IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój Yv & Yv

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Pokój Yv & Yv   Pon Cze 18, 2018 6:12 pm

Opis w trakcie~!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 88
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Pon Cze 18, 2018 8:10 pm

Gerard Larsen. Człowiek, który spędzał jej sen z powiek. Inkwizytor, który nigdy nie powinien nim zostać. Morderca, sadysta i gwałciciel. Zawsze doszukiwała się powodu, by wtrącić go do miejsca, z którego się wyrwał. Pragnęła, by zgnił w więzieniu, sczezł w nim, aby po śmierci smażył się w piekle. Marzyła o tym.
A mimo wszystko Gerard był ulubieńcem pozostałych pracowników inkwizycji. Jego tortury przebiegały sprawnie, wyduszał z wiedźm wszelakie tajemnice, skazane umierały stosunkowo rzadko, a gdy był wysyłany w teren - swoje misje spełniał w stu procentach. Nie zostawiał po sobie żadnych dowodów nadużyć. A Christine pozostało czytanie z trwogą raportów misji. Zabójstwa w obronie własnej. Połamane kończyny, rany cięte, kłute, krwotoki wewnętrzne, w ramach wypadku. Losowe zdarzenia, które dotyczyły go o wiele zbyt często.
Próbowała z tym walczyć, zbierając dowody i słowa współtowarzyszy jego misji. Na nic się to zdało. Dopiero gdy doszło do kolejnej tragedii, w której brały udział jego - nieszczęśliwie mu przydzielone - podopieczne, wiedziała, że nie może dłużej zwlekać. Postanowiła wyciągnąć najcięższą artylerię. I na własnej skórze przekonała się, że złego diabli nie biorą.
Usta zaciskała w wąską kreskę. Każdy, komu było życie miłe, odsuwał się z drogi mistrzyni grabarzy, wiedząc, że jeśli w danym momencie jej podpadnie, skończy z butem Christine w tyłku. Kroczyła prędko, a stukot obcasów kobiety był niczym sygnał karetki - już z oddali wiedziano, że lepiej obrać inną drogę inkwizycyjnych korytarzy.
Wbrew przypuszczeniom niektórych, pominęła skręt prowadzący do sali audiencyjnej ani nawet nie spojrzała na gabinet profesora Goldenmayera, którego wciąż odwiedzała. Nie, mistrzyni grabarzów po raz pierwszy od wieków zdecydowała się złożyć wizytę w skrzydle sypialnym Inkwizytorów, a dokładniej na jednym z najsilniej strzeżonych korytarzy organizacji. Zatrzymała się przed strażnikami, pokazując swoje papiery. Środki bezpieczeństwa były na najwyższym poziomie, skoro nie ufano nawet wszystkim znanej mistrzyni. Cóż, takie były zasady, bez żadnych ulg.
Po przejściu rutynowej kontroli, odebrała klucz i udała się na wprost, szukając na drzwiach numeru, który zakodowała sobie w głowie. Odnajdując pomieszczenie, ze stukotem obcasów zatrzymała się drzwiami, zaraz łaskawie w nie pukając, nim dobrała się do zamka, w calu przekręcenia w nim otrzymanego klucza. Nie czekała długo na odpowiedź; jeśli ta nie padła, po krótkich sekundach wparowała do środka.
- Mam złe wieści - powitała je tymi słowami, rozglądając się krótko po pomieszczeniu. - Ale nim do nich przejdę... Chcę, abyście powtórzyły po raz kolejny. Do czego Gerard dopuścił się przed waszą ostatnią misją? Był agresywny, bardziej niż zwykle? - zapytała konkretnie, czując pierwszy dreszcz emocji.
Przypomniały jej się stare czasy przesłuchań. Sięgnęła do torby po notes z piórem, obdarzając je uważnym spojrzeniem. W przeciwieństwie do innych inkwizytorów, Christine odnosiła się do nich z chłodnym szacunkiem. Nie obchodziło ją, że ma do czynienia z wiedźmami, do kiedy przyświecał im wspólny cel.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Pon Cze 18, 2018 10:10 pm

Wydarzenie to nie powinno mieć miejsca. Misja zapowiadała się bardzo dobrze i należała do tych w pełni udanych, jednak pod koniec coś poszło nie tak. Wystarczyła chwila nieuwagi oraz prosta prowokacja ze strony Yvonne, aby ich ukochany opiekun stracił nad sobą panowanie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ponieważ nigdy nie miał do dziewcząt cierpliwości, aczkolwiek karma wróciła ze zdwojoną siłą.
Yvette siedziała wyprostowana na jednym z łóżek, mając przy tym przymknięte powieki i wpatrywała się w jakiś niski punkt na ścianie przed sobą. W głębi duszy, błagała o brak konsekwencji i taryfę ulgową dla poszkodowanej siostry. Inkwizycyjna rzeczywistość mogła się okazać dla nich bardziej brutalna, niż Gerard. Cała ta sytuacja była przygnębiająca, choć brak u niej współczucia dla tego okropnego mężczyzny.
Rozlegające się pukanie skutecznie wyrwało białowłosą z zamyślenia, lecz nim zdążyła się odezwać do środka zawitała pewna sławna osoba. Wraz z bliźniaczką miała kilka razy styczność z tą kobietą w ciągu tych siedmiu lat, lecz nigdy nie były to długie spotkania. - Pani Christine... - odezwała się cicho, po czym wstała z miejsca i skinęła jej głową na powitanie.
Padające pytania nie mogły pozostać bez odpowiedzi, jednakże przed udzieleniem jakichkolwiek wyjaśnień spojrzała na Yvonne, która była ciągle nabuzowana. Rozumiała ją i to, aż za dobrze. Sama doświadczyła wielu nieprzyjemności w towarzystwie Gerarda, ale nigdy nie był dla niej tak okrutny. Tyle razy naciskała na siostrę, by panowała nad swymi słowami i nie unosiła się przy nim. Nic do niej nie docierało i w końcu dostawała za swoje, zaś Yve nie miała jak zareagować, oprócz nic nie dających próśb i zapewnień.
- Myślę, iż stopień jego agresywności był zawsze wysoki. Spokojny dzień nie leżał w naturze tego pana. Przed misją... - zamilkła na moment, aby dokładnie sobie przypomnieć wydarzenia z tamtego okresu. Bardziej pasowałoby tu odświeżenie wspomnień, bo nie mogłaby puścić w niepamięć tej zacnej sytuacji. Nie hamowała się przed wyjawieniem tego faktu, niemniej wyprzedziła ją Yvonne.


Ostatnio zmieniony przez Yvette dnia Wto Cze 19, 2018 12:04 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvonne
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 5
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Pon Cze 18, 2018 11:04 pm

Od dłuższego czasu jedynym zajęciem Yvonne było obserwowanie ślamazarnie powiększającej się pajęczyny na suficie. To była jedna z ciekawszych atrakcji jaką oferowała im "kwatera" w Inkwizycji, ale czego można było się spodziewać, będąc tu więźniem, lub - jak dla niektórych - zabawkami do wymyślania coraz to nowszych tortur. Wbrew pozorom białogłowa delektowała się tą błogą chwilą. Była świadoma, że tyran, który niemalże codziennie znęcał się nad nią i jej siostrą zszedł z tego świata. Ten fakt w głębi duszy ją cieszył, chociaż można było dostrzec też niewielki uśmieszek, który nie chciał jej zejść z ust. Tak, gorzej być nie mogło, a przynajmniej ona tak twierdziła. Jej sielankę przerwało nieprzyjemne skrzypienie drzwi. Nie miała zamiaru się zrywać na równe nogi, dlatego przywitała gościa wzrokiem. Szybko jednak zerwała się do pozycji siedzącej, znała tą kobietę i wiedziała, że jest dość wysoko postawiona w tej organizacji, która więzi je od kilku lat. Bez jakiegokolwiek przywitania zaczęła się wypytywać o ich "opiekuna". Yv nie była zdziwiona takim zachowaniem "Pani wysoko postawionej", ilekroć się widziały to kobieta wypytała siostry o tego potwora. Pierwsza przemówiła jej siostra, więc dziewczę dało jej dojść do słowa. Zgadzała się z nią w stu procentach, więc tylko przytakiwała to czasu, aż bliźniaczka przerwała swoją wypowiedź. Wtedy też spojrzała na na siostrę, a następnie na Chris.
- Yv chce powiedzieć, że ten sadysta próbował się dobrać do jej cnoty. - rzuciła od tak do gościa.
- Gnębienie, znęcanie się fizyczne i psychiczne było u tego barbarzyńcy chyba rutyną. Bydlak niejednokrotnie nas torturował, co chyba było w jego mniemaniu konieczne. - mówiąc zaczęła się unosić. Wszystkie okropieństwa jakie im prezentował przewijały się w jej głowie, jedna po drugiej, co tylko ponownie ją rozzłościło.
- Czy w waszych szeregach są tylko tacy bezmózdzy sadyści? - burknęła bez dłuższego namysłu zastanowienia do kobiety. W sumie jedynie miała okazje poznać tylko ją i wspomnianego potwora, z czego więcej czasu - mimowolnie - spędzała w roli zabawki tego nikczemnika.
- Więcej chyba nie mamy nic do dodania, prawda Yv? Ile razy możemy się powtarzać. - po poprzednich słowach trochę jej ulżyło, dodatkowo wiedziała, że jej siostra niezbyt ochoczo wraca do tych wspomnień, dlatego chciała jak najszybciej skończyć ten temat.
- Z miłą chęcią napluję na jego nagrobek. By go śnieg spalił, do cholery... - ten komentarz powiedziała o wiele ciszej, ale nijak miało się to do cichego otoczenia. Nie chciała ryzykować przy kimś, kto od tak, może skazać je na śmierć.

___________________
Nie podoba mi się twój wygląd. Kojarzysz mi się z pechem, który tylko czeka, aby się komuś przytrafić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t565-yvonne-lloyd#8204
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 88
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Wto Cze 19, 2018 6:22 pm

Już po pierwszych słowach wiedziała, z którą z nich ma do czynienia. Choć wyglądały identycznie, z doświadczenia potrafiła już rozpoznać charakter po ich wypowiedziach (do kiedy żadna z nich nie miała akurat nastroju do żartów). Przyjęła spostrzeżenie, bacznie obserwując je zza swojego notesu, czekając aż z oczywistości narodzi się coś, o czym nie wiedziała.
Długo czekać nie musiała. Gdzieś z tyłu umysłu dopuszczała taką możliwość, a mimo to słowa Yvonne były dla niej jak wymierzony cios. Musiała być świadoma, że gorsze sytuacje miały już miejsce wewnątrz inkwizycyjnych murów, jednak nic na świecie nie sprawiłoby, że mogłaby się z tym pogodzić.
Ścisnęła usta bardziej, a na czole Christine pojawiła się podłużna zmarszczka. Wzrok wbiła w papier, milczała, aż siostry mogły zacząć się zastanawiać, czy w ogóle zrozumiała skierowane do niej słowa.
Zrozumiała aż nadto. Krew w niej zawrzała. Trzymając pióro przyciśnięte do urwanych wyrazów, splamiła kartkę atramentem. Poczuła ogarniającą ją nienawiść, tak silną, że w jednej chwili miała ochotę opuścić pokój dziewcząt, by własnoręcznie wykastrować mężczyznę, o którym była mowa. W jej oczach, śmierć, którą pragnęła mu sprezentować, nagle zdała się uosobieniem łaski. Wiedziała już, że mężczyzna winien przejść przez tortury, jakie sprawował niejednej wiedźmie. Nie zapisała ani słowa w notesie. Te zdążyły wyryć się na stale w umyśle kobiety.
Oddychała ciężko, hamując negatywne emocje, wiedząc, że nie były one najlepszymi doradcami w podejmowaniu decyzji. Nieustannie starała się zachować chłodny profesjonalizm, udając, że ją to nie ruszyło. Nie trzeba było posiadać nadmiernej wrażliwości, by doszukać się w głosie Christine pieniącej się wściekłości.
- Nie odbiegaj od konkretów, nie mam całego dnia. Powiedzcie mi coś, czego nie wiem - wypowiedziała, starając trzymać w ryzach wywiad. Spojrzenie mistrzyni jednak wyraźnie złagodniało, gdy przeniosła je na drugą siostrę, Yvette. Żałowała jej, jednak nie zamierzała okazywać z tego powodu więcej względów. - Kiedy to było? Ktoś inny to widział? Próbował... a więc mu się nie udało. Jak go powstrzymałaś? - zasypała ją pytaniami, czując się wyjątkowo podle. Musiała zachowywać dystans. A raczej usiłowała to czynić.
Gdy Yvonne zdobyła się na niewybredny komentarz, oczy Christine błysnęły niebezpiecznie.
- Obraza Inkwizycji byłaby dla ciebie bolesna, gdybyśmy były na prawdziwym przesłuchaniu, zapamiętaj to - ostrzegła ją. I choć miała o tej placówce identyczne, jeśli nie gorsze zdanie, nie zamierzała pozwolić dziewczynie na więcej. Zrobiła to dla własnego spokoju i przyszłości - aby czarownica się nie przyzwyczajała.
- Kolejna sprawa - sprawnie przeszła do następnego tematu. - Macie po nim jakieś blizny? Świeże rany? Ślady, których nabawiłyście się pod jego opieką? - Pytania z trudem przeszły przez jej gardło. Musiała jednak wiedzieć. Obrażenia nie kłamały. Może dowody w ich postaci będą wystarczające...?
Odchrząknęła cicho, nie wiedząc jeszcze jak poinformować ich o wspomnianej, złej wiadomości. Sama pragnęła mieć już możliwość naplucia na jego nagrobek, a jednak...
- No właśnie, jeśli o to chodzi... - zaczęła wymijająco, jakby obawiając się reakcji dziewcząt. Równie dobrze mogła próbować powiedzieć maluchom, że święta zostały odwołane.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Wto Cze 19, 2018 10:41 pm

Pierwsza wypowiedź bliźniaczki, a białowłosa już przyłożyła dłoń do twarzy w geście drobnego zażenowania. - Lepiej bym tego nie ujęła, Yvonne... - stwierdziła z lekkim westchnięciem.
Masa pytań płynących ze strony Christine zalała osobę Yvette, mimo to na każde z nich nie omieszkała odpowiedzieć. Zabierając dłoń ze swego lica, miała teraz okazję do nawiązania kontaktu wzrokowego z ciemnowłosą kobietą.
- Wydarzyło się to dwa dni przed misją. Bądź co bądź, już o wiele wcześniej i dość często zachowywał się w nieprzyzwoity sposób wobec mnie. Byłam w stanie wytrzymać umiarkowany dotyk oraz bezwstydne słowa, aczkolwiek... Nie było to łatwe zadanie. - oznajmiła szczerze bez większych emocji, jednakże kontynuowała po krótkiej chwili pauzy z założonymi pod biustem rękoma - Tak, próbował. Pewnie nie chciał ryzykować, gdyż w pobliżu kręciło się sporo osób i po prostu odpuścił. Ach, napomknął, iż wrócimy do tego w najbliższym czasie. - odparła na zakończenie, choć i tak ominęła sporą część szczegółów. Stawia na to, że miała więcej szczęścia, niż on w tamtym momencie.
Spodziewała się tego wybuchu po siostrze, ale nie przypuszczała, że będzie on tak dosadnie agresywny. Co prawda, aktualny gość w ich celi również należał do organizacji, lecz dało się z nim normalnie porozmawiać. Intuicja i wcześniejsze spotkania były bardzo przydatne do ocenienia sytuacji, chociaż z tym przeczuciem różnie bywa.
- No już, uspokój się. Im mniej nerwów, tym atmosfera będzie luźniejsza i rozmowa przebiegnie bez przeszkód. A nie chcemy więcej problemów, prawda? Yvonne? - zwróciła się do siostry spokojnie, klepiąc delikatnie jej ramię i rzucając ostrzegawcze spojrzenie. Stała przed nimi rozsądna i mądra kobieta, ale nadal wypadało uważać na słowa.
Kolejny temat i kolejne niemiłe wspomnienia stawały się żywe na nowo. Niesamowite, iż sama pamięć potrafi idealnie przywołać minione uczucie nieznośnego bólu, który będzie ich nawiedzał w snach do samej śmierci. - Oczywiście. Brak blizn byłby czymś dziwnym przy jego boku. - rzekła, zamykając na krótko całkowicie powieki i wracając myślami do wszystkich tortur. Nie było mowy o nudzie. Mężczyzna ciągle miał nowe pomysły i śmiało wprowadzał je w życie. Otworzyła oczy, po czym skierowała wzrok na inkwizytorkę, gdy tylko usłyszała kolejne podejrzane zdanie z jej ust. - Mimo wszystko, co pani ma na myśli? Gerard Larsen nie żyje, zgadza się? - spytała dla pewności oraz wewnętrznego spokoju, choć na nic takiego się nie zapowiadało.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvonne
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 5
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Czw Cze 21, 2018 11:56 pm

Może i bliźniaczka miała racje, że trzeba dać na wstrzymanie. Chris nigdy nie miała złych intencji wobec nich, lub chociaż ich rozmowy nie obijały się w negatywny sposób na siostrach. Wdech, wydech.... Wdech, wydech... Głęboko, a zarazem ciężko oddychała, aby się opanować. Przestroga ze strony gościa spłynęła po niej jak po gumowej kaczce. Nic, poza śmiercią, nie mogło się równać z katem jaki był im przydzielony. Starała się uspokoić, co ciężko jej przychodziło. Narwany temperament jednak do czegoś zobowiązywał. Finalnie i nerwowo drapała się po głowie "poprawiając" włosy.
- Chcesz rzetelnych śladów. Proszę. - mówiąc zaczęła ściągać z siebie górną część garderoby. Niejednokrotnie była karcona przez tyrana, który miał na nie oko. I często (przez swój niewyparzony jęzor) dostawała "karę". Jako takiego wstydu także nie posiadała, mogła się obnażać przed każdym, byleby ten potwór nie powrócił - taki miała cel.
- Przypatrz się dobrze. Jak chcesz to nawet dotknij, byleby ten nikczemnik, odpokutował za swoje. - dalej jakoś ją to nie ruszało, lecz z całego serca - zresztą jak od samego początku jego nieobecności - chciała, aby ten drań poszedł w cholerę. Nawet ślepy zauważyłby liczne blizny na żebrach i o wiele obszarowo większe na plecach "pamiątki" po oprawcy.
- Żeby nie było Yv, też ma takie "wspaniałe pamiątki" po tym szarlatanie - krótko dodała ubierając się na nowo. Była pewna, że jegomość poszedł w cholerę i najgorszy Czart aktualnie zajmuję się nim dość dogłębnie, w każdym tego słowa znaczeniu.
- Jeszcze raz.... Niech go śnieg spali! - powtórzyła się kończąc ubieranie się. Serio, gdyby mogła tańczyłaby na jego nagrobku podśpiewując wesoło, żeby ten skończony bezmózg sponiewierał się w piekle. W ten sam czas przypomniała sobie o "złych" nowinach ze strony Chris.
- Sądzę, że dostałaś to co chciałaś. Teraz - jeśli łaska - powiedz o tych złych nowinach. - może to i źle, że była ciekawa, lecz jej zaciekawienie było zbyt wielkie, aby puścić tą informację w niepamięć. W końcu po coś tu przyszła, prawda?

___________________
Nie podoba mi się twój wygląd. Kojarzysz mi się z pechem, który tylko czeka, aby się komuś przytrafić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t565-yvonne-lloyd#8204
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 88
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Pią Cze 22, 2018 10:11 pm

Zaciśniętymi ustami i ostrym spojrzeniem wyrażała swoje niezadowolenie za brak konkretnych odpowiedzi, naprowadzających ją na jednoznaczny trop. Czuła przepływający przez jej palcami czas, gdy w swojej dobie nigdy nie mogła się pochwalić jego nadmiarem. Była już gotowa porzucić wszelakie formy grzecznościowe, pytając o szczegóły, jakich później będzie się wstydzić.
Nie było to jednak dane Christine. Jej brew drgnęła łagodnie ku górze, widząc pierwsze próby pozbawiania się odzienia przez Yvonne. W rzeczywistości, były one bardziej wymowne od wypowiedzianych słów, więc mistrzyni grabarzy z pełną premedytacją zamierzała właśnie z nich czerpać swoją wiedzę. Zbliżyła się do siedzącej dziewczyny, natychmiast przykucając blisko jej ciała. Wtedy też po raz pierwszy ręka Christine trzymana dotychczas na piórze poszła w ruch. Zapisywała swoje spostrzeżenia, możliwe domysły używanych narzędzi lub rąk kata. Choć jej twarz znajdowała się o niecałe cale od żeber Yvonne, zachowała pełny profesjonalizm, nie wdając się w zbędne rozmowy, nie komentując również jej ran. Pomimo, że widok ten sprawiał, że miała ochotę rzucić przynajmniej stołem.
Gerard Larsen miał najświętsze prawo do użycia siły, by trzymać podopieczne w ryzach. Zobowiązał się jednak nigdy nie narazić ich na stałe uszczerbki na zdrowiu. Jednak to, co miała przed oczyma Christine, wykraczało poza wszelakie normy. Rany były zadane z pełnym pomyślunkiem, premedytacją. Czy będzie to wystarczającym argumentem przeciwko katu? Poza świadomością rozważenia możliwego osądu, wiedziała jedno: powinna zająć się tym mężczyzną o wiele wcześniej.
Stawiała ostatnie słowa na papierze, gdy dotarła do niej propozycja o sprawdzeniu ran dotykiem. Cień uśmiechu przedarł się przez twarz kobiety, pomimo niezbyt wesołej sytuacji.
- Podziękuję, Yvonne. Nadmiarowy pech jest teraz ostatnim, czego potrzebuję - wypowiedziała uprzejmym szeptem, wsadzając pióro pomiędzy stronice notesu i prostując się na równe nogi.
Pomimo lekkiej sympatii do dziewczyny, czasami zapominała, dlaczego Inkwizycja trzyma w swoich szeregach. Jej moc nie była najprzydatniejszą z możliwych, zwłaszcza, że potrzebowała żywego dotyku do realizacji tego, co przeciętny człowiek nazwałby zrządzeniem losu. Wtedy przypominała sobie o istnieniu drugiej z sióstr, odpowiadając sobie na pytanie. Jedna nie istniała bez drugiej. A w razie buntu, zawsze można było użyć jedną jako kartę przetargową, nieprawdaż?
Kiwnęła głową w stronę dziewcząt, dziękując im w ten sposób za współpracę i okazaną odwagę, polegającą na wyciągnięciu na wierzch demonów przeszłości, do której z pewnością nie chciały wracać. Mimo wszystko... Może wkrótce będą do tego zmuszone.
- Gerard Lansen żyje - rzekła wyraźnie, zdecydowanym tonem. Nie chciała dłużej owijać w bawełnę, przedłużać tego, o czym dowiedziałyby się prędzej czy później. - Żyje, choć osobiście dołączałam akt zgonu do jego kartoteki. Żyje, pomimo złożonego mi raportu z waszej misji, w której wyraźnie było napisane, że nie miał najmniejszych szans na ucieczkę. Pozostawiony na pastwę losu, na własną rękę, zupełnie sam, podczas gdy wy zmuszeni byliście do odwrotu - oznajmiła niemal na jednym tchu. Chciała mieć to za sobą, jednak jeszcze zbyt wiele niewiadomych krążyło wokół tej sytuacji.
- Przybył, a właściwie doczłapał się pod bramy miasta w jednym kawałku. Tam go odnaleziono i nieszczęśliwie udzielono pomocy - wyjaśniła, nie kryjąc się ze swoim niezadowoleniem, choć Gerard był przecież jej kolegą po fachu. - Obecnie leży w szpitalu, walczy o życie.
Nim przeszła dalej, dała im chwilę na ochłonięcie i przetrawienie niezbyt dobrych wieści.
- Dlatego... Muszę wiedzieć, co wydarzyło się tam naprawdę. Od początku do końca. Skupcie się. Jeśli okaże się, że Seth zdradził... Muszę wiedzieć - powtórzyła się, zdradzając nieco więcej emocji. Seth był żniwiarzem towarzyszącym im na pamiętnej misji. Człowiekiem, któremu Christine ufała bezgranicznie i właśnie mu powierzyła misję będącą zdradą ideałów Inkwizycji. - Czy Seth i Gerard rozmawiali na osobności? Czy... knuli coś za waszymi plecami? Widziałyście, w jakim stanie znajdował się Gerard podczas waszej ucieczki? Seth na pewno dopilnował, by nie miał on żadnych szans na przeżycie?
Christine ściszyła głos, wiedząc, że wkracza na tematy będące zupełną tajemnicą. Choć nie sądziła, by ktoś odważył się je podsłuchiwać, musiała być gotowa na wszystko. Obawiała się i musiała działać prędko. Gdy Gerard przebudzi się w szpitalu i zacznie zeznawać... Cóż, nigdy nie grzeszył inteligencją, jednak jeśli połączy fakty, mógłby dostrzec powiązanie pomiędzy wysłaniem ich na niebezpieczną misję, a nagłą ucieczką żniwiarza, ratującego wiedźmy przed katem. Nim którakolwiek z sióstr zdążyła się odezwać, Chris dodała jeszcze cicho:
- To może nie skończyć się dla nas dobrze - zaznaczyła, decydując się na użycie liczby mnogiej, skoro siedziały już w tym razem. - Jeśli ktokolwiek dowie się, że maczałam w tym palce... Stracę więcej niż posadę. Nie wspominając o was. To oznaczałoby bilet w jedną stronę na stos. To miała być czysta akcja, do cholery... - syknęła, nie powstrzymując okazania swojej złości.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Sob Cze 23, 2018 11:34 am

Nie spodziewała się ze strony siostry tak odważnego kroku, jakim było rozebranie się i ukazanie swych blizn w całej okazałości. Oczywiście, gdzieś tam głęboko w głowie obstawiała, iż do tego może dojść, bo w końcu taka już była Yvonne i nic się nie dało z tym zrobić.
Widząc na jej ciele oznaczenia, mimowolnie dłoń białowłosej powędrowała wolno na własne żebra i została tam na dłuższą chwilę. Przypomniała sobie ból, który znacznie bardziej pobijał zabawę z plecami i wielką dokładność oraz dbałość o szczegóły u Gerarda. Wszelkie podłużne, okrągłe, czy zakręcające blizny były dopracowane, a dzięki temu tworzyły wzory. Zabawa w okrutnego artystę pasowała do niego idealnie. Warto wspomnieć o tym, iż ich skazy są takie same i dokładnie w tych samych miejscach, lecz Yvette nie śpieszyła się z pokazaniem.
Od razu przeniosła swój wzrok na starszą kobietę, gdy tylko usłyszała tę informację z jej ust. To była zmora. Zmora, od której nie można było się uwolnić i będzie wracała za każdym razem. - Żyje... - powtórzyła głucho, a przy tym oparła się tyłem o najbliższą ścianę. Wewnętrzne poczucie małego szczęścia natychmiast znikło, zaś na jego miejsce wkroczyło lekkie przerażenie i świadomość tego, co ją czeka po kompletnym powrocie mężczyzny do zdrowia. Obawiała się, że bliźniaczka pożałuje dwa razy bardziej za swój niewyparzony język.
- Nie rozmawiali na osobności. Misja przebiegła pomyślnie, lecz w pewnym momencie, gdy mieliśmy wracać Yvonne sprowokowała swymi słowami Gerarda i rzucił się na nią z zamiarem konkretnego przyduszenia. Pan Seth starał się w miarę opanować sytuację, aczkolwiek wiadomo jak to jest z naszym opiekunem. - przerwała na moment, aby opuścić głowę w dół i westchnąć cicho. Z biegiem czasu, tamto wydarzenie przeplatało komiczność z nadwrażliwością kata, przez to też Yvette czuła się zmieszana. Z jednej strony miała ochotę wybuchnąć śmiechem, a z drugiej ukryć się w kącie i cicho zapłakać. Żadna z tych opcji nie wchodzi w grę, ponieważ musiała trzymać swe emocje na wodzy. - Kiedy Gerard zechciał w końcu zostawić Yv, było już za późno. Wystarczająco długo jej dotykał, by zyskać spore pokłady nieszczęścia i nim kompletnie ją puścił, zaatakował go Koszmar. Walka była zacięta, choć pan Seth nie angażował się w nią za mocno. Zaczęliśmy się zbierać, by uciec bokiem, ale... - nastało milczenie, bo jasnowłosą olśniła istotna rzecz. - Dzięki mnie przeżył. - odezwała się zaraz lekko zaszokowana, podnosząc głowę oraz wpatrując się przy tym nieustannie w Yvonne.
Dokładnie pamięta, iż krwiożercza istota uciekła po "wykończeniu" mężczyzny, lecz ominęła wspomnienie o chwilowym dotyku jej łydki. Czyżby wystarczyła taka odrobina szczęścia, aby Gerard przeżył tą napaść? Niemożliwe.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvonne
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 5
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Sob Cze 23, 2018 6:04 pm

Ku własnemu zdziwieniu białogłowa siedziała grzecznie z nadzieją, że tyle materiału wystarczy, aby Pani Wysoko Postawiona skończyła zadawać pytania. Z drugiej strony, nie byłaby zaskoczona, jeśli te blizny nijak się przydadzą. Sama odpowiedź Chris na jej pytanie była oczywista i sensowna, ale nie skomentowała w żaden sposób jej słów, jedynie uśmiechnęła się pod nosem. Miała mieszane uczucia w stosunku do tej kobiety - od kilku lat więziono, gnębiono, zastraszano i zmuszano ją do pomocy w schwytaniu innych wiedźm oraz - co stało się dzisiejszym gwoździem spotkania - bardzo dotkliwie torturowano. Cały ten uraz kierowała do wszystkich z Inkwizycji, bez wyjątku. Dlatego też ciężko było jej pojąć, że ktoś z tej organizacji chciał się pozbyć jednego ze swoich towarzyszy. Czy śmierć jej oprawcy była, aż tak na rękę kobiecie? Jaki motyw nią kierował w zaplanowaniu tej całej akcji? Bardzo wątpiła w to, że Christine jej odpowie. Od kiedy ją poznała Yvonne towarzyszyło nieco podobne uczucie, jak przy cholernym bydlaku, inaczej zwanym ich opiekunem. A mianowicie czuła się jakby była zabawką w ich rękach, co tylko podsycało jej złość w kierunku do ludzi z Inkwizycji. Fakt, że Gerard wykorzystywał jak "kolejną rzecz" do maltretowania, ale jakby nie patrzeć to Christine, też się nimi posłużyła na misji.
Szamotała się z ubraniem, które przed chwilą bez problemu ściągnęła. Ha, złośliwość rzeczy martwych, co? Po krótkiej szarpaninie doprowadziła się do ładu, ale zaraz jej wzrok zawitał z niedowierzaniem na oblicze kobiety nie wierząc w jej słowa. Nie, nie, nie... To musi być jakaś pomyłka. On nie miał prawa przeżyć tej potyczki. Widziała przecież na własne oczy jak Koszmar odpłacał mu za jego karygodne czyny, a mimo to ten śmieć, miał na tyle w sobie samozaparcia, że wrócił do Wishtown? Definitywnie nie był człowiekiem, był potworem. Zwykły człowiek nie miał szans na przeżycie czegoś takiego.
Strach sparaliżował ją doszczętnie, nie mogła się podnieść, ani uciec gdzieś wzrokiem. Siedziała w pełnym osłupieniu patrząc niepewnie na Chris, która coś mówiła, ale pomimo małego dystansu jaki je dzielił, słowa kobiety nie docierały do Yv. Dziewczyna wiedziała, że trzeba coś zrobić, wykombinować na szybko jakiś plan działania, ale nie mogła skupić się na żadnej z tych czynności. Dobrą chwilę zajęło jej wyjście z takiego stanu, wtedy jej siostra kończyła swoją wypowiedź. Naturalnie przeniosła wzrok na bliźniaczkę słuchając co ma do powiedzenia, a to tylko jeszcze bardziej ją skołowało.
- Że co... Że Ty mu niby... Nie, nie, nie. To jakieś jedno, wielkie nieporozumienie. - już w samym głosie, można było usłyszeć nutkę przerażenia, które jakoś uczepiło się dziewczyny. Że niby kiedy on dotknął Yve? Przecież nie przypomina sobie takiej sytuacji. Nieoczekiwanie wstała z łóżka i skierowała się w stronę gościa. Była nieziemsko wściekła, wręcz chciała wyładować swój gniew na kobiecie, ale nic by to nie zmieniło. Gdyby ją uderzyła, to po pierwsze niczym by się nie różniła od Gerarda, a po drugie naraziłaby się i siostrę na stos. Chociaż ta druga opcja wcześniej, czy później nadejdzie. Kilka kroków dzieliło ją od ciemnowłosej, wtedy też postanowiła się zatrzymać. Jak już Chris wspomniała, siedzą w tym wszystkie, chociaż w te słowa najbardziej wątpiła.
-Dobrze, to co teraz? Nie możesz namieszać z jego papierkami w tym szpitalu? Nie masz, aż takiej władzy? Nie możesz zlecić zabójstwa jakiemuś pachołkowi, takiemu jak Seth? - starała się jak tylko mogła, aby nie brzmiało to z urazą, ale nie do końca szło po jej myśli. Była bardzo sfrustrowana, ale najmniej to było teraz potrzebne i miała tą świadomość. Musiały coś wymyślić, ale wraz z siostrą były bezsilne. Gotowała się cała w środeczku próbując wymyślić cokolwiek co mogłyby zrobić.
-Hej, Pani Wysoko Postawiona. A czy ty lub twój pachołek nie możecie nas zabrać do tego potwora? Wtedy mogłabym mu pomóc opuścić ten świat. - rzuciła bez namysłu do kobiety przyciszając delikatnie głos pod koniec. Był to dość nierealny plan, ale może Chris byłaby w stanie coś takiego zorganizować. Skąd mogła wiedzieć ile może zdziałać. Jedyne co wiedziała, to fakt, iż jest kimś "wysoko postawionym" w Inkwizycji...

___________________
Nie podoba mi się twój wygląd. Kojarzysz mi się z pechem, który tylko czeka, aby się komuś przytrafić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t565-yvonne-lloyd#8204
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 88
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Nie Cze 24, 2018 8:41 pm

Wiedziała, że po tym, co siostry usłyszą, nie będą skakały z radości. Czy jednak oznaczało to, że była gotowa na wszystko? Nie, jej serce zabiło mocniej, gdy Yvonne zbliżała się do niej, zapewne nie po to, by ją uściskać. Christine wyprostowała się, a jej twarz przybrała zupełnie innego, ostrego wyrazu. Prosta jak tyczka szyja wydłużyła się, a jej marny metr siedemdziesiąt w połączeniu z twardym, ostrzegawczym spojrzeniem sprawił, że wyglądała po prostu groźnie. Jak sarkastycznie określała to Yvonne - Pani Wysoko Postawiona, tym razem w pełni zasługując na swój przydomek, gotowa zmiażdżyć drugiego człowieka jednym słowem.
Łagodnie opuściła dłoń po kartce notesu, zbliżając ją do kabury na udzie, w której spoczywał rewolwer. Poczuła pierwsze uderzenie adrenaliny, sprawiające, że była gotowa na wiele, aby zachować niezachwianą relację, jaka powinna łączyć skazańca i inkwizytora. Choć nie zgadzała się ze wszystkimi doktrynami Inkwizycji, organizacja ta pozwalała jej na zrealizowanie określonego wieki temu celu, kształtującego całe jej jestestwo. I Christine gotowa była uczynić wiele, by nie pozwolić zachwiać swoją pozycją.
Interwencja okazała się zbędna. Dziewczyna zatrzymała się, nim dłoń mistrzyni grabarzy zdążyła opuścić dłoń poniżej trzymanego notesu. Choć jej spojrzenie wciąż było nieustępliwe, po twarzy Chris przebiegł cień ulgi. Nie zamierzała komentować zachowania Yvonne, jednak ciężko było oprzeć się wrażeniu, że kobieta od teraz pozostała nad wyraz czujna. Przeniosła wzrok na drugą siostrę.
- To nie ma teraz znaczenia - rzekła krótko, w dość marny sposób starając się sprawić, by Yvette nie obwiniała się tym niewątpliwym przypadkiem. - Byłabym szczęśliwa, gdybym faktycznie mogła wykluczyć jego zdradę... - dodała bardzo cicho. Słowa Yvette przyniosły jej pewnego rodzaju spokój i nadzieje, które, jak sądziła - kiedyś doprowadzą ją kiedyś do zguby. Chciała wierzyć w swoich ludzi, dopuszczających się grzechu, by zmienić ten świat na lepsze. Chciała. Ale umysł Christine kazał jej podejrzewać wszystkich jednakowo. Łącznie z wiedźmami o spółkowanie z Gerardem, jakkolwiek abstrakcyjnie by to nie brzmiało.
- Nie byłoby mnie tutaj, gdyby „namieszanie w papierach” wystarczyło - zwróciła się do Yvonne, a ton jej głosu lekko się wyostrzył. - Mogę wystawić mu kolejny akt zgonu na jutrzejsze południe, i uwierz mi - uczyniłabym to z najprawdziwszą przyjemnością. Jednak nie zrobię niczego, do kiedy będzie istniał choć cień powiązania ze mną. - Rozemocjonowała się. Świadomie lub nie, zrezygnowała stosowania nieskończonego sarkazmu, co obecnie można było uznać za dostosowanie do powagi sytuacji. - Nie wiem, jakie lekarstwa mu podadzą. Nie znam się na truciznach. Zamieszanie w to kolejnej osoby nie wchodzi w grę. Podobnie jak zasztyletowanie go we własnym łóżku - uśmiechnęła się drapieżnie, skrupulatnie wymieniając wszelakie możliwe drogi pozbycia się nieprzytomnego kata. Za dobrze wiedziała, że odniesione rany będą proste do zidentyfikowania.
- To musi wyglądać na przypadek. Na... zrządzenie losu - spojrzała znacząco na jedną z sióstr. Tą bardziej pechową. Tym razem zupełnie nie ukrywała tego, co zamierza zrobić. Z pełną premedytacją zamierzała sprawić, że Gerard zejdzie z tego świata lub chociaż... spędzi w szpitalu długie miesiące.
Zapisała ostatnie słowa w notesie, po czym zatrzasnęła go z cichym plaskiem i schowała w torbie. Nie sądziła dostać od sióstr więcej informacji. Teraz czekał ją wywiad z Sethem. Wzięła głęboki wdech, po czym poruszyła ostatni z tematów:
- Spodziewałam się, że wykażecie chęci pomocy. Umożliwiłam wam to w najbliższej przyszłości... - spoważniała zupełnie. Była w trakcie wydawania rozkazów, wchodząc w swoisty trans. - Zostaniecie rozdzielone i poddane eksperymentom. Balsamiści ucieszą się na wasz widok. Yvette, od dawna zastanawiano się, czy twoją przypadłością obdarzyć można przedmiot, by przynosił szczęście, bez angażowania i dotykania twojej osoby - wyjaśniła pokrótce.
Broń, która nie wydawała nietrafionych strzałów? Moneta, która jednym rzutem pozwalała na dokonanie słusznej decyzji? Możliwości było nieskończenie wiele, a przełom, jakiego może dokonać Inkwizycja... Opanowała emocje, nim te zawładnęły nią na nowo.
- Seth będzie pilnował cię podczas eksperymentów i zdawał mi relację o postępach - dodała jeszcze w pełnym skupieniu. - A ty, Yvonne... - zastanowiła się przez moment, mimo że plan w jej głowie był kompletny i klarowny. - Przydałoby się sprawić, by twa moc była bardziej wybiórcza. Działająca na wrogów, nie sojuszników. I tym się zajmą balsamiści. Jednak twojej osobie do pilnowania... Przydzielę kogoś zupełnie nieodpowiedzialnego - wypowiedziała, mając kilka propozycji, nie decydując się jeszcze na nikogo konkretnego. - Oraz zapewnię, by eksperymenty były prowadzone blisko skrzydła szpitalnego. Może nagle zasłabniesz, a może zwyczajnie będziesz miała okazję zajrzeć do sali numer czternaście, potrzymać swojego ukochanego opiekuna za dłoń, roniąc łzy nad jego smutnym losem... - zasugerowała, a kącik warg Christine powędrował ku górze.
- Czy wszystko jest jasne? - zapytała, krzyżując ręce na piersiach i czekając na ewentualne komentarze.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Pon Cze 25, 2018 1:41 pm

Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest winna tego zajścia, albowiem nie ma wpływu na swoją moc. Mimo to, czy mając nad nią kontrolę uratowałaby go? Pozwoliłaby mu dalej istnieć, pomimo dopuszczenia się tych wszystkich nieludzkich czynów? Każdy zasługiwał na życie, choć w tym przypadku sprawa wyglądała inaczej i miło byłoby, gdyby Gerard poniósł najcięższą karę. Yvette nie życzyła nikomu źle, lecz nadmiar fortunnych wydarzeń u ludzi, którzy wcale na to nie zasłużyli był niezbyt pozytywnie postrzegany przez białowłosą. Można tu mówić o stanowczym wyczekiwaniu sprawiedliwości, zaś ta strasznie się ociąga.
Wolno przesuwała wzrokiem po jednej i drugiej, mając przy tym przymknięte do połowy powieki. Uważnie słuchała ich rozmowy, ale nie obeszło się w niektórych momentach bez cichego uspokajania siostry. Musiała panować nad sytuacją, nawet jeśli stała z boku i była w większości obserwatorem. O dziwo, Yvonne panowała w miarę nad swym narwanym temperamentem albo po prostu skala jej zdenerwowania nie osiągnęła maksimum.
Od samego pojawienia się Christine w ich celi, czuła, iż coś musi być na rzeczy i inkwizytorka nie zawitałaby w tym miejscu od tak. Błahe wyciągnięcie informacji nie wymagałoby takiego zaangażowania w sprawę. Wszystko było jasne, a moc dziewczyny trochę przeszkodziła w planach uśmiercenia opiekuna. Ta cała rozmowa o wyeliminowaniu go w jakiś sposób, wydawała się czymś nierealnym i zbyt pięknym. Oznaczałoby to, że oprawca zniknie z życia dziewcząt, jednakże zawsze mogą trafić na kogoś gorszego.
Wieść o rozdzieleniu wewnętrznie zaniepokoiła Yv, aczkolwiek chodziło przede wszystkim o bezpieczeństwo bliźniaczki, która mogła wpakować się w jeszcze gorsze kłopoty, niż dotychczas. Co do balsamistów, absolutnie nie wątpiła w ich radość i zawsze przy wizytach u tych ludzi, śmiało mogła dostrzec wśród nich to dziwne podekscytowanie. Moce owych wiedźm, mimo braku efektów specjalnych przy używaniu, były w pewien sposób bardzo intrygujące.
- Rozumiem, ale Yvonne... Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż to całe zadanie przeznaczone dla niej, powiedzie się w połowie i ucierpi nie tylko dzięki swej mocy, a również za sprawą Inkwizycji. Gdybym była obok... Eh, to nie ma racji bytu. - zrezygnowała z dalszej wypowiedzi, potrząsając delikatnie głową i wzdychając bezgłośnie. Udział szczęścia w akcji, którą zamierzają przeprowadzić byłby kompletnie nie na miejscu i mógłby doprowadzić do niespodziewanych powikłań. Jasnowłosej pozostaje nadzieja, iż wszystko pójdzie gładko.
Ponadto, będzie miała okazję znów zobaczyć pana Setha, a że był to dosyć przyjemny w obyciu człowiek... Eksperymenty nie będą tak nudne. W każdym razie, mały strach przed uszczerbkiem na zdrowiu siostry będzie towarzyszył jej cały czas, dopóki znów się nie zobaczą.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvonne
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 5
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Wto Cze 26, 2018 9:07 pm

Ponownie zachowanie starszej kobiety rozbawiło Yvonne. Jeszcze chwilę temu prowadziły - mimo ciężkiego tematu - dość swobodną rozmowę, a teraz? Czyżby Pani Wysoko Postawiona poczuła się zagrożona? I ten jej srogi wyraz twarzy, która w porównaniu do Gerarda, była dość komiczna. Dziewczyna wiedziała, że nie powinna porównywać Chris do opiekuna, ale ta sytuacja sama się o to prosiła. Finalnie na jej ustach pozostał malutki ślad po tym -w mniemaniu Yvo śmiesznym - zajściu, ale dalej żywiła uraz do kobiety. Przez niejednokrotną i subtelną interwencje siostry odłożyła na bok swoją ciekawość, która podpowiadała jej, żeby jeszcze bardziej się zbliżyć do kobiety. Może będzie miała jeszcze kiedyś okazję "podroczyć" się w tak niebezpieczny sposób z ciemnowłosą. W końcu wszystko będzie lepsze od obserwowania pajęczyny.
Słuchała wywodu Chris, nie spuszczając z niej wzroku. Początek na nowo ją zbulwersował i troszkę zmieszał. Cholernie ją irytowało, kiedy kobieta wspominała o swojej sytuacji. Dalej nie mogła pojąć po co im pomagała, jeśli tak dużo ryzykowała i bała się tego ryzyka. Fakt, że gdyby nie ona, to najprawdopodobniej nigdy by nie doszło do takiej sytuacji jaka obecnie miała miejsce. W sumie może i by dała radę pozbyć się kata na własną rękę, bez jej pomocy? Oczywiście musiałaby niejednokrotnie otrzeć się o śmierć, aby w końcu spotkało go coś bardzo niemiłego. Wtedy też nie musiałaby słuchać tej denerwującej ją paplaniny. Na nowo zapanowały nią emocje, kiedy ich gość wspomniał o planie i o jej udziale.
- Dlaczego raz jeszcze mam narażać własne życie, między innymi za Ciebie, Panno Christine? - wtrąciła zaraz po tym jak kobieta oznajmiła plan działania. Gorycz jaką czuła, znalazła małe ujście tymi słowami. Jak już wcześniej wspominała - mogła przyłożyć rękę do śmierci kata, ale nie za bardzo chciała, aby Pani Wysoko Postawiona miała z tego powodu jakieś korzyści. Plan wydawał się jej dość naciągnięty, ale do wykonania, chociaż dalej myśl, że w ten sam sposób zatuszuje powiązanie ciemnowłosej z pozbyciem się Gerarda, tylko ją rozdrażniała. Chwilę później zwróciła się do siostry. Poniekąd podzielała jej zdanie, lecz była dobrej myśli, czego oczywiście już na głos nie raczyła powiedzieć.

___________________
Nie podoba mi się twój wygląd. Kojarzysz mi się z pechem, który tylko czeka, aby się komuś przytrafić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t565-yvonne-lloyd#8204
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 88
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Nie Lip 01, 2018 9:14 pm

Spodziewała się, że skazane przytakną jej grzecznie, a ona bezproblemowo opuści ich więzienną celę. Przeliczyła się, a jakże. Wypowiedź Yvette przyjęła ze spokojem, nie mogąc powstrzymać nawet słabego uśmiechu. Zwróciła się w jej stronę, pragnąc dodać dziewczynie otuchy.
- Wierzyłam w istnienie fatum jeszcze na długo, nim trafiłyście pośród inkwizycyjne mury. Wiedziałam, że los to kapryśne stworzenie. I wciąż jestem pewna, że po takiej porcji nieszczęścia, każda z nas zasłużyła na drobne powodzenie.
Głos miała przyjemny, jakby rozmawiała z dawno niewidzianą koleżanką, nie z skazańcem o nieporównywalnie niższej randze. Zasada była prosta - ambicja, posłuszeństwo i niezwykle ważna umiejętność trzymania języka za zębami, były nagradzane. Dlatego też, wyraz twarzy Christine, jak i to jej głosu uległ diametralnie zmianie, gdy odezwała się w kierunku Yvonne.
- Wybacz, jeśli skalałam twoje czyste sumienie - rzekła, a ironia w jej głosie była niemożliwa do niedostrzeżenia. - Jeśli razi to twoją godność i wpojone zasady moralne, załatwię to po swojemu. Powiedz słowo, a zrobię to sama - zakończyła twardo, z pozoru oddając im całkiem dobrą ofertę. W słowach kobiety krył się jednak haczyk, którym zamierzała podzielić się już wkrótce. - Nie gwarantuję jednak, że do tego czasu Gerard nie wróci do zdrowia, dopełniając to, co nie powiodło mu się za poprzednim razem... - dość wygłodniałym wzrokiem zaznaczyła Yvette, świadomie grając na ich uczuciach.
Ponownie działała pod wpływem emocji, czego szczerze w sobie nienawidziła. Będzie tego żałowała, ja za każdym razem, nie osiągając zamierzonego celu. Przychodząc tutaj, nie przyjmowała odmowy. Za bardzo już zaangażowała się w sprawę, by odpuścić, udając, że nie obchodzi ją to w najmniejszym stopniu. Całe szczęście, miała w sobie jeszcze tyle samokontroli, by nie trzasnąć drzwiami, krzycząc na odchodne, że tego pożałują, a Gerard wkrótce wstanie na nogi. Nie odpuściła by w rzeczywistości. Sprawa zabrnęła zbyt daleko, by mogła ją porzucić.
- Możemy zaniechać tematu. Zobaczymy, kto bardziej na tym straci. - Ponownie rzuciła im wyzwanie, dopiero wtedy usiłując się uspokoić. Głęboki oddech. I zmiana nastawienia. - Mamy wspólny cel. Wciśnięcie tej postaci w historię i nieprzyjemne wspomnienia będzie najlepsze dla całej Inkwizycji, również dla was. Zwróciłam się do was z jednego względu- sądziłam, że zależy wam bardziej niż mi. I być może się myliłam.
- Chcę tego, jednak nie na tyle, by narażać się i brudzić ręce. Daję wam narzędzia i sposobności. Zrobicie z tym, co tylko uznacie za słuszne - powiedziała, ponowie sugerując, że mają jakikolwiek wybór. Ona nie zamierzała jednak czekać. Nie w jej naturze leżała cierpliwość.
Jeśli siostry nie miały więcej pytań i zastrzeżeń do postępowania Christine, ta zamierzała się krótko pożegnać, odchodząc i oczywiście - zamykając za sobą drzwi na klucz.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   Czw Lip 05, 2018 7:02 pm

Być może niepotrzebnie martwi się na zapas i siostrze uda się przeprowadzić tą operację, bez żadnych większych szkód. Zawsze w nią wierzyła, choć już nie tak często to pokazywała. Yvette była zdania, iż nadmierne zachwalanie kogoś może być impulsem, który doprowadzi do zguby. Wszystko należy robić z umiarem i nie wolno o tym zapominać, albowiem jest szansa, że zaszkodzi to znacznie większej części życia, niż można sobie wyobrazić.
Drobne powodzenie? Zasłużyły? Jednego białowłosa jest pewna, a konkretnie chodzi o zapeszanie. W tym świecie, rzeczą nie do podważenia jest tylko śmierć i nic więcej. Nie powinno się tak otwarcie kusić nieszczęścia, ponieważ prędzej czy później ono jednak wpadnie z wizytą, zaś skutki mogą być straszne. Zupełnie inaczej jest ze szczęściem, które jest tak niesamowicie ulotne. Posiadając taką moc, dziewczyna już nie raz przekonała się o tym, iż trudno okiełznać fortunę i nawet ona sama nie doświadcza jej zawsze.
Kolejne słowa nie wywarły większego wrażenia na Yvette. Była w pełni świadoma tego co się stanie, gdy Gerard wyzdrowieje i wróci na prawowite miejsce opiekuna, zaś tym razem Yv może nie mieć tyle pomyślności. Czy naprawdę przygotowana była na znoszenie jego dotyku następny raz? W życiu. Jednak zrobi wszystko, aby Yvonne ucierpiała jak najmniej.
W milczeniu słuchała każdej jednej wypowiedzi Christine, aż w końcu ta zdecydowała się opuścić pomieszczenie i zostawić ową dwójkę w niezbyt przyjemnej atmosferze. Z jej strony, zgoda na taką propozycję jest na miejscu i nie powinny się nawet zastanawiać, lecz musiała poznać dokładne zdanie bliźniaczki.
- I co o tym sądzisz? Wiem, że nie chcesz, aby ona coś z tego zyskała, ale musimy myśleć też o swoim żywocie, Yvonne. Skoro jest szansa na pozbycie się tej bestii, to czemu miałybyśmy odmówić? Jednak z drugiej strony... Nie wiem, czy to dobry pomysł. - odparła wątpliwym tonem, odchodząc od ściany i siadając na łóżku. Obserwowała siostrę nieustannie, chociaż nie miała zamiaru bardzo na nią napierać. Rozluźniła się odrobinę, kładąc dłonie na swych udach i pocierając materiał sukni między palcami. - Nie zrozum mnie źle. Nie wątpię w ciebie i doskonale wiem, iż wyjdziesz z tego bez szwanku, jednakże... Zamartwianie się o Yvonne jest wpisane w moje normalne funkcjonowanie na tym świecie. Gdyby to znikło, na pewno szaleństwo ogarnęłoby mój cały umysł. - marna próba żartu ze strony jasnookiej, lecz nie mogła powstrzymać małego uśmieszku, który wręcz pchał się na jej usta po tych słowach.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój Yv & Yv   

Powrót do góry Go down
 
Pokój Yv & Yv
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój wizytowy
» Pokój Chemika
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój Wspólny
» Czerwony pokój zabaw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Siedziba Inkwizycji :: Pokoje Członków Inkwizycji :: Korytarz skazańców-
Skocz do: