IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Błonia   Pon Cze 11, 2018 7:31 pm

Szkolne błonia - ciągnące się zielone tereny, upstrzone pojedynczymi drzewami, z ciągnącą się, wysadzają drogą od bram Akademii, aż do jej drzwi. Niezależnie od pory roku miejsce pełne adeptów, wylegujących się na trawie, ławkach lub zwyczajnie spieszących na zajęcia z internatu.

____

Okulary zsuwały się po moim mokrym od potu nosie. Poprawiłam je po raz prawdopodobnie setny tego dnia, wzrokiem przewijając po kolejnych wersach. Nie spieszyłam się, wręcz przeciwnie, z każdym słowem szło mi wolniej. Dotarłam w końcu do słów, które musiałam podkreślić na papierze cienkim grafitowym rysikiem. Wtedy przerwałam czytanie, rzucając tomik na wyciągnięcie świeżo pozbawionej gipsu dłoni.
Zdjęłam okulary, kładąc się na plecach, wśród gęstej trawy. Znajdowałam się w nieznacznej odległości od głównej drogi, lecz dzień był na tyle leniwy, że nie dochodziły mnie żadne odgłosy rozmów innych adeptów.
Wystawiłam twarz do słońca, z łatwością przebijającego się przez koronę drzewa, które jakiś czas temu dawało mi cień. Przeciągnęłam się, zamykając powieki i niemal rozpływając się z rozkoszy. Od lat miałam romans z wiosną. Tylko bóg mi świadkiem, jak bardzo za nią tęskniłam.
Bywały chwile, w których sądziłam, że nie uda mi się przetrwać kolejnego dnia. Dni pełne niemocy i pragnienia niewyściubiania nosa poza pierzynę własnego łóżka. Upływające minuty, uciekające mi nieubłaganie przez palce wraz z chęciami do życia, których nie miałam nawet siły zatrzymywać.
Zabawne, jak wiele potrafiło się zmienić w dzień taki jak ten. Uśmiechałam się. Sama do siebie. Miałam ochotę krzyczeć, wyć z uciechy, zupełnie nie potrafiąc się skoncentrować na poezji. Wiedziałam, że dla takich chwil warto było wytrzymać.
Wyprostowałam kości, nie otwierając oczu, zdejmując pantofle i wsuwając okryte pończochami stopy w gąszcz traw.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Wto Cze 12, 2018 7:17 pm

— To właśnie ciebie szukałem przez całe moje życie... — Przystojny młodzian szepnął zmysłowym głosem, po czym pochylił się głęboko w przód, przytykając usta do odzianej w rękawiczkę dłoni wybranki. Musnął wargami koronkowy materiał, lecz nie poprzestał na tym. Powędrował wyżej i złożył lekki pocałunek na wewnętrznej stronie nadgarstka, tam, gdzie nic już nie kryło wrażliwej skóry. — Czy uczynisz mi ten zaszczyt i przyrzekniesz mi być moją?
Panna speszyła się wielce odważnymi poczynaniami księcia, chowając rumiane od zawstydzenia policzki za wachlarzem. Uciekła też wzrokiem, zbyt niewinna, by spojrzeć mu teraz w oczy. Młodzian nie zraził się i przyciągnął ją do siebie, a kobieta westchnęła, widocznie zakłopotana.
— Ach, przestańcie, drogi panie, gdyby pani Smith zobaczy...
— Nie ma jej tu z nami, najdroższa... — przerwał jej w pół słowa, kierując twarz wybranki na siebie i przytykając smukły palec do jej bladych ust. — Lecz wróci niebawem. Ofiaruj mi choć jeden pocałunek. Jako przyrzeczenie.
Odjął dłoń od ust pani swojego serca tylko po to, by ująć jej policzek. Panienka nie zaprotestowała, choć rumieniec wstydu płonął szaleńczo na jej licu. Pociemniał, gdy książę przybliżył się, by...

Nagły wstrząs wyrwał mnie ze świata fantazji. Nadepnęłam na coś, a szok okazał się wystarczający, bym straciła równowagę. Zamachałam rozpaczliwie rękoma i dałam susa do przodu, dzięki czemu w ostatniej chwili ustabilizowałam postawę, ratując się przed upadkiem. Chwila zdenerwowania wystarczyła, by mój oddech przyśpieszył, a policzki buchnęły gorącem. A może były takie przez nieprzystające młodej damie wyobrażenia?
Obejrzałam się z irytacją na przeszkodę, która przeszkodziła w mojej drodze powrotnej z akademii. Ze zdziwieniem zauważyłam porzucone w trawie czarne buty. Od razu zatoczyłam spojrzeniem szersze kręgi, szukając ich właścicielki. I znalazłam ją prędko.
Popadłam w fantazje tak bardzo, że nawet nie zauważyłam, jak zbliżyłam się do Marieanne, choć tłumaczyć mogło mnie drzewo, wcześniej kryjące swoim pniem spory kawałek widoku. Zauważywszy ją wreszcie, uśmiechnęłam się z zakłopotaniem. Musiała widzieć, jak potknęłam się o jej buty.
Właśnie. Jej buty.
Wybacz mi, to było niechcący — wypaliłam, zerkając z przestrachem na pantofle i upewniając się, czy przypadkiem nie uszkodziłam ich w żaden nieodwracalny sposób. — Jestem gotowa zrekompensować szkodę, nie bądź zła...

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Pią Cze 15, 2018 7:21 am

Nie miałam czasu rozstać się z marzeniami sennymi w sposób, na jaki by na to zasługiwały. Ze stanu ogólnej błogości wyrwano mnie w sposób nagły i niespodziewany. Podniosłam się gwałtownie, automatycznie usiłując się ochronić przed atakiem. Ledwie wyleczyłam złamane kości, a miał mnie czekać kolejny wypadek? Niedoczekanie! Zamierzałam się bronić!
I właśnie w tej pozycji mnie zastano - z uniesioną kończyną, na wpół siedzącą z podkulonymi nogami i szeroko otwartymi oczyma w iście przerażonym spojrzeniu. Ach. Jako że moje okulary leżały wciąż w gąszczu traw, prędko zmrużyłam oczy, mając nadzieję, że to pomoże zidentyfikować osobę stojącą przede mną. Rozmazany obraz i typowe jej kolory mówiły mi wiele, jednak poznałam ją dopiero wtedy, gdy ta postanowiła się odezwać. Choć rzeczywistość okazałą się być o wiele bardziej prozaiczna, przyjęłam nowy stan rzeczy z nieukrywaną ulgą.
N'arrête jamais de rêver mais regarde tes pas — powitałam ją pouczającym, zdecydowanym głosem. — Tu m'as manqué, maladroit médecin — dodałam, nie powstrzymując się w końcu od uśmiechu. Byłam pewna, że nie zrozumiała ani słowa, ale po sposobie mojej wypowiedzi mogła zrozumieć, że chwilowe oburzenie jej nieuwagą prędko mi przeszło, oddając miejsca zadowoleniu na rozmazany widok Leili.
To tylko buty. Nic się nie stało — oddawałam się słodkiemu niemyśleniu, więc wybaczę ci sprowadzenie mnie na ziemię. Zwłaszcza, że... — zamyśliłam się, przechylając łagodnie głowę, aby lepiej się jej przyjrzeć (a właściwie udając, że to czynię). Skuliłam nogi, siadając wygodniej. — Ty podczas swojego upadku z krainy marzeń ucierpiałaś bardziej, mylę się? — zgadywałam, spoglądając na nią pogodnie z dołu.
Po chwili wolną dłonią zaznaczyłam kawałek zieleni koło siebie, tym gestem dając jej znać, że może się dosiąść. Oparłam obie dłonie na ziemi, łagodnie przesuwając po gąszczu traw. Mruknęłam pod nosem:
Jestem pewna, że gdzieś tu są...
Ostrzegłam ją, aby na domiar złego nie usiadła na moich okularach. Złamane kości to jedno, ale ze zbitymi szkiełkami na twarzy zwyczajnie nie potrafiłabym funkcjonować. Uniosłam ku niej twarz, bez słów prosząc o pomoc.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie Cze 17, 2018 11:13 am

Nagła postawa obronna Marieanne na początku przeraziła mnie bardziej niż sam fakt potknięcia się o jej buty; na szczęście jednak zorientowała się, że nie grozi jej żaden podstępny atak, na co odetchnęłam z ulgą. Nie na długo. Na twarzy mojej znajomej brakowało jej nieodłącznych okularów, co mogło oznaczać tylko jedno: Marieanne nie widzi w tym momencie prawie nic.
Poznała mnie jednak, co, muszę przyznać, było wyjątkowo miłe. Czy dlatego przemówiła po francusku? Nie miałam pojęcia, czy robiła to tylko przy mnie, czy wśród innych też, jednak znałam jej zwyczaj wtrącania słów i zdań w swoim rodzimym języku już aż za dobrze. Potrafiłam pojąć wiele, choć gubiłam się w znaczeniu, gdy używała zbyt trudnego słownictwa, jednak do tej pory nie ujawniłam przed nią, że rozumiem. Obawiałam się, że to tylko ją zachęci, by częściej rozmawiać po francusku, a ja... A ja szczerze nie znosiłam tego języka przez wszystkie mozolne godziny, spędzone na zapamiętywaniu zasad gramatyki i wymowy.
Przekrzywiłam głowę z miną wyrażającą skruszenie i skonsternowanie, której nawet nie musiałam udawać (a przynajmniej tak mi się wydawało). Miałam nadzieję, że na tym skończy się moje dzisiejsze obcowanie z nielubianym językiem, co w towarzystwie Marieanne było mocno wątpliwe, jednak pogodziłam się już z tym. Jej zalety przewyższały tę wadę.
Jesteś pewna? — dopytałam jeszcze, choć już poczułam lekkość odpuszczenia winy. — Ach, nie, mi nic się nie stało. Potknięcie jakich wiele — przyznałam z lekkim zawstydzeniem, obracając nerwowo parasolką.
Widząc zachęcający gest, z zawahaniem zerknęłam w stronę wieży zegarowej. Skończyłam zajęcia na dzisiaj, jednak wciąż czekał mnie podwieczorek, na który rodzice zaprosili ważnych gości. Chyba tylko przejęcie akademii przez wiedźmy i trzymanie uczniów jako zakładników usprawiedliwiłoby moje spóźnienie.
Jednak wciąż miałam dużo czasu, a nie potrzebowałam go aż tak wiele, by dotrzeć do domu i przebrać się w wizytową suknię. Woźnica przywykł do czekania na mnie, więc nic nie powinno się stać, jeśli spędzę chwilę czasu z Marieanne. Lubiłam z nią rozmawiać, nawet jeśli często zdarzało się, że w onieśmieleniu tylko słuchałam.
Ostrzeżona przed porzuconymi okularami, spojrzałam pod nogi, aby upewnić się, że nie nadepnę na nie niechcący tak, jak na buty. Nie dostrzegłam ich na pierwszy rzut oka, lecz nie poczułam się przez to pewniej; zamiast wykonać ryzykowny krok, przykucnęłam i tak samo jak Marieanne, zaczęłam przeczesywać palcami trawę w poszukiwaniu zagubionych szkieł, wcześniej odłożywszy na bok parasol.
W którym miejscu mniej więcej je położyłaś? — zapytałam niepewnie, na moment zerkając na Marieanne. Nie czułam wyraźnie faktury trawy przez rękawiczki, jednak przed świeżym zapachem źdźbeł nic mnie nie broniło. Wiosna była przepiękną porą roku. Nawet w szpitalu robiło się jakby weselej. — Wolę się nie ruszać, póki ich nie znajdziemy...
Błądziłam palcami po ziemi, jednocześnie zerkając w innym kierunku, by zwiększyć szanse na znalezienie szkieł. Nagle natrafiłam na coś. Od razu pomknęłam wzrokiem w kierunku swojej dłoni, chcąc zidentyfikować znalezisko.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Today at 4:57 pm

Obdarzyłam ją uśmiechem na tyle szczerym, że nie przyćmił go nawet drobny zawód spowodowany brakiem zainteresowania sensem wypowiedzianych po francusku słów. Wiedziałam, że za tym nie przepada. A ja za punkt honoru ustaliłam sobie przekonać ją do tego pięknego języka. Stopniowo i do celu. Gdy znalazła się już bliżej, przemówiłam:
Cieszę się, że los nie obdarzył mnie twoją niezdarnością. W połączeniu z resztą mojego ciała byłoby to zwyczajnie nieśmiesznym żartem. — W rzeczywistości cieszyłam się z tego powodu. Oglądałam sufit inkwizycyjnego szpitala wystarczająco często. — I tak jest w nim tyle niedoskonałości, że gdybym nie przywykła, zapewne nie skończyłabym narzekać — dodałam, wzruszając lekko ramionami, zupełnie pogodzona ze swoją aparycją.
Niegdyś dokuczano mi z powodu okularów, a moje piegi bywały obiektem żartów. Wystawiając twarz do słońca, ukazywałam, jak bardzo przestało mi już zależeć na cudzej ocenie.
Błądziłam niemal po omacku, starając się na nią nie spoglądać. Z bliska jej rysy twarzy stawały się wyraźniejsze, na tyle, bym mogła bez problemu ją rozpoznać, nawet gdyby nie uraczyła mnie żadnym ze słów.
Tutaj je odkładałam... — oznajmiłam cicho, mając nadzieję, że nikt nie zrobił mi głupiego żartu. Bez okularów, moja praca w grabarskim archiwum byłaby zwyczajnie bezsensowna.
W końcu wyciągnęła ku mnie rozmazany przedmiot, a ja z rozpędu chwyciłam dłoń Lei, przesuwając się aż na sam skraj jej palców. Zaśmiałam się lekko, nie czując ani cienia zażenowania. Odebrałam natychmiast przedmiot, w pierwszej kolejności zaspokajając swoją silną potrzebę widzenia, a w następnej dopiero dziękując.
Mon sauveur — szepnęłam z wdzięcznością, mrugając autentycznie szczęśliwa z widoku, jaki doświadczał przeciętny człowiek na co dzień. — Mam nadzieję, że się nie spieszysz? — zapytałam zaraz, gdy obie znalazłyśmy się już na tym samym poziomie, układając się na trawie.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Błonia   

Powrót do góry Go down
 
Błonia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet prof. McGonagall
» Błonia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Akademia imienia św. Rozalii-
Skocz do: