IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rezydencja rodu Noita

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Rezydencja rodu Noita   Sro Sie 05, 2015 7:29 pm

First topic message reminder :

...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Paź 22, 2015 2:15 am

Ostatnie minuty pracy lekarka spędziła w archiwum, wkładając w odpowiednie miejsca karty tych osób, którzy dzisiejszego dnia opuścili lecznicę w pełni zdrowia. A kiedy wyszła z pomieszczenia zawalonego wieloma tonami makulatury, w jakiej tylko ona potrafiłaby się odnaleźć, doglądnęła jeszcze paru pacjentów, których stan był nieco poważniejszy, w celu przekonania się, czy nic więcej im nie dolega, a samopoczucie się polepsza.
Nic nie wskazywało na to, aby Deneve musiała wydłużyć swój pobyt w części przeznaczonej na klinikę, dlatego też zaraz po owych drobnych czynnościach, wyszła na zewnątrz i swoim częstym zwyczajem ruszyła z jednego ze skrzydeł rezydencji ku jej głównej części przez tereny działki, a nie przez korytarze. Dwa wyżły odszukały ją niemalże natychmiast, gdy znalazła się w znacznym oddaleniu od lecznicy i usłuchawszy komendy, nie odstępowały już kobiety dalej niż parę metrów.
Noc była chłodna, ale dla Deneve nie był to jakiś specjalny problem, jako że była przyzwyczajona do niższych temperatur. Lepiej je znosiła niż upały. Z ust unosiła się jej delikatna, ledwie widoczna chmurka pary, która buchała też z pysków dwóch ciemnoszarych psów o jasnych oczach.
W końcu stanęła pod dużymi, drewnianymi drzwiami. Otworzyła je kluczem i weszła cicho do środka, czekając jeszcze, aż jej zwierzęcy towarzysze znajdą się wewnątrz rezydencji, w sporym przedpokoju. Dopiero wtedy wejście na powrót zostało zamknięte.
Zanim jednak Deneve ruszyła do dalszych pomieszczeń, zatrzymała się i zmarszczyła mocno brwi, dostrzegając u swoich pupili niecodzienną reakcję przemieszanego niepokoju z wyczuciem obcego zapachu, który jak najszybciej należało wytropić. Psy wąchały powietrze, wilgotne nosy delikatnie drgały, a jasne oczy zerkały na właścicielkę, jakby w oczekiwaniu na pozwolenie na pościg i dopadnięcie intruza na ich terytorium.
Hmm... – mruknęła cicho, jakby zastanawiając się co lub kogo mogły wyniuchać swoim zmysłem. Wykluczyła jakiegoś Koszmara, to nie była ta reakcja, a potem szybko zaczęła domyślać się, kogo mogłaby zobaczyć.
Na szczęście rezydencja była duża. Na tyle duża, że odgłosy z przedpokoju nie byłyby słyszalne w dużo dalszych pomieszczeniach. Element zaskoczenia. Pozwoliła psom puścić się biegiem w wybranym przez nie kierunku. Wbiegły do przestronnej sali za przedpokojem od którego odchodziły przejścia w lewo i w prawo oraz dwa pod schodami, które pięły się wysoko w górę od środka, na wysokości około trzech metrów rozwidlając się w dwie strony.
Albinoska zaczęła iść śladem tych doskonale wyszkolonych psów myśliwskich. Zdecydowanymi, ale spokojnymi i cichymi krokami ruszyła ku schodom. Wspinała się do ich półpiętra, a potem skręciła na stopnie idące w lewo. Dywan tłumił odgłosy kroków. Dotarła następnie na piętro, gdzie kroki skierowała przez korytarz, którego ściany usłane były wieloma drzwiami. Psów w mroku już nie widziała, oddaliły się od niej za bardzo, pędząc w zawrotnym tempie, ale wkrótce usłyszała ujadanie przerywane warczeniem.
Deneve pokonawszy znaczną część korytarza dostrzegła sylwetki dwóch psów stojących w przejściu jednych z drzwi. Spoglądały do wnętrza pokoju i dawały znać o tym, że odnalazły źródło obcego zapachu.
Ciekawe, kogo tam mamy – myślała. Acz zamiast przekonać się o tym od razu, dochodząc do samych psów. Wsunęła się do wcześniejszego pomieszczenia, bezgłośnie otwierając i zamykając za sobą drzwi. Przeszła przez drugą część domowej biblioteczki i udała się ku ścianie odgradzającej dwa sąsiednie pokoje. Ten, w którym się znalazła, został przeznaczony dla dodatkowych pozycji, kiedy w planowo przeznaczonym na książki zaczęło brakować miejsca. Obecnie wyglądał bardziej jak czytelnia, nie jak gęsto zastawiona regałami biblioteka, w której musiał znajdować się intruz, a przed którą szczekały psy.
Deneve zatrzymała się przed ścianą, pozornie zwyczajną, ale gdy ostrożnie pchnęła jeden z regałów, ten przesunął się do wewnątrz biblioteki. Kobieta postarała się o to, aby uchylić go tylko w nieznacznym stopniu, tak aby się przecisnąć i doprowadzić natychmiast mebel do właściwej pozycji, niewykazującej niczego nadzwyczajnego.
Cały ten proces nie dział się (niestety – dla ofiary zaskoczenia) na widoku. W przestrzeni między wyjściem, a ścianą stała masa wysokich i szerokich regałów z ciemnego drewna. Dziedziczka Noitów znała wszystkie tajne przejścia, które zostały uwzględnione przy budowie rezydencji w dawnych jej czasach, a także w późniejszych przebudowach i modyfikacjach. Przydawały się w podobnych przypadkach, jak obecny.
Zaciskając blade palce na lasce, przekradła się między dziesiątkami półek, aż z uśmieszkiem na twarzy ujawniła się około dwa metry za plecami niespodziewanego gościa, wykrytego przez wyżły weimarskie, które wyglądały jakby w niecierpliwości miały zamiar rzucić się zaraz na dziewczynę i niczym jakąś ustrzeloną kaczkę, czy innego zwierza przynieść w pysku do właścicielki.
Wydała komendę. I wtedy kobieta o czarnych włosach mogła usłyszeć osobę, która w zadziwiający sposób znalazła się za nią. Stalowoszare psy umilkły i uspokoiły się nieco, ale nie odstąpiły od drzwi i zachowywały ostrożność, śledząc mądrymi oczyma przybyszkę.
Dobry wieczór, panno Johnson. A sądziłam, że wspomnienie o plotkach skutecznie panią zniechęci... – westchnęła, a uśmieszek znikł z ust albinoski. Wyraz twarzy wrócił do beznamiętnej normy. – Przejdźmy do rzeczy. Zastanawiam się... kim pani jest?
Trzymając laskę w dłoni, skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i wbiła swoje przenikliwe spojrzenie w oblicze swej pacjentki.
Coś podpowiadało, że coś jest nie tak. Żaden z moich normalnych pacjentów nie zachowuje się w podobny sposób względem mnie. – Zmrużyła powieki. Ale po postawie dało się poznać, że raczej nie zamierza napaść na kobietę, która mimo wszystko ciągle była jej pacjentką.
Czyżbyś przypadkiem nie została wysłana przez moją wspaniałą rodzinkę? Niejednokrotnie próbowali wyciągać ode mnie sekretne przepisy i tego typu rzeczy.
Deneve zaczęła zbliżać się ku kobiecie w czerni.
Spokojnie. Jestem zniesmaczona takim obrotem spraw. Mogłabym rzec, że wręcz zła – Ale jeśli tak w rzeczywistości było, to ta złość wydawała się tym bardziej przeszywająca, skoro emanował od lekarki taki spokój. – ...ale jestem skłonna ci wybaczyć... Mary... jeśli powiesz mi prawdę i jeśli coś sobie przygarnęłaś, zwrócisz to. W końcu na co ci taka specjalistyczna lektura? Niezbyt dobrze radzisz sobie z czytaniem, nieprawdaż?
Wątpiła, aby kobieta znalazła notatki i dzienniki z badań, czy sprawdzone przepisy, ale tak czy owak warto było ją przycisnąć. Parę godzin nie wystarczyłoby na odnalezienie takich rzeczy, zwłaszcza, że większość dobrze ukryta, niekoniecznie na regałach... Acz szuflady w biurku wypełnione były zapiskami z eksperymentów nad nowymi lekami z poprzedniej nocy. Doktoryna jeszcze nie zdążyła ich wyrzucić, tych mniej przydatnych oraz schować - tych, które przedstawiały dobre owoce prac.
Zbliżywszy się do czarnowłosej poszkodowanej na wyciągnięcie ręki, powoli zaczęła sięgać ku niej wolną dłonią.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Paź 22, 2015 3:59 am

Żniwiarz od samego wejścia w tę bibliotekę o miarach - niemal - tej, w której pracuje, czuł, że niekoniecznie powinien tutaj się zapuszczać, głównie za sprawą rozumienia średnio co czwartego słowa z grzbietów książek. Gdyby miała mimikę twarzy bardziej urozmaiconą, właśnie robiłaby głupią minę na widok długiego, na dobre piętnaście liter słowa i szybko odpuściła sobie dalsze wpatrywanie się w literki. Póki co, nie czuła i nie widziała magii, a z tego co słyszała, taki bogaty księgozbiór był normalną rzeczą w starych rezydencjach oraz u ( co najmniej w miarę) majętnych uczonych, mogła więc stwierdzić i to pomieszczenie za nudne, choć głowy nie dałaby sobie uciąć, metaforycznie i dosłownie. Gdy już miała z pewnym niesmakiem wybyć z tego pomieszczenia do kolejnego, poczuła niespodziewaną obecność. Ktoś o bujnej wyobraźni mógłby dostrzec zjeżenie się sierści, napięcie nóg do szybkiego umknięcia psu i wysunięcie kłów w ostrzegawczym geście. Już stała do - potencjalnej - wiedźmy przodem, jedynie przelotnie patrząc na jakże oziębłą minę białej plamy.
Gdyby nie okoliczności, zapewne skomentowałaby ten sztywny profesjonalizm, towarzyszący jej nawet poza kliniką. Jeszcze nie była za niego wdzięczna, bo nie wiadomym było, jak sytuacja się potoczy.
- Normalny... - mruknęła pod nosem z pewnym cynicznym kpieniem, bo jakby sam lekarz mógł uchodzić wśród ludzi za normalną z tą swoją buźką, a tak śmiało używała tego pojęcia. Norrrmalny.
- Kucharstwo mnie nie pasjonuje - stwierdziła Mary, która postanowiła pograć głupią, bo jakkolwiek nie wiedziała o jakie przepisy chodzi, tak była niemal pewna, że dość dalekie było to od zwykłego gotowania.
Oziębły ton głosu niemal podkreślał złość właścicielki, przez co wzrok Mary powędrował gdzieś na dłonie i dolne partie drugiego ciała, już przygotowując się na atak. Nie czuła się - tak bardzo jak powinna - osaczona, wszak nadal była wyszkolonym zabójcą, z użyteczną lub mniej kostką. I wtem dostrzegła ruch, powolny i - wydawać by się mogło - pewny siebie i dominacyjny. Czarna Dama już dawno wtopiła się w ścianę, więc jedyny manewr, jaki mogła wykonać, było równie wolne przesunięcie się w bok (naturalnie, w stronę drzwi), żeby tylko lew nie sięgnął ku niej zębiskami. Normalnie czułaby się co najmniej panterą w tejże walce, ale nawet jeśli nią była, to Deneve była na swoim terytorium i znała go jak własną kieszeń, tym samym mając przewagę.
Po raz któryś otaksowała ją wzrokiem, dopiero teraz licząc się z kolejną przewagą lekarki - wzrostem.
- Nie znalazłam niczego wartościowego - postanowiła powiedzieć białowłosej, właściwie mówiąc prawdę, ale niekoniecznie rozumiejąc to samo przez to.
I ponownie zaczęła przyglądać się tym białym kończynom, które w każdej chwili mogły pochwalić się swoją siłą lub jej brakiem. Widziała sprężysty krok i silne dłonie Deneve, jednak niekoniecznie świadczyło to o doświadczeniu.
Przesunęła dłonią po jednej partii włosów, jakby w zestresowanym geście. Dnia jeszcze nie mogła określić pechem, wszak jedyny pech, który mógł ją spotkać, to nie ujrzenie ponów słońca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Paź 22, 2015 12:14 pm

A po mnie widać na pierwszy rzut oka, że interesuję się kuchnią. – Albinoska odparła równie ironicznie, jak bardzo zdawało się jej, że gość udaje, iż nie wie o co chodzi.
A tymczasem dosięgnąwszy w końcu Mary, o dziwo Deneve nie pozwoliła sobie na żaden akt agresji względem znajdującej się naprzeciw kobiety. Dłoń o skórze zimnej jeszcze od spaceru przez rozległe ogrody rezydencji przesunęła po materiale odzienia czarnowłosej poszukiwaczki tajemnic jej rezydencji, a potem lekko ujęła go miedzy dwa place i szarpnęła niezbyt mocno. Nie mogła uwierzyć intruzowi na słowo, musiała się przekonać. Jednakże nie usłyszała, żadnego, najcichszego nawet, szelestu kartek, które dziewczę skryć mogło w ubraniu, żeby później przemycić na wolność. W łapska nieodpowiednie, w łapska wrogów.
W porządku... –  rzekła, po czym odstąpiła o krok od pacjentki, próbującej chronić tyły przyciskając plecy do ściany. Tym samym mało przyjemna bliskość i dotyk wcale nie krępujący się od przeszukania oddaliły się.
Deneve uniosła swe blade spojrzenie znad materiału i odszukała oczy kobiety w czerni, najwyraźniej zadowolona z efektów poczynionych oględzin oraz upewnienia się, że rzeczywiście kobieta nic nie znalazła, a przynajmniej nic nie wzięła.
Zatem... co mi powiesz? Kto ci to zlecił?
Przyglądała się tej czarnej damie, jakby badając każdą jej reakcję i ruch świadczący o próbie wymknięcia się z potrzasku. Niestety, z jednej strony miała Deneve w pełni zdrowia, która w kilka dłuższych kroków dogoniłaby pacjentkę z ranną kostką, z drugiej zaś strony szybkie psy, którym już na pewno by nie uciekła.
Nie próbuj kombinować. Chyba wolałabyś uniknąć pogorszenia się stanu twojej nogi? I tak niepotrzebnie ją dzisiaj nadwyrężałaś, a ja wolałabym nie dokładać sobie pracy. Mam jej wystarczająco dużo.
Doktorka mogła mieć również wynaleźć sobie wystarczająco dużo powodów, aby uciszyć swą pacjentkę. Niekoniecznie własnoręcznie. Bo i po co sprowadzać na siebie podejrzenia? Po opuszczeniu lecznicy, odzyskawszy sprawność, po upływie dnia, a może trochę więcej, ktoś nieświadomego niczego przechodnia mógłby zwyczajnie, śmiertelnie postrzelić choćby w nieudanej próbie rabunku. Bo przecież wielkiego majątku by nie znalazł przy swej ofierze. Niemniej jednak Deneve nie widziała chwilowo sensu podejmowania tak radykalnych kroków, skoro dziewczę niczego właściwie nie zdążyło znaleźć podczas swoich poszukiwań. Byłaby usatysfakcjonowania wyciśnięciem z kobiety prawdy.
Może chcesz się czegoś napić? Domyślam się, że przebieżka po rezydencji musiała panią okropnie zmęczyć... – zaproponowała nieco kąśliwie oraz jakby po części chciała oddalić wątpliwości intruza, co do jego losu i zachęcić do spowiedzi.
Aczkolwiek dalej, niż zdążyła się już odsunąć, nie oddaliła się, zajmując dogodną pozycję do obserwacji i ewentualnej reakcji. Również nie skłoniła psów do odsunięcia się od przejścia na korytarz, a to była jedyna droga ucieczki, na którą podejrzana pacjentka mogła się zdecydować.
To od ciebie zależy, czy nadal będę uprzejma.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Paź 22, 2015 1:03 pm

- Mówili mi, żebym nie oceniała książki po okładce - odparła z dumną głupotą Marry, jakby wcale nie zauważając sarkazmu w głosie lekarki. A naprawdę, żeby go nie zauważyć, słoń musiałby trzymać nogę na uchu, jeszcze z jakimś jegomościem na grzbiecie.
Biała plama i tak sięgnęła ku tej czarnej, następnie mało delikatnie szarpnęła za materiał; najwidoczniej, kobiecina była usatysfakcjonowania znalezieniem niczego, bo odsunęła się od niej, tym samym dając łopatkom Mary więcej luzu, bo była całkiem pewna, że za mocno wcisnęła się w ścianę i zostaną nań większe lub mniejsze ślady. Niemal w krygującym geście, poprawiła materiał na swoim ciele w odpowiedzi. Nie odpowiedziała nic na kolejne pytanie, świadom wystawiając cierpliwość Deneve na próbę, jednocześnie nie za dużo robiąc sobie cokolwiek z tego faktu. Noga była najmniejszym problemem kobiety, wszak podskok adrenaliny mógł zadziałać prawdziwe cuda, o czym przekonała się nie raz; głównym problemem była mała znajomość budynku, bo raczej nie odważyłaby się wyskoczyć za okno w bliżej niewiadomym miejscu, gdzie nie wiadomo co na nią czekało, ani jak szybko dopadłyby ją wielkie psy.
Dłuższą chwilę milczała, nim podjęła tematu:
- Nie znalazłam niczego wartościowego, ku swojemu rozczarowaniu. Dobrze pani wie, że nie mam pieniędzy - spojrzała gdzieś między oczy Deneve, ale unikanie kontaktu wzrokowego wcale nie świadczyło o kłamstwie u tej wyizolowanej dziwaczki. - Słyszałam, że jest pani majętna. Wielkość i zapach posiadłości był niczego sobie, więc postanowiłam skorzystać - zakończyła krótko i lekko, nie czując się ani trochę zniesmaczona tworzeniem własnego obrazu zwykłej, żałosnej złodziejki.
I dopiero wtedy ponownie nawiązała z nią kontakt wzrokowy, a ilość można było liczyć na palcach jednej ręki. Przygryzła wnętrze polika, co było widać  jedynie dla sprawnego oka i wplotła palce w pożyczoną sukienkę.
- Przepraszam - mruknęła ledwo słyszalnie, a wzrok ponownie powędrował gdzieś na dłonie Deneve, niemal z pewnym zakłopotaniem gładząc materiał opuszkami palców.
Ale nie czuła się zakłopotana, to był wyraz dyskomfortu obecnej sytuacji; została przyłapana na szperaniu, co niekoniecznie dobrze wróżyło o przyszłych losach zważywszy na - jedynie - braku dowodów na czarodziejstwo właścicielki dobytku. Czułaby się pewniej, gdyby wszystko rozgrywało się w klinice, gdzie zawsze mogła krzyknąć, niepokojąc tym pielęgniarki i pacjentów, zaś teraz była sam na sam z białą, oziębłą kobietą, której postawa zdradzała dużą czujność.
Mimo to, przecież bywało gorzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Paź 22, 2015 11:22 pm

Cała ta sytuacja przeciętnego człowieka wyprowadziłaby z równowagi, ale nie zwykle opanowaną Deneve, która potrafiła sobie radzić z emocjami. Niezwykle trudno byłoby doprowadzić tę kobietę do widocznego z zewnątrz gniewu. Zwłaszcza, że dodatkowo uznała, iż chłodny spokój mógł przynieść lepsze efekty niż wybuch złości, który z pewnością pogrzebałby wszelkie próby wyciśnięcia z przyłapanej pacjentki cennych informacji. Zdecydowanie wolałaby tego uniknąć. Musiała dowiedzieć się, kto stoi za tą czarną otchłanią, kto dokładnie chciałby przejrzeć zapiski z badań, eksperymentów albo uzyskać przepisy na leki, aby przejąć je i wykorzystać dla własnego zysku. Nie mogło być innego powodu skazywania na gubienie się między półkami. Niczego innego ważnego nie posiadała.
Ponownie skrzyżowała ręce na piersi, jednocześnie kiwając lekko końcem trzymanej laski. Równie dobrze można byłoby uznać to za oznakę zniecierpliwienia, jak i zwątpienia w pochłaniane słowa. Doktoryna w milczeniu wsłuchała się w opowiastkę przedstawianą przez Mary Johnson. Nie przerywała jej, zapewne coś rozważając i nie odezwała się, dopóki ta nie skończyła.
Mary... – Przeciągnęła wypowiedź. Spuściwszy spojrzenie, ustawiła dolną końcówkę lakierowanej laski na podłodze, a blade dłonie wsparła na srebrzącej się rączce, jedna na drugiej. Wpatrywała się chwilę weń, zanim ponownie wwierciła jasnoszare oczy w kobietę. Ale wyraz twarzy, który stał się wtedy widoczny wcale nie zwiastował zakończenia tematu. Wręcz przeciwnie. Albinoska wcale nie wyglądała na wierzącą w zasłyszaną spowiedź. W ani jedno słowo.
Jedna z brwi powędrowała wyżej.
I dlatego właśnie zastałam cię przeszukującą bibliotekę? Bez chociażby najdrobniejszej rzeczy przygarniętej zza licznych, poprzedzających to pomieszczenie drzwi? – rzuciła w jej stronę ów początek oskarżenia o zatajanie prawdy. – Nie pogrążaj się.
Czyżby jej droga pacjentka naprawdę sądziła, że bez choćby zachowania pozorów, przyjmie jej wyjaśnienia za mające odbicie w rzeczywistości, a nie jedynie w wymysłach? Wszędzie udałoby się jej znaleźć coś choć trochę cennego, co łatwo komuś innemu odsprzedać. Ale nie w bibliotece, gdzie stały książki jedna obok drugiej piętrząc się niemalże po sufit! A nie potrafiąc dostatecznie dobrze czytać, nie byłaby w stanie poznać się, czy cokolwiek jest warte zabrania.
Gdybyś rzeczywiście zależało ci na czymś cennym, wystarczyłoby ściągnąć ze ściany pierwszy lepszy obraz, chwycić wazon czy zwinąć butelkę wina – stwierdziła. – Przykro mi, ale twoja historia nie wydaje mi się wiarygodna.
Prześledziła kobietę spojrzeniem z góry do dołu i z powrotem.
Idziemy. Na dole mi wszystko wyjaśnisz – zabrzmiało wkrótce, słowa rozbrzmiały nie znoszącym sprzeciwu tonem. Ruszyła ku psom postukując cicho laską. Jednemu kazała czekać na korytarzu tak, aby Mary zamiast śladem białowłosej przypadkiem nie pobiegła w kierunku kliniki. Drugi wyżeł miał towarzyszyć lekarce.
Za mną. – Pacjentka mogła usłyszeć ją już z korytarza.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 23, 2015 7:09 am

Teraz to "Mary", "Maarry" - pomyślała kobieta, która była bliska parsknięcia. Było tyle przyjemnych, dogodnych momentów do powiedzenia Mary, ale Deneve uznała, że najodpowiedniejszym momentem będzie przesłuchanie. Nie wspominając już o zabranie pacjentki na jakiś arcypodejrzany dół. Stanęła przy framudze drzwi, najpierw taksując samą białą kobietę, potem przerośniętego psa, następnie ciężko mlasnęła językiem o podniebienie i ostatni raz przesunęła dłonią po włosach, nim nie udała się powolnym krokiem obok kobiety, uprzejmie oddalając się od psa.
- Nie interesuje mnie jakiś obraz czy wino, którego wartość może być różna - niemal burknęła w odpowiedzi, jakby urażona. - Złoto, biżuteria i pieniądze są o wiele pewniejsze, no i zazwyczaj są łatwiejsze w przenoszeniu - dodała Mary, patrząc kątem oka na postawę ciała lekarza. - Chciałabym dodać, że nie robię tego często. Nie. jestem. taka. - Zakończyła swoją wypowiedź, która tylko podkreśliła żałość marnej złodziejki, jakby popełniona zbrodnia raz, czy dwa miała usprawiedliwić przywłaszczenie sobie cudzej własności.
A po trzech się zeruje.
Gdy Mary czuła w kościach, że ów dół zbliża się wielkimi krokami, musiała zacząć porządniej interweniować.
- To był tylko błąd - dopowiedziała, jakby naiwnie wierząc w swoje słowa, a potem śmiało - acz powoli, żeby pies nie odebrał tego jako ataku na właściciela - sięgnęła ku rękawa Deneve, zatrzymując ją w miejscu. Trzymała zaledwie skrawek, żeby zminimalizować zniesmaczenie właścicielki dobytku, a skutecznie zatrzymać w miejscu. - Przepraszam, Deneve.
I nieznacznie uniosła głowę, ale wzrok zatrzymał się gdzieś przy szyi, a potem samych ustach. Sama przygryzła dolną wargę i od razu poczuła naruszenie szwu, przez co tak samo szybko odpuściła sobie podobnie wyglądające urocze gesty.
- Boli mnie kostka - postanowiła się poskarżyć, co poniekąd było prawdą. Ponownie zaczęła jej dokuczać, bo chyba za ciężko obciążała ją podczas przechadzki, cóż, to było wiadome, choć liczyła, że wytrzyma więcej.
I tak jej głównym zamiarem było ruszenie poczucia obowiązku u tego pracoholika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 23, 2015 1:01 pm

Czuła narastające poirytowanie. A więc Mary nie zrezygnowała ze swojej gry? Poziom zmęczenia Deneve musiałby być naprawdę wysoki, aby zaczęła brać pod uwagę uwierzenie w opowiastkę o złodziejce szukającej złota w bibliotece zdominowanej przez podręczniki, traktaty, dzienniki i tego typu rzeczy.
Miałam na myśli, iż nie znalazłabyś żadnego świecącego się skarbu w bibliotece. Chyba wyraziłam się dostatecznie jasno, że ci nie wierzę? – Albinoska postanowiła to podkreślić, aby zakończyć tę niecodzienną grę i roztaczanie przez winną murów pozorów wokół siebie, murów, które jednak właścicielka niezwykle jasnych i przenikliwych oczu prześwietliła, można by rzec, na wylot. Choć takiego stwierdzenia nie sposób nazwać w tych okolicznościach prawdą, wszakże Deneve nie znała powodów grzebania w księgozbiorze – miała swoje domysły, ale i one nie były bliskie rzeczywistości. Mimo wszystko, jedyne czego lekarka była pewna to to, że przedstawiona przez kobietę w czerni wersja mijała się z prawdą jeszcze bardziej niż napływające do umysłu podejrzenia.
Sądzisz, że przejęłabym się tak mocno, gdybym uważała świecidełka za coś istotnego? – Nie przerywając kroku, zerknąwszy przez ramię obrzuciła pacjentkę spojrzeniem. – Mam inne priorytety. Chodź za mną.
Wtedy poczuła delikatne szarpnięcie za rękaw. Deneve zatrzymała się i odwróciła w stronę brunetki, nie tracąc ani kropli swojej pewnej postawy.
Doskonale, ale sprawę uznam za załatwioną i nie mającą miejsca dopiero wtedy, kiedy usłyszę z twoich ust prawdę, a nie wymyślne historyjki. Idziemy. – Ostatnie wypowiedziała tak twardo, jakby chłód panujący na korytarzu przeszedł natychmiast w lód. Lekarka zachciała już wznowić przechadzkę, miała postawić kolejny krok, ale wstrzymała go i ponownie skierowała twarz ku pacjentce.
Zadziwiające jak łatwo przyszło ci zapomnienie o tym w czasie przeszukiwania rezydencji. – odrzekła odnośnie dolegliwości, pozwalając sobie na cierpką nutę w głosie. – Ale nie myśl, że się wymigasz.
Wsunęła laskę za ciasno zawiązany, skórzany pas, żeby zwolnić drugą rękę. Nakryta w bibliotece kobieta nadal była jej pacjentką, więc nie chciała, aby ta dalej szkodziła swojej nodze, opóźniając tym samym powrót do sprawności, ale Deneve nie odprowadziłaby jej teraz grzecznie w przeciwną stronę – prosto do pokoiku w klinice.
Nie utrudniaj mi tego.
Albinoska zbliżyła się do Mary i wzięła ją na ręce. Sapnęła, wyprostowując się. To jednak nie te wszystkie codzienne ciężary, aczkolwiek jak już zdążyła zauważyć podczas badania w gabinecie, wagi czarnej damy lepiej nie oceniać po wzroście, całkiem sporą część jej ciała stanowiły wyćwiczone mięśnie. Zacisnęła lekko wargi, ale chwilę później rozluźniły się, a uczona wznowiła swój chód wzdłuż korytarza, aż dotarła do tych samych schodów, którymi dostała się na piętro.
Wysoko w górze od światła księżyca wpadającego przez szyby połyskiwał żyrandol nieruchomo zawieszony na suficie. Trwał przygaszony, jak wszytko pozostałe w rezydencji. W holu poruszały się niemalże w ciemnościach, ale znalazłszy się na schodach, otoczył je półmrok, a gdzieniegdzie refleksy poświaty srebrnej, niepełnej tarczy, które przesączały się przez okna.
Dev skręciła na schody prowadzące na parter, aby po chwili znaleźć się na płaskim gruncie. O wiele wygodniej szło się po nim z takim bagażem na rękach, jaki przyszło jej nieść. W czasie drogi ręce ani przez moment nie zadrżały od ciężaru, wiedźma bowiem nie zapominała o formie. Ta przecież mogłaby okazać się niezbędna, gdyby coś poszło nie po jej myśli i zostałaby odkryta, albo też rodzinka (bądź konkurencja) postanowiła się jej pozbyć. Lepiej dmuchać na zimne.
Ostatecznie zatrzymała się w części salonu – o dziwo nie zaciągnęła pacjentki w żadne straszne miejsce, gdzie ta zaginęłaby bez wieści. Celem był jeden z foteli ustawionych na przeciwko dogasającego ognia. Uwolniła kobietę przed miękkim meblem.
Siadaj – mruknęła i podeszła samotnie do kominka. Zaczęła podsycać płomienie i dorzucać parę kawałków drewna ze sterty. Cisza wypełniła się trzaskaniem, odgłosami trawienia lądujących w ogniu szczap.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 23, 2015 1:41 pm

Najzwyczajniej w świecie nie umiała pojąć, dlaczego świecidełka nie mogły być ukryte w bibliotece, tym bardziej takiej dużej, gdzie włamywacz musiałby nagimnastykować się, aby znaleźć cokolwiek cennego. Była to całkiem normalna kryjówka, a przynajmniej normalniejsza od opowieści majętnego kata, który ukrył brylanty w brzuchu swojej kochanki, a gdy ta przypadkowo zginęła, rozerwał szwy i wziął co jego.
Ale przecież tego Deneve nie powie.
Nagle ta zaczęła się zbliżać w jej kierunku z podejrzanymi słowami na ustach. Mary zdążyła jedynie się najeżyć, zanim ta nie wzięła ją - tak po prostu - na ręce, sprawiając, że niepokorny pacjent zmienił się w prawie nie oddychający posąg. Czarny posąg nie czuł się zażenowany, czuł dyskomfort, bo - potencjalna - wiedźma niosła ją na rękach, jak książę księżniczkę, co byłoby niemal romantyczne, gdyby nie ich - prawdopodobnie - naturalna wrogość. Przysięgła sobie, że nikt nigdy nie wyciągnie z niej tego, że była noszona przez cholerną czarownicę, nawet, jeśli ta miała duże walory urodowe.  
Żniwiarz zaczynał powoli gubić się w zapamiętywanych ścieżkach, wszak rezydencja była duża, a teraz jeszcze schowana w półmroku. Gdyby widziała w życiu mniej, prawdopodobnie czułaby przechodzące dreszcze, wszak w takich miejscach najczęściej można było spotkać istoty, które nie przeszły na drugą stronę. Kto wie, ile osób umierało w cierpieniu, jeśli okazałoby się to rezydencją diabła. Nadal nie wykluczała opcji, że dołączy do ich ofiar.
Arcypodejrzany dół nie okazał się być salą tortur ze stertą kości - było to zwykłe pomieszczenie, niemal przytulne, w którym - jak myślała Mary - niedawno musiała przebywać Deneve, jak stwierdziła po przygasającym kominku. Poczuła się dziwnie, siedząc w fotelu, w którym najpewniej zwykła robić to biała kobieta. Mimo to, usiadła grzecznie i spojrzała na jej zarys sylwetki; sama była sztywna, wyprostowana, o szczerym pragnieniu tolerancji dla fotelu, które zawsze gościło diabła, teraz zaś samego żniwiarza.
Przesunęła opuszkami palców po materiale, który wydawał się być lepszy od jakiejkolwiek sukni w posiadaniu Mary.  
- Jesteś przyzwyczajona do życia w poczuciu zagrożenia - wypaliła czarnowłosa, jednocześnie nieznacznie przysuwając się w kierunku kominka i wyciągając ku niemu dłonie - nie nachalnie, nie zbliżając się nadto do drugiego ciała. - Jednak myślę, że nie szukasz współczucia. A ja będę utrzymywać swoją wersję, Deneve - dodała, wolnymi ruchami pocierając dłonie. - Prawdziwą wersję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 23, 2015 6:02 pm

Ogień rósł w siłę. Z lekko tlącego się drewna, gasnącego w oczach po tak długim czasie od rozpalenia przez kogoś ze służby – jeszcze przed powrotem Deneve, przerodził się w żywe płomienie bijące ciepłem i intensywnym światłem, którego półokręgiem zostały objęte dwa fotele i drobny, okrągły stolik między nimi.
Zadowoliwszy się uzyskaniem większej ilości ciepła i rozświetleniem pomieszczenia, odłożyła pogrzebacz, którym na początku rozgarnęła niektóre spopielone części drewna i samo palące się drewno. Wstała następnie, odwróciła się od źródła światła i obrzuciła czarnowłosą spojrzeniem równie nieodgadnionym, co zwykle. Wyjęła także swoją laskę zza paska i oparła ją o wolny fotel.
Zastanawiając się do czego kobieta zmierza wspominając o poczuciu zagrożenia, skierowała się do barku w dalszej części salonu. W milczeniu chwyciła dwie szklanki o lekko obłym kształcie i nalała do nich whisky, a gdy powróciła z nimi do foteli, jedną ustawiła na stoliku naprzeciw Mary. Płyn zakołysał się i uspokoił. Ze swoją szklanką usiadła na drugim fotelu.
Nawet nie wiesz jak bardzo i mam ku temu powody, ale nieważne. – Odezwała się po raz pierwszy od dłuższej chwili. I niekoniecznie myślała przy tym o byciu czarownicą. Istniało wiele innych przyczyn, przez które powinna zachowywać ciągłą ostrożność i być gotową do popsucia planów wrogom. Już jako dziecko przeżyła zamach na swoje życie. o czym ciągle przypomina jej cienka blizna między żebrami.
Przymknęła na chwilę oczy i przysunęła do ust szklankę. Zanim wypiła choć trochę, rozsmakowała się w zapachu, a dopiero potem przytknęła krawędź naczynia do wargi i przełknęła niewielką ilość alkoholu, następnie odsuwając od siebie, ustawiając je na pobliskim, okrągłym blacie.
Dobrze myślisz, byłoby mi to obojętne. Ale powinnyśmy zejść ze mnie, a wrócić do ciebie – przypomniała, kiedy uznała, że oddalają się zbyt mocno od celu tej rozmowy. Zmarszczyła w późniejszym momencie brwi, co było reakcją na oświadczenie czarnowłosej kobiety.
Założyła nogę na nogę.
Możesz sobie utrzymywać, nie wierzę ci. Złodzieje nie chodzą po bibliotekach. Zwłaszcza nie po takich, po których widać na pierwszy rzut oka, że są tam same księgi i zapiski.
Deneve nie czuła potrzeby ozdabiać jej czymkolwiek innym poza tym, co miało obowiązek znaleźć się w pomieszczeniu, aby móc nazwać ją biblioteką.
Myślę, że ktoś cię przysłał. Dużo jest takich, którzy mają chętkę na moje tajemnice zawodowe, a także takich osób, które chciałyby bliżej przyjrzeć się efektom różnych moich badań.
Dzielenia się z nimi wolała uniknąć. Nie dość, że mieliby możliwość je wykorzystać w przyszłości ku własnemu zyskowi i obwołać się ich autorami, to jeszcze, gdyby ograniczoność ich wiedzy uniemożliwiłaby im pojęcie jej zapisków, skłonni byliby oskarżyć ją o uprawianie jakiejś czarnej magii... czy w ogóle magii, bo przecież była czarownicą i korzystała ze swoich umiejętności, co przy okazji mogłoby się wydać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 23, 2015 6:48 pm

Zaledwie zerknęła na whisky, której za nic w życiu nie miała zamiaru upijać. Skupiła się za to na samej Deneve, która musiała upierdliwie wiercić dziurę z biblioteką. Naprawdę, rzadko spotykała złodziejaszków? Mary nie była ekspertem w tejże dziedzinie, ale na jej logikę, biblioteka czy nie, wszędzie można znaleźć pochowane pieniądze.
- Na pierwszy rzut oka mało co widać - powiedziała krótko Mary i gdyby miała bogatszą paletę emocji, zapewne zaczynałaby się niecierpliwić. - Zdziwiłaby się pani, gdzie można ukryć wartościowe rzeczy.
Zmierzyła wzrokiem Deneve, która próbowała jej dowieść o rzekomym wysłaniu przez jej rodzinę lub wrogów po jakieś zapiski. Naprawdę, jakkolwiek cynicznie podchodziła do jej poczucia obowiązku w pracy, tak taka drobna obsesja zwiastowała tajemnicę, którą próbowała ze wszelką cenę chronić. Mary zamierzała zapamiętać tę informację, a potem zasugerować sprawdzenie inkwizycji, która miałaby w nosie tajemnicę lekarską. Mogło to być równie coś nielegalnego, przyziemnego, ale trzeba dmuchać na zimne.
Ostrożnie, nadal drętwo, oparła się plecami o fotel, który jeszcze nie zmienił się w wielką żabę, ani nie zaczął płonąć samoistnie, co było - na początek - dobrym znakiem. Nawet położyła jedną z dłoni na oparciu, nieśpiesznie sunąc po materiale koniuszkami palców. Wydawać by się mogło, że czarnowłosa kobieta dziwnie skupiła się na tym zajęciu, bo wpatrywała się nachalnie w swoje palce, jednak cały czas była w gotowości na najmniejszy szmer lub zbliżające się ciało, cokolwiek, co wyczułaby intuicją myśliwego. Gdyby miała pewność człowieczeństwa Deneve, już dawno zaserwowałaby jej utratę przytomności, jednakże, brak dowodów na bycie wiedźmą niekoniecznie mówił o faktycznym stanie rzeczy.
- Mówiła pani, że chodziła jako dziecko do naszej biblioteki. Dlaczego teraz tego nie robisz? - zapytała Mary, przejawiając drobne zainteresowanie owym faktem. I to całkiem szczere!
Ale i tak upierdliwie gapiła się na swoje palce, jakby zaraz miały zmienić się w szpony smoka lub teleporter, który wydostałby ją z tego miejsca, nie bez goryczki odkrycia niczego, a zaledwie jakiś porachunków i cennych badań Deneve.
- Musisz być wyjątkowa... - wypaliła z westchnięciem, na głos podsumowując swoje ostanie myśli.
Była jednak ciekawa, czy miało to odbicie w rzeczywistości, czy tylko we własnej głowie Deneve.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Paź 24, 2015 2:10 am

Z całą pewnością ile ludzi na świecie, tyle miejsc, które sobie wybierają na skrytki dla swoich skarbów... od skarpet przez zamknięte szafki i kufry po schowki za ruchomą cegłą, bądź te zupełnie nieprzewidywalne kryjówki. Ale w rezydencji wiele rzeczy było na wyciągnięcie ręki, choć samo pomieszczenie biblioteki sprawiało wrażenie surowego i pozbawionego zbędnych bibelotów, miejsca przeznaczonego wyłącznie na wiedzę, która stanowiła element cenny sam w sobie. Ci, którzy mieli okazję poznać się na Deneve, doskonale zdawaliby sobie sprawę z tego, że żadnego majątku nie skryłaby, ani między kartkami ksiąg, ani nigdzie indziej w bibliotece. Miałaby narażać zbiory na zniszczenie?
Potrafię się domyślić, co ludziom dziwnego przychodzi do głowy.
Albinoska upiła jeszcze jeden niewielki łyk, po połknięciu którego zawartość szklanki niemalże nie uległa zmianie, jak gdyby kobieta wolała jak najdłużej delektować się smakiem porządnej jakości alkoholu. Odłożywszy szklankę, sięgnęła leniwie dłonią do karku i spróbowała paroma ruchami już nieco mniej chłodnej dłoni rozmasować zesztywniały kark. Szybko się jednak przekonała, że czynność ta na niewiele się przydała, ale biorąc pod uwagę późną porę, zdecydowała się nie korzystać ze swoich magicznych umiejętności, aby rozluźnić mięśnie po dniu pracy. Zamiast tego oswobodziła się z zawiązanego na kołnierzu krawata, a zsunąwszy go na koniec na siedzisko fotela, odpięła najwyższy guzik koszuli, dając odetchnąć szyi od kołnierzyka. Westchnęła cicho.
Jak widzisz, nie mam zbyt wiele czasu – wyjaśniła krótko, zerkając na zagłębiającą się w oparciu fotela czarnowłosej kobiecie podającej się za złodziejkę. – A wcześniej... przez dłuższy czas nie było mnie w domu. Wyjechałam.
Deneve słowem nie napomknęła, że właściwie to uciekła i postarała się o to, aby słuch o niej zaginął. Wyrwała się z tego domu, od musztry fizycznej i naukowej, od wykorzystywania posiadanych przez nią zdolności, od tego towarzystwa, gdzie intrygi były na porządku dziennym. Zresztą nadal są. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Na szczęście członkowie jej rodziny nieczęsto przyjeżdżali w gościnę i chyba tylko za to była im wielce wdzięczna.
Jedynie dzięki wyobraźni lekarka była w stanie utworzyć w umyśle wyraz twarzy ojca, kiedy dotarło do niego, że zniknęła z rezydencji, z miasta w ogóle. Bo kiedy wracała, on wąchał już kwiatki od spodu, a ona mogła skorzystać z przekazania przewodnictwa w rodzinie i z majątku.
Mogła od tamtego czasu zabrać się na poważnie za badania.
A może powinnam od czasu do czasu zajrzeć albo wysłać kogoś na przeszpiegi, żeby dowiedzieć się, czy aby czegoś nie planujesz, co mogłoby mi zaszkodzić, bardziej niż wymyślne pogłoski? – zapytała, obserwując Mary kątem oka.
Znowu schodzimy na mój temat... – mruknęła, sięgając ponownie po szklankę. Dev nie bardzo to cieszyło, więc napomknęła o tym fakcie. A jeśli tak dalej pójdzie, to z nocy nie pozostanie jej nic.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Paź 24, 2015 7:06 am

Żniwiarz nie wiedział, czy nagłe osłonięcie ciała przez Deneve oznaczało zrelaksowanie, czy może raczej jeszcze trochę tu posiedzimy, Mary. Zwabiona przez szelest zsuwającego się krawata, zerknęła krótko na odsłonięty kawałek skóry, blady jak każdy inny. Teraz pani lekarz wyglądała o wiele inaczej, z tą whisky i rozluźnionym kołnierzykiem. Taki drobny zabieg, a niby inna osoba, ale nadal potencjalna wiedźma, oczywiście.
Skinęła głową na wyjaśnienie o wyjeździe. Mary rozmyślała, jak wyglądałyby ich stosunki, gdyby kobieta tego nie uczyniła i regularnie odwiedzała bibliotekę, w której sama pracowała. Znała siebie na tyle, że wiedziałaby, że przynajmniej próbowałaby nawiązać jakiś kontakt z kimś o tak niecodziennej urodzie. Jakby to wszystko wyglądało i potoczyło się, gdyby nie przyszła tutaj tylko dlatego, żeby znaleźć dowody na jej diabelskie jestestwo i skrócić o głowę? Szybko porzuciła te bezsensowne rozmyślania, wszak rzeczywistość była jedna i namacalna i nic nie zmieni jej biegu.
Następne słowa zasugerowały jej, że - jak dotąd - wyjdzie z sytuacji cało. Kwestią sporną byłaby kwestia prawdomówności i zaufania do białej kobiety.
- Zapraszam cię - odparła, ignorując kwestię innych ludzi, która wydawała się być - tak jakoś - bardziej drażniąca niż obecność samej Deneve. - Zawsze możemy udać się kiedyś po mojej pracy na jakąś herbatę, jeśli miałabyś ochotę - dopowiedziała, tym razem patrząc się gdzieś w okolicy nosa Deneve.
Mogło to być naprawdę frustrujące, że zaprasza kogoś na dalszą, nieco bliższą znajomość i nawet wtedy nie raczy złapać kontaktu wzrokowego.
Tym razem gapiła się w miejsce pomiędzy oczami, które dawały iluzje cieplejszych pod wpływem nieśmiałego oświetlania przez kominka. Pochyliła się nieznacznie w jej kierunku, jednocześnie nie naruszając przestrzeni osobistej.
- Interesujesz mnie - mruknęła o wiele ciszej, prawie, prawie łapiąc kontakt wzrokowy...
A jednak nie.
W dodatku, ponownie wyprostowała się na swoim siedzeniu, posyłając jej ten znany już nonszalancki uśmiech. Naprawdę, niekiedy nie sposób połapać się w tej dziwnej, czarnej plamie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pon Paź 26, 2015 7:58 pm

Jeśli byłaby w wyjątkowo dobrym nastroju, a od wieków taki się nie zdarzył, może nawet zaśmiałaby się krótko, cicho, niekoniecznie z serca – to zakrawałoby na cud. Byłby to raczej śmiech jednej myśli płynącej przez umysł: Co my właściwie robimy? Jak do tego doszło?
W jednej chwili nakryła pacjentkę we własnej bibliotece, zaczęła wypytywać, teraz siedziały przed kominkiem, a dopiero co przyłapana i świadoma tego, że Deneve jej nie wierzy, kobieta zachęcała ją do przedsięwzięcia, jakim miało być obserwowanie pracownicy biblioteki. Mało tego! Otrzymała jeszcze od niej zaproszenie na herbatę, właśnie padało ono z jej ust. Aż postanowiła do tego nawiązać w odpowiedzi.
Najpierw próbujesz przeczesać mój dom, a teraz zapraszasz mnie do odwiedzenia ciebie w pracy? Do wyjścia na herbatę? – zapytała, zaczynając lekko obracać szklankę. – Pragniesz iść ze mną na herbatę, ale nie chcesz teraz ze mną się napić?
Zwróciła uwagę na to, że od przybycia do salonu i rozlania odrobiny alkoholu do szkieł, jej gość nie tknął go ani razu. Uniosła szare tęczówki znad swojej szklanki, poprowadziła je prosto na rozmówczynię, nie przejawiając żadnych oporów przed odszukaniem jej oczu.
Może wolisz coś innego?
Deneve zbadała ją spojrzeniem, jak gdyby miało jej to zapewnić garść cennych informacji, po czym wróciła do swojej poprzedniej pozycji, w której śledziła tańczące, pomarańczowo-żółte płomienie.
Upiła kolejny łyk, myśląc i coraz bardziej przekonując się do swojego zdania, że ze złodziejką łasą na złoto w żadnym wypadku nie ma do czynienia... ewentualnie skorą do wykradzenia tajemnic tej rezydencji. Ale dlaczego? A przede wszystkim dla kogo? Przymrużyła oczy. Czekała na taką właśnie kwestię – taką, którą mogłaby ująć w szczypczyki i pociągnąć, bo w pewnym sensie dla pierwotnej wersji stanowiłaby obce ciało.
Albinoska odłożyła wolnym ruchem szklankę, po czym oparła łokieć na stoliku, zaś szczękę na dłoni. Strzeliła w nią spojrzeniem, choć kobieta ciągle zdawała się, z nieznanych jej powodów, omijać oczy.
...interesuję? A więc przyznajesz się, że złodziejka z ciebie żadna? – Lekarka uczepiła się ostatniej wypowiedzi. Złapała za to jedno, wypowiedziane w nieuwadze lub celowo, słówko które mogło zaprowadzić ją dalej. – Czyżbyś zatem przyszła tutaj nie dla skarbów, a dla mnie, dla tego co robię? – Dokończyła pytanie z ruchomymi refleksami światła bijącego od ognia.
Kim jesteś? – zapytywała siebie w duchu, oglądając kobietę zajmującą drugi fotel oraz oczekując na jej reakcję. Cokolwiek było powodem zjawienia się Mary w rezydencji Noita, powinna mieć się na baczności, bo nie wróżyło to niczego dobrego.
Ciekawi mnie ile zdążyłaś usłyszeć od przypadkowych ludzi, że sama z własnej woli postanowiłaś poszperać tu i tam. Kto wie? Może nawet dałaś się z własnej woli poturbować?
Deneve okręciła szklankę ostatni raz. Kolejny łyk rozgrzał jej gardło.
No cóż, jak już mówiłyśmy, ludzie mają dziwne pomysły. Też mam swoje dziwactwa.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Paź 30, 2015 5:44 pm

- Tak, mniej więcej tak to wygląda - potwierdziła - jakże bezczelnie - Mary na wypowiedziane słowa, brzmiące absurdalnie szczególnie w tych zimnych ustach.
Deneve śmiało odnalazła czerń oczu, jeszcze bardziej przygaszona w ciepłym świetle kominka, a w zamian dostała uprzejmy uśmiech, jako bardziej wyuczony gest niż cokolwiek szczerego, następnie skinięcie głową i krótką formułkę:
- Nie chce mi się teraz pić.
To była podstawa podstaw na herbatkach - bądź whisky - u wrogów, podobnie jak w codziennym życiu, gdyż kto wie, gdzie i kiedy wróg postanowi działać. Na szczęście, ten żniwiarz nie odczuwał jeszcze takiej paranoi, aby wycierać klamki od drzwi w obawie przed trucizną i to na swoim terenie, choć nie dziwota, gdy grasowały tam tchórzliwe węże, co było swoistą głupotą, mimo potrzebnych umiejętności i informacji.
A potem, dokładnie ta sama osoba, ta, która mordowała i żyła ze świadomością, że będzie zamordowana, parsknęła krótkim, delikatnym śmiechem, chociaż nieprzyjemnie zaczęty skrzypnięciem - jakby - drzwi, co było czerwoną strzałką w kierunku Dawno, dawno się nie śmiałam..., być może jeszcze Nie unosiłam głosu, co byłoby taką samą prawdą. A potem wszystko to zostało przypieczętowane krótkim atakiem kaszlu, który kto wie, czy był wywołany tylko przez nieprzyzwyczajone gardło.
- Deneve, Deneve - zamruczała niemalże, przymykając nieznacznie załzawione oczy. - Naprawdę szybko, za szybko wyciągasz wnioski. Zdradzę jednak, że zainteresowałeś mnie od... pierwszego wejrzenia - zakończyła, jedynie troszeczkę prześmiewczo.
Przewróciła oczami na kolejne słowa, które znaczyły o bystrości lub szczęściu Deneve, albo jedno i drugie, co było znakiem ostrzegawczym, a co żniwiarz perfidnie ignorował, bowiem... albowiem czuł szybciej płynącą krew w żyłach, swędzące palce i szybszy oddech, co było niczym innym i więcej, jak ż y c i e m.
- Musiałabym być odrobinkę stuknięta, żeby dać się pobić, nieprawdaż? - zapytała lekko i neutralnie, tym razem samej szukając czerwieni spojrzenia swoją czernią, żeby - niewiele myśląc - złapać go i zatrzymać na odrobinę dłużej.
Żniwiarz zachowywał się odrobinę inaczej, nieznacznie pozwalając uciec swojemu uczuciu przepełnienia, niczym dziurka po igle w nadmuchanym balonie, którego cała powierzchnia była pokryta plastrami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Nie Lis 01, 2015 8:41 pm

Cóż za pewność, gdzie leżało jej źródło?
Nie uważasz, że to trochę masochistyczne? – zapytała mrużąc nieco powieki. – Gdybym była inną osobą, w okoliczności zagrożenia życia, mogłabym wpierw pójść po strzelbę, a potem puścić w twoją stronę kulkę czy dwie. Tymczasem jedynie grozi ci trochę obserwacji i co najwyżej jakiś areszt za włamanie. Ale mimo wszystko, pchasz się w ręce kogoś, kto mógł mieć cię w garści, a co najważniejsze ma chęć skontrolować, co zamierzasz...
Mówiła spokojnie, powoli cichnąc, zdawać by się mogło, że nieco złowieszczo. Aż umilkła i zwilżyła wargi alkoholem ze szklanki, jakby stwierdzenie nigdy nie miało miejsca.
Czasem po prostu należało szybko kojarzyć fakty i próbować dopasować do nich odpowiednie teorie, aby następnie móc je potwierdzić lub odrzucić. I o ile łatwiej przychodziło coś takiego uczynić, kiedy pierwsza wersja niewiele miała wspólnego z rzeczywistością. Wraz z wypowiedzią dodatkowo przyszło pytanie: czyżby jednak jej towarzyszce było na rękę wydłużenie czasu tego osobliwego przesłuchania?
Mózg tak jak ciało potrzebuje ćwiczeń. Przyda mu się taki sprint. – tymi słowy odpowiedziała kobiecie w czerni. – Skoro tak mówisz... Możesz mieć problemy z odszukaniem wielbicielek do fanklubu.
Albinoska przechyliła się po drugiej stronie fotela, oddalając się tym samym od swej pacjentki. Pogłaskała szary łeb psa. Blade opuszki palców sunęły po krótkim futrze, po czym wstała i powędrowała z pustą już szklanką do barku, gdzie ponownie napełniła ją do jakiejś jednej trzeciej wysokości. Parę długich, zgrabnych kroków i znalazła się z powrotem w świetle kominka. Jednak zanim usiadła na swoim miejscu, Deneve zatrzymała się fotelem, na którym siedziała Mary. Wsparłszy się łokciem i przedramieniem o szczyt oparcia, pochyliła nad brunetką.
Skąd miałabym to wiedzieć, Mary? Nie badałam cię przecież pod kątem problemów psychicznych. Może powinnam dla pewności? – Kołysząc płynem w szklance, spoglądała na gęste, czarne włosy kobiety. W końcu przelała do ust niewielki łyk trunku. – W takim przypadku może naprawdę miałabyś jakieś masochistyczne zapędy? – powiedziała słabo żartobliwie, nawiązując do swej wcześniejszej wypowiedzi.
Deneve nie trwała długo w tej pozycji. Wzruszyła lekko ramionami, a następnie szybko znalazła się w swoim fotelu.
Muszę przyznać, że jestem trochę zmęczona. Nie chciałabym całej nocy poświęcić na pogawędki...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pon Lis 02, 2015 7:40 am

Dla żniwiarza, groźby Deneve brzmiały dość zabawnie, niczym groźba małego dziecka do drugiego, że jeśli nie odda się mu zabawki, to się rozpłacze. Nic dziwnego, wszak dla niej realnym zagrożeniem były wiedźmy, a nie ludzie ze zwykłymi zdolnościami posługiwania się brońmi, gdzie ratować Mary mogła intuicja zabójcy z doświadczeniem, bo w przypadku wiedźm, intuicja rzadko pomagała na ich paskudne moce. A nadal nie wiadomym było, jak to było z człowieczeństwem kobiety naprzeciw. Ta, póki co, starała się uprzejmie zastraszyć złodziejkę, co zapewne na zwykłą, marną złodziejke podziałałoby w dużej części. Czarnowłosa była  świadoma, że sama mogłaby załatwić wyjątkowe paskudy Deneve, osobiście lub przez inkwizycję, ale wnętrze miała suche jak wiór, spróchniałe jak stare drzewo, przez co nie miała ochoty na podobne przekomarzania.
Przewróciła oczami na słowa białej kobiety, niemal rozbawiona.
- Przy sprincie o wiele łatwiej się potknąć - zauważyła, tym jednym krótkim zdaniem mając zamiar zasiać wątpliwość w głowie Deneve.
Mary, czując obecność za sobą, od razu napięła mięśnie, jednak nie uniosła głowy. Za to poświęciła chwilę na otaksowanie wielkiego psa wzrokiem, którego musiałaby się pozbyć w pierwszej kolejności, jeśli zapragnęłaby zwiać - z drugiej strony, miała dziwne wrażenie, że był to grzech większy, niż samodzielna wędrówka po rezydencji, a przecież chciała napić się gorącej herbatki z Deneve.
- Chcesz mnie poznać, Deneve? Poczuć? Słyszałam, że psychologowanie na innych sprawia, że poznajesz i dotykasz cząstki innych, a jednocześnie sprawiasz, że sama oddajesz część siebie. Chciałabyś mnie dotknąć, a jednocześnie zostać dotknięta? - zapytała z pewnym rozbawionym cynizmem. - Dotykanie bez bycia dotkniętym, szczerze, to żadna przyjemność.
Ze słów Mary można było wywnioskować, że nie była fanką teorii, iż cudza przyjemność jest jej przyjemnością.
Oczywiście, następne słowa Deneve nie sprawiły, że nagle zachciałoby się jej zwierzać ze swojej żniwiarskiej aktywności. Właściwie, była cholernie pewna, że nawet wiedźmińskie moce nie sprawiłyby, że zaczęłaby gadać. Poza tym, za bycie tajemniczym są dodatkowe punkty do atrakcyjności, prychnęła rozbawiona w myślach.
- Bo, Deneve, zamiast przyjąć do wiadomości moją złodziejską osobowość, czynisz jakieś teorie spiskowe. Bardzo lubię twoje towarzystwo, ale twoja podejrzliwość i wyobraźnia zaczyna być męcząca - stwierdziła Mary z westchnięciem, bezczelnie zrzucając winę na potencjalną wiedźmę. I cóż z tego, że zabrzmiało to równie dziecinnie, co uświadamianie o możliwościach Deneve przez nią samą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Lis 05, 2015 3:37 am

Sprint fizyczny, a umysłowy to dwie różne rzeczy. Efektywność przyswajania, rozrysowywanie różnych możliwości, to wysoko się wycenia. Tu nie złamiesz nogi, "potknąwszy się", odkrywszy błąd, szybko możesz odrzucić jedną możliwość, by zbadać drugą – odparła. – Rzucam w ciebie przypuszczeniami, mając nadzieję, że jakieś się potwierdzi.
Teraz, od razu tak byłoby najlepiej, ale najpewniej dojdzie do tego w przyszłości, kiedy będzie musiała przedsięweźmie odpowiednie środki, powęszy trochę, niekoniecznie osobiście. W końcu inne sprawy na co dzień zaprzątały głowę Deneve. Nierzadko brakowało jej czasu na całkowite zregenerowanie sił, odprężenie się, a miałaby latać w odwiedziny do członków rodziny i przeprowadzać śledztwo u kolegów z branży, tym samym ostrzegając ich?
A co jeśli powiem, że to nie moja specjalność? Że specjalizuję się w dolegliwościach f i z y c z n y c h?
Kładąc potylicę na oparciu, nieznacznie uśmiechnęła się w stronę energicznie poruszających się płomieni zżerających pocięte drewno, czerniejące i obracające się z czasem w pył. Ta rozmowa oddalała się coraz bardziej od głównego wątku, a przynajmniej tego dla niej istotnego. To do niczego nie doprowadzi...
Teorie spiskowe... – mruknęła niewyraźnie. – Przykro mi, ale mało masz wspólnego ze złodziejką, to nawet widać. Brak ci ich odruchów, choćby przypadkowego zerkania w poszukiwaniu jakiejś błyskotki, zatrzymywania spojrzenia na kolejnych przedmiotach oraz poddawania ich zabiegowi prędkiej wyceny. Nie wydajesz się zainteresowana czymkolwiek, co się znajduje w tej rezydencji.
Podsumowała razem spędzone minuty i uniosła do ust szklankę z alkoholem. Łykiem rozgrzała język i gardło, po czym kontynuowała wypowiedź.
Jesteś podejrzana, a przy podejrzanych personach podejrzliwość jest jak najbardziej wskazana.
Albinoska przekierowała twarz od płomieni w stronę kobiety w czerni. Umysł często sam dawał człowiekowi znaki, że coś nie gra z rzeczywistością. Wolała nawet nie wspominać ile razy owa podejrzliwość uratowała ją przed szkodą na zdrowiu, a nawet przed utratą życia.
Westchnęła ciężko i dźwignęła się na nogi. Szklankę odłożyła z cichym stuknięciem na blat stoliku.
Cóż... mam wrażenie, że mamy małe szanse na porozumienie. Ja nie chcę tracić energii, skoro i tak prędzej czy później dowiem się szczegółów. Chyba powinnam cię teraz odprowadzić do twojej sali, Mary – rzekła w końcu unosząc spojrzenie znad szklanek, w tym jednej nawet nie tkniętej, a utkwiwszy je w czarnowłosej pacjentce zbliżyła się do drugiego fotela.
Sądzę, że wygodniej będzie ci spędzić resztę nocy w łóżku, a nie u mnie na przesłuchaniu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Sob Lis 07, 2015 8:18 am

- Najpierw musiałabyś dostrzec swój błąd. Niektórzy mają tendencje do dostosowania rzeczywistości pod siebie i swoje myśli – skończywszy tę wypowiedź ciężko mlasnęła językiem o podniebienie, a jednocześnie mimika twarzy Czarnej Damy nie zmieniła się ani o jotę. Miała ochotę zamieszać jeszcze bardziej, z drugiej strony, w tym przypadku nie trzeba było dokładać drewna do kominka, gdzie lekarz sam tworzył historię, z powodzeniem wyręczając samego żniwiarza.
Spec od dolegliwości fizycznych brzmiał o wiele prościej i ponętniej, jednak nic nie odpowiedziała, stukając paznokciami o oparcie fotela, jakby chciała odpowiedzieć w swoim własnym kodzie Morse'a, niekoniecznie oczekując zrozumienia treści przez odbiorcę, ale, och, byłoby mi bardzo miło, niemal jak przeznaczenie, prawda?
A na następne słowa zareagowała nijak, choć – zapominając na chwilę, że być może ma do czynienia z wiedźmą, wszak brak dowodów na czarodziejstwo nie jest dowodem na człowieczeństwo – mogła poczuć drobny podziw dla dedukcji towarzyszki, co zapewne w większości przypadków potwierdziłoby się; w większości przypadków, gdzie mamy do czynienia z kimś kompulsywnym, uzależnionym, doświadczonym i nie czuje oddech na tętnicy któregoś z wielkich psów. Zatoczyła ósemkę na oparciu, niemal znudzona wpatrując się w swoje palce, świadomie ignorując spojrzenie Deneve. Dopiero, gdy wyczuła ruch, śledziła wzrokiem szklankę, a potem powoli zbliżającą się dłoń, tę samą, którą odłożyła puste szkło. Najprawdopodobniej, wieczór zakończy się cierpkim posmakiem w ustach przez brak rozlewu krwi i dowodów, czegokolwiek, co byłoby przydatne dla członka inkwizycji. Jednak, nie byłaby zbyt mądra, gdyby pozwoliła krwi w żyłach płynąć wolniej, nie, dopóty chociaż nie uwolni się z tej rezydencji na kilka metrów, a bladoniebieskie spojrzenie nie będzie starało się przewiercić na wylot tych czarnych tęczówek, które ponownie stały się jakby rozmyte, niczym ruchome piaski, zapraszając śmiałka, żeby wessać bezpowrotnie.
Samodzielnie wstała i wyprostowała się, na ile była w stanie nie obciążając rannej kostki. Nie odczuwała już bólu, a jeszcze niedawno ten okazał się być zadziwiająco wierny, przypominając o sobie w samym środku akcji. Rezydencja niewiele różniła się od tych, jakich dane było jej ujrzeć, nie widziała podejrzanych kręgów, pentagramów, kotła z gotującymi się dziećmi, więc nic jej tu nie trzymało, nawet ta biała piękność, która miała pewną obsesję na punkcie profesjonalizmu w pracy – no, oprócz tego alkoholu.
- Da mi pani coś przeciwbólowego na zapas? Na dniach przyjdę i zwrócę koszty. –  Zachowywała się jakby nigdy nic, jak zwykły pacjent pytający zwykłego lekarza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Nie Lis 08, 2015 12:59 am

Kiedy znalazła się na wyciągnięcie ręki od czarnej damy, nawet wtedy nie przerwała swoich rozmyślań. Jak wcześniej uważnie obserwowała kobietę swymi szarymi oczyma, jakby nie chcąc przegapić żadnej ze wskazówek, które mogłyby się wymsknąć rozmówczyni. Jakiś drobny gest. Drgnięcie mięśnia twarzy. Pojedyncze słowo. Patrzała, jak gdyby chciała odczytać jej myśli. Choć niestety nie leżało to w jej możliwościach.
Nie trudź się, pomogę – rzekła do podnoszącej się z fotela pacjentki. – Jeszcze jeden taki wypad, w drugą stronę... To nie jest najlepsza droga do odzyskania pełni sprawności, spacerowanie po korytarzami rezydencji. Pozwól więc...
Mimo całej tej mowy, Deneve zanadto nie przejęła się ewentualnie odmiennym zdaniem swego gościa na ten temat. Powtórzyła swój wcześniejszy wyczyn, a czarnowłosa kobieta wylądowała w ramionach lekarki. I nie płynęła z tego jedyna korzyść w postaci oszczędzania skręconej kostki Mary. Doskonale zdawała sobie sprawę, że podróż przez korytarze pójdzie o wiele sprawniej wtedy, gdy jedna para nóg popracuje za dwie.
Żywię nadzieję, że więcej nie będę musiała wynosić cię z mojego domu. – Co równało się "nie będę musiała przyłapywać cię na szperaniu po rezydencji". Kiedy zaś przyzwyczaiła się do ciężaru, ruszyła w stronę przejścia z salonu do sporej wielkości sali, zapewne nie za często przydatnej, skoro niezwykle rzadko zdarzało się słyszeć o spotkaniach organizowanych w rezydencji Noita. Ten budynek raczej słynął z ciszy niż z hucznych balów. Zwłaszcza teraz, kiedy przeważnie, nie licząc służby, do towarzystwa Deneve miała jedynie psy, bo członkowie rodziny tylko raz na jakiś czas przybywali sprawdzić czy dobrze się trzyma. A inni? Również od święta, jako że spoczywała na niej odpowiedzialność za wiele rzeczy mających związek z interesami rodziny, a do tego poświęcała wiele wolnego na badania.
Zerknęła na przenoszoną dziewczynę.
Oczywiście, panno Mary. Ale użyj środku dopiero w momencie, w którym ból będzie naprawdę nieznośny – odpowiedziała, przez chwilę zastanawiając się jeszcze, czy nie zaproponować pacjentce czegoś na sen. Nie wygłosiła tej krótkiej myśli.
Dalej skręciła w lewo, aby wydostać się z tego pomieszczenia i dostać się do mniej przestronnego korytarza, u którego końca majaczyły zarysy schodów prowadzących w górę. Zmierzała prosto w ich kierunki, nie wchodząc w żadne napotykane, zamknięte pokoje. Tam właśnie, jak dałoby się domyślić lub nie, można było przedostać się do części przeznaczonej na klinikę. Albo na parter, albo na górę, acz drzwi na parter stały się widoczne dopiero później.
Albinoska ciągle zachowywała wzorową równowagę. Owa kapka alkoholu, którą zdążyła wypić nie była żadnym wielkim wyczynem. Ledwie kilka kropel na rozgrzanie i rozluźnienie, więc musiałaby mieć naprawdę słabą głowę, aby czuć się w tej chwili nietrzeźwo. Więcej byłoby potrzeba, żeby zwalić z nóg świecącą bielą kobietę. A i wtedy przecież mogłaby z łatwością pozbyć się szybko procentów z organizmu dzięki swym magicznym uzdolnieniom.
Będę mieć cię na oku, Mary.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Doktoryna dnia Pią Lis 20, 2015 12:59 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Lis 19, 2015 12:55 pm

Mary chętnie rzuciłaby jakąś kąśliwą uwagą na temat obsesyjnej perfekcyjności zawodowej pani Deneve, gdyby nie fakt, że istniało duże prawdopodobieństwo, iż jest w jednym kawałku jedynie przez ową obsesję. Choć była - na swój sposób - rozbawiona, z jej twarzy można było wyczytać to jedynie przy upierdliwym spojrzeniu, w którym biała kobieta była całkiem dobra. Zupełnie jak marionetka, uległa tym dominacyjnym, dość aroganckim rękom, niemal będąc zrelaksowaną (jak na kogoś, kogo napięte mięśnie nie ustępują nawet w śnie).
Nie skomentowała w żaden sposób jej słów, pozwalając sobie przesuwać wzrokiem po mijanych ścianach, w myślach cały czas licząc kroki. Dziesięć prosto, zakręt, dwanaście prosto... Liczyła bardziej z przyzwyczajenia niż faktycznej potrzeby, bo choć chuchała na zimne, dobrze wiedziała, że długość nóg jej i Deneve jest różna i takie pomiary są co najmniej trochę niedokładne. Prawdopodobnie, dziesięć kroków Deneve było trzynastoma żniwarza, choć mógł jedynie zgadywać i wsłuchiwać się w dźwięki i czuć każdy szmer wiatru na skórze, która zareagowała gęsią skórką na odsunięcie się od źródła przyjemnego ciepła - ognia.
Mruknęła coś bliżej niezrozumiałego, a dość lekceważącego na słowa Deneve. Najwidoczniej, Mary nie była wielką fanką dbania o siebie i swoje bezpieczeństwo, bo właściwie trudno przejmować się takimi drobnostkami, gdy walczy się z siłami nadnaturalnymi. Niektórzy nowi jeszcze mieli wigor, aby traktować siebie dobrze - większości przechodziło po jednej, góra dwóch akcji.
Przewróciła oczami na słowa Deneve, bo Czarnej Damie niekoniecznie będzie przeszkadzać to, że ta będzie na nią patrzeć, obserwować, właściwie, na samą myśl czuła kolejny strumyczek adrenaliny, ten ostatni i żywy, bo reszta zawiedziona znalezieniem wielkiego niczego, czmyhnęła do żył i oplotła mózg, ponownie czekając.
- Zbytnie poświęcanie mi uwagi może spowodować zazdrość innych pacjentów - stwierdziła zaczepnie, bez oczekiwania na odpowiedź. Miała zamiar zmyć się rano, a potem nie przychodzić tu do następnego interesu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pią Lis 20, 2015 2:33 am

Wkrótce wkroczyła na pierwszy stopień schodów i zaczęły... a raczej Deneve z Mary na rękach zaczęła piąć się w górę. W połowie była już porządnie zgrzana od wysiłku i coś czuła, że prędko nie zaśnie, na nowo rozbudziwszy wszystkie mięśnie.
Wysokość rosła, a albinoska lekko zakręciła na schodach i od tego momentu zdążała już prosto w kierunku drzwi, pozostawiając kolejne stopnie za sobą. Przejście, jak się domyślała, było otwarte. Musiała zapomnieć je zamknąć i przez to umożliwić kobiecie przedostanie się z kliniki do rezydencji. No... przynajmniej nie musiała teraz prosić pacjentki o to, aby wymacała w kieszeni jej spodni klucz, którym miałaby następnie odblokować drzwi.
A tymczasem skinęła porozumiewawczo, aby Mary nacisnęła klamkę, gdyż jej samej brakowało do tego rąk i jedyne, co mogłaby w tym nieszczęsnym przypadku uczynić to, ryzykując równowagę, trzepnąć w drewnianą powierzchnię nogą w celu wyważenia. Nie mówiąc już o tym, że pobudziłoby to większość pacjentów.
No, jeszcze chwila – mruknęła bardziej do siebie i przeszła przez uchylone drzwi, dostając się na korytarz, a po parunastu krokach docierając pod odpowiednie drzwi, gdzie ponownie poleciła kobiecie w czerni sięgnąć do klamki.
Deneve odetchnęła głęboko, będąc świadomą, że zaraz pozbędzie się ciężaru i wreszcie będzie miała spokój. Taką przynajmniej miała nadzieję. Na bezproblemowe spędzenie reszty nocy. Usadowiła kobietę na jej łóżku, po czym starła chusteczką pot z czoła.
Niekoniecznie ja osobiście muszę zajmować się wspomnianymi obserwacjami – przypomniała jej, że zawsze może znaleźć do tego odpowiednich ludzi, jeśli jej samej zabraknie czasu na zajmowanie się sprawą badania sytuacji.
Wsunęła chusteczkę do kieszeni.
Poza tym... im mniej ja mam problemów, tym lepiej dla nich, bo mogę się skupić na samej klinice. Nie powinni mieć mi tego za złe, jeśli wyjdą na tym lepiej – stwierdziła, podchodząc do okna, które następnie zasłoniła firaną.
Zaraz wrócę. Przyniosę ci coś przeciwbólowego tak, jak chciałaś.
Lekarka znikła na korytarzu. Drzwi pozostały otwarte, więc słychać było wpierw oddalające się, cichnące kroki, a później zbliżające się i stające coraz lepiej słyszalnymi. Wróciła z białą tabletką na niewielkim talerzyku trzymanym w jednej dłoni i szklanką wody w drugiej. Przedmioty te postawiła na stoliku, znajdującym się w zasięgu ręki Mary. Zerknęła na nią jeszcze, jakby chciała wypadać, czy niczego więcej nie kombinuje tej nocy. Choć oczywiście z samego spojrzenia nie mogła się niczego dowiedzieć. W końcu to nie był jej dar. Mimo wszystko wydawało się ono ostrzegawcze "Nie rób niczego, co mogłoby mi się nie spodobać".
Jutro zmienię ci opatrunek... Także do zobaczenia rano – powiedziała. – Życzę spokojnej nocy.
Równym krokiem Deneve opuściła pomieszczenie, pozostawiając drzwi lekko przymknięte. Napotkana po drodze dyżurująca pielęgniarka, przyzwyczajona do wędrówek pracodawczyni o różnych porach, nie pomyślała inaczej niż to, że jej obecność na korytarzu wiązała się z kolejnym obchodem, które albinoska zwykła robić o różnych porach.

Noc mijała, a Doktoryna jeszcze przez dwie godziny nawet nie zbliżyła się do łóżka, najwyraźniej zamierzając porobić coś w czasie upewniania się o tym, iż przez resztę wolnego czasu nikt nie naruszy granicy jej terenu i jej spokoju. W końcu jednak uległa i zbudziła się tuż nad nastaniem świtu.
Skoro już dzięki odrobinie snu odzyskała część energii utraconej za dnia, odegnała mocą resztki senności i po wyszykowaniu się, udała w kierunku części rezydencji przeznaczonej na klinikę, obierając drogę przez ogrody.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Nie Lis 22, 2015 8:55 am

Czarna Dama wydawała się czerpać swoistą satysfakcję z takiego poświęcenia lekarki. Ewidentnie czuła, niemal słyszała szybsze bicie serca i klatkę piersiową, pracującą odrobinę szybciej i ciężej. Jakby tego nie zauważając, wygodnie leżała na jej rękach, smakując końcówką języka ten wysiłek, który był małym - lepszym takim niż żadnym - wynagrodzeniem za ten bezużyteczny wysiłek, przynoszący jedynie patrol w postaci Deneve lub jej ludzi w życiu codziennym.
Nie, żeby teraz miała coś większego do ukrycia. Niekoniecznie zważała na to, czy odkryją, iż jest żniwiarzem, choć wtem wolałaby być na swoim terytorium, a nie w tej dużej, zimnej rezydencji potencjalnej wiedźmy.
Posłusznie nacisnęła klamkę, jednak wyjątkowo leniwie; nie sposób było jej odmówić sobie drobnej złośliwości. Nie inaczej było następnym razem, gdzie niemal delektowała się samym dźwiękiem otwierania starych, ale zadbanych i silnych drzwi. Pomyśleć było, że inkwizycja mogłaby przywłaszczyć sobie to wszystko, ten cały majątek, samym oskarżeniem Deneve o uprawianie magii.
W spokoju wysłuchała słów Deneve, a na ostatnie zdanie jedynie kiwnęła głową na znak zrozumienia. Świadoma była, że prawdopodobnie miała swoich malutkich szczurów, które na sam węch kawałka sera zrobią wszystko, mimo wszystko, uważała to wszystko za odrobinę nudne, bo o wiele łatwiej było umknąć bezmyślnym i zwyczajnym szczurom, niż samej białej kobiecie.
Spojrzała na tabletkę, której tknąć nie zamierzała, a potem na oddalającą się sylwetkę Deneve. Mogłaby uciec już teraz, ale kto wie, czy po tym incydencie nie będzie miała spuszczonych psów, choć o wiele gorzej dla przyszłych pacjentów.

Gdyby Deneve, lub jakikolwiek pracownik, zadecydował się wejść do pokoju żniwiarza, zastałby go leżącego, patrzącego w bliżej nieokreślony punkt na suficie. Teraz czarnym oczom towarzyszyły ciemne cienie, które ani trochę nie polepszały sytuacji wrażliwym na wzrok bezdusznej otchłanii. Równie dobrze można byłoby zamknąć ją w wariatkowie, jako ulubiony eksponat dla miłośników psychologii i psychiatry, naprawdę.
Nawet gdy ktoś przychodził, nie raczyła unieść swojej głowy, jedynie wbijając wzrok w osobę, gdy znalazła się w zasięgu jej oka. Wydawać by się mogło, że ciało ma niemal bezwładne, choć po kołdrą nadal kryły się mięśnie, ten zapach przetrwania, który był w stanie wbić paznokcie w tętnice napastnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Czw Lis 26, 2015 12:52 am

W pierwszych minutach poranka dzień zapowiadał się całkiem... znośnie. Niestety zapowiedzi nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Czekały ją godziny pracy, niezliczone twarze – przychodzące lub odchodzące z kliniki oraz stosy papierów. Powinna również przeprowadzić kolejną rozmowę z kobietą, która została ofiarą czarownicy, aby przekonać się, czy nie przypomniała sobie więcej z ostatnich wydarzeń.
Gdyby ktoś wiedział, że jest czarownicą, w jego głowie mógłby powstać niezły mętlik: z jakich to niby powodów miałaby bez żadnych utrudnień pozwolić Inkwizycji na zebranie informacji? Dopomogłaby organizacji w ujęciu sprawczyni, a przecież niejako była jej siostrą w przekleństwie...! A jednak dla Deneve nie traktowała tego jako argumentu szczególnej wagi, żeby nie pogrążać innej czarownicy. Lekarka nie angażowała się osobiście w konflikt, dopóki nikt nie wchodził jej w drogę, a wszystkie ewentualne decyzje i działania miały związek jedynie z tymi personami, które stanowiły zagrożenie dla jej osoby.
Krótko mówiąc, miała w zwyczaju mniej lub bardziej grzecznie siedzieć sobie w rezydencji, zajmować się pacjentami, sprawami rodzinnymi, ćwiczyć swoje umiejętności, a także prowadzić badania nad istotą mocy, które posiadała ona oraz podobne do niej kobiety. Ale czy to ważne? Nikt jej o to nie zapyta i raczej nie będzie miał takiej sposobności.
Tymczasem... dostawszy się do kliniki, zastała tam mężczyznę, znanego sobie, bo jakże by miała nie kojarzyć członka rodziny. Nie istniało jednak między nimi żadne, najmniejsze podobieństwo. Rozmowa zaczęła się się już na schodach na piętro i była kontynuowana, kiedy przyszedł czas na zajrzenie do sal z pacjentami, którzy musieli pozostać w klinice.

Absolutnie. Nie ma mowy – zaprotestowała. – Mam wystarczająco dużo spraw na głowie i nie zamierzam dokładać sobie jeszcze kolejnych.
Zniknęła na chwilę w jednym z pokoi. Krewny pozostał na zewnątrz, a gdy Deneve powróciła na hol, ruszyli dalej. Dotarły do niej kolejne interesujące informacje. Przymrużyła lekko, kiedy opowieść zmierzała ku końcowi. Zatrzymała się wtedy przed ostatnimi drzwiami.
Zastanowię się nad tym, jeśli ten szarlatan pokaże, że rzeczywiście coś umie.
Prawdziwa z ciebie Wiedźma Naczelna – powiedział.
Ułożyła dłoń na klamce. Dev niezbyt zadowalał fakt, że do spraw, którymi obecnie się zajmowała, dołączy kolejna. A było to jednoznaczne z tymczasowym skróceniem kawałka doby poświęcanego na badania naukowe. Ale to określenie! Prychnęła w myślach. Idiotyczne przezwisko powiązane z zajmowaną w rodzinie pozycją i znaczeniem ich godności.
Przypominam ci, że mamy tak samo na nazwisko. Więc jak dobry podległy wiedźmin, który chce na czymś zyskać, załatw, co trzeba i siedź cicho, póki nie rozwiążę tego problemu. – Wypowiedziawszy ostatnią kwestię, wsunęła się do pomieszczenia i zamknęła za sobą drzwi. Uwolniła się od niechcianego gościa, ale w sali czekał na nią drugi trudny przypadek.
Doktoryna wyglądała tym razem na nieco bardziej wypoczętą, choć było to mylne wrażenie. W ciągu całego dnia traciła to, co odzyskała krótkim snem i po paru godzinach zmęczenie znowu wracało, podkreślając wieczne cienie pod oczami. Kiedy ostatnio dobrze i długo spała? – zastanowiła się, lecz nie potrafiła określić dokładnej daty. Miesiąc temu? Po polowaniu z psami w lasach bliskich Wishtown?
Dzień dobry, panno Mary – przywitała się oficjalnie, jakby nic, co zaszło ostatniej nocy, w ogóle nie miało miejsca. Deneve nie należała do grona tych ludzi, którzy odpuszczają osobom, które im podpadły. Nie zamierzała zrezygnować ze swoich planów dowiedzenia się czegoś więcej na temat swojej pacjentki. Misja o kryptonimie "Rzut okiem" nadal była aktualna.
Wyglądasz, jakbyś w ogóle nie zmrużyła oka. – Albinoska zdążyła już dostrzec tabletkę na spodku. Leżała na nim tak, jak ją wczoraj pozostawiła. – Widocznie ból nogi nie doskwierał ci tak mocno, skoro jej nie wzięłaś.
Zamilkła na chwilę i wróciła spojrzeniem do niemalże nieruchomej kobiety.
Mam nadzieję, że nie wystraszyłam cię na tyle, abyś nie mogła przez to zasnąć. Nic ci tu nie grozi, jesteś moją pacjentką. – A jednak trochę nawiązała do wczorajszego incydentu. Akurat! Taka drobna obawa nawet była jej na rękę. Lecz mimo własnych słów, Deneve nie wierzyła w strach wkradający się do umysłu czarnowłosej damy. Poprzedniego dnia wcale się nim nie pochwaliła, dlaczego miałby nadejść później? Nie. Kobieta w czerni wydawała się Doktorynie niezdolna do odczuwania przerażenia, przede wszystkim na pewno nie z powodu nakrycia przez tylko trochę osobliwą lekarkę.
Jak się czujesz? – Zadała kolejne standardowe pytanie, zbliżając się do łóżka. – Pozwól, że obejrzę twoją nogę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Nie Gru 20, 2015 7:46 am

Gdy usłyszała gładki głos Deneve, nawet nie drgnęła. Być może, żniwiarz wyglądałby słodko z tymi rozczochranymi włosami, których kilka kosmyków zawinęły się wokół szyi, jakby same miały ochote udusić właścicielkę. Spojrzenie było średnio przytomne, a więc sprawiałoby mniejszy dyskomfort, gdyby nie pokaźne cienie pod oczami, przez co znowu miało ochotę zapiąć ją w kaftan i spalić.
Przewróciła oczami na niepotrzebną uwagę Deneve, a potem zamknęła oczy. I tak nie zamierzała się unosić, więc równie dobrze wyciszając jeden zmysł, mogła wyostrzyć wszystkie inne. Oddychała całkiem głęboko, choć jej klatka piersiowa nie unosiła się prawie wcale, a oddech prawdopodobnie był dosłyszalny tylko dla psów Białej Kobiety, której obecność była ujmująca, a jednocześnie sprawiała dyskomfort. Nie wiedzieć czemu, z jednej strony bardzo nie chciała, żeby ta była wiedźmą - trochę szkoda byłoby spalić ją na stosie - z drugiej, gdy jest takie podejrzenie, mogłaby odwiedzać ją częściej, nieprawdaż? A jeszcze z innej, miała ochotę wstać, zacisnąć palce na tej długiej, białej szyi i pozbawić tchu. Palce zaczęły ją swędzieć, gdy usłyszała - i wyczuła - jej kroki i tę bliskość, której fałszywe ciepło czuła na swojej prawej stronie. Mogłaby wysunąć z włosów żyletkę i wbić ją w żyły kobiety, ot tak, tak po prostu.
Mimo to, oprócz poruszenia ustami, nie drgnęła wcale.
- Nie gorzej niż wczoraj - powiedziała cicho, jakby przestać - złudnie, bo złudnie - ignorować lekarkę było jedynie przykrym obowiązkiem.
Następnie, cholernie powoli, uniosła się na łóżku, wyplątując zadziwiająco mało zgrabnie z pościeli, żeby obie nogi luźno zwisały, a reszta nadal wygodnie mościła się na łóżku. Posłała jedyne, bardzo skąpe spojrzenie na twarz Deneve, czego celem było wstępne zbadanie sytuacji w jej głowie, a potem ponownie powędrowała na sufit.
Prawdopodobnie, chciała zobaczyć jakąś reakcję na swoje ignorowanie i lekceważenie - bądź, co bądź - ważnej osoby.
Jednym, sprawnym ruchem poprawiła włosy, jednocześnie upewniając się, że żyletka pozostała tam nienaruszona i niewidoczna. A łydki, niemal jak u znudzonego dziecka, zaczęły się powoli poruszać do przodu i do tyłu, na przemian, jednocześnie utrudniając badanie.
Igrała z ogniem, ale cóż poradzić, gdy ten ogień był niczym innym, jak lodem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja rodu Noita   Pon Gru 21, 2015 4:15 am

Po paru spokojnych krokach Deneve stała już przy łóżku rzucając ku Mary badawcze spojrzenie, może lekko wyrażające oczekiwanie na jakąś reakcję. Jednak co do drugiego nie mogło być pewności – przecież tak trudno cokolwiek wyczytać z tych szarawych, chłodnych oczu, o ile akurat kobieta nie chciała czegoś wyrazić.
Ale tamta leżała prawie nieruchomo, pozwalając sobie na parę skromnych gestów, które jako jedyne świadczyły o zachowywaniu przez nią świadomości, jako tako przemawiających za tym, że pacjentce jeszcze daleko do śmierci. Kobieta w czerni najwyraźniej zamierzała utrudniać Dev pracę tak, jak tylko było to możliwe, mimo że za myszkowanie po rezydencji – ba! po jednym z pomieszczeń, która uznawała za najważniejsze – Mary mogłaby zostać potraktowana inaczej.
Starając się przeciągnąć chwilę, po której minięciu musiałaby zachęcić swoją pacjentkę do poddania się oględzinom, albinoska sięgnęła do kieszeni fartucha, jeszcze nienoszącego żadnych śladów całodziennego użytkowania – był czysty i układał się na wysokim ciele doktorki bez nadprogramowego wgniecenia czy fałdki. I najpewniej taki zostanie do końca, bez względu na upływające godziny, bo gdyby pojawiła się na jego materiale choćby najmniejsza plamka, Deneve nie zwlekałaby ze zrzuceniem go z siebie i przywdzianiem nowego. Zdecydowanie, chodzenie z nawet drobniutką kropką od pióra na rękawie było niedopuszczalne!
Przynajmniej tyle dobrego... – powiedziała. – Nie możesz teraz przemęczać się w bibliotece, a sądząc po twoich mięśniach, pewnie masz do czynienia z przenoszeniem całych stosów książek – rzuciła moment później.
We wnętrzu kieszeni złapała świeżą porcję opatrunków. Przetrzymała dłoń trochę dłużej w jednym miejscu, dając sobie kolejnych parę sekund, po czym wyciągnęła, co chciała. Wpierw lekarka miała zamiar odłożyć rulon materiału, ale wtedy jej pacjentka zdecydowała się w końcu poruszyć i usiąść na łóżku.
Cóż, nawet chcąc zareagować nieco bardziej ostro, nie uczyniłaby tego. Do jej obowiązków należało leczenie ludzi, nie szkodzenie im. Takie miała zasady i nawet jeśli moce umożliwiały jej zaszkodzenie komuś, nie pozwoliłaby sobie na takie działanie, chyba że w ostateczności, to jest w przypadkach, w których nie rozciągałyby się przed nią różne drogi wyboru. Tylko możliwość przetrwania albo przegranej. A właściwie... dlaczego miałaby szkodzić pacjentom? Żeby przychodzili do niej i wrzucali do kasy pieniądze? Nielogiczne. Gdyby ich nie leczyła, wybyliby do jej kolegów po fachu. Klinika nie stanowiła też głównego źródła dochodów, kontynuowała interesy ojca.
Przyklękła przed tą Czarną Damą i ostrożnie wstrzymała dłońmi ruch uszkodzonej nogi. Palcami wyczuła napięte, twarde mięśnie. Zaczekała, aż nacisk tej nogi na jej dłonie zelżeje.
Szybko przebierasz nogami jak na tak osobę po wypadku – stwierdziła, zaczynając odwiązywać do tej pory delikatnie usztywniający opatrunek. Widziana kątem oka kołysząca się delikatnie druga noga niebywale ją irytowała, ale postanowiła skupić się na swej pracy. W końcu nawet przestała zwracać uwagę na poruszającą się kończynę.
Wczorajsze pasmo materiału końcówką zawisło na stopie Mary, po czym całkowicie opadło na podłogę. Opuchlizna zmalała, ale nadal była widoczna, a obrzęk wyczuwalny palcami, które w miarę delikatnie, bez niepotrzebnego męczenia pacjentki, obadały kostkę.
Powinnaś sobie sprawić na jakiś czas laskę. Im mniej będziesz ją obciążać, tym szybciej wróci do pełni sprawności. I zapomnij o wspinaniu się po drabinie, aby dostać się do wyższych półek. – Może zajrzy do biblioteki, aby również co do tego się upewnić? Nie, raczej nie. Dla Deneve mógł być to ewentualnie pretekst, a główny cel stanowiłoby małe szpiegowanie.
Oczywiście mogę przepisać ci to i owo na zniwelowanie bólu i zmniejszanie obrzęku – mówiła, wyjmując z opakowania zwinięty materiał.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Rezydencja rodu Noita
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Dzieje rodu Stark i kroniki żywotów potomków Winterfell
» Zamek Rodu Grossherzog [RFN]
» Kronika rodu Bolton
» Kronika rodu Dayne
» Kronika rodu Tarth

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Dzielnice mieszkalne-
Skocz do: