IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zapomniane grobowce

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Zapomniane grobowce   Czw Lis 19, 2015 1:56 pm


Sam cmentarz nie jest dla ciebie wystarczająco mroczny i niebezpieczny? Tęsknisz za widokiem Koszmarów pałaszujących ludzkie zwłoki? A może szukasz miejsca do odprawienia czarnej mszy? Złożenia dziewicy w ofierze? Spożycia w spokoju tuzina czarnych kotów? Nie mogłeś trafić lepiej! Alejka z zapomnianymi nagrobkami dostarczy ci niezapomnianych przeżyć, gdzie prawdopodobieństwo spotkania Koszmara jest odwrotnie proporcjonalne od natrafienia się na heteroseksualną wiedźmę w Wishtown! I nie spodziewaj się, że te potwory tworzone przez śniące właścicielki genu będą twym jedynym zmartwieniem. Czeka cię również upojna przygoda w towarzystwie wszelakiej maści robactwa, pająków, nietoperzy i sama Arcywiedźma wie czego jeszcze. Przed wizytą skonsultuj się z lekarzem lub chociaż zaopatrz się w ubezpieczenie i dobrego psychiatrę.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Jacqueline dnia Czw Lis 19, 2015 3:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Lis 19, 2015 2:20 pm

Powolna śmierć. Sama myśl, o niej była straszna dla wielu ludzi jed­nak czy oby na pewno? Wielu się jej bało lecz wszy­scy zgod­nie wyczu­wali ją w powie­trzu niczym zimę jaka miała nadejść. Liście zmie­niły swój kolor by wresz­cie opaść na świat dając mu prze­lotne piękno… Świat jaki nie zmie­nił się od wielu lat… Strach, prze­śla­do­wa­nia czy choćby ulot­ność spo­koj­nej chwili były tym co wszy­scy znali, a jedyną atrak­cją w tym brud­nym mie­ście byli cyr­kowcy oraz cza­sem roz­pa­lane stosy… Tak jak dzi­siej­szego poranka. Art’rein sama nie wie­działa czemu przy­glą­dała się owej sztuce jaka hip­no­ty­zo­wała jej spoj­rze­nie oraz spra­wiała swo­istą radość prze­pla­ta­jącą się z żalem. Emo­cje te utrzy­my­wały się już przez resztę dnia i wła­ści­wie, to one spra­wiły iż dziew­czyna wybrała takie, a nie inne miej­sce.
Cmen­tarz, a raczej jego opusz­czona cześć. Nikt tu prze­cież nie przy­cho­dził. Nikt nie pamię­tał. Nikt nie prze­szka­dzał…
-Świat oraz wojna ni­gdy się nie zmie­nią…– słowa te zostały skie­ro­wane do mogił jakie maja­czyły przed spoj­rze­niem dziew­czyny prze­kra­cza­ją­cej nie­świętą zie­mie. Prze­cież Owe cmen­ta­rzy­sko nie nosiło śla­dów byt­no­ści odkąd tu przy­cho­dziła. Nie widziała świec zapa­lo­nych czy choćby jakiś świe­żych ścię­tych kwia­tów. Nie widziała rów­nież żad­nej duszy zale­żą­cej do żywych istot. Zero pta­ków, robac­twa czy choćby pomniej­szych zwie­rząt nie wspo­mi­na­jąc już o ludziach…
-Ide­alne miej­sce nie uwa­żasz?– Spy­tała ponow­nie, a jej spoj­rze­nie zatrzy­mała się na drzwiach pro­wa­dzą­cych wgłąb ziemi. Kata­kumby? Prze­mknęło jej przez myśl gdy po raz pierw­szy tu przy­szła oraz usia­dła na prze­ciw nich opie­ra­jąc się bez­tro­sko o jeden, z nagrob­ków… Jed­nak jak na razie nie uczy­niła żad­nego ruchu aby poznać tajem­nice skry­wane za tymi drzwiami. Czemu? Sama nie wie­działa. Nikt prze­cież jej nie powstrzy­my­wał. Nikt nie mówił „tak nie wolno”. Prze­cież była tutaj sama? Nie. Prawda była zupeł­nie inna. Art’rein ni­gdy nie była sama, a całe jej życie zda­wało się być jedy­nie pozor­no­ścią nor­mal­no­ści… Złu­dze­niem jakiemu ule­gał świat oraz osoby zna­jące ją od dziecka lecz nawet one nie dostrze­gały cie­nia podą­ża­ją­cego za nią. Zapewne Ci bar­dziej wie­rzący uznali by iż sama śmierć cha­dza za dziew­czyną. Inni uznali by, to za jakieś fatum, a nie­któ­rzy bar­dziej odważni nazwali by owy twór czymś na wzór kosz­maru… Lecz, to też nie była prawda… Ta dziwna obec­ność stała się nie­odzow­nym towa­rzy­stwem dziew­czyny. Jej powier­ni­kiem, przy­ja­cie­lem czy nawet oso­bo­wo­ścią. Ku niej zwra­cała swe pyta­nia by nie osza­leć. Ku niej prze­su­wała swe mar­twe spoj­rze­nie, w jakim można było ujrzeć ból oraz samot­ność… Owe ist­nie­nie było także obecne tu i teraz. Des czuła je przy sobie i gdyby tylko mogła zapewne uśmiech­nęła by się.
Dziew­czę zamknęło oczy jed­no­cze­śnie szczel­niej okry­wa­jąc sie płasz­czem co by chłód nio­sący piękne złoto-czer­wone liście nie wydarł jej tego co naj­bliż­sze jej sercu. Spo­koju jaki odczu­wała sie­dząc przed tymi drzwiami. Spo­koju pły­ną­cemu, z głębi ziemi. Wyczu­wała go… za każ­dym razem gdy prze­sia­dy­wała w ów miej­scu przez wiele godzin… Spy­tać można było czemu, to czy­niła. Cóż nikt poza nią samą nie zna prawdy. Nie miała bowiem już rodziny, przy­ja­ciół. Była mar­twa dla świata jaki zapo­mniał, o jej ist­nie­niu… Lecz czy oby na pewno?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Lis 19, 2015 3:16 pm

Jej pierwsza myśl była przekleństwem, to jasne. Ale druga, już po lepszym zrozumieniu sytuacji – „Co ja tu robię!?”. Oczywiście, Jacqueline zdarzało się budzić w różnych zakamarkach tego miasta, od rynsztoków zaczynając, a na dachach (naprawdę różnych) budynków kończąc. Oznaczało to jedynie, że poprzedni wieczór był udany, a alkohol lał się hektolitrami. Właściwie to nie była jeszcze do końca przekonana czy jest jeszcze w stanie upojenia, czy po prostu tym razem ominął ją kac. Wszystko było możliwe, z jej zahartowaniem tolerancja na alkohol wzrosła tak bardzo, że wkrótce można było się spodziewać, iż z ran zamiast krwi, zacznie jej ciec tani rum.
Otrzepała się, strząsnęła resztki ziemi z twarzy, usiłowała zdrapać błoto z bucików, ale prędko dała sobie spokój, wiedząc, że i tak nie będzie wyglądała jak dama z salonów, a zresztą po co jej to było w... no właśnie, gdzie ona się do ciężkiej cholery znajdowała? Gdzie nie spojrzeć tam ziemia, dużo ziemi, ścieżki, jakieś pomniki, wszystko brudne i niezadbane, jakby zapomniane? Całe szczęście nie było jak w najczarniejszej otchłani piekieł, więc zdołała odgadnąć, że znajduje się na cmentarzu, chociaż za nic na świecie nie była w stanie sobie przypomnieć jak się tu znalazła.  
Poprawiła swą torbę na ramieniu i by nie stać w miejscu, ruszyła w pierwszą lepszą stronę, oczekując, że nie może znajdować się w znacznej odległości od cywilizacji, jeśli tylko tak można nazwać miasteczko palące ludzi na stosie.
Doprawdy, niezbyt dobrze rzeczy słyszała tym miejscu, a jako że często bywała w karczmach i plotki miała najświeższe to posiadała całkiem sporą ilość powodów, dla których powinna unikać tego miejsca. Słońce jednak sięgało szczytu na niebie i znajdowała się tu zupełnie sama, co nieco dodawało jej odwagi. Tylko zdążyła o tym pomyśleć, a usłyszała głosy, dochodzące zza pobliskich krzaków. Runęła natychmiast na ziemie, wstrzymując oddech, gdyż życie było jej wciąż miłe i wolała go nie oddawać w ręce jakiegoś brzydkiego Koszmara. Przez liście wypatrzyła właścicielkę głosu, który początkowo przyprawił ją o mały zawał serca. Młoda kobieta, raczej wysoka. Nie powinna się takowej obawiać, gdyby tylko nie obecność płaszcza na jej ramionach, a jeśli chodzi o ścisłość w odcieniu szarości, koloru, który jak wiedziała przypisywany był najbardziej bezwzględnej i okrutnej grupy Inkwizycyjnej, a mianowicie Katów. Z dwojga złego chyba lepiej było tu spotkać Inkwizytorkę niż Koszmara, nieprawdaż? Chować się nie zamierzała, Jack twierdziła, że nie ma nic na sumieniu, więc z tą myślą wyskoczyła wprost przed posturę osoby, jaką z pewnością widziała pierwszy raz w życiu.
- Ahoj! – Zawołała na przywitanie, zupełnie nieświadoma, że wyskakiwanie zza krzaków nie jest ani w dobrym guście, ani bezpieczne, bo owa kobieta mogła na przykład zacząć się bronić, myśląc, że ktoś chce ją napaść. – Świat się zmienia, wojna się zmienia, tylko ceny w karczmach pozostają jednakowo zawyżone – Stwierdziła wesoło, nie do końca rozumiejąc, co czarnowłosa miała na myśli, gdy Jack podsłuchiwała jej słowa. - Z kim panienka rozmawia? Odwiedziny starych znajomych? – Wskazała brodą na większy grób, wiedząc oczywiście, że to niemożliwe, bo owe pomniki należały do bardzo starych, zapewne pamiętających jeszcze czasy, gdy Inkwizycja nie sprawowała tu najwyższej władzy. – Powinnam zostawić panienkę samą? – Zapytała, właściwie i tak nie zamierzając długo z nią siedzieć, a zwyczajnie postanowiła się przywitać. – Nim pójdę, zadam jedno pytanie – którędy do miasta? Miejsce oczywiście jest przytulne i pociągające, ale osobiście preferuje takie szaleństwa jak siedzenie w karczmie przy kominku. – Zażartowała, dzieląc się pokaźną dawką sarkazmu i dając jej tym samym znać, że wolałaby znaleźć się prędko w bezpieczniejszym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Lis 19, 2015 3:42 pm




Miej­sce, to było pozba­wione życia dzięki czemu nawet naj­mniej­sze zmiany jakie nastają są niczym innym jak tylko kolej­nym powie­wem świe­żo­ści nie­sio­nej przez wiatr… Tak też było i w tym przy­padku. Wiatr bowiem jako pierw­szy przy­wiał spe­cy­ficzny zapach zakłó­ca­jący wszystko co znał Des w tym miej­scu. Jed­nak nic sobie, z tego nie robiła. Prze­cież była bez­pieczna. Jej wewnętrzny instynkt bądź jak kto woli towa­rzysz nie ostrze­gał jej przed zagro­że­niem. Nie sza­lał powo­du­jąc znie­cier­pli­wie­nie czy falę iry­ta­cji. Jed­nak ten zapach. Zapewne został przy­nie­siony z naj­dal­szych zakąt­ków tego brud­nego mia­sta. Zapewne był jedy­nie przy­pad­kiem jed­nak czy przy­pa­dek może się zbli­żać? Ata­ko­wać noz­drza sil­nym draż­nią­cym odo­rem alko­holu?
Ahoj!
Dźwięk. Ostry, a zara­zem iry­tu­jący spra­wił iż dziew­czyna nie mogła dalej koić swych ner­wów. Nie mogła także zlek­ce­wa­żyć intruza lecz… Uczy­niła, to z pre­me­dy­ta­cją tak samo jak rów­nież prze­mil­czała jej stwier­dze­nie. Owszem mogła zgo­dzić się tylko, z jed­nym. Ceny zawsze pozo­stają zawy­żone lecz kto by się tym przej­mo­wał? Można było prze­cież zgi­nąć w każ­dej chwili, a ta mar­twiła się cenami… Zabawne tak samo niczym jej tyrada utwier­dza­jąca naszą boha­terkę w prze­ko­na­niu iż jej nagła towa­rzyszka jest naprawdę iry­tu­ją­cym dziec­kiem, o gło­sie jakiego nie powsty­dził by się żaden sztan­da­rowy bywa­lec karczmy i wierz­cie bądź nie zapewne jakoś pora­dziła by sobie, z tym wszyst­kim gdyby nie zapach. –Śmier­dzisz-Rzu­ciła w jej stronę jedno słowo. Prze­cież po co miała tra­cić czas na roz­mowy? Po co miała przej­mo­wać się kimś takim jak ten intruz? -Co gor­sza bar­dziej pasu­jesz tutaj niż ja…– Dodała spo­koj­nie lecz tym razem nawet zaszczy­ciła ją swoim spoj­rze­niem. Mar­twym. Pozba­wio­nym wsze­la­kich uczuć czy emo­cji. -Pyta­nie brzmi. Jesteś czę­ścią tego świata czy nale­żysz już do nas?– Prze­dziwne pyta­nie padło, z ust Sam, która to posta­no­wiła wresz­cie wstać ze swego dotych­cza­so­wego miej­sca, z wro­dzoną sobie gra­cją oraz zwin­no­ścią dzięki, któ­rej dziew­czyna zna­la­zła się przy drzwiach na jakie spo­glą­dała już od wielu tygo­dni. -Nie­ważne kim jest…-Wyszep­tała jed­no­cze­śnie doty­ka­jąc opusz­kami pal­ców zim­nego metalu jaki czas swej świet­no­ści miał już dawno za sobą, a głos jakim wypo­wie­działa te słowa zda­wał się nie nale­żeć do niej. -Skoro jed­nak tu jesteś pozwól, że Cię wyko­rzy­stam.– Dodała pra­wie natych­miast odwra­ca­jąc się ku niej i nie cze­ka­jąc na odpo­wiedź kon­ty­nu­owała -Uwierz… nie masz zbyt­nio innego wyj­ścia więc co powiesz na pewną wycieczkę? – Des przy­glą­dała się intru­zowi uważ­nie jakby tak naprawdę pra­gnęła wyszu­kać w jej posta­wie cze­goś innego niż tylko zmor­do­wa­nej przez życie karcz­mienne nie­wia­sty bądź co bądź o mało przy­jem­nej apa­ry­cji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Lis 19, 2015 4:29 pm

Przywitanie wprost zwaliło ją z nóg. Gdzie ona uczyła się manier, czyżby na statku od marynarzy, tak jak Jacqueline? Nie, wątpiła. Kobieta, znajdująca się tuż przed nią była raczej zadbana i dobrze ubrana, oczywiście jak na posiadaczkę męskich ciuchów, co w centrum miasta często spotykało się z krzywymi spojrzeniami, o ile nie było mowy o Inkwizytorkach, bo tym ciężko byłoby ścigać czarownice z bronią w jednej dłoni, a zakasując kieckę drugą. Skoro już trafiła na kogoś, kto niespecjalnie odnajdywał się w zasadach kultury, również porzuciła to, na czym wcale się nie znała i przeszła na „Ty”, również zmieniając swój (według niej) oficjalny ton głosu.
- Stwierdzenie, że śmierdzę było równie zbędne co powiedzenie, że słońce świeci, trawa jest zielona, a wiedźmy są zmorą tego miasta – odparowała, chociaż nie czuła się w żadnym stopniu urażona. I oczywiście głosiła też te komunały, jakie zdążono jej już wpoić – „wiedźmy są złem całego świata, sprawczyniami chorób, chaosu i nieurodzaju rzepy”. Sama należała do tej wdzięcznie nazwanej grupy, jednak szybko zrozumiała, jak niebezpiecznie jest się z tym obnosić lub chociażby żywić ku swym „siostrom” sympatię. – I nie pasuję tu ani trochę. Wolałabym już znaleźć się na szczycie góry, lepiąc bałwana. Dlatego byłabym wdzięczna, gdybyś... – Przerwano jej, nim ponownie zdążyła zapytać się o drogę. Chyba nie dane będzie jej prędko wrócić do domu.
- Że co? – Zająknęła się głupio, nie mając pojęcia o co chodzi. Zaczynała podejrzewać, że trafiła na jakąś świruskę. Usiłowała się otrząsnąć i zachować czujność na wszelki wypadek, gdyby ta była zdolna do czegoś nieobliczalnego. Nie do końca jej to wyszło, bo dopiero co zdołała rozkleić powieki i wciąż kontaktowała z opóźnieniem. – Pytasz czy jestem trupem, czy wciąż żywym? Yyy... – Chętnie pobawiłaby się tą szaloną zabawę, gdyby tylko nie było tak wcześnie, a słońce nie świeciło tak cholernie głośno. Oho, dobra – pierwsze objawy kaca zaczynały się pojawiać. – Zazwyczaj jestem tak żywa, że aż bardziej się nie da, teraz jednak dopiero co powstałam z martwych i niekoniecznie musisz mi w to uwierzyć. – Bredziła trochę, bo sama nie wiedziała jak lepiej może odpowiedzieć na tak niejasne pytanie.
- Nie mam wyjścia? To była groźba? – Prychnęła jej niemal w twarz, nie dając się tak łatwo zastraszyć. Miała okazję przeżyć o wiele bardziej stresujące chwile, więc rozmawiająca sama ze sobą kobieta nie zrobiła na niej większego wrażenia. – Podaj mi choć jeden dobry powód, dla którego miałabym z tobą gdziekolwiek iść. Chyba że mówisz o wyjściu na piwo, to wtedy sprawa nabiera zupełnie innych kolorów. – Domyślała się jednak, że mowa była o spacerze po najbliższej okolicy cmentarza. Jako że i tak nie miała nic do roboty, a ostatecznie kiedyś chciałaby wrócić do domu, za który płaci czynsz, to dodała jeszcze:
- Pójdę z tobą, o ile później powiesz mi jak trafić do centrum – Uważała to za dobrą kartę przetargową, jeśli tylko owa kobieta nie będzie kazała jej przekopywać nagrobków własnymi palcami.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Lis 19, 2015 5:26 pm

-Raczej stwier­dze­nie faktu- odparła pra­wie natych­miast na jej pyta­nie jed­no­cze­śnie igno­ru­jąc jej wcze­śniej­sze słowa jakie były iry­tu­jące. Owszem nie aż tak bar­dzo jak jaj jej ton głosu lecz nie można mieć wszyst­kiego prawda? Jed­nak jeśli jeste­śmy przy pyta­niach owa iry­tu­jąca dziew­czyna zadała ich o wiele wię­cej lecz na dwa ostat­nie Sam miała zamiar odpo­wie­dzieć. -Wyrusz, ze mną, a popro­wa­dzę Cię do mia­sta… -Ode­zwała się wresz­cie po dłuż­szej chwili ciszy lecz tym razem nie zamil­kła lecz zro­biła deli­katną płazę by zaraz potem kon­ty­nu­ować – Odsta­wię Cię do naj­wspa­nial­szej karczmy opłacę pokój oraz za spon­so­ruję cało­nocną liba­cję… -Ponow­nie zamil­kła robiąc przy tym krok w stronę dziew­czyny tylko i wyłącz­nie po to aby zna­leźć się naj­bli­żej niej. -Jed­nak zanim spę­dzę, z Tobą wie­czór wyką­piesz się… – Wyszep­tała jej do ucha, a jej głos nie posia­dał ani grama sar­ka­zmu czy chłodu jak na początku. Noz­drza zaś mogły poczuć spe­cy­ficzny deli­katny zapach cze­goś co można było nazwać egze­ge­tyczną trawą. -Nie uwa­żasz, że jest to odpo­wiedni układ? – spy­tała jed­no­cze­śnie obra­ca­jąc się ku niej ple­cami mimo iż matka uczyła ją aby ni­gdy tego nei robiła. Jed­nak… Jed­nak sam była inna. Nauki matki ow­szem sto­so­wała lecz rów­nież dobrze pamię­tała dzień gy one same (owe nauki) zgu­biły Aries. Dla­tego też nie chciała popeł­niać tego błędu. Nie chciała skoń­czyć jak ona.
Wspo­mnie­nie matki spra­wiło iż mimo­wol­nie szczel­niej okryła swe ciało płasz­czem jaki ow­szem nale­żał do Aries. Kolejna pamiątka. Sam zda­wała się być sen­ty­men­talna pod tym wzglę­dem lecz czy, t o nie jest zbyt ludz­kie? Jest! Jed­nak ona nie była czło­wie­kiem według sie­bie samej oraz wła­snych rodzi­ców. Była Ostat­nim Życze­niem, z cza­sem ewo­lu­ują­cym w byt jakim jest teraz. Jej chęć pozna­nia… To wła­śnie ona spra­wiła iż dziew­czyna jest taka, a nie inna. Owa chęć spra­wiła iż odwró­ciła się do intruza ple­cami oraz ponow­nie pode­szła do zim­nych sta­rych drzwi na jakich po raz pierw­szy uło­żyła swe dło­nie. Po raz pierw­szy użyła siły dzięki, któ­rej zapo­mniane przez czas oraz ludzi zamki zaczęły ustę­po­wać, a krypta sta­nęła przed nimi otwo­rem.
-Zapra­szam Panienkę…– Rzu­ciła jedy­nie przed sie­bie, a jej głos odbił się nie­znacz­nym echem, a sama Sam ruszyła powol­nym kro­kiem w stronę ciem­no­ści jaka zaczęła oplą­ty­wać jej ciało aż wresz­cie znik­nęła, z pola widze­nia swej nowej towa­rzyszki… Jed­nak czy ów panna zechce pójść za nią? Zechce zary­zy­ko­wać swe życie jakie może zło­żyć na ołta­rzu nie­wie­dzy bądź uchro­nić je w dło­niach nie­zna­jo­mej?
Sam nie inte­re­so­wała się losem swej towa­rzyszki ponie­waż przy­wy­kła do samot­no­ści lecz w tej kon­kret­nej chwili przez jej myśl prze­szły trzy słowa „gdzie ona jest…” Nie, nie mar­twiła się o nią lecz coś, z daw­nych wyple­wio­nych przez matkę uczuć naka­zy­wało jej zatrosz­czyć sie o los intruza mimo iż sama prze­mie­rzała ciemny kory­tarz pro­wa­dzący cały czas w dół… Jakby szła ku epi­cen­trum pie­kieł, o czym świad­czyć mogło cie­pło jakie nara­stało, z każ­dym prze­by­tym kro­kiem… -Powin­nam być sama…– Wyszep­tała wresz­cie gdy schody po jakich scho­dziła zmie­niły się na twarde podłoże co mogło świad­czyć o jed­nym. Jej wędrówka dobie­gła końca. Lecz cóż cze­kało ją dalej? czy była sama?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Lis 19, 2015 6:12 pm

Nie dodawała, że właśnie o tym mówiła wcześniej, miała wrażenie, że kolejne słowa przelecą niedostrzeżone i znikną w eterze. Milczała, wysłuchując za to w spokoju, co tamta ma do powiedzenia. I choć mogło się zapowiadać pięknie, Jack miała podstawy twierdzić, że pod zachęcającymi słowami kryje się podstęp, a może i coś więcej? Chociaż jej przeciętny kolega z karczmy nie posądziłby ją o znaczną inteligencję, co najczęściej było spowodowane niezbyt rozgarniętymi czynami, jakich dopuszczała się po alkoholu, jednak naiwna nie była i potrafiła choć trochę rozróżnić dobro od zła.
- Uważam... że wszystko ma swoją cenę. Chociaż tyle wiem. Za darmo w dzisiejszych czasach nie dostanę nawet wspomnianej przez ciebie kąpieli. Oferujesz mi sporo. I spodziewam się, że chcesz wziąć jeszcze więcej. – Zastanowiła się na głos, nie wiedząc co kobiecie chodził po głowie. Nie wyglądała na groźną, chociaż to mogła być pułapka, na którą było się zbyt łatwo nabrać.
Wiedziała, że aby coś osiągnąć, trzeba ofiarować przynajmniej dwa razy tyle. Nie było niczego za darmo, nawet w czasach, które teraz zdawały się być dla niej absurdalnie dalekie, jakby sprzed tysiąca lat, gdy wraz ze swoimi kompanami żeglowała po morzach i rabowała kupieckie statki, nie mogła powiedzieć – łupy nie kosztowały niczego. Och, zdarzało się, iż płacili za nie najwyższe ceny – wiele nieprzespanych godzin w pełnym zdenerwowaniu, ze strachem o własne życie, aż w końcu śmiercią towarzyszy lub porażką, dotkliwszą niż cokolwiek innego. Cena istniała zawsze, jedynie forma była zmienna.
- Wystarczy mi to, że wskażesz mi miasto, nic więcej. Nie chcę zawierać z tobą żadnego paktu. – Oznajmiła ostrzegawczo, jakby czarnowłosa była samym diabłem wcielonym, gotowa do podpisania umowy za jej duszę.
- Hola, hola, naprawdę zamierzasz tam wejść?! – Krzyknęła za nią, gdy ta zniknęła już w mroku grobowca. Poczuła się głupio, aż tupnęła parę razy o wyschniętą ziemię. Nie wiedziała co robić; czy machnąć na nią ręką, czy może gonić tę wariatkę, by nie zrobiła sobie sama krzywdy? I tak zdziwiła się, że kobieta bezbłędnie odgadła jej płeć, gdy przybrała męski strój, a włosy ukryła pod kaszkietem. To nie zdarzało się często, a przynajmniej nie za pierwszym razem.
- Och, narwana baba! – Syknęła za nią, ostatecznie przełamując się i schodząc ostrożnie do tajemniczego miejsca. – Czekaj na mnie! – Wrzasnęła, ale wątpiła by tamta zdołała ją jeszcze usłyszeć. Musiała ją dogonić, nim tamta złamie sobie kark w tej ciemnicy. Dogonić i najlepiej wyciągnąć na powierzchnię. Stawiając niepewne kroki w oddali usłyszała jej głos.
- Powinnaś, zapewniam cię, że powinnaś! Nie wiem co mi do głowy strzeliło, że poszłam za tobą! – Odkrzyknęła jej, słysząc ją coraz lepiej, ale dalej nie mając pojęcia gdzie się znajduje. – Gdzie jesteś? Masz jakieś światło? Matko i córko, co ja bym oddała za szklankę wody... – Mamrotała do siebie, zupełnie nie wierząc w to co robi, a już szczególnie w to, że zdołała się wciągnąć w to szaleństwo. Poczuła lekki dreszcz na plecach i zaczynała rozumieć, że w zasadzie uwielbiała takie sytuacje, gdzie nic nie jest pewne, a niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem.
- Mam cię! – Dopadła ją w końcu, idąc po omacku. – Masz już to, po co przyszłaś? Możemy wyjść na powierzchnię? – Szczerze wolała nie wiedzieć, po co owa wariatka tu przyszła i coś podpowiadało jej, że chodziło o coś znacznie innego niż zwykła wyprawa na grzyby.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Lis 19, 2015 6:35 pm



Kolejne nic nie zna­czące słowa doszły do jej uszu zanim ruszyła w mrok odda­jąc się temu co przed nią. I wierz­cie lub też nie mrok był dla niej naj­lep­szym miej­scem. Mogła się w nim skryć. Wytro­pić ist­nie­nie czy choćby oswoić, się z wła­snymi lękami jakie zda­wały się prze­jąc kon­trole nad jej umy­słem lecz Sam opie­rała się im. Odpy­chała każdy atak jaki jej mroczna strona pra­gnęła przy­pu­ścić. Sta­ra­jąc się przy tym jed­no­cze­śnie zro­zu­mieć naturę wła­snego ja. Było, to czymś naprawdę trud­nym zwłasz­cza iż teraz nie miała czasu na niań­cze­nie intruza, a tym bar­dziej na potyczki słowne. Ba nie obcho­dziło ją to czy ta się zgo­dzi na jej warunki czy też nie ponie­waż Sam się nie odma­wia… Ostatni, który to uczy­nił został jedy­nie cie­niem daw­nych dni, a z cza­sem pamięć o nim wybla­kła tak samo niczym płótno po wielu latach. -Zamilcz- Tylko, to jedno słowo wypo­wie­działa dziwna dziew­czyna w chwili gdy ten iry­tu­jący głos dotarł do jej uszu, a zapach jaki nosiła ze sobą zaata­ko­wał jej noz­drza. Jed­nak, to co działo się potem było o wiele gor­sze ponie­waż ta mała nie potra­fiła naj­wy­raź­niej wyko­ny­wać pro­stych pole­ceń. Nadal szcze­bio­tała na swój iry­tu­jący spo­sób co jesz­cze bar­dziej draż­niło Sam oraz jej towa­rzy­sza jaki szep­tał do jej ucha by uczy­niła, coś z ową dzie­woją. Wizje jakie zostały jej zesłane były niczym innym jak tylko rzeź­nic­kim snem psy­cho­paty lecz i one zostały odrzu­cone przez część oso­bo­wo­ści jaka zda­wała się posia­dać jesz­cze resztki ludz­kich uczuć. Uczuć jakie naka­zy­wały się jej zatrzy­mać oraz zagro­dzić dziew­czy­nie dal­szą drogę. -Oszem masz- jej głos był dziwny. Inny. Zda­wał się być przy­jemny dla ucha wręcz miękki. Ci bar­dziej odważni uznali by iż należy do osoby jaka zaczyna się mar­twić lecz nic, z tych nie­do­rzecz­nych rze­czy. Głos Sam był spo­wo­do­wany jedy­nie jej zna­nymi pobud­kami jakich oczy­wi­ście jej iry­tu­jąca towa­rzyszka nie mogła znać. – Teraz jed­nak zamknij się wresz­cie i posta­raj nie zgu­bić. Czas nas nagli- Zapewne gdyby choć na chwilę jakieś głęb­sze uczu­cia nią kie­ro­wały, Sam zajęła by się nią lecz nie miała ku temu ani czasu ani ochoty. Wprost prze­ciw­nie po tych sło­wach wypo­wie­dzia­nych szep­tem ruszyła dalej przed sie­bie kro­cząc po kamien­nej posadzce, dzięki któ­rej ich kroki roz­no­siły się echem po pomiesz­cze­niu jakie zda­wało by się jest wprost ogromne. Ile tak szły? Czas zda­wał się być tutaj niczym. Nie wia­domo czy minęła minuta, godzina czy dzień. Ciem­ność prze­cież ota­czała jej przez cały czas spra­wia­jąc iż poczu­cie upływu czasu było wielce zachwiane i zapewne wielu zaczęło by popa­dać w para­noję gdyby nie świa­tło jakie poja­wiło się na końcu ciem­nego tunelu. -To tutaj…– Były, to pierw­sze słowa od bar­dzo dawana wypo­wie­dziane przez Sam, która to mil­czała przez czas nie­okre­ślony. Jed­nak, to co stało się po wypo­wie­dze­niu owych słów było chyba do prze­wi­dze­nia tak samo niczym wschód słońca… Mia­no­wi­cie mowa tutaj o samej wariatce, która to ruszyła bie­giem w stronę świa­tła jakby wie­dząc co ją tam czeka. Jed­nak jak ina­czej można było myśleć skoro jej każdy ruch czy też słowo mówiło samo przez sie­bie że wie co robi? Jakby była tutaj już wcze­śniej mimo iż ni­gdy w swym życiu nie zapusz­czała się ku tym tere­nom. –Pięk­nie…- Dało się sły­szeć stłu­miony głos dobie­ga­jący, z miej­sca prze­zna­cze­nia. Głos prze­peł­niony zachwy­tem mimo iż jedyne co rzu­cało się w oczy to trupy… Sześć ciał pozba­wio­nych głów. Sześć ciał uło­żo­nych w jakimś prze­dziw­nym sym­bolu… Jed­nak, czy to jedyne co było warte uwagi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Lis 19, 2015 8:18 pm

Żałowała, a jakże! Nie zapowiadało się dobrze, ale była bardzo ciekawa, co ją czeka na końcu tej wędrówki. I to wszystko rekompensowało podróż po omacku, towarzystwo wariatki i fakt, że znajduje się wewnątrz grobowca. Nie no, cudownie. Lepiej być nie mogło. Od kiedy ją znalazła, trzymała się blisko, chociaż kobieta, którą dopiero co poznała nie była wcale dobrą ostoją i przykładem zdrowego umysłu.
- Czemu miałabym się zamknąć? Przecież i tak ignorujesz każde moje słowo, więc żyjmy sobie dalej w tej cudownej symbiozie – ja nieco poszczebioczę, chociażby dla zabicia czasu, a ty sobie poudajesz, że nie istnieję. – Prawie się oburzyła, oczywiście nie tracąc dobrego humoru. Chociaż miejsce zobowiązywało do zachowania ciszy, ona miała to za nic, czując się lepiej, gdy słyszała swój głos. I tak było całkiem dobrze, że nie zaczęła sobie podśpiewywać pod nosem, a z pewnością byłaby do tego zdolna. – Możesz mi wyjaśnić dlaczego tu jesteśmy? – Zdecydowała się jednak poznać powód, dla którego krążą teraz w tym gęstym mroku, jednak wcale nie spodziewała się, że otrzyma tak łatwo odpowiedź. Słowa uderzały o nią jak groch o ścianę. – Zapomniałaś czegoś? Szukasz skarbów? Bo chyba nie powiesz mi, że jesteśmy tu dla rozrywki? Uwierz mi; może na to nie wyglądam, ale mam lepsze rzeczy do roboty w to urocze popołudnie niż łażenie z tobą po grobowcach. Och, dobra, już więcej nie narzekam. Jest cudownie. Wyśmienicie. Idealne miejsce na, kurwa, randkę. – Aż zdarzyło jej się przekląć. No dobra, nie było to aż tak rzadkie zjawisko, bo rzucanie mięsem było dla niej jak codzienna modlitwa dla niektórych. I wcale nie zwiastowało to negatywnych emocji, a raczej wyraźniejszej próby ukazania, że coś się dzieje w jej głowie, niekoniecznie złego. Po prostu wolała zawczasu dać upust swym myślom.
- I czemu czas nagli? Ktoś na nas czeka? – Zadała ostatnie pytanie na koniec, chociaż jej oczekiwania na odpowiedź były niewielkie.
Długo krążyły jeszcze po ciemnych korytarzach, aż Jacqueline zdążyła zupełnie zapomnieć drogę powrotną, a cichą nadzieję na powrót wciąż miała. Prowadziły podczas swojej podróży dosyć jednostronną rozmowę, czyli nic się nie zmieniło, aż wyraźnie dotarły do końca swojej wędrówki i celu, oświeconego płomieniami pochodni, aktualnie tak jasno świecących, że Jacqueline musiała mrużyć oczy, by móc cokolwiek dostrzec. Gdy oczy przyzwyczaiły się już do takiego stanu rzeczy, dostrzegła to, po co tu schodziły...
- Ach, no i teraz rozumiem. Wszytko jest już możliwie jasne – Zaczęła zupełnie rozbawionym tonem - Jesteś kompletną wariatką. Upadłaś na głowę! Brak ci piątej klepki! – Wyklinała ją dalej, szukając kolejnych określeń na kogoś nie do końca zdrowego psychicznie. Przywykła do widoku martwych ciał, więc to nie ruszyło jej w żadnym stopniu, ale nie mogła odmówić osobliwości całej sceny, zwłaszcza, że ciemnowłosa sprawiała wrażenie wniebowziętej.
- Świetnie, po prostu świetnie. Napatrzyłaś się już? Zaspokoiłaś swe żądze? Możemy w końcu wejść na górę? – Niemal krzyknęła jej do ucha, przestając wierzyć, że to się dzieje naprawdę. To musiał być sen... Ktoś zaraz wyskoczy i powie – „Żart, Jack! To wszystko żart!”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Pią Lis 20, 2015 1:31 pm

Słowa wypo­wia­dane przez dziew­czynę nie były teraz ważne. Tak naprawdę cały świat pozo­stał w cie­niu zapo­mnie­nia gdy tylko Sam dotarła na miej­sce… Miej­sce jakie nie było zwy­kłym gro­bow­cem na jaki mógł wyglą­dać. Owszem na pierw­szy rzut oka wszystko było nor­malne. Trupy uło­żone niby bez więk­szego prze­my­śle­nia lecz tak naprawdę gdyby przej­rzeć się temu bli­żej można było stwier­dzić jedno. Nic nie było tu przy­pad­kowe. Każde żło­bie­nie w kamie­niu, sym­bol czy choćby miej­sce gdzie woda ska­py­wała na posadzkę nie było przy­pad­kiem, a kur­han w jakim się zna­la­zły był czymś zupeł­nie innym…
-Jesteś głu­pia czy ślepa? – Ode­zwała się wresz­cie ku niej nie odry­wa­jąc jed­no­cze­śnie spoj­rze­nia od ciał. Jedne, z nich zda­wały się być świeże. Inne już dawno odczuły na swym ciele ząb czasu i nie tylko… Jed­nak nie było, to teraz ważne. Prze­cież jedyną kwe­stią jaka iry­to­wała Sam w owej chwili była igno­ran­cja nie­wia­sty. Igno­ran­cja jaka zamy­kała ją samą przed tym co tu się działo. Prze­cież… Prze­cież nawet dziecko wyczuło by zmiany. Deli­katne zawi­ro­wa­nie, w miej­scu jakim nie ma prawa nic ist­nieć… Moż­liwe iż owe dziwne zawi­ro­wa­nia wyczu­wała jedy­nie Sam, a może było to wyczu­walne dla każ­dego? Wiele razy sły­szy się o uczu­ciu nie­po­koju. Wiele ist­nień odczuwa tak zwane ciarki na ple­cach lecz mało kto zdaje sobie sprawę, że są one wytwo­rem naszego umy­słu wraż­li­wego na wiele czyn­ni­ków… Jed­nak to miej­sce było inne. Tutaj nie dało się odczuć niczego. Pustka. Prze­peł­niała owe miej­sce jak i umysł Sam od chwili gdy prze­kro­czyła meta­lowe drzwi. -Z chę­cią odsta­wie Cię na powierzch­nie gdy skoń­czę… I jak tak bar­dzo chcesz ran­dek mogę Ci takową zała­twić z kim tylko zechcesz lecz skup się wresz­cie…– Całą tą tyradę wypowie­działa dopiero w chwili gdy wstała, z kucek tylko i wyłącz­nie po to aby podejść do swo­jej towa­rzyszki. Ta zaś mogła ujrzeć iż spoj­rze­nie Sam zmie­niło się nie do pozna­nia. Nie było już mar­twe, a wprost prze­ciw­nie. Pełne życia, chęci pozna­nia oraz cze­goś co kryło się w brą­zo­wej toni. -Zau­wa­ży­łaś pewną cie­kawą rzecz? – Zadała pyta­nie nie przej­mu­jąc się fak­tem iż ta wcze­śniej krzy­czała jej do ucha czy też uży­wała okre­śleń jakie były jedy­nie piesz­czo­tliwe lecz jej towa­rzyszka nie mogła wie­dzieć iż tego typu okre­śle­nia były niczym dla kogoś takiego jak Sam. -Nic nie sły­szysz prawda? Ani tutaj ani na powierzchni… Brak śpiewu pta­ków, odgło­sów życia codzien­nego czy choćby kro­pli wody roz­bi­ja­ją­cej się o posadzkę mimo iz jeste­śmy tu od dobrych paru minut… – Mówiła, o tym z taką łatwo­ścią i lek­ko­ścią jakby opo­wia­dała bajkę dziecku, a nie uka­zy­wała pięk­nej zagadki tego miej­sca. Spy­ta­cie jed­nak co ze stra­chem? Tak naprawdę Sam nie przej­mo­wała się czy jej towa­rzyszka jest żywa, mar­twa, z inkwi­zy­cji czy bogo­wie raczą wie­dzieć kim jesz­cze… Sam była bowiem jak matka. Znu­dzona życiem. Pra­gnąca prze­żyć co się da oraz odejść dla­tego wła­śnie nie przej­mo­wała się takimi drob­nost­kami. Mimo iż owe drob­nostki mogą zga­sić jej życie w ułamku sekundy gdyby tra­fiła na jakie­goś nie­zdro­wego fana­tyka.Jed­nak ta tutaj nie wyglą­dała na fana­tyka, a wprost prze­ciw­nie. Prę­dzej było jej do tych zdzi­cza­łych cyr­kow­ców jakich przez lata obser­wo­wała Sam. Prze­cież… Była wesoła, upier­dliwa, śmier­działa i co naj­waż­niej­sze na­dal była dziec­kiem. Przy­naj­mniej według Art’rein przy­glą­da­ją­cej się jej bacz­nie, a przy­znać trzeba iż przy świe­tle pochodni zyski­wała naprawdę wiele lecz nie, to jest ważne.
-Owszem masz racje… szu­kam cze­goś…– Sam po raz pierw­szy odpowie­działa na jej pyta­nie jed­no­cze­śnie mija­jąc ją tylko i wyłącz­nie po to aby sku­pić swoją uwagę na jed­nej ze ścian jaka pozor­nie nie róż­niła sie niczym od reszty lecz czy oby na pewno? Nikt prze­cież nie zdaje sobie sprawy jaką cenę przy­szło jej pła­cić za moż­li­wość spoj­rze­nia. Jak wiele tra­ciła za każ­dym razem gdy musiała poszu­ki­wać cze­goś co chowa się przed wzro­kiem ludz­kim lecz skąd miała wie­dzieć, że ma przy sobie kogoś podob­nego do sie­bie? Skąd miała wie­dzieć czy jej towa­rzyszka wyczuła tę ano­ma­lię. Jed­nak gdyby wie­działa cała ta roz­mowa wyglą­dała by zupeł­nie ina­czej… Wszystko było by inne… Prost­sze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Pią Lis 20, 2015 10:50 pm

Nie była gotowa na takie szaleństwo od - jakby nie patrzeć – rana. Ledwo otworzyła oczy, a już jakaś narwana panna kazała jej łazić po grobowcach. Postanowiła sobie następnym razem uważać, gdzie po pijaku kieruje swe kroki, aby nigdy znów nie wylądować na cmentarzu w tak zacnym towarzystwie.
Ślepa nie była, także pozostawała jej tylko druga opcja. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie odparowała kobiecie na umiarkowanie nieuprzejmy sposób:
- Lepiej być głupim niż stukniętym! – Mówiła to wszystko i tak goniąc jej kroki i starając się nie zgubić, także na tym etapie ciężko było stwierdzić, kto jest mniej normalny.
Jeśli chodzi o pierwsze doznania Jacqueline po zejściu na najniższe piętro, nie były one zbyt szczególne. Może po prostu należała do osobników niezwykle gruboskórnych, a może po prostu niczego tu nie było? No nie licząc tych paru ciał pozbawionych głów, ale któż by się nimi przejmował? W każdym razie czuła zwyczajnie lekki niepokój, co chyba było normalne w takich sytuacjach. Przeciętny człowiek zareagowałby z zdecydowanie mniejszym rozbawieniem, a większa porcją strachu. Nie ona, zwłoki pozostawały dla niej niewiele bardziej emocjonujące od przedmiotu codziennego użytku.
Dostrzegła tylko zmianę w wyglądzie kobiety, chociaż wcale nie była pewna, czy jej się nie przewidziało. Zaczęła podejrzewać, że jej towarzyszka może również objawiać magiczne zdolności. Coś musiało być z nią nie w porządku, tylko co?
- Powinnam się na czymś skupić? Zamknąć oczy? Niczego nie rozumiem – Pozwoliła się nieco wciągnąć w jej zabawę, mając nadzieję, że jeśli to czego tamta szuka, znajdzie się, szybko wrócą na powierzchnię i zapomną o całym wydarzeniu. – Doprawdy, zdziwiłabym się gdybym zastała tu jakieś dźwięki lub ślady życia. To dopiero mogłoby być niepokojące. Poza tym, że stoimy w grobowcu przed cudzymi zwłokami, wszystko jest w jak najlepszym porządku. – Odparła, usiłując wyczulić zmysły. Niewiele jej to pomogło.
- Nie pomyślałaś o tym, aby ułatwić mi sprawę i powiedzieć czego szukamy? A podobno ja tu jestem tą głupią... – Ostatnie zdanie dodała pod nosem, cały czas się dziwiąc, dlaczego nie potrafiła machnąć ręką na kobietę i odejść w swoją stronę. – Przysięgam, że ci tego nie zawinę, niezależnie jakby mnie nie kusiło! – Odwróciła się w stronę kobiety, powoli tracąc cierpliwość, której nigdy nie posiadała zbyt wiele.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Nie Lis 22, 2015 4:23 pm

-Nigdy Was nie zro­zu­miem- Rzu­ciła w jej stronę wsta­jąc na równe nogi jed­no­cze­śnie sta­ra­jąc się odsu­nąć od sie­bie myśli typu co tak wła­ści­wie tutaj robi. Prze­cież mar­nuje swoje życie, na poszu­ki­wa­nia mrzonki… Jed­nak nie czyni tego sama, a wprost prze­ciw­nie. Los zesłał jej towa­rzy­stwo w postaci dziw­nej dziew­czyny, dzięki któ­rej wdarła się wresz­cie do krypty do jakiej szcze­rze mówiąc nie miała ochoty wcho­dzić sama. W prze­ci­wień­stwie do swej towa­rzyszki Sam wyczu­wała drobne zmiany powie­trza. Wie­działa iż jest tam gdzie miała się zna­leźć lecz na pewno nie weszła by tu samot­nie. Owszem mogła by to uczy­nić lecz po co miała nara­żać sie­bie skoro na dobrą sprawę mogła użyć tej dziew­czyny jako wabika czy też tar­czy jeśli popeł­niła by błąd? Tak. Wła­śnie po to ją tu zabrała. Musiała mieć jakąś alter­na­tywę, a ta tutaj nada­wała się na wszyst­kie podłe rze­czy jakie może wymy­ślić ludzki umysł. -Gdy Cię pozna­łam byłaś jedy­nie zapi­ja­czoną kobietą… teraz jed­nak brzmisz niczym hono­rowy zło­dziej… Cie­kawe czym jesz­cze mnie ura­czysz panienko…– Musiała, to powie­dzieć. Prze­cież nie­grzecz­nym było mil­czeć zwłasz­cza gdy miało się przy­nętę tak bli­sko sie­bie. Przy­nętę jaka zda­wała się być nic nie świa­domą swego użytku i może nawet dobrze? Gdyby wie­działa w jakim celu została tu zapro­szona zapewne nie chciała by prze­by­wać tutaj ani chwili dłu­żej, a prze­cież czas był naj­waż­niej­szy… Jack oczy­wi­ście pożyt­ko­wała go na mono­logi oraz próby pod­ję­cia walki słow­nej jaką Sam igno­ro­wała ponie­waż sku­piała swe kroki na prze­szu­ki­wa­niu owego miej­sca. Przy­glą­dała się uważ­nie każ­dej ścia­nie, pły­cie czy nawet uło­że­niu ciał dzięki, któ­rym wie­działa iż musi pozo­stać tutaj dłu­żej pozwa­la­jąc sobie przy tym na drobne uwagi czy też nawet na odpo­wie­dze­nie jej na część zada­nych pytań… -Mam dla Cie­bie dobrą wia­do­mość… Zbie­ramy się. – Czy była, to prawda? Cóż wnio­sku­jąc po zacho­wa­niu dziew­czyny i ow­szem. Prze­cież dostała, to po co tu przy­szła mimo iż dla kogoś takiego jak Jack mogło się wyda­wać iż tak naprawdę nic tu nie zaszło. Ot jedna wariatka gapiąca się przez wiele minut na jedną, z pozoru pustą ścianę lecz nawet i ona mogła nań ujrzeć coś co wyraź­nie zasie­wało nie­po­kój w jej sercu. Jed­nak czy odpo­wied­nio, to zin­ter­pre­tuje? Tego nie wie­działa nawet Sam lecz szcze­rze miała gdzieś wiele rze­czy jakie tamta wypowie­działa. Liczył się bowiem fakt iż wresz­cie ujrzała, to co nie dawało jej spo­koju mimo iż samo spoj­rze­nie oraz inter­pre­ta­cja zda­wać by się mogła zaj­mie jej wiele dłu­gich zimo­wych wie­czo­rów… Jed­nak miała czas. Była jego panią tak samo jak panią samej sie­bie dla­tego też odwró­ciła się na pię­cie doda­jąc jedy­nie -Idziesz? – Pro­ste pyta­nie. Zadane przez dziew­czynę jakiej spoj­rze­nie zda­wało się pło­nąć oraz uka­zy­wać wię­cej emo­cji niż jej wła­sna mimika. Ta bowiem nie zmie­niała się. Jej lico na­dal było spo­kojne. Za spo­kojne jak dla wielu lecz czy, to ważne? Nie. Sam dobrze wie­działa dzięki czemu, to zawdzię­cza. Wie­działa rów­nież iż musi się wywią­zać, z obiet­nicy jaką zło­żyła swo­jemu wabi­kowi dla­tego też idąc ciem­nym kory­ta­rzem ukła­dała plan kolej­nych swych kro­ków. Plan zakła­da­jący coś czego nie robiła od dawna, a mia­no­wi­cie spo­nie­wie­ra­nia się dzi­siej­szego wie­czoru. Musiała prze­cież odre­ago­wać. Rozluź­nić więzy jakie pętały jej umysł oraz spra­wić aby jej nie­roz­łączny towa­rzysz prze­stał byc iry­tu­jący. Prze­cież ile można zno­sić szepty do ucha oraz czy­jąś obec­ność? Ile można czuć na swym karku cie­pły oddech? -Do mia­sta, w tę stronę… – Ode­zwała się wresz­cie do swej towa­rzyszki gdy tylko pierw­szy chłodny powiew powie­trza zaczy­nał deli­kat­nie muskać jej twarz dając przy tym kolejne chwile uko­je­nia. Sam nei czuła już duchoty jaka towa­rzy­szyła im przez całą drogę w dół. Nie czuła już nie­pew­no­ści, a wprost prze­ciw­nie. Była pełna nadziei mimo iż jesz­cze musi sko­pio­wać, z pamięci to co ujrzała. Zrobi, to jed­nak póź­niej. Teraz bowiem musiała zająć się swoim nie­zno­śnym towa­rzy­szem. -Masz teraz wybór. Uda­jemy się tam gdzie naj­czę­ściej pijesz badź wybie­rasz każdą karczmę jaka przyj­dzie Ci na myśl… – Mówiąc, to dziew­czyna nacią­gnęła kap­tur na swą głowę tak aby jej obli­cze zostało zakryte. Czyżby oba­wiała się cze­goś? NIe, to zapewne spo­wo­do­wane było chło­dem jaki prze­ni­kał przez jej wszyst­kie komórki roz­grza­nego do nie­dawna ciała.
z/t 2x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Sie 04, 2016 1:19 pm

| Przed spotkaniem Lynna |

Nawet nie wiedziała, co ją tu przywiało.
Mroczne cmentarzysko dla kogoś takiego, jak ona? W sumie, nie ma przeciwwskazań. Nie była osobą z przesłodzonym charakterem, ale... czy tego typu usposobienie oby na pewno jest przeciwwskazaniem do spacerów do tego typu miejsc? Można na ten temat polemizować. Sama Antoinette uważała, że nikt nikomu nie zabroni wizyt na cmentarzu. Każdy ma prawo przyjść tutaj, aby się pomodlić, ale panienka Apsley raczej nigdy nie powierzała swoich myśli Najwyższemu, z całą pewnością przez jej poglądy. Nigdy o nich z nikim nie rozmawiała... a przynajmniej nie zagłębiała się zbytnio w taką rozmowę, o ile w ogóle do takiej kiedykolwiek doszło.
Chodziła po cmentarzu w te i wewte, wałęsając się między różnymi i wszelakimi nagrobkami. Niektóre przykuły jej uwagę na dłuższy czas, na niektóre w ogóle nie spojrzała. Nawet na ułamek sekundy. Miała tak, że jeżeli coś nie zainteresowało jej do tego stopnia, by to coś bliżej poznać, nie dawała temu czemuś szansy, by się z tym czymś bliżej zaznajomić. Z całą pewnością jest to cecha również wielu innych osób, ale w przypadku Antoinette było to najbardziej widoczne.
Chodziła między zapomnianymi nagrobkami, a panujący tutaj mrok nie wywarł na niej jakichś większych emocji. Żeby ją zaskoczyć, trzeba się naprawdę postarać. Nie oznacza to oczywiście, że nie lubiła przeżywać większych odczuć – ba, wręcz przeciwnie! Po prostu trudno je u niej wzbudzić. Tyle.
Od samego ranka zdążyła już ułożyć sobie w głowie kilka kłamstewek, w które zaraz potem uwierzyła. Nie były jednak aż tak istotne, by mogła poświęcić im się całą swoją osobą. Nie były to ważne bzdury. A owszem, podczas jej życia zdarzyło jej się uwierzyć w większe i mniejsze w znaczeniu kłamstwa. Doprawdy, jej dolegliwość była naprawdę ciekawa. Szkoda, że ona sama nie zdawała sobie z tego sprawy... sprawy z tego, że coś jest z nią nie tak, chociaż... czy oby na pewno szkoda? Tak jest ciekawie, a może nawet ciekawiej, co mogłoby się zmienić, gdyby ktoś jej uświadomił, że cierpi na pseudologia fantastica.
Jej uwagę, nie wiadomo dlaczego, przykuł jeden z grobowców. Stanęła, kątem oka badając ślady po zniszczonych napisach na nagrobnej płycie. Płycie, po której chodziło wiele różnych robactw. Stała tak, by w końcu odwrócić się przodem do grobowca i chłonąc go całym swoim uważnym spojrzeniem. Podeszła wolnym krokiem i ukucnęła tuż przed "zabudowaniem". Wyciągnęła rękę i jednym zdecydowanym ruchem prawej dłoni strzepnęła natrętne robactwo. Niektóre z tych małych zwierzątek upadło na glebę, niektóre wciąż wędrowały po kończynie Antoinette, jakby szczególnie bardzo nowa lokacja przypadła im do gustu. Dwudziestolatka nie skrzywiła się na ich widok: ba, wręcz przeciwnie! Spojrzała na nie czułym spojrzeniem (które, tak, to trzeba wiedzieć, było u niej rzadkością) od razu wymyślając, że robaczki to części duszy zakopanej właśnie w tym miejscu: dusza ta uwalnia się, chowając swoje cząsteczki w tych "uroczych" stworzonkach i ucieka, by po jakimś czasie złączyć się w jedno i zacząć żyć od nowa w tym nędznym miejscu, zwanym ludzką egzystencją. Tak uważała przynajmniej Antoinette, lecz z całą pewnością znajdą się osoby, które podzielają jej światopogląd. Nie, nie chodzi o to że pani marionetkarz wierzyła, że po śmierci na ziemi człowieka czeka drugie życie. Uważała wręcz odwrotnie.
- I co, robaczki – uśmiechnęła się do nich przyjaźnie. Ah, jaką rzadkością było u niej tego typu wykrzywienie warg! - Co tam u was?
Głaskała je z ostrożnością, by ich czasem nie przygnieść swoimi palcami. Pewnie to właśnie dlatego pieściła je ich końcówkami, ledwo dotykając ich ciał, które dla większości ludzi są wręcz obrzydliwe.
Ale nie dla Antoinette.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Czw Sie 04, 2016 10:25 pm

Pierwszy spacer po mieście i jeszcze nikt nie zamierzał zaczepić zakapturzonego gościa, który bez celu snuje się tu i tam. To pierwsza zaleta tego miasta czy może moje zwyczajne szczęście? Jak to u każdego włóczykija, niech mnie poniosą nogi gdzie trzeba a dopiero potem będę się zastanawiał. Lekkomyślność z mojej strony? A co niby coś takiego jak Ja, może robić rozsądnego, prócz strzelenia sobie w głowę? Jak się nie ma miejsca do którego się należy, to moim miejscem jest zawsze to, na którym stoję, leże czy siedzę. Nie mogę jednak kusić losu i przebywać za długo na widoku tłumów. Trzeba znaleźć spokojne miejsce i najzwyczajniej w świecie odpocząć, pozbierać siły, oraz przemyśleć jak mogę tutaj pożyć.
Tym jakże pięknym sposobem dostałem się na obrzeża miasta. Snułem się powolnym krokiem i poprawiałem płaszcz, tak dla pewności. Strach przed ujawnieniem? Zdaje sobie sprawę jak moja lekkomyślność sprowadza mi kłopoty, więc chociaż muszę mieć dobre przyzwyczajenia. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego akurat z wszystkich miejsc jakie mają do dyspozycji obrzeża miasta, trafił mi się cmentarz? Nie ma tu żadnych starych ciekawych zabudowań, które mógłbym pod koniec snu zburzyć, zdemolować, zniszczyć i tym podobne piękne słowa. No ale to miejsce spełnia przynajmniej jeden konkretny potrzebny warunek. Jest tu pusto, cicho i znacznie większa szansa, że ktoś mnie napadnie. Chociaż oczywiście współczuje osobie która tylko tego spróbuje.
Wracając jednak na ziemie, doszedłem do prostego wniosku, że jednak to spokojne miejsce zostało już przez kogoś zajęte. Jak zauważyłem, że zostałem ubiegnięty? Najzwyczajniej w świecie zauważyłem snującą się rudą panienkę. Teraz tylko się zastanowić co robić, może mnie nie zauważy jak się gdzieś na boku ugoszczę? Co prawda odpoczywanie na cmentarzu może wydawać się karygodne dla innych, ale Ja nie widzę w tym nic dziwnego. Co więc zrobiłem? Dokonałem moim zdaniem najgłupszej decyzji i podszedłem do nieznajomej. Może poznam lepiej powody przebywania tutaj, oraz ogólne intencje i poczuje się pewniej? Mój optymizm mnie kiedyś zabije.
Podszedłem, już miałem coś powiedzieć z wysuniętą ręką, tak by być przygotowany na gest powitalny. Zamilkłem, zesztywniałem. Dlaczego? Bo właśnie zauważyłem, że mogę jej przeszkodzić w konwersacji. No nie, nie mogę przecież okazać tak bardzo brak ogłady i jej przeszkodzić. Tylko... Przeszkadzałbym jej w rozmawianiu z robaczkami? Poważnie? Ona z nimi rozmawia? Ja trafiłem na jakąś chorą psychicznie? A może rzeczywiście potrafi z nimi rozmawiać? Przez ten szereg pytań które sobie zadałem, stałem jak głupi za plecami dziewczyny. Dodajmy też, że jestem pięknie zakryty kapturem i co najwyżej widać mi fragment twarzy z pod kaptura z błyszczącymi się szkarłatem ślepiami. Co robić? Co robić? Zrobiłem krok do tyłu i... Gałąź. Idealny klasyczny błąd, niczym z teatru.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Pią Sie 05, 2016 9:56 am

A ona jak siedziała, tak siedziała. Nie działo się nic ważnego, nic, czemu mogłaby poświęcić swoją uwagę. W sumie... prawda była taka, że nic nie wydarzyło się od chwili, w której przybyła na tę część cmentarzyska. Albo lepiej... od chwili, w której w ogóle postawiła stopy na jego terenie. No, może poza tym, że zmieniła nieco lokalizację przebywania "uroczych" robaczków. A czy było to jakieś ważne wydarzenie? Raczej nie.
Wiatr od czasu do czasu zaszumiał mocniej, co było widać głównie w poruszających się gałęziach i szelestach liści tutejszych drzew i większych krzewów. Antoinette lubiła taką pogodę: ciepło, ale z obecnością wiatru. Ah, nie mogło być lepiej! Doskonale pamiętała burzę sprzed kilku dni, która trwała dość długo, a sama Antoinette traciła cierpliwość, do czasu, aż pogoda poprawiła się od tak, bez żadnej zapowiedzi. Można powiedzieć, że w jednej sekundzie lało i grzmiało niezwykle intensywnie, w drugiej – słońce przygrzewało szczególnie mocno. A może to zasługa zabawy z magią jakiejś wiedźmy?, zastanawiała się, jednak finalnie uznawszy że nie ma sensu dłużej się nad tym rozwodzić.
Siedziała i dalej bawiła się z robaczkami. Wszystko byłoby fajne i ładne, do czasu aż...
Poczuła na sobie czyiś wzrok.
Jeszcze przez chwilę zastanawiała się, co powinna zrobić, w końcu, po krótkiej chwili namysłu odwróciła się i omiotła spojrzeniem zakapturzoną postać. Tak, zakapturzoną, więc Antoinette nie była w stanie ocenić całej jego aparycji. Jednak całe szczęście, że kaptur nie zakrywał całego jego oblicza. Ah te oczy... co prawda, Antoinette trudno było zadziwić, o czym już doskonale wiemy, jednak tym razem było inaczej. Widok jego świecących ślepi przyprawiał ją o szczególnie wielkie zaskoczenie z nutką przerażenia. Tak, bała się. Tak, dziwne, prawda? To zupełnie nie w jej stylu. A jednak, fakty są proste.
Uspokoiwszy się i wciąż trwając w tej jednej pozycji, omiotła go uważnym spojrzeniem.
- Czego chcesz? - spytała, patrząc na zakapturzoną postać. - Jak masz jakąś sprawę, wal śmiało.
A jego wypadek nie zrobił na niej większego wrażenia - tak mogło się wydawać.
- Uważaj trochę, łamago! - skomentowała jego kontakt z gałęzią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Pią Sie 05, 2016 11:14 am

Jak to fajnie mają zwykle ludzie. Nie muszą się kryć jak tylko zauważą, że powietrze robi się wilgotne, co insynuuje możliwy zbierający się deszcz. Ja przy takiej pierwszej lepszej okazji musiałbym wycofać się z tego cmentarzu, co oczywiście nie jest mi na rękę. Jestem w stanie przeczuć, że chociaż początek nocy będzie odpowiednio suchy, a co potem? Tylko taka lekka nadzieja, że będzie nadal tak samo. Ciepła temperatura i wiatr? Tak, bardzo mi to odpowiada. Odpowiada mi suchy klimat, a wiatr jest jak najbardziej przydatny, ponieważ ma dar roznoszenia w powietrzu tego co trzeba. "Niechaj ciepło dogrzewa, a chmury omijają z daleka." Taka myśl jest dla mnie pokrzepiająca.
Poruszyłem niemrawo kącikiem ust w głupim dosyć uśmieszku. Dlaczego? Najzwyczajniej na świecie byłem zakłopotany a jednocześnie niepewny. Ale nie wydawała się zdenerwowana, a bardziej tylko zaskoczona. Szkoda, że tylko dawała takie wrażenie, bo słowa zapewniały mnie, że już jestem nieproszony. Co powinienem zrobić? Jak powinienem odpowiedzieć? Ugryzłem swoimi stalowymi ostrymi ząbkami, własne wargi. Taka moja oznaka zdenerwowania.

- "Wal śmiało?" Nie ma w planach mojej osoby, Ciebie walić.
No co? Każe mi walić śmiało. Skąd mam wiedzieć o co jej chodzi? Mam Ją walnąć jak mi się coś nie podoba? O co jej chodzi i czemu tak dziwnie mówi? Zesztywniałem po chwili, gdy krzyknęła. Akurat w tym momencie kapnęła jakaś kropla z mojego płaszcza, na kawałek ułamanej od nadepnięcia kawałka gałązki. Puf! Mały dymek z bardzo cichutkim odgłosem huku. Gałązka i niewielka części ziemi pod nią, wyparowały. Podniosłem nogę i popatrzyłem na swoje niekontrolowane dzieło. I teraz sobie pomyślałem, że skoro to wcześniej Ją wkurzyło, to co się z nią teraz stanie? Popatrzyłem na nią ze spokojem i poprawiłem płaszcz.
- To może... Czas już... Odejdę...
Mówiłem przerywanym głosem, choć tak jak wcześniej, brzmiał bardzo solidnie i bez problemu można powiedzieć jakiej jestem płci. Tak jakby w ogóle miała jakiekolwiek wątpliwości.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Pią Sie 05, 2016 5:11 pm

Jej pierwsza myśl? Cholercia, chyba kolejna osoba z poziomem inteligencji poniżej przeciętnej. Mogła też się mylić, co, jeżeli zakapturzona postać tylko się z niej naigrawa?
Co do poczucia, że ów osobnik (bo to raczej facet, niż baba) jest tępakiem – osądzała o to chyba wszystkich na swojej drodze, sądząc oczywiście że sama jest najinteligentniejszą istotą kroczącą po tym globie. I nie tylko, co, jeżeli poza ziemską egzystencją istnieją jeszcze jakieś inne światy? Ale Antoinette raczej w to nie wierzyła.
To, co się potem stało, niezbyt ją zainteresowało. Teraz była cała pochłonięta myślami na temat nieznajomego, który zakłócił jej spokój, co miało również swoją zaletę: teraz Antoinette trudno będzie się nudzić. Co prawda to prawda, nie nudziła się, początkowo wałęsając się między nagrobkami, by potem zainteresować się jednym z nich, a w szczególności chodzącym po nim robactwem. Nie zastanawiała się zbytnio, co ten mógł pomyśleć o jej rozmowie z tymi malutkimi stworzonkami. W ogóle nie pomyślała, że nie jest to codziennością: w jej głowie narodziły się kolejne kłamstewka, w które zaraz potem uwierzyła. Teraz już nie tylko ubzdurała sobie to, że te noszą w sobie cząsteczki duszy zmarłego. Teraz bzdur utworzonych w jej umyśle było znacznie więcej, ale postanowiła że nie podzieli się nimi z nieznajomym. Mimo, że absolutnie wierzyła, iż to prawda.
Tak, postanowiła. Ale przecież może nie dotrzymać złożonej samej sobie obietnicy...
Kiedy ten, jak widać – zakłopotany osobnik płci męskiej zaproponował, że odejdzie, Antoinette zaczęła się obawiać, że ten tak właśnie zrobi. Nie, nie, nie. Nie mogła na to pozwolić! Nie chodzi o to, że potrzebowała czyjegoś towarzystwa. Bardziej chodziło o to, że pojawiła się przed nią szansa na udowodnienie komuś jego beznadziejności oraz własnej doskonałości. Taka już jest ta nasza Antoinette Zoe Apsley. Ale nie wiedział o tym zakapturzony mężczyzna. Jednak całkiem prawdopodobne, że już wkrótce pozna się na jej paskudnym charakterze. Chyba, że naprawdę był skończonym idiotą, nie tylko w oczach dwudziestolatki.
- A co ty tak w tym kapturze łazisz? – spojrzała ponownie w jego szkarłatne oczy – Może masz brzydki ryj albo co? – uśmiechnęła się, starając się, by jej uśmiech był sympatyczny. W rzeczywistości był to udawany grymas. - Zostań, nie sądzisz, że to przeznaczenie że nasze drogi się skrzyżowały i spotkaliśmy siebie nawzajem... na cmentarzu, ale to nic. Każde miejsce jest dobre do niespodziewanych spotkań, co nie? – puściła do niego oczko. Uwielbiała to robić, zwłaszcza kiedy coś ukrywa, jednak teraz tak nie było, ale nieważne. Puszczenie oczka miało przekonać nieznajomego, że Antoinette ma dobre zamiary. Nawet nie pomyślała, że ten z całą pewnością pozna się na jej paskudnym charakterze, bo jak może być inaczej, skoro jedno z wypowiedzianych przez nią w jego kierunku zdań niekoniecznie kipiało uprzejmością? No właśnie. Ale nie mogła się powstrzymać, by nazwać jego oblicze ryjem. W końcu z natury miała niewyparzoną gębę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Nie Sie 07, 2016 9:40 am

Pewne niepotrzebne rozważanie jakie mogę sobie chwilowo poruszyć. Jak to wygląda z moim podejściem do boskiego opactwa bądź życia pozagrobowego? Najlepiej lubię sobie mówić "W co Ja wierze? W swój cholerny los oraz jego bezsensowny koniec." Czy taka odpowiedź jest wystarczająca? Nie? Dla mnie życie jest wieloma przypadkowymi zdarzeniami. Nie istnieją jakieś z góry określone losy, nic tutaj boskiej ręki w tyłek mi nie wtyka, by pomóc mi obrać zesłane mi przeznaczenie. Najprościej, muszę sobie radzić i nie przejmować się tym, w co wierzą inni. Gadanie z robakami jest dla mnie dziwne? Oczywiście, że tak, ale czy powinno mnie to zaskakiwać? Mniej istotne, póki nie wymusza się we mnie żadnego poglądu, zwłaszcza siłą, to niech sobie inni wierzą nawet w gorejący krzaczek.
Jednak wracając do sensownej perspektywy, z kim Ja ostatecznie mam do czynienia? Właśnie ta chwilowa myśl stworzyła mi całkiem nową, ciekawą perspektywę jej osoby. Trzyma się blisko z mieszkańcami tego cmentarza i przeszkadza jej deptanie niewiele wartej martwej nuty. Wygląda jakbym po prostu burzył pewien porządek, który być może chce tutaj biedna dziewczyna utrzymać. Nawet jeśli wygląda jakby tutaj przybyło kiedyś niewielkie tornado. Więc może tutaj się wychowuje, tutaj zamieszkuje i właśnie tutaj tak odbiło się na jej psychice? Nie ważne czy mam racje, nie ważne że mogłem sobie coś ubzdurać, wizja jest dość sensowna i ma jakieś podstawy. Nie będę oczywiście tak wprost zdradzał swoich spostrzeżeń. Bo w sumie co mnie ostatecznie obchodzi? Lepiej jakbym najzwyczajniej odszedł i tym sposobem uniknął możliwego nowego konfliktu. Gdzie indziej mogę sobie znaleźć miejscówkę, nawet jeśli będzie one pod drzewem.
Gdy usłyszałem pewne jej perfekcyjne spostrzeżenie z zapytaniem, podniosłem najzwyczajniej brwi i chwyciłem skraj czubka kaptura. Nie, nie planuje go zdejmować, Ja go wręcz poprawiłem! Musze brać pod uwagę, że zignorowała moje spostrzeżenie, nie chcąc go w jakiś sposób kontynuować i kierując kolejne wypowiedzi.

- Przyjemniej tak.
Oddałem najprostszą odpowiedź jaką mogłem. Jednak gdy usłyszałem rażące mnie słowa, tylko zmarszczyłem. Oczywiście nie wiem czy to istotne i tak może tego pod kapturem nie zauważyć. Zresztą, właśnie się okazało, że nie jest nikim przyjemnym. A może zwyczajnie nie potrafi się odpowiednio wyrażać? Nieistotne i nie ważne jaki wyraz twarzy oddaje. Zauważone zachowanie, słowa czy inne gesty są już wystarczające, bym mógł lekceważyć jakiekolwiek wyrazy twarzy mojej rozmówczyni.
Krach! Czyżby moje spostrzeżenie było kompletnie nietrafne i to wyszło już tak wcześnie? Słowami "na cmentarzu, ale to nic", nie wykazuje większego szacunku do tego miejsca. A może ma inne relacje? Nie potrafię za nic jej rozgryźć, może za wcześnie na jakiekolwiek namysły? Albo od początku do końca się bawi? Tyle możliwości i ostatecznie żadnej nie mogę pewniej pochwycić. Ale czekaj... Jakie przeznaczenie?

- Nikt nie powiedział panience, że przeznaczenie to zwyczajny zabobon? Jeśli one by istniało, oznaczałoby...
I tutaj miałem chwilę pauzy, uniosłem wyżej głowę dla własnej pewności, a wzrok wyrabiał mi się bardziej smętny, ale jednak dalej wyglądał jak u jakiegoś potwora.
- Oznaczałoby, że czeka Ciebie rozerwanie na strzępy.
Co by nie było, mówiłem nadal spokojnie i naturalnie. Nie miałem w tych słowach ani żadnej groźby. Co chce jej tym sposobem przekazać? Pewnie coś rodzaju, że czekałaby na nią bombowa znajomość.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Pon Sie 08, 2016 2:27 pm

Nie obchodziło jej zbytnio, co ta zakapturzona postać o niej myśli. Przecież to było w jej stylu, w takim razie nie ma się czemu dziwić.
- Przyjemniej tak, hę? – spojrzała na niego, widocznie zaskoczona. A wiemy już, że zaskoczenie to coś, co nie przychodzi jej łatwo, a ma swoje plusy, ale również minusy (tych drugich było mniej), jak chyba wszystko. Przerwała swoją zabawę z robakami, by wstać i stanąć z owym jegomościem twarzą w twarz. - Coś się założę, że to twoja wymówka. – zaśmiała się cichutko pod nosem – Tak, najlepiej odpowiedzieć krótkim zdaniem, by ktoś nie doszukiwał się w tym kłamstwa. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że długie tłumaczenie się jest zazwyczaj oznaką łgarstwa. – przechyliła nieznacznie głowę na prawy bok, jakby chciała mu się bliżej przyjrzeć. Wiedziała, że to nie da zbyt wiele, zwłaszcza, że ten nosi kaptur, ale co poradzić, że jej ruch głową można tak właśnie odebrać? Ciekawe tylko, jak odebrał ów mężczyzna, z którym ma dane teraz porozmawiać. Na dodatek ma w planach obrazić go jeszcze nie jeden raz, ale wiadomo, że to, co mamy w zamiarach, nie zawsze znajduje swe odzwierciedlenie w rzeczywistych wydarzeniach.
- Nikt nie powiedział paniczowi, że większość tak zwanych zabobonów została tak nazwana przez ludzi, nie kierujących się przy tym prawdą? – wyprostowała się jak struna, by znowu zgiąć nieco lewą nogę w kolanie. - Mówiąc prościej, słowo zabobon to taka zasłona, by odrzucić od siebie fakt, że na tym świecie istnieją moce nadprzyrodzone, chociaż... nasze niespodziewane spotkanie niekonieczne jest przykładem ich istnienia. – uśmiechnęła się, niezwykle zadowolona z własnych, wypowiedzianych słów. Uznała, że zszokowała zakapturzoną postać swoją bystrością i inteligencją. Oczywiście, może być to dalekie od prawdy, ale cóż poradzić, że Antoinette uważała się za taką, za jaką się uważa więc jednocześnie postrzega własne słowa jako ociekające bystrością. Nawet, jeżeli wcale tak nie jest, ale dziewczyna była sobą zaślepiona. Zaślepiona swoją rzekomą inteligencją. Owszem, była inteligentna, to fakt niezaprzeczalny, ale nie aż tak bardzo, jak uważała. Przesadzała, zdecydowanie.
Nie zauważyła, że człowiek ten nie dokończył własnej wypowiedzi. Może po prostu nie przysłuchiwała się mu zbyt dokładnie? Bardzo prawdopodobne. Aż wypowiedział pewne słowa, z którymi było zupełnie inaczej. Przyjęła je do siebie aż nazbyt dokładnie.
Nie wytrzymała, wybuchając nieposkromionym śmiechem.
- Słucham? - wydobyła z siebie jeszcze resztki śmiechu, dzięki któremu chociaż po części pokazała, co sądzi o jego ostatnim jak na chwilę obecną zdaniu, może nie dokładnie, ale trochę – owszem. - Słuchaj, facet, bo chyba nie baba, ale nie mogę być tego pewna, takie teksty kieruj do innych, mniej ważnych osób. Żart udany, naprawdę. – przygryzła wargę, by ponownie się nie roześmiać. Nie udało się, więc śmiejąc się, złapała się obiema dłońmi za brzuch, a z jej krtani wydobył się, wiadomo jaki, dźwięk, tym razem jednak ów dźwięk był głośniejszy. O wiele głośniejszy.
Wiatr nagle zaszumiał mocniej, wprawiając w nieład jej rude włosy.
- Widzisz? – uśmiechnęła się do niego przebiegle – Nawet liście drzew i krzewów, które tutaj rosną, nie powstrzymały rozbawienia. Słyszysz? – przyłożyła teatralnie dłoń do ucha – Słyszysz, jak się z ciebie śmieją? Posłuchaj tylko, ty łamago! – ostatnie słowo miało być, oczywiście, nawiązaniem do jego kontaktu z gałęzią sprzed kilku chwil. Wciąż miała w oczach ten obraz, który sprawił, że śmiała się jeszcze głośniej i dobitniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Sro Sie 10, 2016 11:10 am

Gdy powtórzyła to co mówiłem, tylko podniosłem nieznacznie brwi. Wiedziałem, że nie mam co mówić i jak się zaraz okaże, też później nie będę miał. Gdy orzekła, że wypowiadam wymówkę, to nawet miała w sumie rację, ale jednak nie do końca. Ale czy powinienem jej tłumaczyć zawiłości, które dotyczą samego zwykłego kaptura? Nie, powiedzenie czegoś prostego wydaje się przy niej czymś męczącym. Ona coś rzeczywiście zauważa, że ukrywam czy po prostu chce bagatelizować to co się jej podoba, bo taką ma naturę? Ale czy tak mogę wszystko na nią zwalać? Po tym jak wypowiadała się dalej, marszczyłem jeszcze bardziej brwi. I naszła mnie prosta myśl z otwartymi przez chwilę szerzej ślepiami. "Do cholery, jaką ona ma wizje świata w którym żyje?
Zaczynała mówić dużo i jak dla mnie, bezsensu. Jeśli łudziłem się, że konwersacja może być czymś miłym, to właśnie teraz straciłem takie wątpliwości. Westchnąłem zmęczony, przecież od tego aż uszy więdną! Nie no, Ja rozumiem że każdy ma swoje zdanie oraz swoje przekonania. Ale żeby pokazywać się z nieprzyjemnej strony na każdym kroku? Cofnąłem się o krok, by nie być aż tak nieprzyjemnie doglądany, choć nie żeby to szczególnie coś zmieniło. Zaczynałem Ją mierzyć znurzonym wzrokiem. Nie, Ja wręcz jak przyczajone dzikie zwierzę, nie odrywałem od niej wzroku.
Zaczynała się śmiać, a moja stoicki spokój, jak zarazem powaga, nie znikała. Niech sobie pogada, niechaj mówi do siebie. Tak jak mawia do robaków, które nie bardzo mogą jej odpowiedzieć, tak może mówić do mnie. Bez celu, do siebie, tylko dla własnej satysfakcji. Czy to jej starczy? Być może nie, ale jak tu odejść bez żadnej zwady? Mam po prostu odejść? Ta opcja jest z każdym jej słowem, coraz to bardziej kusząca.
A może gdyby tak coś wysadzić? Dokonać destrukcji, tak by nie słyszała swoich wyimaginowanych drzew, a tylko wielki wspaniały, wręcz cudowny huk? Może to Ją wręcz zauroczy? A może z przerażenia zamilknie? Chociaż, co jeśli i tym zakpi? Zaszydzi z tak zjawiskowych rzeczy, urazi coś co Ja pielęgnuje od lat? Przez chwile miałem dziwne wyszczerzone nieludzkie naostrzone zębiska. Przymknąłem jednak usta, gdy zdałem sobie sprawę, że swoimi pomysłami tylko mogę się stoczyć u kogoś takiego.

- Zostałaś porzucona?
Po długiej ciszy, oraz wysłuchania jej śmiechu, to jedyne co powiedziałem. Wystarczy mi pewne zapewnienie, choć nie sądzę by mi je dała. Ale nawet olewając tą wypowiedź, zyskam jakiś rodzaj odpowiedzi. Dalsze nie związane z tematem słowa, zapewne potraktuje tak samo jak resztę czyli uznam za wiatr. Nie sądzę by mi już cokolwiek udowodniła, poza tym jak bardzo lubi dokuczliwość.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Sro Paź 26, 2016 2:57 pm

Jak to się stało, że Antoinette przerwała swój śmiech? Może uznała, że co za dużo, to nie zdrowo? Doprawdy? Przecież to do niej nie pasowało, w najmniejszym nawet stopniu. Nawet pomimo faktu, że człowiek to istota zmienna. Nie, nie i jeszcze raz nie! Prawdy trzeba doszukiwać się gdzie indziej. Zdecydowanie.
Teraz Antoinette wpatrywała się w niego z czymś na wzór nienawiści w oczach, oczach które dokładnie studiowały jego aparycję. Jezu, jaki on brzydki!, tak, tego typu spostrzeżenia akurat do niej pasowały, pasowały nawet bardzo. Podobnie jak myśl, że ona sama jest istotą niezwykle urodziwą. Ale dosyć. Powinniśmy skupić się na znalezieniu przyczyny zmiany jej zachowania... dziwne jest również to, że nie wypowiedziała na głos swojej myśli na temat jego wyglądu.
Zaraz, odpowiedź jest tak blisko, a my nawet tego nie zauważyliśmy!
Jego słowa. "Zostałaś porzucona?" - sprawiły ją początkowo w osłupienie, a potem dotknęły ją, by następnie zaboleć. I to jak cholera. Ale nie płakała. Albo było na to za wcześnie, albo po prostu nie była w stanie. Ale bliżej do prawdy miała ta druga opcja.
Jej wyraz twarzy uległ diametralnej zmianie. W sumie, w czasie niecałej minuty przez jej oblicze przebiegły różnorakie emocje, niektórych nie dało się sprecyzować, z innymi było wręcz odwrotnie.
Nie wiadomo, o co chodzi? Ba, jest wręcz przeciwnie! Przecież Antoinette została kiedyś porzucona. I to dwa razy. Tylko... do jasnej ciasnej, skąd on mógł to wiedzieć? A może grał w zgaduj-zgadula, co? Przyczyn mogło być więcej, o ile oczywiście byśmy się nad nimi głębiej zastanowili. Głębiej? No, może niekoniecznie.
Bez słowa podeszła do niego, powoli, nie spiesząc się, i w równie ślimaczym tempie wyciągnęła ku niemu prawą rękę po to, by dłonią tej samej kończyny z całej siły uderzyć go w policzek. Kiedy skończyła, uśmiechnęła się do niego ze sporawą dawką sarkazmu. Nic już więcej nie powiedziała, przynajmniej na razie. Tak, milczała oczekując reakcji, jakiejkolwiek reakcji ze strony Trzepota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Nie Paź 30, 2016 8:09 am

Jak zaskakujący potrafi być obrót spraw, w momencie kiedy powie się jakieś słowo-klucz. Nie musiałem być jakimś wielkim detektywem, by odkryć że mniej więcej trafiłem w wrażliwy punkt. Ba, być może wręcz trafiłem w samo sedno? Albo zwyczajnie nie podobało się jej moje stwierdzenie? Jej emocje jednak wskazują na wcześniejszą opcje. Teraz tylko kwestia, jak ostatecznie zareaguje, co mi powie? Okazało się, że najzwyczajniej nic mi nie chciała powiedzieć. W sumie to miła odmiana, bo jej słowa bardziej i tak drażniły uszy. Zamierzała mnie uderzyć. W sumie mogłem się po niej spodziewać agresji. Ale byłem nazbyt osłupiony. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie tylko fakt, że jej uderzenie było jak ręką o... Stalową blachę. Musiałaby mnie spoliczkować stalową rękawiczką, by moje odczucie było odpowiednie. Ale chodzi teraz o to czy przypadkiem nie zrobiła sobie teraz krzywdy? Stałem niewzruszony i tylko się przyglądałem bez niepotrzebnych słów. Nie chce jej okazywać troski, zwykle zawsze przejmuje się jak coś z mojej winy się stanie. Tutaj w sumie moja wina, nie miałem jak jej ostrzec. Więc dlaczego teraz nie odczułem współczucia? Najzwyczajniej jej nie lubię. Choć dalej odczuwałem, że mi jej najzwyczajniej szkoda. Miałem wrażenie, że życie Ją nie rozpieszczało. Ale co mogłem zrobić? Obserwowałem Ją smutnym wzrokiem, choć dziwnie to wyglądało jak mam takie nieprzyjemne rysy twarzy.
Idźmy dalej. Dotknąłem swojego policzka, choć mogła odczuć że walnęła w coś naprawdę twardego, udawałem że mnie to zabolało. Potarłem uderzone miejsce i nieudolnie skrzywiłem wyraz twarzy. Teraz był to czas by pokazać siebie pokrzywdzonego i powoli się wycofać. Wykonywałem kroki do tyłu, pojedyncze, niewielkie. Cały czas Ją obserwowałem w nadziei, że odpuści i ewentualnie pożegna go tylko jakimiś szyderczymi wyzwiskami. I jakbym już był dość daleko, mógłbym w końcu się odwrócić i iść w dalszą drogę.


(Wybacz za mało produktywny post, nie miałem koncepcji/weny jak to bardziej ogarnąć)

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Nie Paź 30, 2016 3:42 pm

Dziwne, ale od wymierzonego policzka minęło już trochę czasu, a Antoinette jeszcze nie zdała sobie sprawy z twardości twarzy tego, z którym obcuje. Ale nie, nie trwała w tym stanie wiecznie. Dopiero po jakimś czasie, gdy ból ręki wzmógł się, ruda dziewczyna uświadomiła sobie prawdę. Czemu doszło do tego dopiero teraz? Może miała zbyt wielki mętlik w głowie? Albo, nie wiedzieć czemu, ból stał się bardziej donośny dopiero po jakimś czasie. Powodów mogło być o wiele więcej, ale niekoniecznie.
Potarła bolącą dłoń drugą ręką, krzywiąc się nieco. Początkowo miała wzrok wbity w górne kończyny, następnie w ziemię, a dopiero potem przeniosła go na towarzyszącego jej osobnika. I zdziwiła się. Ba, i to nawet bardzo. Czemu ów jegomość wyglądał tak, jakby wymierzony mu przez Antoinette cios naprawdę go zabolał. Teraz uznała, że być może tak właśnie się stało? Jego twarz, mimo swojej twardości, może była, mimo tego, wrażliwa na ból? A może nawet bardziej, niż jest to zapisane w tego typu normach? Uznała w końcu, że tak właśnie jest, z czego się niezmiernie ucieszyła. W końcu taki był jej cel. Zadać mu cierpienie. On jej zadał, tyle że cierpienie psychiczne. Ona wolała się tu i teraz uciec do cierpienia fizycznego. W końcu nie miała na nic więcej pomysłu, nie miała więc wyboru.
Podeszła do niego, spojrzała głęboko w jego oczy i nieznacznie przechyliła głowę na lewy bok.
- I jak? Zabolało, co? – zebrała w ustach nieco śliny i wypluła ją na jego twarz. Ah, z tego, była jeszcze bardziej zadowolona. Tak poniżyć drugą osobę! Tak, to było jak najbardziej w stylu Antoinette.
Ciekawe, co jeszcze wymyśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 74
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Wto Lis 01, 2016 12:31 am

Kwestia bólu jest tak dziwna. Wiele osób chyba ostatecznie nie lubi się przyznać do czegoś takiego, prawda? A Ja to robię nawet jeśli faktycznie ani trochę mnie to nie ruszyło. Dziwne skrajności o których nie chce się bardziej zagłębiać. Najlepiej pozostawiłbym tak jak jest i jak najszybciej stąd uciekł. Tylko dlaczego akurat trafiłem na kogoś tak mało przyjemnego i chcącego przeć w dogadzaniu sobie wyzwiskami? Ciekawe jak bardzo musieli nią poniewierać, że tak gardzi pierwszą lepszą napotkaną nieznajomą osobę? Ostatecznie nawet w sumie te myśli wydają się bezsensowne, bo czy jej zachowanie nie oznacza kompletnego zrezygnowania z jakiegokolwiek porozumienia?
Podchodzi, fakt był pierwszy dla mnie taki, że chce dalej mnie uderzyć, być może dla jakiejś pewności. Nie zamierzam żeby do mnie więcej podchodziła. Ani mnie to przyjemność nie daję, ani najwyraźniej jej nie powinno. Choć, po jej zachowaniu najpewniej chce mieć to poczucie, że kogoś wyraźnie poniża. Może nawet jakby rozdarła sobie skórę, to o ile wykazała wyższość, dalej będzie to kontynuowała? Odsuwałem się od niej wyraźnie, trzymałem dystans jak to tylko możliwe, nie pozwoliłem jej w skrócie do siebie podejść. Co za tym idzie, ślina również nie dotarła w moje oblicze, ale najpewniej zaraz na moje nogi.
Na wszystkie pordzewiały garnki. Ona poważnie musi to robić? Po co jej to wszystko? Jaka dziwna przyjemność się za tym kryje, którą ani trochę nie mogę pojąć? Niech mi w końcu pozwoli odejść, niech mnie wreszcie zostawi. Ująłem dokładnie głowę kapturem i poprawiłem swój płaszcz, by ujął mnie jeszcze szczelniej. Zaczynałem jeszcze intensywniej się wycofywać. Być może to też sprawi jej niewiarygodną przyjemność, ale nie interesuje mnie co jej to daję. Chce, by odpuściła i żebym tylko jak najszybciej mógł odejść z tego miejsca. W głowię tylko kręciła mi się myśl: "Odejdź, odejdź, odejdź... (...)"

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Zapomniane grobowce   Wto Lis 01, 2016 1:01 pm

Czy Antoinette zdaje sobie sprawę, jak wypada w oczach swojego nowego (no, może nie aż tak bardzo nowego, ale starego też nie) towarzysza? Nie można być tego pewnym nawet, jeżeli wytworzy się na ten temat jakąkolwiek teorię. Czy rudę dziewczę wie, co robi nie tak? Raczej nie, przecież wiemy, jakie ma spojrzenie na świat, otaczających ją ludzi oraz na samą siebie. I tak raczej pozostanie, aż do chwili jakiegoś cudu, nagłej przemiany dzięki której z narcystycznej, cierpiącej na pseudologia fantastica pannicy zmieni się w całkowite przeciwieństwo tych słów. Ale, nie wiedzieć czemu, to raczej mało prawdopodobne.
Kiedy zauważyła, jak ten powoli się od niej oddala, przywołała na swoją twarz udawany grymas smutku i rozczarowania. Wyglądał trochę tak, jakby Antoinette na pewno zaboli, jeżeli jej towarzysz sobie pójdzie. Bo w sumie, po części tak było (jest w czyimś towarzystwie więc ma komu dokuczać), a po części nie (nie była przesadnie towarzyską osobą, no i nie zależało jej na Trzepocie).
Złożyła dłonie w trąbkę, którą przyłożyła sobie do ust i przemówiła.
- Hola hola, kolego! – na początku jej głos był cichy, co zmieniło się już po chwili – A dokąd to kolega się wybiera?
Zanim zwróciła uwagę, jak ten zareaguje na powyższe słowa, jej wzrok skupił się na tym, co robi z kapturem i płaszczem.
Zauważywszy, jak ten poprawia nieco poszczególne części własnej garderoby, do głowy Antoinette wpadł kolejny pomysł, jakby go tu znowu obrazić. Nie wytrzymała, znowu uśmiechając się sarkastycznie, a powinna przyjąć taką a nie inną minę dopiero po wypowiedzeniu planowanej kwestii.
- I co się tak poprawiasz, co? – nie wytrzymała. Zaśmiała się, co prawda krótko i cicho, więc prawie niezauważanie... ale jednak. - I tak wyglądasz paskudnie. I raczej żadna kosmetyczka ci w tym nie pomoże. Ani żaden strój. Przykro mi. – jak można było się tego domyślić, dwa ostatnie słowa były czystym kłamstwem. Ale, w sumie, nie trzeba było tego wyjaśniać. Z wielkim zadowoleniem oczekiwała na jego reakcję. A w myślach szykowała kolejne pomysły na obrażenie Trzepota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Zapomniane grobowce
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Cmentarz-
Skocz do: