IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Szpital psychiatryczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Szpital psychiatryczny   Nie Maj 29, 2016 2:01 pm


Ogromny, ciągnący się niczym pałac budynek o potężnej, nieco zabytkowej budowie, spokojnie mieszczący w swoich murach najwspanialsze, największe przyjęcia, czyli całą społeczność Wishtown, a właściwie i jeszcze kilku sąsiednich wiosek. Tak, o takie zastosowanie można pierwotnie posądzić to bogate, urządzone z przepychem miejsce, do kiedy tylko nie zobaczy się tabliczki, znajdującej się tuż przy samym podjeździe. Zdradzającej prawdę. „Szpital psychiatryczny” - głosi większy napis, a pod nim znajduje się jego krótka historia, którą z pewnością przeczytali tylko nieliczni. Pomimo przyjemnego dla oka krajobrazu, nikt nie przebywa w owym miejscu chętnie, łącznie z pracownikami, a o przymusowo przetrzymywanych tu pacjentach nie wspominając.
Budynek dzieli się na dwa skrzydła; w prawym umieszczone są pacjentki, w lewym pacjenci, z tym że drugie z nich pozostaje niezmiennie od lat, o wiele mniej zapełnione. Skrzydła podzielone są na poszczególne sektory, w zależności od stanu chorego. Od zwyczajnego pokoju, a na izolatce kończąc. W głównym budynku znajdują się pokoje pracowników, wszelakie gabinety i inne pomieszczenia, służące wyłącznie do załatwiania formalności.


___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pon Maj 30, 2016 7:54 pm

Nie silił się na utrzymanie konwersacji podczas podróży, która okazała się należeć do tych zdecydowanie dłuższych w jego życiu. Nie chodziło nawet o same przemierzenie miasta przy pomocy dorożki, tuż po wydostaniu się z zarośli tataraków, ale właśnie o samo towarzystwo. Oczywiście, nie omieszkał obserwować czujnie dziewczyny, zwracając uwagę na jej ruchy i miejsce, w którym trzyma dłonie. Uśmiechał się przy tym łagodnie, ale jego myśli nie były zbyt przyjemne.
Wolałby, aby dziewczę mu nie uciekło, skoro zdecydował się poświęcić jej resztę dnia. W szpitalu psychiatrycznym, opowiadając swoją wersję historii i udowadniając, że jest ona słuszna i jedyna. Nie przypuszczał, że rudowłosa o nieznanym mu jeszcze imieniu, wykaże się sprytem. Podczas spotkania nad rzeką powiedziała o słowo za dużo i chwilowo sprawiał wrażenie osoby bardziej zdrowej na umyśle. Do kiedy tylko nie zaczął z nią dalej dyskutować. I zataczać się ze śmiechu, bo cała sytuacja przekroczyła jego wyobrażenia.
Tym razem jednak zamierzał zachować powagę i przedstawić sprawę możliwie szczerze i dosadnie. Nie planował wdawać się w niepoprawne dyskusje, chociaż to czasami było ponad jego siły. Osobiście jednak wolał nie spędzić reszty swojego życia w pokoju bez klamek.
Gdy dojechali na miejsce, podziękował przewoźnikowi i wręczył mu drobne za fatygę. Nie usiłował już pomóc rudowłosej wysiąść z pojazdu, wiedząc, że zapewne skończyłby ze swoją laską w tyłku. Przepuścił ją w progu, rozglądając się za jakąkolwiek żywą duszą. Tak, wkrótce dopadł ich pomocnik, elegancko ubrany, gdzieś w wieku Lynna.
- Byli państwo umówieni? – zapytał po krótkiej wymianie uprzejmości, na co zegarmistrz nieco stracił swoją pewność siebie. No tak, zapewne nikt normalny nie pojawiał się tu bez wcześniejszej zapowiedzi, a już na pewno nie podczas przypadku znalezienia wariatki na ulicy. Usiłował zachować chłodny spokój:
- Nie, nie przyszliśmy w odwiedziny… Ja i moja towarzyszka potrzebujmy rady profesjonalisty. – wyprostował się, starając się wyglądać na rozgarniętego. Jako że jego pierwotnym celem było pływanie, nie założył swoich wyjściowych ubrań i aktualnie czuł się blado przy dostojnym lekarzu.
Mężczyzna zmierzył ich uważnym spojrzeniem, po czym poprowadził po schodach do jednego z korytarzy. Pewnie wyrobił sobie już o nas zdanie, pomyślał Lynn, szczerze bojąc się, że wyglądają jak małżeństwo, którym się nie układa. Na tyle mocno, że zaryzykowali wizytą w psychiatryku. Zatrzymali się pod jednym z gabinetów, pomocnik lekarza kazał im chwilę poczekać, a następnie wprowadził ich do środka, gdzie wyczekiwał ich już zapewne ktoś znający się na rzeczy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Maj 31, 2016 9:46 am

Racja, czuła nieustępujący wzrok swojego towarzysza na własnej osobie. Spojrzenie te, jak zauważyła nieomylnie, skupione był głównie na jej dłoniach, czemu Antoinette raczej się nie dziwiła. Wiedziała, o co mu chodzi. Ale nie, po dwóch nieudanych próbach, nie zamierzała ponownie usiłować dokonać na nim morderstwa. Nie była głupia, skoro wcześniej jej się to nie udało, nie uda się pewnie i teraz. Zwłaszcza, że jak na ten moment mężczyzna na pewno był bardziej doświadczony. Poznał jej taktykę. Muszę ją zmienić, pomyślała, a po wyrazie jej twarzy nie dało się wyczytać niczego. Specjalnie przybrała taką minę, by ten nie mógł się niczego domyślić.
Zastanawiała się, jak jej towarzysz ma na imię, jednak, z jakiegoś osobliwego powodu coś powstrzymywało ją przed zadaniem tego typu pytania. Dlaczego? Nawet samej sobie nie potrafiła tego wytłumaczyć. Po jakimś czasie jednak odnosząca się do tego ciekawość ulotniła się, Antoinette po prostu o tym zapomniała. Wolała za to skupić myśli na czymś zupełnie odmiennym. A mianowicie, co powie lekarzowi? Miała w głowie mętlik, siedząc i oczekując dotarcia na miejsce. Miała mętlik nawet, gdy oboje wysiedli, a mężczyzna zapłacił za podróż. Szła zamyślona, aż z zamyślenia wyrwało ją nieoczekiwane spotkanie. Z pewnym człowiekiem, pytającym się ich, czy zostali umówieni. Antoinette postanowiła nie odpowiadać. Wolała pozostawić to swojemu towarzyszowi, więc jedynie spojrzała na niego wymownie. Nie zdjęła spojrzenia nawet, gdy zaczął i kiedy skończył mówić. Uznała, że odezwie się dopiero w gabinecie. Dobrze zrobi, a może wręcz odwrotnie? Milcząc, ma szansę na poważne zastanowienie się, co powiedzieć. Tak, wróciła do tej kwestii myślami, uznając, że jest jak na tę chwilę najważniejszą. Najistotniejszą.
Najpierw musiała się zastanowić, czemu mężczyzna uznał ją za wariatkę. Przez próbę morderstwa? Najwidoczniej tak, w takim razie ma tylko jeden powód do uzasadnienia swojej racji i zapewne pragnienia, by ją tu zostawić na dłużej (albo jedynie jej się tak wydawało). A może nazwał ją świruską przez coś zupełnie innego? Tylko, do jasnej cholery, co? A może... dowiedziawszy się, iż rudowłosa przejrzała go na wylot i zna jego cel, pragnął osłabić jej czujność, nazywając ją tak, jak ją nazwał. Chciał wmówić jej chorobę psychiczną, a gdyby została w psychiatryku na dłużej, byłby bardziej bezpieczny. On i jego organizacja, ma się rozumieć.
Powodów mogło być jeszcze o wiele, wiele więcej. Powinna rozpatrzeć je wszystkie, a przynajmniej zdecydowaną większość. Gdyby udało jej się tego dokonać, potrafiłaby odpowiedzieć na jego zarzuty (przedstawione lekarzowi) w taki sposób, że specjalista z pewnością uwierzy w wersję dziewczyny.
Ale z jednego była szczególnie zadowolona. Uznała, że teraz to On boi się jej, nie odwrotnie, jak to powinno być. Ot, zamiana ról, mężczyzna przestraszył się słysząc, iż ta przejrzała go na wylot.
Zostali poprowadzeni do gabinetu, a Antoinette od razu zaczęła badać spojrzeniem wystrój pokoju. Pokoju, w którym zabawią pewnie dłużej, niż im się wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Cze 02, 2016 3:03 am


MISTRZ GRY


Szpital z zewnątrz był okazały, prawda, i można byłoby spodziewać się po nim wiele, w tym luksusów, ale pozory często mylą, a ów przypadek wcale nie przedstawiał się inaczej. Tylko nieliczne pomieszczenia urządzono w sposób reprezentatywny dla budowli. Reszta była prosta, jak tylko było to możliwe, a najbardziej oberwało się pokojom dla tych bardziej poszkodowanych umysłowo ludzi. Wszakże należało zadbać o bezpieczeństwo pacjentów. Gdyby taki jeden wydłubał sobie oko świecznikiem albo roztrzaskał głowę o kant kredensu? Najmniejsze niedopatrzenie poskutkować mogło tragedią. Chyba nie trzeba zanurzać się głębiej w szczegóły... że tak samo jak wielkością chwalił się budynek, okazałe były również problemy, z jakimi borykał się personel, nieustannie przebywający pod jednym dachem z osobami, którym nie dopisywało zdrowie psychiczne. Zresztą – nie tylko. Podział pacjentów nie wynikał wyłącznie z rodzaju choroby i stopnia jej szkodliwości, ale także ze słuszności i niesłuszności sprowadzenia do psychiatryka. Co tu dużo mówić, zdarzały się osoby, które wcale nie powinny znajdować się w tym miejscu, a jednak trafiły tutaj przez rodzinne intrygi bądź zostały uznane za zbyt niebezpieczne dla władzy. W końcu wariatowi nikt nie uwierzy i na dodatek będzie taki delikwent pod czujnym okiem odpowiednio dofinansowanych lekarzy. Antoinette i Lynn, jak większość przybyszów, mieli okazję zetknąć się z jednym z problemów z grupy pierwszej...

Jegomość, który wyszedł, aby was powitać, dostrzeżonych z wnętrza nowych gości, po krótkiej wymianie zdań, poprowadził waszą dwójkę w głąb głównej części budynku, gdzie obrał na chwilę obecną jedynie słuszną trasę, której celem był jeden z gabinetów oraz pracujący w nim lekarz. W czasie tej krótkiej wędrówki nie mogliście nie usłyszeć dziwnych jęków i innych niepokojących dźwięków, jakie nawet tutaj docierały z obu skrzydeł szpitala. Towarzyszyły wam jeszcze długo (I zaprawdę, nietrudno było się domyślić po tej minucie lub dwóch, na jakim poziomie stała rotacja pracowników, już tylko ze względu na same odgłosy wytwarzane przez chore osoby, bo nie wszyscy potrafili znieść je przez dłuższy okres.), aż oddaliliście się od dwóch hallów, tego zakręcającego w lewo i tego w prawo, a potem wreszcie stanęliście przed drzwiami gabinetu.
Psychiatra przyjrzał się obrzucił was spokojnym, ale uważnym spojrzeniem. Jeśli już rozpoczynał swą analizę, to naprawdę dobrze się z tym ukrywał i z życzliwym, ale ujawniającym się na odrobinę zmęczonej twarzy uśmiechem, przywitał się tymi słowy:
Witam państwa. Jak mi już wiadomo, nie przyszliście po żadne wyniki krewnego lub w odwiedziny, a potrzebna wam porada – rzekł, wskazując miejsca siedzące po przeciwnej stronie od swojego fotela. – Proszę, możecie tutaj usiąść. Państwo jesteście małżeństwem? – zapytał was zupełnie niewinnie, nieświadomy przeszłości obecnego dnia, którą wspólnie przeżyliście. Być może pomocnik podzielił się z nim swoimi przypuszczeniami, a może specjalnie zaprowadził akurat do tego gabinetu, nie usłyszawszy z waszych ust przyczyny waszego przybycia i jakiego rodzaju problem was dotknął...
Odpowiedź nadeszła chwilę później... Kłopotliwe... Mężczyzna poprawił ułożenie okularów o okrągłych oprawkach, po czym ponownie popatrzył na swych przyszłych pacjentów.
Jestem dr Craven, prowadzę terapie małżeńskie oraz zajmuję się przypadkami o podłożu seksualnym.




/ Dajcie znać, czy wolicie narrację drugoosobową w stosunku do waszych postaci czy całkowicie trzecioosobową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Cze 04, 2016 11:16 pm

Czuł się bardzo nieswojo. Choć przez długie lata wpajano mu do głowy maniery i zasady życia w społeczeństwie, teraz jednak nie do końca wiedział jak się zachować. Pierwszy raz bowiem mógł zostać oskarżony o brak piątej klepki. Ostrożnym ruchem zajął miejsce wskazane przez lekarza, odsuwając również krzesło dla rudowłosej, chociaż zaledwie o cal, prędko je puszczając i odwracając głowę w przeciwnym kierunku, aby nie dostrzegać jak dziewczę samo musi dopełnić dzieła. Bowiem, wolał tego nie robić; sądząc po ostatnim geście uprzejmości z jego strony, który nie skończył się zbyt dobrze, dziewczę mogło wziąć w swe wątłe barki owe krzesło i usiłować roztrzaskać mu na głowie. Przynajmniej lekarz nie miałby wątpliwości, kto tu jest świrem, ale i tak wolał nie narażać swojej cennej czaszki.
Wziął głęboki oddech, szykując się na wszystko. Sprawiał wrażenie spokojnego, nawet pozwolił sobie na łagodny uśmiech. Jego nerwowość zdradzać mógł jedynie drobny gest – przewracał swoją obrączkę kciukiem, bawiąc się nią i przeplatając w palcach. Przytakiwał na słowa doktora, nie myśląc nawet, aby mu przerwać, aż pytanie padające z ust mężczyzny nie uderzyło go niemal w twarz. Przeżył pierwszy szok, jakby ktoś oblał go kubłem lodowatej wody. Zerknął natychmiast na rudowłosą, a raczej kierując wzrok na jej dłonie. Palca serdecznego dziewczyny nie zdobił żaden pierścionek, na co odetchnął nieco z ulgą, że nie wyglądają wypisz, wymaluj jak małżeństwo. Wkrótce przeszedł go gorącego zaprzeczania:
- O nie, nic z tych rzeczy! Nie znam nawet imienia tejże panienki! – uniósł obie ręce, jakby w obronnym geście. Tylko tego mu brakowało, aby kojarzono go z tą rudą wariatką. – My po prostu… - z trudem mówił również w jej imieniu, jednak przymknął się, słysząc wyjaśnienia doktora. Ze wszystkich lekarzy w tejże klinice, z pewnością nie mogli trafić gorzej. Wszystko, cały wszechświat zdawał się dziś obrócić przeciwko niemu.
- W takim razie… Och, zupełnie nie o to mi chodziło. Chciałem zdiagnozować chorobę psychiczną. A przynajmniej żywię ku temu nadzieję. Ja i moja towarzyszka znaleźliśmy się dziś w dosyć osobliwej sytuacji… - słowa przychodziły mu z trudem, gdyż od razu chciał wrzasnąć „TA WARIATKA PRÓBOWAŁA MNIE ZABIĆ!”, ale wątpił, by działało to na jego korzyść. – Także za zgodą z obu stron, postanowiliśmy się dać przebadać i przesłuchać. Oboje... pozwolę sobie powiedzieć - nie mamy pozytywnego zdania o zdrowiu psychicznym drugiej osoby. Jednak pan, z całym szacunkiem, zapewne nie możne nam pomóc w tej kwestii, nieprawdaż? – ostatnie słowa wypowiedział z lekkim zmęczeniem, podsumowując odpowiedź westchnieniem, które nie miało w sobie nic z nieuprzejmości, a zwiastowało jedynie rezygnację.
- Czy w klinice jest jeszcze dostępny lekarz, który potrafi zaradzić na nasz przypadek? – podjął po chwili, nawiązując kontakt wzrokowy z doktorem po przeciwnej stronie biurka. Miał nadzieję, że nie jechali tu na darmo. Zwłaszcza, że ten „przypadek” był naprawdę beznadziejny.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Cze 05, 2016 10:58 am

...Zostali poprowadzeni do gabinetu, a Antoinette od razu zaczęła badać spojrzeniem wystrój pokoju. Pokoju, w którym zabawią pewnie dłużej, niż im się wydawało.
Tak. Dokładnie tak. Na dodatek, uznawszy, że na początku da się wypowiedzieć swojemu towarzyszowi (nie chodzi o tłumaczenie, że uważa ją za wariatkę, a o wyjaśnienie okoliczności, przez które znaleźli się właśnie tutaj, nigdzie indziej), nie mówiła nic, jedynie grzecznie i posłusznie usiadła w jednym z foteli. Kiedy ten pomagał mu w zajęciu siedziska, nie wysiliła się na tyle, by mu podziękować. Ba – nawet na niego nie spojrzała, usiadła jakby nie otrzymała żadnej, nawet nieznacznej pomocy. Z pełnym zuchwalstwa spojrzeniem powróciła do obserwacji pomieszczenia. Jakieś obrazy, meble... nic szczególnego, jak na zwyczajny gabinet psychiatryczny, nieprawdaż? Następnie przeniosła spojrzenie (zuchwalstwo nawet na moment nie ulotniło się z jej twarzy) na oczy lekarza, a na jej wargach dało się zauważyć trudną do zdefiniowania minę. Może i to było zuchwalstwem? Niewykluczone. Ale niezbyt pewne, mimo wszystkiego.
Wpatrując się w lekarza, myślami przeniosła się gdzie indziej, słuchając wyjaśnień swojego towarzysza. W sumie dobrze przedstawił sytuację, pomyślała, dlatego nie zaprzeczała, nie przerywała mu w pół zdania. Postanowiła dać mu możliwość dalszej wypowiedzi. Kiedy powiedział  Chciałem zdiagnozować chorobę psychiczną  , wiedziała, że mówi o niej. I tylko o niej. A ona, jak wiadomo, mogłaby powiedzieć to samo, tym razem odnosząc się do mężczyzny. Nie wiadomo dlaczego, ale to, jak ten ją nazwał tam, nad wodą, utkwiło w jej pamięci i śmieszyło do tej pory. Dlatego nic dziwnego, że zbierało jej się na śmiech, dlatego, zaczynając chichotać, automatycznie przyłożyła dłoń o ust. Nie był to krótki śmiech, ale kiedy skończyła, spojrzała na obydwóch mężczyzn, najpierw na lekarza, potem na Lynna i uśmiechnęła się jeszcze szerzej i postanowiła, mimo swojego poprzedniego postanowienia, że wtrąci coś od siebie. Już otwierała usta, kiedy nagle siedzący obok niej mężczyzna wspomniał, że każdy z nich myśli, że ta druga osoba ma nierówno pod sufitem. Nie użył, oczywiście, dokładnie tych słów, co dobrze świadczyło o jego kulturze osobistej, co Antoinette, z wielką niechęcią, musiała przyznać. Przygryzła wargę i czekała na dalszy obrót wydarzeń.
Prosił o zmianę lekarza. To dobrze, pomyślała pamiętając że ten tutaj jest specjalistą od małżeństw. Aż wzdrygnęła się na ostatnie słowo swojej myśli. Na uświadomienie sobie, co ono właściwie oznacza, zareagowała mieszanką, w większości niezbyt pozytywnych, odczuć. Nie chce brać ślubu. Nigdy, przenigdy. Brr, być szczerym ze swoim współmałżonkiem, co jakiś czas robić sobie wzajemnie dobrze, z czego, po jakimś czasie, wyjdą dzieciaki, rozwydrzone dzieciaki które trzeba będzie wychować, trzeba będzie być przygotowanym na zerwane noce. O, nie. Nigdy nie da sobie aż tak zmarnować życia. To, że jest homoseksualna, przemawiało za tym jeszcze bardziej.
- Proszę odpowiedzieć na pytanie mojego towarzysza – wiedząc, że była to bardziej prośba, pod przykryciem pytana retorycznego. Odezwała się do specjalisty tymi oto słowami, nawet jeżeli ten odpowiedział automatycznie. Trzeba wiedzieć, że nawet gdyby były to ułamki sekundy, czas i tak dłużył jej się niemiłosiernie. Antoinette nienawidziła rutyny, a co za tym idzie – nienawidzi czekania, Zbyt długiego czekania, ale dla niej takim długim czekaniem może być nawet niecała minuta. Cóż.
Odchyliwszy się do tyłu, oparła wygodnie plecy o oparcie siedziska i składając palce dłoni w koszyczek, oparła je o przewieszone przez drugą nogę kolano. I czekała. Co się teraz stanie? Coś czuła, że zostaną poprowadzeni do innego gabinetu, innego lekarza, któremu uda się stwierdzić, że Lynn to wariat. Spójrzmy prawdzie w oczy, Antosia uważała że to, iż zachowywał się tak, a nie inaczej nad rzeką, nieomylnie świadczy o jego szaleństwie. Na samą myśl, że – przynajmniej ona tak uważała – ma dobry powód, by go zamknęli w pokoju bez klamek, uśmiechnęła się leciutko. Była pewna swojego zwycięstwa. Nie pomyślała, że niekoniecznie tak jest i będzie... Na dodatek miała nadzieję, że będzie zabawne. Antoinette lubiła takie dyskusje. Lubiła się kłócić, za wszelką cenę udowadniać swoją rację nawet, jeżeli tak nie było. Nieważne, czy zdawała sobie z tego sprawę, czy było wręcz odwrotnie. Zazwyczaj uważała się za istotę nieomylną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Cze 12, 2016 4:54 pm


MISTRZ GRY


Lekarz ze spokojem na twarzy spoglądał na was, swych kolejnych pacjentów tego dnia, choć po prawdzie reakcja mężczyzny z którym rozmawiał, nie... owo drobne nieporozumienie nieco go rozbawiło i sprawiło też, że jego oliwkowe oczy, odrobinę powiększone przez szkła okularów,  nabrały pogodniejszego wyrazu niż wcześniej. Jednocześnie zaczął nabierać podejrzeń, że sprawa między dwojgiem ludzi będzie bardziej skomplikowana niż problemy, z jakimi spotykał się ostatnio. Pozostawała kwestia, czy to jemu się trafi możliwość zgłębiania interesująco zapowiadającego się przypadku.
Wyglądało na to, że nie... A może? Z zastanowieniem zerknął na dłonie Lynna, na jednej z nich znajdowała się obrączka. Lekarzowi różne rzeczy chodziły po głowie – od zwyczajnej pierwszej kłótni w związku oraz nerwowości wynikającej ze znalezienia się po raz pierwszy w takich okolicznościach i stąd początkowe zaprzeczenie... po przypadek odrzucenia ze świadomości, że w ogóle wzięło się ślub. Nie wspominając o tym, że ile to w tych czasach zawierano nieszczęśliwych związków? Ile ludzi było niezadowolonych, gdyż musiało poślubić kogoś, do kogo nic się nie czuło? A czasem wręcz nienawidziło?
Rozumiem – odrzekł, skinąwszy głową. – W takim razie nasz pomocnik musiał wysunąć błędne wnioski. – W tym momencie rzucił karcące spojrzenie na pracownika, właśnie próbującego się zmyć z gabinetu. W końcu mógł sam zapytać w jakiej sprawie i z jakim problemem ci państwo przybyli do szpitala psychiatrycznego.
Dr Craven nie poświęcił mu jednak większej uwagi niż należało i poprosił tylko o zaparzenie trzech filiżanek herbaty. Szybko wrócił spojrzeniem do was, a w końcu pozwolił sobie zawiesić oko na młodej, rudowłosej panience Antoinette, z której ust nie usłyszał jeszcze żadnego słowa. Czyżby rzeczywiście jakieś problemy małżeńskie? Psychiatra miał jeszcze nadzieję, że to jemu przypadnie zajęcie się wami.
Muszę przyznać, że to dosyć osobliwe. Chyba jeszcze nikt nie zjawił się u nas w takiej sprawie.
Oczywiście chodziło o problem rozwikłania kto z towarzystwa wymaga pozostania pod opieką specjalistów. Właściwie posiadanie takich wątpliwości przez dwie osoby mogło zwiastować, że obojgu coś dolega. Zbiorowe urojenia? – przemknęło mu przez myśl. Z drugiej strony chichot dziewczęcia był dosyć niepokojący. Wspomniane urojenia? A może jednak przyszli tu dla żartu? Bądź towarzyszka jegomościa była na tyle rozluźniona, że rozbawiła ją cała ta sytuacja, w przeciwieństwie do mężczyzny, na którego barkach znajdował się ciężar tłumaczenia, co między nimi zaszło.
Oczywiście, że jest... a właściwie będzie – Lekarz wsunął palce do kieszonki kamizelki i wyciągnął zeń okrągły zegarek. – To pora jego przerwy, ale powinien wrócić za dziesięć minut – poinformował was dr Craven. Zegarek znalazł się na swoim miejscu, a lekarz usiadł na swoim fotelu.
Tymczasem możecie państwo tu zostać i zaczekać na jego powrót. W tym czasie zapraszam na filiżankę herbaty i do szczerej rozmowy. A nuż nasunie się nam jakieś rozwiązanie.
Psychiatra splótł palce na blacie stolika.
Na początek dobrze byłoby się przedstawić. Moje miano już znacie. Wpiszę was na listę pacjentów. – Dobył dziennika w porządnej oprawie i zaczął przerzucać kolejne kartki. – Proszę, możecie mi wszystko opowiedzieć. Może niech panienka zacznie, panno...? – zwrócił się do Antoinette, chcąc pozyskać więcej wskazówek, czego nie dało się zrobić bez udziału także drugiej z przybyłych osób.


Ostatnio zmieniony przez The Lord of the Universe dnia Nie Cze 26, 2016 2:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Cze 18, 2016 10:37 am

Z każdym słowem lekarza, załamywał się coraz bardziej i zaczynał wątpić, że odnajdzie tu informację, potrafiącą przerwać to pasmo nieszczęść, jakie dziś doświadczył. Zaczynał powoli żałować propozycji takiego rozwiązania, nawet jeśli czuł się w obowiązku dopomóc kobiecie odnaleźć miejsce, w którym powinna spędzić resztę życia. To było niezmiernie męczące. I stresujące, wbrew pozorom. Za dużo ludzi, zbyt wiele się działo. Jak nic, będzie musiał to wszystko odespać.
- Nie, to zrozumiałe, w takiej sytuacji... można było się pomylić. – zapewnił prędko, lekko gestykulując dłońmi. Nie chciał, by pomocnik doktora miał z ich powodu jakiekolwiek problemy, nawet jeśli nie rzucił im pytania prosto z mostu „jesteście małżeństwem?”, kiedy w rzeczywistości mogli tak wyglądać. Chociaż z drugiej strony, to mogłoby zaoszczędzić mu głębokiego szoku, ba – niemal kopniaka na twarz w postaci słów, więc... niech ginie, co tam!
Powstrzymał dłoń, która aż sama wędrowała mu do kieszeni kamizelki, aby wydobyć z niej zegarek i spojrzeć na czas, jednak gest należał do kolejnych, które czynił przy zdenerwowaniu. A do zegarka zdarzało mu się nawet gadać. Powątpiewał jednak, by lekarze uznali to za „zdrowe” zachowanie. Po prostu nie mógł pozwolić tej wariatce tryumfować, o nie.
Gdyby tylko wierzył w histerię, zapewne uznałby przypadek Antoniette za jakiś skrajny jej odłam, w którym kobiety uznawały marudzenie za niewystarczające i przeszły do mordów na niczemu winnym osobach. Uznawał jednak przypadłość za przereklamowaną i jednocześnie miał nadzieję, że lekarze nie podzielają jego zdania i przypiszą dziewczynie leczenie.
- Doprawdy, możemy poczekać na korytarzu, to żaden problem... – kiwnął głową, jednak nie ruszył się z miejsca, słysząc jego kolejne słowa. – Ech... – westchnął cicho, czując, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Skoro jego imię ma gościć w papierach, pośród innych pacjentów?
- Lynn Vernon Cavendish, moje miano. – Przedstawił się niechętnie. Jego nazwisko było znane w niektórych kręgach, nie tylko w inkwizycyjnych, ale też wśród tych, którzy zajrzeli choć raz do jego zakładu zegarmistrzowskiego. Wkrótce obdarzył rudowłosą wyczekującym spojrzeniem i rzekł:
- Proszę, jestem ciekaw twojej wersji zdarzeń. – nie mógł się pozbyć nieco nieprzyjemnego tonu głosu, czując, że będzie musiał się naprawdę powstrzymywać, aby nie przerywać dziewczynie co chwila wypowiedzi i nie prostować historii, ani nie komentować, jeśli nawet zdarzy jej się powiedzieć kilka słów prawdy, w co nieco wątpił. Odetchnął, bawiąc się obrączką.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Cze 18, 2016 12:06 pm

Można by uznać, że odpłynęła. W swój własny świat kłamstw i narcyzmu. W rzeczywistości jednak słyszała wszystko, co z czasem zaczynało ulegać zmianie. Zmianie na lepsze, czy na gorsze?
Jej aktualni towarzysze najwidoczniej nie mieli aż tak bardzo za złe pomocnikowi, przez którego Lynn i Antoinette wyglądali jeszcze bardziej na małżeństwo, niż to było jeszcze tak niedawno. Ale nie Antoinette. Miała szczególnie wielką chęć wydłubać mu oczy, wydrążyć brzuszek i zawiązać jelita w kokardkę (chociaż… trzeba przyznać, że te chęci bardziej odnosiła do Lynna, niż do tego, który ich zaprowadził dokładnie do tego gabinetu). Serio. Ba, była nawet do tego skłonna, oczywiście pod warunkiem, że będzie miała ku temu powody. I właściwy sprzęt, oczywiście. Ale nie była głupia, skoro próbowała go udusić, i to dwa razy, jego czujność musiała być wyostrzona. Potrafi walczyć z Antoinette, co pokazał nad rzeką. Nic dziwnego, patrząc na jego figurę. Na dodatek mogłaby go jeszcze bardziej wkurwić, ale… czy czyjeś zdenerwowanie na nią uchodziło za coś szkodliwego dla rudej pannicy? Dwudziestolatka miała momenty, w których aż rozkoszowała się nienawiścią odnośnie jej osoby (a takich momentów było wiele). Już taka była, cóż poradzić.
- Ja się nazywam Antoinette. Antoinette Zoe Apsley, mówiąc dokładniej. – na jej twarzy zagościł cień szczególnie wielkiego zadowolenia. Niestety, jedynie na parę sekund, po czym jej mina zrzedła i z nienawiścią wbiła spojrzenie w lekarza. Wstała szybko, przez co jej siedzisko upadło bokiem na wykładają jasnobrązowymi panelami podłogę, a jej rozłożone dłonie uderzyły z wielką siłą o biurko, dzięki czemu kubka z długopisami i ołówkami dosięgnął ten sam los, co krzesło, na którym siedziała Antoinette.
Widać, że była wściekła. Mimo, że próbowała to maskować. Po części może i jej się to udawało, ale tylko po części, w naprawdę niewielkim procencie. Westchnęła głęboko i wciąż trzymając dłonie na blacie biurka, przybliżyła swoją twarz do twarzy specjalisty tak, że w ten sposób mogła lepiej widzieć jego oczy.
- Tylko do jakiej cholery potrzebne ci moje nazwisko, hę? – przechyliła nieco głowę na bok, nie zrywając połączenia spojrzeń, a twarz nabierała cwanego wyglądu. – No słucham. I ja mam zacząć, tak? Ty zakompleksiony pseudo mężczyzno, skoro taka twoja wola, mogę wszystko odpowiedzieć. – zaśmiała się ponownie, ale tym razem nieco głośniej i pewniej. Mimo tego, jej rechot nie mógł należeć do głośnego rodzaju śmiechu. – A po chuja, skoro ty wszystko wiesz? – przechyliła głowę na drugi bok, wciąż nie spuszczając spojrzenia. – A jeśli się mylę, że wy nie jesteście wspólnikami, to po co ci moje nazwisko, Wielki Panie Psychiatro? – ostatnie trzy słowa zaakcentowała dość mocno, co sprawiło, że nie dało się nie wyczuć w nich sarkazmu. – Bo widzisz, ten tutaj przynajmniej coś osiągnął. Znalazł mnie nad rzeką. Widzisz, on przynajmniej jest przydatny dla waszego szefostwa. A ty? Gnijesz w gabinecie lekarskim i co? I pierdzisz w stołek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Cze 26, 2016 2:13 pm


MISTRZ GRY


Doktor Craven zaczął zapisywać nazwisko mężczyzny w dzienniku, a w oczekiwaniu na miano drugiej osoby, zdążył wyciągnąć dwa czyste formularze. Wypełnił dwa pola na pierwszym, potem zaś pole na drugim.
Czy jednak nie wygodniej będzie w fotelu? – rzucił uprzejmie. Ale oprócz tego miał również na względzie możliwość nieprzyjemnego zajścia, do którego mogłoby dojść na korytarzu między dwoma skłóconymi jednostkami, w dodatku niepewnymi co do swego zdrowia psychicznego. W gabinecie zaś byli w zasięgu wzroku, pod jego czujnym okiem. W ten sposób zapewniał szybszą reakcję na niespodziewany obrót zdarzeń.
Proszę, niech pan to wypełni, panie Cavendish. – Lekarz przesunął kartkę po blacie stołu i zatrzymał przed swoim pacjentem. Formularz oczywiście zawierał pola tj.: data urodzenia, adres zamieszkania czy w końcu godność lekarza, który miał się nimi zaopiekować. Pan Craven wpisał swojego kolegę – R. Wiley. To właśnie oraz cel wizyty zostały wpisane na obu kartkach. Tymczasem poznawszy godność kobiety, ją zapisał ją szybko na drugim formularzu dla oszczędzenia czasu i przesunął w kierunku towarzyszki dotąd bardziej rozmownego mężczyzny. Jeszcze nie wiedział, jaki ciąg zdań później nastąpi.
Proszę, panienko Antoinette. Oto panienki formularz.
Wtedy ręka lekarza zesztywniała, przylepiona jeszcze do powierzchni arkusza. Jednakże dr Craven był specjalistą. Naturalnym ruchem cofnął rękę. Uśmiechnął się łagodnie. Płytkie zmarszczki na jego twarzy nabrały nieco na wyrazistości.
Panno Antoinette, takie mamy tu procedury. Bez chociaż drobnych formalności nie obędzie się w żadnym z istotniejszych przybytków na tym świecie. Proszę się uspokoić i wypełnić kartę pacjenta. Ona jest właśnie dlatego potrzebna, ponieważ razem z panem Lynnem pierwszy raz jesteście w naszym szpitalu – wyjaśnił ze stoicką postawą, zachowaną nawet w momencie bliskości twarzy rudowłosej dziewczyny. Acz wewnętrznie był zaciekawiony. Bo jak to miał wszystko wiedzieć? Jakiego szefostwa? Biedna kobiecina... musiała sobie coś ubrdać. Ale tym powinien się zająć jego kolega...
O wilku mowa!
Randal stanął w drzwiach i pomachał ręką. Gdzieś za nim stał pomocnik z herbatą.
Dzień dobry! Słyszałem, że masz dla mnie pacjentów. To ci państwo? – zapytał, przechodząc przez próg.
Pospieszyłeś się z tej przerwy, Randal. Tak. To pan Lynn i panienka Antoinette. Oczekują ciebie i rozwiązania swojego problemu.
Napotkał znaczące spojrzenie swego kolegi po fachu. Oczy kierował ku plecom dziewczyny. W końcu jej osoba stała się przyczyną zamieszania na i przy biurku lekarza. Tym razem dr Craven zwrócił się ponownie do was.
Możecie przejść do gabinetu doktora Wileya. Jemu oddacie formularze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pon Cze 27, 2016 4:10 pm

Pokręcił głową dość zbywająco na pytanie lekarza, nie czując z tego powodu wyrzutów sumienia. Mężczyzna powinien mieć świadomość, że nie znajduje się tu dla przyjemności i ulgę zazna dopiero wtedy, gdy wyjdzie na świeże powietrze, zostawiając rudą wariatkę w ciasnej klitce bez klamek.
Zakodował sobie w pamięci jednak imię dziewczęcia, tak na wszelki wypadek. Nie miał doskonałej pamięci do zasłyszanych nazw, dlatego powtórzył je sobie wielokrotnie w myślach. Niech pamięta, kto był sprawcą tego feralnego dnia.
Wypełnił formularz szybko, choć uważnie go przeczytał przed postawieniem na nim choć zamaszystej literki, charakterystycznej dla jego pisma. Wtedy Antoniette rozpoczęła swoje jednoosobowe przedstawienie, po którym o dziwo nie dostała gromkich oklasków i bisów.
Nigdy, w całym życiu nie widział czegoś podobnego. Ugryzł się natychmiast w język, aby go nie kusiło nic dodać, ale później musiał włożyć wszystkie siły, aby nie wybuchnąć śmiechem. Pociemniał znacznie na twarzy, zaczął drżeć, mając nadzieję, że zostanie odebrane to jako przejaw zażenowania albo głębokiego oburzenia tym niespotykanym zachowaniem ze strony dziewczyny. Zaczął głęboko oddychać, a w kącikach jego oczu pojawiły się pierwsze łzy. Nie… jeszcze chwila i nie wytrzyma! Zacznie się śmiać tak, aż nie będzie mógł przestać i umrze z braku powierza albo spoważnieje dopiero wtedy, gdy zawiną go w biały kaftan. Tylko cudem udało mu się wycisnąć z siebie, naprawdę cienkim głosem:
- Panienko… Proszę, porozmawiajmy jak ludzie… - miał ochotę głosić jeszcze komunały jak bardzo nie przystoi jej takie zachowanie, ale nie dał rady, musiał czym prędzej przymknąć usta.
Uspokoił się dopiero, słysząc kolejną wypowiedź  doktora za biurkiem. Chwycił swój formularz w dłoń, nieco niezadowolony na przybycie nowego lekarza, gdyż nie był pewien, czy był on świadkiem całego przedstawienia, przez które An miała zapewnione miejsce w psychiatryku. Sądził jednak, że jej kolejny wybuch jest tylko kwestią czasu.
Podziękował dr Cravenowi, skinął głową, a następnie podążył do wskazanego gabinetu, tuż za nowoprzybyłym mężczyzną. Gdy upewnił się, że nie ma świadków i lekarz jest odwrócony do nich tyłem, mrugnął do Antoniette, jakby chciał pogratulować jej za tę piękną scenę (jeśli tylko podążyła za nim).
- Myślisz, że oni też należą do tajemnej organizacji, której celem jest spieprzenie twojego marnego życia? – nim za An przekroczył próg kolejnego gabinetu szepnął wprost do jej ucha, gdy znalazł się już wystarczająco blisko. Nie próbował ukryć złośliwości, jaka wtedy nim pokierowała. Po wszystkim jednak odsunął się, jak gdyby nigdy nic. Pozwolił sobie na nieco odważniejsze posunięcia, aby tylko ją podjudzić. I tym samym dostarczyć sobie więcej rozrywki. Gdy wyłonił się już zza drzwi, zdecydowanym, donośnym tonem zwrócił się do lekarza:
- Dziękujemy za poświęcenie nam czasu, zwłaszcza, że nie mógł się pan nas spodziewać... – ukłonił się niezauważalnie, jak zwykle niechętnie, przybierając jednak uprzejmy wyraz twarzy. Nie przedstawił się, skoro jego imię już padło.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Cze 28, 2016 2:22 pm

Jednym szybkim, zdecydowanym gestem lewej ręki zmiotła formularz, który miała wypełnić, z powierzchni blatu biurka lekarza. Nawet nie wysiliła się na tyle, żeby na niego spojrzeć, ale mogła się domyślić, czego ten dotyczy. I trzeba przyznać, że trafiła w samo sedno.
- Nieźle sobie to wymyśliłeś – Antoinette puściła do niego oczko, nie wiedząc nawet po co, w jakim celu. Może chciała tym gestem pokazać, że nie jest głupia i odkryła jego zamiary? - naprawdę nieźle. Trzeba ci powinszować. Albo: trzeba panu powinszować, zachowajmy wszelkie zwroty grzecznościowe, w końcu jesteśmy dorosłymi ludźmi. Czyż nie? - ponowne mrugnięcie, tym razem drugiego oka. - długo ci... przepraszam, długo panu zajęło wymyślenie tej całej historyjki o tych całych procedurach, formalnościach, blabla... – uniosła dłoń ku wargom, by stłumić lekkie ziewnięcie. - No, słucham.
Spojrzała na niego miną osoby oczekującej odpowiedzi, lecz w tej samej chwili w pomieszczeniu znalazł się ktoś inny. Ze słów tego pierwszego można było wywnioskować, że chce zarówno ją, jak i Lynna poddać opiece komuś innemu. Ale Antoinette sądziła, że po prostu odgrywają teatralną scenkę. Że wszystko dokładnie obmyślili, każde zdanie, frazę, słowo, głoskę, literę. Nie wierzyła, że chcą im naprawdę pomóc. Wierzyła za to w kolejne, zrodzone w jej umyśle kłamstwo podpowiadające jej, że mają jakiś swój własny cel, a podawanie się za lekarzy pracujących w szpitalu psychiatrycznym to dla nich maska, przebranie które sugeruje to, co ma sugerować. No no, całkiem nieźle wam to idzie, pomyślała, nie spoglądając ani na chwilę na swojego towarzysza więc nie widziała, jak ten walczy sam ze sobą. Pewnie żeby nie wybuchnąć śmiechem, ale równie dobrze mogła się mylić, o ile by na niego patrzyła. Zignorowała jego uwagę. Nie usłyszała, a może postanowiła ją zbyć? Kto to wie...
Co mogła robić? Uznała że, mimo wszystko, powinna wstać i podążyć tam, gdzie podążyć powinni. Nawet nie pożegnała się z Dr Cravenem, skupiła się na przekroczeniu progu, a wtedy usłyszała szept Lynna, ewidentnie kierowany ku jej osobie. Tak, tym razem nie zbyła jego słów, usłyszała je bardzo dokładnie. Twarz panienki Apsley poczerwieniała nieco ze złości, jako że nieco wkurzyło ją drugie słowo od końca.
- Ty chuju niewyżyty, już prędzej twoje życie jest marne. Nie moje. - spojrzała mu w oczy z widoczną niechęcią, ba, nawet nienawiścią, ale ta dopiero wypuszczała pierwsze pąki. - i ty o tym doskonale wiesz. Dlatego na mnie polujecie. Widzisz, jaka jestem mądra? Zdemaskowałam wasz plan, w którym kierujecie się głównie zazdrością. – zachichotała cichutko, a następnie wykonała półobrót by ponownie odwrócić się w stronę, w którą podążali. Uczyniła to tak zamaszyście, że jej podniesione za sprawą powstałego podmuchu wiatru, rude włosy uderzyły Lynna prosto w twarz.
Oczywiście, celowo.
- Ale ja się nie dam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pon Lip 04, 2016 1:19 am


MISTRZ GRY


Doktor Craven coraz mniej miał wątpliwości co do tego, kto z dwójki przybyłych osób potrzebuje opieki. Nie śmiał jednak zdradzać tego na głos, jako że koleżeńska uprzejmość nie pozwalała mu odbierać przyjemności z odkrycia drugiemu z pracujących w szpitalu lekarzy, a także nie chciał zaprzepaścić współpracy z dziewczęciem już na początku rozmowy. Jeśli była możliwość jej prowadzenia, to należało to wykorzystać, więc nie podrzucił słownie rozwiązania swojemu koledze po fachu. Ale widząc jego twarz, dostrzegł, że po poczynionym rozgardiaszu przy biurku oraz po pozie pacjentki, lekarz miał przynajmniej jako takie podejrzenia. Później dr Craven patrzał już na swą rozmówczynię, która niedługo miała odejść do drugiego gabinetu.
Ależ panienko, takie formalności zastaje się wszędzie. Na przykład w każdym urzędzie. Nigdy panienka w żadnym nie była? – Uśmiechnął się serdecznie i splótł palce dłoni na blacie biurka. – Proszę przejść do gabinetu pana Wileya, tam z pewnością razem ze swoim towarzyszem uzyskacie profesjonalną pomoc. Niech panienka niczego się nie obawia – Na końcu dodał uspokajająco.

Tymczasem doktor Wiley przesunął spojrzeniem po pacjentach, gdy tylko powstali z krzeseł i skierowani byli ku niemu przodem. W przypadku Antoinette spoglądał nieco zastanawiająco. Wkrótce jednak psychiatra usunął się z przejścia, tym samym pozwalając wam przekroczyć próg. Szybko znaleźliście się na owym przygnębiającym korytarzu. Na szczęście oddaliliście się jeszcze bardziej od początków jego odcinka, gdzie niepokojące głosy dochodzące ze skrzydeł budowli prawie nie docierały. Lekarz gestem wskazał właściwe drzwi.
To tam, proszę za mną – Poprawił dłońmi swój biały fartuch, zarzucony na ramiona pospiesznie, dosłownie zaraz po powrocie między mury szpitala i otrzymaniu od jednego z członków personelu informacji o oczekujących pacjentach. Sprawdził jeszcze, czy aby elegancko wymodelowane pomadą krótkie, ciemne włosy nie wymknęły się spod kontroli. Wszystko jednak było w porządku.
Dobrze, że nie zdecydowałem się na dokładkę. Lepiej i dla tuszy, i dla was, nieprawdaż? – zagaił, po czy już z wnętrza gabinetu zawołał: – Śmiało, śmiało, zapraszam!
Zaraz znalazł się przed stolikiem, zgarnął wpierw jednak swój notatnik. Skinął głową w odpowiedzi na gest Lynna.
Ależ to moja praca i obowiązek. Pacjent spodziewany, czy nie, jeśli potrzebuje pomocy, trzeba go przyjąć. Proszę, usiądźcie. – Sam zajął miejsce naprzeciw sofki dla gości i zaczął przewracać strony notatnika na czystą stronę.
Jeśli wypełniliście państwo formularze, proszę, połóżcie je na biurku. Jeśli nie, mamy na to czas – rzekł, zapisując coś na kartce. Potem uniósł wzrok i popatrzał na was znad notatnika. – Zatem cóż was tutaj sprowadza? I jak to się stało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Lip 05, 2016 2:16 am

Od początku, od ich pierwszego spotkania nie miał wątpliwości, że dziewczyna potrzebuje specjalistycznej pomocy lekarza, ale teraz nie mógł pozbyć się brutalnego stwierdzenia, że jest po prostu „jebnięta w głowę” i zdecydowanie niewyleczalna. Wszystko w niej było szalone. Jej słowa, sposób, w jakim je wypowiadała, jej zachowanie… Cieszył się tylko, że nie miała żadnego bardziej zaawansowanego narzędzia zbrodni nad rzeką, poza swoimi gołymi dłońmi, którym jeszcze potrafił się oprzeć.
Męczyła go ta sytuacja niemiłosiernie. Był zły na Antoniette, zły na lekarze, że nie widzą prawdy od razu, chociaż niemal miała na czole wypisane „wariatka”. Żałował, że musza przechodzić przez to jeszcze raz, kiedy dziewczyna dała niezapomniany pokaz w poprzednim pomieszczeniu.
Nie zdążył jej odpowiedzieć, bo nie chciał wzbudzić żadnych podejrzeń lekarza, że podjudza szaloną pacjentkę. To wcale dobrze by o nim nie świadczyło. Cóż, niektórych złośliwości po prostu nie mógł powstrzymać. Szkoda, że nie zdążył też złapać w zęby rude kosmyki jej włosów, gdy te uderzyły go w twarz.
Usiadł na wskazanym miejscu, czując zapowiadającą się powtórkę z rozrywki. Zaśmiał się na żart lekarza, choć w myślach życzył mu niewybrednej śmierci; by następnym razem zadławił się swoim obiadem, jeśli ma bredzić tak bez sensu i nie na temat. Spojrzał na nią z grzeczną wdzięcznością, jak mu nakazywała kultura w danej sytuacji. Oddał mu na szybko wypełniony dokument, podnosząc się jeszcze na chwilę ze wskazanego siedliska.
- Och, proszę pana, moja towarzyszka zdążyła już opowiedzieć całkiem sporą część swojej historii poprzedniemu lekarzowi. W ten sposób zaoszczędziłby pan trochę czasu, z pewnością niezwykle cennego. Mogliby się panowie wymienić spostrzeżeniami… - zasugerował niby niewinnie, próbując nie zaprzepaścić tych wszystkich pięknych słów wypowiedzianych przez Antoniette.
- Jak to było, panienko? Jestem przydatny, bo znalazłem Cię nad rzeką? Tak to szło? A co mówiłaś o lekarzach? Oni też byli częścią tego wielkiego planu, czy się przesłyszałem? – zwrócił się do rudowłosej, czarująco uprzejmym tonem. – Ta pani ma talent w mówieniu, polecam zacząć od niej. Nie krępuj się. – Ostatnie zdanie dodał już zupełnie cicho, znów kierując swoje słowa do dziewczęcia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Lip 05, 2016 2:22 pm

- Ale ja się nie dam.
Uznała, że dobrze skonstruowała to zdanie, dzięki czemu te pięć słów wciąż szumiały w jej głowie. Nawet, gdy znaleźli się w innym pomieszczeniu, ale z zamyślenia już wkrótce zerwała ją mowa lekarza. Dziewczynie niezbyt przypadł do gustu jego styl mowy oraz to, co wygaduje. Według rudej pannicy, ten powinien być konkretny i nie schodzić na tematy poboczne. I w ogóle na żadne inne tematy. Chciała tylko, by zamknęli tutaj jej towarzysza, który, jak się okazało, miał na imię Lynn, by sama mogła stąd wyjść i udać się w swoje strony. Niczego więcej. Kiedy specjalista poruszył temat formularzy, Antoinette postanowiła nic nie mówić. Ciekawa była, jak facet zareaguje, na blacie biurka widząc tylko jeden wypełniony świstek papieru. Powstrzymała dłonią lekki chichot. Podziałało.
Siedzieli grzecznie w nowym gabinecie, a Antoinette oparła się wygodnie i założywszy nogę na nogę, położyła dłonie na kolanach. Wszystko było fajnie i spokojnie, do czasu aż Lynn wstał i stwierdził, że ona sama opowiedziała już część historii tamtemu lekarzowi.
To ją zaskoczyło, co było widać na jej twarzy, pełnej niedowierzania, przynajmniej teraz, przynajmniej po tym, co usłyszała.
Czy ja powiedziałam coś, o czym nie wiem?, zachodziła w głowę. Zastanawiała się również, czy mężczyzna nie kłamie. Nie łże jak z nut. Uznała, że ta druga opcja jest bliższa prawdzie. Możliwe również, że... po prostu nie pamięta dokładnie tego, co wyszło z jej ust, a co z pewnością zostało dobrze zakodowane we wspomnieniach siedzącego obok Antoinette przystojniaka.
A jeżeli kłamie, to... jaki miałby w tym cel? Panienka Apsley musiałaby się nad tym po zastanawiać nieco... stop. O  po zastanawiać o wiele dokładniej, niż było do tej pory.
Tak, przystojniaka. Antoinette musiała przyznać, iż ten do brzydkich nie należy. Ale sądziła, że z jej urodą nikt nie wygra, nawet jeżeli porównać do siebie aparycje przeciwnych płci. Dla dziewczyny nie byłoby to jakieś... niewłaściwe.
Słysząc jego kolejne słowa, robiła się wściekła. I to nawet bardzo. Czuła w jego głosie sarkazm, wiedziała więc, że ten po prostu się z niej naigrawa. Nie wytrzymała. Zauważywszy, że ten ponownie zajął swoje miejsce, Bez wahania wysunęła rękę i z całej siły uderzyła go w policzek.
- Zasłużyłeś sobie na to. – syknęła – wiesz, że to wszystko, co mówię, jest prawdą, a mimo tego masz czelność zmuszania tego faceta za biurkiem – tu wskazała palcem wskazującym na lekarza – by uważał, że to jakaś kpina, żart. A ty wszystko wiesz... – uśmiechnęła się przebiegle – ...wiesz wszystko, więc proszę, ty przemów i przedstaw całą sytuację. Twój rozkaz od szefostwa, dobrze przygotowany plan, spotkanie mnie nad rzeką, które przecież nie mogło być spotkaniem przypadkowym...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pią Lip 08, 2016 3:10 am

Ale ja się nie dam. Chociaż w te słowa nie wątpił. Antoniette wypowiadała je niewątpliwie szczerze, z pełną wiarą w swoje umiejętności. Zaciętości nie mógł jej odmówić i faktycznie – gdyby o wyniku ich potyczki decydowały chęci, rudowłose dziewczę rozłożyłoby go na łopatki. Całe szczęście, osąd lekarzy w dużej mierze opierał się na chłodnej logice i obiektywnej ocenie podawanych im informacji oraz odsiewaniu bredni od faktów.
Zakończył swój wywód, a zamiast oklasków dostał policzek. Ach, coś poszło nie tak. Gdzie popełnił błąd? Czyżby nie dogodził jej prawdą, płynącą z jego ust? A może pomylił się i pomieszał fakty?
Chwycił się za miejsce, w którym pojawił się piekący ból, spoglądając na nią z nieukrywanym zdziwieniem, za co się właściwie przeklinał, bo dziewczę z każdą chwilą udowadniało mu, że powinien spodziewać się już po niej wszystkiego. Cóż, nie był to pierwszy cios, jaki otrzymał od wzburzonej niewiasty, jednak jego twarz, o dziwo, wcale się nie zahartowała. Odwrócił się do lekarza, unosząc brwi i mówiąc z względnym spokojem:
- Sam pan widzi. Jest nieobliczalna. – Z początku za bezpieczniejsze uznał zwracać się do mężczyzny, bo sądził, że jeszcze chwila i nie zdoła utrzymać swoich i tak poszarganych nerwów na wodzy. Naprawdę, nachodziła go przeraźliwa ochota przełożyć dziewczę przez kolano i sprzedać jej serię solidnych klapsów. Zasłużyła na to po stokroć. Policzył więc do dziesięciu, jak nakazywało stare powiedzonko, odsunął się na nieco bezpieczniejszą odległość i uśmiechnął krzywo do Antoniette.
- Jedno mnie zastanawia, panienko… - zaczął, przybierając wyraz twarzy, jakby w rzeczywistości trapił go niemały problem. – Czy naprawdę jesteś tak próżna, aby uwierzyć w to, że świat kręci się wokół twojej osoby? Uważasz się za wyjątkową na tyle, żeby ktokolwiek mógł poświęcić chociaż ułamki chwil, planując uprzykrzyć ci życie? – przechylił łagodnie głowę, udając zaciekawienie, choć w jego oczach pojawił się groźny błysk. – Nie wspominając już o zorganizowanej formie, zadającej sobie tyle trudu, aby być przyczyną twoich porażek… Nie sądzisz, że to nadinterpretacja? – zapytał, decydując opowiedzieć lekarzowi jej „historię” w takiej formie. Sam zdecyduje, co z nią dalej zrobić.
Miał ochotę na nieco brutalniejsze uświadomienia, ale wolał oszczędzić swoją twarz do kiedy jeszcze była tak rozjuszona, a przy lekarzu nie wypadało ciągnąć dziewczęcia za te rude kudły. Przeniósł twarde spojrzenie na mężczyznę.
- Wystarczająco wiele zostało już powiedziane, nieprawdaż? Czy ma pan jeszcze jakieś wątpliwości, komu z nas brakuje piątej klepki? – Na krótki moment pozbył się uprzejmego tonu. Był wściekły, aż wyraził się nie tak, jak chciał, ani nie jak powinien. Miał nadzieję, że w takiej sytuacji doktor zrozumie jego poruszenie. – Dodam jeszcze, że widzę tę oto panienkę dziś po raz pierwszy. A ona niemalże od razu... nie powstydziła się pomóc mi… cóż, w dokonaniu żywota. Próbowała mnie udusić – mówiąc, wyeksponował lepiej swoją szyję, mając nadzieję, że zostały na niej jeszcze jakieś ślady. – Czy może mijam się z prawdą, panienko? – dodał wkrótce bardzo nieprzyjemnym tonem.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pią Lip 08, 2016 1:09 pm

Ucieszyła się widząc, że policzek najwidoczniej go zabolał. I dobrze, pomyślała, a po jej obliczu z łatwością można było zgadnąć, że była z siebie zadowolona. Nie wiedziała jednak, czy znak ostrzegawczy pod postacią siarczystego policzka w ogóle da rezultaty takie, jakich się Antoinette spodziewała.
- Sam pan widzi – postanowiła go przedrzeźniać, a przy okazji zripostować to, co Lynn powiedział, przeobrażając jego krótką wypowiedź na to, co sama uważa – jest nieobliczalny, chciał mi zrobić krzywdę, bo wyżsi rangą mu kazali, a przez jego własne słowa można by spodziewać się zupełnie czegoś innego. – spojrzała lekarzowi głęboko w oczy – On wszystko doskonale maskuje, żeby uniknąć przykrych konsekwencji, na dodatek jest gotów zrobić wszystko, bym została tu na dłużej. – uśmiechnęła się przyjaźnie do specjalisty – po prostu poznał się na mojej wyjątkowości, a przede wszystkim na mojej inteligencji i uznawszy, że rozprawienie się ze mną nie będzie czymś łatwym, zdecydował, by zostawić mnie w psychiatryku. - strzeliła palcami – Czy wielki, szanowny, niepowtarzalny, cudowny, inteligentny, doskonały pan psychiatra już rozumie? – nie dało się nie wyczuć sarkazmu, do którego uciekła się, podając długą listę określeń dla tego tutaj lekarza. Kiedy ten spoglądał to na nią, to na niego, Antoinette nie wytrzymała. Wybuchnęła śmiechem, widząc jego wyraz twarzy. - Ah szanowny specjalisto, szkoda że specjalista nie widzi się teraz w lustrze... wygląda specjalista jak dziecko które czeka na swoją kolej, by zająć huśtawkę. I w ogóle to współczuję szanownemu specjaliście... a może specjalista woli zwrot "lekarz"? Okej, teraz tak będę się do lekarza zwracać. Niech lekarz pozna na sobie łaskę Antoinette Zoe Apsley. To wielki zaszczyt. Ah, mówiłam coś o współczuciu. Tak. Jestem ciekawa, jakie ma pan problemy psychiczne, bo zazwyczaj takie osoby stają się psychiatrami. No właśnie. A może żadnych, u pana czynnikiem, który zaważył na pańskiej karierze, jest... no nie wiem, niski iloraz inteligencji? Tak, w porównaniu ze mną, pod tym względem jest z panem lekarzem naprawdę źle. – skwitowała całą swoją wypowiedź krzywym uśmieszkiem. - Współczuję rodzicom wielkiego, szanownego, doskonałego psychiatry. – tym razem lista była krótsza, może część zapomniała, może część uważała za niezbyt ciekawe. Ale sarkastyczny ton nie zniknął.
Już szykowała w głowie kolejny monolog, a tu nagle Lynn postanowił zabrać głos. Spojrzała na niego z istnym zaciekawieniem, lecz wyraz jej twarzy zmieniał się z każdą kolejną chwilą, z każdym kolejnym usłyszanym słowem.
- Nie musisz udawać, bo grasz. Po prostu grasz, ale ja znam prawdę. Ile czasu potrzebowałeś, by obmyślić tę całą gadaninę, hę? Założę się, że układałeś ją w głowie przez całą naszą podróż w te miejsce. - uśmiechnęła się przebiegle – to dlatego byłeś taki milczący. - dodała jeszcze nieco ciszej – wszystko jasne. Do tego dochodzi zazdrość. Ty mi po prostu zazdrościsz, dlatego próbujesz mi wyperswadować, że nie mam racji. Chciałbyś być tak wyjątkowy, jak ja. Jeżeli nie przyznasz mi racji tu i teraz, będzie to oznaczało, że masz umysł dziecka, które wciąż utrzymuje własną wersję nawet, jeżeli udowodni mu się, że się myli, nawet jeśli sam zrozumie swój błąd. – westchnęła głęboko i odpowiedziała na kolejną porcję jego słów. - Owszem, próbowałam go udusić. Ale tylko i wyłącznie w obronie własnej. - pochyliła się nad biurkiem lekarza, przybliżając ku niemu swoją twarz. Podobnie, jak to było wcześniej. - Co by pan zrobił na moim miejscu? Co by pan zrobił, gdyby wiedział pan, że gdzieś tam funkcjonuje tajemnicza organizacja, której głównym celem jest robienie wszystkiego, by panu uprzykrzyć życie, hę? – siedząc, oparła łokcie na blacie biurka, na dłoniach spoczęła jej głowa. Zatrzepotała zalotnie rzęsami. Robiła to wiele razy i lubiła to robić. - Naprawdę, proszę mnie zrozumieć. Zrozumieć moją trudną sytuację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pon Lip 11, 2016 7:21 pm


MISTRZ GRY


Początki, jak to początki, należało zacząć od formalności. Bez tego ani rusz, tak to już obmyślili wielcy tego świata, choć w to akurat doktor Wiley nie wierzył i w kwestii wymyślenia kontroli każdej czynności w krajach oraz gromadzenia tych wszystkich zapisków w archiwach stawiał na całą masę urzędniczyn. Jeden władca nie mógł coś takiego wpaść.
Kiedy tylko formularz mężczyzny wpadł psychiatrze w ręce, ten przesunął po jego powierzchni wzrokiem z góry do dołu, przyswajając zapisane informacje, choć głównie interesowała go zapisana przyczyna odwiedzin oraz krótka ankieta. Wypełnienie wszystkich obowiązkowych pól nie sprawiło pacjentowi problemu, choć mógł dostrzec w piśmie oznaki zdenerwowania. No cóż, niektórzy goście szpitala miewali z tym problemy (i nie chodzi tutaj tylko o tych niepiśmiennych), więc powiedzieć można, że była to oznaka, ale naprawdę drobna, że z jegomościem jest bardziej w porządku, niż nie jest. A przecież właśnie poznał powód przybycia tych dwóch osobistości. Przypadnie mu wykluczenie w którymś przypadku choroby psychicznej zaś w drugiem - jej potwierdzenie. Bardziej był przekonany co do mężczyzny, oczywiście ani nie opierał się na otrzymanym formularzu oraz fakcie, że drugiego nie dostał wcale i nie zapowiadało się na to, ani też nie był jakoś uprzedzony do kobiet, ale w obecnych czasach to z kobietami przeważnie nie działo się najlepiej. A to te wszystkie histerie i cała ta reszta związana z czarownictwem. Poza tym miał też znaczące spojrzenie swojego kolegi po fachu skierowane ku urodziwej panience, kiedy zajrzał do pomieszczenia. Aczkolwiek nie uważał tego za niepodważalne dowody. Zanim podejmie jakąkolwiek decyzję, chciał zostać świadkiem jakiejś rozmowy mającej miejsce w ich skromnym gronie bądź wymiany zdań między dwojgiem pacjentów.
A panienki arkusz? – Odczekał moment i dopiero potem zapytał o formularz, skupiwszy piwnego koloru oczy na Antoinette. – Chyba nie ma panienka nic do ukrycia? Przyszliście tutaj państwo we własnym interesie, a dokumentację musimy zebrać. Także we własnym interesie, niech panienka ją wypełni i przekaże. – Uśmiechnął się uprzejmie, a następnie zwrócił w stronę Lynna.
Z pewnością spostrzeżeniami się wymienimy, panie Cavendish, bez wątpienia. Niemniej jednak pozwolę sobie rzeczywiście nie marnować czasu i przeprowadzić z wami rozmowę. – Szczerze mówiąc nie był zadowolony z faktu, że Craven zaczął sobie gawędzić z pacjentami na istotniejsze tematy, jak również nie przypadł mu do gustu pośpiech mężczyzny, którym chciał skłonić go do podjęcia decyzji bez zgłębienia przypadku. Niekoniecznie świadczyło to o tym, że chciał coś zataić i zmyć się stąd jak najprędzej, oczywiście. Aczkolwiek powinien wziąć pod uwagę, że jako lekarz musi dopełnić swoich obowiązków.
Czy aby nie wypowiedział się zbyt oschle? Lekarz zastanowił się i westchnął, skrobiąc coś w notatniku. Chwilę później uniósł wzrok.
Rozumiem pańskie poirytowanie tak niecodzienną sytuacją, jednak proszę o cierpliwość – rzekł już innym tonem. – Jestem osobą stojącą na uboczu waszego konfliktu. Nie przystoi mi ferować wyroków ot tak – Pstryknął palcami.  – bez zagłębienia się w sprawę. Nie krępujcie się przedstawić swoich racji.
Wkrótce mężczyzna zamilkł, pozwalając na dialog między swoimi pacjentami. Od czasu do czasu coś zapisywał w notatniku. Zachowywał neutralny wyraz twarzy, acz naprawdę w pewnym momencie miał ochotę unieść brew. A nawet dwie. Jakieś szefostwo? Tajny plan? Cóż za dziwy? Drgnął też na policzek wymierzony Lynnowi. Rzeczywiście potwierdzało się, że rude dziewczę wymyśliło sobie coś niestworzonego. No dobrze, czas na próbę pierwszą próbę podważenia wytworzonej umysłem teorii. Splótł palce na długopisie i notatniku ułożonym na kolanach.
Panno Antoinette, doprawdy musi mieć pani interesującą historię życia – rzekł uprzejmie, choć oczywiście miał na myśli bardziej historię życia z podobnymi twierdzeniami. – Czy jednak jest panienka pewna co do swojego towarzysza? Nie sądzisz Antoinette, że gdyby rzeczywiście pan Lynn Cavendish czaił się na panienki życie na zlecenie tak wpływowych przełożonych, potrafiących tropić pojedynczą osobę wśród tysięcy innych, nie musiałby się obawiać przykrych konsekwencji, gdyż jako przydatny człowiek, jak to zostało określone, mógłby liczyć na wstawiennictwo z ich strony? Niech panienka spróbuje się jeszcze zastanowić.
Tymczasem postanowił zwrócić się do wzburzonego mężczyzny.
Rozumiem, że uważa pan, iż popełniono na nim czyn karalny? Nie pomyślał pan o zgłoszeniu tego odpowiedniej instytucji? – zapytał, jako że to jednak byłby pierwszy odruch normalnej osoby, zamiast sądzić się nawzajem u psychiatry. Kwestię zdrowia psychicznego rozwiązywałoby się w czasie trwania procesu.
Rzecz jasna rozprawa byłaby dosyć trudna, jeśli nie mieliście państwo świadków... Mógłby pan też nakreślić, jak to wyglądało.
Dr Wiley zerknął na dziewczynę. Nie zrobiły na nim wrażenia nieszczere komplementy ani dalsza część wypowiedzi, a może raczej mowa wywołała wewnętrzną reakcję, lecz nie taką, jakiej mógłby doświadczyć prosty człowiek. Poirytowanie, rozdrażnienie lub chęć odwzajemnienia się podobnymi słowy. On dostrzegł w tym próbę prowokacji i chęć wywyższenia się.
Sądzę, że jednak zajmujemy się przypadkiem panienki oraz pani towarzysza – odparł, przeczesał włosy i dopisał coś w notatniku. Zerknął na Antoinette, gdy ta zbliżała się nad biurkiem. I cóż stanął mu przed oczami obraz żywcem wyjęty z gabinetu kolegi, gdzie dziewczę stało w tej samej pozycji przy biurku. Tym razem jednak nic nie miało tego przerwać.
Zatem naprawdę panienka sądzi i jest pewna o istnieniu takiej organizacji? Jakie panienka ma na to dowody? Bez dowodów, jest to jedynie wiara. Czy uwierzyłabyś, gdybym powiedział, że nasz pomocnik, ów jegomość, który was wprowadził do szpitala, jest agentem?


Ostatnio zmieniony przez The Lord of the Universe dnia Czw Lis 03, 2016 6:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Lip 14, 2016 12:23 am

Twarz mu skamieniała, gdy dostrzegł, że po jego słowach doktor zapisuje coś w swoim zeszycie. Serce przyspieszyło mu o parę ładnych uderzeń. Ukradkiem spojrzał na słodką Antoniette i jej nieskalaną myśleniem buźkę. Nie mógł uwierzyć, że stresuje się bardziej niż ewidentnie szalona osoba! Wdech i wydech, Lynn. Bo osiwiejesz wkrótce do reszty, ot.
Nie wiedział nawet, jak powinien się zachowywać, co powiedzieć, aby nie powiedzieć o słowo za dużo, narażając się na nadmierną interpretacje jego osobowości. Czuł się nieco obnażony, jakby czujne spojrzenie lekarza prześwietlało go na wylot. Dobra, nie wszystko z nim było w porządku. Namiętnie zdarzało mu się rozmawiać ze swoim zegarkiem, nazywał swoje narzędzia pieszczotliwymi imionami, ale z drugiej strony nigdy nie oczekiwał od nich odpowiedzi! To jeszcze typowo naturalne zachowanie, prawd? Prawda…? Na wszelki wypadek postanowił powstrzymać się od wyciągnięcia zegarka kieszonkowego, aby doktor Craven nie mógł dostrzec podejrzanie czułego spojrzenia Lynna.
Wysłuchiwał An z krzywym uśmiechem na ustach, a w jego spojrzeniu aż za bardzo jawił się krzyk o pomoc. Ba, błaganie, byleby tylko mężczyzna zza biurka w końcu dostrzegł jej nienormalność. Nie pojmował, jak może być tak spokojny! Miał nadzieję, że nie trafił na kogoś pokroju Antoniette…
Z każdym jego słowem wracał mu jednak spokój, powoli dostrzegając jego gierkę. Tak, iście zawodowe podejście. Nawet wariatka nie będzie raczej niezadowolona.
- Powinienem. Ale nie dałbym zaciągnąć panienki Antoniette w ręce prawa, wbrew jej woli. Proszę mi wybaczyć bezpośredniość – nazwałem ją wariatką, a ona mi zawtórowała. I to nasunęło mi myśl, aby rozstrzygnąć ten spór przy wykorzystaniu trzeciej, bezstronnej opinii. Panienka przyszła tu bez mojej pomocy, o własnych siłach. Ostatecznie uważam to za dobre rozwiązanie, choć jak się okazało… tajna organizacja, której podobno jestem członkiem ma swoje wpływy i tutaj, ku nieszczęściu panienki – westchnął teatralnie, wcale nie żałując, że wylądował tu zamiast na jakimś posterunku.  – Gdy już opuszczę to miejsce, nie omieszkam zawiadomić odpowiednich służb – zapewnił go, kiwając lekko głową.
Puścił uwagę o świadku mimo uszu. Tak się składało, że mieli jednego świadka, na krótko. Nic jednak z tego nie wynikło i jak się spodziewał, nigdy nie zdoła już odnaleźć spotkanego nad rzeką dziewczęcia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Lip 14, 2016 9:39 am

- Mój arkusz? - postarała się, by po jej obliczu nie można było stwierdzić, co czuje i o czym konkretnie teraz myśli. - Naprawdę sądzę, że szanowny, dojrzały, uczony Pan Psychiatra obejdzie się bez niego – puściła mu oczko – Te wszystkie formalności, proszę pana, istnieją tylko po to, by sobie utrudnić życie. Bardziej w nim namieszać, stawiać sobie przeszkody w łatwym przejściu do sedna spawy. Nie mam racji? Oh, oczywiście, że mam. – rozległ się cichutki chichot, dobiegający z krtani Antoinette. - I nie. Nie mam nic do ukrycia. Pozna się pan na tym, jak będzie mi pan zadawał pytania, na które z wielką chęcią odpowiem, by Pan Psychiatra dowiedział się, by po jakimś czasie był już całkowicie pewien, że tak naprawdę pan Lynn zrobi wszystko, by mnie tu zostawić, żeby pomóc sobie i innym po fachu, żeby mieli na mnie oko bezustannie.
Obserwowała, jak ten zapisuje sobie coś w notatniku. Dziewczyna bacznie śledziła ruch trzymanego w objęciach palców lekarza długopisu po kartce papieru. Zastanawiała się, co też ten może tam ciekawego opisywać. Może... tylko udaje, że coś notuje, by wyjść na jakiegoś mądrego i uczonego? W końcu wiemy, że pozornie miłe odzywki, jakimi Antoinette opisywała jego osobę, nasiąknięte były sarkazmem. Nasiąknięte tak bardzo, że z całą pewnością nawet kompletny kretyn poznałby się na tym.
Zauważając, jak lekarz zwraca się do niej samej, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Spojrzała w jego oczy, przez jakiś czas nie mówiąc nic, zupełnie nic, ale i to uległo zmianie. Otworzyła usta, z których nieomal automatycznie uwolniły się słowa. Kierowane do kogo? Do specjalisty, rzecz jasna.
- Nie "nie sądzisz", tylko "nie sądzi pani", drogi panie psychiatro. Jestem dorosłą osobą i proszę zachować wszelkie zwroty grzecznościowe. To, jak się ktoś zwraca do ludzi, świetnie świadczy o jego charakterze oraz kulturze osobistej... może nie całkowicie, ale na pewno w jakimś tam procencie. – wyszczerzyła się, po czym podjęła kolejny wątek - Nie ma tu niczego do zastanawiania się. – westchnęła lekko – Pan nie rozumie mechanizmu działania ich organizacji. I coś czuję, że nie zrozumie. - nawinęła na palec wskazujący pasemko rudych włosów i zaczęła się nim bawić – Możliwe, że jest agentem, tak pomyślałabym jeszcze chwilę temu, ale to wykluczone, skoro Szanowny Pan Psychiatra powiedział o tym bez ogródek. Po co pan to powiedział? W takim razie nie wierzę, że mógłby kimś takim być. Nie jestem taka głupia, na jaką wychodzę w oczach Pana Psychiatry. Nie jestem taka głupia, jak twierdzi mój towarzysz. Bo Pan Psychiatra musi wiedzieć, że on, zdobywając na mnie namiary, chciał odejść, pójść do swojego szefostwa by zdradzić, jak aktualnie wyglądam oraz w jakich terenach ostatnio przebywam, by mu ułatwić zdobycie namiaru na mnie. – nałożyła sobie nogę na nogę, uśmiechając się przebiegle, nie spuszczając spojrzenia z osoby lekarza.
Słuchała wywodu Lynna i zbierało jej się na śmiech. Przygryzała dolną wargę, by tylko do tego nie doszło. W końcu musiała zasłonić dłonią usta. Po prostu musiała, by nad sobą zapanować.
Udało się, więc odsunęła dłoń od ust i przestała gryźć dolną wargę. Tak, udało się, ale uśmieszek nie zniknął, nawet odrobinkę, nawet o cal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Lis 03, 2016 8:50 pm


MISTRZ GRY


Niechęć  do oddania wypełnionego formularza, jak na razie nie ustępowała. Lekarz zastanawiał się, ile czasu zajmie mu ta pogawędka i czy prędzej pacjentka zostanie zamknięta w pokoju bez klamek, a on sam zacznie wypełniać papierki już dla osoby uznanej za chorą, czy dziewczę jednak podaruje mu wypełnioną kartkę przed wspomnianym momentem.
Panno Antoinette... –  Psychiatra popatrzył się na nią wyrozumiale. – Te wszystkie formalności są potrzebne do tego, aby po danej sprawie pozostał jakiś ślad. Być może zada panienka pytanie: dlaczego to takie ważne?
Doktor zrobił krótką pauzę, aby zastanowić się w jakie słowa ubrać kolejną część swej wypowiedzi. Nie chciał przecież, aby dziewczę przestało czuć się bezpiecznie w jego obecności, szczególnie że był dla niej i mężczyzny osobą, która ma rozwiązać ich problem. Po chwili zaczął kontynuować.
Powiedzmy, że całe nasze spotkanie już się odbyło, ale nie posiadam żadnego sprawozdania, zapisków ani formularzy po waszej wizycie. Pani została uznana za zdrową i odeszła. Ale nie ma żadnej przeszkody w tym, aby na badania przyprowadził cię ktoś inny, do kogoś innego lub gdzie indziej. Bez żadnych zapisków z przeszłości, będzie pani przechodziła ten sam proces jeszcze raz, a może się zdarzyć, że z innym skutkiem. Nie byłoby żadnego potwierdzenia, że w przeszłości podobna wizyta wykazała co innego, kiedy w przypadku posiadania dokumentów z przeszłości, drugi wynik można by podważyć. A skoro zaś nie ma pani nic do ukrycia, proszę wypełnić ankietę, a następnie przekazać mi ją. Będę wdzięczny.
Tymczasem dr Wiley znów zaczął słyszeć o organizacji, która rzekomo pragnie napsuć pacjentce krwi.
Hm. Skoro pana towarzyszka, panie Cavendish, twierdzi, że jest pan członkiem w organizacji, która ją prześladuje, może by pan powiedział, w jakim zawodzie pracuje? Wszakże poszukiwania jednej osoby po całej Anglii wymagałyby odpowiedniej ilości czasu, którego nie posiada się zbyt wiele, poświęcając uwagę czemuś innemu.
Mężczyzna czekał na to, jak Antoinette zareaguje na taki fakt. W końcu praca i poszukiwania kłóciły się ze sobą. Czy dalej będzie obstawać przy swoim? – myślał. Właściwie czy to by coś zmieniło?
Psychiatra pokręcił w końcu głową i uśmiechnął się lekko.
Ależ droga Antoinette, wcale nie twierdzę, że jest pani głupia. Sądzę, że jest pani wyjątkową osobą. Jestem o tym przekonany. – Oczywiście w jego myślach znaczenie tych słów było zupełnie inne, chodziło o niesamowity przypadek. Chwilowo jednak pozostawił to dla siebie dla dobra sprawy i rozmowy. – Acz ja, jako pracownik tego przybytku, mam swoje zobowiązania. Muszę więc rozmawiać, wątpić i zadawać różne pytania. I pozwolę zadać sobie kolejne – to rzekłszy, przeszedł w końcu dalej, albowiem tego wymagała sytuacja. Powolnie pchał znanymi sobie, trochę mniej standardowymi ścieżkami, całe to spotkanie do przodu.
A gdybym na przykład nie wiedział, że nasz pomocnik jest agentem? Mógłbym powiedzieć to nieświadomy tego, że to prawda. Tak samo mógłbym to powiedzieć, aby zatuszować prawdę prawdą, w którą pani by nie uwierzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Lis 06, 2016 4:16 pm

Milczał z łagodnym uśmiechem na ustach, wysłuchując pogrążania się Antoniette, niczym najlepszej sonaty w niewątpliwie kulminacyjnym momencie koncertu, wykonywanej przez geniusza muzycznego u szczytu swej kariery. Co lepsze, dziewczę najwyraźniej nie zdawało sobie sprawy z powagi sytuacji, z uporem kopiąc sobie dołek, z którego za jakiś czas z pewnością nie będzie mogła wyjść. Nie przeszkadzał jej, bał się chociażby drgnąć, jakby w obawie, że może ją rozproszyć, wybić z cudownego rytmu, gdzie przestanie bredzić od rzeczy. Kontynuował całe przedstawienie, odzyskując harmonię, aż z rozbawieniem wspominając, że niegdyś bał się posądzenia o chorobę psychiczną.
- Jestem jedynie prostym zegarmistrzem, proszę pana. Chciałbym mieć tak pokaźne zasoby czasu wolnego, aby móc pozwolić sobie na knucie planów zniszczenia życia dowolnej niewiasty. Moja pracownia funkcjonuje zaledwie od trzech lat, ale prosperuje całkiem dobrze… Wcale nie tak daleko centrum, jestem pewien, że i pan mijał mój zakład zegarmistrzowski. W tygodniu pracuję do późna, wiele osób może to potwierdzić… a moje zajęcie znacznie różni się od wyobrażeń panienki Antoniette. W niedzielę, jak widać, oddaję się innym sprawom, ale wciąż, nie sądzę, aby ktokolwiek o zdrowych zmysłach mógł mnie podejrzewać o przynależność do podobnej organizacji… - odpowiadał powoli, wypowiadając na głos każdy szczegół, jaki akurat pojawił mu się w głowie. Siłą woli musiał powstrzymywać się, aby nie rzucić znaczącego spojrzenia swojej urokliwiej towarzyszce rozmowy, gdy już wspominał o „zdrowych na umyśle” osobach.
Był zadowolony, że doktor zajął się bardziej dziewczyną, najwyraźniej dostrzegając już sedno problemu. Nie przeszkadzał im w dialogu, milczał jak zaklęty, wykazując się typową dla siebie cierpliwością. Gdy nadarzyła się jednak okazja lub na moment zapadła cisza, odważył się zasugerować:
- Zdaje się, że moja pomoc nie jest dłużej potrzebna… Nie znam się na systemie pańskiej pracy, ale mam wrażenie, że od teraz odpowiedzi panienki powinny grać pierwsze skrzypce. – Łagodnie usiłował ukazać swoją chęć odsunięcia się od całej sprawy, skoro wątpliwości było coraz mniej. Losy Antoniette już go nie obchodziły, po prostu żywił nadzieję, że już nigdy więcej jej nie spotka.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Lis 06, 2016 8:08 pm

- A po cholerę jakikolwiek ślad? Ślad po tym naszym spotkaniu, co? – pochyliła się nad biurkiem i spojrzała głęboko w oczy lekarza. - Wystarczy tylko, żeby pan stwierdził, że mojemu towarzyszowi brakuje piątej klepki. Niczego więcej nie żądam, a kiedy sam pan to odkryje, zmyję się stąd i już więcej się nie spotkamy. Więc po co jakikolwiek ślad, jak to pan zgrabnie ujął? – całą tę kwestię wypowiedziała w momencie, kiedy psychiatra umilkł na chwilę, ale ta chwila nie była chwilą długą, bo już po chwili ponownie zabrał głos. Zanim jednak podjęła się odpowiedzi, zauważyła jedną rzecz i do niej planowała się odnieść. Jak planowała, tak zrobiła.
- Mieliśmy zwracać się na pan/pani... ale skoro pan lekceważy zwroty grzecznościowe, niech będzie, w takim przypadku i ja będę mówiła na "ty" do szanownego psychiatry. – oparła się ponownie o oparcie krzesła i założyła nogę na nogę. Nieważne dla niej było, że lekarz powiedział do niej na "ty" tylko raz albo dwa razy. - Ah, gdzie moje maniery! Ominęłam ważną kwestię, o której mówiłeś. – dopiero teraz zrozumiała, że wpadła jak śliwka w kompot. No właśnie. Jeżeli on w końcu zrozumie, że nic mi nie jest, powinien to udokumentować. A przecież uważała się za osobę w pełni zdrową psychicznie, była więcej niż pewna swojej poczytalności. Dlatego nie wątpiła, że potwierdzą to późniejsze dokumenty.
Teraz czekało na nią sporawe wyzwanie. Przyznanie się do błędu. Ah, jak ona tego nienawidziła! Była jedną z tych, które nie lubią mówić o swoich pomyłkach, i to jeszcze bardziej, niż przeciętny zjadacz chleba, w końcu wiadomo że chyba każdy nie lubi takich momentów. Ale w przypadku rudej pannicy było to jeszcze bardziej uwydatnione, z racji jej paskudnego charakteru.
- Ech... – westchnęła i ziewnęła, zasłaniając usta dłonią. - dobra, daj mi te dokumenty.
Kiedy Antoinette była w trakcie ich uzupełniania, co jakiś czas odrywała wzrok znad kartki papieru i kierowała go w kierunku lekarza. Po co? Tego chyba nie wiedziała nawet sama dziewczyna. Skończywszy i przesunąwszy papier po biurku, w kierunku psychiatry, usłyszała jak ten ponownie zabiera głos. Dlatego spojrzała na niego ponownie, ale już bez odrywania wzroku. Nie odpowiedziała. Po co, skoro jego słowa nie były kierowane do niej, a do Lynna? Złożyła dłonie w koszyczek i oparła je o kolano, uważnie słuchając co ten ostatni ma w tej kwestii do powiedzenia.
- Jeżeli komuś nad czymś zależy, znajdzie czas na wszystko. – uśmiechnęła się do swoich towarzyszy, najpierw kierując ów uśmiech ku Lynnowi, a potem do psychiatry. W uśmiechu tym było dużo jadu. - Zwłaszcza, że ta organizacja, tak, mogę się o to założyć, ma wielu członków, niektórzy zajmują się jedną rzeczą, jeszcze inni drugą... są w tej organizacji role, które wymagają więcej zaangażowania, a co za tym idzie: czasu. Tak więc, są też role, które wymagają jego mniej.
Była z siebie niezwykle zadowolona. Z zadowolenia wytrąciły ją kolejne słowa specjalisty.
- Ja wiem, że jestem wyjątkowa, ale czemu o tym mówisz? Chcesz mi się podlizać, czy jak? – uniosła nieznacznie lewą brew do góry. - a może planujesz osłabić moją czujność? Tylko nie mów, że planujesz dołączyć do Lynna. – i w rzeczywistości tego się obawiała. Uznała, że od tej chwili powinna być ostrożniejsza.
Po pewnym czasie zegarmistrz (teraz przynajmniej wiedziała, jakiej jest profesji) postanowił zabrać głos ponownie, co sprawiło że Antoinette spojrzała na niego z ożywieniem.
- Zaraz, zaraz! – wstała nagle z krzesła i stanęła naprzeciwko Lynna. W jej oczach było widać było jakąś obawę. - Nigdzie nie pójdziesz, nasz drogi zegarmistrzu. Myślisz, że jestem taka tępa i pozwolę ci odejść, byś poszedł do tego całego twojego szefostwa i powiedział, gdzie aktualnie się znajduję, co? – roześmiała się, chociaż trochę niepewnie. - Tak, tak, nie zapomniałam, kim jesteś. I do czego jesteś zdolny. Sprytny jesteś, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Gru 04, 2016 9:20 pm


MISTRZ GRY


Siedząca tu oto po drugiej stronie biurka pacjentka, a dokładniej Antoinette Zoe Apsley urodzona dwadzieścia lat temu, jak wynikało z dokumentu, w końcu wypełnionego i oddanego, była jeszcze młodą kobietą. I jak mniemał, kolejną ofiarą złożoności ludzkiego umysłu, w którym zawsze mogło dojść do jakiegoś rodzaju konfliktu...
Dziękuję, panienko Apsley – powiedział, odbierając arkusz i uważniej rzucając okiem na jego powierzchnię. Upewnił się przy tym, czy najistotniejsze pola zostały wypełnione. Potem zaś postanowił zabrać głos w kwestii sposobu zwracania się podczas rozmowy.
Ależ proszę, panienko. Wcale mi to nie przeszkadza, jak również będzie wygodniej zwracać się do mnie krócej niż dłużej. Jak sądzę, "szanowny psychiatra" nie sprzyja komfortowemu prowadzeniu rozmowy. Proszę też się nie krępować, być jak najbardziej bezpośrednią. Niech wyrzuci panienka z siebie wszystkie wątpliwości i troski związane z tą sprawą.
Doktor pragnął w ten sposób sprawdzić, czy wraz z odrobiną poufałości pojawi się również więcej słów opisujących zdarzenie, a także przekonania i przemyślenia, jakie ma Antoinette. Niech mówi dużo – myślał. – Niech daje mu więcej materiałów do analizy, z którego zbuduje obraz psychiatrycznego problemu swojej pacjentki.
Czyżby? Istnieją na tym świecie ludzie, którzy nie mają czasu na to, czego naprawdę pragną, rzeczywistość nie pozwala im skierować się taką drogą, jaką chcieliby podążyć. Pomyśl o robotnikach w fabryce, którzy za nędzne pieniądze pracują na swe utrzymanie, lecz nie wystarcza im ani środków, ani czasu na realizację pragnień. Czas się nie rozciąga, Antoinette. A pan Lynn, jak panienka słyszała, nieustannie pracuje w swym zakładzie zegarmistrzowskim – powiedział, przerzucając wzrok na mężczyznę. Kojarzył wspomniany przez niego zakład. Dotąd jednak nigdy nie widział właściciela pracowni, bo nigdy do niej nie zachodził, nie widząc jeszcze potrzeby wymiany swojego obecnego zegarka, nie zaszła też do tej chwili konieczność jego naprawy. Na twarzy lekarza zagościł nieznaczny uśmiech, który mógłby przekazać, że znał położenie miejsca pracy Lynna. Nie chciał jednak powiedzieć tego na głos, a przynajmniej nie teraz, gdyż nie chciał zostać włączony w teorie swej pacjentki. Niechybnie poskutkowałoby to utratą jakiejkolwiek ochoty do rozmowy.
Owszem, panienko Antoinette, organizacja może mieć wielu członków, jednak jeśli ma być ona tak efektywna, jak panienka twierdzi, nie mogłaby kierować nieodpowiednich ludzi do wypełniania ważnych zadań. Proszę się zastanowić. Ktoś, kto ma mało czasu i dużo pracuje jest nieodpowiedni na stanowisko panienki prześladowcy. Wymaga to nie tylko czasu, ale również skupienia i siły, tymczasem ktoś, kto ma zajmujący zawód, poświęca właśnie mu swoją uwagę. Dlaczego właściwie uważa panienka swojego towarzysza za wroga, członka tej nieznanej organizacji?
Doktor spojrzał się na mężczyznę.
Nie zechciałby pan przedstawić jak wygląda taka praca? – zwrócił się do Lynna Cavendisha. Szczególnie zależało mu na zbiciu argumentu o czasie, który zawsze się znajdzie. Był ciekaw, co jeszcze dziewczyna może wymyślić. Chwilę później powrócił spojrzeniem do pacjentki. Machnął lekko ręką.
Ależ skąd! Czy nie mogę po prostu stwierdzić faktu?
Obserwował nagłą reakcję dziewczyny na wieść, że mężczyzna chciałby odejść. Rozumiał go. I właściwie planował wkrótce doprowadzić do rozdzielenia swych pacjentów.
Panienko Antoinette, proszę usiąść. Spotkanie jeszcze się nie skończyło, zatem pan Cavendish nie mógłby nas jeszcze opuścić. Co prawda myślałem nad rozdzieleniem was w późniejszym przebiegu rozmowy. Ja rozmawiałbym z panienką, natomiast z panem Cavendishem inny lekarz. Sądzę, że czułaby się panienka bardziej komfortowo, kiedy nie podsłuchiwałaby nas osoba, której się obawiasz, że doniesie o rzeczach, o których będziemy później mówić.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Gru 15, 2016 6:19 pm

Obserwował kątem oka jej poczynania, zapamiętując dane, które pojawiały się pod naciskiem stalówki pióra, w sposób mimowolny, nawet jeśli rudowłosa nie zdecydowała się na szczerość. Nieważne. Spodziewał się, że zostanie tu już na wieki lub przynajmniej długi, długi czas, więc nieistotnym było czy pod tym, czy pod innym nazwiskiem.
Nie zdążył się jeszcze poderwać z miejsca, choć wyraźnie miał ku temu chęć, gdy dziewczę zastąpiło mu drogę. Zacisnął silnie zęby, powstrzymując się od rzucenia całkiem kwiecistej wiązanki przekleństw. Obecność lekarza trzymała go w ryzach; gdyby znajdowali się na powrót nad stawem, zwyczajnie nie bawiłby się w uprzejmości. Póki co musiał zgrywać oburzonego jej zachowaniem mężczyznę, a dodatkowo powstrzymywać swoje pierwsze odruchy zamordowania dziewczyny.
- Usiądź, ruda kretynko – syknął do niej, mając nadzieję, że na tyle cicho, aby siedzący naprzeciw lekarz tego nie dosłyszał. Zresztą… każdemu mogą puścić w takiej sytuacji nerwy, prawda? I tak zachował się nad wyraz spokojnie, siedząc z założonymi rękoma, nawet nie odsuwając się o odrobinę, gdy ona wciąż nad nim stała, zasłaniając mu drogę do drzwi. – Nie ty o tym decydujesz, całe szczęście. Odejdę, gdy sprawa się wyjaśni… Jak jednak sądzę, będzie to miało miejsce wkrótce – przeniósł wyczekujące spojrzenie na doktora znajdującego się po przeciwnej stronie biurka. – Opowiem panu, jeśli to konieczne dla dobra sprawy. Nie wierzę jednak, że ma pan jeszcze jakiekolwiek wątpliwości… - odparł nieco bardziej chłodnym tonem niż początkowo zamierzał.
Miał nadzieję przyspieszyć przebieg sprawy, a póki co zdawało mu się, że nie tyle co stoją w miejscu, a nawet się cofają. Najszybszą drogą na pozbycie się problemu uznał zastosowanie radykalnych środków. Wystarczyło sprowokować Antoinette bardziej. Wątpił, by rozmowa mogła trwać dalej, jeśli dziewczyna zwyczajnie się na niego rzuci, rezygnując z wysłuchiwania decyzji lekarza.
- Zresztą, uważasz, że moje odejście cokolwiek zmieni przeciwko… jak ty to ujęłaś „tajemniczej organizacji, której głównym celem jest uprzykrzenie twojego życia”? Chyba za późno na próby ukrywania się, prawda? Wystarczy przecież, że szepnę słówko odpowiednim osobom… Chyba najbezpieczniej byłoby się pozbyć świadków, tak tylko mówię… - westchnął, łagodnie unosząc szyję, jednocześnie eksponując ślad, który Antoinette pozostawiła mu nad rzeką.
Musiało być z nim naprawdę źle, skoro od przeprowadzenie do końca tej dyskusji, wolał, aby ponownie się na niego rzuciła. Chciał, aby lekarz nie miał już żadnych złudzeń. W trybie natychmiastowym.
Obdarzał ją czujnym spojrzeniem, wyczekując reakcji.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
 
Szpital psychiatryczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Szpital psychiatryczny im. Michaela Cherrisha
» Recepcja
» Szpital i pogotowie
» Szpital
» Szpital Magnolii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: