IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Jaskinia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Jaskinia   Sob Wrz 10, 2016 3:57 pm


Zapada zmrok, nadziei brak...
Ciemność niczym całun zakryła trupa jakim jest ten świat lecz mimo wszystko dla wielu noc jest wybawieniem. Odpoczynkiem od kieratu życia codziennego. czymś dającym nadzieję iż z kolejnym świtem świat zmieni się choć na chwilę.
-Naiwność- przeszło przez myśl kobiety owe jedno słowo podsumowując cały ten świat. Był on bowiem tak naiwny niczym małe dziecko! Wiecznie pragnący czegoś oraz goniący za tym co nieuchwytne lecz zaraz... Czy właśnie ona nie robi tego samego? Nie, nie może być...
Chyba...
Jednak wraz, z zapadnięciem zmroku ona przywdziała swe odzienie szczelnie przy tym zakrywając siebie oraz broń płaszczem jaki dla wielu zdawał się być przekleństwem. Ona jednak przywdziewała go wtedy gdy wyruszała na łowy. Gdy działała na pograniczu samej siebie... kiedy na nowo stawała się inkwizytorem mimo iż już dawno wydano na nią wyrok. Jej ciało przypominało jej, o tym od wielu dni. Blizny te starsze oraz świeże zdawały się piec, krzyczeć by nie wyruszała! Ona jednak jak zwykle nie słuchała ani ich ani swej siostry szepczącej jej do ucha... Dziś, to ona zdawała się być nieugiętą... Czemu?
Dziwne pragnienie prowadziło ją do miejsca jakiego nie znała. Pragnienie jakiego przyszło jej nie rozumieć lecz mimo wszystko wyjechała, z miasta obserwując przy tym zasypiający świat, z grzbietu swego konia. Świat jakim gardziła, a jaki zdawał się być dla niej jedynie zbędnym paprochem... Lecz czy było, to ważne?
Dla kobiety pozostawiającej miasto za plecami wszystko zdawało się być tylko nieznaczącą chwilą... Prawie tak samo jak góra rosnąca, z każdym krokiem konia. Góra, która jak mówią legendy jest siedliskiem wiedźm lecz Sam dobrze wiedziała, żę tak nie jest, a nawet jeśli...
Gdzie dom twój jest? Czy zgubiłaś się?
Słyszała te słowa wielokrotnie. Były szeptane w każdej chwili gdy tylko myśl jej skierowała się ku wspomnieniu domu. Tego jakiego pozostawiła daleko za sobą tak samo jak pozostawiła tam siebie samą... Zapewne rozmyślała by dłużej gdyby nie szept mówiący "spójrz w górę". Sam uczyniła, to bez sprzeciwu, a jej oczom ukazał się widok jaki nigdy nie przestanie ją zadziwiać. Gwiazdy... Wiele tysięcy gwiazd... Każda, z nich  nosiła zapewne swoją historię. Każda zdawała się spoglądać na nią oraz oszołamiając na tyle by przestała władać na koniem, a ten wyczuwszy okazje zboczył, z trasy...
Zdawać się mogło iż był on wiedziony tą samą siłą jaką dziewczyna znała. Siłą nakazującą jej uciekać czy też walczyć. Czymś czego nie mogła nigdy określić... czymś co czuła wiele razy w swoim życiu lecz uczucie jakie towarzyszyło jej w chwili gdy koń zatrzymał się przed wejściem do groty było nazbyt znajome.. Jak wtedy...
Gdy przyszło jej pozostawić coś ważnego...
Gdy wybrała obowiązek...
Zawsze, to robiła...
Zawsze...
Gdy tylko stopy kobiety dotknęły kamienistej ziemi ona wiedziała. Musiała wejść do tej ciemnej dziury. Przeczuwała przecież, a jej przeczucia nigdy nie kłamały. miała ona bowiem dar... Zawsze widziała, to czego nie widzą inni. Zawsze potrafiła odnaleźć się w sytuacji jaka pakowała ją w kłopoty, a to tutaj pachniało kłopotami.
Sam naciągnęła kaptur na głowę tak aby ciepły letni wiatr nie muskał jej skóry po czym ruszyła ku ciemności... Ruszyła bez słowa.

***

Zapadł zmrok...
Nie, to ciemność ogarnęła w końcu jej zmysły oraz świat w jakim się znalazła. mrok sprawił iż jej dusza była wreszcie wolna. Przecież im dłużej wpatrujesz się w przepaść tym przepaść bardziej cię pochłania.
Tak było i w jej przypadku.
Siedziała bowiem w owej jaskini pewien czas. Ile? Nie, nie wiedziała. Mrok bowiem cały czas trwał, a delikatne światło jakie padało od skał zdawało się być nienaturalnie przyjemne. Wręcz zachęcające do kontemplacji...
Może... Może, to świątynia? Przemknęło jej przez myśl gdy po raz kolejny przesuwała spojrzeniem po naciekach wodnych jakie rzeźbiły, to miejsce od wielu lat.
-Czuje Cię...- Wyszeptała, a słowa jej ruszyły w szaleńczy bieg po tym miejscu tak samo jak jej myśli w chwili gdy po raz pierwszy usłyszała kroki dochodzące, z wejścia do tego miejsca. Sam jeszcze parę lat temu czy nawet tygodni zerwała by sie z ziemi zaszywając w cieniu lecz dziś... Dziś dobrze wiedziała, że nie musi tego czynić bowiem czuła znajomą obecność...
Czyżby przybycie w to miejsce nie było przypadkiem, a może po prostu los na nowo zakpił, z niej?
Czy, to ważne?
Liczy się przecież chwila, a Sam miała szczęście do tych dziwnych oraz wywołujących kłopoty... Czy tak będzie i teraz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Sob Wrz 10, 2016 7:26 pm

Cały dzień coś za nim chodziło. Męczyło, nie dawało spokoju. Nie ważne co robił. Cały czas Wolfrika coś rozpraszało. Rano to było tylko kłębiąca się gdzieś z tyłu głowy myśl. Nic ważnego, po prostu myśl bez kształtu, która w ogóle go nie interesowała, gdy jadł podczas poranka jajecznice popijaną kubkiem aromatycznej kawy. Nie, ta bezkształtna myśl zaczęła mu coraz bardziej dokuczać ze zbliżającą się nocą. Mimo to nadal nie chciała się ułożyć w coś konkretnego. Była i męczyła.
Chciał położyć się wcześniej. Szybko i głęboko zasnąć. W końcu następnego ranka miał jeszcze spory kawałek drogi przed sobą, a czas naglił czyż, nie? Nie miał zamiaru znów wędrować nocą. W tej okolicy bywało trochę niebezpiecznie o tej porze, a Wolfrik nie było na rękę wylądowanie z jakimiś ranami u lekarza. Chciał ograniczyć jak najbardziej bezpotrzebne wydatki. Tak więc, musiał się wyspać, by rankiem bez problemu wstać i zmusić się do ruszenia w dalszą wędrówkę. Nigdy jakoś nie miał problemu z podróżami, ale przez ostatnie dwa dni coś go trzymało w tym miejscu. Nie chciał ruszać w dalszą drogę. Nie wiedział dla czego. Miał jakieś przeczucie.
Zjadł kolacje. Poszedł sprawić jak się ma jego koń w stajni, a i nie zapomniał przytulić i poczochrać dłonią sierść na łbie Frisk'a - swojego najwierniejszego kompana. Po czym wrócił do karczmy do wynajętego przez siebie pokoju, ogarnął się, przebrał, a następnie walnął na łóżko. Zamknął oczy i próbował zasnąć. Na nic... Coś go męczyło. Nie dawało spokoju i było przy okazji okropnie uporczywe. Leżał i wpatrywał się w sufi. Drewno, z którego zbudowana była gospoda, cicho skrzypiało, za oknem raz na jakiś czas można było usłyszeć ujadanie jakiego kundla, a on leżał z ręką pod głową, wsłuchany w ciszę. Czuł się jakoś dziwnie. Ba, poczuł jakby... tęsknotę? Tak, to chyba było dobra nazwa. Tęsknotę i smutek... Momentalnie wstał, ubrał się, wziął swoje graty i ruszył do stodoły. Nie martwił się o karczmarza. W końcu zapłacił mu z góry za trzy dni.
Jechał, na swym koniu wiedziony tylko i wyłącznie przeczuciem. Nie przejmowała się ciemnościami, wiedział, że nie może się zgubić, miał przecież niedaleko siebie swego wiernego towarzysza. Jeśli nie Wolf to Frisk znajdzie drogę powrotną. Teraz ważna była ta myśl i przeczcie, które go wręcz ponaglało do tego, by jechał dalej.
Zsiadł z konia i stanął przed wejściem do jakieś jaskini. Chwilę trzymał w dłoni wodzę konia, by po prostu ją puścić. Wiedział, że jego koń nie powinien uciec. Był szkolony, aby się nie bać. Wolfrik zerknął na Frisk'a, który wbijał swoje złote ślepia w ciemność. Wilk lekko merdał ogonem, a Peters w tym momencie nie wiedziała jak to interpretować. Czyżby zwierzak nie mógł się doczekać kolejnej podróży w nieznane? W sumie to by się nie zdziwił, gdyby tak było.
- Zwariowałeś, Wolfrik... Do końca zwariowałeś - wyszeptał ledwie słyszalnie do samego siebie. Westchnął cicho, wziął głębszy wdech i jeszcze szybko sprawdził czy broń łatwo wychodzi z pokrowca, po czym ruszył w ciemność, a za nim jego złotooki przyjaciel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Nie Wrz 11, 2016 7:24 am

Kroki. Słyszała je nazbyt dobrze, a zarazem nijak. Zdawały się dobiegać, z jej własnego wnętrza. Zdawały się być czymś co napełnia jej umysł oraz ciało. Zbliżała się. Czuła ją. Tak było zawsze gdy przybywała jej siostra...
Sam zamknęła spokojnie powieki. Temperatura powietrza wraz, z zapadnięciem zmroku zaczęła opadać co świadczyło tylko o jednym... Znowu łączyła się ze światem jaki tylko ona widziała... Cienie, szepty czy przeczucia. Wszystko, to nie miało teraz większego znaczenia.
-Czekałam na Ciebie...- Odezwała się po raz kolejny, a na jej twarzy zagościł uśmiech. Tak Sam uśmiechała się ponieważ wiedziała, że jest tu sama. Nikt nie mógł ujrzeć tego rzadkiego i dziwnego zjawiska dlatego też pozwoliła sobie na nie. -Czemu tu jesteśmy?- Zadała kolejne pytanie wyczuwając bardzo dobrze obecność jaka przez całe jej życie towarzyszyła jej. Obecność jaka nie miała prawa istnieć! Przecież ona nie miała siostry... Tak przynajmniej uważali wszyscy, którzy ją znali lecz prawda była inna. Sam od dziecka ją czuła. Od dziecka potrafiła poddać się jej, z mniej lub bardziej opłakanym skutkiem. Tak było i tym razem. W chwili gdy poczuła na swym ramieniu delikatną dłoń. Gdy poczuła znajomy zapach oraz co gorsza myśl jaka wyryła się w jej psychice... -Czekamy...- Odparł głos jaki tak dobrze znała. -Obie dobrze wiemy na co... Pamiętasz?- Pytanie, to sprawiło iż Sam zaczęła przeszukiwać swą pamięć lecz zasłona z lodu i śniegu szczelnie blokowała jej wspomnienia, a może to nie były jej wspomnienia tylko siostry bądź ich samych? Nie, nie wiedziała. Jedyne czego była teraz pewna całkowicie, to fakt iż wokół niej zagościł śnieg. W środku jaskini... Sam nie musiała otwierać oczu by go ujrzeć. Nie musiała także spoglądać na parę wodną wydobywającą się z jej ust by potwierdzić jak bardzo spadła temperatura w tym miejscu. Nie musiała. Wszystko, to bowiem było jej sprawką. Jej przygotowaniem na to co nieuniknione. Przygotowaniem na nieproszonych gości... Przecież jej zdolności w jakiś tam sposób chroniły ją. Zabezpieczały przez skrytym atakiem w chwili gdy ta znajdowała się w swym własnym świecie...
Nagle coś się zmieniło.
Nie były już same. Czuła, to mocniej niż kiedykolwiek... Wszak ostatnim razem gdy poczuła coś takiego była młodsza... Była w innym miejscu oraz czasie lecz owe uczucie rozpoznała by wszędzie... To ono! Ono prowadziło ją tutaj i zmuszało do... Czego? Nie, nie wiedziała. Jednak mimo wszystko była już gotowa. Ze spokojem otwarła powieki tylko i wyłącznie po to aby światu ukazać swe czarne niczym noc spojrzenie. Zawsze takowe miała gdy nie była sama. Zawsze dzieliła, je z najważniejszą dla siebie osobą. Tak było i w tej chwili.
Obie wstały na tyle cicho jak tylko się dało. Obie skryły się w cieniu nie pozostawiając śladów na kamieniach. te bowiem pozostały zakryte przez warstewkę śniegu jaka zalegała w miejscu gdzie jeszcze przed chwila siedziała.
Czekały.
Wsłuchując się w delikatne kapanie zagubionych kropel. Będące otoczoną przez mrok tak wielce im przyjazny, a zarazem niebezpieczny... Czekały na to co nieuniknione. Na spotkanie, z przeznaczeniem jakiego nie oszukają nieważne jak bardzo by się starały...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Nie Wrz 11, 2016 11:19 am

Zmrużył oczy, próbując ujrzeć cokolwiek w tych ciemnościach. Na dworze mimo wszystko było widać więcej niż tu. Tam był w końcu księżyc i gwiazdy. We wnętrzu jaskini nie znajdowało się przecież jakiekolwiek stałe źródło światła. Mimo to nie bał się. Miał obok siebie Frisk'a. Wiedział, że lepszego ochroniarza raczej nie mógł mieć. Wilk miał o wiele lepszy węch i słuch od niego, a co za tym szło mógł swojego pana ostrzec cichym powarkiwaniem. Oczywiście nie można było zapomnieć, że w razie potrzeby i mógł bronić ciemnowłosego. Od czego były pazury i silna szczęka pełna ostrych zębów?
Skrzywił się delikatnie, gdy poczuł jak zimny dreszcz spowodowany spadkiem temperatury przeszedł jego ciało. Wzdrygnął się przez to. Bogowie, jak tu było zimno. Nie rozumiał dlaczego aż tak... Był świadomy tego, że w jaskiniach bywało mroźno. Owinął się szczelniej swoim płaszczem podróżnym, jakby to miało pomóc uniknąć tego przenikliwego chłodu. Chwilę przypatrywał się jak jego oddech zmienia się w biały obłoczek, by potem dalej ruszyć w głąb jaskini, opuszkami palców muskając najbliższą skalną ścianę. Szedł ostrożnie, a kawałek przed nim powoli posuwał się na przód Frisk. W końcu było tu dość mokro, a Wolfrik nie chciał przecież zaliczyć upadku przez który mógł sobie rozwalić głowę. Jeszcze tego by brakowało, aby dokonać żywota w takim miejscu, bo się zwyczajnie potknął czy poślizgnął na kamieniu.
Nagle usłyszał cichy, ale charakterystyczny dźwięk. Jego stopa spoczęła na... śniegu. Tu to dopiero poczuł się zaskoczony. Ej, jak było możliwe? Przecież biały puch nie mógł napadać w takim miejscu, prawda? Kucnął i zatopił dłoń w cienkiej, zimnej białej pierzynie. No, nie wierzył własnym oczom. Wziął garść śniegu w rękę i przyglądał się mu przez dłuższą chwilę zatopiony w swoich przemyśleniach. Tak, to przez niego musiało być tu tak zimno, ale skąd on tutaj? Nie umiał sobie tego wytłumaczyć.
A co z wilkiem? Szczerze? Od samego początku zwierzak czuł coś niezwykłego w powietrzu. Coś co go ciekawiło, nie bał się tego. Chciał zobaczyć co takiego ciągnie ich dwójkę do tej jaskini. Mimo to Frisk'a również zaskoczył widok białego puchu. Ba, wybił go z rytmu. Rozejrzał się nerwowo, nie rozumiał tego zjawiska. Wilk jednak oprzytomniał wcześniej niż jego pan. Rozejrzał się jeszcze raz, ale tym razem uważniej, zaczął niuchać. Długo na rezultaty nie było trzeba czekać. Odkrył skrytą w ciemnościach kobietę. Cicho zawarczał, pokazując swoje białe kły, a futro na jego grzbiecie lekko się stanęło. Złote ślepia były wbite w nieznaną mu postać.
Tak, dopiero ciche warczenie wyrwało z rozmyślań, oberwał wzrok od śniegu i wręcz mechanicznie i szybko wyjął z kabury pistolet i wymierzył w kierunku, w którym patrzył Frisk. Powoli wstał.
- Frisk do nogi - powiedział, a zwierzak posłusznie wykonał polecenie, choć starał się nie odrywać wzroku od nieznajomej mu istoty. - Wyłaź z cienia i gadaj kim jesteś. Nie odwalaj nic. Nie zawaham się strzelić, jeśli zakatujesz - rzekł pewnie, choć szczerze to trochę się bał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Nie Wrz 11, 2016 5:44 pm

Pierwszy wkroczył wilk bądź inne wiczo-podobne stworzenie. Kolejną istotą jaka pojawiła się w tym małym grobowcu był człowiek... Na oko zwyczajny, zwykły wręcz pospolity. Przynajmniej w chwili gdy wkroczył Sam nie poczuła niczego co mogło by mówić jej iż jest coś nie tak... Brak przeczucia czy też dziwnego czegoś przebiegającego przez jej kark w chwili gdy wiedziała, że coś jest nie tak.
Pustka.
Była ona zbyt dziwna. Tak samo niczym zachowanie osobnika oraz zwierzaka. Oboje przecież zostali oczarowani przez jej drobną pułapkę. Oboje skupili swoją uwagę na śniegu oraz chłodzie panującym w pomieszczeniu co dawało jej tych parę cennych sekund jakie wykorzystała na bezgłośne wyciągnięcie rapiera tak by w razie konieczności móc go użyć... -Ciekawe- Przemknęło jej przez myśl na tyle głośno by słowo te usłyszała jedynie jej siostra stojąca w tym samym cieniu co ona sama. Cóż było w tym takiego ciekawego? Spojrzenie oraz drobne gesty... To one sprawiały iż dla Sam osoba jaka tu się pojawiła zdawała się być znajoma na tyle by nie drgnęła. By nie zmieniała swej pozycji mimo iż powinna była uczynić, to już wielokrotnie. Lecz miało, to sens skoro nie byli tu sami? zwierze zdawało się na swój sposób wyczuwać ją na tyle by trafnie określić jej położenie dzięki czemu już w kolejnej sekundzie nie tylko ostre kły lecz i lufa pistoletu skierowane były w jej stronę.
-Strzel więc jeśliś taką pewną jednostką...- Odezwała się wreszcie po krótkiej chwili mierzonej spadającymi kroplami wody jakie rozbijały się echem po owym miejscu
-...Wiec jednak, że będzie to ostatnia rzecz jaką uczynisz... -Dokończyła swój wywód używając przy tym dobrze znanego zimnego głosu pozbawionego jakikolwiek emocji... Głosu nieznoszącego sprzeciwu oraz mówiącego jasno iż właśnie ktoś podejmował naprawdę złą decyzje.
Wtem Sam uczyniła krok w przód zmiejszając dystans między nimi. W sumie uczyniła, to ponieważ nie było sensu kryć się w cieniu. Nie było również sensu tworzyć kolejnej iluzji skoro stanęła teraz na przeciw człowieka jakiego mimo wszystko znała.. człowieka dla którego odruchowo schowała broń na swe miejsce, a następnie jednym szybkim ruchem zsunęła kaptur okalający jej lico do tej pory. Dzięki temu zabiegowi nieproszony gość mógł ujrzeć znajomą twarz. Spojrzenie jakie mówiło wiele będące jednocześnie skierowane na zwierze, a nie na niego...
Wszystko bowiem było znajome. Przynajmniej, to co widoczne gołym okiem... Głos bowiem, z czasem zmienia się tak samo jak wygląd lecz Sam zdawała się zatrzymać procesy starzenia, a może to kolejna z jej sztuczek?
Czy powinna się przywitać? Powinna rzec słowo godne powitań na szlaku badź tych wypowiadanych po przybyciu do karczmy? Zapewne powinna była zachować się jak cywilizowany człowiek lecz ona po prostu stała przesuwając wzrok swój między towarzyszami... czekała...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Nie Wrz 11, 2016 7:04 pm

Nie, nie strzelił. Ba, nawet skierował lufę pistoletu w stronę ziemi. Drgnął lekko, gdy usłyszał dźwięk głosu postaci skrytej w ciemnościach. Nie ze strachu. Co to, to nie. Go serio było dość trudno wystraszyć. Ba, nie zdawał się przejmować groźbą, która padła w ostatnim wywodzie. Masa osób mu w ten sposób groziła, a proszę jeszcze stał o własnych nogach na tym smutnym padole łez. Ten głos był po prostu... znajomy. Kojarzył go. Kojarzył go bardzo, ale to bardzo dobrze. Bogowie, jak on dawno nie słyszał tej nuty. Szczerze wątpił, aby było mu dane jej doświadczyć, a tu proszę.  Mimo to jakby jeszcze przez chwilę nie ufał swoim uszom, dopóki z ciemności nie wyłoniło się oblicze kobiety. Nie drgnął kiedy kobieta zrobiła krok do przodu i zdejmowała kaptur z głowy. Palce dalej były zaciśnięte na rękojeści pistoletu, a sam Wolfrik był gotowy w każdej chwili wymierzyć, nawet na oślep, i strzelić.
Chwilę stał jak wryty, wpatrzony w to znajome oblicze. Ile to czasu minęło od tamtego dnia, kiedy ostatni raz się widzieli? Będzie z ponad 3 lata, nie? Schował do kabury pistolet, nie wiedząc co powinien w tym momencie zrobić. Po prostu się przywitać jak, gdyby nigdy nic? Nie wiedział czy tak potrafi. Racja, miał przed sobą kogoś bliskiego, ale z drugiej strony ów bliska osoba go zostawiła, pozostawiając list i mały bonusik w postaci jego twarzy na liście gończym, prawda? Był świadomy, że dziewczyna na początku ich znajomości zbliżyła się do niego tylko po to, aby się wywiedzieć potrzebnych rzeczy na jego temat, a potem zabić, ale jednak tego nie zrobiła. Zostawiła go przy życiu, a sam Wolfrik czuł, że gdyby tego nie zrobiła, a on musiał z nią walczyć nie miałby chociaż najmniejszej szany.
- Sam... - odparł w końcu, ale nic więcej nie rzekł. Naprawdę nie wiedział co powiedzieć. Po prostu na nią patrzył. Zmieszany, zdezorientowany, zarazem smutny i wesoły. Tak, w jego spojrzeniu można było zauważyć istną mieszankę uczuć.
Frisk zerkał to na nieznajomą mu kobieta, a to na swojego pana. Stał posłusznie przy jego nodze, choć najchętniej przewąchałby tą kobietę od góry do dołu. Oczywiście był gotowy bronić w każdej chwili swojego przyjaciela, mimo to nie odczuwał ku temu powodu. Tylko nadal nie rozumiał czemu jego pan tak patrzył na tę nieznajomą. Co w niej takiego było, hm?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Nie Wrz 11, 2016 7:51 pm

Tym właśnie się różnili. On posiadał emocje jakie zdradzały wiele, a ona? Ona najzwyczajniej w świcie była wypruta z resztek czegoś co można było nimi nazwać. Dlatego właśnie tak sałata. Dlatego najprawdopodobniej oboje tak stali... Ona i on? Nie... Sam dobrze wiedziała z kim przyszło jej na nowo stanąć twarzą w twarz lecz nigdy tego nie powie. Zawsze bowiem milczała. tak jak jej towarzysz. Uzupełniali się w pewien sposób na tyle by odrzuciła pomysł zabicia tej jednostki czy zgarnięcia zań nagrodę... Dlatego odjechała.
Podjęta wtedy decyzja, z wolna zdawała się kiełkować przez tych parę lat. Ile? Nie, nie wiedziała. Była przecież ona niewolnikiem własnej siebie, a czas zdawał się być czymś zbędnym dlatego też odrzuciła go już dawno temu. Nawet teraz gdy wielu zapewne liczyło by jego upływ ona zdawała się być ponad to... Dla niej owa noc będzie trwać tak długo jak tylko będzie potrzebować przecież... przecież była panią własnego losu. Tak przynajmniej wielu myślało. Lecz prawda była inna. Zamknięta w jej spojrzeniu co i rusz przechodzącym od jednostki do zwierzaka. Owy cykl trwać mógł naprawdę długo lecz coś się zmieniło. Ktoś wypowiedział jej imię. Nie, nie pełne lecz wystarczyło tyle by jej spojrzenie skupiło się całkiem na postaci stojącej na przeciw.
Owszem nadal nie wyrażało ono uczuć lecz w pewien sposób się zmieniło. mrok jaki towarzyszył jej do tej pory zdawał się powoli cofać na tyle by już po jakiś czasie mogła patrzy nań swym naturalnym spojrzeniem. Kolorem jaki w niewielkim stopniu różnił się od czerni... Kolorem jaki był bardziej dziki niż niejedna bestia, z legend czy mitologii.
-Żyjesz- Stwierdziła i była, to zapewne najmniej miła rzecz jaką przyszło usłyszeć tej istocie czy raczej jak kto woli eksperymentowi... Tak był on eksperymentem albo... Nie, nie mogła dopuścić ku sobie myśli iż traktuje go inaczej niż wszystkich. Nie mogła przecież nazwać go przyjacielem mimo iż zbieżność cech zdawała się być nader proporcjonalna...
-Co, to za zwierze?- Zadała pytanie tym razem ponownie robiąc krok w jego stronę lecz zaraz po zatrzymaniu się przykucnęła przed zwierzęciem ukrywając przy tym ból jaki towarzyszył jej przy tym. Tak wiele się zmieniło. Oni się zmienili lecz nie charakter Sam. Jak zwykle przechodziła do sedna omijając konwenanse. Robiła, to na co miała ochotę, a w tym przypadku interesowało ją to COŚ włochatego... Wilk, pies, czy inne? Nie, nie wnikała. Nie miała powodu. Dla niej każde zwierze jest takie samo... Nie tak jak ludzie. Różnica zapewne kryła się w tym iż polowała właśnie na tych drugich więc musiała widzieć te drobne różnice.
-Czujesz, to prawda?- Zadała kolejne pytanie przybierając przy tym ton mówiący by nie odpowiadał. Przecież oboje wiedzieli jaka jest prawda. Oboje odczuwali to samo i zapewne owa siła sprowadziła ich tu lecz po co? mają zakończyć swoje polowanie, a moze na nowo złączyć swe drogi by dokonać czegoś... Wspaniałego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Nie Wrz 11, 2016 9:50 pm

Patrzył w jej oczy, chcąc z nich wyczytać cokolwiek. Jakiekolwiek wytłumaczenie. Potrzebował odpowiedzi, chciał ją usłyszeć. Pamiętał zbyt dobrze jak tamten list go męczył i nie dawał spokoju. Czemu to wszystko się zadziało tak, a nie inaczej? Nie widział jednak odpowiedzi.
Poczuł zmieszanie na jej kolejne słowa. Znaczy się słowo. Tylko to miał usłyszeć? Dość oschle wypowiedziane "żyjesz"? Przecież dobrze wiedział, że żyje. Choć oczywiście był okres, gdy nie mógł być pewny czy dożyje kolejnego wschodu czy nawet zachodu słońca. Mimo tego żył. Ciemnowłosy nie wiedział jak odebrać te słowo. Czyżby kobieta była zawiedziona tym faktem? A może zaskoczona? Cholera, czasami brak okazywania przez nią jakichkolwiek uczuć był upierdliwy i męczący. W milczeniu dalej jej się przyglądał. Coś mu nie pasowało. Ewidentnie coś nie grało w jej ruchach i ten jakby subtelny grymas... Frisk z zaciekawieniem przyglądał się nieznajomej pani. Gdy ta kucnęła zwierzak nawet nie postanowił się cofnąć. Patrzył się trochę wyzywająco na tę kobietę. No bo przecież tamta nie może pomyśleć, że on się jej boi czy coś. Był w końcu Friskiem, nie?
- To jest wilk, mój przyjaciel. Mam na imie Frisk - odparł, kucając naprzeciwko niej. Dłonią pogłaskał łeb zwierzaka, po czym drugą delikatnie położył na jej ramieniu. - Coś se zrobiła? Coś ci dokucza? Mam trochę leków przy sobie... - spytał, a w jego głosie można było usłyszeć nutkę zmartwienia. Zadziałał jakoś instynktownie, choć chyba nie powinien się tym interesować, prawda? Mimo to przed kilkoma laty temu był by w stanie nazwać tę kobietę przyjaciółką, więc czy teraz mógłby tak zwyczajnie przymknąć oko na coś takiego? Nie potrafił. Zwyczajnie nie potrafił.
Nic nie powiedział na jej kolejne słowa. Owszem czuł to i trochę się przez to niepokoił. Nie wiedział czego ma się spodziewać. Czemu coś znów złączyło ich drogi? Chciał ją już zapytać, czy jednak postanowiła dokończyć to co chciała zrobić przed kilkoma laty, ale powstrzymał się. To chyba byłoby nietaktowne czy coś... Więc milczał, patrząc na nią.

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Pon Wrz 12, 2016 8:46 am

Cóż miała powie­dzieć? Cóż miała zro­bić po tylu latach? Nie była typo­wym czło­wie­kiem, a tym bar­dziej kobietą jaka zapewne rzu­ciła by sie komuś na szyję, z rado­ści czy też zło­ści. Była sobą. Pozba­wioną emo­cji jed­nostką jaką bar­dzej w tej chwili intry­go­wało zwie­rze niż czło­wiek sto­jący obok. Tak zwie­rze… Sam patrzyła na niego tym samym spoj­rze­niem co wcze­śniej na czło­wieka. Przy­glą­dała się swym nie­wzru­szo­nym spoj­rze­niem i gdyby tylko była bar­dziej ludzka, to zapewne w jej oczach poja­wiło by się zacie­ka­wie­nie lecz miej­sca nie było na tego typu zacho­wa­nia. Jed­nak… Jed­nak wyzwa­nie jakie widziała w spoj­rze­niu zwie­rzę­cia spra­wiało jej radość. Wyzwa­nie jakiego nie widziała od dawna. Od chwili gdy po raz ostatni polo­wała na wiedźmę i skoń­czyła, z dość pokaźną raną barku.
To wspo­mnie­nie. Było silne tak samo jak pamieć, o tam­tej kobie­cie z jaką przy­szło złą­czyć swe siły. Kobie­cie jaka nie miała prawa prze­żyć lecz w jakiś spo­sób fascy­no­wała Sam tak samo jak ten tutaj osob­nik. Zwie­rze. Prze­cież nie czło­wiek. On był dla niej tylko dodat­kiem. był tym co znała za dobrze mimo iż ich wspólna podróż była dość dziwna jak na tamte czasy w jakich była o wiele młod­sza oraz co gor­sza bar­dziej nad­gor­liwa.
-Frisk- Pow­tó­rzyła mimo­wol­nie tak cicho iż nie można było uznać tego nawet za szept. Wilk. Więc tak zwie się to coś. Prze­mknęło jej przez myśl i zapewne dalej zagłę­biła by się w tą drob­nostkę gdyby nie drobny fakt zmie­nia­jący wszystko. Dotyk…
Sam ni­gdy nie pozwa­lała się doty­kać. Zaw­sze uni­kała jakie­go­kol­wiek kon­taktu fizycz­nego dla­tego też w tej samej sekun­dzie w jakiej jego dłoń spo­częła na jej ramie­niu wzrok jej został wbity w twarz osob­nika. Zapewne parę lat wcze­śniej odtrą­ciła by tą rękę bądź uczy­niła coś o wiele gor­szego lecz za dobrze go znała. Jedyne co zmie­niło się w jej spoj­rze­niu, to źre­nice. One bowiem deli­kat­nie się zwę­żały co mogło świad­czyć o paru rze­czach. Jakich? Inter­pre­ta­cję mogę pozo­sta­wić Wam moi dro­dzy czy­tel­nicy.
Mil­cze­nie. To wła­śnie ono tak dobrze odda­wało ich rela­cje. Prze­cież na samym początku tylko tak podró­żo­wali co oczy­wi­ście, z cza­sem się zmie­niło lecz teraz po tylu lata… Wszystko się zmie­niło.
-Zada­jesz pyta­nia na jakie znasz odpo­wiedź… – Prze­rwała wresz­cie mil­cze­nie jak zwy­kle uży­wa­jąc przy tym słów wymi­ja­ją­cych. Lecz co miała jej powie­dzieć? Że doku­cza jej ta sama dole­gli­wość co wtedy? Że przez te wszyst­kie lata tak naprawdę zmie­niła się na tyle by być bar­dziej oka­le­czoną nie tylko fizycz­nie lecz i psy­chicz­nie? -Zacho­waj je dla sie­bie. Tak będzie lepiej… – Dokoń­czyła wresz­cie wsta­jąc. Musiała, to uczy­nić. Musiała prze­rwać kon­takt wzro­kowy jak i cie­le­sny dla wła­snego dobra. -Zresztą mam złe wspo­mnie­nia, z medy­ka­men­tami… – Dodała odwra­ca­jąc się napię­cie w stronę głębi jaskini jaka zda­wała się być czymś mistycz­nym w tej chwili tak samo jak i owa chwila. Sam pode­szła powol­nym kro­kiem w stronę cze­goś co ludzie, z mia­sta mogli nazwać by źró­dłem wyżło­bio­nym pośród jaskini.
-Udało Ci się wresz­cie zna­leźć to czego poszu­ku­jesz? – Spy­tała w chwili gdy jej dłoń zmą­ciła taflę wody zgro­ma­dzoną w kamie­niu jaka pod jej doty­kiem powoli zaczęła pokry­wać się deli­katną paję­czynką lodu -Pyta­nie brzmi… Czemu tu jeste­śmy? – jej słowa. Jak zwy­kle oszczędne, a zara­zem tak bar­dzo iry­tu­jące dla roz­mówcy. Jed­nak taka już była Sam. Tak naprawdę chyba jedy­nie raz roz­ma­wiała, z nim nor­mal­nie lecz, to już temat na inną dywa­ga­cje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Pon Wrz 12, 2016 7:36 pm

Wiedział, że nie ma się co po niej spodziewać czułej i wylewnej reakcji przyjaciela, którego się widzi po latach. Ona taka zwyczajnie nie była. Pamiętał przecież ich wspólne bezgłośne rozmowy. Wiedział, że mimo wszystko do czułego powitania nie potrzeba słów, jednak to co usłyszał nie zdawało się w żaden sposób być miłe. Było strasznie oschłe i mogło się naprawdę zdawać, że kobieta nie jest zadowolona z faktu istnienia jeszcze Wolfrika. Dziwnie się z tym czuł, ale postanowił nie komentować. Czuł, że tak będzie lepiej.
Przyglądał się jej i Friskowi. Zwierzak dalej patrzył z tym samym wyzwanie na kobietę, choć czuł jakiś lekki niepokój przez to obojętne spojrzenie. Delikatnie zamerdał ogonem, gdy usłyszał swoje imię. Zawsze na nie reagował, znał dobrze brzmienie jego brzmienie. Nie raz, nie dwa musiał usłyszeć ciche polecenie wydane przez swojego przyjaciela.
A jak czuł się w tej chwili ciemnowłosy, patrząc na tę dwójkę? Trochę odsunięty od tego, ale nie sądził, aby miał tak stać na uboczu przez resztę spotkania. Przecież się na to nie zapowiadało, nie? Z resztą, sądził, że wcześniej czy później oboje będą musieli sobie co nieco wytłumaczyć w ten czy inny sposób.
Och... Chyba zrobił źle. Chyba nie powinien jej łapać za ramię. Cóż... pewne przyzwyczajenia zostają na zawsze, nie? Zwłaszcza, gdy nie trzeba się przed nimi przed nikim powstrzymywać. Wolfrik zaraz cofnął dłoń. Nie miał zamiaru męczyć dziewczyny czy coś. Po jej słowach poczuł się jakoś głupio. Dobra, widział, że coś jest nie tak i po prostu próbował jakoś pomóc. Cóż, zrobił to trochę niezgrabnie, ale chciał udzielić jakieś pomocy. No, ej, dalej mu na niej zależało.
- Rozumiem - odparł tylko i nie miał chyba zamiaru drążyć dalej tematu. Sam po chwili po prostu wstał, a przed tym poklepał po łbie swojego futrzastego przyjaciela. Nie wahał się ani przez moment. Po prostu za nią ruszył za nią, nie myśląc w ogóle o jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Wilk ruszył zaraz za swoim panem. W końcu wierzył mu bezgranicznie. Milczał przez chwilę, szukając odpowiedzi na pytanie Sam.
- Nie... Raczej nie - rzekł w końcu cicho. W końcu nadal się włóczył z miejsca do miejsca. Miał kilku bliższych przyjaciół, ale nigdzie nie było widać tego czegoś... Ciemnowłosy westchnął cicho, zerkając na niespokojną tafle wody. - A ty? - postanowił zapytać, zerkając na nią. Nie widział czy to ma jakikolwiek sens. Zdawało mu się, że dziewczyna nie będzie zbyt gadatliwa jak to zawsze. Nie zdawało się mu to jednak jakoś przeszkadzać.
Znów zamilknął, a tym razem już całkowicie nie wiedział co jej odpowiedzieć. Sam był ciekawy czemu znów się spotkali i to jeszcze w takim miejscu i czasie jak ten.
- Przeczucie... - mruknął tylko.

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Nie Paź 30, 2016 8:44 pm

Przeczucie.
Sam nigdy nie lubiła skurwysyna. Był on przecież jedynym jej towarzyszem jakiego nie mogła się pozbyć, a tym bardziej zabić. Przeczucie towarzyszyło jej przez wiele lat. Jednak teraz też ją prześladowało. Kazało przecież przybyć w to miejcie i zaciskało swe piętno na szyi niczym jakiś gigantyczny wąż jakiego kiedyś widziała w czasie swych podróży. Przecież. przecież nie ściga wiedź tylko w tym mieście. Robiła, to już od wielu lat. W wielu dziwnych miejscach oraz okolicznościach lecz teraz? Teraz na nowo przyszło jej spotkać się z tym rycerzem w lśniącej zbroi i jego wiernym rumakiem? Tak. To porównanie idealnie pasowało do istnienia, z jakim dzieliła tę jaskinie. Przecież praworządność oraz poczucie obowiązku sprawiały iż Sam nie potrafiła nie patrzeć nań inaczej. Sama przecież była przeciwieństwem tej osoby. Ona bowiem była tym czarnym jeźdźcem poruszającym się na zgniłym koniu. Była przecież zapowiedzią braku sentymentów oraz oznaką kary... Orzekała wyroki oraz je wykonywała lecz mimo wszystko była tu i teraz.
Stała w miejscu czując każdą swoją eskapadę na ciele. Przecież bywały dni w jakich wszystkie jej rany zdawały się być niczym otwarte. Zdawały się dawać znać o sobie, a dziś był jeden z takich dni. Zabawne. Zawsze gdy takowy posiada to istnienie jest przy niej. Niczym dobry duszek czy też lekarz. Zawsze się martwi dzięki czemu jest tak wielce upierdliwy, a tego Sam strasznie nie trawiła.
Wtedy milczała. Jak i teraz. Tak naprawdę jej milczenie było naturalne. Zawsze, to czyniła gdy nie miała nic do powiedzenia, a tym bardziej teraz. Przecież co ma powiedzieć? Że na swój sposób tęskniła? Chciała powrotu starych czasów? Nie! Prawda była inna. Potrzebowała go. Musiała wykorzystać do tego czego dążyła, a on był najlepszym okazem jakiego znała. Nieskalany. Prawy, sprawiedliwy... Był idealny. Jednak czy dobrze robiła? Czy naprawdę musiała poświęcić jego istnienie? Nie, nie wiedziała.
Z jednej strony wiedziała, ze musi to zrobić. Jednak jakaś część niej wiedziała, że jest inne wyjście jednak na początek będzie potrzebowała jedynie krwi... Na początek.
-Powiedzmy...-Odrzekła wreszcie czując jak jej ciało przeszywa palący ból. Był on niczym ogień toczący jej żyły. Nie, nie był normalny. Był raczej czymś czego nie potrafiła wyjaśnić lecz wiedziała jak ułagodzić.
-...najwyraźniej jednak na nowo się potrzebujemy.- Dokończyła nawet nie racząc zerknąć na rozmówce. Przecież jej wzrok i tak nie zdradził by uczuć. Byłby tak samo zimny i pusty jak zawsze. Byłby niczym skorupa okalająca jej prawdziwe ja jakiego tak naprawdę nie zna nikt.Zresztą. Jej słowa jasno dawały wszystkim do zrozumienia iż ich spotkanie najwyraźniej jest spowodowane jakimś celem. Jak zawsze. Oboje przecież dobrze wiedzą iż nic nie dzieje się z przypadku.
-Pytanie brzmi... Na jak długo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Wto Lis 01, 2016 10:58 pm

Hm... Tak, chyba źle, że okazał zmartwienie wobec kobiety. Zapomniał, że tą w jakimś stopniu irytowało takie zachowanie. Ta cisza zdawała się potwierdzać jego teorię. Ech, ale co on miał poradzić, że taka reakcja była jego naturalną?
Huh... Jak odwykł od tak milczących ludzi. Trochę nie był pewny co powinien zrobić. Znaczy miał kilka pomysłów, ale nie był do końca przekonany, który jest najlepszy. Chcąc, nie chcąc wybrał również milczenie i czekanie na dalszy rozwój sytuacji. Cóż, przecież teraz częściej bywał w karczmach niż na jakiś odludziach. Trochę w jego życiu się pozmieniało. Trochę mniej podróżował. Ba, ostatnio jakby szukał jakieś spokojnej przystani. Mogło się zdawać, że powoli go męczyło życie ciągle w drodze. Najwyraźniej potrzebował od niego małego postoju.
Rycerz w lśniącej zbroi? Hm... Tak, Wolfrika można by trochę posądzać o coś takiego. W końcu lubił porządek i prawość. Nie pozwalał na samowolne sądy. Jeden z niewielu sprawiedliwych i uczciwych. Miał swoje zasady i granice moralne, których nie potrafił i nie chciał przekraczać. Nienawidził braku poszanowania dla prawa i honoru. Tak, Peters idealnie pasowała na takiego rycerza w lśniącej zbroi, robiąc to bardziej lub mniej świadomie.
Nie... To nie mógł nie być przypadek. Nie po tym wszystkim. Nie po dzisiejszym dniu i przeczuciach. Wiedział to aż za dobrze. Pogłaskał dłonią Frisk po łbie jakby to miało mu pomóc zebrać myśli.
- A może to ty mnie potrzebujesz, a nie ja ciebie? - odparł, bo postanowił jednak w jakiś sposób dyskutować nad sensem całej sytuacji. W końcu to ona wyglądała na strudzoną życiem, a nie on. Patrząc na Wolfa można by stwierdzić, że jest wręcz okazem zdrowia.
Czy wierzył w przeznaczenie? Cóż... Chyba w jakiś sposób tak. W końcu ich wspólna historia pokazywała, że jakieś fatum czy inne cholerstwo powinno istnieć, ale z drugiej strony czy miał się temu wszystkiemu biernie poddawać? Czy na prawdę całym jego życiem miała kierować jakaś siła wyższa? Szczerze? Nie do końca tego chciał... Czuł, że to wszystko zaczyna brzmieć nazbyt materialnie. Ech, a on nie chciał robić za jaka bezmyślną marionetkę w tym wszystkim. Nigdy nie chciał być narzędziem w czyjeś ręce. Domyślał się jakby mogło się coś takiego skończyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Pią Gru 16, 2016 2:45 pm

Nikt nie chciał być marionetką. Jednak... Tak naprawdę oboje nimi byli. Oboje byli szarpani przez los oraz co najgorsze sterowani mimo iż pragnęli myśleć inaczej. W tej jednak sytuacji, to Sam pragnęła zostać władcą marionetek. Pragnęła zagarnąć cześć sznurków dla siebie co miało zaowocować delikatnym pokierowaniem jej towarzyszem. W sumie robiła, to już wiele razy. Sprawiała iż robił, to czego pragnęła mimo iż nie zdawał sobie, z tego sprawy bądź zdawał? Nie, nie miała zamiaru się rozwodzić nad tym. Nie obchodziło jej to. Przynajmniej nie teraz.
Potrzebowała go przecież tylko po to aby zaspokoił jej potrzebę. Potrzebowała krwi do rytuału jaki już kiedyś odprawiała.
Pamiętała, to dobrze. Za dobrze. Zawsze gdy to czyniła jej ciało było bezbronne. Każda nawet najmniejsza anomalia sprawiała iż odnosiła obrażenia jak gdyby spadała, z najwyższej góry... Dlatego go potrzebowała.... Tak Sam potrzebowała w tej chwili owego rycerza na białym koniu jaki trwał by przy niej przez czas w jakim ona sama będzie w miejscu jakie dobrze zna. Będzie w więzieniu własnej duszy. Spojrzy po raz kolejny na swe odbicie jakie raniło ją za każdym razem gdy zagłębiała się we własną jaźń.
-Na swój sposób masz rację.- Odpowiedziała szczerze. Z nim bowiem była zawsze szczera. Aż do bólu mimo drobnych sekretów jakich wiedzieć nie powinien. -W tej chwili potrzebuje Ciebie oraz Twojej krwi... Wiesz do czego- Widziała, ze nie musi mu tłumaczyć. Wiedziała, ze zrozumie na tyle ile jest wstanie. Nikt przecież nie zdradza swoich sekretów, a tym bardziej ona. Owszem jedyne co wiedział, to fakt iż jest strażnikiem. Fizycznym jak i psychicznym. Tyle mu wystarczyło przynajmniej według Sam. Jednak czy oby na pewno?
-Biorąc jednak pod uwagę fakt że tutaj jesteś... To nie był przypadek... Najwyraźniej Ty potrzebujesz mnie, a ja Ciebie co oznacza jedno... Znów przyjdzie nam tułać się po świecie. Przynajmniej jakiś czas...- Dokończyła swój wywód spoglądając nań bez większych emocji. Były przecież zbędne. Pytanie brzmiało czy jej dawny towarzysz zechce na nowo wejść z nią w ten układ. Czy odważy się złączyć swój los na jakiś czas, z kimś kto na dobrą sprawę jest złym odzwierciedleniem jego samego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Wto Sty 17, 2017 10:50 pm

Czuł rosnące zirytowanie. Mimo to starał się mu nie poddawać. Próbował być spokojny i opanowany. W końcu wybuchnięcie byłoby w nie jego stylu, prawda? Z resztą sam nie lubił pokazywać swoje złości. On po prostu powinien być spokojny i opanowany w każdej chwili.
- Czemu niby mojej? Mogłabyś wziąć każdego innego. Nie jestem ci potrzebny - stwierdził, krzywiąc się mimowolnie. Uch, magia, rytuały. W jakiś sposób go ona przerażała. Te wszystkie zaklęcia i obrzędy. Ona była jedną z niewielu rzeczy, których Wolfrik się bał. Nie wiedział z czego się bierze ten lęk. Z potęgi, a może po prostu z powodu nieznanego? Trudno powiedzieć. Po prostu tak było, a Peters zawsze musiał ze sobą walczyć w takich sytuacjach.
- A potem co? Znów znikniesz i znów zostawiając kolejny list? To nie jest sprawiedliwe zagranie, Sam - powiedział, kładąc straszny nacisk na "znów". Jego ton głosu był spokojny, choć zaciśnięta dłoń w pięść mówiła co innego. Ej, no trochę go to wszystko wcześniej zabolało. - Miałaś zamiar mnie zamordować dla nagrody, a mimo to spróbowałaś się ze mną zaprzyjaźnić, a potem po prostu odeszłaś. Co ja mam sobie o tym wszystkim myśleć? Czym miało być to wszystko, co razem przeżyliśmy i czym ma być niby to nowe, he? Kolejną grą, w której mam być tylko figurą na planszy szachowej. Mnie to nie bawi - wskazał na siebie dłonią, którą miał zaciśniętą w pięść. Tak, w jego głosie ewidentnie można było wyczuć nutkę goryczy i zawiedzenia. Naprawdę miał pewien mętlik w głowie z powodu tego wszystkiego, a wystarczającym tego przykładem był fakt takiego jego rozgadania. Przecież Wolfrik jakoś nigdy za bardzo nie lubił się rozgadywać. - Kim ja cie mam nazywać? Przyjacielem czy wrogiem? - za dużo słów na raz. Zamilkł na dłuższą chwilę, zbierając myśli, a zarazem próbując przyjąć do wiadomości ile już powiedział. Wziął głębszy wdech i odsunął dłoń od swojego torsu i opuścił ją luźno. Ech... Nie miał się jednak zamiaru przyznawać, że dalej miał przy sobie ten list wraz z listem gończym za swoją głowę, które otrzymał od niej. Nie chciał mówić o tym, że nie raz czytał słowa nakreślone prze Sam i starał się zrozumieć czemu ona tak, a nie inaczej postąpiła. Czemu pozwoliła mu po prostu żyć... Czym to wszystko miało być? Nie wiedział. Ech... Czuł, że musi jeszcze paść kilka słów z jego ust.  - Nie chcę być niczyją marionetką, Sam. Ani twoją, ani nikogo. Nie mam zamiaru grać jak mi zagrasz, bo ty tak chcesz - odparł, już jakby trochę uspokojony. Jego spojrzenie było utkwione w niej. Spojrzenie człowieka zagubionego, który nie wie co myśleć o całej sytuacji i co powinien tak naprawdę zrobić, by była to ta słuszna droga.
Całej tej sytuacji przyglądał się Frisk, który nie do końca wiedział co się naprawdę dzieje. Oczywiście próbował przeanalizować całą sytuację i to dlaczego jego przyjaciel zachowywał się w tak niecodzienny sposób przy tej nieznajomej pani. Kim ona jest, że jego pan się tak zachowywał? Nie wiedział tego, choć wyczuwał w jej zapachu coś dziwnego. Coraz bardziej ciekawiła go ta nieznajoma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Czw Cze 15, 2017 4:29 pm

Tyle słów.
Bezużytecznych, nużących oraz co najgorsze pustych. Nie, nie dla niego lecz dla Sam. Czyżby ten tutaj zapomniał kim ona jest? Zapomniał, to wszystko czym go karmiła oraz jak się zachowywała względem niego? Zapomniał o przeznaczeniu dla którego nie było przebaczenia? Nie było ludzi lecz same pionki? Figury bezlitośnie przesuwane oraz zbijane na szachownicy życia, a oni nie byli niczym innym jak tylko marionetkami. Owszem Sam wielokrotnie używała go we własnych celach mimo iż nawet nie wiedział o tym lecz czy to było ważne?
Liczy się przecież cel, a nie fakt jak doszło się do niego. Tak jak i teraz. Jej celem była jedynie krew. Mogła ją uzyskać po dobroci bądź robiąc mu krzywdę. Jednak czy na pewno obie strony chciały by tego co najgorsze? Ani ona ani on zapewne nie pragnęli by skrzyżować ze sobą swoich zdolności. Fakt w czołowym starciu Sam nie miała by szans lecz nie była sama. Wyczuwała to tak samo jak i on mógł ujrzeć. Ten znajomy cień kryjący się w jej spojrzeniu. Cień zwiastujący obecność trzeciej istoty jaka była nieodzownym towarzyszem Ostatniego Życzenia. Jej siostry.
-Jesteś wyjątkowy... chyba, że chcę abym użyła poprawnego znaczenia slow brzmiącego wyjątków...- Wymownie zamilkła. Przecież nie będzie mówić jej tego co obie dobrze wiedzą. Każdy bowiem skrywa tajemnicę. On czy jak kto woli ona wie o siostrze Sam tak samo dobrze jak i Samael wie o tym drobnym sekrecie. -Krew jest kluczem. Nie zapominaj o tym.- Dodała jak zwykle bez emocji. Były one zbędne, a przy okazji kobieta była wyprana z nich odkąd pamięta. Dlatego też jego wcześniejsze słowa nie robiły na niej wrażenia. Żadnego. Mógł mówić co chciał i ile chciał lecz ona dobrze wiedziała iż nie może pozwolić sobie na jakikolwiek błąd. Dlatego właśnie stopniowo obniżała temperaturę otoczenia wkoło nich. Dlatego też była wstanie w każdej chwili przywołać swojego towarzysza dzięki któremu mogła by spacyfikować najpierw tego kundla, a później krnąbrnego dzieciaka. Gówniarza...
Może i była starsza od Sam. Może w strefie wieku ludzkiego lecz nie metanie. Mentalnie bowiem Samael była czymś o wiele starszym oraz mądrzejszym... Była ponad światem jaki znali. Jednak, o tym później.
-Myśl co chcesz...- Rzuciła chłodno robiąc krok w jego stronę dzięki czemu chłód jaki ich otaczał zdawał się nabierać na sile - Liczy się fakt że żyjesz. Nie cieszy Cię, to?- Nie, nie oczekiwała odpowiedzi ani nawet nie pragnęła jej usłyszeć. Przecież gdyby chciała pogadanek oraz koncertu wyrzutów, to wtedy by została a nie pozostawiła go przy życiu z owym nieszczęsnym listem. Nie dała by mu drugiej szansy na zmianę swojego życia ani nie pozostawiła czegoś na wzór wyrwy w jego sercu? Nie, to było złe określenie. Przecież nikt nie odczuwa jej odejścia. Nikt nie ma prawa się doń przywiązać. Przecież ona jest cieniem, a te nie mają nic wspólnego z ludzkimi uczuciami. Dlatego może nie rozumiała tych wyrzutów jakie zapewne ktoś z boku przyglądający się nazwał by czymś na wzór kłótni no właśnie kogo? Przyjaciół, rodziny, a możne pary? Zabawne.
-Przestań zachowywać się niczym rozkapryszona panienka, z dobrego domu- Ponowna szpila została wbita w tego człowieka. szpila jaka nie powinna mieć miejsca a jednak... Tutaj zapewne powinny paść inne słowa. Bardziej drażliwe. Bardziej bolesne lecz nie. Sam nagle odwróciła się napięcie by nie musieć patrzeć nań. Czemu? Zapewne przez to co właśnie miała powiedzieć.
-Dobrze wiesz, ze bez ciebie wszystko będzie tutaj dla mnie zagrożeniem. Potrzebuje Cię nie jako marionetki lecz kogoś bliskiego... - Zamikła. Nie, nie powie wiecej. Nie teraz. I tak powiedziała zbyt wiele według siebie. Zapewne jednak nie według niego. Przecież, to on się rozgadywał. Zadawał tyle pytań,a ona? Jak zawsze uciekała od odpowiedzi. Uciekała od życia. Uciekała od niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Czw Cze 15, 2017 6:52 pm

Ta… Całkiem sporo tych słów, czyż nie? Zwłaszcza, że wypowiedział je ktoś pokroju Wolfrika – typa, który wolał mówić niczym typowy Spartanin ze Starożytnej Grecji, a nie typowy dzieciak, mający masę pytań. To nie było w jego stylu. Przecież on był człowiekiem spokojnym, niedającym emocją górować nad nim, czyż nie? Oczywiście, że tak, więc co się teraz stało? Czemu zaciskał dłonie w pięści? Dlaczego w jego słowach i spojrzeniu można było zauważyć tyle smutku i goryczy?
Czuł, że ma jeden wielki mętlik w głowie. To wszystko było takie… męczące, przygniatające. Jego brązowe spojrzenie było wbite w oblicze Samael. Czego w nim szukał jego oczy? Wolf sam nie wiedział, ale dostrzegł coś w jej tęczówkach czego nie chciał widzieć. Drgnął lekko, a w jego twarzy się coś zmieniło. Smutek i gorycz zniknęły z jego spojrzenia, za to coś niebezpiecznego w nich błysnęło. Zacisnął ciut mocniej ręce, czując jak paznokcie powoli wrzynają się mu w skórę. Nie spuścił z niej wzroku ani przez chwilę. Nie miał zamiaru okazać jakiejkolwiek słabość, mimo tego, że słowa, które teraz padały, bolały go. Jednak to nie one paliły niczym rana zadana ostrzem miecza.
- Nie rozmawiam z tobą, a z Sam. Wynoś się – warknął przez zaciśnięte zęby niczym wściekły wilk, a w jego spojrzeniu można było zauważyć jakąś dzikość. Oddech Wolfrika delikatnie przyśpieszył, stał się ciut cięższy. Było to naprawdę dobrze widać z powodu panującego zimna w jaskini. Chłód… Chłód zdawał się rosnąć, jednak dla samego ciemnowłosego zdawał się on nie mieć znaczenia. On sam wyglądał tak jakby był gotowym do ataku drapieżnikiem. - Wynoś się… Ty nie jesteś moją… - i tu urwał, sam nie wiedząc co powiedzieć. No właśnie, kim Samael była dla niego? Jakie słowo powinno określać ich relacje? Jak powinien ją nazwać?
Wściekłość buzowała w nim, rosła niczym wzburzona fala. Miał ochotę stąd wyjść i nigdy więcej nie wracać. Zwyczajnie odwrócić się na pięcie, ignorując wszystko i wrócić do swojego pokoju. W tej właśnie chwili pragnął, aby to całe spotkanie okazało się tylko snem. Jednak nawet fale się uspokajają, gdy trafią na przeszkodę. Czy on mógł zostawić ją tak zostawić, wiedząc w jakim jest stanie? Zwyczajnie odejść, nie myśląc co może się z nią stać. Zacisnął zęby, wbijając spojrzenie w ziemię, dłonie nadal zaciskając w pięści. Przecież dobrze wiedział, że nie potrafiłby. Po prostu nie umiałby teraz wyjść z jaskini, wsiąść na konia i wrócić do bezpiecznego oraz bezpiecznego pomieszczenia. Gniew powoli z niego ulatywał, ustępował. Musiały upłynąć kolejne kilkanaście minut, zanim się odezwał.
- Ostatni raz – odparł, przenosząc spojrzenie na Samael.

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Czw Cze 15, 2017 7:30 pm

Gniew tylko ją napędzał. Był niczym woda dla spragnionego. Niczym strawa dla głodnego a wierzcie mi bądź nie lecz ona była bardzo głodna. Przecież ile można żywić się jedynie jednym nosicielem? Ile można dzielić ciało z tą która okazała się silniejsza? Jednak, to nie miało teraz znaczenia. Ważnym był fakt iż mogła go ranić. Mogła zadawać cios za ciosem napawając się jego gniewem oraz strachem? Tak, to dobre określenie. Bał się. Nie tyle jej lecz tego że może skrzywdzić czy też stracić dziewczynę która kim tak naprawdę była dla niego? No właśnie? Przez chwilę nawet i siostra Sam zastanawiała się nad tym co tu się dzieje oraz kim on a raczej ona jest.
-Tak bardzo boisz się nazywać rzeczy po imieniu... - Wycedziła przez zęby jeszcze bardziej pozbawionym uczuć głosem co raczej było by dziwne dla kogoś kto jej nie zna. Jednak on ją znał. Mieli przecież ze sobą czasem styczność lecz było, to w chwilach kontrolowanych a teraz? teraz najwyraźniej łańcuch puścił, a Sam nie była wstanie jej kontrolować. Owszem była gdzieś tam w środku. Była w spojrzeniu. Kryła się tak samo jak kiedyś kryła się Ona. Jednak dziś role się odmieniły. Jedynie ciało pozostało, to samo.
-Mądra decyzja- Kolejne krótkie słowa. Ni mniej ni więcej. Przecież po co miała więcej mówić? Strzępić sobie język na tą durną marionetkę jaka zdaje się słuchać jej w każdej chwili czy tego chce czy nie. Kobieta wyciągnęła zza pasa małe szklane naczynie, które trzymała na wyciągniętej dłoni skierowanej w stronę wyjścia z jaskini. -Wiesz co masz, z tym zrobić. - oznajmiła nawet nie odwracając się do niego. Nie chciała zaszczycać go swoim spojrzeniem. Tej marnej pchły jaką tolerowała jedynie dla krwi. Jednak czy oby na pewno?
Co jeśli tak naprawdę nie spoglądała na niego przez wzgląd na łzę jaka spływała po policzku? Łzę należącą nie do niej. Och przecież tak trudno jest zapanować nad ciałem dzieląc go z innymi, a przyznać trzeba jedno Sam również coś kombinowała oraz w jakiś sposób starała się udzielić w owej rozmowie. Niestety ograniczyło się to jedynie do tej jednej łzy.
Cóż działo się dalej?
Nic co zwykły przeciętny błędny rycerz czy najemnik mógłby zrozumieć. Przecież osoba będąca w szczątkowym stopniu obdarzona genem nie zrozumie. Tak samo jak nie rozumiał po co była mu jego krew jaką notabene zmieszano z wcześniej przygotowaną substancją śmierdzącą tak iż zapewne wszystkie dzikie zwierzęta w okolicy mogły zwęszyć tak samo jak i inne byty...
Taki efekt uboczny. smród zdradzał ich położenie, a raczej jego. Ciało Sam bowiem zaraz po spożyciu owego podejrzanego specyfiku najprawdopodobniej gruchnęło na posadzkę jeśli oczywiście ktoś nie zechciał stanąć na wysokości zadania jakie mu powierzono.
Miał się on stać jej strażnikiem. Miał chronić jej bezbronne ciało przed tym co mogło się stać. Przed zwierzyną, wychłodzeniem jakie było skutkiem spowolnienia akcji serca czy choćby śmierci na wskutek odebranych obrażeń. te zaś z każdą godziną pojawiały się na jej ciele. W różnych miejscach z różną intensywnością. Wyglądało, to tak jakby dziewczyna z kimś walczyła. Jakby przyjmowała na siebie więcej niż jest wstanie, a każdy uraz czy też zadrapanie pojawiało sie na jej ciele. Rozcięcia, siniaki czy też krew z wolna wypływająca z jej nosa to tylko wierzchołek tego co tak naprawdę się działo. Lecz on widział jedynie to. Był biernym obserwatorem czegoś czego nie mógł zrozumieć bądź nawet się bał. Był jeśli oczywiście został. Jednak czy miał powód? Przecież była ona jedynie tą która wymaga, a co jeśli prawda była inna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Czw Cze 15, 2017 8:26 pm

Ogarnęło go jakieś zrezygnowanie. Czuł, że nie ma na to siły. Miał wrażenie, że w tej chwili na jego ramionach spoczywa ciężar, którego nie jest w stanie się pozbyć. Ładunek czegoś, czego nigdy tak naprawdę nie będzie w stanie się pozbyć, a który tylko czasem zdaje się być ciut lżejszy. Odwrócił od niej wzrok, to nie była jego Sam. Nie stała przed nim osoba, na której mu zależało. To był ktoś całkiem inny, obcy, który gdyby tylko mógł nawet nie obdarzyłby go spojrzeniem, a najchętniej pozbyła się go niczym pierwszego lepszego śmiecia.
Zabrał z jej dłoni fiolkę, nadal milcząc. Frisk przyglądała się całej sytuacji, nie rozumiejąc co się tu dzieje. Z resztą nie tylko on tego nie wiedział. Wolfrik też nie pojmował tego co się tak naprawdę tu wyprawia. Tylko ciemnowłosy w przeciwieństwie do swojego czteronożnego przyjaciela wiedział co powinien tej chwili zrobić. Wolf wyjął z pochwy przy pasie sztylet, którego ostrzem skaleczył sobie dłoń, aby tę przelać do podanego mu wcześniej naczynia. Frisk z niepokojem i podkulonym ogonem patrzył na to co wyprawia jego właściciel. Wilk nie był ogarniał czemu jego pan robi sobie krzywdę.
Ciemnowłosy skrzywił się delikatnie na zapach ów tajemniczego eliksiru. Sam nie był do tego wszystkiego przekonany, ale jeśli miało to pomóc Samael, dla jej dobra był gotów robić to zawsze, nawet jeśli mu samemu się to nie podobało. Złapał ją zanim jej upadła na zimną, kamienną podłogę. Dłuższą chwilę jego spojrzenie spoczęło na jej obliczu, aby w końcu po tych kilku sekundach wziął ją na ręce i tuląc do siebie ruszył w kierunku wyjścia z tej zimnej i mokrej groty, która zdawała się teraz Wolfrikowi z jakimś grobowcem.
Zaopiekował się nią jak zawsze, zrobił co tylko mógł, aby była bezpieczna w tej chwili. Nawet zrobił jej prowizoryczne posłanie niedaleko ogniska, które sam rozpalił, w którym jego ciepły płaszcz robił za koc dla niej. Siedział przy Sam, zerkając raz na nią, raz na ogień. Jego organizm domagał się snu, albo choć drobnej drzemki, ale on sam nie mógł na nią sobie pozwolić. Musiał o nią dbać, pilnować, opatrywać rany, które pojawiały się na jej ciele i nic innego niż to nie mógł zrobić, choćby nawet chciał.

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Czw Cze 15, 2017 8:49 pm

Mógł. Jednak Sam nie chciała go mieszać. Miała przecież jego krew.
Miała wszystko dzięki czemu mogła sprowadzić go do swojego świata czy raczej umysłu w jakim działa się magia. Umysłu zaprojektowanego niczym labirynt łączący wspomnienia, rzeczywistość oraz fikcje stworzoną przez własną siostrę. Był, to świat do jakiego nie zapuszczała się zbyt często. Czasem gdy musiała lecz teraz była wręcz zmuszona do tego aby wejść do jedynego miejsca w jakim była łowcą oraz ofiarą. Była tak samo silna jak słaba w przeciwieństwie do jej ciała jakie było wystawione na wszystkie czynniki. Ciała jakie nie ogrzewało się pomimo ogniska oraz płaszcza. Ciała jakie z każdą godziną zdawało się być bardziej bledsze oraz lodowate.
Czas mijał.
Minuty zamieniały się w godziny. Nocny świat z wolna zdawał się ustępować pierwszym promieniom słońca oraz wielkiemu rydwanowi jaki swym blaskiem budził świat. Nadchodził nowy świt. Nadchodziły zmiany wszystkiego co znali nasi bohaterowie.
Nowy Świt nadszedł niczym zabawienie dla świata oraz Sam. Ta bowiem po wielu godzinach otworzyła wreszcie swe powieki. Była, to chwila jaka zdawała się być dla niej wiecznością. Przecież dla Niego minęło zaledwie parę godzin lecz w jej świecie minęło o wiele więcej... Jej ciało było wykończone w takim samym stopniu co umysł dzięki czemu nadal była zdana na łaskę oraz niełaskę świata jednak już wiedziała, a raczej wyczuwała. Znajoma woń. Był tu.
Co powinna teraz czuć? Wdzięczność? A może smutek ze jednak nie odjechał? Przecież tak było by łatwiej. nie musiała by ponownie znikać. Nie musiała by planować swojej ucieczki jednak coś się zmieniło. Tym razem bowiem nie chciała... Nie odczuwała potrzeby ucieczki. Możliwe ze jest to objaw zmęczenia. Możliwe że jej stan jest tylko skutkiem ubocznym całego zamieszania w jakim brała udział, a może... Nie, to nie możne być prawda. Może na swój sposób zaczęło jej zależeć? Z zadumy wyrwał ją ból podobny temu jaki towarzyszy przy wypalaniu piętna na bydlętach bądź też gorszy. Ból tuż pod obojczykiem. Cóż, to było? Nie, nie wiedziała. Nie miała siły spojrzeć ani się podnieść. Nie miała siły na nic poza cichym piskiem jaki wydostał się z jej ust co mogło świadczyć o jednym. to coś musiało być naprawdę bolesne.
Jednak nie to było ważne. Ważnym było coś innego. Coś co zagościło w jej jak do tej pory martwym spojrzeniu. Błysk. Nie należał on do nikogo. A może należał? Może wreszcie wprawny obserwator z boku dostrzegł zmianę w jej zachowaniu, spojrzeniu. Coś na wzór wdzięczności? Nawet jeśli czy miało, to teraz jakieś znaczenie? Przecież wszystko co było znane im wcześniej mogło okazać się jedynie iluzją zaplanowaną przez świat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Czw Cze 15, 2017 10:33 pm

Siedział i starał się jak zawsze jak najlepiej wypełnić swoją rolę, choć i tak nie mógł zrobić wiele w tym wypadku. Starał się nie spać, chociaż sen cały czas starał się go zagonić w objęcia krainy Morfeusza. Nie spał, ale w tej ciszy jego myśli błądziły jak oszalałe, starając się złączyć ze sobą w jedną spójną całość, której w tej chwili Wolfrik nie był w stanie złożyć. Nie potrafił sam przed sobą przyznać się do powodu dla którego w tym momencie pozostał przy Sam, a przecież było to tak oczywiste i proste. W końcu zależało mu na niej, bał się i martwił o nią. Nie chciał, aby Sameal stało się coś złego. Czemu starał się to przed sobą ukryć? Wolf nigdy nie lubił zwierzać się komukolwiek ze swoich uczuć. Emocje mimo wszystko były dla niego dość trudną sprawą, którą nie zawsze umiał otwarcie sobie przedstawić.
Czekał, a każda kolejna sekunda, minuta, godzina tego dziwnego snu Sam go coraz bardziej niepokoiła. Widział jak jej skóra staje się coraz zimniejsza i bledsza. Nic nie dawały próby ogrzania dziewczyny, a w nim samym rósł raz po raz większy i większy strach, że Sam się już nie obudzi. Coś w nim z każdą kolejną chwilą snu Sameal coś w nim pękało i bardziej przygniatało. Cholernie chciał, aby już wróciła jej przytomność. Kolejne godziny, które zbliżały go do świtu, były dla niego istną udręką.
Pierwsze promienie słońca przebijały się powoli między szczelinami w koronach drzew, a on siedział skulony z twarzą schowaną w dłonie. Czuł się tak cholernie zmęczony i to nie tylko pod względem fizycznym, ale również psychicznym. Jego ciało od dłuższego czasu domagało się snu, a w tym momencie powieki sama mu się zamykały. Miał taką straszną ochotę opaść na tę glebę i zwyczajnie zasnąć. Natomiast Sam, przy której siedział, była tak cholernie blada i zimna, że przeciętny człek poważnie zaczął, by się zastanawiać czy ta nadal żyje. Nie zauważył w pierwszej chwili, że czarnowłosa się zbudziła. Dopiero jej pisk bólu, oprzytomnił go na tyle, aby zrozumiał, że Sam się obudziła. Z sercem wypełnionym strachem spojrzał na nią, w obawie, że może go teraz czekać najgorsze. Jednak dziewczyna się obudziła, ba, wyglądała na całkiem żywą. Nim Wolf się zorientował po jego policzku spłynęło kilka łez, a nawet jedna z nich spadła na policzek czarnowłosej. Łzy szczęścia i ulgi. Wilczek dość szybko się ogarną i rękawem wytarł twarz. No ej, nie powinien płakać. Dorosłemu facetowi nie wypada. Szybko się ogarnął, przecież były teraz ważniejsze sprawy od niego.
- Odpoczywaj, ja zaraz coś poradzę na ból. Tylko pokaż gdzie cie boli – powiedział dość cicho, zagarniając z jej czoła kilka kosmyków, a przy okazji sprawdzając temperaturę jej ciała.

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Sob Cze 17, 2017 7:16 pm

Przydał by się jej sen. Solidna dawka snu. Takie prawdziwego, a nie letargu w jaki wprowadziła się parę godzinę temu. Była bowiem zmęczona, a jej organizm domagał się chyba wszystkiego. Zaczynając od najprostszych potrzeb a kończywszy na tych najbardziej dziwnych takich jak choćby chęć skonsumowania człowieka. Możliwe że za parę dni te dziwne potrzeby jej przejdą. Możliwe, ze była to jedynie anomalia spowodowana tym co sama sobie uczyniła. I wierzcie bądź nie lecz przez owy stan Sam znalazła się w bajce . Była, to przecież bajka prawda? Taka sama jak wiele innych. Bajka o złych wiedźmach, heroicznych walkach oraz błędnych rycerzach jacy to szybko kończyli niczym potrawka dla smoka czy innej gadziny. Jednak wracając do sedna owa wizja sprawiła iż Sam zrobiła coś czego nikt by się po niej nie spodziewał. Ani ona ani tym bardziej jej towarzysz któremu to było dane ujrzeć najdziwniejszy widok w jego życiu a mianowicie delikatny uśmiech malujący się na twarzy kobiety słynącej z tego iż jest wyprana z wszelakich uczuć.
Skutek uboczny? Maskowanie bólu jaki zdawał się przeszywać całe jej ciało, a możne coś zupełnie innego? Na te pytania zapewne nikt nie pozna odpowiedzi. Bo i po co? Czasem pewne rzeczy powinny pozostać w sferę nieodkrytej tak jak owa dziwna chwila jaka została zakłócona przez upartość wiedźmy. Sam bowiem całe życie przed czymś ucieka. Tak było i tym razem. Pragnęła jak najszybciej odzyskać siły oraz uciec od tego wszystkiego dla własnego dobra, a możne głownie przez niego?
-Nie troszcz sie az tak o mnie- Odezwała się wreszcie jednocześnie bezskutecznie próbując się podnieść choćby na łokciach. Tak była uparta, zmęczona, głodna oraz samotna... Kobieta wyczuwała że coś jest nie tak. Czegoś tutaj brakowało, a zarazem miało, to sens. -Przynajmniej nikt tego nie widzi i nie przyczepi nam jakiejś dziwnej plotki... - Czemu, to powiedziała? Czemu akurat teraz naszło ją na takie trywialne słowa? Czyżby uwierał ją fakt pomocy bądź mimowolnej bliskości jaka wytworzyła się miedzy nimi przez ten cały czas jaki przyszło im się znać? Nie. Zgońmy to na kark zaburzeń pourazowych! Tak, to będzie idealne rozważanie jakże, to głupich słów jakie padły z jej ust a przyznać trzeba iż nawet najprostsze słowa stanowiły dla niej trudność.
-To kiedy wyruszamy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Sob Cze 17, 2017 9:04 pm

Szok, zwyczajny szok pojawił się na twarzy Wolfrika. Bogowie! Cóż się stało, że ta kobieta się uśmiechnęła, a co było najdziwniejsze nie miał żadnych przewidzeń. Sam, ta Sam, której nigdy nie widział uśmiechniętej teraz się uśmiechała. Bogowie co tu się stało. Czyżby zbliżał się koniec świata? Wolf naprawdę nie wiedział, ale to było naprawdę ogromnym zaskoczeniem dla niego. Ba, zbiło go z tropu i przez chwilę nie wiedział co powinien zrobić.
Jednak pętla skołowania z bonusem w postaci zażenowania nie miała się skończyć w tej chwili. Słowa, które padły z ust Sam wcale nie pomogły otrząsnąć się mu z szoku. Ba, jeszcze bardziej go skołowały, a dodatkowo sprawiły, że lekko poczerwieniał na policzkach, a następnie na dłuższą chwilę odwrócił spojrzenie od swojej towarzyszki. Poczuł skrępowanie całą sytuacją. Bogowie, naprawdę co tu się działo? Czy samotne wędrówki, aż tak bardzo zmieniły tę kobietę? Nie sądził, wcześniej się tak nie zachowywała.
Ręką powstrzymał ją od wstania, zbierając myśli i próbując się ogarnąć. Poniekąd też czekał, aby ta lekka czerwień zniknęła z jego oblicza.
- Nie umiem się o ciebie nie troszczyć, ciamajdo. Zwyczajnie się nie da – odparł, po czym spojrzał na nią. Wcześniejsze skołowanie nieco znikło z jego oblicza. W końcu to on musiał robić za rycerza w srebrnej zbroi i na białym rumaku, kiedy ona przybierała rolę księżniczki w opałach. - Przestań przede mną uciekać. Nie chce żebyś znów odeszła – dodał zaraz, co było dla niego mimo wszystko nie lada wyzwaniem. Serio, to nie było nic łatwego. Na kolejną odpowiedź nie musiała długo czekać. - Jako coś zjesz i się porządnie wyśpisz. Coś ty ze sobą zrobiła… Wyglądasz okropnie – mruknął, po czym cicho westchnął. Dopiero po chwili wstał, aby podejść do swojej torby i wyjąć z niej trochę suchego prowiantu i manierkę z wodą. Chwilę się zastanawiał po czym, wziął jeszcze leki przeciwbólowe. Wrócił z tym do dziewczyny, położył to obok niej na kawałku materiału, po czym usiadł za jej głową i bez niczego podniósł ją na tyle, aby ta mogła bezpiecznie oprzeć się o niego. Wszystko robił delikatnie, aby przypadkiem nie sprawić jej bez potrzebnego bólu. Nie spodziewała się, aby w tym stanie Sam miała się opierać. Z resztą dobrze wiedział, że nie miał zamiaru zrobić jej krzywdę.
- Dasz radę jeść sama? – spytał, będąc gotowym w razie czego pomóc jej i w tej czynności.

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Pon Cze 19, 2017 4:29 pm

Jego zachowanie. Nie rozumiała tego. Nie potrafiła określić czemu ktoś jego pochodzenia oraz wrodzonego spokoju zachowuje się tak dziwnie. Przecież było, to coś dziwnego. Sam po raz pierwszy widziała u niego to coś? Tak nie, nie potrafiła nawet nazwać tego co teraz się działo dlatego też postanowiła nawet nie zaprzątać sobie głowy tym. Może w przyszłości. Może kiedyś bądź wcale. Zresztą w tej chwili dla obu stron zrobiło się dość dziwnie prawda? Inaczej tego się nie da nazwać. Przynajmniej ona nie potrafiła. Nie rozumiała także czemu tamten nie potrafi się nie troszczyć o nią. Przecież, to takie proste. Odchodzisz i nie zaprzątasz sobie niczym głowy. Ot tyle.
-Nigdy Cie nie zrozumiem. - wymamrotała raczej do siebie niż do niego nie czując się w żaden sposób księżniczka w opałach! Była przecież silną niezależną kobietą jaką stworzono do jednego celu. Tropienia zawirowań i odchyłów od normy. Miała być badaczem a w ostateczności broną a nie jakąś księżniczka! Zresztą gdyby chciała nią być, to już dawno miała by swój zamek i lud i nawet kiedyś miała propozycję mariażu lecz nie wykorzystała jej przez wzgląd na własną dumę jaka była dla niej czymś ważnym.
Coś ty ze sobą zrobiła… Wyglądasz okropnie
Kobieta uznała te słowa za coś w stylu komplementu. Przecież nie co dzień się słyszy coś podobnego. Zresztą dla niej obrazą było usłyszenie czegoś innego lecz na szczęście nikt nigdy nie prawił jej tak zwanych "prawdziwych komplementów"
-Trudno to wyjaśnić...- podjęła temat pomimo bólu jaki przeszywał jej ciało. Bólu sprawiającego iż każdy wdech był niczym przebicie włócznią lecz mimo to pragnęła co nieco wyjaśnić. Przecież należało mu się prawda? -...na razie powinna ci wystarczyć wiedza iż mamy ją z głowy na jakiś czas. Tak myślę.. - ponownie zamilkła odprowadzając go wzrokiem gdy ten oddalił się od niej. -Przynajmniej tak, to działało parę lat temu - ponownie wyszeptała na pograniczu zrozumienia w chwili gdy na swych plecach poczuła znajome ciepło a do jej nozdrzy doszedł znajomy zapach. Uspokajający na swój sposób.
-Znowu, to robisz- Miała na myśli troskę jaka wręcz oślepiała jej zmysły. Troskę na swój sposób irytującą lecz w stanie w jakim się znajdowała było jej wszystko jedno. Możliwe ze właśnie dlatego nie protestowała ani także nie miała zamiaru nigdzie uciekać. Przynajmniej w tej chwili. Ba kobieta na swój sposób zapomniała o jedzeniu jakie leżało tuż obok a jakie powinna przyjąć. Czemu? Możliwe iż przez myśl jaka przemknęła w jej głowie. Myśl jaką ośmieliła się nawet wypowiedzieć na głos. Myśl brzmiącą. "Potrzebuje wakacji... Wyjedźmy gdzieś". I tutaj możesz wierzyć czytelniku bądź nie lecz Samael nie zdawała sobie sprawy z faktu iż wypowiedziała ją na głos co jeszcze bardziej mogło spotęgować niezręczność tej już bardzo niezręcznej sytuacji jaka nigdy nie miała mieć miejsca. Nigdy przecież nie powinna była wracać a tym bardziej prosić ją o pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfrik
Wilczek
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 21/05/2016

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Pon Cze 19, 2017 8:58 pm

A kim on takim był? Przecież nikim niezwykłym, prosty człowiekiem, najemnikiem, który trzymał się zasad i nie pozwalał na szerzenie zbrodni i przemocy. Zwyczajny koleś, który chciał trochę spokoju, przyzwoitego zajęcia, dobrego piwa, przyjemnego towarzystwa i świeżego powietrza. Nic nadzwyczajnego, czyż nie? Żadnych wygórowanych marzeń o bogactwie czy chwale na polu bitwy. Oczywiście, Wolfrik różnił się od większości pod pewnym względem, ale zazwyczaj nie wyróżniał się spośród tłumu, a mało kto wiedział o jego małym sekrecie.  
Był spokojnym człowiekiem, ale nawet on wymiękał w pewnych momentach, a emocje brały górę nad nim. Był to rzadki widok, ale możliwy. Z resztą Samael przekonała się o tym na własnej skórze.  
- Nie ty jedna – odparł tylko, uśmiechając się pod nosem. Ile razy on to już słyszał? Z milion? Nie, chyba więcej. Cóż, dość często powtarzali mu to w domu, gdy był jeszcze dzieckiem… Zwłaszcza jego matka sobie upodobała te słowa…
Tia… Jakby nie spojrzeć dla niektórych Wolfrik był takim odchyłem od normy, a przynajmniej dla niektórych tak było. I nie było to tylko spowodowane jego małym sekretem, ale również drobną niechęcią do organizacji jaką była Inkwizycja. Dla Wilczka byli oni w większości zgrają psychopatów, którzy dostali za dużo władzy. Z resztą było to widać po ulicach, zwłaszcza, gdy jakiś Kaptur postanowił skorzystać ze swoich 'przywilejów'.
- To dobrze… Obydwoje za sobą nie przepadamy – skwitował jej odpowiedź, krzywiąc się nieznacznie. Cóż, było to widać po tym jak zachowywali się wobec siebie w jaskini. Wolf nie do końca rozumiała czym tak naprawdę jest siostra Sam. No i trochę się jej bał, ale w życiu by tego nie przyznał.
Nic nie odpowiedział na jej kolejne słowa, bo cóż miał rzecz? Miał się po raz kolejny powtarzać, że się o nią zwyczajnie martwi? Przecież to dobrze wiedziała. Miał jej powiedzieć, że dla niego jej bezpieczeństwo i zdrowie ma znaczenie? Że nie była byle kim w jego życiu i nie chciał jej stracić? Nie, nie potrafił tego od tak rzec. Nie przywykł do obnażania się ze swoich uczuć, a przez ostatnie godziny i tak już za dużo pokazał.
Spokojnie czekał na jej odpowiedź, los jednak chciał, że nie miał jej w tej chwili otrzymać. Za to kolejne słowa go troszkę zaskoczyły. W pierwszej chwili nie był pewny co powinien odpowiedzieć. Zmarszczył nawet czoło w lekki zamyśleniu.
- Jak chcesz, możemy gdzieś wyjechać. Znam kilka miejsc – odparł cicho.

___________________

4863AD || theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t287-czym-bys-wilka-nie-karmil-zawsze-na-las-spoglada
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Jaskinia   Czw Lip 06, 2017 1:50 pm

Pragnęła wyjazdu, z całych sił. Pragnęła go tak mocno iż mogła by oddać dusze zań... Jednak na swój sposób już ją oddała pozbywając się cząstki samej siebie. Po raz kolejny w swym życiu wchłaniając swoją siostrę. Po rak kolejny pozbawiając jej życia. Było warto? Nie, nie wiedziała. Jedyne czego była w owej chwili pewna, to właśnie wyjazdu. Jak najdalej od tego miasta czy nawet kontynentu. Gdzieś gdzie mogła by dojść do siebie po wszystkim co się działo. Gdzieś gdzie jej przeczucia oraz chęć pogoni za zleceniem ucichnie tak samo jak podszepty w jej głowie. Jednak czy będzie jej, to dane?
-W takim razie jedźmy- Stwierdziła krótko nie przejmując się swoim stanem. Owszem wiedziała, że nie jest na razie wstanie nawet wejść na konia no ale cóż chęć ucieczki zdawała się silniejsza. Bardziej niż ból, głód oraz pustka. Wszytko, to bowiem kosi jednako niezależnie od tego jak bardzo by się broniła.
-Jest jeden warunek.- Odezwała się po chwili spoglądając w jej stronę z czymś na wzór dziwnego błysku malującego się w jej na wpół zmęczonym spojrzeniu
-Musi, to być jak najdalej... Rzućmy, to wszystko. Cały ten świat.- Ten świat... Pod tym stwierdzeniem krył się jej świat. Był on przecież wypełniony gonitwą za czymś czego nie można dostać. Ucieczką przed samą sobą oraz tym co zawsze ją prześladowało. Chęcią kupienia sobie czasu dzięki zleceniom jakie wykonywała. Wszystko, to składało się na jedną całość. Jej świat do którego nie wpuszczała nikogo. Świat przepełniony wieloma przeróżnymi nieścisłościami oraz brzemieniem jakiego nie była wstanie nosić. Owe brzemię właśnie wypaliło na jej ciele piętno. Symbol przed jakim uciekała całe życie. Symbol jakiego zapewne nikomu nie będzie dane widzieć. Przecież kto by chciał ją poznawać? Któż pragnął by wedrzeć się w świat pogrążony w strefie mroku?
Może i los przeplatał wiele ścieżek z jej ścieżką jednak mimo wszystko dziewczyna traktowała każdego tak samo. Jak narzędzie w jej wielkim planie. Planie jakiego do końca nie potrafiła zrozumieć mimo wielu lat jakie poświęciła ku temu. Jednak nie dziwmy się. Zawsze była sama. Nie miała nikogo kto zechciał by jej pomóc czy też ukazać prawdę. Nawet będąc dzieckiem była sama... Ot ironia losu.
-Jeśli piszesz się na taki układ...- Nie, nie skończyła. Przecież po co? Tym razem nie narzuci mu swej woli. Jeśli zechce, to pojedzie. Tak będzie prościej. Przynajmniej dla niej. Zresztą obie strony dobrze wiedzą jak, to się skończy. W przypadku gdy Sam pojechała by bardziej zapewne nie wróciła by zbyt szybko. Natomiast jeśli ktoś by jej towarzyszył... Wtedy wszystko może się zdarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Jaskinia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Lodowa jaskinia
» Legion Aion
» Jaskinia Urszuli
» Smocza Jaskinia
» Jaskinia Jormunganda

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Wish Mountain-
Skocz do: