IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pracownia Lilith

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lilith
Topaz
avatar

Liczba postów : 12
Join date : 01/01/2019

PisanieTemat: Pracownia Lilith   Pon Sty 07, 2019 4:48 pm

Gdzieś na końcu jednego z korytarzy w rzadko uczęszczanej części zamczyska znajdują się najzwyczajniejsze dębowe drzwi zamykane na klucz. Próżno szukać tabliczki informującej o przeznaczeniu tego pomieszczenia lub informującej, że nieupoważnionym wstęp wzbroniony — w końcu coś takiego jedynie przyciągnęłoby uwagę nieproszonych gości.
Po przekroczeniu drzwi trzeba przejść przez krótki hol, po czym nacisnąć klamkę kolejnych, niemal identycznych, by ujrzeć dosyć dużą pracownię.
Próżno szukać tu okien, jednakże Lilith zadbała o to, by pokój był dobrze oświetlony, dlatego nikt nie ma problemu z zobaczeniem wielkiego, drewnianego, prostokątnego stołu, na których stoją różne mikstury, płyny, przyrządy, zegary, szkło laboratoryjne, lusterka. Oprócz tego na stole leżą rozmaite rysunki, szkice, kartki z obliczeniami, księgi, notatki, zdjęcia, zioła, kamienie szlachetne i półszlachetne, a także łańcuchy, obroże oraz liny.
Dopiero po chwili nowoprzybyły dostrzega kilka krzeseł stojących przy stole oraz przymocowane do pomalowanych na beżowo ścian dębowe półki, na których stoi jeszcze więcej książek... a także kilka słoi zawierających kończyny i oczy stworzeń zdecydowanie niebędących ludźmi ani zwierzętami.
Jeśli popatrzy się w lewo, na końcu pomieszczenia zobaczy się kilka klatek sporych rozmiarów — na tyle dużych, by stworzenia w nich się znajdujące mogły rozprostować kończyny. Obecnie zamieszkana jest tylko jedna. Znajduje się w niej istota wzrostem i budową przypominająca wilczura, lecz mająca granatową łuskę zamiast sierści, fioletowe oczy i dodatkową parę łap, a kaganiec rzucony niedaleko klatki daje wyraźnie do zrozumienia, że psowaty Koszmar warczący na wszystkich poza Lilith był wcześniej zdecydowanie mniej potulny...

___________________
| mowa | myśli |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t596-lilith-farewell
Lilith
Topaz
avatar

Liczba postów : 12
Join date : 01/01/2019

PisanieTemat: Re: Pracownia Lilith   Pon Sty 07, 2019 8:16 pm

Siedziała po turecku, podpierając głowę rękoma. Nie była to zdecydowanie pozycja pasująca do damy, ale Lilith niezbyt się tym przejmowała. W tym momencie interesowało ją coś innego. Od dłuższego czasu przypatrywała się z uwagą  stworzeniu, które zwinęło się w rogu klatki i najwyraźniej miało czarownicę w głębokim poważaniu. Mimo to ta wpatrywała się w nie z upartością godną lepszej sprawy.
- Dzisiaj będziemy mieć gościa, Tommy - oznajmiła cicho i spokojnie.
Brak reakcji.
- To będzie miły gość. Ważny i miły - dodała po dłuższej chwili. - Dlatego my też będziemy mili, prawda?
Psowaty Koszmar w dalszym ciągu miał Lilith głęboko w poważaniu.
- Prawda? - powtórzyła takim samym tonem jak wcześniej.
W odpowiedzi usłyszała coś, co brzmiało jak parsknięcie.
- Uznam to za potwierdzenie.
Kobieta podniosła się, a jej biżuteria zabrzęczała. Podeszła do stołu i przejechała po nim palcem, już trzeci raz tego dnia upewniając się, że nigdzie nie ma kurzu, co wynikało nie tyle z chęci wypadnięcia jak najlepiej, co z umiłowania dla porządku Lilith.
Poszukała wzrokiem pewnej listy, co zajęło jej chwilę. Nawet jeśli wszystkie przedmioty na stole były posegregowane, znalezienie jednej kartki papieru wśród morza innych nie należało do łatwego zadania.
Lilith podniosła to, czego szukała i popatrzyła na kilka krótkich punktów.
- "Tresura Koszmarów i tworzenie z nimi emocjonalnej więzi"... Tu chyba mam najwięcej do powiedzenia, nieprawdaż, Tommy? - zapytała mimochodem, mimo że z tej odległości stwór nie mógł jej usłyszeć. Uniosła lekko kąciki ust do góry, uświadamiając sobie, że niechcący przywiązała się do tego dziwadła. - Gdybyś jeszcze był skory do walki z Inkwizycją i przekonał swoich kolegów do... - Nie dokończyła, a zamiast tego przeleciała wzrokiem kolejne punkty. - Tak, o Koszmarach mogę długo mówić. Dalej... "Czarnoksiężnicy"... "Leczenie nosicieli"... Szkoda, że tu brak konkretów.
Choć trudno powiedzieć, że błądzimy zupełnie po omacku - dodała w myślach.
Westchnęła i odłożyła kartkę. Odsunęła dwa krzesła, po czym usiadła na jednym z nich. Wygładziła sukienkę i nasłuchiwała kroków, gotowa w każdej chwili wstać i przywitać się grzecznie z królową. Czuła zdenerwowanie, ale nie było ono aż tak silne, by zniszczyło jej niemal idealną maskę opanowania.

___________________
| mowa | myśli |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t596-lilith-farewell
Ananke
Królowa Wiedźm
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 31/12/2017

PisanieTemat: Re: Pracownia Lilith   Wto Sty 08, 2019 6:14 pm

Raporty Topazu Ananke zwykła zaliczać do tych przyjemniejszych obowiązków. Tematyka badań Lilith była na tyle bliska jej sercu, że królowa szczerze wyczekiwała rozmowy z młodszą czarownicą, gdy zbliżała się pora omówienia postępów. Choć błędem byłoby posądzać Ananke o gwałtowne poruszenie czy podekscytowanie, jej myśli często wędrowały do wspomnień z ostatniego raportu, a potem wracały do bieżących spraw, wśród których mogło kryć się coś pomocnego dla Lilith. Opowieści podróżnych, informacje zdobyte przez szpiegów? Wszystko mogło mieć znaczenie. Królowa poważnie traktowała pracę Topazu, postrzegając w niej klucz do przechylenia szali konfliktu na korzyść czarownic. Cóż poczęłaby Święta Organizacja, gdyby jej żołnierze nie mogli dłużej wyrzekać się pokrewieństwa z ich wrogiem? Czy inkwizytorzy zwróciliby się przeciwko sobie i starli w walce? A może pochyliliby głowy w pokorze? Ananke nie spodziewała się prostego rozwiązania, zaś jej Szepty milczały na ten temat. Być może nie nadszedł jeszcze właściwy moment. W ostatnim czasie badania w tym zakresie nie posuwały się zbyt prędko naprzód, jednak królowa nie ponaglała. Wciąż odczuwała zadowolenie z innych efektów pracy Topazu, a jeden z nich zapowiadał się szczególnie obiecująco.

Gdy nadeszła pora, Ananke skierowała swoje kroki do pracowni Lilith. Na miejscu była zaledwie chwilę przed wybiciem pełnej godziny i od razu zapukała, obwieszczając swoje przybycie.

- Lilith. - Ananke przywitała się uprzejmie słowem i gestem, po tym jak znalazła się już w pomieszczeniu. Omiotła postać kobiety łagodnym spojrzeniem, obdarzając ją przy tym uśmiechem. - Żywię nadzieję, że ostatnie dni były dla ciebie pomyślne. Oczekiwałam naszej rozmowy.


___________________
Mowa | Myśli | Szepty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t527-lady-ananke
Lilith
Topaz
avatar

Liczba postów : 12
Join date : 01/01/2019

PisanieTemat: Re: Pracownia Lilith   Czw Sty 10, 2019 8:06 pm

Nagle Tommy poderwał się i nadstawił uszu. Lilith, domyślając się, co to znaczy, popatrzyła na zegar, po czym wstała, wygładziła suknię i ruszyła w stronę drzwi. Po chwili usłyszała pukanie. Otworzyła królowej.
- Również cieszy mnie twój widok, Ananke – choć brzmiało to jak sztywna formułka, było najprawdziwszą prawdą. – Przełomu brak, jednakże śmiem twierdzić, że ostatnie dni mogę uznać za jak najbardziej udane. Tak długo, jak nie stoję zupełnie w miejscu, nie mam zamiaru narzekać.
Gestem dłoni wskazała królowej krzesło i po chwili usiadła na drugim, twarzą do Ananke. Wiedziała, co mówić, dlatego nie czekała na żadne pomocnicze pytania, tylko przeszła od razu do rzeczy:
- Zdaję sobie sprawę, że uleczenie nosicieli, zmniejszenie śmiertelności wśród przedstawicieli płci męskiej… krótko mówiąc, zwiększenie populacji naszej rasy… ma wiele korzyści. Dlatego z ubolewaniem przyznaję, że, jak się zapewne domyślasz, na tym polu brak na razie większych osiągnięć. Mogłabym w tym momencie zacząć wymieniać różne teorie spiskowe, pseudonaukowców i moje własne, że kobiety mają bardziej otwarty umysł na magię, że nosiciele to wiedźmy, tylko mające nietypowe, trudne do zidentyfikowania moce… Ale po co? – Tu zrobiła pauzę, by przełknąć ślinę i nie zamęczyć Ananke potokiem słów. – Obie wiemy, że przede wszystkim liczą się konkrety i fakty, a te przedstawiają się tak, ze obecnie mogę jedynie wykluczyć hipotezę, jakoby warunki życia miały jakiś wpływ na to, czy dziecko urodzi się czarownicą, czy nosicielem. I ci, i ci rodzą się w rodzinach o bardzo różnej sytuacji majątkowej. - Ponownie zrobiła przerwę, tym razem trochę dłuższą: ponieważ zaschło jej w gardle, wypiła łyk przygotowanej wcześniej wody. – Powiadają, że liczy się nie ilość, tylko jakość, ale w tym wypadku jest inaczej. Muszę przebadać dziesiątki nosicieli, lecz na razie nie mam takiej możliwości – w żadnym wypadku nie brzmiała oskarżycielsko lub roszczeniowo, jedynie stwierdziła fakt z typową dla siebie obojętnością w głosie.
Do uszu obu czarownic dobiegł warkot. Żaden mięsień twarzy Lilith nie drgnął, jedynie spojrzała na koniec pomieszczenia i, wysilając się na prawie ciepły ton, powiedziała trochę głośniej niż półgłosem:
- Spokojnie, Tommy, zaraz będziesz miał swoje pięć minut.
Ponownie popatrzyła na królową. W tym momencie w zasadzie mogłaby już przejść do głównego punktu programu, ale zastanawiała się, czy powinna podzielić się pomysłem, który wpadł jej stosunkowo niedawno do głowy. Patrzyła w różne strony, co było typowe dla myślących nad czymś ludzi. Kilka sekund zajęło jej podjęcie decyzji.
- Zwykłam nie ingerować w politykę, a to, co teraz powiem, nie będzie miało zbyt wiele wspólnego z moją pracą… – zaczęła trochę nieśmiało, jednakże po chwili w jej oczach dało się widzieć pewność siebie. – Jednakże co, gdyby już teraz w subtelny sposób przypomnieć mieszkańcom Wishtown, że nosiciele są spokrewnieni z wiedźmami? Gdyby zasiać w sercach bezgranicznie wierzących w Inkwizycję niepokój? Szary tłum ma prosty tok myślenia: czarownice i Koszmary są złe, ludzie dobrzy. Ale nosiciele to jedna wielka niewiadoma, wielu ich przedstawicieli jest po obu stronach barykady. Myślę, że można to wykorzystać, zbudować fundamenty pod uczynienie nosicieli pełnoprawnymi wiedźmami i czarownikami. – Odchrząknęła. – Wybacz moją zuchwałość, a to, co teraz powiedziałam, potraktuj jedynie jako luźną sugestię. Zdaję sobie sprawę, ze daleko mi do eksperta, jeśli chodzi o takie sprawy. – Wstała. – A teraz zapraszam cię do poznania pewnego urokliwego Koszmara, który pomógł mi ustalić kilka rzeczy.

___________________
| mowa | myśli |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t596-lilith-farewell
Ananke
Królowa Wiedźm
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 31/12/2017

PisanieTemat: Re: Pracownia Lilith   Czw Sty 17, 2019 8:52 pm

- Rada jestem, słysząc te słowa. - Ananke kiwnęła głową z uśmiechem błąkającym się na ustach, po czym zajęła wskazane miejsce. Plecy miała wyprostowane, zaś dłonie ułożone na podołku, lecz nawet tak wytworna poza nie wyglądała w jej wykonaniu nienaturalnie. Reprezentacyjne zachowanie już dawno weszło jej w krew i nie kosztowało jej już nawet krzty wysiłku.

Przybyła tu z gotowością wysłuchania wszystkiego, co Topaz zechciałaby jej przekazać. Słuchała więc w milczeniu, z uwagą. Nie obruszyły jej słowa o braku postępów. Ananke całkowicie akceptowała fakt, że na drodze do zwiększenia populacji czarownic, jak to fachowo określiła Lilith, piętrzyło się wiele trudności. Niemniej jednak liczyła, że w końcu znajdą właściwą ścieżkę.

- Czy poza grupą nosicieli potrzebujesz czegoś jeszcze? - zapytała rzeczowo. O ile dotarcie do godnych zaufania jednostek nie byłoby aż tak trudne z pomocą siatki szpiegów, o tyle kwestia zgody na badania była niepewna. Przymuszanie potencjalnych sojuszników do obnażenia swojej przeszłości przed kimś dla nich obcym mogło dać niepożądane rezultaty. Ponadto Ananke sceptycznie podchodziła do obecności tak wielu nosicieli z zewnątrz w zamczysku. Zwiększało to ryzyko prześlizgnięcia się wroga. Ewentualne przyszłe spotkania Topazu z chętnymi do badań musiałoby być przygotowane ze szczególną dbałością. Czarownica zachowała dla siebie i oczywistości, i niepewności. O wiele roztropniej będzie poruszyć je w większym gronie, co zasygnalizowała Lilith.

Nagły dźwięk na moment przyciągnął uwagę królowej, która przelotnie zerknęła w kierunku, z którego dochodził. Uśmiechnęła się jakby ze zrozumieniem, jednak nie pozwoliła sobie na zbyt długie rozproszenie. Spojrzała na Lilith akurat w momencie, gdy ta widocznie się zastanawiała.

- Subtelny sposób? - Królowa pochwyciła ten jeden zwrot, zaś zainteresowanie przebiło się poprzez miękkość tonu jej głosu. - Jaki subtelny sposób masz na myśli?

Ucichła na moment i przymknęła powieki, poddając słowa Topazu rozważaniom. Niezwykły był to temat jak na czarownicę oddaną nauce. Czyżby widziała w tym drogę do ułatwienia badań?

- Wiele racji jest w twoich słowach, moja droga. Pozwólmy sobie jednak na chwilę przemyśleń. - W tym momencie urwała na moment i posłała Lilith nieodgadnione spojrzenie. Zaraz po tym przemówiła powoli, starannie dobierając słowa: - Nosiciele to zagadka. Część jest nam przychylna. Szukają kontaktu z czarownicami i sprzeciwiają się naukom głoszonym przez Inkwizycję. Część jest obojętna. Chcą żyć własnym życiem, nie sprowadzając na siebie lub swe rodziny żadnych niebezpieczeństw. Część jest nam wroga. Co się stanie, jeśli tak różnorodna społeczność postawiona zostanie przed prawdą? Sojusznicy się odważą? Obojętni zlękną? A wrogowie? Czy to zatrzęsie ich światopoglądem? A może sprawi, że jeszcze goręcej poprą Inkwizycję, oczekując zatarcia prawdy?

Krótka pauza. Kolejny uśmiech.

- Niejeden szpieg donosił, jakoby Inkwizycja planowała unicestwiać źródło magii w czarownicach. Informacje są strzeżone, nikt nie wie, czy to prawda lub czy poczynili jakieś sukcesy na drodze do tego precedensu. - Urwała, by podkreślić wagę tych słów. - Ci, którzy tak ochoczo wypierają się pokrewieństwa, ufają choćby i najlichszym obietnicom wydarcia ich dziedzictwa. Powiedz mi... czy uważasz, że przypomnienie o pokrewieństwie nie zmobilizuje Inkwizycji do odwetu? Wytężonej pracy, która zaszkodzi więzionym czarownicom? A może zasieje popłoch, który pozwoli nam wykraść więcej tajemnic? Zarazem nasze działanie jak i bierność mają swoje szerokie skutki.

Wiele jeszcze rozważań cisnęło się w tym momencie królowej na usta, jednak powstrzymała się, nie chcąc poddawać dyskusji zbyt wielu spraw na raz. Niespodziewany temat, który zaczęła Lilith, dał królowej możliwość poznania opinii Topazu o rzeczach, które nie tyczyły się tylko nauki. Choć Ananke gorąco wierzyła w przeznaczenie, przychylne czarownicom, nie zwykła odcinać się od słów mądrości.

- Prowadź proszę - rzekła uprzejmie, gdy nadszedł czas przejść do kolejnego punktu dzisiejszego spotkania.


___________________
Mowa | Myśli | Szepty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t527-lady-ananke
Lilith
Topaz
avatar

Liczba postów : 12
Join date : 01/01/2019

PisanieTemat: Re: Pracownia Lilith   Yesterday at 6:27 pm

Zastanowiła się.
- Nie, potrzebuję tylko nosicieli… albo raczej „aż” – odparła. Topaz nie mogła wiedzieć, co zaprzątało myśli Ananke, jednakże domyślała się, jak wiele przeszkód stało na drodze do zrealizowania jej celu. Mimo to rozwodzenie się nad nimi nie było teraz ani konieczne, ani nawet wskazane.
Lilith od zawsze odznaczała się największą biegłością w naukach ścisłych. Mimo to miała wszechstronne zainteresowania: obok matematyki, biologii i medycyny stały filozofia, psychologia, polityka, historia, a swego czasu także wręcz niezdrowe zafascynowanie legendami miejskimi: niegdyś z wypiekami na twarzy czytała o Spring Heeled Jacku, teraz zaś ledwo pamiętała, o co w tej opowieści chodziło. Kobieta ukierunkowała swoją ciekawość na badania, niemal zupełnie zapominając o większości dawnych hobby.
Niemal. Prędzej czy później musiały dojść do głosu. Być może dobrze, że stało się to teraz, niż gdyby miała coś palnąć w szemranym towarzystwie. Ewentualne ośmieszenie się przed przełożoną było po stokroć lepsze niż podzielenie się swoimi poglądami z kimś niegodnym zaufania.
- Przez subtelny sposób rozumiem… rozmowę. A raczej umiejętne wplatanie w nią sprawy nosicieli – przyznała. Kontynuowała zaczęty wątek, słysząc pewną ciekawość w głosie Ananke. – Zdaję sobie sprawę, jak trudną sztuką jest prowadzenie rozmowy i balansowanie na granicy między wspomnieniem… napomknieniem a otwartym przekonywaniem do swojej racji, lecz „trudne” nie jest synonimem słowa „niemożliwe”.
Słuchała uważnie słów królowej, układając sobie w głowie odpowiedź, nie wykorzystywała jednak krótkich pauz robionych przez Ananke, chcąc najpierw poznać jej stanowisko. Wypowiedziała się dopiero wtedy, gdy ostatnie słowo opuściło usta królowej.
- Owszem, w przypadku nosicieli mamy do czynienia z dosyć równym podziałem na naszych wrogów, sprzymierzeńców i niemieszających się w politykę… lecz miejmy na uwadze to, że każda grupa jest zróżnicowana, mniej lub bardziej. Wśród ludzi dominuje podszyta strachem neutralność, na drugim miejscu postawiłabym wrogość o różnym natężeniu… lecz w tłumie kryją się również jednostki opowiadające się po naszej stronie. – Przełknęła ślinę. – Z drugiej strony, nawet nasza własna rasa daleka jest od zjednoczenia i dzielimy się na kilka obozów. Mogłabym nawet zaryzykować stwierdzenie, że to wśród nas można dostrzec największą różnorodność. Kryjące się w mieście i w lesie niezależne, obecnie w większości neutralne jednostki, których zachowania w razie ewentualnej otwartej wojny nie w sposób przewidzieć, równie nieobliczalny Cyrk, zjednoczone pod tobą czarownice, ponoć w Ponurym Borze żyje zorganizowana, lecz w gruncie rzeczy bierna społeczność wiedźm… – wymieniała, wyliczając na palcach. – Prawie wszystkie chcemy zmiany obecnego stanu rzeczy, ale metody i podejście każdej z czarownic bardzo się od siebie różnią. Przytoczyłam oczywistości, które doskonale wiesz, ale chciałam ukazać to, że w naszych planach, to jest planach społeczności, zawsze trzeba uwzględnić margines błędu. Nigdy nie będziemy mieć stuprocentowej pewności.
Zrobiła dłuższą pauzę, po czym przeszła do meritum:
- Myślę, że pewne sprawy powinniśmy rozwiązywać… oddolnie. Cicho i powoli. Z dala od Inkwizytorskich oczu i uszu. Zastanawiałam się… co by było, gdyby neutralni, obojętni mieszkańcy Wishtown powoli zmieniali swoje nastawienie na naszą korzyść, nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę? Przy czym „powoli” to słowo-klucz... Choć może tkwię w błędzie, a zaskoczenie wszystkich już wtedy, gdy wszystko będzie gotowe, jest lepszym pomysłem? Jak sądzisz, Ananke? Lepiej rozbierać budowlę kamień po kamieniu czy zburzyć ją od razu?
Gdy obie kobiety zbliżyły się do jedynej zamieszkałej klatki, stwór najpierw popatrzył na Ananke, a potem na Lilith, jakby zastanawiając się, jak powinien zareagować. Topaz schyliła się na chwilę.
- Nasz miły gość – wyszeptała do Tommy’ego, po czym wyprostowała się i zwróciła do królowej: – Przez ostatnie miesiące spędziłam z nim wiele czasu i zdążyłam zaobserwować zmiany w jego zachowaniu. Koszmary to bardzo różnorodne stworzenia, zarówno w kwestii inteligencji, jak i siły czy umiejętności… Można je jednak skwalifikować generalnie jako myślące i czujące istoty. Zdobycie sobie ich szacunku, a nawet lojalności jest jak najbardziej możliwe, choć oczywiście w różnym stopniu i nie wszystkich. – Zamilkła, gotowa za chwilę kontynuować swój wywód, jeśli Ananke nie miała nic do dodania.

___________________
| mowa | myśli |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t596-lilith-farewell
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pracownia Lilith   

Powrót do góry Go down
 
Pracownia Lilith
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Zamczysko Królowej Wiedźm-
Skocz do: