IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rejestr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 72
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Rejestr   Nie Kwi 29, 2018 12:10 am

"Rejestr" jest zbiorem notatek, przemyśleń czy opisów, rozkazów sporządzanych przez Fransa Ankera lub narratora, które mają na celu przybliżenie przeszłości i teraźniejszości wyżej wymienionego norwega.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 72
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Rejestr   Nie Kwi 29, 2018 1:00 am

List ten był oświadczeniem od Oskara I - Króla Szwecji i Norwegii do wyższych oficerów (także Fransa) “Czarnego Batalionu” - Jednostki zajmującej się wewnętrzną i zewnętrzną ochroną królestwa oraz działaniom mające na celu zniwelowanie prezencji czarownic w Skandynawii. Jednostka została rozwiązana w 1846 roku na skutek wewnętrznego skandalu.


“Ogłaszam wobec to co następuje dnia siedemnastego września roku tysiąc osiemset czterdziestego piątego z woli największego generała i głównego zwierzchnika Armii Królewskiej, Opiekuna narodu Szwedzkiego i Norweskiego, króla Oskara Pierwszego z domu Bernadotte: Wszelkie działania militarne Czarnego Batalionu zostaną wstrzymane na czas nie określony, z racji schańbienia reputacji królestwa Szwecji i Norwegii oraz wielmożnego Króla Oskara I poprzez wielokrotne przekroczenie granicy Królestwa Danii oraz Imperium Rosyjskiego będącego czynami nielegalnymi. Za winnych uznaje się Generałów: Holm, Bergman i Lind, którzy prywatnymi pobudkami krzywdząco wpłynęli na relacje między królewskie. Następującym jest zatrzymanie wyżej wymienionych i osądzenie przed narodami Szwecji i Norwegii. Wyżej wymienieni zostali zdegradowani oraz wydaleni ze służby, zaś tymczasowe dowództwo nad czarnym batalionem przejmie Major Håkansson na czas nieokreślony.
List ten przeznaczony jest tylko dla wyższych oficerów Czarnego Batalionu i zabronione jest rozpowszechniane go pod karą więzienia.




Wola Króla Została Wykonana


Pod oświadczeniem znajduje się niewielka notka skierowana do nieznanej osoby, napisana przez Fransa. Ciekawym może być to że jest ona napisana po Niemiecku a nie po Szwedzku.

“Oboje możemy uznać że operacja zakończyła się na sukcesem. Wszystko zostało odebrane jako walka o wpływy i raczej nikt nie będzie podejrzewał celowego działania. Idealny moment by przejść na emeryturę, nieprawdaż?”

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 72
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Rejestr   Pon Kwi 30, 2018 3:52 pm

Czym był Czarny Batalion?


Kunglig Svart Bataljon (Królewski Czarny Batalion) był stworzonym w 1810 roku ugrupowaniem, które w zamyśle miało zajmować się sprawami wewnętrznymi kraju, do których zaliczało się tłumienie buntów, wyłapywanie bandytów i innych takich. Ugrupowanie te nie cieszyło się zbytnią popularnością kadry oficerskiej z powodu dość sporego natężenia pracy terenowej oraz dość słabych perspektyw na przyszłość. Swoją pierwszą i ostatnio zmianę wraz z pojawieniem się wiedźm. W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii obecny król Szwecji uznał, że po co pozwalać nie-lokalnej organizacji babrać się w sprawach wewnętrznych kraju i dekretem zamienił Czarny Batalion w jednostkę zajmujący się wyłapywaniem i skazywaniem wiedźm oraz innymi wysokoszczeblowymi sprawami wewnętrznymi, sprawiając, że pracy było dwa razy więcej, ale też służba w jednostce była bardzo opłacalna. Zmieniła się też struktura wojskowa gdzie teraz władze nad batalionem posiadało trzech generałów, którzy bezpośrednio stali nad królem.

To, co odróżniało jednostkę od bycia kopią Inkwizycji były metody, które opierały się na porywaniu celów i nieoficjalnych egzekucjach w lasach czy eliminacji z odległości w bardziej publicznych miejscach co sprawiło, że czarny batalion zaczął być przestrzegany jako bardziej pluton egzekucyjny aniżeli pełnoprawną jednostką wojskową.

Co doprowadziło do upadku Czarnego Batalionu?


Z racji dość swobodnej możliwości działania w jednostce zaczęły się pojawiać bardziej...”ambitne” osobistości, które z racji bycia kadrą oficerską używały podległych im oddziałów do wykonywania swoich własnych celów w ramach “Skandynawskiej wojny przeciw wiedźmom”. Niektóre zostały udowodnione i niektóre nie, ale z ciekawszych można by wymienić wydawanie pojmanych wiedźm części Inkwizycji działającej na terenie Szwecji i Norwegii, sprzedaż organów, eliminacja przeciwników politycznych czy jak w moim własnym przypadku utworzenie Grey Heaven, które przez kilka lat ubierała mundury jednostki, jeśli zachodziła taka potrzeba.


Bezpośrednim powodem był wewnętrzny podział na dwa obozy. Pierwszy i największy skłaniał się na większą współpracę z Inkwizycją i szybszą eksterminacją wiedźm i osób posiadających jakiekolwiek zdolności magiczne a druga zakładała wydobywanie informacji, czy też używanie wiedźm na swoją korzyść w zamian za pozwolenie im żyć. Strona ta miała jednak niewielkie poparcie z dość prozaicznego nieposiadania wsparcia ani jednego z generałów, którzy uważali, że współpraca z organizacją, z którą mieli konkurować, przyniesie więcej korzyści bezpieczeństwu wewnętrznymi Szwecji i Norwegii. Jednakże około rok po podziale król zdecydował się na aresztowanie trójki generałów i kilka miesięcy później rozwiązania jednostki wskutek presji ze strony głównie Królestwa Prus. Na około tysiąc osób działających w Batalionie, około siedmiuset zostało aresztowanych i osądzanych lub zdegradowych, dwustu dwudziestu zostało przetransferowanych do innych jednostek, zaś ostatnia osiemdziesiątka została zwolniona ze służby z wszystkimi honorami. Wśród tej osiemdziesiątki znajdowała się piątka oficerów, którzy oprócz zwolnienia ze służby ze wszystkimi honorami, zostali odznaczeni przez samego króla za “Bezprecedensową służbę Państwu” oraz “Działania mające na celu poprawę stosunków z państwami graniczącymi”. Istnieje też plotka, że jeden z oficerów wraz z pomocą płynącą z Królestwa Prus pomógł w likwidacji batalionu, ale nigdy nie znaleziono dowodów na to by to była prawda.

A tobie, drogi czytelniku zostawiam domysły kto co i jak. I to co się stało było dobre, czy złe.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 72
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Rejestr   Czw Maj 03, 2018 2:16 am

Pojedynek.

Niezbyt dobrze wspominam swoje lata w szkole dla arystokracji, i też z tego powodu ten temat dla mnie praktycznie nie istnieje, bo też czemu przejmować się tak trywialną rzeczą? Ot, od piętnastego do siedemnastego roku życia uczęszczałem do “elitarnej” szkoły. I szkoła owszem była elitarna, ale nastolatkowie w niej reprezentowali najgorszy rodzaj średniej, zepsutej do cna arystokracji, których wspólny iloraz inteligencji był niższy od ilorazu obrazu Mikołaja Kopernika znajdującego się w klasie astronomii. I gdy w szkole pojawił się przedstawiciel wysokiej arystokracji (czyli ja) to moi “koledzy” upewnili się by wyśmiewać moje praktyczne umiejętności. Ale czego oczekiwać po grupie, w której znajdowała się osoba, która nie potrafiła zamknąć kurwa drzwi za pomocą klucza. Ale to nie o tym.

Na dziesięciolecie ukończenia szkoły przez naszą klasę, szkołą zorganizowała bal dla absolwentów, na który miałem nieprzyjemność uczestniczyć z moją wtedy partnerką - Córką konsula Królestwa Hiszpanii w Królestwie Szwecji. Około północy mężczyzna noszą nazwisko “Erkson” popełnił błąd obrażenia mojej partnerki, a potem wyzwania mnie na honorowy pojedynek na kurwa szpady, bo nie podobało mu się, że łaskawie kazałem mu się odpierdolić od Reiny. Oczywiście się zgodziłem, ale mimo posiadania umiejętności szermierskich uznałem, że nie warto się męczyć i po prostu rozbiłem mu butelkę o głowę, przed głównym wejściem do szkoły, a następnie zepchnąłem go ze schodów. Nie było to co prawda Honorowe, ale wtedy miałem to po prostu w dupie. A jako że reprezentowałem wyższą warstwę społeczną niż on i mimo wszystko byłem od niego bogatszy, to musiał to wszystko przyjąć na swój pijacki ryj. No i też takie zdecydowane zachowane kręciło moją partnerkę (Może dlatego się rozeszliśmy?) więc po ulotnieniu się z miejsca “wypadku” i powrotu do posiadłości zajęliśmy się...ciekawszymi rzeczami.

I patrząc na tę sytuację teraz dość łatwo można dostrzec to, że powinienem być spokojniejszy. Niestety nie we wszystkich momentach osoba może zachować spokój a ów facet był częścią, która mnie złamała tego dnia. Były to też czasy, gdy za wszelką cenę chciałem się pokazać jako poważny wojskowy, który może nimi pomiatać, jak chce. Ciekawe jak niespełna dziesięć lat potrafią zmienić człowieka, prawda?

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 72
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Rejestr   Czw Maj 03, 2018 2:28 am

List do Louise - 20.03.1850


Bliźniaki napomknęły mi, że w czasie mojej obecnej wizyty w Berlinie zdecydował się na stworzenie teczki i profilu Catherine. Jak sama się domyślasz, jest ona dla mnie ważna, tak samo zresztą, jak sytuacja, w której ona i ja się znaleźliśmy w grudniu tamtego roku. Jeśli więc naprawdę musisz ją “zaksięgować” to nie używaj jej imienia, tylko nadaj jej kryptonim. Myślę, że “Kruk” będzie do niej pasowało, nieprawdaż? I jest teraz krukiem pod ochroną.

PS: Dostałem zaproszenie na bal organizowany w przyszłym tygodniu w Wishtown i jesteś moją osobą towarzyszącą. Będzie na nim także Christine, więc będziesz miała okazje ją poznać.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 72
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Rejestr   Pią Maj 04, 2018 4:18 am

Ktoś mógłby uznać kartkowanie prowadzonego przez siebie rejestru za zwyczajnie głupie, ale Frans tak nie uważał. Leżąca przed nim książka liczyła sobie ponad pięćset stron, a on w ciągu lat zdążył wypełnić około trzystu czy to przelewając w niej ważne dla niego informacje, czy zwykłe ciekawostki i spostrzeżenia na temat świata i ludzi go otaczających. Momentami ta księga była jedynym obiektem, w którym mógł wylać swoje żale czy opinie, a nawet kreatywność, zamieszczając w niej swoje pomysły czy krótkie historie, które wymyślił na przestrzeni lat.
Wszystko to było spowodowane brakiem osoby, z którą mógł rozmawiać o wszystkim. Co prawda lata temu w jego życiu pojawiły się Louise, ale też nie chciał obarczać ją swoimi problemami, gdyż dziewczyna miała ich aż nadto do okresu, w którym wróciła do pełnej sprawności. Jedną z rzeczy, które go męczyły była Shannon. Nie wiedział za bardzo co miał z tym faktem zrobić, szczególnie że coraz mniej zaczął wierzyć w jej zapewnienie, a zaczynał się martwić. W głębi duszy wiedział, że nie zostawiłaby by go nawet bez pożegnania, a nie słyszał od niej nic od dłuższego czasu.
Przez te miesiące wzmagał się z wysłaniem patrolu, czy nawet udaniem się do jej domu w osobie, ale jego serce i jego umysł powoli dochodziły do zgody, że musiał coś z tym faktem zrobić. Tylko co? Jego opuszki palców powędrowały na okładkę księgi, która pod coraz większym naporem przesunęła się w “wyższą” część biurka dając mężczyźnie miejsce na położenie na nim dłoni wraz z łokciami, a i po chwili także głowy gdzie jego czoło zaczęło spoczywać właśnie na jego rękach.
Istniały trzy możliwości. Trzy. I żadnej innej.
Pierwsza możliwość zakłada, że Inkwizycja w końcu dotarła do ciemnowłosej i ją schwytała, po czym "przeniosła się" do lochów, gdzie musiała się znajdować. W tym przypadku istniała szansa, że mógłby ją odbić po rozmowie z Christine...a także sporym datku w stronę firmy. Oczywiste było to, że sobie nie radzili, a akcje leciały w dół, ale nie miał siły ani ludzi, by rozważyć groźby czy rozwiązania siłowe. Organizacja światowa przeciwko Organizacji międzynarodowej.
Druga opcja mogła wydawać się lepsza, ale w jego oczach była najtrudniejszą. Był pewny, że wiedźmy przynajmniej na wyspach posiadają jakąś bardziej scentralizowanej formę przewodnictwa. Nie podlegały pod nią wszystkie, ale na pewno istniała i na pewno znajdowała się w okolicach Wishtown. Frans westchnął po cichu i przymknął oczy, by móc się bardziej skupić...i wyobrazić całą sytuację.
Z opcji Demokratycznej, Monarchistycznej i Parlamentarnej, te dwie ostatnie miały najwięcej sensu w takim tworze. Monarchistyczna oznaczała, że tym wszystkim przewodzi jedna osoba, najpewniej kobieta, która posiada tytuł królowej co by świadczyło o tym, że musiałby się mierzyć z władcą i jej współpracownikami co mogło mu dać pewien rodzaj przewagi. A jeśli wiedźmy wymyśliły sobie coś w rodzaju rady, kierując się parlamentarnym, to miał twardszy orzech do zgryzienia. Oznaczało to, że musiał się mierzyć z każdą członkinią rady osobno i w grupie, a do całej sprawy dochodziłyby różnica opinii czy droga, jaką powinny podążać.
Uznał więc, że gdyby też tak było to droga słowa, zostałaby zastąpiona drogą groźby i wojny. A by dodatkowo dodać trudności całej sytuacji, w grę mogła wchodzić jego przeszłość i przynależność do Czarnego Batalionu.
Mimo ze przejawiał bardziej...neutralne nastawienie w stosunku do osób posiadających umiejętności magiczne to z jego osoby zginęło około dwunastu. A wiedźmy nie obchodziło to, czy ich “siostra” używała swojej mocy do kradzieży, morderstwa czy innych niezbyt pozytywnych celów. Uznanie z góry tego, że była przetrzymywana wbrew swojej woli przez inne czarownice, mogło wydawać się nielogiczny, do momentu, w którym wiedziało się, jaką moc posiadała. A on wiedział.
Trzecią opcją zaś było to, że ukrywała się przed jedną albo drugą frakcją. A może i nawet obiema na raz. Na tę opcję liczył, bo i też była najłatwiejsza do rozwiązania, ale była mało prawdopodobna. Najbardziej prawdopodobna wydawała mu się opcja numer dwa, co też wymuszało na nim bardziej aktywne działania, które samemu mu się nasuwały do głowy.

Gospodarstwo służyłoby za główną bazę wylotową, z której dziennie wysyłane by były dwa pięcioosobowe oddziały rozpoznania i zwiadu, które operowałyby w dwunastogodzinnych zmianach. Oddziały te byłyby uzbrojone.

W fazie pierwszej każdemu oddziałowi będzie towarzyszył kartograf, który stworzy operacyjną mapę terenu operacji, który będzie zajmował około pięćdziesięciu kilometrów kwadratowych. Do tego będzie wchodziło poznanie środowiska i ustanowienie pół stałych punktów obserwacyjnych.

Faza druga będzie opierała się na wyznaczeniu prawdopodobnych ścieżek transportowych oraz obserwacji osób poruszających się w obrębie terenu operacyjnego.

Faza trzecia rozpoczęłaby się po pozytywnym wytypowaniu prawdopodobnych celów oraz ich obserwacji. Jeśli cel okaże się współpracować z “koroną” to po dwóch dniach przechodzi się do ostatniej fazy - czwartej.

Faza czwarta zakłada przechwycenie celu jednym oddziałem szturmowym ze wsparciem oddziału strzelców wyborowych i oddziału szybkiego reagowania. W przechwyceniu brałby udział on sam. Przechwycenie odbywało się taktyce przecięcia drogi. Broń w gotowości, ale bez celowania w cel co miałoby świadczyć o quasi-pokojowych zamiarach, ale miałoby też wywierać presje. Po tym przekazany zostałby list kierowany do osoby zarządzającej, który prosiłby o spotkanie w wyznaczonym przez nią miejscu i czasie, oczywiście wraz z obstawą. A resztę obmyśli się potem.

Frans podniósł powoli głowę i rozejrzał się po swoim biurze, które rozświetlone było rozświetlone przez poranne słońce. Wyglądało na to, że podczas obmyślania swojego planu w końcu zasnął, ale pamiętał wszystko. I uznał też, że jutro je spisze i wprowadzi w życie, a teraz był czas na odpoczynek. I sen w normalnym miejscu. Definitywnie.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 72
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Rejestr   Nie Cze 17, 2018 12:41 am

- Ten kraj, ta wyspa i to pierdolone miasto powodują we mnie niewyobrażalne stany wkurwienia! Myślisz, że kilka dni przerwy spowodują, że ot tak stanę się spokojny i wypoczęty? - Wycedził przez zęby i przywalił pięścią w biurko, co w teorii miało wyładować jego złość. Chociaż w tym momencie nie był zły...a jak to on sam określił “wkurwiony”. Miał definitywnie zły dzień. Bardzo zły. I niestety tego wszystkiego musiała wysłuchiwać także obecna w pokoju Louise, która wpatrywała się w Fransa wzrokiem, który wręcz krzyczał o jej zażenowaniu i zmęczeniu.
- No i co z tego? Masz odpocząć. O ile jestem w stanie tolerować twoje wybuchy, to jest to już piąty raz w tym tygodniu! Martwię się o ciebie! - Odpowiedziała dosyć żywiołowo i ciężko westchnęła. To był kolejny dzień, w którym musiała wysłuchiwać praktycznie tego samego - Narzekania na brak klientów i jego frustracji z powodów czysto sercowych oraz mniejszych powodów, które różniły się w zależności od dnia.
Jego frustracje były równie logiczne i nielogiczne i nomen omen potrafiła to zrozumieć. Firma w ostatnich miesiącach nie radziła sobie najlepiej na Wyspach i musieli rozesłać ludzi po innych krajach, ale ogólna sytuacja była najlepsza od lat. Fransowi nie udało się jednak wbić w przestrzeń między Inkwizycją a Wiedźmami i utworzyć czegoś na wzór trzeciej strony konfliktu. Nikt po prostu nie był zainteresowany poza niewielkimi treningami szkoleniowymi a wiedźmy...cóż. Jeszcze żadna się do nich nie zgłosiła i racze wątpiłaby kiedykolwiek któraś z nich to zrobiła. Byli zbrojnym ugrupowaniem i to jej wystarczyło jako jedyny argument przeciw.
No i dochodziła kwestia zakochania się....nawet nie chciała o tym myśleć. Nigdy jej nie widziała i sam Frans nie widział jej od Grudnia. Wierzyła w miłość i to, że można się zakochać od tak, ale czy nie mógł w końcu zobaczyć, że nie ma na to szans? Czy musiał być tak uparty i tą upartością robić sobie krzywdę?
- Dobra. Dwa tygodnie wolnego. Nawet więcej, jeśli się zdecydujesz. Świat się nie skończy jak nie napiszesz kilku raportów. A co do twojego problemu sercowego - Dodała i nagle uśmiechnęła się szeroko, chcąc mu zadać jak największy ból (wyimaginowany oczywiście), który miałby spowodować, że weźmie się za siebie. W końcu prawda bardzo często boli
- Polecam ci wynająć sobie jakąś luksusową prostytutkę. Albo dwie. Cokolwiek. Może wtedy spojrzysz na swoją “miłość” z bardziej realistycznego punktu widzenia - Dobitnie stwierdziła, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła z biura zostawiając Fransa samego. Zatkało go. To, co powiedziało Louise go i uspokoiło i bardziej zdenerwowało więc i też musiał zrobić bardzo ważną rzecz...
- Chuj z tym. Idę spać - Wymruczał, gdy ta już wyszła i sam podniósł się swojego fotela i ruszył do części mieszkalne i swojej sypialni. Nie chciał myśleć. Chciał spać. Bo i może sen podpowie mu, co należałoby zrobić.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rejestr   

Powrót do góry Go down
 
Rejestr
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Organizacja :: Zapisy :: Teczka-
Skocz do: