IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ulica Św. Marii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Ulica Św. Marii   Sob Mar 12, 2016 1:11 am

Wychodząca z rynku na północ droga, wzdłuż której stoją najzwyklejsze kamienice. W każdym budynku standardowo na parterze znajduje się jakiś sklepik, lub coś w tym rodzaju. Mogłoby się wydawać, iż to najzwyczajniejsza uliczka. Otóż nie! To druga poza główną najładniejsza ulica w mieście, lecz w przeciwieństwie do tamtej ta wygląda na opustoszałą. Wyjątkiem są dni w którym palone są czarownice, wtedy zbiera się tam tłum, by głośno odesłać z powrotem je do piekła.
W dni powszednie mieszkańcy Wishtown zazwyczaj unikają chodzenia po tej ulicy. Spowodowane jest to tym, że na samym końcu drogi znajduje się wielka brama do siedziby inkwizycji, przy której stoją strażnicy. Sam w sobie budynek jest urokliwa, a sama ulica jest zadbana.
Sama atmosfera jednak skutecznie odstrasza jakiegokolwiek osobnika. Podobno im bardziej zbliżasz się do gmachu inkwizycji tym bardziej czujesz swoje grzechy wspinające się po twoich plecach. Właściwie jedyne powody z których ludzie w ogóle kierują tam swoje kroki są mało przyjemne, bo albo idzie tam do szpitala, bo jest już jedną nogą w grobie, lub jest tam wleczony na przesłuchanie, albo na stracenie. Krótko mówiąc nikt tam nie chodzi, bo sam tego pragnie. Wyjątkiem oczywiście są inkwizytorzy, których różnokolorowe płaszcze co rusz pojawiają się i tu i tam na ulicy, i w jedną, i w drugą stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Sob Mar 12, 2016 4:17 pm

Po wyjściu z karczmy trzy kobiety nie mogły się obyć bez przerażonych spojrzeń i podszeptywań przechodniów. Z resztą czemu się tu dziwić? Przez ulicę kroczyła inkwizytorka z uwieszoną na sobie dwukolorowo-włosą dziewuchą wprost z cyrku, która tuliła się do niej jak mała małpka do matki. To ona właśnie zbierała najwięcej komentarzy, w szczególności od innych kobiet. Reputacja Astaroth tamtego dnia porządnie oberwała, ale sama czarownica nie wydawała się tym zbytnio przejęta, co nie znaczyło, że w ogóle się niczym nie przejmowała, bo minę miała na prawdę nietęgą. A jakby tej szopki nie wystarczało mieszkańcom to za dwiema pannami kroczyła jeszcze dziewczynka z twarzą zakopaną w kocu i zostawiała za sobą ślad czerwonej krwi na śniegu. Wszystkie na pewno będą jeszcze gościły długo na języku mieszkańców Wishtown.
W końcu jednak doszły do tej niesławnej ulicy Świętej Marii, i mimo iż Shilvia mieszkała na ulicy to jeszcze na tej nigdy nie była. Zazwyczaj jest tutaj mały ruch i nie dałoby się tutaj zarobić czegokolwiek, a poza tym miejsce to (jak i wszystkie czarownice) przyprawiało ją o dreszcze. Na szczęści na ulicy oprócz Selene nie było widać żadnego kapturka, lecz dziewczyna nie była spokojna, wręcz przeciwnie! Z każdym krokiem w stronę gmachu inkwizycji czuła jak coraz ciaśniej zaciska jej się pętla na szyi. Jak tylko przekroczą bramy tej zasranej instytucji będą udupione! Ale dziewczyna nie miała wyjścia i musiała się na to zgodzić. Nie musiało to znaczyć, że była skazana na podanie siebie na tacy inkwizycji! Musiała tylko szybko coś wymyślić, bo cała trójka była już coraz bliżej celu, a na Astaroth w ogóle nie mogła liczyć.
Shilvia przyspieszyła kroku, by nadgonić przerwę między nią, a nimi. Selene szła dość szybko, nawet wlokąc ze sobą inną kobietę i tym samym zostawiła dziewczynę w tyle. Dobiegła do nich. Przestała przyciskać sobie koc do nosa i spojrzała na niego. Był cały we krwi. Przynajmniej z nosa już tak nie leciało... Ale dobra czas się zabrać do roboty, bo już były niebezpiecznie blisko. Dziewczyna szarpnęła inkwizytorkę za rękaw i powiedziała do niej.-Proszę pani... Ja nie myślę, że zabieranie As- TO ZNACZY HAYDEN! Do szpitala to dobry pomysł. Broń boże nie wątpię w zdolności lekarzy inkwizycji! Tylko czy na pewno będzie to dobre dla niej? Bo ona ma coś nie tak z głową, a o ile wiem to tam się takimi przypadkami nie zajmują.- Odparła po czym przełknęła ślinę. Musiała teraz jakoś z tego wybrnąć.-B-bo ja słyszałam, że w Wishtown jest taka klinika co się w tym specjalizuje, więc no wiesz...- Ugięły jej się kolana pod nogami. Była za słaba, by uciec.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Sob Mar 12, 2016 8:57 pm

Jej dobra reputacja właśnie leciała na łeb na szyję, gdy szła ulicami miasta uczepiona Inkwizytorki i z zielonkawą towarzyszką gdzieś na ogonie. Widziała, że ludzie patrzą w ich stronę, niektóre kobiety rozdziawiały lekko buzie, widocznie nie dowierzając temu, co się działo, ale Astaroth kompletnie nie wiedziała, o co im chodzi. W sumie to nic nie wiedziała. Nawet, że idą prosto w łapy wroga, który może im zrobić krzywdę. Dopóki prowadziła Selene, cyrkówka mogła iść z nią na koniec świata, byle nie opuszczać swojej pędzącej podpory ani na krok. Wszystko, co Inkwizytorka chciała zrobić, było dla kobiety dobre i ufała jej bez względu na to, czy to była prawda czy nie. Dlatego ufnie szła na spotkanie z jeszcze większymi problemami niż do tej pory. A iść musiały całkiem szybko, bo Selene narzuciła niezłe tempo, chociaż Astaroth i tak czasami zwalniała je na chwilę, miewając króciutkie przebłyski świadomości, którym towarzyszyły straszne zawroty głowy i ból w miejscu, gdzie oberwała. Zaraz po tym jednak szybko wracała do wcześniejszego otępienia i absolutnej potulności względem rudej. Oj, jeśli to przeżyje, będzie miała spore kłopoty wśród innych wiedźm i u kobiet, które podejrzały ją w tej niezręcznej sytuacji.
W pewnym momencie poczuła, że ktoś szarpnął ramię Inkwizytorki i odruchowo zatrzymała siebie i rudą, aby spojrzeć lśniącym i lekko przyćpanym spojrzeniem na szarpacza, którym okazała się Shilvia. Z jakichś przyczyn, ta łagodna wersja Astaroth w ogóle nie ufała młodej czarownicy. Nie dość, że wyglądała i pachniała niezbyt przyjemnie, to jeszcze zachowywała się dziwnie... Tak samo było i teraz, bo wzbudzało w niej jeszcze większą niechęć, a nawet pewien lęk.
- As? - powiedziała niezbyt głośno po dłuższej chwili wpatrywania się w dziewczynę, chyba bardziej do siebie, niż do niej, po czym znowu zamyśliła się, wbijając wzrok w jej postać. - Jesteś wiedźmą...? - wypaliła ciszej, wtulając się bardziej w Selene. Kompletnie nie wiedziała, czemu zapytała akurat o coś takiego ani co to miało do rzeczy. Po prostu tak jej się zapytało i tyle. Tak samo jak dziecko miewa różne dziwne rozkminy, tak samo mało myśląca Astaroth teraz mogła mieć takowe. Zabawne, biorąc pod uwagę, że w tej chwili kompletnie nie kojarzyła faktów, nie rozumiała, czym jest Inkwizycja ani gdzie idą ani tym bardziej tego, że sama była nosicielką wadliwego genu, który dawał jej specjalne moce, o których też nie miała pojęcia. Komedia, istna komedia. Będą jej to wypominać do końca życia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Wto Mar 15, 2016 10:56 am

Selene zaś kroczyła dumnie, niemalże samym środkiem uliczki, zupełnie ignorując otaczające ich spojrzenia i szepty, jakie rodziły się za ich plecami. Można powiedzieć, że do tego przywykła, słyszała plotki na mieście; jej postać zbyt często zwiastowała kłopoty. Nie robiła sobie z tego nic, do kiedy tylko owa problematyczność przynosiła jakiekolwiek efekty – chociażby kolejnej złapanej wiedźmy.
Przystanęła ze względnym spokojem, gdy jedna z nich pociągnęła ją za rękaw. Niechętnie postawiła Hayden na ziemi, prostując lekko obolałe palce. Ze sceptyczną miną wysłuchała, co tamta miała do powiedzenia, nawet łaskawie jej nie przerywając, mimo że nie podobało się to Selene w najmniejszym stopniu.
- Sama zaproponowałaś szpital, czyż nie? – Wbiła w nią uporczywe spojrzenie, mrużąc oczy, jakby doszukiwała się kłamstwa. – Jeszcze nie wiadomo, co dolega Hay. A skoro już tu jesteśmy, dobrze byłoby sprawdzić, prawda? – Zadała kolejne pytanie, bo pomimo jej niezbyt sprawnej intuicji, potrafiła się domyślić, że sprawa śmierdzi na kilometr. Nigdy nie grzeszyła cierpliwością i widząc trzęsącą się dziewczynkę, która wyraźnie usiłowała jej wepchnąć jakąś historyjkę na poczekaniu, aż nią rzucało i musiała się powstrzymywać, by wbrew prawu nie zaciągnąć ją na mały „wywiad” zza bramami Inkwizycji.
Słysząc jednak niewinne pytanie Haydem za swoimi plecami, prychnęła śmiechem, aż ciężka atmosfera, jaka między nimi ciążyła, zdawała się opaść. Na chwilę, bo dźwięk prędko się urwał, a Selene znów wróciła wzrokiem do czarnowłosej, cedząc przez zaciśnięte zęby:
- Wiedz, że nie podoba mi się ta cała sytuacja. W szpitalu będę musiała oddać was w inne ręce, gdzie się wami odpowiednio zajmą. Nie uśmiecha mi się to, zwłaszcza, że widzę wyraźnie… coś kręcisz. Poczekam aż wyleczysz rany, później będę miała cię na oku; nie myśl, że będzie inaczej. – Zabawne, jak groźnie potrafiła wypowiadać słowa, jednocześnie obejmując niezbyt sprawną umysłowo towarzyszkę. Zrobiła to odruchowo, reagując na dotyk.
W pewnym sensie złożyła Shilvii obietnicę. W szpitalu powinni wypytać ją o dane, a sama Sel dokładnie zapamiętała jej twarz. Szepnie słówko tu i tam, pozbiera parę dowodów, aż udowodni, co chce prędzej czy później.
- Nie rozumiem twojego oporu przed pójściem do szpitala, ale... och, powiem szczerze – to co sobą reprezentujesz jest co najmniej podejrzane – warknęła na podsumowanie, ostrzegając ją, aby zachowywała się jak człowiek, chociaż mogło być już na to za późno – Selene zdążyła wyrobić sobie opinię o dziewczęciu. – A teraz idziemy – rozkazała, ponownie chwytając Hayden i miękko umieszczając na swoich ramionach, tuż obok płaszczy, które niosła od karczmy. Zastanowiła się, dlaczego właściwie to robi, przecież kobieta oberwała w głowę, więc jej nogi powinny być raczej sprawne? Była to prędzej kwestia przyzwyczajenia albo zwyczajnego braku zaufania – w ten sposób miała ją blisko siebie, niezależnie od tego co obie mogły knuć.
- Możesz chodzić, Hayden? – Postawiła kilka kroków i zapytała, ignorując urwane imię, wypowiedziane przez czarnowłosą, na które niesiona przez nią kobieta nawet nie reagowała.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Nie Mar 20, 2016 2:59 am

Nogi miała i zdrowie, i długie, dlatego może by i przeszła z jednego krańca miasta, to jest z własnej rezydencji, na drugi – do celu swej podróży, czyli do posiadłości, w której specjalna pacjentka oczekiwała przybycia Deneve. Tyle tylko że piesza wędrówka byłaby jedynie trwonieniem cennego czasu, jakiego nie posiadała w nadmiarze. Wręcz przeciwnie! Brakowało jej go nie raz i nie dwa, aczkolwiek nie zamieniłaby swojego życia na byt jednej z tych dam, co w salonie siedzi dla ozdoby, w sukni tak obfitej, że ruszyć się to nie za bardzo mogła, ściśniętej gorsetem i bladej od niemożności zaczerpnięcia powietrza, niedożywienia oraz podejrzanych specyfików – i wcale nie myślała o pudrze.
Wybrała zatem zamknięty powóz, idealny na wątpliwą pogodę, a ten pokierowany przez stangreta i pociągnięty przez dwa zadbane kare konie, dowiózł ją w o wiele krótszym czasie, niżby zajął jej spacer przez całe Wishtown, pod okazałą budowlę, gdzie mieszkał chora dama.
Teraz jednak Deneve wracała do siebie. Walizkę ułożyła obok siebie i przez jakieś pół drogi wpatrywała się w przewijające się za oknem miejskie krajobrazy. Wolała nie wspominać ostatniego razu, kiedy to zdecydowała się odprawić powożącego, a samej przejść się uliczkami. Zaszła wtedy potrzeba posłużenia się laską w innych celach niż podpieranie, a także dopełnianie eleganckiego, męskiego stylem ubioru, który bez jakiegoś szczególnego przyglądania się, czynił z albinoski młodego, pozbawionego wąsa dżentelmena.
Tymczasem pędzące brukowaną ulicą pudło dawało jako taką ochronę, w końcu nie jest zbyt miło zostać stratowanym przez kopyta, a następnie koła.
Biała kobieta bez wielkiego zainteresowania przyglądała się wystawom mijanych lokali oraz drzwiom domostw, do czasu aż nie zorientowała się, że powóz jedzie uliczką krzyżującą się z tą, która prowadziła od centrum do siedziby Inkwizycji. Ku niezadowoleniu dziedziczki rodu, poczuła na skórze nieprzyjemne mrowienie, czego źródłem był swego rodzaju dyskomfort wynikający z przebywania w pobliżu centrum uśmiercania takich jak ona. Czarownic. Jednakże Deneve nic nie dała po sobie poznać, z wręcz kamienną twarzą dalej spoglądała przez okno. Aż w pewnej chwili, w momencie, gdy stangret poprowadził konie wzdłuż owej niemiłej uliczki, aby później wjechać w inną przecznicę, nie mignęło jej przed oczami coś znajomego. Ruda czupryna. Zaraz też uprzytomniła sobie, że co jakiś czas dostrzegała ciemne plamki krwi na cienkiej warstwie śniegu, w większej mierze rozmemłanego dziesiątkami kół i stóp.
Lekarka-dżentelmenik stuknęła głośno w ściankę powozu, a jej stangret skłonił zwierzęta do zatrzymania się, a potem bardzo powolnego ciągnięcia bryczki. Dev w tym czasie przez paręnaście sekund przyglądała się rudowłosej inkwizytorce oraz jej dwóm osobliwym, poszkodowanym towarzyszkom. Dopiero po tych oględzinach wyjrzała przez otwarte drzwiczki. Do wnętrza wpadł powiew chłodnego powietrza.
I kogo me oczy widzą? Czy to nie moja kłopotliwa pacjentka? – rzuciła, wyglądając z otworu.– Gdzie targasz te dwie poszkodowane dziewczyny? Chyba nie do tego waszego szpitala? – zagadnęła ponownie, lecz właściwie nie musiała pytać, bo domyślała się celu wędrówki tych trzech osóbek. Był aż nazbyt oczywisty. Jednak wyglądało na to, że jedna niezbyt kontaktuje z rzeczywistością, a druga z "koleżanek" Selene najwidoczniej bliska była utraty zmysłów.
Jeśli masz zamiar doprowadzić je tam w jako takim stanie, to chyba ci nie wychodzi. Ta mała zaraz zemrze ci na zawał.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Wto Mar 22, 2016 10:53 pm

-N-no tak! Ale...- Jąkała się. Prawda była taka, że czarownica za żadne skarby świata nie potrafiła kłamać. Mogłoby się to wydawać wręcz nie możliwe, bo co? Jakim cudem nie została ona jeszcze złapana? Przecież musiała jakoś odpowiadać na pytania o swój kolor skóry i tym podobne. Sęk w tym, że dziewczyna zawsze robiła wszystko, by nie rzucać się w oczy. Ostatnimi czasami była jednak bardzo nieostrożna, jakby całkowicie już przestało już zależeć. Od biedy miała przygotowane pare wymówek, że jest chora, lub że te rany na rękach to przez to, że kiedyś spadła na nią szyba czy coś w tym rodzaju, lecz kiedy chodziło o wymyśleniu jakiejś wymówki na poczekaniu... Więc można było sobie wyobrazić jak bardzo udupiona była w tym momencie. Nie tylko musiała coś szybko sklecić to jeszcze musiała to zrobić przed inkwizytorką. Dziewczyna walczyła do tego z własnym ciałem, by nie paść na ziemię z wycieńczenia. Straciła dużo krwi.
Pytanie Astaroth prawie zwaliło Shilvię z nóg (co w danej chwili było bardzo proste). Z otwartą buzią wpatrywała się we wręcz boleśnie niewinną minę starszej od niej czarownicy. Zmarszczyła dyskretnie czoło. To ona musi świecić oczami przed inkwizytorem i narażać swoje życie, a tamta jak nigdy nic po prostu ją wydaje! Dziewczyna nie była na nią o tyle zła co zawiedziona, no ale cóż... Czego ona się spodziewała? Mimo iż gołym okiem było widać, że ognistej całkowicie się poprzewracało to nadal ją to bolało. W tej sytuacji była o wiele bardziej zła na siebie, że znowu komuś tak głupio zaufała i się na tym przejechała. Jeśli jakimś cudem wyjdą z tego cało to przyrzekła sobie, że zrobi Astaroth awanturę i chyba na tym zakończą swoją znajomość.
Kolejne słowa Selene utwierdziły ją tylko w tym jak bardzo zjebała całą sprawę. Co ona w ogóle wyrabiała? Przecież nie miała się wychylać, tylko pozostać niezauważona. Jak na razie to wydała na siebie wyrok ze strony inkwizycji. Sama nie potrafiła dalej ciągnąć tej szopki, tym bardziej jak As jej to utrudniała. Uciekać też nie mogła w tym momencie, bo gdzie? Ruda i tak, by ją dogoniła... Ech jak widać musiała dalej desperacko wymigiwać, mimo iż wiedziała, że nic nie zdziała.-Sama pani słyszy, że ona bredzi!- W końcu udało jej się powiedzieć.-Ja po prostu boję się strasznie boję o moją przyjaciółkę! Jej się może jeszcze bardziej pogorszyć, a wizyta w tym szpitalu tylko to wszystko przedłuży.- Wcale nie zależało jej tak bardzo na As. Głupio jednak było ją zostawić w tym stanie na łaskę inkwizycyjnych doktorków. Zapewne, by o niej wszystko wyśpiewała, a z resztą wbrew temu, że Shilvia nie chciała się angażować to czuła, że źle by postąpiła oddając ją tam, nawet pod groźbą utraty życia. Już i tak tonęła po uszy w gównie. Sama Selene mówiła, że będzie miała na nią oko. Dziewczyna myślała, że tego nie przeżyje, a już umierała ze strachu.
Jej starania były skazane na niepowodzenie, jak po pierwszych słowach tej rudej prukwy się spodziewała. Straciła wszelką nadzieję na wyjście z tej sytuacji. Może jak będzie ładnie błagać to nie będą się nad nią tak bardzo pastwić? Nagle ni stąd, ni zowąd zjawił się rycerz na białym koniu! No może nie rycerz... I nie na koniu tylko w karocy, ale był biały! Po otworzeniu się drzwi powozu i pokazaniu się tej niecodziennej postaci Shilvia wręcz podskoczyła. Słyszała o śnieżnobiałym lekarzu leczącym ludzi w swojej rezydencji. Może to czego się nasłuchała nie było zbyt pochlebne, ale w tym momencie było to najmniej ważne. A jednak cuda się zdarzają! -Doktor Noita?- Zapytała wcale nie oczekując odpowiedzi, mimo iż nie była pewna. Dziewczyna była tak zaślepiona w swoim szczęści, że nawet gdyby to wszystko okazałoby się nieprawdą to ona nie dałaby sobie powiedzieć inaczej. Rzuciła się w stronę karocy i wylądowała u stup osoby siedzącej w środku.-Doktorze błagam! Moja przyjaciółka uderzyła się w głowę i teraz nic nie pamięta i... i...- Łzy utrudniały jej komunikowanie się. Shilvia nie płakała jednak ubolewając nad losem Astaroth, tylko ze szczęścia, że nie będzie może musiała żegnać się z życiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Czw Mar 24, 2016 10:47 am

Nie miała zielonego pojęcia, co tu się właściwie działo, dlaczego tamte dwie się kłócą ani dlaczego Shilvia właściwie nie chciała iść do szpitala, skoro wcześniej tak bardzo nalegała, żeby się do niego przejść. Dla niej to wszystko było czymś piekielnie dziwnym i niezrozumiałym, a nawet kiedy próbowała to pojąć swoim otumanionym móżdżkiem, to czuła, jak jeszcze bardziej boli ją głowa. W związku z tym postanowiła się nie mieszać i tylko stała przytulona do Selene, częściowo chowając się pod jej inkwizytorskim płaszczem, jakby to miało ją ochronić przed zielonkawą wiedźmą, która deklarowała się jako jej przyjaciółka i ta, która o nią dba. To powodowało jeszcze większy mętlik w głowie Astaroth, bo jak to tak? Skoro się przyjaźniły, to czemu czuła przed nią taki lęk, a dodatkowo dziewczynka przeszkadzała Selene i nie pozwalała im iść dalej do szpitala? To niezrozumiałe. I bolało w głowę. Całe szczęście, że ruda postanowiła iść dalej, nie bacząc na przeszkadzającą im Shilvię, pozbawiając przy tym As możliwości chodzenia, co tej chyba nie przeszkadzało, bo dała się ponieść niczym szmaciana lalka. Ten stan rzeczy zmienił się dopiero, gdy usłyszała pytanie niosącej ją kobiety.
"Możesz chodzić, Hayden?"
Głupie pytanie.
- Chyba mogę - odpowiedziała niezbyt głośno, aby zaraz poruszyć nieco rękami i nogami w powietrzu, a następnie ostrożnie wyślizgnąć się z uścisku rudej i twardo stanąć na śniegu, który chrupnął pod obcasem jej buta. Oto była gotowa do dalszej podróży, nawet nie wiedząc, w co się pakuje i dlaczego dziewczyna, którą wcześniej ochrzciła mianem wiedźmy, tak bardzo chciała im przeszkodzić.
I wtedy tuż przed nimi pojawił się powóz, a Astaroth odruchowo zrobiła dwa nieco chwiejne kroki do tyłu na widok nie tyle pojazdu, co ciągnących go koni. Podświadoma niechęć do tych pięknych zwierząt pozostała, powodując, że wiedźma znowu poszukała pomocy u tej najbardziej wiarygodnej i ogarniętej. Krótko mówiąc, znów wylądowała o boku Selene, a raczej tuż za jej plecami, obserwując nieufnie, jak otwierają się drzwiczki, a za nimi pojawia się śnieżnobiała postać, która według jej niezbyt skomplikowanych obliczeń, okazała się być lekarzem. A czyż nie do doktora zmierzały? A skoro tak, to rzeczony doktor Noita chyba był im przyjazny, nawet jeśli wyglądał trochę strasznie, a z całą pewnością bardzo nietypowo. Dlatego też po dłuższej chwili niepewności, wyszła zza pleców rudej Inkwizytorki i podeszła o parę kroków w stronę powozu, czekając jednak na to, co zadecyduje Selene, której niejako najbardziej ufała z całego tego towarzystwa i która zdawała się mieć dobre chęci, w przeciwieństwie do Shilvii, która jako pierwsza wyrwała w stronę doktora.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Sob Mar 26, 2016 3:14 am

Pomimo dziwnego zachowania czarnulki, humor miała względnie dobry i może zostałoby tak jeszcze przez jakiś czas, gdyby tylko nie usłyszała za swoimi plecami odgłosu zwalniającego powozu i doskonale znanego Sel, wyjątkowo znienawidzonego głosu. Odwracała się powoli, aż zdawało się, że ruch jej karku niesie za sobie skrzypienie. Doktor Deneve powitała szalenie paskudna mina; wykrzywione groteskowo usta i zmarszczone w pojedynczą kreskę brwi. Tak, owa białowłosa była ostatnią osobą, którą Inkwizytorka chciała oglądać na oczy. O ile bardziej wolałaby natrafić na obnoszącą się ze swoją mocą wiedźmę! Taką przynajmniej mogłaby bezkarnie zabić, czego niestety nie można było powiedzieć o Dev.
- Och, czyżby to pani doktor, dzięki której odechciewa się chorować? – Wypaliła w odpowiedzi, chociaż znały się dosyć dobrze. Po raz wtóry przeklęła dzień, w którym wylądowała w klinice kobiety. – Gówno cię obchodzi, gdzie je prowadzę – wywarczała, natychmiast ciemniejąc na twarzy. Emanowała złością, nawet przez chwilę nie starając się tego rozegrać pokojowo i jak na cywilizowanych ludzi przystało – za pomocą przedstawienia swoich racji w możliwie uprzejmym lub chociażby neutralnym tonie. Nie potrafiła kłamać ani udawać, a Deneve doskonale o tym wiedziała. – Masz coś przeciwko metodom leczenia Inkwizycji? – Zapytała przez zaciśnięte zęby tonem, na który zdecydowanie bezpieczniej nie było udzielać odpowiedzi twierdzącej. Każde złe słowo na temat organizacji urzędującej w Wishtown, brała jako obelgę rzuconą jej prosto w twarz. Inkwizycja może nie mogła się pochwalić tak dobrymi statystykami, jakie prowadziła prywatna klinika Dev, jednak nikt nie miał prawa (ani nie ośmielił się) głośno narzekać. Szpital, do którego zmierzały, kierował się oczywistą polityką – wiedźmy i inne podejrzane persony nie miały czego tam szukać, więc co niektórzy zapewne woleliby zejść z tego świata na ulicy, niż nigdy nie wrócić z miejsca, którego głównym zadaniem było leczenie.
Zagotowało się w niej na błagania dziewczynki o nieznanym jeszcze imieniu. Selene bywała niedomyślna, nawet, gdy rozwiązanie majaczyło tuż przed jej oczyma, ale czarnowłosa najwyraźniej przechodziła samą siebie, byleby tylko udowodnić, że ma coś do ukrycia. Denerwowało ją to, ale jednocześnie czuła wzbierająca się w niej adrenalinę, emocje, jakie towarzyszyły przy – jak to zwykła mówić - łowach. Szkoda byłoby oddawać tak oczywisty skarb w cudze ręce, gdzie prawdopodobnie nie zajmą się dziewczęciem, jak na to zasługuje… Och, ona zajęłaby się nią odpowiednio, to pewne.
Nie zdążyła się nawet bardziej skrzywić na tę osobliwą reakcję, gdy Hayden po raz wtóry okazała swoje bojaźliwe nastawienie do świata, kryjąc się za jej plecami. Ujęła dłoń dziewczyny, szepcząc kilka uspokajających słów. Wkrótce puściła ją wolno, aby tamta zlustrowała wzrokiem białowłosą postać.
Sel była pierwszą kandydatką do zejścia na zawał, ponieważ, gdy spoglądała na Dev, automatycznie dostawała palpitacji serca i bynajmniej nie była to miłość. Do Hayden jeszcze nie żywiła tak brutalnej podejrzliwości, jednak tamta młodsza…
Obdarzyła ją ostatnim, niezbyt uprzejmym spojrzeniem i zdecydowała się wziąć sprawy w swoje ręce. W jej głowie kiełkował niejasny plan, mieniący się jeszcze w większości niedopracowanymi lukami.
- Młoda wyraźnie ma coś na sumieniu – rzuciła prosto z mostu, wykonując krzywy uśmiech w kierunku Deneve. – Ale mówi prawdę – dokończyła, kiwając głową, równocześnie dając sugestię, że w ostateczności może zmienić wybór i wylądować jeszcze raz w klinice Noitów, tym razem jako osoba towarzysząca. Nie zamierzała się oczywiście prosić.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Pon Kwi 11, 2016 1:44 am

Konie niechętnie w tak okrutnie ślimaczym tempie stukały podkutymi kopytami o śliski bruk, dlatego też woźnica, zauważywszy, że persony, z powodu których jego pracodawczyni zechciała przerwać podróż do domu, stanęły w miejscu, wstrzymał konie, aby nie męczyć zwierząt tuptaniem niemalże w miejscu. I dobrze uczynił, bo biedne dziewczę, które niespodziewanie runęło tuż przed powozem na częściowo zaśnieżone kocie łby, miałoby – całkiem prawdopodobne – rozjechane palce. Mężczyzna wiedział, że właścicielka pojazdu nie byłaby zadowolona ze spowodowania wypadku, a że pracował jako stangret rodziny Noita od lat, w szczególności długo służył dziedziczce, więc nie brakowało mu wyczucia, podjął dobrą decyzję.
Deneve, wychylając się lekko z otworu drzwi, zsunęła wzrok z wykrzywionej, ale znajomej twarzy inkwizytorki, na zawiniątko czarnowłose i zielonkawe, rozciągnięte niedaleko jej stóp i do tego błagające. Albinoska nie była jednak osobą skłonną do wzruszeń, fatalne położenie drobnej nastolatki nie zrobiło na niej wrażenia. Właściwie to nawet czuła swego rodzaju satysfakcję, wynikającą z błagań, a także z tego, że została tą, która mogła zadecydować, zmienić nieco los dziewcząt ciągniętych przed inkwizycyjny szpital, podejrzanych oraz (być może) w umyśle rudzielca już skazanych na śmierć i męki. Odpowiednie końce nitek opadły w jej dłoń, ale zawsze mogła je puścić. I odjechać. Tak po prostu.
Jednak nie oszukujmy się. Deneve była profesjonalistką i perfekcjonistką. Jako lekarz nie pozwoliłaby sobie na odmowę udzielenia pomocy medycznej tym, którzy jej akurat potrzebowali. Uczucie, jakie ją dotknęło, zaistniało tylko i wyłącznie dla niej.
Albinoska skinęła delikatnie głową, potwierdzając swoją tożsamość. Oczywiście nie obeszło się bez komentarza inkwizytorki, który miał za zadanie zachwiać jej opinię. Uniosła jasnoszare tęczówki i ponownie zaczepiła je na rudowłosej córce swej dawnej kochanki. Od spojrzenia wiało chłodem.
Czy aby na pewno nie zaplątał ci się język, Selene? I nie miałaś przypadkiem na myśli: "przed którą choroby zejdą choćby i do piekła, żeby się ukryć"? – odpowiedziała spokojnie, tonem takim, jakby wskazywała dziecku drobną pomyłkę w recytowanym wierszu, w domyśle atakując jej zdolności językowe. Sądziła, że da to lepszy efekt niż otwarcie wredna wypowiedź. Zresztą, jak później się przekonała, rudzielec i tak wrzał, aż dziwne, że śnieg jeszcze nie roztopił się pod jej butami. Zmrużyła lekko powieki.
Ależ skąd, aczkolwiek nie sądzę, abyś była odpowiednią osobą do wydawania diagnozy. Zabierasz te osoby do miejsca, gdzie będą narażone na stres. Jak w takich warunkach mają dojść do siebie? Spójrz na nie, sądzisz, że okolice waszego przybytku są odpowiednie dla nieprzeciętnie wyglądających osób? Nie mów, że nie. Gotowa jesteś pomylić sztuczkę z magią, a za chorobę bądź dziwne ubranie spalić na stosie. Uprzedzenia. One wylewają się z waszych murów. – stwierdziła, w międzyczasie wykonując gest ręka, zachęcający do wstania z zimnego podłoża. – Jedna już ci osiwiała. – Tu zerknęła na nieco nieobecną dziewczynę. Ostatnie słowa, jakie padały z ust lekarki, nie brzmiały do końca poważnie, acz jeśli chodziło o całokształt postawy, pewność co do jednego lub drugiego mogła przyjść z trudem.
Doktorka jakby nie patrzeć, wiedziała jak to jest odróżniać się wyglądem.
Właśnie o tym mówiłam – rzuciła. – Mówisz to tak, jakby 3/4 miasta było święte.
Jak dla niej, rzeczywistość rysowała się zgoła inaczej. Połowa, jeżeli nie większość, miała coś na sumieniu.
Zabieram je do kliniki, czy ci się to podoba, czy nie. – Kobieta usunęła się z przejścia, dając w końcu możliwość wejścia do powozu. Zdjęła z siedzenia walizkę ze swoim lekarskim ekwipunkiem i ułożyła na kolanach. – Weź swoją koleżankę i wsiadaj.
Nieobecność w klinice zbytnio już się przedłużała, a czas nadal płynął. Obowiązki czekały.
A ty rób, co chcesz. Możesz jechać popatrzeć, ale lepiej, jeśli nie swoje nadpobudliwe ręce pracoholika będziesz trzymała przy sobie. – Coby nie skończyło się to jak ostatnim razem, prawie śmiercią pacjentki. Tym razem przy najmniejszych oznakach chęci zrobienia zamieszania, nie zamierzała oszczędzać na środkach uspokajających.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Pią Maj 06, 2016 1:56 am

Śnieg przed jej twarzą zaczął przybierać czerwoną barwę krwi kropelek, które jeszcze spływały jej z nosa informując, iż nie do końca zatamowała krwotok. Nie obchodziło ją to zbytnio teraz. Była zbyt zajęta głośnym szlochaniem i zaciskaniem lodowatego śniegu w dłoniach. Nic się już nie liczyło co mówiła ruda. Sprzeczała się z tą śnieżnobiałą postacią, ale co z tego? Mogła się w końcu uwolnić. W końcu ten koszmar by się skończył, lecz mimo tego, że czuła już smak słodkiej wolności to niczego nie była pewna w stu procentach. Czarownica była dlatego spięta jak plandeka na żuku. Przecież ta Inkwizytorka mogła ich jeszcze nie puścić, wszystko było możliwe. Napięcie osiągało zenitu.
Nagle stała się światłość. Shilvia poczuła wręcz jak serce w jej piersi zatrzymuje się, kiedy usłyszała słowa doktora. Czyli jednak się udało? Była uratowana? Powoli wspięła się na równe nogi, pomagając sobie powozem, przez który prawie mogła zginąć. Nie przestała jednak ryczeć co na pewno nie dodawało jej teraz uroku, ale była szczęśliwa, chociaż nie... Trudno właściwie opisać co czuła. Niby radość, ale jednak pozostały w niej olbrzymie połacie strachu, a jej umysł zrobił się tak jakby pusty na moment.
Była gotowa zrobić wszystko co będzie kazał zrobić jej wybawca, więc bez jakichkolwiek oporów ruszyła w stronę Selene i Astaroth. Wyciągnęła rękę i złapała czarownicę za rękaw, ciągnąc ją w stronę powozu. -Choć Hayden. Idziemy do doktora...- Powiedziała bezpłciowo tylko może trochę niewyraźnie. Rudej nie obdarzyła nawet wzrokiem. Było to bardzo głupie z jej strony tak otwarcie okazywać niechęć, ale przez tą chwilę od pojawienia się albinosa to czuła się bezpieczniej. Jakby ubezpieczana.
Nie mogła się już doczekać jak usiądzie w wozie i będzie mogła w końcu przestać wstrzymywać oddech.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Nie Maj 15, 2016 6:52 pm

Cóż, jedyną osobą, jaka naprawdę potrzebowała tu pomocy była Sel. I już pomijając jej jawne skrzywienie na psychice, bo w tej kwestii za późno było już na jakiekolwiek próby cudownego leczenia, ciągle zostawała sprawa jej gorącej nienawiści do Dev, która powodowała, że na twarzy Inkwizytorki pojawiała się niemal wysypka ze złości, nie wspominając już nawet o jej bliskim ataku serca i wylewie, jednocześnie wbrew wszelakim prawom medycyny, aby doktor Devilla mogła być dumna, do jakiego stanu ją doprowadziła.
Gryzła się sama ze sobą, a kosztowało ją to naprawdę wiele wysiłku. Zazwyczaj nie musiała się hamować ze swoimi emocjami. Jeśli chciała krzyczeć – krzyczała, jeśli miała ochotę podnieść na kogoś rękę – ten ktoś kończył w ciężkim stanie. A teraz? Nie mogła nic zrobić, bo Dev żyła w symbiozie z Inkwizycją. Do czasu, jak miała nadzieję Sel.
- Dev, jestem świadoma tego, co mówię. I całe szczęście wiem lepiej do ciebie, co miałam na myśli. – warczała przez zaciśnięte zęby. Gdyby trącić ją tylko palcem, z pewnością by wybuchła, jak robi to naprężony balon. Nienawidziła wszystkich wkoło, a siebie już najbardziej, że musiała odgrywać ten teatrzyk, zamiast załatwić sprawę tak, jak zwykła to czynić. Przy użyciu znacznie mniejszej ilości słów. Wzięła głęboki oddech nim przemówiła dalej:
- Grabisz sobie, Dev. Kiedyś powiesz o słowo za dużo. – zagroziła jej otwarcie, wbijając uporczywe spojrzenie w szare oczy kobiety. – Nie myśl sobie tylko, że wszystko ci wolno… - warknęła po raz ostatni, po czym cofnęła się o krok, szepcząc kilka uspakajających słów do ucha Hayden. Aby była grzeczna i spokojna. Nie sądziła, by dziewczyna sprawiała więcej problemów pani doktor niż ona sama niegdyś, podczas pamiętnego pobytu.
- Zostawię was, tym razem. – skomentowała wciąż twardym tonem. – Ani myślę zawitać jeszcze raz u progu twojej kliniki… - pokręciła głową, aż oczyma natrafiła na czarnowłosą dziewczynę, wyraźnie dostrzegając ulgę na jej twarzy. To chyba zdenerwowało ją najbardziej. Zapamiętała ten obraz. Zapamiętała ją. – My, młoda, się jeszcze spotkamy, prawda? – uśmiechnęła się do niej, jak do starej koleżanki.
Nie zamierzała odpuszczać, nie, gdy jej beznadziejna intuicja pokazywała wyraźne znaki. Do siedziby Inkwizycji daleko już nie miała. Trzeba było załatwić parę spraw. Z ta myślą ukłoniła się lekko, rzuciła sztywno „żegnam panie” i odeszła wściekłym, szybkim krokiem.

/zt, możecie zaczynać już u Dev :3

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Ulica Św. Marii   Pią Sie 26, 2016 1:54 pm

NIKT SIĘ TEGO NIE SPODZIEWAŁ, HAHAHAHAHA!

Nie musiała być w pełni władzy umysłowej, żeby wyczuć nieprzyjemne napięcie. Wyglądało na to, że tylko ona nie miała nic do Selene, albowiem zarówno ta mała wiedźma jak i doktor Noita zdawały się nie być zadowolone z faktu przebywania przy rudowłosej, choć ta druga okazywała to w mniej otwarty sposób. Tak czy siak, wszystko to wpłynęło na to, że Astaroth poczuła się jeszcze mniej pewnie i chciała jak najszybciej stąd uciec, tylko... Niezbyt wiedziała dokąd. Z tego co udało jej się wyłapać, właśnie ważyły się losy tego, dokąd ją zawloką. Inkwizycja czy klinika Deneve? Wszystko to brzmiało dla niej teraz tak samo, chociaż na trzeźwo nawet by się nie zastanawiała, ale jak widać, teraz wybór nie należał do niej. Gdyby ona miała prawo wyboru, pewnie poszłaby za Selene, która pomimo swojego pieklenia się dalej wyglądała najbardziej pewnie, bo albinoski jeszcze trochę się bała, chociaż z sekundy na sekundę lęk ten stawał się coraz mniejszy. Nie taki Diabeł straszny, jak go malują, a przynajmniej nie wydawało jej się, żeby lekarka chciała jej krzywdy. Tym bardziej, że Shilvia najwidoczniej próbowała zrobić wszystko, aby dostać się do kliniki innej, niż ta inkwizycyjna, więc może nie było tak źle pojechać tym powozem, zamiast przejść przez bramę razem z Selene? Na pewno, bo gdyby As przypadkiem odzyskała pamięć, na pewno narobiłaby niezłego ramadanu w siedzibie kapturków, co nie skończyłoby się happy endem.
Nawet, gdyby chciała się stawiać, byłoby trzy do jednego. Jeszcze nie zdążyła wyjść ze sfery przemyśleń, a czarnulka już ciągnęła ją do pojazdu, Selene coś do niej mówiła o byciu dobrą i spokojną... No to była. Grzecznie weszła gdzie miała wejść i usiadła naprzeciwko pani doktor, mierząc ją niepewnym i wciąż nieco przymulonym wzrokiem, a następnie szybko odwróciła spojrzenie w stronę Inkwizytorki, która (o zgrozo!) najwidoczniej wcale nie miała zamiaru towarzyszyć Astaroth tam, gdzie miała jechać.
- Ale... - próbowała się stawiać, ale na próżno. Wściekła kobieta już odchodziła w swoją stronę, drzwi do powozu zamknęły się, po chwili można było usłyszeć trzaśnięcie bata i stukot kopyt. Pojazd ruszył, a cyrkówce nie pozostało nic innego, jak przyjąć to do wiadomości i dać się powieźć gdzieś, gdzie ponoć ktoś miał jej pomóc z tym, co się stało, a czego ni cholery nie pamiętała.



___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
 
Ulica Św. Marii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Centrum miasta-
Skocz do: