IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój na Poddaszu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Pokój na Poddaszu   Pią Wrz 07, 2018 2:00 pm

Cisza.
Muzyka już dawno przestała grać, a ogień dogasał spokojnie w kominku. Niedobitki gości z wolna wytaczały się ku swoim domostwom czy innym celom jakie nie obchodziły młodej dziewczyny stojącej przy jedynym oknie ukazującym świat. Oknie skierowanym na panoramę miasta. Śpiącego miasta. Przecież była jeszcze wczesna pora, a może już późna dla kupców oraz rzezimieszków. Obie te grupy przecież zaczynały swoja pracę w podobnych godzinach lecz nie ona. Lizze bowiem spoglądała przez okno z wyraźną nostalgią, a zarazem oczekiwaniem malującym się na twarzy. Przecież była gotowa.
Całą noc udawała że dobrze się bawi. Piła, jadła a czasem nawet zatańczyła. Nic dziś nie spaliła oraz nie dorabiała więc czuła się naprawdę dobrze. Oczywiście jej cało dawało znać iż czas na spoczynek lecz jej umysł uporczywie twierdził coś innego. Przecież nie mogła sobie pozwolić by jej gość zastał ją śpiącą czyż nie?
Możliwe, że właśnie dlatego zaraz po przyjściu do pokoju pachnącego drewnem oraz stęchlizną charakterystyczną dla rzadko używanego pomieszczenie przebrała się. Nie, nie chciała wyjść na kogoś niewychowanego dlatego też zamieniła swój podróżny strój na coś odpowiedniego do okoliczności.
Skrzypienie.
Kroki.
Zbliża się. Przemknęło jej przez myśl w chwili gdy po raz kolejny dzisiejszego dnia usłyszała ten charakterystyczny dźwięk jaki niosły za sobą zbutwiałe deski tak charakterystyczne dla tego miejsca.
-Już myślałam że nie przyjdziesz- Zdawać się mogło iż mówiła w pustkę lecz dobrze wiedziała do kogo mówi. Przecież przez cały ten czas spodziewała się nieuniknionego, a poza tym gdzieś z tyłu głowy miała nadzieję iż jej gość jednak ją odwiedzi. Oficjalnie czy też nie. Była tego pewna. Przecież tak wiele wiedziała na jej temat mimo iż ona sama zapewne na jej nie wiedziała nic. Ot taka ciekawostka. Jak poznać osobę nie dając się złapać? Wystarczy dobrze za młodu się skradać. Jednak były to stare czasy. Za stare. Teraz gdy Lizze wydoroślała wszystko było inne lecz nie ona. Nadal przecież wyglądała niczym niewinna porcelanowa lalka, a jej ciało nijak nie przypominało tych kobiecych. Zabawne. Czas dla niej sie zatrzymał.
-Miło znowu Cię widzieć- Tym razem wypowiedziała te słowa jednocześnie obracając się w stronę swojego gościa uśmiechając się przy tym jak miała w zwyczaju jednocześnie poprawiając niedbale dłońmi sukienkę przypominającą jedną z tych jakie zakłada się na uroczystości pogrzebowe. Przecież nie przywita swego gościa w stroju jaki upodobała przez ostatni rok, a moze dwa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 177
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój na Poddaszu   Wto Wrz 11, 2018 7:45 pm

Jeszcze w czasie trwania imprezy, zabawa zdawała się nie mieć końca i dopiero gdy pora zaczęła robić się tak późna, że aż wczesna, ludzie zaczęli stopniowo opuszczać przybytek gospodarza. Wstawał kolejny dzień. Nawet jeśli dla części gości był on dniem wolnym (co za tym idzie, nie musieli iść na kacu do pracy), to zapewne mieli rodziny i obowiązki i dla nich musieli odzyskać trochę sił. W przypadkach, gdy sprawa wyglądała inaczej – w końcu i tak nabawili się za wszystkie czasy, zasługiwali na porządny odpoczynek po tak hucznym imprezowaniu; musieli więc oddalić się od parkietu i stołów, by wrócić do swych łóżek.
Veilore była jednym z tych gości, którzy siedzieli w gospodzie najdłużej, lecz i ją, po licznych wydarzeniach tej nocy, w pewnym momencie opuściły resztki energii, jaką tryskała wcześniej. Kobieta pożegnała się z kim przyszło jej tego dnia się bawić, ale przed ostatecznym ulotnieniem się ze Złotej Kaczki, pragnęła zrobić coś jeszcze, co wiązało się z pojawieniem dziewczęcia, które spotkała kiedyś w Ponurym Borze, a które wyraziło ukradkiem chęć do rozmowy na osobności. W jakiej sprawie? Czy miało to wyglądać tak, że poprzestaną na pogawędce o czasach minionych – momencie w historii, w którym się natknęły na siebie pewnej zimy? Czy też chodziło o coś ważniejszego? Może znów zwróciła ku sobie czujne oko Inkwizycji? Vei nie miała pojęcia. Nie ułatwiał tego fakt braku kontaktu przez ostatni czas. W dodatku na przyjęciu kobieta miała wrażenie, że czarownica bawiła się nawet dobrze? Z tego, co Vei zaobserwowała, tamta raczej przesadnie się nie martwiła...
Zmęczenie nie pozwoliło najemniczce na dłużej trwające rozterki i stawiania sobie kolejnych pytań, w próbach dojścia do jakiejś logicznej odpowiedzi. Koniec końców wszystko można podsumować jako jedną wielką niewiadomą, której rozwiązanie pozna się tylko we właściwym momencie.
Blondynka odnalazła właściwe drzwi. Choć wiedziała, że jest oczekiwana, to nie zamierzała wparować do środka od tak. Zapukała i weszła dopiero wraz ze słowami, które usłyszała z pomieszczenia. Uśmiechnęła się subtelnie, pokonując próg.
Na takim wydarzeniu wręcz chce się zostać do końca – powiedziała, usprawiedliwiając godzinę odwiedzin. Dawno tak dobrze się nie bawiła. – Ale jednocześnie nie mogłam sobie odpuścić twojego zaproszenia.
...Oczywiście, że Veilore była ciekawa. Tajemnicza prośba o odwiedziny w pokoju kusiła, a najemniczka zainteresowała się tym, co dziewczyna chce jej być może przekazać. Ów powód nie był jednak jedynym. Vei chciała również dowiedzieć się, jak Lisbeth radzi sobie po inkwizycyjnej pogoni i krótkiej rekonwalescencji w leśnej chatce, gdyż nigdy potem się nie zobaczyły... aż do tej pory.
Ciebie również miło widzieć, Liz. – Veilore odpowiedziała z szerszym już uśmiechem, jednocześnie zamykając za sobą drzwi. Na język cisnęły się jej tysiące pytań. Może nie miały okazji napatoczyć się na siebie, ale kobieta podejrzewała, że niekiedy jest obserwowana czy to przez czarownicę czy kogoś innego, bowiem po tym, jak dowiedziała się, od samej Lizzie zresztą, że ta doskonale wie, gdzie znajduje się drewniana chatka, zaczęła pod tym kątem zwracać większą uwagę na otoczenie. Niekiedy udawało się jej dostrzec pewne oznaki czyjejś obecności. Pytanie kto jednocześnie chadzał po lasach i był na tyle specyficzną osobą, by tylko siedzieć pod chatką i obserwować? Odpowiedź nasuwała się sama.
Wyglądasz lepiej niż ostatnim razem i zmieniłaś się. Chyba już nie masz problemów z... wiesz...? – Veilore nie chciała mówić tego słowa na głos tuż przy drzwiach, bo nigdy nie wiadomo, do czyich uszu mogły dotrzeć wzbudzające podejrzenia wyrazy.
Wszystko w porządku?
Najemniczka nie chciała zdradzać, że wie o obserwacjach, dlatego poprzestała na prostym pytaniu, które nie wskazywało w żaden sposób, że dziwi się, iż Lizzie po długim czasie braku odzewu, zdecydowała się nagle na pogawędkę w cztery oczy (na co w sumie nie było szans podczas imprezy).

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t161-veilore-silver-hand
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Pokój na Poddaszu   Wto Wrz 11, 2018 8:18 pm

"Tajemnicza prośba o odwiedziny w pokoju kusiła" - Czyżby? Cóż też kwitło niczym młody naiwny kwiat w głowie jej gościa? Zapewne tamta miała wiele pytań. Zbyt wiele. Jednak młoda kobieta nie miała zamiaru odpowiadać na większość z zadanych czy też tych jakie przemkną przez myśl jej rozmówczyni. Była teraz kimś innym. Zupełnie.
Czas bowiem zmienia ludzi, a w jej przypadku zmienił za wiele. Nie była już tą samą naiwną dziewczynką co wtedy tamtej pamiętnej zimy gdy ich drogi przecięły się nie raz czego raczej jej dziwna rozmówczyni nie była świadoma, a nawet jeśli cóż... jakoś mało ją to obchodziło. Liczyło się bowiem tu i teraz. Liczyło się przyjęcie zaproszenia, a co za tym idzie podjęcie wyzwania jakie niosło ono ze sobą.
-Przyszłaś- Skomentowała jedynie jej obecność odwzajemniając uśmiech jakim została obdarzona po czym nieznacznie poruszyła się niczym lalka w czasie przedstawienia dla dzieci.
-Nie, nie mam problemów. A może mam?- Przewrotna odpowiedź narodziła się w jej głowie oraz ujrzała światło dzienne w chwili gdy dziewczę zrobiło pierwszy krok aby zmniejszyć dystans je dzielone, a przyznać trzeba iż jej ruchy były pewne, a zarazem poosiadały sznyt niczym z jakiejś arystokratycznej rodziny. Tak samo jej słowa. Były inne. Niosły za sobą naleciałości jakiegoś dialektu ze stron jakich raczej nie dano było poznać najemniczce, a może?
-Od kiedy lubujesz się w konwenansach?- Spytała i zanim tamta miała okazje na odpowiedź kontynuowała - Nie jesteś raczej typem osoby lubującej się w nich, a co za tym idzie dziwi mnie fakt zadawania sobie trudu z Twej strony by wypaść jak najlepiej w naszej małej pogawędce- Kolejne kroki zmieszały dystans miedzy nimi dzięki czemu w przeciągu chwili Lizze znalazła się dosłownie na wyciągnięcie ręki od swego gościa. Jaki miała w tym cel? Na pewno pragnęła spojrzeć jej w oczy. Chciała by ta mogła bezbłędnie dostrzec ogień jaki malował się w jej źrenicach. Ogień tak niezmienny a zarazem tak charakterystyczny.
-Takie zachowanie nie pasuje do Ciebie - Podsumowała jej słowa jednocześnie przemilczając fakt o wyglądzie bo i po co miała wdawać się w szczegóły? Dobrze zdawała sobie sprawę z faktu iż wygląda inaczej lub jak, to padło z ust jej gościa lepiej.
Pozwoliła sobie na ciszę.
Leniwa chwila w której to Lizze przyglądała się twarzy zmęczonej przez los. Twarzy tak znajomej, a zarazem tak dalekiej. Przecież nie raz widziała ją oraz jej wyczyny. Nie raz brała udział w jej życiu mimo iż był, to bierny udział. Znała ją, a zarazem pozwoliła sobie na anonimowość oraz samotność. Zabawne. Vei... Kobieta wielu twarzy oraz talentów. Stała teraz przed nią niczym sługa na jakimś dworze oczekując na rozwinięcie drobnego niewinnego zaproszenia jakie tak naprawdę niewinnym nie było. Nic bowiem co dotyczyło tej młodej kobiety nie było takim jakim mogło się zdawać.
-Oczywiście napijesz się prawda?- Spytała odwracając się od swego gościa leniwie, a zarazem tak powoli jakby robiła, to niechętnie. Chciała aby tak to wyglądało. Chciała aby ta bliska jej osoba uważała ją za tą samą małą istotę jaką była jakiś czas temu. Ot pozwoliła sobie na tą drobną grę. Nie, nie dla niej lecz dla siebie. Była bardka odwróciwszy się napięcie skierowała swe kroki do kufra jaki otworzył się wydając przy tym przeciągliwe skrzypnięcie.
-Gdzie, to było... ach... Jest!- Ostatnie słowo wręcz wykrzyczała pozwalając sobie przy tym na zakłócenie ciszy jaka je otaczała. Ciszy dochodzącej z zewnątrz miasta oraz z samej karczmy. - Specjalnie dla Ciebie spróbuj, a później... - Mówiąc to rzuciła w jej stronę butelkę z dziwną ciemną zawartością jaka nijak nie zdradzała zawartości. -przejdziemy do bardziej ciekawych zagadnień jakie zapewne masz ochotę rozwiązać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 177
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój na Poddaszu   Nie Wrz 16, 2018 1:52 pm

Veilore skinęła głową, po raz kolejny potwierdzając, że owszem, zjawiła się, bo niepodobna  przecież nie skorzystać z możliwości dowiedzenia się czegoś o tajemniczej dziewczynie, która miała w zwyczaju czasem podpatrywać jej leśne życie. A zatem ta oto najemniczka miała podstawy, aby nie odrzucać zaproszenia czarownicy i by chcieć się do niej nieco zbliżyć. Nawet jeśli nieco igrała z ogniem, którym dziewczę mogło manipulować w większym stopniu nawet niż swoją własną kończyną.
Gdybyś miała, raczej nie bagatelizowałabyś tego w ten sposób.
Chociaż z drugiej strony Veilore miała wrażenie, że po tej istotce wszystkiego można się spodziewać, nawet i tego. Zresztą prawdopodobnie długo jej nie było w okolicy, biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy nie odnajdywała żadnych śladów po jej obecności. Kto wie, jakie przemyślenia ukształtowały się w tej dziwnej główce podczas rozmaitych podróży. Wędrówki wszak bardzo sprzyjały myśleniu, szczególnie te samotne i Vei wiele o tym wiedziała. W pewnym jednak momencie blondynka podniosła lekko jedną brew.
Konwenanse...? Zależy od kiedy nazywasz tak zwyczajną uprzejmość i prawdę – odpowiedziała tymi słowy. Konwenanse były jej znane aż za dobrze, choć w obecnym życiu nie przywiązywała do tego większej uwagi, bo w końcu... nie musiała. Nikt nie zmuszał jej do życia w ciasnych ramach. Wszak jednak nie oznaczało to, że na co dzień zachowywać się będzie jak chamka, prawda?
Nadal jednak trudno nazwać to zwykłym konwenansem, bo słowa wypowiedziane przy przywitaniu nie miały tylko na celu zwyczajowej wymiany uprzejmości. W odpowiedzi, która padła przed chwileczką z ust blondynki „prawda” bardzo dobrze nakierowywała na właściwy tor myślowy. Veilore rzeczywiście miło było ponownie zobaczyć młodą czarownicę, choćby z tego względu, że najemniczka żyła od momentu pierwszego i jedynego jak dotąd spotkania w ciągłym przeświadczeniu, że może być przez nią obserwowana i nie mogła liczyć na ujawnienie się dziewczyny. Taka była głębsza część podłoża jej słów, choć nie zdradziła tego w tak dosadny sposób, nie chcąc by Lisbeth dowiedziała się już teraz o tym, że wie o jej sekretnym podglądaniu.
„Takie zachowanie nie pasuje do ciebie” – usłyszała Veilore, przyglądając się, jak Lizzy zbliża się w jej kierunku. Mogłaby jej odpowiedzieć „Co możesz o mnie wiedzieć, znając moje życie takie, jakim jest w lesie?”. Nie miała tam zbyt wielu gości. Raz na jakiś czas może. Tymczasem poruszanie się po mieście wyglądało zdecydowanie odmiennie. Lisbeth była świadkiem jej codziennych zajęć obracających się wokół życia w lesie, częstej samotności, od czasu do czasu jakichś smutków i innych emocji, lecz przede wszystkim dbania o swój skromny zakątek, jaki nieczęsto gościł ludzi, czy w końcu drobnych przyjemności jak wypoczynek z książką, z trunkiem na przykład, natomiast nie widywała specjalnie wiele jej kontaktu ze znajomymi, przyjaciółmi, osobami, z którymi akurat pracowała. Cóż mogła więc wiedzieć?
Niczego jednak Vei nie odrzekła na poprzednie słowa czarownicy. Prawdę mówiąc kobieta czuła się nieco ...niezręcznie? Ze świadomością, że w jakimś nieznanym jej celu persona, która dotąd w ciszy obserwowała jej codzienne życie w lesie, dzisiaj zechciała porozmawiać, że podchodziła niebezpiecznie blisko? Veilore nie miała niczego, czego mogłaby się wstydzić. Nie. Powód niepewności leżał gdzie indziej, bardziej po stronie swego rodzaju niewielkiego poczucia osaczenia?
Te odczucia nie brały jej we władanie. Spokojnie przyglądała się dziewczynie i jej wszystkim czynnościom, skoro już dostała od losu taką okazję. Ciekawość igrała w jej szafirowych oczach. I tylko może odrobinę przyspieszone bicie serca mogło ziarno niepewności w jej duszy.
Wypiłam już dosyć dużo na dole... – I uznawała to za wystarczającą ilość na najbliższą dobę.
Kobieta zamrugała kilkukrotnie, orientując się, co do posunięcia Lisbeth. Złapała zręcznie butelkę. Dosyć zaskoczona obróciła butelkę w dłoniach. Nieokreślony ciemny płyn kołysał się w szklanym naczyniu. Veilore przychodziła na myśl jakaś nalewka. Może z czarnego bzu? Czarnej porzeczki?
Tylko odrobinę, jeśli napijesz się ze mną – dodała po chwili namysłu nad zawartością. W tych okolicznościach chyba wolała nie pić jako jedyna w pomieszczeniu. Wstępnie wyraziwszy zgodę na przyjęcie skromnej porcji trunku, Vei weszła wgłąb pomieszczenia i położyła butelkę na stoliku znajdującym się na wyposażeniu pokoju na poddaszu. Przysiadła potem na łóżku i wpatrzyła się z delikatnym uśmieszkiem na rozmówczynię.
Więc? Będziesz mi w tym towarzyszyć? – rzuciła małe wyzwanie, nie zamierzając pić samej. – Myślę, że ułatwi ci to nawilżenie gardła podczas opowiastki, którą bardzo chciałabym usłyszeć. Na pewno zgromadziłaś ich wiele od tamtego czasu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t161-veilore-silver-hand
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Pokój na Poddaszu   Nie Wrz 16, 2018 2:55 pm

Przewrotne pytanie jakie wydostało się z ust jej gościa było czymś co sprawiło iż uśmiech zagościł na jej ustach w chwili gdy stawała na równe nogi.
-Z chęcią- Odparła puszczając w jej stronę oczko nie mając nawet w planach szukania kubków bo i tak ich nie miała. Owszem pewnie w swym kufrze znalazła by coś ciekawszego od kubków lecz po co będzie się starać? Nie znajduje się w miejscu z jakiego pozwoliła sobie odejść więc nie musiała przejmować się etykietom, a tym bardziej taką drobnostką jak kubek. Była przecież w podrzędnej karczmie gdzie najlepiej alkohol wchodzi z butelki więc tak miała zamiar go pić.
-Skąd pomysł, że uraczę Cię opowieścią?- Spytała w chwili gdy pozwoliła sobie usiąść koło niej jednocześnie opierając plecy o drewnianą ścianę tak iż prawie uderzyła głową o spadzisty dach, a na jej twarzy zagościł delikatny grymas. Czyżby jednak naprawdę udało się jej uderzyć?
Nastała cisza. Przelotna niczym świeży powiew wiatru jaki wdarł się do pomieszczenia przez jak się zdaje nieznacznie uchylone okno. Cisza ta była naturalna. Wręcz potrzebna w tej sytuacji w jakiej obie się znalazły, a jaka zdawała się być przyjemnym przerywnikiem pomiędzy dalszą częścią tego dziwnego spotkania jakie najwyraźniej nie zapowiadało nic dobrego. Przecież Vei siedziała w obecności młodej czarownicy jaka nijak nie przypominała tej z dawnych czasów. Była ona bowiem teraz odmieniona. Siedziała spokojnie wpatrując się w przestrzeń przed sobą, a jej ciało zdawało się być pogrążone w letargu dzięki czemu dziewczę wyglądało teraz niczym jedna z tych lalek eksponowanych na witrynach sklepowych dla dzieci szlachcianek.
-Nie powinnaś była tu przychodzić- Odezwała się wreszcie dziewczyna cichym przyjemnym głosem. Tym samym jaki można było słyszeć zanim wyjechała. Głosem należącym do osoby lubiącej opowiadać przepiękne historie.
-Co jeśli nie było by mnie tu a Tobie przyszło spotkać się z czymś o wiele gorszym bądź nawet pożegnać się z życiem? Co jeśli właśnie dałaś wplątać się w drobną intrygę albo co gorsze jest to Twoja ostania chwila? -Zawiesiła na chwilę głos i zdawać by się mogło iż pragnie kontynuować lecz tak się nie stało. Przecież prościej było milczeć oraz wpatrywać się w przestrzeń. Prościej było pozostać tą niewinną lalką niż osobą jaka nawiązuje kontakt wzrokowy. Pytanie jednak brzmi czemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 177
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój na Poddaszu   Nie Wrz 16, 2018 6:01 pm

Skoro Lisbeth z chęcią przystała na wspólne uraczenie się trunkiem, Veilore postanowiła sięgnąć po odstawioną butelkę z tajemniczą zawartością. Od razu też usadowiła się nieco wygodniej na łóżku, opierając się plecami o jego wezgłowie posiadającym bardzo proste kształty. Nie było to na pewno dzieło sztuki meblarskiej. Wtedy też usłyszała pytanie dziewczyny.
Cóż... po coś musiałaś mnie tutaj sprowadzić, prawda? Nawet jeśli nie w celu opowiedzenia mi czegoś, to wspominałaś, że zajmujesz się podobną działalnością. A ja bardzo lubię słuchać – odrzekła zgodnie z prawdą. W jej głowie jednocześnie zrobiło się inne pytanie, a raczej nie zrodziło, tylko wyszło na pierwszy plan. Przez jak długi czas Veilore będzie zmuszana do zastanawiania się nad powodem, dla którego została zaproszona, a który był jeszcze bardziej tajemniczy niż wnętrze butelki? Ile pytań przyjdzie jej jeszcze zadać i ile w zamian otrzyma nieprecyzyjnych, nic nie mówiących odpowiedzi?
Najemniczka odkorkowała butelkę, miała zamiar zapoznać się z wonią ciemnej zawartości, ale jej młodsza rozmówczyni jakby odpłynęła w świat swoich osobliwych myśli. Ponieważ nie widziała innego słusznego sposobu, na nawiązanie z nią kontaktu w tym stanie, to chwyciła jej rękę, wcale nie mocno, i zdecydowanie wcisnęła jej w dłoń butelkę.
Napij się. Będzie ci lżej – stwierdziła Vei, a gdy dotarły do niej jej kolejne słowa po „wybudzeniu” Lizzie, kobieta poczuła delikatny dreszcz. Ot tak dziwnie zadziałała nań sytuacja i mieszanka odczuwanych emocji. Uniosła niepewne spojrzenie, kierując je ku oczom ciemnowłosej dziewczyny. Gdzieś na skraju świadomości pojawiło się jakby mgliste wrażenie, że może dobrze się stało, że pochopnie nie napiła się podarowanego trunku, choć blondynka nie chciała posądzać swej rozmówczyni od razu o złe intencje. To był bardziej taki cichy, ledwie słyszalny podszept.
Co przez to rozumiesz..? – zapytała od razu. – Sama mnie tutaj ściągnęłaś. Myślę też, że masz ku temu jakiś ważny powód.
Veilore zmrużyła oczy. Tym razem nieco rozbawiły ją pomysły Lisbeth. A kogóż tutaj miałaby się spodziewać po imprezie urodzinowej? Oddziału węszącej Inkwizycji? Jakiegoś mordercy z policyjnej listy do sprowadzenia w stanie żywym lub martwym? Teraz miała wrażenie, że dziewczyna zaczyna już bajać, chcąc wprowadzić odpowiedni nastrój.
Nadal żyję, widać mam szczęście – powiedziała z uśmiechem. – A ty nie wydajesz się mieć zamiaru tego zmieniać. Siedzisz spokojnie, podczas gdy masz mnie na wyciągnięcie ręki. Choć gdybyś chciała mi coś zrobić, nie potrzebowałabyś do tego rąk. Osobliwie zaczynasz historie – stwierdziła na koniec.
Czy już dawno jej życie nie zakończyłoby się w tragiczny sposób, jeśliby rzeczywiście coś w tej chwili jej groziło? Po co zwlekać? Dlaczego by ryzykować odkrycie planu i wzmożenie czujności drugiej osoby, co miałoby wielki wpływ na powodzenie potencjalnego przedsięwzięcia.
Mów dalej, Liz.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t161-veilore-silver-hand
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Pokój na Poddaszu   Nie Wrz 16, 2018 6:21 pm

Jej zamiary... jakie były na prawdę? Tego chyba nie wie nikt poza samą zainteresowaną jaka w tej oto chwili dzierżyła w dłoni butelkę, z specyficzną zawartością jaka o dziwo przystawiła do swych ust i jak gdyby nigdy nic upiła z zawartości łyk odpowiedni do jej oblicza. Najwyraźniej nie było tam trucizny skoro wypiła prawda? Zresztą alkohol zawsze rozluźniał, a tego Lizze nie chciała. Musiała przecież być skupiona na tym co robi oraz mówi. Musiała. Przecież po to ją ściągnęła.
-A co jeśli nie chce mówić?- spojrzała w jej stronę jednocześnie subtelnie przysuwając butelkę ku niej dając przy tym do zrozumienia aby i ta wreszcie skosztowała tajemniczej zawartości przywiezionej z dalekich krain. Zawartości jakiej zapewne nawet i ten stary pijak nie znał, a możne znał? Kto ją wie. Tak czy inaczej Lizze nie spuszczała spojrzenia z twarzy swej towarzyszki jednocześnie kontynuując
-Co jeśli zwabiłam Cię tutaj w niecnych celach? Ot taki kaprys? Cóż wtedy uczynisz?- Zadając te pytania starała się dopasować swój głos do głosu jaki dobrze znała. Do głosu jej młodszej siostry jaka ją porzuciła. Oj tak. Tak bardzo pragnęła oddać głos Ast. Tak naprawdę ta sytuacja ją bawiła przez wzgląd na zaistniałą sytuację w jakiej najzwyczajniej w świecie starała się bawić samą Vei jak i sobą. Bawiła się chwilą oraz słowem wiedząc iż jest na wygranej pozycji. Przynajmniej na razie. Do czasu aż tamta nie pozna prawdy jaką ukrywa. Prawdy zamkniętej szczelnie pod jej niewinnym obliczem dziecięcia.
-Zapewne teraz zadajesz sobie wiele pytań. Czemu więc nie zadasz ich mnie?- Kolejne pytania połączone z nagłą zmianą pozycji. Nagłym zerwaniem się z miejsca tylko i wyłącznie po to aby móc się znaleźć jak najbliżej najemniczki. Łowy rozpoczęte, a Lizze zdawała się w owej chwili być łowcą a nie zwierzyną... Zdawała się posiadać pewną kontrolę nad chwilą oraz wszystkim co dzieje się w tym małym ciasnym pomieszczeniu. Jej królestwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 177
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój na Poddaszu   Nie Wrz 16, 2018 11:41 pm

Tak czy owak, butelka wciśnięta w dłoń podziałała i Vei przyciągnęła uwagę dziewczyny do chwili obecnej, dzięki czemu mogły kontynuować dalszą rozmowę bez zbytniego oddalania się od rzeczywistości i przesadnego tonięcia we własnych myślach.
Gdy czarownica rozbudziła się łykiem tajemniczego napoju, Veilore przyszło przejąć butelkę. Ale jaką kryła ona zawartość, tego jeszcze najemniczka nie wiedziała, choć dowiedzieć się bardzo chciała. Z czystej ciekawości. W końcu łyczek czy dwa nie mogły zbytnio przecież wpłynąć na stan jej świadomości. Może gdyby postanowiła wypić więcej? Na szczęście, Veilore znała swoją granicę i nie chciała jej przekraczać.
Uraczmy się wreszcie tą zagadką – rzuciła, delikatnie kołysząc butelką przez chwilę, aby rozruszać aromat zamknięty we wnętrzu naczynia i spróbować wyczuć jego zapach przed wzięciem pierwszego łyka.
Zapach dosyć słodki. Może coś ziołowego jeszcze? – zastanawiała się, na głos, jakby chciała zyskać potwierdzenie lub zaprzeczenie od czarownicy. Szczerze mówiąc Veilore była świadoma, że jej zmysły są nieco przytłumione po zabawie i lejącym się na niej alkoholu i być może przez to nie był to dobry moment na profesjonalną degustację. Wypiła pierwszy łyk. To nie była jakaś zwykła nalewka z czarnego bzu czy innego ciemnego owocu, jak na początku blondynka podejrzewała. Językiem subtelnie zmyła z ust pozostałości smaku trunku. Wydawało się jej, że kiedyś mogła coś takiego pić. Lub coś podobnego? Trudno powiedzieć, bo to na pewno nie było w ostatnich latach jej życia.
Najemniczka starając się wychwycić różne nuty smakowe pozostałe na jej języku, zerknęła na swoją towarzyszkę.
A nie chcesz? Czy tylko udajesz, że nie chcesz i droczysz się ze mną? Czy nie na tym polega bycie bardem, by wyśpiewywać różne historie? – zapytała, zupełnie nie spodziewając się, co nastąpi później.
To zmierzało w dziwnym kierunku i w dodatku brzmiało jakoś tak znajomo. I jakby siedząca tu czarownica ponownie zmieniła przywdziewaną maskę. Ponowie nasiliły się towarzyszące jej przybyciu tutaj emocje wynikające ze zdawania sobie sprawy z pewnych rzeczy. Najemniczka czuła się bardzo nieswojo, szczególnie po tym, jak Lizzie niespodziewanie zmniejszyła dystans między nimi i znalazła się naprawdę, naprawdę blisko. Gdyby Veilore nie trzymała zdecydowanie butelki, nagły ruch zapewne by ją wytrącił. Może spadłaby na podłogę, narobiła hałasu, a i jeszcze trunek byłby stracony na zawsze.
Cóż miała czynić? Blondynka nie poruszyła się ani w jedną, ani w drugą stronę, gdyż właściwie każda ta droga ucieczki została odcięta przez bliskość i zawsze mogące wejść do gry płomienie, gdyby wykonała jakiś niepotrzebny ruch. Było jej wiadomo, z kim ma do czynienia. Dziewczyna swego czasu popisała się przed nią swoją mocą. Pytanie czy Vei chciała uciekać? Ot właśnie nie, a przynajmniej niekoniecznie, ponieważ nie istniał inny sposób na rozwiązanie sprawy z zaproszeniem, z obserwacjami i całą resztą.
Zaskoczenie, które wstrzymało na krótko jej głos kobiety, minęło. Nadal jednak nie wiedziała, czego się spodziewać po tym spotkaniu. Bo prawdę mówiąc nie przewidziała nawet takiego obrotu spraw; takiej zagrywki.
Czemu? – szepnęła, odzyskawszy mowę. – Może dlatego, że nigdy na nie nie odpowiadasz?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t161-veilore-silver-hand
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój na Poddaszu   

Powrót do góry Go down
 
Pokój na Poddaszu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój wizytowy
» Pokój Chemika
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój Wspólny
» Czerwony pokój zabaw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki :: Gospoda pod Złotą Kaczką-
Skocz do: