IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rezydencja rodu Noita

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Rezydencja rodu Noita   Sro Sie 05, 2015 7:29 pm

First topic message reminder :

...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sro Wrz 30, 2015 2:05 pm

Do uszu Czarnej Damy dotarły ciekawe informacje, powodujące mrowienie w końcówkach palców, dolnej partii ciała, dokładnie między udami i nadchodzące poczucie adrenaliny, które zdusiła w zarodku; do jej uszu doszła plotka, jedynie nieszczęsna plotka niepoparta faktami, że pewna lekarka w tym mieście wykazywała nadnaturalne zdolności. Gdyby był to ktoś mało znaczący, nie mający właściwie żadnego wkładu w społeczeństwo, po prostu poszłaby i skróciła ją o głowę, jednakże w tym przypadku nie mogła zrobić tego bez pewności, bez jakichś dowodów, bo ludziom, którym kobieta pomogła lub miała pomóc, mogłoby się to bardzo nie spodobać i narobić problemów inkwizycji.
Nikt nie powiedział, że zamierzała to zignorować. Ani, że miała w planach oddać swoją potencjalną zdobycz komuś innemu.
Tego samego dnia, zrzuciła ze swoich pleców czarną jak węgiel pelerynę i całą tożsamość żniwiarza na rzecz zwykłej dziewoi. Nie musiała długo czekać na to, aż jakiś jegomość zechciał czarować ją swoim pijackim urokiem - a on nie musiał czekać długo, aż ta nie sprowokuje go do bójki oczami, postawą i słowami. Skończyło się na tym, że wielki jegomość miał podbite oko i złamany nos, zaś dziewczę było w gorszym stanie i o to w tym wszystkim chodziło. Ochrona wyrzuciła ich z baru i czekała, aż stary, pulchny wieśniak puści ostatnią wiązankę i klnąc nadal, uda się w jedną stronę, a kobieta w drugą. Prosto do miejscowej lekarki.
Straty można było opisać w następującej wyliczance: rozcięta warga, siny policzek, kilka siniaków i krwiaków na ciele, podejrzany ból w kostce i nudności. Choć wszystko było tanim teatrem to ból był jak najbardziej prawdziwy; szczególnie dokuczliwa kostka zdawała się być żywym ogniem, kiedy zdołała dojść do rezydencji Noita. Ciężkim uderzeniem pięści w drzwi, a potem znowu i znowu, zakomunikowała swoje przybycie.
Śmierdziała swoim potem, potem grubego gościa, swoją krwią, bo warga krwawiła podejrzanie obficie, na tyle, że kobieta musiała przytrzymać dłoń przy ustach i jeszcze zapach piwska. Marzyła o odświeżeniu się lub ścięciu głowy wiedźmy, a najlepiej jedno i drugie, a potem, och, zrelaksowanie się przy jakimś sprawnym języku ładnej kobiety, to byłoby dobre.
Pytanie, dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na pobitą dziewczynę? Poruszała się w najmniej ludnych, najciemniejszych miejscach, które wtapiała się bez problemu, a kiedy musiała - a musiała raz - wyprostowała się i szła, jakby nigdy nic, żeby za zakrętem warknąć z bólu i bezsilności, aż w końcu dobiła się do drzwi. I to jak najbardziej dosłownie. Cóż, bycie żniwiarzem nigdy nie było łatwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Paź 01, 2015 1:30 am

Po pożegnaniu przytarganej spod okolic stosu inkwizytorki, która zdążyła już ozdrowieć, tego dnia ruch w klinice był większy niż zazwyczaj; czy to z powodu jakiegoś kolejnego wypadku, czy zwlekania ludzi do teraz, albo też takiej okoliczności, jak choroba bliższego im lekarza, a dla niej kolegi po fachu; toteż Deneve musiała zrezygnować ze standardowej dłuższej przerwy na rzecz krótszej.
Albinoska wymknęła się na chwilę ze specjalnie wydzielonej na lecznicę części rezydencji, aby przejść do głównych pomieszczeń budynku, stanowiących dla niej dom. Przywołała psy. Na dźwięk komendy u jej nóg stawiły się dwa silne, szare wyżły. Przywitała się z nimi z uczuciem, na jakie niebywale rzadko mogli liczyć inni poza jej zwierzęcymi towarzyszami. Na koniec wypuściła je z budynku na rozległe tereny wokół niego. Odprowadziła je wzrokiem, przeszła następnie do salonu, a tam z barku wyciągnęła butelkę wódki i uraczyła się jednym jej kieliszkiem – tak na zagrzanie do pracy, której spodziewała się mieć pełne ręce.
Do kliniki zdecydowała się wrócić nie przez korytarze rezydencji, a tymi samymi ogrodami, gdzie wypuściła swoje psy. Kiedy Deneve miała już w zasięgu wzroku frontową ścianę miejsca pracy przy wejściu dostrzegła postać. Zmrużyła lekko brwi, dwie śnieżnobiałe kreski z krzywizną, a gdy dotarła pod drzwi, zatrzymawszy się za plecami przybyszki, rzekła:
Te drzwi są zawsze otwarte, proszę, niech pani bez krępacji wejdzie do środka.
Dev nie czekała na jakąkolwiek reakcję i w czasie wypowiadanego zdania, zbliżyła się, ułożyła bladą dłoń na barku – nie mogła tego nie spostrzec – swej przyszłej pacjentki, drugą zaś sięgnęła do klamki, a następnie pchnęła drewnianą powierzchnię. Wnętrze lecznicy stanęło do nich otworem.
Zaczekała, aż kobieta pierwsza znajdzie się pod dachem tego gmachu. Pozwoliło jej to poznać kolejną dolegliwość, z którą niewątpliwie nieznajoma do niej przyszła. Bo w istocie nie przypominała sobie jej twarzy, a skoro tak, oznaczało to, że wcześniej nie miała okazji się nią zajmować. Jej dane dopiero dołączą do reszty teczek.
Pani warga nie wygląda dobrze – zresztą cała jej postać nie wyglądała najlepiej. Deneve próbowała nie myśleć o prawdopodobnej pijackiej bijatyce, gdyż od razu jej uwaga zwracała się ku zapachowi i poturbowanej, pogniecionej odzieży, co niestety godziło w jej poczucie estetyki. Była jednak przyzwyczajona do takich i jeszcze gorszych widoków, już od dzieciństwa chłonęła codzienne obrazy kliniki, miała nakaz towarzyszenie ojcu w czasie wszystkich operacji. Teraz nie mrugnęłaby okiem, nawet gdyby ktoś rozłożył wokół niej tuzin gnijących zwłok. Wszystkie przemyślenia zachowała dla siebie, a twarz pozostała naturalna, raczej obojętna, o ile zignorować widniejące na niej zmęczenie i stale towarzyszące mu mocno podkrążone oczy. Ale czy mogłoby być to uznane za dziwne? W takim zawodzie? Czasem musiała kilkukrotnie budzić się w nocy, a innym razem wolała w ogóle nie zasypiać, wiedząc, że będzie to bezsensowne, a niekiedy nawet niebezpieczne. Kiedy indziej poświęcała się badaniom.
Przywołała gestem jedną z pielęgniarek, która nie tylko przybyła wspomóc nową pacjentkę we wspinaczce po kilkunastu stopniach, ale wsunęła kobiecie w rękę chustkę, tę nakazując przytrzymać przy zaciętej wardze. Deneve zaś poszła przodem, aby przygotować wszystko, co potrzebne.
Ponownie spotkały się w gabinecie. Doktoryna już w białym fartuchu przykrywającym koszulę i kamizelkę, wycierała właśnie dłonie.
Coś mi się zdaje, że będzie tu potrzebny szew. – stwierdziła, widząc już wyrazistą plamę na chustce.
Pielęgniarka opuściła pomieszczenie, a pociągnęła za sobą krzesło, ustawiła przy miejscu, które zajęła kobieta i siadając, przesunęła szklanymi, jasnoszarymi oczyma po odkrytych częściach skóry, gdzieniegdzie mocno poobijanych.
Można...? – zapytała, rzucając spojrzeniem na chustkę, zasłaniającą krwawiącą wargę. Musiała ją zobaczyć.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Paź 01, 2015 6:53 am

Czarnowłosa kobieta niemal pożegnała się ze swoim śniadaniem, gdy kobieta poczęstowała ją - niemal złośliwie - elementem zaskoczenia. Jako żniwiarz była wyczulona na kroki, miała oczy dookoła głowy, ale nie wtedy, kiedy liczy puchate owce, żeby nie utracić przytomności - kolejna porażka dzisiejszej akcji, zwichnięta kostka i brak koncentracji, najpewniej przez nudności. Nie miała zamiaru zajmować się potencjalną wiedźma już dziś, dlatego też nie wzięła ze sobą broni, którą nijak dało się ukryć - ale gdyby kobieta faktycznie okazała się niebezpieczna, stałoby się ekscytująco zabawnie, a ten czarny drapieżca już czuł woń adrenaliny, już czuł swędzące dłonie i charakterystyczny posmak ciemności i krwi na języku, bo naprawdę miała nadzieję...
Schowała plugawe oczy za włosami, a następnie posłusznie dała się poprowadzić kobiecie - póki co była w stanie dostrzec jedynie bladą dłoń, jeszcze jaśniejszą od jej własnej. Jej właścicielka mogła doskonale wyczuć napięte mięśnie pod skórą.
Machinalnie zaczęła liczyć kroki: x kroków do wyjścia, x kroków i skręcić - zainspirowała ją tym niewidoma wiedźma i szybko okazało się, że jest bardzo przydatne, dokładnie wtedy, kiedy kolejna odebrała jej wzrok i słuch na cały dzień - odtąd było to jej małym nawykiem.
Spojrzała na kobietę dopiero wtedy, gdy ta wspomniała o rozciętej wardze; poszkodowana musiała przez chwilę napatrzyć się na tę niecodzienną urodę, bo kiedyś takowa wystarczyła, żeby móc odpowiednio kimś się zająć - nią też by się zajęli i z jakiegoś powodu, poczuła się rozbawiona.
- Tak - powiedziała po chwili, albo raczej wypluła zachrypniętym głosem. - Pewnie nie wygląda dobrze, ale boli piekielnie - stwierdziła, kontynuując swoją krzyżową podróż, nim jakaś pielęgniarka nie powzięła się za pomoc. Posłusznie docisnęła chusteczkę, której biel niemal od  razu zaczęła brukać krew. Odrobinę dłuższe potem - bo szybko okazało się, że kostka nie nadawała się do długodystansowych ekscesów - znalazły się w gabinecie. Poszkodowana rozejrzała się - zdaje się - nienachalnie, posłusznie zajęła swoje miejsce i dała popisać się lekarce. Miejsce niosło charakterystyczny zapach lekarstw, ziół i, no cóż, innych pacjentów. Na wyraźne życzenie tej chodzącej bieli, która delikatnie zaczęła zmywać się w jedną bezkształtną plamę, odsunęła chusteczkę od twarzy i położyła ją na swojej sukience, całkiem ładną zanim przeżyła masakrę pulchnego jegomościa.
- Pewnie nie jestem pierwszą, która to mówi, ale ma pani specyficzną urodę - mruknęła do kobiety, wyraźnie ignorując ból krwawiącej wargi. Patrzyła na nią odrobinę natarczliwie zza włosów; z jakiegoś powodu, zapragnęła wgryźć się w tę skórę, co było co najmniej obrzydliwe, trochę jak wgryzienie się w świnię, która miała iść na zarżnięcie.
- Mogłabym dostać odrobinę wody? - Machinalnie przesunęła językiem po swojej wardze, z której zgarnęła trochę krwi; uspokoiła na chwilę głód, szarpiącym całym wnętrzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 02, 2015 2:26 pm

Cóż miała innego zrobić, jak nie zwyczajnie zająć się swoją pacjentką? Zwyczajnie, to jest w pełnym tego słowa znaczeniu. Przewidywała szycie, tu i tam maść, czy okłady nasączone dodatkowo specyfikami własnej produkcji. To nie były obrażenia, które wymagały natychmiastowej reakcji, nie zagrażały one życiu, a co za tym idzie mogła oszczędzić sobie użycie swoich magicznych zdolności na cięższe przypadki. Ewentualnie wspomóc delikatnie i niezauważalnie proces gojenia, gdy tylko odpowiednio zajmie się umęczonym ciałem kobiety, a wszelkie dobroczynne efekty i tak poszłyby na konto części medykamentów, których przepisy utrzymywała w tajemnicy.
Aczkolwiek ktoś mógłby powiedzieć: ale dlaczego od razu nie wykorzystywać takiej mocy? Już nie mówiąc o wydatku energii, bo musiałaby jeść co najmniej za dziesięć osób. Nie pozwalało jej wszak na to ukształtowanie społeczeństwa. Gdyby ludziom nagle zaczęły odrastać kończyny, kiedy odcięte części od dawna gniłyby pozostawione w polu, szybko dobrałyby się do niej odpowiednie służby. Deneve musiała zatem "racjonalizować" swoje umiejętności oraz kryć je za własnoręcznie opracowanymi lekami i metodami leczenia, na co pozwalał jej pokaźny majątek – w przeciwieństwie do zwykłych lekarzy, tylko od czasu do czasu dostających jakieś fundusze.
Albinoska oczyściła przesunięciem wilgotnego skrawka materiału czerwoną, lepką od krwi wargę. Rozcięcie ujawniło się w całej swej okazałości, a między brzeżkami rany zaczęły się zbierać kolejne krople krwi.
Będzie musiała pani odpuścić sobie na jakiś czas całowanie. Muszę założyć ze dwa małe szwy. Najpierw uporam się z tym krwawieniem, potem nogą.
Lekarka uniosła spojrzenie znad rany, kiedy doszła do jej uszu wypowiedź czarnowłosej kobiety. Co Doktoryna wtedy sobie pomyślała? Ochotnik musiałby poświęcić dużo czasu na namysł i najpewniej ostatecznie nie doszedłby do wniosków mających pokrycie w rzeczywistości.
A Dev... Deneve jak zwykle zachowała się z dystansem, a jej odpowiedź była nie tylko wymijająca, ale również pozwoliła skutecznie kontynuować politykę niewchodzenia w głębsze relacje z podopiecznymi. Nie tyle dlatego, że wiązało się zawsze z jakimś niebezpieczeństwem, ale traktowała tak większość ludzi. Trzymała ich na dystans, zachowywała chłodną uprzejmość, a jeśli chodzi o pacjentów, interesowało ją wyłącznie samopoczucie i dochodzenie do zdrowia.
Dlatego cieszę się, że mieszkam w ponurej Anglii, a nie bliżej równika – rzekła, odchodząc w stronę czajniczka z ostygłą wodą. Część przegotowanego, chłodnego płynu znalazła się w szklance, którą po chwili podała siedzącej dziewczynie. Ale na krześle usiadła dopiero wtedy, kiedy przysunęła bliżej tackę z potrzebnymi narzędziami.
To może trochę zaboleć, ale gwarantuję, że skończy się, zanim pani mrugnie powieką... – oznajmiła uspokajająco, spoglądając na kobietę i czekając, aż ta przepłucze usta. Jednocześnie starała się pilnować tego swojego obojętnego wyrazu twarzy, nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale spojrzenie pacjentki w nadzwyczajny sposób ją denerwowało.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 02, 2015 5:15 pm

Syknęła przez zęby, gdy lekarka poczęstowała ją przesunięciem materiału z oczyszczającą cieczą; doprawdy, czuła, jak warga jej zapulsowała i pewna, że ta była nabrzmiała, czerwona i z pewnością tak samo wrażliwa. Oczy zaszklone zdradzały ból, na który organizm reagował w ten, a nie w inny sposób, a nie przeszkodziło jej to w śmiałym odwzajemnieniu spojrzenia swoją czarną głębią, pozostawiając wstrzymywanie się od całowania bez komentarza.
- Była pani tam, bliżej równika? - zapytała z drobnym okazem zainteresowania, co było całkiem szokujące, jak na beznamiętnego nosiciela śmierci - być może i tej kobiety, o niecodziennej urodzie, atrakcyjnej i wysokiej. Cóż, czarnowłosa lubiła słuchać historii innych, jednocześnie niekoniecznie odwzajemniając się tym samym.
Kiedy ta odeszła, pacjentka szybko skorzystała z okazji, aby dyskretnie otaksować narzędzia, które mogły przestraszyć przeciętną dziołchę, ale nie członka inkwizycji, który widywał o wiele gorsze rzeczy i konsekwencje używania ich na wiedźmach, zdrajcach czy szpiegach wrogów. Nierzadko słyszała, jak kaci - którzy jako jedyny mieli gorszą sławę od żniwiarzy - zabawiali się z czarownicami, które postanowiły sprzedać własny gatunek w zamian uratowania własnego żałosnego tyłka.
Wysłuchała słów lekarki, które najwidoczniej miały uspokoić pacjenta, jednak nie podziałało to na tego konkretnego, bowiem doskonale wiedział, że potrwa to tyle, ile musi trwać i tylko tyle, bo żaden nie miał ochoty i energii, żeby dręczyć jęczący przypadek - chociaż Mary była jednym z tych cichszych i zapewne nie dlatego, że warga reagowała nawet odzywanie się. Wypiła wodę, nawet nie krzywiąc się na smak własnej krwi; nawet taka prosta czynność przynosiła ból. Zacisnęła dłonie na swoich kolanach, posłała szelmowski uśmiech białej damie i przymknęła oczy, najwidoczniej mając w planach grzeczne poddanie się przeznaczeniu. Rozchyliła wargi, nie mogąc powstrzymać ostatniego ruchu języka, który mógł być prowokacją, co równie dobrze trikiem nerwowym lub zwykłym odruchem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Paź 03, 2015 3:25 am

Gdyby tylko umiała zdobyć się na uśmiech, z pewnością jasne wargi kobiety wygięłyby się lekko, z powodu tego drobnego zakłócenia w drażniącym spojrzeniu, które oprócz tej irytacji, wywoływało przy okazji złe przeczucia. Ale nie, usta pozostały nieruchome. Radość, ha, czuła niekiedy zadowolenie, ale nie radość. Mimo osiągniętego postępu, wraz z powrotem do rezydencji po śmierci ojca, skończyło się jej drobne szczęście.
Owszem, byłam parę razy w dzieciństwie. – Oczywiście z ojcem, który lubił budować swoją opinię szczodrego i troszczącego się o losy tych, którzy nie mają zazwyczaj dostępu do profesjonalnej opieki medycznej. – Ale wolałabym nie mieszkać w tamtych rejonach, ani nigdzie indziej z takim nasłonecznieniem... Sądzę, że powód nie jest trudny do odgadnięcia.
Wystarczyło na nią spojrzeć. Białość i jeszcze raz białość. Nic jej nie chroniło przed promieniami słonecznymi. I kiedy u normalnych ludzi skóra ochronnie się przyciemni, jej wystarczyło wyjść na kilka chwil, by nabawić się oparzeń. Deneve mogła dzięki swoim mocom zmienić swój wygląd, ale jakby to wyglądało? Zmienianie karnacji w czasie przechadzki? Właśnie. Mogła też szybko się wyleczyć, ale po co bezsensownie się narażać?
Chwyciła imadłem drobną, wygiętą igiełkę z nicią. Przetarła jeszcze raz dolną wargę swej pacjentki i drugim narzędziem przytrzymała tkankę, a igła sprawnie parę razy zagłębiła się w brzegach ranki, aby następnie raz i drugi domknęły ją zgrabne szwy.
Kobieta mogła wkrótce usłyszeć cichy szczęk odkładanych narzędzi.
Gotowe...
Deneve starła z ust kobiety ostatnie krople krwi, po czym już delikatnym muśnięciem palca zanurzonego półprzeźroczystej substancji o kremowej konsystencji rozprowadziła lek.
Jak się zagoi nie będzie prawie nic widać – rzekła, najwyraźniej usatysfakcjonowana wiązaniem. – Ale proszę tego nie zlizywać – dodała po chwili, zauważywszy ten nawyk. W pewnym sensie była to jedna z tych standardowych formułek, acz w rzeczywistości pod uważnym (i w sposób nadprzyrodzony uzdolnionym) okiem Deneve nie groziło kobiecie nawet najmniejsze zakażenie ani żaden inny problem.
Nie marnujmy jednak czasu. Jeśli boli panią coś jeszcze oprócz nogi, dobrze byłoby, abym się o tym dowiedziała i niczego nie przeoczyła.
Cofnęła oderwaną od pacjentki rękę całkowicie do siebie i pod kranem wyczyściła dłonie, zmywając z palca pozostałość mazidła. Swoim magicznym zmysłem objęła poszkodowane ciało kobiety już wtedy, gdy ta pojawiła się w progu drzwi. Aczkolwiek nie mogła nie zapytać o potencjalne obrażenia ukryte pod materiałami ubrań. Zwyczajny, nieobdarzony – a może raczej "nieprzeklęty" – człowiek nie posiadałby tej wiedzy przed zaobserwowaniem i zbadaniem uszkodzonych miejsc.
Albinoska wytarła spokojnie ręce i wróciła szarymi tęczówkami do czarnowłosej ofiary, zapewne jednej z tych bijatyk zdarzających się w podejrzanym zaułku lub gdzieś w ten deseń.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Paź 03, 2015 6:50 am

- Jeśli za długo będzie pani na słońcu, zmienisz się w proch? - zapytała i trudno było powiedzieć, czy żartowała lub mówiła poważnie, zarzucając jej pewne cechy wampira. Pacjentka była pewna, że od czasu do czasu zarzucają kobiecie podobne rzeczy i to nawet podopieczni, którym pomogła. Tak to jest z odmieńcami i/lub potencjalnymi wiedźmami.
Grzecznie siedziała z zamkniętymi oczami, czekając na nieuniknione - jak dotąd, miała szyte to i tamto i żadne nie wspomina dobrze. O wiele lepiej szło to z ich lekarzem, bo szew był ładny, wytrzymały i założony szybko, niż -  jeśli wymagała tego sytuacja - robił to jakiś zapaleniec, który w dzieciństwie robił sobie rany tylko po to, aby samemu sobie zszyć, uzdolniony amator, co zdołał wymamrotać z zaspanych ust, między "potrzebuję kawy, ale sen byłby równie miły..." Gdy kobieta wzięła się do roboty, a Mary poczuła coś, od razu zacisnęła mocniej dłonie na kolanach i napięła wszystkie mięśnie. Wrażenie nigdy nie było przyjemne, a wszelki brak jęków lub szarpnięć nagradzała sobie głośniejszym oddechem, głębokim i powolnym, niekiedy nieznacznie wstrzymywanym, gdy czuła kolejny, bardziej bolesny od innych, impuls. Mimo to, wszystko poszło całkiem zgrabnie i na znak od razu uchyliła powieki, hamując przesunięcie języka po ciele obcym. Palce rąk też świerzbiły, żeby pomacać, ale przecież była to jeszcze gorsza opcja, wszak dłonie dzierżyły najwięcej zarazków. Nie patrzyła kobiecie w oczy - raczej między oczami - gdy ta rozprowadzała lek. Warga zdecydowanie miała dość, a pacjentka czuła powoli kłębiącą się irytację, gdy to jedno miejsce było tyrpane za często i długo.
Skinęła głową na słowa białowłosej, a gdy tylko ta odwróciła się i zaczęła ściągać kolejne części garderoby. Wyraźnie było słychać szelest zdejmowanych ubrań upadających na podłogę. Kiedy pozostała jedynie halka, Mary odwróciła się tyłem i powoli ją zsunęła, zostając jedynie w dolnej partii bielizny. Niestety, gorset niekoniecznie dobrze komponował się ze stanikami. Czarnowłosa zasłoniła piersi ręką, chociaż równie dobrze nie musiała robić tego wcale. Odwracając się z powrotem, już mogła uchwycić kontakt wzrokowy z lekarką. Nie utrzymywała go długo, bo zaraz skupiła się na pobrudzonych własną krwią narzędziach. Być może, Mary krygowała się, ale wyraźnie było widać, że stojąc odciąża bolącą nogę, która nie dokuczała aż tak po odpoczynku. Na skórze wyraźnie było widać kilka siniaków, krwiaków, a najbardziej blizny, ciągnące się na udzie i - częściowo przysłonięta - ta, pomiędzy piersiami.
Powoli zaczęła pojawiać się na skórze gęsia skórka, mimo to żniwiarz w ogóle się nie poskarżył, ba!, nawet poskąpił tego otarcia ramion. W klinice być może nie było chłodno, ale ciało Mary nadal było rozgrzane przez bójkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Paź 03, 2015 5:46 pm

Deneve wzruszyła nieznacznie ramionami, nie w niewiedzy, a przy głębszym westchnięciu. Odłożyła ręcznik.
Nie popadajmy w przesadyzm. – Musiała jednak przyznać, że natychmiastowe obrócenie się w proch musi być o wiele mniej męczące niż zmaganie się z uciążliwymi podrażnieniami skóry. Szczerze współczuła reszcie albinosów, którzy nie mieli możliwości szybkiego doprowadzenia się do normalnego, zdrowego stanu. – Ale niektórzy tak mówią – powiedziała. – Niektórzy mówią na mój temat różne dziwne rzeczy, a część spośród nich jest doprawdy absurdalna...
I o ile wcześniej była mowa o przesadnym podejściu do przypadłości związanych z albinizmem, o tyle w tym przypadku wcale nie przesadzała. Choć nie zamierzała się też przed nikim przyznawać, że akurat złośliwie rozgłaszane plotki o jej nadprzyrodzonych zdolnościach są prawdziwe. Jak na razie ukrywanie się wychodziło jej doskonale, a pomimo różnorakich pogłosek, pacjenci i tak odwiedzali lecznicę, gdy mieli taką potrzebę. Może i lekarka miała chłodne usposobienie, ale nie zdzierała z nich nie wiadomo jakich kwot, jak co poniektórzy. Nie wracali też do domu z kolejnymi chorobami, wyleczywszy się z jednych.
Pełen profesjonalizm, trochę odpowiednich funduszy i czarów.
Doktoryna bez najmniejszego cienia zakłopotania obejrzała sobie swą czarnowłosą pacjentkę, zatrzymując się na ćwierć sekundy dłużej przy zabarwionych różnymi odcieniami prosto z palety malarskiej fragmentach stłuczonej skóry. Zmrużyła lekko powieki. Ileż to razy przyszło jej obserwować takie efektowne "zdobienia"?
Jeszcze zanim skończyła tę uważną lustrację, może trochę nazbyt przenikliwym wzrokiem, jaki dla Deneve był charakterystyczny, znajdowała się już bezpośrednio przy poszkodowanej; a przysiadłszy sobie na przysuniętym drewnianym krześle, dla zachowania pozorów sprawdziła nie delikatnymi, ale również nie niepotrzebnie mocnymi uciskami dłoni, czy poza zewnętrznymi obrażeniami, nie doszło do poważnych wewnętrznych uszkodzeń. Wynik tych oględzin znała wcześniej. W tej chwili nic nie groziło kobiecie, nic oprócz dłuższego wypoczynku i oszczędzania się.
...Mimo wszystko dbam o to, żeby ci, którzy tu przychodzą, opuszczali to miejsce zdrowi.
Na sam koniec zostawiła sobie doglądnięcie nogi. Pozwoliła kobiecie ubrać się i wrócić do pozycji siedzącej. Dolna część kończyny, zaczynała się już powiększać, ale opuchlizna nie była jeszcze duża.
Dam pani chwilę na odpoczynek. Schłodzimy trochę tę kostkę, nie będzie aż tak bolała, a opuchlizna nie będzie większym problemem. W międzyczasie... – Albinoska odeszła od pacjentki. Jej celem była szafka, z której wyciągnęła niezapełniony dokument. Wracając ściągnęła z biurka sztywny notatnik oraz pióro. – ...chciałabym, aby to pani wypełniła. Formalności... – Westchnęła przy ostatnim, oddając zgromadzone przedmioty w ręce kobiety po mało przyjemnych wrażeniach. Nogę czarnowłosej zajmującej kozetkę ostrożnie uniosła i ułożyła na krześle, po czym zabrała się do okładów.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Paź 03, 2015 6:54 pm

- Ludzie lubią absurdalne, nierealne rzeczy. To stymuluje ich wyobraźnie i ciekawość - stwierdziła tak po prostu, jednocześnie nieznacznie wzruszając ramionami. Wyraźnie mówiła o ludziach w trzeciej osobie, jakby problem jej nie dotyczył lub/i nie uważała się za człowieka, albo przynajmniej nie tego gatunku.
Wyraźnie czuła na sobie spojrzenie lekarki, ale Mary nie była szczególnie spięta; była świadoma uroku swojego ciała oraz jego wad, a lekarka, co prawda, robiła to w sposób uważny, dokładny, ale było to jej wymogiem. Była też pewna, że ta widziała o wiele gorsze rzeczy, niż te paskudnych blizn. Wyraźnie słyszała, jak ta pokonuje odległość dzielącą ją od krzesła i siada na nim. Wyczuwalnie napięła mięśnie pod jej dotykiem; nie miała z tym najmniejszego problemu, wszak była osobą bardzo aktywną i widać to było po jej ciele. Wzrok z brudnych narzędzi uciekł gdzieś na sufit, gdzie zdawać by się mogło liczyła puchate baranki.
- Większość ludzi wie o tym. Mówią wiele dobrych rzeczy, głównie o pani zdolnościach - dodała mimochodem, nadal z mimiką twarzy irytująco bezbarwną, być może przez osobowość pacjentki lub zwyczajne zmęczenie.
Kiedy tylko mogła, ponownie założyła ubranie. Cóż, czuła się w nim o wiele lepiej, bo nie wiadomo, czy potencjalna wiedźma nie zechce podzielić się światu - a dokładniej żniwiarzowi - swoimi zdolnościami. Mary czuła się pewniej siebie, gdy uciekała przez miasto w odzieniu, a teraz jedyne co miała na swoją obronę, to niepełna siła fizyczna i żyletka, dobrze ukryta w gąszczu czarnych włosów.
Skinęła głową na dyktaturę lekarki i obejrzała dokument, potem pióro i posłała jej krótkie spojrzenie. Potem ponownie skupiła się na dokumencie, przedstawiając swoje prawdziwe imię i nazwisko - niby miała tę godność od długich lat, ale nie znała swojego pierwotnego imienia. Wygodnie było nosić pospolitą godność. Pacjentka trzymała pióro mało zgrabnie, pisało mało płynnie - rezultatem, były dziecinnie wyglądające litery. Potrafiła pisać podstawy i czytać tyle samo.
- Nie jestem dobra w pisaniu i czytaniu - powiedziała do kobiety, skupiając się na swojej chorej kostce. - I niech pani nie będzie za hojna z opieką, bo nie mam przy sobie za dużo pieniędzy. Nie przewidziałam dzisiejszej wizyty tutaj.
Nie do końca wiedziała, co miała zrobić z tą nędzną kartką papieru i pisadłem, bo w jej rękach wielkiego użytku nie będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Nie Paź 04, 2015 1:04 am

Nie sposób było zaprzeczyć stwierdzeniu o pobudzaniu wyobraźni i ciekawości. Nie mniej... niektóre wymysły byłyby w stanie sprowadzić jej na głowę tabor wybitnie podejrzliwych jednostek. Właśnie nie tylko dokuczliwie, niczym komary, ale niezbyt mocno, kąsałyby opinię kliniki, a przede wszystkim zagrażały jej. Wnikliwa obserwacja przez całą dobę, wszystkie siedem dni w tygodniu! Pilnowałaby siebie, owszem, nie pozwalała na najmniejsze potknięcie, jak zazwyczaj to czyniła, ale umysł zapełniłby się jej długimi wiązkami przekleństw. Natomiast nastrój z poziomu chmurnego spadłby do podłego, a na wyższy wskakiwałby ewentualnie w chwili jakiegoś nieoczekiwanego postępu w badaniach czy odkrywaniu granic własnego talentu.
Jeżeli wspomniana ciekawość część potrzebujących skłania do wybrania tej kliniki na miejsce kuracji, ci, którzy rozgłaszają te absurdy, muszą w takim razie pluć sobie w brodę – rzekła, ale wkrótce zamilkła, jak gdyby nie chciała dalej ciągnąć tego tematu. Nie zwykła ani nazbyt przejmować się, ani też zanudzać swoich pacjentów relacjami z kolegami po fachu, dlatego miała nadzieję pozostać uwadze względem nich, o nieco kąśliwej nucie.
W tym wszystkim najgorsze było bezkrytyczne podchwytywanie tematu... Nieważne, że w jednym przypadku okazałyby się prawdą.
Przynoszący ulgę okład w końcu otulił swym zimnem nadwyrężoną kostkę. Deneve zaś wyprostowała się, a następnie sięgnęła po koślawo wypełniony imieniem i nazwiskiem formularz.
W porządku, poradzimy sobie inaczej... – Zerknęła na arkusz. – ...Mary.
Albo środowisko nauczyło ją odczytywać hieroglify, którymi uwielbiali się posługiwać lekarze, albo widocznie z czarnowłosą kobietą nie było tak źle. W przeciwieństwie do spieszącego się konowała. Wbrew potencjalnym domysłom, gdyby zajrzeć do notatek sporządzonych ręką Deneve, nie ujrzałoby się charakterystycznego, pozawijanego niewiadomo czego, a uświadczyło zdań wyrównanych jak do linijki. Pismo byłoby dosyć mocno pochylone, ale żaden wyraz nie znajdowałby się w linii niżej, ni wyżej. Nie sprawiałoby również trudności w odczytaniu.
Myślę, że nikt nie przewiduje takich zdarzeń. W każdym razie, mam obowiązki. Nie mogę zająć się kimś tylko w połowie. Kostka wymaga chwili odpoczynku i zmniejszenia opuchlizny. Ode mnie zależy ile i czy od kogo wezmę. Mogę sobie na to pozwolić – odpowiedziawszy jej tymi słowy, zasiadła na krześle przy biurku. Założyła nogę na nogę, krzyżując kryjące się pod materiałem spodni twardawe od niekoniecznie wyraźnych mięśni, jedynie lekko widocznych. Forma przydawała się do wielu rzeczy. Do radzenia sobie z pracą w klinice, do długich spacerów w poszukiwaniu rzadkich ziół czy przy polowaniu z psami, a w końcu przy konieczności bronienia własnego życia.
Przeczytała pacjentce zawartość kartki i co jakiś czas zaznaczała lub wpisywała, co trzeba, zaraz po otrzymaniu odpowiedzi.
Jeśli zechciałaby pani podać zawód i adres pracy, mogłabym podesłać odpowiednie uwagi, aby nie zmuszali cię, panno Johnson, do ciężkiej pracy. Dla pewności może pani po prostu tu zostać i się tym nie przejmować – Deneve poinformowała, nie będąc świadomą, jak bardzo wolałaby nie trzymać pacjentki zbyt blisko, znając prawdę. Nic jednak nie wiedziała.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Nie Paź 04, 2015 6:14 am

- Pewnie plują. Tym lepsza jest pani w swoim fachu, tym więcej będzie miała zaprzyjaźnionych, ale też wrogów. Jestem pewna, że będą wymyślać coraz gorsze plotki, których jednych odstraszą, drugich przyciągną. Jeśli to nie wystarczy... myślę, że powinna być pani przygotowana na gorsze dni, w tym również straty moralne i przemoc - powiedziała beznamiętnie, kończąc westchnięciem i przekręceniem oczami. Aż dziwne, że ta odstraszająca czarna plama wydusiła ze swojego gardła więcej, niż było to potrzebne, nawet ze zdaniami złożonymi! Trudno, że w temacie, który niekoniecznie był przyjazny lekarce.
Bynajmniej nie zaczynała odczuwać empatii, chociaż mogłaby. Towarzystwo kobiety było na swój sposób przyjemne, jednak Mary nie zapominała, że - być może - gdy następnym razem biała kobieta nierozważnie otworzy drzwi, okaże się, że pukała Śmierć, która przybyła skrócić wiedźmę o głowę. Będzie to jednoznaczne, proste i nieuniknione i nawet, jeśli cudem wymknie się z rąk Czarnej Damy, jej naszkicowany autoportret i godność widnieć będzie na listach gończych. Jednak gdzieś tam, cholernie głęboko, żniwiarz miał nadzieję, że to tylko utalentowana, pokrzywdzona przez niecodzienną urodę kobieta - temu miasteczku przydałby się ktoś tak taki jak ona, tym bardziej, że wśród pacjentów miała pozytywną reputację. Ale! to wszystko było niewystarczające, żeby uratować swój demoniczny tyłek.
Skinęła głową na słowa kobiety - komuś, kto mieszka w takiej rezydencji, faktycznie musi się powodzić. A kobiecie naprawdę dobrze, skoro mogła sobie pozwolić na manipulowanie wynagrodzeniem dla siebie, bo - z tego, co Mary wiedziała - potrzebne materiały nie były tanie.
Przez chwilę milczała, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Pracuję jako pomocnica w bibliotece publicznej - powiedziała, jednocześnie nieznacznie pochylając się w kierunku swojej lekarki. Znowu poczęstowała ja tym nieprzyjemnym, osaczającym spojrzeniem i jeszcze bardziej krępującą bliskością. - Ale nie musi pani niczego wysyłać. To nie jest ciężka praca - dodała. Więc Mary, dlaczego podałaś jej swoje miejsce pracy? Pomijając to, że była to żadna tajemnica. - Nie będę też nadużywać pani gościnności. To tylko boląca kostka.
Oczywiście, taka opcja byłaby zniewalająco dobra dla szpiega, jednak czarnowłosa była w tej chwili praktycznie bezbronna, a była na tyle rozsądna, żeby nie nie doceniać zagrożenia, które niosły wiedźmy. Chyba naprawdę powinnam poprosić o udoskonalenie broni, stwierdziła w myślach z irytacją, bo musiała trochę się natrudzić, żeby ją schować - ale nie było sposobu, aby zrobić to w takich sytuacjach, jak teraz.
- Teraz to naprawdę niesprawiedliwe, że ja się pani przedstawiłam, a nie otrzymałam wzajemności - dodała, wykrzywiając usta w uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Wto Paź 06, 2015 4:23 pm

Pacjentka, z którą siedziała teraz w gabinecie, trafiła w sedno. Gorsze dni, realne niebezpieczeństwo, przemoc. Zaczyna się od drobnostek, kończy na bardziej szkodliwych rzeczach, kiedy pierwsze nie dają efektów. Ale Deneve była przygotowana na taki obrót spraw. Mimo, że zajmowała się na co dzień służeniem pomocą chorym ludziom, walka nie była jej obca.
Umiem sobie radzić. – rzuciła tylko.
Nieważne, co napatoczyłoby się jej pod nogi, jeśli zepchnęłoby ją na drogę przetrwania, gdyby realnie jej to zagroziło, postarałaby się to zgnieść, zmielić i usunąć z tego świata. A głupimi plotkami starała się nie przejmować i przeczyć im czynami lub traktować jako czysty absurd. Co wcale nie było takie trudne, zważywszy na to, że niektórzy tak bardzo oddawali się własnej wyobraźni, że ogłaszali, iż w swojej rezydencji organizuje dzikie orgie, kiedy praktycznie oprócz niej niewiele osób wchodziło do środka, a ostatnie przyjęcie, miało miejsce pół wieku temu, kiedy nie było jej jeszcze na świecie. Osobiście nie przepadała za głośnymi wydarzeniami. Dlatego już od dawna nie słyszało się zza ścian tej dużej budowli hałasu bawiących się ludzi.
Deneve prawie nigdy nie rozstawała się z charakterystycznym elementem swego ubioru. Laska z rączką, która nie była stała, a stanowiła rękojeść dla cienkiego ostrza skrytego w drewnie, znajdowała się teraz zawieszona na krześle. Towarzyszka na dobre i na złe. Stylowa i niebezpieczna.
Te pogłoski traktuję z pobłażaniem. Niewiele nimi wskórają, a niekiedy jest czym poprawić sobie humor. Ale jeśli przekroczą pewną granicę... – Machnęła niedbale ręką. – Och, po prostu nie dam sobie włazić na głowę.
Deneve nie miała innej możliwości niż nauczyć się bronić własnej osoby. Ojciec był jej pierwszym nauczycielem, nie tylko lekarskich sztuczek, ale także walki, co rozpoczęło się zaraz po tym, jak została poważnie raniona między żebra. Kazano jej. Musiała umieć stawić czoła rodzinie, która wcale nie była jej przychylna. Jej, dziedziczce większości majątku. Wraz z potwierdzeniem magicznych umiejętności, do grona wrogów trafiła inkwizycja. A ta w każdej chwili mogła zacząć węszyć. Doktoryna jednak pilnowała się bz przerwy. Lepiej zapobiegać wykryciu, niż robić sobie problem.
Nalegam. Wolałabym jeszcze poobserwować tę nogę. Chociaż... – zaczęła. Rzeczywiście się nie przedstawiła. To dlatego, że wcześniej sądziła, że dziewczyna wie, do kogo i gdzie przychodzi, zwłaszcza że, jak wspomniała, słyszała to i owo. – Sądziłam, że zna pani moją godność. Dr Deneve... Deneve Noita.
Jednak powrót do wcześniejszego tematu – tematu pozostania dłużej w klinice, przerwało jej pukanie do drzwi. Nie chcąc krępować swojej pacjentki, wstała, rzuciła krótkie "przepraszam" i na dosłownie moment wyszła z gabinetu. Wróciła po niecałych pięciu minutach.
Proszę wybaczyć, ale to było pilne. Mamy tutaj pewną kobietę, na której zeznaniach zależy Inkwizycji, ale niewiele pamięta z ostatnich wydarzeń. Czekam, aż dojdzie do siebie. W każdym razie nalegam, aby pani została. Mogę ostatecznie się zgodzić na codzienne kontrole.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sro Paź 07, 2015 4:53 pm

- Być może świetnie radziła sobie pani dotychczas, jednakże, musisz pamiętać, że jesteś kobietą i najprawdopodobniej samotną - stwierdziła Mary, która sama nie wiedziała, dlaczego kontynuuje tę rozmowę. Owszem, sama była kobietą, jednakże wyszkoloną na maszynę do zabijania, bo żeby zabić potwora samemu trzeba stać się jeszcze większym potworem.
Skinęła głową na kolejne słowa białowłosej kobiety, zdająca się nie być małostkowa, ale silna, a nawet niebezpieczna - żniwiarz niczego innego nie oczekiwał po potencjalnej wiedźmie, wszak jedną ze wspólnych cech tych nadprzyrodzonych diabłów było właśnie niebezpieczeństwo. Potencjalnej, bo jakkolwiek niektórzy członkowie inkwizycji byli mniej myślący i wystarczyłaby ta przytłaczająca białość, aby zabarwić ją krwią, to zdecydowanie nie tej czarnowłosej, która potrzebowała więcej. Sama pragnęła wbić paznokcie w skórę kobiety, aby sprawdzić, czy pod tą ekscentryczną, acz fascynującą urodą płynie taka sama krew i reagowała na ból jak przeciętny człowiek.
Z zamyślenia wyrwał ją głos lekarki. Przesunęła wzrok z szyi na wzrok, a potem uśmiechnęła się delikatnie, trochę skąpie do Deneve Noity. Owszem, znała jej godność, ale chciała usłyszeć to z jej własnych ust. Nijak zareagowała na pukanie do drzwi, a potem zniknięcie lekarki; śmiało wykorzystała to na skontrolowanie i ewentualnie skorygowanie miejsca żyletki we włosach, żeby czasem nie wypadła w niefortunnym momencie. Kiedy ta wróciła, jeszcze poprawiała fryzurę, choć tutaj chodziło bardziej o estetykę niż kryjówkę.
- Och... - zareagowała w pierwszej chwili na niespodziewane słowa kobiety. Z jednej strony, miała ochotę zostać tu i dopilnować, żeby człowiek inkwizycji wycisnął absolutnie wszystko  z kobiety, z drugiej strony niekoniecznie liczyła na dyskrecję, wszak ten niekoniecznie mógł wydedukować czegoś z nieformalnego stroju Czarnej Damy. Oczywiście, chodziło też o samą lekarkę, żeby czasem nie użyła swojego potencjalnego czary-mary na kombinowanie ze wspomnieniami lub - jeszcze gorzej! - uśmiercenie ofiary. Wierzyła, że gdyby Noita chciała, już teraz ofiara nic by nie pamiętała, ale wierzyła, że te kilka chwil na zabicie tak, aby podejrzenia nie były skierowane na białowłosą, to za mało.
- Och - powtórzyła. - Niech będą te codzienne wizyty - zgodziła się z wielką łaskawością, mimo że nie zamierzała wywiązywać się z tego obowiązku. - Inkwizycja przyciąga pecha - szepnęła do lekarki z konspiracją, jedną z tych niedorzeczności, które powtarzają przeciętni ludzie. Przecież to czarownice przynosiły pecha. Inkwizycja nie powstałaby, gdyby nie istniało to pierwsze, w takim razie, kim byłabym ja i czy w ogóle byłoby "ja"? - To będzie niosło wiele plotek i jeszcze więcej powodów do kpiny ze strony wrogów. Jest pani pewna, że chce przyjąć tę kobietę i wpuścić inkwizycję? Ma pani prawo odmówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Paź 08, 2015 3:28 am

Nie miała do dodania nic więcej ponad to, co już powiedziała. Zresztą i tak za bardzo już zagłębiały się w ów temat, a nie miała zamiaru schodzić głębiej i dzielić się z kobietą szczegółami ze swojego prywatnego życia. Zignorowała uwagi swej pacjentki i rzuciła w jej stronę kończące spojrzenie, może trochę nazbyt ostre. Tnące jak ostrze skalpela.
Kto wie, czy nie byłaby w stanie załatwić kogoś trzymając w ręku tylko taką "broń".
Nie lubiła rodzinnych opowiastek, w ogóle nie przewidywała dzielenia się z jakimkolwiek pacjentem swoim własnym życiem. Nie była wylewna. A ta część rozmowy niebezpiecznie zmierzała w tym kierunku. Rodzinę miała nieszczęście widzieć od czasu do czasu i ściągać kogoś z drugiego końca kraju, gdy sama musiała coś załatwić. Wolała nie myśleć o innych żyjących członkach rodu więcej, niż musiała. Ostatnim razem, gdy najbliższy głównej linii krewny przybył ze swoim bratem, aby sprawdzić, czy jeszcze żyje, a przy tym poinformować o niepokojących pogłoskach, udała oburzoną. Pokazała im nadzwyczajną, magiczną sztuczkę. Wydała komendę, puściła za nimi swoje psy. Znikli spod jej drzwi tak, szybko, jakby rzeczywiście ktoś magią przeniósł ich za bramę.
Deneve wiedziała, że lekarze jak lekarze, ale ci szczególni, ci z jej rodziny, musieli być jednym ze źródeł plotek. Drażnili ją i zapewne z trudem kryliby uśmiech, gdyby dowiedzieli się o jej zniknięciu.
Kiedy wróciła do gabinetu, zaraz zajęła się nogą swej pacjentki. Pozbyła się okładów. Zaczerwienienie kostki znikło, a opuchlizna zmalała.
Nie jest źle. Ale powinnaś unikać wysiłku, panno Mary. Jednak chciałabym móc obserwować tę kostkę.
Lekarka zaczęła usztywniać tę część kończyny czarnowłosej kobiety. Pracowała w skupieniu i nie odwracała wzroku. Tylko wtedy, gdy doszło do niej stwierdzenie o Inkwizycji, uniosła spojrzenie, ale szybko wróciła nim do owijanej kostki. Niemniej jednak to zerknięcie wyglądało, jakby dziwiło ją odradzanie udzielania pomocy inkwizycji. Ktoś, kto jej nie znał, mógł sobie teraz wyobrażać, jak przez umysł przechodzi jej myśl, czy aby nie leczy teraz wiedźmy, która nie chciałaby przypadkiem napatoczyć się na wroga. W rzeczywistości intuicja zabiła cicho na alarm. Ale zachowała się tak, jakby sama czarownicą nie była, a zwykłym obywatelem.
Sądzę, że utrudnianie śledztwa wiązałoby się z gorszymi plotkami. A kto wie, może wylądowałabym za to przed sądem. – Wzruszyła ramionami. – Zresztą ta kobieta jest tutaj już od dłuższego czasu i kuruje się. Przedstawiciele inkwizycji również tutaj byli. Jeden jako pacjent i cóż... miałam z nim kłopot, bo o mało nie zabił mi pacjentki, myśląc, że jest czarownicą. – Przez bladą twarz Deneve przeszedł grymas, wyrażający skromnie ukazaną niechęć. To była klinika, nie pole bitwy. Nietrudno było się domyślić, że traktuje to miejsce jako oddzielną strefę, a przynajmniej akceptuje czegoś takiego, jak zabójstwa w otoczeniu tych kilku ścian. Przerwała na ułamek sekundy wykonywaną czynność, ale zaraz do niej powróciła. Jedna z niewielu rzeczy, które wyprowadzały ją z równowagi – robienie z miejsca leczenia, miejsca okrucieństwa. Tu rzeczywiście grały prawdziwe emocje. Jako profesjonalistka nie mogła pozwalać na takie wyczyny na swoim terenie. – Okazało się, że nie jest. Była jej ofiarą.
Nie miała wątpliwości, że tamte nie miały tyle szczęścia, żeby ktoś zastanowił się choć trochę z czym ma do czynienia.
Na szczęście nie ucierpiała. I pamięć jej wraca.
Dokończyła swojego dzieła i oto noga była już usztywniona. Uśmiechnęła się trochę kwaśno.
Cóż, chyba nie powinnam pani straszyć, panno Mary. Najlepiej o tym zapomnieć, ale uważaj jednakowo na wiedźmy i Inkwizycję. Jedne mogą czymś zaszkodzić, drudzy nie rozróżnić.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Paź 10, 2015 9:55 am

Gdy dostała wyraźny sygnał, Mary zamknęła posłusznie usteczka, nie wspominając już nic o rzekomej samotności i różnic między kobietami i mężczyznami; mogła jedynie zgadywać, czy chodziło o to pierwsze, czy drugie, ale śmiało obstawiała to pierwsze. Nie dało się ukryć, że obie były inne, dziwaczkami, a to niekoniecznie służy w tym ociekającym zabobonami i pomiotami świecie.
Gdy lekarka raczyła wrócić i ściągnąć okład z kostki, czarnowłosa sama ciekawa zerknęła na kostkę; nie było źle, rzecz jasna, widziała o wiele gorsze rzeczy i to na własnym ciele, dlatego traktowała frywolnie zalecenia lekarki, mimo że jasne było, iż ta wiedziała lepiej. Jedynie mruknęła na potwierdzenie, wszak obiecała codzienne wizyty, choć druga kobieta mogła jedynie domyślać się, że pacjentka niekoniecznie zamierzała zjawiać się na wizyty kontrolne. Wysłuchała w spokoju słów lekarki i mimo że powinna unieść się dumą inkwizycji i spróbować uratować ich honor, to jednak nie zamierzała i nie poczuwała się do odpowiedzialności za mniej rozsądnych, bardziej ognistych kolegów lub koleżanek. Tym bardziej, że któryś z nich śmiał od razu zabić, a nie szukać dowodów. Czarna Dama była pewna, że jegomość został już ukarany za ten lekkomyślny czyn, który mógł przysporzyć niepotrzebnych kłopotów, czy wrogów, a w tej profesji też liczyło się poparcie.
- A nie mówiłam? Inkwizycja przynosi pecha - podsumowała wypowiedź na swój krótki, beznamiętny sposób.
Szyderczy Los wyraźne dawał znaki, żeby zostać do samego przyjścia inkwizycji. Musiała upewnić się, że tym razem nie przyślą jakiegoś skończonego debila. Mieli cennego świadka, prawdopodobnie była w paszczy białej bestii - tutaj nie było miejsca na większe pomyłki. Z drugiej strony, czy inkwizycja popełniłaby dwa razy ten sam błąd w tak krótkim czasie? Szczerze wątpiła.
Westchnęła cicho.
- Ten świat staje się coraz ciaśniejszy. Jest coraz mniej miejsca dla zwykłych ludzi - stwierdziła Czarna Dama, powracając do patrzenia na narzędzia. Świat został stworzony dla człowieka, a inni robią z niego pole bitwy - gdyby kmioty diabła siedziały pod ziemią, a nie wypełzały na zewnątrz, nie byłoby problemu. Z drugiej strony, Czarna Dama nie wiedziałaby, kim byłaby, gdyby nie wojna - była jedynie żniwiarzem i przydomkiem zarazem, na tym kończyła się jej rola.
Przez dłuższą chwilę siedziała zupełnie nieruchomo, jak posąg; jedynie żebra ruszały się w regularnym oddechu. Aż nie drgnęła, poruszyła się i sięgnęła dłonią do torebki, szukając wzięte drobne; z takich kobiecych rzeczy korzystała tylko jako Mary, wszak torebka była upierdliwa i na co najmniej trzy sposoby można było pozbawić nią kogoś życia.
- Dam pani tyle, ile mam przy sobie. Proszę napisać mi, ile jestem winna i następnym razem doniosę - powiedziała. Najwyraźniej potrafiła czytać cyfry, ale i to w jakimś stopniu było ograniczone. - Zostanę jeszcze chwilę. Kostka jeszcze pobolewa, a przede mną jest kawałek drogi do przejścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Paź 10, 2015 11:54 pm

Pech... Deneve powodziło się jej niezgorzej – poza kilkoma drobnostkami, co prawda skutecznie utrudniającymi życie we świecie jaki obie znały, ale ciągle uznawanymi przez lekarkę za niewielkie przeszkody, skoro umiała sobie z nimi radzić. A przetrwała do tej pory. Stała tu oto i prowadziła klinikę oraz zarządzała majątkiem rodziny. Choć przyszło jej w przeszłości wchłaniać takie zasoby wiedzy, że przeciętnego człowieka po kilku minutach rozbolałaby głowa, a wymówek od treningów by nie usłuchano, to jej byt nie był trudny. Jedynie okres spędzony poza Wishtown bywał cholernie kłopotliwy, ale w końcu i w takichże okolicznościach wyszła na swoje (z początku w żadnej kieszeni nie znalazłaby nawet złamanego pensa).
Aż w końcu powróciła.
Zajęła się pozorną współpracą z rodziną, która tak naprawdę była ciągłą walką, jedną wielką intrygą wymagającą zachowania ciągłej uwagi. Jednocześnie nie mogła zapomnieć o środkach ostrożności. Wrócić i dać się wykryć!? To nie wchodziło w grę. Na szczęście pozycja społeczna i działalność jaką prowadziła jako tako zdawały się zbytnio nie przyciągać zainteresowania inkwizycji. A plotki? Plotki w połączeniu z bolejącymi nad stratami lekarzami i nazwiskiem zdawały się tak nieprawdopodobne, że nie widziano w nich kropli prawdy. Gdyby jednak zdecydowano się zgarnąć Deneve prosto z domu na podstawie jedynie podejrzeń? Jak udowodniliby, że potrafi zrobić cokolwiek wykraczającego poza sprawne operowanie skalpelem i odmierzanie składników leków? Musiałaby się do tego przyznać. Owszem torturami wiele szło zdziałać, ale w równym stopniu, ktoś mógł zeznać nieprawdę, byle cierpienie szybko się skończyło.
Deneve wytrzymałaby długo ze swoją zawziętością. Nie musiałaby się leczyć. Ba, aby zapewnić sobie chwilę odpoczynku, po prostu poudawałaby nieco, kiedy wyłączyłaby sobie zdolność odczuwania bólu. Zasadniczo jednak nikt raczej nie wracał z przesłuchań w inkwizycji... A przynajmniej wiedźma nigdy o czymś takim nie słyszała. Nie dochodziły do niej informacje o cudownie uniewinnionych oskarżonych kobietach. Wcale nie dziwiła się dlaczego! Zaszkodziłoby to instytucji. Lepiej tuszować, niż wypuszczać osoby, którym nic się nie udowodniło, a doznały takich uszczerbków na zdrowiu, że zapałają nienawiścią do organizacji, która zepsuła im życie.
Znalazłszy się w złej sytuacji, musiałaby nakreślić w głowie odpowiedni plan.
Czasem trzeba mieć pecha, żeby nie przemęczyć szczęścia. – Im dłuższe powodzenie, tym dotkliwsza klęska. Może było ono jak surowce? Lepiej zaczekać, aż jego ilość się odnowi, niż bez przerwy eksploatować aż do dna?
Mimo wszystko wolałabym, aby taka czarownica nie kręciła się długo po mieście. Znaleźć się pod czyjąś kontrolą? Obrzydliwe – podsumowała, wątpiąc w przyjemny charakter towarzyszących tamtej kobiecie wrażeń.
Wyprostowała się i zawiesiła dłonie kciukami na krawędziach kieszeni białego fartucha, zmierzając ku krzesłu przy biurku sądząc, że jej pacjentce przyda się jeszcze chwila odpoczynku, skoro nie chciała wykurować się na miejscu, a koniecznie wrócić do siebie.
Temu światu nie potrzeba diabelskich wysłańców, żeby działo się na nim źle. Wystarczą sami ludzie, aby doprowadzić do wojen.
Pomyśleć, że siedziała przed czarnowłosą kobietą i sama należała do tych, o których ta wspomniała.
Zapłaci pani wtedy, gdy noga wróci do normalnego stanu. A tymczasem nie marnuj tej chwili odpoczynku na zbędne ruchy. Później pomogę ci, dostać się na dół. Również muszę zejść. – Przesunęła na bok na biurku arkusz swej pacjentki.– Oferta zostania na miejscu nadal jest aktualna.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sro Paź 14, 2015 6:42 am

Inkwizycja nie zawsze działała środkami przeznaczonymi dla tych "dobrych" - gdy tego chciała, mogła odpowiednio się postarać, aby podejrzana zniknęła z powierzchni ziemi w sposób cichy i nie zakłócający spokój zwykłych mieszkańców. To, że każdy i w każdej sytuacji chciał jasnych dowodów na bycie wiedźmą, było piękną utopią, której trzymać mieli się maluccy ludzie. Jednakże, inkwizycja nie zawsze miała ochotę się nadwyrężać, tak samo w przypadku lekarki, która posiada dobrą reputację i  jest przydatna dla społeczeństwa. I czasem instytucja wręcz nie mogła ingerować, gdy wchodziła w grę jakaś poważniejsza szycha. A gdy dochodziło do błędów - a o to nie trudno, wszak te nadprzyrodzony diabły mają ludzką skórę - musieli starannie tuszować ślady, żeby uniknąć zamieszek lub nawet zdrady.
Parsknęła, uwaga!, parsknęła rozbawiona na słowa lekarki, po czym obdarowała jej długie spojrzenie spod tych ciemnych, gęstych rzęs.
- Prawdziwego szczęściarza pech nie dotyka - stwierdziła z prawdziwą prostotą Czarna Dama, jednocześnie posyłając jej nonszalancki uśmiech.
Dość szybko jej spłynął, kiedy kobieta wspomniała o wiedźmie kontrolującą jakiegoś bezbronnego człowieka. Cholerna prawda, pomyślała z pewną irytacją i znowu poczuła swędzenie palców, szybciej płynącą krew i ciepło żyletki, co było niekoniecznie możliwe. Jednocześnie hardo trzymała się teraźniejszości, wszak potencjalna wiedźmam mogła jedynie zapragnąć odciągnąć uwagę od niej, na rzecz - być może - swojej siostry. Najprawdopodobniej, skończy się na tym, że zostaną zgładzone obie, bo co dwie głowy to nie jedna, prawda?
Skinęła głową na kolejne słowa białowłosej, wszak nie sposób było nie przyznać jej racji - ale to była ludzka wojna, ich własne cierpienie, zabijaliby siebie nawzajem we własnym gatunku i tak miało być, byliby mięsem armatnim z karabinami, a nie zostawieni na pastwę losów tych pomiotów, którzy jednym machnięciem ręki mogli - być może - zrujnować nawet całe Wishtown i to tylko dlatego, że mogli.
- W takim razie, czy mogłabym nadużyć pani gościnności na jedną noc? Naprawdę nie ufam swojej kostce i ludziom po zachodzie słońca. - I jeszcze wielu innych rzeczy... - dodała w myślach, wyjątkowo nie mając na myśli jedynie wiedźm.
Westchnęła cicho, przyglądając się lekarce. Zdecydowanie miała postawę dostojną, jednocześnie nie będąc tak delikatną jak niektóre typowe panienki. Biel fartucha zlewała się z bielą jej osoby - zdawał się być częścią tej samej całości. Mary była pewna, że pod nim kryła się całkiem silna kobieta, właściwie, nawet palce, choć delikatne, to zdradzały.
- Mogłabym w czymś pomóc, skoro już tutaj zostanę, Deneve - pozwoliła sobie użyć jej imienia; typowa manipulacyjna sztuczka mająca dać złudę bliskości i zaufania. W dodatku, powiedziała jej imię bardzo nisko i gdyby nie była tą samą lekarz, za którą uważała ją Mary, mogłaby poczuć charakterystyczne dreszcze - trudno powiedzieć, czy pobudzające, czy bardziej namawiające na uległość i/lub ucieczkę, a może to i to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 16, 2015 1:17 am

Nadzwyczajne umiejętności potrafiły być zmorą dla jego posiadacza. Ale niektóre mogły zostać z premedytacją użyte przeciwko otoczeniu. Niewielu ludzi odznaczało się stuprocentową życzliwością dla świata i swego rodzaju poczciwością. Jeszcze mniejsza ilość nie uległaby pokusie egoistycznego zrobienia czegoś dla siebie lub przeciwko swoim oprawcom. Człowiek bez względu na wszystko pozostanie człowiekiem, a jego słabostki go nie opuszczą. Dać mu władzę, obojętnie czy w znaczeniu dosłownym, czy w postaci mocy, zechce ugrać coś dla siebie, chociaż w małym stopniu, cząsteczce.
Deneve też nie była świętością, którą można czcić po wieki wieków, jakimś mitycznym uzdrowicielem, chodzącym po ulicach, drogach i grającym w teatrze życia zbawiciela ludzkości. Nic z tych rzeczy. Parę grzeszków tu, trochę tam. Niekoniecznie związanych z posiadanymi uzdolnieniami, lecz jeśli o nich mowa. Musiała wpierw je opanować – przyzwyczaić się do wyczuwania organizmu, którym się zajmowała; poznać jego sekrety, do których wielcy uczeni tego świata jeszcze nie doszli, nie mając do tego odpowiednich narzędzi. Jedni musieli trochę pocierpieć, żeby lekarka mogła wyleczyć ich oraz kolejnych przychodzących po nich.
Zdaje się, że nigdy nie wspomniałam o tym, abym uważała się za prawdziwego szczęściarza. Twierdzę, że powodzi mi się znacznie lepiej niż przeciętnemu człowiekowi.
Ambicja... Nauka... To przede wszystkim się dla niej liczyło, a przywracanie ludziom zdrowia stanowiło obowiązek, który musiała wypełniać będąc w tej dziedzinie wykształconą, a do tego jeszcze magicznie uzdolnioną. Chociaż jej umiejętności nie tylko umożliwiały jej leczenie, dzięki nim jest w stanie zrobić o wiele więcej z ciałem swoim, bądź kogoś innego. Mogłaby zmienić swój wygląd i rozpocząć nowe życie, a gdyby była niepoważna, mogłaby sprawić, że czaszka jakiegoś nicponia wytworzy szatańskie rogi – a to jeszcze nic! ...przykładowo tę oto czarnowłosą kobietę siedzącą na kozetce mogłaby podrażnić niewiadomego pochodzenia podnieceniem. Rzuciła okiem na swą pacjentkę.
Deneve ciągle szukała granicy, w miarę ostrożnie rzecz jasna.
Mimo to zagrożenie, jakie stanowiła przejmująca kontrolę czarownica, naprawdę się jej nie podobało i reakcja kobiety była prawdziwa. Przyczyna nie leżała tylko w przybyciu ofiary w jej progi i ściągnięcie zbędnej uwagi na klinikę, ale w swej obszernej pamięci nie zachowały się miłe wspomnienia z czasów sprawowania nad nią rodzicielskiej kontroli.
Nie musisz mnie o to pytać, skoro to była moja propozycja, czy raczej oferta. – rzekła. – Co do nocnych spacerów... Nigdy nie wiadomo na kogo się akurat trafi. Brałam to pod uwagę.
Wyrzuciła parę zalegających notatek do kosza, po czym podeszła do Mary i wysunęła ku niej rękę. Po jej ostatniej wypowiedzi kończyna wydawała się lekko drgnąć, zawahać na ułamek sekundy. Ostatecznie jednak, dla niewprawnego oka płynnie, pomogła kobiecie podnieść się do pozycji stojącej.
Doktor Deneve, jeśli już, jestem w pracy – wyjaśniła krótko, a przy tym uśmiechnęła się nieznacznym drgnięciem kącika ust. Co za pacjent chce się rewanżować? W całym życiu chyba jeszcze takiego nie widziała, który zjawiłby się w lecznicy Noita. W końcu użyczyła Mary swego ramienia do podparcia się i tym sposobem ruszyły ku drzwiom.
Mam od tego ludzi, żeby mi tutaj pomagali – dodała po chwili. – A ty przyszłaś się wyleczyć, nie u mnie pracować, prawda?
Kobietom udało się wyjść na korytarz, a albinoska poprowadziła następnie ku wolnej sali.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 16, 2015 9:25 pm

- Owszem. A to oznacza, że z czasem pech się przylepi - dodał żniwiarz, który najwidoczniej nie miał w zwyczaju tak łatwo odpuszczać; jakby robiła to tak łatwo, najpewniej teraz nie siedziałaby przed białą plamą, kolejną potencjalną czarownicą i nie stanowiła dla nań - prawie - idealnego kontrastu.
W świecie Mary nie było miejsca na naukę pisania, czytania lub znania części mózgu - nie, Mary jest żniwiarzem i tylko żniwiarzem, szkolona do bycia zabójcą idealnym czarownic, gdzie skutecznie podsycano pragnienie zemsty na tych magicznych pomiotach; miała rozumieć proste zdania, rozkazy, a potem wykorzystać zdobyte umiejętności zabójcy na swoich celach, gdzie mały procent stanowiła nauka czy doświadczenie, a najwięcej właśnie szczęście. Jednakże, w walce z kimś, kto potrafi obrócić wszystko w proch, nawet ten mały procent stanowił wschodzące słońce dnia następnego, zaś jego brak przegranego.
Jeśli Czarna Dama dałaby popis szczerości, głośno powiedziałaby, że nie interesuje ją to, co ta czarownica robi; samo istnienie i stąpanie po tejże ziemi skazuje ją na ucięcie głowy, byciem klaunem dla niewybrednych i uczynki niczego nie zmieniają; no, może załatwiłaby jej ze dwie noce z jakimś katem, w ramach satysfakcji nieświadomej ofiary (i przede wszystkim własnej). A teraz właśnie patrzyła na bladą dłoń lekarki, niby beznamiętnie, ale uważnie; przez zdecydowaną większość czasu unikała kontaktu wzrokowego z doktor Deneve, też mi coś. Drgnęła, jakby chciała się wycofać, ale gdy tego nie uczyniła, Czarna Dama z premedytacją uścisnęła ją pewnie i podniosła się, a wzrok powędrował gdzieś między oczy lekarki, przez co głębia jej oczu zdawała się być jeszcze bardziej bezduszna.
- Przepraszam za zuchwałość, doktor Deneve - powiedziała, chociaż wcale nie trzeba było być uczonym i bystrym, żeby zorientować się, że ze skruchą nie miało to nic wspólnego.
Ruszyły przed siebie i choć Mary zdawała sobie sprawę, że pomoc drugiej osoby była niezbędna w szybszym i mniej bolesnym przedostaniem się do innego pomieszczenia, czuła drobny dyskomfort, drobne zniesmaczenie przez spory kontakt z ciałem - być może - wiedźmy, jednocześnie czerpała przyjemność, wszak zawsze miało słabość do wszystkiego, co było atrakcyjne w kryteriach żniwiarza. Mieszanki emocji nie było po niej widać, bo głównie patrzyła się na ich stopy, mierzyła ciało ewentualnie do szyi białowłosej i zerkała na boki, stale powtarzając w myślach kolejne kroki do zapamiętania. I jakkolwiek po twarzy nie było widać niczego, tak po silnym, acz nadal kobiecym ciele było widać czujność i gotowość do wgryzienia się w cudzą tętnice mimo ran.
- Nie mam zbyt dużo pieniędzy, doktor Deneve - powiedziała po dłuższym czasie, na tyle długim, że wcześniej można byłoby uznać  temat za porzucony - Niekiedy ledwo wiążę koniec z końcem, więc być może nie miałabym zawsze dla pani pieniędzy nawet, gdyby rozłożyłabyś mi to na kilkanaście rat, wliczając cud braku kolejnych ran. Jestem pewna pani dobrej woli, ale chciałabym jakoś się odwdzięczyć. -Trudno powiedzieć, co i gdzie było prawdą, ale nie można było odmówić odrobinę delikatniejszego głosu Mary, nieznacznie, ale jednak i naprawdę trudno to pojąć, gdy usta wydają się być całkiem łagodne (jak na nią), a oczy beznamiętnie patrzyły się gdzieś na ścianę obok.
- Gdzie właściwie idziemy? - raczyła się zainteresować, gdy skończyła odliczać kroki od jednego, do następnego pomieszczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Nie Paź 18, 2015 3:24 pm

Deneve preferowała trzymanie ludzi na dystans, a podczas godzin pracy trzymała się tego jeszcze mocniej, nie zawiązywała ze swoimi pacjentami głębszych relacji. Dźwięk własnego imienia w bezpośrednim zwrocie, jakby od dawna łączyła je znajomość, sprawiła, że pierwsza reakcja była taka, a nie inna i nie miało to nic wspólnego z byciem, bądź nie byciem czarownicą. U kogoś, kto miał już trochę z lekarką do czynienia, podobna odpowiedź nie wywołałaby najmniejszego zdziwienia.
Należy jednak zauważyć, że wytłumaczenie rzucone czarnowłosej kobiecie było nieco chłodne, ale uprzejmie dawało do zrozumienia inny fakt – że nie wykluczało możliwości zwracania się do niej w ten sposób w innych warunkach, poza pracą. Na przeprosiny, albinoska skinęła tylko głową.
Wędrówka korytarzem była dosyć powolna, niemniej jednak szła sprawnie, nie miały większych problemów z pokonywaniem tej dłuższej prostej. Mijały kolejne uchylone lekko drzwi tak, że pozostawała niewielkiej szerokości szpara, co oznaczało, że pomieszczenie najpewniej jest zajęte, ewentualnie dopiero co opustoszałe, a zatem jeszcze nie odświeżone po odejściu poprzedniego pacjenta.
Myślałam, że już omówiłyśmy tę kwestię, panno Johnson... – westchnęła. Nie miała w zwyczaju zdzierać ze swoich chorych gości ostatnich pieniędzy. Wszakże to również wpływało na zadowolenie, a opinię warto mieć pozytywną. Klient decydował, dokąd chciał pójść, a nie plotki konkurentów. Mimo wszystko, poszkodowany pójdzie tam, gdzie oferta będzie najkorzystniejsza, a kiedy sam doświadczy warunków, zapomni o zasłyszanych pogłoskach.
Klinika bez chcących do niej przyjść nie ma racji bytu. Jaki jest więc sens w utrzymywaniu jednej stałej stawki, skoro większej części mieszkańców nie byłoby stać na zapewnienie sobie porządnej opieki? Pochodziła z wyższej warstwy społecznej, ale jako lekarz podchodziła do zawodu profesjonalnie. Obowiązek Deneve polegał na leczeniu chorych, a nie wybranych chorych. Będąc czarownicą, nie wyobrażałaby sobie odmówić pomocy członkowi inkwizycji i to nie dlatego, żeby nie wzbudzać podejrzeń, a z czystej idei. A gdyby nie była wiedźmą, a normalnym człowiekiem stereotypowo wrogim magicznie uzdolnionym, nie przegnałaby takiej osoby. Również przez wzgląd na swój obowiązek. Sprawa tak samo by wyglądała, gdyby przyszedł do niej ktoś całkowicie bez niczego. Nie miała powodów, aby komukolwiek odmawiać.
No dobrze, ujmijmy to tak... Wpłacisz tyle ile będziesz w stanie, a nie nadwyręży to twojego budżetu. Może być to i jeden szyling, a nawet jeden pens – rzekła. – Czy odpowiada ci taka umowa?
Deneve chciała już ostatecznie rozwiązać ów problem. Wzniosła jasnoszare oczy ku sufitowi w dłuższym zastanowieniu. Na ten czas zamilkła. Musiała coś wymyślić.
A jeśli nie byłaby pani w stanie w ogóle zapłacić, to... hm... mówiłaś, że pracujesz w bibliotece. Nie posiadacie w zbiorach jakichś ksiąg... zakazanych? Ciekawią mnie takie rzeczy – powiedziała, po czym kiwnęła głową w stronę następnych, zamkniętych drzwi, za którymi od tej pory, do momentu opuszczenia kliniki jej pacjentka mogła odpoczywać.
Tam, do pokoju, w którym będzie mogła pani odpocząć.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Wto Paź 20, 2015 4:02 pm

Kto omówił, ten omówił, stwierdził lekceważąco żniwiarz, z podobnymi zamiarami przewracając oczami, lecz usta milczały jak grób; powątpiewała, żeby lekarz zobaczył jakże uprzejme zachowanie jego pacjenta, wszak gęsta grzywa potrafiła przysłonić widok, ale nie cierpiałaby na bezsenność, gdyby się dowiedziała, iż została nakryta.
Czarnej Damie niekoniecznie podobał się taki układ - rzecz jasna, realnie nie przejmowała się długami pieniężnymi; chciała być jak najbliżej i najdłużej Deneve, aby ostatecznie skreślić ją z listy czarownic - pozbywając się jej lub oczyszczając z podejrzeń. Na początku była podniecona - dosłownie i w przenośni - perspektywą zabicia kolejnej nadprzyrodzonej istoty i posłania jej na samo dno piekieł. Teraz zaś nie była pewna, czy będzie bardzo niezadowolona z powodu oszczędzenia; wszak, no cóż, czarnowłosa naprawdę doceniała ekscentryczną urodę Deneve i żal byłoby stracić tę niespotykaną główkę.
Żniwiarz nadal twierdził, że nie będzie czuł niczego, absolutnie niczego nieodpowiedniego, gdy będzie musiał ją zniszczyć.
Prawdopodobnie, każdemu normalnemu czujność zawyławy alarm, gdy zostało się zapytanym o księgi zakazane, jednakże, Mary dobrze wiedziała, że wiedza tajemna była równie kusząca - jak nie bardziej - dla zwykłych ludzi niż czarownic. Mimo to, zostało to zapamiętane, wszak praca to praca, a wielka ignorancja tutaj nie popłaca.
Powoli podeszła... nie, przesunęła się w kierunku drzwi, co w połączeniu z nieprzyjemną aurą i wyglądem było naprawdę groteskowym efektem i dopiero, gdy wychyliła głowę zza rogu i rozejrzała się, wsunęła całe ciało do środka. Na pierwszy rzut oka, nie było nic podejrzanego, za to cholernie nudnego. Czyli - jak dotąd - wszystko inne.
- Mamy zakazane księgi, być może nie mamy... - powiedziała nonszalancko, nawet nie patrząc się na lekarkę - nie, dopóki nie znalazła dla siebie miejsca siedzącego i nie skorzystała z niego. Wtedy, po raz pierwszy od dłuższej chwili, nawiązała kontakt wzrokowy z Deneve i założyła nogę na nogę, tym samym odciążając ranną kostkę. - Zależy, co cię interesuje, doktor Deneve - powiedziała niżej, odrobinę ciszej, a całemu mruczeniu słowa Deneve towarzyszyły dołeczki w policzkach przy frywolnym uśmiechu. Nachyliła się w jej stronę, ponownie eksponując pewną siebie postawę z nutką kpienia ze wszystkich i wszystkiego.
- Wiesz, to naprawdę wielka biblioteka - zakończyła - w swoim mniemaniu - kuszącymi słowami, lecz pozbawiła słów prowokacyjnego tonu z wcześniej. W dodatku, tym razem odchyliła się na krześle i spojrzała uważniej na białowłosą, obejmując wzrokiem całą sylwetkę. - Jestem ciekawa tej kobiety - dodała, gdzie wyraźnie kryła się aluzja chcę ją zobaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Wto Paź 20, 2015 8:31 pm

Kobiety bez żadnego problem dotarły pod drzwi. Zaczekała wtedy na wejście swojej pacjentki do przedstawionego jej pomieszczenia, które miała zająć na czas odpoczynku, a nawet ostatecznego powrotu do zdrowia, jeśli opatulona przez czerń poszkodowana wyraziłaby taką chęć.
Również wchodząc do sali, Deneve zamyśliła się, czy aby powinna była wspominać w ogóle o pragnieniu zerknięcia na tajemnice biblioteki, na skryte, stare zapiski, o które dbało się nierzadko bardziej niż o własne życie, bo ze względu na swój wiek, mogłyby rozpaść się przy byle wypadku, najdrobniejszej nieostrożności. Oczywiście o ile w ogóle istniały. Przecież nic takiego nie musiało znajdować się akurat w tym mieście, w zbiorze Wishtown.
Proszę się nie przejmować zanadto, to było tyko luźne zapytanie, propozycja – rzekła w odpowiedzi, wpatrując się w plecy pacjentki, na których co raz wznosiły się i opadały kosmyki koloru smoły.
To nie jest coś, co stanowi dla mnie rzecz niezbędną do życia. Po prostu jestem ciekawa. Lubię gromadzić wiedzę z różnych źródeł, a cóż jest bardziej kuszącego, niż takie tajne, zamknięte źródło ukryte przed oczami zwykłych czytelników?
Można by powiedzieć, że czas jaki posiadała do dyspozycji albinoska, przeznaczany zostawał na naukę, zgłębianie wiedzy i wszystko, co się z tym wiązało. Nieczęsto widziano ją w towarzystwie, zresztą niechętnie pakowała się w grono bezmyślnie konwersujących ze sobą osobistości. Wolała przebywać w swojej samotni, zajmując się pożyteczniejszymi rzeczami niż jakże pełne głębi rozprawy o nowych sukniach, balach, plotkach, bądź intrygach, a tychże ostatnich miała pod dostatkiem w swojej rodzinie. Wymigiwała się pracą i badaniami, a z zaproszeń korzystała tylko wtedy, gdy było to konieczne.
Deneve zaczepiła kciuki na krawędziach kieszeni spodni, miała zamiar przejść do bardziej bliższego okolicznościom tematu, ale kiedy Mary zajęła w końcu miejsce i ponownie nawiązała do poruszonego tematu zakazanych ksiąg, oczywistym się stało, że nie było już sposobu na zapomnienie o nim.
A może jednak istniała jakaś szansa na zapoznanie się z sekretami biblioteki w Wishtown? Poczuła w duchu rodzącą się ekscytację i podniecenie, które ujawniały się tylko w momentach odkrywania czegoś nowego, wyjątkowego. Jednak to, co działo się w jej wnętrzu, pozostawiła wyłącznie dla siebie i niczego wyrazem twarzy ani też postawą po sobie nie pokazała.
Chciałabym zerknąć tu i tam. Powiedzmy, że nic konkretnego mnie nie interesuje, a miałabym nadzieję zobaczyć wszystko. Nie oczekuję, że coś mi się przyda.  – Choć wprawdzie miała nadzieję, że tak właśnie się stanie.
Och, zdaję sobie sprawę. Bywałam tam niejednokrotnie, kiedy byłam młodsza. Niestety nie miałam wtedy takich oryginalnych zainteresowań. Niemniej, nie będę pani zanudzać. Muszę jeszcze zająć się paroma rzeczami, zanim skończę pracę – poinformowała, po czym przekazała jej godziny posiłków. – Każę przyjść jednej z pielęgniarek, panno Mary. Pomoże pani się odświeżyć i przyniesie ze sobą szpitalne ubranie na zmianę. Pani sukienka wycierpiała nie mniej niż jej właścicielka. Sądzę, że także i jej przydałoby się małe leczenie – stwierdziła. – A jeśli będziesz czegoś ode mnie potrzebować, wystarczy dać znać którejś z dyżurujących pracownic. Będę tutaj przez najbliższe parę godzin, później wracam do rezydencji. Ale od czasu do czasu przychodzę na obchód. – To niestety świadczyło o niezbyt dobrych nocach.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sro Paź 21, 2015 8:19 am

- Wszystko? - podchwycił żniwiarz, jednocześnie unosząc do góry brewkę. - Naprawdę wysoko grasz, Deneve. Gdyby osoba niepożądana dotknęła choćby jedną z nich, najprawdopodobniej straciłaby dłonie. Jak myślisz, co się stanie, gdy dostałabyś wszystkie? - zapytała z nutką ironii, wcale nie oczekując odpowiedzi. I tak, absolutnie świadomie ponownie naruszyła ich relacje lekarz-pacjent, zwracając się do niej jak do starej koleżanki.
Pomijała fakt, że byłaby wspólniczką. Było wysokie prawdopodobieństwo, że ją samą spotkałaby naprawdę malutka kara, wręcz dyplomatyczna, wszak była skutecznym zabójcą wiedźm i dłonie były jej bardzo potrzebne. Podobnie, jak każda inna część ciała. Za narażanie i poświęcanie całego życia, dostała jakieś tam przywileje; inkwizycja była szanowaną potęgą w tym mieście, właściwie, jedyną szansą na ochronę ludzi przed diabłami. Choć - rujnując światopogląd niektórych - daleko było im do aniołów, niebiańskich wojowników, czy innych posłanników Boga.
- Dobrze, niech będzie - westchnęła cicho, choć niekoniecznie podobał jej się pomysł z pozbyciem sukienki; ostatecznie, nóg jeszcze nie kradną, więc ucieczka nie stanowiłaby większego problemu. Jednak, nie uśmiechało jej się dostosowywać do potencjalnej wiedźmy, kto wie, do jakich sztuczek ta jest zdolna.
Zawsze można było pomyszkować, gdy Deneve wróci do rezydencji. Mógłby być problem, gdyby to miejsce okazało się być wylęgarnią wiedźm, choć te przecież nie zdarzały się na każdym kroku.
- Jednak, naprawdę chciałabym ją zobaczyć. - Najwidoczniej, nie miała zamiaru odpuścić. Lekarz perfidnie zignorował sprawę, ale pacjent świetnie sprawował się w roli drzazgi w palcu. Żeby tego było mało, wstała i pokonała dzielącą ich odległość, jedynie odrobinę naruszając jej przestrzeń prywatną. Wyraźnie odciążała kostkę, ale była dzielną dziewczynką, każdy inny, zwyczajny, nie umiałby nawet postawić jej na ziemi, wszak to świeża kontuzja, jeszcze gorąca. - Ja też jestem ciekawska. Powinnaś mnie zrozumieć - powiedziała trochę ciszej, jakby intymnie, jakby ściany, meble i drzwi za plecami białej plamy miały uszy i być może miały, kto wie, wszak mogła to być rezydencja diabła.
- I naprawdę nie chciałabym, żebyś mnie tutaj zostawiała samą lub z kimś innym, kimś, kto nie jest tobą - dodała, twardo stojąc w jednym i tym samym miejscem. Przypominałaby posąg, wszak postawa ciała ani mimika twarzy nie zmieniała się ani trochę, jedynie czasem ruszała ustami, żeby coś powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sro Paź 21, 2015 12:38 pm

Prawy kącik warg Doktoryny drgnął nieznacznie, jak gdyby miał nastąpić po nim uśmieszek. Niestety nie powstał, a owy ruch pozostał jedyną jego oznaką.
Ależ ja wcale nie chcę ich dostać. – Zaznaczyła, wszak takie stare woluminy potrzebowały odpowiedniej opieki i miejsca niedostępnego dla różnych szkodliwych czynników, a zniszczenie tak cennych rzeczy, wolała nie ryzykować. – Nie musiałabym ich nawet dotykać, jeśli ty byś mi je pokazywała i dotykała zamiast mnie... Jednakowoż nie wymagam tego od ciebie. Przypominam. Może kiedyś uda mi się uzyskać pozwolenie, jakie zdarza się dostać niektórym uczonym. – Wzruszyła lekko ramionami, zupełnie jakby niewiele się wszystkim przejęła. Prawda była jednak taka, że możliwość zajrzenia do tajnych pomieszczeń biblioteki wyrwałaby ją z łóżka w środku nocy, a nawet oderwała od obowiązków, jeśliby ktoś jej to zaproponował. W jednej chwili znalazłaby się pod drzwiami tego wielkiego gmachu.
Cóż, przynajmniej dowiedziałam się, że rzeczywiście takie zakazane owoce znajdują się w naszej bibliotece.
Wcześniej Deneve nie była co do tego faktu pewna, miała jedynie swoje domysły i podejrzenia. Nic więcej.
Niestety, muszę teraz panią przeprosić. Czekają na mnie... – W miarę jak czarnowłosa kobieta zbliżała się ku niej, lekarka przerywała swą wypowiedź widząc, a raczej bardziej słysząc, jak pacjentka coraz śmielej sobie poczyna. Intuicja podpowiadała albinosce, że to co najmniej dziwne. Pierwsza wizyta, nawiązanie do plotek, które jej podopieczna z pewnością słyszała, przynajmniej niektóre, a już wyrażała większe zainteresowanie niż powinna.
...obowiązki. – Zakończyła. Lodowe oczy, pośrodku których ostro odcinała się źrenica, spoczywały na kobiecie w czerni i nie odrywały się choćby na moment, jakby chciały wychwycić w stu procentach na ile Mary sobie pozwoli w czasie, kiedy Dev była w godzinach pracy. To tworzyło najtrudniejszą przeszkodę. Wzbudzało delikatną niechęć, przy odrobinie uwagi dającą się wyczuć w chłodnym spojrzeniu, który najwyraźniej wskazywał, że lekarka nie zamierza odpuszczać. Nie miała zamiaru dawać powodów wrogom do dorzucenia do repertuaru plotek jednej takiej, brzmiącej – nieprzystojne zachowania względem pacjentek, sadystyczne wykorzystywanie ich zależności od zarządzającej kliniką albinoski.
A może tak to miało wyglądać? To znaczy uzyskanie dostępu do sekretnych zakątków biblioteki? Deneve zmarszczyła lekko białe brwi, nie odezwawszy się od ostatniego razu ani słowem. Zdaje się, że Mary Johnson nie narażałaby się specjalnie na kłopoty w pracy, skoro i tak miewała problemy z zapewnieniem sobie pewnego bytu w mieście. Doszła zatem do wniosku, że nie. Nie miała jednak pewności, czy aby się nie pomyliła.
Mam jeszcze innych pacjentów, którymi muszę się zająć, jakże więc mogłabym dotrzymywać ci towarzystwa, kiedy inni potrzebują mojej pomocy? – rzuciła spokojnie, czyniąc ton takim, po którym kobieta mogłaby pomyśleć, że znowu zechce zignorować jej śmiałe zachowanie i próbę zbliżenia się.
Panno Johnson, powinna pani nie nadwyrężać nogi i wrócić do łóżka. A ja wrócić do pracy.
Znajdując się tuż przy drzwiach, już od dłuższej chwili słyszała jak korytarzem przechodzą dwie pielęgniarki, jedna z wózkiem, jako że dodatkowo dochodził stłumiony dźwięk toczących się kółek. Sięgnęła ku klamce, ale z otwarciem wstrzymała się do czasu, aż pracownice znacznie się oddalą. W końcu nacisnęła wystający kawałek metalu i przyciągnęła do siebie drzwi, wpierw nie pozostawiając większej przerwy w wyjściu.
Przerzuciła wzrok z własnej, bladej dłoni na twarz stojącej obok czarnowłosej kobiety. Obdarowała ją trudnym do odgadnięcia spojrzeniem, takim, którego nijak nie dało się odczytać.
Jeśli będzie ci się tutaj nudzić, możesz odwiedzić mnie w rezydencji. Chętnie... posłucham opowieści o tych twoich zakazanych księgach. O ile nie obawiasz się dziwnych plotek o mnie. – Posłała jej zadziorny uśmieszek i wyszła na korytarz, zostawiając pacjentkę wewnątrz pokoju.
Po niedługim czasie, kiedy Deneve znikła w gabinecie, za kolejno zaglądały do niej jeszcze trzy osoby, do sali Mary wjechała pielęgniarka. Przywitała się uprzejmie, choć niepewnie zważywszy na aurę nowej pacjentki, a układając na krześle równo złożoną koszulę i wygodne obuwie, zaproponowała kobiecie kąpiel, później zaś posiłek.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sro Paź 21, 2015 2:00 pm

Żniwiarz miał ochotę rzucić niewybredną uwagę na temat stracenia wzroku, skoro to on sam miał dotykać ksiąg zakazanych, ale powstrzymał się. Nie mówiąc już nic o ucięciu języka, żeby demoniczna wiedza nie została przekazana dalej. Byli skłonni to zrobić, ku przestrodze innych, żeby pewne osoby - jak na przykład ta biała plama - trzymały się od tego z daleka.
- Nie powiedziałam, że tam są - powiedziała krótko Mary, chcąc przystopować drugą personę, która wydawała się być bardzo zainteresowania zakazanymi zbiorami; każdy był, chyba, że bał się kary Boga lub pokusy diabła, albo jedno i drugie.
Czuła niechęć lekarki po zbliżeniu się - śmiało wchłaniała to uczucie, tak samo jak i chłodne spojrzenie, obserwujące te prowokacyjne poczynania, którymi frywolnie częstowała Mary. Zdawać by się mogło, że syciła się każdą reakcją i słowami Deneve, skoro na przemian odsuwała się i naciskała jeszcze mocniej na lekarkę, robiąc to wszystko z beznamiętną miną i pewnym kłamstwem. Jeśli Mary miałaby być szczera, póki co była to jedyna rozrywka w tym czystym, śmierdzącym prochami i bólem miejscu. Nie skomentowała nic, nawet nie drgnęła, choć przejazd wózka sprawił, że napięła mięśnie - być może była to ta osoba, którą tak bardzo ciekawiła ją i całą inkwizycje. Z drugiej strony, czy był sens na narażenie się na zdemaskowanie przez wolniej łapiącego członka inkwizycji? Po ostatnim błędzie, była niemal pewna, że przez jakiś czas nie popełnią żadnego głupstwa, wszak co za dużo to niezdrowo i dziura musiała zostać wypełniona.
Wróciła na miejsce dopiero wtedy, gdy przestała słyszeć oddalające się kroki lekarki. Nie musiała czekać długo, aż pielęgniarka zakłóci jej spokój; była ewidentnie speszona, co było naturalną reakcją, a Czarna Dama nie kwapiła się do zmienienia stanu rzeczy. Mimo to, była grzeczną pacjentką, mimo zbywania pytań ewentualnymi półsłówkami, patrzenia się w jeden punkt i małej chęci pomocy w opiekowaniu się nią. Mary chyba dostrzegła wypuszczone powietrze ulgi, gdy lekarka mogła w końcu opuścić dziwnego pacjenta.
Naturalnie ten, jakkolwiek potrafił siedzieć zupełnie nieruchomo przez pół dnia, tak tutaj tym się nie popisał. Gdy się ściemniło, większość pacjentów poszła spać, wszystko ucichło - mysz poczęła wchodzić do każdej dziury. Doskonale pamiętała liczbę kroków z jednego pomieszczenia do drugiego i trzymała się miejsc, gdzie cień był najobfitszy, bo tam czuła się najlepiej. Przez panującą ciszę i wyostrzone zmysły, słyszała zbliżający się chód - a który równie beztrosko oddalał się od szpiega, który potrafił niemal wtopić się w swoją kryjówkę i przestać istnieć. Kobieta, która budziła zainteresowanie w Mary, została zrzucona na dalszy plan, wszak musiała odkryć dowody na działanie białej czarownicy; szkoda tylko, że zyskała tylko stracony czas i ból kostki, którą naruszyła podczas jednego wciskania się w kąt do drugiego, jakieś leki i marną listę chorób, którą i tak pewnie przejrzał jakiś człowiek inkwizycji, nie do końca legalnie. Z poczuciem odkrycia niczego, wróciła do swojego pokoju, gdzie ciężko usiadła na łóżku.
Parę minut później ponownie naruszała kostkę, tym razem udając się na bardziej ryzykowną misję - rozejrzenie się po samej rezydencji.
Udała się do drugiego skrzydła, łatwo przedostając się do nań; niezamknięte drzwi były wręcz zaproszeniem. Prawdopodobnie, powinna poczuć większy spokój, wszak było mniej straży; jednakże, właśnie wkroczyła na prywatność potencjalnej wiedźmy, która teraz mogła popisać się przed żniwiarzem, wszak nie była to już klinika, a Mary nie była pewna, czy poza nią nadal jest pacjentem. Była czujna, gotowa reakcję każdego szmeru i sunących cieni, jednocześnie dobrym okiem obserwowała pomieszczenia, niemal każdy centymetr, który - najpewniej - świadczył o samej Deneve.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Rezydencja rodu Noita
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Dzieje rodu Stark i kroniki żywotów potomków Winterfell
» Zamek Rodu Grossherzog [RFN]
» Kronika rodu Bolton
» Kronika rodu Dayne
» Kronika rodu Tarth

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Dzielnice mieszkalne-
Skocz do: