IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zachodnia część boru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Zachodnia część boru   Sob Gru 08, 2018 4:26 am

Tu kiedyś będzie obrazek i opis.

___________________

#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli


Ostatnio zmieniony przez Ringleader dnia Sob Gru 08, 2018 4:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Zachodnia część boru   Sob Gru 08, 2018 4:29 am

Dni mijały szybko. Czas wyleczył ich rany i załagodził emocje towarzyszące powrotowi do życia Gerarda. Czas jednak nie ostudził zapału Setha, gotowego do największych poświęceń, aby osiągnąć swój cel. Po wyjściu ze szpitala długo zabiegał o wznowienie misji, która ostatnio nieźle dała mu w kość. Ze strony przełożonych napotykał szereg odmiennych reakcji na swój entuzjazm: pobłażanie, zdziwienie, a nawet rozbawienie. Znali go tutaj. Wiedzieli, że jest zdolny wejść do paszczy najgorszego potwora, jeśli czeka go za to sowita nagroda.
Był pewny, że wszystko pójdzie jak z płatka, a przynajmniej nie spodziewał się utrudnień na etapie nieuwzględniającym ponowny zamach na życie Gerarda Larsena. Życie zaskoczyło go swoją przekornością, robiąc mu na złość tam, gdzie spodziewał się tego najmniej. Christine, kobieta, którą uważał za przyjaciółkę, stanęła mu na drodze do tego, co on było mu niemal spełnieniem chciwych marzeń.
Gdy wszyscy udzielili Sethowi błogosławieństwa (skoro przepadał za samobójczymi misjami...), ona stanowczo zabroniła mu powtórki, szczególnie niechętnie podejmując temat, gdy dowiedziała się, że w misji ma brać udział jedna ze skazanych, Yvette. Początkowo tłumaczyła się obawą o zdrowie żniwiarza i niezaprzeczalnym faktem, że teraz pozbawienie życia Gerarda byłoby co najmniej podejrzane.
Odmawiała mu, do kiedy z prośby Gerarda, nie wystawiła się za nimi sama mistrzyni katów. Z tym Chris oponować nie mogła, trzymając się wciąż swoich bezsensownych argumentów, napędzanych wyłącznie obietnicą złożoną Albertowi, aby trzymać tę dwójkę, wyraźnie mającą coś ku sobie, na dystans. Christine przegrała z kretesem, łamiąc daną obietnicę i jednocześnie tracąc uznanie Setha, który nie miał zamiaru prosić kobiety o nic więcej.
Gdy żniwiarz dopiął swego, zaczęły się przygotowania. Pozbycie się Koszmara nękającego okolice Ponurego Boru schodziło na dalszy plan. Knuł o wiele bardziej złożone przedsięwzięcie, myśląc o nim w każdej minucie swojego dnia. Szykował się na każdą ewentualność, do tego stopnia, aż stało się to jego drobną obsesją. Niestety, obecność Yvette, wiedźmy ślącej szczęście, nie pomagała mu w żadnym scenariuszu, jeśli tylko chciał do końca sprawiać pozory przykładnego inkwizytora, który nie śmiałby podnieść ręki na swoich braci. Istniały pewne możliwości, jednak od czasów pamiętnej rozmowy nocną porą, nie miał odwagi spróbować po raz kolejny złapać ją na osobności. Jeśli miałby ocenić swoje szczęście, niewspierane żadną mocą, to sądziłby, że o wiele więcej ma wspólnego z drugą bliźniaczką, Yvonne...
***
Nastał długo wyczekiwany dzień. Wyruszyli konno samym świtem, razem z kilkoma eskortującymi ich targarzami, rozpoczynając długą podróż na zachodnią część Ponurego Boru. Ścinając drogę i jadąc samym borem, zaoszczędziliby znaczną część czasu, jednocześnie zapewne tracąc życie, narażając się na setkę czyhających na nich tam niebezpieczeństw. Dlatego podróżowali naokoło, sam cel osiągając dopiero późnym zmierzchem.
Tragarze pomogli im zrzucić rzeczy. Wspólnymi siłami zaczęli rozbijać obóz, nie zamierzając wstępować do boru nocą. Seth po ciemku zszedł z konia, ukradkiem spoglądając na Yvette, trzymającą się bliżej swojego opiekuna, który kazał przywdziać jej odpowiednie do misji odzienie. Chciał z nią porozmawiać, lecz od teraz czuł, że każde słowo wypowiedziane w obecności Gerarda będzie brzmiało sztucznie, wymuszenie, a samo spojrzenie kata, przeszywające go na wylot w końcu rozszyfruje jego zamiary.
Nie przyznawał się do tego, lecz odczuwał strach. Czekało go zbyt wiele niewiadomych. Za wiele punktów w planie, które mógł spieprzyć...
Przełknął ślinę, stojąc w milczeniu z boku, nie zamierzając pomagać innym w rozpaleniu ogniska. Dopiero gdy obóz został rozbity, reszta pomagających im mężczyzn oznajmiła powrót do bram Inkwizycji. Cóż im się dziwić, że woleli podróżować w mroku niż odmrażać sobie tyłek na tym wypizdowie... Żniwiarz opierał się plecami o pień pobliskiego drzewa, podczas gdy Gerard załatwiał formalności - umawiał się z resztą inkwizytorów na dzień powrotu, pomoc w transporcie, ewentualne dostarczenie żywności... Tak, jego niedoczekanie. Wkrótce zostali sami, we trójkę, otoczeni martwą ciszą i mrokiem ledwie rozjaśnianym przez płonące palenisko.
***
Trząsł się z zimna, lecz w uporze zachowywał dystans od Gerarda i Yvette przy ognisku, sprawiając człowieka pozbawionego resztek humoru. Wkrótce zbliżała się pora snu, co było mu pocieszeniem. Już sądził, że wytrwa w milczeniu do świtu, gdy rozległ się cichy głos Gerarda:
- Zamarzniesz, jeśli spędzisz tam noc - oznajmił cicho, wskazując na trawę pod nogami Setha. Mówiąc, odwrócił się od ogniska, ukazując swoje rozgrzane, przeorane bliznami oblicze. - Podejdź, ogrzej się trochę. Miejsca starczy dla wszystkich - zaprosił go uprzejmie.
Żniwiarz nie miał zamiaru upierać się na swoim. Zwłaszcza, jeśli jego racje były podparte wyłącznie niepewnością przed tajemną misją. Ociężale zbliżył się do nich, siadając po przeciwnej stronie paleniska, poprawiając rynsztunek u pasa, by wbijał mu się w żadną część ciała. Podjął zaproszenie, lecz nie czuł się zobowiązany do podjęcia rozmowy. Pałeczkę przejął więc Gerard, przybierając uśmiech na twarz.
- Obawiasz się jutra? - Niewinne pytanie, które było dla Setha niczym obelga. Musiał więc bronić swojej dumy...
- Nie kpij - uśmiechnął się drapieżnie, podejmując wyzwanie. - Nie mogę się doczekać jutra - odparował, mimo wszystko, zadowolony z tego chwilowego rozładowania napięcia, jakie towarzyszyło im od rana. Poczuł się odrobinę swobodniej.
- Słusznie... - przytaknął mu Gerard, wpatrując się w płomień. Po chwili ciszy pociągnął łyk z otwartej piersiówki, spoczywającej dotychczas w jego dłoniach. Wkrótce wyciągnął przedmiot ku żniwiarzowi. - Skusisz się? - zapytał.
Choć Seth nie miał najmniejszej ochoty pić z katem, poczuł się w obowiązku odgrywać swoją rolę. Kiwnął głową, odbierając naczynie i natychmiast upijając z niego kilka drobnych łyków. Co on, do cholery, pija? Spirytus?! - przeszło mu przez myśl, gdy płyn niemal wypalił mu gardło. Oczy zaszły mu łzami, lecz nie dał po sobie poznać żadnej słabości. Oddał Gerardowi piersiówkę, wzdychając lekko.
- Yvette? - odezwał się ponownie, tym razem wyciągając alkohol w stronę dziewczyny. Setha nie zdziwiła już ta pobłażliwość skierowana do skazanej; bardziej skupił się na przekazaniu jej w myślach, by nie popełniała jego błędu. Szkoda tylko, że jeszcze nie posiadł umiejętności telepatycznych.
Planował prędko zasnąć, jednak coś pokusiło żniwiarza, do zadania pytania, trapiącego go już od dłuższego czasu. Czyżby posiadał kompleks z tego powodu?
- Jakim cudem skazane są względem ciebie tak posłuszne? - usiłował się dowiedzieć, świadom, że porusza szeroki temat, na który Gerard może nie mieć ochoty się zwierzać. Żniwiarz spojrzał na białowłosą, tym razem bez wyrzutów sumienia. Chciał wiedzieć, naprawdę. Czy istnieje sposób, aby okiełznać tę bezczelną dziewczynę? I jeśli tak... Czy byłby w stanie się go zastosować?
Kat odpowiedział mu tajemniczym uśmiechem, z niezrozumiałą nikomu troskliwością spoglądając na skazaną. Wtedy też padły słowa, które zmroziły krew w żyłach Setha:
- Pokaż mu blizny, Yvette.

___________________

#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Zachodnia część boru   Sob Gru 08, 2018 9:06 pm

Mozolnie płynące dni odciskały swe piętno na Yvette. Przyłapała się kilka razy na popadaniu w zadumę, a pogoda za oknem niesamowicie temu sprzyjała. Szukanie sposobu na wyrwanie się z tego stanu, tylko zaostrzało uciążliwą bolączkę. Zachmurzone niebo, czasem deszcz... Jesień jest piękna, aczkolwiek istna zima zajmuje pierwsze miejsce w guście kobiety.  
Cierpliwa strona Yv posiadała wiele barw zależnych od sytuacji, jednak w miarę szybko doprowadzała sprawy do końca i tego samego wymagała od świata, który ją otaczał. Był to często powielany błąd, zważając na miejsce w jakim przebywa od tylu lat. Walka nie miała żadnego sensu. W większości przypadków, zwycięsko przyjmowała codzienną rzeczywistość oraz funkcjonowała w zupełnej zgodzie ze swoim losem. Niekorzystne myśli odganiała na bok, choć to właśnie one pozwalały na moment odciąć się i zwyczajnie pofantazjować o innym życiu.
Niedobrze, bardzo niedobrze. Zaraziła się tymi bzdurami od Yvonne, która większość czasu bujała w obłokach. Nawet sama obserwacja siostry przynosi szkody, lecz nie tylko ona się temu przysłużyła. Poznanie Setha też miało w tym spory udział, a dalsze wydarzenia wzmacniały te dziwne odchyły od normy. Pozbycie się ich będzie ciężkim wyzwaniem.
Los wziął na poważnie jej słowa, gdy mówiła o tym, że sama w razie czego postara się o zejście kata z tego świata. Bliźniaczka nie musiała się niczym martwić, bowiem Yvette zamierza zakończyć raz na zawsze ich cierpienie. Co prawda, nieopisanie pomaga w tym zadaniu żniwiarz, który zasłużył na spory szacunek ze strony białowłosej. Zapewne ma swoje powody, jednakże nie zmienia to faktu, iż przy okazji ściągnie duży problem z głów sióstr.

xxx

Wokół panowało duże zamieszanie i myślała, że będzie zmuszona pomóc z niektórymi rzeczami, ale odkąd Gerarda rozpieszczało zdrowie, spędzała przy jego boku każdy moment. Sytuacja wróciła do tej sprzed ataku Koszmaru, czyli panowała całkowita zwyczajność.
Dostała wytyczne odnośnie stroju, który ma na siebie włożyć i właśnie wtedy, pojęcie diabelnie niewygodnej garderoby zyskało w oczach dziewczyny nowy kształt. Ściskające jej nogi spodnie przeszkadzały w każdym ruchu oraz skutecznie odbierały chęci do kolejnych kroków w przód. Uparcie wmawiała sobie, że to nic takiego, da radę, główny cel jest warty tych męczarni... Czy aby na pewno? Czuła, jakby największą bitwę prowadziła z owym kawałkiem cholernego materiału niż morderczym katem. Nie sądziła, by mogła dogadać się ze swoim dolnym ubiorem, więc po prostu odpuściła wzdychając ciężko.
Zapanowała kompletna cisza, gdy zostali sami. Trzymający się na uboczu Seth przyciągał ciekawskie spojrzenie Yv, gdy tylko odrywała oczy od ognia. Wyglądał na takiego, który dużo myślał i planował, co zapowiadało problemy. Zagłębianie się w morzu gdybań prowadzi jedynie do utonięcia, a zatem nieodwracalnej porażki. Szczerze żałowała, iż opcja kolejnej rozmowy została im sprawnie odebrana.
O dziwo, Gerard przywołał mężczyznę do ogniska. Troska? Bez żartów. Potrzebował go tylko do zgładzenia bestii, toteż nie pozwoli mu zamarznąć. Białowłosa chcąc zachowywać się normalnie, nie mogła wtrącić swoich czterech groszy i zaproponować czegokolwiek względem żniwiarza. Obserwacja całkowicie wystarczyła.
Spoglądając na skierowaną w swoją stronę piersiówkę, postanowiła w końcu się odezwać.
- Nie mam zamiaru być niegrzeczna, ale doskonale pan wie o mojej niechęci do jakichkolwiek trunków. A śmiem twierdzić, iż nie jest to mocna, ziołowa herbatka. - odrzekła oziębłym, jakże i lekko drwiącym tonem.
Palić się do picia? Zjawisko zadziwiające dla Yvette. Coś wewnątrz trzymało ją z dala od takiego urozmaicenia czasu, ponieważ musiała panować nad tym co ma miejsce. Gdyby straciła kontrolę, cały świat ległby w gruzach. Nigdy nie próbowała alkoholu i tak zostanie, widząc zachowania ludzi po nim.
Pytanie padające z ust Setha wywołało zmieszanie u czarownicy. Naprawdę chciał wiedzieć? Pewne kwestie powinny pozostać w głębinach niewypowiedzianych słów. Chęci słuchania opadły maksymalnie, aż padło polecenie, którego się obawiała najbardziej. Wahanie trwało kilka sekund, albowiem opór mógłby bez problemu wywołać złość przed którą ciągle uciekała.
Pokiwała krótko spuszczoną głową, by zacząć rozpinać gorset. Całe szczęście, zrobiła to zręcznie i już po chwili, położyła ulubioną część ubioru nieopodal. Wcześniej postąpiła tak samo z czarną peleryną, która zaskakująco hamowała zimno. Istnieje możliwość, że zamierzchłe czasy uodporniły Yv na jesienne temperatury, więc takie odzienie wierzchnie to ideał.
Klęcząc przy palenisku, złapała dłońmi w rękawiczkach dolne krańce białej bluzki. Toczyła wewnętrzną walkę, chociaż musiała wykonać polecenie. Gardziła tym sukinsynem niezmiernie, a zmuszanie do pokazania wielkiej szkody na swym ciele było... Kolejnym paskudnym wykroczeniem. Zacisnęła zęby, przymykając powieki i unosząc materiał pod spore piersi.
Błyskawicznie przypomniała sobie dawny ból. Blizny posiadały wiele kształtów, lecz jedno jest pewne, zajmowały całe żebra. Jedne były pociągłe, inne wywijały się w różne kierunki, po prostu kat posiada olbrzymią kreatywność.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Zachodnia część boru   Sro Gru 12, 2018 11:46 pm

Po odmowie Yvette Gerard skinął jedynie głową, pytając najwyraźniej z grzeczności, a doskonale spodziewając się, jaką odpowiedź usłyszy. Seth za to odetchnął z ulgą, chociaż z drugiej strony, reakcja dziewczyny na ten rodzaj trunku mogłaby być zabawna. Naczynie poszło w ruch, uwzględniając jedynie kolejkę dwóch mężczyzn, podejmujących cichy dialog na chwilę przed snem.
Ogień rozgrzewał ich ciała, rozświetlając mrok na skraju lasu. Pomimo że znajdowali się o kilkanaście stóp od domu wielu wiedźm i legowiska Koszmarów, otaczająca ich atmosfera porównywalna była do ciepła, jakie równie dobrze mogli zastać ciepłej, rodzinnej karczmie z nosem przed kominkiem. Byli skłonni do przyciszonych rozmów, zmęczeni podróżą i niepewni czy dożyją kolejnego dnia. Czy istniały motywy bardziej sprzyjające zwierzeniom?
Zapewne nie, dlatego padło to pytanie. Jednak ułamki sekund po jego wypowiedzeniu, Seth pożałował, że je zadał. Co chciał tym osiągnąć? Zaznaczyć swoją dominację, wyższość nad skazaną, pokazując, że musi się dostosować do rozkazów, niezależnie jak poniżające by one nie były? Pytanie to miało drugie dno - chciał wiedzieć, chciał utrzeć jej nosa za całą zuchwałość, jaką go obdarzała. Jednak... nie takim kosztem. Miało zapiec, nie zaboleć.
Uniósł dłoń w powstrzymującym geście, usiłując przerwać tę straszliwą scenę, nim dziewczyna uporała się z gorsetem.
- To nie będzie konieczne... - oznajmił cicho, na co Gerard uniósł jedynie brwi.
Nie odwrócił jednak wzroku, co mogłoby być w tej sytuacji najlepszym z wyjść. Wkrótce wzrok Setha padł na odsłonięty brzuch i żebra dziewczyny, doskonale oświetlony blaskiem ogniska. W pierwszej chwili poczuł ulgę, nie dostrzegając głębokich, wciąż świeżych ran, czy poważnych poparzeń. Zamiast tego dostrzegł jakby... tatuaże? Wzory odcinały się jaśniejszym kolorem na skórze dziewczyny, tylko dzięki temu zdołał pojąć, że ma przed oczyma nie dzieło osobliwego artysty, a efekt zadawanych ran.
Nie zamierzał udawać, że odpowiedź w formie obrazu nim nie wstrząsnęła. Otworzył usta ze zdziwienia, gestem dłoni wskazując najwyraźniej, że tyle wystarczy. Wtedy też Gerard przeszedł do wyjaśnień, mylnie, a może celowo dopełniając to, czego Seth już nie chciał wiedzieć.
- Yvonne nosi identyczne ślady. Nie ma lepszej drogi nauki posłuszeństwa - pouczył go niczym wielki znawca, wskazując pojedyncze blizny. - Jedna popełni błąd, odpowiadają obie. Ból jest najefektywniejszym nauczycielem. Nie myśl sobie, że narażam w ten sposób ich zdrowie. Każdą ranę zanurzam w alkoholu, wcieram sole, przyżegam ogniem. Jestem estetą, jak sam widzisz - odpowiedział, sprawiając wrażenie dumnego.
Seth przytknął palce do twarzy, nie wiedząc nawet, jak to skomentować. Mylił się co do Gerarda. Myślał, że jest zwyrodnialcem bez większego pomyślunku potrafiącym jedynie niszczyć i zadawać cierpienie. Rzeczywistość była znacznie gorsza. Mężczyzna  doskonale zdawał sobie sprawę ze zła, które czynił, przypisując mu artystyczne podłoże. Zdecydowanie był to wystarczający powód, aby chcieć się go pozbyć. Czuł się lepszy od kata, zabijając w sobie myśl, że nie miał ku temu żadnych podstaw. Był przecież rzeźnikiem, przymuszonym do zawodu. Za coś trzeba żyć. Ktoś musi. Tak, to nie to samo...
Nawet nie chciał wiedzieć przez co dziewczyna musiała przechodzić. I ciało żniwiarza zdobiło wiele blizn, jednak każdej ranie jaką otrzymywał, towarzyszyła silna adrenalina, łagodząca ból. Jej „tatuaże” wykonywane były powoli, z pełną premedytacją. Z pasją i z argumentem czynienia wyższego dobra. Zaklął w duchu.
- Nie skomentujesz tego?  - Po dłuższej chwili ciszy Gerard pociągnął go za język, najwyraźniej rzucając mu wyzwanie. Podzielił się szczerością i oczekiwał od mężczyzny tego samego. Wskazał Yvette, że ta w końcu może się ubrać.
Co miał powiedzieć? Przytaknąć mu, pogratulować kreatywności? Nic takiego nie przeszłoby żniwiarzowi przez usta. Mógł grać, jednak aprobacja tych czynów w żadnym życiu nie wydawała mu się wiarygodna. Zebrał się na uśmiech, patrząc rozmówcy prosto w oczy.
- To najbardziej pojebany zwyczaj, jakiego doświadczyłem ostatnimi czasy, gratuluję  - prychnął z rozbawieniem, oswajając się z ogromnym przeżyciem, jakie wywarły na nim te blizny.
W powietrzu rozległ się śmiech. Gerard zawtórował mu, aż ktokolwiek zastałby ich teraz, mógłby pomyśleć, że wspominają przezabawna sytuację ze swoich młodzieńczych lat.
- Rozumiem to. Jednak wciąż odnoszę wrażenie, że uważasz swój system kar za lepszy... - Kat wciąż się uśmiechał, jednak w jego głosie pojawił się wytyk, początkowo niezrozumiały Sethowi. - Nigdy przecież nie oszpeciłbym ci twarzy, wiesz o tym, Śnieżynko? I mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę zmuszony zostawić cię pod cudzą opieką - mruknął, przelotnym spojrzeniem spoglądając na szyję dziewczyny.
Jeśli Seth dobrze odczytał jego logikę, Gerard miał mu za złe siniaki, jakie żniwiarz pozostawił na szyi dziewczyny, gdyż te nie były... wystarczająco przemyślanie? Za mało chłodne i wyważone? A może sprawiały jej za mało bólu? Był tak wściekły, że nie zdołał nawet przejąć się treścią słów, niebezpiecznie nawiązujących do przekazania Yvette w ręce innego opiekuna...

___________________

#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Zachodnia część boru   Czw Gru 13, 2018 5:27 pm

Upokorzenie jakiego doznawała w obecnej chwili nie dorównywało w żadnym stopniu ukrytej wewnątrz złości. Pokazanie prawdziwych emocji, które wytrwale towarzyszyły białowłosej przy tym przedstawieniu, zakończyłyby jakąkolwiek walkę o lepsze jutro. Posłuszne wypełnianie rozkazów niczym pies i stale uniżone podejście było wyćwiczoną zasłoną, by uniknąć kolejnych uszkodzeń. Choć niekiedy ta zasłona przechodziła ciężkie próby.
Pamięć nie zawodziła, a dzięki niej wróciło namacalne cierpienie z całkiem niedawnych czasów. Każde wykonane cięcie na bladej skórze, każda spływająca po policzkach łza, ciche błagania o litość, brak możliwości ucieczki i absolutna rezygnacja z walki w obawie o gorsze czyny kata... Nietrudno było się domyślić dzięki komu powstawały nowe szramy do kolekcji.
Yvette nie była idealna, jednak dokładała wszelkich starań, by nie popełniać błędów. Co innego Yvonne, która wypowiadała bezczelne spostrzeżenia oraz oznajmiała całemu światu swe niezadowolenie. Upominanie tej dziewuchy czasem szło na marne, chociaż w większości przypadków zamykała jadaczkę. Wzięcie całej winy na siebie nie wchodziło w grę, aczkolwiek wiedźma doszła do wniosku, iż taki ruch zaszkodziłby bliźniaczce. Prędzej czy później, nauczy się trzymać język za zębami dzięki owej brutalnej metodzie. Naprawdę, przy dużej liczbie inkwizytorów należy zważać na słowa. Jedni zignorują, inni zaś mogą stać się istnym potworem. Gerard należał do drugiej grupy i zabawa w bagatelizowanie zachowań siostry niekoniecznie mu odpowiadała wręcz wcale.
Dopiero potem, kątem oka zwróciła uwagę na reakcję Setha. Była ona dość... niespodziewana? Zszokowany wyraz jego twarzy niby można było prosto wytłumaczyć, w końcu taki widok jest niespotykany. Jednakże, miała dziwne przeczucie, że kryło się za tym coś więcej.
Przyzwolenie dotyczące założenia odzieży z powrotem wywołało ulgę, ponieważ oprócz niezręczności danej sytuacji, musiała panować nad ogromną chęcią niezbyt stosownego wtrącenia swoich trzech groszy. Obok niej siedział surowy opiekun, a nie zmieszany Albert. Gdy skończyła, usłyszała ogromnie interesujące stwierdzenie.
- Mimo pańskiego zapewnienia... - zaczęła wolno, skupiając wzrok na twarzy starszego mężczyzny - ...czuję małą obawę w tej kwestii. Nie mogę mieć pewności, iż czas nie zmieni pana zdania, a to byłoby... - urwała wypowiedź, starając się jak zawsze dobrać najodpowiedniejsze słowa.
Szybko porzuciła wyobrażenia o bólu, który miałby miejsce przy demolowaniu twarzy. Mówił prawdę? Dotychczas zajmował swoją artystyczną wizją tylko żebra. Może rzeczywiście zostawi lico Yvette w spokoju. Mimo wszystko, lepiej mieć jasną deklarację.
- Całe moje ciało należy do pana, lecz jeśli mogłabym mieć drobną prośbę... Proszę oszczędzić twarz. - rzekła trochę za stanowczym tonem.
Wzmiankę o cudzej opiece puściła mimo uszu, jakby w ogóle jej to nie dotyczyło. Po części, tak właśnie było. Z drugiej strony, odciągnięcie uwagi Gerarda od tego tematu równało się niemożliwemu, a już coraz mniej widoczne siniaki na szyi kobiety niczego nie ułatwiały. Wolno przyłożyła dłoń do krwiaka, przenosząc spojrzenie na ogień.
Kusiło ją, aby zerknąć na żniwiarza. Odrobinę bała się odzewu Gerarda, gdyby bez problemu spostrzegł dłuższe przyglądanie się Sethowi. A jednak, zaryzykowała.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Zachodnia część boru   Yesterday at 2:57 am

Kat spojrzał smutnym wzrokiem na dziewczynę, jakby jej brak wiary był dla niego w rzeczywistości bolesny. Seth mógłby się nabrać na ten przejaw wrażliwości, gdyby nie słowa, które mężczyzna wypowiedział chwilę temu...
- Gdy dostałem was pod opiekę, zaproponowano mi, abym wyciął na waszych twarzach „pierwsza” i „druga”. Aby nigdy was nie pomylić... Aby nigdy omyłkowo nie zaznać nieszczęścia - wyznał cicho, wspominając pierwsze chwile ich znajomości. - Nigdy nie dopuściłbym się tego grzechu. Dbam o szczegóły, jednak za bardzo obawiałbym się pomyłki, zostawiając na waszych twarzach ślad, pozwalający rozróżnić ciebie i twoją siostrę na pierwszy rzut oka... - mówił cicho, lecz w jego głosie wyczuwalne były targające nim emocje. Wczuł się, w końcu poruszał temat tego, co jawiło się dla niego sztuką. - Wiem, że nie jestem idealnym opiekunem. Bywam porywczy, jednak nigdy nie wybaczyłbym sobie tej zbrodni na estetyce.
Zakończył wywód, pociągając łyk z piersiówki i wbijając spojrzenie w dogasające płomienie. Nim podał alkohol swojemu kompanowi, zagarnął drewno wgłąb ogniska, wzbijając złote iskry w powietrze, dając płomieniowi drugie życie.
Szczerość była na swój sposób urzekająca, nawet jeśli obnażała najczarniejsze z ludzkich pobudek. Ciekawość pchała Setha do pociągnięcia tematu, aby ułamek sekundy później powstrzymywać chęć zatkania sobie uszu. Rozmowa z Gerardem była jak wypadek na mieście z ofiarami śmiertelnymi - mało kto chciał oglądać cudze zwłoki, a mimo to ludzkie zainteresowanie tworzyło wokół wydarzenia tłum gapiów. Fascynowało go to. Jednak nie mógł prowadzić rozmowy, nie dając niczego od siebie. Postanowił się wtrącić.
- Istnieją bardziej pouczające kary. Takie, których nie wspomina się w koszmarach. Nie mówiąc o tym, że czasami najsilniejszą z motywacji jest zwyczajna pochwała, nagroda... - mruknął, pouczając go, nim zdążył się ugryźć w język. Po co mu to wszystko mówił? Przecież zamierzał się go pozbyć i sprzątnąć Yvette sprzed jego nosa. Martwym na nic zdadzą się rady. - Wiem, że ograniczają cię zasady. Nie możesz pozwolić sobie na wszystko. A dodatkowo, najwyraźniej czerpiesz inspirację ze swoich katowskich sesji... Jesteś świadomy, co zaboli najmocniej. - Sam nie wiedział, co próbował osiągnąć ostatnimi ze słów. Usprawiedliwić jego działania, aby Gerard nie czuł się winny? O nie, miał już w tym swój cel...
- Co proponujesz? - uśmiechnął się kat, aż jego blizny błysnęły w blasku ognia. Wymieniali się życzliwie spostrzeżeniami, choć ofiara tortur, których dotyczył ich dialog, siedziała już obok.
- Przemoc nie jest konieczna. Nie na tym etapie - odparł powoli, sam nie wierząc w to, co mówi. Jakby sam nie dusił jej, nie szarpał i nie obezwładniał wiele dni temu w siedzibie Inkwizycji. - Nigdy nie widziałem bardziej posłusznej skazanej- skłamał, powstrzymując uśmiech. Dopiero wtedy też odwzajemnił jej spojrzenie.
Oddałby wszystko za to, by Gerard zostawił ich sam na sam. Aby mógł przeciągnąć ten nikły kontakt bez żadnych konsekwencji. Blask w jego oczach pogłębił się przez płonący tuż obok ogień.
- Wiele lat temu, nim skończyłem naście lat, zwykłem podróżować z ojcem. Gdy stawałem się marudny, brał mnie za fraki i zrzucał z konia. Czasami pół drogi powrotnej musiałem przebiec za nim, by nie spędzić samotnie nocy, gdzieś na skraju świata. Zdarzało mu się zwalniać tempa, lecz zazwyczaj nie był tak łaskawy. Wracałem od niego z połamanymi kończynami, a moja matka wpadała w szał, mówiąc, że już nigdy mnie do niego nie puści - zaśmiał się, zwierzając się z lat, które mimo wszystko, wspominał najcieplej. - Innego razu, zabiegając o jego uwagę, gdy był zajęty, wysyłał mnie po wiadro wody do studni w wiosce oddalonej od Wishtown o dziesiątki mil. Gdy miał lepszy dzień, dawał mi w dłoń łopatę, każąc przekopać działkę. Kilka razy w ciągu miesiąca - nie powstrzymywał radości, choć za młodu nie było mu wcale do śmiechu.
Był szczerze wdzięczny ojcu za to wychowanie. Przynajmniej w razie konieczności potrafił trzymać język za zębami i nie wyrósł na psychola, jakim niewątpliwie jest Gerard. Czego chcieć więcej?
- Sugerujesz, że za każdy popełniony błąd, powinienem wręczać Yvette łopatę w dłoń...? - zakpił, kręcąc z powątpiewaniem głową. Jak sądził, jego kompanowi poważnie padło na mózg.
- O panie, nie! - roześmiał się w głos, co pogłębiła piękna wizja Yvette przekopującej inkwizycyjne kwiatki na dziedzińcu. - Mam na myśli kary, które uczą. Przynoszą więcej niż bezsensowne cierpienie... - Doskonale wiedział, co Gerard odpowie. Ból nie był bezsensowny, ból uczył, bla, bla. Gówno prawda. Podzielił się jedynie przykładem, w którym po wielu, wielu latach był wdzięczny za te kary. - Zresztą, co ja tam wiem. Yvette, pamiętasz jeszcze życie na wolności. Z pewnością masz świadomość, co motywowało cię najbardziej. I jak trzymali cię w ryzach twoi rodzice... - zwrócił się bezpośrednio do skazanej, przekazując jej pałeczkę w tym przedstawieniu.
Zaczęło się niewinnie, chciał się w końcu dowiedzieć, jak okiełznać tego złośliwego ognika, podejmując temat w nieodpowiedni sposób, przechodząc przez rady Gerarda, których nigdy nie próbowałby się zastosować. Może wypowiedź Yvette da mu pogląd na kwestię, który gotów będzie rozważyć?

___________________

#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Zachodnia część boru   Yesterday at 2:55 pm

Nie miała bladego pojęcia, iż ich twarze mogły ucierpieć już na początku życia w siedzibie Inkwizycji. Zaproponowano mu tak paskudny patent? Całe szczęście, uratowało je boskie poczucie estetyki opiekuna. Gdyby trafiły w ręce kogoś mniej wybrednego i znacznie bardziej agresywnego, to żebra byłyby najmniejszym problemem.
Szczerość czy nie, postrzeganie Gerarda jako potwora, nadal pozostawało takie samo w głowie Yv. Żadnej taryfy ulgowej, ponieważ samo oszpecenie ciała było czynem niewybaczalnym. Nie wspominając o niechcianym dotyku przed tą istotną misją... Jedno musiała mu przyznać, a mianowicie zdolność natychmiastowego rozróżniania ich. Nauczył się tego znakomicie w ciągu tych siedmiu lat. Niewiele osób to potrafi.
Uważnie słuchała Setha, choć mogło na to nie wyglądać. Szczególnie, gdy odnalazła niedaleko nadwiędły mlecz. Zrywając go i skupiając wzrok tylko na nim, nie wtrącała się w rozmowę dwójki mężczyzn. Postąpiła słusznie, albowiem z każdą chwilą poznawała żniwiarza coraz lepiej.
Podziw jaki w niej budził zwykłą historią z dzieciństwa był wielki. Tak, mało w niej zwyczajności, ale jak dokładnie wygląda typowe wspomnienie z dziecięcych lat? Tym bardziej, że mina ciemnowłosego nie wyrażała smutku albo bólu. Brak cierpienia, choć to musiało być dla niego ciężkie i bolesne. Mimo wszystko, podczas opowieści zachowywał się jakby był zadowolony z przejścia przez te wszystkie nieprzyjemności. Tak powinna wyglądać szczęśliwa rodzina? Nawet jeśli, powoli dochodzi do białowłosej, iż wraz z siostrą były pozbawione chociażby namiastki tego wszystkiego.
Powątpiewała, by kat zastosował się do tych rad. Jest typem człowieka, który pozostaje na zawsze taki sam. O dziwo, Yv nauczyła się dziś czegoś nowego dzięki owej rozmowie. Nie tyle co nauczyła, ale zrozumiała pewne rzeczy i patrzy teraz kompletnie inaczej w stronę odległych czasów.
Wyrywała po kilka płatków z mlecza, bawiąc się w wyliczankę, aż nagle padły słowa, które unieruchomiły jej dłonie.
- Motywowało...? - powtórzyła za nim cicho, starając przypomnieć sobie zamierzchły, okropny los. - Głód i... - przerwała, zrywając ostatnie płatki.
Lepiej byłoby zacząć od początku. Inaczej cała odpowiedź straci sens.
- Nie znam naszego ojca. Zapewne był jednym z klientów matki, zaś ona... Cóż, była specyficzna. - rzekła, wzdychając krótko oraz rzucając roślinę do ognia. Dziwka dziwce nierówna, zabawne. Nie padł rozkaz opowiadania wszystkiego, więc pozwoliła sobie na ominięcie niektórych wydarzeń. - Nienawidziła nas, szczególnie mnie. Im więcej pracowałam, tym bardziej okazywała wrogość. Wciąż nie mam pojęcia czemu... - odparła przyciszonym tonem, chcąc jakoś sobie to wyjaśnić. Wpatrywała się w swe dłonie szukając odpowiedzi.
Harowała ciężko, aby ta kobieta choć raz spojrzała na nią przychylnie. Zadowolenie matki było największym celem, zaraz obok dostania posiłku. Pomimo częstego policzkowania oraz szarpania bliźniaczek, Yv dalej wypełniała zdania z pełną perfekcją, która weszła jej dość szybko w krew.
Ophelia, bo tak nazywała się ich matka, nie szczędziła krytyki czy dosłownego poniżania dziewczynek. Przemoc towarzyszyła im często, aczkolwiek bywały dni gdzie były ignorowane. Dotąd wiedźma zastanawia się, czemu rodzicielka płakała przy większości konfrontacji ze swoimi dziećmi.
- W pewnym momencie, zaczęłam też brać na siebie wszelkie obowiązki Yvonne. Nie muszę tłumaczyć dlaczego. Rozpętałam wtedy piekło, bowiem według matki powinnam wykonywać tylko swoje obowiązki, a nie obnosić się dookoła z tym co potrafię. Jest to lżejsza wersja jej wypowiedzi. Skończyło się na głodzeniu mnie... - mruknęła z pewnym wyrzutem w głosie. Bezsilnie przyłożyła dłoń do czoła mierzwiąc prostą grzywkę. - Co do kar... Brutalność tej kobiety w słowach doskonale wystarczyła w moim przypadku. Niezwykłe, iż bicie bolało mniej od słów. - odparła zamyślona, zamykając całkowicie oczy.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 123
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Zachodnia część boru   Today at 2:20 am

Gdy padło pierwsze z wyjaśnień, Seth zrobił wyjątkowo głupią minę, marszcząc brwi w niedowierzaniu. Głód, naprawdę? To nie było zbyt pomocne, zwłaszcza jeśli Gerard mógłby chcieć się do tego dostosować... Oczywiście, gdyby tylko miał przeżyć dzień dłużej, niżby tego chcieli. Jak się wkrótce przekonali, kat był odmiennego zdania. Po wysłuchaniu opowieści Yvette przemówił:
- Nieodpowiedzialna kobieta. Nigdy nie pozbawiłbym swoich podopiecznych jedzenia. Jaki pożytek miałbym z was, gdybyście słaniały się z niedożywienia, gdy potrzebowałbym waszych darów? - zapytał. Samej postaci rodzicielki też nie przyjął zbyt ciepło. - Przemawiała przez nią zazdrość, to pewne. Byłyście młodsze, piękniejsze od niej. Wygląd był jedynym, co posiadała. Jedynym, co sprawiało, że mogła zarabiać na chleb. Przemijała, mając przed sobą to, co wspominało jej o nieubłaganym upływie czasu i o tym, że kiedyś była niewątpliwie piękną kobietą - zabrzmiał nawet pocieszająco, przedstawiając swoją wizję.
Choć Seth nie odezwał się ani słowem, bo nie czuł się upoważniony do jakiejkolwiek oceny nieznanej mu kobiety na podstawie zasłyszanej opowieści, popadł w niemałą zadumę. Zastanowił się, czy kiedykolwiek los skrzyżował ich ścieżki, jako że jego ojciec lubił obracać się w towarzystwie prostytutek, tych mniej lub bardziej luksusowych... Odsunął tę wizję od siebie, nim zdążyła na stałe zakiełkować w jego głowie.
Zrobiło mu się szkoda dziewczyny, choć chciał usłyszeć, jak wyglądało jej dzieciństwo. Najwyraźniej nigdy nie doświadczyła braku przemocy, nawet w przeszłości, a w murach Inkwizycji przybrała ona jedynie inną formę. Jednak ile było dzieci, które mogłoby się poszczycić normalnością w tych chorych czasach? Westchnął, ostatecznie przytakując Gerardowi na temat matki bliźniaczek.
- Zauważasz to jednak? Niesprawiedliwe jest karanie obydwu, gdy jedna najzwyczajniej na świecie ma pecha... - mruknął Seth, po ostatnich słowach dziewczyny. Pomimo swoich zapewnień, sam miał nieposkromioną ochotę rozprawić się z Yvonne za porażkę w kolejnej okazji pozbycia się Gerarda. Jej pech dosięgnął przez to ich wszystkich...
- Gdyby tylko jej niewyparzony język był zasługą nieszczęścia... - mruknął z uśmiechem Gerard, wylewając ostatnie krople alkoholu w ognisko, powodując, że płomienie na moment rozgorzały mocniej. - Na nic mi twoje rady...
- Twoja sprawa. Ale skoro jesteśmy już przy zwierzeniach... To chyba twoja kolej na opowieść z dzieciństwa? - wyszczerzył zęby. Zerkając na kata i podsumowując jego cała osobowość, zdecydowanie można było wyciągnąć wniosek, że jego przeszłość nie należała do najszczęśliwszych. Z dziwną satysfakcją przysłuchiwałby się, jakie demony przeszłości trapiły Gerarda Larsena. Handlowałby tą wiedzą w całej Inkwizycji!
Ku niezadowoleniu Setha, kat pokręcił jedynie głową, powoli podnosząc się do pozycji stojącej.
- Nie tym razem. Czeka nas jutro ciężki dzień. Śpij już, ja obejmę pierwszą wartę - oznajmił, zaraz przenosząc wzrok na swoją podopieczną. Sprawiał wrażenie, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak ostatecznie życzył jej tylko dobrego snu, oddalając się od nich, by mieć lepszy punkt obserwacji całego terenu.
Seth spoglądał chwilę na oddalające się plecy mężczyzny. Skinął mu na pożegnanie, zaraz dość głośno oznajmiając:
- Dobranoc, Yvette.
Ściągnął z siebie płaszcz, zamierzając się nim przykryć i zasnąć. Nim jednak legł przy ognisku, zamierzał skorzystać z dosłownie kilku sekund, w których Gerard nie mierzył ich czujnym spojrzeniem. Musiał wykorzystać ten moment, inaczej z pewnością wybuchnąłby od nadmiaru niewypowiedzianych słów.
W ułamku chwili, na samych kolanach, przysunął się do dziewczyny, silnie chwytając jej nadgarstek i przyciągając ją do siebie. Tym samym mógł zadać skazanej nieprzemyślany ból i zostawić kolejne z siniaków, przeciw którym walczył tak Gerard, jednak w tej chwili, nie myślał o tym wcale. Działał, zupełnie skupiony na tym, by donośniejszym głosem nie zwrócić na siebie uwagi kata.
- Chcę ci tylko powiedzieć... - zaczął, lecz gdy w końcu stanął oko w oko z realizacją swojego drobnego planu, który tyle knuł, nie wiedział, co dalej. Zawahał się, jednak nie trwało to długo. - Ja nigdy czegoś takiego nie zrobię. Może nie jestem najlepszym inkwizytorem, na jakiego mogłabyś trafić, jednak zapewniam cię... Ze mną będzie inaczej - przyrzekł jej, uwzględniając najdalsze plany, mimo że nie zrealizowali ich najbliższego i najważniejszego punktu. - Spójrz - mruknął, puszczając jej nadgarstek, by swobodnie podwinąć rękaw swojej zimowej kurtki wraz z koszulą.
Ukazał malunek zaznaczony czarnymi konturami na swoim przedramieniu. Był on ledwie widoczny w cieniu, jaki powstał zza jego pleców zwróconych do ogniska, lecz wyraźnie przedstawiał skrawek ćmiego skrzydła, częściowo nadkruszonego, częściowo ukrytego pod materiałem ubrań mężczyzny. Spod rękawa wydobywały się jeszcze litery, zapisane drobnym drukiem, najwyraźniej cudze imiona i nazwiska. Czarny tatuaż, gdzieniegdzie poszarzały już ze starości, wyraźnie nadgryziony przez ząb czasu.
- Znam dobrego artystę. Jeśli będziesz chciała... Po wykończeniu tego śmiecia, na jednej z setki naszych wypraw możemy odbić kurs, aby przykryć to, co zostawił po sobie na twoich żebrach... - zaproponował prędko, nie grzesząc nadmiarem czasu.

___________________

#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zachodnia część boru   

Powrót do góry Go down
 
Zachodnia część boru
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Ponury bór-
Skocz do: