IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Błonia   Pon Cze 11, 2018 7:31 pm

Szkolne błonia - ciągnące się zielone tereny, upstrzone pojedynczymi drzewami, z ciągnącą się, wysadzają drogą od bram Akademii, aż do jej drzwi. Niezależnie od pory roku miejsce pełne adeptów, wylegujących się na trawie, ławkach lub zwyczajnie spieszących na zajęcia z internatu.

____

Okulary zsuwały się po moim mokrym od potu nosie. Poprawiłam je po raz prawdopodobnie setny tego dnia, wzrokiem przewijając po kolejnych wersach. Nie spieszyłam się, wręcz przeciwnie, z każdym słowem szło mi wolniej. Dotarłam w końcu do słów, które musiałam podkreślić na papierze cienkim grafitowym rysikiem. Wtedy przerwałam czytanie, rzucając tomik na wyciągnięcie świeżo pozbawionej gipsu dłoni.
Zdjęłam okulary, kładąc się na plecach, wśród gęstej trawy. Znajdowałam się w nieznacznej odległości od głównej drogi, lecz dzień był na tyle leniwy, że nie dochodziły mnie żadne odgłosy rozmów innych adeptów.
Wystawiłam twarz do słońca, z łatwością przebijającego się przez koronę drzewa, które jakiś czas temu dawało mi cień. Przeciągnęłam się, zamykając powieki i niemal rozpływając się z rozkoszy. Od lat miałam romans z wiosną. Tylko bóg mi świadkiem, jak bardzo za nią tęskniłam.
Bywały chwile, w których sądziłam, że nie uda mi się przetrwać kolejnego dnia. Dni pełne niemocy i pragnienia niewyściubiania nosa poza pierzynę własnego łóżka. Upływające minuty, uciekające mi nieubłaganie przez palce wraz z chęciami do życia, których nie miałam nawet siły zatrzymywać.
Zabawne, jak wiele potrafiło się zmienić w dzień taki jak ten. Uśmiechałam się. Sama do siebie. Miałam ochotę krzyczeć, wyć z uciechy, zupełnie nie potrafiąc się skoncentrować na poezji. Wiedziałam, że dla takich chwil warto było wytrzymać.
Wyprostowałam kości, nie otwierając oczu, zdejmując pantofle i wsuwając okryte pończochami stopy w gąszcz traw.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Wto Cze 12, 2018 7:17 pm

— To właśnie ciebie szukałem przez całe moje życie... — Przystojny młodzian szepnął zmysłowym głosem, po czym pochylił się głęboko w przód, przytykając usta do odzianej w rękawiczkę dłoni wybranki. Musnął wargami koronkowy materiał, lecz nie poprzestał na tym. Powędrował wyżej i złożył lekki pocałunek na wewnętrznej stronie nadgarstka, tam, gdzie nic już nie kryło wrażliwej skóry. — Czy uczynisz mi ten zaszczyt i przyrzekniesz mi być moją?
Panna speszyła się wielce odważnymi poczynaniami księcia, chowając rumiane od zawstydzenia policzki za wachlarzem. Uciekła też wzrokiem, zbyt niewinna, by spojrzeć mu teraz w oczy. Młodzian nie zraził się i przyciągnął ją do siebie, a kobieta westchnęła, widocznie zakłopotana.
— Ach, przestańcie, drogi panie, gdyby pani Smith zobaczy...
— Nie ma jej tu z nami, najdroższa... — przerwał jej w pół słowa, kierując twarz wybranki na siebie i przytykając smukły palec do jej bladych ust. — Lecz wróci niebawem. Ofiaruj mi choć jeden pocałunek. Jako przyrzeczenie.
Odjął dłoń od ust pani swojego serca tylko po to, by ująć jej policzek. Panienka nie zaprotestowała, choć rumieniec wstydu płonął szaleńczo na jej licu. Pociemniał, gdy książę przybliżył się, by...

Nagły wstrząs wyrwał mnie ze świata fantazji. Nadepnęłam na coś, a szok okazał się wystarczający, bym straciła równowagę. Zamachałam rozpaczliwie rękoma i dałam susa do przodu, dzięki czemu w ostatniej chwili ustabilizowałam postawę, ratując się przed upadkiem. Chwila zdenerwowania wystarczyła, by mój oddech przyśpieszył, a policzki buchnęły gorącem. A może były takie przez nieprzystające młodej damie wyobrażenia?
Obejrzałam się z irytacją na przeszkodę, która przeszkodziła w mojej drodze powrotnej z akademii. Ze zdziwieniem zauważyłam porzucone w trawie czarne buty. Od razu zatoczyłam spojrzeniem szersze kręgi, szukając ich właścicielki. I znalazłam ją prędko.
Popadłam w fantazje tak bardzo, że nawet nie zauważyłam, jak zbliżyłam się do Marieanne, choć tłumaczyć mogło mnie drzewo, wcześniej kryjące swoim pniem spory kawałek widoku. Zauważywszy ją wreszcie, uśmiechnęłam się z zakłopotaniem. Musiała widzieć, jak potknęłam się o jej buty.
Właśnie. Jej buty.
Wybacz mi, to było niechcący — wypaliłam, zerkając z przestrachem na pantofle i upewniając się, czy przypadkiem nie uszkodziłam ich w żaden nieodwracalny sposób. — Jestem gotowa zrekompensować szkodę, nie bądź zła...

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Pią Cze 15, 2018 7:21 am

Nie miałam czasu rozstać się z marzeniami sennymi w sposób, na jaki by na to zasługiwały. Ze stanu ogólnej błogości wyrwano mnie w sposób nagły i niespodziewany. Podniosłam się gwałtownie, automatycznie usiłując się ochronić przed atakiem. Ledwie wyleczyłam złamane kości, a miał mnie czekać kolejny wypadek? Niedoczekanie! Zamierzałam się bronić!
I właśnie w tej pozycji mnie zastano - z uniesioną kończyną, na wpół siedzącą z podkulonymi nogami i szeroko otwartymi oczyma w iście przerażonym spojrzeniu. Ach. Jako że moje okulary leżały wciąż w gąszczu traw, prędko zmrużyłam oczy, mając nadzieję, że to pomoże zidentyfikować osobę stojącą przede mną. Rozmazany obraz i typowe jej kolory mówiły mi wiele, jednak poznałam ją dopiero wtedy, gdy ta postanowiła się odezwać. Choć rzeczywistość okazałą się być o wiele bardziej prozaiczna, przyjęłam nowy stan rzeczy z nieukrywaną ulgą.
N'arrête jamais de rêver mais regarde tes pas — powitałam ją pouczającym, zdecydowanym głosem. — Tu m'as manqué, maladroit médecin — dodałam, nie powstrzymując się w końcu od uśmiechu. Byłam pewna, że nie zrozumiała ani słowa, ale po sposobie mojej wypowiedzi mogła zrozumieć, że chwilowe oburzenie jej nieuwagą prędko mi przeszło, oddając miejsca zadowoleniu na rozmazany widok Leili.
To tylko buty. Nic się nie stało — oddawałam się słodkiemu niemyśleniu, więc wybaczę ci sprowadzenie mnie na ziemię. Zwłaszcza, że... — zamyśliłam się, przechylając łagodnie głowę, aby lepiej się jej przyjrzeć (a właściwie udając, że to czynię). Skuliłam nogi, siadając wygodniej. — Ty podczas swojego upadku z krainy marzeń ucierpiałaś bardziej, mylę się? — zgadywałam, spoglądając na nią pogodnie z dołu.
Po chwili wolną dłonią zaznaczyłam kawałek zieleni koło siebie, tym gestem dając jej znać, że może się dosiąść. Oparłam obie dłonie na ziemi, łagodnie przesuwając po gąszczu traw. Mruknęłam pod nosem:
Jestem pewna, że gdzieś tu są...
Ostrzegłam ją, aby na domiar złego nie usiadła na moich okularach. Złamane kości to jedno, ale ze zbitymi szkiełkami na twarzy zwyczajnie nie potrafiłabym funkcjonować. Uniosłam ku niej twarz, bez słów prosząc o pomoc.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie Cze 17, 2018 11:13 am

Nagła postawa obronna Marieanne na początku przeraziła mnie bardziej niż sam fakt potknięcia się o jej buty; na szczęście jednak zorientowała się, że nie grozi jej żaden podstępny atak, na co odetchnęłam z ulgą. Nie na długo. Na twarzy mojej znajomej brakowało jej nieodłącznych okularów, co mogło oznaczać tylko jedno: Marieanne nie widzi w tym momencie prawie nic.
Poznała mnie jednak, co, muszę przyznać, było wyjątkowo miłe. Czy dlatego przemówiła po francusku? Nie miałam pojęcia, czy robiła to tylko przy mnie, czy wśród innych też, jednak znałam jej zwyczaj wtrącania słów i zdań w swoim rodzimym języku już aż za dobrze. Potrafiłam pojąć wiele, choć gubiłam się w znaczeniu, gdy używała zbyt trudnego słownictwa, jednak do tej pory nie ujawniłam przed nią, że rozumiem. Obawiałam się, że to tylko ją zachęci, by częściej rozmawiać po francusku, a ja... A ja szczerze nie znosiłam tego języka przez wszystkie mozolne godziny, spędzone na zapamiętywaniu zasad gramatyki i wymowy.
Przekrzywiłam głowę z miną wyrażającą skruszenie i skonsternowanie, której nawet nie musiałam udawać (a przynajmniej tak mi się wydawało). Miałam nadzieję, że na tym skończy się moje dzisiejsze obcowanie z nielubianym językiem, co w towarzystwie Marieanne było mocno wątpliwe, jednak pogodziłam się już z tym. Jej zalety przewyższały tę wadę.
Jesteś pewna? — dopytałam jeszcze, choć już poczułam lekkość odpuszczenia winy. — Ach, nie, mi nic się nie stało. Potknięcie jakich wiele — przyznałam z lekkim zawstydzeniem, obracając nerwowo parasolką.
Widząc zachęcający gest, z zawahaniem zerknęłam w stronę wieży zegarowej. Skończyłam zajęcia na dzisiaj, jednak wciąż czekał mnie podwieczorek, na który rodzice zaprosili ważnych gości. Chyba tylko przejęcie akademii przez wiedźmy i trzymanie uczniów jako zakładników usprawiedliwiłoby moje spóźnienie.
Jednak wciąż miałam dużo czasu, a nie potrzebowałam go aż tak wiele, by dotrzeć do domu i przebrać się w wizytową suknię. Woźnica przywykł do czekania na mnie, więc nic nie powinno się stać, jeśli spędzę chwilę czasu z Marieanne. Lubiłam z nią rozmawiać, nawet jeśli często zdarzało się, że w onieśmieleniu tylko słuchałam.
Ostrzeżona przed porzuconymi okularami, spojrzałam pod nogi, aby upewnić się, że nie nadepnę na nie niechcący tak, jak na buty. Nie dostrzegłam ich na pierwszy rzut oka, lecz nie poczułam się przez to pewniej; zamiast wykonać ryzykowny krok, przykucnęłam i tak samo jak Marieanne, zaczęłam przeczesywać palcami trawę w poszukiwaniu zagubionych szkieł, wcześniej odłożywszy na bok parasol.
W którym miejscu mniej więcej je położyłaś? — zapytałam niepewnie, na moment zerkając na Marieanne. Nie czułam wyraźnie faktury trawy przez rękawiczki, jednak przed świeżym zapachem źdźbeł nic mnie nie broniło. Wiosna była przepiękną porą roku. Nawet w szpitalu robiło się jakby weselej. — Wolę się nie ruszać, póki ich nie znajdziemy...
Błądziłam palcami po ziemi, jednocześnie zerkając w innym kierunku, by zwiększyć szanse na znalezienie szkieł. Nagle natrafiłam na coś. Od razu pomknęłam wzrokiem w kierunku swojej dłoni, chcąc zidentyfikować znalezisko.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Sro Cze 20, 2018 4:57 pm

Obdarzyłam ją uśmiechem na tyle szczerym, że nie przyćmił go nawet drobny zawód spowodowany brakiem zainteresowania sensem wypowiedzianych po francusku słów. Wiedziałam, że za tym nie przepada. A ja za punkt honoru ustaliłam sobie przekonać ją do tego pięknego języka. Stopniowo i do celu. Gdy znalazła się już bliżej, przemówiłam:
Cieszę się, że los nie obdarzył mnie twoją niezdarnością. W połączeniu z resztą mojego ciała byłoby to zwyczajnie nieśmiesznym żartem. — W rzeczywistości cieszyłam się z tego powodu. Oglądałam sufit inkwizycyjnego szpitala wystarczająco często. — I tak jest w nim tyle niedoskonałości, że gdybym nie przywykła, zapewne nie skończyłabym narzekać — dodałam, wzruszając lekko ramionami, zupełnie pogodzona ze swoją aparycją.
Niegdyś dokuczano mi z powodu okularów, a moje piegi bywały obiektem żartów. Wystawiając twarz do słońca, ukazywałam, jak bardzo przestało mi już zależeć na cudzej ocenie.
Błądziłam niemal po omacku, starając się na nią nie spoglądać. Z bliska jej rysy twarzy stawały się wyraźniejsze, na tyle, bym mogła bez problemu ją rozpoznać, nawet gdyby nie uraczyła mnie żadnym ze słów.
Tutaj je odkładałam... — oznajmiłam cicho, mając nadzieję, że nikt nie zrobił mi głupiego żartu. Bez okularów, moja praca w grabarskim archiwum byłaby zwyczajnie bezsensowna.
W końcu wyciągnęła ku mnie rozmazany przedmiot, a ja z rozpędu chwyciłam dłoń Lei, przesuwając się aż na sam skraj jej palców. Zaśmiałam się lekko, nie czując ani cienia zażenowania. Odebrałam natychmiast przedmiot, w pierwszej kolejności zaspokajając swoją silną potrzebę widzenia, a w następnej dopiero dziękując.
Mon sauveur — szepnęłam z wdzięcznością, mrugając autentycznie szczęśliwa z widoku, jaki doświadczał przeciętny człowiek na co dzień. — Mam nadzieję, że się nie spieszysz? — zapytałam zaraz, gdy obie znalazłyśmy się już na tym samym poziomie, układając się na trawie.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie Cze 24, 2018 10:07 am

Zakuło. Gdzieś w okolicach serca.
Wzrok miałam utkwiony w ziemi, więc Marieanne nie miała szansy dostrzec, jak w poczuciu chwilowej przykrości zmrużyłam oczy. Nigdy nie próbowałam udawać, że nie jestem niezgrabna, rzucało się to w oczy aż zanadto; wciąż jednak odczuwałam gorycz, gdy wytykano mi wady, nawet jeśli działo się to przypadkiem. Brakowało mi pewności siebie. Takiej pewności, jaka biła od Marieanne.
Podchodzisz tak beztrosko do swoich słabości... — zagaiłam nieśmiało, a puls mi przyśpieszył, jakbym pytała o największą z tajemnic. — To naprawdę godne podziwu...
Uśmiechnęłam się do niej, choć zapewne miała problem, by to dostrzec. Musiałyśmy jak najszybciej znaleźć okulary, szczególnie że tak długo, jak znajdowały się gdzieś na ziemi, groziło im niebezpieczeństwo. Najpewniej głównie z mojej strony.
Instynktownie zacisnęłam dłoń na owym przedmiocie, dotykiem identyfikując go prędzej niż wzrokiem. Trzymałam oto zagubione szkła, które bez chwili wahania podałam Marieanne. Rozpromieniłam się, gdy włożyła je na nos, a gdy odezwała się po francusku, przekrzywiłam głowę w pytającym geście.
Muszę przyznać, że rodzice oczekują mojej obecności na podwieczorku. — Westchnęłam, robiąc przez moment zmartwioną minę. — Jednak jeśli chcesz, mogę chwilę ci potowarzyszyć!...
Zerknęłam na nią raz jeszcze, dostrzegając kolejny istotny szczegół.
Jak twoja ręka? Widzę, że zdjęli ci już gips.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon Cze 25, 2018 11:09 pm

Może przez ułamek sekundy zdawało mi się, że jej nastój uległ zmianie. Poczułam się nieswojo, jednak nie mogłam się nawet upewnić, gdyż bez okularów, z tej odległości, potrafiłam jedynie zlokalizować poszczególne elementy twarzy Leilii. Za to, gdy już odebrałam z jej rąk moją nieodłączną ozdobę, wszystko wróciło do normy, a ona sama sprawiała wrażenie zadowolonej. Nieprzyjemne wrażenie zostało ze mną, a ja wyjątkowo pożałowałam braku umiejętności trzymania języka za zębami. Postanowiłam więcej uwagi poświęcać temu, co mówię.
Kwestia przyzwyczajenia. Albo... Konieczność przyzwyczajenia — poprawiłam się w zastanowieniu. — Pogodziłam się z tym, z czym nie mogłam walczyć. Szczerze ci więc zazdroszczę. Podczas gdy ty wyrośniesz ze swoich uroczych słabości, ja wciąż będę piegowatą, ślepą kurą, której strach dotknąć, by jej nie połamać — wypowiedziałam na jednym tchu, śmiejąc się głośno, dokładając starań, by złe wrażenie odeszło w niepamięć.
Zmierzyłam ją dokładnie wzrokiem, jako że dopiero teraz miałam okazję to uczynić. Starałam się nie okazać zmartwienia na jej odpowiedź. Chciałam, aby trochę ze mną pobyła, jednocześnie wiedząc, jak samolubne jest moje pragnienie.
Och — westchnęłam, lecz mój uśmiech nie był już pełny. — Chciałam... pokazać ci coś wyjątkowego — powiedziałam tajemniczo, nie zamierzając psuć niespodzianki. — Mały przejaw niewinności na tym okrutnym świecie — zachichotałam, choć mogło nie pasować to do moich słów. — Czy wiesz, o czym mówię? — zapytałam zaraz, już poważniejszym tonem. Byłam ciekawa jej interpretacji. A może już wiedziała, co mam na myśli?
Odsunęłam się lekko, by lepiej ją widzieć. Wyciągnęłam dłoń przed swoją twarz, umieszczając ją dokładnie pomiędzy nami. Zdrowa. Sprawna jak zawsze.
Cudowne uczucie. To również twoja zasługa, dziękuję.
Odpowiedziałam, szczerze zadowolona. Nie rozwodziłam się bardziej - zrośnięcia były mi niemal codziennością.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Pią Cze 29, 2018 2:13 pm

Słuchałam uważnie, jak opowiadała o przyzwyczajaniu się do swoich słabości, jakby w tych słowach miało kryć się drugie dno; ukryta prawda, mogąca w jednej chwili rozwiązać wszystkie moje problemy. Miałam świadomość, jak bardzo naiwna jest to myśl, jednak zwątpienie wyłaniające się z racjonalności nie osłabiało mojego chwilowego uniesienia. Wszystko jednak pękło niczym bańka mydlana.
Sądzisz, że uda mi się z tego wyrosnąć? — odezwałam się z powątpiewaniem. To były odważne słowa, w które ciężko było mi uwierzyć. Zaraz jednak zorientowałam się, jak bardzo samolubnie zareagowałam. — Może jest w tym jakiś wyższy plan — zaczęłam delikatnie, choć zaraz zapiekło mnie poczucie winy. Jakże często grzeszyłam, użalając się nad swoją dolą, choć u innych dopatrywałam się znaczenia. — A...
Zawahałam się. Spojrzałam przy tym na Marieanne, nie do końca pewna, czy powinnam posunąć się do takiej poufałości. Choć byłyśmy już znajomymi ze szkoły, wciąż pamiętałam, że zaczęłyśmy jako lekarz i pacjent. A poza tym...
Nie, to nie salon. Marieanne nie powinna się pogniewać, prawda?
A... uważam, że twoje piegi są naprawdę urocze — stwierdziłam z odwagą być może aż za bardzo przebrzmiewającą w moim głosie. Zaraz jednak spokorniałam nieco, obserwując reakcję Marieanne na tak niespodziewane wyznanie. W końcu zwykło się uważać, że skóra kobity powinna być nieskazitelna, jednak w drobnych plamkach na skórze Marieanne było coś urzekającego.
Przekrzywiłam z zaciekawieniem głowę, gdy wspomniała o czymś wyjątkowym. Szybki rzut oka na wieżę zegarową utwierdził mnie w przekonaniu, że na pewno mogę pozwolić sobie na chwilę oderwania od codzienności.
Hmmm? Czy to poemat? — strzeliłam instynktownie, orientując się już w zainteresowaniach Marieanne. Tym bardziej utwierdzała mnie w tej myśli leżąca w pobliżu książka.
Potraktowałam wyciągniętą dłoń niczym zachętę i wiedziona troską ujęłam ją w swoje ręce. Delikatnie zbadałam, czy nie ma oznak nieprawidłowego zrośnięcia kości. Przesuwałam palcami po skórze, delikatnie naciskając, póki nie uspokoiłam sumienia, a na dodatek nie uświadomiłam sobie, że mogłam się nieco zagalopować.
Wybacz, przyzwyczajenie — usprawiedliwiłam się z lekkim speszeniem, jednak przede wszystkim czułam ukontentowanie z wyzdrowienia Marieanne. — Nie musisz mi dziękować, to moja misja — bąknęłam jeszcze, uciekając wzrokiem gdzieś na bok, choć nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Cieszyłam się. Szczerze.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Sob Cze 30, 2018 10:34 pm

Kamień spadł mi z serca, gdy przemówiła, a w jej głosie nie krył się wyrzut ani zmartwienie. Uczucie niepokoju odeszło, a z nim wszelakie negatywne pomysły o moim przewinieniu. Dostrzegłam jej niepewność, owszem. Uderzyło mnie to, powodując uścisk w piersi, aż wszystkie inne problemy zeszły na dalszy plan.
Z przyjemnością odebrałam komplement, owszem. Ale nie to stało się dla mnie najważniejsze. Zresztą, nie chciałam mówić o sobie. Nacieranie twarzy cytryną w celu usunięcia piegów z pewnością było cholernie żałosne. Zamiast tego, wyłącznie kiwnęłam głową i skupiłam się na pierwszej z poruszonych przez nią kwestii:
Czy sądzę? Ani moje przypuszczenia, ani tym bardziej wiara nie mają tu nic do rzeczy. Ja to wiem. Widziałaś kiedykolwiek dojrzałą, niezdarną kobietę? Bo ja nie. W kobiecie nie ma nic z dziecinnej nieporadności. I naprawdę... — ściszyłam głos. Byłam gotowa dla niej skłamać i właściwe... w chaotyczny sposób czyniłam to. — Te lekcje wdzięcznego poruszania się z ciężkimi tomiszczami na głowie działają! — wypowiedziałam z zupełnym przekonaniem pierwszą brednię, jaka przyszła mi do głowy. Chyba każda z nas musiała przez to przechodzić...
Miałam nadzieję, że udało mi się ją choć trochę przekonać. Argumenty zaczynały mi się kończyć, a ja nie chciałam dłużej tłuc się z własnymi wyrzutami sumienia o wypowiedzenie o jednego słowa za dużo.
Choć nie zgadła, moje oczy zdradziły ożywienie. Zawiodłabym się wyłącznie, gdyby w jej głowie nie zawitał żaden z pomysłów, a ona bez cienia skruchy odparłaby proste: „Nie wiem”. Brak kreatywności był zbyt pospolity, abym mogła trwonić nań czas. Przygryzłam wargę, jakby to mogło zapobiec mojemu rosnącemu uśmiechowi.
Poezja potrafi być szalenie nieprzyzwoita, sama Erato świadkiem moich słów. — Głos ściszyłam do rozemocjonowanego szeptu, czując się, jakbym zdradzała jej tajemnicę zakazanego romansu przyłapanej przypadkiem nauczycielki. Sięgnęłam po tomik wierszy, jakbym chciała ukryć narzędzie zbrodni. — To niezbyt trafna odpowiedź, ale dobrze o tobie świadczy — zachichotałam, napawając się jej przyzwoitością. Odczuwałam niemożliwą satysfakcję w wrażeniu... ściągania ja na złą drogę. Tylko to sprawiło, że zgrywałam pewną siebie, choć wychowanie już dawno kazało mi się przymknąć.
Przeczytaj ją jeśli chcesz, może mi uwierzysz — wyciągnęłam ku niej tomik z widocznym nazwiskiem autora wyszywanym złotymi literami. Była po angielsku, choć uważałam ten język za odrobinę toporny. — Może to niezbyt romantyczne... Ale jak pożytecznie jest przekłuć okruchy swego rozbitego serca w sztukę! Przekonaj się, ça n'en finit pas de m'étonner — mrugnęłam do niej z uśmiechem, choć, zaraz spoważniałam, gdyż do głowy wpadła mi pewna myśl. — Chociaż może nie chwal się nią rodzicom... — zastanowiłam się. Nie chciałabym, aby znienawidzili mnie, nim w ogóle mnie poznają.
Umysłem byłam już pomiędzy niby skromnymi metaforami, których prawdziwe znaczenie odkrywałam z wypiekami na twarzy. Czy zareaguje tak samo jak ja? A może jej nieskażony niczym umysł sprawi, że nie dostrzeże w utworach nic zmysłowego? Byłam ciekawa, lecz niekoniecznie gotowa na odkrywanie drugiego dna na głos, jeśli jej próby zawiodą...
Cała podskoczyłam, gdy dotknęła mojej ręki, przekonana, że w ten sposób pragnie sprowadzić mnie na ziemię z zamyślenia. Drgnęłam lekko, lecz nie cofnęłam się. Poczułam uderzenie gorąca. Znajdowałyśmy się już za szpitalem, czy to było na miejscu...? Nawet nie byłam w stanie wydukać słowa.
By uniknąć żenujących wyjaśnień, poderwałam się nagle z miejsca, wstając na równe nogi. Pociągnęłam ją za sobą, korzystając z tego, że wciąż badała moją wyleczoną już rękę. W tym samym momencie wsunęłam buty na nogi i poprawiłam suknię.
Chodź. To niedaleko, zdążysz jeszcze na podwieczorek — powiedziałam, lecz z niejasnego mi powodu nie potrafiłam spojrzeć Lei w oczy.
Jeśli się zgodziła, pociągnęłam ją wgłąb rzadko porozsadzanych drzew, w kierunku metalowego ogrodzenia, oddalając się od głównej bramy.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Czw Lip 05, 2018 8:46 am

Trochę przygasłam wewnętrznie, gdy odpowiedziała na mój komplement jedynie kiwnięciem. Od razu przeszło mi na myśl, że może nie spodobał jej się tak, jak liczyłam, jednak nie dane mi było dłużej zastanawiać się nad tym problemem. Marieanne pociągnęła dłużej wątek wyrastania ze słabości, ponownie przykuwając całą moją uwagę. Wzrastający entuzjazm prędko jednak osłabł. Moim lekcjom gracji zawsze towarzyszył mniejszy lub większy wypadek, do czego ja i moja guwernantka zdążyłyśmy przywyknąć. Nie chciałam jednak mówić o tym Marieanne, więc przywołałam na twarz uśmiech, odpychając zmartwienia na bok.
Zatem... pozostaje mi tylko czekać i wkładać całe serce w ćwiczenia. — Westchnęłam po tych słowach, przymykając oczy w chwilowym zamyśleniu. Zupełnie przypadkowo oddałam się jednej z moich ulubionych wizji. — Chciałabym zatańczyć kiedyś tak, jak robią to prawdziwe damy. Na... na naszym balu na zakończenie akademii.
Zaśmiałam się cicho, gdy uświadomiłam sobie, jak głupio i naiwnie brzmiało to wyznanie w ustach przyszłej inkwizytorki. Wstydziłabym się jednak bardziej, gdyby siedział przy mnie ktoś inny niż Marieanne. Zdążyłam już zauważyć, że kobiety wśród oddziałów grabarzy miały w sobie najwięcej kobiecości.
Przekrzywiłam z zaintrygowaniem głowę, gdy podsunęła mi książkę. Ujęłam ją niepewnie, spoglądając na okładkę. Nie zwykłam czytać poezji, choć tajemnicze słowa Marieanne zasadziły w moim sercu ziarenko ciekawości.
Chcesz mi ją pożyczyć? — upewniłam się, pobieżnie zerkając na spis treści. Nie chwaliłam się rodzicom żadną książką, która nie miała nic wspólnego z akademią czy nauczaniem u guwernantki, więc przestroga Marieanne nie wzbudziła we mnie niepokoju. Wręcz przeciwnie, poczułam się chętniejsza do poświęcenia czasu na lekturę, jako że i powieści romantyczne nie cieszyły się dobrą opinią jako książki dla młodych panien. Te wiersze musiały być w podobnym guście, prawda? Nawet jeśli nie, zdecydowałam się z nimi zapoznać, więc gdy Marieanne potwierdziła chęć pożyczenia książki, podziękowałam uprzejmie i schowałam ją do swojej teczki.
Zaskoczyła mnie całkowicie, gdy nagle zerwała się z miejsca i pociągnęła mnie w górę, nim zdążyłam choćby pomyśleć o puszczeniu jej dłoni.
Ach? — bąknęłam zaskoczona, patrząc najpierw na Marieanne, a później na nasze splecione dłonie. Od razu poczułam zmieszanie, nie będąc pewną, czy wypada, by dwie prawie dorosłe panny zachowywały się jak dziewczęta, a jednocześnie wciąż miałam z tylu głowy świadomość, że w przyszłości znów możemy stać się dla siebie lekarzem i pacjentem. Nie wiedziałam, co począć.
Więc uległam. Pozwoliłam pociągnąć się w kierunku drzew, rozglądając się tylko, czy nikt nie spogląda na nas krytykującym wzrokiem. Błonia były puste, jak nigdy, lecz nie mogłam mieć pewności, czy nikt nie obserwuje otoczenia akademii z okien. Strach zakuł mnie w serce, jednak ciekawość zwyciężyła. Chciałam wiedzieć, cóż takiego pragnęła pokazać mi Marieanne.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Sob Lip 07, 2018 6:12 am

Nie spiesz się jednak- wszystko w swoim czasie — mrugnęłam do niej, zadowolona, że mi uwierzyła. Musiałam nadać mojej wypowiedzi drobną poprawkę. W końcu nie chciałam, aby się zmieniała. Było mi dobrze. — Hm? — zamrugałam, nie spodziewając się tej nagłej zmiany tematu.
Taniec. I bal, o którym dziewczęta marzą, nim w ogóle dobrną do ostatniego roku. Dusiłam się na samą myśl. Nie widziałam siebie w tej roli. Ja, przyjmująca zaproszenie jakiegoś desperata, wciskająca się w ozdobną kreację, tańcząca do białego rana i śmiejąca się z żartów, które w rzeczywistości zabijają we mnie chęci do życia. Zacisnęłam usta w cierpkim uśmiechu.
Przyjemnością dla oczu będzie móc podziwiać cię w tym ważnym dniu — skomentowałam powściągliwie. Myślałam, że uprzejme słowa załagodzą mój niezbyt entuzjastyczny ton głosu. — Choć większą satysfakcją będą dla mnie zszokowane miny niedowiarków, którym swoim wdzięcznym tańcem utrzesz nosa — mruknęłam lekko złośliwie, świadoma, że Leila nie popisuje się zręcznością wyłącznie w moim towarzystwie.
Całe szczęście, nie kontynuowałyśmy tematu długo. Niewątpliwie jeszcze do niego wrócimy, jeśli nasza dość... dopasowana znajomość wytrwa do czasów końca akademii. Wyjątkowo wtedy nie miałabym nic przeciwko przed połamaniem nóg, aby nie uczestniczyć w tym piekle, zwanym również balem.
Obserwowałam z zadowoleniem, jak chowa książkę do torby, usłyszawszy moją zgodę. Nie przekartkowałam tomiku do końca, ale lekcja, jaką może uzyskać Leila była cenniejsza od mojej ciekawości. Jeśli choć w nieznacznym stopniu mogłam zarazić ją pasją i najszczerszą miłością, jaką żywiłam do znaczeń między wersami, z pewnością było warto. Cieszyłam się na samą myśl, co natychmiast uwidoczniło się na mojej twarzy, również wtedy, gdy ruszyłyśmy już do drogi.
Nim dotarłyśmy na miejsce puściłam jej dłoń, przygnieciona presją i ciążącym na mnie wrażeniem, że takie zachowanie nam nie przystoi. Miałam w zwyczaju powtarzanie, jak nieistotna jest dla mnie cudza opinia, jednak doskonale wiedziałam jak skończone było to kłamstwo. Resztę drogi pośród gęściej rosnących drzew przebyłyśmy osobno; kierowałam Leilę wyłącznie słowami, krocząc jako pierwsza. Niczego nie dałam po sobie poznać, że chwilowy dotyk wywarł na mnie spore wrażenie. Obdarzałam ją szerokim uśmiechem, nie sądząc, by można posądzić mnie było o głębsze myśli i wątpliwości.
Milczysz — skomentowałam oczywisty fakt. — Nie wiesz, co mam na myśli, haha! - ucieszyłam się, czerpiąc radość z tego, że ją zaskoczę. Nagle, przez głowę przedarła mi się okropna myśl. — Och! Mam nadzieję, że wciąż tam jest...!
Z wrażenia przyspieszyłam kroku, jakby to miało cokolwiek zmienić; zapobiec kradzieży skarbu, który czekał nas u końca podróży. Wyprzedziłam ją, a mój krok przeszedł w trucht. Minęłam kolejne z drzew, dopiero wtedy zatrzymując się i oddychając z ulgą. Zawołałam za nią:
Jest! Jeszcze się ostała...! — machnęłam ręką, by podeszła, stając blisko mnie, widząc to co ja. — Przejaw niewinności, jak mówiłam... — szepnęłam, sama przenosząc wzrok w kierunku pnia jednego z drzew.
Z rosłej gałęzi dębu na grubych linach zwisała jasna, gładka deska spleciona mocno, tworząc prostą konstrukcję... huśtawki. Była szeroka i już na pierwszy rzut oka poznać było można, że jej twórca poświęcił jej całkiem sporo czasu i chęci. Całe miejsce, odosobnione od szkolnych błoni, skryte pod zielenią również od spojrzeń padających zza szkolnych okiennic, było wyjątkowe. Drzewa wokół huśtawki układały się w delikatny półkrąg, rzucając wiele cienia. Trawa wokół była nieznacznie wydeptana, sugerując długie chwile spędzone tutaj. Najciekawszym elementem „wystroju” były jednak wyryte w korze dębu napisy, którym nie miałam jeszcze okazji się przyjrzeć.
Spodziewałabyś się tego? Spodziewałabyś się czegoś tak... poczciwego pośród ludzi nieustannie przygotowywanych do świętej wojny? Dzieci, którym siłą wyrwano dzieciństwo? Na każdym kroku przymuszanych do okrucieństwa...? — wypowiadałam na jednym tchu jak natchniona. Niedobrze. O jedno słowo za dużo, o jedną myśl za daleko. Byłam zbyt rozemocjonowana, jednak wyraźnie dostrzegałam swoją gafę. — Przepraszam. W każdym razie... To cud, że jeszcze nikt jej nie zdjął — przyznałam, kończąc nijak temat, na którym mogłabym się rozwodzić godzinami. Nie po to tu przecież przyszłam...
Zerknęłam na nią, uśmiechając się dość żałośnie. Nigdy nie byłam najlepsza w tłumieniu tak żywych emocji. Miałam nadzieję, że mi wybaczy.
Usiądź, pohuśtam cię! — zaproponowałam natychmiast, gotowa rzucić wszystko, jeśli się zgodzi. Deska, która robiła za siedzisko była na tyle długa, abyśmy mogły zmieścić się nań razem, jednak wolałam dostarczyć jej wrażenia, które pokochałam, będąc tu ostatnim razem. Chciałam, by oderwała nogi od ziemi możliwie wysoko, czując się znowu jak nieskrępowane niczym dziecko.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Sob Lip 14, 2018 11:46 am

Milczałam. Milczałam, choć co i raz spoglądałam z zaintrygowaniem to na ścieżkę między drzewami przed nami, to na Marieanne, próbując w myślach odgadnąć, cóż takiego zechciała mi ukazać. Nie przychodziło mi do głowy nic szczególnego, co mogło znaleźć się w takim miejscu, jednak nie wyrażałam wątpliwości w żaden sposób, w milczeniu przystając na przyjęcie niespodzianki w jej pełnej formie.
Wystraszyłam się nieco, gdy Marieanne wyprzedziła mnie znacznie. Odruchowo wyciągnęłam za nią rękę, próbując ją zatrzymać, lecz była zbyt daleko, bym mogła dosięgnąć.
Poczekaj!... Uważaj, nie potknij się, tak wiele tu korzeni!...
W przypływie troski ostrzegłam ją, a w następnej chwili sama zawadziłam stopą o korzeń, w ostatniej chwili łapiąc się drzewa. Marna byłaby ze mnie opiekunka. Drobny wypadek nie zatrzymał mnie jednak i wkrótce dogoniłam Marieanne. Zrównawszy się z nią, mogłam w końcu zobaczyć, co tak bardzo chciała mi pokazać.
Poczułam... ukłucie zawodu.
Nie dałam tego po sobie w żaden sposób poznać (a przynajmniej tak sądziłam), lecz przez tę całą otoczkę tajemniczości spodziewałam się czegoś... bardziej wzniosłego. Niezwykłego. Czegoś, co w jednej chwili zaprze dech w piersiach. Huśtawka była za to zwykła, najzwyklejsza, nie odbiegająca niczym od tych, które służyły dzieciom w podmiejskich wsiach. Widziałam takich wiele.
Czy to dlatego nie zrobiła na mnie wrażenia?
Nie chciałam zawieść oczekiwań Marieanne, więc uśmiechnęłam się delikatnie, gotowa pochwalić znalezisko. Lecz nie zdążyłam.
Słowa Marieanne w jednej chwili zmroziły mi krew w żyłach.
Spojrzałam na nią ukradkiem, chyba nawet nie ukrywając nagłego przestrachu. To, co mówiła, brzmiało jak czyste bluźnierstwo względem Inkwizycji; bluźnierstwo, którego nie spodziewałam się z jej ust. Nie wiedziałam zupełnie, jak powinnam zareagować. W jednej chwili poczułam falę gorąca i słabości, odbierające mi zdolność mówienia. Marieanne chyba wyczuła nastrój, który nagle zapanował.
Tchórzliwie zdecydowałam zachować się, jakbym wcale nic nie usłyszała, choć serce wciąż mocno waliło mi w piersi. Nie rozumiałam, czemu Marieanne nagle wypowiedziała tak błędną opinię. Ach, może trochę rozumiałam, lecz jednocześnie wiedziałam, że święta Inkwizycja nie może się mylić, a okrucieństwa są konieczne, aby wypełnić wolę z pism i rozgrzeszyć dusze czarownic. Miałam wrażenie, że moja znajoma musiała się trochę pogubić. Obiecałam sobie solennie, że pomogę jej odkryć prawdę stojącą za misją Inkwizycji. Szczególnie, że wymsknięcie tego typu przy kimś zupełnie innym mogło mieć straszne konsekwencje.
Nie chciałam, żeby spotkało ją coś nieprzyjemnego.
Dobrze — odpowiedziałam jej cichym głosem, przystając na propozycję pohuśtania, choć zabawka wciąż nie robiła na mnie tak wielkiego wrażenia jak na niej. Miałam jednak nadzieję, że pomoże to w rozegnaniu dziwnie napiętej atmosfery, którą ja przynajmniej jeszcze czułam. Ostrożnie usiadłam na desce i złapałam się mocno za liny, szykując się na pierwsze popchnięcie.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Wto Lip 17, 2018 10:17 pm

Gotowa byłam wyśmiewać wszelakie niebezpieczeństwa, przed jakimi mnie ostrzegała. Chichotałam raz co raz, spragniona wyłącznie rozrywki i korzystania do reszty z tego pięknego dnia. Gdy stanęłyśmy u podnóży największego ze skarbów, jakiego świat nie widział, nie rozumiałam, jakim cudem mój entuzjazm nie przeszedł na osobę Leili. Oczekiwałam cudu, gwiazd w oczach i okrzyków zachwytu. Dlatego, widząc jej reakcję, zawiodłam się nie mniej niż ona.
Dostrzegałam zmiany w atmosferze w sposób  dotkliwy. Czułam, jakby powietrze między nami zgęstniało, uniemożliwiając mi wypowiedzenie chociażby słowa. Grzecznie zajęła wskazane przeze mnie miejsce, jednak w tej chwili zdawało mi się to najgorszym do mogła uczynić. Stałam za nią, niezdolna do wykonania najmniejszego ruchu. Ręce nie drgnęły mi nawet ku górze, by zapewnić jej to, co tak wychwalałam.
Milczałam. Wiedziałam, co wydarzy się w następnej kolejności. Pohuśtam ją w napiętej atmosferze, ona wkrótce powie mi, jak wspaniała jest to zabawa. Uśmiechnie się delikatnie, a nieznaczne sekundy później, oznajmi mi z żalem, że musi już iść, gdyż zaraz będzie spóźniona. Odejdzie, stając się nagle oszczędna w słowach i gestach. Następnie, odda mi pożyczoną książkę zbyt prędko, abym mogła sądzić o jej przeczytaniu. Nasze rozmowy kończyć się będą na krótkich formułkach grzecznościowych, które zabiją we mnie chęci do odkrywania jej. Oddali się, unikając mnie stopniowo, a ja jej na to przyzwolę. Powtarzający się, znany mi motyw.
Po karku przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Odstraszałam od siebie ludzi, byłam tego świadoma. Przez jedno słowo za dużo, moje znajomości kończyły się nim w ogóle miały szansę się narodzić. Cofnęłam się o krok w odruchu rzucenia się do ucieczki w przeciwną stronę. Byłam na siebie zła i niemal niezdolna do podjęcia walki. Długo zajęło mi obmyślenie planu działania.
Zacisnęłam zęby i nie dotykając chociażby opuszkami palców konstrukcji huśtawki, wyminęłam ją, stając tuż naprzeciw. W moich oczach kryła się determinacja.
Przepraszam cię. Przepraszam. Przeprosiłabym cię we wszystkich językach tego świata, gdybym wiedziała, ze mi wybaczysz — wypowiedziałam na jednym tchu. Płaszczyłam się przed nią, i choć w normalnych okolicznościach czułabym do siebie  obrzydzenie, teraz jednak nie byłam w stanie dostrzec kruszącej się mi w rękach dumy, zupełnie zaangażowana w swoją przemowę.
Jestem idiotką, która wypowie pierwszą brednię, jaką ślina przyniesie jej na język, tylko po to, by mówić cokolwiek, dla własnej, próżnej przyjemności.
Kłamałam desperacko jak chyba nigdy. Byłam niczym wiedźma na torturach, gotowa przyznać się wszystkiego, co zarzuca jej kat, byleby osiągnąć upragniony spokój. Porzuciłam własne zdanie na rzecz krótkiej znajomości, jedynej jaką chciałam kontynuować od moich pierwszych lat w Akademii. Nie mogłam jednak trzymać Leili na siłę u mojego boku.
Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała  dłużej zadawać się z kimś takim jak ja — wypowiedziałam w końcu z żalem, przypadkowo zdradzając swoje prawdziwe zamiary. Nie obawiałam się boskiej kary ani konsekwencji płynących z „opieki” Inkwizycji. Zależało mi wyłącznie na jej koleżeństwie.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon Lip 23, 2018 8:32 pm

Siedziałam cierpliwie w oczekiwaniu na ruch, który zadziwiająco długo nie nadchodził. Obejrzałam się w pewnym momencie przez ramię, rzucając Marieanne pytające spojrzenie. Myślałam, że właśnie tego chciała. Krótkiej chwili spędzonej na niewinnych, dziecięcych zabawach.
Chyba się myliłam.
Znalazła się nagle przede mną, a ja przez zaskoczenie bujnęłam się mimowolnie, zaraz hamując obcasami butów. Teraz patrzyłam na nią już nie tylko pytająco, lecz również ze wzrokiem pełnym niepokoju. Dalej czułam tę napiętą atmosferę, a Marieanne chyba nie chciała ot tak jej zignorować. Obawiałam się tego, co miało za moment nadejść.
Marieanne...?
Zdążyłam się wtrącić zaledwie na ułamki sekund przed tym, jak sama się odezwała. Zamilkłam, gotowa wysłuchać wszystkiego, co zdecyduje się powiedzieć, nawet jeśli miałoby brzmieć podobnie jak wcześniejsze słowa. Rzeczywistość jednak okazała się całkowicie inna niż moje obawy czy przewidywania. Z każdą chwilą otwierałam oczy coraz szerzej, nie dowierzając w to, co słyszę.
Marieanne... Przestań.
Wstałam szybciej, niż zdążyłam pomyśleć, co właściwie robię. Mogłam spojrzeć na nią z góry, co od razu odebrało mi tę odrobinę pewności siebie, z którą podrywałam się z huśtawki. Zawahałam się widocznie, splatając przy tym dłonie przed sobą, jednak w końcu zdecydowałam się kontynuować.
To nie jest powód, bym miała nie chcieć się z tobą zadawać — bąknęłam, a zaraz zaśmiałam się wyjątkowo niepewnie: — Choć lepiej, byś nie mówiła takich rzeczy przy profesorach... czy moich rodzicach, haha.
Umilkłam, uciekając wzrokiem gdzieś na bok. Dopadło mnie wrażenie, że w ten sposób wcale nie rozwiązałam problemu, ba, być może nawet go pogłębiłam. Jednak skoro zaczęłam...
Po prostu... Ach. Wiem, że nasze poglądy się różnią i choć pragnęłabym, abyś podzielała moje... Nie mogłabym cię potępić za inne zdanie.
Nie miałam wątpliwości, że niezależnie od tego, jak błędnie patrzyła na świat, jak błędnie postrzegała świętą misję Inkwizycji, była dobrym człowiekiem. Widziałam to wyraźnie i szczerze pragnęłam pomóc jej odnaleźć właściwą ścieżkę, jednak nie chciałam tego robić na siłę, krzywdząc ją przy tym. Uświadomiłam sobie, że naprawdę chciałam dla niej dobrze.
Spojrzałam na nią w końcu, a na moje usta wkradł się nieśmiały uśmiech. Przypomniałam sobie o czymś.
A... A jeśli lubisz huśtawki... Na wsi jest ich pod dostatkiem. Tak samo jak i innych zabaw. I... i nikt ich nie niszczy.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Czw Lip 26, 2018 12:06 pm

Wybaczyła mi. Osiągnęłam to, czego oczekiwałam; o co z takim zaangażowaniem ją prosiłam. A mimo to, nie odczuwałam satysfakcji. Wciąż miałam wrażenie, że nic nie potoczyło się zgodnie z moją myślą. Właśnie zaprzedawałam swoją duszę, własne zdanie i poglądy. Za niepewną znajomość, która w tej chwili zdawała mi się niezbędna do życia. Stłumiłam w sobie jakiekolwiek chęci do walki. Jej wiara była piękna, nie miałabym praw nikomu tego odbierać - zwłaszcza w imię chwilowych wątpliwości.
Uśmiechnęłam się blado, w ten sposób usiłując okazać swoją wdzięczność. Opadłam na huśtawkę, zajmując miejsca, na którym przed chwilą siedziała Leila. Spuściłam jednak wzrok, nie okazując żadnej chęci do oderwania nóg od ziemi.
Mogłabyś. I może wyszłoby mi na dobre, gdybym poczuła gorycz odtrącenia. Poznając konsekwencje inne niż pouczenia profesorów, nierobiące już na mnie wrażenia — wzruszyłam ramionami, czując wewnątrz okropną pustkę.
Wiedziałam, czego potrzebuję. Tkwiłam w niebycie, nie decydując się na obranie żadnej ze stron. Gdyby tylko dostarczono mi motywacji, pchnięto mnie do dokonania wyboru, osiągnęłabym szczęście, do którego obecnie brakowało mi odwagi.
Obiecuję trzymać język za zębami! — oznajmiłam stanowczo, wtedy ze szczerą chęcią zamierzając dusić w sobie każdy zalążek zwątpienia. Po tym przykrym dialogu nosiłam wiele zapału, pewna, że podołam w dotrzymaniu słowa. Z rytmu wybiła mnie nagła zmiana tematu.
Hm? — podniosłam spojrzenie, jakby zapominając już, gdzie się znajdujemy i dlaczego tu przyszłyśmy. — Och, nie bywam często na wsi — odparłam jedynie, zgodnie z prawdą. Do domu wracałam wyłącznie na święta i przerwę wakacyjną, więc wyjazdy z rodziną stały się dla mnie jeszcze większą rzadkością.

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leila
Adeptka
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 02/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Pią Sie 03, 2018 10:25 am

Ścisnęłam mocno swoje splecione dłonie. Widziałam, że nie udało mi się poprawić atmosfery, przez co poczułam mimowolne poczucie winy. Gdybym potrafiła lepiej kamuflować swoje lęki i niepewności, nie doszłoby do czegoś takiego. Westchnęłam cicho, gdy Marieanne usiadła na huśtawce, a zaraz pewna myśl przyszła mi do głowy.
Przesunęłam się ostrożnie, zajmując to samo miejsce, co ona wcześniej. Powolnym delikatnym ruchem ułożyłam dłonie na jej plecach, po czym naparłam lekko. Jeśli mi na to pozwoliła, zaczęłam bujać ją spokojnie, cały czas uważając, by nie włożyć w to zbyt wiele siły.
Czy mogłabym?...
Wielokrotnie byłam świadkiem, jak ludzie odtrącali się wzajemnie; przez powody błahe i poważne, przez słowa, czyny i niedopowiedzenia. Czy ja również mogłabym? Czy istniała granica, za którą nie potrafiłabym przebaczyć, odpuścić, zaakceptować, nawet jeśli tamten człowiek nie krzywdziłby nikogo swoim zachowaniem? A co, gdy już przyrzeknę wierność Inkwizycji i chronienie jej czci nawet za cenę własnego życia?
Zatopiłam się w tych nieprzyjemnych myślach, czując jak wnętrzności skręcają mi się z zaniepokojenia. Wyzwania najbliższego czasu były tym, co powinno zaprzątać moją głowę. Nie czułam się też na siłach, by jakkolwiek odpowiedzieć Marieanne. Uśmiechnęłam się tylko, słysząc jej obietnicę i mruknęłam coś, by dać jej znać, że się z tego cieszę.
Z chęcią uczepiłam się tematu wsi, dopatrując się w nim możliwości poprawienia nastroju.
Czy zechciałabyś w takim razie wybrać się tam kiedyś ze mną? — zapytałam ochoczo, być może zbyt entuzjastycznie, niemalże pewna, że taka propozycja bardziej niż słowa zapewni ją o moim zaangażowaniu w naszą znajomość. Lubiłam te sporadyczne wizyty na wsi, choć życie tam znacznie różniło się od codziennego życia w rodzinnej rezydencji i specyficznego nastroju akademii.

___________________
"Don't mistake my charity"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marieanne
Adeptka
avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/05/2018

PisanieTemat: Re: Błonia   Wto Sie 07, 2018 12:23 pm

Poczułam dotyk na swoim plecach, jednak za nic nie spodziewałam się otrzymać podobnego gestu z jej strony w danej chwili, więc jedynie silny uchwyt za liny uchronił mnie przed upadkiem. Pisnęłam cicho, zmuszona wrócić na ziemię do przyziemnych spraw i pożegnać się z moimi przemyśleniami.
Jeśli nie mówisz tego, aby mnie pocieszyć... czemu nie. To byłoby dla mnie ciekawym doświadczeniem — odpowiedziałam zgodnie z prawdą, czując wciąż drobny niedosyt, który - jak mi się zdawało - dość dobrze maskowałam delikatnym uśmiechem.
Bujałam się łagodnie, rada z tego, że w tej pozycji mogę uniknąć obnażania swojego wyrazu twarzy. Już wtedy obiecałam sobie powściągliwość w słowach, emocjach i obietnicach. Tak będzie lepiej dla wszystkich.
Nie wiedziałam, co jest prawdą. Towarzyszyłam kłamstwie niezliczoną ilość razy; fałsz stał się moim najlepszym, nieodłącznym przyjacielem. Ofiary stawały się prześladowcami, mordercy bohaterami. Ci, o których ludzkość powinna pamiętać, byli wykreślani z kart historii z łatwością porównywalną do niedbałego pociągnięcia piórem po papierze. Może właśnie tak ten świat funkcjonował. I nie mi przypada zaburzać jego powtarzalny tok.
Udało mi się zachować siłę. Wraz z wybiciem zegara na wieży pożegnałyśmy się w całkiem dobrej atmosferze, jeśli tylko tak można nazwać udawaną grzeczność i przyjemność, jaką próbowałam odegrać.
zt x2

___________________
Mowa, myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Błonia   

Powrót do góry Go down
 
Błonia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet prof. McGonagall

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Akademia imienia św. Rozalii-
Skocz do: