IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mieszkanie Wilhelma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Mieszkanie Wilhelma   Pią Lip 20, 2018 9:40 pm


Szara kamienica znajdująca się na obrzeżach centrum miasta. Na pierwszym piętrze mieszka w niej samotny mężczyzna, parający się zawodem lekarza, znaczną część doby spędzając w pracy. Mieszkanie składa się z niewielkich dwóch pomieszczeń oraz kuchni i łazienki. Całość urządzona jest w skromnym, surowym stylu, bez ozdób również w przedpokoju. Jeden pokój jest praktycznie niezamieszkały przez nikogo, dawniej należący do syna lekarza. Wewnątrz panuje zazwyczaj łagodny półmrok przez wiecznie przysłonięte zasłony.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Pon Lip 23, 2018 12:04 am

Poranek po balu, jak można było się spodziewać, nie należał do tych najprzyjemniejszych.  Wyglądał, czuł się i pachniał jak gówno, na szczęście jednak nie wymiotował. Potężny ból głowy jednak dawał mu we znaki jeszcze przez pare godzin. Boże, co on tam wyrabiał wczoraj? Przynajmniej nie zgubił swoich prezentów od przyjaciół.
W ogóle dzisiejszy dzień był przez to bardzo… dziwny? Ledwo pamiętał co się wydarzyło od powrotu do sali z tarasu, a cała reszta była jakby za mgłą, albo we śnie, lecz wymagała konkretnych wyjaśnień. Na próżno jednak było się ich doszukiwać u Amona, gdyż jak zwykle na każde pytanie odpowiadał wymijająco, śmiał się, albo zmieniał temat. Cóż, mógł się tego po nim spodziewać, aczkolwiek teraz było to wyjątkowo niewygodne. To co pamiętał było wyjątkowo… kłopotliwe. Sam nie wiedział czy to był sen, czy może jednak… Jak w takim razie miał z nim postępować, ze sobą i jak jeszcze ma postępować z Lynnem? Nie wiedział co było prawdą, a co nie, lecz za każdym razem jak go widział czuł się dziwnie winny.
Przynajmniej z Rosanne nie miał problemu. Oczywiście jego wyrzuty sumienia sięgały sufitu, ale chociaż Peter nie wrócił do swojej dawnej rutyny z obijania mu twarzy conajmniej dwa razy dziennie, mimo iż tamci się najwyraźniej polubili i to bardzo. Cóż, przynajmniej ona była szczęśliwa, prawda? Pozostało im tylko taktowne unikanie się do końca życia.
***
Wreszcie nastał dzień odwiedzin ojca Amona. Te kilka dni, które dzieliło go i bal spędził na milczeniu, unikaniu przyjaciół, oraz próby znalezienia sobie miejsca w tym wszystkim. Musiał się szybko ogarnąć, bo nie chciał spędzić reszty życia na chowaniu głowy w piasek, a dzisiejsza wizyta była idealnym pretekstem by to zmienić.
Ubrał się naprawdę nienagannie i spryskał wodą kolońską, jakby szedł na schadzkę do opery. Miał jedynie nadzieję, że Amon go nie wyśmieje.
Czekając w umówionym miejscu, nerwowo spoglądał na zegarek od Lynna. Musiał wyrobić w sobie nawyk nakręcania go, był przecież jego pierwszym. Och, czy on nie był piękny? Lynn naprawdę się postarał z tymi zdobieniami, w porównaniu właśnie do tego jego przyjaciela był bardzo fikuśny. Mimo wszystko czuł się źle wciąż na niego spoglądając. Zrobił się bardzo niepewny swoich uczuć, miał wrażenie że zdradził Lynna ale…
I właśnie wtedy zjawił się Amon. Nie mógł się powstrzymać od uśmiechu. - No, no. Tylko piętnaście minut spóźnienia. Robisz postępy -zaśmiał się. W końcu ruszyli. Zagaił znowu - Nie mogę się doczekać. Myślisz, że mnie polubi? - Naprawdę się o to martwił. Słyszał praktycznie dwie różne wersje odnośnie tej osoby, w ogóle nie wiedział czego się mógł spodziewać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Pon Lip 23, 2018 5:00 pm

Zastał go w umówionym miejscu, na szkolnych błoniach. W ostatnich chwilach przyspieszył kroku, jakby to miało nadrobić jego spóźnienie. Dopadł do niego, a zmiana w codziennym wyglądzie rudzielca nie uszła uwadze Amona. Powitał go śmiechem, właściwie z każdą chwilą rozkręcając się bardziej i nie mogąc opanować napadu radości. Mruczał coś w przerwach na wzięcie oddechu, jednak nie miało to większego składu.
Ujął go w końcu za ramiona, patrząc na niego zza załzawionych oczu, wyraźnie czerwony na twarzy.
- Polubi? - powtórzył z rozbawieniem, co spowodowało u niego dodatkową porcję śmiechu. Udało mu się spoważnieć na tyle, by wypowiedzieć kolejne słowa. - Byłby prawdziwym ślepcem i idiotą, gdyby cię nie pokochał, Księżniczko.
Amon często wplatał w rozmowę swoje absurdalne wstawki, mogące świadczyć o jego uczuciu do chłopaka, jednak sposób, w jaki to czynił, rozwiewał wszelakie wątpliwości. Faktem było to, że ostatnimi czasy żartował w ów sposób częściej.
Wciąż ucieszony, nie przerywając dotyku, nachylił się nad nim,  głowę układając nad ramieniem chłopaka. Zaciągnął się jego zapachem, mrużąc powieki.
- A poza tym, poczuje cię, nim cię zobaczy - uśmiechnął się jeszcze, odsuwając się bezceremonialnie, dopiero teraz gotów do dalszej podróży. - Idziemy? - machnął na niego, zaraz poprawiając torbę, do której miał zamiar zapakować wszystkie swoje rzeczy z domostwa Wilhelma.
Wszystko zwiastowało na to, że Amon był w wyśmienitym humorze. Gdy jednak ruszyli przez letnie uliczki miasta, jego nastrój uległ zmianie. Stał się milczący, niewiele żartował. Z każdym krokiem uświadamiał sobie, że ta chwila w końcu nastała. Witał w terenach, w których od dawna nie był. Wprawne oko dostrzegłoby, że się stresował.
***
Nieraz zdenerwowanie tłumił w gwałtownych słowach i czynach, jednak teraz przejęcie było widoczne w całej jego osobie.  Gdy zwolnili kroku, dostając się pod dobrze mu znaną kamienicę, przymknął się na stałe, spuszczając wzrok. Westchnął głęboko, nim wkroczył na schody kamienicy, pnąc się do góry. Jego twarz na nowo pojaśniała, jakby zebrał w sobie nowy nakład sił, aby się przemóc.
- To tutaj - poinformował przyjaciela, gdy po krótkiej wędrówce ukazały się im niepozorne drzwi, jedne z wielu na piętrze. Wyglądały niepozornie - były odrapane w okolicach ozdobnej klamki, jednak poza tym nie wyróżniały się od reszty bezbarwnych drzwi. - Powinien być na miejscu, sprawdziłem wcześniej. To naprawdę zapracowany człowiek... - wyjaśnił, lecz ton jego głosu już dawno przestał być naturalny.
Rozgrywało się tu coś bardzo niedobrego, jednak Amon nie pozwolił Mattowi nawet na chwilę zastanowienia się, odważnie podchodząc do progu i donośnie tłukąc w drzwi, oznajmiając swoją obecność. Zrobiło mu się niedobrze, oddychał dość płytko, jednak żaden wyraz niepokoju nie odbił się na spokojnej twarzy chłopaka.
Długo czekali, by drzwi zaskrzypiały, uchylając się jedynie na marne cale. Amon stojący z przodu mógł już ujrzeć część twarzy własnego ojca, wyglądającego na piętro z istnym zdziwieniem.
- Amon? - powitał go, jakby nie potrafiąc uwierzyć, w to co widzi.
Ponownie spotkanie po latach było dla nich znaczącym wydarzeniem, jednak blondyn sprawiał wrażenie, jakby bywał tu w każdą niedzielę - nic nie robiło na nim większego wrażenia.
- Ojcze - skłonił się lekko, zaraz odwracając głowę w kierunku Matta. - Przyprowadziłem kolegę. Pomoże mi zabrać resztę moich rzeczy - oznajmił dość konkretnie. - Chciałbym, abyście się poznali - dodał, już w przyjaźniejszym tonie.
Wilhelm spoglądał na swojego syna w napięciu, dopiero po dłuższej chwili decydując się na rozchylenie drzwi, na tyle, by móc ujrzeć wspominanego przyjaciela. Otaksował go wzrokiem od stóp do głów, nim wykonał jakikolwiek inny krok.
- Och, oczywiście... - powiedział półgłosem, dopiero wtedy decydując się wpuścić ich do środka.
Rozchylił drzwi, stając w korytarzu. Matt w końcu miał okazję przyjrzeć się mężczyźnie, o którym tyle słyszał, w pełnej okazałości. Gdy Amon z pełną swobodą przekraczał próg mieszkania, widoczna była różnica wzrostu pomiędzy nimi - starszy mężczyzna był o pół głowy niższy od syna. A w przypadku innych, widocznych cech wspólnych... Wcale ich nie było. Ojciec Amona wyglądał jak zupełnie obcy mu człowiek - włosy miał ciemne, rzadkie, po części siwe. Zaczesywał je uparcie do tyłu, co oddawało wrażenie, że są najzwyczajniej na świecie tłuste. Twarz miał rumianą, pulchną, z widocznymi popękanymi naczynkami. Był przeciętnej budowy, nie wyróżniając się niemal niczym. Na chwilę obecną ciężko byłoby wyobrazić sobie go w fartuchu lekarskim; swoim wyglądem przypominał raczej przeciętnego pracownika fabryki.
Gestem ręki zaprosił Matta do środka, wykonując coś, co zapewne miało być uśmiechem.
- Proszę. - Mężczyzna sprawiał wrażenie zagubionego, jakby nie wiedząc, co powinien uczynić. I w rzeczywistości tak było, goście w tym mieszkaniu to rzadkie zjawisko. Myślami sięgnął do zasad i manier, których tak dawno nie używał. - Przepraszam za bałagan, nie spodziewałem się... - wytłumaczył się prędko. Przedstawił się krótko, następnie podając Mattowi dłoń.
W rzeczywistości, na korytarzu panował lekki nieład. Mieszkanie nie zawierało w sobie tylu elementów, by nie dało się przejść bez potykania się.
- Nie mam herbaty. Może kawy? - zapytał z grzeczności, bardziej w kierunku Matta, gdyż Amon w zainteresowaniu przekroczył już próg salonu, pochłonięty obserwacją.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Pon Lip 23, 2018 7:04 pm

Acha, więc on całe przedpołudnie starał się, by wyglądać jak człowiek chcąc spotkać jego ojca po raz pierwszy i tak zostaje przywitany? Tak po prostu go wyśmiał? Zmaszczył nos, ale nie potrafił być długo na niego zły. Strasznie się cieszył na jego widok, może nawet za bardzo? Ech… Mimo swoich wątpliwości i typowego dla Amona głupkowatego zachowania był pewien, że do siebie się zbliżyli. Zawstydzał go po prostu.
- Ach! - podskoczył i jęknął bezbronny. Natychmiast zaczerwienił się jak pomidor. Skóra na jego szyi była bardzo wrażliwa; wystarczyło, że siadła tam na nim mucha, a już dostawał gęsiej skórki na całym ciele, brrr! A teraz niemalże doprowadził go do łez - Głupek… - wymruczał tylko, zakrywając swój rumieniec dłonią. I tyle było z jego fasady spokoju i opanowania, ech…
***
Matt nie był głupi. Widział, że o ile na począku nastrój Amona mu dopisywał i jak zwykle rzucał żartami na lewo i prawo, to o tyle ile się zbliżali do celu milkł, aż w końcu przestał się odzywać. Zauważył to. Martwił się tym, nawet nie chciał o tym wspominać w czasie ich podróży, ale już żałował że tam idą. Było jednak zbyt późno na to by się odwrócić. Musiał go poza tym wspierać! Chociażby nie wypytywaniem go o ojca i tym samym drażnieniem go w drodze!
W końcu dotarli. Matt rozejrzał się po okolicy. Wishtown nie było dużym miastem, ale najwyraźniej bardzo rzadko tędy przechodził (o ile w ogóle), bo za Królową Wiktorię nie mógł sobie przypomnieć tego miejsca, najwyraźniej spędzanie każdej chwili swojego życia w murach inkwizycji odbiło mu się czkawką. - Urocza okolica - w końcu się odezwał. Miał nadzieję, że tym tylko bardziej go nie zdenerwował.
Serce mu się krajało jak go widział, w takim stanie chyba po raz pierwszy. Już chciał wyciągnąć ku niemu rękę, ale… wiedział się przecież jak to się skończy, nie mógł mu pomóc. Chciał jednak, z całego serca, nie mógł po prostu być tylko kulą u jego nogi, wiedział że to głównie przez niego jest taki zestresowany. Zaryzykował, był przecież dla niego o wiele bardziej znaczący niż sam chciał przyznać, nawet jeśli nie teraz to kiedyś będzie mu wdzięczny. Ułożył mu rękę na plecach, bardzo ostrożnie. - Hej, będzie dobrze… O ile Twój ojciec nie padnie od tych perfum, hehe - z marnym skutkiem chciał rozładować atmosferę. Przełknął ślinę. Teraz kiedy miał na sobie jego uwagę, mówił dalej. - Poza tym… nie myśl sobie, że ta wizyta cokolwiek zmieni. Dalej będziesz tym samym głupkiem co zawsze - uśmiechnął się zawadiacko. Kiedy Amon się trochę oddalił dodał jeszcze cicho, by nie usłyszał. -Moim głupkiem...
Przed drzwiami również jego stres sięgał zenit. Mógł przecież jeszcze uciec, prawda? Ech… Czego się nie robi z miłości… PLATONICZNEJ OCZYWIŚCIE!!! Amon wyglądał teraz na naprawdę chorego, nie dobrze. Chyba dziś z tego nic nie wyjdzie. Nie mógł mu pozwolić iść tam w takim stanie! I już miał mu o tym powiedzieć gdy tylko…
I drzwi się otworzyło. Zamrugał. Był świadkiem naprawdę czegoś dziwnego. Czy ojciec Amona nie wiedział o jego odwiedzinach? Poza tym czuł się bardzo niezręcznie, ale to na pewno chwilowe! Przecież dobrze pamiętał jak on się czuł, kiedy pierwszy raz zaprosił przyjaciół do domu, za chwile wszystkie lody stopnieją (miejmy nadzieję, że między ojcem, a synem również), postanowił uśmiechać się najpiękniej jak potrafił.
On też przyjrzał się panu Hackettowi. W ogóle nie byli do siebie podobni! Ale z resztą kto to mówił? On też po śmierci babci był jedynym rudym w rodzinie, tak bardzo niepodobnym do nikogo. Poza tym wyglądał dość przyjaźnie. W porównaniu z jego ojcem w sumie każdy się taki wydawał, nawet Goldenmayer podczas kłótni z Christine. Nie potrafił sobie wyobrazić by mógł kogoś skrzywdzić.
- Matthew Alfred Borcke, miło mi w końcu pana poznać - uśmiechnął się szeroko, ściskając jego dłoń. - Moja matka - Grace Borcke leczyła się u pana… 20 lat temu - w sumie nie wiedział na co. Był to w sumie kolejny powód dlaczego chciał poznać doktora Wilhelma; w jego domu każdy unikał tematu jak ognia, czuł że musi się czegoś dowiedzieć.
Rozejrzał się po korytarzu, był bardzo mały i mimo bałaganu dość pusty. Oprócz swojej kuzynki i wuja nigdy nie bywał w domu kogoś biedniejszego od siebie, a więc tak mieszkają. Smutno.
- Ach tak, poproszę -uśmiechnął się niezręcznie w stronę mężczyzny, po czym uciekł w końcu w bezpieczne miejsce - do Amona.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Pon Lip 23, 2018 8:17 pm

Zmarszczył brwi, usiłując przywołać do pamięci pacjentkę o wspomnianym nazwisku przed wielu laty. Nawet jeśli oczyma wyobraźni dostrzegł rozwiązanie, pokręcił prędko głową, zaprzeczając.
- Przykro mi, nie pamiętam takiego przypadku... - tylko tyle był w stanie mu oddać, rozwiewając nadzieje na poznanie tejże tajemnicy. Mężczyzna przybrał przepraszającą minę, jakby to zależało od niego. Wkrótce z salony dobiegł ich rozbawiony głos Amona:
- Zdziwiłbym się, abyś pamiętał... - Mimo że nie widzieli już jego osoby, spokojnie mogliby sądzić, że chłopak powstrzymuje się od śmiechu.
Wilhelm zacisnął zęby, natychmiast spuszczając wzrok. Wiedział wtedy, że przyjęcie nieproszonych gości było błędem. Chociaż... Ten rudzielec wyglądał tak niepozornie, jakby przyszedł tu pokazać się z jak najlepszej strony, a nie sprawiać mu problemy.
- Tak... To ja... Pójdę zaparzyć kawy - mruknął, zapraszając Matta do salonu, samemu znikając za brudna kotarą kuchni.
Gdy Matthew przekroczył próg salonu, przed oczyma ukazał mu się dość przykry widok. Stare meble, powycierane dywany, szare od kurzu i brudu tapety, które lata świetności miały już dawno za sobą. Amon pałaszował w najlepsze, stojąc przy ledwie zastawionym regale, przyglądając się jego poszczególnym elementom. Wziął w dłoń jedno ze zdjęć spoczywających w ramce, uśmiechając się lekko. Widząc przybycie rudzielca, wyprostował się, odwracając głowę w jego kierunku.
- I jak ci się podoba, Matthew? - zapytał, nie precyzując czy ma na myśli wystrój, mężczyznę, czy może to, co sobą reprezentuje. I tak nie zależało mu na odpowiedzi. - Pewnie zastanawiasz się, po kim odziedziczyłem urodę, kiedy stoi przed tobą mężczyzna tak niepodobny do własnego syna - zagaił, co zwiastowało dłuższy monolog. Mówił głośno - mężczyzna w kuchni nie miałby żadnych niedogodności, by doskonale rozumieć każde jego słowo.
Amon wyciągnął ku przyjacielowi rękę, podając trzymane dotychczas zdjęcie. Na fotografii uwieczniona była młoda kobieta w pozycji siedzącej. Nie było tego widać w czarno-białych barwach, lecz miała ona jasny kolor włosów oraz przyjemny dla oka, łagodny wyraz twarzy. Była piękna, aż patrząc na nią nasuwało się pewne skojarzenie do postaci, za którą Amon ganiał od pierwszych lat akademii.
- Moja matka - wyjaśnił mu, co właściwie było już zbędne. W końcu przemówił z dumą, najwyraźniej wciąż nosząc pozytywne wspomnienia o tej kobiecie.
Kątem oka dostrzegł Wilhelma wkraczającego ukradkiem do salonu, niosącego na tacy cukiernicę i trzy szklanki wypełnione czarnym jak śmierć płynem. Nie przejął się jego obecnością, kontynuując wywód:
- Była pielęgniarką. Wspaniała kobieta. Była na tyle inteligenta, by zażądać rozwodu i na tyle pechowa, by go nie otrzymać - powiedział w pogodnych słowach, po których zapadła dość ciężka atmosfera. Amon sprawiał wrażenie zupełnie nieprzejętego tym faktem. - Uciekła zawczasu, nie obarczając się zbędnym balastem w postaci własnego dziecka. Ponoć dopełniła swojego żywota pomagając Inkwizycji na froncie - zakończył tę smutną historię. - Szczerze ją podziwiam - dodał jeszcze, odbierając od Matta ramkę ze zdjęciem, gdy ten zdążył się już napatrzeć.
Wilhelm sprawiał wrażenie zszokowanego opowiedzianą historia, jednak nie wtrącał się w nią, gdyż najwyraźniej żadne ze słów nie było skierowane w jego stronę. Odstawił tacę na niski stolik, rozstawiając szklanki.
- Może usiądziemy? - zapytał głucho, przystawiając odrapany fotel, zasiadając na nim. Pochylił się nad stołem, sięgając do cukiernicy. Ręce mu się trzęsły podczas nasypywania cukru, co oznaczało jedno - był trzeźwy. Nie uszło to uwadze Amona. Wilhelm poczuł się w obowiązku poprowadzić rozmowę, choć wyraźnie nie chciał tego czynić. - Znacie się z Amonem z...? - skierował pytanie do chłopca, jednak prędko mu przerwano:
- Nie ma potrzeby. Nie zajmiemy ci dużo czasu.
W rzeczywistości, ani myślał zająć wskazane mu miejsce. Poczuł, że zmarnował już wystarczająco wiele czasu. Nim jednak przeszedł dalej, zamierzał dokończyć swój teatrzyk. Otworzył torbę, która nieprzerwanie spoczywała mu na ramieniu, wydobywając z niej jedyną zawartość, jaką posiadała. Solidną butelkę alkoholu.
- Nie przychodzę z pustymi rękoma. Taka, jak lubisz, jeśli dobrze pamiętam.
Postawił ja z hukiem, aż rozstawione na stole naczynia podskoczyły. Zapadła cisza. Na twarzy Wilhelma malowało się wyłącznie zagubienie, co wyraźnie zadowalało Amona.
- Przecież wiesz, że ja już nie... - urwał, oddychając ciężko, jednak dość wygłodniałym wzrokiem obdarzył butelkę postawioną na stole.
- Nieważne. Idę do pokoju - poinformował ich tylko, wychodząc z salonu. Najwyraźniej doskonale wiedział, gdzie się kierować, o czym świadczyło rozlegające się wkrótce skrzypnięcie drzwiami.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Wto Lip 24, 2018 12:49 am

Był naprawdę naiwny oczekując, że doktor będzie pamiętał o jakiejś kobiecie będącej u niego dwie deakdy wcześniej, jak pewnie rocznie przewija się u niego tysiąc pacjentów. Ale ty jesteś głupi Matthew! - Nie szkodzi - zaczął zmieszany. - Nie powinienem w ogóle o to pytać. Przepraszam i proszę, by pan zapomniał o moim pytaniu - ale wtopa i do tego na starcie.
Rozejrzał się po salonie, ale nic nie mówił. Zrobiło się mu jeszcze bardziej przykro, niżeli wcześniej. Właśnie został całkowicie pozbawiony prawa narzekania na swoją rodzinę i swoje życie. Spuścił głowę, aczkolwiek Amon znów nie dał mu za dużo czasu na rozmyślanie, bo zaraz wcisnął mu zdjęcie pod nos.
Kobieta na fotografii rzeczywiście go przypominała, więc jednak nie był adoptowany, co za ulga (chyba). Zdziwił się tym gestem, nawet bardzo. Blondyn nigdy o niej nie wspominał, tak samo jak i o swoim ojcu; dopiero teraz Matthew uświadomił sobie jak mało tak naprawdę o nim wie. Kontemplacja nad tym faktem również była bardzo utrudniona, gdyż Amon wciąż bombardował go to kolejnymi ciężkimi do przetrawienia informacjami. Matt stał skołowany jak nigdy na środku salonu, kiedy najwidoczniej jego kolega chciał go wciągnąć w swoją kolejną brudną gierkę. Nie mógł jednak zaprotestować, ani wydusić z siebie żadnego słowa przy okazji, po prostu spoglądał raz to na chłopaka, raz na jego ojca. Nagle zrobiło mu się żal jego ojca, gdyż widział że był to wymierzony w niego atak.
- Amon, to… - oniemiał. - Przykro mi - zdołał jedynie wydukać, lecz najwyraźniej po raz kolejny chłopak postanowił zmienić temat, pozostawiając go w stanie kompletnego rozbicia emocjonalnego. Nawet nie zdążył spojrzeć na kawę, a tamten wypalił z kolejną bombą. Pobladł, widząc butelkę. Umówili się, że to on kupi prezent dla pana domu, bo Matthew po prostu nie miał pojęcia co to w ogóle miało być, oraz ani chwili czasu, lecz to… Rudzielec szybko połączył fakty z historią Lynna i dziwnym zachowaniem Amona, aż przeszedł go dreszcz. Nie wiedział co do cholery on knuje, ale nie podobało mu się.
-Chętnie napiję się kawy! - oznajmił i szybko zajął miejsce, całkowicie ignorując blondyna. Czuł, że musi ratować sytuację nim nastąpi najgorsze. Ojciec chłopaka nagle zaczął przypominać wygłodniałe zwierze, aż rudzielec się wystraszył. Wredny kutas! Bawił się własnym ojcem i jeszcze zostawił go z nim sam na sam. Niech Bóg ma dziś go w opiece!
Ostentacyjnie, wziął filiżankę do ust, ale samo zamoczenie ich koniuszka wywołało u niego skrzywienie. Jezusie Nazarejski, czy do rozcieńczenia tego płynu użyto trzech kropli wody? Natychmiast dopadł cukiernicę, ładując do swojej filiżanki łyżeczkę, po łyżeczce. Nie dawał jednak chwili wytchnienia doktorowi Wilhelmowi - Z akademii! - wypalił nagle
- Znaczy, znamy się z akademii! Już ponad pięć lat. Amon o mnie nie wspominał? - nerwowo mieszał łyżeczką kawę. - A z resztą to i tak nie tak długo jak zna się z Lynnem, prawda? Chyba zna pan go? Lynn Cavendish? Bardzo utalentowany chłopak! Z resztą tak samo jak Amon, ale co się dziwić skoro talent medyczny ma we krwi, prawda? Heheheh - nie dawał mu chwili wytchnienia. Znów spróbował kawy. Była już bardziej zdatna do picia, aczkolwiek po niej nie zaśnie na pewno przez najbliższy miesiąc.
Był pewien, że Amon ich podsłuchuje, musiał szybko zmienić temat, bo później oberwie. Rozglądał się nerwowo po salonie, ale prawie nic w nim nie było, oprócz kurzu i zimna, oraz małego regału z… - Czyta pan książki po łacinie?! - znów wypalił. - Ja na przykład z moim profesorem zajmujemy się przekładem starych manuskryptów na angielski. Skoro jest pan doktorem, pan również musi go dobrze znać, prawda? Uważam, że to fascynujący język, nie sądzi pan?! Wszystko w nim brzmi tak dostojnie i jest niezwykle melodyjny, miód dla ucha!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Wto Lip 24, 2018 12:08 pm

Gdy już przekroczyli granice niezręczności po nagłym odejściu Amona, okazało się, że może być gorzej. Wil sprawiał wrażenie, jakby wcale nie rejestrował desperackich prób podtrzymania rozmowy przez Matta. Wbił się w fotel, drapiąc paznokciami jego wytarte obicie na podłokietnikach, wyraźnie nasłuchując odgłosów z pomieszczenia obok.
Co Amon chciał osiągnąć, zostawiając ich sam na sam? Udowodnić, że jego ojciec, wbrew wszelakim plotkom, jest zwyczajnym, choć mrukliwym mężczyzną, a nie potworem z koszmarów? Póki co wszystko na to wskazywało. W pokoju sypialnym nie rozchodziły się żadne niepokojące hałasy - brak przestawiania mebli, wściekłych kroków, nawet najmniejszego szelestu papierem. I to martwiło go najbardziej. Wilhelma zwyczajnie nie było z czego okradać, jednak nie spowodowało to, że poznał odpowiedź na trapiące go pytanie.
W roztargnieniu napił się kawy, zaraz oblizując wargi i spostrzegając się, że w fotelu obok wciąż znajduje się ten młody jegomość, którego imienia już zdążył zapomnieć.
- Co? O czym ty...? - poderwał głowę, od tego momentu starając się poświęcić chłopakowi więcej uwagi. - Ach, tak. Tak. Kojarzę - mruknął bardzo oszczędnie, z pewnością nie dając rozmówcy satysfakcjonującej odpowiedzi. Mógłby dodać, że wspomniany chłopiec również zawitał w tych progach wieki temu. Tę informację, jak i wiele innych, zostawił dla siebie.
- Nie opowiadał o tobie. Ostatnimi czasy... porozumiewamy się listownie. Słyszałem, że radzi sobie całkiem dobrze. - Prosty sposób komunikacji, bez konieczności spoglądania sobie w twarz. Dość śmieszny, zważywszy na dzielącą ich odległość.
Przełknął ślinę. Nie wiedział, o co w tym wszystkim chodziło, choć jego instynkt podpowiadał mu, aby łapał ofiarowaną mu szansę i usiłował naprawić to, co wiele lat temu zrujnował. Problem leżał w tym, że Wilhelm zbyt często słuchał swojego instynktu, nigdy nie wychodząc na tym najlepiej.
- Nie czytam. Weź sobie ją jak chcesz - burknął, mylnie odbierając zachwyt rudzielca. Na resztę z serii pytań, odpowiedział mu zbiorowym: „tak”. - I, proszę... Gdy będziesz wychodził, zabierz ze sobą tę butelkę. Dziękuję za prezent, lecz nie mogę go przyjąć - dopowiedział już pewniejszym głosem, wzrok kierując wyłącznie przed siebie, mrużąc oczy podczas picia kawy.
Kolejna ciągnąca się w nieskończoność chwila niezręcznej ciszy. Jeszcze trochę i do tego przywykną. W końcu Wilhelm odważył się podjąć temat wychodzący poza marnie im wychodzący small talk.
- Powiedz mi... - zaczął, wyraźnie ściszając głos. Nachylił się nad dzielącym ich stołem.
Czuł, że więcej informacji otrzyma od chłopaka, który ma w sobie tyle empatii, by za nic na świecie nie dać ciszy zapaść, bredząc i utrzymując rozmowę ponad wszystko.
- Czemu ma to służyć? Po co naprawdę tu jesteście? - zapytał cicho, zwyczajnie nie wierząc, że Amon przyprowadził przyjaciela dla towarzystwa, chcąc się nim pochwalić przed dawno nie widzianym członkiem rodziny.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Wto Lip 24, 2018 9:39 pm

Uśmiechał się szeroko. Już dawno nie przeprowadzał takiej ciężkiej rozmowy, już wiedźmy na treningach były bardziej skore do otwierania ust, ale i z tym sobie poradzi. On sam również uchodził za mało rozmownego w takich sytuacjach, nie będzie go zbyt ciężko oceniał. Ważne było tylko, by zająć go na tyle, by nie wziął butelki, dopóki Amon tu nie wróci.
- Ach, źle mnie pan zrozumiał, nie chcę jej wziąć - zaśmiał się nerwowo siąpiąc mocną jak piorun kawę. Nie spodziewał się aż takiej osobliwej relacji między doktorem, a jego synem, chociaż… gdyby on miał taki wybór… Chyba i tak by z tego nie skorzystał. Tyle było w tym sprzeczności z tym co mówił Lynn, Amon i jeszcze z tym jak się zachowywał tu, kiedy powinien pokazać się z najlepszej strony. Już nic nie było pewne. Matthew, poczuł się trochę przez to zaszczuty.
- To prawda, panie doktorze - przytaknął mu. Dalej będzie uprzejmy, mimo wszystko, taki już po prostu był. Nawet miał pomysł jak troszeczkę ocieplić ich relację - Nawet bardzo dobrze! - zaczął. - Amon zdał prawie wszystkie testy z najwyżym wynikiem, wszyscy pokładają w nim duże nadzieje jako balsamiście, co muszę przyznać nie jest łatwym zajęciem. Wcale, a wcale. Nie skończył jeszcze dwudziestu lat, a cała Inkwizycja nawet poza Wishtown słyszała już o jego talencie i bezbłędnej intuicji. Na pewno musi być pan dumny ze swoje syna - skinął głową. Nie mógł powiedzieć nie, a blondyn na pewno ich słyszał.
Z jakiegoś powodu poczuł niebywałą ulgę w momencie, kiedy mężczyzna zadeklarował się, że nie weźmie tej butelki. Nie długo jednak panował jego względny spokój. Jego ojciec również coś podejrzewał. Twarz Matta przybrała naprawdę zdziwiony wyraz, w sumie mógł się spodziewać tego pytania, bo atmosfera w domu była naprawdę gęsta. Posmutniał. Co on miał teraz zrobić? Wzruszyć ramionami? Nie zdobyłby się na taki gest, ale prawdę mówiąc nie wiedział nic więcej niż on. Mógł się tylko domyśleć, co blondyn starał się tak ysilnie sprowokować i w ogóle mu się to nie podobało, przy czym na pewno nie będzie tym zamęczał jego ojca.
- Nie wiem… Miałem mu pomóc wziąć rzeczy - powiedział co wiedział, ale sam nie chciałby uzyskać takiej odpowiedzi. On również ściszył głos i po rozejrzeniu się, czy również ich nie podgląda troszkę się pochlił. - Ostatnio doszło do… małego nieporozumienia między nami i Amon chyba chciałby to po prostu wyjaśnić. On czasem tak ma, że zachowuje się w “ten” sposób, ale on już chyba z tego nie wyjdzie. Z resztą, pewnie wie pan o tym nawet lepiej. Nie mam jednak pojęcia do czego mu zmierza… - westchnął. Było źle. Cały czas martwił się też, że blondyn wszystko słyszał, ale w tym wypadku chyba by im przeszkodził.
Wyprostował się i mówił już normalnym tonem. - Z resztą ja sam chciałem pana poznać! - uśmiechnął się promiennie. Miał wrażenie, że przez to co powiedział każdy z nich mógłby mieć spore problemy, a na pewno on. Co mógł na to poradzić? Nie potrafił kłamać, a z resztą nie widział potrzeby.
Jego słowa okazały się jednak ostatecznym gwoździem do trumny ich rozmowy. Nastało głuche milczenie, a on nie miał pomysłu na dalszy small talk. Pewnie siedziałby tak niezręcznie dalej, ze złączonymi kolanami gdyby nie to, że przypomniał sobie o swoim przyjacielu siedzącym jeszcze ciszej od nich w swoim pokoju. Wstał natychmiast.
- Dziękuję bardzo za kawę, ale muszę wrócić do Amona. Obiecałem mu pomóc - uśmiechnął się najpiękniej jak potrafił co jak zwykle wyszło głupio. Nie chciał jednak zostawiać go samego, widząc jaki on jest skołowany i jak martwi się tym wszystkim. Nie myśląc jeszcze dłużej, szybko palnął - Może chciałby pan nam pomóc? Każda para rąk się przyda!
Nie zależnie od decyzji ojca Amona, Matthew szybko porwał butelkę i skierował się w stronę drzwi za którymi zniknął jego przyjaciel. Oczywiście nim wszedł zapukał.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Sro Lip 25, 2018 12:55 am

Od kiedy padł temat jego syna, przysłuchiwał mu się z uwagą, co nie było widoczne na pierwszy rzut oka. Mężczyzna popijał swoją kawę, spoglądając tępo przed siebie, wewnątrz jednak czując dumę, której, mimo wszystko, nie miał prawa w sobie nosić. Pociągnął kolejny łyk mocnej kawy, odkładając szkło na podstawkę.
- Kto by się spodziewał... - westchnął, nie zdradzając swojego zadowolenia poza krótkim uśmiechem. Wspomniał stare czasy, kiedy miał jeszcze większą kontrolę nad synem, możliwość ingerowania w jego czas wolny, decyzje... Najwyraźniej swoboda, jakiej doświadczył żyjąc na własną rękę, wyszła mu tylko na dobre. Cieszył się w głębi serca, nie mając ku temu żadnych podstaw, jako że nie dołożył ani jednej cegły w tym fundamencie; wręcz przeciwnie, podkopywał je z pełną premedytacją.
Mężczyzna z wyraźną ulgą przyjął wyjaśnienie swojego gościa. Ten sprawiał wrażenie szczerego, a właściwie równie zagubionego co pan domu. Od tego momentu atmosfera nieco rozluźniła się, choć nie spowodowało to, że Wilhelm był bardziej rozmowny. Kiwnął jedynie głową, mówiąc:
- Skoro tak... - mruknął, milknąc, aż zdawać by się mogło, że nigdy nie skończy urwanej wypowiedzi. - Cieszę się więc z odwiedzin.
Autentycznie przyjął ten nowy, niespotykany stan rzeczy z wyjątkowym sobie spokojem. Czyżby los się do niego uśmiechnął? Wiele lat minęło... Człowiek jest skłonny, by wybaczyć, nawet jeśli nie zapomni...
- Potowarzyszę wam z przyjemnością - przytaknął mu, dopijając kawę do końca i podnosząc się z fotela. Fakt porwania prezentu nie uszedł jego uwadze, lecz starał się odepchnąć wciąż krążące nad nim, czarne myśli.
Drzwi od sąsiedniego pokoju były uchylone. Przemierzając krótką podróż przez szary korytarz, w końcu mogli dosłyszeć obecność chłopaka, który nie raczył odpowiedzieć na pukanie. Wilhelm uśmiechnął się przepraszająco, popychając drzwi i wpuszczając rudzielca przodem.
Przed oczyma ukazała się im równie nijaka sypialnia, zaopatrzona w biurko, regał, sporych rozmiarów szafę, łóżko z lampką nocną i komodę. Oraz Amon odwrócony do nich tyłem, twarzą zwrócony w kierunku poszarzałego od kurzu okna. W rękach dzierżył papiery, którym poświęcał swoją uwagę.
- Śpisz w tym pokoju? - prychnął im na powitanie z rozbawieniem, które nie było zbyt przyjemne dla ucha.
- Mhm - mężczyzna kiwnął głową wydając z siebie jedynie pomruk.
Amon odwrócił ku niemu twarz, niezdradzającą żadnego wyrazu. Dopiero teraz byli w stanie dostrzec, że w dłoniach trzyma dziesiątki pojedynczych, pożółkłych i pofałdowanych od wilgoci kartek z rysunkami. Przeglądał je starannie, lecz na pierwszy rzut oka nie różniły się one niczym - wykonane były w podobnym stylu, podobnymi narzędziami, w jednakowych, bo w czarnych barwach. Nie kontynuował podjętego tematu, widząc postać rudzielca, a właściwie bardziej skupiając się na tym, co ten ze sobą przyniósł.
- Odłóż to, Matthew - rozkazał mu twardo, poważniejąc, jakby uszła z niego cała chęć do żartów.
Wilhelm prędko starał się załagodzić sytuację:
- Co chcesz ze sobą zabrać? Pomóc ci? - usiłował skupić jego uwagę na powodzie, dla którego w ogóle tu zawitał.
- Nie - odpowiedział natychmiast. - Stój i się przyglądaj - polecił mu niezbyt przyjaźnie. Przynajmniej z powodzeniem porzucili temat butelki alkoholu. - Poznaliście się już lepiej? - zapytał kpiąco, uśmiechając się do nich. - Jak ci się podoba mój ojciec, Matt? Nie taki zły, jak go malują, prawda...? - skierował pytanie do rudzielca, ignorując obecność Wilhelma.
Jednocześnie złożył trzymane papiery wpół, rozglądając się po pomieszczeniu za swoimi starociami.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Sro Lip 25, 2018 2:06 pm

Jego uwadze również nie uszło to lekkie rozluźnienie atmosfery. Kto wie, może jeszcze z tego coś wyjdzie? Zapaliła się w nim iskierka nadzieji.
Jednak kto jak kto, ale Amon potrafił ją zgasić nawet przed powiedzeniem jakiegokolwiek słowa. Okno było zamknięte, lecz pokój do którego weszli był naprawdę zimny i nie chodziło mu tu o wystrój, bo chyba już się do niego przyzwyczaił, lecz o to co w nim się działo. Nie potrafił za bardzo tego wytłumaczyć, ale miał wrażenie, że działo się kiedyś w nim coś złego; ściany przesiąknięte były bólem, złością i żalem, mimo iż żaden z nich się nie odzywał. On był tu tylko intruzem, pomiędzy tymi bolesnymi latami dwóch mężczyzn, nie miał ty czego szukać, ani gdzie uciec.
Każde jego słowo potwierdzało tezę Matthewa. Nic nie mówiąc, po prostu odłożył butelkę na biurko i dalej przyglądał się sprawie z boku. Spojrzał przepraszająco na pana Wilhelma, gdyby tylko wiedział, że tak będzie to wyglądało, zapewne zostałwiłby go w spokoju w salonie.
- Nie, nie jest… - odpowiedział cicho, lecz równie sucho, kierując głowę w stronę blondyna. Więcej słów było zbędne. - I proszę, nie mów do mnie w ten sposób - dodał chłodno. Będzie musiał się rozmówić z chłopakiem, kiedy tylko jego ojciec zostawi ich samymi, bo jego zachowanie robiło się powoli nie do zniesienia.
- Mam nadzieję, że przygotowałeś coś podczas mojej nieobecności - pozwolił sobie jeszcze dorzucić, przy własnym ojcu chyba nic by mu nie zrobił. - Chcesz to wziąć? - wskazał na papiery trzymane przez Amona, już odrobinę pogodniej. - Mogę..? - podszedł do niego. Domyślił się, że są to szkice, a na nie zawsze uwielbiał patrzeć.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Sro Lip 25, 2018 9:22 pm

Trzymał się całkiem twardo, jak na jedyną osobę w pomieszczeniu o wyraźnie innym nastawieniu. Szedł pod prąd i nic nie wskazywało na to, że sprawia mu to jakąkolwiek trudność. Rozmowa po wszystkim było prawdopodobne... o ile tylko Amon zechce wyjaśnić się, dlaczego za wszelką cenę chce pokazać się z najgorszej strony.
Wilhelm zgodnie z poleceniem syna wycofał się, oddając im całą przestrzeń pokoju. Nie opuścił go w całości, krzyżując ręce na piersiach i opierając się o ścianę tuż przy drzwiach.
Amon wyciągnął dloń z niespiętymi kartkami, złożonymi wpół bez wielkiego szacunku. I tak nic by im już nie zaszkodziło.
- Spakuj je - polecił krótko, nie tracąc czasu. Zajrzał wkrótce pod łóżko, w nadziei, że tam znajdzie resztę swoich rzeczy. Nie mylił się, wysunąwszy karton wypełniony po brzegi zeszytami. - To był mój pokój, Matt. Niegdyś spędzałem tu naprawdę dużo czasu - odezwał się niespodziewanie, nie spoglądając jednak na rudzielca, a na własnego ojca, jakby powiedział znany tylko im żart.
Mężczyzna odwzajemnił spojrzenie, lecz nie zareagował. Powoli stawało się jasne, co Amon chciał osiągnąć swoim zachowaniem. Za wiele złośliwości padło, by mógł sądzić o przypadku. Chłopak najwyraźniej chciał sprowokować własnego ojca.
Usiadł na skraju łóżka, przerzucając z wolna zeszyty z jego ostrym, niewyraźnym pismem. Wybrał kilka z nich, pakując je do torby. Do torby Matta kazał wcisnąć drewniane pudełko, które okazało się być zepsutą pozytywką. Kontynuował swoją przesyconą jadem opowieść:
- Kiedyś to mieszkanie było inne. Żywe, w pełni umeblowane. Ale... były to czasy, gdy sąsiedzi nie wytykali mojego ojca palcami - westchnął, niby w tęsknocie do wspomnień.
Nie mógł powstrzymać przelotnego spojrzenia na Wilhemla. To co ujrzał na jego twarzy, rozsierdziło go do granic możliwości. Spokój. Słyszał o jego zmianie, lecz nie potrafił w to uwierzyć. Był to mężczyzna pogodzony z losem. Nie dał się sprowokować. Nie chciał wiele. Jedynie naprawy minionych grzechów, jeśli los da mu okazję. Nie oczekiwał więcej, bo wiedział, że na więcej nie zasługuje.
Nim odstawił karton na swoje miejsce, w oko Amona wpadł element wystroju, którego wcześniej nie widział. Mala, niepozorna książeczka spoczywająca na szafce przy łóżku, ułożona okładką do dołu.
- Czy to...? - wypowiedział w pełni rozbawienia, natychmiast sięgając po dostrzeżoną książkę. Uniósł ją przed twarz, natychmiast kartkując. Drobny druk, kolumny, setka przypisów. Nie musiał patrzeć na tytuł, by wiedzieć, że ma do czynienia z Pismem Świętym. - Zacząłeś wierzyć w boga? - prychnął, machając książeczką w powietrzu.
Z satysfakcją obserwował zmiany pojawiające się na twarzy Wila. Starszy mężczyzna podszedł do niego, zaciskając zęby. Gdy sądził już, że książka zostanie mu odebrana siłą, mężczyzna zatrzymał się dwa kroki od niego, wyciągając pewnym gestem dłoń.
- To nie należy do ciebie. Odłóż to - polecił mu, stanowczym, lecz wciąż spokojnym głosem.
Amon przechylił głowę, przyglądając się to książce, to stojącemu naprzeciw mężczyźnie. Uśmiechnął się. Dokonał wyboru, wyciągając ku niemu przywłaszczony przedmiot. Wil przyjął to z ulgą, lecz gdy sięgnął... Pismo Święte wysunęło się z palców Amona z cichym plaskiem lądując na podłodze.
- Och - westchnął z udawanym zakłopotaniem, ani myśląc się schylać. Był czujny, gotowy na wszystko. Wszystko... jednak nie wydarzyło się zupełnie nic.
Wil niemal dosłownie nadstawił drugi policzek. Bez cienia złości czy wstydu, pochylił się nad książką, podnosząc ją i z szacunkiem wycierając z kurzu. Odsunął się, nie chcąc mu przeszkadzać w dalszej pracy.
Było to zbędne, gdyż jedyne co potrafił uczynić w danej chwili Amon, ograniczało się do otwierania szeroko oczu, w najszczerszym zdziwieniu.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Pon Lip 30, 2018 1:02 am

Matthew ochoczo przejął szkice blondyna, po czym usadowił się gdzieś w kącie, by móc je ukradkiem i w spokoju przejrzeć. Były bardzo zamazane i niestety zostały naznaczone przez ząb czasu, ale wciąż było widać jeszcze co się na nich znajdowało. Nic specjalnego tak szczerze; martwa natura, pejzaże, jakieś figury ludzkie, których nie rozpoznawał. Widać było, że nie pochodziły z jednego okresu: jedne wyglądały już naprawdę porządnie, choć nadal amatorskie, a z drugiej strony były też bazgroły małego dziecka. Matthew uśmiechnął się sam do siebie. Było w tym coś uroczego, podobnego do przeglądania albumu rodzinnego, z tym, że poznawało się tylko jedną osobę jakby od środka, często od tej strony której niekoniecznie by chciała, a nie wykreowaną przez krewnych lalkę, pokazaną w jak “najlepszym” świetle, by zrobić wrażenie na ludziach postronnych.
Stare szkice kolegi okazały się być małą oazą spokoju na tej pustyni niepewności w tym pokoju. Im więcej ich przeglądał, tym bardziej był nimi oczarowany. W szczególności spodobały mu dziecięce rysunki pewnej kobiety, zapewne jego matki; uśmiechniętej, w otoczeniu przeróżnych rzeczy, czasami w domu, czasami w lesie, a czasami w otoczeniu rodziny. Jak nie trudno było się domyśleć, jego serduszko rozpuszczało się w tym momencie. Ach, on zapewne swoje już dawno temu wyrzucił! Aż miał ochotę ich poszukać, chociaż jego rysunki na pewno nie przedstawiały tak szczęśliwej rodziny; prawdę mówiąc o ile dobrze pamiętał to wolał rysować rzeczy z wyobraźni, osoby, przygody, cokolwiek… Przynajmniej dopóki po prostu nie przestał.
Pewnie by go skonfrontował ze swoimi przemyśleniami, albo chociaż wyraził jakoś uroczość tego, co właśnie zobaczył. Nie było mu to jednak dane, jak zwykle zresztą, ponieważ podsunięto mu kolejny obiekt zainteresowania. Pozytywka! Niestety nie mógł jej teraz nakręcić. W środku znajdowała mała figurka łabędzia, oraz zepsuty mechanizm. Szkoda, że nie było z nimi tu Lynna.
Myślał, że może już uda im się tu rozluźnić, och, jaki on był naiwny. Amon naprawdę potrafił go zaszokować tym co mówił. Nie odezwał się jednak, lecz spojrzał na jego ojca nerwowo. Nie wiedział czego spodziewać. W jego domu takie coś, by nie przeszło. Zazwyczaj jego ojciec nawet nie musiał się odzywać, a każdy z podkulonym ogonem wracał na swoje miejsce, aż strach pomyśleć co mógłby zrobić doktor Hackett, mimo że nie widział w nim na razie cienia agresji to nie ufał mu jeszcze do końca. Kolejny raz go jednak zszokowało, właściwie brakiem jakiejkolwiek reakcji. Chyba… chyba poczuł ulgę.
Blondyn jednak nie miał zamiaru przestawać. Chciał sprowokować swojego ojca, tylko co się stanie jak już przekroczy tę granicę? Co on chciał tym osiągnąć na dłuższą metę? Aż strach było pomyśleć… On jednak nie potrafił nic z tym zrobić. Znał go długo i czasem potrafił się mu postawić, ale tym razem był sparaliżowany, i jeszcze kiedy wziął to Pismo Święte… Potrafił tylko się przyglądać z otwartą buzią. Przełknął ślinę, kiedy książka z plaskiem uderzyła o podłogę, wtedy dopiero zmarszczył brwi i spojrzał na Amona. Kiedy tylko będą sami to zrobi mu tu piekło na ziemi, niech tylko jego ojciec wyjdzie, a jeśli sam tego nie zrobi, to się go pozbędzie, inaczej skrzyczy Amona przy nim! A przynajmniej spróbuje...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Sro Sie 01, 2018 11:44 pm

Świat zwolnił. Wilhelm ugiął własny kręgosłup, w milczeniu naprawiając występek Amona. Nie uniósł się agresją, nie usiłował pouczać syna; nie wyrzekł ani słowa. Nie przewidział tego, co spowodowało, że na moment zwątpił, jakby tracąc stabilny grunt pod stopami. Powinien czuć się co najmniej zakłopotany. Czyżby prawda, którą chciał obnażyć wyglądała zupełnie inaczej, niżby się tego spodziewał?
Nie okazywał długo zdziwienia, pomimo obcej mu sytuacji. Odwrócił się tyłem do starszego mężczyzny, uwagę skupiając na wetknięciu kartonu z powrotem pod łóżko. Przytknął czubek nogi do boku pojemnika, gdy pomiędzy okładkami książek i zeszytów dostrzegł znaną mu kopertę. Tę samą, którą zaadresował do ojca wiele lat temu. Tutaj więc składował otrzymywane listy...
Listy, które wymieniali w zastępstwie rozmowy twarzą w twarz. Postawił stopę na ziemi, rezygnując z pierwotnego zamiaru. Mimowolnie poddał się wspomnieniom, tak intensywnym od początku swojego powrotu do miejsca, w którym się wychował. Pamiętał doskonale, jak w pierwszych listach po przeprowadzce do Akademii, Will wyładowywał swoją frustrację, nie mogąc pogodzić się z myślą o stracie syna. Kazał mu wrócić. Groził. Wyklinał. Aż w końcu błagał i obiecywał zmianę. Krótki okres, w którym listy ojca pozostawały bez odpowiedzi; bez cienia pewności, czy w ogóle trafiają przed nos adresata.
W ciągu następnych lat wymienili wyłącznie formalności - podpisywanie niezbędnych przez rodzica dokumentów, czy przekazań pełnomocnictwa. Sucha relacja, opierająca się na zdystansowanych, grzecznościowych formułkach. Aż do kolejnej prośby o powrót. Ze słowami, których nie zapomni do końca życia. Prosta obietnica o naprawie wszystkiego, przypieczętowana liczbą dni, w których nie zaglądał do szklanki. Sprawiał wrażenie odmienionego, szczęśliwego człowieka. A tego Amon już zdzierżyć nie mógł.
Do pełnego rozgrzeszenia potrzebował obecności syna. Jego akceptacji, świadomości rodzącej się w nim zmiany. Nie porzucił nadziei o jego powrocie... do kiedy Amon z żywą przyjemnością nie pogrzebał jej w swoich kolejnych listach.
Pisał je z intensywnością, jakby pragnął nadrobić lata milczenia. Nie tylko odmówił własnemu ojcu. Nie zbył go milczeniem. Nie, to by było zbyt proste. Tym razem... on zaczął grozić. W drobnym, krzywym piśmie zawierając wszelakie szczegóły planów, jakimi obdarzał mężczyznę, gdy los ofiaruje im już kolejne spotkanie. Regularnie wywoływał w nim niemy strach, jakiego Wil wcześniej nie znał ani nigdy nie myślał doświadczyć od osoby, z którą - wbrew wszystkiemu - łączyły go wciąż więzy krwi. Miały miesiące pełne skrupulatności i systematyczności w pogróżkach, jednak nigdy nie udowadniając siły swojego słowa.
Gdy w końcu doszło do konfrontacji, nic nie zwiastowało tragedii. Nim Wilhelm otworzył drzwi do własnego domostwa, dokładnie zlustrował posturę Matta, jakby ten miał pomóc Amonowi w jego diabelskim planie. Bał się. I ciążąca w mężczyźnie niepewność radowała Amona, mimo że sam do ostatnich chwil nie wierzył, że uda mu się ponownie przekroczyć próg mieszkania swojego dzieciństwa.
Długo zajął mu powrót na ziemię. W końcu udało mu się wsunąć karton pod łóżko. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Ta wizyta była zbędna. Nie istniał ni jeden przedmiot, który był mu potrzebny do życia. Przelotem obdarzył wzrokiem lapnę przy łóżku, prędko rezygnując z absurdalnego pomysłu zabrania jej do internatu. Powrócił spojrzeniem do Matta, wciąż trzymającego w dłoniach pozytywkę.
Rozczulił go ten widok. Powstrzymał drobny uśmiech, zbliżając się do chłopca i ujmując skraj pozytywki po przeciwnej stronie, delikatnie łącząc ich palce na ułamek sekundy.
- Dostałem ją już zepsutą. Nigdy nie usłyszałam, jak gra - poinformował go cichym, lekko rozmarzonym głosem.
Gdy stali tak złączeni wyłącznie drobnym przedmiotem pomiędzy nimi, Wil odważył się przemówić, wyjątkowo bez pytania.
- Nie musisz tego robić - zaczął, a Amon już wtedy wiedział, dokąd to zmierza. Nie odwrócił się, wzrok wciąż wbijając w chłopaka naprzeciw siebie. - Nie ma potrzeby, byś zabierał te wszystkie rzeczy...
Odpowiedziało mu wyłącznie milczenie, przerwane jedynie głębszym oddechem, zwiastującym ciszę przed burzą. Wilhelm nie zamierzał się poddawać:
- To co było... Naprawdę. Nie musisz... - plątał się we własnych słowach, zażenowany obecnością obcej osoby, przy której musiał uzewnętrznić swoje najgorsze błędy, zmierzając wyraźnie do przeprosin. - Zawsze możesz tu wrócić.
Prychnął, zamierzając go skrzętnie ignorować. Drgnął, spuszczając wzrok z oczu Matta, jednak wciąż nie poświęcając cienia uwagi Wilhelmowi. Do kiedy ten nie ujął jego przedramienia, usiłując odwrócić go w swoją stronę.
Amon szarpnął się jak oparzony, wyrywając się z uścisku. Ślad po jego łagodnym wyrazie twarzy zaniknął do reszty. Spoważniał, oddając miejsce wrogiemu ostrzeżeniu.
- Nie dotykaj mnie - syknął przez zaciśnięte zęby.
- Posłuchaj mnie, Amon. Posłuchaj mnie raz, a...
Najwyraźniej nie znał swojego syna wcale. Wysłuchiwanie ojca było ostatnim, co mógł w danym momencie uczynić Amon.
Nie myśląc wiele, wyszarpał z dłoni Matta pozytywkę, biorąc potężny zamach, by z pełnym impetem zakończyć swój cios na skroni Wilhelma.
Wszystko działo się w jednej chwili. Amon dopadł do ojca, szarpiąc jego kołnierz, siłą popychając go w kierunku szafy, na której ostatecznie wylądowali. Warknął ze złości, chwilę po tym, gdy krew pociekła wąską stróżką z głowy mężczyzny, a zepsuta pozytywka upadając na ziemię zdobyła nowe rysy na swojej powierzchni. Sekundę później Wil zaczął się bronić.
Na daremno. Amon nie był już małym chłopcem, który potrafił się jedynie skulić w obawie przed kolejnym ciosem. Był rosłym mężczyzną, w pełni siły, która teraz wykorzystywał w zdecydowanie niewłaściwym celu...
Warknął w odpowiedzi coś niezrozumiałego, dłoń układając w pięść. Niezależnie od tego czy Matt zwijał się ze strachu w kącie, czy usiłował ich rozdzielić, Amon nie zamierzał odpuszczać. Kopnął mężczyznę kolanem, trafiając gdzieś w skraj uda, doprawiając zaraz ciosem w głowę. Doszło do szarpaniny, lecz Wil zdążył wypowiedzieć słowa we własnej obronie, osunął się po drzwiach szafy na ziemię, jęcząc z bólu i trzymając się za skroń.
Był przytomny, gotów powstać. Na co Amon nie zamierzał pozwolić. Silnym, zdecydowanym ruchem, wymierzył kopniaka, obcasem buta celując wprost w twarz własnego ojca.
- Zrób światu przysługę i w końcu zdechnij - warczał pomiędzy kolejnymi kopnięciami.
Kopałby go do skutku - do kiedy z twarzy mężczyzny nie pozostał krwawy strzępek, gdyby nie ogarniające go w jednej chwili mdłości. Przytknął obitą dłoń do ust, jakby to miało pomóc mu w niezwróceniu śniadania.
- Spadamy stąd, Matthew - zarządził twardo, choć jego głos zdradzał roztrzęsienie.
Nie wytrzyma tu ani chwili dłużej. Grunt pod stopami blondyna wirował, a ściany, w których spędził całe dzieciństwo wydłużyły się, jakby chcąc go przygnieść i uwięzić na zawsze. Nie mógł dłużej zgrywać obojętnego. Nie po tym, co właśnie miało miejsce.
Przestąpił pierwszy krok, zaraz rzucając się do szaleńczego biegu, chcąc jak najszybciej oddalić się od tego przeklętego miejsca.
***
Przemierzył schody, kilkanaście kroków na zalanej słońcem uliczce, aby skręcić w ciemny zaułek, w którym ludzie składowali śmieci, czując, że dłużej nie da rady uciekać. Oparł się obiema dłońmi o chłodny mur, pochylając głowę. Wypluł ślinę, blady jak kreda na twarzy, wciąż nie potrafiąc przetrawić tego, co zdarzyło się przed minioną chwilą.

// XD

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Czw Sie 02, 2018 1:41 pm

No i świetnie, po raz kolejny został wkręcony w jakąś intrygę blondyna, a mogło być tak ładnie! Ale nie! Jego ojciec również nie miał zamiaru zostawić ich w spokoju i nie dolewać oliwy do ognia. To musiało się skończyć jakimś wielkim nieszczęściem, wiedział to! Ach, znów musiał przeżywać tyle stresów, jakby nie miał ich dość w pracy i we własnym domu! Następnym razem, kiedy ktokolwiek będzie mu proponował odwiedziny chyba dostanie migreny. Cóż, nie może uciec; trzeba być silnym i zacisnąć zęby!
Jak on to robił? Wystarczyło, że spojrzał na niego i się zbliżył, a na jego twarz od razu wdzierał się uśmiech. Tak właśnie się działo, kiedy był dla niego taki delikatny - wystarczyło muśnięcie opuszkami jego paców, a już było mu błogo. Nie rozumiał tego, jakby mieszkały w jego ciele co najmniej dwie różne osoby, co gorsza nigdy nie było wiadomo, która z nich w danym momencie dojdzie do głosu. Nie potrafił się właśnie przez to cieszyć tą chwilą, miał wrażenie, że ciągle ktoś ma nóż zdecydowanie za blisko jego gardła, albo że jest na czyimś celowniku. Odbijało się to na jego twarzy - nie czuł się komfortowo.
Jak widać nie tylko on. Amon, który już od dłuższego czasu wpatrywał się w sam środek jego duszy, również nie był kontent z przebiegu tej sytuacji. Wprost proporcjonalnie do słów wypowiedzianych przez jego ojca, rosło napięcie na jego twarzy. Matthew czuł to ze zdwojoną siłą, jakby pozytywka stała się narzędziem łączącym ich ciała, a może było to to słynne astralne połączenie? Nie ważne. W momencie, kiedy Wilhelm złapał syna za jego przedramię. Wtedy jakby odruchowo zrobił krok w tył - wiedział, że od tragedii dzielą już ich tylko sekundy.
To wszystko znów stało się za szybko. Nagle nie miał już pozytywki w dłoniach i rozległ się huk, a on znów stał jak słup soli, próbując za tym nadążyć. Nie ważne jak bardzo spodziewał się ostrej konfrontacji, to brutalność Amona w tej chwili zmroziła jego krew w żyłach. Był przerażony z jaką prędkością zmienił się w wygłodniałe zwierze, będące gotowe zabić, by tylko się obronić. Zrobił się blady, a jego serce waliło jak oszalałe. Musiał coś zrobić, bo ojciec Amona zaraz zostanie rozerwany na strzępy.
- AMON, PRZESTAŃ!!! - wrzasnął roztrzęsiony jak jeszcze nigdy, rzucając się ku nim, by ich rozdzielić. - Zostaw go! Nie widzisz?! Ma już dość! - nie miał pojęcia co do niego przemówi, ale najwyraźniej chłopak wpadł już w trans, i żadne krzyki, i płacze do niego nie dotrą. On jednak musiał ich rozdzielić, nawet jeśmi miałby kopać, gryźć i drapać. - Zostaw go!!! - zawołał jeszcze raz żałośnie. Nagle, nie wiadomo który z nich go odepchnął z takim impetem, że poleciał na drugi koniec pokoju. Uderzył o coś bokiem głowy, nawet nie wiedział o co, ale zrobiło mu się ciemno przed oczami. W tle słyszał jeszcze jakieś wrzaski i huki, ale nie był w stanie się podnieść.
Dopiero, kiedy zdawało się że już jest po wszystkim wsparł się na drżących rękach i spojrzał w ich sronę. Obraz był niewyraźny i wszystko wokół zdawało się kręcić. Na szczęście jego okulary nie spadły zbyt daleko. Szybko wstał na równe nogi, co tylko wzmożyło jego ból głowy, nie był to jednak teraz ważne.
Nie zdążył dojść do siebie, a Amon wybiegł z pokoju jak oparzony. Rudzielec nic już nie rozumiał. Podszedł ostrożnie do leżącego na podłodze doktora, jednak jego widok nim wstrząsnął, na zawsze wypalając się w jego pamięci - jego twarz cała była we krwi, nabrzmiała i jeszcze puchła, do tego mężczyzna zwijał się z bólu. Zakrył usta dłonią. Nie mógł jednak teraz panikować. - Proszę pana, słyszy mnie pan?! - pytał gorączkowo, na co odpowiadały mu jedynie przygłuszone pomruki. Nie potrafił mu pomóc sam. - Proszę się nie ruszać, zaraz przjdzie pomoc! - zawołał, po czym on również wybiegł z mieszkania, na korytaż i w końcu na ulicę.
Niedobrze, niedobrze! Co miał teaz robić?! Wzywać pomocy? Do szpitala tak daleko, a wątpił, że na ulicy znajdzie kogoś kto mu pomoże, był bezsilny, a czasu coraz mniej. Zdesperowany zaczął wołać blondyna, nie mógł uciec daleko, a on jedyny mógł mu pomóc, nie zależnie od tego że to on to zrobił.
Intuicyjnie, pobiegł w prawo. Jak widać świat był dziś łaskawy, bo spotkał go w pierwszej ciemniejszej uliczce, w którą spojrzał. Zatrzymał się i patrzył na niego jak wryty -AMON! - zawołał, stąjąc zaraz przy wejściu do niej. Nie chciał się do niego zbliżać bardziej, cały czas miał przed oczami jego furię, teraz również, kiedy był pozornie spokojny. On jednak nie miał zamiaru zostawiać go w spokoju. Należało mu się chociażby wytłumaczenie, cokolwiek!
- Coś ty, kurwa, najlepszego zrobił?! CO TO MIAŁO BYĆ?! - mówił roztrzęsionym głosem. Minę miał jakby miał zaraz płakać, jednak adrenalina i złość nie pozwalały mu na to w tym przypadku. - ODPOWIEDZ MI, DO CHOLERY JASNEJ!!!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Czw Sie 02, 2018 8:37 pm

Matthew najwyraźniej wiedział już, jak obchodzić się z Amonem. Widział to w jego oczach, gdy niespodziewanie pojawił się w jego, jak mu się zdawało, zacisznym kącie. Zachował bezpieczną odległość. Nie próbował go uspokajać ani go gorsza - dotykać. Każdy przejaw poskromnienia jego gorącej wściekłości poskutkowałby kolejnym wybuchem, coraz trudniejszym do opanowania.
Uniósł głowę zza ramion wspartych na murze, wciąż dysząc ze zmęczenia, a może z nadmiaru emocji. Kątem oka zaczerwienienie na swoich knykciach, których nawet nie czuł przez płynącą w jego żyłach adrenalinę.
Co to było? Głupie pytanie. To był dowód. Zaplanowana zemsta, za słowa, których nigdy mu nie zapomni.
Oderwał się od ściany, prostując się i ustawiając przodem do chłopaka stojącego na tle jasnej uliczki. Zacisnął zęby, wykonując drapieżny uśmiech, w którym zdecydowanie nie było niczego radosnego.
- Jesteś z siebie zadowolony, Matt? - zapytał złośliwie, ignorując wszystkie jego słowa. Zbliżał się do niego powoli, wyciągniętą dłonią wodząc po stojącej obok ścianie budynku. - Niedaleko pada jabłko od jabłoni? O nie, Matthew - zaprzeczył niskim, gardłowym głosem.
- Nie. Jestem od niego gorszy. Pamiętliwy - mówił, a dystans pomiędzy nimi niebezpiecznie się kurczył. - Mściwy. Wchłonąłem całe zło, które niegdyś w sobie nosił. On... Zapomniał. Zmienił się. Ja nie zapomnę nigdy - dokończył twardo, pewny jak niczego innego na świecie.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Czw Sie 02, 2018 10:51 pm

Nie rozpoznawał postaci z ciemnej uliczki. Miał wrażenie, że ma do czynienia najprawdziwszym koszmarem, w niczym nie przypominającego jego przyjaciela, nawet z sylwetki. Ta postać była, poskręcana, jak wystraszone zwierze, nie było w niej śladu typowej pewności siebie blondyna. Bał się jeszcze bardziej, niż w domu, kiedy tamten katował własnego ojca - teraz to on był na celowniku.
Zbliżał się, a z każdym krokiem Matthew bał się coraz bardziej. W pewnej chwili miał już zrobić trzy kroki w tył i uciekać, ale… nie mógł. Co by to zmieniło? Zostawiłby pana Wilhelma krwawiącego na podłodze i swojego przyjaciela w takim stanie, był teraz jedynym który mógł coś zrobić, i po mimo strach i bólu (czuł już jak strużki krwi spływają po jego prawym policzku) to on nie schowa głowy w piasek.
Nagle stanął w pewniejszej pozycji, zaciskając przy tym pięści. Może w końcu jego przygotowania na treningach do przesłuchań w końcu się na coś przydadzą? Musiał teraz za wszelką cenę zachować zimną krew.
- Nie, nie jesteście podobni - potwierdził, bardzo, ale to bardzo spokojnym tonem. Właśnie tego potrzebował teraz blondyn. Jego słowa były bardzo niepokojące, ale nie mógł się nimi za bardzo przejmować. Były wypowiedziane pod silnymi emocjami, a takich to prawie w ogóle nie liczył. Teraz najważniejsza nie była racjonalna polemika, ale wybudzenie jego Amona z tego stanu. - Nikt od ciebie nie wymaga, byś o tym zapomniał. Jestem pewien, że nawet twój ojciec zdaje sobie z tego sprawę, że mu tego nie zapomnisz, a tym bardziej wybaczysz. Przeżyłeś z nim piekło i masz pełne prawo być tak mściwym i pamiętliwym jak bardzo jak chcesz - kontynuował. Nie miał pojęcia co z nim się tak naprawdę działo w młodości, ale po jego zachowaniu mógł być pewien, że nazywając to piekłem wypowiedział chyba największy eufemizm w historii. Chciał jednak grać tą samą melodię co on, inaczej go straci.
- Ta cała sytuacja… To moja wina - mówił śmiertelnie poważnie. - Mieliście ze sobą bezpieczny układ, żaden z was nie wchodził drugiemu w drogę, bez konfrontacji. Niepotrzebnie wyciągnąłem te brudy na powierzchnię. Gdyby nie ja nie czułbyś się zobowiązany, by wyprowadzić mnie z błędu, a przy tym się z nim spotykać. Nie powinniście się byli jeszcze spotykać, a ja z butami weszłem pomiędzy was i oczekiwałem… w sumie sam nie wiem czego. Widowiska? Wybacz mi Amon, nie miałem prawa grzebać w twojej przeszłości - stał prosto i pewnie, ale w środku go rozdzierało. Mówił w głównej mierze to co myślał, że Amon chciał usłyszeć, ale nie kłamał ani trochę. Popełnił bardzo duży błąd i teraz przyszło mu płacić za swoje słowa.
- Twój ojciec nie jest zły; zmienił się i ty Amon… ty też nie jesteś zły, a już na pewno nie gorszy - zadrżała mu warga. Teraz naprawdę przyszła mu ochota na płakanie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Sob Sie 04, 2018 7:20 am

Choć zaskoczył go spokój Matta, niczego nie dał po sobie poznać. Nie chciał go słuchać. Na ten zarzut nie było dobrych odpowiedzi. Wszystko, co wypowiadał Matthew, drażniło go, sprawiało, że rodziły się w nim instynkty, o których nawet nie miał pojęcia. Zwłaszcza, gdy ubierane w słowa były wciąż bolesne prawdy, o których nigdy wcześniej nie rozmawiali szczerze. Czuł się okropnie, jednak teraz, wszystkie hamulce puściły, a on sam zapomniał o istnieniu konsekwencji.
- Nie masz pojęcia... - warczał przez zaciśnięte szczęki, usiłując wciąć mu się w słowo, przerwać, wszytko, by nie musieć go wysłuchiwać. - Nie... - urwał w pół zdania. Był zaślepiony przez złość, jednak wiedział jedno - nikt nie miał prawa wyciągać tych prawd do życia, nie przeżywszy tego samego.
Zbliżył się na odległość kroku, szturchając go w ramię, lecz nim wymyślił sposób ukarania Matta, w jego oczach zalśniły łzy, pojawiające się w akompaniamencie dyszenia z wściekłości.
Nigdy nie czuł większego obrzydzenia do własnej osoby. Doskonale wiedział, że każdy wysłany list, którego nie musiał pisać, każde działanie, służące wyłącznie zaspokojeniu jego złośliwości było błaganiem o uwagę. Tylko w ten sposób mógł utrzymywać z nim kontakt, zachowując resztkę honoru. Nie potrafił go nienawidzić, niezależnie od przygniatającej go wciąż przeszłości i wielu latach rozłąki.
- Nie miałeś prawa - zgodził się, powtarzając za nim. To teren, do którego jeszcze niedawno nie wprowadziłby nikogo. I złamał swoją zasadę w imię... głupiej zemsty? Nic nie podążyło w zgodzie z jego planami. Przecenił własne możliwości, sądząc, że powrót do domu nie wywoła w nim większych emocji.
Pojedyncza kropla pociekła z jego oka w jednakowym momencie, w którym zaciskał dłoń w pięść. Odwrócił się gwałtownie, uderzając nią w mur, nie szczędząc przy tym siły.
- Kurwa! - zaklął wściekle, kryjąc twarz pod ramieniem, nie chcąc, by Matt go w tej chwili widział.
Emocje powoli opadały. Pociągnął nosem, prędko doprowadzając się do porządku. Nie pozwolił sobie na słabość długo. Po dłuższej ciszy odezwał się już spokojniejszym tonem:
- Nie jestem zły, Matthew? - powtórzył za nim, nawet zdobywając się na lekką kpinę. - Czy to kolejne wyzwanie? Chcesz się przekonać? - prychnął, ponownie odwracając się do niego, z lekkim żalem spoglądając na ranę, której zapewne był sprawcą.
Pochylił się nad nim i jeśli Matt przyzwolił - odgarnął mu włosy, oceniając stan urazu.
- To twoja wina - wydał bezbłędną diagnozę. - Nigdy nie próbuj mnie powstrzymywać. Wiem, co robię - ostrzegł go z zupełną powagą.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Pon Sie 06, 2018 9:12 pm

Był twardy, nawet kiedy Amon naruszył jego strefę bliskości, on wciąż stał prosto, z kamienną miną, przeszywając go wzrokiem. Nawet kiedy wydawało się, że podzieli on los ojca chłopaka. Bał się, ale w głębi serca wiedział, że jego przyjaciel tak naprawdę by go nie skrzywdził; on był dobry, tylko trochę zagubiony w tym momencie - właśnie ta myśl dawała mu siłę, by trwać tam, przy nim, mimo wszystko. Musiał tylko zacisnąć zęby.
Już był gotów przyjąć cios na twarz. Amon jednak się zawahał, jednak wyraz twarzy Matta pozostał niezmieniony, niezależnie od tego jakich zarzutów by przeciwko niemu używał, wiedział że w głębi serca będzie później będzie tego żałował. Nagle jednak i on został wyrwany ze swojego transu. Nim blondyn uderzył pięścią w mur, coś pojawiło się na jego policzku. Matt zwątpił. Czy była to… łza? Amon płakał? Na pewno mu się przywidziało… chociaż? Uświadomił sobie właśnie jak rzadko to on był świadkiem takiej sytuacji - tym bardziej, że był to właśnie on, Amon, ostatnia osoba, którą by posądził o to, że mógłby się przy kimś rozpłakać. Nie w ogóle, w to nie wątpił aż tak bardzo, chodziło mu bardziej o to, że po prostu nie udało mu się utrzymać swojej maski, prawdę jednak mówiąc ostatnio było to coraz częstsze. Och, gdyby tylko mógł przewidzieć do czego to doprowadzi. Koniec końców ogarnęło go zupełnie obce uczucie, takie którego nigdy nie czuł, nie wiedział jak się z tym obchodzić.
Z głębi serca chciał coś zrobić, podejść, zawołać go, może nawet i przytulić, ale z każdym jego zrywem coś ciągnęło go w tył nim podjął jakąkolwiek akcję. Źle mu było z tym, ale nie mógł, z Amonem wszystko było tak nieprzewidywalne, że mimo swojego kiepskiego stanu również mógł w każdej chwili się na niego rzucić. Postanowił pozwolić mu się do końca uspokoić, do tego momentu mógł tylko bardziej nie stresować.
- Nie, nie chcę - odpowiedział mu całkiem serio. Bał się myśleć co tym razem by wymyślił, teraz pewien był tylko jednej rzeczy - że chora wyobraźnia jego kolegi nie miała granic.
Ich pierwszym kontaktem fizycznym po tej katastrofie było przyłożenie palców blondyna do jego skroni. Pozwolił mu, a co miał zrobić? Był to jednak znak, że jego Amon wrócił do siebie i mogli w końcu wrócić do siebie. Musieli się w końcu zająć jednym rannym i nie był to Matthew.
- Amon, proszę… - w końcu się do niego zwrócił, spoglądając mu w oczy. - Musimy do niego wrócić, on się wykrwawia - jęknął zrozpaczony, w końcu dając upust emocjom. Miał już zaproponować, by to Amon się nim zajął, ale szybko porzucił ten pomysł z wiadomych powodów. Prędko przyszedł mu jednak kolejny. - Zawołasz powóz i zawieziemy go do szpitala. Mnie z dziurą w głowie nikt nie będzie chciał posłuchać, a mamy coraz mniej czasu. Błagam cię - jęknął.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 446
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Pią Sie 10, 2018 6:47 pm

Nim się odwrócił, rękawem wytarł nos, tuszując wszelakie oznaki chwilowej słabości, spowodowanej nadmiarem goniących ich emocji. Spoglądając na niego wyglądał już zwyczajnie, z typowym sobie kpiącym uśmieszkiem.
Przetarł zasychającą krew wierzchem własnej dłoni, starannie doprowadzając twarz Matta do porządku. Unikał dotykania samej rany, nie chcąc jej pobrudzić. Minę miał skupioną, niewzruszoną, mimo że doskonale wiedział, kto był sprawcą tejże rany. Nawet jeśli odczuwał wyrzuty sumienia, doskonale je ukrywał.
- Jest lekarzem. Poradzi sobie - wyjaśnił, jakby było to oczywiste. - Nie obchodzi mnie, czy zdechnie. Uwierz mi, Matthew- nikt nie będzie za nim tęsknił - dodał jeszcze, jawnie okazując swoją obojętność.
Słowa wypowiadał w ten sposób, jakby nie był świadomy konsekwencji płynących po skatowaniu drugiego człowieka, w efekcie czego, doprowadzając go być może do śmierci. Nawet jeśli wiedział, co go czeka - sprawiał wrażenie gotowego, jakby ten czyn był warty nadchodzącej kary. A może po prostu był świadomy, że najgorszym, co może spotkać Wilhelma to oszpecenie twarzy? Używał wyłącznie własnych pięści i buta; nie powodując żadnych ran kłutych czy ciętych. Choć wyglądało to groźnie, mógł mieć wiedzę, że to nie wystarczyło, by skończyć jako morderca. Nie dzielił się swoimi przypuszczeniami z Mattem - wolał uchodzić za pozbawionego wszelakich ludzkich instynktów. Dla zachowania równowagi.
- Nie chcę na niego patrzeć - prychnął w odpowiedzi, nie zamierzając jakkolwiek przykładać się do pomocy mężczyźnie. Niewysłowiony żal wciąż był w nim zbyt wielki. Wiedział, że musi odpuścić, urywając kontakt z ojcem. Tak będzie bezpieczniej dla wszystkich. Nim jednak odwrócił się na pięcie, by wrócić do swojego pokoju w Inkwizycji, zawahał się, ostatecznie decydując się dodać:
- Jeśli jednak zdążyłeś polubić go na tyle, by mu pomóc, nie będę ci bronił - wzruszył obojętnie ramionami. - I również, nie pomogę ci w tym - powiedział, tym razem gotów do dalszej drogi. Odsunął się, pozbawiając go resztek złudzeń, że żartuje.
- Na rynku, naprzeciw fontanny widziałem niegdyś prywatną klinikę. Stać go na leczenie.
To była ostatnia z informacji, jaką raczył się z nim podzielić. O wiele bardziej niepokoił się o ranę rudzielca, niż opłakany stan Wilhelma. Sądził jednak, że w klinice zajmą się również nim.
Jeśli Matt nie stawiał więcej oporu, zostawił go zdanego wyłącznie na siebie.
//zt?

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 292
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   Pon Sie 20, 2018 8:41 am

Podniósł wysoko brwi, ale szybko je zmarszczył. - Dobrze. W takim razie, żegnaj - odpowiedział, ale był spokojny, po czym odwrócił się na pięcie i szybko wrócił do kamienicy. Zawiódł się na nim, mimo wszystko, ale nie miał czasu na bycie rozgoryczonym, stracił już go dostatecznie dużo.
Nim pomógł wstać doktorowi Hackettowi to szybko jeszcze schował pozytywkę do torby, leżącą gdzieś na ziemi. Miał swoje już powody.
Na całe szczęście mężczyzna współpracował z nim, jedynie mrucząc coś pod nosem, wydawałoby się że Matt źle ocenił stan jego ran na śmiertelne, aczkolwiek nie wybaczyłby sobie gdyby go tak zostawił samego. Och, byle tylko nie natknęli się na żadnego Inkwizytora na patrolu, bo byłoby niezręcznie. Jak widać dopisywało mu o wiele więcej szczęście, niż zwykle, gdyż zaledwie parenaście metrów od kamienicy udało się im zatrzymać powóz.
Wszystko szło na dobrej drodze, wystarczyło teraz tylko wymyślić wymówkę, jakim cudem twarz doktora stała się workiem treningowym, a nie miał zamiaru niszczyć Amonowi życia. Napaść nadawała się idealnie, teraz tylko musi przekonać mężczyznę, by i on skłamał. O dziwo szybko podchwycił jego wersję, aż sam Matt się zdziwił jak chce bronić syna, który go przed momentem skatował. Trudno było mu to zrozumieć, czy była to ta cała ojcowska miłość?
Chwile później byli już na miejscu.

//zt

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Wilhelma   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Wilhelma
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Off-Topic :: Strefa pozafabularna :: Retrospekcje-
Skocz do: