IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zakład krawiecki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Zakład krawiecki   Wto Lis 24, 2015 8:19 pm


Nie zajmuje on dużo miejsca. Niewiele większy od przeciętnego zakładu rzemieślniczego, przykuwa uwagę barwnymi strojami, które kuszą wzrok przechodniów i zapachem świeżych kwiatów, których zawsze jest pełno w środku. Pnące się, krzaczaste czy łodyżkowate - nie ma to znaczenia. Wypełniają każdą szczelinkę, każdą wolną przestrzeń, każdą powierzchnię. Ileż tu było zdumionych kawalerów, gdy zamiast z cenami kwiatów, zapoznali się z kosztorysem nowych kreacji dla swoich wybranek!
W centrum zakładu znajduje się podest, otoczony licznymi lustrami podest. To na nim przymierzane są suknie i dokonywane przymiarki. Także tutaj Rose dokonuje szybkich poprawek, jak na przykład doszycie lub odprucie koronki, poprawienie drobnych dodatków czy przyszycie żabotu lub falban. Za wysoką komodą, za którą tylko na pozór jest ściana, znajdują się drzwi prowadzące do serca zakładu. Matka dziewczyny złośliwie nazywała ją halą produkcyjną. Skąd to określenie znała - dziewczyna już nie wie. Fakt faktem, to tu znajdują się bele materiałów, ukończone lub też nie suknie, zestawy igieł, nożyc i nici, a także inne rzeczy, jak nic niezbędne krawcowej do pracy.


Kolejny męczący dzień. Chociaż ten dzionek tak ładnie się zapowiadał, niech to by kózka różkami bodnie! Najpierw przyszła jakaś paniusia, której pomyliły się dni odbioru zamówionej sukni. Dziewczyna grzecznie tłumaczyła jej, że przecież umawiała się, owszem, na wtorek, ale nie ten, ale jeszcze następny. I dopóki na scenę chwiejnym krokiem, sugerującym, niesłusznie - o dziwo, zbyt częste zaglądanie do kieliszka, nie wkroczył ojciec Rosaline, z pewnością indycząca się dama przeszłaby do rękoczynów. Ze starcia dwóch temperamentnych osobników nie mogło wyniknąć nic dobrego - kobieta wyszła, krzycząc masę paskudnych, niewłaściwych damie wyrazów w stronę majstra i jego córki. Niestety, ojciec Rosie był równie zdenerwowany zaistniałą sytuacją i umówioną na przymiarkę damę, ukłuł igłą solidnie w siedzenie. Kobieta słusznie obiła go elegancką parasolką i nie płacąc, wyszła z zadartym do góry nosem. Rose wcale nie miała jej tego za złe. Jedynie jej ojciec miał czelność wyjść i krzykiem oznajmić, co o niej myśli.
Dlatego też z radością przyjęła wiadomość, że może sobie odpocząć. Ojciec chyłkiem wrócił do serca zakładu, a dziewczę wyjęło z komódki bogato ilustrowany zielnik i jakby od niechcenia, zaczęło go przeglądać, od czasu do czasu robiąc tylko notatki na marginesie kawałkiem ołówka. Na tyle delikatnie, że na pierwszy rzut oka nie sposób było je dostrzec, ale na tyle stanowczo, że wprawne oko młodej krawcowej szybko je rozczytywało.

___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 188
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Sro Lis 25, 2015 2:55 am

Kiedy jej niedawna, kłopotliwa pacjentka stanęła u drzwi jej rezydencji, Deneve wpierw miała niemałe wątpliwości, czy aby nie śni na jawie. Początek tej znajomości nie miał przyjemnego wstępu – zaczął się mianowicie podczas egzekucji czarownicy i zamieszania powstałego wskutek interwencji drugiej, która przybyła na ratunek swej "siostrze". Późniejsze stosunki również nie rysowały się w miłych dla oka barwach. Między nią a zmuszoną do pozostania w klinice inkwizytorką dochodziło do licznych spięć.
I co prawda, ze względu na to, iż pacjentka okazała się posiadać znane z opowieści jej... bliskiej znajomej... imię i nazwisko, zaproponowała swą pomoc, ale nie sądziła, że dziewczyna kiedykolwiek z tego skorzysta. Że stanie pod jej drzwiami i przypomni o tych paru nadprogramowych słowach rzuconych na pożegnanie.
Albinoska zerknęła na siedzącą naprzeciwko niej Selene, po czym swe jasnoszare, kojarzące się z soplem lodu oczy znów skierowała na przestrzeń przewijającą się za oknem powozu. Milczała... milczała i myślała, odkąd rozsiadła się między tymi paroma ścianami, w otoczeniu stukotu końskich kopyt i ulicznego gwaru.
Żeby to była jedyna najdziwniejsza rzecz w tym wszystkim! Powód był równie nieprzewidywalny, jak ponowne spotkanie wojowniczki. Dostać się na przyjęcie w willi należącej do jednej z tych znanych w zamożnych kręgach rodzin.
W pierwszej chwili pomyślała: dobry żart, cholera, nie ma co. A w drugiej przekonała się, że to tak na poważnie i musiała zacząć się zastanawiać, co z inkwizytorką zrobić. Jak wpasować w panujące w tej sferze klimaty i sprawić, żeby nie wyglądała na takiego o, wojaka wsadzonego w pełne elegancji, przepyszne stroje?
To nie było na jej głowę. Zdecydowanie. Została przez ojca wychowana na prawowitego dziedzica, a nie pełną kobiecej gracji arystokratkę. W kręgu do jakiego należała, niekoniecznie pochwalano takie dziwactwa i doskonale sobie zdawała z tego sprawę. Pod warstwą uprzejmości, często kryły się demony trzymane na uwięzi. Ale lepiej oddać się równemu sobie niż pomniejszemu lekarzynie, szarlatanowi z ulicy czy Inkwizycji, która rodziła strach.
Dlatego też Deneve postanowiła zorganizować wycieczkę po mieście z główną atrakcją – zakład krawiecki, dochodząc do wniosku, że tam wskórają więcej od niej.
Powóz zatrzymał się przed lokalem.
Dobrze, że nie wzięłaś swojego płaszcza. Przeraziłabyś wszystkich na śmierć – mruknęła. – Jakby teraz i później ktokolwiek o cokolwiek pytał, jesteś moją daleką krewną. Pamiętasz? Miałaś poważny wypadek w podróży i zaopiekowali się tobą przejeżdżający kupcy. – Przesunęła spojrzenie po Selene od dołu do góry. – Stąd takie, a nie inne odzienie.
Kobieta podniosła się z siedzenia i ruszyła do wyjścia, a gdy znalazła się na zewnątrz, przytrzymała drzwiczki i wyciągnęła ku towarzyszce dłoń.
Pierwsze wrażenie na widok dziedziczki rodu Noita przywoływało na myśl wysokiego młodzieńca, ale już drugie przychodziło wraz z dokładnym przyjrzeniem się i usłyszeniem głosu. Kobieta w męskim wdzianku. Kto to widział! Deneve coś tak się wydawało, że wywołają małą sensację, a co jeszcze pewniejsze, pracującym tu ludziom przyniosą trudny orzech do zgryzienia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Czw Lis 26, 2015 5:44 pm

- Ale... Mistrzyni, to zlecenie... – Nieczęsto brakowało jej słów, ani też pozwalała sobie na odpowiedź inną niż krótkie „tak jest!”.
- Nie podlega dyskusji. – Odparła twardo starsza od niej kobieta za biurkiem, dokańczając zdanie, którego Selene z pewnością na myśli nie miała.
Cóż, pozostało jej tylko kiwnąć głową i wyjść. Żałowała, że z ust mistrzyni padło to przeklęte nazwisko, gdyż z pewnością wolałaby zadbać o powodzenie misji w inny sposób. Nie wiedziała, czym sobie zasłużyła na taką karę, ale co Inkwizycja chciała, to Sel robiła; taka była kolej rzeczy. Nawet jeśli chodziło o kontakt z białowłosym diabłem z kliniki i przywdzianie typowego stroju kobiety. Jedynie całą drogę do rezydencji przeklinała swoje marne życie.
Po wyjaśnieniu pani doktor przedsięwzięcia tonem głosu, jakiego nie powstydziłaby się sama królowa lodu, nieurodzaju i klęski, unikała rozmowy, zachowując chłodny dystans i wątpliwe maniery, a także unikając rozmowy możliwie długo. Ale los chciał, że Deneve działała na nią jak czerwona płachta na byka, więc nie wszystko mogła puścić mimo uszu.
- Nie nałożyłam go tylko dlatego, że jeszcze mi nie przydzielono kolejnego od kiedy ostatni zwęglił się nieco pod naszą wesoła przygodą na stosie – Wyjaśniła cierpko, oczywiście nad tym ubolewając. Owy symbol Inkwizycji napawał ja dumą i dawał jasne pojęcie o jej pozycji. Niestety, po tym jak została posłana na przymusowy urlop, nikt nie pamiętał o potrzebach i istnieniu Selene. – Nie obawiaj się, nie powiem nic głupiego. Ale chyba nie musimy wymyślać takich łzawych historyjek przed krawcem? – Zapytała, usiłując ograniczyć czas swojej gry aktorskiej do minimum.
Zatrzymały się zapewne przed wyznaczonym miejscem, w którym właśnie miała przeżyć pierwsze piekło. Rozpoczęło się już od gestu ze strony Deneve, zarezerwowanych dla delikatnych panienek noszących na co dzień kiecki. Rzuciła jej spojrzenie, będące aż nad wyraz wymowne, zupełnie ignorując wyciągniętą ku niej dłoń.
- Nie kpij sobie – Mimo to musiała coś dodać, by pani doktor nie usiłowała popełnić podobnej zbrodni przeciwko jej godności ponownie. Zręcznie wyskoczyła z pojazdu, omijając kałużę i lekko lądując na bruku. Nie czekając, aż białowłosa wpadnie na pomysł, aby przepuścić ją w drzwiach, ruszyła do przodu, wkraczając do miejsca, do którego nie planowała zachodzić w tym, ani przyszłym życiu.
Znalazły się w – na pierwszy rzut oka – pustym, niewielkich rozmiarów pomieszczeniu. Do nozdrzy natychmiast uderzył jej słodki zapach, której nie sposób było pomylić z niczym innym, niż wonią kwiatów. Rozejrzała się wkoło i w końcu dostrzegła ją, osobę zapewne tu pracującą, młodszą, niż się tego spodziewała. Jednak wyobrażenia Selene nie miały nic do rzeczy, zmusiła się także, aby dłużej nie spoglądać na jasnoróżowe włosy dziewczyny, niespecjalnie przepadając za tego typu odchyleniami od natury, zbytnio przywodzące na myśl cyrk i pozostałe odmienności, tak często występujące w tym mieście.
- Witaj – Ukłoniła się lekko, spojrzeniem wędrując do książki w jej dłoniach. Za wiele rzeczy tutaj rozpraszało Inkwizytorkę przed zwykłym kontaktem wzrokowym. – Potrzebuję wyjściowego stroju, kobiecego, ale możliwie prostego. I odrobinę pomocy, bo kompletnie się nie znam na obecnej modzie. Na mój rozmiar. – Zaczęła w twardym tonie, nieco zbyt chłodnym, jaki wykorzystywała głównie w stosunku do doktor, ale głos prędko jej zmiękł, a na twarzy Selene udało się przybrać względnie pogodny wyraz. – Dev...? – Zerknęła na towarzyszkę, zastanawiając się, czy ta też będzie potrzebowała przymiarek.
Szczerze nie wiedziała, na co się nastawić. Nie planowała spędzić tu całego popołudnia, ale nawet jej upośledzona kobieca intuicja podpowiadała, że szycie sukni to nie taka prosta sprawa, zwłaszcza na niecodzienne wymiary Inkiwzytorki. Liczyła na sporą pomoc od obu kobiet, bo znała się na sukniach podobnie jak Deneve na byciu uroczą.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Sro Gru 02, 2015 2:53 pm

Wyciągnęła z komody obok swojego stanowiska parę drutów i kilka kłębków wełny. Nigdy nie była dobra w robótkach ręcznych, ale jednak obiecała jednej ze swoich dzieciatych sióstr zrobić kilka zabawek dla jej dzieci. Zbliżały się urodziny dwóch koszmarnych bliźniaczek, czteroletnich wkrótce Mary i Eunice. Chociaż dziewczynki były względnie spokojne i wcale nieźle się zachowywały, uprzedzona do tego przedziału Rosaline traktowała je nad wyraz oschle, jedynie okazjonalnie pozwalając dziewczynkom się do siebie przytulić, robiąc to z taką łaską, że maluchy prędko sobie darowały ewentualne przytulanki pod adresem ciotki.
Oczko, kolejne, i jeszcze jedno. Obecnie miała już materiału na korpus misia i dwie z czterech łapek. Właśnie dziergała tę część, z której miał być łebek, gdy po raz kolejny ktoś jej przeszkodził. Nim podniosła głowę, zacisnęła zęby, aby jak najszybciej pozbyć się grymasu niezadowolenia ze swojego lica. W stronę nowoprzybyłych klientek spojrzała dopiero wtedy, gdy miała już jako taką pewność, że na jej twarzyczce gości sympatyczny, może nawet nieco naiwny, ale wciąż słodki uśmiech.
Z jeszcze większym trudem zatrzymała ten uśmieszek na swojej buzi. Przez dobrą chwilę zastanawiała się, z kim ma właściwie do czynienia. Obie stojące w progu istoty były ponadprzeciętnie wysokie – a tak przynajmniej odbierała to biedna Rosie, którą los pokarał całym metrem pięćdziesiąt. Dlatego też wpatrywała się w kobiety z wyraźnym zaciekawieniem w błękitnych oczkach.
- D…dzień dobry, w czym mogę paniom służyć? – wypaliła, modląc się, żeby faktycznie były to kobiety. Co do długowłosej nie miała wątpliwości, kobieta jakby nie spojrzeć. Jedna jej towarzyszka (a może jednak towarzysz?) była dla Rosaline twardym orzechem do zgryzienia. Męska, wysoka i chuda. Dopiero dźwięk jej głosu odrobinę uspokoił dziewczynę.
Uśmiechnęła się, gdy tylko ruda wyjaśniła, co je tutaj sprowadza. Rose podskoczyła zadowolona i energicznie klasnęła w ręce. Dopiero po chwili spostrzegła się, że w towarzystwie obcych tak raczej nie wypada. Kłaniając się nisko, chrząknęła dyskretnie. Uniosła jeden rąbek sukni i dygając wytwornie, wyrecytowała:
- Jest pani w dobrych rękach. Proszę stanąć na tym okrągłym podeście, zaraz panią zmierzę. – Mówiąc to, przysunęła niewielką drabinkę w stronę podestu i stołek, na którym miała już naszykowane najważniejsze rzeczy: miarkę krawiecką, nici, nożyce i kilka szkiców sukien, które powstały kilka dni temu. – Mamy kilka nowych krojów, które chętnie pani przedstawię, gdy tylko zdobędę już wymiary. Rozumie pani, nie zawsze suknia wygląda na nas tak, jakbyśmy sobie tego życzyły… Ma może pani jakieś preferencje co do koloru? – paplała radośnie, starając się ukryć zażenowanie swoim własnym zachowaniem. Kto to widział, wybałuszać tak gały na kogoś wyższego od niej!
- Czy dla pani też coś będzie, czy jest tutaj pani tylko po to, aby pomóc w doborze? – zapytała się nieśmiało tej wyższej, męskiej, mając nadzieję, że nikogo nie rozbawi to, jak bardzo teraz wyciągała szyję.

___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 188
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Pią Gru 04, 2015 11:20 pm

Mniejsza o przyczynę nieprzywdziania inkwizycyjnych barw... najważniejsze, że nie straszyła nimi wszystkich ludzi wokół. A w dodatku... każdy chyba wie jak plotki potrafią szybko się roznosić. Wishtown nie było pod tym względem wyjątkiem. Wystarczyło w różnych środowiskach coś szepnąć odpowiednim osobom, aby słowo dotarło do kogo trzeba i wywołało pożądany efekt. Doktoryna coś o tym wiedziała, od czasu do czasu stykając się z co dziwniejszymi pogłoskami na swój temat.
Wracając jednak do towarzyszki – widok obnoszącej się ze swoją profesją inkwizytorki, znikającej nagle, a potem pojawiającej się w wyjściowej sukni, jak najbardziej mógł szepty zdziwienia wywołać. Zawsze też istniało mniejsze bądź większe prawdopodobieństwo, że przez owe drobne urywki informacji ludzie całkiem nieświadomie doprowadzą do niepowodzenia misji młodej wojowniczki... Miała tylko nadzieję, że Selene w pełni zdaje sobie sprawę między jakich ludzi pragnie wejść.
Tu może niekoniecznie, ale tam czeka na ciebie scena – powiedziała, odnosząc się do przedstawienia, które szykowała im najbliższa przyszłość. I wzmacniało się w niej wrażenie, że odbębnienie go łatwo im nie przyjdzie, zwłaszcza biorąc pod uwagę kolejną reakcję z tych, łagodnie rzecz ujmując, "wcale nie mam ochoty tego robić".
Deneve też nie skakała z radości. Im dalej zagłębiała się w swe myśli i obawy, tym bardziej dziwiła się temu, dlaczego zdecydowała się pomóc inkwizytorce. Owszem, złożyła taką propozycję... Zgadza się, wspomnienia o matce dziewczyny nadal były silne... argh! Nic innego z tym cholerstwem już nie dało się zrobić, jak tylko doprowadzić do końca. Byłoby wspaniale, gdyby chociaż wynikła z tego jakaś korzyść.
Wewnętrzny spór pozostawiła dla siebie. Tymczasem z niewzruszonym wyrazem twarzy udała, że podobnej sytuacji nigdy nie było i na chwilę pozostawiając Selene samej sobie, zbliżyła się do woźnicy, nakazując mu czekać. Dopiero wtedy ruszyła śladem dziewczyny, wbijając beznamiętne spojrzenie w tył jej głowy.
Lekarka ledwo przekroczyła próg, a buchnął w nią zapach kwiatów i aż zaczęła się zastanawiać, czy lokal, o którym słyszała, przypadkiem nie zmienił branży. Zamknęła za sobą drzwi, zdjęła z głowy cylinder, ukazując zaczesane do tyłu, śnieżnobiałe włosy, a uczyniwszy parę kroków w głąb pomieszczenia i zatrzymawszy się potem, pochyliła się nieznacznie w uprzejmym ukłonie.
Dzień dobry – przywitała się. – Tak jak wspomniała moja towarzyszka. Mam nadzieję, że znajdzie pani dla nas trochę czasu.
Od razu musiała powstrzymać się od rzucenia uwagi, że dziewczyna, którą tu przyprowadziła, potrzebuje naprawdę specjalistycznej pomocy, skoro ma zachwycać jak dama, a nie wprowadzać otoczenie w konsternację niczym utwardzona walkami kobieta, na co dzień wymachująca ostrzami, a ostatecznie wciśnięta w taki niecodzienny dlań strój jak suknia. Dev jeszcze nie potrafiła sobie wyobrazić Selene w innej wersji niż ta, stojąca u jej boku.
Spraw, proszę, by moja droga kuzynka, olśniła wszystkich gości...bo zdana na siebie miałaby z tym olbrzymi problem, dopowiedziała w myślach. Przy czym nietrudno się domyślić, że osobliwa albinoska również nie sprostałaby temu wyzwaniu, w końcu ani nie była typową damą, ani na nią nie wyglądała.
Deneve przeniosła spojrzenie z twarzy pogodnego różowowłosego dziewczęcia na lico towarzyszki, które o dziwo też prezentowało się nie najgorzej. A na pewno lepiej niż w dorożce.
Myślę, że oddaję cię w naprawdę dobre ręce – rzekła, a kącik ust doktorki drgnął lekko. Ów niby-uśmiech ledwo co dawał się zarejestrować gołym okiem. Wręcz przydałaby się lupa. – Służę radą, Selene.
Tymi słowy osamotniła ją w dzisiejszych przebierankach. I wcale nie zamierzała z daleka przyglądać się cierpieniom młodej inkwizytorki, o co wspomniana mogłaby ją posądzić.
Ja już jestem przygotowana na nasz najbliższy wypad – zwróciła się ponownie do pracownicy zakładu. Skinęła następnie głową. – Pozwolę sobie jedynie na ewentualną pomoc. Ale pozostanę nieco z boku, aby nie przeszkadzać w pracy.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Devil dnia Sro Gru 09, 2015 4:48 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Nie Gru 06, 2015 2:53 am

Postanowiła podejść do tematu z klasą i chłodnym dystansem. Jak wizytę u wyjątkowo nieprzyjemnego lekarza (nie mylić z doktor Devillą, zaliczającej się do grona lekarzy, do których Selene nie poszłaby nawet, gdyby została otruta, a tylko owa białowłosa posiadałaby antidotum). Spełniła prędko życzenie krawcowej, usiłując wyglądać, jakby robiła to na co dzień. I czując się przy tym szalenie głupio. A na domiar złego, jak grom z nieba, spadła na nią wiadomość, że jest kuzynką tego diabła wcielonego. Zakrztusiła się własną śliną, w porę hamując przekleństwo i w rezultacie dostając nagłego napadu kaszlu. Doprawdy, czekała je daleka droga, Selene kłamać nie potrafiła, nawet jeśli ktoś wypowiadał słowa za nią. Kiwnęła skwapliwie głową, jakby usiłując potwierdzić, że w rzeczywistości należą do tej samej rodziny.
Traciła pewny grunt pod stopami, zanim jeszcze zdążyła złapać równowagę. Napięła wszystkie mięśnie, stając się na obecną chwilę żywą kłodą, obawiającą się miarki niczym najgorszego Koszmara. Rozpaczliwie usiłowała zmienić temat, nim nie wytrzyma i wybiegnie z tego miejsca, zaraz na kolanach przepraszając swą mistrzynię za niepowodzenie misji:
- Muszę się rozebrać? – Zapytała głupio, biorąc głębokie oddechy. Nie rozumiała, jak odbywa się ten cały proces przymiarek, czy potrzeba obwodu na jej nagiej skórze, czy może wystarczy ogólny zarys. Po raz wtóry tego dnia powtórzyła sobie w myślach, że wolałaby stanąć oko w oko z krwiożerczą bestią, niż tą uroczą panienką usiłującą stworzyć dla niej suknię. Gdyby tylko wiedziała, że jest to tak stresujące, z pewnością po drodze tu zaszłaby do karczmy.
- Kolor? – Zdołała z siebie wykrztusić, zupełnie zapominając, że może jeszcze istnieć tak nieistotny aspekt jeśli chodziło o suknię. W myślach długo szukała odpowiedzi, a wszystkie zdawały się być złe i gorsze. – Czarny. Och, nie. – Wypowiedziała na głos pierwszą myśl, która zdała jej się odpowiednia. A sekundę później spostrzegła się, że nie powinna na przyjęciu wyglądać, jakby nosiła żałobę. – Szary. Mógłby być? – Zapytała się, chociaż też nie byłą pewna czy taka barwa nie będzie powodowała zgrzytu zębów u dostojnych dam. To było dla niej zbyt wiele.
To było upokarzające, nie mogła zaprzeczyć. A Deneve musiała się temu wszystkiemu przyglądać. Pewnie szczerzyła swoje ząbki i zacierała ręce, delektując się jej nieszczęściem. Och, już ona jej...!
Nie, musiała się uspokoić. Nie pozwolić na to, by kawałek materiału wyprowadził ją z równowagi. Całą uwagę starała skupić na krawcowej, skaczącej wokół niej wesoło. Zastanawiała się czy będzie potrzebowała do niej jakiegoś stołka, czy może wystarczą jej same zadarte wysoko dłonie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Pon Gru 07, 2015 7:10 pm

Rose zmarszczyła lekko nos, w myślach obrabiając leżące tu i ówdzie bele materiału na suknię dla tej pani. Nie była zbyt kobieca, w porównaniu z różowowłosą aż buchało od niej testosteronem. Ale buzię miała ładną. Dość delikatną, biorąc pod uwagę ten imponujący wzrost, przez który Rośka przez chwilę miała zamiar rozglądać się za szczudłami. Na szczęście dla siebie i innych miała w sobie na tyle taktu, że w przypływie twórczego szału nie odrąbała nóg stołowych i nie zaczęła na nich paradować. Poza tym taki upadek mógłby się dlań bardzo boleśnie skończyć. Jeśli ten stolik miał plus minus osiemdziesiąt centymetrów z blatem, Rosaline musiałaby się liczyć z możliwością upadku na nos, który znajdowałby się ponad dwa metry nad ziemią…

Jest w dobrych rękach! — zapewniła tę jeszcze wyższą, ciesząc się w duchu, że jej długa suknia skutecznie zasłoniła jej nogi, dzięki czemu żadna z klientek nie spostrzegła, że właśnie w tej chwili Rosia stanęła na palcach stóp. Mogłam założyć buty na obcasie, pomyślała, podpierając się o biurko. Nie ukrywajmy, skórzane botki nie były szczególnie mało wygodne, ale jednak stanie przez kilka minut na palcach nie zaliczało się do wyjątkowo przyjemnych rzeczy. I Rose coś o tym wiedziała. Półtorej metra wzrostu to raczej… Kiepski żart. Ale w sumie nie zamieniłaby się z żadną z tych kobiet. Woli być filigranowym dziewczątkiem, chociaż… Nogi do samego nieba brzmią kusząco. Szkoda, że nigdy nie można dostać tego, co się chce, za darmo… Jakie to życie jest wredne.

Jest to nawet wskazane. Chyba że chce pani, aby suknia była tylko dodatkiem do właściwiej kreacji, która kryje się pod spodem. Tuszę jednak, że to nie ten strój, który ma pani na sobie? Jeśli nie, to proszę się rozebrać do bielizny. Jeśli jednak nie ma pani odpowiedniej pod spodem, zaraz temu zaradzimy. — Paplała, wcale nie oczekując od kobiety odpowiedzi. Jednocześnie starała się mówić jak najgrzeczniej, jednak trochę bawił ją ten strój… I te piórka. O właśnie! — Radzę też wypleść z włosów tę ozdobę, piórka mianowicie. Nie chcę, aby się połamały w trakcie przymierzania… Rozumie pani, podczas przebierania zdarza się więcej wypadków niż podczas pościgu za przestępcą.

Skąd Rosie wytrzasnęła to porównanie, sama nie wiedziała. Jednak zostawmy to w tyle, bo rozmyślania dziewczyny na temat paplanych i wymyślanych na poczekaniu przez nią metafor nie są tu najważniejsze. Podeszła do jednej z szaf, w której przetrzymywała niesprzedane ubrania i wyciągnęła z niej niebrzydką, białą koszulę wiązaną na plecach, która — co najważniejsze — byłaby w stanie zakryć całą Rosię, czyli dla rudej kobiety była idealna. Stary projekt ojca, który ze względu na odsłonięte plecy nie sprzedał się w nawet jednym egzemplarzu.

Proszę się rozebrać i to na siebie nałożyć. Może pani się przebrać za tamtym parawanem. Z tyłu jest ściana, a po bokach szafy, więc nikt, chociażby nawet chciał, pani nie dojrzy. — I to powiedziawszy, wręczyła kobiecie do rąk własnych koszulę, uśmiechając się delikatnie. A przynajmniej mam taką nadzieję, dodała w myślach, uzmysławiając sobie, z jaką gigantką ma teraz do czynienia.

Jeśli pani by chciała, z pewnością szary materiał się u nas znajdzie. Mamy kilka odcieni, jak pani się przebierze, wspólnie coś wybierzemy. Chociaż do pani urody pasowałby mi bardziej odcień brązu… — mruknęła, przyglądając się bacznie kobiecie. — Uwydatniłby kolor włosów i podkreślił jasność cery. Obecnie panuje moda na stonowane, jesienne kolory. — Spąsowiała, mówiąc te słowa. Fakt, moda modą, ale Rosie musiała robić swoje i paradować w niebieskiej sukience. No cóż, każdy ma swoje gusta i nic na to się nie poradzi.

Czekając cierpliwie, aż Pani od Sukni się przebierze (tak postanowiła nazwać w myślach tę biedną kobietę, bo znała ludzi na tyle dobrze, że wiedziała, kiedy ktoś się cieszy z przymiarki, a kiedy nie), poprawiła sobie swój stołek i wbiła kilka szpilek w poduszeczkę. Mocniej obwiązała tasiemkę wokół ręki, aby mieć pewność, że nie zsunie się z jej przegubu. Zaproponowała towarzyszce Pani od Sukni (znanej teraz jako Pani w Cylindrze) krzesło naprzeciwko podestu i zaczęła wyszukiwać w szafkach wszystkich szarych materiałów, jakie tylko mogłaby by tu mieć.


___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 188
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Sro Gru 09, 2015 4:46 am

Usłyszawszy symfonię kaszlu, Deneve zacisnęła trochę mocniej blade palce na uchwycie laski i rondzie zdjętego z głowy cylindra. Korzystając z tego, że wzrok różowowłosej krawcowej skupiał się akurat na pracy, a nie na niej, rzuciła inkwizytorce w cywilu przestrzegające spojrzenie. Srebrzyste oczy wręcz wwierciły się w czaszkę dziewczyny.
Podobne im reakcje w czasie "przedstawienia" nie wróżyły dobrze ich przedsięwzięciu. To był dopiero przedsmak! A cóż mówić o samym spotkaniu!? Tutaj, przy tej urokliwej, młodej damie, właśnie podejmującej się wyzwania dopasowania Selene do norm, do których nie przywykła, wojowniczka miała możliwość spróbować przystawki przed czekającym ją daniem głównym. Jeśli teraz nie potrafiła się powstrzymać, jak poradzi sobie w chwili premiery spektaklu?
Och, Selene... Wiem, że źle się czujesz wśród tłumów obdarzających cię zainteresowaniem, ale w końcu musisz się przyzwyczaić – rzekła w odpowiedzi na jej nagły napad kaszlu.
Dev zazwyczaj była opanowana również wewnętrznie, ale przypadek z jakim miała do czynienia charakteryzował się wyższym stopniem umiejętności w sprawianiu problemów. Miała ochotę uderzyć się ręką w czoło, kiedy w każdej kolejnej wypowiedzi udawało się jej odszukać nuty niepewności wynikającej z niecodziennej sytuacji. Miała jednak nadzieję, że pracujące tu dziewczę zrozumie to jako swego rodzaju lęk przed skupieniem na sobie uwagi.
Zerknęła na różowowłosą dziewczynę.
Nie wątpiłam w panią ani przedtem, ani teraz – zapewniła uprzejmie. Aż dziw brał, gdy lekarka pozbawiała swój głos oschłych i obojętnych nut, igrających w normalnych okolicznościach. Bo przeważnie względem swoich pacjentów tak się zachowywała. Niby uprzejmie, ale z chłodem, bez większych emocji (chyba że byli nadzwyczaj problematyczni, jak nasz kasztanowy rudzielec, z którym przeżyła parę burzliwych momentów). Chociaż sama przed sobą musiała przyznać, że jednak miała pewne obawy. Naprawdę wolałaby sobie oszczędzić widoku kobiety-drwala w przyodziewku dopasowanym do atmosfery salonów.
Doktoryna uniosła brew, kiedy doszło do kwestii kolorów. Czarny? Naprawdę? Nie wybierały się do klasztoru, również żadnego pogrzebu nie było w planach. A raczej do czasu aż – tak się jej wydawało – w głowie jej niedawnej pacjentki, zaś teraz fałszywej kuzynki nie zrodzi się przekonanie, że będzie mieć do czynienia z jakąś czarownicą.
Mamy jeszcze dużo czasu... prawda? – Albinoska rzuciła okiem na towarzyszkę. – ...więc możemy przetestować parę różnych kolorów – powiedziała do krawcowej, mając oczywiście na myśli podsunięcie kilku innych kolorów i dokonanie możliwie najlepszego wyboru.
Nie będziemy oszczędzać na materiale. Niech będzie jak najwyższej jakości. – Bo jakże jej droga kuzynka mogłaby pojawić się w czymś gorszym? Trzeba było zadbać o to, żeby przynajmniej jakoś się prezentowała, jeśli wszystko inne zawiedzie!
Popatrzyła się na Selene, żywiąc nadzieję, że za zasłoną nie wydrapie paznokciami dziury w ścianie i nie ucieknie przez nią. Chociaż... może to i dobrze by się stało? Miałaby kłopot z głowy. Gorzej, jak przysłaliby jej kogoś innego, nie chcąc ryzykować wtajemniczaniem kolejnych osób. A bajka zaczęłaby się od nowa...
Skinęła głową i skorzystała z zaproszenia dziewczyny, zaraz usadawiając się na krześle. Założyła nogę na nogę, a kapelusz oraz laskę ułożyła na kolanach, przytrzymując je rękoma, aby nie spadły. Rozglądnęła się jeszcze raz po pomieszczeniu wyłapując więcej szczegółów niż za pierwszym razem, ale ostatecznie skupiła się na postaci czyniącej przygotowania do zebrania wymiarów.
Musi mieć pani rękę nie tylko zręczną do igły, ale również do kwiatów – stwierdziła.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Czw Gru 10, 2015 8:31 pm

Dobra, więc zacznijmy lepiej od tego; każdy sprawdziłby się w tejże roli lepiej niż ona. A zdrowie psychiczne wszystkich zgromadzonych tu osób z pewnością ucierpiałoby mniej, gdyby Selene naprawdę nie wytrzymała ciążącej na niej presji i dała drapaka. Szczegółem było to, że zapewne późnej musiałaby zmienić nazwisko i do końca życia pasać owce na samotnym wzgórzu, gdyż Inkwizycja nie miała w zwyczaju zapominać.
Niestety, była świadoma wagi powierzonego zadania, mimo że nie uśmiechało jej się to wcale. Od podchodów znacznie wolała bezpośredniość, mistrzyni Katów wybrała sobie więc najgorszą osobę z możliwych na ową grę, która wymagała przecież umiejętności kłamania bez mrugnięcia okiem (a co dopiero bez napadów kaszlu) i dopasowania się do sytuacji, tak zupełnie jej obcej. A sądząc po znacznym podkreśleniu o odpowiednim na przyjęcie stroju, musiała czymś mistrzyni podpaść, ponieważ nie spodziewała się, aby podobne tortury na jej umyśle były przypadkowe.
Wyłapywała każde słowo pracującej panny, usiłując wszystko zapamiętać i co najważniejsze – przetworzyć przez swój prosty mózg na język zrozumiały dla takich ignorantów modowych jak ona. Nieodpowiednia bielizna? Cóż to mogło oznaczać? Usiłowała przypomnieć sobie co nosiła pod koszulą i spodniami oraz, czy mogło się to zaliczać do grupy „nieodpowiedniej bielizny”. Było to jednak na tyle nieistotne, że za nic na świecie nie potrafiła przywołać przed oczy swojego wewnętrznego odzienia. Po prostu przyjęła od różowowłosej ubranie, w ten sposób mając nadzieję na dopasowanie się w panujące w tym zakładzie schematy.
- Oczywiście – Kiwnęła głową, wkrótce znikając za wskazanym parawanem. Głowa razem z szyją wystawały jej w taki sposób, że rozbierając się, mogła utrzymywać kontakt wzrokowy z doktor Deneve. Cudownie. Rzuciła kobiece spojrzenie, będące jawną groźbą w oczach, sama nie wiedząc czy to z przyzwyczajenia, czy może w celu uniknięcia jakichkolwiek komentarzy z jej strony.
Właściwie nie postąpiła źle, decydując o zmianie odzienia. Po zdjęciu wielu warstw wierzchnich dokopała się do bielizny, wcale nie takiej brzydkiej, bo zwyczajnie prostej i białej, gdyby tylko nie mały szczegół, a mianowicie haft na piersiach przedstawiający wędrujące i poszukujące ziaren kury. Osobiście wolała zachować te resztki godności, więc z kamienną twarzą narzuciła na siebie koszulę od Rosaline. Sam proces ubierania się był trudniejszy niż przypuszczała, a zapewne wciąż pozostawał przedsmakiem noszenia samej sukni. W końcu wykroczyła zza zasłony (choć najchętniej nie robiłaby tego nigdy), z potarganymi włosami i czerwoną twarzą, częściowo ze zmęczenia, a większej mierze ze wstydu.
Ani Deneve, ani Selene nie przewidziały jednego. Po zdjęciu odzienia i ukazaniu większej powierzchni gołej skóry niż to dopuszczalne, ich oczom ukazać się mogły blizny, dotychczas ukrywane pod materiałem ubrań. Do tych niemożliwych do przeoczenia zaliczały się dwie pociągłe, przechodzące prawie przez całe plecy, zabliźnione rany cięte. Z mniej widocznych pozostawały drobne pociągnięcia na ramionach, również te nie pochodzące od żadnej z broni. To wszystko mogło sprawić, że ich szalenie „profesjonalna” gra aktorska będzie mniej wiarygodna. W końcu mają być tylko zwykłymi kuzynkami wybierającymi się na bal.
"Jestem w piekle. Znowu. Jak kobiety wytrzymują w czymś takim?" – Zadała sobie w myślach pytanie, nagle zyskując wielkie pokłady szacunku do powabnych dam w gorsetach i długich sukniach. "W dodatku Devilla robi ze mnie wariatkę..." – Spostrzegła się zaraz. – "Źle odbieram zainteresowanie?! Już ja jej...!"
- Och, kuzynko. Radzę sobie z tym coraz lepiej od kiedy zeszłej zimy wróciłaś z klasztoru i objęłaś mnie swoją opieką. Wszystko dzięki tobie. – Wycedziła przez zęby tak cierpko, że aż w pobliskiej mleczarni skwaśniało całe mleko. Ale proszę bardzo – oto jej pierwszy postęp w kłamstwie. Wczuła się w swoją rolę, nawet wymyślając nowe scenariusze. I nie wahała się posunąć o krok dalej, skoro już miały wymyślać nowe fakty na swój temat. A biedna pani krawcowa niech się przygląda całemu przedstawieniu i bije brawo.
Przypomniała sobie o poradzie różowowłosej, więc delikatnym ruchem ręki zdjęła towarzyszącą jej zawsze ozdobę, a mianowicie bażancie pióra wplecione we włosy. Nie zniszczyły się podczas pościgu za wiedźmami, ale skoro przymiarki są bardziej niebezpieczne to wolała nie ryzykować. Postanowiła przygotować się mentalnie na ból i dłuższe cierpienie. Ustawiła się ponownie na środku, gotowa do przymiarek, jednak tym razem wzburzona jeszcze bardziej, gotowa do ewentualnego morderstwa, gdyby Deneve odważyła się zaśmiać z jej nieszczęścia.
- Ma pani w tej kwestii większe doświadczenie, zdam się więc na panią. – Kolor nie był aż tak ważny, w prawie wszystkich czułaby się jednakowo źle, chociaż wolała nie prowokować krawcowej, by nie wcisnęła jej w falbaniastą różową suknię, tak typową dla porcelanowych laleczek o blond lokach. – I proszę nie słuchać mojej kuzynki. Nie wzięła pod uwagę mojego... – Zastanowiła się chwilę nad odpowiednim słowem – Ufryzowania się. Czasu mamy tyle co nic, więc ograniczmy się do jednego odcienia. – Zwyczajnie nie przeżyłaby dłuższego przebywania w tym zakładzie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Nie Gru 20, 2015 10:25 pm

Zignorowała dyskusję obu kobiet. Nie miała zamiaru wtrącać się w ich sprawy, chociaż odczuwała pewien dyskomfort. Miała wrażenie, że takie uwagi powinny zachować dla siebie. Gdzieś w domu czy sam na sam w miejscu, w którym panuje wieczny hałas i rozgardiasz. W pobliżu znajdowała się karczma, w której właśnie panowały takie warunki, dlaczego więc tam się nie przeniosą? Nawtykają sobie, a potem wrócą.

Gdyby miała więcej tupetu, z pewnością odezwałaby się w te słowa, jednak grzecznie zatrzymała je dla siebie i skoncentrowała się na pracy.

- Dziękuję za pokładane we mnie zaufanie. Obiecuję pań nie zawieść – zapewniła tę w cylindrze. Lubiła swoją pracę i chociaż nie miała częściowo wpływu na jej wybór, raczej nie zamieniłaby jej na żadną inną. Kochała szyć, haftować i projektować, więc z pewnością szybko by do tego fachu powróciła. Zmarszczyła jednak lekko nos. Kobieta, której musiała dopasować suknię, była hojnie obdarzona przez naturę w kontekście wzrostu. Była zdecydowanie wyższa od Rosi, tak na oko o około trzydzieści parę centymetrów. Wprawne oko krawcowej swoje wiedziało. Dlatego też, gdy Selene poszła się przebrać w koszulę, w myślach zaczęła jak najszybciej przerabiać wszystkie swoje projekty na jej potrzeby.

Zdecydowanie nie była typem kobiety, która lubi się stroić i da się wcisnąć w falbaniastą sukienkę, a tonięcie w koronkach i kokardkach jej w niczym nie przeszkadza. Tu potrzeba było czegoś… Już raczej męskiego. Przygryzła w zamyśleniu wargi i zaczęła przeglądać swoje szkice. Nic z nich się nie nadawało. Korzystając z chwili przerwy, zaczęła bezwładnie jeździć kawałkiem ołówka po czystej kartce.

- Proszę się nie martwić, niedawno mieliśmy dostawę jedwabiu, ponadto dysponujemy dużym wyborem innych tkanin. Do wyboru, do koloru – uśmiechnęła się. – Mi najbardziej do pani kuzynki pasuje połączenie ciemnej zieleni z brązem. A biorąc pod uwagę jej ozdoby we włosach, sugeruję też ozdobienie sukni futerkiem.

Miała już prosty szkic przedstawiający zwykłą, prostą sukienkę. Z ozdobnym kołnierzykiem, dyskretnym trenem i gorsetem, w której można biegać, jeśli tylko się odpowiednio podniesie poły. Jednak nie mogło w niej zabraknąć halki, jednak w takich ilościach, że figura nie upodabniała się do dzwonka. I może do tego jakieś rękawki? Hm. Chyba nie będą potrzebne. Długie rękawiczki powinny załatwić sprawę. Tak!

Jednak ta pewność zniknęła, gdy Rosaline ujrzała blizny na ciele Selene. No tak. Zerknęła jeszcze raz na szkic i wprowadziła korektę w postaci dorysowania dwóch stopniowo zwężających się rękawów, które dla bezpieczeństwa zapina się przy przegubach na duże guziki. Również kołnierzyk zrobił się wyższy i nieco bardziej ozdobny.

- Rozumiem. Czas to nie tylko pieniądz, ale też zając, jak to mawiała moja mama, zatem – rozciągnęła miarkę na całą szerokość swoich ramion – przystąpmy w końcu do dzieła. A co do fryzury… Po godzinach zajmuję się okazjonalnie fryzjerstwem. Jeśli więc szukałyby panie kogoś znajomego, proszę o tym pamiętać.

Ach, Rosie, ta mistrzyni subtelności. Jednak nawet jeśli nie trudniła się tym zawodowo, to co za problem? Miała tyle włosów własnych, że samo rozczesywanie ich po kąpieli było egzaminem kończącym termin u mistrza perukarskiego.

Skrupulatnie pobierała wymiary Selene, za każdym razem notując każdy na kartce obok naszkicowanego na szybko projektu. Jak zwykle trochę głupio się czuła przy mierzeniu obwodu biustu i bioder, więc dlatego też właśnie te załatwiła na samym początku. Potem poszło już lepiej. Nogi, długość rękawa, obwód ramion – to dla Rosie było dziecinną igraszką. Gdy skończyła, popukała się kilka razy ołówkiem w policzek.

- Mogę pani zaproponować taki krój – oświadczyła po chwili milczenia i wyciągnęła swój rysunek w stronę Selene. – Z tego co się zorientowałam, jest pani damą praktyczną, jak i nosi pani ślady kilku wypadków. Oto mój projekt: suknia prosta, z krótkim trenem i wszytym gorsetem… Będzie podkreślał pani talię, ale będzie nieco mniej uciskał i zapierał dech w piersiach… Wszyję go pod linię biustu, zaś biust usztywnimy nieco twardszą tkaniną. Będzie ona minimalnie powiększała biust optycznie. Rękawy będą sięgać do przegubów, stopniowo zwężane. Przy nadgarstkach będą guziki, dzięki którym będzie możliwe regulowanie długości rękawów. Kołnierz wysoki, za gardło, jednak nie obcisły. Będzie mogła pani regulować jego szerokość dzięki kilku guzikom… Wystarczy zapiąć wybrany po ubraniu. Guziki będą znajdywały się pod skrzydełkiem kołnierzyka i o ile sama pani go nie podniesie, będą nie widoczne. Dół sukni proponuję zrobić niewiele szerszy od pani bioder. Halka, oczywiście, ale bez stelażu. Pod warstwę wierzchnią a halką umieszczę warstwę z usztywnianej tkaniny, tej samej, co będzie nad gorsetem… Zaś sam tył sukni, czyli tam, gdzie większość pań życzy sobie kokardy i wstążki, sugeruję obszyć futerkiem. Co panie na to? – zakończyła swój monolog, mając nadzieję, że nie mówiła cały czas tonem jak do idioty.




Jasny gwint, wybaczcie tę zwłokę... Projektu sukni Sel jeszcze nie skończyłam, wrzucę go jutro. c:

___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat


Ostatnio zmieniony przez Rosaline dnia Czw Sty 14, 2016 4:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 188
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Pią Gru 25, 2015 8:27 pm

Albinoska nie mogła powstrzymać się od zerknięcia w stronę parawanu z zamierzeniem przekonania się, czy wszystko idzie w miarę gładko... bez wyskrobywania sobie w ścianie awaryjnych drzwi ewakuacyjnych i bez plączących się w materiale rąk i nóg lub nawet podduszania – kto ją tam wie, tę inkwizytorkę, cóż ona potrafi zrobić z czymś innym długim, co nie nazywało się płaszczem informującym o przynależności do organizacji...
Jedna z białych brwi powędrowała do góry, a ów ruch wywołała odzywka towarzyszki. Czyżby Selene zaczynała pojmować o co w tym chodzi? Powoli i dosyć niezgrabnie, ale jednak... można to już uznać za jakiś postęp w porównaniu do początków! A mimo słów jakie przed chwilą padły, Dev nie wyglądała na zdenerwowaną ani też ton jej głosu nie wskazywał na wzburzenie. Brzmiał nadzwyczaj spokojnie i na próżno szukać w nim jakichkolwiek załamań niechcianymi emocjami.
Przynajmniej ty jedna zauważasz moją ciężką pracę. – Westchnęła. – Sytuacja była naprawdę kryzysowa. Jedna, wielka zaraza. Ktoś musiał postawić na nogi ten cały klasztor... ale i tak wszystkie podziękowania wiadomo do kogo trafiły. – Co do grymasów, akurat Deneve nie sprawiały one problemów, więc z łatwością przyszło jej pozwolenie jednemu udanemu uwidocznić się na twarzy.
No, pokażże się naszej młodej damie. Zapewne ma jeszcze wiele innych niecierpiących zwłoki zamówień – rzekła na koniec, sprawnie obrabiając złośliwą uwagę Selene. Zaraz po tym posłała jej spojrzenie wyrażające swego rodzaju satysfakcję z odkrywania przez inkwizytorkę nowych umiejętności, a jednocześnie mówiące coś w stylu "jeszcze wiele ci brakuje, popracujemy nad tym". I zapewne to właśnie czekało obie kobiety w najbliższej przyszłości. Nie tylko projekt był ważny i nie tylko zewnętrzne ściany konstrukcji. Zostało jeszcze to i owo do przyswojenia...
Deneve skinęła głową w stronę krawcowej, która dłonią z ołówkiem sprawnie operowała nad kartką papieru. Zgodziła się z dziewczyną. Zaproponowane przez nią połączenie zdawało się najlepsze i pomimo że lekarka znała się bardziej na modzie męskiej niż damskiej, powiedziałaby, że zapowiadało się na idealne dopasowanie.
To pani jest tutaj mistrzynią w swoim fachu – powiedziała, starając się jednocześnie nie zwrócić szczególnej uwagi na własne upodobania co do ubrań. Wyższe sfery pilnowały się o wiele bardziej niż pozostałe grupy ludzi. Wyjście poza to, co prawidłowe, w większości przypadków wiązało się z przykrymi konsekwencjami w postaci wykluczenia. A jednak Deneve w jakiś zadziwiający sposób się powodziło, co prawda nie bez żadnych utrudnień, ale kontakty utrzymywała na w miarę dobrym poziomie.
Mogłabym zerknąć? – Białowłosa kobieta zapytała, acz nie czekała na odpowiedź. Nie mając właściwie nic, co mogłoby ją zająć, zdecydowała się wstać z krzesła i pozostawiając na siedzisku swój cylinder, zaś laskę biorąc ze sobą, uczyniła parę kroków w stronę rysującej różowowłosej krawcowej. Nie zbliżyła się do samego miejsca z licznymi zarysowanymi kartkami. Pozostała w pewnej odległości, dosyć sporej, dużo większej niż przestrzeń osobista. W końcu zaznaczyła, że nie będzie przeszkadzać i zamierzała tego słowa dotrzymać.
Deneve wsparła się obiema dłońmi o laskę, po czym nieznacznie pochyliła, odnajdując jasnymi oczyma rysunek, nad którym pracowało dziewczę podejmujące się trudnego zadania wyprowadzenia Sel na ludzi.
Może powinnam zacząć do pani przychodzić? Oczywiście... o ile nie specjalizuje się pani wyłącznie w sukniach – rzekła z lekkim uśmieszkiem. – Podoba mi się...
Choć miała pewne wątpliwości. W końcu Sel była osobą, dla której wyrażenie "spokojne życie" stawało się przeciwieństwem. Wojować, znaczy odnosić rany, a więc także – kolekcjonować blizny. A tych ostatnich ciężko się pozbyć. Trzeba się zakrywać od stóp do głowy, kiedy nie ma się ochoty ich pokazywać. Na szczęście jej samej pozostała tylko jedna, z dzieciństwa, po ugodzeniu nożem między żebra. Wtedy w pełni ujawniły się jej nadprzyrodzone umiejętności.
Kiedy Selene wyszła zza parawanu, Deneve przekonała się, że jej obawy były uzasadnione. Już za późno na propozycję odpowiedniej kuracji. Co się zobaczyło, już się nie odzobaczy. Zachowując kamienną twarz, wróciła na krzesełko.
Jestem jak najbardziej za, a ty Sel? – Lekarka skierowała wzrok na swoją towarzyszkę. Wiedziała też, że gdyby rudzielec mógł zaprzeczyć, zrobiłby to na pewno i wyszedł w tym, w czym przyszedł, czy raczej... w ogóle by tu nie przychodził. No ale niekiedy pozory są potrzebne, jak w tym przypadku, dlatego Deneve w myślach mówiła do inkwizytorki: No dalej, nie zastanawiaj się zbyt długo. Niestety takiego wołania nikt nie był w stanie wychwycić. Kobiecie pozostała tylko obserwacja reakcji wojowniczki na szczegółowy opis i przedstawiony szkic.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Sob Gru 26, 2015 3:18 am

Była nieco niepocieszona, gdy Deneve obróciła przeciwko niej tę niezwykle przemyślaną ripostę, która ledwo co przeszła przez jej gardło niewprawione w kłamstwo. Postanowiła się nie porywać na takie szaleństwa ponownie i dla własnego dobra zachować milczenie. No ale czasem się, kuźwa, nie dało.
Bardzo żałowała, iż matka natura poskąpiła jej umiejętności do gry aktorskiej, nie tylko przez to, że wszystko co nie było szczerą prawdą wychodziło z ust Selene co najmniej sztucznie, ale też ponieważ na obecną chwilę miała niepohamowaną ochotę odegrać scenkę mdlejącej damy i nie musieć stać pomiędzy narwaną krawcową, a szatańską doktorką. Tylko ślepiec nie dostrzegłby wyrazu niezadowolenia na jej twarzy, gdy różowowłosa opowiadała o materiałach na suknię. Równie dobrze mogłaby mówić w jakimś tajemniczym azjatyckim języku, Selene zrozumiałaby podobnie wiele.
Doprawdy, gdyby poznała krawcową w innych okolicznościach, mogłaby ją nawet polubić. Los chciał, że tamta mieniła się w oczach Selene jako oprawca, którego cieszą jej tortury. Gdy usłyszała o jej hobby po godzinach, natychmiast postanowiła ostudzić zapał dziewczyny:
- Wszystkie najpotrzebniejsze elementy mam u siebie w domu, szykowałam się do tego wyjścia już jakiś czas. Nie wiem, czy zdołałaby pani podołać moim oczekiwaniom... – Udała zatroskanie, czując się jak prawdziwy diabeł. Nie mogła się doczekać, aż cała ta szopka dobiegnie końca. – Nie chciałabym pani więcej trudzić – Dodała, zupełnie przejęta, że mogłaby złamać serce tejże maniaczce od sukni i innych niepotrzebnych w mniemaniu Selene rzeczy.
Do całości doszło kolejne upokorzenie, a mianowicie wymiarowanie. Takie to było podłe! Wiedziała już o niej wszystko, co do cali! Miała chociaż bezpodstawne nadzieje, że Deneve nie będzie chciała zajrzeć w jej kartotekę.
Zerknęła na szkic. Nie podobał jej się. Mało tego - znienawidziła go od pierwszego wejrzenia. Nie mogła powiedzieć, że był brzydki, o nie. Na jakiejś dostojnej pannie, mógłby leżeć całkiem dobrze, jeśli tylko nie zjawiskowo! Ale nie na niej. Nawet gdyby różowłosa spędziła miesiące projektując dla niej najprawdziwsze arcydzieło, ona nie potrafiłaby zareagować inaczej. Tego przypadku nie dało się zadowolić, niezależnie od starań. Pozostawało jedynie zminimalizować jej cierpienie.
I czym do ciężkiej cholery był tren?! Albo stelaż? Zastanawiało ją to bardzo, ale nie zdobyła się na odwagę, by się zapytać. Całość wyglądała wybitnie niepraktycznie i Selene nie liczyła na polowania w tej kreacji. Miała tysiące pytań, zaczynając od tego, czy w stroju da się oddychać, chodzić, poprzez jak się to całe ustrojstwo zakłada i zdejmuje oraz co najważniejsze – kiedy będzie mogła opuścić to piekło?
- Tak – Tylko tyle była w stanie wypowiedzieć, będąc w głębokim szoku, co nawet nie było odpowiedzią na pytanie różowowłosej. W zasadzie wkrótce nie będzie potrzebowała talentu aktorskiego, by upaść na podłogę, udając omdlenie, bo w rzeczywistości zrobiło jej się słabo od natłoku niezrozumiałych słów, których nigdy nie chciała usłyszeć. Pobladła wyraźnie na twarzy, chociaż raz w życiu ciesząc się z obecności Deneve, która ratowała całą sytuację i jako jedyna z dwojga udawanych kuzynek potrafiła się zachować.
- Jedno pytanie – Zaczęła słabym głosikiem. – Kiedy będę mogła odebrać strój? – Wciągnęła powietrze, modląc się, by czas ten ograniczył się do minimum.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Czw Sty 14, 2016 4:33 pm

Po raz kolejny ograniczyła się do puszczenia mimo uszu dialogu pomiędzy klientkami. Cóż, to świetnie, że opanowała poważną zarazę, jednak jeszcze lepiej, że nie przywlokła jej ze sobą. Jednak puściła to mimo uszu. Niech te dwie sobie ratują świat, walczą ze smokami, wiedźmami i jednorożcami, a jej pozwolą sobie spokojnie szyć. Chociaż trzeba przyznać, że ta dwójka dość dziwną parą. Obie wysokie, ale każda dziwna na swój sposób była… Jeszcze bardziej wyjątkowa, żeby nie obrażać cudzych uczuć. Z osobna każda była specyficzna, ale jak stanęły obok siebie, tylko losowanie mogłoby wskazać większą indywidualistkę.

Czarnej śmierci? – wtrąciła mimowolnie, mając cichą nadzieję, że nikt się nie obrazi za to dorzucenie swoich trzech groszy do dyskusji. Nie, po prostu była ciekawa heroicznych czynów tego duetu. Lubiła swoje życie, ale jednak co było ciekawego w życiu zwykłej krawcowej z miasteczka, w którym żyje sobie banda Inkwizytorów? Właściwie to nic. Nigdy by się z nikim na żywot nie zamieniła, ale jednak jedyną odskocznią były odwiedziny takich ciekawostek przyrodniczych, ale zdarzały się one tak rzadko... Ale może to i lepiej. Nawet najciekawsze historie i opowieści nużą, jeśli słucha się ich w zbyt dużych ilościach na raz.

Proszę się nie śpieszyć, mamy dużo czasu! – zapewniła gorąco, kłaniając się kilka razy. Nie były to głębokie ukłony, raczej zwykłe pochylenia pleców, ale na potrzeby narracji uznajmy, że Rosie postanowiła w ten sposób uspokoić obie kobiety i jakby je zapewnić, że nie muszą się martwić czy też przejmować jej pracą. Nasz klient, nasz pan, jak to kiedyś usłyszała w środku nocy od krzyczącej po pijaku prostytutki.

Bez zastanowienia podała kobiecie w cylindrze notatnik ze słowami:

Proszę bardzo. Jeśli mają panie jakieś pytania odnośnie tego projektu, proszę się nie krępować i pytać od razu, jeśli coś jest w nim niezrozumiałego.

Miała nadzieję, że wyraźniła się odpowiednio klarownie, chociażz dostrzegła odrobinę przerażenia w spojrzeniu rudej kobiety. Rose była młoda, jednak znała się nieco na ludziach, zwłaszcza na swoich klientach. Rozdzielała ich na znających swoje potrzeby, otwartych na sugestie oraz tych, którzy przez większość wizyty w salonie spędzali na rozważaniu, co oni u licha tutaj robią. Z reguły byli to niekoniecznie dbający o swój wygląd młodzieńcy, którym bardziej zależało na dobrej zabawie niż odpowiednim ubraniu. Ale z niejakim smutkiem musiała też do tego elitarnego grona zaliczyć rudowłosą kobietę. Szkoda, bo uważała, że jak się jest kobietą, to wypada się pochwalić światu swoją urodą. Nie oszukujmy się. Każda zmora znajdzie swego amatora.

Nie tylko, proszę się nie martwić. Jak sądzę po pani stroju, stawia pani raczej na wygodną i władczą elegancję? – zapytała się uprzejmie albinoski. W sumie ciekawie wyglądałoby jej to wdzianko z ciężkim płaszczem. Takim długiem, również z futerkiem, najlepiej w ciemnej tonacji, aby podkreślić bladość jej karnacji... Ale może to temat na inną rozmowę.

Od razu odwróciła się w stronę rudej. Już sam ton jej głosu sugerował, że coś jest mocno nie w porządku. Spojrzała na nią współczująco.

Czas oczekiwania to piętnaście dni. Czy coś się może pani jednak w projekcie nie podoba? – zapytała ostrożnie, mając nadzieję, że nie wywoła napadu furii u rudej. Jeszcze tego tylko brakowało, kolejnego wściekłego klienta!


___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 188
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Wto Sty 19, 2016 5:21 am

Deneve uniosła lekko brew, najwyraźniej nie spodziewając się zainteresowania różowowłosego dziewczęcia lekarskimi przygodami, o ile w ogóle stosownym było tak nazwać jej pracę, czasem bardzo nieprzyjemną... Ale chyba żadna z nich nie miała ochoty zagłębiać się w szczegóły tak, jak normalnemu człowiekowi zbierało się na wymioty, gdy wspominało się w rozmowie o wnętrzu ludzkiego organizmu czy jakichś okropnych dolegliwościach. Lekarka nie liczyła na żadne zainteresowanie ze strony uroczej krawcowej, więc z początku skinęła jedynie głową, choć właściwie odpowiedź na wtrącenie pracownicy brzmiała inaczej.
Widzę, że nie ominęły cię te dosyć świeże wieści o dżumie – zauważyła. – A tobie, Sel, już ktoś o tym wspomniał? – zagadnęła do swej "kuzynki", po czym kontynuowała. – Źle się dzieje w Chinach i Indiach. Miejmy nadzieję, że to paskudztwo nie dotrze do nas. W tym jednak przypadku była to cholera. Proszę mi wybaczyć takie określenie, ale ci idioci nie upilnowali wody, a potem zrzucili winę na gniew boży czy tam boskie doświadczanie.Jedna i ta sama bzdura, ale cóż. Czego innego oczekiwać po personach "głęboko uduchowionych", żeby nie powiedzieć "lekko upośledzonych"? Po powstaniu Inkwizycji świat zaczął pękać od fanatyzmu.
Proszę sobie wyobrazić dzień w tłumie takich ludzi, a potem dodać tych dni więcej i więcej... – Albinoska lekko wywróciła oczyma, po czym wróciła do bacznego obserwowania swej towarzyszki.
Och... mogła przewidzieć, że Selene nie przyjmie dobrze tych wszystkich szczegółów związanych z realizacją zamówienia. Dziesiątki pojęć zapewne brzmiały dla dziewczyny równie obco, co słowo "czarownica" połączone z epitetem "dobra". Deneve domyślała się, że inkwizytorka o tym ani nie słyszała, ani też zestawienie tych wyrazów nigdy nie pojawiło się pod tą rudą czupryną. Wyjaśnienia, bez względu na to, jak zostałyby uproszczone, nie były czymś, co jej towarzyszka mogła bez mrugnięcia okiem przyjąć na klatę. Doktoryna właśnie sobie to uświadomiła. Pojęć znanych damom nie dało po prostu porównać do zbierania obrażeń niczym berserker w szale.
O, nie wpadłabym na to, Sel, że coś ze sobą przywieziesz. Przynajmniej tym się zajęłaś. Znakomicie.
Deneve pewności nie miała, czy inkwizytorka odpowiedziała Rosaline na poważnie, czy też blefowała i to w całkiem udany sposób, żeby jak najszybciej uporać się z męczącymi przymiarkami w lokalu krawcowej. Postarała się jednak o to, by jej wypowiedź brzmiała jak pochwała, ale gdzieś tam kryła się dokuczliwa nutka.
Dziękuję – rzekła, gdy w jej blade dłonie trafił notatnik. Przeczytała zapisane na kartce zdanie. Przyglądała mu się dłużej niż powinna, przez co wyglądało to, jakby nad czymś się zastanawiała. Uśmiechała się prawie niewidocznie na myśl, że ma teraz częściową władzę nad kreacją Selene, że mogła w sposób niewerbalny poprosić krawcową o jakieś zmiany, a rudzielec nie miałby o tym pojęcia przez jakiś czas. Lubiła kontrolować, a inkwizytorka znajdowała się teraz w pewnym sensie pod jej i różowowłosej wpływem. Miłe uczucie. Satysfakcjonujące. Aczkolwiek nic nie uczyniła, co mogłoby wyprowadzić wojowniczkę z równowagi. Zapytała tylko i to na głos, aby nic nie rozegrało się bez wiedzy dziewczyny wykończonej niecodziennymi atrakcjami. Dev zadowoliła się krótką zwłoką objawiającą się poprzez myślenie nad notatnikiem.
Zastanawiam się nad tymi rękawami. Czy one nie będą podkreślały... wyjątkowych ramion mej kuzynki? – Wszak były dosyć mocno zarysowane.
Albinoska w końcu odłożyła zszyty plik kartek w bezpieczne miejsce. Czyżby jej towarzyszka straciła kolory? Przynajmniej po tym akcie dobroci, rudzielec nie będzie musiał stresować się, że Dev dopisze tam jakieś dziwne uwagi.
Czyli znajdę u pani również coś dla siebie? Wspaniale pani odczytuje co ludzie lubią i czego potrzebują – rzekła, acz nie czas był na zajmowanie się nią. Kiedy indziej. Teraz Sel wymagała specjalnej troski o prezencję na salonach.
Przy pytaniu inkwizytorki o czas oczekiwania, obie zostały uświadomione w kwestii czasu. Piętnaście dni – powtórzyła w duchu. – Ponad dwa tygodnie. Diabeł postanowił ratować sytuację, bo kto wie, co przyjdzie do głowy wojowniczce. Dlatego przypomniała jej o roli, którą ma odgrywać.
Selene, chyba nam tu nie zemdlejesz? – zapytała, po czym zwróciła się do Rosaline. – Sama pani widzi, jak źle znosi czyjąkolwiek uwagę. Nawet niebezpośrednio, a jedynie przez świadomość, że ktoś coś robi z myślą o niej... – Zrobiła krótką pauzę. – Czy nie dałoby się zrealizować tego projektu nieco szybciej? Gwarantuję, że to się pani opłaci. Co pani powie na wzrost wynagrodzenia o połowę wartości usługi za każdy skrócony dzień?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Wto Sty 19, 2016 10:16 pm

Wolała nie pytać o suknię nie tylko przez wydłużanie chwil spędzonych w tym piekle, ale także z powodu jeszcze bardziej prozaicznego – najzwyczajniej na świecie było jej głupio pytać o dosłownie wszystko. Nie to, żeby była wybitnie ciekawa zgłębienia wiedzy na temat tego nieszczęsnego stelażu czy trenu. Zadanie Selene polegało na przywdzianiu sukni, więc wyjątkowo wolała nie wykraczać poza zakres swoich obowiązków. Problem polegał na tym, że z tym wrogiem walka była prawdziwie wyrównana.
Stała dalej jak kłoda, nie wiedząc co zrobić z rękoma, ani też czy może już drgnąć. Żałowała, że ojciec posyłał ją na lekcje tańca, układania kwiatów (ta historia zakończyła się akurat bardzo szybko), zadbał o odpowiednią edukację i uczył się poprawnie wysławiać (co z tego, że wiedza w tym zakresie poszła w las), ale nie powiedział jak powinna się zachowywać w głupim zakładzie krawieckim. Twarz Selene na zmianę ciemniała i bladła.
Wygodna i władcza elegancja? Tylko kobieta mogła wymyślić podobne określenie. No dobra, kobieta niebędąca Selene. Przytaknęła jej, zastanawiając się, czy nie jest to jakieś pokrętne odniesienie literackie, które każdy kulturalny człowiek powinien znać.
- A przy tym prostotę i powściągliwość, bez zbędnego przepychu – Bardzo chciała jej dorównać, ale niestety nie wymyśliła żadnego epitetu pasującego do powściągliwości. – Projekt mi... odpowiada – Przyznała niechętnie, nie chcąc wyjaśniać, że nic na świecie co jest sukienką i ma styczność bezpośrednio z jej ciałem, nie ma prawa jej odpowiadać.
Początkowo na podaną informację o czasie szycia sukni wykonała niemrawy uśmiech, uznając to za żart, szybko jednak przybierając kamienny wyraz twarzy, gdy już spostrzegła się, że nikt się nie śmieje, a owe słowa są wypowiedziane na poważnie. Ani tego dnia, ani zapewne przez resztę swojego życia nie będzie w stanie pojąć co można było robić przez te piętnaście dni. Ale też nie zapominajmy, że Selene była w tej sferze ignorantką z krwi i kości, dlatego najprawdopodobniej spodziewała się czynności wykonywanych przez różowowłosą krawcową takich jak zbieranie bawełny i kokonów jedwabnika, przędzeniu włókien od podstaw (jak najbardziej ręcznie), a następnie produkowaniu tkanin, aż do końcowego etapu szycia samej sukni.
Po czymś takim mogła się spodziewać już wszystkiego. Szczególnie kosmicznej ceny za piętnaście dni niewolniczej pracy zapewne pozbawionej snu i dłuższych przerw na posiłek. I w tej całej swojej ignorancji byłaby w stanie uwierzyć we wszystko, co sprzedawczyni jej zaproponuje. Całe szczęście (oho, może nie zapędzajmy się tak bardzo!) miała przy sobie Deneve, która znała się na rzeczy i usiłowała się targować przynajmniej pod względem czasu.
Kobiety świetnie sobie radziły, co właściwie było na rękę Selene, świergotały tym swoim wyszukanym językiem, gdy ona nader wszystko usiłowała wtopić się w tło. W sumie wszystko mogłoby przebiec bez większych strat na cudzym zdrowiu, gdyby nie kolejne zdanie pani doktor, które Sel przetworzyła z pewnym opóźnieniem.
Źle znoszę czyjąś uwagę? Że co, proszę? – Powtórzyła w myślach, sama nie potrafiąc tego pojąć.
- Czekaj, czekaj – Zwróciła się do Deneve, zupełnie innym tonem niż dotychczas. Nie udawała już, nie usiłowała grać osoby, od której dzieliły ją lata świetlne. – Czy ty właśnie robisz ze mnie wariatkę? Możesz sobie leczyć dżumę i spędzać wakacje w klasztorze, ale kontroluj swoje brednie, bo zapewniam cię; więcej już nie zdzierżę. – Ostrzegła ją, właściwie dopiero się rozkręcając. Deneve miała jeszcze szanse faktycznie zrobić z niej świruskę z rozdwojeniem jaźni i problemami społecznymi, a krawcowa mogła po raz wtóry puścić wszystko mimo uszu, udając, że ostatnie zdania wcale nie padły.
Pewne było jedno – jeśli prędko się nie opanuje wykrzyczy całą prawdę krawcowej w twarz, o ich zamiarach i nienawiści do wszelakich kiecek. Jak się wkurzy to w końcu też zapyta o frapujący ją stelaż.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Wto Kwi 19, 2016 11:24 am

Chyba zainteresowanie dziewczyny było odrobinę nie na miejscu… Chociaż wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Nawet to samo tyczy się pracy. Niby lubiła swój fach, lubiła, gdy na widok nowego ubrania na czyichś ustach malowało się coś na kształt uśmiechu. To trochę tak, jakby była dobrą wróżką, która spełnia marzenia grzecznych dzieci, chociaż niestety, w tym przypadku „grzeczność” definiowała opłata za ubrania. Oczywiście, można tu było zamówić coś na praktycznie każdą kieszeń, jednak… Cóż, cena idzie w parze z jakością. Żadna to tajemnica Poliszynela, wszyscy wiedzą o tym aż za dobrze. Ale jednak lekarz lub ktoś, kto robi coś dobrego dla innych z powołania… Bo chyba to jest powołanie? Nauka wielu trudnych rzeczy, kucie formułek i przydługich nazw, przy których zwykły śmiertelnik byłby zdolny dokonać niemożliwego i połamać sobie język w kilku miejscach, a do tego opatrywanie obrzydliwych ran, amputacje i inne rzeczy, o których Rosie wolała teraz nie myśleć, bo prędzej zemdliłoby ją jak kota niż zmotywowało by ją to do dalszych przemyśleń.

Cóż – odparła – ojciec często bywa w gospodzie. Różni ludzie się stamtąd zjeżdżają i przekazują informacje. Coś na wzór okna na świat. – Miała nadzieję, że jej odpowiedź nie była za długa. Ot, takie nieco dłuższe wtrącenie będące zarówno reakcją, jak i przybliżeniem realiów niższej klasy wyższej. Krzątając się, wysłuchiwała dalej tego, co miała do powiedzenia Ta w Kapeluszu. Z jej tonu, a także wypowiedzi wywnioskowała, że żywi pewną urazę do instytucji kościelnej, jednak Rosie tym razem postanowiła ograniczyć swoje odpowiedzi do niezbędnego minimum.

Jestem zdolna to sobie wyobrazić – rzuciła cichutko i wróciła do swojego notatnika. Na słowa rudowłosej uśmiechnęła się tylko i odpowiedziała:

W takim razie dobrze się składa. To pani powinna wiedzieć, w czym pani najlepiej do twarzy i w czym najlepiej pani się czuje. Ja tylko mogę pomóc poradą. – Dygnęła dystyngowanie. Ale zaraz na jej czole pojawiła się wyraźna zmarszczka, która dość jasno dała wszystkim do zrozumienia, że Rosaline intensywnie nad czymś myśli. Co też ta kobieta mogła ze sobą przywieźć? Szal z futra szopa pracza? Broszki z lisich łapek? Czepek ze skóry jelenia, przystrojony jego rogami?... W sumie… To by jednak do niej pasowało… Wyglądała już i tak, jak mieszkaniec lasu. W tym dobrym znaczeniu, bo jednak nie każdemu pasują takie… Dzikie? Tak, dzikie to dobre słowo, dodatki.

Przyjrzała się Tej w Kapeluszu. Na widok lekkiego drgnięcia jej warg, krawcowa nieco się zaniepokoiła. Bo jednak… Widać było, że to białowłosa trzyma towarzyszkę w szachu. Co jeśli zasugeruje teraz jakieś udziwnienie sukni, na które Ruda się nie zgodzi, albo gorzej, wybiegnie z piskiem, jak tylko je usłyszy?... Przecież gołym okiem widać, że nie jest z niej lew salonowy, ale… Leśny dzik! Tak, leśny dzik, któremu najlepiej w jak najmniej wyszukanych strojach, bo po prostu czuje się w nich najzwyczajniej w świecie głupio, a którego na siłę przywleczono do zakładu krawieckiego. Jak niemowlę do szkoły. Jak ptaka do wody.

Proszę się o to nie martwić. – Spojrzała na białowłosą i dygnęła. – Specjalnie wszyję bufki, aby odwrócić od nich uwagę. Będą zasłaniały całą rękę, od ramienia do nadgarstka. – Tutaj uśmiechnęła się do Selene, chociaż miała przebłysk świadomości, że wywoła to zgoła odmienny skutek od zamierzonego.

Och, schlebia mi pani! – zaśmiała się, gdy tylko Ta w Kapeluszu pochwaliła jej talent do zgadywania preferencji klientów. – I oczywiście, proszę się tym nie martwić. Może przyjść pani na przymiarkę od razu po odebraniu tego zamówienia. Z pewnością coś razem wymyślimy. – Teraz spojrzała na Rudą. Widać było, że nie czuje się w tym miejscu za dobrze. Dlatego teraz zwróciła się do niej: – Proszę się tym nie przejmować. Prostota i powściągliwość będą motywem przewodnim tego projektu. I bardzo mnie to cieszy – Ten poważny ton średnio do niej pasował, dlatego ostatnie zdanie dopowiedziała z nieco dziecinną radością. Może nie taką, z jaką jej siostry nawykły mówić, jednak niepasującą zbyt do prawie dwudziestoletniej pannicy.

Moim zdaniem jest nieco nieśmiała. – Odparła, nieco w obronie Rudej, gdy Ta w Kapeluszu powiedziała o tym złym znoszeniu uwagi, a sama Ruda puściła niezłą wiązankę. Czego to się można dowiedzieć, nawet tak przez przypadek. Pewnie stres tak na biedaczkę działa, pomyślała i po raz kolejny puściła coś mimo uszu. – Trochę jakbym widziała moją najmłodszą siostrę.

To był blef, jednak chciała na koniec zjednać trochę sympatii Selene, która chyba teraz miała jej po dziurki w nosie. W sumie Rose się jej nie dziwiła, ale chciała chociaż odrobinkę wynagrodzić jej te męki, które spotkały biedną kobietę.

Wysłuchała tego, co białowłosa miała jej do powiedzenia. Hm… Niby to mogłoby przejść. Jak przełożyć dwa zamówienia, które nie były aż tak pilne… I gdyby pracować tak o pół godziny dłużej... I może w końcu zagonić by jedną z sióstr do pomocy… I może wtedy...

…wydaje mi się, że jak odpowiednio to rozegram, będę skłonna skrócić czas oczekiwania do tygodnia – mruknęła. – Na wszelki wypadek proszę przyjść za pięć dni, może uda się zrobić to szybciej… Wtedy już będzie większość sukni gotowa i będzie można wprowadzić ewentualne poprawki. Pasuje to pani?

Pozostało jej tylko liczyć, że odpowiedź będzie twierdząca.



Możecie mnie zabić. c": Albo przyznać tytuł największego lenia, idc. xD Grunt, że szkoła ogarnięta... <3

___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 188
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Wto Maj 03, 2016 2:26 am

Czy rudowłosa była trzymana w szachu? Oczywiście mogło to tak wyglądać dla obserwatora stosunków między nimi, jednocześnie nie znającego podłoża całego tego (zapewne osobliwego dla krawcowej) przedstawienia, jakie właśnie odgrywało się w jej zakładzie. Gdyby Selene nagle wystrzeliła z miejsca niczym rakieta i zupełnie nie patrząc, gdzie leci, wyskoczyła przez szybę okna, Deneve niewiele by się przejęła. W końcu to do niej uderzono z interesem, a nie na odwrót, więc doktorka potraktowałaby to jako pozbycie się problemu, któremu musiała aktualnie poświęcać czas... Aktualnie oraz w najbliższej przyszłości. Jak podejrzewała, to Selene z powodu porzucenia misji podpadłaby wtedy tej swojej Inkwizycji.
To był jedyny dobry sposób na wprowadzenie rudzielca w świat, który był bliższy albinosce. Jedyny rozsądny, jeśli tamta chciała uniknąć podejrzliwości względem swej osoby i móc spokojnie czynić swą powinność. Deneve poznawszy się na charakterku inkwizytorki wybrała jedną z bezpieczniejszych opcji, jakie były do wyboru. Bo przecież lepiej mieć wybredną, wybuchową oraz nieco zdziwaczałą kuzynkę z dalekich krain, która jest równa jej pozycji i ewentualne emocjonalne komplikacje zostaną odebrane co najwyżej jako kłótnia nieprzepadających za sobą członków rodziny, niż mieć pod ręką Selene jako reprezentatywnego sługę, w przypadku którego wybuch uznano by za niesubordynację. Już nie mówiąc, że dziewczynie brakowało odpowiednich manier, by piastować taką pozycję. Więcej wybaczy się młodej panience, cierpiącej na nadmiar buzujących hormonów niż pracownikowi i to niezwykle ważnemu, bo takiemu, który mógł osobiście przebywać w obecności jej i reszty towarzystwa.
Uspokoiła mnie panienka. Mam tylko nadzieję, że moja kuzynka nie będzie wybrzydzać bardziej niż ma to w zwyczaju.
W tym momencie zrobiła minę, jakby rzeczywiście chciała powiedzieć "Te hormony...". Miała nadzieję, że różowowłosa jakoś w ten sposób interpretuje zachowanie Sel. Niestety tego nie mogła być pewna.
Jeśli tylko znajdę chwilę, choć sądzę, że będziemy musiały się spieszyć. Niemniej jednak z pewnością prędzej czy później zajrzę, ale teraz wolałabym skupić się na sprawach Selene.
Właściwie, to chyba nie było możliwości w tym momencie nie poświęcić całej uwagi postaci inkwizytorki, bo zaczęła z niej wypływać cała frustracja i niechęć mająca swe źródło w konieczności przyjścia tutaj, bo tak kazali zwierzchnicy, a także w sposobie, w jaki ją przedstawiano.
Kiedy dziewczę o nienaturalnym kolorze włosów nie patrzało, albinoska rzuciła w stronę "kuzynki" ostre spojrzenie. Poruszyła jednocześnie ustami, jak gdyby chciała powiedzieć "Powstrzymaj się". Czy przypomniała tym Selene, że ma tę swoją cholerną misję do wypełnienia? Lekarka nie wiedziała, ale inkwizytorka nie omieszkała jej utwierdzić w przekonaniu, dlaczego postanowiła zrobić z niej kuzynkę, a nie kogoś innego.
Nie odrywając szarych oczu od rudowłosej, odpowiedziała pracownicy zakładu:
Ten czas jest o wiele lepszy, raczej nie powinien utrudnić nam realizacji naszych planów, o ile, jak pani mówi, odpowiednie to rozegra. – Uśmiechnęła się lekko, najwyraźniej usatysfakcjonowana ofertą, bo twa tygodnie to one czekać nie mogły. – Czyli tydzień i zajrzeć za pięć dni? – Potem zwróciła się do swej towarzyszki. – Selene, czy ta wizyta nie przeszkodzi ci w niczym? – zapytała, chcąc odwrócić jej uwagę od chęci dalszego słownego okazywania, jak bardzo nie podoba się jej rola oraz cała reszta.
Powinnyśmy coś jeszcze zrobić? Jakiś podpis, zaliczka?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zakład krawiecki   Nie Maj 15, 2016 8:02 pm

Miała naprawdę dobre chęci przychodząc tutaj. Myślała, ba – była pewna, że podoła. Bo co to za filozofia stać chwilę w miejscu, pouśmiechać się, poudawać kogoś, kim nigdy w rzeczywistości się nie było? Czy to trudne grać uprzejmą i zainteresowaną? Pozornie nie. Ale zwyczajnie nie miała do tego talentu, a dodatkowo jej towarzyszką była Deneve, która wcale nie ułatwiała sprawy.
Obserwowała z przerażeniem ich wesołą sielankę, gubiąc się z każdym zdaniem i powtarzając niemo słowa, jakich zdecydowanie nigdy nie chciała usłyszeć, a przynajmniej nie w stosunku do niej. Bufki. Przymiarka. Projekt. A co najgorsze, wszystko działo się jakby bez jej zgody. Jakby stała obok, nie mogąc zgłosić sprzeciwu, niczym porcelanowa laleczka, którą kapryśna pani przebierała wedle tajemniczej wizji, jaka zaległa się jedynie wewnątrz jej głowy.
W końcu czara się przelała. Nie wytrzymała tego. Wrzasnęła na głos, a właściwie wydobyła z siebie bliżej niezrozumiały odgłos, na jaki stać jedynie szaleńców. Zeszła z podestu, tylko po, aby wkrótce cofnąć się o krok, zamotać się o długą koszulę i znów krzyknąć.
- Przepraszam… to dla mnie zbyt wiele… - zwróciła się do różowowłosej, jeszcze parę razy powtarzając słowo „przepraszam”. Weszła zza parawan, nieumiejętnie się zasłaniając i zrzucając z siebie w ekspresowym tempie koszulę, która służyła jej do przymiarek. Nieumiejętnie i wcale niedokładnie założyła własne ciuchy, wyglądając iście jak strach na wróble. – Nie chcę żadnych kiecek! Nie chcę bufek!!! I nie chcę wiedzieć, co to jest ten durny stelaż!!! – wymieniała, jak dziecko, a głos miała naprawdę wysoki, jakby zwariowała albo przynajmniej miała się rozpłakać.
Dorwała się błyskawicznie do drzwi zakładu, nie do końca ubrana, z rozwianym włosem. Nie sądziła, że swój największy bój stoczy w zakładzie krawieckim, ani tym bardziej – że go przegra i to z kretesem.
- Przepraszam, że zmarnowałam pani czas. – jęknęła na pożegnanie, dzierżąc już w dłoni klamkę. – Dev, zapłać pani… - zwróciła się w końcu do białowłosej i właściwie tylko tyle ją widziały. Wybiegła na ulicę, tylko cudem nie wrzeszcząc w niebogłosy i nie wpadając pod nadjeżdżające dorożki. Cóż, wszystko było lepsze od tego, co właśnie przeżyła.


// zt. Na koniec dzielę się obrazkiem podsumowującym naszą sesję XDDD

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
 
Zakład krawiecki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zakład krawiecki Williama Blackwella
» 009. Zakładanie rodzin i posiadanie dzieci
» Zakład Pogrzebowy "Happy End"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Centrum miasta-
Skocz do: