IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Smętna szklarnia.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Sybille
Ofiara
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 11/05/2013

PisanieTemat: Smętna szklarnia.   Sob Sty 25, 2014 3:05 pm

First topic message reminder :

Osoby lubujące samotność z łatwością znajdą swój mały kącik w tej melancholijnej szklarni. Posadzono tutaj głównie płaczące wierzby, krzewy cieniolubne oraz kwiaty wyglądające na wyblakłe. Dodatkowo gdzieniegdzie można spotkać nietypowe rośliny, których nikt nigdy wcześniej nie spotkał. Mieszkańcy starają się pozbywać tych pięknych kwiatów, sądząc, że są wytworem zarazy. Jednakże ich hipnotyzujący, ale i przygnębiający wygląd sprawia, iż niewielu odważyło się je wyrwać. Smętna szklarnia jest ulubionym miejscem wrażliwych artystów, czy każdej osoby, która lubuje w smutnej samotności.
♦ ♦ ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 205
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Sro Lut 22, 2017 9:28 pm

Oprzytomniana Saja uśmiechnęła się tylko z lekka do towarzyszki nie komentując jej słów w żaden sposób. Teraz jej wzrok skupiał się na kobiecie, która źle myślała że od tak zniknie czarnowłosej z oczu. Choć można było jej przyznać, że atak w stronę Antoinette był idelany, bo każdy żuciłby się na ratunek drugiej osobie, jednak nie Saja. Saja nie miała zamiaru tego tak zostawić ani przepuścić takiej okazji. Sama prosiła się o kłopoty, mogła ją posłuchać i się rozejść w zgodzie, ale jednak nie więc ma co chciała. Padnica od samego początku wkurzała Saję, która czekała na odpowiedni moment.
Nagle dobyła miecza z pochwy i nie zważając na nic pobiegła w prost zza kobietą, tym samy zostawiając Antoinette samą sobie. W głębi duszy czuła, że Antoinette jednak poradzi sobie. W końcu wygląda na zaradną kobietą, która nie jedno przeżyła w życiu. Tak Saja to typ okrutnej kobiety, która jak zwęszy coś podejrzanego rusza natychmiast jego tropem, zostawiając wszystko inne zza sobą. Teraz licz się tylko ona i jej potencjalna ofiara. Doskonale mogła wyczuć gdzie upadł wcześniej jej kochanek i tym bardziej ona nie schowa się przed nią w mroku nocy. Jej chichot zdradzał jej dokładne położenie podobnie jak jej najmniejszy oddech. Saja przystaneła beszelestnie w cieniu mroku nocy. Przyczajona niczym tygrys na zwierzynę i czekała spokojnie. Trzymała miecz luźno i w każdym momencie mogła przystąpić do ataku jak i do odparowania ciosu, gdyby padnica była na tyle głupia i ją zaatakowała. Niezapomniała też o owym leżącym mężczyźnie, który ledwo co zbierał się z miękkiej trawy, choć jego stękanie dawało do zrozumienia, że uszkodził lekko prawą nogę. Saja w tym momencie nie myślała już o słodkiej i uroczej Antoinette teraz jej myśli były skupione wyłącznie na przeciwniku i wrazie czego na walce.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Sob Mar 04, 2017 2:54 pm

O tak, typowa Antoinette. Stworzyła sobie kolejny obraz, chcąc się go trzymać, jak dziecko wymyślonego przyjaciela. Jej najszczersze zdziwienie urzekło Marie, aż na powrót chciała przygarnąć ja pod swoje skrzydła i właśnie z nią wrócić do Cyrku. Jednak było już na to odrobinę za późno. Zdradziła się przed inkwizytorką i była świadoma nieuchronnych konsekwencji.
Zaśmiała się w głos, słysząc jakże absurdalną obelgę rudzielca. Płomień zgasnął, oddając miejsca mroku. Nie mogła się powstrzymać i nie żałowała swojego wyboru – zamiast upojnego wieczoru z kochankiem, dostała równie ciekawą rozrywkę. A przecież dopiero się rozkręcali! Weszła do jednej ze szklarni ginąc w mroku, kryjąc się za krzewami, które zapomniały już, kiedy ostatnim razem były podcinane. Ukryła się za większą z donic, wypatrując nadejścia kogokolwiek, choć w ogólnej ciemności zapewne i tak nie potrafiłaby poznać, kto u niej zawitał. Wyczekiwała Saji, zapewne tylko ona postanowiła za nią podążyć. Wolała zachować dystans, wiedząc, że walka w zwarciu byłaby dla niej zgubna.
Tymczasem na polanie, blisko ścieżki, przy której wciąż znajdowali się Antoinette i mężczyzna imieniem Daniel, zapadła cisza, choć nie na długo. Niespełniony kochanek w końcu skoczył po rozum do głowy i przestał się cofać w panice, najwyraźniej uspokojony oddalającym się zagrożeniem. Częściowo na kolanach, a wkrótce stając na nogi podszedł do dziewczęcia o przypalonej sukni, wyraźnie kulejąc.
- Znasz ją? Pytam o inkwizytorkę. My… - przerwał, przełykając ślinę, gdyż słowa przychodziły mu z trudem. – Musimy je powstrzymać. Inaczej dojdzie do rzezi. Cyrk będzie się mścił, jeśli Marie zginie. I tamta… chyba jest znana, co? Pomóż mi je rozdzielić... Będziesz potrafiła przemówić do inkwizytorki? – zapytał, choć nie był świadom, że już za późno na próby załagodzenia konfliktu za pomocą słów.
W szklarki nie działo się najlepiej. Napięcie było wyczuwalne aż w powietrzu. Jeśli Saja zdecydowała się przekroczyć wejście, w którym zniknęła rzekoma czarownica, początkowo nie dosłyszała nic. Po części wybite okna spełniały wciąż swoją funkcje i chroniły pomieszczenie przed szumiącym wiatrem, dlatego decyzja o uprzednim nasłuchaniu wydawała się rozsądna. Marie jednak nie dała po sobie znaku życia, powstrzymała nawet oddech. Inkwizytorka mogła zaś wkrótce dosłyszeć niepokojący dźwięk; donośny, na tyle, by nie było szans na jego przeoczenie – huk spadającej doniczki, tuż przy lewej ścianie szklarni.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Pon Mar 06, 2017 6:20 pm

Jeszcze przez chwilę upajała się swoimi słowami, kierowanymi do kobiety, którą zna z cyrku. Tak. Zna. Teraz już nie ukrywała przed sobą tej prawdy. Uznawszy, że to nie jest aż tak istotne, zepchnęła to na drugi plan.
Upajała się, czuła rozkosz. Do czasu... aż zauważyła, jak jej towarzyszka robi coś, o co Antoinette nigdy by jej nie posądziła. Chociaż z drugiej strony, czy ona była od oceniania swojej towarzyszki, zwłaszcza że kobiety nie znają się zbyt dobrze, o co należy winić głównie fakt, że od chwili, w której się poznały nie minęło zbyt wiele czasu? No raczej nie.
Zrozumiała swoje położenie. Kobiety zniknęły, ale ona nie została sama. Został jeszcze ten facet, który ewidentnie baraszkował z kobietą o krótkich, brązowych włosach. Czego on chciał... zjednoczenia sił? Antoinette spojrzała na niego jak na wariata. Do czego on pił? Już wkrótce miała się tego dowiedzieć. Zaśmiała się głośno i dobitnie, po czym spojrzała ponownie na faceta. Jak on miał na imię? Chyba coś na literę "D", a mimo że równie dobrze mogła się pomylić, uznała, że przeczucia jej nie mylą. Szkoda tylko, że nie znała (a raczej – nie pamiętała) liter składających się na pozostałość jego imienia. Ale nie to było teraz najważniejsze.
- Taak? – położyła sobie dłonie na biodrach, eksponując tym samym swoją pewność siebie. - To co teraz proponujesz, pójście za nimi? – nastąpił kolejny wybuch śmiechu, a teraz ten przerwał Antoinette w jej własnym wywodzie. - Bo szczerze powiedziawszy, mam głęboko w dupie, co się tam może wydarzyć.
Tymczasem w szklarni mogło dziać się wszystko. Zupełnie wszystko. Antoinette aż zżerała ciekawość, aż naszła ją ochota, by to sprawdzić, jednak nagle gdzieś w środku jej zakłamanego umysłu pojawiło się coś na wzór przeczucia, że nie powinna tam iść. Chyba, że mężczyzna ją do tego przekona. A żeby przekonać Antoinette do czegokolwiek, potrzeba niemałego wysiłku. Ale, kto wie, może jemu się uda? Jeśli poskłada w jedno wszystkie te argumenty, odpowiednio ubarwi je niezbędnymi słowami, to... wszystko mogło się zdarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 205
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Pią Kwi 07, 2017 9:35 am

Przystaneła przy szklarni. Śnieg zaczął delikatnie pruszyć, a jego biały puch zaczął osiadać delikatnie na czarnych długich gęstych włosach dziewczyny. Saja z pozycji stojącej, przeszła spokojnie, cicho do pozycji przykucnięcia. Nie weszła jednak do środka, mimo huku rozbitej doniczki. Saja wiedziała, że czarownice są przebiegłe i bardzo chytre. Trzeba przy nich zachować nie małą ostrożność, a pośpiech nie jest wskazany w szczególności jak się nie zna dokońca ich zdolnościach, podobnie jak w tym przypadku. Saja nic o niej nie wiedziała i musiała zachować największą ostrożność. Kucając prawie w wejściu do szklarni starała się dostrzec nie znajomą. Jej oczy utkwiły w punkci gdzie wcześniej upadła doniczka. Przyjmując, że owa kobieta właśnie tam się skryła, dziewczyna sięgła cicho pod czarny płaszcz i wyciągła z niego dwa niewielkie sztylety. Trzymała je dość mocno w prawje dłoni i po chwili wypuściła je oba na raz. Starając się precyzyjnie uderzyć we dwie stojące doniczki w tym samym rzędzie, co wcześniej jedna z nich upadła na ziemię i się rozbiła. Miała nadzieję, że ten atak wypłoszy zuchwałą kobietę, albo przynajmniej usłyszy jej kolejny bardziej precyzyjny ruch. Czekała cierpliwi na jej najdrobniejszy ruch, lub kolejny szelest dzięki, któremu będzie mogła dokladniej ocenić położenie wroga. Zachowując przy tym największą czujność wrazie nie spodziewanego ataku z jej strony, tak aby mogła odskoczyć w razie czego. Prawą ręką trzymała na rękojeści miecza. Gotowego do użycia. Czekała i wypatrywała swojej ofiary niczym drapieżne zwierzę czające się w otchłaniach mroku na swoją zwierzynę

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Sob Kwi 08, 2017 11:59 pm

Na pierwszy rzut oka było widać, jak mocno zależy mężczyźnie na przekonaniu młodej Antoinette. Zrobiłby wiele. Poświęciłby własną dumę, nie wspominając nawet o dobrach materialnych, gdyby tylko udało mu się ją przekupić. Wariatka czy nie, Daniel najwyraźniej wciąż pałał uczuciem do Marie, jakkolwiek by się nie zachowywała. A może chodziło o coś więcej? Gdyby tylko wiedział, że wystarczyło rozbudzić ciekawość dziewczęcia, z pewnością spróbowałby obrać tę drogę. Zamiast tego, zmusił się do agresji.
Spojrzał na rudowłosą zza zmarszczonych brwi, gotów niemal zabrać ją tam siłą, gdyby odmówiła. Powoli zbierał myśli, aż w końcu z jego ust padły twarde słowa:
- Ach, tak!? Najłatwiej namieszać i uciec, jakby nic się nie wydarzyło! – syknął na nią, niepotrzebnie ściszając głos. Byli tutaj sami, jeśli nie liczyć Saji i Marie w okolicach pobliskiej szklarni. – Pomożesz mi ją od niej odciągnąć czy ci się to uśmiecha, czy nie. Nie obchodzi mnie jak to zrobisz… Nie chcesz chyba, by w Cyrku dowiedzieli się o twojej poufałości z inkwizytorką? Nie miałabyś życia – porwał się na jawny szantaż, sugerując Antoinette, że rozpowie wszystko z nawiązką w społeczeństwie, w którym zwykła żyć. Niewiele widział, jeszcze mniej rozumiał. Ale zamierzał użyć własnej broni rudzielca; posłużyć się kłamstwem, aby osiągnąć swój cel.
Chciał tylko zabrać Marie, niezależnie czy miała szanse w starciu z inkwizytorką, czy też nie. Choć nie zawsze się dogadywali, uważał, że nikt nie zasługuje na śmierć przez spalenie. A to co czekało jego niedoszłą ukochaną po zaostrzeniu konfliktu… nie życzyłby tego nikomu.
- Po prostu jej coś powiedz! – warknął na dziewczynę, po czym ruszył w stronę szklarni. Początkowo odważnie, lecz po pierwszym kroku odwaga go opuściła. Nie mógł chwycić dziewczyny za fraki, po prostu miał nadzieję, że podąży za nim. Tak czy inaczej musiał naprawić efekty szaleństwa Marie.
Kobieta w szklarni nie wyglądała na potrzebująca pomocy. Bawiła się wybornie. Sztuczka z doniczką przebiegła pomyślnie. Jednak nie zamierzała testować jej ponownie. Straciła cierpliwość. Zdradziła swoją pozycję śmiechem, zaraz przemykając przez główną ścieżkę szklarni i ukrywając się za starymi skrzyniami. Znajdowała się zdecydowanie dalej od źródła uprzedniego dźwięku – stłuczonych doniczek. Co więc sprawiło, że ceramika wylądowała z łoskotem na ziemi…?
Z pewnością to samo, co sprawiło, że kolejne z donic wzbiły się w powietrze, kierując się wprost na czarnowłosą inkwizytorkę, wciąż znajdującą się przy wejściu szklarni. Śmignęły w jej kierunku niczym pociski. Od góry, z prawej i lewej strony jednocześnie. Jeśli spostrzegła się w porę, udało jej się uniknąć ciosów. Wiedźma władająca telekinezą, nie zamierzała na tym poprzestawać. Nieużywane od wieków grabki świsnęły w powietrzu, tym razem z pewnością trafiając swojego celu – Saji, choć w najlepszym przypadku trafiając ją w nogę, metalową częścią uderzając w piszczel inkwizytorki. Nie na tyle mocno, by go złamać, ale tak, by mogła poczuć solidny cios. Marie tymczasem podążała w inny skraj szklarni, bawiąc się z kobietą w kotka i myszkę. Utrzymując ją na dystans była bezpieczna.
Żałowała tylko, że po ciemku nie widziała zagubionych sztyletów, leżących teraz pośród gleby. Wtedy inaczej by się zachowała, mając do dyspozycji prawdziwą broń, a nie dobrodziejstwa dawnych ogrodów.
Nie musieli czekać długo na wtargnięcie kolejnej osoby do ich przestawienia. Daniel w końcu przemógł się, niepewnie zatrzymując się w bezpiecznej odległości od Saji, jakby bojąc się, że też może oberwać. I tak zapewne będzie miał kłopoty przez samo zadawanie się z wiedźmą. Naiwnie sądził, że przy odpowiednim doborze słów będzie mógł rozwiązać każdy konflikt bez straty w ludziach. Niezależnie od tego, gdzie znajdowała się Saja, wciąż zachowywał wobec niej pewien dystans. Wkroczył do szklarni, wołając niezbyt naturalnym z przerażenia głosem:
- Marie? Jesteś tu…? – Niekoniecznie mądre słowa wydobyły się z jego ust. Kara za nierozwagę miała nadejść już wkrótce. Oberwał z pełnym impetem korzeniem z zaschniętego drzewa, walającego się dotychczas po ścieżce. – Ożeż! Ty walnięta franco…! – wrzasnął na nią, łapiąc się za obolałe miejsce i chwiejąc się niebezpiecznie.
- Czego tu szukasz, kochany? Szczęścia? Poszukaj w szklarni obok, haha! – wyłoniła się na chwilę zza skrzynek, zmuszona na nowo poszukiwać nowego miejsca ukrycia. Była gotowa do kolejnego ataku, upatrując sobie kolejną broń w całkiem sporych rozmiarów szpadli, znajdującej się po prawej stronie inkwizytorki. Przez szkło widziała wszystko doskonale, problemem był dystans i ogarniający ich mrok.
- Zamilcz, durna babo! Przeproś panią i może zapomnimy o całej sprawie… - jęknął błagalnie, zaraz unikając kolejnego ciosu tym samym, nieszczęsnym korzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Wto Kwi 11, 2017 4:33 pm

Jej mózg zarejestrował dźwięk. Niestety, mimo że był jednoznaczny, umysł Antoinette nie potrafił przekazać swojej właścicielce, czym ów dźwięk w istocie jest. Jednak nie było to aż tak istotne.
Ale fakt faktem, rudą pannicę nieco zainteresował ten odgłos, a z tego zamyślenia obudził ją tamten mężczyzna, a raczej jego słowa.
Odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego jak na wariata.
- Szczerze powiedziawszy, to, co o mnie pomyślą mam osadzone głęboko między swoimi pośladkami. – wyszczerzyła się do niego sarkastycznie – Chcesz sprawdzić, czy oby na pewno? Mam się rozebrać? Zboczuch! – i nagle pożałowała tych słów. Poczuła lęk, że ten człowiek postąpi wedle własnych gróźb. Już otwierała usta, by zmienić sens wypowiedzianych przez nią zdań, ale natychmiast je zamknęła, uznawszy że zazwyczaj to nasze pierwsze reakcje okazują się być tymi najtrafniejszymi. Poza tym, gdyby to zmieniła, zmieniła swoje słowa, musiałaby urazić swoją dumę, a tego nie chciała. Wiemy w końcu, jaka jest Antoinette. Gdyby tylko wiedziała, że ten kłamie... to... co by to zmieniło? No właśnie? Niewiele, bo ruda pannica odpowiedziała tak, a nie inaczej.
Wydarł się na nią ponownie, a zanim ta zdążyła odpowiedzieć, ten ruszył w stronę szklarni. Nie mając żadnych innych pomysłów, co ze sobą zrobić, poszła w jego ślady. Ale postarała się o dystans między nimi, dystans kilku metrów.
Idąc, słyszała jeszcze jakieś odgłosy ale, podobnie jak to było wcześniej, nie potrafiła sprecyzować, co one oznaczają. Co je wywołało. I w jaki sposób.
Była niezmiernie ciekawa, czy ten facet wiedział, że dziewczyna podąża za nim. Wszystko wskazywało, że raczej nie (przynajmniej dla niej), no ale mogła się oczywiście mylić.
- Marie? Jesteś tu? – powtórzyła za nim niczym echo, próbując go przedrzeźniać, a to wszystko po to, by go sprowokować, wkurzyć, zdenerwować... lista była doprawdy długa. Inaczej jednak było z jego kolejnymi słowami. A nawet sama Antoinette nie wiedziała, czemu nie powtórzyła za nim całości. A co z resztą słów, które padły tu i teraz, niekoniecznie zawsze z ust mężczyzny? Zignorowała je, zamyślona, rozmyślając nad sposobem, jak zwrócić na siebie uwagę wszystkich obecnych tu osób. W tym celu przeszła na sam środek, a ukłoniwszy się każdemu z osobna, zwinnie okręcając się w miejscu stając w tym celu jedynie na palcach, wyszczerzyła się nienaturalnie.
- Dobra, zbierajcie swe manatki i spieprzajcie stąd. – powtórzyła numer w okręcaniem się i składaniem ukłonów. - Zwiastuję wielką katastrofę, która zacznie niszczyć ziemię, począwszy od miejsca, w którym stoimy. Nie lekceważcie moich słów. To prawda. – skończywszy, położyła palec wskazujący prawej ręki na wargach i syknęła głośno. Niezłe było to "kłamstwo", bo nietypowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 205
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Czw Kwi 13, 2017 9:56 am

Kucała przed wejście do szklarni nagle zauważyła jak trzy doniczki, lecą w jej stronę i zrobiła szybki unik do tyłu, nie tracąc przy tym równowagi. Saja zanim zdążyła się spostrzec, to zanimi w ruch poszły grabie. Oberwała nimi w piszczel. Jednak nawet, to zdarzenie nie mogło zatrzymać dziewczyny. Kiedy sobie coś ubzdurała nie była w stanie odczuwać bólu. Teraz już doskonale wiedziała jaką wiedźma włada siłą. Domyśliła się, że na dłuższy dystans walka, będzie wyglądała jaka zabawa. Ona będzie w nią rzucać, czym popadnie, a Saja będzie odbijać mieczem lecące w nią rzeczy, jak piłeczki, o ile nie będą one zbyt ciężkie. Dlatego miała zamiar zatakować ją twarzą w twarz. Nagle zza jej pleców dobiegły słowa mężczyzny. Jednak puściła je mimo uszu. Dzięki niemu teraz wiedziała w jakim miesjcu, znajduje się Marri i już nie miała wątpliwości. Cała ta sytuacja otworzyła jej drzwi. Była na tyle głupia, że się do niego odezwała i zdradziła swoją pozycję, a co za tym idzie? Rozproszły się i zapomniała przez chwilę o jej obecność, a to właśnie miała zamiar wykorzystać młoda inkwizytorka. Miała na celu zabić, lub pojmać Wiedźmę i to się w tej chwili wyłącznie dla niej liczyło. Inkwizytor pełną gębą. Nie tracą cennegi czasu, wbiegł szybko z mieczem w dłoni w prost na dreniwane skrzynie zza którymi chowała się złośliwa wiedźma. Ostrze skierowała do boku. Zanim ta zdążyła się zorientować, co się dzieję. Saja wyłoniła sie tuż przed jej nosem, niczym duch. Jednym szybkim precyzyjnym ruchem miecza, rozcieła jej prawe ramię. Z pewnością ból był okropny. Jednak dziewczyna nie miała zamiaru na tym poprzestać. Wykorzystując dalej swój niespodziewany atak. Nie czekała, aż ta się opamięta i znowu będzie do niej czymś rzucać. Zadała kolejny cios ostrego, jak brzytwa ostrza. Celują w jej lewą łydkę, chcąc podciąć ją w ten sposób, żeby ta upadła na kolona. I mogła ją szybko, sprawnie obezwładnić. Atakując ją do jej uszu dobiegł kolejne słowa, tym razem Antoinette, ale nawet, ti nie mogło rozproszyć, anie na chwilę Saji. Nie mogła sobie na to pozwolić. Zresztą Saja gdy atakuje, zamienia się kamienną bestię, dla której liczy się inno jej ofiara. W tym momencie nic innego nie miało dla niej znaczenia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Pią Kwi 14, 2017 4:23 pm

Nawet w tak kryzysowej sytuacji, Daniel nie potrafił powstrzymać cisnącego mu się na usta uśmiechu, całe szczęście, zatuszowanego przez otaczający ich mrok. Najwyraźniej miał słabość do takich wariatek, co było aż nadto widoczne w jego nieudolnym poświęceniu na rzecz niedoszłej kochanki. Na początku nie wierzył słowom Marii, że młoda Antoinette pochodzi z Cyrku. Teraz jednak nie wierzył, że może być inaczej. Pasowała tam przecież idealnie.
- Nie omieszkam sprawdzić, gdy będzie już po całym zamieszaniu – mrugnął do niej, wyraźnie żartując. Był od niej na tyle starszy, że o dziwo, spełnienie swojej obietnicy uznał za nieprzyzwoite, nawet w kontraście do mizdrzenia się z ledwo poznaną panną w miejskich ogrodach nocą.
Początkowo nie dosłyszał, czy Antoinette za nim idzie, ale gdy tamta zaczęła go przedrzeźniać, ukrył twarz w dłoniach, zastanawiając się, czy dobrym posunięciem było proszenie dziewczyny o przysługę. Nie, czyniła dobrze. Zamieszanie było im potrzebne, aby wyjść z sytuacji cało, bez większych szkód na zdrowiu. Jednak kolejne słowa dziewczyny sprawiły, że niemal oniemiał. Odwrócił się do niej, spojrzeniem gratulując jej tak wybujałej wyobraźni.
- No wiesz? Mogłabyś się bardziej postarać… - jęknął głucho, nie żywiąc już nadziei na przekonanie Saji, ani próby przebłagania jej. Swoją drogą, nie mógł powstrzymać od gapienia się na wyczyny Antoinette. Kto by się spodziewał ukłonów, no naprawdę!? To w każdym razie sprawiło, że nie wyłapał momentu ataku na Marie. W rzeczywistości, kobieta zdradziła swoją pozycję i prędko tego pożałowała. Przez krótki moment nie była w stanie używać mocy, porażona bólem.
Zawyła krótko, donośnie, aż Daniela przeszedł dreszcz. Chciała się odsunąć, ale nie udało jej się w porę. Wylądowała na skrzyniach obok, podpierając się zdrową dłonią i dysząc ciężko, tym razem niezbyt chętna do wygłaszania złośliwych komentarzy.
- Marie! – mężczyzna zawołał za nią z rozpaczą i nie myśląc wiele, rzucił się całym ciałem na inkwizytorkę, powalając ją na ziemię. Nie chciał jej skrzywdzić, a jedynie dać kobiecie trochę czasu. Usiłował przygwoździć czarnowłosą do ziemi, wytrącając jej miecz z dłoni. Czy udało mu się?
Marie nie próżnowała. Skorzystała z obecności Antoinette, chwytając ją silnie i przyciągając do siebie, niczym podporę i… tarczę. Tym razem między wiedźmą, a inkwizytorką stała niewinna niczemu osoba, która wypowiedziała kłamstwo w nieodpowiednim czasie i miejscu.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Wto Kwi 18, 2017 3:43 pm

Jeszcze raz rozejrzała się wokół siebie, westchnęła parę razy i zniżając się, ot tak usiadła skrzyżnie na tyłku. Przez chwilę wyglądała jak osoba, która medytuje, jednak już po chwili wrażenie zatarło się, Antoinette uśmiechnęła się w jakiś podejrzany sposób, po wykrzywieniu jej warg można było zauważyć jakieś złe zamiary, kłębiące się jej pod czaszką. Ale czy na pewno tak było?
Do jej mózgu nie docierały żadne dźwięki. Żadne słowa. Do uszu – owszem, ale nie rejestrowała ich. Była jakby w innym świecie, dokładnie tak. A żeby ją wybudzić, potrzeba by było raczej sporo wysiłku i niewykluczone, że magii również. Na pewno była to wielka siła. Siła, by Antoinette powróciła całą sobą na ziemię, by przestała bujać w obłokach. Ale kiedy to nastąpi? Czyżby miała zostać w tym rzekomym transie do końca swoich dni? Antoinette niezbyt to obchodziło, z prostego względu: po prostu nie wiedziała, co się z nią dzieje. Proste i aż nazbyt oczywiste.
Siedziała, jakby w jakimś transie, jakby zmieniona silnym zaklęciem. Ale żadne zaklęcie w ostatnich czasach nie przejęło nad nią kontroli. To wszystko przez Antoinette. Tak, przez nią, tylko i wyłącznie, chociaż można w tej kwestii nieco polemizować.
- Ludzie! – krzyknęła nagle, wznosząc ręce ku górze i ruszając nimi w rytmie wiatru, a palce górnych kończyn poruszały się w ten sam sposób, jakby pobierały naukę tańca od ramion. A jeszcze tak niedawno dłonie trzymała na zgiętych kolanach tak, jakby naprawdę medytowała. - Wstańcie! Albo się módlcie, albo uciekajcie... abo walczcie! – co prawda krzyczała od samego początku, jednak teraz ów krzyk z każdą sekundą stawał się coraz głośniejszy. Była tak skupiona, była tak pochłonięta swoim Małym Światem, że nie zauważyła jak mężczyzna rzuca się na Saję. Nie zauważyła tak wielu rzeczy... - Spójrzcie w niebo. Po prostu unieście te swoje łepetyny, mówię wam. Spójrzcie. Wszystko jest zapisane o tam, w gwiazdach. – palcem wskazującym lewej ręki wskazała na ciemność, która otaczała ziemię. Tylko spójrzcie... o, tam. Zatraćcie się w tym widoku... z zrozumcie, że apokalipsa jest bliska.
Najśmieszniejsze jest to, że mimo tego, co głosiła, nie zbierało jej się raczej na ucieczkę, przynajmniej nie teraz. Nie krzyczała na innych, rozkazując, żeby się ratowali (przynajmniej teraz, bo wcześniej było inaczej). Ah, ta Antoinette...
Przez chwilę nie zdawała sobie sprawy, że zmieniła położenie. A to wszystko przez tę lekko rozpijaczoną kobietę, która chwyciła Antoinette i ot tak, nie pytając nawet o pozwolenie. W końcu powróciła do rzeczywistości, zorientowała się w zaistniałej sytuacji, zorientowała się gdzie stoi i zrozumiała, kto ją tu "postawił". Czym prędzej przesunęła się na bok i spojrzała na Marie pełnym pretensji spojrzeniem.
- Czy ty wiesz? Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, kogo dotknęłaś? – nachylając się nieco, powolnymi krokami coraz bardziej przybliżała się do Marie, a jej głos zachował tonację szeptu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 205
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Sro Kwi 19, 2017 4:29 pm

Saja wyczuła jak młody mężczyzna, usiłuje, ją zajść od tyłu. Ona doskonale zrobiła unik w lewą stronę. Pewnie upadł twarzą w ziem. Wrazie czego Saja odsunęła się do tyłu, tak aby nie mógł ją złapać ręka, czy w nogą, lub w jakiś inny sposób przeszkodzić.
- I Ty nazywasz się człowiekiem?  Niegodny jesteś całować butów u moich stup. Takie robactwo jak Ty trzeba tępić. A wstydu to nie masz w sobie za grosz, poszanowania własnych wartości, żeby prowadzić się z tym czymś? - splunęła w jego stronę dodając :-Zaraza się szerzy w śród ludzi. Wiedz o tym, że zpewnością zapoluje na Ciebię, a trzeba było uciekać. Teraz spłoniesz na stosie za prowadzenie się z wiedźmą. Nawet gdyby mi w jakiś sposób ucuekła, to zostawi Ciebię na pastwę losu, by tylko ocalić własne życie. Nie dociera do Ciebię jeszcze, że jesteś tylko chwilową zabawką, która jak się tylko znudzi, to sama Cię ukatrupi, żebyś w złości nie doniósł, o jej istnieniu Organizacj. Żal mi Cię głupi i naiwny jesteś.
Wzięła zamach ręka, trzymając mocno w niej miecz. Scisneła silno jego rękojeść, chciała zadać kolejny cios. Błysk ostrza był skierowany w prost w szyję w Marri. Jedank zatrzymała go tuż przed twarzą Antoinette. Saja wstrzymała cios i odaliła się niec w tył. Nie chciala jej skrzywdzić. Nie opuściła jednak miecza nadal był skierowany ostrzem do góry, by wrazie ataku móc odbić lecące w jej stronę różne przedmioty.
- Nie wsty Ci skrywać swoją brudną twarz, za plecami niewinnej istoty? Nie masz w sobie żadnej godności. Zaraz przecież takie brudne stworzenia jak Ty? Nie mają w sobie żadnej wartości, ani godności. - przeniosła wzrok, raz przed siebię w prost na Marri, trzymającą Antoinette w swoich brudnych łapkach używając ją niczym tarczy strzelniczej. A później w stronę leżącego mężczyzny, wrazie czego, gdyby coś więcej kąbinował. Jednak gdyby był na tyle głupi i spróbował szczęścia jeszcze raz, to Saja z pewnością będzie przygotowana do zadania bolesnego ciosu. Teraz stała i obserwowała całą sytuację. Starając się wyszukać jak najszybciej korzystnego wyjścia z obecnej sytuacj. Zaczęła wymyślać plan w głowie jak uratować Antoinette z rąk wiedźmy. Miała zamiar wymierzyć sztylet w prost w głowę Marri, jednak szamotanie się obu kobiet było zbyt ryzykowne, że trafi nie tę co trzeba. Spojrzała w dół z myślą, że może trafi ją prosto w nogę, ale nawet to na chwilę obecną było nie wykonalne. Saja więc stała z mieczem w ręku, gotowa na każdy atak lub obronę.
- Wstań i walcz, jak przystało, a nie chowaj się niczym szczur. A może planujesz ucieczkę? Tak to bardziej pasuję do Ciebię.
Mówiąc to wyczekiwała mometu, aż Antoinette przestanie się wyrywać i się uspokoi. Tak aby przez sekundę dała możliwość wymierzenia celu. Więcej czasu nie potrzebowała niż kilku sekund.
- Przykro mi moja słodka Antoinette. Ale nie bój się Skarbie. Nie dam Cię skrzywdzić nikomu. - puściła w jej stronę namiętne spojrzenie i kuszący uśmieszek.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Czw Kwi 20, 2017 10:16 pm

Słowa padające z usta Antoinette wydawały się Danielowi coraz bardziej szalone i z każdą chwilą bardziej podejrzewał ją o dostanie dziwnego rodzaju ataku, a może i wizji. Czyżby rudzielec też oznaczał się przeklętym, wiedźmim genem? Wiele na to wskazywało, zwłaszcza sądząc po uniesieniu i okrzykach o nadchodzącym końcu świata. Nie wiedział już co jest prawdą, co żartem, a co próbą ratowania Marie, która wpadła w poważne kłopoty.
Podczas swojej próby ratowana dziewczyny, cudem nie upadł na ziemię, w ostatnim momencie chwytając się stojących obok skrzynek. Natychmiast odwrócił się, gotów do dalszej walki, choć było to istnym samobójstwem, gdyż w przeciwieństwie do Saji, był bezbronny. Oddech mu wyraźnie przyspieszył – nie miał szans, wobec zaprawionej w boju inkwizytorki. Nie w równej walce. Marie najwyraźniej też przeliczyła swoje umiejętności, zwłaszcza pod wpływem alkoholu.
- Z tym czymś? – powtórzył gniewnie, tracąc panowanie nad sobą. – Jak śmiesz? Jak TY śmiesz nazywać się człowiekiem mając tyle krwi niewinnych na własnych rękach? – zawołał za nią, lecz dalej trzymał się usilnie skrzynek, by nie runąć w dół. Marie również odparła na zarzut Saji:
- To wojna absolutna, kochana. Z użyciem wszelakich dostępnych środków, łącznie z tymi najmniej do tego przystosowanymi – warknęła, zaraz zaciskając silnie zęby. Rana znacznie jej dokuczała; pobladła na twarzy i niemal wypuściła Antoinette ze swoich objęć, gdy tamta zdecydowała się poruszyć. Słabła z każdą chwilą, musiała więc zakończyć potyczkę szybko. – An, z łaski swojej, nie wierć się tak. Stój grzecznie na swoim miejscu, to może cię nie uszkodzę… - zaoferowała jej czarującym tonem, zdobywając się nawet na uśmiech i powolnym ruchem odsunęła dłoń od miejsca, które dotychczas dociskało zranienie. Jej palce były pokryte czerwienią.
Zamierzała postawić wszystko na jedną kartę. Przycisnęła rudowłose dziewczę mocno do siebie, zmuszając ją do przestąpienia kroku do tyłu. Nim Saja zdążyła tym razem zareagować, zebrała resztki swojej mocy, dokonując najprawdziwszego spustoszenia wewnątrz szklarni.
Zewsząd dobiegł ich powielający się sto, a może i tysiąc razy odgłos tłuczonego szkła. Zapewne podążyły wzrokiem za źródłem dźwięku, dostrzegając resztki szyb pokruszone na kawałki, skierowujące się z wolna wprost w centrum szklarni…
Machnęła dłonią, a z jej ust wydobyło się stłumione warknięcie, zagłuszone częściowo odgłosami dochodzącymi z zewnątrz i urwanym krzykiem mężczyzny:
- Uważaj! – Nie wiadomo, kogo ostrzegał – czy stojącą pomiędzy nimi inkwizytorkę, młodą cyrkównę, czy może sprawczynię całego zamieszania.
Marie szarpnęła Antoinette do tyłu, osuwając ją z pola rażenia. Czy Saja zdążyła się uchronić? Jedyną drogą ucieczki było rzucenie się w dół, bowiem odłamki szkła sunęły na nią wprost na wysokości górnych partii jej ciała. Pozostanie w miejscu mogło oznaczać poważne obrażenia lub śmierć. Co uczyniła? Czy którykolwiek odłamek sięgnął jej skóry? Niestety, Daniel nie miał tyle szczęścia, choć wiedźma nie celowała w niego. Kilka odłamków wpiło się w jego wystawione ramię, nim zdążył się ukryć. Noc ponownie przedarł krzyk.
Niezależnie od powodzenia misji, Marie nie próżnowała, wychylając się zza pleców Antoinette dopiero, gdy odzyskała panowanie nad sytuacją. Ostatnią dostępną jej doniczką cisnęła w kierunku inkwizytorki, tym razem wykorzystując idealnie powstałe zamieszanie i trafiając ją w samą skroń. Na tyle, aby ją ogłuszyć, przynajmniej na pewien czas. Saja mogła odczuwać zawroty głowy, stracić orientację, a z pewnością – w jej oczach zupełnie pociemniało, a przy uderzeniu poczuła eksplodujący ból. Wiedźma w końcu zawyła z satysfakcji, wychylając się jeszcze bardziej.
Wtedy drogę zastąpił jej mężczyzna z iście wściekła miną. Ramię mu krwawiło, zdecydowanie stracił ochotę na zabawy z tymi, jakże uroczymi pannami.
- Jeszcze ci mało, kretynko? – syknął na nią, po czym, bez pardonu, spoliczkował Marie po twarzy, wcale nie szczędząc siły. Nim wiedźma podniosła awanturę, kontynuował. – Chcesz wojny? Chcesz, by to nie miało końca!? – podniósł głos, po czym szarpnął kobietę za koszulę, by znalazła się bliżej niego. Wrzasnęła, opierając się, lecz fizycznie nie miała ku temu siły z powodu sporej ilości utraconej krwi. – Idziemy!
- Puszczaj mnie, ty…! Puszczaj natychmiast! An, zrób coś! – wrzeszczała, gdy tamten ujął ją pod ramiona, by unieść ją kilka cali nad ziemię i niemal wynieść z resztek szklarni.
- Zajmij się nią, rudzielcu – rzucił do Antoinette przez ramię, brodą wskazując na Saję. Spieszył się, mając świadomość, że gdy inkwizytorka się ocknie, może podjąć pościg.
Dużo w tym momencie zależało od właśnie cyrkówny. Do niej należała opieka nad ogłuszoną Sają, a także decyzja; czy pomóc jej i skierować na uciekinierów, komentując w którą stronę się wybrali? Mogli rozwiązać konflikt raz na zawsze. Albo… Zaniechać wojny, ten jeden raz. A może tylko odłożyć ją na inny dzień?

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Nie Kwi 23, 2017 11:19 am

A ona nadal "medytowała".
Czy cokolwiek bądź ktokolwiek będzie w stanie wytrącić ją z tego stanu i sprawić, że powróci do swojego normalnego "ja"? Nawet jeżeli jej normalny stan to wywyższanie się?
Nie orientowała się zbytnio w tym, co się dzieje. A działo się doprawdy wiele. Zbytnio? Raczej nie, nie orientowała się w ogóle. Ale nie można powiedzieć, by jej to jakoś szczególnie przeszkadzało.
Było to dziwne tym bardziej, że Marie poruszała jej ciałem.
I trwała w tym stanie, I trwała... do czasu, aż rozpijaczona kobieta wymówiła jej imię w zdrobnieniu. Antoinette od razu otworzyły się oczy, rozejrzała się, by lepiej obeznać się w zaistniałej sytuacji. Mogła coś z tego wszystkiego wyczytać, jednak – niestety – niezbyt wiele.
Spojrzała na Marie i podrapawszy się po brodzie powoli otworzyła usta. Nie spieszyła się... bo po co? Uznała, że ma czas. Że mają dużo czasu. Że pośpiech nie jest tu wskazany, ani trochę.
Tak. Z każdą chwilą zyskiwała więcej orientacji w tym, co się dzieje. Na nazwanie ją rudzielcem (a, nawiasem mówiąc należałoby wspomnieć, że nie przepada za tym przezwiskiem) zareagowała automatycznie. Tylko przelotnie spojrzała na Saję i oceniwszy jej stan, po paru sekundach podjęła decyzję. I pobiegła za mężczyzną. Będąc tuż za nim, z całej siły walnęła go w pośladki, początkowo niezbyt mocno, bo dłonią, ale już po chwili do tego samego celu użyła nogi. Wykonała ją zamaszyste kopnięcie, w tę samą część ciała mężczyzny.
- Ja cię tu, do kurwy nędzy, nauczę szacunku do płci pięknej! – wywarczała – Masz ją przeprosić ją za to swoje "kretynko". – otoczyła jego osobę i spojrzała chłodno w oczy Marie. -A ty, kobietko, co się lenisz? Z odrobiną siły dasz radę się wyswobodzić. No już, dajesz. – w jej oczach nastąpiła mieszanka wcześniejszego chłodu i czegoś nowego, czegoś na wzór nieznacznego rozbawienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 205
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Wto Maj 16, 2017 2:17 pm

Pierwszego ataku udało się jej uniknąć.
zrobiła szybki unik, dosłownie wturlając się pod deski. Była bezpieczna szkło nie mogła jej dosięgnąć. Czatowała, aż pierwszy atak się skończy. Dziewczyna wyszła z ukrycia, a tu nie znacka oberwała doniczką w głowę. Nie spodziewała się, że zraniona wiedźma przystąpią do dwuch ataków, prawie, że jednocześnie. Myślałał, że rana ją spowolni.
Saja z wrażenia aż sobie usiadła na podłogę i siedział w lekkim amoku. Lecz nie wypuściła miecza z ręki. Siedziała w lekkim amoku. Nie mogła ocenić sytuacji. Czarna mgła przed oczami. Ledwo do jej uszu dochodziły dźwięki, przypominające łudząco ludzkie słowa. Turmut zrobił się straszny. Saja po kilku minutach odzyskał świadomość. Nie mogła jedna szybciej reagować na wszystko, to co właśnie miało miejsce w szklarni. Miała przez chwilę zpowolnione ruchy. Podniosła się z ziemi. Szybszym już ruchem rozglądła się, do okoła. Nikogo nie było oprócz Antoinette i śladów krwi, które zostały po Mari. Czując już całkowity przepływ energii, miała zamiar rzucić się w pościg. Nie było to zbyt trudne. Ślady krwi oraz złamane gałązki dawały jasno do zrozumienia w którą stronę ruszyli. Mimo ciemność Saja nie miał trudności w tropieniu.


Ps; Przepraszam, że tak krótko. NASTĘPNY będzie dłuższy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Czw Maj 25, 2017 8:47 pm

Nikt nie spodziewałby się takiego obrotu spraw. No naprawdę. Daniel, który jeszcze przed chwilą drżał o własne życie, za nic na świecie nie oczekiwał… klapsa w pośladek. Niemal go nie poczuł, jako że w tych dziewczęcych rączkach nie było aż tyle siły, by odwrócić się do sprawczyni tego zuchwałego czynu z żądzą mordu w oczach. Niestety, tego samego nie można było powiedzieć o zarobionym wkrótce kopniaku. Aż podskoczył cały i wydał z siebie zduszony odgłos. A Marie, zgodnie z planem, skorzystała z okazji.
Nie wiedziała jeszcze, że straciła tym samym jedyną szansę na wyjście z opresji bez większego szwanku. Zgodnie z kibicowaniem Antoinette, wyrwała się z uścisku mężczyzny, stając o własnych nogach na ziemi i trzymając się za ranne ramię. Zaśmiała się z tryumfem, wdzięczna swojej koleżance z Cyrku. Odepchnęła ponownie biednego Daniela.
- Ja? Lenić się? Tylko czekałam na odpowiednią okazję! – zawołała do niej z uśmiechem, zupełnie ignorując mężczyznę. I wtedy miarka się przebrała. Miał już dosyć uporu kobiety, odciągania jej od niebezpieczeństwa, gdy ta wręcz przeciwnie – robiła wszystko, by znaleźć się we wnętrzu paszczy lwa.
- Wiecie co?! – zaczął, wyraźnie zirytowany. – Same się w to bawcie! Ja lubię swoje życie, wy zasrane kretynki! Babochłopy! Zero w was gracji, zero! – syknął na nie, chcąc wyraźnie podnieść głos, ale jednocześnie nie mając na to odwagi. – Zostawiam was, powodzenia! – machnął na nie ręką, chcąc odejść, choć pojęcia nie miał, gdzie się aktualnie znajduje i w którym kierunku powinien zmierzać. Ruszył więc gdzieś przed siebie, byleby znaleźć się jak najdalej od tych wariatek. Miał nadzieję już nigdy więcej ich nie spotkać. Chciał dobrze, chciał uratować Marie skórę… a ona tak mu się odwdzięczyła! Zaklął pod nosem, oddalając się.
W tym samym momencie kobieta radośnie zbliżyła się do rudzielca, a jej uśmiech wyraźnie zwiastował kłopoty.
- Poszedł w końcu! Nie zatrzymuj go, zabawimy się same! – wypowiedziała radośnie. - Ruszyło cię sumienie, An? Czy po prostu twój złośliwy móżdżek ma ochotę sprawić więcej kłopotów, że zdecydowałaś się mi pomóc? Chcesz połączyć siły? Chodź, damy inkwizytorce to, na co zasługuje! Urządzimy sobie ognisko w Cyrku, zbudujemy piękny, wysoki stos!!! – zaproponowała z zachwytem, jakby przed oczyma miała już przedstawioną wizję. Zamilkła, zastanawiając się, czy może zdradzać dalszy ciąg swojego niecnego planu. Antoinette wciąż nie musiała być chętna do współpracy.
Choć nie siliła się na ciszę, znajdowały się w znacznej odległości od tropiącej ich Saji, znacznie zyskując na czasie podczas chwili jej zamroczenia. Ślady krwi, faktycznie były dostrzegalne gdzieniegdzie, jednak poszukiwania w ten sposób były niezwykle pracochłonne – jedynym źródłem światła wciąż pozostawał piękny księżyc. Natrafiła na wydeptaną drogę, z pewnością korzystając z okazji i dostrzegając kolejne, ciemniejsze plamy na szerokim liściu należącym do pewnego chwastu. Tutaj ślady się kończyły. Co dalej? Były już bliżej cywilizacji, mogły dobiegać ją głosy pochodzące z miasta. Nieco mylące dźwięki.
Gdy rozejrzała się wokół, po swojej prawej stronie, gdzieś w oddali, gęstwinie drzew mogła dostrzec drobne poruszenie, być może należące do tropionego przez nią celu. Zaś po lewej stronie widziała jakby… błysk? Światło księżyca odbijało się od powierzchni jakiegoś przedmiotu, dając po sobie znać, że nie jest wyłącznie wytworem natury. Którą ścieżkę obrała Saja? Z pewnością na krańcu tych dróg coś na nią czekało… Tylko czy było to tym, czego oczekiwała?

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Pią Maj 26, 2017 2:44 pm

Najwidoczniej uderzenie jej dłoni w pośladek mężczyzny nie było jakoś szczególnie silne. Uwiadomiwszy sobie to, była rozczarowana, ale tylko trochę, dzięki czemu już wkrótce zapomniała o zajściu, w którym Antoinette uderzyła podwójnie w jego pośladki.
W tej chwili w jej umyśle zrodziło się kolejne pragnienie. Chęć wyrządzenia komuś krzywdy. Fizycznej krzywdy, konkretyzując, ale i to z czasem zaczęło ulegać zmianie. Do tego stopnia, że teraz chciała kogoś zranić również w psychiczny sposób. Skąd wzięły się u niej takie potrzeby? A raczej potrzeba. Ale można mówić tak, i tak, zależy jak kto patrzy.
Wpatrywała się tak w Marie, ani na moment od jakiegoś czasu nie patrząc na mężczyznę ani nie zastanawiając się nad Sają. Przechyliła nieznacznie głowę na prawy bok, obserwując ją, i już ułożyła sobie w głowie genialną odpowiedź, już otwierała usta, gdy nagle Daniel zabrał głos. Antoinette słuchała go z rozdziawioną paszczą. Dopiero po po chwili zrozumiała, jak wygląda, i zawstydziwszy się, zamknęła szybko usta i spojrzała z rozbawieniem na mężczyznę.
- I dobrze. – pokazała mu język, ale mężczyzna pewnie już tego nie widział – I dobrze, i krzyż na drogę! – kiedy rudzielec skończył, zauważył, jak Marie zbliża się ku niej, aż w końcu z jej ust uwolniły się słowa.
- Uważaj, co do mnie mówisz, kobietko – wycedziła, ponownie kładąc dłonie na swych biodrach, pewnie ponownie w tym samym celu, chcąc ponownie pokazać po sobie to samo. Wypowiedziała te słowa na początku wypowiedzi kobiety o krótkich, brązowych włosach, a kiedy ta ostatnia mówiła dalej, Antoinette zamknęła usta i słuchała jej uważnie, aż do końca. Dziwne, bo to do niej niepodobne... a jednak, tak właśnie było. W sumie, wyszło nawet na dobre.
Westchnęła, podrapała się po przedziałku i westchnęła ponownie. Chyba zapomniała języka w gębie. Chyba nie wie, co odpowiedzieć. Kolejna niepodobna do niej rzecz. Tak, Antoinette zdecydowanie umie zaskakiwać.
- Mhm – uśmiechnęła się do niej, a jej uśmiech był nieodgadniony do tego stopnia, że mógł kryć wszystko, doprawdy wszystko. Był aż tak tajemniczy. - Wymień chociaż pięć pozytywów, gdybym się zgodziła na twoją propozycję. Spokojnie, ja poczekam. Mamy czas. – Już miała dodać coś w stylu "poczekam, bo pewnie proces twojego myślenia jest spowolniały przez twoje upośledzenie intelektualne". Ale nie powiedziała tego. Opamiętała się. Chociaż to raczej nie było do niej podobne. Ah, i kolejna hipokryzja jej osobowości. Taaak, ta dziewczyna potrafi zaskakiwać.
Niestety, tamtego genialnego pomysłu na odpowiedź zapomniała kompletnie.
A szkoda...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 205
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Sob Maj 27, 2017 3:58 pm

Saja szła spokojnym ruchem, starając się żeby żaden szelest nie zdradził jej pozycji. Nie było śladu po Antoinette. Czyżby Marri ją uprowadziła? Tak to można było zrozumieć, gdyż nigdzie jej w pobliżu nie było. Saja zaczęła się martwić, o dziewczynę z którą przyszła, a teraz ślad po niej zaginął. Może ją zabiła? A może zraniła i wyrzuciła, gdzieś w krzaki, jak brudne pranie, a teraz biedna nie może wezwać nawet pomocy. Typowo mogła jej wydrapać oczy, albo uciąć język, lub związać i wykorzystać kto wie? Biedna Antoinette. Saja nie mogła wyrzuć tych uporczywych myśli z głowy, które wracały do niej jak bumerang. Przystaneła więc w momencie kończących się śladów krwi. Rozejrzał się raz w prawo, raz w lewo. Jednak nic nie mogła zobaczyć. Tetaz musiała zdać się na własną intuicję. Gdzie mogła pójść? W którą stronę się udała, ta podstępna wiedźma?
~Zdam się na wybór losu. ~ Wyciagła więc delikatnie z sakiekwi jedną srebrną monetę. Po czym podrzuciła ją do góry. W myślach powtarzała ;
~Jak wypadnie orzeł, to pójdę w prawo, jeśli ukarze się reszka to w lewo.~
Uśmiechając się pod nosem dodała :
~Nie ma to jak urozmaicić sobie polowanie. W końcu przecież mam na to całą noc. ~
Nagle złapała monetę do ręki i otwierając ją, ukazała się pięknej odsłonie reszka. Saja nie miała wyboru i wybrała się w lewą stronę. W chodząc w wydeptaną ścieżkę przykucneła. Po woli ostrożnie, przesówała się do przodu. Znajdując się mniej więcej na środku ścieżki. Zaczęła nadsuchiwać, czy gdzieś nie słychać głosu, lub jakiegoś charakterystycznego dźwięku. Przypominającego Antoinette. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Saja teraz mogła się wszystkiego spodziewać. Po odkryciu jej obecności. Mogłoby coś lecieć w jej stronę, albo wyleź z pobliskich krzaczków, dlatego też zachowywała jak największą ostrożność.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Pią Sie 04, 2017 2:34 pm

Gdy zostały już same, Marie poczuła się o wiele swobodniej. Wiedziała, ba - była przekonana, że kwestią czasu jest ich dojście do porozumienia i stanięcie ramię w ramię przeciwko (w jej mniemaniu) złu tego świata. Podeszła do tematu spokojnie, z typową sobie nonszalancją i beztroską.
- Wymieniłabym ci ich przynajmniej dziesięć, ale cały dowcip polega na tym, że tego czasu wcale w nadmiarze nie mamy. Chodź, przedstawię ci plan po drodze, a ty najwyżej skręcisz w przeciwną stronę, gdy uznasz moje słowa za brednie - poleciła jej, zbliżając się i wybierając kierunek, rozpoczynając poszukiwania Saji, która swoją drogą - szukała również jej.
Jeszcze przez długi czas słychać było przy dwóch kobietach monolog ze strony Marie, brzmiący mniej więcej:
- Powiadam ci, polowanie na inkwizytorki to przygoda, jakiej nigdy nie doświadczysz. Czysta adrenalina. Nie wspominając o satysfakcji po wszystkim. I uznaniu w Cyrku. Wszystkie kobiety będą twoje, gdy już uraczysz je opowieścią, którą możesz przeżyć dzisiaj - bredziła, jakby doświadczona, przy okazji zakładając, że Antoinette lubuje się w kobiecych wdziękach, jak miała wrażenie to podpatrzeć podczas ich krótkiej dotąd przygody w Cyrku. - Poza tym, może zapomnę o twojej ewidentnej zdradzie i nie będę usiłowała roztrzaskać ci głowy doniczką... Aczkolwiek, nie obiecuję - mrugnęła do niej rozkosznie pod koniec wypowiedzi, a nikt nie mógł wiedzieć, ileż w słowach Marie kryło się żartu, a ile czystej groźby.
Marie zatrzymała się, usiłując odnaleźć Saję, rozglądając się i chcąc wrócić po swoich śladach.
*
Saja niepotrzebnie martwiła się o swoją rudowłosą towarzyszkę, póki co tamta miała się dobrze - inkwizytorka więc powinna skupić się na sobie i własnym przetrwaniu. Stała w końcu sama pośród ciemnych, nieoświetlonych już niczym zarośli. Plany wszystkich na spędzenie tego urokliwego wieczoru drastycznie uległy zmianie i chcąc nie chcąc, musiały się dostosować do obecnej sytuacji.
Przy drobnej pomocy losu, obrała więc lewą stronę, tą samą, skąd dochodził tajemniczy błysk. Wkrótce miało się okazać, czy na końcu drogi zastanie to, czego oczekiwała. Szła tak ostrożnie i cicho, że nawet leśna zwierzyna ledwie zarejestrowała jej ruchy. Już wkrótce, po przestąpieniu kilku kolejnych kroków mogła dostrzec źródło migotliwego blasku, wraz w towarzystwie cichych pomruków.
- Cholera... Wszystko przeciwko mnie. Wszechświat odmawia mi nawet możliwości odpalenia pieprzonego papierosa - bredził pod nosem, najwyraźniej wielce niezadowolony z takiego obrotu spraw. Wtedy Saja mogła rozpoznać, co lśniło blaskiem już w oddali - była to stalowa zapalniczka mężczyzny, od której odbijało się światło księżyca. Aktualnie niesprawna, mokra od brodzenia w krzakach, na co ten wyklinał. Daniel być może w ogóle nie ujrzałby stojącej nieopodal Saji, gdyby tylko nie odwrócił się w jej kierunku, przestępując właśnie tam kilka kroków. Wtedy już nie mógł przeoczyć kobiety. Gdy ją dostrzegł, od razu wrzasnął w głos.
Nigdy nie był odważnym mężczyzną, ustępując w tej materii wielu dzisiejszym przedstawicielkom płci przeciwnej. Ale czy można było go za to winić? Miał dobre serce i nie życzył nikomu źle. Nie popisał się tej nocy, jednak póki co nikt z nich nie mógł się pochwalić wspaniałymi osiągnięciami. Był obolały, odłamki szkła wciąż pozostawały wbite w jego ramię, wciąż żywił urazę dla Marie, która go odtrąciła, do Antoinette za minione poniżenie i Saji, decydującej się na odebranie życia jego dawnej towarzyszki.
Pewne było jedno - Saja i Marie minęły się, póki co nie natrafiając na siebie w tym mroku, odkładając ich konflikt z przypadku.
Daniel zaś po krzyku cofnął się o krok, natychmiast usiłując się tłumaczyć:
- Nie... nie chcę mieć z wami nic wspólnego! Nie zabijesz mnie, prawda? - Prędko schował zapalniczkę, unosząc dłonie w obronnym geście, wciąż niepewny, czy może lepiej wziąć nogi za pas. Opuścił je dopiero, gdy w blasku księżyca dostrzegł na skroni Saji ciemniejszy, lekko lśniący punkt. - J-jesteś ranna... Długo tak nie pociągniesz... - przemówił cicho, zupełnie nie wiedząc, co powinien uczynić.

/zdecydowałam się nie kończyć naszej sesji, skoro Antoś wróciła \o/.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Pią Sie 04, 2017 3:48 pm

Słysząc słowa Marie, Antoinette nic, tylko jej się wpatrywała, zastanawiając się, czy to nie jest żadna pułapka. Dała jej wolną kartę – powinna się cieszyć, a może wręcz odwrotnie? Powinna się śmiać, płakać, potraktować poważnie, aż nazbyt serio, a może normalnie, umiarkowanie, przeciętnie? Opcji miała wiele, ale postanowiła, że chce w to dalej brnąć. Może i kobieta będzie pleść brednie, ale postanowiła zostać przy niej. Nieco przestraszyła się po kwestii o doniczce, ale po chwili zrozumiała Marie w pełni i strach uleciał, a na jego miejsce pojawiło się rozbawienie.
Zauważyła przy tym, że kobieta rozgląda się, a  Antoinette zrozumiała, za czym. A raczej – za kim. Zrozumiała, kiedy jej aktualna towarzyszka wypowiedziała kwestię o Inkwizycji. A panienka Apsley? Nie wiedziała, czy podziela jej odczucia. Podejście do tego typu ludzi. Oraz plany względem nich. Przez bladą skórę rudowłosej przeszedł delikatny dreszcz. Oczywiste jest to, że nie pokazywała tego po sobie. Wiemy przecież, że już taka jest.
Nie mówiła nic. Nie wypowiedziała ani jednego, chociażby najkrótszego słowa, nie skomentowała tego, co usłyszała.
Do czasu...
- Jak sama stwierdziłaś, nie mamy zbyt wiele czasu, więc jaśnie pani może by przeszła do konkretów, przestając odpisywać jeden temat tyloma zbędnymi słowami, hę?
Ale nie oczekiwała na odpowiedź. Gdyby to była prawdziwa Antoinette, wypowiedziałaby te słowa nieco niegrzeczniej, najlepiej z chociażby najmniejszą dawką sarkazmu. Zamknęła oczy, a kiedy przestraszyła się myślą, że może upaść, jedynie przymykała powieki. Tak czy owak, była ślepa na to, co się potem działo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 205
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Nie Sie 13, 2017 7:58 pm

Saja stała jak wryta z przez chwilę, bo okaz którego szukała nie był wiedźmą, tylko spłoszonym chłopakiem. Uśmiechnęła się na ponownie przywitanie Daniel. Zdecydowanie wzruszyła ramionami, aby ukryć swoje rozczarowanie. Obdarzyła go pełnym spokoju wzrokiem, kiedy wspomniał, o rannie, o której nawet nie wiedziała, że istnieje?
- Wiesz nawet nie wiedziałam, że jestem ranna? To pewnie przez, to uderzenie w głowę, które przez jakiś czas zwaliło mnie porządnie z nóg.
Nie wiedziała, czy chce jej pomóc? Czy czasem Marii nie zostawiła go na czatach, aby mnie zwiódł, a potem wprowadził w jakąś ukrytą pułapkę? Może sam będzie chciał mnie oddać w jej ręce, aby się jej przypodobać? A może będzie, chciał się na niej zemścić, za wyrządzoną mu krzywdę? A może chce mnie zatrzymać by Marii zyskała na czasie? W końcu ona bardziej, oberwała od niej, nadodatek była wstawiona, co idzie w parze, że musiała stracić sporo krwi. Każdy wie, że wtedy jest trudniej zatamować krwawienie, tym bardziej z ciętej dość głębokiej ranny. Zbyt wiele tych nie wiadomych, jak na chwilę obecną? Saja postanowiła, okazać mu przychylność, jednak tak, aby mu się, to tylko wydawało, że mu zaufa. Dobry Inkwizytor, ufa tylko swoim i to nie zawsze. Lepiej w pewnych sprawach polegać, wyłącznie na sobie jeśli chce się przeżyć.
- Wiesz..- szepnęła miło.. Z cicha- Jeszcze pomyślę, że się o mnie martwisz? Albo, że Ci w jakiś sposób na mnie zależy? - uśmiechnęła się dość pogodnie, aby ten nie mógł nabrać jakiś większych, co do jej podejrzeń. - Nie ma się co martwić. To tylko lekkie draśnięcie. Ale nie idzie tego zabardzo, dojrzeć w ciemność. Co do jednego masz rację. Trzeba ją obmyć, a potem zobaczyć z bliska, jak to wygląda. W sumie nieznajomy był dla niej miły, albo starał się być miły. Jedno z dwóch.- Wybacz mi proszę, za wcześniejsze moje szorstkie, oraz ostre słowa. W cal nie chciałam Cię zabić. - westchnęła z lekka;-Zależało mi tylko na Marii. Myślałam, że jej na Tobie podobnie i będzie chciała Cię w jakiś sposób obronić. Wtedy w pełni wykorzystałabym jej słabość do Ciebię. Starając się ją pojmać, a Ciebię w żaden sposób, nie skrzywdzić. Jednak się pomyliłam. - ponownie wyruszyła ramionami, po czym przykucła pod pierwszym lepszym drzewem.
- Może chcesz mi pomóc? No chyba, że się mnie nadal boisz? -przymrużyła oczy, po czym rzekła pewnym siebie głosem :- Szkoda, że Cię tak wykorzystała i porzuciła. Zostawiając Cię na pastwę losu. Samego w ciemnościach. - podniosła wzrok na niego mówiąc dość szczerze.:- Muszę przyznać, że całkiem przystojny z Ciebię chłopak. Nie jednej pannie mogłeś zawrócić w głowie. Czemu właśnie wybrałeś Marii?
Była ciekawa jego odpowiedź. Wyczekując na nią. Saja usiadła pod konarem drzewa. Nie spuszczała nadal oczu zDamiana. Lewą ręką delikatnie, sięgnęła do prawej kieszeni i wyciągnęła z niej srebrną manierke. Po czym podniosła ją do góry i polała jej zawartością swoją ranę. Dziewczyna skrzywiła się, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Wiedziała, że rana została przemyta i żadne zakażenie nie będzie jej straszne. Nawet zaczęła się powoli zasklepiać, a może jej się tylko tak wydawało? Na powrót spojrzała w jego kierunku;
- Nie masz się czego bać. Usiądź, bo Twoja nerwowość może zdradzić naszą pozycję. A Marii raczej nie potraktuje Cię teraz ulgowo. Zresztą widać, że byłeś dla niej nic nie wartą zabawką na samotną noc. Ciekawie mnie dla czego, ktoś taki jak Ty chciał związać się z kimś takim jak ona? Wiedźmy tylko, wykorzystują naiwnych słodkich i łatwowiernych mężczyzn podobnych do Ciebię. Wybacz, nie chciałam Cię urazić z tymi słowami, ale jak widzisz dałeś się nabrać na jej słodkie i czułe wdzięki. Chociaż muszę przyznać, że śliczna z niej kobieta, gdyby nie była taką obślizgłą padliną.
Dłoń Saji spoczęła na mieczu, a jej oczy skierowały się ku niebu. Po czym zaczęła mruczeć z cicha: - A miało być tak pięknie i spokojnie. Miałam spędzić uroczy spacer z Antoinette, a teraz nawet nie wiem czy żyję? Pierwszy raz nie zdołałam ochronić osobę znajdująca się w moim pobliżu. To nie miłe uczucie. Ludzie zawsze byli bezpieczni w moim otoczeniu, a teraz... A teraz czuję wielkie rozczarowanie i gorycz. Nie podoba mi się to, ale instynkt mi podpowiada, że Antoinette poszła z nią dobrowolnie. Zresztą cały ten czas, zwracała się do niej jakby się odawna znały? Jakby były przyjaciółkami? Albo łączyło je coś więcej?... Hmmm...Trudno mi stwierdzić do końca, ale każdy myśli się liczy i na wszystko trzeba być przygotowanym.. kończą swoją wypowiedź Inkwizytor-ka przyglądała się nadal niebu. Starając się pokazać mu całkowite rozluźnienie. Jednak była przygotowana na każdy nieciekawy obrót sytuacji. Nawet na ten, kiedy z nienack mogłaby wyskoczyła z pobliskich krzaków sama Marii.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Saja dnia Wto Sie 22, 2017 5:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Wto Sie 22, 2017 1:22 am

Błądziła i słowa Antoinette bynajmniej nie pomagały Marie w odnalezieniu drogi. Pragnęła zabawy, fajerwerków i inkwizytorów płonących na stosach, a dostała... no właśnie, brodzenie w błocie po kostki? Odmrożenie sobie tyłka od chłodu nocy? Zdenerwowała się już wtedy, gdy po kilkunastu minutach poszukiwań wróciła w dokładnie to samo miejsce. Zmysł orientacji nie był najmocniejszą stroną Marie. Jednak dopiero kolejne słowa jej towarzyszki, wkurzyły ją na tyle, by nie mogła już ignorować ich chwilowego braku postępu w wykonywanej misji.
- A myślisz, że co robię?! Że trwonię swój cenny czas, bo lubię jak woda chlupie mi w butach? - podniosła głos, wymachując wściekle ręką, czego rudowłosa mogła nie zauważyć w tym gęstym mroku, mimo że stały nie tak daleko siebie. Właśnie przystanęła, uznając, że rozsądnym pomysłem będzie obmyślić swój plan, nim przejdzie się do jego realizacji... choć zero w tym było zabawy! - Cholera, gdzie jest ten pajac, gdy go potrzebuję... - westchnęła pod nosem, najwyraźniej mając na myśli swojego dawnego towarzysza, Daniela.
- Skoro jesteś taką mądra, może powiesz mi, w którą stronę powinnyśmy się udać? Doprawdy, byłoby cudownie, gdybym odnalazła tamto miejsce i dobiła inkwizytorkę, nim zdążę się, kurwa, zestarzeć! - syknęła, coraz bardziej niepocieszona.
Najwyraźniej, chociaż Marie bywała groźna podczas walki, potrzebowała pomocy w  prawdziwym życiu. Wiele zależało od samej Antoinette. Ta mogła ją poprowadzić do celu albo w przeciwną drogę, aby znalazły się z dala od samego parku. Musiała wykazać się pomysłowością, aby zwrócić na siebie uwagę, aby Saja znalazła ją sama, jeśli tylko nie chciała błądzić do rana z drugą Cyrkówką.
*
Inkwizytorka miała częściowo rację, gdy pomyślała, że Daniel pragnie zyskać na czasie, by Marie mogła uciec. Oczywiście, że tego chciał. Dla jej dobra, dla swojego dobra, bo nie miał ochoty oglądać jakichkolwiek zwłok przechadzając się następnym razem po tym ogrodzie, nawet tych należących do Saji. Chociaż wysoce nieprawdopodobne było, że prędko zachce mu się spacerować w te okolice. Kobiety, które spotkał dzisiaj, skutecznie mu obrzydziły podróże w nieznane.
Zamrugał oczyma, niepewny czy się przypadkiem nie przesłyszał. Nie spodziewał się takiej reakcji, jakby dziewczyna zupełnie zmieniła nastawienie do niego. Zaczął się obawiać, węsząc spisek. Nie chciał umierać, ale z dwojga złego, lepiej byłoby od miłej niż warczącej co chwila kobiety. Mimo wszystko, nie zamierzał jej ufać, tak jak ona mu. Skoro jednak jest otwarta na rozmowę, może uda mu się cokolwiek wytargować...
- Mogę ci pomóc - zaoferował niepewnie, ręce unosząc nieco wyżej, by mogła je dostrzec i poznać, że nie ma wobec niej złych zamiarów. Co do niej, nie miał pewności, jednak wiedział też, że w otwartym starciu nie miał z nią szans. Gdy przykucnęła, zbliżył się powoli, bardzo ostrożnie, czując potrzebę odezwania się. Zamiast tego przełknął ślinę, rozglądając się wkoło, ale nie dostrzegając niczego w mroku. Również przykucnął, zachowując odległość kilku kroków. Przemówił cicho:
- Marie... momentami sprawia wrażenie mocno szurniętej... - zaczął nieco zamyślonym tonem. - Dobra, przyznaje - przez większość swojego życia zachowywała się jak ostatnia kretynka. Gdy tylko dostrzeże możliwość zabawy, reszta świata przestaje dla niej istnieć. Znam ją zaledwie od zeszłej zimy. Ma nieludzki talent do ściągania na mnie kłopotów, a co zabawniejsze, ona sama zawsze wychodzi z nich bez szwanku - wymienił szereg wad, samemu zastanawiając się, co tak naprawdę trzyma go przy kobiecie. - Ale... ma w sobie coś, co sprawia, że chce się być chociaż częścią jej planu, drobinką w jej codzienności. Nie sposób się z nią nudzić - odpowiedział, częściowo wyjaśniając, dlaczego właśnie wybrał Marie.
- Chyba nie zamierzasz na nią jeszcze polować? - wyjęknął zdezorientowany, łudząc się, że skoro padło tyle wyznań, nagle między wszystkim zapanuje pokój. - To nie jest tego warte. Marie jest dobrą osobą, mimo wszystko. I wierzę, że tobie też... tobie też nie sprawia przyjemności skazywanie na śmierć kogoś, kogo jedynym grzechem jest ta przeklęta mutacja... - szepnął, martwiąc się o losy dawnej towarzyszki. - Ona już taka jest... - dodał cicho.
*
Daniel i Saja wybrali rozmowę, nie ruszając się z miejsca. Odpoczęli, Saja również oczyściła ranę, choć stłuczenie wciąż mogło jej doskwierać. Czy podzielone w pary grupy wrócą do poszukiwań, w końcu wzajemnie się odnajdując? A może odpuszczą, a ich drogi rozejdą się na zawsze?

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Sro Sie 23, 2017 4:23 pm

Kiedy tak szły, Antoinette co jakiś czas spoglądała na swoją towarzyszkę. Przyglądała się jej włosom oraz rysom twarzy i zrozumiała, iż ta jest dość, no, nie owijajmy w bawełnę... atrakcyjna. Marie mówiła, ale do panienki Apsley docierała tylko niezbyt znaczna część tych słów. Ale nawet na tę nieznaczną ilość nie odpowiedziała ani słowem, ani żadnym niewerbalnym gestem. Dopiero po jakimś czasie stanęła i złapawszy Marie za ramiona, obróciła ją ku sobie. Spojrzała głęboko w jej oczy, zatracając się w ich kolorze.
- Nieważne – szepnęła do niej – Nieważne, dokąd pójdziemy. – posłała jej porozumiewawcze oczko. - Ważniejsze jest to, że jesteśmy tu razem. Na dodatek same. – A dawna Antoinette? No właśnie, gdzie się ona podziała, hę? Ta wredna suka, aż nazbyt pewna siebie, zakochana we własnym ego. Ta uzależniona od kłamania kobietka, której życiem jest opowiadanie fikcyjnych historyjek, a potem uwierzenie w nie całą sobą. Nie ma jej, rozpadła się na dobre. A może schowała się chwilowo, przesłonięta (chwilowym bądź nie) zauroczeniem. To zauroczenie dotyczyło, oczywiście, osoby Marie.
- Ah, zapomnij o nim. Ciesz się chwilą obecną. Jak sądzisz, czemu los sprawił, że jesteśmy tutaj same, hę? – wysunęła rękę i wierzchem dłoni pogładziła Marie po policzku. Po chwili coś sprawiło, że cofnęła rękę i to nie bynajmniej z własnej, niewymuszonej woli. Ale... co się stało? Nie miała pojęcia. To coś z zewnątrz sprawiło również, że Antoinette odchyliła zarumienioną twarzyczkę, a Marie mogła zauważyć te rumieńce bądź nie, gdyż niewykluczone iż panienka Apsley odwróciła głowę bardzo szybko. Ale nie mogła o tym wiedzieć. No, chyba że jej towarzyszka jej o tym powiedziała...
Antoinette... zawstydzona? Znowu coś dziwnego. Coś niepasującego do reszty tej skomplikowanej układanki, której nazwa brzmiała "Antoinette". Ciekawe, jakie będą jej kolejne posunięcia. W sensie, że jak będą wyglądały nowe części tych puzzli.
A o tym możemy się dowiedzieć już za chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 205
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Smętna szklarnia.   Nie Sie 27, 2017 2:12 pm

Obserwowała każdy jego ruch z którego wywnioskowała, że nadal jej nie ufa, mało tego boi się jej, mimo tego że dała mu słowo, że go nie skrzywdzi. Siedziała spokojnie oparta o drzewo. Wyprostowała spokojnie obie nogi i pozwoliła, aby chłopak spokojnie mógł się przybliżyć w jej kierunku. Uśmiechając się wyszeptała; - Mówiłam Ci, że rana nie jet zbyt głęboka, ale jednak trzeba opatrze, aby zakażenie się nie wzdało.
Ręce chłopak były ciepłe i miłe w dotyku. Dla tego też Saja musiała, to oddrazu skorzystać ze sposobności i dodać ;- Masz tak delikatne dłonie jak na mężczyznę. Raczej ciężko nie pracujesz? - Ta uwaga nie miała być uszczypliwa, tylko raczej miała brzmieć jak komplement. Saja mało komu prawiła komplementy szczególnie mężczyznom. Spojrzała w jego kierunku nadal zastanawiając się czemu stara obronić się tą flondre? Może był pod wpływem jakiego zaklęcia? A może rzuciła na niego jakiś urok? Nie była by tego taka pewna, aby tak miły i delikatny mężczyzna stał u bok kogoś takiego jak Marri z własnej nie przymuszonej woli. Dziewczyna nie miała zamiaru mu przeszkadzać w rozmowie, czekała cierpliwie, aż skończy. W końcu przez przypadek podał jej kilka ważnych informacji o Marri. Chociaż ostatnie jego słowa wypiły ją z planu myślenia. Inkwizytor-ka spojrzała na niego dość surowo i przykurczyła obie nogi. - Wiesz szczerze, to po to właściwie żyję. Dokładnie żyję po to aby tępić tą zaraze. Fakt, to może nie ich wina, że się takie urodziły, a nie inne. Jest wiele czarownic, które pracują w Inkwizycji i nie są zabijanie. To te które dobrowolnie przyłączyły się do Organizacji i chcą żyć podobnie jaki inni. Ich niezwykłe zdolność służą do walki z różnymi przeciwnikami. Ale to nie o tym ma być nasza rozmowa prawda?
Czarnowłosa wiedział, że Daniela interesuje tylko jedna czarownicą mianowicie Marri. Inna cześć jej krewnych, przyjaciół może miał gdzieś? Uporczywie chciał tłumaczyć, aby młoda Inkwizytor-ka zrozumiała nie tylko jego postępowanie oraz jego wybór. Zmarszczyła lekko brwi mówiąc dalej ;
-Ciebię wyłącznie interesuje Marri. Więc mój drogi spójrz na drugą stronę medalu. Twoja Marri nie jest taka święta i słodka na jaką Ci właśnie wygląda. Jej urok osobisty to dobra gra, choć charakter ma obrzydliwy. Szczerze mówiąc oddychający. Dzięki, któremu dała popis po całości. Nie zwracając uwagi na nic, co się dokoła niej dzieje. Zważywszy na to że, to nie ja zaczęłam całą tą grę. Gdybyście przeszli obok nas spokojnie, to nawet nie wiedziałabym, że jest czarownicą i do niczego by nie doszło. Jednak ona pragnie walki i zemsty. Jest nią przesiąknięta do szpiku kości. Wiem coś o tym. Bo z pewnego punktu widzenia przypomina mnie. Jesteśmy do siebie trochę podobne. Tylko nie rozumiem czemu uprowadziła Antoinette? Czyżby i ona była czarownicą? Jej nastawienie do niej zdradził mi fakt, że się znają i to wystarczająco, aby ta mogła ją w pewien sposób obrażać, a nawet grozić? A sama Antoinette nie mogła się bronić przy mnie, żeby się nie zdradzić. Ale to tylko moje domysły, a jest ich wiele w tej kwestii. - uśmiechnęła się przez chwilę, po czy wróciła do poważnego wyrazu twarzy, co świadczyło, o tym, że to nie jest zabaw czy gra, tylko poważna sprawa.
-Ty niestety jesteś jej zabawką. Nie zależy jej na Twoim życiu. Wykorzysta Cię, a potem zabije. Sam fakt, że Cię zraniła i nie chciała uciec, ani słuchać Twoich rad świadczyło, tylko o jednym, że jesteś niczym, tylko marionetką, którą się posłuży niczym pionkiem w szachownicy. Twoje uczucia do niej przesłaniają Ci zdrowy rozsądeki i mój drogi nie myślisz racjonalnie. Patrząc na to, że gdyby jej zależało choć trochę, to uciekłaby wraz z Tobą, a nie z Antoinette? Szukałaby Ciebię, a nie szuka? Więc sam masz odpowiedź. Nie chcę Cię urazić w rzaden sposób, ani Twych uczuć, ale to prawda bolesna lecz prawdziwa. - obróciła głowę w drugą stronę, ale nie traciła czujności, gdyby chciał się na nią rzucić po tych słowach. Przez chwilę nic nie mówiła. Obracając głowę z powrotem w kierunku chłopaka rzekła spokojnym głosem ;- Nie obwiniaj mnie za wojnę, która trwa ja podobnie jak ona jestem pionkiem w toczącej się grze. Odwiecznej wojnie dobra ze złem. Dbam tylko o porządek i tworzę bezpieczeństwo dla mieszkańców tego miasta. Co do jej zabicia? Mówisz jakbym była Panią jej życia, a nie jestem. To od niej zależy czy się poda? Czy też będzie chciała walczyć? Kto wie może uciekła już z lasu i się schował gdzieś daleko? A może czai się w zaroślach i wyczekuje momentu, aby obu nas zabić? - Saja scisnęła rękojeść miecza jeszcze bardziej. Trzymała go mocno, mocniej niż w samej walce. - Szczerze mówiąc Twoja przyjaciółka, podobnie jak ja należy do pewnej grupy ludzi. Ludzi, którzy tak łatwo nie odpuszczają. Teraz albo ja ją wytropie i pokonam, albo ona wytropi mnie. Ta grupa ludzi to są "twarde sztuki " co ich nie zabije, to ich wzmocni. Taka prawda. Przykro inno że wy znaleźcie się nie odpowiednim czasie i miejscu. Mówiąc słowa " wy" miała na myśli Daniela i Antoinette. W duchu miała nadziej, że jej domysły co do niej się mylą, bo przecież mogła ją kiedyś oszukać i stać się jej przyjaciółką, a teraz może ją szantażować czymś z jej przeszłości.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Smętna szklarnia.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Miejskie ogrody-
Skocz do: