IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nieciekawy zakątek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mea Culpa
Biały Indianin
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Nieciekawy zakątek   Wto Maj 16, 2017 9:27 pm

Oddech Indianki powoli spowalniał, bieg serca również unormował się już mniej więcej. Także poziom adrenaliny powrócił do zwyczajnego poziomu, więc do Mei zaczęły docierać szczegółowe aspekty jej obecnej sytuacji. Jedynym miejscem, jakie znała był rynek, jedyną osobą kupcy i Saja. Ciemna uliczka, w której spoczywał grudami zleżały śnieg, w niczym nie przypominała miejsca, w którym pozostawili ją kupcy. Było tu też nieco zimniej niż w centrum, więc Mea otuliła się szczelniej białą chustą, pod którą na wszelki wypadek schowała też lalkę. Wiedziona intuicją sprawdziła, czy niczego nie zgubiła podczas biegu i zaczęła powoli, stopniowo bardzo dokładnie przypominać sobie i analizować przebieg ucieczki ze sklepu.
Zdawało jej się, że jeszcze w sklepie próbowała biec za nią Saja i chyba coś krzyczała albo to ktoś inny krzyczał? Tak czy inaczej wszelka próba złapania Indianki zakończyła się fiaskiem i pozostawiła zrezygnowanych na progu sklepu, którego drzwi dalej trzymał rudy chłopak. Była pewna, że patrzył za nią. Nie musiała tego widzieć. Ich spojrzenia spotkały się, gdy przebiegała przez drzwi, lecz tylko na ułamek sekundy. W oczach chłopaka zobaczyła tyle zrozumienia, ale też smutku. Tak jakby wiedział, że nigdy więcej nie spotkają się. A może tylko chciałam to zobaczyć? Może chciałam, żeby on też był smutny. W końcu był moją skałą, na której się na chwilę zatrzymałam. W tej chwili przypomniało jej się ulubione słowo pastora z wioski „kabaret”. Mówił tak zawsze, gdy coś działo się szybko i śmiesznie w jego odczuciu. Zazwyczaj żaden z Indian nie śmiał się, lecz to nie powstrzymywało pastora przez cichym chichotem i wykrzykiwaniem wciąż tego samego słowa „Kabaret, kabaret, kabaret!”.
Gdy wybiegła na ulicę, sprawnie wymijała przechodniów i wybrała pierwszą odnogę, w której widziała najmniej ludzi. Następnie skręcała na przemian w lewo bądź prawo, aż poczuła, że jest dostatecznie daleko od przytłaczających pomieszczeń sklepu. W ten sposób znalazła się tutaj.
Tutaj, to znaczy… gdzie? – pomyślała i postanowiła się tego jakoś dowiedzieć. Minęło już trochę czasu od czasu pożegnania z kupcami i zaczynała być głodna. Wybrała więc najlepszy możliwy kierunek do rozpoczęcia poszukiwań odpowiedzi na swoje pytanie oraz miejsca, gdzie można zjeść – poszła prosto przed siebie. Krok miała ostrożny i wiedząc, że jest sama w uliczce rozglądała się uważnie wszędzie dookoła, co musiałoby wyglądać śmiesznie dla potencjalnego obserwatora. Dziewczyna szła bowiem wykręcając głowę w każdą stronę, kontrastując bielą chusty i kolorami stroju z szaroczarną uliczką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Nieciekawy zakątek   Sro Maj 17, 2017 5:19 pm

Wracał właśnie z roboty do swojego ciepłego kąta, który wynajmował od jednej starszej pani. W sumie miał dziś całkiem przyjemne zajęcie. Musiał tylko porobić kilka godzin za ochroniarza, a że miał u boku Frisk, raczej większość ludzi trzymała się od nich z daleka. Wilczkowi to jak najbardziej pasowało. Nie przepadał za zbyt dużym tłokiem wokoło swojej osoby. Tłumy go w jakiś sposób jeszcze bardziej onieśmielały. Czuł się przez nie nieswojo i budziła się w nim od razu chęć jak najszybszego ewakuowania się w mniej tłoczne miejsce.
Nic więc dziwnego, że gdy miał do wybrania dwie trasy: jedną pełną ludzi, a drugą prawie pustą, wybrał opcję numer dwa. Nawet nie obchodził go fakt, że ta druga uliczka mogłaby być niebezpieczna. Cóż, ciut głupie podejście, ale tak już czasem bywa. Z resztą kto próbowałby atakować typa pokroju Wolfrika? Osobę z pochwą miecza na plecak, kaburą pistoletu na udzie jednym udzie, a na drugim futerałem ze sztyletem? Dodatkowo z wilkiem u boku? Tak, to musiałby być istny szaleniec.
Frisk szedł kawałek przed nim z nosem blisko ziemi. Fascynował się nieznanymi, ciekawymi dla niego zapachami. Wilczek za to podążał za swym pupilem, przyglądając się mu. Wszystko zdawało się być w porządku, gdy Wolfrik zauważył pewną osóbkę, która szła z naprzeciwka. Przez chwilę myślał, że ma zwidy, bo sądził, że właśnie zobaczył ducha. Jednak brak strachu u jego włochatego towarzysza upewnił go, że ma do czynienia z żywą istotą. Z resztą, duchy nie istnieją! Co najwyżej Koszmary i czarownice, ale nie duchy! Istotka zdawała się być dość mocno zdezorientowana. [i]Pewnie jest tu pierwszy raz...[/] przeszło mu przez myśli, bo osóbka ewidentnie nie wyglądała na tutejszą. Chwilę się wahał co powinien zrobić. Miał wrażenie, że powinien pomóc nieznajomej. Jego wahania rozwiał Frisk, który postanowił podejść do zagubionej dziewczyny, merdając ogonem.
- Frisk, nie zaczepiaj – zawołał i podbiegł do zwierzaka, aby zaraz złapać go za obroże. - Przepraszam za niego, panienkę. Ciekawskie z niego zwierze, ale nie groźne – odpowiedział, chwilę milczał. -Może panience pomogę? – spytał, głaskając po łbie Frisk, który merdał zadowolony ogonem.

___________________

4863AD || theme


Ostatnio zmieniony przez Wolfrik dnia Czw Maj 18, 2017 8:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Mea Culpa
Biały Indianin
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Nieciekawy zakątek   Sro Maj 17, 2017 8:34 pm

Pierwszym, co zdążyła zauważyć w zaułku, był wilk. Widziała te zwierzęta kiedyś, ostatnie przepędzane przez osadników hordy zmierzały na północ i przechodziły niedaleko wioski. Tylko tamte były większe, bardziej rdzawe i strasznie płochliwe. Tamtej nocy całe plemię zgromadziło się wokół tipi wodza, uprzednio zgasiwszy wszystkie ogniska i w świetle prawie pełnego księżyca obserwowało rzeki zwierząt. Wiele było w jakiś sposób rannych, szły razem, nawet ślepiec potrafił odróżnić jedną watahę od drugiej; szły razem, ale jednak osobno. Całe plemię stało w uroczystej ciszy i oglądało swoich odchodzących rdzawych braci z ich rodowitych ziem. W jednym momencie jeden wilk, który szedł samotnie, w oddzieleniu od grup przystanął i spojrzał prosto na wodza. Ów wyprostował się i spojrzał prosto w oczy wilkowi, potem razem unieśli głowy ku księżycowi i samotnik zaczął wyć. Odpowiedziało mi kilka doniosłych głosów z różnych watah i znów zapanowała cisza. Odejście wilków było znakiem ważnych zmian, jakie miały nastąpić powodowane przez osadników. Niecały rok po tym wydarzeniu wszyscy z wioski zginęli, pozostała tylko ona, Mea.
– Lykan – przysiadła na stopach i wyciągnęła w stronę wilka dłoń wierzchem do góry. Dopiero potem zauważyła jego właściciela. Zdziwiła się i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Nie spodziewała się w ogóle ujrzeć wilka w Anglii, a tym bardziej człowieka, który byłby w stanie ujarzmić wolne z natury stworzenie i chodzić z nim po ulicach.
– Ależ nie zaczepiał mnie. Chciał się pewnie przywitać, to jak ludzie, prawda? – Jej akcent z pewnością musiał się wydać nieznajomemu dziwaczny, lecz słowa wypowiadała nadzwyczaj wyraźnie, jakby bojąc się, że zostanie niezrozumiana. Tymczasem dalej przyklękała przed wilkiem, aż ten szorstkim językiem nie polizał skóry na jej dłoni. Dopiero wtedy wstała, lecz dalej musiała patrzyć lekko w górę, by widzieć twarz człowieka przed nią. – Byłabym wdzięczna, jakbyś pomógł mi znaleźć miejsce, gdzie mogłabym zjeść coś. Przebyłam długą drogę i nie wiem za bardzo, gdzie jestem. – Mei wydało się, że skoro wilk zaufał temu człowiekowi, ona też może i zdradziła mu część prawdy o sobie. Jak na zawołanie, jej brzuch wydał z siebie dźwięki świadczące dobitnie o stopniu jej głodu, więc uśmiechnęła się nieznacznie, jakby chciała pokazać, że to nic strasznego i radzi sobie z bulgoczącym brzuchem dość dobrze.
– Właściwie to wychodzi na to, że zagrzeję tu trochę miejsce, znaczy w tym mieście. Wiesz może, co ktoś obcy mógłby tu robić, żeby dostawać pieniądze, dach i jedzenie? Dużo rzeczy potrafię.
Stała tak patrząc wprost w oczy rozmówcy, co mogło być lekko onieśmielające. Mea przyglądała się mu bardzo uważnie, aż uznała, że nie ukrywa pod podszewką pomocy żadnych złych zamiarów… przynajmniej teraz. Jej percepcja pracowała na nieco mniejszych obrotach, niż w centrum miasta, jednak wciąż uważnie śledziła każdy ruch mięśni zarówno nieznajomego jak i wilka. Nie chciała znowu wpaść w pułapkę nieostrożności i dać zaciągnąć się w miejsce, z którego znowu będzie musiała uciekać w popłochu godnym zwierzęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Nieciekawy zakątek   Sro Maj 17, 2017 9:47 pm

Wilk przechylił lekko głowę w bok, przyglądając się jej z zaciekawieniem, gdy usłyszał obce słowo z jej ust. Nie kojarzyło się mu z żadnym znanym mu poleceniem. Nie było to „siad”, „zostań”, „szukaj”, „gdzie jest kijek?”, ani nawet jego imię. Jednak spokój i jakaś przyjacielska nutka w głosie nieznajomej zachęciła go do przywitania się z nią. Mimo tego Frisk grzecznie stał i nie wyrywał się swojemu właścicielowi, kiedy ten go złapał. Trochę już się przyzwyczaił, że Wolf nie zawsze dawał się mu przywitać z innymi ludźmi. Choć wilk naprawdę wydawał się być zaciekawiony tą obcą dziewczyną, która nawet z pewnej odległości pachniała wspaniale. Samemu Wolfrikowi ten fakt nie umknął. Frisk czuł coś niezwykłego od dziewczyny. Było w jej zapachu coś tajemniczego, dzikiego. Przyciągało to go do niej. Tak, ewidentnie chciał się z nią poznać, a kto wie, może nawet jego pan pozwoli się mu z nią pobawić?
Chwilę milczał, zaskoczony reakcją dziewczyny. Cóż, ludzie zazwyczaj nie chcieli się zapoznawać z Friskiem. Raczej się go bali. Kilka razy nawet go ochrzanili za nietrzymania „tej dzikiej bestii” na łańcuchu.
- W sumie masz racje, ale nie wszyscy to lubią – odparł, przyglądając się nieznajomej. Ciekawił go jej akcent. Nie kojarzył go, pomimo zwiedzenia pewnego skrawka tego świata. Nie była on niemiecki jak u niego. Nie przypominał też akcentu z krajów nordycki, ani żadnego mu znanego. W sumie nic dziwnego. Dziewczę na swój sposób się wyróżniało i naprawdę musiało przebyć spory kawałek drogi, zanim się tu pojawiło.
- Mogę cię zaprowadzić do gospody – powiedział, a po chwili wahania dodał. - Jak nie masz pieniędzy to ja mogę cię przenocować. Frisk się ucieszy z towarzystwa – odparł, zerkając na swojego wilka, który wyglądał na ewidentnie zadowolonego. Złote ślepia Friska były skupione na nieznajomej. Jednak nie można było się w nich doszukać wyzwania czy czegoś podobnego. Wolfrik postanowił zaufać swojemu przyjacielowi. W końcu jak wilk uważał tę dziewczynę za kogoś przyjaznego to czemu on miał mu nie zaufać? Zwierze miało zazwyczaj dobre przeczucia do ludzi.
Huh… Dużo słów, na które musiał odpowiedzieć. Puścił obrożę wilka, po czym sam podrapał się po obojczyku. Frisk za to podszedł ciut bliżej nieznajomej, szturchając delikatnie pyskiem jej dłoń.
- To zależy co potrafisz. Myślę, że w miarę szybko znajdziesz tu prace. To duże miasto – powiedział. Trudno było mu powiedzieć w tej chwili coś więcej. Nie znał dziewczyny, nie wiedział co umiała. - Ja pracuje jako najemnik – dodał tylko, chcąc dać jakikolwiek przykład pracy jaką można podjąć. W sumie łatwo było się domyśleć kim był po ilość żelastwa jakie miał przy sobie.
Ciut dziwnie się czuł, gdy dziewczę się mu tak uważnie patrzyło w oczy. Sam nie miał zamiaru odwracać spojrzenia od jej oczu. Nie zmieniało to jednak faktu, że Wolfrik zazwyczaj spotykał się z czymś całkiem innym. Ludzie w końcu odwracali spojrzenie wcześniej czy później. Czuł jej uważne spojrzenie. Miał wrażenie, że gdyby zrobił gwałtowniejszy ruch ta by się zerwała do biegu lub zareagowała w jakiś podobny sposób.

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Mea Culpa
Biały Indianin
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Nieciekawy zakątek   Pią Maj 19, 2017 8:56 am

Zdziwiła się nieco, że ludzie stąd mogą nie lubić witania się ze zwierzętami. Anglia zdawała się być dziwniejszą, niż sądziła na samym początku. Wiele rzeczy ciekawiło dziewczynę odnośnie tego i bardzo chciała pociągnąć temat, lecz z doświadczenia wywiodła już, że zasypywanie obcych gradem pytań może wywołać niechciane efekty, takie jak ucieczka czy zbycie śmiechem. Ten dziwny świat ogromnych stałych budynków musiał rządzić się swoimi prawami, których nawet najmniejszej części nie zdążyła jeszcze poznać.
– Tak, gospoda to dobre miejsce. Za każdym razem, gdy moi towarzysze drogi wymawiali tę nazwę, oznaczało to dobre i ciepłe jedzenie. – uśmiechnęła się patrząc przez chwilę gdzieś w dal.
– A co do pieniędzy, mam, dostałam i część już zarobiłam po drodze. Lecz z chęcią spędziłabym noc w towarzystwie… właśnie! Mea Culpa, a ty? Jakie nosisz imię, dobry człowieku? – Zdradziła mu swoje imię nie bez wahania. Wilk mu ufa i daje się prowadzić. Lykan wolny i mądry zsyła mi znak, że to jest właściwy człowiek, pozwolę się poprowadzić – pomyślała z ufnością i postanowiła ograniczyć swoje podejrzenia do minimum. – Ma swoje imię? – Spojrzała na wilka, który widocznie również ją darzył zaufaniem. Nic w tym dziwnego, a końcu plemiona Indian często nazywały się dziećmi Wilków. – Frisk? Ładne, oznacza coś? Długo się uczyłam, ale jeszcze nie znam wszystkich angielskich słów. – Pytania zadawała z prostodusznością godną dziecka ciekawego wszystkiego, co wokół, całego świata ogółem.
– Ach, potrafię wiele rzeczy, ale nie wiem, czy przydadzą się one wśród tylu budynków. Przywykłam raczej do… otwartych terenów. – Poprawiła chustkę na głowie i stanęła nagle na środku uliczki patrząc raz w lewo, raz w prawo. W którymś z mieszkań rozległ się harmider podobny do kawałków metalu uderzających o siebie. Zaraz po nim dało się słyszeć kobiecy głos nawołujący kogoś wyraźnie w języku, który po części był angielskim, ale jednak nie do końca. Akcent kobiety skojarzył się Mei z rudym chłopcem pracującym przy drzwiach sklepu, w którym była jeszcze tego dnia z Sają. Może kiedyś jeszcze go zobaczę? – pomyślała z nadzieją. Po chwili rozmowy w tamtym dziwnym momencie, czuła się jakby połączona z tym nieznajomym, który zainteresował się nią, widząc jej zagubienie. Lecz po chwili nawiedziła ją myśl dużo smutniejsza. – Powiedział, że to duże miasto.. więc jak miałabym go znów odnaleźć?
– Którędy do gospody? – zapytała jeszcze zanim zdążyła odpędzić smutną myśl, przez co jej głos osłabł odrobinę i nabrał niższej niż do tej pory nuty. Gdy wybrali drogę, chwilę szła krok za swoim przewodnikiem w kompletnym milczeniu obserwując otoczenie. Przy jednej ze ścian w rynsztoku spoczywało wiele śmieci i odpadków pomieszanych ze śniegiem i lodem. Uliczka miała wiele odnóg, które często kończyły się ślepo zagrodzone ścianą domu lub murem. Niektóre z nich z łatwością dało się przeskoczyć, czy wdrapać się na nie, jednak większość bezwzględnie odgradzała swoją wysokością tajemnicze „za” od ponurego terytorium uliczki. Przy jednym z takich murów w odnodze zobaczyła śpiącego bądź martwego człowieka okutanego w łachmany. Nie ruszał się ani odrobinę, był tylko szarym kształtem w szarym zaułku. Po tym widoku przestała się tak dokładnie rozglądać i spojrzała na wilka imieniem Frisk idącego ufnie i radośnie przy swym towarzyszu, po czym skierowała wzrok właśnie na niego. Nadrobiła krok różnicy i zapytała: Co robi najemnik? W mojej wiosce nigdy nikt nie użył tego słowa. Wielu ludzi pracuje tak, jak ty? – Chciała jakoś rozpocząć rozmowę, aby zapomnieć, że wszystko wokół jest takie zamknięte i ponure. Zatęskniła nagle za otwartą przestrzenią prerii, wietrze we włosach i wieczornych galopach na swojej siwej klaczce, która z pewnością należała już do jednej z gwiazd i biegała w pełnej wolności po niebie i czuwa nad nią. – Opowiedz mi trochę o sobie, odwdzięczę się podobną opowieścią. – Uśmiechnęła się lekko i patrzyła idąc przed siebie, czekając i słuchając uważnie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Nieciekawy zakątek   Pią Maj 19, 2017 10:28 pm

Tak, szło zauważyć, że dziewczę nie pochodziło stąd. Ba, Wolfrik miał wrażenie, że musiała się ona przez długi okres wychowywać z dala od cywilizacji. Trochę go to zaskoczyło, bo w życiu nie spodziewał się spotkać osóbkę tak niezaznaną w życiu w mieście. Przecież cywilizacja dotarła już w tyle miejsc na globie, czyż nie? Nie zniechęcił go brak wiedzy, nieznajomej. Wręcz przeciwnie, chciał pomóc tej istotce zrozumieć, otaczający ją świat. W jakikolwiek sposób pomóc, aby ta przypadkiem nie zeszła na złą ścieżkę, aby przeżyć. Cóż, już taki był. Lubił pomagać innym.
- Nie każda gospoda to takie przyjemne miejsce, ale ja znam całkiem dobrą i nie drogą – powiedział. Wiedział  z doświadczenia, że nie zawsze były one takie przyjemne. Czasem zdarzyło mu się spać w naprawdę nieprzyjemnych miejscach. Miał jednak zamiar oszczędzić takich doświadczeń Mea. Spanie w zapyziałym pokoju przez kilka dni, a może nawet tygodni nie mogło dobrze zrobić dla zdrowia i psychiki.
- Wolfrik – powiedział, uśmiechając się delikatnie. Nie miał zamiaru kryć swojego imienia. Nie było ku temu powodów. W sumie to zabawne, że Wilk miał wilka. Frisk zamerdał ogonem i już skupił całkiem swoją uwagę na Mae, gdy ta wypowiedziała jego imię. Wolf zerknął na swojego podopiecznego, po czym podrapał go po głowie. -  ”Frisk” oznacza „brykać”, „harcować”. Jak był młodszy to był żywiołowy jak cho… był bardzo żywiołowy – odparł, powstrzymując się od bluźnienia. W końcu przy dziecku nie wypada. Zły przykład czy coś w tym stylu. Z resztą w dziewczynie można było zobaczyć masę cech dziecka. Naprawdę przykro było odbierać choćby skrawka jest niewinności poprzez bluźnienie przy niej.
- Bez konkretów nic nie pomogę, Mae – odparł. Trudno jest szukać czegokolwiek po omacku. - Teoretycznie da się pracować poza miastem. Na przykład przy wyrąbie drewna, ale to bywa ryzykowna praca przez Koszmary i dzikie zwierzęta, kryjące się w lesie – dodał zaraz, przyglądając się jej. Cóż, jak dla niego dziewczyna się do takiej roboty nie nadawała. Była za delikatna. Wolfrik miał wrażenie, że nie poradziłaby sobie ze ścinaniem drzewa. Choć w sumie nie powinieneś być taki hop do przodu. Czasem taki niepozorny człek potrafi mieć sporo siły przebiegło mu zaraz przez myśli.
Zerknął w stronę gwałtownego dźwięku. Skrzywił się minimalnie. Domyślał się co ten harmider mógł oznaczać.
- W tamtą stronę – odparł, wskazując kierunek. - Napewno nie chcesz wpaść do mnie? Moje mieszkanie jest bliżej. Ba, pewnie czeka na mnie obiad- dodał zaraz. Był pewny, że gosposia upichciła mu jakiś posiłek. Zawsze to robiła. Cóż, za to płacił.
Szli tak wybraną drogą. Frisk znów podążał kawałek przed swoim panem. Wydawał się szczęśliwy i zadowolony, ale tylko do czasu, gdy wyczuł zapach nieszczęśnika, leżącego w śmieciach. Wtedy położył uszy i spojrzał na swojego przyjaciela. Wolfrik także zauważył człowieka. Zaraz instynktownie przysunął do siebie dziewczynę. On sam też ciut posmutniał. Delikatny uśmiech znikł z jego oblicza. Był pewien, że temu nieszczęśnikowi nie są już w stanie pomóc. Sam Wolf żałował, że jego nowa towarzyszka musiała zobaczyć ten drastyczny widok.
Spojrzał ciut zaskoczony na Mea, gdy ta zadała mu kolejne zadanie.
- Różne rzeczy. Są też rozmaite typy najemników – rzekł, po czym wskazał na miecz na swoich plecach. -  To jest moje główne narzędzie pracy. Zazwyczaj ochraniam tych, którzy sami nie są wstanie tego zrobić. Czy ja wiem czy sporo. Trochę na pewno, ale nie każdy się nadaje do takie pracy – dodał zaraz. - O mnie? – tu już w ogóle zaskoczyło go pytanie. Wolf rzadko opowiadał o sobie. Raczej unikał tego. W końcu nie każdy powinien wiedzieć o pewnych rzeczach z jego życia. Jednak tym razem miał drobną ochotę powiedzenia czegoś o sobie. Zwłaszcza, że dzięki temu mógł się czegoś dowiedzieć o swoje młodej towarzyszce.
Westchnął cicho, drapiąc się po policzku. Od czego powinien zacząć tą całą historię? Ech...
-  Urodziłem się w Związku Niemieckim. Moi rodzice byli kupcami. Teraz nie mam z nimi kontaktu. Cóż… Raczej by mnie teraz nie poznali - urwał na chwilę, przenosząc spojrzenie z dziewczyny na zaśnieżoną ścieżkę. Wyglądał jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Nim jednak ponownie zaczął jego brązowe oczy zwróciły się ponownie na dziewczę. -  Przyznam ci się, że nigdy nie chciałem iść w ślady rodziców. Wolałem podróże i przygody. Chciałem zaznać niebezpieczeństw i sławy. Nawet mi się to poniekąd udało, ale przez pewien incydent musiałem odpuścić moją ojczyznę. Tak trafiłem tu – zakończył swoją krótką historię.

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Mea Culpa
Biały Indianin
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Nieciekawy zakątek   Sob Maj 20, 2017 6:40 pm

Spojrzała na wilka raz jeszcze. Tak bardzo różnił się od swoich zachodnich braci… ale czym? W oczach i chodzie wciąż miał wiele dumy, nie brakowało mu też siły, co widziała po ruchach zwierzęcia. Lecz mimo to, co było inaczej. Słyszała od pastora, że ludzie na wybrzeżu mają zwierzęta nazywane psami. Duchowny opisywał je jako podobne wilkom, ale mniejsze i udomowione. Mea słysząc te słowa w wiosce nie potrafiła im uwierzyć. Uważała raczej, że to bajka, kpina, jedna z wielu dotyczących osadników. Jednak teraz miała przed sobą przykład wilka, który w istocie był po prostu psem. Dobrowolnie wybrał towarzystwo człowieka, w gruncie rzeczy – niewolę. Żył inaczej niż te w watahach.
– Czy chciałeś właśnie powiedzieć „cholera”? – zapytała. Kontynuowała ochoczo – Znam to słowo! Pastor wypowiadał je często, gdy coś nie szło po jego myśli. Wytłumaczył nam, że oznacza straszną chorobę i przypominając sobie o niej, pociesza się, czuje, że dla przykładu kamień w stopie nie jest taki zły. – W sumie to była całkiem dumna ze swojej „rozległej” wiedzy oraz z tego, że mogła zaskoczyć rozmówcę.
– Więc… musiałbyś wiedzieć, co potrafię? – wypowiedziała powoli. Zastanowiła się chwilę, pokiwała głową. Zdziwiło ją słowo „koszmar” użyte w tak niekonwencjonalny sposób, ale stwierdziła, że jeśli pytań jest naraz za dużo, to może to zniechęcić w końcu Wolfrika, a zdawał się być dość miłą osobą, dzięki której może w końcu coś niecoś zrozumie.
– W sumie, jeśli proponujesz, możemy pójść do ciebie. Jeszcze nie byłam tu w niczyim domu, ciekawi mnie jak się tutaj mieszka dokładnie. A czekający obiad brzmi… fantastycznie! – powiedziała głośno przypominając sobie ciekawe słówko poznane już w drodze do Wishtown.
Po ponurym widoku z uwagą słuchała wyjaśnienia o pracy najemnika. Zdawało się, że to dość ciekawy zawód i bardzo różnorodny. Spojrzała prosto w twarz Wolfrika, jego lekko kwadratowe rysy i poważne wejrzenie, budowę ciała, pewny chód. Stwierdziła w duchu, że to doskonały człowiek do ochrony innych – twardy i łagodny jednocześnie. Krótka historia nie zdziwiła jej zbytnio, gdyż kiedy ktoś jest bardzo wrażliwym człowiekiem, lecz udaje podobnego kamieniowi, często musi trzymywać część prawdy o sobie w sekrecie, aby utrzymywać pozory. Mea była niesamowicie ciekawa owego incydentu, który zmusił Wolfrika do opuszczenia domu, lecz nie chciała naciskać. Historie rządzą się swoimi prawami i nie wszystkie muszą zostać ujawnione w największych szczegółach, część z nich nawet nie może.
– Dziękuję ci, za możliwość lepszego poznania ciebie, Wolfrik. – Spojrzała lekko w górę, żeby uchwycić wzrokiem oczy chłopaka. – Jeśli chcesz usłyszeć moją historię.. będzie musiała ci ją opowiedzieć Skacząca. – Podniosła do góry lalkę, żeby Wolfrik mógł dowiedzieć się, o kogo chodzi. Imię lalki nie było zbyt oczywiste dla Anglików, zdążyła już to zauważyć w czasie swojej podróży. – Nie przeszkadzałoby to? Czy nie jesteś zainteresowany? – Wypowiedziała te pytania zwyczajnym tonem, bez ukrywanej czy wyrażonej urazy lub smutku. Niechęć słuchania nie była niczym nowym dla niej, szczególnie tu, w Anglii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Nieciekawy zakątek   Wto Maj 23, 2017 9:18 pm

Doznał dzisiejszego dnia kolejnego szoku. Nic nie powiedział. Chwilę nawet nie wiedział co zrobić, ale w końcu niechętnie kiwnął głową. No, nie spodziewał się usłyszeć takiego wywodu na temat „cholery” z ust blondynki. No, niby nie powinien być zaskoczony. W końcu dziewczyna nie zdawała się mieć 12 lat. Może nie szło dokładnie określić jej wieku po wyglądzie, ale była w niej jakaś taka nutka… powagi, dorosłość? Tak, brzmi to poniekąd komicznie. W końcu Mei zdawała się mieć nadal dużo z dziecka.
Co jakiś czas zerkał na dziewczynę. Tak, ewidentnie go zaciekawiła. Jej tajemnicza aura zdawała się przyciągać ciekawość Wolfrika, który chciał się coraz bardziej dowiedzieć czegokolwiek o swojej młodej towarzyszce. Na początek wystarczyłyby mu podstawowe informacje. Nie miał zamiaru wyciągać z niej nie wiadomo czego. Przecież ledwie się znali, a każdy ma swoje tajemnice, którymi nie dzieli się z byle kim. Cóż, on o tym wiedział najlepiej. Mało kto znał jego dwa sekrety.
Po raz kolejny kiwnął delikatnie głową.
- Trudno mi tak pomagać na oślep. Mogę co najwyżej wydawać osądy na temat pracy odpowiedniej do twojej postury – odparł. Przecież nie miał zamiaru wypytywać jej o niewiadomo co. Wystarczyłoby mu krótko w czym jest dobra. Wystarczyły słowa typu: „gotowanie”, „zbieranie”, „jazda konna”, „rzeźbienie w drewnie”.
Kiwnął na zgodę, po czym zaczął prowadzić ją do swojego wynajmowanego mieszkanka.
- Uwierz mi to nic niezwykłego. Proste mieszkanie – powiedział. Dla samego Wolfrika pomieszczenie, które wynajmował nie różniło się w jakimś dużym stopniu od reszty. Zdawało się być równie zwyczajne jak reszta. - Gospodyni naprawdę dobrze gotuje, spokojnie najesz się po podróży – dodał zaraz, zerkając na wilka, który na chwilę się zatrzymał, aby obwąchać kawałek ziemi.
Ściągnął leciutko brwi i zmarszczył delikatnie czoło. Ponownie został zaskoczony. No, dawno nikt mu nie proponował opowiedzieć swojej historii poprzez lalkę. Dobra, kilka raz widział przedstawienia dla najmłodszych na ulicy, gdzie postacie były grane przez proste kukiełki, ale to zdawało się być czymś całkowicie innym.
- Posłucham, ale to może już jak będziemy w domu i zjemy? – zaproponował, bo sądził, że wędrówka i przestawianie historii poprzez lalkę nie jest łatwe.


/z.t x2

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nieciekawy zakątek   

Powrót do góry Go down
 
Nieciekawy zakątek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Rody Chorążych
» Cienisty Zakątek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Dzielnice mieszkalne-
Skocz do: