IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Chatka Shannon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Chatka Shannon   Pią Lip 21, 2017 10:30 pm

First topic message reminder :


Kilkupokojowa chatka, częściowo drewniana, częściowo z ceglaną dobudówką, oddalona kawałek od najbliższej wioski, przykryta w dużej mierze drzewami, gdyż sama siedziba znajduje się na skraju lasu. Dookoła miejsce pokryte jest nieprzeplewionymi chaszczami, wydeptanymi jedynie przez wąską, początkowo niezauważalną ścieżkę, aż do zetknięcia się z drewnianym płotem otaczającym chatkę. Już na pierwszy rzut oka dostrzec można wiele jej dziwactw - na lnianych sznurkach obok prania suszą się zioła niezbędne do pracy Badb Cathy, a ramy okienne i główne wejście upstrzone są kolorowymi kwiatami, kośćmi, piórami oraz tajemniczymi, zawiłymi malunkami. Na dachu i przy otwartych na oścież oknach można spotkać dwóch ulubieńców zielarki - Hugina i Munina, jej kruków. Na ganku przed wejściem zaś, gości wita wilczur o szarym futrze, na ogół spokojny. Wspomnieć należy jeszcze, że siedziba, choć nie tak dawno wyremontowana, pokryta jest w sporej części mchem i bluszczem, łącznie z dachem. Całe miejsce sprawia wrażenie utopionego w zieleni; pomagają w tym również rośliny doniczkowe na każdym dostępnym parapecie oraz zasadzone w rządkach krzewy i warzywa.
Samo wnętrze chatki jest o wiele bardziej interesujące. Już po pierwszym spojrzeniu, można stwierdzić czym na co dzień para się Shannon, a także sądzić o jej przeogromnej potrzebnie posiadania i kolekcjonowania (nie do końca) przydatnych przedmiotów. Goście zielarki mają zazwyczaj dostęp do dwóch połączonych ze sobą pomieszczeń - kuchni i oraz przestronnego salonu wyposażonego w kominek, bujany fotel zasłany poduszkami (ulubione miejsce Cath), parę drewnianych krzeseł i stolik. To w ogólnym ujęciu. A poza tym, miejsce jest od góry do dołu pokryte przeróżnymi ozdobami, trofeami, książkami oraz przedmiotami niezbędnymi jej do pracy. Tam gdzie sięga odrobina światła, tam żyją rośliny. Na suficie uwieszone są warkocze zasuszonych ziół, warzyw, przypraw i kwiatów. Równie spotykanym elementem wystroju pomieszczeń są obrazy, również mozaiki, wszelakiej maści minerały, kamienie, świece, biżuteria (również podrabiana), tysiące podpisanych jej drobnym pismem buteleczek z tajemniczymi proszkami lub cieczami w jasnych i przyciemnianych szkłach niczym w aptece. A bogowie tylko wiedzą, co znajduje się w tajemniczych pudełkach, szkatułkach i skrzynkach, znajdujących się na oraz pomiędzy regałami wypełnionymi po brzegi książkami.
Wchodząc do salonu, w oczy rzuca się postać manekina przywdzianego w wykańczane suknie, szyte przez samą zielarkę. W kierunku kuchni dostrzec można leżące na półkach oraz wiszące pod sufitem miedziane i żeliwne garnki, a także gliniane kubki. Charakterystycznym dla Shannon jest również wieczny zapach ziołowych kadzideł, którymi zapewne przesiąknęło już całe jej mieszkanie. Na jednej z szaf honorowe miejsce zajmuje połamana częściowo pozytywka - jej pamiątka po pobycie w Inkwizycji, której dźwięku nigdy nie słyszała. W progu pomiędzy salonem a tylnym wyjściem, a dokładniej pod osuwającymi się deskami podłogi znajduje się jedyny z przedmiotów, niechętnie eksponowany przez Badb Cathę, a raczej skrzętnie ukrywany - żniwiarski, czarny płaszcz.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Chatka Shannon   Nie Lut 04, 2018 1:04 am

Moje spojrzenie na sekundę zbyt długo utkwiło w kaburze zielonowłosej kobiety. To nic nie znaczy, powtarzałam sobie. Sama broń nie jest zagrożeniem. Naprawdę, musiałam się gorąco przekonywać. Z bijącym ciężko sercem odwiesiłam jej płaszcz, bojąc się odwracać chociażby na moment. Chwilę później zniknęłam w odmętach bogato ozdobionej ziołami kuchni, napełniając żeliwny imbryk wodą na herbatę.
Wróciłam do salonu, obdarzając kobietę łagodnym, nieodgadnionym uśmiechem. Schyliłam się bardzo blisko, aż moje czarne włosy opadły na jej ramię. Bez pośpiechu zaczesałam je za ucho, robiąc wszystko, by uznała moje zachowanie za niewymuszone i naturalne. Umieściłam imbryk nad ogniem, wieszając go nad zakrzywionym prętem. Teraz pozostało nam czekać. Nim usiadłam obok, kiwnęłam entuzjastycznie głową, przystając na pomysł mojego gościa.
- Nie krępuj się - powiedziałam natychmiast. - Chętnie ci potowarzyszę. Nie przegapię okazji, skoro w moich progach zagościła kobieta, która odważyła się przejąć ten typowo męski nawyk... - przechyliłam łagodnie głowę. I choć w moim głowie dźwięczał podziw, nie oddałam jej komplementu bezpośrednio.
Sięgnęłam po drewnianą szkatułkę, otwierając ją zręcznym ruchem przy pomocy podważenia paznokciem. Na obitym czerwonym aksamitem wnętrzu znajdowała się wrzoścowa fajka o elegancko zakrzywionym ustniku, zabezpieczonym metalową skuwką. Usiałam tuż obok niej, szkatułkę stawiając na dzielącym nas stoliku kawowym. Odwijając aromatyzowany tytoń z szarego papieru, przemówiłam:
- Czuj się jak u siebie - dopowiedziałam, w międzyczasie oszczędnymi, spokojnymi ruchami dłoni nabijając fajkę i ubijając susz własnymi palcami. - Zdradzisz mi już, jakie informacje zdążyłaś nagromadzić? Ciekawość nie jest grzechem... Podobno - zmrużyłam rozkosznie oczy, błądząc wokół tematu, do od którego najchętniej bym nie odstępowała. Nie mogłam być jednak nachalna, o nie. Moją dzisiejszą rolą była osoba z czystym sumieniem. I tego usilnie się trzymałam.
- Zazwyczaj goszczę tu osoby potrzebujące porady, częściej fizycznej pomocy... Czyli nie należysz do grona tych ludzi, Fanny? Czy wiesz już o mnie wszystko? - dopytywałam, wciąż niepewna, ile zielonowłosa zdążyła się dowiedzieć.
Po nabiciu fajki zaczęłam rozglądać się za zapałkami.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 307
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Chatka Shannon   Czw Lut 08, 2018 4:45 pm

Badb w pewnym momencie zniknęła w kuchni. Fanny siedziała do niej plecami, gdyż wiedziała, że gospodyni nie zrobi niczego głupiego jak zaatakowanie jej, czy coś w tym stylu. Nie miała ku temu powodów. Zielonowłosa przy tym nie zwróciła specjalnej uwagi na to nachylenie się Badb nad nią i odgarnięcie włosów. Zerknęła jedynie przelotnie na swoją gospodynię i uśmiechnęła się delikatnie.
Imbryk z wodą spoczął nad ogniem.
Panna Morland, korzystając z przyzwolenia, wyjęła papierosa z paczki, jak również i piękną, srebrną zapalniczkę. Odpaliła papierosa wypuszczając kłąb dymu z ust. W między czasie zauważyła również, jak i Catherine nabija sobie fajkę tytoniem, po czym męczy się z zapałką. Skoro fajka była zakrzywiona do góry, to zapalniczka byłaby bardzo nie wygodna, więc pani detektyw nawet nie proponowała pomocy.
Badb wydawała się być niesamowicie ciekawa tego, co Fanny o niej wiedziała, jak również i po co przyszła. Trudno się jej było dziwić, ale z drugiej strony było to nieco podejrzane zachowanie. A może zielonowłosa zaczynała po prostu popadać w paranoję? Niemniej jednak kobieta postanowiła chwilę pomilczeć i podelektować się tym papierosem zrobionego z naprawdę dobrej jakości tytoniu. Dodatkowo, był praktycznie bez żadnych dodatków szkodliwych dla organizmu człowieka, a więc można go było określić jako względnie "zdrowego".
Następne pytanie o ilość informacji, jakie zostały zebrane na temat gospodyni, panna Morland odebrała już jako nieco nachalne. Westchnęła, po czym zaciągnęła się jeszcze raz. Wypuściła dym z ust tworząc przy okazji dwa kółeczka i dopiero zaczęła mówić.
- Wiem o tobie sporo, ale z pewnością nie wszystko. W końcu, jak to się mówi, możesz po miesiącu znajomości myśleć, że kogoś znasz na wylot, a ta osoba i po stu latach będzie w stanie cię zaskoczyć. - powiedziała zerkając na kobietę i uśmiechając się delikatnie.
Trzeba było przyznać jedno.
Fanny doskonale się bawiła delektując się niepewnością i ciekawością Catherine. Kobieta zachowywała się tak, jakby pytania, na które jeszcze nie poznała odpowiedzi, zżerały ją od środka, nie pozwalały się uspokoić.
Można by więc wysnuć wniosek, iż cały ten spokój był niezłą grą aktorską. Ale to było tylko podejrzenie. Czy kobieta nabierze pewności co do swoich domysłów?
- Wiem o tobie to, że trudnisz się zielarstwem, pomagasz ludziom, którzy przychodzą do ciebie z przeróżnymi problemami. Wiem, że masz tutaj dużo ziół leczniczych, ale zapewne też i sporo trujących. Wiem, że jesteś bardzo inteligentną osobą, więc żywię nadzieję, że w mojej rozgrzewającej herbacie nie znajdzie się nic dodatkowego co mogłoby mnie, na przykład, zabić. Prawda? - spojrzała na kobietę twardo i tak naprawdę Badb dopiero teraz mogła odczuć na sobie ciężar spojrzenia zielonowłosej, hardość jej charakteru, siłę jej psychiki.
Uśmiechnęła się delikatnie, by złagodzić nieco sytuację.
Swój wywód zamierzała kontynuować za chwilę, gdy gospodyni przyswoi informacje, które właśnie jej zaserwowano.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Chatka Shannon   Pon Lut 12, 2018 6:16 pm

W spokoju sięgnęłam po zapałki, a widok kobiety z papierosem przysporzył mi równie wiele przyjemności, co pierwsze zaciągnięcie się. Już wkrótce, wnętrze mojej chatki wypełniło się gęstym dymem tytoniowym.
Przyswoiłam zgromadzone informacje, zastanawiając się, ile z nich zachowała jeszcze dla siebie. Kiwnęłam w ekscytacji głową, zaraz załapując z nią kontakt wzrokowy. Błysk w jej zielonych oczach sprowokował mnie. Właśnie wtedy zrobiłam coś bardzo głupiego. Zamiast gorącego zaprzeczenia - reakcji, na jaką zdobyłby się przeciętny śmiertelnik, ja podjęłam tę walkę na spojrzenia, ani myśląc przegrać. Mój wzrok był równie twardy i nieustępliwy, jakby najmniejsze mrugnięcie miało pozbawić mnie dumy. Nigdy nie spodziewałam się po sobie podobnego braku odpowiedzialności i instynktu samozachowawczego.
- Pomagam ludziom, jak słusznie zauważyłaś. Nie wyrobiłabym sobie tej renomy, gdybym używała własnych rąk w zupełnie przeciwnym celu - wypowiedziałam powoli, bardzo wyraźnie. Atmosfera robiła się mroczna, a ja uwieńczyłam jej ciężar niemalże groźbą. - Nie śmiałabym skrzywdzić niewinnej osoby - wyraźnie zaznaczyłam ostatnie dwa słowa.  
- Wracając jednak... Kamień spadł mi z serca - westchnęłam, przybierając minę, jakbym w rzeczywistości odczuła ulgę. Dłoń przytknęłam do piersi, czując, jak mięsień wewnątrz niej desperacko pompuje krew. Zamilkłam na chwilę, nim wyjaśniłam swoją wypowiedź. Przysunęłam ustnik do warg, wzrok przenosząc na imbryk, łagodnie muskany przez nienasycone języki płomienia.
Gdyby nie ciążącą na mnie niewiadoma; myśl, że mogłabym utracić ledwie uzyskaną wolność... Gdyby nie to, mogłabym uznać atmosferę za urokliwą. Rozsiadłabym się wygodniej, oferując jej grzane wino, doprawiane goździkami i cynamonem, ćmiąc fajkę w błogim spokoju, bez myślenia o ewentualnych konsekwencjach. Niestety. Byłyśmy tylko my i rzucone w przestrzeń słowa, niemal zaciskające się żelazną ręką na moim gardle. Wróciłam myślami do zielonowłosej. Gra trwała.
- Obawiałam się, że pojawiłaś się tu z innego powodu. Widzisz... Odrobiną tego, co przeciętny zjadacz chleba uzna za chwasty, niezastąpioną morfiną, niemałą wiedzą o higienie oraz sprawnymi rękoma... Nieraz potrafię zdziałać cuda. Cuda... A może magię? - zapytałam się w głos, oczywiście nie oczekując odpowiedzi. - Żyjemy w czasach, w których niebezpiecznie jest być niezwykłym. Słyszałam już pierwsze plotki na swój temat - wyznałam, ściszając głos. Mówiąc o osobliwości, obdarzyłam ją znaczącym spojrzeniem. Nie wiem, w jakim towarzystwie obracała się na co dzień, ale w każdym, które znam, uchodziłaby za wyjątkową.
W rzeczywistości się tego obawiałam. Teraz, gdy w końcu odkryłam swoje miejsce na ziemi, wszystko zdawało się walić. To, co ostało się z mojego serca, pękłoby w drobny mak, gdyby mieszkańcy tej wioski odtrącił mnie właśnie z powodu felernego genu, którego nijak nie mogłam się pozbyć.
Wróciłam do niej spojrzeniem, tym razem przesuwając swój taboret tak, aby Fanny znalazła się naprzeciwko mnie. Wciąż dzielił nas stolik do kawy. Nim przemówiłam, po raz kolejny zaciągnęłam się fajką.
- Ty jednak nie przybyłaś tu po to, aby oskarżyć mnie o paranie się magią, nieprawdaż? Czy... - urwałam, ostrożnie dobierając słowa.
Spodziewałam się już wszystkiego. Kłamstwa podszytego prawdą, rzeczywistej członkini Korony. Wiedźma? Sprawa byłaby łatwiejsza. Poznałabym, gdyby użyła przy mnie magii. A raczej, gdyby usiłowałby to uczynić. Za często widywałam ten widok niezrozumienia i chwilowej paniki, abym mogła to przegapić. Ach, czarownice. Za bardzo polegają  w na swoich mocach...
Z drugiej strony, równie mocno oczekiwałam udającej inkwizytorki, pragnącej wybadać teren. Niezależnie od tego, zamierzałam zachować ostrożność, nie wychylając się i nie zobowiązując do żadnych poświęceń. Wypowiedziałam powoli:
- Czy twoja królowa potrzebuje pomocy zielarki?

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 307
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Chatka Shannon   Czw Lut 15, 2018 4:50 pm

Badb podobała się Fanny. I to nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru. Dodatkowo, dziewczyna zrobiła coś co, w innym przypadku mogłoby być olbrzymim błędem, chociaż teraz była to jedynie drobna utarczka. Podniesienie rękawicy w pojedynku na spojrzenia było czymś, co zaimponowało zielonowłosej. Ta w końcu się odpuściła posyłając gospodyni ciepły uśmiech.
Uwadze pani detektyw nie umknęło to, jak podkreślone zostały słowa "niewinnej osoby". Droczyła się z nią, chociaż tak naprawdę nie mogła mieć pewności, czy panna Morland faktycznie była tym, za kogo się podawała. Odwaga czy głupota? A może po trochu tego i tego? W to kobieta nie chciała wnikać. Badb pokrętnie wyjaśniała powód swojego zestresowania, na co Szmaragd jedynie pokiwała głową.
- Czyli obawiasz się, że jestem Inkwizytorką? - zapytała, po czym wybuchnęła śmiechem. Pani detektyw z pewnością z Inkwizycją nie miała  nic wspólnego. Czy aby na pewno?
Warto sprostować nieco tę tezę. Fanny z pewnością nie należała do tej brutalnej i bezlitosnej organizacji wspieranej przez kochany rząd. Z drugiej jednak strony, była po uszy zakochana w nastolatce, która  jeszcze nie tak dawno temu nie wahała się przed zabiciem czarownicy.  Teraz jednak, niemalże przeszła na ich stronę.
Saja.
Na myśl o niej żołądek Szmaragdu boleśnie zaplatał się supeł, a umysł  spowijał mrok cierpienia. Dopóki nie myślała o tej nastolatce, to wszystko było względnie nieźle. Gdy jednak pozwalała się zaskakiwać wspomnieniom wspólnie spędzonych chwil, czy też przebłyskom tęsknoty, niezły nastrój Fanny był  w stanie legnąć w gruzach w ciągu ułamka sekundy. Kobieta jednak wiedziała, że nie mogła  sobie na to pozwolić, więc starała się o tej dziewczynie w ogóle nie myśl.
Także dosyć już o problemach sercowych kobiety. Czas zejść na ziemię.
- Nie, nie po to tutaj przyszłam. Królowa chciałaby zamienić z tobą kilka słów, a,
jak wiadomo, piastując tę funkcję, nie można ryzykować, by sama się wybrała w to miejsce. Jakby ją Inkwizycja schwytała to byłaby to katastrofa. Także zaprosiła cię do zamku na spotkanie.
- rzekła. Kobieta na  razie nie wspominała o tym, że Ananke chciałaby się też bliżej przyjrzeć Badb pod kątem jej mocy i tego, jak ona funkcjonuje. Szczególnie interesujące było to, czy zielarka miała nad tym jakąkolwiek kontrolę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Chatka Shannon   Pią Lut 23, 2018 10:50 pm

Woda zaczynała się gotować; doskonale słyszałam bulgotanie wody w żeliwnym imbryku, jednak nie oderwałam od niej spojrzenia, pochłoniętą rozmową, tak spragniona otrzymania kolejnych informacji, które - jak na złość - Fanny dzieliła mi skąpą miarą. Musiałam być cierpliwa. Uśmiechnęłam się, odkładając wciąż wypełnioną żarzącym się tytoniem fajkę na stolik.
- Nie obawiam się. Mam czyste sumienie - skłamałam gładko, niemal automatycznie. Gdy odgrywałam rolę, wchodziłam w nią całą sobą. Byłam tylko prostą zielarką, niemającą na sumieniu żadnego z ludzkich istnień. - Jednak... Nawet bezpodstawne oskarżenie rzucone przez inkiwizytorkę, przysporzyłoby mi sporo problemów. Słowa przedstawicieli świętej organizacji mają większą moc niż moje słowa... - wypowiedziałam, nie zdradzając zbyt wiele. Nie śmiałabym złorzeczyć na tak drażliwe tematy głośniej niż we własnych myślach.
Utrzymywałam łagodnie zaciekawiony wyraz twarzy, choć emocje nawarstwiały się we mnie z każdą chwilą. Przechodziła do sedna. Czy uwierzyłam w jej słowa? Zwykłam kwestionować wszystko. Nawet jeśli słowa Fanny brzmiały racjonalnie i byłabym w stanie uwierzyć w tę historię. Spodziewałam się podobnej propozycji. Miałam na nią też przygotowaną odpowiedź:
- Rozumiem - przytaknęłam, aż przez sekundę można byłoby pomyśleć, że zaraz wstanę i ubiorę płaszcz, gotowa do drogi. Nic z tych rzeczy. - Rzeczywiście, niefortunna sytuacja, jeśli twoja królowa nie może ruszyć się z miejsca. To znacznie utrudnia sytuację. Bo i ja nie mogę ryzykować podróży. Jest środek zimy; mieszkańcy tutejszej wioski potrzebują mnie teraz najbardziej. Choroby rozpleniają się w zastraszającym tempie. Wybacz mi bezpośredniość, ale uważam każde z ludzkich żyć i problemów za równie cenne, niezależnie od, z pewnością zasłużonych, tytułów.
W dość łagodnych słowach oddałam jej moją odmowę, specjalnie nie chcąc zahaczać o nieuprzejmość. Tym samym byłam świadoma, że kobieta może w przyszłości naciskać. I cóż, z tym również zamierzałam sobie poradzić.
- Przykro mi, jeśli cię rozczarowałam. Jednak, jeśli jest jak mówisz, i Królowa w rzeczywistości chce zamienić ze mną kilka słów, polecam drogę listową. Obiecuję odpisywać w każdej chwili wytchnienia - dodałam niewinnie, niby chcąc pójść na coś w rodzaju kompromisu.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 307
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Chatka Shannon   Nie Maj 27, 2018 7:38 pm

Fanny szczerze wątpiła w to, by Badb miała czyste sumienie. Żadna czarownica takiego nie miała. W końcu one wszystkie musiały zrobić wszystko, by przetrwać i nie zdradzić się ze swoimi niezwykłymi umiejętnościami. Zielonowłosa patrzyła przez chwilę uparcie w ogień widząc, jak płomienie przeskakują jeden na drugiego, jeden przez drugiego, jeden obok drugiego. Jak trawią drewno, które jest niczym więcej niż paliwem dla tego, zdawać by się mogło, okiełznanego żywiołu. Żadnego żywiołu nie da się jednak okiełznać. Ogień zawsze może się wymknąć spod kontroli zostawiając w kilkanaście minut jedynie zgliszcza zamiast chatki zielarki. Panna Morland wyglądała na głęboko zamyśloną, pochłoniętą jakimś własnym światem, w którym diabli wiedzą co było, czort wiedział wokół czego się kręcił i na czym się skupiał.
Oderwała wzrok od płomienia słysząc jednocześnie dźwięk bulgoczącej, a zatem gotującej się wody. Wody, która niedługo miała się stać herbatą. Zwykłą, czy z dodatkiem? Tego kobieta nie zamierzała sprawdzać. W końcu nie wiadomo jak mogłoby się to skończyć. Otumanieniem? Śmiercią? Nie wiedziała.
Przeniosła swój wzrok na Badb i uśmiechnęła się delikatnie. Ani jeden mięsień jej nie drgnął, gdy usłyszała wszystkie słowa kobiety. Westchnęła. Ta rozmowa nie szła po myśli ani jednej ze stron.
- To jest królowa wszystkich wiedźm. Nikt tak jak ona nie dba o to, byśmy przetrwały jako gatunek. Chcesz, żeby Inkwizycja zwyciężyła? - zapytała patrząc się jej prosto w oczy. Nie zamierzała odpuszczać. Poza tym, instrukcje Ananke były jasne. Miała sprowadzić do zamku Badb nie patrząc na środki. Ale o tym nikt nie musiał wiedzieć. Fanny podeszła do okna. Przez dłuższy czas milczała skupiając tym razem swój wzrok nie na płomieniu, a na opadających za oknem płatkach śniegu. Zadziwiające, jak natura potrafiła dostosować wszystko do siebie, by jedno z drugim współgrało. Zimna nie mogłaby istnieć bez lata, woda bez ziemi, powietrze bez atmosfery, atmosfera bez tlenu, tlen bez roślin. Wszystko zawiązywało się w jedno i z pozornego chaosu świata wyłaniał się wyższy porządek. Porządek, który ludzie bardzo usilnie próbowali zrozumieć, ale zaskakiwani wciąż przez jakieś odkrycia, nie byli w stanie pojąć, co ich w zasadzie otaczało.
- Jestem przede wszystkim prywatnym detektywem, więc mam pewne zboczenia zawodowe. Na przykład takie, że zanim spotkam się z daną osobą, z którą polecono mi się spotkać, zrobię rekonesans. Dowiem się wszystkiego, co tylko mogę na temat danej osoby. I to nie tylko w rejestrach miasta, zapiskach i tym podobnych. Zrobię też rozeznanie w środowisku, w jakim otacza się ten ktoś. I to samo zrobiłam w twoim przypadku. - powiedziała, po czym zapaliła kolejnego papierosa i zaciągnęła się nim. Pozwoliła, by cisza wybrzmiała w powietrzu, stała się irytująca, nieznośna.
- Mieszkańcy tej pożal się Boże wioski, według moich informacji, boją się ciebie. Uważają cię za dziwadło i odludka. Sądzę, że większość z nich uważa cię za czarownicę. Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego ludzie przychodzą do ciebie tylko, kiedy są w potrzebie? Bo jesteś ich ostatnią deską ratunku. - rzekła. Fanny zamilkła na chwilę zaciągając się papierosem raz po raz. Pozwoliła, by te słowa dotarły do jej rozmówczyni, by ta je zrozumiała i przemyślała. - Nie minie wiele czasu zanim plotki o tobie dotrą do Inkwizycji, a wtedy już będzie za późno. Przyjdą po ciebie, spalą cię na stosie i ci ludzie, którym teraz tak ochoczo pomagasz, będą na ciebie złorzeczyli, będą cię obrzucali pomidorami i zgniłymi jabłkami. I pamiętaj, że to są ludzie, których teraz ratujesz. A wiesz dlaczego tak się stanie? Bo oni wszyscy, te zwykłe, szare, przeciętne osoby boją się tego, czego nie rozumieją. Mimo iż ty nie masz jakiejś aktywnej mocy, to jednak twoje zdolności zielarskie w dzisiejszych czasach mogą podchodzić pod czary. Zwłaszcza, że dzisiaj wszystko co jest ponadprzeciętne podchodzi pod czary. Ludzie się nas boją, dlatego, by przetrwać, musimy trzymać się razem. - rzekła, po czym spojrzała na twarz kobiety czekając na jej reakcję. Zaciągnęła się papierosem dwa razy. - Zresztą, to są poważne tematy. Nie na dzisiaj. Powiem ci tak. Jak wyruszymy teraz to nie będzie cię maksymalnie dobę, jeśli zdecydujesz się nocować w zamku. Jeśli będziesz chciała wracać, wrócisz tutaj jeszcze przed północą. Przez ten czas przecież nic złego nie może się stać. - powiedziała uśmiechając się do niej ciepło. Oparła się o ścianę. Fanny była wyluzowana w tej sytuacji, chociaż nie wszystko szło po jej myśli. Wiedziała jednak, że nerwami nic nie zdziała, ani nie osiągnie. Nerwy mogły jedynie pogorszyć sytuację.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chatka Shannon   

Powrót do góry Go down
 
Chatka Shannon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Chatka maga
» Chatka Świąteczna
» Chatka gajowego
» Chatka wiedźmy
» Chatka Puchatka (i Prosiaczka)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Ponury bór-
Skocz do: