IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabinet pielęgniarski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Gabinet pielęgniarski   Pon Maj 21, 2018 8:20 pm

Niewielkie pomieszczenie na parterze Akademii imienia św. Rozalii, do którego adepci mogą udać się w przypadku niewielkich obrażeń, które nie wymagają interwencji balsamistów w skrzydle szpitalnym. Pracują tu dwie siostry zakonne wraz z pomocą kilku adeptów, szkolących się na lekarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Pon Maj 21, 2018 9:07 pm

Dusiłam się w tym ciemnym, zatęchłym wilgocią miejscu. Siedziałam w drugiej ławce z utęsknieniem wyglądając ożywających z każdym dniem oznak zieleni po przeciwnej stronie klasy, za oknem. Marzyłam o opuszczeniu tego szklonych murów, by móc w końcu odetchnąć czystym powietrzem. Całą swoją uwagę poświęciłam miarowemu, głębokiemu oddechowi. Wczułam się, nawet nie wiedząc kiedy zamknąwszy powieki, oczyma wyobraźni leżałam już na szkolnych błoniach, pławiąc się w ciepłym, słonecznym blasku.
Początkowo zignorowałam dochodzące mnie szmery. Jednak czując trącający mnie łokieć koleżanki z ławki z roztargnieniem uniosłam ku górze głowę, od razu natrafiając na surowe spojrzenie profesora. Wiedziałam już, że się nie wyłgam. Przyłapał mnie na gorącym uczynku.
— Doskonale, panienko Subercaseaux, w końcu zaszczyciła nas panienka swoją obecnością — zakpił jadowicie, a zgodnie z jego oczekiwaniami, w klasie rozległy się ciche wyrazy rozbawienia. — Może zechce panienka powtórzyć, co przykazałem przygotować na kolejne zajęcia? — Wypowiedział z fałszywą troskliwością, doskonale wiedząc, że nie będę w stanie tego uczynić.
Zacisnęłam zęby, podnosząc się z mojego miejsca. Krzesło odsunęłam po cichu, w ruchu poprawiając spódnicę. Powoli, ze spuszczoną głową ruszyłam do biurka profesora, kładąc na nim dłoń, ku ogólnemu zdziwieniu. Znałam zasady, a swoimi słowami nie zamierzałam dawać mu kolejnych powodów.
— Brawo, zna panienka swoja miejsce — prychnął, nie do końca zadowolony z takiego obrotu spraw. Łaskawie jednak nie komentował dłużej. — Prawą, jeśli łaska — warknął na mnie, na ułamek sekundy pokazując swoje prawdziwe oblicze.
Znał mnie na tyle, by wiedzieć, którą ręką posługuję się na co dzień. Czując narastającą panikę, spełniłam jego życzenie, a on sięgnął po drewnianą linijkę ze swojego biurka.

Jakiś czas później:

Złamanie pulsowało tępym bólem, do którego zdążyłam już przywyknąć. Prawa dłoń, przez konieczność zostania do końca zajęć, opuchła mi tak bardzo, że nie byłam w stanie dostrzec zazwyczaj doskonale widocznych kości własnych palców. Trzymałam ją w drugiej ręce, na ramieniu niosąc wciąż torbę z książkami. Wiedziałam już, gdzie powinnam się udać; bywałam w tym miejscu o wiele zbyt często. Zapukałam właściwie przy użyciu łokcia, licząc na to, że ktoś z drugiej strony domyśli się, aby mi otworzyć.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Pon Maj 21, 2018 10:01 pm

Siedziałam sztywna jak struna na honorowym miejscu w gabinecie pielęgniarki i nerwowo rozglądałam się dookoła. Pierwszy raz byłam tu sama. Sama, lecz nie przez przypadek, a celowo; obdarzona szansą, by udowodnić, że umiem coraz więcej. Nie czułam się z tym zbyt dobrze. Do tej pory na każdych zajęciach praktycznych towarzyszył mi ktoś doświadczony, a moje ewentualne błędy byłyby natychmiast poprawiane. Ale może nie powinnam się tym stresować? To tylko akademia. Cóż złego może się tu stać. Ktoś się pobije. Ktoś potknie na schodach. Jakaś wiedźma wyrwie się spod kontroli. Ugh...
Poczułam, jakby moje wnętrzności zawiązały się w ścisły supeł na samą myśl o tych przerażających kreaturach. Szybko zerwałam się z krzesła i podeszłam do szafy, byleby tylko zająć czymś ręce. Na samej górze stał kosz z rzeczami do uporządkowania, które zostawiła jeszcze z poprzedniego dnia siostra Helen. Pewnie nie spodziewa się, że zajmę się tym z własnej woli, jednak...
Przystawiłam krzesło do szafy i wspięłam się nań, zachowując niezwykłą ostrożność. Szafa była zbyt wysoka, bym zdołała dosięgnąć kosza bez żadnego podestu. Na całe szczęście mój tymczasowy stopień okazał się być stabilny, więc już z większą pewnością siebie poczęłam przesuwać wiklinę do brzegu, centymetr po centymetrze. Zupełnie nie spodziewałam się, że tak proste zadanie zakończy się katastrofą.
W gabinecie rozległo się pukanie, słyszalne, choć dziwnie zniekształcone. Przyznam, że nie spodziewałam się go zupełnie i wzdrygnęłam się gwałtownie, gdy tylko dobiegło do moich uszu. Nawet się nie zorientowałam, że moja noga odruchowo przesunęła się w tył. Poczułam dopiero pustkę pod stopą, a w następnej chwili już leciałam.
Krzyknęłam cicho z przerażenia, a zaraz po tym upadłam na podłogę z głuchym rąbnięciem. Kosz również upadł, niepodtrzymywany niczym, hałasując niemalże tak samo głośno. Chciałam zerwać się z posadzki i natychmiast uporządkować gabinet, nim ktokolwiek tu wejdzie, jednak spódnica i halki zaplątały się wokół moich nóg.
Och, nie, och nie, och nie...
Recytowałam w myślach modlitwy, niezgrabnie prostując materiał i dźwigając się z podłogi. Gdy tylko udało mi się wyprostować, rzuciłam szybkie spojrzenie na drzwi. Nikt jeszcze nie wszedł. Czyżby mi się wydawało? Czyżby przybysz już odszedł? Policzki paliły mnie wstydem, a po podłodze walały się przeróżne rzeczy, niezbędne w gabinecie; jakaż to byłaby ulga, gdyby nikt nie zobaczył tej hańby!
Nie mogłam jednak ot tak zignorować wcześniejszego pukania. Stoczywszy ostatnią walkę z myślami, najpierw pośpiesznie wrzuciłam część rozsypanych przedmiotów z powrotem do kosza, a potem podeszłam chwiejnym krokiem do drzwi, by w końcu uchylić je nieznacznie i nieśmiało wyjrzeć na korytarz. I wtedy zamarłam.
Dostrzegłam dziewczynę, którą kojarzyłam z widzenia. Wyglądała niewyraźnie jak na moje oko, a szybkie obejrzenie jej od góry do dołu potwierdziło obawy, które poczułam po dostrzeżeniu umęczenia w jej oczach. Spuchnięta dłoń wyglądała paskudnie. Nie mówiąc nic, otworzyłam drzwi na oścież i pozwoliłam jej wejść.
Wejdź proszę. Co się stało? — odezwałam się pewnym, ale łagodnym głosem. Jeden z inkwizycyjnych lekarzy stwierdził kiedyś, że mówię tak tylko przy potrzebujących pacjentach; że zachowuję się jak zupełnie inny człowiek. Nigdy nie potrafiłam ocenić sama siebie, ale jednego byłam pewna: jeśli ktoś potrzebuje mojej pomocy, nie ma czasu na wahanie i martwienie się każdym gestem.
Jak się nazywasz? Z której jesteś klasy? — dodałam zaraz po najważniejszym pytaniu, przypominając sobie o standardowych procedurach. Sięgnęłam też od razu do wnętrza szafy, wyciągając standardowe przybory medyczne. Kilka kolejnych spojrzeń pozwoliło mi odszukać w pamięci poszkodowaną dziewczynę, która często odwiedzała gabinet, gdy pobierałam praktykę u pielęgniarki. Miałam już swoje podejrzenia co do rodzaju urazu, jednak poczekałam, aż potwierdzi moje przewidywania.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Wto Maj 22, 2018 8:39 pm

Chyba właśnie... Uczyniłam komuś krzywdę. Na sekundy po moim pukaniu zza drzwi rozległ się bardzo niepokojący dźwięk, którego źródła ani pochodzenia nie potrafiłam zdiagnozować. Z pewnością jednak nie zwiastował on niczego dobrego. Zacisnęłam wargi, cofając się o krok, jakby nie chcąc uczestniczyć w żenującej chwili, jaka ma rozegrać się wkrótce. Prędko zrozumiałam, że nie mam najmniejszego wyboru, gdzie udać się ze swoim złamaniem. Zdecydowałam się nie reagować, choć z niewielkim bólem mogłam puścić uszkodzoną dłoń, by nacisnąć klamkę. Dałam osobie zza drzwi czas.  Osobie, która - sądząc po dochodzących odgłosach - sprzątała teraz dowody zbrodni.
Drzwi uchyliły się nieśmiało, a ja z pełną premedytacją w pierwszej kolejności wychyliłam głowę ponad witającą mnie osobę, by zaspokoić swoją ciekawość. Ledwie zdążyłam dostrzec wiklinowy kosz, taboret i klika przyrządów medycznych, by zrozumieć swój nietakt. Wróciłam wzrokiem do dziewczyny, z najszczerszym zaskoczeniem spoglądając wprost w jej lśniące oczy.  
Pierwszy stopień do piekła — palnęłam, przybierając przepraszający ton głosu. — Wybacz. Nigdy się go nie pozbędę — wyznałam ze skruchą, z nieukrywanym zainteresowaniem przyglądając się jej rumianym policzkom, jeszcze chwilę po tym, jak przepuściła mnie w progu, zamykając za mną drzwi.
Dziękuję — kiwnęłam głową, bo tylko na taki gest było mnie stać w obecnej chwili. — Złamanie. Myślę, że... Więcej niż jedna kość śródręcza — zgadywałam, lecz miałam do tego prawo, znając się już nieco na moich niekończących się urazach.
Słowa wypowiadałam bez wyrazu, jednak wiedziałam, że bez tych formalności się nie obejdzie. Nie zależało mi jednak na czasie. Przywykłam do bólu, od pewnego czasu ten nie przybierał na sile.
Potrzebujący udziela pomocy — uśmiechnęłam się do niej, przechylając łagodnie głowę, przechodząc jeszcze bardziej w głąb pomieszczenia. — Nie ma dziś siostry Helene? — zapytałam, zdradzając swoją orientację w funkcjonowaniu gabinetu lekarskiego.
Zadałam zbędne pytanie, za czym nie przepadałam. Doskonale wiedziałam, że pielęgniarka nie kryje się w jednej z wielkich szaf. A mimo to, coś wewnątrz mojej głowy kazało mi zadać do pytanie, jakby dziewczyna mogła przywołać pielęgniarkę, by chociażby patrzyła jej na ręce. Niespecjalnie wierzyłam w umiejętności młodych praktykantek.
Nie musisz się spieszyć. Możemy najpierw zająć się mniej pasującymi do wystroju gabinetu pielęgniarskiego elementami — wykonałam półuśmiech, bez cienia ironii sugerując, że moja osoba znacznie lepiej wtapia się w tło pomieszczenia niż panujący na ziemi rozgardiasz. Z tymi słowami ostrożnie pochyliłam się nad pierwszym, groźnie wyglądającym narzędziem, którego nazwy nawet nie znałam.
Początkowo milczałam, jakby chcąc potrzymać ją w niepewności związanej z poznaniem mojego miana. Wróciłam do niej spojrzeniem, gdy kolejny z przedmiotów wylądował w koszu wiklinowym, a ja zajęłam doskonale znane mi miejsce na lekarskiej kozetce.
Leila, Leila — wypowiedziałam melodyjnie. — Wy, balsamiści, macie ten przywilej, że łatwiej zapamiętać waszą godność. Wasze czyny są świętością; działaniem samego boga za sprawą waszych rąk. Imię uzdrowicielki samo zapada w pamięć, podczas gdy istnienie kolejnego grabarza, wraz z wachlarzem jego bezwartościowych  poczynań, jest zapisane nie w ludzkich umysłach, a wyłącznie w kartotekach — rozgadałam się, zdradzając przy okazji, do jakiej z klas przynależę. Mrugnęłam, badając teren, chcąc poznać, na ile mogę sobie pozwolić.
Marieanne Lorie Subercaseaux — przedstawiłam się w końcu, powoli i bardzo dosadnie, aby - jeśli zamierzała zapamiętać te słowa - wiedziała, jak należy je wymawiać. Po tym wyciągnęłam spuchniętą dłoń przed siebie, przyglądając się jej beznamiętnie, gotowa oddać ją do badań.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Sro Maj 23, 2018 1:51 pm

Jej zaciekawiony gest był aż nadto widoczny. Już czułam świeżą falę zażenowania, odbijającą się gorącem na policzkach, jednak uraz przyciągnął moją uwagę na tyle, bym nie zdążyła się roztkliwić nad swoją niezdarnością po raz kolejny. Spokojniejsza dzięki temu, na wyjaśnienie dziewczyny zareagowałam jedynie uprzejmym uśmiechem i kiwnięciem głową, wybaczając wcześniejszy gest, który niektórzy faktycznie odebraliby jako nietakt.
Wyciągnięte z szafy i ułożone na tacy przybory położyłam na kozetce z tyłu gabinetu, po czym poprosiłam dziewczynę, by usiadła w pobliżu. Samodzielne zdiagnozowanie się brzmiało niezwykle śmiało, jednak według moich wspomnień miała podstawy, by to uczynić. To aż niesamowite, że ktoś tak delikatny szkoli się na pełnienie świętej, lecz niebezpiecznej misji. Świat wciąż potrafił mnie zadziwiać, choć nie powinien, skoro jakimś cudem udało mi się dotrzeć aż tutaj. Tak, cud to dobre słowo.
Ach, nie próbuj się nawet kłopotać! — fuknęłam z lekkim speszeniem, gdy kierowałam się do kącika higienicznego, aby umyć i oblać alkoholem ręce. Nawyk, lecz nieszkodliwy, a czasem niezbędny. — Nie, odpowiedzialność za gabinet i przyjmowanie uczniów spoczywa dzisiaj na mnie. — Uśmiechnęłam się nieco nieśmiało, wlepiając przy tym wzrok w swoje dłonie. Czułam ostry zapach alkoholu, wwiercający się w nozdrza, więc szybko osuszyłam ręce wyparzonym ręcznikiem. Pokręciłam stanowczo głową, gdy dziewczyna zwróciła uwagę na resztki bałaganu. Spojrzałam przy okazji na nią, uśmiechem darząc tym razem bez wątpienia poszkodowaną dziewczynę. — Tamto nie jest problemem, uwierz mi. Jak doszło do urazu? Jak dawno się to stało?
Przysiadłam na kozetce w niedalekiej odległości od niej. Zdziwiła mnie niemalże od razu, po raz kolejny dzisiaj zresztą. Pamiętała moje imię.
Jej słowa mile połechtały moje ego, a zarazem przeraziły dogłębnie, uświadamiając po raz kolejny jak wielka odpowiedzialność spoczywa na barkach człowieka, którym pragnę się stać. Znowu poczułam ciepło na policzkach, tym razem o wiele subtelniejsze, ale ten dziwny moment urwał się niespodziewanie, a ja odezwałam się, nim zdążyłam w ogóle pomyśleć.
Lekarza — wtrąciłam, zaraz uśmiechając się przepraszająco, gdy tylko uświadomiłam sobie swój czyn. — Ja nie jestem jeszcze lekarzem, jednak... Uzdrowicielka to nie jest dobre słowo, by określać nim naszą pracę.
Zamyśliłam się na moment, wspominając nieprzyjemne, choć całkowicie nieprawdziwe oskarżenia oraz rozgniewany, ale i zrozpaczony wzrok babci. Kiedyś myślałam, że uzdrowicielka, znachorka, to tylko zwykłe słowa. Dzisiaj nie określiłabym nimi dobrego człowieka. Ale ona nie musiała o tym wiedzieć, prawda? Uśmiechnęłam się jeszcze raz przepraszająco i dodałam, nim milczenie z mojej strony mogło wydać się nieuprzejme.
Każdy jest potrzebny na tym świecie i każdy będzie zapamiętany w oczach najważniejszej istotny. Stwórcy.
Uśmiechnęłam się pogodnie do dziewczyny, pełna przekonania, że doskonale mnie w tym momencie rozumie. Zaraz też zdradziła mi swoje pełne nazwisko, co przyjęłam z ulgą, bo choć przypomniałam sobie jej imię, wolałam się upewnić.
Francuski. Jakże ten język przerażająco brzmiał. Przypomniały mi się osobiste lekcje w rodzinnym dworze, gdy sztywna guwernantka usilnie próbowała wpoić mi salonowe konwersacje. Powstrzymałam westchnięcie, po czym odpowiedziałam grzecznie:
Dziękuję. I miło mi cię poznać, Marieanne. To chyba pierwszy raz, gdy mamy okazję same się sobie przedstawić. Ja jestem, jak pamiętasz, Leila Robinson.
Ujęłam w końcu jej dłoń, starając się nie naciskać zbyt mocno. Uważnie oglądałam opuchnięcia, delikatnie wodząc palcami po skórze, szukając niepokojących oznak przemieszczenia kości. Moją uwagę przykuły sińce formujące się w regularne kształty na grzbiecie dłoni. Zmarszczyłam lekko brwi. Ręka niezaprzeczalnie musiała być umieszczona w gipsie, co nie było możliwe w tym miejscu.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Czw Maj 24, 2018 5:58 pm

Przyjęłam informację o braku bardziej doświadczonej pracownicy z łagodną obojętnością. Pogodziłam się już z losem. Za to, dużo trudniej było mi się zmusić, przyznając do powodu mojego dzisiejszego złamania. Prościej już jest odgrywać rolę ofiary, jednak dziś, wina leżała wyłącznie po mojej stronie.
Za wcześnie poczułam wolność. Myślami byłam już na szkolnych błoniach, podczas gdy nigdy nie powinnam odbiegać nimi od łacińskich deklinacji. I tak spotkałam się z łaskawą karą - po trzech razach linijką profesor zakończył to niezwykłe przedstawienie — W wesołe słowa starałam się ubrać moje upokorzenie, nie zdradzając towarzyszącego mi wtedy wstydu. Westchnęłam niezauważalnie, pozwalając jej zająć się moją ręką.
Dzień jak co dzień. Siadałam w miejscu, które zdążyło się już nieco wgłębić, a moje pośladki przez lata miały zapewne najwięcej sposobności, aby się ku temu przyczynić. Ból, diagnoza, podanie środków przeciwbólowych, odesłanie mnie do szpitala, brak bólu. Myślałam, że mogłabym przychodzić już tutaj z zamkniętymi oczyma.
A jednak. Ten dzień łagodnie różnił się od palety innych bezbarwnych dni. Moja rozmówczyni podłapała przynętę. Nie próbowała mnie strofować, ganić mnie za gadulstwo czy odbieganie od ważniejszych spraw. Już wtedy wiedziałam - uwielbiałam ją zaskakiwać. Czy po świecie stąpała jeszcze tak czysta dusza, aby potrafić reagować w iście intensywny sposób? Czerpałam satysfakcję z tej rozmowy, nieumniejszoną nawet przez ból złamanych kości. Obiecałam sobie nie przestawać, jeśli tylko da mi szansę.
Lekarza — powtórzyłam gwałtownie z pełnym zaangażowaniem, dostrzegając swój poważny błąd. Doskonale wiedziałam, czym był spowodowany. — Za dużo czasu poświęcam wściubiając nos w wiedźmie kartoteki, skoro charakterystyczna im terminologia pada z moich ust wobec tej szlachetnej profesji — przyznałam, co właściwie mogło urazić niejednego inkwizytora. — Proszę o wybaczenie, czuję się w tej chwili jak kret, który po raz pierwszy w życiu odważył się opuścić własną norę. Wciąż, niczym niestabilny grunt, badam panujące na powierzchni realia. — Porównanie okazało się być całkiem trafne, zwłaszcza przy wizji grabarza opuszczającego archiwum przy całodniowym ślęczeniu w papierach. A dodatkowo, cóż - byłam ślepa niemal jak kret, nie oszukiwałam się.
Kiwnęłam na jej imię, dając znać, że przyjęłam je po raz kolejny do wiadomości, właściwie przetwarzając jeszcze jej poprzednie słowa. Zachowałam milczenie, podczas gdy ona zajmowała się moją ręką. Tylko raz wydałam z siebie pomruk bólu, który z dziecinną łatwością mogłam powstrzymać. Nie uczyniłam tego, chcąc zobaczyć, jak tamta zareaguje. Moje małe plaisir coupable.
Twoje oddanie stwórcy i praca jawnie mu poświęcona są godne podziwu — wypowiedziałam ostrożnie po chwili ciszy. — A ja lepiej zamilknę, nim palnę kolejny nietakt. Moja skromna wiara i nieznaczna wiedza na te tematy powstrzymuje mnie przed wdaniem się w dyskusje - wyjaśniłam, łagodnie i z pełną premedytacją naginając prawdę. Nie zamierzałam przecież tracić okazji do rozmowy. — Lata wychowania pominęły u mnie tę kwestię, czego szczerze żałuję. Przed złem chroni mnie wyłącznie moralność. I, och, strach przed konsekwencjami — dodałam z łagodnym uśmiechem, wzrok z jej oczu przenosząc na własną rękę, idealny przykład kary za moje przewinienia.
Wyczekiwałam jej reakcji, właściwie niepewna, na ile mogę sobie pozwolić w tym drażliwym temacie. Mogłam przecież łatwo ją urazić. Ale dla kilku ciekawych doznań mogłabym zgrywać osobę chętną do odnowienia sakramentu chrztu.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Sob Maj 26, 2018 3:44 pm

Opis wypadku sprawił, że mimowolnie zacisnęłam usta w wąską linijkę. Od zawsze czułam ogromną niechęć do przemocy. Potrafiłam zrozumieć, że w przypadku wiedźm nie ma innej drogi oczyszczenia, jednak nic nie tłumaczyło fizycznego karania uczennicy. Nic. Nie pojmowałam, czemu nauczyciele elitarnej akademii dopuszczali się tak haniebnych praktyk. Gdybym tylko mogła w jakiś sposób to zmienić...
Ach, kogo ja próbuję oszukać. Stając twarzą w twarz z groźnym profesorem potrafiłabym spuścić jedynie głowę, licząc na akt łaski. Byłam aż nadto świadoma swojego braku pewności siebie, który mocno utrudniał mi codzienne życie. Snułam się przez to niczym cień, pokazując zaledwie ułamek prawdziwej siebie. A jednak wciąż miałam nadzieję, że kiedyś uda mi się zmienić szkodliwe zwyczaje.
To było niezwykle niemoralne ze strony profesora. — Nie potrafiłam powstrzymać się od krytyki, gdy nikt z kadry nauczycielskiej nie mógł nas usłyszeć. Nawet jeśli Marieanne zdawała się nie potraktować tego poważnie, pewnego rodzaju bunt tlił się w moim serce i nic nie zapowiadało, by prędko stamtąd zniknął. To nie było uczucie, którego doświadczałam często.
Uspokoiłam się nieco, widząc, że moje nagłe wtrącenie nie obraziło jej w żaden sposób. Wręcz pochlebiła mi, zgadzając się z moją poprawką, na co uśmiechnęłam się bardziej radośnie. Choć rozmawiałyśmy swobodnie od zaledwie kilku minut, zaczynałam czuć się w jej towarzystwie niezwykle swobodnie. A może to przez fakt, że była teraz moją pacjentką?
Wydałam z siebie westchnięcie, które w rzeczywistości było bardzo nieśmiałym chichotem. Rozbawiło mnie jej porównanie, zadziwiająco pasujące do grabarzy całe dnie spędzających w gabinetach, wśród wszelkiego rodzaju papierzysk.
Znieruchomiałam na moment, gdy nagle dobiegło mnie syknięcie bólu. Przeniosłam spojrzenie z uszkodzonej dłoni na twarz Marieanne, patrząc na nią z troską.
W tym miejscu boli najbardziej? — zapytałam czujnie, po czym dotknęłam delikatnie jej palców. — Czy to czujesz?
Brałam pod uwagę złamanie więcej niż jednej kości, ale niezależnie od tego dziewczyna i tak musiała udać się do szpitala. Jak zwykle zresztą. Przerażająca wizja pojawiła się w mojej głowie: cóż musiała przeżywać na zajęciach z samoobrony! Czy grabarze w ogóle mieli takie lekcje?
Chyba spąsowiałam, słysząc jej kolejne słowa. Grabarze zawsze wysławiali się tak ładnie, ale ona biła w tym na głowę wszystkich, których miałam okazję spotkać. Chciałam odpowiedzieć jej coś równie pięknego, pocieszyć, że wcale nie musi obawiać się nietaktu, jednak... Jednak nie zdołałam wydusić z siebie ani sylaby, uśmiechając się tylko, zapewne w wyjątkowo głupi sposób. Chcąc uciec przed dalszym pogrążaniem się w zażenowanie sięgnęłam po rzeczy leżące na tacce.
Bę... będziemy musiały iść do szpitala, więc na razie założę ci usztywnienie, dobrze?
Nim przeszłam do dzieła, podałam Marieanne rozrobiony z wodą proszek, jeden z nadzwyczajnych wynalazków balsamistów. Idealnie nadawał się do uśmierzania zwykłego bólu; Marieanne powinna poczuć chociaż chwilową ulgę. Zaraz po tym, jak skończyła pić, zabrałam się za zakładanie tymczasowego opatrunku.
Szło mi sprawnie, jak na pierwsze samodzielne praktyki. Zwracałam uwagę, czy nie sprawiam Marieanne niepotrzebnego dyskomfortu, póki usztywnienie dłoni i nadgarstka nie było gotowe. W takim stanie powinna dać radę przejść do szpitala, ale czułam wewnętrzną potrzebę przysłużenia jej opieką nieco dłużej.
Gotowe — odezwałam się, po czym zawahałam na moment, nie wiedząc, czy nie powinnam najpierw wypełnić papierów.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Sro Maj 30, 2018 4:52 pm

I ona potrafiła mnie zaskoczyć, lecz najwyraźniej nie planowała tego czynić. Pozory. Kochałam je łamać, skrupulatnie odkrywając to, co się pod nimi znajduje. Sprawiała wrażenie posłusznej, nawet jeśli posiadającą własne zdanie - nie wygłaszającej go głośno. Czy wobec tego nie powinna przyznać racji profesorowi, obarczając mnie winą? Przestawiłam sprawę w możliwie obiektywny sposób. Póki co milczałam, nie kiwnąwszy nawet głową, by potwierdzić, że dosłyszałam jej wypowiedź. Dopiero po dłuższej chwili przemówiłam.
Wina leży wyłącznie po mojej stronie — powiedziałam zdecydowanie — porządek musi być zachowany. To miejsce nie byłoby takie samo, gdyby nad nawet najniższym szczeblem hierarchii nie stał ktoś, kto twardą ręką ukarze nieodpowiedzialne zachowanie... — Nie zdążyłam ugryźć się w język, głosząc komunały,  w które już nawet sama nie wierzyłam. — Czy uważasz inaczej? — zapytałam niemal od razu, nie odmawiając sobie przyjemności drobnej prowokacji. Niezależnie od rozbieżności naszych opinii, chciałam wiedzieć, co powie. A właściwie... Chyba nawet pragnęłam, by jej zdanie leżało dokładnie po przeciwnej stronie od mojego.
W Inkwizycji nie ma miejsca na brak dyscypliny — dodałam cichutko, unosząc rękę, by kontynuować to, po co właściwie tu przybyłam.
Współpracowałam w pół-milczącym trybie. Kiwałam głową, wydawałam z siebie pomruki, odpowiadając krótko na zadawane przez nią pytania, gdy oceniała stan mojej dłoni. Gdyby nie moje uprzednie gadulstwo, z pewnością można byłoby mnie nazwać wzorowym pacjentem.  
Podziękowałam za środek przeciwbólowy, pijąc go duszkiem, do kiedy podane mi naczynie nie stało się puste. Jednak zamiast zgodzić się na nadchodzącą podróż, zapragnęłam powiedzieć co innego.
Moje błyszczące oczy, lekko zarumienione policzki i uśmiech bezczelnie cisnący się mi na usta, wyraźnie zdradzały zadowolenie. Nie potrafiłam tego kontrolować. Spojrzałam na Leilę, jakbym widziała ją teraz pierwszy raz w życiu.
Podobasz mi się — wypaliłam, nie mając na myśli nic zdrożnego. Przez myśl nie przeszło mi nawet, że moje słowa mogą zawierać jakikolwiek podtekst. Między dwoma uczennicami nie było przecież na to miejsca. Zwyczajnie chciałam obdarzyć ją niezobowiązującym komplementem, którego znaczenie nie mogło pozostać tajemnicą. — Odbijasz piłeczkę, a przynajmniej - starasz się. To nieczęste zjawisko.  Nawet jeśli czynisz to z grzeczności lub niepisanych zasad panujących w pielęgniarskim gabinecie — pochwaliłam ją, mając nadzieję, że nie zamęczam jej do granic możliwości. Z trudem odmówiłabym sobie przyjemności mówienia.
Nie umniejszając niczego godnym podziwu czynom siostry Helene, mam nadzieję, że następnym razem, bo uwierz mi - będzie następny raz, również trafię na ciebie — wyznałam prostodusznie, mówiąc dokładnie to, co czułam.
Nie zamierzałam jej zawstydzać moim niespodziewanym wyznaniem, ale musiałam przyznać, że widok rumieńców dziewczyny wywoływał u mnie dziwny rodzaj satysfakcji. Miło spędzałam chwile w gabinecie pielęgniarskim, aż przez myśl przeszła mi pewna głupota - warto było dać sobie przetrącić kości w ręce.
Dziękuję. Wiem, to dla mnie już rutyna. I od tego momentu poradzę sobie już sama, doskonale znam drogę. Być może będę musiała czekać na swoją kolej - złamania nigdy nie były przesadnie naglącą sprawą pośród zaangażowanych balsamistów. Nie chcę trwonić twojego cennego czasu dłużej.
Ostrożnie wstałam, poprawiając torbę i przytykając usztywnioną kończynę do piersi. Środki przeciwbólowe najwyraźniej zaczęły już działać. Czułam przyjemne otępienie. Chciałam podziękować jej jeszcze raz i ruszyć w swoją stronę.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Czw Maj 31, 2018 3:40 pm

Podświadomie czułam, że wkraczamy na niebezpieczne tematy, których nadmierne rozważanie mogło przynieść nam więcej szkody niż pożytku. Lub tylko mi. Tak naprawdę nie wiedziałam, kim Marieanne jest, choć mogłabym przysiąc, że nie przyszła tu, by ćwiczyć na mnie wyciąganie tajemnic. Choć chciałam w nią wierzyć, mimowolnie speszyłam się i nieco uciekłam wzrokiem.
Nie zaprzeczę, że umiłowanie porządku i posłuszeństwo to cnoty - zaczęłam z wahaniem, zerkając na Marieanne kątem oka. — A jednak nie potrafię spokojnie patrzeć na akty przemocy.
Westchnęłam zaraz po tym, przenosząc spojrzenie na swoje własne dłonie. Zauważyłam, że zaczęłam je odruchowo zaciskać w nerwach, więc zaraz schowałam je za plecami, decydując się zerknąć na towarzyszkę. Chciałam jeszcze coś dodać, ale zdążyłam się ugryźć w język. Nie powinnam brnąć dalej w tę dyskusję. Tak łatwo było w tym o bluźnierstwo względem Inkwizycji, a trwonienie czasu nie przysługiwało się urazowi.
Całe zadanie opatrywania dłoni przebiegało tak, jak powinno; niewiele brakowało, bym zatopiła się w swoich myślach, całkowicie odruchowo wykonując czynności, tylko od czasu do czasu rejestrując słowa Marieanne. Zachowałam jednak całkowite wyczulenie na otoczenie, a to z tego względu, że Mari zdecydowanie różniła się zachowaniem od przeciętego pacjenta gabinetu pielęgniarki. Zwróciłam uwagę na jej ożywienie i rumiane policzki, zastanawiając się nawet przez moment, czy mogło mieć to związek z podanym lekiem. Niepożądana reakcja? Prawda okazała się zgoła inna.
Wycofałam się nieco ciałem i spojrzałam na Marieanne z zaskoczeniem, gdy znienacka obdarzyła mnie komplementem. Przekrzywiłam aż głowę, zakłopotana, lecz zarazem w pewien sposób ukontentowana.
Och... Dziękuję. — Nieśmiały uśmiech wpełzł na moje wargi, a ja zaraz poczułam pragnienie odwdzięczenia się w jakiś sposób. Nie chciałam sięgać po salonowe rozmówki, w których zresztą nigdy nie byłam zbyt dobra; zamierzałam utrzymać dobre wrażenie, ale z każdym ułamkiem chwili wzrastały moje oczekiwania co do odpowiedzi, a razem z nimi zdenerwowanie. W końcu palnęłam spontanicznie, czując smak porażki: — Udzielanie ci pomocy było prawdziwą przyjemnością. To naprawdę niesamowite, jak dzielnie potrafisz znieść tak straszliwe uniedogodnienie. Znaczy... Mało kto potrafi zachować spokój w takiej sytuacji... Ach...
Miałam wrażenie, że z każdym słowem pogrążam się coraz bardziej, aż w końcu zapragnęłam zapaść się pod ziemię. Wydawało mi się, że zamiast pochwalić, jedynie obraziłam uczucia Marieanne. Szybko pożałowałam chwili wylewności, choć nie zauważyłam jeszcze reakcji dziewczyny, bo uciekłam natychmiast wzrokiem do rzeczy pozostałych na tacce.
Przepraszam, jeśli to było nietaktowe — mruknęłam, zabierając się za sprzątanie pozostałości.
Nie miałam ochoty wypuszczać jej w takim stanie, choć siostra Helen robiła to bez problemu. Niestety, świadomość, że nie mogę zostawić gabinetu bez opieki sprawiała, że musiałam porzucić swoje zamierzenia, choć beztroski opis wizji pierwszych chwil w szpitalu zmroził mnie dogłębnie.
To nic wielkiego. I przyznam szczerze, wolałabym, aby następny raz obył się bez połamanych kości — westchnęłam ciężko, poddając się i siadając do biurka, by wypełnić stosowne papiery. — Uważaj na siebie po drodze. A jeśli będziesz musiała czekać zbyt długo, pytaj o doktora Greena i mów, że przyszłaś ode mnie. Wprost uwielbia wyrzucać mi błędy, jest szansa, że postanowi przyjąć cię szybciej, by móc zrobić to po raz kolejny.
Spojrzałam na nią jeszcze raz, uważniej niż wcześnie, chcąc upewnić się, czy na pewno może sama podjąć się tej wędrówki. Czułabym się odpowiedzialna, gdyby stało jej się coś po drodze.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Sob Cze 02, 2018 5:58 pm

Czasami straszono nas o wszędobylskiej obecności męczennic. Mieliśmy baczyć na własne słowa, nawet w towarzystwie tych, których uważamy za bliskich. Ściany miały uszy, a bluźnierstwa wypowiadane na głos nie wędrowały nigdy w eter. Powoli dochodziłam do wniosku, że podobne myśli nachodziły moją rozmówczynię. Doskonale widziałam, jak żałowała wdania się w dyskusję.
Zacisnęłam lekko usta, czując w piersi ciężar żalu, całkiem spory ze względu na moje wcześniejsze oczekiwania wobec tej rozmowy. Przedwcześnie się ucieszyłam.
Iście dyplomatyczna odpowiedź — skomentowałam słowa Leili powściągliwie, nie ukrywając swojego niezadowolenia. Ba, zawodu, jakby odmówiła mi wielkiej przygody pomimo wcześniejszych obietnic. To bolało niemal fizycznie.
Nie zamierzałam udawać, że jej zachowanie mnie satysfakcjonowało, nawet jeśli czułam powinność zachowania wobec dziewczyny dystansu. Dzieliła nas bowiem relacja lekarz-pacjent, a ja byłam aktualnie zdana na jej łaskę. A ona... z każdą chwilą pogrążała się.
Przyglądałam się Leili z pod zmarszczonych brwi w milczeniu, nie chcąc uronić ani jednego słowa. Plątała się, a ja niemal musiałam się powstrzymywać, aby nie zacząć dopowiadać za nią końcówek zdań, aby poszło sprawniej. Oczywiście, zrobiło mi się miło. Byłam łasa na komplementy, nie zamierzałam nawet z tym walczyć. Jednak przyjemnemu wrażeniu towarzyszył prawdziwy niedosyt - miałam wrażenie, że dziewczyna urwała w połowie swojej wypowiedzi.
Nie odpowiedziałam, choć grzeczność wyraźnie tego wymagała. Powinnam natychmiast zaprzeczyć, że w żadnym wypadku mnie to nie uraziło. Nie uczyniłam tego, zamiast tego w milczeniu zbierając się do wyjścia. Postanowiłam chwilowo porzucić temat, aby pożegnać się z nią w nieco pogodniejszej atmosferze.
W takim razie nie omieszkam tego nie uczynić — mrugnęłam, unosząc jedną stronę ust w łobuzerskim półuśmiechu. Nie chciałam, aby z mojego zupełnie przeciętnego przypadku miała jakiekolwiek kłopoty. Byłam już statystyką, pojawiałam się w tym szpitalu o wiele zbyt często. — I nie liczyłabym na to. Obawiam się, że jeszcze nie jeden raz spotkamy się w podobnych okolicznościach.
Wzruszyłam ramionami w geście bezradności. Gdybym nie złamała sobie żadnej kości na jakiś czas chyba poczułabym się nieswojo. Odwróciłam się już w stronę drzwi i wszystko wskazywało na to, że wkrótce opuszczę gabinet pielęgniarki. Nim przestąpiłam krok do przodu, zerknęłam na Leilę przez ramię.
Jeszcze jedno. Szczerość w żadnym społeczeństwie ani miejscu na ziemi nie powinna być uważana za nietakt — rzuciłam, nie mogąc się powstrzymać od pouczenia, które zapewne tylko ja uważałam za prawdziwe.
Dygnęłam lekko, dziękując jej za poświęcony mi czas, po czym wydostałam się na korytarz, aby resztę swojego dnia prawdopodobnie spędzić w szpitalu.
zt

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Pon Cze 04, 2018 7:52 pm

Jeszcze krótką chwilę wpatrywałam się w drzwi, za którymi przed momentem zniknęła Marieanne. Nie byłam pewna, co sądzić o tym spotkaniu. Gdy zauważyłam nieskrywane niezadowolenie z mojej wymijającej odpowiedzi (co zresztą pozwoliło mi myśleć, że Marieanne jednak nie jest męczennicą, taka nie pozwoliłaby mi odczuć swojej irytacji, tylko dalej subtelnie drążyłaby temat. A przynajmniej takie plotki słyszałam), już byłam gotowa spodziewać się, że reszta wizyty upłynie w nieprzyjemnej atmosferze. Zamiast tego było... Miło. Na tyle miło, bym zaczęła się zastanawiać nad całym moim zachowaniem. Czy nie naruszyłam granic powściągliwej relacji lekarza i pacjenta? Wiedziałam, że wciąż brak mi profesjonalizmu, jednak przy tej rozmownej dziewczynie zbyt łatwo było o wypadnięcie z roli. Westchnęłam, zerkając raz jeszcze na papiery, po czym wypełniłam ostatnie rubryki. Tuż po tym dokumenty wylądowały tam, gdzie ich miejsce, przynajmniej dzisiejszego dnia. Do przepastnej szuflady biurka.
*zt*

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet pielęgniarski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet pielęgniarki
» Gabinet Pielęgniarki
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Akademia imienia św. Rozalii-
Skocz do: