto zaległe raporty - powiedział, odkładając dokumenty na odpowiednią stertę na biurku kobiety. Boże, jak on tu dawno nie był. Zamiast pożegnań i szybkiego ulotnienia się stąd, on raczej postanowił zostać tam gdzie stał, po drugiej stronie biurka, i powiedział poważnym tonem. - Oraz prośba, o udzielenie chwili audiencji ze strony mistrzyni...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   Nie Cze 17, 2018 6:56 pm

Już po groźnym „wejść!” rozlegającym się za drzwiami do gabinetu mistrzyni, Matthew mógł wnioskować, że Christine nie ma dziś najlepszego humoru. Mimo to odważył się przestąpić próg i podjąć próby walki. Jeśli zaimponowało to w jakikolwiek sposób kobiecie, niczego nie dała po sobie poznać. Zastał ją stojącą bokiem do biurka, szukającą czegoś w stosie dokumentów, dość sprawnie przekładając przeczytane już kartki w osobne, wiązane teczki z tajemniczymi podpisami. Nie przerwała pracy, jedynie kiwnęła głową, dając znak, że przyjęła jego obecność do wiadomości.
Dzień się kończył, a wizyta Matta zwiastowała dodatkowe chwile spędzone tutaj. Oczywiście, najgorszym przypadku, jeśli prędko się go nie pozbędzie. Nawet gdy poinformował ją o zaległych raportach, zbyła go milczeniem, wyłącznie ruchem ręki wskazując wolne miejsce na biurku z innymi papierzyskami. Atmosfera gęstniała między nimi, a cisza przerywana szelestem dokumentów jedynie ją pogłębiała. Może w ten sposób oczekiwała, że Matthew nie wytrzyma napięcia i po spełnionym obowiązku grzecznie wróci do swojej pracy w postaci asystowania Marthcie? Jeśli tak, to przeliczyła się, gdyż wkrótce usłyszała niby niewinną prośbę z jego ust.
Zwolniła kartkowanie papierów, unosząc lekko głowę. Tylko ten drobny gest dowodził, że zrozumiała słowa grabarza. I tak nie zniosłaby dłużej milczenia. Kontynuując swoją pracę, odpowiedziała konkretnie:
- Audiencji na temat twojej nieudolności? Wszystko zostało już powiedziane. Czy może na temat przywrócenia dawnej hierarchii? - zapytała, w końcu unosząc lekko głowę. Mógł dostrzec dumnie noszone ślady zmęczenia pod oczyma Christine. Jawny brak siły i chęci na wysłuchiwanie żali jakiegokolwiek grabarza były aż nadto widoczne w jej spojrzeniu. - Jeśli tak; mam dla ciebie radę, Matthew. Ugryź się w swój bezczelny język, nim cokolwiek powiesz. I jeśli nie chcesz spaść do rangi pomywacza, lepiej wypierdalaj z mojego gabinetu - poleciła mu dość cierpliwie, lecz w nieznacznych zmianach wyrazu jej twarzy mógł wnioskować, o gotującej się w niej złości.
Odetchnęła, pochylając się nad blatem dębowego biurka i składając na wybranym dokumencie zamaszystą parafkę. Następnie odwróciła się tyłem do Matta, nie odzywając się znaczną chwilę. I gdy mężczyzna mógł już sądzić o zakończonym spotkaniu, rozległ się głos Christine. Głos po krańce przepełniony żalem i wściekłością, którą najwyraźniej tłumiła w sobie zbyt długo.
- Widziałam ją dziś - zaczęła niejasno, zaciskając silnie zęby. Wpięła dokumenty w kolejną z teczek - Była jak zaszczute zwierze, obawiająca się własnego cienia. Przez jakie piekło musiała przejść, aby doprowadzić się do takiego stanu? - mówiła dalej, a w głowie rudzielca mogła pojawiać się wizja, do czego Chris zmierza. Postać przerażonej Marthy wstrząsnęła ją dziś do żywego. Wzięła głęboki oddech, by uderzyć po raz ostatni. - Gardzę tobą, Matthew. Gardzę człowiekiem, jakim się stałeś - wypowiedziała, nie obdarzając go nawet pojedynczym spojrzeniem.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet Christine   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet Christine
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet dyrektora
» Gabinet profesor Lacroix

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Siedziba Inkwizycji-
Skocz do: