IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 La Chambre Rouge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 286
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: La Chambre Rouge   Czw Sie 02, 2018 7:58 pm

Najbardziej ekskluzywne miejsce w całej kamienicy kameliowej. Znudziły ci się zapyziałe, ciasne i zimne pokoiki ze skrzypiącym łóżkiem? Masz przy sobie trochę za dużo pieniędzy? A może masz ochotę na jakąś małą odskocznię, lub na coś bardziej “egzotycznego”? W takim razie La Chambre Rouge jest idealnym miejscem dla ciebie.
Jak sama nazwa wskazuje jest to ciemne, krwiście czerwone pomieszczenie zdobione na wzór tureckiego haremu, oświetlona jedynie blaskiem świec. Podłogi zdobią autentyczne dywany sprowadzane ze wschodu, ściany są zdobione wymalowanymi białymi i złotymi arabeskami. Na środku znajduje się duża kanapa, przykryta po brzegi walcowatymi poduszkami, pokrytymi przeróżnymi orientalnymi wzorami. W rogach pomieszczenia znajdują się mniejsze jej mniejsze wersje, oddzielone kotarami dla pomniejszych chwili intymności.
O odpowiedni klimat dbają tu również liczne, ukryte kadzidełka, oraz latające po pokoju egzotyczne ptaki; kanarki, papugi, rajskie ptaki wypuszczone z pozłacanych klatek. Nie są one tutaj jednak jedyną muzyką, często, bądź też na zlecenie sponsora odbywają się tu mini koncerty na wschodnich instrumentach włącznie z pokazem tańca wykonywanym przez bliskowschodnie piękności.
Dobry nastrój odwiedzających jest priorytetowym zajęciem barmana, stojącym za wymalowanym w dość niejednoznaczne sceny barem, w którym półki uginają się od egzotycznych trunków. Jeśli jednak ma się ochotę na coś bardziej egzotycznego, poleca się również kącik z sziszą.
A kiedy przyjdzie co do czego, do wyboru są cztery w pełni wyposażone sale, dostosowywane do upodobań klientów, zarówno do zabaw we dwójkę, z przyjaciółmi, delikatnych i subtelnych zabaw, oraz ostrych sesji mistrza i służącego.
Mówiąc krótko - Płać, pal, pij i się baw.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 286
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: La Chambre Rouge   Pon Sie 27, 2018 10:18 pm

W końcu nastał ten magiczny dzień - ostatni piątek miesiąca, a wraz z nim “Wieczorek Orientu” co oznaczało koncerty, tańce, ekskluzywny tytoń, alkohol, nowe towarzyszki i oczywiście nowe twarze na widowni, nie tylko stałych klientów. Zapowiadała się naprawdę dobra zabawa i poniekąd prognoza ta się sprawdziła. Mimo wolnego startu, panowie usadowieni na środku pokoju zaczęli się rozluźniać, co skutkowało to coraz głośniejszym śmiechem, a i same artystki nie narzekały na brak uwagi. Dobry nastrój udzielał się wszystkim, no prawie wszystkim… Wyjątkiem były dwie postaci przy barze, posępnie spoglądające na resztę gawiedzi.
- Szefunia dziś nie ma? - zapytała śniada kobieta, ze szmaragdowo zielonymi oczami i mnóstwem kolczyków w uszach i nosie, stojąca za barkiem. Postaci w długich za łopatki rudych włosach najwyraźniej wspomnienie o owym osobniku było nie w smak.
- Nie - mruknęła stojąc do kobiety tyłem, udając, że ją to w ogóle nie obchodzi. - Czy zawsze muszę tu z NIM przychodzić? Sama też potrafię się wyśmienicie bawić.
- Właśnie widzę - zadrwiła, na co postać, odwróciwszy się, w końcu uraczyła ją lodowatym spojrzeniem. Kobieta jednak zareagowała śmiechem. - Hihi, wybacz, Lori! Chodź, nie gniewaj się już na mnie. Zrobię Ci twojego ulubionego drinka, na koszt firmy oczywiście.
- Przemyślę to… - Osobę najwyraźniej o imieniu Lori odpowiadał taki układ, aczkolwiek sięgając po kieliszek trunku od razu sprostowała - Tylko mnie dziś nie rozpijaj, Sally kochanie. Jutro czekają mnie bardzo ważne… obowiązki.
- Wiem, wiem… “tajemnica” - westchnęła Sally (a właściwie Salimah) - Spokojnie, kolejnych nie mogę ci postawić - będziesz musiała się trochę bardziej postarać, by jakiemuś dżentelmenowi zależało na tym byś była mniej trzeźwa.
- Po co tyle zachodu? W każdej chwili mogę sama za siebie zapłacić, złotko.
- Aż tak jest między wami źle? - wypaliła kobieta za ladą, lecz kolejne zimne spojrzenie rudowłosej postaci zgasiło ją kompletnie. Komunikat był jasny - dziś nikt nie miał prawa wspominać o tym osobniku.
- Z resztą… strasznie niemrawe to dzisiejsze towarzystwo, nie uważasz? - Ruda wydęła w grymasie czerwone usta. - Wszyscy tylko nos w siebie i fajki, stare pryki… - westchnęła.
- Widzisz tego wąsacza z brzegu? - wskazała końcówką wachlarza, na ów jegomościa. - Kretyn miał przyjść do mnie już ponad pół godziny temu. Nie dość, że jeszcze trzy razy tyle czasu zmarnowałam próbując się z nim porozumieć, bo albo przyszedł już kompletnie zachlany, albo przerwę między uszami, ma większą niż między jedynkami. - prychnęła teatralnie chowając się za wachlarzem, przy czym Sally zakrywając usta ręką cicho zachichotała.
Lori jednak nie miała najmniejszego zamiaru mu odpuszczać. - Zobacz sama! To ja mu z własnej nieprzymuszonej, dobrej woli proponuje towarzystwo, a mu wystarczy, że migną mu przed oczami piersi, a już zapomina o wszystkim! Ugh, faceci! - Wzdrygnęła się, patrząc jak jedna z kobiet tu pracujących kręci się przed nim, po czym siada na kolanach i rozpina koszulę. Rudowłosej, ze względu na panujące tutaj ciemności i brak okularów, rozpoznanie jej zajęło dłuższą chwilę, lecz i to w końcu się udało.
Zapadła cisza. Po paru momentach postać odwróciła się do kobiety za ladą, cały czas wpatrującą się w tę nieszczęsną dwójkę z kamienną, lecz spokojną twarzą. - Wybacz, skarbie, nie wiedziałam, że to... - zmieszała się rudowłosa.
- Nie szkodzi - śniada piękność nie dała jej skończyć. - Nie rusza mnie to. To tylko jej praca. Shadiya jest profesjonalistką, potrafi ją oddzielić od tego co czuje naprawdę. Zawsze, kiedy już wszyscy wyjdą zapewnia mnie o tym, chociaż nie musi… - westchnęła. Mimo wszystko wolałaby o tym nie myśleć. Lori również nie skomentowała i tego. Zamyśliła się nagle. Czym w jej świecie teraz była wierność, a czym jeszcze zaufanie, ech… Miała nadzieję, że naprawdę już dzisiaj nie poruszą tego tematu.
- W każdym bądź razie, chyba będę musiała zwyczajnie poczekać na Ivy - ciągnęła, wracając do bardziej trywialnego tematu. - On ma lepszego nosa do TYCH spraw. Zobaczę koło kogo się kręci i wtedy wkroczę do akcji - oznajmiła, najwyraźniej dumna ze swojego planu. Niestety, Sally miała dla niej tylko smutny uśmiech i złe wieści: - Ivy dziś nie będzie - skutecznie skupiła na sobie uwagę rudowłosej. - Ani reszty chłopców, na twoje nieszczęście.
- Co?! Ale dlaczego? - postać nie dowierzała. - No, normalnie - sprostowała kobieta. - Pan Wick, dzisiejszy sponsor, po ostatnim… ekchem… “incydencie” nie życzył sobie żadnych “niejasności”, dla siebie i swojego towarzystwa - Tylko kobiety.
- CO!? Dlaczego ja się dopiero teraz o tym dowiaduje?! - huknęła Lori, po czym załamała ręce. - Ach, kochanie, co za kompletna katastrofa! - natychmiast sięgnęła po kieliszek, dopijając trunek do końca. Chyba będzie musiała opuścić to miejsce, by nie narazić się na jeszcze większą kompromitację.
Widok ten krajał serduszko Sally, widząc przyjaciółkę w tak kiepskim stanie. Nagle jednak coś przykuło jej uwagę. Chyba jednak było światełko w tunelu…
- Ej, Lori, znasz tę zeberkę? - Rudowłosa podniosła wzrok, całkowicie zdezorientowana. - Tego młodego, o tutaj. Siedzi sam od jakiegoś momentu i się na nas patrzy. Pierwszy raz go widzę, a ty? - dopytywała.
- Nie… - odparła zaintrygowana. - Ale chętnie go poznam bardziej - uśmiechnęła się, po czym przysłoniła twarz wachlarzem i bardziej wyeksponowała nogi. Ten nieznajomy mógł być jej ostatnią szansą na uratowanie tego przeklętego wieczoru.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
La Chambre Rouge
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Off-Topic :: Strefa pozafabularna :: Retrospekcje-
Skocz do: