IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rezydencja rodu Noita

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Rezydencja rodu Noita   Sro Sie 05, 2015 7:29 pm

First topic message reminder :

...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sro Gru 23, 2015 7:31 am

Żniwiarz igrał z ogniem, wiedział to doskonale. Mimo to, chciał spełnić swoją zachciankę w postaci poruszenia Białej Kobiety, a jednocześnie nie przesadzić, choć - a wiedziała o tym doskonale - niekiedy trudno wyczuć jej nacisk. Jednocześnie, była odrobinę rozbawiona uwagą na temat mięśni i stosie książek, nawet jej nie komentując. Czarna Dama rzadko wyprowadzała kogokolwiek z błędu - a jeśli Deneve, celniej bądź mniej, układała sobie w głowie historyjkę, tym samym wyręczając ją samą, niech tak będzie.
Czując dotyk dłoni na swojej rannej nodze, od razu ją zatrzymała, zaś tej drugiej wahadło było delikatne, choć nadal istniejące i upierdliwe. Starała skupić się na dotyku, bo każde najdrobniejsze zaciśnięcie palców mocniej świadczyło o emocjach.
Mimo to, nie doczekała się absolutnie niczego, przez co była zawiedziona i podekscytowana jednocześnie. Tym bardziej miała ochotę zrobić  jej jakąś krzywdę.
Przewróciła oczami na zalecenia, wszak drabina była niczym w porównaniu do jej innych aktywności, do których wrócić zamierzała w każdym momencie, gdy tylko zajdzie taka konieczność, wszak była jedynie łowcą czarownic, a gdyby pozbawić ją na dłuższy czas tej czynności, właściwie, czułaby się absolutnie pusto i nikim. Była świadoma tego, że to poniekąd manipulacja samej inkwizycji, ale nie przeszkadzało to samej zainteresowanej, wszak wiedziała, na co się pisze.
Mruknęła na potwierdzenie słów prawdopodobnej czarownicy, w końcu racząc białą czuprynę spojrzeniem. Od razu zainteresowała się układem wszystkich kończyn Deneve i rozejrzała po pomieszczeniu w postaci ostrych przedmiotów, tak w razie czego.
- Poproszę - powiedziała w końcu, gdy ta zaproponowała leki.
Nieznacznie poruszyła ranną kostką, przez co od razu poczuła przeszywający ból. Zacisnęła zęby na zszytej wardze, przez co ta od razu zrobiła się czerwona, aż za bardzo! Bo z pomiędzy szwów, poczuła drobne kropelki krwi, przez co od razu zaprzestała owej czynności. Odetchnęła głęboko, w końcu przestając poruszać nogą, przez co przestała się poruszać już w ogóle, a, jak zauważyła to Biała Kobieta, szło jej to bardzo łatwo.
- Gdy skończy Pani zmieniać opatrunek, będę mogła już wyjść? - zapytała, jednocześnie przekrzywiając głową w bok, z niezdrowym zainteresowaniem patrząc się na sprawne ręce lekarki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Gru 26, 2015 4:28 am

Noga bujała się i bujała, ale gdy tylko skupiła się na pracy, przestał ją denerwować wspomniany ruch, przy którym czubki palców lekko, prawie niewyczuwalnie, ocierały się o jej zgiętą w kolanie nogę irytująco i drażniąco. I może taki był zamysł pacjentki... ale do wyprowadzenia Deneve z równowagi potrzeba było czegoś więcej. Byle co nie wywołałoby u niej wzburzenia. Ostatnim razem zadziało się to podczas jednej z egzekucji przeprowadzanej w centrum, kiedy inna czarownica postanowiła załatwić cały plac, byleby tylko odbić swoją kompankę, na której miał zostać wykonany wyrok śmierci. Nieco mniej odległy w czasie był przypadek usiłowania pozbawienia życia jej pacjentki. Wolała nawet nie przypominać sobie tego zdarzenia.
Na szczęście ruch dostrzegalny kątem oka ustał, więc kiedy już odpakowała rulonik materiału, od razu zabrała się do owijania go wokół stopy i kostki poszkodowanej, aby kończynę lekko usztywnić i zabezpieczyć. Ale reszta zależała od jej interesującej pacjentki, czy będzie na siebie uważać i nie dopuści do obciążania chorej nogi, czy też dalej będzie chodzić na eskapady po podejrzanych uliczkach i obcować z podejrzanymi ludźmi.
Nie ruszaj, muszę dobrze wszystko zawiązać – rzekła  momencie poruszenia nogi.
Gdy Deneve skończyła zajmować się nogą Mary, powstała ze swej klęczącej na jedno kolano pozycji, mogącej typowej panience kojarzyć się z chęcią oświadczenia się, a nie zmienienia opatrunku, a później zabrała z podłogi stary, który wyrzuciła następnie do kosza.
I odwróciła się w kierunku siedzącej na łóżku Czarnej Damy. Biała brew powędrowała ku górze.
Już chce mnie pani opuszczać, panno Mary? – zapytała. Przecież Dev nie mogła liczyć na to, że ta złodziejko-nie-złodziejka-bibliotekarka będzie się oszczędzać tak, jak jej to nakazała. Nie wiedziała co prawda, czy te obawy są uzasadnione, ale miała wrażenie, że jak czarnowłosa kobieta ruszy w miasto, to skończą się pozory, a noga tylko na tym ucierpi. Czarownicy jako lekarce zależało na doprowadzeniu pacjentki do pełni sprawności. Mogła być wiedźmą, mogła mieć dosyć niepokojące umiejętności, mogła też otaczać się chłodem, ale obowiązki zawsze pozostaną obowiązkami, a idee ideami.
Zaraz przyniosę leki... – oznajmiła, ale zrobiła krótką przerwę, która nie zwiastowała niczego innego niż zaskakującej informacji. A przynajmniej na to wyglądało, że Mary nie miała pojęcia o pogodzie, skoro nie ruszała się z łóżka i nie odsłaniała zasłon. – Ale z tym wyjściem możesz mieć mały problem. Napadało trochę śniegu. Jest ślisko... i chłodno.
Albinoska wygładziła dłońmi fartuch.
Nie będzie ci za zimno? Nie przyszłaś ubrana na wypadek nagłego mrozu. – Zagryzła lekko wargę, po czym wyszła na chwilę opuściła pomieszczenie. Może nie była zadowolona, że musi ją puścić w takich warunkach? Nie byłoby to nic dziwnego, wiedząc jak podchodzi do swoich obowiązków.
Doktoryny nie było góra minutę lub dwie. Do pomieszczenia wkroczyła z maścią i paroma tabletkami. Ułożyła je na stoliku przy łóżku, po czym wpatrzyła się w pacjentkę.
Wolałabym, abyś nie wywróciła się gdzieś na środku ulicy... To nie jest najodpowiedniejsza pora na spacery, a już na pewno nie z jedną niesprawną nogą. Dobrze się to nie skończy, dlatego w ostateczności, gdyby naprawdę potrzebowała pani wrócić do domu, załatwię transport.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pon Gru 28, 2015 7:03 pm

W spokoju dała się zaopiekować stopą. Brak reakcji Deneve świadczył o jej chłodzie lub/i jej doświadczeniu z upierdliwymi pacjentami. Natomiast ten nie jęknął żałośnie, nie pociągnął za włosy w geście zwrócenia na siebie uwagi bardziej - począł jedynie obserwować dłoń, która sprawnie owijała bandażem uszkodzoną część ciała.
Obecność Deneve była drażniąca. Naprawdę, z każdym jej cichym oddechem i z każdym przybliżeniem się tego ciała, pragnęła sama się z nim zetknąć i spróbować samej pobawić się w lekarza i pacjenta. Odwracając rolę. Sprawiając, że ta nieskazitelna biel pokryłaby się soczystą czerwienią. Gryźć i lizać jej rany naprzemian, żeby wywołać jakąś silniejszą reakcję.
Mary przesunęła palcami po swojej szyi, wzdłuż tętnicy, przelotnie zerkając w to samo miejsce na drugim ciele. Nie obdarzyła żadną większą reakcją na to - jak mniemała - retoryczne pytanie, bo właściwie, nie dziwne, że złodziejaszek chciał opuścić tę wielką rezydencję jak najszybciej, tym bardziej, że gdzieś tam chodziły te dwa wielkie bydlaki.
Na tę informację o pogodzie, nieomal nie przewróciła oczami. No oczywście, losie, czemuż nie utrudnić mi życia jeszcze bardziej? Napięła mięśnie brzucha i uniosła się na łokciach, w końcu obdarzając Deneve dłuższym spojrzeniem, jakby to ona sama była winna tej kiepskiej pogodzie (i właściwie kto go tam wie, biała, oziębła kobieta mogła mieć na usługach śnieżycę).
Oczywiście, że będzie jej zimno. Mimo to, była gotowa opuścić to miejsce bez wahania. Jak wyszkolony zabójca wiedźm, bądź - jak kto woli - spłoszony złodziejaszek-nie-złodziejaszek.
Gdy ta opuściła pomieszczenie, jakby nie dowierzając, podniosła się i pokonała odległość dzielącą ją i zasłonę, której rąbek zaledwie uchyliła, aby zastać uderzającą, rażącą biel śniegu. Zmarszczyła brwi i nos, nieprzyzwyczajona do nagłego gwałtu na oczy przyzwyczajonych do ciemności.
Prawie zdążyła wrócić do łóżka przed lekarką, ale i teraz została przyłapana na włóczeniu się. Nie robiąc sobie nic z tego, ciężko usiadła na łóżku. Chwilę milczała, szukając odpowiedzi w drugich butach.
- Wolałabym po prostu sobie pójść, a nie narażać panią na potrzebny kłopot - stwierdziła w końcu, wbijając wzrok w oczyska tej wiedźmy-bez-dowodów, co było ewidentnym znakiem, że łatwo nie ustąpi.
No, ale cóż, gdyby Deneve się uparła i zechciała wywieźć gdzieś żniwiarza, ten zawsze mógł wyskoczyć z karocy, pilnując swojego pantofelka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Nie Sty 03, 2016 12:32 am

Jedyną reakcją Deneve na nakrycie Mary na poddawaniu się swej ruchliwości było ciche westchnięcie, jednak nie padło z jej ust żadne pytanie świadczące o chęci dowiedzenia się, gdzie też kobieta w czerni wędrowała. Głupi upór. I weź tu lecz takich ludzi. – skomentowała w myślach, ale postanowiła już przemilczeć nadmierną energiczność pacjentki w takiej sytuacji, w jakiej się znajdowała.
Za to zaczęła się zastanawiać jakim dziwnym, torem podąża logika Czarnej Panny, że swoje pragnienie powrotu do domu (czy gdzie tam umyśliło się jej pójść), mimo warunków niezaprzeczalnie należących do tych trudniejszych dla jednostki z obrażeniami, uzasadniła obawą o stanie się źródłem potencjalnych kłopotów. A wobec nieustępliwego spojrzenia jakie wkrótce napotkała, albinoska odwzajemniła się takim, które zwiastowało twarde obstawanie przy swoim. Nieważne, że zaraz później powiedziała z chłodną uprzejmością:
Zrobisz, jak zechcesz, panno Mary.
W połączeniu z wyrazem szarych oczu nieodwracających się od siedzącej sylwetki z rozrzuconymi włosami o kolorze obsydianu, wypowiedź ta bardziej brzmiała bardziej jak "Uczynisz, co zechcesz... ale na moich warunkach". W tym czasie Doktoryna oparła palce wskazujący i środkowy na niewielkim pudełeczku z paroma tabletkami oraz pojemniku z maścią i powoli przesunęła je po blacie nocnego stolika bliżej krawędzi, w stronę Mary, aby ta miała je na wyciągnięcie ręki.
Naprawdę sądzisz, że pójściem sobie nie sprawisz mi kłopotu? Proszę sobie wyobrazić o ile będę miała więcej pracy, jeśli wrócisz do mnie z kostką w gorszym stanie niż jest teraz albo z jakimś choróbskiem, które złapie pani podczas spacerów w takiej śnieżycy – rzekła, jeszcze chwilę pochylając się lekko nad stolikiem, a potem cofając się i prostując plecy. – Ale jak już wspomniałam, zrobi pani to, co uzna za właściwie... Aczkolwiek, kiedy zechce pani opuścić to miejsce, zorganizuję transport. Pomimo trwającego w mieście festiwalu, nie będzie to trudne. Nie dla mnie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Sty 07, 2016 11:57 am

Mary zastanawiała się, jak daleko sięgał profesjonalizm Deneve i jak wielką część zajmowała praca w jej oziębłej emocjonalności. Właściwie, była zjawiskiem całkiem fascynującym - o ekscentrycznej urodzie, nieco innym sposobie bycia i podejrzanym o czarodziejstwo. Pragnęła dowiedzieć się jeszcze więcej, najlepiej od samej albinoski. Miała możliwość szpiegostwa, przecież należała do wielkiej inkwizycji, ludzie śpiewają przez chęć pomocy aniołom lub zwykłego strachu, ale zepsułaby sobie zabawę. O wiele lepiej, usłyszeć coś od samej lekarki. Większa satysfakcja.
Deneve potrafiła być zadziwiająco dominująca na swój taktowny, oziębły sposób. Przez to żniwiarz, który również lubił kontrolować sytuację, miał ochotę być złośliwy i jeszcze bardziej upierdliwy, żeby tylko pokazać, jakiż on nieokiełznany! Była to dziecinna zabawa w kotka i myszkę, którą z żalem Mary porzuci na czas nieokreślony. Miała jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, tylu ludzi do sprawdzenia!
- Transport - zadecydowała krótko, jakby wcale nie usłyszała pierwszej wypowiedzi Deneve.
A przecież słuchała uważnie.
- Ma pani może jakieś nakrycie? - zapytała niespodziewanie, nieco pocierając ramiona. - Oddam przy następnym spotkaniu - dodała, leniwie obserwując Deneve spod tych ciemnych rzęs.
Właśnie obiecała czarownicy kolejne spotkanie. Niemal jak randka, pomyślała kpiąco, jednak nie wygłosiła myśli na głos. Właściwie, mogłoby być całkiem ciekawie! Gdyby pominąć fakt, że żniwiarze raczej nie chadzają na randki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Wto Sty 12, 2016 2:12 am

Deneve wiedziała, że tylko w ten jeden sposób uzyska możliwość przyjrzenia się swej pacjentce. Gdyby tamta znalazła i odczytała choćby zdanie z ważnych zapisków albinoski, lekarka nie zastanawiałaby się długo, nie patyczkowała. Postarałaby się o to, aby doprowadzić do takich okoliczności, w których kobieta zginęłaby we wręcz niepodważalnie przypadkowych, nieszczęśliwych okolicznościach. Ale tak drastyczne metody wolała pozostawić dla osób, którym taki los będzie się należał. Mary miała szczęście, że nie została wpisana na listę ludzi do odstrzału, że jeszcze nic nie ujrzała i nie dowiedziała się niczego, co mogłoby Deneve zaszkodzić.
Doktoryna chciała wiedzieć, pragnęła poznać skąd wziął się pomysł na przeszukiwanie rezydencji i kim była ta niby-złodziejka oraz dla kogo działała. I co by nie mówić, taki planowany nadzór nad poczynaniami kobiety w czerni na swój sposób sprawiał jej pewną przyjemność. O, jakże lubiła kontrolę!
Okrycie... oczywiście. – Lekarka uniosła lekko brew, jakby wcześniej była raczej zdania, że zaproszenia z wczorajszej rozmowy stanowiły bardziej dekorację konwersacji i nie wyrażały rzeczywistej chęci na kolejne spotkanie twarzą w twarz. W końcu kto przyłapany na gorącym uczynku, miałby ochotę rozsiadać się na krzesłach z tym, kto go nakrył, żeby zabrać się do wspólnego sączenia herbatki. Może nawet nadal brała pod uwagę taką możliwość.
Jak uważasz – odparła, odnosząc się zarówno do zapewnienia o następnym spotkaniu, jak i do oddawania wierzchniego odzienia. – Pozwól, że ponownie na chwilę cię opuszczę. Załatwię powóz i przyniosę okrycie.
Jak albinoska powiedziała, tak uczyniła. Zorganizowała dorożkę i wróciła z zapinanym na guziki, grafitowym płaszczem, który sięgać będzie Mary znacznie dalej niż w przypadku wyższej Deneve.
Trzymając owo okrycie przewieszone przez przedramię, pomogła wstać pacjentce z łóżka, a potem przytrzymała dłońmi przyniesione odzienie tak, aby ułatwić czarnowłosej kobiecie wsunięcie ramion w rękawy. Późniejsze przeprowadzenie Mary przez budynek zajęło na tyle dużo czasu, że na transport musiały odczekać tylko mniej więcej pięć minut. Na zewnątrz wyszły dopiero wtedy, gdy przez szyby dało się zauważyć zatrzymujący się, zadaszony powóz, którym kobieta w czerni miała bezpiecznie powrócić do siebie.
Gdziekolwiek to było.
I o ile Mary nie postanowi wysiąść gdzieś indziej, Deneve dowie się, gdzie leży jej lokum. Nakazała woźnicy zapamiętanie go.
W takim razie... możliwe, że do zobaczenia, panno Mary – rzuciła na pożegnanie, podprowadzając dziewczynę pod same schodki wozu, a następnie wspomagając ją w wejściu po nich.

~ KONIEC

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Wto Sie 30, 2016 3:07 am

Pożegnawszy się z Selene oschle acz nadal uprzejmie, zaczekawszy także na to, aż odebrane szpitalowi w siedzibie Inkwizycji pacjentki rozsiądą się na siedzeniach, zamknęła drzwiczki powozu, a następnie trzykrotnie stuknęła w jedną z jego ścianek, by dać znać stangretowi, że może ruszać w dalszą drogę. Mężczyzna zaś nie zwlekał – skłonił konie do ruszenia wilgotną uliczką, na której zalegał rozmemłany śnieg. Nie zaszczyciła inkwizytorki żadnym spojrzeniem, kiedy jej wściekła twarz przemykała w oknach przy wyprzedzaniu.
Podróż nie trwała bardzo długo, towarzyszyło jej jednak dosyć nużące drżenie pojazdu wywołane toczeniem się solidnych kół po uliczkach wyłożonych kocimi łbami. Deneve oczywiście nie czekała, aż ono ustanie – aż dotrą do jej rezydencji, gdzie mieściła się znana dziewczynom (lub nie) klinika. Nie do pomyślenia było posadzić poszkodowaną i pozwalać jej na dalsze wykrwawianie się, a nie dało się przeoczyć, jucha kapała z jej twarzy, jakby zbyt mocno opiła się czerwonym winem, te zaś nie mając już miejsca, z nadmiaru zaczęło się przelewać przez nos. Przynajmniej materiał siedzisk był czarny, wybrany z myślą o przewożeniu tym pojazdem chorych, a w szczególności rannych, więc jeśli już coś zdążyło skapnąć, nie wywoływało w umyśle Deneve aż takiego dyskomfortu, jak niechybnie miałoby to miejsce, gdyby krople były widoczne na jakimś jaśniejszym kolorze.
No dobrze, pokaż się. – Skinęła na siedzącą nastolatkę, że zrobi wstępne oględziny. – Usiądź wygodnie i pochyl się. Tylko, na boga, przestań ryczeć. – Rozumiała, że obecność niezbyt sympatycznego inkwizytora może porządnie nadszarpnąć nerwy, zwłaszcza dziecka, jednak całe szczęście, rudowłosej się pozbyła. (Może jeszcze nie zdążyła spowodować nieodwracalnej skazy psychicznej.) Na razie nie istniały żadnej powody ku temu, aby dalej się niepokoić.
To tylko pogarsza sprawę, dziewczyno. Zapcha ci się nos i wtedy będzie problem – powiedziała, w międzyczasie otwierając walizkę. Założyła rękawiczki i podała krwawiącej materiałową chustkę, aby przyłożyła sobie do nosa. Niedaleko położyła dodatkowe tak, aby znajdowały się pod ręką.
Opowiedz mi, co właściwie się stało. Mogło dojść do poważniejszych uszkodzeń. A jeśli twoja towarzyszka pamięta, to niech opowie za ciebie. To nawet byłoby lepiej, ale chyba nadal słabuje na umyśle. – zerkając na, jak zasłyszała, "Hayden", rzekła, nie tylko chcąc się dowiedzieć, ale pytanie miało również zająć dziewczynę i przekonać, że jedyne nieprzyjemności, które ją czekają, będą ewentualnie wynikać z leczenia.
Mówiłaś, że nic nie pamięta? ...Wracając... Czujesz nudności? Może ból głowy? Albo masz zawroty? – zapytała.
Cóż, nie miała teraz zbyt wielu możliwości działania, w końcu siedziały w podskakującym wozie, dlatego niewskazane było wykonywanie jakichś większych zabiegów. Jednakże nie oznaczało to, że Deneve siedziała bezczynnie. Sięgnęła po swoje wrodzone umiejętności, podejmując się dotarcia do organizmu czarnowłosej, zabiedzonej nastolatki i dokonania "oględzin". Wstępnie też obejrzała okolice twarzy młodej. Dev zdecydowała się też na stopniowe i bardzo powolne ograniczanie krwotoku tak, aby nie wzbudzić podejrzeń. Tak, by wyglądało to na naturalną kolej rzeczy.
Kiedy powóz wjechał już na teren posiadłości Noita, krwotok u zielonkawej dziewczyny nadal trwał, ale kapało z niego tylko odrobinę. W porównaniu z sytuacją sprzed wejścia do pojazdu, stan wydawał się stokrotnie poprawiony.
Zaraz wysiądziemy.
Woźnica już uspakajał tempo koni, a wóz już tak nie podskakiwał na równej drodze.
Dacie radę dojść o własnych siłach? Jesteśmy parę metrów od wejścia – zapytała, po czym poinformowała osobliwe dziewczyny, aby same oceniły, czy ten wysiłek nie będzie stanowił dlań problemu. Inaczej po prostu pośle po pomocnice pracujące w klinice.
Deneve zamknęła walizkę, po czym otworzyła drzwiczki i wyskoczyła na zewnątrz, przytrzymując je i czekając blisko nich, aby ewentualnie pomóc w zejściu na dół.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Rezydencja rodu Noita
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Dzieje rodu Stark i kroniki żywotów potomków Winterfell
» Zamek Rodu Grossherzog [RFN]
» Kronika rodu Bolton
» Kronika rodu Dayne
» Kronika rodu Tarth

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Dzielnice mieszkalne-
Skocz do: