IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zapomniane Archiwum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Zapomniane Archiwum   Wto Paź 10, 2017 1:46 pm


Niewielu słyszało o tym miejscu. Jest zaznaczone jedynie na starych mapach i to nielicznych, jako że położenie archiwum utrzymywane było w tajemnicy, ze względu na trzymane tam również informacje wojenne. Wiele lat temu przeżywało swój rozkwit, gromadząc wszelakie kroniki, kartoteki, akta i zbiory, jednak pod koniec XVIII w., wybuchł tam pożar, który pochłonął jedno ze skrzydeł. Prędko rozpoczęto prace porządkowe, przekopując się przez zgliszcza i usiłując ratować resztki bezcennych informacji. Nieszczęściom nie było jednak końca. Podczas renowacji wśród pracowników wybuchła zaraza dziesiątkująca personel. Archiwum zostało okrzyknięte mianem przeklętego, porzucono je, aż w końcu zapomniano.
Miejsce nie jest proste do odnalezienia, nawet przy posiadaniu mapy lub wiedzy na jego temat. Do archiwum bowiem schodzi się na poziom niżej, a wejście znajduje się pośród bujnej roślinności, tuż na obrzeżach Ponurego Boru. Aktualnie niekoniecznie odnajdzie się dawne wartości, gdyż wiele z ksiąg uległo zniszczeniu przez ząb czasu, wilgoć i wszechobecne robactwo. Mało tego, Zapomniane Archiwum jest już zapewne siedliskiem zwierzyny i Koszmarów.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór


Liczba postów : 108
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Wto Paź 10, 2017 2:03 pm

Dni mijały monotonnie.
Od wczesnych godzin porannych aż do zachodu słońca były w podróży omijając gościniec oraz wioski czy miasta. Dopiero ciemną nocą rozbijały obóz a tam? Nie działo się nic. Czasem rozmowa, a czasem nasza mała zielarka pozostawała sama sobie. Sam bowiem w tym czasie gdzieś znikała. Nigdy jednak nie oddalała się za daleko. Można by nawet powiedzieć iż posiadała na nią oko i była gotowa wkroczyć do akcji jeśli cokolwiek złego miało by się wydarzyć.
A miało?
Dziwny prześladowca zniknął przynajmniej parę dni temu. Obecność czegoś złowrogiego pozostała... Sam czuła, że mimo wszystko coś wisi w powietrzu. Dlatego też najczęściej pozostawiała ją samą aby się przygotować. Przecież człowiek może nie jeść lecz nie może zapomnieć o swoim ostrzu a w jej przypadku było to aż dwa ostrza. Poza tym oczywiście musiała wyznaczyć trasę jaką zmieniała co jakiś czas. Tak przecież było lepiej dla nich. Na swój bowiem dziwny sposób nie chciała aby jej towarzyszce coś się stało. Miała przecież wobec niej swoisty plan.
Monotonność.
Nawet ona potrafi się zmieniać. Tak bowiem było i przeddzień dotarcia do upragnionego celu. Tamtego pamiętnego dnia wszystko było na odwrót. Nie ruszyły w drogę skoro świt, a wprost przeciwnie. Sam bowiem wzięła i rozbiła obóz koło zapomnianego jeziora na polanie skrzętnie skrytej przez zapomniane gałęzie oraz głazy. Zrobiła, to aby odpocząć. Przecież nikt nie wiedział co może czekać je następnego dnia... Dlatego też postanowiła spożytkować ten ostatni dzień jak przystało na odpowiedzialną osobę. Musiały bowiem poczynić zapasy oraz przede wszystkim odzyskać siły. Dlatego też porankiem nie zbudziła jej jak do tej pory. Nie nakazała ruszać w drogę a wprost przeciwnie pozostawiła ją samą sobie uprzednio przykrywając swym płaszczem gdyż tamta zdawała się spać.
-Wypoczywaj- oznajmiła bezgłośnie poruszając ustami by w kolejnej chwili ruszyć w głąb gęstwiny. Nie, nie po to aby coś upolować lecz po to aby zanurzyć się w odmętach lodowatej wody jaka otuliła jej ciało. Musiała przecież zmyć z siebie trudy podróży oraz pozwolić aby jej mięśnie zaznały ukojenia. -Dziś wszystko się zmieni- powiedziała sama do siebie gdy swobodnie unosiła się na wodzie, a wzrok swój wbijała w prawie bezchmurne niebo. Można by powiedzieć iż owa chwila była sielanką. Jednak nie była. Sam od wyruszenia z owej wioski nie dawało spokoju pewne przeczucie i nie mówię tutaj o ich towarzyszu lecz właśnie o zielarce. Była ona bowiem dziwna. Zdawała się być nosicielką jakiejś tajemnicy jednak jakiej? Jej tajemniczość skrzętnie udawana bawiła kobietę a zarazem nie dawała spokoju. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie porywał się na taką wycieczkę w nieznane. Ona musiała mieć jakiś plan. Musiała mieć powód skoro nadal uparcie się jej trzymała mimo przeciwności losu oraz ich specyficznej relacji... Tylko czym było, to coś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Wto Paź 10, 2017 3:40 pm

Bawiłam się tak doskonale, że bywały chwile, w których zupełnie traciłam czujność. Niedobrze. To wszystko... budziło we mnie ciepłe wspomnienia. Wolność. Nieustanne podróże, brak własnego miejsca na Ziemi. Nie rozumiałam, co mnie w tym pociągało, ale nie przejęłam się nawet, gdy nasza podróż przedłużała się, a my wciąż oddalałyśmy się od mojej wioski. Jeden dzień minął już wieki temu. Co z tego!
Jedyne, czego żałowałam to niezabrania większej torby, na wszystkie skarby, jakie zbierałam przy każdej z możliwych okazji. Trzeciego dnia znalazłam zioła, o których czytałam jedynie w księgach. Nie miały one prawa rosnąć naszym klimacie, a mimo to, widziałam je przed sobą doskonale. Nie mając zamiaru tracić okazji, ściągnęłam rzemyk z mojej szyi i przewlekałam nim cenne liście, następnie zawieszając je sobie wokół pasa. Wyglądałam jak świąteczna choinka, ale bogowie wiedzieli, jak mało mnie to obchodziło. Nie bez powodu przylgnął do mnie przydomek Kolekcjonerki. Teraz nikt poza nią, mnie nie widział.
Dawno nie czułam się podobnie zjednoczona z naturą. Głód doskwierał mi stosunkowo często, lecz nie uznawałam to za coś złego. Jadałam to, co zebrałam w lesie, czasami to, co podali w gościńcach. Aż zdawać by się mogło, że zgubiłam prawdziwy cel swojej podróży. O nie, potrafiłam zejść na ziemię. Poznawałam ją, wyciągałam coraz więcej wniosków. I... o dziwo, to sprawiało, że ufałam jej mocniej, mimo że wciąż nie znałam jej imienia. Nie wierzyłam w istnienie przypadku, jednak miałam wrażenie, że zachowałaby się mniej podejrzanie, gdyby chciała mnie podejść.
Kto ją tam wiedział.
Kolejnego dnia, w ostatnich chwilach przebywania w wiosce, poddałam się i ukradłam suszące się na sznurku spodnie oraz chustę. Odeszłam szybkim krokiem, na ewentualne pytania Nieznajomej, zapewniając ją, że uczciwie zapłaciłam za materiał. Nawet ten zuchwały czyn spowodował w moim sercu radość, a ja sama jakby odmłodniałam o całą dekadę.
Sielanka.
Do czasu. Moje lekarstwo na sen zaczynało się kończyć. Podczas pakowania nie sądziłam, że będę potrzebowała większych porcji. Jeśli nie chciałam budzić się przy Nieznajomej z wrzaskiem, musiałam zaproponować powrót. Ostatniej z nocy zmniejszyłam przyjmowaną dawkę, a mój sen stał się pytki i przerywany niejasnymi marami. Drgnęłam, otwierając zmęczone oczy, gdy wypowiedziała słowa. Ani myślałam dłużej spać.
Dziś wszystko się zmieni.
Czyżbyśmy zbliżały się do celu? Nie zdążyłam wypowiedzieć pytania, gdy tamta zostawiła mnie już samą. Wstałam, otaczając się ramionami, drżąc lekko z zimna. Kolejny dzień. Próbowałam ustalić naszą pozycję. Z początku przychodziło mi to łatwo, bo znałam się na terenach wokół, ale po kolejnym dniu pokrętnej wędrówki, straciłam orientację. Wiedziałam jedynie, że znajdujemy się w okolicach Ponurego Boru, a dokładniej w jego zachodniej części. Wolałam nie wiedzieć, jak trafię do domu, ale to nie było w tej chwili istotne. Towarzyszka nie prowadziła mnie do miasta, ani na tereny zamieszkałe przez wiedźmy, co było dla mnie najważniejsze.
Odłożyłam jej płaszcz, udając się tam, gdzie prawdopodobnie mogłam ją zastać. W ręku trzymałam ubrania, w które zamierzałam przebrać się po krótkiej kąpieli. Stanęłam na brzegu, tłumiąc w sobie chęć wrócenia do ciepłego snu. Rozebrałam się do bielizny, a moje ciało natychmiast pokryło się gęsią skórką. Zanurzyłam twarz w wodzie nabranej w ręce. Mój makijaż zmył się pierwszego dnia, teraz nie musiałam uważać zupełnie na nic.
Brodząc w wodzie po kolana, a z czasem po uda, podnosząc bieliznę, podeszłam do dryfującej Nieznajomej, nie zamierzając krzyczeć z drugiego końca brzegu.
- Mam już niemal wszystko, czego oczekiwałam - oznajmiłam niespodziewanie. - Dziś się wszystko zmieni - powtórzyłam jej słowa z poranka. - Czy tego dnia ty otrzymasz to, dla czego rozpoczęłaś tę podróż? - dopytywałam, usiłując odgadnąć, na co nastawić się w tym zapomnianym miejscu.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór


Liczba postów : 108
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Wto Paź 10, 2017 4:10 pm

Wiedziała o jej obecności zanim ta się odezwała. Spokojna jak do tej pory tafla wody została zmącona. Obecność została zaznaczona. Wszystkie te drobnostki wpływały na ich relacje. Każdy postój czy choćby chwila w jakiej się znajdywały teraz. Wszystko, to było tylko chwilą jaką dane było odczuć jedynie im. Jednak czy oby na pewno? Sam przecież przez cały ten czas trzymała ją na dystans niczym zwierze trzymane na łańcuchu. Było, to oczywiście spowodowane ich dziwną znajomością w jakiej, to obie strony na swój sposób się potrzebowały. Sam miała zamiar ją wykorzystać, a w zamian dawała jej chwilową swobodę. Podróż bez zdawać by się mogło celu. Ot chwilowe oderwanie od życia w tej nędznej wiosce w jakiej ją znalazła i przygarnęła dając nowe życie.
-Czyżby?- Jedno słowo. Pytanie skierowane do zielarki przebywającej zbyt blisko. Zdawać się mogło iż gwałci ona jej przestrzeń prywatną jednak mimo wszystko Sam nadal ją tolerowała lecz wszystko ma swe granice. -W takim razie możesz wracać- Dodała i nawet nie czekała na odpowiedź. Nie, nie spodziała się jej nawet. Zresztą skoro tamta dostała to czego pragnęła, to jaki sens był trzymać ja dalej?
Wybór.
Sam zawsze dała jej jakiś. Zawsze także zdawała się wiedzieć co wybierze. Dlatego właśnie czasem brano je za rodzeństwo i nie chodzi tutaj o podobieństwo lecz o pewne zachowania jakie zdawały się mieć wspólne. Drobne cechy. Tak było i tym razem. Gniły w owej wodzie, a ta znowu dała wybór. Odejdź a utracisz zabawę. Zostań, a może nie przetrwasz do rana... Tak czy inaczej miała wybór tak jak i Des. Mogła jej powiedzieć co naprawdę myśli
-A co jeśli już znalazłam?-Mogła powiedzieć wiele lecz uznała iż owe słowa będą najlepsze w tej chwili. Przecież, to tylko słowa. Nic zobowiązującego przynajmniej dla niej. Nic co by w życie wprowadziło zmiany. Nie teraz. Nie w chwili gdy ponownie nie czekając na odpowiedź zaczęła płynąć w stronę brzegu definitywnie kończąc tą rozmowę. Tak przynajmniej mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Prawda jednak była inna. Uczyniła, to aby być jak najdalej niej. Aby móc zachować pewne sekrety tylko dla siebie. Sekrety zapisane na czymś czego oczy ludzkie nie powinny wiedzieć.
-Co za utrapienie...- Mruknęła w chwili gdy stopy dotknęły trawy, a chłód zdawał się zapragnąć usunięcia kropel wody z jej ciała. Czyżby nadchodziła zima? Musi się pośpieszyć. Gdy pierwsze śniegi zasypią trakty nie będzie mogła ani wrócić... Ani dokończyć swojego dzieła. Nie będzie mogła uczynić już nic... Owa myśl zdawała się ją nękać w chwili gdy z wolna zakładała na swe mokre ciało ubranie jakie postanowiło przywrzeć do ciała jeszcze bardziej niż zazwyczaj co sprawiło iż na jej twarzy pojawił się delikatny grymas lecz na szczęście jej towarzyszka nie mogła go ujrzeć.
-Przed zachodem słońca ruszamy- Rzuciła w jej stronę nie siląc się nawet na podniesienie głosu bo i po co? Usłyszy czy nie... Sam odruchowo odwróciła się w stronę jeziora i plątając dłonie na piersiach przyglądała się jej przez chwilę nie wiedząc czemu tak naprawdę nadal ją niańczy. Czemu pozwala sobie na takie utrapienie. Czyżby się zestarzała, a może to jakiś swoisty sentyment?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Wto Paź 10, 2017 4:50 pm

Nie znałam jej myśli. Całe szczęście. A może i niestety? Gdyby tak było, z pewnością nie ruszyłabym z nią w podróż. Poznałabym cel, z którym pojawiła się w moim królestwie. Wtedy też zdecydowałabym. Puściłabym ją wolno, życząc szerokiej drogi, a może podstępem dopuściłabym się straszliwych czynów. Póki co, nie mogłam zdecydować. Nie wszyscy zasługiwali na śmierć. Jak sądziłam, Nieznajoma nie była inkwizytorką i z każdym dniem nabierałam przeświadczenia, że nie jest również wiedźmą. Tyle mi wystarczyło. Nie porzuciłam niepewności, jednak nie sprawiałam wrażenia przytomnej, skacząc z kwiatka na kwiatek, niemal całe dnie spędzając na kolekcjonowaniu nic niewartych trofeów i zdobywając wiedzę od napotkanych ludzi.
Byłam jednak samowystarczalna; potrafiłam sobie radzić w wielu sytuacjach. Swoista opieka, jaką otaczała mnie nieznajoma momentami stawała się dla mnie drażniąca, jednak pozwalałam jej na to. Lubiłam być rozpieszczana. I jeśli w ten sposób wytworzyłam w oczach kobiety obraz niewinnej, delikatnej zielarki, tym lepiej dla mnie. Pozwoliłam jej mnie nie doceniać.
Zastanowiłam się nad odpowiedzią, ochlapując wolną dłonią ciało. Korzystałam z ostatniej okazji do umycia się przed ruszeniem w kolejną niewiadomą. Potwierdziłam kiwnięciem głowy, wkrótce naprostowując:
- Pozostał mi jeszcze jeden, drobny cel wyprawy... I nieodłączna ciekawość, jak zakończy się twoja podróż. Nie po to brnęłam przez tę powieść, aby porzucić ją na ostatnim rozdziale. Chcę wiedzieć. Nie ma w tym żadnej filozofii - rzuciłam prostymi słowami, przymykając oczy i kontynuując kąpiel, podczas gdy ona minęła mnie, udając się na brzeg. Nim odeszła, rzuciłam jeszcze przez ramię:
- A może żywię nadzieję, że otrzymam inspirację na kolejną opowieść dla moich pociech? - zastanowiłam się na głos, niezbyt poważnym tonem. Lubiłam bajki na dobranoc, ale nie wiem, która z nich byłaby warta tak dziwacznej misji.
Pozostałam w wodzie na tyle długo, by moje wargi zaczęły sinieć. Kosmyki włosów miałam mokre, podobnie jak bieliznę. Wolnym krokiem ruszyłam na stabilny ląd.
Wytarłam się znoszoną, podartą spódnicą, ubierając się w skradzione spodnie, koszulę i po kolei przeplatając w pasie białą chustę, zioła i skórzaną torbę. Na bose nogi wsunęłam brudne od błota trzewiki. Kolejny dzień rezygnowałam z gorsetu. Jak być tubylcem, to na całego!
Słysząc jej polecenie, zacisnęłam niezauważalnie wargi. Zależało mi na czasie. Nie mogłam wciąż dzielić lekarstwa na mniejsze porcje.
- Po co czekać? Widzę, że jesteś gotowa. Ja też. Zebrałyśmy siły. Zrobiłam pranie, zerwałam rośliny, nie oszczędzając żadnego z krzewów w promieniu kilometra. Zaczęłam tresować nawet wiewiórkę z pobliskiej olchy. Przysięgam, jeszcze jeden dzień tutaj i zapuszczę korzenie - mówiłam, niemalże wybuchając, jako że ostatnimi czasy wcale taka rozmowna nie byłam. - Możemy ruszyć chociażby teraz - namawiałam ją.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór


Liczba postów : 108
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Wto Paź 10, 2017 5:10 pm

Opowieść dla dzieci?
Opowieści były zawsze głupotą. Chwilą w jakiej zatracają się głupcy pragnący zrozumienia rzeczy jakich nie dane jest im zrozumieć, a głupcy kończą zawsze tak samo. Są pożywka dla innych. Są czymś niewartym rozmyślania jednak... Kiedy ostatni raz słyszała jakąś bajkę? Nie, nie mowa tutaj o opowieści jaką słyszała tam w wiosce. Mowa o zwykłym złudzeniu jakim karmią rodzice swoje dzieci lecz nie ją. Jej nikt nigdy nie mamił ją takimi rzeczami. Nie znała takich chwil ani nie rozumiała ich na tyle by wyrobić sobie inną opinię niż ta jaką posiadała.
Opowieść, bajki. Głupota. Owszem w każdym z tych dzieł można było znaleźć coś wartego zainteresowania lecz mimo wszystko była, to nadal głupota... Jednak czy ona właśnie za nią nie goniła? Szukała wytrwale by wreszcie znaleźć miejsce jakie pojawiało się w mitach. Ono także było głupotą, a może czymś zupełnie innym? Nieważne. Kobieta zlekceważyła własne przemyślenia na rzecz kąpiącej się zielarki. Och jaka ona musiała by być głupia myśląc ze nie widzi w niej zagrożenia. Zbyt długo bowiem Sam żyła w świecie pełnym intryg i spraw cicho rozwiązywanych. Dzięki temu dobrze wiedziała iż nie można nikogo lekceważyć pomimo nawet wieloletnich znajomości...
-To zapuścisz...-Jej głos. Na nowo zdawał się być pozbawiony wszelkich uczuć, a spojrzenie jakim ją obdarowała mówiło jasno. Sprzeciwu nie będzie. -...ostatecznie możesz jeszcze odejść... Widzę że chcesz...- Nie była głupia. Widziała doskonale jak jej zachowanie zmienia się z dnia na dzień. Jak płomienie zbierają pod kotłem w jakim sie znajduje. Jak coś strasznie ją męczy. Szczegóły. To one zdradzają każdego. Odkrywają najmroczniejsze tajemnice ludzkie. Szczegóły. Widać dziewczyna nie przykładała ku nim większego nacisku.
-Wieczorem wyruszamy.- Zakończyła rozmowę tymi słowami. Przecież nie przyspieszy czasu, a pchanie się za dnia w miejsce docelowe było samobójstwem. Zwłaszcza dla niej. Dla osoby skrzętnie ukrywającej swoje pochodzenie oraz przynależność. Dla tego właśnie mijała większe skupiska ludzi. Dlatego starała się cały czas trzymać ją z dala. Dla bezpieczeństwa.
-Chodź chce Ci coś pokazać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Wto Paź 10, 2017 5:53 pm

Nie pozwoliłam sobie na wykrzywienie warg, mimo że bardzo tego chciałam. Mój wyraz twarzy pozostał pogodny, może nieco nieobecny. Po jej słowach najchętniej odwróciłabym się na pięcie i ruszyła w zupełnie przeciwną stronę. Nie zwykłam się prosić. Jednak nie mogłam odpuścić tuż przy samym końcu. Chyba była tego świadoma.
- Nie należę do osób cierpliwych. Jestem tu z innego powodu niż chęci wylegiwania się na plaży - tłumaczyłam swoje racje, aby zaprzestać postoju. Ostatecznie jednak przyporządkowałam się wersji o wieczornej podróży. Postanowiłam wtedy unikać snu, do czasu, aż nie znajdę się w samotności, co właściwie w jej obecności nie pozostawało skomplikowanym.
Obdarzyłam ją pytającym spojrzeniem, a nad moją głową zapaliło się ostrzegawcze światło. W myślach sprawdziłam, czy wszystko mam na swoim miejscu. Wyczuwałam nadchodzącą pułapkę, ale podczas naszej podróży miewałam podobne wrażenie na tyle często, że spokojnie mogłam już popaść w paranoję.
- Prowadź - zwyczajnie zgodziłam się. W końcu moja rola nie pozwalała na zakładanie najgorszego. - To niespodzianka? Powinnam zamknąć oczy? - udało mi się przybrać beztroski, lekki ton. Żarty w tejże sytuacji uznałam za naturalne. - Skorzystam z okazji, jeśli do wieczora ty i wiewiórka z olchy będziecie moimi jedynymi towarzyszami - westchnęłam ciężko, zdradzając po raz kolejny swoje niezadowolenie. Zaraz otrząsnęłam się, podążając za Nieznajomą, nasłuchując każdego najmniejszego drgnienia wokół oraz wypatrując jej ruchów.
- Może to i nawet lepiej? Spędzimy więcej czasu razem. Mimo wszystko, nie było nam to dane przez minione dni. A ty z kolei... Nie jesteś zbyt wylewna, czyż nie? - zagaiłam, przywdziewając na wargi uśmiech, prowokując ją do jakiejkolwiek odpowiedzi.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór


Liczba postów : 108
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Pon Lut 12, 2018 7:15 pm

Już dawno zapomniała co to znaczy wylewność. Zapomniała jak czuć oraz jak współczuć. Nawet wtedy gdy po raz pierwszy wyrwała ze swej piersi pasożyta. Nawet wtedy. Kobieta bowiem zapomniała co to znaczy przynależy do świata ludzi. Zapomniała o wszystkim co posiadały jednostki ją otaczające czy choćby ta irytująca mała istota podążająca za nią.
Marzyła o niespodziankach.
Tu ich nie znajdzie. Tak samo jak nie pozna odpowiedzi na zadane pytania, które mimo wszystko odbiły się od skorupy jaką otaczała się Sam. Kobieta bowiem myślami była już gdzie indziej. Przeczuwała iż nadchodzi coś czego spodziewała się już jakiś czas temu. Przeczuwała, a mimo wszystko nie była gotowa. Nawet teraz, a może dopiero teraz? Nie... Wiedziała na co się pisze. Wiedziała dokąd zmierza oraz wiedziała po co zabiera dodatkowy bagaż jakim była zielarka. Tu jednak trzeba nadmienić iż będzie ona bardzo przydatna... Może teraz, a może dopiero za parę dni? Kto wie.
-Nie liczyła bym na Twoim miejscu na nic- Odezwała się w końcu gdy dotarła do prowizorycznego obozu. Było, to serce całej misji złożone z kręgu ognia, juków oraz paru mniejszych i większych pakunków szczelnie ze sobą powiązanych tak aby żadne wścibskie oko nie mogło ujrzeć cóż skryte tam jest.
-Co do twojego pytania, to radzę zamknąć usta.- Rzuciła w jej stronę jednocześnie przykucając z wrodzoną sobie gracją nad jukami -Gdzie, to jest...-wypowiedziała prawie bezgłośnie pod nosem gdy swoją uwagę skupiała na zawartości toreb a najwyraźniej musiała być ona naprawdę spora. Dało się bowiem słyszeć dźwięk obijanych flakonów, czegoś na wzór stali, a nawet przez chwile oczom świata ukazał się grzbiet jakiejś książki. -Mam...- Oznajmiła wreszcie wyciągając spośród tej jaskini dobrodziejstw zwitek pomiętego papieru o pożółkłym kolorze wskazującym iż swe lata świetności ma już dawno za sobą. -Przyjrzyj się- Nie, nie proponowała, a wprost przeciwnie użyła głosu nieznoszącego sprzeciwu jednocześnie rzucając niedbale w jej stronę owe kartki będące na szczęście przewiązane czymś na wzór wstążki zrobionej z ludzkich włosów.
Cóż było w owych papierach?
Może jakieś sekrety spisane ludzką krwią, a może coś o wiele gorszego? Plan zaginionego miasta? Pierścieni dających wielką moc? Czy może chociaż zbiór baśni i legend?
Nic.
Karty mimo zapełnienia ich były bezwartościowe dla naszej podróżniczki. Nie miała ona pożytku z tych tekstów. Przynajmniej do teraz. Przecież przypadki nie istnieją, a zielarka nie została jej piątym kołem u wozu dla przyjemności. Miała spełnić swoją rolę....
-Zaintrygowana?- Owe pytanie cisnęło się jej na usta od chwili w jakiej rzuciła te papiery za siebie niczym kość nie przejmując się czy tamta je złapała czy też nie. Przecież w tej chwili nie miała czasu na zajmowanie się takimi pierdołami z racji iż coś zupełnie innego przykuło jej uwagę. Coś co znajdowało się na dnie toreb w jakich grzebała parę chwil temu. Coś po co właśnie wsunęła dłoń wgłąb. Musiała bowiem dostać tą rzecz. Dlatego też ostrożnie przesuwała palcami po dnie juków nawet nie raczącA spojrzeniem swej towarzyszki jaka na swój sposób przestała teraz dlań istnieć.... Przynajmniej w tej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Wto Lut 13, 2018 5:42 am

Ogarnęła mnie niemożliwa irytacja. Na darmo wyrzucałam z siebie te żałosne, przymilne słowa, które kobieta i tak miała przecież za nic. Jak zwykle nie uzyskałam odpowiedzi. Po raz kolejny. Że złości aż pociemniało mi w oczach, lecz zebrałam w sobie siłę, aby z uprzejmym uśmiechem odebrać od niej opasłe tomiszcze w skórzanej oprawie.
W normalnych okolicznościach, być może wykazałabym zainteresowanie. Dziś jednak otrzymałam o jedną niewiadomą za dużo. Przyjrzałam się dawnym zapiskom, samymi opuszkami palców przewracając pożółkłe że starości kartki. Księga wyglądała na cenną, jakby w jedynym wydaniu.  Moje spojrzenie błądziło po słowach zapisanych maleńkim druczkiem, gdy szepnęłam:
- O bogowie, czy to... - W moim głosie rozbrzmiało zdziwienie przemieszane z podziwem. Przyłożyłam się, naprawdę. - Nie mogę w to uwierzyć... - wzdychałam w tym  urokliwym przedstawieniu. - Ja... Już wszystko wiem - wypowiedziałam do żywego poruszonym głosem.
Opuściłam książkę, aby móc ją lepiej widzieć. Po czym bez ceregieli, wyrzuciłam ją do tlącego się ogniska, przy którym się obudziłyśmy. Wyraz mojej twarzy zmienił się diametralnie. Nieznajoma przez ułamek sekundy miała szansę poznać moje prawdziwe ja.
- Ta wyprawa pozbawiona jest sensu i celu. Nawet ty nie wiesz, czego się spodziewasz - wydałam diagnozę, odrobinę brutalniej, niż zwykłam czynić w przypadku moich pacjentów. Ten przejaw braku cierpliwości był do mnie niepodobny. Ale wiedziałam już, że mam do czynienia z wariatką. Śmiałam się w duchu, wspominając, że kiedykolwiek widziałam w niej zagrożenie.
Jeśli nieznajoma nie wyciągnęła książki z gorejących płomieni, ta z pewnością zdążyła zająć się ogniem, czego już nie widziałam. Patrzyłam jej prosto w oczy. Poprawiłam zebrane zioła, oplatając je ciaśniej w pasie. Tobołek utworzony z mojej spódnicy zarzuciłam na ramię, wyraźnie zbierając się do drogi.
- Nasze drogi rozejdą się w tym momencie - ustaliłam, jednocześnie zapinając koszulę na piersiach. Uśmiechnęłam się nieco ironicznie. - Ale skoro już tu jestem... Zaspokoję swoją ciekawość. Odwiedzę archiwum. Nie obawiaj się, wiem jak stąd trafić. Ty poczekaj zgodnie z planami, a raczej ich brakiem, na ustalony zmierzch - prychnęłam niezbyt przyjemnie. - Żegnam panią-która-nie-raczyła-się-przedstawić - ukłoniłam się głęboko, niezbyt szczerze, co teraz było nader oczywiste.
Obróciłam się na pięcie, obierając kierunek do zapomnianych archiwów, zgodnie z opowieściami zasłyszanymi od mijanych ludzi i drogą na przelotem zauważonej mapie. Moja orientacja w terenie nie powalała, jednak miałam świadomość, że od tego momentu czeka mnie już prosta droga.
O ile prostą drogą nazwać można zalesioną ścieżkę, zawiłą i pokrytą przez kłujące pnącza. Zostawiłam ją za sobą, nie oglądając się wstecz, ale początkowo nasłuchując kroków. Czy odważyła się iść za mną? Później moją głowę zajęły inne myśli. Szukałam wejścia do tajemniczego miejsca, zupełnie nie wiedząc, na co mogę się natrafić.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór


Liczba postów : 108
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Pią Lut 23, 2018 3:46 pm

Odwiedzę archiwum.
Tyle wystarczyło. Naprawdę Sam nie wiedziała jak owa dziewucha przetrwała w owym świecie skoro wystarczyły dwa słowa by została zdemaskowana. Och jaka ona była głupia... Gdyby tylko wiedziała, że wpadła w pułapkę zastawioną przez Sam. Gdyby wiedziała iż jej życie właśnie zawisło na szali niczym trup na szubienicy.
-Dobrze.- Jedno słowo. Tylko tyle chciała powiedzieć w owej chwili dając jej przy tym do zrozumienia aby ruszyła swoją drogą. Owe ciche przyzwolenie zdawało się być podszyte szyderstwem jednak nikt poza samą czarnowłosą nie wiedział o tym. No chyba że mamy na myśli konia do jakiego podeszła w chwili gdy tamta zniknęła jej z oczu.
-Wracaj do domu- Szepnęła zwierzęciu do ucha gładząc przy tym zwierzę po pysku. Kochała owego konia. Był dla niej tym samym czym dla innych jest życie. Klacz bowiem była jej powiernikiem, przyjacielem oraz jedyną istotą jaką potrafiła obdarzyć uczuciem. Dlatego też odprowadziła klacz wzrokiem gdy ta ruszyła w sobie znane miejsce nie myśląc o tym czy ktoś się nią zainteresuje gdy jej jedyna przyjaciółka wróci do miejsca przeznaczenia bez niej. Jednak w owej chwili nie miało, to znaczenia ponieważ Sam zaczęła przygotowania.
W pierwszej kolejności odszukała w swych rzeczach ostrza jakie zostały przetopione. Przymocowała je do pasa po czym ponownie przyklęknęła nad jukami z jakich wyciągnęła trzy flakony. Pierwszy na uśmierzenie bólu. W drugim znajdowała się dziwna zielona maź a w trzecim... Cóż znajdowała się jakaś cuchnąca czarna breja.
Spytacie zapewne co stało się z księgą? Spłonęła tak samo jak część sekretów jakie posiadała jednak czym jest jedna księga w porównaniu do wielu tomów? Pyłem jakim się stała.
Już czas
Przeszło jej przez myśl gdy ruszyła śladami kobiety, a przyznać trzeba iż były one na tyle wyraźnie iż nie można było jej zgubić, a to niedobrze... Skoro Sam może ją zlokalizować to i osoba podążająca zamiami również jednak... Ten ktoś raczej nie złamie zabezpieczeń sanktuarium. Tak przynajmniej myślała Sam jednak, z czym przyjdzie się jej zmierzyć? Upiory? Koszmar, a może człek jakiś?
Nieważne co stanie na jej drodze. Wszystko przecież pokona. Jak nie ostrzem, to magią... Była przecież zdeterminowana. Była Art’rein, a to do czegoś zobowiązuje!
Jakiś czas później.
Gdy dotarła do archiwum była pewna jednego. Była tu przed nią. Lecz jak zaszła daleko? Co spotkała? Tego trzeba się dowiedzieć Dlatego też kobieta ruszyła dobrze znanym sobie śladem nie wiedząc czy za rogiem przypadkiem nie znajdzie zwłok swej niedoszłej towarzyszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Sob Lut 24, 2018 11:15 pm

Po krótkich poszukiwaniach dotarłam na tyły archiwum. Rozpoznałam je po dosłownie wrośniętym w ziemie budynku, od którego nie odchodziły żadne widoczne drzwi, niczym w bunkrze przeciwpożarowym. Bez problemu wspięłam się na jego dach, ostrożnie stawiając kroki po kruszejącym podłożu i pnąc się coraz wyżej. Miałam stąd całkiem dobre widoki, nawet jeśli miejsce otoczone było wyłącznie gęstymi drzewami. Po chwili napawania się letnim powietrzem, ruszyłam się do przeciwległego punktu, licząc, że w końcu dotrę do głównego wejścia. Nie pomyliłam się, już wkrótce przed oczyma zawitał mi koniec wzniesienia. A na rozległych terenach czekała już postać Nieznajomej.
No proszę. Trzeba było użyć stanowczych środków, aby ruszyła się wcześniej. Przysunęłam się do krawędzi, spoglądając na nią z góry i opierając obie dłonie o biodra. Uśmiechnęłam się z satysfakcją.
- Przyszłaś zobaczyć jak sobie radzę? - zapytałam na powitanie, mimo że nie widziałyśmy się zaledwie kilku chwil. - „Wyruszamy wieczorem” - powtórzyłam jej własne słowa z lekkim rozbawieniem. - Wiedziałam, że wszystko, czego potrzebujesz, to odrobina motywacji - wypowiedziałam z przekąsem, najwyraźniej traktując kilka złośliwych słów za „motywację”.
Poprawiłam swój ubiór, gotowa do uwieńczenia celu naszej podróży. W końcu, znalazłyśmy się na miejscu. Nie zamierzałam ustępować, niezależnie od tego, co miało na mnie czekać w środku. Ciekawość wygrywała. W razie czego zawsze mogłam zawrócić, prawda?
Kaburę z bronią palną poprawiłam na udzie. Dotychczas skrywałam ją pod materiałem spódnicy, jednak wymagająca podróż zmusiła mnie do zmiany stroju. Włosy miałam teraz w ogólnym nieładzie, niedbale splecione rzemykiem, biała koszulę wciśniętą w kradzione spodnie. Moje biodra przeplatały połączone sznurkiem ususzone zioła, które znalazłam przypadkiem i zamierzałam zabrać z powrotem do wioski. Porwana spódnica służyła mi za pasek, zza którego wystawał mi skromny nożyk, który dotychczas służył mi do zbierania tutejszej roślinności. Gorset wyjątkowo porzuciłam na poprzednim postoju. Na rzecz wygody.
Zręcznie zeskoczyłam z dachu, lądując niedaleko drzwi i tuż obok kobiety. Wyprostowałam się, gotowa do wejścia. Nim to jednak uczyniłam, obróciłam się i powiedziałam:
- Przepraszam za książkę. Mam nadzieję, że ją odratowałaś - moje przeprosiny wyjątkowo były szczere. Ceniłam sobie wszelakie przedmioty materialne i nie wybaczyłabym komuś, kto krzywdziłby moje maleństwa, które z taką pasją kolekcjonuję. - To co? Panie przodem? - zaświergotałam, tuszując ciążące na mnie napięcie. Przed nami stały wysokie, pokryte bluszczem drzwi, znacznie nadgryzione przez ząb czasu. Sądząc po jej zachowaniu, miejsce nie należało do najbezpieczniejszych.
Jednak ja nie obawiałam się zagrożenia płynącego z postaci zwierzyny czy Koszmarów. Wiedziałam doskonale, że ludzie są największymi potworami jakie nosiła ziemia.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór


Liczba postów : 108
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Pon Mar 05, 2018 7:23 pm

Samo dotarcie do archiwum nie było kłopotliwe przynajmniej dla kogoś takiego jak Samael. Była przecież ona zabójcą, a oni posiadają dar odnajdywania tych którzy nie chcą zostać odnalezieni jednak ta tutaj cóż... Była nieostrożna. Głupia wręcz w swym postępowaniu dlatego też odnalezienie jej śladów było niczym innym jak tylko dziecinną przyjemnością. Najprawdopodobniej. Możliwie, że tak prostych rzeczy uczą w gildii jednak tej pewności nie miała. Przecież dawno nie była w domu. Dawno zapominała drogi doń lecz nie czas na sentymenty. One są niczym kurz... Poruszone przez wiatr przemijają prawie tak samo jak i sekrety tego miejsca. Sekrety jakie już niedługo będą w jej rękach.
Dobrze, ze zielarka była w bezpiecznej odległości. Przynajmniej nie oberwie od razu lecz jedynym co mogło dojść do jej uszu, to dziwne słowa wypowiedziane w języku jakiego raczej nie słyszała, a znając Sam nie były one wyrazem zachwytu czy choćby aprobaty. Przecież przez tą smarkulę całe przygotowania spełzły na niczym, a co za tym idzie ich szanse zmalały. No nic. Jeszcze jej podziękuje w swój sposób, a teraz pozostało jej jedynie oberwać.
-Ładny popis..- rzuciła jedynie w jej stronę nawet nie siląc się na uprzejmość jakiej nie zazna. Zresztą owa smarkula pomimo wiedzy potrzebnej oraz wyglądu za wiele nie mogła wnieść do ich podróży jednak z drugiej strony patrząc nań można pokusić się o stwierdzenie. Nieważne co zechce je zjeść, to przynajmniej będzie miało dość uroczy posiłek. Tak... Owa myśl sprawiła iż Sam na chwilę zapomniała o każe jaką pragnęła jej wymierzyć... Ot taka chwila słabości przeplatana, z chęcią zobaczenia jak dziewczyna kona rozszarpana przez wszystko co może chcieć ich zjeść.
-Spłonęła- Owa odpowiedź zapewne zaboli. A reszta wypowiedzi? Została ona puszczona jej płazem ponieważ wreszcie tu była. Wreszcie mogła zrobić tych parę ostatnich kroków tylko i wyłącznie po to aby dotknąć dłonią kamiennej płyty. Była jak na rycinach. Ciężka, zdobiona a przede wszystkim zabezpieczona. Mechanizm? Magia? Strażnicy? Coś na pewno musiało się kryć przed samym wejściem. Przecież nikt nie był by na tyle głupi by nie pozostawić zabezpieczeń jednak co jeśli...
-Pomóż mi- Rozkazała krótko skinieniem głowy dając jej do zrozumienia aby ta jednak raczyła ruszyć ku niej. Przecież sama tego nie otworzy. -Jeśli spodziewasz się wszystkiego... Możesz się mile zaskoczyć. - Wyszeptała prawie bezgłośnie łudząc się przy tym iż jej drobna wiara zda egzamin. Przecież najprostsze rozwiązanie bywa najbardziej kłopotliwe prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   Sro Mar 14, 2018 10:26 pm

//kursywą zaznaczyłam drobną wspominkę z życia Badb. Nie musisz jej czytać, nic nie wnosi do posta.

Dłoń ułożyłam na drzwiach, zamiast strachu czując raczej zniecierpliwienie. Czekanie doprowadzało mnie do szaleństwa. Za długo już zwlekałam; powinnam być już w drodze do wioski. Moi sąsiedzi z pewnością zaczęli się niepokoić. Pchnęłam płytę, choć na niewiele zdała się moja wątła siłą. Nie zamierzałam jednak odpuszczać, nie teraz, gdy stałam u bram sekretu, o którym tyle już słyszałam. Wejdę tam, choćbym miała zrównać te ozdobne bramy z ziemią.
Kamień ustąpił pod naporem, niewiele, ale wystarczająco, by przecisnąć się do środka. Usłyszałam znajomy dźwięk, a właściwie pisk. Uchyliłam głowy. Słusznie, bo wkrótce z otworzonych wrót z gwałtownym trzepotem skrzydeł wydobyło się kilka nietoperzy, natychmiast uciekając w stronę szarzejącego nieba. Odczekawszy chwilę, zerknęłam do środka.
Zarośnięte mchem i bluszczem okna przepuszczały wciąż trochę światła. Przy odrobinie szczęścia mogłybyśmy obejść się bez pochodni. Znacznie uważając na kroki. Zamierzałam przejść jako pierwsza. Jednak nim to uczyniłam, odwróciłam się do niej po raz ostatni i zapytałam:
- Boisz się?
Tylko w ten sposób mogłabym wytłumaczyć sobie jej ociężałe zachowanie. A może to zasługa mojego błahego podejścia do czyhających nas tam zjawisk? Nie obawiałam się zwierząt - wiedziałam, jak się z nimi obchodzić. A Koszmary... Doprawdy, zabawne byłoby natrafić na jakiegokolwiek w tych wąskich korytarzach.
- Wierzysz w te zasłyszane przez pospólstwo bujdy o Zapomnianym Archiwum? - zachichotałam, udając pogardliwy ton, w rzeczywistości jak najbardziej utożsamiając się z tymi, których ona miała za „pospólstwo”.
Po tym nie zwlekałam już dłużej. Przecisnęłam się przez kamienne wejście, ustawiając się bokiem i dużą uwagę zwracając na to, aby nie zgubić żadnej części mojego ekwipunku. Schody. Niezbyt strome, prowadzące w dół. A za nimi niewiadoma, którą miałam już wkrótce odkryć. To wszystko sprawiło, że w głowie rozkwitło mi pewne, odległe już wspomnienie...
***
Wyrwała mnie z niespokojnego snu w samym środku nocy. Spędziłam w Inkwizycji wystarczająco wiele czasu, aby wiedzieć, co oznacza granatowy płaszcz. Na co dzień otaczali mnie kaci i balsamiści, więc jej grabarskie insygnia pozostały dla mnie nowością. Zaskoczenie prędko zastąpił strach, zwłaszcza, że w dłoni dzierżyła rewolwer, wycelowany w moją stronę. Dziwiłam się sobie, że jeszcze nie zdążyłam do tego przywyknąć.
- Wstawaj - warknęła na mnie twardo.
W półmroku więziennej celi, oświetlanej jedynie przez tlące się pochodnie mogłam dostrzec jej zaciśnięte w poziomą kreskę wargi. Spod opuszczonego kaptura dostrzegłam groźny błysk zielonych oczu. Spełniłam jej polecenie bez chwili zwłoki, czując jak mój oddech przyspiesza.
Czy to tej nocy umrę? Śmierć kroczyła za mną każdego dnia, od kiedy trafiłam do piekła, którego miałam już nigdy nie opuścić. Opierając się o wilgotną, kamienną ścianę, ostrożnym krokiem zbliżając się do kobiety stojącej u wyjścia mojej więziennej celi. Głowę rozsadzały mi setki pytań, jednak z moich ust nie padło żadne z nich. Od początku mojego egzystowania w inkwizycyjnych lochach zdążyłam nauczyć się jednego - śmierć nie była najgorszym z rozwiązań. O wiele bardziej obawiałam się nieludzkiego, niekończącego się bólu. Strach ten powodował, że zrobiłabym wszystko, czego kobieta zapragnie.
Nie śmiałam spojrzeć jej w oczy. Spuściłam wzrok, zachowując bezpieczną odległość, zdając się w zupełności na grabarz. Wtedy szarpnęła mnie za nagie ramię, z którego zsunęła się suknia pokutna, popychając w kierunku wyjścia. Wyczuwałam jej zdenerwowanie, pośpiech objawiający się w każdym posunięciu.
- Niczego nie próbuj - rozkazała, prowadząc mnie w mrok inkwizycyjnego korytarza. Na karku czułam chłodną lufę rewolweru.
Resztę drogi przebyłyśmy w ciszy, przerywanej jedynie jej nerwowymi pomrukami, kierującymi mnie w odpowiednią stronę. Przemierzając kolejne schody i przesiąknięte wilgocią drogi, zrozumiałam, że kobieta znajduje się w lochach bez niczyjej wiedzy. Jej strach przed konsekwencjami niemal równał się mojemu strachowi o własne życie, czułam to doskonale. Nie żywiłam jednak nadziei, że kobieta okaże się być mi pomocną; w niezrozumiałym mi powodzie, pragnąc oswobodzić mnie z niewoli. Nie byłam na tyle naiwna.
W końcu zwolniła kroku, czego nie przyjęłam z ulgą, pomimo moich obolałych, bosych stóp. Oznaczało to odkrycie niewiadomej, koniec podróży we względnym bezpieczeństwie. Wybranym z pokaźnego pęku kluczem otworzyła solidne, stalowe drzwi. Ze ściany zdjęła jedną pochodnię, unosząc ją nad głową i delikatnie oświetlając głębokie mroki pomieszczenia. Nie zdążyłam dostrzec wiele. Kolejna krata i więcej chłodnego kamienia. Czyżby czekała mnie zmiana celi?
Pchnęła mnie do przodu samymi palcami. Współpracowałam. To najlepsza droga, aby uniknąć bólu. Przestąpiłam krok do przodu, dostrzegając, że przede mną wznosiła się pokaźnych rozmiarów klatka. Przyjęłam nowy fakt z biernością, do kiedy...
W otchłani mroku rozbłysnęły żółte ślepia. Lodowaty dreszcz przebiegł mi po plecach, gdy zrozumiałam, że nie znajdujemy się w pomieszczeniu same. Niewątpliwie należały one do żywego stworzenia. Nie zdążyłam nawet odwrócić się do grabarz z pytającym spojrzeniem, gdy w moich uszach rozbrzmiał najstraszliwszy z odgłosów, jakie kiedykolwiek zaznałam w swoim krótkim życiu.
Z ciemności wydobyła się zwierzęca paszcza, wykrzywiająca się w mrożącym krew w żyłach ryku. Łapy stworzenia uderzyły o stalowe kraty, jeszcze sekundę temu zdające się być niemożliwą do naruszenia konstrukcją - teraz, trzęsące całym kamiennym podłożem w posadach. Wrzasnęłam w głos, cofając się gwałtownie, bojąc się, że klatka, trzymająca potworne zwierzę, nie sprosta swojemu pierwotnemu zadaniu. Koszmar. Tyle wiedziałam. Tutaj, w inkwizycyjnych podziemiach.
Nie zdążyłam ochłonąć, z drugiej strony ponownie poczułam na sobie ciężar rewolweru. Odwróciłam ociężale głowę, natrafiając na roztrzęsione oblicze grabarz.
- Wejdziesz do środka - rozkazała nienaturalnie wysokim, roztrzęsionym głosem. - Chcę zobaczyć czy to, co o tobie mówią jest prawdą.
Poczułam jak świat runął mi pod stopami. Rozpaczliwie rzuciłam się do ucieczki w tym samym momencie, w którym jej dłoń chwyciła mój kark w stalowym uścisku.

***
Ułożyłam rękę na ścianie, dochodząc w końcu do rozwidlenia dróg. Czy podążyła za mną? Znalazłyśmy się wewnątrz Zapomnianego Archiwum? Być może, póki co tylko z nazwy. Książek ani tajemniczych zwojów póki co nie dostrzegałam. Zewsząd otaczały mnie: mrok, chłód i wilgoć. A dodatkowo dosłyszałam dochodzące nas z oddali skrzeczenie. Już wkrótce miałyśmy się przekonać, że Archiwum nie jest do końca zapomniane. Bynajmniej nie przez istoty ludzkie.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zapomniane Archiwum   

Powrót do góry Go down
 
Zapomniane Archiwum
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Archiwum w Shirotsume

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Ponury bór-
Skocz do: