IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rezydencja Cavendishów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Rezydencja Cavendishów   Pon Kwi 23, 2018 3:10 pm

First topic message reminder :

Lynn Cavendish napisał:
Olbrzymich rozmiarów rezydencja Cavendishów, znajdująca się w niewielkiej odległości od miasta. Do rodziny należą tereny leśne, używane średnio kilka razy w roku do polowań. Sama posiadłość ogrodzona jest w większości murami, obejmującymi również niewielki staw, bogaty ogród, przybudówkę dla służby, stajnię i altanę. Drogę od wysokiej bramy do wejścia wyłożoną białymi kamieniami zdobi również żywopłot i kwiaty różanecznika.
Jeśli chodzi o samą rezydencję, mieszka w niej wiele pokoleń, dziesiątki ludzi, których łączy to samo nazwisko oraz obrzydliwie wielki majątek. Chcąc zwiedzić wszystkie pokoje i niekończące się korytarze należałoby zarezerwować sobie przynajmniej wolny tydzień, dlatego też dla domowników niektóre tereny wewnątrz wciąż potrafią zaskakiwać. Widok krzątającej się służby jest tu na tyle powszechny, że nikt nie zaszczyca ich już nawet spojrzeniem.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn

AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Pon Maj 28, 2018 8:41 pm

Uśmiechnął się w odpowiedzi, opuszczając nogi, by znalazły się poza łóżkiem. Jedynie połową ciała znajdował się blisko, spoglądając na nią wspierając się na łokciach.
- To naprawdę moje słowa? - zachichotał, nie wierząc, że mógł powiedzieć coś podobnego. Oczywiście sens zdał się mu bliski. - Obietnica. Chyba używam tego słowa w zależności, jak mi wygodniej... - zastanowił się na głos. - Obiecywałem wiele. Z części zrezygnowałem świadomie, jako że były to tylko kaprysy dziecka. A opieka nad tobą i sprawienie, że nie wylądujesz na inkwizycyjnym stosie to raczej moja powinność, nie obowiązek, który wiąże mnie dawno rzuconymi słowami - wyjaśnił, nie zamierzając się wykręcać. Wciąż jednak nie rozumiał, dlaczego mu nie wierzy.
Spojrzał na nią, prędko mrużąc oczy. Resztę wypowiedzi oddał Colette zza przymkniętych powiek.
- Spójrz, jak niskie mamy o sobie mniemanie. Ja mam cię za naiwną i nieodpowiedzialną osobę, która nie potrafi poradzić sobie sama w życiu, ty masz mnie za gbura, nieznoszącego całej rasy ludzkiej. Jeśli jednak sądzisz, że zaprzedałbym cudze szczęście, a dokładniej twoje szczęście za ciszę i spokój... - urwał, nie kończąc nigdy zdania. Mogła się tylko domyślać, że jeśli w rzeczywistości tak sądzi, to jemu najzwyczajniej brakuje słów.
- Nie wiesz, o czym mówisz - syknął, mając wrażenie, że nie traktuje poważnie ani go, ani realnego zagrożenia płynącego z Inkwizycji. W porę zdołał się opanować, nie chcąc podnosić głosu, jako że znajdowali się tak blisko siebie. - Nie powstrzymam cię jednak siłą. Nie mogę kontrolować wszystkich twoich poczynań - powiedział, powstrzymując się od stwierdzenia, że właściwie bardzo chciałby to uczynić. - Po prostu będę sprzątał po tobie każdy Armagedon, jaki urządzisz światu. O ile tylko nadążę - zapewnił ją, w głębi duszy czując już, jak pełne roboty będzie maił ręce.
Gdy zaproponowała wspólne spędzenie nocy, nieco się oburzył.
- Nie ma szans - zaprzeczył natychmiast, dość gwałtownie. - Nawet moje opowieści wymyślone na poczekaniu nie sprostają wymaganiom, gdy zostaniemy przyłapani. Nikt nie uwierzy mi w nabytą nagle zdolność lunatykowania - podał przykład, kręcąc głową. Czasami jej pomysły przyprawiały go o mały zawał serca. - Nie masz w sobie ani krzty instynktu samozachowawczego - dodał jeszcze, w końcu ubierając w słowa, to co od wieków tkwiło gdzieś w otchłani jego umysłu.
- Zostanę do kiedy nie zaśniesz - oznajmił, licząc, że uda się ją ululać do snu przed świtem, aby niepostrzeżenie wrócić do własnego pokoju, udając, że tam spędziło się resztę nocy. - Próbowałbym z pytaniami, choć nawet te najdokładniejsze nie sprawią, że odgadnę, co siedzi w twojej głowie. Pewnie jeszcze nieraz się zdziwię... - westchnął ciężko, niemal pogodzony z losem. - Powiedz mi więc... ukrywasz jeszcze jakieś nadnaturalne zdolności...? - uśmiechnął się lekko, czując, że na zwykłym „polizaniu się w łokieć” może się nie skończyć.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Pon Maj 28, 2018 10:27 pm

- Powinność? Sądzę, iż nie tyczy się to tylko mnie, a całej populacji niewinnych wiedźm. Masz po prostu... dobre serce, Lynn. Pomimo swego zachowania, które nie jest już tak dobre i tak cię lubię. - rzekła wesoło. Z pewnością chodziło mu o ogół, choć zapewne nie raczy się przyznać. Jest też opcja, że Col ciągle porusza się po błędnym torze myśli i widzi wszystko inaczej, niż powinna.
- Właśnie, nie możesz. Przyglądaj się zatem bardzo dokładnie, ponieważ moje poczynania przywrócą rodzinę Lacroix na właściwe miejsce! Będzie to ciężkie i wymagające pod każdym względem, lecz jestem gotowa. Myśl o nauce francuskiego, oraz łacińskiego... nadal mnie trochę przeraża. - wyznała, a jej optymizm wyraźnie opadł. Zabrała swe ręce, uwalniając go tym samym z objęć i przetarła dłońmi twarz, aby zaraz rozłożyć bezwładnie kończyny na boki. Nie ma szans na to, by się wycofała. Głupie języki nie staną na przeszkodzie, gdyż w grę wchodzi tak wiele. - Nadążysz spokojnie, masz tylko trzydzieści osiem lat. Tylko, czy aż? Nie masz prawa zejść z tego świata! Nikt nie będzie lepszą opiekunką od ciebie. - stwierdziła stanowczo, starając się nie roześmiać. Przekręcenie wieku było specjalnym zabiegiem ze strony Col.
- Eh? Po co mi instynkt samozachowawczy przy tobie? Niani? Nie drwij więcej ze mnie! - Oburzyła się, wzdychając przy tym teatralnie. Lynn idealnie nadawał się do tej roli, aż w głowie dziewczyny zakwitła myśl na nowy pseudonim dla niego. - Instynkt samozachowawczy przy tobie... Myślałby kto, żarty się trzymają twojej osoby, nianiu. - dodała cicho drwiącym tonem, patrząc gdzieś w bok.
Nie uważała go za jakiekolwiek niebezpieczeństwo, stąd to odważne podejście. Bardziej przeraziłaby się dźwięku spadającego na ziemię pióra, niż tego mężczyzny.
- Więc, wcale nie zasnę! - odparła energicznie, zapominając już o stanie w jakim się teraz znajduje. - Jeśli nadnaturalnym można nazwać picie mleka bez końca, to owszem. Posiadam kilka ciekawych zdolności. Serio, jak można nie kochać mleka? Przez codzienne koszmary i zamiłowanie do pobudek kilkanaście razy w nocy, bardzo możliwą opcją jest znalezienie mnie wtedy w kuchni. Z drugiej strony, nie pamiętam już kiedy przespałam calutką noc... - zamilkła na moment, wpatrując się w twarz Lynna bez nawet cienia uśmiechu. Nie mogła sobie przypomnieć pozytywnie spędzonej nocy.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Sro Maj 30, 2018 9:38 pm

Trzydzieści osiem lat?! Czy on dobrze usłyszał? Rozumiał, że lata świetności miał już za sobą, a pasmo siwych włosów dodawało mu kilka ładnych lat na karku, ale żeby... TRZYDZIEŚCI OSIEM?! Już on jej pokażę...!
- Brawo, odgadłaś. Ty za to wkrótce kończysz swoje czternaste urodziny? Obowiązkowo muszę o nich pamiętać. Jeśli będziesz grzeczna, zabiorę cię na lody. Truskawkowe, pasuje? - zapytał tonem przykładnego ojca. O dziwo, doskonale odnajdował się w tej roli.
Póki co oddał się słodkiej beztrosce. Przyjął żart w swojej naturalnej formie, nie doszukując się nadciągających problemów i konsekwencji, jakie wyjdą na wierzch przez jego niedokładność. Nie. Potrafił się tylko śmiać, jakby temat, przez który tu przybył przestał istnieć. Jak za ich dawnych, dziecięcych czasów. Gdzieś w głębi umysłu słyszał dochodzący go cicho głosik, który podpowiadał, jak fatalnym jest to przedsięwzięciem. Stłumił go, wtulając głowę w miękką pościel, układając się wygodniej na ziemi.
- Niczym przykładna niania, ululam cię do snu. Zaśpiewać ci kołysankę? Chociaż... po czymś takim na pewno nie będziesz mogła już zasnąć - zaśmiał się cicho, uważając, aby jego głos nie wykroczył poza przyzwoite normy. Inaczej byłby gotów kryć się pod łóżkiem lub w szafie, z pewnością.
- Męczą cię koszmary? - dopytał lekko zdziwiony, nie potrafiąc przetworzyć tej informacji. Uniósł lekko głowę, obdarzając ją spojrzeniem zza zmarszczonych brwi.


___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Czw Maj 31, 2018 10:55 am

- Czternaste? Trochę się zagalopowałeś, ale wybaczam ci. Mianowicie, będą to moje jedenaste. - odparła radośnie, pokazując mu przy tym język. - Oho, skoro słyszę lody, to biorę tę propozycję w ciemno. Chcę! Pasuje! - zgodziła się natychmiast, ale po chwili kontynuowała wypowiedź - Słodycze... Wzięłabym nawet od obcego i podejrzanie wyglądającego dżentelmena, choć nie przystoi. Moje łakomstwo, nie mówiąc już o naiwności, kiedyś mnie zgubi. - odpowiedziała w pełni świadoma swoich słabości. Były jednak słodkości, które miały kompletną władzę nad Colette.
- Już od kilkunastu lat! Z tego też powodu, miałam pełno czasu na czytanie książek o różnorakiej tematyce. Obce jest dla mnie uczucie wyspania się, lecz da się z tym żyć. Bywają momenty w których koszmary są tak silne, iż nie mogę zasnąć przez kolejne trzy godziny. - odparła odrobinę zamyślona, chcąc dać mu pełniejszy opis swego problemu. Lekki niedobór snu był lepszy, niż całkowita bezsenność. - Krew, mama, ciemność, ogień, głosy, które mnie oskarżają... Nie potrafię tego wyleczyć, więc przyzwyczaiłam się do aktywności również w nocy. To śmieszne, bo koszmary nie chcą mi dać spokoju, tak jak różne... nieprzyjemne myśli. - zakończyła ciszej swe wyznanie, uciekając gdzieś spojrzeniem. Miała pole do popisu i mogłaby opowiadać o tym znacznie więcej, aczkolwiek w porę doszło do niej, iż nie powinna się narzucać. Lynn przeszedł równie wiele, a ona bezczelnie zaczęła od tak mówić co ją dręczy. Każdy ma swoje problemy i nie wypada męczyć innych swoimi. Zacisnęła zęby i przeszła do kolejnego tematu, jakby chcąc uciec i porzucić w zapomnienie tamte słowa. - Ale wiesz, doganiasz wiekiem mojego ojca. Jeśli nadal żyje w lochach Inkwizycji, to ma teraz... czterdzieści dwa lata! - dodała znacznie weselszym tonem.
Wystarczyła chwila, aby do jej głowy przyszła niekoniecznie dobra i zdrowa myśl. Podniosła się zgrabnie z łóżka, stanęła obok i zaczęła się przeciągać, jakby szykując się do pewnego wysiłku.
- Mam zamiar wejść na dach tego domu, chociaż może bardziej pasowałoby wlecieć. Od samego początku tak bardzo mnie to kusiło! Nie odpuszczę sobie ujrzenia świata z tej rezydencji, aleeee... - ucichła na moment, opuszczając głowę delikatnie w dół i pozwalając grzywce przysłonić oczy - Równie dobrze, kusi mnie też... Może byś pozwolił... Po... - mówiła cicho, jednak słowa bez problemu docierały do uszu Lynna. Start miała doskonały, lecz im dalej to szło, tym kompletnie się zacięła. Wypieki od gorączki mieszały się z rumieńcami od zawstydzenia.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Nie Cze 17, 2018 5:29 pm

Pokręcił z zażenowaniem głową, a jego mina bez żadnych słów oddawała Colette przekaz: „Musisz się jeszcze wiele nauczyć...”. Choć jej słowa znacznie zakrawały o absurd, to był w stanie uwierzyć, że dziewczyna byłaby zdolna zachować się jak niezbyt rozumna jedenastolatka. Pozostało mu tylko wierzyć, że gdy dojdzie już to tej sytuacji, będzie w pobliżu, by móc zareagować.
Przysłuchiwał jej się z największą uwagą, czując jakby jego klatkę piersiową przygniatał niewidzialny głaz. Znał potęgę koszmarów, nocnych wizji, po których budził się z krzykiem. Czy istniał sposób na pozbycie się ich, inny niż zapomnienie i pogodzenie się z własnym losem? On przez to przebrnął, nie wyobrażając sobie teraz powtórki z niekończącego się piekła, ciążącego na nim również nocą. Przybrał współczujący ton, niewyróżniający się jednak pośród wszechobecnej ciszy tejże pory:
- Nie wiedziałem... - przyznał, mając wrażenie, że powtarza te słowa po raz setny w ciągu ostatnich godzin. Jakby obok leżała obca mu osoba, którą widzi po raz pierwszy w życiu. Nie był świadomy tylu spraw... - Nie uciekniesz od wspomnień za dnia, jednak może istnieje lekarstwo, które zapewni ci spokojny sen chociaż w nocy... Spróbuję je odnaleźć - przyrzekł jej, choć na obecną chwilę mógł obiecać Colette gwiazdkę z nieba, zupełnie nie wiedząc, jak się do tego zabrać.
Większe pole do popisu miał z kolejnym jej problemem.
- Jeśli zapewni ci to spokój, mogę spróbować dowiedzieć się czegokolwiek o twoim ojcu. Mam jeszcze znajomości w Inkwizycji, jak mi się zdaje... - zastanowił się na głos. Nie odciął się od tej przeklętej organizacji dla własnego bezpieczeństwa, udając, że brak kontaktu nie wynika z jego niechęci. W rzeczywistości nie chciał mieć już nic wspólnego z przeszłością tamtych lat.
Z zamyślenia wyrwał go kolejny, genialny inaczej pomysł Colette. Odwrócił się za nią, najwyraźniej gotów do morderstwa. Sceptycyzm w jego spojrzeniu przybrał niemal fizyczną postać. Również się podniósł, gotów zaciągnąć chorą na swoje miejsce chociażby siłą.
- Jeśli przed porankiem wykażesz choć chęci opuszczenia tego pokoju, przysięgam, że skończysz przywiązana do łóżka. Nie żartuję - wypowiedział surowo, z pełną powagą, wyjątkowo wykraczając poza miarowy szept. - Hm? - zdziwił się, nie rozumiejąc, co dziewczyna ma na myśli. To chwilowo rozproszyło go i odwiodło od pomysłu pociągnięcia na pościel. - Dobrze się czujesz? - zmartwił się nie na żarty, pochylając się lekko i wypatrując dodatkowych oznak na twarzy Colette.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Nie Cze 17, 2018 6:36 pm

Chęć pomocy ze strony ciemnowłosego cieszyła Colette, choć z drugiej strony nie chciała się narzucać. Tyle chciał dla niej zrobić, a ona zachowywała się dla niego tak podle i bezczelnie, kilka godzin temu.
- Dziękuję, lecz... Mam pewne wątpliwości odnośnie istnienia lekarstwa. Na swój sposób jest to kara, którą muszę znosić do końca życia. - urwała na chwilę wypowiedź, aby nabrać powietrza w płuca i kontynuować - Los jest przewrotny. Jeśli dane mi będzie się spotkać się z ojcem, to tak się stanie. Na chwilę obecną raczej nie jestem gotowa. - odparła cicho, wzruszając przy tym ramionami.
Pewnych rzeczy nie należy przyśpieszać, a wiedźma już podpadła ze swoją zachcianką odzyskania domu i pewnie za to też oberwie.
Stojąc zupełnie zakłopotana przed Lynnem, uświadomiła sobie, że teraz nie może się wycofać i żadna ucieczka nie wchodzi w grę. Jest przekonana, iż jej serce lada moment wyrwie się z klatki piersiowej, by wylądować na ziemi. Co ona chciała osiągnąć? Powinna wpierw myśleć, zaś potem działać! Przed momentem była pewna swego, więc nie może pozwolić na nagłe wycofanie się i zażartowanie z całej sytuacji. Idiotka.
- Muszę coś sprawdzić, a-ale nie mam pojęcia jak się do tego zabrać, rozumiesz? Mam pomysł! - rzekła ożywiona, chwytając się kolejnego zacnego pomysłu. - Zasłonię ci oko dłońmi i wtedy będę mogła przekonać się, czy wszystko ze mną w porządku i nadal jesteś tym samym Lynnem za którego cię uważałam. N-Nie waż się śmiać, to bardzo ważne...! - powiedziała lekko speszona, jednak nie unikała kontaktu wzrokowego. Jego twarz była tak blisko, iż dziewczę z trudem powstrzymywało chęć ukrycia się gdzieś w szafie. Podniosła odrobinę ręce w górę, ale nie dotknęła jeszcze mężczyzny. - Nie wiem co mi dolega, lecz po tym powinnam się dowiedzieć, prawda? Zaufasz mi i wybaczysz moje zachowanie? - spytała z nieukrywaną nadzieją w głosie, przymykając powieki. Musiała poznać prawdę, ponieważ martwiła się, że dopadło ją jakieś dziwne szaleństwo związane z nim.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.


Ostatnio zmieniony przez Colette dnia Nie Cze 17, 2018 7:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Nie Cze 17, 2018 7:24 pm

Pokręcił gwałtownie głową. Nie był zbyt cierpliwy, a jednak mógł jej wbijać do głowy raz za razem fakty, których ona ze wszystkich sił się wypierała. Aż do skutku. Aż w końcu mu uwierzy.
- Nie nosisz w sobie żadnej winy. Nie zasługujesz na karę. Jesteś dobrą osobą, Colette - powiedział cicho, lecz zdecydowanie. Właściwie nie było mu do śmiechu, ale postanowił, że to najwyższa pora umieścić te słowa na papierze i wyciągać je w razie konieczności. Bo te, jak mu się zdawało, następowały o wiele zbyt często. Jej brak wiary w siebie zadziwiał go tak bardzo, aż momentami miał wrażenie, że dziewczyna żartuje.
Obserwował ją czujnie, opuszczając obie dłonie, gotów pochwycić Col w razie zemdlenie lub ponownej, nagłej chęci posadzenia na łóżku w ramach kuracji. Uznał jej dziwaczne wymagania za majaczenie w gorączce, a jednak postanowił wykorzystać to z korzyścią dla siebie, stawiając warunek:
- Zrobię, co zechcesz, jeśli po tym o własnej woli, wrócisz grzecznie do łóżka - powiedział, nawet przystając na powagę. Postanowił uczestniczyć w jej przedstawieniu, nawet jeśli miałaby uczynić coś niespodziewanego. Pokornie przymknął powiekę zdrowego oka, jakby to mogło jej pomóc w zrealizowaniu swojego planu. - Nie obiecuję, że efekty cię zadowolą. Ufam ci jednak i zdaję się na ciebie - powiedział, chociaż przez ułamek sekundy poczuł się niepewnie.
Po Colette mógł się spodziewać wszystkiego. Jeśli nie dawałaby znaku życia, z pewnością podejrzy, ustalając, czy jeszcze nie dała nogi na wspominany dach budynku. Nie wiedząc czemu, najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem zdawała mu się dziwaczna forma zabawy w ciuciubabkę. Już spodziewał się, że dziewczyna okręci nim wokół jego osi.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Nie Cze 17, 2018 7:56 pm

Zgodził się. Dziwiła się, bo jakże mogłaby nie? Zamierzała zrobić coś takiego, a on podszedł do tego tak odprężony i w zupełności zaufał jej. Od początku wiedział co dziewczyna chce zrobić? Na to wyglądało, chociaż nie ma co zakładać niektórych rzeczy z góry. Już nie raz się na tym przejechała i wolałaby uniknąć nieporozumień.
Im dłużej obserwowała twarz Lynna, tym bardziej docierało do niej, że wcale nie miał pojęcia na co się zgodził. Nie zamierzała przestać, więc będzie to dla niego niemałym zaskoczeniem. Co gorsze, nie czuła się źle ze swoimi planami, a zapewne powinna.
- E-Eh? Tak, jasne. Powiedzmy, iż pójdę na tę umowę. A teraz... - zamilkła całkowicie. Jedną z dłoni położyła na policzku ciemnowłosego, a drugą bardzo delikatnie zakryła jego oko. Nie chciała go uszkodzić w żaden sposób, więc podchodziła do zamierzonego czynu bardzo delikatnie i czule. Przybliżyła się odrobinę, ale zdecydowanie musiała stanąć na palcach u nóg, aby idealnie dosięgnąć swą twarzą do twarzy Lynna.
Pierwszy raz była tak blisko i w milczeniu przez chwilę podziwiała ten niecodzienny widok, jednakże musiała w końcu przejść do sedna, choć prawdopodobnie miała przy tym pierwsze oznaki zawału. Z odrobinę przymkniętymi powiekami i rumianymi policzkami, przysunęła się jeszcze bliżej z delikatnie przechyloną na bok głową i tym sposobem musnęła swymi wargami usta mężczyzny. Pokusiła się o przyciśnięcie ich, by złączyły się w jedno, aczkolwiek nie było też to coś bardzo namiętnego.
Był to dłuższy moment, lecz koniec końców odsunęła się, ale nie zabrała swych dłoni z jego twarzy. Kompletnie zawstydzona patrzyła gdzieś w bok, jakby nie mogąc wydusić z siebie słowa. Przez tą ciszę słyszała tylko dudnienie swojego serca.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Nie Cze 17, 2018 8:53 pm

Autentycznie się tego nie spodziewał. Gdy poczuł na sobie jej usta, w zdziwieniu drgnął lekko, w obawie, że ma do czynienia z przypadkiem. Zrozumienie dotarło do niego wkrótce później, wraz z przekleństwem swojej wiecznej niedomyślności. Jak mógł być tak ślepy...? Odsunęła się, a on niespiesznie otworzył oko, w niezrozumiałym sobie posunięciu, unosząc za nią dłoń.
Gest był próbą, więc czy zachowując się jak dorosły, nie przeszedłby jej? Chciała sprawdzić, ile zostało w nim dawnego chłopca, którego zwykła znać. Jednak to nie pomagało mu w decyzji, jak powinien się zachować. Przyglądał się jej w milczeniu, dość analitycznie podchodząc do sprawy. Nie wyjaśniła swojego zachowania od razu, więc stanął w obliczu wyzwania, zbierając się do kolejnej z trudnych dla niego przepraw na dziś. Nie chciał udzielić złej odpowiedzi w obawie, że będzie miała ona wpływ na wszystkie jego wcześniejsze prośby.
- Colette... - zaczął ostrożnie, niczym saper rozbrajający tykająca w ostatnich sekundach bombę. - Chyba musimy porozmawiać - oznajmił, grając jeszcze na czasie, przedłużając moment przed wybuchem. - Wiele się zmieniło, od kiedy byliśmy dziećmi. Nie chcę grzebać twoich nadziei, jednak wątpię, byś doszukała się we mnie cech tamtego chłopca - starał się udzielić jej odpowiedzi na test, wobec którego go postawiła. W rzeczywistości, stał się innym człowiekiem. Był pewny siebie, w jego głosie nie dźwięczało zawstydzenie, niegdyś tak dobrze jej znane. Wyprostował się, gotów wyjaśnić wszystko, niezależnie od tego, jak bolesne by to dla nich nie było.
- Dlaczego to zrobiłaś? - dopytywał, jakby chciał się upewnić, czy jeszcze ma styczność z jej kolejną dziecięcą gierką, mającą na celu wyłącznie rozrywkę. Nie uśmiechało mu się być zabawką w jej rękach, jednak to rozwiązanie zdawało mu się obecnie najmniej szkodliwe i możliwie beztroskie.
Zbliżył się do niej, by nie uciekła, ujmując jej ciało w delikatnym uścisku. Spoglądał na nią smutno, bojąc się, że jeśli postąpi nierozważnie, to ją na zawsze utraci.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Nie Cze 17, 2018 9:30 pm

Postąpiła słusznie? Nie chciała się wycofać, wręcz przeciwnie pragnęła tego pocałunku i doprowadziła do niego. O dziwo, nie odsunął się. Ciągle stał w tym samym miejscu, a ona tylko czekała na słowa, które zniszczą jej... nadzieję? To niemożliwie. Do czego doszło, że głowę Col nawiedzają takie myśli. Sprawa była poważna, zaś ona dopiero teraz uświadomiła sobie jak bardzo.
W końcu odezwał się. Wysłuchała jego słów w całkowitej ciszy, chociaż były one co najmniej dziwne. - Lynn... Czemu ty... Nadal myślisz, że widzę cię takim jak za dawnych lat? Nieporozumienie goni nieporozumienie. - westchnęła cicho, aczkolwiek nabrała sił na wytłumaczenie mu paru spraw. - Nie szukam go w tobie. Obawiam się, iż... pewna część tego chłopca jest głęboko w tobie, jednak to aktualnego Lynna... polubiłam znacznie bardziej? Nie wiem jak nazwać to nieznośne uczucie, gdy jesteś przy mnie. Pierwszy raz mam okazję doświadczyć czegoś tak niespotykanego. Pomiędzy koszmarami, negatywny myślami, ponoszeniem winy za tych ludzi... To uczucie jest takie przyjemne. - mówiła spokojnie, nie dając wkraść się innym emocjom, których było dość sporo. Postanowiła spojrzeć na niego i tym razem nie uciec nigdzie wzrokiem.
- Dlaczego...? - powtórzyła za nim, lecz odpowiedź była nadzwyczaj prosta i szybka. Obawiała się, że ona będzie tą, która zniszczy wszystko. Nim się zorientowała, przytulił ją. Wyglądał na smutnego, choć nie mogła dokładnie stwierdzić, jak bardzo go zraniła. - Ponieważ... Chciałam się przekonać, czy po wszystkim moje serce się uspokoi i wróci do wizji dawnego ciebie, jednak... Tak się nie stało. Zaczęło bić jeszcze szybciej i mocniej, a ja jestem na tyle egoistyczna, iż nie chcę tego zaprzestać. Myślę, że cię kocham Lynn. - odparła odważnie, ale była pewna swych słów. Nie miała pojęcia czym jest miłość, jednak czuła, że to właśnie o to chodzi. Nic jej się nie zdawało.
Pozwoliła sobie na trochę więcej i odwzajemniła delikatnie uścisk. Tak bardzo nie chciała dopuścić do siebie myśli o tym, iż może to być ich ostatnie takie objęcie.
- Doskonale wiem, że masz kogoś innego w swoim sercu. Przepraszam za moje uczucie. - rzekła cicho, aczkolwiek cudem udało się uniknąć łez. Na razie.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Nie Cze 17, 2018 10:24 pm

Nie spieszył się. Zamierzał wszystko wyjaśnić, nawet jeśli wkrótce zastałby ich ranek, a do zamkniętych drzwi zaczęłaby dobijać się służba. Liczyła się tylko ta chwila i stojąca przed nim Colette. Na jego twarzy malował się spokój, choć w duszy rozpętał się najprawdziwszy sztorm.
- Miałem wrażenie, że takim właśnie chcesz mnie widzieć. Wtedy przecież było nam jak... - urwał, choć pewny swoich słów, niechętnie chciał oddać się wspomnieniom. - Zmieniłem się, z pewnością nie na lepsze. Nie pojmuję, w jaki sposób może przynosić ci to ulgę... - westchnął, nie wyrażając się dokładnie tak jak tego oczekiwał.
Wziął głęboki oddech, gdy padły słowa, których obawiał się najbardziej.
Gdzieś w głębi serca zawsze był tego świadom. Wiedział, że jej uśmiech, jakim codziennie go obdarzała różnił się od wyrazu radości, którym raczyła innych. Pojmował jej zawstydzenie; często goszczące na twarzy Colette rumieńce, niekończące się pragnienie bliskości. Tuszował wszystkie znaki, które stawiała mu na drodze, udawał ślepego, nie chcąc trafić do sytuacji, której przecież i tak nie mógłby uniknąć. Poczuł do siebie niemożliwe obrzydzenie, doprowadzając ją do tego stanu - słów bez możliwości cofnięcia ich. Wiedział o tym, a uczucie nabierające przez słowa fizycznego wymiaru, nie mogły go już zaskoczyć.
- Rozumiem... - potwierdził w iście idiotyczny sposób, udzielając jej chyba najgorszej z możliwych odpowiedzi na podobne wyznanie. - Colette, ja faktycznie... Sądzę, że nie jestem w stanie już nikogo pokochać. Czuję się pusty i wybrakowany, jednak to... - przytknął dłoń do własnej klatki piersiowej, przybierając rozpaczliwy wyraz twarzy. - Nie potrafię tego naprawić - powiedział, chyba po raz pierwszy w życiu, odnosząc się do niematerialnego stanu, nie mechanizmu.
Mimo wszystko czuł, jak mocno bije mu serce. Przez chwilę nawet myślał, że będzie gotowy skłamać, oddać jej to, czego najwyraźniej pragnęła, byleby nie zostawiała go teraz samego. Nie był jednak w stanie. Kłamstwo w takich warunkach okazałoby się najpodlejszym przestępstwem.
- To nie twoja wina, uwierz mi. Jesteś idealna. Nie brakuje ci niczego, to jak dziś wyglądałaś... - rozpędził się. - Zabrało mi wszystkie słowa. Ja po prostu... Chyba nie potrafię - dokończył żałośnie, desperacko, nie sądząc, by zrozumiała, skoro on sam tego nie pojmował.
Zachowywał szczerość, wyciągając na wierzch to, co wolał zatrzymać dla siebie. Była dla niego piękna. Pożądał jej, co nieraz zdradzało jego spojrzenie. Ba, wchodząc tu, gdy ujrzał ją w pełnej okazałości, jego pierwszym odruchem było przykrycie nagiej skóry Colette, by móc w spokoju skupić się na rozmowie. I tak z trudem przychodziło mu maskowanie wyrazów podniecenia. Był tylko prostym mężczyzną, jego reakcje nie odbiegały od normy, poza...
Poza bezsensowną lojalnością dla osoby, która wcale na to nie zasługiwała.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   Nie Cze 17, 2018 11:06 pm

I tak cały świat Colette znów stanął w ciemnych barwach. Starała się nie rozpaczać, przecież to było nieuniknione, jednak nie mogła powstrzymać smutku. Było to za ciężkie i takie przytłaczające ze wszystkich stron, iż nie była w stanie dłużej hamować łez. Mimowolnie zaczęły się pojawiać i spływać po policzkach, zaś ona tylko opuściła głowę w dół.
- Wiem. Nie oczekuję niczego od ciebie, Lynn. Ja... Ja tylko powiedziałam co czuję. Nie oczekuję ni... niczego, kompletnie. - odparła nieco mniej spokojniejszym tonem, starając się przełknąć gorzki smak odrzucenia. Puściła jego ubranie, przestając go przy tym obejmować i pozwoliła bezwolnie zwisać swym rękom. - Cieszę się, że chociaż przy mnie jesteś, więc... Nie ma problemu. - wytłumaczyła to bardziej sobie, niż mu. Pozostawało czerpać radość z samej obecności Lynna, a to przecież nie może być takie trudne. Robiła to dotychczas, także nic nie może pójść źle.
Nie powinna tego mówić. Spodziewała się takiej reakcji i była na to przygotowana, więc nie rozumie czemu to tak boli. Zawsze musi coś zepsuć. Cofanie czasu byłoby najlepszą mocą pod słońcem.
- Nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze, a moją głowę w końcu opuszczą te głupie myśli. - rzekła bardziej zdołowana, ale nie mogła pozwolić na to, by Lynn się zorientował. Myślała nad jakimś żartem, czy gestem, który poprawiłby tą beznadziejną sytuację. Czemu nic nie przychodziło jej do głowy? - Chyba... bardzo się narzucam i wyobraziłam sobie zbyt wiele, wybacz. Przeze mnie jesteś zakłopotany, cóż za niefortunna sytuacja... Możesz mnie puścić. Zostałam odrzucona, więc wypadałoby mi się jakoś pozbierać. Znaczy... Wszystko w porządku. - powtórzyła któryś raz z rzędu, dalej nie mogąc zatrzymać łez i trzymając głowę skierowaną ku ziemi.
Kolejne nowe uczucie, jednakże były ono strasznie bolesne. Chciała stąd uciec. Zniknąć i już nigdy więcej się nie pojawić. To normalne? Poradziła sobie z tyloma nieprzyjemnymi wydarzeniami, a nie potrafi znieść jego słów? Coś jest nie tak. Nie powinno tak być. Nie miała siły nawet się uśmiechnąć.
- Wszystko jest dobrze. Tak powinno być. Rozumiem w pewien sposób twoje uczucia Lynn, a teraz... - nie wiedziała jak dokończyć.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rezydencja Cavendishów   

Powrót do góry Go down
 
Rezydencja Cavendishów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Dzielnice mieszkalne-
Skocz do: