IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zajazd na obrzeżach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Zajazd na obrzeżach    Nie Lis 22, 2015 5:22 pm


Zajazd na samym skraju miasta, mieszczący wielu spragnionych chwili relaksu mieszczan, a także podróżnych, wracających do Wishtown lub stawiających tu pierwsze kroki. Uświadczysz tu nie tylko ciepłego posiłku, nierozwodnionego piwa lub wygodnego posłania, ale także rodzinnej, przyjaznej dla każdego atmosfery. Wcale nierzadko można natrafić też na organizowane wesela. Jeśli zdarzy ci się w stanie mniejszego lub większego upojenia wyznać na głos, że właściwie to nie masz nic przeciwko wiedźmom albo co więcej; jesteś jedną z nich, nie zawiśniesz od razu na stryczku, jak może się wydarzyć w przypadku wyjawienia takiej informacji w centrum miasta. Miejsce pełne osobliwych charakterów, wyuczonych tolerancji o jakiej nieraz można tylko pomarzyć. Wszystko jest jak w bajce, do kiedy tylko nikt z Inkwizycji nie zajrzy tu na drobną kontrolę...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Lis 22, 2015 5:47 pm

Poczuła prawdziwą ulgę, gdy tylko jej towarzyszka zdecydowała zmienić otoczenie i to wyjątkowo diametralnie, bo z najciemniejszych grobowców w Wishtown do jednej z karczm, z pewnością po to, by się napić! Chociaż po niej mogła się już spodziewać wszystkiego; nie mogła zakładać, że nie idą tam zrobić użytku z znaleziska cmentarnego. Kto ją tam mógł wiedzieć!
Ruszyła we wskazanym kierunku, omijając główne ścieżki, ponieważ wolała nie kusić losu jeszcze bardziej, gdy już udało im się wyjść z podziemi bez szwanku i też nie stając oko w oko z żadnym Koszmarem. Ciemnowłosa panna, której imienia jeszcze nie poznała (i właściwie jej to nie przeszkadzało; informacje tego pokroju uważała za zbędne) zdawała się beztrosko podchodzić do tematu, zupełnie ignorując wszelakie niebezpieczeństwa, mogące nadejść z każdej ze stron. A mówią, że to Jack jest lekkomyślna!
Z czasem poznawała już tereny, wiedziała, gdzie może się znajdować. Dla odmiany trochę pomilczała, bo musiała się zastanowić, którędy do najbliższej karczmy, z której nie wywalą ich nim tylko przekroczą próg. Wpadła na idealny pomysł.
- Jestem zadziwiona, że mi towarzyszysz. Nie wyglądasz na taką, co by lubiła podobne miejsca – Zagaiła, w tym samym momencie docierając do niewielkiej skarpy, z której było już widać całkiem sporych rozmiarów zajazd, ich cel. – W każdym razie, będzie to dla mnie miłą odmianą. Muszę odreagować ten cały koszmar, który mi zaprezentowałaś. – Dodała, jakby usiłowała usprawiedliwić fakt, że zacznie pić już w południe. Na statku było to codziennością, tutaj jednak nie do końca przyjaźnie spoglądano na dziewczynkę w stroju pucybuta zalaną w sztos.
Dotarły do drzwi, przechodząc przez nie bez zastanowienia. Jack wolała nie wiedzieć jak tragicznie wygląda, dlatego usiłowała też nadrabiać dziarską miną, jakby wszystko, łącznie z jej „wczorajszą” aparycją było misternie zaplanowane i nie wymykało się spod kontroli. Rozejrzała się po wnętrzu gospody, nie dostrzegając wielu ludzi, nie licząc kilku spożywających we względnej ciszy swój obiad. Cóż się było dziwić, jeszcze nie pora na głośne hulanki, w jakich się tu dopuszczano.
- Co planujemy? Muszę się myć? – Zapytała jak dziecko, wcale nie dlatego, że nie lubiła tego robić, a raczej przez braki w środkach, przez które zapewne będzie musiała wybierać czy pozwolić sobie na kąpiel, czy na parę piw. Będzie musiała wygrzebać ze swojego buta miedziaki przeznaczone na najczarniejszą z godzin.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Lis 22, 2015 6:17 pm

Nie była to lek­ko­myśl­ność anie igno­ran­cja. jej zacho­wa­nie wyni­kało, z cze­goś o wiele bar­dziej przy­ziem­nego, a mia­no­wi­cie znu­dze­niem. Prze­cież żyła już długo. Widziała wiele, a zara­zem nie potra­fiła odna­leźć się w owym miej­scu oraz cza­sie co cią­gnęło za sobą sen­ty­ment do śmierci. Sam pra­gnęła jej. Mimo wszystko śmierć odwra­cała się od niej jakby co naj­wy­żej była trę­do­wata… Śmierć bowiem naj­wy­raź­niej grała, z losem w grę gdzie Sam była jedy­nie pion­kiem. Małym nic nie­zna­czą­cym pion­kiem jakiemu udało się prze­trwać jak na razie owe roz­działy roz­grywki… Jed­nak jak długo? Zapewne zna­le­zi­sko oraz koszt jaki musiała zapła­cić by je ujrzeć skra­cały jej życie. Zaw­sze prze­cież płaci się jakąś cenę lecz jak już tu padło ona naj­zwy­czaj­niej gar­dziła życiem. Czy można, to jed­nak nazwać bez­tro­ską? Wąt­pię.
Więk­szość podróży, z owej krypty do miej­sca prze­zna­cze­nia została prze­mil­czana lecz Sam nie prze­szka­dzał ten fakt. Nau­czyła się prze­cież żyć w ciszy. Nau­czyła się także nie przy­wią­zy­wać do ludzi dla­tego też towa­rzy­stwo, z jakim przy­szło jej podró­żo­wać było czymś co na swój spo­sób zda­wało się ją nie­po­koić czy też iry­to­wać jeśli oczy­wi­ście ta za wiele mówiła lecz na chwałę świa­tło­ści tym razem mil­czała za co była jej naprawdę wdzięczna aż do chwili gdy jej oczom uka­zał się budy­nek jaki miał stać się ich oazą.
-Wielu rze­czy nie wiesz na mój temat i lepiej niech tak pozosta­nie- Odpowie­działa pra­wie natych­miast na jej słowa odru­chowo popra­wia­jąc kap­tur oraz płaszcz jakim ponow­nie szczel­nie się owi­nęła brnąc dalej w stronę nie­unik­nio­nego. W stronę budynku jaki, z każ­dym kro­kiem zda­wał się być coraz bar­dziej odpy­cha­jący… Prze­cież w takich miej­scach jak, to naj­czę­ściej można było spo­tkać ludzi pija­nych, śmier­dzą­cych, wrzesz­czą­cych bez powodu czy nawet cza­sem poje­dyn­ku­ją­cych się jeśli oczy­wi­ście fan­ta­zja ich nie ogra­ni­cza. Cza­sem rów­nież można było zaznać mniej lub bar­dziej wyra­fi­no­wa­nych uciech dla plebsu dalece wybie­ga­ją­cych za te jakie mogły zaspo­koić naszą boha­terkę, od któ­rej to można było wyczuć chłód oraz wynio­słość jaka mimo wszystko nie prze­szka­dzała jej na prze­kro­cze­nie progu tego przy­bytku.
W głębi duszy Sam cie­szyła się iż tra­fiły na porę gdzie ludzi było nie­wiele. Prze­cież wie­działa jak na nią reagują. Przy­naj­mniej w wielu miej­scach jakie znała, a przy­znać trzeba iż znała ich wiele. To jed­nak zda­wało się być obo­jętne na jej ubiór czy choćby cha­rak­te­ry­styczne odzie­nie dzięki któ­remu wielu brało ją za przed­sta­wi­ciela naj­bar­dziej znie­na­wi­dzo­nej klasy spo­łecz­nej… Dodajmy do tego iż jej spoj­rze­nie oraz wyraz twa­rzy nie poma­gał jej w zdo­by­wa­niu przy­chyl­no­ści. Nie tak jak u tej małej. Ta prze­cież nawet teraz zda­wała się być pogodną dziew­czyną, a dodajmy do tego jej pyta­nie i pro­szę jak nic staje się już małą dziew­czynką, a nie kobieta za jaką chyba nie za bar­dzo ucho­dzi. -Owszem musisz- Odparła pra­wie natych­miast jed­no­cze­śnie zsu­wa­jąc, z głowy kap­tur co w połą­cze­niu, z gło­sem nie zno­szą­cym sprze­ciwu musiało wyglą­dać dość poważ­nie. -Chodź-Znowu, to zro­biła. Znowu nie zacze­kała na nią, a wprost prze­ciw­nie ruszyła bez słowa w stronę lady za jaką powi­nien stać karcz­marz, obe­rży­sta czy ktoś kogo mogła by prze­ko­nać do współ­pracy jed­nak tak się nie stało. –Zaraza…- Wymam­ro­tała lecz, w kolej­nej chwili przy­po­mniała sobie iż może prze­cież wyko­rzy­stać swoją towa­rzyszkę dla­tego też gdy tylko jej wzrok napo­tkał ją na swej dro­dze stwier­dziła -Użyj swo­ich spo­so­bów i spro­wadź mi tutaj kogoś kom­pe­tent­nego… – Czyżby liczyła na nią? Zapewne tak. Prze­cież ta mała wyda­wała się posia­dać, o wiele wię­cej cier­pli­wo­ści i otwar­to­ści do ludzi niż Sam, która to nie ukry­wajmy miała juz ochotę spa­lić, to miej­sce i jedy­nym co powstrzy­my­wało ją przed taką decy­zją było nic innego jak oczy­wi­ście chęć prze­no­co­wa­nia tu może z parę nocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Wto Lis 24, 2015 4:50 pm

Stały w bezruchu, rozglądając się jedynie wkoło, wyglądając przy tym nieco podejrzanie, jak dzieci bez grosza w sklepie ze słodyczami. Jacqueline, chociaż zapewne znała każdą karczmę w mieście i w promieniu paru mil, to tutaj nie bywała zbyt często. Ceny były tu znośne, wnętrze przytulne, a obsługa miła, ale jej zwyczajnie nie było po drodze zachodzić do zajazdu wcale nie tak daleko od cmentarza.
Dłonią wskazała miejsce, w którym ulokowany był zerkający na nich karczmarz, zaraz doń ruszając. Po drodze jednak dosłyszała jej słowa i nie mogła tego puścić mimo uszu, nie oburzając się chociaż trochę.
- Nie wiem i mam nie wiedzieć? Nie do pomyślenia! Nie przyszliśmy tu milczeć lub przyglądać się sobie wzajemnie. Skoro los złączył nas już na takim zapomnianym przez bóstwa miejscu jakim jest cmentarz, to dlaczego mamy rezygnować z tej szansy, głupiej szansy na rozmowę, tutaj, pośród lekkiej muzyki i brzęku szkła? – Rozgadała się, kompletnie nie rozumiejąc swojej towarzyszki. Czego ona oczekiwała, wchodząc do gospody? Grobowej ciszy lub chociaż marszu żałobnego? Pogrzebu zamiast wesela? Nieboszczyków zamiast trubadurów?
A zresztą! Parę kufli i wyciągnę od ciebie wszystko, łącznie z wymiarami gorsetu! – W myślach musiała dodać „gdybyś tylko taki nosiła, jak normalna baba!”, gdy tylko zmierzyła ją wzrokiem, po raz kolejny uświadamiając sobie, że ma do czynienia z kobietą w męskim stroju.
W końcu udało im się dojść do „kogoś konkretnego” i Jacqueline nie zamierzała czekać dłużej, tylko wzięła sprawy w swoje ręce, stając dziarsko przed właścicielem przybytku, jakby bywała tu codzienne, a dodatkowo wcale nie była umorusana błotem niewiadomego pochodzenia, tylko świeżo wyszorowana i odziana w najlepsze ubrania.
- Potrzebujemy pokoju. I balii z gorącą wodą. I wielu innych rzeczy, ale zacznijmy od tego – Rzuciła beztrosko, zaraz przypominając sobie, że jej jedyne oszczędności znajdują się w bucie. Najpierw jednak postanowiła dać się wykazać swojej towarzyszce. – Mam nadzieje, że nie przyszłaś tu bez pieniędzy? – Szepnęła jej do ucha, zaraz uśmiechając się promiennie w kierunku mężczyzny.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Wto Lis 24, 2015 5:11 pm

Czego się spo­dzie­wała? Dobre pyta­nie. Tak naprawdę sce­na­riusz jej wizyt w gospo­dach był taki sam. Wcho­dziła, zama­wiała i wycho­dziła… Nic wię­cej. Pro­sto i na temat. Oczy­wi­ście sprawa miała się ina­czej gdy przy­by­wała do miej­sca gdzie każdy ją znał. Gdy przy­by­wała do domu jakim była dla niej karczma znana, z dzie­cię­cych lat tak samo dobrze jak jej wła­sny pokój jaki do tej pory cze­kał tam na nią. Lecz Sam wylą­do­wała tutaj. W miej­scu jakiego nie znała, a zara­zem z osobą co do któ­rej nie miała prze­ko­na­nia lecz cóż zro­bić. Oset­nica, to obiet­nica dla­tego też nie zapła­ciła od razu i nie wyszła, a mogła tak zro­bić. Mogła zosta­wić opła­cany rachu­nek tak aby ta zapiła się na śmierć lecz nie uczy­niła tego, a wprost prze­ciw­nie sama pra­gnęła czer­pać, z usług tego miej­sca przy­naj­mniej dzi­siej­szej nocy lecz w prze­ci­wień­stwie do swej towa­rzyszki ona nie potrze­bo­wała luk­susu…
-Takaś harda? – Spy­tała nie­znacz­nie przy tym uno­sząc brew ku górze jed­no­cze­śnie doda­jąc. -W takim razie może mały zakład? – oj tak Sam uwiel­biała zakłady, a tym bar­dziej te jakie miała pew­ność wygrać. Tak było prze­cież w tej chwili. Wie­działa ile może wypić oraz widziała w jakim sta­nie była jej towa­rzyszka co raczej prze­chy­lało szalę zwy­cię­stwa na jej korzyść mimo iż zawsze pozo­sta­wał jakiś cień… Lecz dziew­czyna nie była by sobą gdyby nie chciała nie zagrać. Zresztą jakoś śred­nio wąt­piła by ta była wsta­nie wydo­być, z niej jakie­kol­wiek infor­ma­cje, a zwłasz­cza takie jakich sama nie potra­fiła okre­ślić. Prze­cież do cho­lery o jakim roz­maże gor­setu mówiła?! Sam gdyby tylko potra­fiła zapewne oka­zała by zdzi­wie­nie lecz nie, nie uczy­niła tego. Nadal twardo przy­glą­dała się jej bez więk­szego cie­nia emo­cji jak wyuczono ją za młodu. Prze­cież emo­cje, to broń a ona nie mogła pozwo­lić sobie na uży­cie broni obu­siecz­nej. wie­dza bowiem taką bro­nią była. I wła­śnie, z takimi myślami Sam ruszyła za dziew­czyną, która mimo wszystko wyka­zała się spry­tem loka­li­zu­jąc karcz­ma­rza… Jak nic zapewne zbyt cze­sto i długo prze­by­wała w tego typu przy­byt­kach by móc go zgu­bić tak jak czy­niła, to Sam no ale cóż. Obie róż­niło wiele lecz w tym oto przy­padku łączyło jedno. Obie pra­gnęły tego samego. Mowa oczy­wi­ście o pokoju oraz balii (i wcale nie ma tutaj niczego zbo­czo­nego na myśli ok?). -Przy­go­tuj do tego dobrą strawę oraz wytocz beczkę naj­lep­szego piwa… – Dokoń­czyła za nią jed­no­cze­śnie rzu­ca­jąc w jego stronę dość spory mie­szek jaki do tej pory ukryty był przed świa­tem w tylko jej zna­nym miej­scu. -To powinno pokryć koszta… Jeśli coś zosta­nie będzie dla Cie­bie- Na tych sło­wach zakoń­czyła roz­mowę nawet nie patrząc na towa­rzyszkę. Prze­cież po co miała, to czy­nić? Obraz jaki wła­śnie uka­zała swej towa­rzyszce mówił sam za sie­bie. Miała pie­nią­dze i nie bała się ich wydać ponie­waż ni­gdy nie wie­działa czy dnia kolej­nego nie umrze więc po co miała skła­do­wać je? Po co miała zabez­pie­czać swoje życie skoro było ono jedy­nie mar­nym puchem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Wto Lis 24, 2015 6:57 pm

W piciu Jacqueline miała takie doświadczenie, że jeszcze trochę i mogłaby wpisać to sobie w curriculum vitae, a następnie iść z nim do cyrku i dołączyć do grupy od spektakli wyczynowych. Jej problem polegał na tym, że często przekraczała niebezpieczną granicę, pijąc o jedną butelkę zbyt wiele. Jednak całe szczęście (bądź też nieszczęście dla Jack, która mogłaby upijać się w sposób o wiele bardziej ekonomiczny) granica ta leżała u niej o wiele dalej niż u przeciętnego człowieka, właśnie przez te lata praktyki.
Dlatego też nie brała propozycji swej towarzyszki na poważnie, z góry zakładając, że żadna z żyjących kobiet nie byłaby w stanie dorównać jej tempa. Może będzie miała okazję się zdziwić, jednak nie miała podstaw, by sądzić, że nieznajoma czarnowłosa może być poważnym przeciwnikiem.
- Dla twojego... i właściwie mojego dobra – lepiej nie. O wiele bardziej wolę przytomnych towarzyszy, z którymi jak wspomniałam; można porozmawiać. Nie wiem jak ty, ale od stanu rzygania po kątach o wiele bardziej wolę zwyczajne, przyjemnie beztroskie upojenie – Odparła dosyć spokojnie. Ale niczego nie zakładam z góry, moje plany są zazwyczaj bardzo odmienne od rzeczywistych rezultatów – Dodała z uśmiechem w sposób dosyć filozoficzny. Bo choć wykształcenia nie miała żadnego, lubiła od czasu do czasu użyć całkiem mądrych słów, których znaczenia właściwie nie była pewna. Rezultat był jednak pozytywny; udawało się oddać choć część tego, co kłębiło się w jej głowie.
Karczmarz nawet nie tyle co zadowolony, co zwyczajnie zdziwiony (bo któż by się spodziewał po takich obdartusach tak hojnego napiwku?), wysłał dwie kobiety, być może swoje córki, aby pokazały Jack i czarnowłosej pokój, z pewnością należący do tych najlepszych.
- Jesteś świadoma, że za taki majątek mogłabyś raczej kupić tą całą budę, łącznie z tymi gosposiami? – Zapytała się cicho, czubkiem brody wskazując na stojące nieco dalej, niczemu winne kobiety, które zaczęły zachwalać wygody owego pomieszczenia. Stwierdziła, że na przyszłość powinna się zastanowić dwa razy zanim zechce komuś zwędzić majątek, bo zazwyczaj oceniała po pozorach, co absolutnie nie sprawdziłoby się w tym przypadku.
Jack z pewnością nie bywała w takich miejscach. Owszem zdarzyło jej się, bo nigdy nie oszczędzała, gdy już coś udało się zarobić, ale większość swojego życia spędziła w pokojach o znacznie niższych standardach.
Na podłodze rozłożone były zwierzęce skóry, tuż przy łóżku i nieopodal stolika, na którym stała misa z owocami. Meble były wykonane z ciemnego drewna, całkiem luksusowego, zwłaszcza jak na to miejsce. Za ozdobnym parawanem stała okrągła, pokaźnych rozmiarów balia, jaką wkrótce po paru słowach zaczęły zajmować się pracujące tu kobiety. Wodę grzano na ogniu w żeliwnych garnkach, niesionych z trudem, na co Jack o dziwo patrzała z przyjemnością. Po raz pierwszy od dawna miała okazję siedzieć w tym przepychu nie wydając ani miedziaka, ani bez uprzedniego harowania całymi dniami. Gdy wszystko było gotowe, dwie pomocnice ukłoniły się lekko i przypomniały, że niedługo będzie czekał na nich ciepły posiłek.
Gdy tylko drzwi za nimi zamknęły się, Jack zdjęła swój kaszkiet, pozwalając długim włosom wydostać się na wolność i zawołała wesoło:
- Ja pierwsza! – I nie czekając na próby błogosławieństwa ani sprzeciwu, już w drodze do parawanu zaczęła pozbawiać się wszelakiej części garderoby. Woda była gorąca, ba – tak gorąca, że parzyła jej skórę do bólu, ale uczucie było przyjemne i nie zamierzała z niego rezygnować. Gdy zanurzyła się aż po samą brodę zawołała do czarnowłosej. – Chcesz się dołączyć? – Nie, to nie był żaden podtekst seksualny, Jack była zbyt prostoduszna na takie sprawy. Wysłuchując odpowiedzi sięgnęła po nieznane jej przedmioty w dekoracyjnym szkle, zapewne służące do mycia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Wto Lis 24, 2015 7:31 pm

Kolejne nic nie zna­czące słowa. Były i pozo­staną one jedy­nie sło­wami jakich Sam nie miała zamiaru komen­to­wać ani nawet inter­pre­to­wać ponie­waż wła­snie dostała prze­piękną lek­cję igno­ran­cji udzie­loną przez, tę oto tutaj nie­wia­stę. Raczyła ona bowiem uwa­żać iż jest naj­lep­sza w tym co robi, a swój fach zda­wała się prze­kła­dać nad wszyst­kich innych obec­nych w owym miej­scu. Tak czy ina­czej owa uwaga godna była uśmie­chu lecz nie­do­cze­ka­nie dla tego któż myślał o takim. Prze­cież Sam nie uśmie­chała się. Nigdy. Przez całe swoje krót­kie życie jej wyraz twa­rzy zmie­niał się w różny spo­sób lecz ni­gdy nie poja­wił się na nim choćby cień jaki można było by zin­ter­pre­to­wać jako uśmiech. Nawet teraz gdy prze­mie­rzała karczmę wraz, z towa­rzyszką oraz służbą jaka zda­wała się być zbędna. Prze­cież nie przy­szła tutaj by wysłu­chi­wać tyrad wiel­bią­cych aspekty luk­susu czy innych nędz­nych rze­czy. Przy­szła tutaj z kon­kret­nym zamia­rem. -Zdaje sobie, z tego sprawę lecz po co mi kolejna? – Odparła pyta­niem na jej stwier­dze­nie lecz w jej sło­wach nie dało się wyczuć czy kła­mie czy też mówi prawdę. Oczy­wi­ście mogła kła­mać jak najęta, z ową karczmą lecz czy oby na pewno? Gdyby tylko jej towa­rzyszka przy­była do jej domu. Miej­sca jakie je wycho­wało oraz ludzi jacy byli dla niej rodziną… Zapewne zwąt­piła by w sens ist­nie­nia oraz podziały spo­łeczne. Zwąt­piła by w wiele rze­czy lecz tak się nie sta­nie. Nie były prze­cież u Sam. Nie były, w domu do jakiego nie wróci zapewne przez kolejny mie­siąc jak, to w zwy­czaju miała.
Jak na razie bowiem podró­żo­wała po mie­ście i oko­li­cach zbie­ra­jąc zle­ce­nia dzięki, któ­rym mogła pozwo­lić sobie na chwile luk­susu. Jed­nak i on był pozorny. Wszystko co towa­rzy­szyło Sam było jedy­nie pozorne i nawet teraz gdy usa­do­wiła się na powiedzmy sobie szcze­rze dość wygod­nym i przede wszyst­kim czy­stym łóżku na­dal czuła iż nie jest, to miej­sce do jakiego pasuje. Jed­nak, któż z nas nie pra­gnie cza­sem wyspać się w takim miej­scu? Zapewne każdy zdrowy czło­wiek obda­rzony drob­nymi pra­gnieniami… Takie aku­rat towa­rzy­szyły Sam. Pra­gnęła ona bowiem zmyć, z sie­bie bród podróży oraz kata­kumb. Pra­gnęła na chwilę zamknąć oczy oraz pozwo­lić mię­śniom odpo­cząć po podróży oraz wysiłku jakim były pod­dane, a co naj­waż­niej­sze pra­gnęła choć na chwilę zapo­mnieć, o obec­no­ści jaka jej towa­rzy­szyła. Obec­no­ści jaką można było wyczuć w jej zacho­wa­niu czy też spoj­rze­niu… To wła­śnie ono było najbar­dziej odbi­jało się w brą­zo­wych tęczów­kach dziw­nej dziew­czyny jaka zda­wała się być obo­jętna na wszystko i wszyst­kich… Jakby jej serce było, z kamie­nia… Pozba­wione ludz­kich uczuć czy reak­cji… Była prze­cież odzwier­cie­dle­niem swo­jej towa­rzyszki… Oczy­wi­ście tym gor­szym jeśli ktoś jesz­cze by nie zauwa­żył.
Taką osobą zapewne była jej towa­rzyszka. Ślepa na wszystko i wszyst­kich. Owład­nięta pozy­tywną ener­gią oraz bądź co bądź chę­cią dania sobie upu­stu co wła­śnie czy­niła pozba­wia­jąc się gar­de­roby i wierz­cie bądź nie było, to dziwne. Bar­dzo dziwne. Nawet przez chwilę przez myśl Sam prze­bie­gło jedno stwier­dze­nie jakie brzmiało nie mniej ni wię­cej „czy ona kie­dy­kol­wiek dba o swoje rze­czy?” Nawet pod tym wzglę­dem się róż­niły. Sam nie uczy­niła by cze­goś podob­nego, z wła­snymi ubra­niami. Nie rzu­cała by ich na prawo i lewo pozwa­la­jąc by walały się po podło­dze… -Korzy­staj, z dobro­dziej­stwa w samot­no­ści moje dziecko…– Ode­zwała się wresz­cie w chili gdy posta­no­wiła powstać, z łózka na jakim oczy­wi­ście pozo­sta­wiła uprzed­nio pas, z bro­nią po czym pode­szła do okna. Widok jaki poja­wił się przed jej oczyma był pro­sty i przy­jemny. Widziała bowiem miej­sce, z jakiego przy­była, a raczej lasy oka­la­jące je… Jed­nak gdyby przyj­rzała się uważ­niej ujrzała by coś wię­cej… Odbi­cie cza­jące się za jej ple­cami. Obi­cie jakie znała dobrze mimo iż zawsze jest ono na tyle zama­zane aby nie móc stwier­dzić, z kim tak naprawdę ma się do czy­nie­nia. -Zda­jesz się być pewna sie­bie lecz ja na­dal nale­gam na małą rywa­li­za­cje… Pro­ste zasady. Pijemy tak długo aż ktoś będzie miał dość… Wszyst­kie chwyty dozwo­lone… Wygrany może wypo­wie­dzieć jedno życze­nie… Oczy­wi­ście względ­nie roz­sądne… rozu­miemy się?– Jej głos ponow­nie brzmiał tak jakby nie chciała przy­jąć odmowy, a same reguły zda­wały się być naprawdę pro­ste… jed­nak skąd u niej takie upodo­ba­nie do życzeń? Czyżby drobny defekt, z mło­dych lat gdy nie potra­fiła spo­glą­dać przez okno czy lustro w oba­wie iż ujrzy coś czego nie pra­gnęła widzieć? Des nagle obró­ciła sie na pię­cie i naj­zwy­czaj­niej w świe­cie udała się ku swej towa­rzyszce -Dobrze wiesz, że nie przyj­muje odmowy…– Owe słowa zostały jed­nak wypo­wie­dziane dopiero w chwili gdy stała już nad balią spla­ta­jąc przy tym dło­nie na pier­siach, a wzrok swój wbi­ja­jąc w dziew­czynkę jakiej imie­nia nie znała i może, to nawet dobrze? Bezi­mienni ludzie zazwy­czaj są lepsi… Nikt sie do nich nie przy­wią­zuje ani nie pra­gnie poznać bar­dziej… -Więc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Wto Lis 24, 2015 10:14 pm

Przy najbliższej okazji obiecała sobie przestać się dziwić, gdyż zwyczajnie robiła to zbyt często. Owszem, w swoim krótkim życiu zdążyła zobaczyć wiele, zważywszy na jej podróże aż po sam kraniec świata, jednak za bardzo kierowała się pozorami, a te najczęściej okazywały się w tym oto ciężkim przypadku mylne. Wszystko już było możliwe, a wariatka, która zachwycała się zwłokami w grobowcach mogła w rzeczywistości być właścicielką znacznej części przedsiębiorstw tego miasta. Kłamstwo czy prawda, przyjęła to ze spokojem, nie dając całkowitej wiary, ale także nie usiłując wątpić na głos.
- Dziecko... – Powtórzyła jej słowa, prychając głośno. Czarnowłosa nie wyglądała na wiele starszą od niej, a zachowywała się jakby pozjadała wszystkie rozumy, zresztą dokładnie przeżuwając ten pochodzenia Jacqueline.
Korzystała z luksusów jakie dostała zupełnie przypadkiem od nieznajomej osoby, wcale się nie spiesząc, tylko miarowymi oddechami wdychając przyjemną kwiatową woń oleistej substancji, którą wtarła sobie we włosy, nucąc sobie pod nosem marynarską piosenkę. Gdy już minęła cała wieczność i uznała, że nie wypada czekać swojej sponsorce na ten wieczór dłużej czekać, spłukała z siebie całą pianę i wychyliła się po puchaty ręcznik nieopodal. Najpierw wytarła włosy, a następnie resztę ciała, zaraz szczelnie się nim oplatując.
Wyszukiwała wzrokiem swoich ubrań, rozrzuconych po wszystkich kątach pokoju, a na policzkach widniały jej ciągle czerwone rumieńce, spowodowane towarzyszącym gorącem. Jako że wbrew pozorom wstyd jakiś miała, a właściwie jeśli chodziło o jej ciało, to całkiem znaczny brak pewności siebie, który również starała się ukrywać i zachowywać swobodnie. Ubrała się w znoszone, wczorajsze ubrania, podciągając rękawy i tym razem nie zapinając kamizelki na guziki i ostatecznie doprowadzając się do stanu używalności. Nie powinna już budzić zgorszenia, a przynajmniej nie swoim wyglądem.
- Zapewne pachnę teraz lepiej niż ty – Oznajmiła wesoło, tym samym dając jej znać, że zakończyła swoją przygodę w wannie, będąc gotowa na podjęcie się innych, nawet przyjemniejszych czynności. Rozczesywała mokre kosmyki włosów za pomocą drewnianego grzebyka.
Skoro kobieta nalegała, nie miała już więcej oporów, aby się nie zgodzić. Wyczuwała drobny podstęp, ale właściwie co miała do stracenia? Alkohol miała za darmo, a uwaga o „względnie rozsądnych” żądaniach wydała się tutaj kluczową.
- Skoro tak bardzo nalegasz, muszę się więc zgodzić, cóż. Nie zamierzam dawać ci łatwego zwycięstwa – Zapewniła ją, bo w sumie czego można spodziewać się po lichej posturze Jacqueline? – Ale jeśli przegram, spełnię twe życzenie. Nie musisz mi wierzyć, ale w akurat tym jestem cholernie dobra. – I była to szczera prawda. Potrafiła spełniać ludzkie życzenia, a właściwie nie ona sama, tylko cały wszechświat jej w tym pomagał, gdy właśnie na to przystała. Taka była jej moc, jaką zawdzięczała właśnie przeklętemu genowi.
- Chodźmy zatem – Odgarnęła wciąż mokre włosy, co niespecjalnie jej przeszkadzało. Jeśli czarnowłosa kobieta od razu przystała na pomysł, znalazły się wkrótce na dole pośród kilku stołów i ludzi, zaczynających się powoli gromadzić. Tam gdzie zajęły miejsce, od razu pojawiły się półmiski z ciepłymi potrawami, których Jack nie byłaby w stanie przejeść, nawet gdyby bardzo tego chciała. Proszę, jakie to było proste, gdy miało się pieniądze! Aż Jacqueline przypomniały się piękne czasy, gdy po udanych łupach mogła z kompanami wydać cały majątek, nie myśląc zbyt wiele, a żyjąc po prostu z dnia na dzień.
- To co, zaczynamy? – Zapytała, gdy tylko podano jej pierwszy kufel. Nie czekając na odpowiedź zagaiła do kelnerki:
- Pani, dopilnuj, aby nigdy nie zabrakło nam alkoholu. Przy tym stole będą toczyły się poważne batalie – Poprosiła ją śmiertelnie poważnym tonem, jakby od tego zależało co najmniej życie wszystkich gości w gospodzie. Gdy kobieta odeszła pospiesznie, na pewno przejęta taką odpowiedzialnością, spojrzenie Jacqueline wróciło na czarnowłosą. – Także... nieznajoma, zdradzisz mi, co było celem twojej wyprawy na cmentarz? - Usiłowała zacząć rozmowę, oczywiście nie spodziewając się, że od razu pójdzie jej tak łatwo.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Sro Lis 25, 2015 2:07 pm

Sam nie spo­dzie­wała się innej odpo­wie­dzi. Prze­cież jej się nie odma­wia co zapewne nie umknęło uwa­dze tej drob­nej dziew­czyny jaka mogła oka­zać się god­nym prze­ciwnikiem w ich małym kon­kur­sie jaki na swój spo­sób cie­szył Sam pra­wie tak samo niczym widok jej ciała. Brą­zo­wo­oka prze­cież nie była ślepa mimo iż nie gapiła się na nią bez­czel­nie, z racji posia­da­nia wro­dzo­nej dys­kre­cji. -Szybka jesteś– rzu­ciła nie­dbale w jej stronę jakby od nie­chce­nia jed­no­cze­śnie prze­ry­wa­jąc ciszę jaka nastała w pomiesz­cze­niu. I wierz­cie mi lub nie lecz czar­no­włosa grzecz­nie odcze­kała aż ta znik­nie, a pola jej widze­nia i dopiero wtedy roz­po­częła pro­ces pozby­wa­nia się swego odzie­nia jakie zło­żyła równo w jed­nym miej­scu jak, to miała w zwy­czaju. Póź­niej zaś wkro­czyła do balii gdzie roz­sia­dła się wygod­nie, a na jej twa­rzy zago­ścił spo­kój. Wresz­cie mogła odpo­cząć, a jej ciało zda­wało się być wdzięczne za dłuż­szą chwilę bez­czyn­no­ści w chłod­nej wodzie jaką oczy­wi­ście pozo­sta­wiła jej ta mała wredna istota. Zapewne Sam spę­dziła by w tej przy­jem­nej kąpieli wiele godzin gdyby nie obec­ność dziew­czyny jaka naka­zy­wała jej peł­nić swój obo­wią­zek wzglę­dem niej. Dla­tego też skró­ciła swój relaks do mini­mum… Zasada była bowiem pro­sta. Wszystko co dobre musi się kie­dyś skoń­czyć dla­tego też i ta chwila została zakoń­czona zało­że­niem swego ubra­nia na mokre ciało co mogło być oznaką nie­dba­ło­ści lecz prawda była inna. W podróży bowiem Sam nie miała prawa luk­susu takiego jak tutaj więc nie przy­wią­zy­wała więk­szej wagi do tak drob­nych spraw jak wycie­ra­nie swego ciała na co czło­wiek tra­cił naprawdę wiele czasu… Cen­nego czasu. Jed­nak wra­ca­jąc do Sam i jej podej­ścia do dziew­czyny. Cóż tak naprawdę, to dla Niej uczy­niła wyją­tek pole­ga­jący na pozo­sta­wie­niu broni oraz płasz­cza na łóżko co by nie wzbu­dzać nie­po­trzeb­nej sen­sa­cji w miej­scu jakie oka­zało się być dość zatło­czone. Czyżby ich relaks trwał zbyt długo?
Ta drobna nie­wie­dza połą­czona, z obec­no­ścią takiej spo­rej gro­mady spra­wiła iż Sam zaklęła cicho pod nosem. Reak­cja ta spo­wo­do­wana była tym co zoba­czyła, a naj­wy­raź­niej jako jedyna widziała śmierć towa­rzy­szącą ludziom. Widziała ją zbyt dobrze i nawet zaczęła żało­wać pozo­sta­wie­nia broni na górze… Jej myśli bowiem zaczęły krą­żyć wkoło obra­zów jakie uka­zy­wało jej spoj­rze­nie powo­du­jące przy tym nie­znaczne powięk­sze­nie się źre­nic. Mimo wszystko jed­nak zacho­wała rezon oraz wręcz nie­świa­do­mie dała się pro­wa­dzić za zna­jo­mym zapa­chem nale­żą­cym do jej towa­rzyszki. Dzięki swo­jej nie­świa­do­mo­ści dotarła wresz­cie na miej­sce prze­zna­cza­nia jakie oka­zało się być już, z góry przy­szy­ko­wa­nym dlań -prze­cież wszystko da się kupić – gdzie zajęła miej­sce na prze­ciw Jack. Mil­cze­nie ze strony Sam było natu­ralne i tylko śle­piec nie zauwa­żył by zmiany w jej zacho­wa­niu. Prze­cież tam na górze zda­wała się być o wiele bar­dziej swo­bodna a tutaj? Jej wzrok powoli prze­su­wał się po sali. Był czujny oraz o wiele zim­niej­szy. Zda­wać się mogło iż szuka on kogoś bądź cze­goś i na pewno tym kimś nie była jej młoda towa­rzyszka podróży na któ­rej mimo wszystko zawie­siła wresz­cie swój wzrok. Zapewne przy­glą­dała by się jej w mil­cze­niu gdyby nie została wyrwana ze swego otę­pie­nia przez cha­rak­te­ry­styczny odgłos kła­dzio­nego kufla na drew­nia­nym stole. Kufla zwia­stu­ją­cego nadej­ście ich małej potyczki lecz zanim ku niej doj­dzie ta młoda musiała na nowo wygło­sić tyradę wzglę­dem kel­nerki co oczy­wi­ście Sam sko­men­to­wała jed­nym krót­kim sło­wem „Kobiety…”. oczy­wi­ście jej głos nie był prze­peł­niony pogardą lecz wprost prze­ciw­nie zre­zy­gno­wa­niem co mogło świad­czyć, o jed­nym a mia­no­wi­cie ni­gdy ich nie zro­zu­mie więc nawet nie pró­buje… -Infor­ma­cji- odparła krótko na jej pyta­nie jed­no­cze­śnie powoli spla­ta­jąc swe dło­nie na kuflu jakby bała się iż cały ten dro­go­cenny płyn zaraz uleci gdzieś wszech­świat… -I uprze­dzam kolejne pyta­nie otrzy­ma­łam je…-Teraz jed­nak nie powie wię­cej. Tyle infor­ma­cji powinno wystar­czyć dla kogoś takiego jak ona… Zwłasz­cza iż teraz pora by Sam odbiła piłeczkę ku nie­zna­jo­mej. – Powiedz mi lepiej co kie­ruje kobietą, która potrafi sie tak spo­nie­wie­rać że ląduje na cmen­ta­rzu…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Czw Lis 26, 2015 6:52 pm

Mogła odmówić, ale po co? Pić nie dość, że lubiła, to jeszcze była w tym dobra, także zakład uznawała za z góry wygrany, a samą wisienką na torcie był brak ograniczeń jeśli chodziło o ilość, bo wszystko zostało z góry opłacone.
Siedziała spokojnie przy stole, odwrócona tyłem do znacznej części karczmy, także nie mając czego obserwować, skupiła swe spojrzenie na czarnowłosej. Jednak tego samego nie można było o niej powiedzieć.
- Hej, tu jestem! – Upomniała ją, wychylając się nieco i zaraz załapując z nią kontakt wzrokowy. – Kogo tak namiętnie wypatrujesz? Zostań przy mnie, reszta jest zdecydowanie mniej ciekawa. – Zapewniła, posiadając o sobie lekko zawyżone mniemanie. Ale poza tym humor jak zwykle jej dopisywał. – Zresztą powinnaś uważać, czy podczas naszego niezwykle istotnego dla losów wszechświata zakładu nie oszukuję! – Des przez nieuwagę mogła nie wychwycić gdzie dokładnie ląduje zawartość kufla dziewczyny, ale ostrzeżenie to było w rzeczywistości zbędne, ponieważ Jacqueline nie uznawała tego typu marnotrawstwa. Wszystko, co do ostatniej kropli lądowało w jej gardle.
Piła swoje piwo, zagryzając wyglądającymi bardzo apetycznie przekąskami, czując przy tym, że naprawdę niewiele jej do szczęścia potrzeba. Czasami ciepły kąt, pełny żołądek i kufel nierozwodnionego piwa był szczytem oczekiwań. Szkoda tylko, że towarzystwo miała niezbyt wygadane. Ale tym się jeszcze zajmie, będzie ciągnęła ją za język aż do skutku. Póki co wyłapywała spokojnie każdą informacje, nie chcąc niczego przeoczyć.
- Moje kolejne pytanie wcale nie miało tak brzmieć. O wiele bardziej zastanawiałam się, jakiego typu były to informacje. Zwłoki powiedziały ci coś na ucho gdy nie patrzyłam? Gdy mrugnęłam posłały ci jakiś tajny list? A może wywróżyłaś coś z stanu ich rozkładu? Albo chociaż ustawienia kończyn? – Nie zamierzała się łatwo poddawać, nie przyszła tu przecież, aby pomilczeć. A rozmowa wymagała zaangażowania obu stron, nawet jeśli jedna wkładała w tę czynność o wiele więcej.
- Gorszy dzień? – Odpowiedziała na jej oskarżenie, chociaż wcale nie była tego pewna. Właściwie był to dzień jak co dzień. – A może przegrałam zakład z uroczą nieznajomą, o to kto więcej wypije? Lub zwyczajnie dostałam wypłatę i chciałam poczuć, że żyję? Czy też wolałam zapomnieć o tym przykrym fakcie? Sama nie jestem pewna. Lubię to robić. Pić przez całą noc, a popołudniu budzić się na samym skraju świata. Aktualnie moje życie nie składa się z zbyt wielu rozrywek. Jestem tu obca, nikomu nieznana. Zadowalam się czym mogę. – Westchnęła ciężko, możliwie szczegółowo określając swoją sytuację, chcąc aby czarnowłosa również nie skąpiła jej słów. – I nie zaprzeczę, że czekam na coś, co nigdy się nie wydarzy – Dodała pod nosem, oczywiście tęskniąc za czasami, w których jej życie posiadało jakiś cel i sens, większy niż codzienne upijanie się do nieprzytomności.
- A jak jest z tobą? Wiesz, że nie skończymy trzeźwe? Chociaż to za mało powiedziane. Nazajutrz może obie będziemy przeklinały tę chwilę, w której padły słowa o zakładzie. - Zagaiła, nie pozwalając ciszy zapaść nawet na moment.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pią Lis 27, 2015 9:06 am

Hej tu jestem
Słowa te wyrwały ją z zamy­śle­nia tak samo bru­tal­nie jak wyrywa inkwi­zy­cja ze snu nie­win­nych oby­wa­teli… Jed­nak mimo wszystko Sam spoj­rzała nań jakby bar­dziej przy­chyl­nym i łaskaw­szym wzro­kiem… Zda­wać się mogło iz te drobne słowa nale­żące do tej dziew­czynki na jakiś dziwny spo­sób spra­wiły jej ulgę. Prze­cież tak naradę dzięki niej przy­po­minała sobie, o życiu w śród żywych, a nie mar­twych jacy ją ota­czają na co dzień. Mar­twi, zjawy czy kosz­mary… Wszystko brzmiało podob­nie. Wszystko spra­wiało iż wyob­co­wa­nie było jedy­nym co odczu­wała dziew­czyna w tej chwili i naprawdę żało­wała bycia tutaj. Bowiem druga jej cześć naka­zy­wała jej udać się w inne miej­sce. Naka­zy­wała odda­lić się od tego świata i wró­cić do jedy­nej sta­łej przy­stani jaką znała w Wish­town i nie mowa tutaj o obe­rżach. -Masz racje…– przy­znała wresz­cie oczy­wi­ście przy tym nie odpo­wia­da­jąc czego wypa­truje. Nikt by jej prze­cież nie uwie­rzył. Nikt nie zro­zu­miał by tego co krąży wkoło niej… Zaw­sze tak było. Jed­nak, z dru­giej strony słowa dziew­czyny były przy­jemne. Zostań ze mną. Kiedy ostatni raz sły­szała coś podob­nego? Sama nie wie­działa i nawet nie chciała pamię­tać… Nie, nie teraz… Sam nie zauwa­żyła nawet kiedy zaczęła zaci­skać jesz­cze moc­niej dło­nie na swoim kuflu, z jakiego jesz­cze nic nie upiła w prze­ci­wień­stwie do swej towa­rzyszki jaka naj­wy­raź­niej zaczęła już ich drobne zawody. -Powin­nam… Jed­nak wiec że nawet w oszu­stwie ist­nieją zasady, a to o czym pra­wisz karane jest śmier­cią – Mówiła poważ­nie. Nie­na­wi­dziła prze­cież tego typu oszu­stwa i ostat­nia osoba jaka sta­rała się ją w taki spo­sób oszu­kać wisi teraz w lesie. Cza­sem nawet ku niej powraca przyj­rzeć się jej… Cza­sem Sam pra­gnęła zaznać tego co czuły jaj każde ofiary. Te ze zle­ceń i te jakie w jakiś spo­sób jej pod­pa­dły lecz nie… Ta dziew­czyna nie będzie jej ofiarą. Swój obo­wią­zek już speł­niła w kata­kum­bach… Tak, ta myśl była naj­lep­sza i jej się trzy­mała. Nie chciała wywrzeć na niej pre­sji ani nie miała zamiaru spra­wić aby zamie­niła się w sopel lodu. Dla­czego? Może wła­śnie przez fakt iż przy­glą­dała się jak tamta wcina prze­ką­ski jakich oso­bi­ście Sam nie ruszyła by, a może po pro­stu na swój spe­cy­ficzny spo­sób przy­po­mina ona po czę­ści samą Art’rein, z cza­sów gdy była jesz­cze bez­tro­skim dziec­kiem. -Cie­ka­wość cza­sem zabija… Tamci ludzie byli tego mar­twym przy­kła­dem – Odparła wresz­cie powoli podno­sząc kufel do swych ust by zaraz potem poczuć ten przy­jemny smak jaki był jej azy­lem w chwi­lach gdy nie chciała już niczego pamię­tać… I tak bar­dzo nasza boha­terka wczuła się w owy smak iż nie wie­działa kiedy tak na dobrą sprawę wypiła cała zawar­tość drew­nia­nego naczy­nia jakie odsta­wiła powoli na blat kon­ty­nu­ując przy tym. -A co jeśli powiem Ci że zmarli naprawdę potra­fią wiele powie­dzieć? – Musiała zadać, to pyta­nie skoro tamta zaczęła bawić się w grę pod tytu­łem zadam Ci pyta­nie. Art’rein jed­nak pod­jęła ową grę wie­dząc iż w jej wła­snych sło­wach jest wiele prawdy lecz czy tamta uwie­rzy? Czy będzie na tyle roz­gar­nięta by zro­zu­mieć, o co tak naprawdę cho­dziło tej dziw­nej kobie­cie? Zapewne nie zro­zu­mie ponie­waż cała swoją uwagę wyda­wać się mogło sku­piała na jedze­niu co raczej było natu­ralne dla kogoś jej pokroju. Obie prze­cież tak wielce róż­niły sie od sie­bie… Kolejna fala roz­my­ślań na temat pocho­dze­nia oraz podej­ścia do życia owej nie­zna­jo­mej została roz­wiana przez nią samą bowiem odpo­wie­działa na jej pyta­nie, a sama odpo­wiedź wbrew pozo­rom była dość cie­kawa. Oczy­wi­ście na tyle by Sam sku­piła się na niej nie zwa­ża­jąc przy tym na fakt iż nie­świa­do­mie zaczęła obra­cać pusty kufel w swych dło­niach co zazwy­czaj było oznaką dla karcz­ma­rza by przy­szedł i dolał jej… jed­nak jaka ona była naiwna myśląc iż ten tutaj zro­zu­mie jej nawyki. -Może jutro nie nadej­dzie, a te chwile są naszymi ostat­nimi? Nawet jeśli nie będę żało­wać. Nigdy nie żałuje – Odpo­wie­działa bez­wied­nie na jej dru­gie pyta­nie lecz tym razem nie miała zamiaru prze­mil­czeć pierw­szego… Wprost prze­ciw­nie roz­sia­dła się wygod­nie i kon­ty­nu­owała są wypo­wiedź jak gdyby ni­gdy nic. -Jestem cie­niem. Nikt mnie nie widzi oraz nie zna. Prze­my­kam przez miej­sce, czas oraz ludzi będąc jedy­nie tym kim chcesz abym była… dla­tego wła­śnie… Masz prze­wagę nad moją osobą dro­gie dziecko.– Ostat­nie zda­nie wypo­wie­działa jakby, z sen­ty­men­tem czy dozą urazy, a może tak naprawdę zda­wało się, to tylko dziew­czy­nie? Kto wie co pomy­śli teraz… Kto wie co tak naprawdę zro­zu­mie…
-Wybacz na chwilę– Dodała nie cze­ka­jąc na jaką­kol­wiek reak­cje dziew­czyny po czym wstała i udała się w stronę karcz­ma­rza, z jakim zamie­niła parę słów po czym wró­ciła z powro­tem do dziew­czyny – Mam dla Cie­bie dobrą wia­do­mość. Masz opła­cone dwa dni… Więc spo­koj­nie doj­dziesz do sie­bie, a ja… ja jak zawsze zniknę o poranku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Lis 29, 2015 1:44 pm

Nie mogła pozbyć się odrobiny zdziwienia, słysząc jak jej towarzyszka zaczyna mówić więcej. Liczyła na to, ale gdy już do tego doszło głos przerywający ciszę stawał się osobliwy, jakby naruszający normalną postać rzeczy. Nie narzekała z tego powodu, wręcz przeciwnie; była zadowolona. Nie zamierzała jednak poprzestać walczyć o każde słowo kobiety na tym niesatysfakcjonującym etapie.
Zaśmiała się krótko, godząc się tym samym z zdaniem kobiety. Właściwie była pewna, że żartują, inaczej nie uśmiechałaby się tak lekko na wieść o morderstwie, a wbrew ogólnemu wyobrażeniu o beztrosce Jacqueline, potrafiła zachować powagę, gdy trzeba było.
- Och, a więc to twoja sprawka? Tam kończą ludzie, którzy zadają zbyt wiele pytań? – Zażartowała, nawet przez chwilę nie myśląc, aby się przymknąć. – Zaryzykuję i tak. Nigdy jeszcze nie straciłam na byciu ciekawą świata. – Dopełniła wypowiedź jak zwykle wesoło.
- Znałaś ich więc? Jeszcze gorzej. Nie wiem na jakim świecie się wychowałaś, ale na moim, przybieranie zadowolonego wyrazu twarzy nad cudzymi zwłokami nie daje zbyt pozytywnego wyobrażenia o czyimś zdrowiu psychicznym. – Ton miała lekko sarkastyczny, jakby wyjawiała jej prawdy niedostępne dla przeciętnego śmiertelnika. – Chociaż co ja tam mogę wiedzieć... Mam tylko nadzieję, że ta informacja była tego warta. Bo dla mnie; może było to jakąś przygodą, ale w najbliższym czasie wolałabym tego nie powtarzać. – Zaczęła trochę bredzić bez sensu, co oczywiście było jej cechom charakterystyczną. I tak dobrze, że powstrzymała się od zdradzania swojej przeszłości na wszystkie możliwe sposoby.
Zauważyła, że czarnowłosa nie sięga do jedzenia, co osobiście uznała za niezbyt rozważne, jeśli chce się za wszelką cenę wygrać tenże pojedynek. Nie zamierzała jednak nic sugerować, ani proponować, może tamta kobieta miała swoje własne zasady.
Dokończyła swoje pierwsze piwo, narzucając trochę tempo, jeśli nie chcą spędzić tu naprawdę całej nocy bez rozstrzygnięcia.
- Gadasz jak siwa babcia po siedemdziesiątce – Stwierdziła na głos to, co podejrzewała już od początku ich krótkiej znajomości. Najwyraźniej potrzebowała trochę alkoholu, by udało jej się zebrać myśli i wysnuć tak powabny wniosek. – Jeśli jutra nie będzie, mogłybyśmy spędzić ten czas lepiej. Wbrew pozorom nie uznaję picia za ostateczną rozrywkę tego świata. Koniec nadejdzie tylko raz. I wtedy nie będziesz wiedzieć, czy wcale nie wolałabyś spędzić tego wieczoru zamiast ze mną; z urokliwą panną przy stole obok, bądź przystojnym jegomościem nieopodal karczmarza. – Mówiąc to, łagodnie obracała się w kierunku wymienionych postaci znajdujących się na tej sali. Ostatecznie jak zwykle wróciła do oczu rozmówczyni.
- Nie rozumiem – Nie, nigdy nie bała się używać tych słów. Za nic miała wszelakie niepisane zasady i udawanie mądrej, gdy dwa punkty najzwyczajniej ze sobą nie stykają. – Nie jesteś tym, kim chciałabyś być? – Zadała pytanie, które zdawało się, że zaprowadzi ją na najbardziej ogólny trop. Nie zamierzała pozostawiać zagadki nierozwiązanej.
Gdy kobieta zostawiła ją na jakiś czas, ta jadła sobie w spokoju podane zagryzki, zaczynając nabierać pewności, że uda jej się uporać z taką ilością. A noc była jeszcze długa. Na wiadomość, którą usłyszała po powrocie, lekko uniosła brwi. Tego też nie zrozumiała. A raczej nie widziała sensu w takim postępowaniu.
- Powiedz mi, dlaczego to robisz? Nawet mnie nie znasz. Jeśli uznałaś tamto zejście z tobą do grobowców za przysługę, twój dług został spłacony już wieki temu. – Zastanowiła się na głos. – Każdej nieznajomej duszy oferujesz takie dogodności? – Przerwała na chwilę zamyślenia, nie wiedząc, czy nie powinna aby być bardziej podejrzliwa. – Zresztą, co by o tobie nie mówić; jesteś tylko człowiekiem. Ty również będziesz miała nazajutrz kaca, jeśli planujemy tu pić do upadłego. A wtedy nie ma nic lepszego od spędzenia całego dnia w łóżku. – Oznajmiła wesoło, ale nieco spokojniej, ciekawa jej wyjaśnień.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Lis 29, 2015 4:49 pm

Słowa, słowa, słowa. Wypo­wia­dane przez dziew­czynę były niczym innym jak tylko strzęp­kiem życia. Jej ogień duszy zda­wał się być wielki oraz nie­na­sy­cony. Wyplu­wała, z sie­bie kolejne stwier­dze­nia, pyta­nia bez więk­szego pro­blemu co mogło ozna­czać iż albo nie wie o czym mówi bądź co gor­sza zdaje sobie sprawę, z tego co czyni dzięki czemu była odpo­wied­nią ofiarą… To zna­czy towa­rzyszką dzi­siej­szego wie­czoru jaki zda­wał się zapo­wia­dać naprawdę dziw­nie. Przy­naj­mniej ze strony Sam jakiej przy­szło dzie­lić miskę oraz pokój, z tą tutaj… Kim jed­nak ona była? Tak naprawdę nikt nie mógł odpo­wie­dzieć na to pyta­nie od razu dla­tego też Sam przy­glą­dała się jej uważ­nie bacząc przy tym na każde jej słowo, z jakiego mogła wychwy­cić jedy­nie odpo­wied­nie dla niej infor­ma­cję dzięki czemu ukła­dała sobie cały obraz swej towa­rzyszki nie­doli… Obraz ten jed­nak był nie­kom­pletny, a sama ana­liza zda­wała się być niczym waż­nym oraz płod­nym w owym cza­sie. Prze­cież ona mówiła tak wiele oraz szybko. Była niczym mały wul­kan pozby­wa­jący się wła­snego wnę­trza na rzecz nisz­cze­nia świata. Takie bowiem były jej słowa. Nisz­czyły wszystko zanim umysł zdą­żył zro­zu­mieć ich sens, a sama ich wła­ści­cielka zda­wała się być nieco nie­świa­doma swego zacho­wa­nia co czy­niło ją powiedzmy sobie szcze­rze nawet uro­czą dzie­woją. Jed­nak, to nie tak że Sam jej nie słu­chała. Wprost prze­ciwnie słu­chała ją uważ­nie opie­ra­jąc się przy tym o blat stołu co by móc sku­pić resztki swej bła­hej uwagi na niej samej lecz nie­waż­nym było jak się sta­rała nic, z owego słu­cha­nia nie wycho­dziło, a wszystko przez nie­chciane towa­rzy­stwo…
-Daj jej wresz­cie spo­kój! – Zna­jomy głos roz­brzmiał, w jej gło­wie jed­no­cze­śnie przy tym spro­wa­dza­jąc myśl Sam w miej­sce jakie dobrze znała. Prze­cież nie raz bywała już tutaj. Labi­rynt. Ponow­nie stała w samym cen­trum przy­glą­da­jąc się swemu wła­snemu odbi­ciu sto­ją­cemu na prze­ciw niej.
-Powin­naś była ją zosta­wić… wejść, tam ze mną. Powin­naś– sły­szała głos mimo iż usta tej, która stała na prze­ciw niej nie poru­szały się. Czuła także zna­jomy zapach. Zakrzep­nięta krew. Mimo wszystko na­dal stała twardo mil­cząc. Nie, nie chciała wda­wać się w roz­mowę z czymś co towa­rzy­szyło jej przez całe życie, a co sta­rała się zakuć w kaj­dany. Nie mogła także pozwo­lić sobie na utratę kon­taktu, z świa­tem zewnętrz­nym. Nadal bowiem odczu­wała resztę zapa­chów jakimi żyła karczma. Sły­szała gwar roz­mów czy też ude­rze­nia naczyń. Sły­szała wszystko wyraź­nie… Lecz nie swej towa­rzyszki, z kata­kumb. Ona była gdzieś dalej. Poza cza­sem i prze­strze­nią… Jej miej­sce bowiem zaj­mo­wała teraz ona sama. Patrzyła na sie­bie tym samym czar­nym pustym spoj­rze­niem, w jakim malo­wał się wyrzut oraz samot­ność. Spoj­rze­niem jakie prze­śla­do­wało ją przez całe życie oraz jakie spra­wiło iż zerwała się natych­miast z miej­sca… Oczy­wi­ście nie wie­działa, o czym pra­wiła jej towa­rzyszka. Nie zda­wała sobie sprawy, z tego co jest jawą, a co snem lecz mimo wszystko upar­cie pode­szła do karcz­ma­rza zała­twia­jąc dlań dodat­kowy noc­leg przy akom­pa­nia­men­cie gło­śnego krzyku jaki naj­praw­do­po­dob­niej sły­szała ona sama. Kon­se­kwen­cje… Zdają się być czę­ścią życia lecz jej życie zda­wało się być czymś zupeł­nie innym. I nawet w chwili gdy wra­cała na swe miej­sce czuła się jakby poru­szała się po kra­inie duchów. Jakby cały świat został spo­wity ciemną mgłą unie­moż­li­wia­jącą poru­sza­nie się jej lecz mimo wszystko powró­ciła na miej­sce oraz prze­ka­zała jej nowinę sta­ra­jąc się przy tym sku­pić spoj­rze­nie wła­śnie na Jacq, a nie na sobie samej sie­dzą­cej obok. Lecz jak miała, to uczy­nić skoro czerń spoj­rze­nia lustro­wała ją tak dokład­nie? Jak miała sku­pić się na jej pyta­niu jakie doszło ku niej dopiero po paru chwi­lach? Nie, nie mogła. Nie potra­fiła sku­pić się na niczym co raczej było zauwa­żalne przez każ­dego przy­glą­da­ją­cego się jej oso­bie. Prze­cież nawet jak do tej pory jej brą­zowe spo­kojne spoj­rze­nie zda­wało się zacho­dzić czer­nią, a może, to jedy­nie gra świa­tła i cieni? Prze­cież świece nie były naj­lep­szą alter­na­tywą w dusz­nej zakop­co­nej karcz­mie gdzie każdy zda­wał się nie widzieć pro­ble­mów świata.
-Zaw­sze robię, to na co mam ochotę– stwier­dziła krótko na jej pyta­nie jakie zadała. Pyta­nie na pozór pro­ste lecz jego sens zda­wał się być naprawdę zło­żony… Miała prze­cież racje. Nie znała jej. Jed­nak deli­katny sen­ty­ment naka­zy­wał jej zając się nią wbrew samej sobie, a co dziw­niej­sze wbrew sile jaka towa­rzy­szyła jej od uro­dze­nia.
Może i jestem… Jed­nak spy­taj kogo chcesz, o ile znaj­dzie osobę żyjącą i zna­jącą mnie…– kon­ty­nu­owała zaci­ska­jąc nie­znacz­nie przy tym dło­nie, w pieść warząc przy tym słowa tak jakby miały być one jej ostat­nimi.
…zawsze odcho­dzę przed świ­tem.– dokoń­czyła nie siląc się już na spoj­rze­nie ku niej czy choćby skupia­nie się na wła­snych sło­wach jakie zda­wały się być w pewien spo­sób wymu­szone… Sam pra­wie natych­miast chwy­ciła dzban jaki stał na stole po czym napeł­niła na nowo naczy­nie, w które to wbiła swój wzrok wie­dząc iż w męt­nym napitku oraz pia­nie nie odnaj­dzie swo­jego odbi­cia, a jedyna myśl jaka kłę­biła się teraz w jej gło­wie, to myśl o zala­niu się w trupa. Tak będzie łatwiej. Musi zagłu­szyć prze­cież wszystko co odczuwa oraz sły­szy… Musi pozwo­lić sobie na chwilę wytchnie­nia mimo iż wbrew pozo­rom jakie utrzy­my­wała ledwo trzy­mała się na nogach zanim jesz­cze weszły do krypty…
-Zda­jesz się być zado­wo­lona- ode­zwała się wresz­cie ponow­nie prze­ry­wa­jąc ciszę jaka zago­ściła mie­dzy nimi, a jaka raczej zda­wała się być dość nie­grzeczna, w sto­sunku do tej małej, która bądź co bądź poświę­cała jej czas coś zupeł­nie innego czego Sam nie mogła zro­zu­mieć. Prze­cież kto o zdro­wej psy­chice poświę­cał by swoją wolę na prze­by­wa­nie w jej towa­rzy­stwie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Gru 06, 2015 2:09 am

No i tyle było z jej dobrej passy. Już myślała, że udało się sprowadzić czarnowłosą towarzyszkę na ciemną stronę mocy, po której będzie mówiła do upadłego, aż Jacqueline w końcu rozboli głowa i będzie błagała, by jej dotąd milcząca partnerka, w końcu się przymknęła.
Zauważyła jej zamyślenie, ale pozwoliła na to odpłynięcie, przyglądając się jej bez słowa i nie przerywając tego dziwacznego stanu. Tak się składało, że Jacqueline nie miała żadnych większych problemów z głową, rozdzwonienia (a może i roztrojenia) jaźni, nie miała nawet niewidzialnego przyjaciela, z którym rozmawiałaby po nocach. A szkoda, może znalazłaby wspólny temat z czarnowłosą. Nudziła się przez cały czas wspomnień, a może i czegoś głębszego, bo kompanka do piwa nie tylko zajęła się sobą, ale też nie raczyła odpowiedzieć na żadne z zadanych pytań.
Rozmowa była przynajmniej dwuosobową czynnością, wymagającą zaangażowania każdej ze stron. A ona tego nie otrzymywała. Zajęła się piciem piwa, ale nawet to nie satysfakcjonowało ją tak jak powinno. Nie zwykła pić w takim otoczeniu, o nie. Dlatego na to wesołe stwierdzenie przerywające ciszę, jaka zapadła tylko przy ich stoliku oburzyła się lekko:
- Nie, nie jestem zadowolona. Miewałam lepszych kompanów do picia. Lepszych słuchaczów i rozmówców. Ale nie to mnie dręczy najbardziej. Nie wiem czego oczekujesz ode mnie. I nie dziw się – nie mam pewności, czy robisz to za darmo. I uwaga, ale nowość; nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Nie doszukuję się głębszego sensu twojego zachowania. Ale też nie mogę pozbyć się podejrzliwości. – Odebrała od niej dzban i nie spuszczając z niej przeszywającego spojrzenia wprost w otchłań jej oczu, kontynuowała swą wypowiedź. – Nie doświadczyłam dobroci serca wcześniej, jeśli tylko tak mogę to nazwać. Tam, gdzie uprzejmość, tam i korzyści. Wydane pieniądze idą w parze z zyskami. A ja póki co nie widzę większych zalet przebywania ze mną – Odparła, tym razem w sposób bardziej realistyczny, nie upiększając swych genialnych zdolności do podtrzymywania rozmowy.
Nie uśmiechała się dłużej, bardzo chciała to wiedzieć. Chociaż tyle. Może była już zmęczona takim porozumiewaniem się. A może bardziej obawiała się o swoje zdrowie i życie? Nie dopowiedziała, ale spodziewać się było można, że w tym milczeniu kryje się umowa, w której Jack zapłaci za to wszystko. W ten lub inny sposób.
- Ech... Nie miałaś chyba zbyt wielu koleżanek w piaskownicy, co? – Zastanowiła się na głos, usiłując po raz wtóry zakpić z jej umiejętności w komunikowaniu się. Oczywiście nie była wcale lepsza, bo tych koleżanek nie miała wcale. Ale mimo to, grzechem byłoby nie nazwać jej duszą towarzystwa.
- Nieważne. Nie odpowiadaj, jeśli nie chcesz. Obejdę to w inny sposób. – Westchnęła, wzruszając ramionami i zaraz zaczesując ciemne kosmyki swoich długich włosów, co było zupełnie niecodziennym uczuciem, gdyż te najczęściej przebywały pod materiałem kaszkietu, dając jej męski wygląd.
Upiła wkrótce pokaźna ilość piwa, którą udało jej się nalać z pełnego dzbanka. Nie było co marnować czasu. Spojrzeniem znów wróciła do kompanki, dając tym samym do zrozumienia, że planuje się odezwać.
- Powiedz mi lepiej... Potrafisz tańczyć? – Zapytała, wzrokiem zaraz otaczając grajków, którzy ledwo co zaczęli swój występ i ludzi póki co nieśmiało potupujących nogami, gromadzących się okoł nich. Miała ochotę coś zrobić. I tak za długo już siedziała w jednym miejscu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pon Gru 07, 2015 11:21 am

-Cza­sem trzeba doce­nić, to co się posiada…– Stwier­dziła spo­koj­nie nie za bar­dzo przej­mu­jąc się jej sło­wami jakie mogły by zabo­leć wielu ludzi lecz nie ją… Zwłasz­cza iż nie uwa­żała swego stanu za jakiś nad wyraz dziwny czy zły. Był on po pro­stu nor­malny. Tak samo jak nor­mal­nym dla wielu dzieci było posia­da­nie obojga rodzi­ców czy na przy­kład mal­tre­to­wa­nie czy wyko­rzy­sty­wa­nie sek­su­alne. Kwe­stia spoj­rze­nia na świat oraz zro­zu­mie­nia go takim jakim jest. Tak było też w przy­padku Sam.
-Masz racje-przy­znała wresz­cie ponow­nie spla­ta­jąc swe dło­nie na kuflu tak aby nie wypu­ścić, go z dłoni jakie były umę­czone pra­wie tak samo jak jej ciało.
-Świat jest podły i okrutny lecz doceń, to co dosta­jesz… Może kie­dyś będziesz mogła zro­bić coś podob­nego dla kogoś innego… -Nie, nie wyja­śniała jej czemu tak się zacho­wuje. Nie musiała. Prze­cież kim ona była? Zwy­kłą dziew­czyną jaka napa­to­czyła się jej gdy musiała spe­ne­tro­wać pewien gro­bo­wiec i tyle. Nikim waż­nym. Ich drogi prze­cież rozejdą się już za parę godzin dzięki czemu każda, z nich wróci do swego życia. Sam znów będzie gnać za pra­gnie­niem śmierci, a tamta? Zapewne znów zapije się w jakiejś karcz­mie i tyle. Takie było życie. Ni białe ni czarne.
-Tak samo jak i Ty – Odbiła piłeczkę zgrab­nie by zaraz potem upić pierw­szy łyk ze swego dru­giego kufla tylko i wyłącz­nie po to aby nie móc patrzeć na jej reak­cje jaka zapewne mogła być dziwna. Prze­cież osoba zada­jąca tego typu pyta­nie sama zapewne nie miała łatwego dzie­ciń­stwa. Ot wnio­ski nasu­wały się same. Kwe­stia inter­pre­ta­cji jed­nak pozo­sta­wała w stre­fie domy­śleń tak jak wszystko inne. Jed­nak Sam nie miała zamiaru jej opo­wia­dać, o sobie… Dobrze kła­mię. Miała zamiar dla­tego też gdy tylko odło­żyła kufel kon­ty­nu­owała nie bacząc na to co mogła powie­dzieć tamta bądź czego nie zro­biła.
-Gdy wycho­wuje Cie świat, karczma oraz orga­ni­za­cja nie masz czasu na tego typu rze­czy… – Nostal­gia. Cień jej wła­śnie poja­wił się w sło­wach kobiety. Deli­katny wręcz sub­telny cień nawią­zu­jący do wła­snej prze­szło­ści był czymś czego nie chciała zdra­dzać lecz oznaj­miła, to dla wła­snego nie­szczę­ścia. Zresztą taka drobna infor­ma­cja nie­wiele dalej komuś takiemu jak ta dziew­czyna, która i tak wie o jakiej orga­ni­za­cji mowa, a reszta? reszta jest tylko ostat­nim tchnie­niem prze­szło­ści jaka prze­mknęła pomię­dzy ich roz­mową. Tak roz­mową. Naj­wy­raź­niej Sam zaczęła podej­mo­wać ją jakby jed­no­cze­śnie pra­gnąć wyna­gro­dzić jej zacho­wa­nie sprzed paru minut oraz godzin. Czyżby dla niej troszkę się zmie­niła? Nie, to nie może być prawda… A może jed­nak jest? Ot zachcianka kogoś znu­dzo­nego świa­tem oraz wiecz­nym ucie­ka­niem. Zach­cianka jed­nego wie­czoru.
-Nigdy tego nie robi­łam- Odparła sztywno rów­nież prze­su­wa­jąc swój wzrok w stronę owej grupki oraz samych arty­stów jacy z każdą kolejną chwilą zaczy­nali grać o wiele lepiej. Przez chwilę nawet Sam myślała iż jest w domu. Prze­cież tam rów­nież przy­glą­dała się podob­nym wystę­pom lecz ni­gdy nie pró­bo­wała dołą­czyć do grupy ludzi. Nigdy także nie odczu­wała potrzeby pod­da­wa­nia się magii tańca jed­nak dziś miała zro­bić drobny wyją­tek dla­tego też ponow­nie spoj­rzała swój poważny wzrok na towa­rzyszkę i stwier­dziła
-Mogę jed­nak spró­bo­wać… O ile zechcesz mnie nauczyć panienko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pon Gru 07, 2015 10:11 pm

Może i była niewdzięczna. Czuła jednak, że czegoś jej brakowało, mimo wszystko. I jej myśli powoli układały się w całość, precyzując, czym to było.
- Dostałam wiele. Ale wciąż jestem niepocieszona, wiesz czemu? Oczekuję czegoś innego, niż to co właśnie mi oferujesz. Chcę tego, co nic nie kosztuje. Pragnę rozmowy, nie monologu. Tańca, jeśli już mamy milczeć. Uśmiechu, o ile to dla ciebie nie jest zbyt wiele. Nie dajesz mi tego, a zdawać by się mogło, że to prezenty ofiarowywane bez pomyślunku, w pełnej prostocie, jako odruch, typowo ludzki. – Podkreśliła ostatnie słowo, wytykając jej brak właśnie tej drobnej cechy, którą Jacqueline cała emanowała.
Za bardzo wiedziała, że pieniądze żądzą światem, sama uganiała się za nimi w każdej możliwej chwili. Ale miała również świadomość o istnieniu spraw nieporównywalnie ważniejszych, które choć są wartościowe, nie sposób zapłacić za nie brzęczącymi monetami. Można było kupić łóżko, jednak nie sen. Alkohol, ale nie szczęście, a sądząc po tym osobliwym przypadku, nie było co mówić o niewymuszonym uśmiechu.
Puściła wiadomość o braku wcześniejszego doświadczenia w tańcu mimo uszu, bo właściwie mogła się tego spodziewać. Usłyszała względne przyzwolenie i tyle wystarczyło, aby wstać, uderzyć otwartymi dłońmi w blat stołu, zwracając na siebie uwagę osób znajdujących się w pobliżu, zerując wkrótce piwo w zadziwiającym tempie. Wyciągnęła ku niej dłoń, ale nie czekała, aż księżniczka łaskawie ją chwyci, tylko pociągnęła ją, podrywając do góry.
- Nauczyć? Mnie nikt nie uczył tańczyć, więc nie wiem, czy podołam. Mogę spróbować... Albo podzielić się z tobą radą, chodź! – Szarpnęła ją za sobą na sam środek zbiorowiska, nie potrafiąc powstrzymać śmiechu. Było to jej typową reakcją na ruch, dotyk, odrobinę ożywienia. Nikt nie mógł podejrzewać, jak bardzo kochała to uczucie! – Wiem tylko, że nie trzeba tu niczego wiedzieć. Wystarczy czuć. I poddać się temu, na co masz ochotę. – Szepnęła, bo tylko tyle wystarczyło, skoro znajdowały się tak blisko.
Klasnęła w dłonie, na krótki moment puszczając dziewczynę, jednak prędko do niej wracając, nie zamierzając jej zostawić bez żadnych wskazówek, przynajmniej na początku. Zakołysała biodrami, początkowo wsłuchując się w rytm, a z czasem pozwalając sobie na coraz to żywsze przytupywanie nogą. Poruszała łagodnie dłońmi, nie pozwalając jej na stanie w bezruchu, aż w końcu wybuchnęła gromkim śmiechem. Poczuła to, jeszcze tylko chwilę usiłowała nie mrużyć powiek, oddając się temu, co przecież tak uwielbiała. Rytm uderzył wprost w jej serce, melodia mówiła już wszystko. Nie potrzebowała słów, wyuczonych na pamięć gestów, aby wiedzieć jak się zachować. Rozbrzmiewające wesoło dźwięki lutni sprawiały, że wszystko było aż nader oczywiste.
- I jak? – Zachichotała jak dziecko, kołysząc się energicznie, wykonując zgrabny przeskok, tylko po to aby znów wrócić do dłoni kobiety. – To chyba nie takie trudne? – Zapytała, nie mając wielkich oczekiwań po osobie, która cieszyła się na widok zwłok w katakumbach. Miała jednak nadzieję, że taniec przypadnie jej do gustu choć podobnym stopniu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Czw Gru 10, 2015 9:26 am

Jej słowa.
Może i były praw­dziwe lecz nie wpły­wały na Sam ponie­waż nie rozu­miała jej podej­ścia, do świata. Nie rozu­miała jej zacho­wa­nia oraz pra­gnień jakie zada­wały się być zupeł­nie inne niż wielu prze­cięt­nych ludzi. Więk­szość, z nich pra­gnie dachu nad głową, peł­nego żołądka oraz spo­koju. Ta tutaj jed­nak wyma­gała emo­cji. Te jed­nak nie były dobrą stroną Sam. Żyła ona prze­cież w innym świe­cie gdzie emo­cje zabi­jają, a wszystko co ludz­kie jest tylko oznaką sła­bo­ści. Kobieta nie znała uśmie­chu ponie­waż gdy tylko matka jej znik­nęła nie miała od kogo się tego nauczyć… Prze­cież nie od A… Ona ni­gdy sie nie uśmie­chała. Była niczym samotna góra lodowa dry­fu­jąca po oce­anie świata. Taką też stwo­rzyła Sam. Była ona odzwier­cie­dle­niem wszyst­kiego co znała, a co zda­wało sie być dla niej nor­malne.
Ta nor­mal­ność odbie­gała oczy­wi­ście od tego co widziała u tej tutaj, a przy­znać trzeba iż widziała wiele. Emo­cje, pra­gnie­nia, nawet nie­świa­dome prze­bły­ski marzeń o przy­szło­ści… Jed­nak mimo wszystko nie potra­fiła jej zro­zu­mieć tak samo jak nie potra­fiła zro­zu­mieć wyrzutu jaki jej przed­sta­wiła. Był on irra­cjo­nalny dla Sam… I takim miał pozo­stać do chwili jaka na nowo zmie­niła jej pogląd…
Czy była przy­go­to­wana na taki obrót spraw? Nie, nie była i szcze­rze powie­dziaw­szy ni­gdy nie będzie dla­tego też nie­świa­do­mie dała się jej por­wać mimo iż tak naprawdę nie miała ku temu naj­więk­szej ochoty. Dała się pro­wa­dzić na par­kiet jej niczym swej sio­strze. Znów bowiem zda­wała się odczu­wać coś w rodzaju amoku, a jej wła­sne ciało zda­wało się nie nale­żeć do niej. Wiem. Dziw­nie, to brzmi lecz ina­czej nawet naj­zna­mie­nit­szy kro­ni­karz nie był by wsta­nie oddać tego co teraz działo się wewnątrz Sam, a działo się naprawdę wiele. Oczy­wi­ście nie mówię tutaj o roz­mowę, z wła­snym ja. Mowa, o czymś zupeł­nie innym czego nie potra­fiła zro­zu­mieć. Prze­cież nie powinna była pozwo­lić sobie na tego typu zacho­wa­nie. Nie powinna była pozwo­lić sobie na wyj­ście pomię­dzy tych ludzi oraz zma­ni­pu­lo­wa­nie się, a mimo wszystko zro­biła to. Pod­dała się jej niczym za sprawą magii. Pro­blem jed­nak pole­gał na tym iż jedy­nym zaklę­ciem jakie zostało użyte był dobry humor tego dziew­czę­cia. humor jaki zda­wał się być nie­na­tu­ralny przy­naj­mniej dla Des. Nie spo­tkała bowiem w swoim całym życiu osoby jaka była by tak pozy­tywna. Nikt nie miał prawa być aż tak pozy­tyw­nym, a tu pro­szę… Tra­fiła na wariatkę.
Tym razem jed­nak nie prze­szka­dzało jej, to tak samo jak szept jakim została obda­rzona. Szept wyja­śnia­jący po cześć, to co czuła wła­śnie ta dziwna istota. Szept wielce nie­po­trzebny, a zara­zem przy­jemny dla ucha. Szept przy jakim odgłosy świata nikły by po chwili na nowo ude­rzyć, w Sam z dwo­joną siłą tak samo jak obraz widziany przed nią samą. Obraz rado­snej dziew­czynki wczu­wa­ją­cej się w grę… I trud­nym do przy­zna­nia jest fakt iż Sam na swój spe­cy­ficzny spo­sób pod­dała sie temu co ją ota­czało. Pod­dała sie chwili, muzyce oraz obra­zowi. Pozwo­liła aby wszystko, to co ją zaata­ko­wało jed­no­cze­śnie zawład­nęło cia­łem dzięki czemu nie stała pośród nich ani też nie była kłodą za jaką zapewne ją uwa­żano…
-Trud­niej­sze niż życie- Odparła w chwili gdy na nowo ją poczuła bli­sko sie­bie lecz mimo wszystko na­dal pozo­sta­wała w świe­cie muzyki, śpiewu, tańca oraz uśmie­chu? Tak sku­piała swą uwagę na uśmie­chu jakie malo­wało się na tym dzie­cin­nym licu. Uśmie­chu rzu­ca­ją­cym kon­trast na nią sama. Prze­cież mimo iż obie pod­da­wały się ener­gii miej­sca tylko jedna, z nich wyglą­dała na wypełni szczę­śliwa…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pią Gru 18, 2015 9:17 pm

Nie potrafiła zrozumieć, ale już więcej nie próbowała tego robić. Uznała ją za nieuleczalny przypadek, który zresztą zniknie nim zdąży zapytać ją o imię. Jutro wszystko wróci do normy, więc po co miała się starać dla obcej osoby? Idiotyczne pytanie. Zawsze to robiła. Bez przyczyny, dla samej satysfakcji. Chociaż zazwyczaj nie trafiała na tak beznadziejnych pacjentów, jednak od czego były wyzwania. Wieczór dopiero się zaczynał, a ilość alkoholu przed nimi była ogromna.
Wszystko stawało się coraz proste, a ten brak zrozumienia pojawiał się na tyle często, że mogła uznać go za coś zupełnie zwyczajnego, na porządku dziennym. Za najlepsze rozwiązanie uznała podejść do sprawy z dystansem, pozwolić jej samej się rozwinąć, bez wymuszonych pytań i działań.
Nic co mówiła nie pomagało, więc przeniosła czyny ponad słowa. Ich taniec stawał się coraz bardziej dziki, aż zdawać by się mogło, że to muzyka dopasowuje się w zgrabne lub nie, ale na pewno żywe kroki. One wybijają ten szaleńczy rytm ruchami swoich bioder, kończyn, a może i oddechem, który z czasem zdążył przyspieszyć.
Piosenka stawała się coraz bardziej energiczna, co akurat nie było spowodowane żadnym z życzeń, ani też przypadkiem. Ludzie wkoło zauważyli to drobne ożywienie, niektórzy dołączając się, a inni wybijając melodię o swoje dłonie. Muzycy zaś korzystali z okazji, zauważając w ich tańcu okazję do rozkręcenia tego wieczoru na dobre.
- Wszystko jest prostsze od życia. Każdy potrafi żyć. A taniec jest jego częścią, niewiele trudniejszą. – Odparła cicho, nie trudząc się, aby towarzyszka ją dosłyszała.
Razem z nią tańczyły jej ubrania, falowały włosy, w końcu wypuszczone na wolność. Było to zupełnie osobliwe uczucie dla Jacqueline, ale kojarzyło jej się z wolnością, do której tak dążyła. Rumieniec pojawił się na jej policzkach, uśmiech nie znikał jeszcze przez długi czas. Krok, przeskok, kolejny krok, delikatny obrót. Pociągnęła ją w swoją stronę.
- Powiedz mi... zakładając, że wygrasz – czego byś sobie życzyła? Gdy to zaproponowałaś, miałam wrażenie, że masz już coś na myśli. – Wspomniała ową chwilę, zastanawiając się, jak bardzo źle będzie jeśli przegra ich zakład. Nie to, żeby dopuszczała w ogóle taką opcję do siebie, o nie!
/wybacz, że kazałam Ci tyle czekać na odpis :C

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Sob Gru 26, 2015 8:17 pm

Bliskość. Nigdy nie była domeną Samaela dlatego też dziewczyna prawie natychmiast zatrzymała się w miejscu i gdy tylko ta zadała pytanie odpowiedziała wprost.
-Jeśli wygram chce Ciebie...- Krótko i na temat. Jedni powiedzieli by teraz, że jej słowa były nie na miejscu. Inni zapewne użyli by wielu różnych farmazonów lecz Sam nie miała zamiaru czekać na jej reakcje, a wprost przeciwnie. Ruszyła ku ich miejscu biesiady lecz gdy ich barki znalazły się na równi poziomej dodała poważnym wręcz złowieszczym tonem -... twojego genu jaki skrywasz...- Skąd wiedziała? Samael gdyby tylko pracowała oficjalnie dla organizacji zapewne była by sławna, z powodu swego bezbłędnego rozpoznawania wszystkich anomalia, a przecież ta dziewczyna była idealnym przykładem. Posiadała anomalię jaką znała. Wyczuwał, to już w krypcie mimo iż zanim tam nie zeszła jedynie podejrzewała, z kim przyszło jej podróżować.
Tutaj jednak po raz pierwszy wyszła jej natura, a raczej fakt iż nie jest do końca tym za kogo ją uważano. Przecież gdyby była fanatykiem już dawno rozpaliła by ogień, a nie przesiadywała w karczmie, z tą niewiastą, a tu proszę. Des wróciła na swe miejsce gdzie rozsiadła się wygodnie by prawie natychmiast uchwycić w dłoń drewniany kubek, z jakiego upiła kolejny łyk. Tym razem jednak przyglądała się jej jeszcze bardziej uważnie, a Jacq mogła nawet zauważyć delikatną zmianę w postawie swej znajomej. Przez chwilę bowiem jej spojrzenie zdawało się zmienić na takie jakiego jeszcze nie widziała... Spojrzenie rzucające jej wyzwanie oraz jednocześnie zrozumienie... Czyżby, to spojrzenie mówiło "znam Cię lepiej niż myślisz", a może po prostu był to jedynie przypadek?
Nie... Przypadki nie istnieją w słowniku Des... Przecież jej życie należy do niej samej, a nie do jakiegoś bóstwa, losu czy czegoś jeszcze w co ludzie mogą wierzyć... Tak czy inaczej jej zachowanie oraz słowa były zamierzone tak samo jak i kolejne czyny jakie zaowocowały zaraz, w chwili gdy drewniany kubek ponownie złączył się z blatem. Mianowicie dziewczyna wstała, z miejsca lecz tym razem udała się w stronę wyjścia dając przy tym swej towarzyszce delikatny znak aby ruszyła za jej śladem. Czyżby był, to kolejny podstęp, a może zupełnie coś innego?
Jacq nie przekona się jeśli nie podejmie decyzji. Uciekać czy poddać się tej dziwnej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Gru 27, 2015 5:54 pm

Muzyka w jednej chwili urwała się, a świat zatrzymał w miejscu. Nic nie falowało, nic się już nie kręciło. I ona przystanęła, początkowo nie potrafiąc drgnąć po tym, co usłyszała. Oderwała się od kobiety, puściła jej dłoń, odsunęła się o krop. Przestraszyła się, jak miała inaczej zareagować po czymś takim?
Strzegła swoich tajemnic, nigdy nie obnosiła się ze swoją mocą i dbała o swoje towarzystwo, by któregoś razu nie powiedzieć za dużo żadnemu z Inkwizytorów. Jeśli już spełniała życzenia, zawsze upewniała się, czy przypadek mógłby zdziałać tyle samo, aby w razie czego mogła zrzucić winę właśnie na niego. Nie podobała jej się na sytuacja. Pierwszym odruchem jaki poczuła, była chęć ucieczki. Nic dziwnego, zdążyła poznać, jak traktuje się wiedźmy w tym mieście. Węszyła zagrożenie na kilometr.
Zmysły powróciły już do normy, melodia ciągnęła się jednak dalej, tylko ona stała jak wryta pośród tejże zabawy. Uśmiech prędko zrzedł jej z twarzy. Nie miała większego wyboru, póki co podążyła za ciemnowłosą do ich stolika, cały czas napięta i gotowa do ewentualnej ucieczki.
- Nie wiem skąd masz podobne informacje i właściwie nie chcę wiedzieć – Stanęła przy stoliku, w pobliżu niej. Na razie wolała się nie rozsiadać, a co dopiero pić. – Życzenia, czyli nasze wygrane miały być w granicach rozsądku, czyż nie? Nie uważasz, że moja osoba jest trochę za dużą stawką? Zresztą... nie wszystko jestem w stanie oddać, żeby to było takie proste! – Prychnęła, zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi z tym całym genem. Nie potrafiła się zrzec swoich umiejętności, czego nieraz żałowała. Chętnie spełniała zachcianki innych, a wiedźmie moce jej w tym pomagały, bywały też przydatne i wprowadzały do jej życia pewnego rodzaju energię. Jednak nie potrafiła ocenić, czy nie lepiej po prostu byłoby być normalną dziewczyną, nie ściganą na każdym kroku przez Inkwizytorów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Gru 27, 2015 6:13 pm

Jej reakcja była przewidywalna. Każda osoba, z jaką przyszło jej czynić w podobny sposób zachowywała się prawie tak samo. Wszyscy przecież starali się ukryć swoje pochodzenie oraz sprawić iż ich życie jest jedynie chwilową normalną plamą lecz nie wiedźmy. One zawsze miały coś na sumieniu. One zawsze były prześladowane, a mimo wszystko potrafiły się przystosować...
Samael wpatrywała się w nią swoim spokojnym spojrzeniem gdzie zrozumienie igrało, z nienawiścią.
-Skąd? Wyczuwam, to tak samo dobrze jak Ty czujesz wiatr...- Odparła świdrując ją wzrokiem jaki zdawał się rzucać jej wyzwanie. Zdawał się być czymś zupełnie normalnym, w świecie takim jak ten mimo iż ich rozmowa nie była wcale normalna nawet jeśli obie pragnęły aby taką oto była.
-Moje życzenie jest, w granicy rozsądku. Dobrze wiem jak się czujesz w tej chwili oraz wiem jakim brzemieniem zdajesz się byc obciążona... Jednak nie zmiana, to mego życzenia. Jeśli wygram chce właśnie tego co posiadasz... - Mówiła szeptem jaki zdawał się dochodzić jedynie do uszu jej towarzyszki, a świat? Zdawał się żyć własnym życiem i nikt nawet nie zwrócił uwagi na tą dwójkę. Przecież nie wyróżniały się. Były jak reszta. Ot dwie kobiety rozmawiające o mniej bądź bardziej ważnych sprawach przy trunku. Brak broni czy oznak przynależności zdawał się im pomagać w pozostaniu anonimowymi za co Sam była naprawdę wdzięczna.
-Chce Ci coś pokazać lecz nie tutaj.- zaczęła, z cicha by zaraz potem kontynuować -Możemy wyjść bądź wrócić do pokoju. W obu przypadkach nasz konkurs trwa i badź spokojna... dziś ani jutro nie zgaśnie w Tobie życie. Jak mówiłam rano odejdę i już mnie nie zobaczysz... Chyba, ze sama zmienisz zdanie. - Sam wstała, z swego miejsca tylko i wyłącznie po to aby zrównać się, z towarzyszką. Mogła teraz odwrócić wzrok. Mogła ująć jej dłoń bądź wbić sztylet w jej żebra... Mogła wiele lecz nic takiego nie uczyniła ponieważ pragnęła jej coś ukazać. Lecz zanim dojdzie do tego przez jej twarz przemknął delikatny cień, a z ust padły pewne słowa jakich zapewne nikt nie spodziewał się usłyszeć w takich okolicznościach.
-Co zrobisz jeśli zapragnę przedstawić Ci świat jakiego nawet nie znasz, a jaki połączony jest, z wydarzeniami z katakumb? Co jeśli ukarze Ci Krainę Cieni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Gru 27, 2015 7:34 pm

Ta rozmowa z każdą chwilą coraz mniej jej się podobała. Wiedziała, że nie powinna wierzyć we wszystko, co jej się mówi, czarnowłosa mogła blefować ze wszystkim. Jednak intuicja, a właściwie osobliwość tejże postaci podpowiadała Jacqueline, że nie byłaby zdolna do kłamstwa. Taka jest, w całej swojej prostocie i szczerości. I z tym pojawił się kolejny wniosek. Skoro ona potrafi to wyczuć, sama nie mogła być zwyczajną osobą.
Jack nie zamierzała się jednak do niczego przyznawać i także wiedziała, że niczego jej się nie udowodni. Zachowała ostrożność, dużo plotek słyszała o tak zwanych „Męczennicach”, podszywających się pod koleżanki, przyjaciółki, kochanki, tylko po to, aby zdobyć zaufanie czarownicy i w następnej kolejności wydać ją w ręce Inkwizycji. Na samą myśl przechodził ją dreszcz. Bała się, nie mogła inaczej zareagować. To miasto sprawiało, że każdy z nadprzyrodzonymi zdolnościami pozostawał nieufny, a na żadnej z płaszczyzn nie czuł się pewnie.
- Nie mam powodów, by gdziekolwiek z tobą iść. Już samym błędem było, że przyszłam tu z tobą. – Mruknęła, jak zwykle nie bawiąc się w podchody i wyrzucając z siebie wszystkie myśli. Będzie miała nauczkę na przyszłość, chociaż wysoce prawdopodobne, że nic z niej nie wyciągnie. Picie z nieznajomymi to niemal częścią jej cowieczornej tradycji.
- Byłabyś beznadziejnym domokrążcą. Bardzo chcesz mi coś pokazać, czuję to. I jednocześnie reklamujesz to jak dziewiąty krąg piekielny. Życie jest mi miłe, słodka towarzyszko, której imienia nie poznałam. Lubię je. Lubię to co znam, jestem z tym szczęśliwa. Nie potrzebuję twojej wiedzy. – Odparła poważnie, na jej ustach już dawno (jak na jej możliwości) nie pojawiał się uśmiech.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Gru 27, 2015 7:50 pm

-Kobiety... - Wymamrotała jedynie pod nosem wzdychając przy tym, z cicha jakby cala ta konwersacja męczyła ją wielce mimo iż po jej zachowaniu ani mimice twarzy nie można było wyznać czy jest ona utrudzonym wędrowca czy też nie. Tak czy inaczej Sam oparła się o stół po czym nalała sobie kolejny kufel jaki chwyciwszy w dłonie przysunęła do swych ust.
-Spójrz na swoje prawe ramię- Poleciła po czym zatopiła swe myśli w podłym trunku dzięki czemu mogła skupić sie na tyle aby stworzyć małego bałwanka wesoło zasiadającego na ramieniu dziewczyny. Bałwanka jaki pojawił się tam tylko na chwilę. Obie przecież nie mogły ryzykować a przecież powiedzmy sobie, to szczerze w dzisiejszych czasach wiedza oraz umiejętności były czymś zupełnie cennym tak samo jak życie kogoś podobnego do siebie.
Spytacie więc czemu Sam postanowiła nieznacznie ujawnić się przed towarzyszką? Cóż prawda była prosta. Potrzebowała jej i miała ku niej pewien plan lecz bez pomocy osób jej podobnych nigdy nie dojdzie on do skutku dlatego więc musiała zyskać dla siebie sprzymierzeńców... Choćby na chwilę.
-Zawsze fascynowało mnie zachowanie takich jak ty...- odezwała się wreszcie gdy tylko chłód jaki wytworzył jej drobny przyjaciel uleciał niczym resztki snu, z powiek podróżnika budzącego się do życia. Na ustach Sam zagościło coś czego nie można było nazwać uśmiechem ponieważ mógł być, to jedynie cień rzucany poprzez grę świec oraz wnętrza kufla jaki nadal trzymała przy swych ustach niczym gorącą herbatę. -Jak już mówiłam nie spłoniesz..- dodała zaraz potem przenosząc wreszcie leniwie wzrok na Jacq. Zrobiła, to tylko i wyłącznie po to aby móc zrozumieć jej zachowanie. Przecież dobrze wiedziała, że ta jej nie ufa... Było, to wyczuwalne bardziej niż śród jaki rozszedł się po karczmie w chwili gdy jeden, z gości oddał całą zawartość swego żołądka na ławę.
-Twój ruch panienko- Dodała odstawiając naczynie na blat by w kolejnej chwili ruszyć w stronę schodów ostentacyjnie przy tym mijając swoją rozmówczynie. Tak dała jej wybór. Mogła teraz wyjść i wrócić nad ranem po swoje rzeczy. Mogła także pójść za nią... Mogła równie dobrze jeszcze pozostać tutaj między muzyką, smrodem oraz rozbawionymi ludźmi jacy zdawali sie ignorować wszystko i wszystkich. Jednak cóż zrobi Jacq? Sam nie wiedziała i miała, to zwyczajnie gdzieś. Przecież ona już wybrała. Ruszyła w stronę pokoju gdzie pozostawiła swe rzeczy, a gdy tylko zamknęła za sobą drzwi wręcz natychmiast ruszyła ku swemu ekwipunkowi. Musiała przecież odejść. Zawsze tak czyniła i co z tego iż do ranka jeszcze wiele czasu? Nic. Dla niej czas był tak samo abstrakcyjny jak i własne pochodzenie. Zresztą, to nie czas ni miejsce na rozmyślania. Toć, to czas działania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Gru 27, 2015 9:32 pm

Denerwowało ją to wszystko. Nie czuła stabilnego gruntu pod stopami, nie wiedziała jak się zachować. Prychnęła w odpowiedzi, powstrzymując się od komentarza. No tak, jakby czarnowłosa wcale kobietą nie była!
Spełniła jej życzenie, a jej podejrzenia potwierdziły się. Oczywiście nie mogła powstrzymać pierwszego zaskoczenia, ba – nawet strachu, co w większej mierze było spowodowane tym, że nie spodziewała się niczego znaleźć na własnej ręce, a już na pewno nie… bałwanka!? Czuła go i widziała, na własne oczy. Był chłodny, nieznacznie cięższy od powietrza. Powstrzymała się tylko cudem od pisku, za nic na świecie nie chcąc zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi otoczenia.
Nie wiedziała, o czym mówi czarnowłosa, ale nie było to żadną nowością. We własnym mniemaniu nie była osobą specjalną, dlatego nie rozumiała, czemu trafiło właśnie na nią. Jakby nie mogła upatrzyć sobie innego frajera do z pewnością fascynującej podróży w „Krainę cienia”.
Odeszłaby, to pewne. Gdyby tylko nie drobny szczegół. Torbę z całym dobytkiem zostawiła na górze, bo przecież zaufała jej! Ach, błąd! Nie była specjalnie przywiązana do rzeczy materialnych, ale tam naprawdę było wszystko, co zdążyła zebrać, kupić lub ukraść przez lata. Nie miała zbyt wielkiego wyboru.
- Denerwuje mnie twoje zachowanie – Oznajmiła cicho, krocząc za nią do pokoju. – Nie podoba mi się to wszystko, ani trochę – Kontynuowała, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Nie, co by nie powiedziała, tamta ignorowała wszystko, i tak robiąc swoje.
Gdy dostały się do pokoju ostrzegła ją tylko:
- Nie na to się pisałam. Nie licz na to, że nie zwieję, chociażby przez okno, jeśli jeszcze raz usłyszę jakąś brednię z twoich ust. – Spojrzała na nią ostrzegawczo, zwyczajnie bojąc się o swoje życie. Kto wie co po głowie chodzi szaleńcom?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Gru 27, 2015 9:51 pm

Podejście Sam do świata było proste. Traktowała wszystkich jednakowo. Lubowała się w tropieniu oraz tworzeniu wszelakich intryg, a do tego nienawidziła zachowań kobiet mimo iż teoretycznie była jedną, z nich. W praktyce jednak Sam nigdy nie potrafiła się zidentyfikować. Była przecież Tworem. Została stworzona więc czemu miała by myśleć iż ten świat należy do niej, a ona do niego? Czemu niby miała upodabniać się do istnień jakie ją otaczają skoro wiele zachowań najzwyczajniej w świecie ją irytowało, a tym bardziej zachowania kobiece. Ich logika, postrzeganie świata czy choćby obycie było dla niej niczym wyśmienita sztuka jeśli oczywiście oglądała ją z dala... Jednak gdy już miała, z takową bliższy kontakt... cóż wtedy nie mogła powstrzymać się od takiego a nie innego komentarza połączonego, z delikatną irytacją.
-Nie interesuje mnie to- odparła jak gdyby nigdy nic gdy usłyszała jej wyrzuty. I szczerze taka była prawda. Nie interesowała ją jej złość czy inne rzeczy tak przyziemne, a tym bardziej połączone, z wyrzutami jakie najczęściej prawią wkurzone żony bądź niedopieszczone kochanki... Jednak ta tutaj nie należała do żadnej, z wyżej wymienionych co stawiało ją w jeszcze bardziej podłym świetle niż wszystko inne.
-Co jeśli zaproponuję Ci pracę? Zadanie jest trudne, a zarazem dobrze płatne... - Odezwała się wreszcie gdy tylko po dotarciu do pokoju bez słowa ponownie założyła na swe biodra pas przy którym spoczywała jej broń. Zapinała go powoli i dokładnie jakby martwiąc się tym iż może on nie leżeć tak jak by tego chciała, a każdy szanujący się łowca wie iż odpowiednio dopasowana broń potrafi uratować życie.
-Ach... i nie obchodzi mnie, to co zrobisz teraz. Jak już mówiłam jesteś bezpieczna- Kolejne słowa rzuciła w jej stronę w tej samej chwili w jakiej uchwyciła swój płaszcz. Nie, nie zakładała go ponieważ pragnęła opuścić gospodę w spokoju. Nie chciała także rzucać sie w oczy mimo iż zapewne te spojrzenia które były uważne już dawno doniosły o tym spotkaniu...
Czas naglił. Sam nie czekała na jej odpowiedzi. Nie martwiła się reakcjami ponieważ była przygotowana na wszystko (prawie) jednak... Każdą , z reakcji przewidziała poczyniwszy od ucieczki, a skończywszy na własnej śmierci. Ot ryzyko zawodowe. Tak czy inaczej jeśli nie Jacq, to kolejna osoba... Sam miała przecież czas. Miała wszystko, to czego nie posiadali inni co czyniło ją zupełną odwrotnością normalnego człowieka.
Inkwizytorka bez słowa ruszyła w stronę wyjścia mijając bezimienną towarzyszkę jakiej nie zdradzi nic więcej jeśli ta zechce wybrać inaczej. Jeśli jednak jej podejście zmieni się to jeszcze była szansa... Jednak czy oby na pewno? Nikt nie jest przecież wstanie przewidzieć co kryje się w głowie kobiety jaka po raz ostatni omiotła spojrzeniem pomieszczenie oraz swą towarzyszkę posiadając przy tym dziwny błysk w oku. Błysk szaleństwa połączonego, z prostotą oraz tęsknotą...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Zajazd na obrzeżach
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Obrzeża lasu
» Dom Yui Takumi i Agavaen Brockway - Obrzeże Tokio
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu
» Zaułek na obrzeżach
» Gospoda "Królewski Zajazd"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: