IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główne skupisko tataraków

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Główne skupisko tataraków   Czw Kwi 28, 2016 2:26 pm




W tej części rzeki można znaleźć najwięcej trzciny różnego rodzaju. Trzcinowisko te zachwyca swoją zielenią: uspokaja i wprawia w dobry nastrój.

__________________________



| START |

Wędrowała i wędrowała, powoli i nad wyraz uważnie stawiając każdy krok na – czasami gładkiej jak tafla spokojnego jeziora, bywała również wzburzona jak mniejsze góry terenów górzystych - powierzchni. Powierzchnia ta była różna, w zależności od charakteru miejsca, przez które przechodzi. Lasy. Łąki, Gęste zabudowania. I wiele, wiele innych...
Wędrowała i wędrowała, co jakiś czas sięgając ręką do kieszeni, by wyjąc z niej podeszwę buta (stanowiącą pamiątkę po spędzeniu paru lat u pewnej miłej rodzinki. Gdyby nie oni nie wiadomo, co by się z nią stało...), przybliżając do nozdrzy i cieszyć się tym wspaniałym zapachem. A przynajmniej dla niej samej. Skoro Antoinette najczęściej pławiła się w świecie swoich wymyślnych fantazji, czemu nie miałaby inaczej odbierać wrażeń zapachowych? Oczywiście, nie możemy uzależniać jednego od drugiego. Ludzie (i nie tylko oni) są różni, rzadko da się spotkać jakiś wzorcowy stereotyp, który siedziałby w jednej osobie.
Wędrowała i wędrowała i dopiero teraz w pełni zdała sobie sprawę z tego, że opuściła miasto i powoli kieruje się w stronę, gdzie można dojść do jego obrzeży. Przystanęła na chwilę, rozejrzała dookoła, ruszając nie tylko gałkami ocznymi, bo i głową. Tak, tutaj raczej nie znajdzie zabudowań tak typowych dla centrum. Ucieszyła się. Dlaczego? Po prostu miała dość tego hałasu, tłumów i wszystkiego, co jest tak charakterystyczne dla miast. Odetchnęła pełną piersią mimo, że jeszcze nie do końca uwolniła się od Wishtown. Może miasto te i nie było najgorsze, a Antoinette jako dziecko była bardzo hałaśliwa, to jednak nie potrafiła tam zabawić dłużej. Po pierwsze, co za dużo to niezdrowo, po drugie, przez te wszystkie laty dziewczyna zmieniła się nie do poznania.
Wędrowała i wędrowała... i gdzie ją nogi poniosły? No proszę. Nad jakąś rzekę. Początkowo mogło się  zdawać, obserwując jej wyraz twarzy, że nie wie, co to za miejsce. Ale to nie było prawdą, Antoinette dość często sprawiała pozory. Czasami celowo, czasami przez przypadek. Nieważne, ważne że często.
To musiało, prędzej czy później, nadejść: dziewczyna ukucnęła przy brzegu i, rozgarniając trzcinę, umoczyła końcówki palców w przyjemnie chłodnej wodzie, a na jej obliczu wykwitł grymas szczęścia i samozadowolenia. Oh tak, tego było jej trzeba...
Mocząc ręce w wodzie, uniosła głowę ku górze i cieszyła się również tymi paroma nielicznymi promieniami słonecznymi, które ostatnio niezbyt często pokazywały się mieszkańcom Ziemi. Kiedy jednak słońce znów, zawstydzone, schowało się za chmury, dziewczyna usiadła skrzyżne tuż przy brzeżku i nieustannie bawiła się zielenią wyrastającą tuż obok miejsca, na którym spoczęła. Była wściekła, to fakt, jednak doskonale zdawała sobie sprawę, że nie zmieni kaprysów słońca wedle własnego widzimisię. No trudno, pomyślała i nie wstała nawet na chwilę. Trzeba przyznać, że podobało jej się to. Ah to cudowne powietrze... wietrzyk, bliskość zbiornika wodnego, i parę innych elementów wręcz zabraniało jej wstać i odejść. Ba, nawet jej to przez myśl nie przeszło. Nie była głodna, nie chciało jej się pić, nie była zmęczona, nie musiała odejść za potrzebą, więc po co właściwie miałaby wstawać? Ma dużo czasu. Nigdzie jej się nie spieszy. Nikt jej nie woła (a jeśli nawet, to w jaki sposób?), mogła się zrelaksować. Dlatego zmieniła pozę – wcześniej siedziała skrzyżne, teraz leżała na plecach. Należałoby jeszcze dodać, że uprzednio zdjęła obuwie i zamoczyła stopy w wodzie, splecione w koszyczek dłonie podkładając sobie pod głowę i wzdychając głęboko, zamknęła oczy.
Coś cudownego...
Relaksowała się rzadko, tak, to fakt niezaprzeczalny. Częściej wymyślała jakieś niestworzone historie (na dodatek wierząc w większość z nich), ale nie można robić nieustannie tego samego, nie? Dlatego dobrze się stało, że nogi zaprowadziły ją akurat w takie miejsce. Żywiła wielką nadzieję, że nikt nie zmąci jej spokoju...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Czw Kwi 28, 2016 10:56 pm

Raczej nie było można go nazwać dziwakiem. Choć nie dbał maniakalnie o swój wizerunek, nikt nie mógł powiedzieć, że odbiega przesadnie od normy swoim zachowaniem. Oczywiście, był trochę bucem. Nie silił się na uprzejmość, ani nie trzymał się konwenansów, co już nieco go wykluczało z „normalnego” społeczeństwa, ale jednak nie na tyle, aby wytykano go palcami na ulicy albo unikano jego zakład zegarmistrzowski szerokim łukiem.
Miał pewien nawyk, który znacznie wyróżniał go od przeciętnego zjadacza chleba, a mianowicie uwielbiał pływać, gdy tylko stopił się pierwszy lód na powierzchni wody. I to nie w zwykłych kąpieliskach przeznaczonych dla ludzi, ale wybierał sobie całkiem dzikie miejsca, jak rzeka czy staw pokryty w dużej mierze zaroślami. Darował sobie jedynie Martwe Jezioro, jeszcze lubił swój żywot.
Tak oto wracał samotną ścieżką, zarzuciwszy na ramię torbę, w której trzymał jedynie ręcznik. Nie wyglądał jak na co dzień, kosmyki jego włosów wciąż pozostawały mokre po tej niezwyczajnej kąpieli i również pozwolił sobie na mniej formalny ubiór; nie nosił cylindra, nie obwiązał szyi ciasno chustą, a do tego zarzucił wyjątkowo prosty płaszcz. Wyglądał całkiem zwyczajnie, co jednak w jego normach zwyczajne nie było, bo zwykł się nosić znacznie bardziej schludnie i według panującej mody.
Szczękał lekko zębami, czując skostniałe od zimna palce, myśląc już tylko o powrocie do domu. Nadeszła wiosna, wszystko na to wskazywało, jednak temperatury nie przekroczyły odpowiednich, aby móc się kąpać w jeziorze. Jego pływanie nigdy nie trwało na tyle długo, by zamarznąć na kość, bo zwyczajnie bał się o swoje rzeczy, a szczególnie o pozostawiony przy ubraniach kieszonkowy zegarek, z którym się nigdy nie rozstawał i dbał o niego jak o nic innego na tym świecie. Gdyby tylko mógł się z nim kąpać… Tak, to rozwiązałoby wszystkie problemy – pomyślał, zatrzymując się aż i przytykając dłoń do czoła.
Zerknął na oddaloną o ładne parę metrów oskubaną sosnę, dostrzegając znajomy błysk przy gałęzi odchodzącej od pnia. Żywica. A gdyby tak… Pokryć nią wieko, aby stało się wodoodporne? – jego umysł pracował teraz na najwyższych obrotach, jakby był naprawdę blisko genialnego odkrycia. Przyspieszył kroku, chcąc zaplanować całość w swojej pracowni i jak najprędzej przeistoczyć plan w czyn.
Już był w swoim świecie, ścinając drogę i przemieszczając się wokół gęstej trawy, tuż przy brzegu trzcinowiska. Prawie biegł. Ale nie udało mu się wyjść na cywilizację, bo tuż pod jego stopami, zupełnie nagle, pojawiła się leżąca… postać? Serce podskoczyło mu do gardła, w pierwszej chwili mając wrażenie, że trafił na topielca. Bardzo nie chciał wdepnąć w jego ciało, dlatego podwinął nogę, co spowodowało, że potknął się i wylądował na ziemi obok.
Dziewczę okazało się nie być topielcem, mało tego – żyło i wyglądało całkiem zdrowo. I to spowodowało, że Lynn poczuł się usprawiedliwiony do opieprzenia jej od góry do dołu za tę jawną zasadzkę na jego życie, jakiej właśnie doświadczył:
- Życie ci niemiłe!? Prawie cię staranowałem! A gdybym zapragnął kosą przyciąć ten busz? Nie było już lepszego miejsca na wylegiwanie się!? – wydarł się na nią, bredząc nieco bez sensu, zrywając się na równe nogi i wskazując na nią palcem, jakby to miało w czymś pomóc. Był naprawdę oburzony, że ktoś przerwał mu w obmyślaniu genialnego planu udoskonalania zegarków.


___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Pią Kwi 29, 2016 7:20 pm

A ta jak leżała, tak leżała, z głową na dłoniach, stopami częściowo zanurzonymi w wodzie rzeki. Przypatrując się niebu, zastanawiała się, co właściwie skrywa w sobie ten błękit. Może gdzieś tam są jakieś inne cywilizacje, różne od ludzkości? A gdybym tak sama dostała się do jakiejś odległej krainy, skrytej w białych chmurach?, pomyślała i od razu zaczęła snuć na ten temat fantazje. Fantazje zmieniły się w obrazy, coraz bardziej realistyczne, stawały się bardziej wyraziste z każdą narastającą sekundą, aż w końcu przybrały w jej wyobraźni tak realny wygląd, że sama uwierzyła we własnoręcznie ukształtowane brednie. Jak to ona. Takie metamorfozy myśli były u niej codziennością, jako patologiczna kłamczucha miała do tego prawo. Zwłaszcza, że nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co z nią jest nie tak. Ktoś powinien jej to uświadomić... zdecydowanie. A przynajmniej powinien spróbować, mimo że to byłoby nie lada wyzwanie zważywszy, że, słysząc tego typu słowa, Antoinette od razu wybucha śmiechem i wyzywa swoich rozmówców od zazdrosnych popaprańców. A czasami nawet i gorzej.
Leżała sobie i nawet nie wyczuła obecności kogoś innego. Zdała sobie z tego sprawę dopiero, jak ów osobnik zaczął się na nią wydzierać, a dziewczyna spojrzała na niego rzeczowo (najpierw otwierając jedno, potem drugie oko), po czym podniosła się do pozycji siedzącej, nie wstając całkowicie. Po co miałaby to robić? Ktoś jej karze wstawać? Nawet gdyby tak było, Antosia raczej by nie posłuchała i dalej robiła swoje. Patrzyła na niego i pomyślała sobie, że ten nie zjawił się tutaj ot tak, przez przypadek. Jakiś czas temu uroiła sobie (oczywiście, na zasadzie rozrastającego się kłamstwa), że jest celem jakiejś organizacji, która próbuje zrujnować jej życie. Po prostu odkryli, jaka to ona jest wspaniała, zazdroszczą jej i pragną ją pochwycić. Antoinette uznała, że ten tutaj jest jednym z nich. A może nawet ich przewodniczącym? Chociaż... po chwili zdała sobie sprawę, że ich dyrektor, czy kogo tam mają na przywódcę, siedzi raczej i pierdzi w stołek, i wypełnia jakąś papierową robotę, niż wyrusza w plener by ją śledzić i pochwycić. Może to jego najbardziej zaufany członek ich społeczeństwa? Bardzo możliwe. Oj nie, tak łatwo to ja mu się nie dam, pomyślała. Siedząc, oparła się na dłoniach i uniosła twarz ku niemu. Tylko co by mu tu powiedzieć?..., zachodziła w głowę, aż w końcu uznała, że pójdzie na spontan. Otworzyła usta i zaczęła mówić.
- Stop, nie musisz się tłumaczyć. Ja wiem wszystko. Dosłownie wszystko – wyszczerzyła się do niego jak do jakiegoś zdjęcia – należysz do tej wielkiej organizacji, która od początku, od moich narodzin próbuje spieprzyć mi życie. Ja wiem, że jesteś jednym z nich. - nawet na sekundę nie zdjęła z niego swego świdrującego spojrzenia – Jestem ciekawa, jaki będzie twój kolejny ruch, ale wiedz, że nie poddam się bez walki. - teraz przejechała oczami po całej jego sylwetce. Uznała, że nie ma nic nadzwyczajnego w tym, jak wygląda, uznała że przybrał taki wygląd celowo, by ona sama nie mogła się niczego domyślić. Ciekawa była, jaki będzie jego kolejny ruch. - wiesz, jak masz ochotę mnie złapać i zaprowadzić do waszej siedziby i podtrzymywać mój żywot jedynie chlebem i wodą, musisz się bardziej postarać. - wybuchnęła nieposkromionym śmiechem, tak głośnym, że na pewno było ją słychać w promieniu kilometra.
Spojrzała na niego ponownie i dopiero teraz pojęła swój błąd. Wielki, kolosalny wręcz błąd: nie powinna mu wyjawiać, że wie wszystko. W takim przypadku Oni mogą obrać zupełnie inną taktykę, której dziewczyna nie da rady ogarnąć, przejrzeć, zrozumieć. Była na siebie wściekła. Ah, gdyby tylko mogła cofnąć czas... udawałaby, że nic nie wie, że niczego nie podejrzewa. Może wtedy byłoby lepiej? Kto wie, ale bardzo prawdopodobne, że tak właśnie by było. Trudno, co się stało to już się nie odstanie. Za to, od teraz, zanim cokolwiek powie, przemyśli to trzy albo cztery razy i dopiero otworzy usta. Tymczasem przypatrywała się mu z istnym rozbawieniem malującym się na jej obliczu, na obliczu, na którym nie można było wyczytać, o czym najbardziej teraz myśli. Że postanawia obrać inną taktykę. Chociaż tyle...
Wciąż siedziała i mu się przypatrywała i ani myślała, żeby zmienić pozycję. Było jej tak dobrze. A nawet bardzo dobrze. Teraz tylko czekała na jego słowa... uznała, że ten będzie w szoku, że przejrzała go na wylot. A jednak są jakieś pozytywy tego, że tak się przed nim otworzyłam, pomyślała i na jej wargach pojawił się cień uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Nie Maj 01, 2016 11:59 am

Oburzył się, widząc jak dziewczę ma za nic jego komentarze, jak tylko może się oburzyć człowiek, któremu na niczym nie zależy. Czyli skrzywił się jedynie, wzruszył ramionami, niechętnie twierdząc – nic z tego nie będzie. Rudowłosa żyła w swoim dziwnym świecie, do jakiego on nie miał dostępu. Mimo że chyba usiłowała go do niego zaprosić, za pomocą niestworzonych historii, na które on aż wytrzeszczył oczy, zaczynając podejrzewać, że ma do czynienia z wariatką.
Zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu, zanim wydał ostateczną ocenę. Była ubrana schludnie, dobrze, włosy miała długie, czyli raczej ze szpitala psychiatrycznego nie uciekła, bo szalone kobiety goli się na łyso i odziewa w białą koszulę. Stwierdził więc, że spotkał niezbyt rozgarniętą żartownisię albo potencjalną pacjentkę psychiatryka, gdzie z pewnością niedługo zajrzy, zdecydowanie wbrew swojej woli.
Nie zależało mu specjalnie na zdrowiu napotkanej mu dopiero kobiety. Mogła być wariatką, on nie zamierzał jej pomagać ustabilizować swoje poglądy i myśli, ani też nie planował pogłębiać specjalnie choroby rudowłosej… no chyba że będzie zabawnie. Wtedy to co innego. Jakiś profit musiał mieć z bezsensownego przebywania z szaloną towarzyszką, zamiast tworzenia kolejnego genialnego wynalazku. Inspiracja powoli odpływała, a ten rudowłosy szatan był ku temu sprawcą.
- Skąd wiesz? – zapytał, a na jego twarzy odbiło się przerażenie. Udawane oczywiście, ale gdy chciał, potrafił grać dosyć wiarygodnie. – Jak do tego doszłaś!? Czyżby… O nie, mamy w swoich szeregach szpiega, wiedziałem!!! – zezłościł się, uderzając dłonią o udo. Po chwili jednak opanował się, jakby pogodził się już z całą sytuacją.
Zaczął się otrzepywać z ziemi i brudu, które pokryły go podczas feralnego upadku przez leżącą w gąszczu trzcin i traw panienkę. Przecierał płaszcz, następnie przesuwając dłonią po swoich kolanach, bo im oberwało się najbardziej. Jak za pięknych, dziecięcych czasów. Cały czas obserwował czujnie swoją towarzyszkę, nie wiedząc co tamta może uczynić; bowiem po wariatach należy się spodziewać wszystkiego.
- Wiesz, zrobiło mi się prawie ciebie szkoda. Pewnie często muszą cię nachodzić ludzie mojego pokroju, nieprawdaż? Musisz być naprawdę nieszczęśliwą osobą. Jestem tylko ciekaw… czym sobie zasłużyłaś na takie traktowanie… - zagaił niby niepewnie, okazując względne zainteresowanie. W rzeczywistości poprawiał torbę na ramieniu, zastanawiając się w którą stronę do miasta. Całe zamieszanie z dziewczyną spowodowało, że jego zmysł orientacji nieco się zamotał. Gdy był już gotów, rudowłosa po raz kolejny zwróciła jego uwagę, aż nie mógł tego tak zignorować.
- Czekaj, chcesz mi powiedzieć, że będę musiał się postarać, aby pochwycić ciebie, chudą porcelanową laleczkę, ja, rosły, przeciętnej siły mężczyzna? Doprawdy… Masz dziwne wyobrażenie o świecie – pokręcił głową, na moment pozostając szczerym. Nie takie rzeczy widział w Inkwizycji. Aż przypomniały mu się „piękne” czasy łowów, przeglądanie raportów, które głosiły morderstwa, porwania i tortury na osobach o wiele bardziej niewinnych i bezbronnych niż stojąca przed nim panienka. Prędko jednak otrząsnął się z zamyślenia, wracając do swojej gry, nie sądząc, że spotkał na swojej drodze kolejną wiedźmę. A nawet jeśli to co? Nic przeciwko nim nie miał. – Obawiam się, że, jak ty to zgrabianie ujęłaś „podtrzymywanie twego żywota” chlebem i wodą to twoje najmniejsze zmartwienie, gdy już trafisz w nasze ręce. – Sam nie wiedział czemu, zaczął jej prawie… grozić. Chciał być wiarygodny? Zrobił do dla zabawy? Oczywistym było, że nie zamierzał dziewczyny nigdzie ciągnąć, ani tym bardziej głodzić, miał swoje życie na głowie i wcale nie uśmiechało mu się uprzykrzać je jeszcze komuś. Chyba zwyczajnie się wczuł, pragnął urozmaicić swój szary żywot. Dlatego też ostatnimi słowami przeszedł samego siebie:
- Masz coś na swoją obronę? Jakieś ostatnie słowa? A może ostatnie życzenie? Czy może… będziesz próbowała mnie przekupić? Wiesz, jestem bardzo skorumpowanym człowiekiem. Parę srebrnych monet i zaczynam gadać bardziej po ludzku, jeśli już musisz wiedzieć… - pod koniec wypowiedzi ugryzł się w język, usiłując się nie roześmiać. A to było nie lada wyzwanie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Nie Maj 01, 2016 2:50 pm

Można powiedzieć, że połknęła haczyk, choć nie do końca. Odnosiła wrażenie, po tonie jego głosu, że koleś specjalnie mówi w taki sposób, aby Antosia odniosła wrażenie, że kłamie. Kłamie, by ona sama uznała że to wszystko, co ona mówi, to bujda. Była z siebie niezwykle zadowolona, że – tak przynajmniej jej się wydawało – rozgryzła go. Tylko pytanie: co dalej?
No właśnie, co dalej?
Nie pomyślała, że ten tutaj może być aż tak sprytny i inteligentny. Wiedziała za to jedno. Na pewno nie jest mądrzejszy od niej samej, bo... no, po prostu to ona jest najbystrzejszą istotą na całym globie i raczej prędko nie zmieni swojego zdania. A była o tym najszczerzej przekonana.
Rozmawiali, a ona nawet nie podniosła się z pozycji siedzącej. Nie dbała o to, co wypada a co nie, bardziej o to, czy jest jej wygodnie. Wciąż się w niego wpatrując, w jej głowie zamajaczyła pewna myśl, myśl ta przeobraziła się w pomysł, ale ten był jedynie mgiełką, nie wiadomo było, czy Antoinette wcieli go w życie. Ba – nie był nawet do końca dopracowany. O co chodziło? Miała coraz większą chęć zabicia go. Jeżeli pozbędzie się tego człowieka, jej sytuacja (przynajmniej teraz) będzie lepsza, bo bezpieczniejsza. Szybko zaniechała temu pomysłowi (kto wie, może ten powróci? Nigdy nic nie wiadomo), sądząc nagle, że to bez sensu. A przynajmniej teraz, przynajmniej na razie. Teraz? Powinna dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Kto wie, może się myli, ten człowiek wcale nie chce wyrządzić jej krzywdy? Nie. To niemożliwe. Była więcej niż pewna, że mężczyzna jest jej wrogiem. Pewnie specjalnie przybrał taki ton wypowiedzi. Inni z pewnością łatwo by się nabrali, ale nie Antoinette. Niestety, już taka była... a może wcale nie niestety? Tak czy owak, dziewczyna nieustannie czuła na sobie jego wzrok, jakby ten chciał prześwietlić ją na wylot. Poczuła się przez to trochę (naprawdę odrobinkę) zmieszana, czego nie dała po sobie poznać. W sumie, rzadko pokazywała po sobie emocje, ale nie stanowiło to odwiecznej regułki, bywały i chwile, gdy można było dowiedzieć się o niej niemalże wszystkiego po nawet najbardziej powierzchownym zerknięciu na jej osobę.
- Tak – wyszczerzyła się nienaturalnie w jego stronę – tak, będziesz musiał się postarać. Bo wszystko siedzi w psychice, nie sile. To raz, a dwa, że swego czasu byłam najlepszym zapaśnikiem w okolicy. - było to kolejne kłamstwo, w które uwierzyła, co było do przewidzenia - I co, łyso ci?
Nie zdjęła uśmiechu z twarzy. Minę miała wciąż tą samą. Po co miałaby ją zmieniać? Czekała na jego kolejny ruch, jakieś słowa i nie spodziewała się że usłyszy to, co usłyszała. Dziwne, Antoinette nigdy nie zapominała języka w gębie, a tu proszę! Nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. Dla kogoś innego odpowiedzenie na jego słowa byłoby czymś prostym, ale nie dla niej, nie dla Antosi, na dodatek z niewiadomych powodów.
Coraz bardziej zastanawiała się, czy nie zrobić mu żadnej krzywdy... możliwe, choć niekonieczne, że zdecyduje się na ten odważny krok. Rozważała wszelkie za i przeciw i nie mogła się zdecydować...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Nie Maj 01, 2016 4:25 pm

Nie wiedział jeszcze, że należy się obawiać o swoje życie. Nic na to nie wskazywało, no może poza tym, że stała przed nim wyraźnie walnięta w głowę kobieta. Uważał, że potrafi się bronić i bić jeśli trzeba, ale również nie sądził, że młoda będzie potrafiła go skrzywdzić jakkolwiek. Ogólnie poza Inkwizycją nie spotkał żadnych kobiet, zdolnych do wszczęcia walki. Czasy były na tyle piękne, że poza babochłopami z tej przeklętej organizacji i prostytutkami, które ostatnimi czasy przeżywały chyba swój renesans, kobiety były aniołami. Piękne, potulne, nie wychylały się poza progi domostwa, a co najważniejsze – nie usiłowały bawić się w mężczyzn. Wszelakie czynności takie jak picie, bójki, awantury i politykę, zostawiały właśnie osobom ku temu stworzonym.
Dobra, wniosek miał jeden – kobieta była nieuleczalnie chora i zdecydowanie nie było dla niej nadziei ani ratunku. Jeszcze chwilę temu mógł podejrzewać, że padł ofiarą żartu, ale teraz posunęli się o krok za daleko. Nikt nie mógł tak dobrze grać. I nikt przy zdrowych zmysłach nie ciągnąłby tego tak długo. Postanowił oddalić się od kobiety, zostawić ją ze swoimi dziwnymi myślami. Może przy odrobinie szczęścia potknie się i wpadnie do rzeki. Na tym smutnym świecie byłoby o jednego szaleńca mniej.
- Właściwie, to wiesz… Tak, łyso mi. Nie spodziewałem się tego. Boże, jaki wstyd, jaka porażka. Dawno nie było mi tak głupio, dobra pani. – przybrał ton pełen żalu, w związku z hańbą jaką się okrył usiłując porwać przecież „najlepszą zapaśniczkę w okolicy”. Wolał nie wiedzieć, skąd w jej głowie pojawiają się tak niecodzienne pomysły. – Nie mogłem wiedzieć. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to całe zajście. Przekażę mojej organizacji, aby się od ciebie raz na zawsze odpieprzyli, co ty na to? Gra? No to świetnie, cieszę się, że się dogadaliśmy. Interesy z tobą to czysta przyjemność. Wpadnę kiedyś na twój zapaśniczy występ, dobra? Rzucę ci różę na scenę i będziemy kwita. Świetnie, że rozumiesz. Na ciebie można liczyć. – bredził jak potłuczony, właściwie absurdem swojej wypowiedzi dorównując tej czarującej towarzyszce. I równocześnie cofał się o milimetry, prawie niezauważalnie.
- To rozumiem, że zapomnimy o sprawie? Zostawię cię w spokoju i już nigdy się nie spotkamy, dobrze? – ukłonił się nisko, jak na pożegnanie, mając nadzieję, że panna przystanie na ową sytuację i rozstaną się w miarę w pokojowej atmosferze. Niech myśli, że się jej obawia. Oby tylko odegrał swoją rolę wiarygodnie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Nie Maj 01, 2016 5:20 pm

Spojrzała na niego jak na jakiegoś wariata, mimo, że nie uważała iż on nim jest. Po prostu, przysłuchując się temu, co ten mówi, uznała od razu, że facet łże jak z nut. Że to wszystko, co padło z jego ust, te wszystkie zapewnienia mijają się z prawdą. Nie wiedziała, skąd wzięły się u niej tego typu uprzedzenia... po prostu przeczucie, a że przeczucia to coś, co nierzadko ratowało ją z opresji, dlatego im ufała, postanowiła i teraz zaufać swoim uprzedzeniom. Nie, on nie może mówić serio, i pomyślała, że ten mówi jedno, a zrobi coś zupełnie innego. Ot tak, dla zmyłki, odejdzie i powie tym wszystkim osobom z Ich organizacji, jak teraz wygląda Antoinette i po jakich okolicach się wałęsa. Wróci tutaj z całym arsenałem wspólników i... no, wtedy będzie miała przesrane. Nawet, jak odejdzie z tego miejsca, oni i tak na pewno ją znajdą. Ona jest jedna, ich mogą być setki, a nawet tysiące! Nie miałaby szans. Dlatego musi zainterweniować, i to szybko. Najprościej byłoby pozbyć się tego faceta.
Nie odpowiedziała na żadne z jego słów (przynajmniej do pewnego momentu), bojąc się że cokolwiek powie, może zostać użyte przeciwko niej samej. Skąd wzięła się podobna obawa? Dlaczego ma uważać na to, co odpowie? Sama nie wiedziała, skąd pojawiły się w jej głowie podobne myśli, ale coś czuła, że powinna im zaufać, poddać im się w pełni, kto wie, może wtedy zrobi dobrze?
Nagle wpadła na pomysł. I to nie byle jaki pomysł! Uważała, że jest idealny, uważała, że jest doskonały i nie może go nie wnieść w życie. Był cudowny. A przynajmniej ona sama tak uważała.
Podeszła do niego z lekkim uśmieszkiem. Wyciągnęła ręce i zaczęła palcami obu dłoni miziać go subtelnie po policzkach.
- W porządku – wpatrywała się w jego oblicze, a uśmiech nie zbladł ani odrobinę. - W porządku, masz rację, najlepiej będzie jak się rozejdziemy. Każdy z nas odejdzie w swoją stronę i zapomni o dzisiejszym spotkaniu. – zatrzepotała zalotnie rzęsami – tylko pozwól mi jeszcze siebie dotknąć... – miziała go, schodząc powoli opuszkami palców na szyję... i nagle mocno zaciskając na niej swoje rączki. Ściskała z całej siły, mając nadzieję go udusić. A przynajmniej początkowo.
- Myślałeś, że teraz ot tak odejdziesz, pójdziesz do waszej siedziby i zdradzisz swojemu przywódcy namiary na mnie, co? - syknęła. - to źle myślałeś. Nie jestem taka głupia, za jaką mnie uważasz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Nie Maj 01, 2016 6:02 pm

Już myślał, że mu się upiecze, odejdzie i nigdy więcej nie spotka tej chorej panny. Boże, jak nic będzie mu się śniła po nocach. Szczególnie po tym, co uczyniła później. Będzie widział ją, pannę z rudymi włosami, stojącą u progu jego drzwi z nożem albo jeszcze gorzej – z jakimś przedmiotem do duszenia. A wystarczyło tylko iść wydeptaną ścieżką, nie przez skróty! Nauczka na przyszłość, kolejna!
Zdziwił się tak bardzo na dotyk na swojej twarzy i tylko ów szok tym spowodowany nie pozwolił mu zareagować w porę. Nie spodziewał się tego, choć wcześniej mówił sobie, że jest gotów na wszystko. No nie! Czy to dziewczę naprawdę chciało go udusić!? Zabić i zostawić przy tej przeklętej rzece!? Nie, on miał naprawdę inne plany. Jeśli miał już umrzeć to w swojej rezydencji, zakopany mechanizmami.
Szarpnął ją za ręce, wyrywając się i odtrącając dziewczę, popychając ją gdzieś w dal. Jeśli miała wystarczająco dużo szczęścia, może nawet utrzymała się na nogach. Nie sprawiło mu to wiele problemu, zwłaszcza, że użył znacznej części swojej siły, skoro chodziło już o jego życie. To się działo naprawdę? Poszedł popływać, a wróci z śladami na szyi!? O ile w ogóle wróci, matko i córko!
- Czy ciebie do reszty popierdoliło, wariatko!? A jebnij się w ten zakłuty łeb! Kto cię, kurwa, wypuścił to cywilizowanego społeczeństwa, no kto, kurwa!? – bluzgał na nią, wcale nie hamując i w jednej chwili przerywając poprzednią farsę. Jego donośny głos rozległ się po polanie, a on ani myślał się zamknąć. Takim świruskom należy się kara, zdecydowanie.
Wkurzyła go, i to bardzo. Szybkim ruchem złapał ją za rude kudły, które zdążył znienawidzić w ułamku sekundy i szarpnął ją w swoją stronę. Cóż, niektórzy uważali go za dżentelmenta. I może coś w tym było, do kiedy tylko jakaś nieznana mu kobieta nie zechciała go udusić. Wtedy mógł się nieco oburzyć, prawda?
- Zaprowadzę cię tam, gdzie twoje miejsce, świrusko! Mam dla ciebie coś idealnego, gdzie będziesz mogła bredzić o swoich tajemnych organizacjach ile wlezie!!! – ryknął na nią, szarpiąc ją, podciągając torbę na ramieniu i usiłując zawlec do miasta. A dokładniej do szpitala psychiatrycznego, tam gdzie jej miejsce. Gdzie na podobne teksty będą spoglądali na nią z pobłażaniem, a nie reagowali z ożywieniem, jak Lynn niepoprawnie to uczynił.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 358
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Wto Maj 03, 2016 8:42 pm

Cóż, za piękny słoneczny dzień! Aż się kurna żyć chcę czy coś! Dzieci bawiły się i rozrabiały. Młodzież... Cóż, ona robiła swoje jak wiecie co mam na myśli, heh. Ale tak ogólnie to nawet bardziej dorośli mieszkańcy z Wishtown jakoś chętnie powychodzili ze swoich ciasnych domków. Ba, zdawali się nawet nieco mniej ponurzy niż zazwyczaj. Niektórzy nawet nucili przy swoich codziennych pracach. Jednak pewna osóbkę mało to interesował, bo wolała ten dzień spędzić poza brudnymi uliczkami miasta. W końcu było słońce, przyjemny wiaterek, ptaszki tak słodko ćwierkały czego chcieć więcej? Może tylko wędrownego grajka siedzącego w cieniu drzewa z lutnia, przewieszoną w ten sposób, by ten mógł grać i nie martwić się o nic? Tak, ten grajek był osobą, która postanowiła uciec od wiejskiego zgiełku?
Hawke od samego rana nie umiała usiedzieć na tyłku. Cóż, wiosna w końcu, a ona całkiem młoda, nie? Gorąca krew w żyłach krąży. Dodatkowo jej chęć szukania przygód się aktywowała, a to był zły znak dla otoczenia. Dobra, to było bardziej niebezpiecznie dla niej samej. Choć i w dużym stopniu dla ludzi, których potraktuje ze swojej procy, którą sama zrobiła z bardzo dużą dbałością nie tak dawno temu. Przez sporą cześć poranka biegła ze swoją procą, bukłaczkiem z wodą, pochwą sztyletu u pasa, małym ekwipunkiem i lutnią po łąkach. Tak… Zachowywała się trochę jak niewyżyty dzieciak, ale któż jej tego może zabronić wiosną? Teraz jednak było nieco inaczej. Uspokoiła się nieco i wędrując niedaleko Wish River, znalazła sobie drzewo, które dawało dość dobre schronienie przed słońcem. Usiadła pod nim, opierając plecy o pień rośliny. Zaczęła swoją grę na ukochanej lutni, zaraz dołączając do tego śpiew.
- Gdzie jeździec i koń się podziali,
Gdzie róg tak głośno dzwoniący,
Gdzie pancerz, gdzie hełm jest stalowy
I włosy na wietrze lśniące?
Gdzie pancerz, gdzie hełm jest stalowy
I włosy na wietrze lśniące?
Gdzie ręka co strun dotykała,
Gdzie ogień co krwawo płonie,
Gdzie wiosna a po niej żniw pora
I klejnot dumny w koronie?
Gdzie wiosna a po niej żniw pora
I klejnot dumny w koronie?
- śpiewała i raczej nikt okolicy nie mógł jej nie usłyszeć. Ba, dała sobie chwilę zapomnienia przy tym śpiewaniu i nawet przymknęła lekko ślepia, uśmiechając się delikatnie. Och, jak ona to kochała. Jednakże nie dane jej było dalej kontynuować swojego małego popisu umiejętności muzycznych, bo coś ją lekko mówiąc zaniepokoiło, a był to czyś męski i donośny głos. Hawke skrzywiła się lekko i jej oczy o kolorze zbliżonym do burzowego nieba zaczęły szukać ów źródła dźwięku. Nie musiała długo czekać, zaraz zauważyła dwie istotki, a dokładnie mężczyznę, który trzymał jaką rudowłosą pannę i wręcz wlekł ją za włosy w kierunku miasteczka. Ten cały obrazek ewidentnie nie spodobał się Hawke. Szybko wstała, zawieszając sobie lutnie na plecach tak by ta jej nie przeszkadzała. Zgarnęła kilkanaście kamyczków z ziemi i wyjęła za pasa swoją proce. Wymierzyła i fru, poleciał strzał ostrzegawczy, który przeleciał tuż przed twarzą nieznajomego.
- Ej, ty, dupku, co ty do, chuja pana, robisz?! - wrzasnęła, po czym posłała kolejny kamyk, tym razem dosłownie krop przed stopami ciemnowłosego. - Matka w domu nie nauczyła szacunku do kobiet, skurwielu?! - dodała, a w pogotowiu już miała swoją proce.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Sro Maj 04, 2016 1:32 pm

Szczerze? Początkowo uważała, że napotkany mężczyzna ucieknie gdzie pieprz rośnie po wysłuchaniu tego, co miała mu do powiedzenia, na dodatek z całego serca liczyła na właśnie taki obrót wydarzeń. Tak bardzo na to liczyła, że nie dopuszczała do siebie myśli, że wszystko będzie wyglądało inaczej, niż to sobie dokładnie zaplanowała. Niestety, w życiu często bywa tak, że świat, poznając nasze najszczersze pragnienia, robi nam na złość, zupełnie nieadekwatnie układając scenariusz życia. I chyba żadne czary tutaj nie pomogą. Należy się z tym pogodzić, i basta. Innego wyjścia nie ma.
Już mniej zdziwiła się tym, jak mężczyzna popchnął ją, chociaż i tak była nieznacznie zdziwiona. Tak. Mniej, ale wciąż, nieustannie. Popchnął ją z taką siłą, że Antoinette omal nie upadła na ziemię, ale jakimś cudem udało jej się utrzymać równowagę, więc wciąż tkwiła w pionowej pozycji. Jakoś nie miała ochoty upadać zwłaszcza że w miejscu, gdzie się znalazła, gleba nie była zbyt sucha, na dodatek znajdowało się w tym miejscu kilka pokaźnych rozmiarów kamieni. Gdyby jednak nie utrzymała równowagi, kto wie, mogłaby dostać jakiegoś urazu głowy pod warunkiem, że ta upadłaby właśnie na jeden z tych głazów. W ogóle, gdyby upadła na nie obojętnie jaką częścią ciała, ból byłby piorunujący, nie mówiąc już o tym, że coś mogłoby jej się stać.
Mężczyzna zdawał się zbytnio tym nie przejmować. Owszem, Antoinette była inteligentna, ale nawet nie pomyślała, że po prostu wkurwiła go swoim atakiem na jego osobę. Pewnie, gdyby ich role się zmieniły, ona stałaby się pokaźnym mężczyzną, pokaźny mężczyzna wysoką, szczupłą pannicą z rudymi włosami i bzdetami rodzącymi się w jej umyśle, sytuacja byłaby podobna.
Wiedziała, że gość coś powie. Na pewno zareaguje słownie na to wszystko, co ma tu miejsce. Nie spodziewała się jednak, że użyje wyrażeń ta wulgarnych!
- Przepraszam bardzo – odchrząknęła – nikt pana nie nauczył, że nie wypada tak obrażać płci pięknej? A zwłaszcza kogoś takiego, jak ja? Sam się jebnij! To ciebie popierdoliło, spójrz na siebie. Widzisz, atakujesz kogoś, kogo chcesz schwytać... brak rozumu. Zdecydowanie. Oh, jakie to przy...
Nie zdążyła dokończyć ostatniego słowa, gdyż poczuła, jak ten chwyta ją za włosy. Ból nie był aż tak wielki, a jednak pojawił się. Nie krzyknęła, jedynie skrzywiła się pod wpływem cierpienia. Czuła, jak ten ją szarpie i mówi coś o bredzeniu i organizacji, lecz Antoinette nie mogła pojąć sensu całej jego wypowiedzi... pewnie dlatego, że była zbyt oszołomiona, skupiając myśli na tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło. Rzadko miewała takie "niespodzianki" więc mimo, że groziło jej niebezpieczeństwo, cieszyła się, że wreszcie coś zaczęło się dziać. Nie podobało jej się tylko to, jak koleś ja traktuje.
- C-co ty!? P-p-puszczaj! – krzyczała, próbując jakoś wyrwać się z uścisku, gdy wtem... ktoś zaczął rzucać kamieniami w ich stronę. Czy na pewno ktoś? Może to jakaś nowa rozrywka natury, i żadna żyjąca istota krocząca po tym globie nie miała z tym nic wspólnego? Antoinette nietrudno dawała się nabrać na takie rzeczy.
Ucieszyła się, słysząc czyjeś krzyki. Więc ktoś jest po mojej stronie!, pomyślała i uśmiechnęła się szeroko.
Pomyślała sobie, że ta nowo przybyła istotka może być kimś ważnym, kimś kto stoi po stronie Antoinette, a sama Antosia nie miała o tym pojęcia. Jak inaczej może być, skoro znalazła się w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie? Nie, to zdecydowanie nie może być kwestia przypadku.
- Kochanie moje – odkrzyknęła w jej stronę – jak się cieszę, że cię widzę! Chodź tutaj, damy nauczkę! Jemu i jego wspólnikom!
Wreszcie odzyskała nadzieję. Ale... czy oby na pewno ją straciła? Może jedynie początek, zalążek nadziei. Tak czy owak, cieszyła się, że już jest wszystko w porządku. A przynajmniej tak jej się wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Sro Maj 04, 2016 11:32 pm

Wiedział już, że ma przejebane. Łagodnie powiedziawszy. Z jednej strony panna, która pragnęła nade wszystko dokończyć jego żywota, w sposób równie niespodziewany co nieumiejętny, a z drugiej inna, wpadająca w ich spór w najmniej odpowiednim momencie.
Był świadom tego, jak wygląda sytuacja. On, rosły mężczyzna ciągnący za włosy normalnie wyglądającą, dobrze ubraną kobietę, wprost do lasu, niczym jaskiniowiec swoją własność, wyraźnie w konkretnym celu. Przeklął swoją bezmyślność. Chociaż właściwie co mógł uczynić, gdy tamta chciała go zamordować i wcale się z tym nie ukrywała? On nie pragnął niczyjej śmierci, ale bronić się musiał i pod wpływem emocji szarpnął ją za włosy, uznając to za najlepszy sposób obrony, nawet jeśli nie był on najdelikatniejszy. Nie mógł pozostać bezczynny, o nie. A to, że świadkiem całej sytuacji była osoba akurat przechadzająca się obok, świadczyło tylko paskudnym zrządzeniu losu. Obiecał sobie już nigdy nie podjudzać wariatek.
Za najlepsze rozwiązanie uznał puszczenie dziewczyny wolno i powiedzenie prawdy, chociaż będzie ona brzmiała jak dosyć osobliwe kłamstwo. Tak też zrobił, rozplątując palce spod jej rudych włosów i popychając ją lekko do przodu. Starał się wyglądać spokojnie, jak tylko spokojnie może wyglądać człowiek, którego usiłowano zabić, a wkrótce może posądzić o gwałt.
- Poczekaj, pani – rzucił twardym, ale donośnym głosem, unosząc lekko dłoń w geście pojednania. Naprawdę, nie wierzył w swojego pecha. Że też będzie musiał tłumaczyć się za tą wariatkę! Obdarzył ją niechętnym spojrzeniem i od tego momentu nie spuścił z niej wzroku, gotów sprzedać jej kopniaka w tyłek, gdyby znów czegoś próbowała. – Mój szacunek do kobiet ma się naprawdę dobrze. Co innego, szacunek do wariatek, usiłujących dopomóc ci zejść z tego świata... Wiem, że to zabrzmi nieprawdopodobnie, ale panna bez większego powodu usiłowała mnie udusić. – wskazał palcem na swoją szyję, choć nie wiedział, czy zostały na niej jakiekolwiek ślady. Zdecydował się przemawiać do nowoprzybyłej postaci, ze względu na to, że wyglądała odrobinę bardziej racjonalnie. Chociaż nagle do głowy wpadł mu pomysł – panna może znać rudą świruskę i co gorsza – być po jej stronie! Wtedy miałby naprawdę przechlapane, bo jak z jedną mógł jeszcze sobie poradzić, to już dwie wkurzone, szalone kobiety nieco go przewyższały. Może to pora pobić jakiś nowy rekord w spieprzaniu do centrum miasta?
Wtem usłyszał namawianie jednej z nich i aż go chuj strzelił. Wszystkie negatywne emocje zebrały się w nim, aż uśmiechnął się krzywo, dużo wysiłku wkładając w to, aby nie palnąć nic głupiego.
- Słyszysz ją!? – wrzasnął, już bardzo zdenerwowany, po czym zwrócił się do rzekomej wariatki. – Moim wspólnikom, mówisz? Widzisz podwójnie czy jak, kretynko!? Zrób przysługę światu i choć raz nie słuchaj głosów w swojej głowie!!! – huknął, gotowy do obrony, bo wcale nie usiłował uspokoić panny, a zapewne tylko ją rozwścieczał bardziej. Uważał się za niezwykle cierpliwego człowieka, ale jednocześnie po raz pierwszy w życiu uczestniczył w tak osobliwej sytuacji, więc ciężko było mu utrzymywać nerwy na wodzy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 358
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Pią Maj 06, 2016 7:22 am

Stała z procą wymierzoną w mężczyznę. Wszystkie jej mięśnie trwały w wyczekiwaniu, gotowe do nagłego starcia i obrony. Mierzyła go uważnym spojrzeniem. Może nie wyglądał on jakoś bardzo niebezpiecznie, ale mimo wszystko Hawke była na tyle pokorna, że nie przyjmowała tezy, że w walce wręcz da sobie radę. Lepiej być przezornym niż potem oberwać, prawda? Erin była gotowa puścić kamień w każdej chwili. W myślach szybko przeanalizowała całą sytuacje. Strzelała, że nawet jeśli gościu by się na nią rzucił zdążyłaby posłać w jego kierunku choć trzy pociski. Cóż, nie był to jakiś powalający wynik, ale nadal całkiem niezły, a jeśli by nie chybiła to była w stanie dość poważnie zaszkodzić nieznajomemu mężczyźnie. W tej chwili właśnie najbardziej liczyła na swoją zręczność i szybkość oraz celne oko. No, nie możesz się zawahać Hawke. Nie wolno chybić... Nie jesteś pierwszą lepszą ofiarą, która się podda od tak!
Wysłuchała słów mężczyzny, marszcząc przy tym czoło. Zaraz zmrużyła ślepia, próbując dojrzeć czy na szyi nieznajomego są jakieś ślady. Cóż, była nieco za daleko, by to jednoznacznie stwierdzić. Poczuła się nieco zmieszana, bo w sumie zrozumiała, że nie była świadkiem tego wszystkiego i nie mogła od tak stwierdzić tego czy mężczyzna nie mówi przypadkiem prawdy. Oczywiście wcześniejsza sytuacja przemawiała za tym, że ten ewidentnie chciał wyrządzić krzywdę tamtej. Skrzywiła się delikatnie.
- Uch... - burknęła Erin pod nosem, przyglądając się dalej facetowi i zerkając na rudowłosą kobietę. - Niby na jakiej podstawie miałabym ci uwierzyć - wypaliła, obniżając nieco procę i ciut poluźniając napięcie w broni. Co jak co, ale do naciągnięcia procy potrzeba ciut siły, a ona nie chciała, aby za szybko jej ręce zdrętwiały. No i w tej chwili usłyszała słowa rzucone w jej stronę prze rudowłosą pannę, które nie wyglądała na dużo starszą od samej Erin. Ba, ciemnowłosa strzelała, że mogą być w tym samym wieku. W tym momencie Hawke już w ogóle ogłupiała. Co, niby jacy towarzysze? Niby gdzie? Przecież nie widziała tu nikogo więcej niż ich trójki. Ba, nawet nie słyszała. Rozejrzała się ciut nerwowo po okolicy, no ale nikogo więcej nie zauważyła. Co nie znaczy, że poczuła ulgę. Co to, to nie.
- Nie jestem twoim kochaniem - odparła tylko, bo w sumie nie wiedziała co powinna teraz zrobić. Cóż, w głowie zrobił jej się spory mętlik.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Pią Maj 06, 2016 10:40 am

Dopiero teraz dokładniej zrozumiała, co ten powiedział. To, że tą rzekomą wariatką jest ona sama, oraz to, że stwierdził, iż ona sama -  potencjalna świruska jak ją nazywał (a co nieomal sprawiło, że Antoinette wybuchła nieposkromionym śmiechem) – próbowała go zabić bez pewnego powodu. No jak to nie miałam powodu?!, pomyślała i uznała, że dobrze by było, gdyby nowo przybyła istota wiedziała, jak naprawdę sprawy się mają.
- Kochana, ty dobrze wiesz, że miałam powód. - wyszczerzyła się w jej kierunku - jak to nie jesteś moim kochaniem? - była lekko zdziwiona, ale wyglądała, jakby jej zdziwienie było większe, niż w rzeczywistości jest. - Ah, rozumiem, grasz osobę która mnie nie zna. - podeszła do niej wolnym krokiem, i podobnie jak to było nie tak dawno z Lynn, wyciągnęła rękę i pogładziła kobietę po policzku, z pewnym wyjątkiem. Nie próbowała jej udusić. Nawet nie dotknęła jej szyi, uważając ją za swoją wspólniczkę. - Bardzo sprytne posunięcie, tylko proszę, przypomnij mi, jak ci na imię?... – co prawda, miała jeszcze wątpliwości co do tego, czy oby na pewno kobieta jest tą za kogo ją Antoinette uważa, ale z każdą kolejną chwilą coraz bardziej utwierdzała się w swoich przekonaniach, myśląc tylko i wyłącznie o tym samym. Do czasu... aż mężczyzna zaczął mówić coś o głosach w głowie. Prawda była taka, że Antosia wcale nie słyszała żadnych głosów. Po prostu układała sobie w głowie brednie, w które początkowo nie wierzy, co zmienia się zawsze po jakimś czasie. Najczęściej dość szybko. Jeszcze lepsze było to, że ruda o tym nie wiedziała. Nie miała pojęcia, że w jej umyśle tworzą się takie i podobne metamorfozy. Ah, gdyby tylko zdała sobie z tego sprawę... wszystko wyglądałoby o wiele inaczej. Wszystko, cały otaczający ją świat przybrałby inne barwy i kształty, oraz zasady, jakie nim rządzą.
Przestając ją miziać po policzku, uniosła tę samą dłoń ku swojej twarzy i z grubsza przeczesała palcami swą grzywkę, ciekawie układającą się na jej czole, dodając jej aparycji uroku. Antoinette była świadoma swojej urody. Praktycznie od zawsze. Do tego z ciekawością przyglądała się, co takiego kobieta wyprawia z procą i kamieniami. Tak, rzuć w niego! Prosto w głowę, żeby dostał jakiegoś urazu! – myślała, zastanawiając się, czy powinna wypowiedzieć te słowa na głos. Coś sprawiało, jakaś mentalna blokada, że nie była w stanie tego zrobić. Nie wiedziała dlaczego, chociaż... może po prostu obawiała się, co ten uczyni? A co mógł uczynić? Czego się obawiała? Przecież mógł jej zrobić cokolwiek w każdym momencie, niezależnie od tego, czy Antosia wypowie tamte słowa, czy nie. Jedyne, na co się odważyła, to spojrzała w oczy kobiety z procą. W spojrzeniu rudej było dużo emocji i bezdźwięcznych słów: można by po nim między innymi zgadnąć, że potrzebuje wsparcia. A liczyła, że ciemnowłosa zrozumie ją i sprawi, że rudej nie spadnie włos z głowy. I że mężczyzna nie wezwie swojej armii, a jeśli nawet, ochroni Antoinette swoją bronią. Cieszyła się, że ta miała w posiadaniu procę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Nie Maj 08, 2016 1:07 am

Próbował się uspokoić. Choć na co dzień szczycił się swoim opanowaniem, teraz jednak przeżył beznadziejną próbę morderstwa i właśnie zostaje oskarżony o bicie kobiet, a po czymś takim można stracić nerwy. W jednej chwili ułożył sobie parę postanowień, aby w przyszłości uniknąć tak nieprawdopodobnych wydarzeń.
Obserwował, jak rudowłosa przestępuje parę kroków. Zdziwił się, nie wiedząc co knuje, ale nie nacierała przynajmniej na niego, a im dalej się znajdowała, tym lepiej dla niego. Podjął więc rozmowę z tą drugą, zapewne bardziej rozgarniętą, przyciszonym, lecz zdecydowanym tonem:
- Liczę na to, że obiektywnie ocenisz sytuację, pani. Wystarczy… - aż krew mu się ścięła w żyłach, widząc co dziewczyna wyrabia. Natychmiast podążył za nią, ba, prawie zaczynając biec. – Uważaj!!! – krzyknął, niemal pewny co się teraz wydarzy. Identycznie było z nim. Nim jednak zdążył pomiędzy nie wtargnąć, dziewczę puściło policzki drugiej, na co nieco zgłupiał. Chyba nie widziała w niej wroga. Ostatecznie więc znalazł się nieco bliżej nich, gotów zareagować.
- Też to słyszysz, pani, prawda? – upewnił się, nie wierząc, jak rudowłosa potrafiła się wkopać. Według niego było to zachowanie, które przypisać można tylko niezbyt zdrowym na umyśle osobom. – Czy to jest normalne zachowanie? – ignorował zupełnie tą, którą miał za wariatkę, chociaż nie sądził, że będzie musiał jeszcze cokolwiek udowadniać, gdy ta robiła wszystko by udowodnić jego tezę.
- Uroiła sobie, że należę do tajnej organizacji, której największym celem jest uprzykrzenie jej życia, czy coś takiego… I właśnie usiłowałem zabrać ją na wycieczkę w jedną stronę do szpitala psychiatrycznego. Cóż, będę wdzięczny za każdą pomoc, pani. – odważył się pod koniec nawet zaproponować współpracę, bo sądził, że ciemnowłosa po tym będzie w stanie wydać wyrok na temat owego wydarzenia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 358
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Sro Maj 11, 2016 1:53 pm

Milczała, bacznie obserwując oboje z nich. Ba, starała się aby jej bystre oko złodzieja niczego nie przegapiło. W końcu wszystkie szczegóły mogły się w tej 'zabawie' liczyć. Niby proce miała w spoczynku, ale była gotowa jej użyć w swojej obronie w każdej chwili. Z resztą jak nie proca to zostawał jeszcze sztylet, który był przyczepiony do jej pasa. W sumie tej chwili trochę żałowała, że miała odwagę wtrącić się w całą sytuacje. Tak, cała Hawke - najpierw robi, a potem myśli. Uch... Głupia jesteś Hawke. Głupia jak but...
Jednak kolejne słowa kobiety jakby upewniły Hawke, że tą złą tym złym jest ona. W końcu przed chwilą przyznała się do próby zamordowania tego gościa, nie? Przestraszyła się nie nażarty, gdy nieznajoma zaczęła się do niej zbliżać. Znieruchomiała na chwilę, ale gdy ta tylko do niej podeszła ciemnowłosa odskoczyła od niej jak oparzona i uniosła proce do góry, wymierzając ją w rudowłosą kobietę.
- Nie podchodź do mnie. Nie i już! - odparła trochę warkliwym tonem głosu, skupiając wzrok na niej. Ręka jej delikatnie zadrżała. No cóż miała poradzić? Zestresowała się. Mało kto by się nie zdenerwował, gdyby się zorientował, że osoba przed nim próbowała zabić przed chwilą kogoś innego. No i trochę głupio jej się zrobiło, że na początku stanęła nie po tej stronie, ale to uczucie było raczej bardziej przyćmione strachem o własne życie. Zerknęła w kierunku nieznajomego mężczyzny. Szczerze? W tej chwili była gotowa uwierzyć w jego każde słowo. Zwłaszcza, gdyby dzięki temu tamta miała jak najszybciej zniknąć z jej towarzystwa.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Sro Maj 11, 2016 3:04 pm

Miała nadzieję, że wszystko zakończy się happy endem. Że facet oberwie i ucieknie gdzie pieprz rośnie, a przez strach zapomni, gdzie ostatnio podziewa się Antoinette, tak, zapomni gdzie można ją namierzyć i tym samym nie zdradzi swojemu szefostwu tak tajnych informacji. A nawet jeżeli zdradzi, co się tu działo, ciemnowłosa na pewno wyczuje, co się stało, znajdzie go i ponownie ucieknie się do swojej procy i załatwi gościa na amen. Tak, wyczuje. Antoinette była niemalże pewna, że jej wspólniczka (wciąż tak uważała) ma specjalne moce. Nie, nie przeczucie. To była pewność, zrodzona z metamorfoz dziejących się w jej umyśle, a dotyczących tego, za kogo ruda ją bierze.
Zdziwiła się, kiedy, chcąc pogłaskać ją po policzku, ciemnowłosa wyciągnęła procę i... ewidentnie mierzyła nią w Antosię. Stanęła ogłupiała, nie mogąc pojąć, czemu ona to robi. Na dodatek je tej słowa... ale już po chwili zrozumiała. Pojęła, że to jej kolejna gierka, by obecny tu mężczyzna sądził, że dziewcząt nic nie łączy. Bo to była prawda. Nic, kompletnie nic. Antoinette nadal utrzymywała odwrotną teorię.
- Czemu mam do ciebie nie podchodzić? - ponownie przywołała na swoje wargi wyjątkowo sympatyczny uśmieszek – proszę cię, kochana, zastopuj już. Daruj sobie dalszą gierkę. On – palcem wskazującym wymierzyła w mężczyznę – już na pewno wie, że się znamy. Wiesz o tym i ty. I ja. - zaśmiała się cichutko – więc po co to ukrywać?
Nie zważała na jego wcześniejszy okrzyk, który najwidoczniej kazał ciemnowłosej uważać. Wleciał jednym uchem, ulotnił się drugim. Albo coś w ten deseń, no nieważne.
Było tak jeszcze z paroma innymi słowami, wypowiedzianymi przez mężczyznę. Antoinette albo nie słuchała, albo starała się słuchać ale miała zbyt wielki chaos w głowie, by móc się na tym skupić. Powodów mogło być jeszcze kilka. Tak właśnie było.
Do czasu...
Po jakimś czasie, po kolejnych słowach wymówionych przez mężczyznę, Antoinette odwróciła twarz w jego stronę, twarz wyrażającą szok i dezorientację.
- Szpital psychiatryczny, powiadasz – świdrowała go nienawistnym wzrokiem – jeżeli chcesz mnie wysłać w takie miejsce, musisz mieć powód. A tego, kochaniutki, raczej nie znajdziesz – wyszczerzyła się, znowu, ah jak ona to lubiła!... po chwili przybierając morderczy wyraz twarzy. - Proszę wymienić chociaż jeden powód, dla którego się do tego nadaję. Szkoda, że nie wiesz, ile bym znalazła takich powodów, by to CIEBIE wtrącić do takiego szpitala. - zachichotała krótko – nie widzisz u siebie takiej potrzeby, ale ja widzę. Doskonale nadajesz się na oddział zamknięty. Ja nie rozumiem... niby jakim cudem szef przyjął cię do waszej organizacji, przyjął takiego świrusa, jak ty? – nie wytrzymała. Roześmiała się tak, że aż ją brzuch rozbolał i musiała zgiąć się wpół. Uspokoiwszy się, znów spojrzała na dziewczynę z procą. Nie podchodziła do niej, ani się od niej nie oddalała. Ot, wciąż tkwiła w jednej i tej samej pozycji. Postanowiła teraz zwrócić się do niej.
- Kochana, nie słuchaj jego głupot. I ty wiesz, że niezły z niego świrus, więc zamieńmy rolę. Tak, zamieńmy, pomożesz mi go przytachać do wariatkowa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Nie Maj 15, 2016 12:03 pm

Gdy w końcu spostrzegł się, że nowoprzybyła postać jest skłonna uwierzyć w jego historię, rozluźnił się, a cała sytuacja w swoim absurdzie zaczęła zdawać się zabawna. Co innego, gdyby musiał się bronić przed dwiema szalonymi kobietami. Całe szczęście jedna była przeciętną zjadaczką chleba i choć cenił sobie u ludzi osobliwość, teraz jednak dziękował jej w myślach za to, że nie wtóruje swojej rówieśnicy.
- Pssst! – syknął na rudą, nachylając się konspiracyjnie. – Ona ci nie wierzy, nie widzisz? – szepnął, ale wcale nie silił się na ciszę. Aktualnie odgrywał mały teatrzyk, stali blisko siebie we trójkę, więc tę drobną „podpowiedź” spokojnie mogła usłyszeć i ciemnowłosa kobieta. Był rozbawiony i coraz bardziej rozluźniony.
- Powiedz mi… masz jakieś specjalne życzenia? Chciałabyś pokój z widokiem na ratusz? Czy może na Wish River, aby wspominać moją piękną facjatę? – złapał się za brzuch, nie mogąc już dłużej powstrzymywać rosnącego w nim śmiechu. Cofnął się o krok, unosząc dłoń w przepraszającym geście, bo przecież nie zachowuje się tak, jak na dżentelmena przystało. Co z tego, że w żadnym ze światów nie było można go nazwać typowym dżentelmenem, za bardzo kusiło go, by być po prostu chujem, który nie trzymał się norm społecznych.
Przypomniało mu się wkrótce, że skoro przestąpił na niegdyś zranioną nogę, powinien odczuć ból. I na jego twarzy wymalował się grymas bólu, chociaż stało się to bardziej z przyzwyczajenia, tak jak się tego wyuczył. Rudowłosa prędko zajęła jego myśli czymś innym. Spojrzał na nią rzeczywiście zdziwiony.
- Mnie? Czy ja oskarżyłem cię o przynależność do tajemnej organizacji? Czy ja pochlebiałem sobie, mówiąc, że kogoś życiowym celem jest zrujnowanie mego życia? Czy ja, tak, co najlepsze… usiłowałem cię zabić? – lekko podniósł głos, jednak usiłował cierpliwie wbić prawdę pod jej rudą czuprynę. – Proszę, wiem, że będzie ci ciężko, ale – przebij to. Jestem ciekaw twoich powodów, dla których to właśnie ja powinienem wylądować w wariatkowie zamiast ciebie, moja słodka świrusko. – uśmiechnął się do niej krzywo, choć doskonale wiedział, że nie powinien wdawać się z dziewczyną w żadne dyskusje, bo zwyczajnie pokona go swym doświadczeniem. Chęć dziecięcej zabawy wzięła jednak górę. – Przedstaw je możliwie dosadnie, aby i nasza przypadkowa towarzyszka nie miała żadnych wątpliwości. – skinął lekko na ciemnowłosą, jakby była sędzią w tym sporze, chociaż zaczynał podejrzewać, że w jej oczach mógł spaść do podobnej rangi co rudowłosa, skoro zamiast dokończyć swojego działa, czyli zaciągnięcia rudej za ucho do szpitala, usiłował sobie wszystko z nią wyjaśnić.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 358
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Sro Maj 18, 2016 6:13 pm

- Odwal się, ja ciebie nie znam, kobieto - warknęła już dość poirytowana. Nie lubiła, gdy ktoś jej wmawiał rzeczy, które nie były prawdą. To było chyba najbardziej irytujące ją zachowanie.
Stała i patrzyła się to na jednego, to na drugiego. Nie była pewna czy oni sobie z niej żartują czy jak. No, ej tu było coś ewidentnie nie tak i tym razem to nie chodziło o jej skromną osobę.  Tak, ewidentnie poczuła się jak w domu wariatów. Cóź, pewne było jedno wlazła w niezłe gówno i chyba będzie miała ogromny kłopot by z niego wyjść. Chyba jeszcze nigdy się tak skołowana nie czuła i nie wiedziała co zrobić. Nie wiedziała, które w tej chwili jest z tych dwóch gorsze. Szalona panna czy równie walnięty gościu, którego wcześniej uważała za gwałciciela. Tak, nie ma to jak awansować z rangi “gwałciciela” na “wariata”. Fajny awans, nie? Ale tak szczerze Hawke miała ochotę w tej chwili odwrócić się do nich plecami i pobiec przed siebie jak najdalej od nich. Tak, coraz mniej zaczynało ją obchodzić czy ta dwójka się pomorduje czy nie. Obydwoje chyba byli siebie warci, więc co ona miała im przeszkadzać w wzajemnym wyzywaniu, biciu się czy morodwaniu.
Milczała dłuższą chwilę, zanim znów przemówiła. Ogólnie to przyglądała się ich wymianie zdań między sobą.
- … Obydwoje jesteście pojebani - tak, Hawke szczera zawsze i wszędzie. Na nią zawsze można było liczyć w tej kwesti.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Sro Maj 18, 2016 8:27 pm

Spojrzała na nią z wielkim szokiem malującym się na jej twarzy. Coś jej podpowiadało, że ciemnowłosa nie stosuje żadnej gierki. Że ciemnowłosa mówi prawdę, ale... wtedy dwie prawdy byłyby ze sobą sprzeczne, prawda? Przecież Antoinette była w stu procentach pewna, że ta jest jej osobą dość bliską. Nie będziemy szczegółowo opisywać, co panienka Apsley uroiła sobie na temat tej drugiej. Wiemy mniej więcej, jakie kłamstwa ułożyła sobie w głowie, kłamstwa, w które uwierzyła wyjątkowo szybko. Nie można jednak zaprzeczyć, że chaos w jej umyśle rósł, był coraz bardziej nie do zniesienia. Zaczynało jej się zdawać, że słyszy jakiś cichy szelest w połączeniu z szemraniem. Odgłos, powstały z dwóch tych podobnych do siebie dźwięków nie pozwalał jej sprawnie myśleć. Właściwie, jeszcze nigdy nie miała takiego wrażenia. Chyba nigdy, ale jest to dość prawdopodobne. Tak czy owak, nie było to jej problemem. Problemem było narcystyczne podejście oraz tworzenie kłamstw, w które, prędzej czy później, zaczyna wierzyć.
Skąd ten chaos? Poniekąd można za to winić zamieszanie związane z Hawke. Ta przeczy, że zna Antoinette, Antoinette jest pewna, że jest odwrotnie. Powoli traciła swoją pewność siebie, ale działo się to powoli, stopniowo, a to wszystko za sprawą spotkania trójki osób oraz rozmowy, jaka z tego spotkania wynikła. Całe szczęście, że miała jeszcze siłę, by kłócić się z tym mężczyzną. Musiała przyznać, że śmieszyło ją, co ten próbuje jej wmówić. I to, jak usiłuje ją obrazić, z pewnością angażując się w to w takim samym stopniu. Zignorowała niektóre, wypowiedziane przez tego gościa słowa, uznając je za niezbyt ważne, mało znaczące. Inaczej sprawa miała się z tym, jak, zwróciwszy uwagę na jej kwestię odnoszącą się do tematu szpitala psychiatrycznego, zaczął wypowiadać słowa, składające się na zdania, które dla Antoinette były iście interesujące. Kiedy ten skończył, rudowłosa przechyliła lekko głowę na bok i zajrzała przenikliwie w jego oczy, jakby czegoś się w nich doszukiwała.
- Największym powodem, dla którego nadajesz się do szpitala, jest to, jak zareagowałeś na początku naszego spotkania na to, że leżę sobie nad rzeką. - wyszczerzyła się, ani na moment nie zdejmując spojrzenia – Czy to normalne, żeby krzyczeć na dopiero co napotkaną osobę? Nawet, jeżeli od początku się wiedziało, kim ta osoba jest i wie się, co powinno się z nią zrobić? – w tym momencie mógł, chociaż niekoniecznie, mieć dość jej natarczywego spojrzenia. Cóż poradzić. - Źle to rozegrałeś. Oj, bardzo źle. Nie macie tam u siebie żadnych szkoleń, które mają wam pomóc w tym, żeby wypełnić swoją misję, hę? – po raz kolejny zaśmiała się, jednak tym razem dość neutralnie, nie za cicho, nie za głośno. Ot, typowym śmiechem, takim, jaki jest najczęściej spotykany. Nieważne, że nie miała powodu, by to robić. To było zupełnie nieważne.
Podrapała się po policzku i po raz kolejny zabrała głos.
- Może mam mniej powodów, ale za to mój powód ma bliżej do prawdy, niż twoje słowa, mój słodki świrze. – podeszła do niego i ponownie dotknęła jego policzków, chcąc ponowić próbę uduszenia go. Zjeżdżała ku szyi, jednak słowa czarnowłosej sprawiły, że palce rudej momentalnie odskoczyły od skóry mężczyzny jak poparzone. Westchnęła głęboko i powoli odwróciła się w jej stronę. Spojrzała na nią uważnie, spojrzeniem które zdawało się mówić "czy ciebie do reszty popierdoliło, dziewczyno?" Nie wypowiedziała jednak ani takich, ani podobnych słów. Zamiast tego postanowiła powiedzieć coś innego.
- Kochana – zamrugała powiekami, ale tym razem niezbyt zalotnie, ot, był to zwyczajny odruch bezwarunkowy – spójrz prawdzie w oczy i wyeliminuj liczbę mnogą ze swoich słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Sro Maj 18, 2016 11:34 pm

Śmiał się w głos, aż niemal rozbolał go brzuch. Nie sądził, że dialog wariatki z przypadkowo zamieszaną w to dziewczyną może sprawić mu tyle uciechy. Niemal zataczał się, ciemniejąc lekko na twarzy, aż w kącikach jego oczu zalśniły pierwsze łzy rozbawienia. Rudowłosej niezbyt wychodziło zamordowanie go za pomocą własnych dłoni, ale jeśli miała plan zabić go śmiechem, to była ku temu zdecydowanie bliżej. Podstępna spryciula, znalazła na niego sposób.
- Zmieniam zdanie, dla ciebie miejscem bardziej odpowiednim od psychiatryka będzie cyrk – śmiał się dalej, słysząc jej zarzuty. Tworząc przypadkowo przednią komedię marnowałaby się w pokoju bez klamek, lepiej sprawdzałaby się do zabawiania tłumów na scenie. – Oczywiście, nie powinienem na ciebie krzyczeć. Przepraszam cię za to, i tylko za to. – skinął lekko głową w przepraszającym geście, choć ton jego głosu i łobuzerski wyraz twarzy pozostawiały wiele do życzenia. – Ale to jedyna reakcja, jaką mógłbym obdarzyć osobę, o którą się niemalże potknąłem. – wzruszył ramionami, jakby to, co sobą reprezentował było zupełnie normalne. Z czasem udało mu się spoważnieć, podjął więc kolejną nurtującą go sprawę:
- Zawsze wierzysz w to, co drugi człowiek próbuje ci wcisnąć? – zapytał, bardziej z ciekawości niż chęci rozmowy, chociaż poświęcił im wystarczająco dużo czasu. Zastanowił się chwilę, nim odezwał się ponownie, kciukiem obracając obrączkę, znajdującą się na serdecznym palcu lewej dłoni. – Powiedz, jak wielu niewinnym ludziom starałaś się pomóc dokończyć żywota przez urojenia w twojej głowie? – ściszył głos, choć nie pozbył się zupełnie rozbawienia, mimo że sytuacja wcale nie była śmieszna. Spodziewał się, że nie był pierwszy. Dziewczynie przyszło to zbyt łatwo.
Zmarszczył brwi na komentarz ciemnowłosej. I nie przez jego treść. Z nią się zupełnie zgadzał. Musiało być coś z nim nie tak, skoro dyskutował z wariatką, powoli tracąc grunt pod nogami i po raz pierwszy zadając sobie pytanie – czy ze mną na pewno jest wszystko w porządku? A co jeśli to on się myli, a nie świat wokół? Nigdy nie mógł być pewien. W wypowiedzi dziewczyny poruszyło go jedynie przekleństwo. Nie przywykł do tego, aby kobieta tak się wyrażała. Nie pouczył jej jednak w żaden sposób, sam jeszcze chwilę temu klął jak szewc, w dodatku drąc się wniebogłosy. Zdarza się każdemu, chyba.
Odtrącił prędko dłoń rudej, zachowując jednak łagodność, jakiej nigdy nie powinien dzielić z osobą pragnącą pozbawić go życia. Gdyby ruda nie okazała się być nieco niepoczytalna, kazałby im to załatwić bez jego obecności, samemu wycofując się w dowolnym kierunku, byleby z dala od nich. Lepiej jednak nie zostawiać ich bez opieki, prawda?
- Dziękuję za komplement, pani – przechylił głowę, mrużąc rozkosznie powieki. – Teraz jednak uzgodnijmy, co postanawiamy w tych cudownych okolicznościach. – przerwał na głębszy wdech - Może przy ogólnej zgodzie, ja z moją ulubiona wariatką wybierzemy się na małą pogawędkę z psychiatrą, a ty, pani, potwierdzisz czy mówiona jest wyłącznie prawda? Każdy przedstawi swoje racje i poglądy, a lekarz bezstronnie oceni sprawę... - zaproponował, odwracając się ponownie do rudej - Nie mam nic do ukrycia, a ty? – zwrócił się do niej, uśmiechając się przebiegle. Gdyby się zgodziła, byłby na wygranej pozycji. Żyli bowiem w tak pięknych czasach, w których uważano, że w przypadku kobiet do choroby psychicznej doprowadzić potrafi chociażby czytanie książek w nadmiernych ilościach. Ach, był z siebie zadowolony bardziej niż powinien.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 358
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Pią Maj 20, 2016 5:55 pm

Dalej patrzyła na to całe 'przedstawienie' i czuła się coraz bardziej zażenowana tym wszystkim. I po co ona się pchała między tą dwójkę? Po jakie licho to robiła? Czy naprawdę zawsze musiała się w tego typu sytuacje wpakować? Przecież to było jakieś chore jeśli chodzi o jej szczęscie do takich sytuacji. Naprawdę, że Fatum musiała jej w taki sposób sprzyjać. Nie mogła z niej po prostu zrobić bohatera, przez co Hawke miałaby masę panienek wokoło siebie? Tak, piękne panie, wino i zabawa, czego można, by chcieć więcej? Szkoda, że to się nie spełni, nie? Hawke westchnęła w duchu. Cóż, los jest kapryśny, co nie?
W sumie nie wiedziała co ona tu jeszcze robi. Naprawdę powinna już stąd odejść i dać im się pozabijać czy coś. No bo co ją w sumie mieli obchodzić dwaj wariaci?
Lekkie ciarki przeszły wzdłuż jej kręgosłupa, gdy tamta na nią znów spojrzała. Nie, ona jest na pewno normalną kobiet! W ogóle nie jest świrnięta! Nic, a nic! odezwał się jakiś głosik w jej głowie. Teraz została upewniona, że powinna się ewakuować.
- A rób ta co chce ta. Ja to mam w dupie - burknęła, po czym obróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Pią Maj 20, 2016 8:19 pm

A sądziła, że wynalazła odpowiedni powód, że mężczyzna nadaje się do psychiatryka. A myślała (mimo jego jednoznacznej reakcji), że przekona go, nie myśląc o tym, jak śmieszne, absurdalne a nade wszystko niewystarczające jest to, co powiedziała. Tak, jednoznacznej reakcji. Zauważając ją, uznała że mężczyzna w ten sposób usiłuje zakryć swoje zakłopotanie i aż uśmiechnęła się, unosząc kącik warg nieznacznie ku górze.
Ale ja już pracuję w cyrku, już chciała odpowiedzieć, zgodnie z prawdą. Całe szczęście, w ostatnim momencie opamiętała się i ugryzła w język, dzięki czemu nie ośmieszyła się jeszcze bardziej, nie zdając sobie oczywiście sprawy z tego, do czego by to doprowadziło. Zignorowała jego przeprosiny, uznając je za nieszczere.
Westchnąwszy głęboko, rozejrzała się wokół. Spotkała osobę, która usiłuje spieprzyć jej życie. Powinna się cieszyć, a może wręcz odwrotnie? Każda z tych opcji miała swoje pozytywy i negatywy.
Usłyszawszy słowa ciemnowłosej, odwróciła się ku niej.
- Jak masz to w dupie i jednocześnie nie chcesz się przyznać do tego, co nas łączy, to co ty tu jeszcze robisz? - spytała z nieudawaną powagą, jedną brwią uniesioną lekko ku górze. - Możesz sobie spokojnie pójść. – ucieszyła się widząc, jak ta opuszcza całe to "przedstawienie".
Co potem? Tym razem do jej uszu dotarła wypowiedziana przez mężczyznę kwestia. Nie tego się spodziewała. Zdecydowanie nie. Pójść razem do lekarza? A co, jeżeli oni są w zmowie, co, jeżeli są wspólnikami, przynależą do tej samej organizacji (albo co gorsze, ten lekarz jest jego szefem i obierze taktykę mężczyzny, wciskając dziewczynie chorobę psychiczną)? Wszystko mogło się zdarzyć. Mężczyzna może mieć na myśli określonego psychiatrę. Pewnie już dawno przekazał mu drogą telepatii to, co wymyślił, by zdobyć Antoinette dla określonych celów. Nie ukrywała jednak, że mogła się mylić. Pomyślała w ten sposób chyba po raz pierwszy w swoim życiu. No, może nie pierwszy, ale z całą pewnością uświadomienie sobie czegoś takiego nieczęsto cechowało ją samą. Tak to już jest z osobami, które mają zniekształcone patrzenie na świat i jego realia jedynie za sprawą łatwowierności co do własnych kłamstw. Trochę to dziwne, ale tak właśnie jest.
Co postanowiła? Ostatecznie uznała, że... mimo wszystko, warto spróbować. Po pierwsze, może się mylić. Po drugie, nawet jeżeli jest odwrotnie, udowodni mężczyźnie, że nie boi się niczego, że i ona nie ma niczego do ukrycia. Tak, jednak warto zaryzykować, nawet jeżeli ten cały lekarz, jak się okaże, będzie z nim w zmowie, sytuacja zmieni się tylko nieznacznie, i bez niego facet miał szansę na nią "zapolować". Widać, że był sprytny i inteligentny. Uważała, że i tak już miał ją w garści, no, może nie dosłownie, a jeżeli ucieknie (przez chwilę zastanawiała się, czy tak nie zrobić), wyrządzi sobie więcej krzywdy. Musiała go przypilnować. Opuszczając jej towarzystwo, jego szanse na schwytanie rudowłosej nie zmalałyby nawet o połowę cala. Jej teoria na temat spisku, zrodzona, co jest oczywiste, z kłamstw, jest nieco zniekształcona.
- Zgoda – obdarzyła go doskonale przez nią wytrenowanym, morderczym spojrzeniem. - zgadzam się, bo wiedz, że i ja nie mam niczego do ukrycia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Nie Maj 22, 2016 7:50 pm

Nie spodziewał się, że spędzi resztę dnia w ten sposób. Poszedł popływać, a trafił na tą niezbyt uzdolnioną morderczynię. I zamiast spędzenia czarującego wieczoru pośród swoich mechanizmów, uda się do psychiatryka, usiłując przekonać lekarzy, że wszystko jest z nim w porządku, a to rudowłosej brakuje piątej klepki.
Oczywiście był dobrej myśli, nie wątpił powodzenie swojego planu, jednak wizyta u psychiatry nie była definicją idealnego popołudnia. Cóż, poświęci się dla dobra ludzkości. Jedną wariatkę z tego świata mniej. Taki z niego patriota.
Wzruszył ramionami na komentarz krótkowłosej, cudem powstrzymując się od złośliwości. Że też nie mogła „mieć tego w dupie”, gdy ciągnął świruskę za rude kudły, to pozwoliłoby im uniknąć zbędnej rozmowy, która początkowo napsuła mu nieco krwi. Nie zatrzymywał dziewczęcia, nie sądził, by jeszcze cokolwiek wniosła do ich sprawy.
- Chodźmy więc. Nie zapomnij tylko wspomnieć o twoich upodobaniach do mordowania nowopoznanych osób, kochana. – uśmiechnął się do niej, oczywiście nie zapominając, co mu uczyniła, ani tym bardziej nie zaczynając jej ufać.
Ujął ją pod ramię i lekko pociągnął do przodu, by zaczęli iść. Skoro mieli się już pojawić w mieście, lepiej było nie używać siły, aby nie dopadła ich kolejna narwana obrończyni sprawiedliwości. Wejdą doń jak ludzie. A jeśli nie miała ochoty na jakikolwiek kontakt fizyczny z nim, poleci jej marsz krok przed nim. Dla bezpieczeństwa.

/zt x2, a może i 3?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Nie Maj 22, 2016 9:07 pm

Skończywszy mówić, spojrzała na niego przenikiwie. Jeszcze bardziej, niż to było do tej pory, jezcze intensywniej niż przed chwilą, mówiąc że zgadza się na jego propozycję. Mógł to zauważyć, mogło być zupełnie odwrotnie. Nie była to co prawda zbyt widoczna zmiana, ale niedostrzegalna też raczej nie.
Słysząc jego słowa odnoszące się do tego, co próbowała z nim zrobić, uśmiechnęła się sarkastycznie. Ale nie odpowiedziała. O wiele bardziej wolała to zignorować, uznawszy automatycznie, że to będzie najlepsza droga wśród tych, jakie może obrać. Tak, wśród wielu dróg, jak wiadomo, często pojawia się dylemat, co wybrać. Na którą ścieżkę się zdecydować.
Tak czy owak, westchnęła lekko i przeniosła wzrok z jego oczu na przestrzeń. Dzięki temu nie dało się określić, na co patrzy akurat w tym momencie, całkiem możliwe że na wszechobecną roślinność, a może po prostu utkwiła spojrzenie gdzieś w próżni. Ale to nie jedyne możliwe przykłady. Jest ich więcej. O wiele więcej.
Czując, jak ten ujmuje ją pod ramię, odepchnęła go szybkim, zdecydowanym gestem. Niezbyt mocno, nie chciała by mężczyzna upadł. Po prostu nie chciała mieć z nim kontaktu fizycznego. A trzymanie rączek na jego gardle? O, albo to jak, przed próbą morderstwa pieściła jego policzki? Można to wykluczyć. Ty zupełnie inny rodzaj kontaktu fizycznego. Spojrzała na niego wymownie, a zaraz potem już szli w kierunku miasta. Do lekarza. Antosia zauważyła, że ten z całą pewnością zna jakiegoś psychiatrę. Gdyby było inaczej, nie zachowywałby się w ten sposób. Więc... może jej teoria sprawdzi się? Nie wiadomo dlaczego, dziewczyna poczuła dreszcze na plecach. Z czego się wzięły? Przecież się nie bała. A... może jednak? Tak bywa, że czasami nie czujemy niczego, co byłoby jakkolwiek powiązane z naszym aktualnym stanem.
Powoli zbliżali się do miasta.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 358
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Główne skupisko tataraków   Czw Cze 30, 2016 7:41 pm

Cóż za cudowny wiosenny poranek. Ptaszki cicho świergoczą, kwiatki rozwijają swoje pąki, życie dokoła kwitnie. Czego chcieć więcej? Ach, ileż zieleni, która uspokaja myśli, czyż nie? I jeszcze ten wyciszający szum płynącej wody i tańczącego delikatnego wiosennego wietrzyku. Miejsce idealne do odpoczynku z dala od innych. W końcu rzeka jest długa i nawet jeśli ktoś inny postanowi sobie zrobić spacerek wzdłuż piaszczystego brzegu, to przecież wcale nie trzeba sobie przeszkadzać. Z tego założenia właśnie wyszła Hawke, która jeszcze nie była w jakimś super wyśmienitym stanie, ale chciała odpocząć od dręczących myśli i się wyciszyć. Bliskość z naturą przecież najbardziej łagodząco działa na dusze, czyż nie?
Hawke znalazła sobie idealne miejsce do odpoczynku. Siedziała pod jednym z drzew, z którego nie daleko było do zimnej wody. Ona sama jednak nie była jakoś bardzo chętna do kąpieli. Co to, to nie. Ciemnowłosa przybłęda po prostu siedziała w cieniu, opierając się o pień drzewa i grała na swojej ukochanej lutni. Jak zwykle dawała się ponieść muzyce, choć tym razem miała pewne utrudnienia z powodu jeszcze nie do końca sprawnej dłoni. Mimo to na jej ustach widniał delikatny uśmiech, a na obliczu spokój z powodu wydobywającej się melodii ze strun. Ballada szła za kolejną. Ba, Hawke zręcznie przechodziła z jednej w drugą. Czasem można było mieć wrażenie, że to nie jakieś oddzielne utwory tylko jeden długi utwór.
- Czarne smoki na błękicie nieba,
rozpostarły swe skrzydła jak noc.
Zasypia dzień zamknięty na klucz,
tylko ktoś popodkradał mu gwiazd

Czego nie widać i sercu nie żal,
mówią ludzie odwracając wzrok.
A ja przed siebie w dal,
patrze i czuje chęć,
choć raz jeszcze dotknąć tych twoich ust.

Mmm Mmm Mmm,
Mmm Mmm Mmm...
- nuciła w tej chwili.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
 
Główne skupisko tataraków
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Wish River-
Skocz do: