IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Szpital psychiatryczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Szpital psychiatryczny   Nie Maj 29, 2016 2:01 pm

First topic message reminder :


Ogromny, ciągnący się niczym pałac budynek o potężnej, nieco zabytkowej budowie, spokojnie mieszczący w swoich murach najwspanialsze, największe przyjęcia, czyli całą społeczność Wishtown, a właściwie i jeszcze kilku sąsiednich wiosek. Tak, o takie zastosowanie można pierwotnie posądzić to bogate, urządzone z przepychem miejsce, do kiedy tylko nie zobaczy się tabliczki, znajdującej się tuż przy samym podjeździe. Zdradzającej prawdę. „Szpital psychiatryczny” - głosi większy napis, a pod nim znajduje się jego krótka historia, którą z pewnością przeczytali tylko nieliczni. Pomimo przyjemnego dla oka krajobrazu, nikt nie przebywa w owym miejscu chętnie, łącznie z pracownikami, a o przymusowo przetrzymywanych tu pacjentach nie wspominając.
Budynek dzieli się na dwa skrzydła; w prawym umieszczone są pacjentki, w lewym pacjenci, z tym że drugie z nich pozostaje niezmiennie od lat, o wiele mniej zapełnione. Skrzydła podzielone są na poszczególne sektory, w zależności od stanu chorego. Od zwyczajnego pokoju, a na izolatce kończąc. W głównym budynku znajdują się pokoje pracowników, wszelakie gabinety i inne pomieszczenia, służące wyłącznie do załatwiania formalności.


___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn Online

AutorWiadomość
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Gru 17, 2016 6:17 pm

Dane, którymi wypełniła otrzymany od lekarza arkusz papieru, były w istocie prawdziwe. Nawet nie pomyślała, że mogłaby wszystko zmyślić. Ale jakby co, było już za późno.
W końcu skończyła i podała kartkę specjaliście. Po jakimś czasie, po pewnej kwestii wypowiedzianej przez psychiatrę, zabrała głos.
- Jesteś naprawdę taki tępy, na jakiego wyglądasz? – zwróciła się tymi słowami do lekarza. - Myślałam że to tylko wygląd daje taki obraz ciebie, myślałam że w tym oto przypadku aparycja nie jednoczy się z prawdziwym poziomem inteligencji... – była z siebie niezwykle zadowolona, że odpowiedziała tak mądrym składem słów – ...niestety, myliłam się. – odchrząknęła – Po pierwsze, nasz aktualny towarzysz – tutaj niezbyt grzecznie wskazała na Lynna palcem wskazującym prawej dłoni – może całkowicie zmyślać. Nie pomyślałeś o tym? Jesteś aż tak ograniczony? Po drugie, nawet gdyby mówił prawdę, nawet najbardziej zapracowany człowiek znajdzie czas na coś ważnego. Już o tym mówiłam, ale do ciebie nic nie dociera. Po trzecie, profesja Lynna może być jedynie przykrywką. Takie rzeczy się zdarzają. Pozornie w swoim warsztaciku składa i naprawia zegarki, a w rzeczywistości obmyśla kolejne plany. – wyszczerzyła się nienaturalnie. Miała nadzieję, że towarzyszący jej mężczyźni nie przebiją jej argumentów, chociaż, co jest faktem oczywistym, wszystko może się zdarzyć. Antoinette jednak nie dopuszczała do myśli takiej możliwości.
Słysząc kolejne pytanie specjalisty, dziewczyna – oczywiście nieświadomie – ułożyła sobie w głowie kolejne kłamstewko, w które już po chwili uwierzyła całą sobą. Kiedy to się dokonało, zabrała głos.
- Dlaczego tak sądzę? – przełożyła nogę – Bo prawda jest taka, że Lynn zna moich rodziców, którzy mnie nienawidzą, więc tym samym im również zależy na tym, by spieprzyć mi życie. Zawarli pakt, a Lynn wtajemniczył ich do tej, wtedy jeszcze świeżej, organizacji, ale oni nie podejmują żadnych działań, bo się na tym nie znają, oni po prostu dostarczają organizacji informacji o mnie. Właściwie to od zawarcia tej znajomości powstała ta organizacja. Tak, to wszystko zaczęło się od Lynna. Dokładnie to od chwili, kiedy ta para tępaków, która wydała mnie na świat bez świadomości, jak bardzo inteligentna będzie ich córka, poznali naszego uroczego zegarmistrza. – westchnęła głęboko i spuściła głowę, udając smutek. Tak naprawdę nie była smutna, ani trochę. Podniósłszy głowę, ponownie spojrzała na tutejszych mężczyzn, najpierw na lekarza, później na swojego rzekomego wroga.
Co dalej? Kiedy wstała, Lynn ją obraził, więc nie zamierzała pozostawić nazwania ją "rudą kretynką" bez jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
- Kretynko? Najwidoczniej nie jestem aż tak wielką kretynką, skoro cię przejrzałam. Tak, przejrzałam twoje niecne zamiary. Ale o tym już wiesz. – zamrugała do niego zalotnie powiekami, co miało oczywisty, drwiący przekaz. - Właściwie, przegrałeś, bo, jak widzisz, wiedziałam o twoich relacjach z moimi pieprzonymi starymi. Nic się przede mną nie ukryje. – zaśmiała się cichutko pod nosem. Usłyszeli to, a może nie? Możliwe, ale niekonieczne. - A szepcz sobie co tam chcesz swoim wspólnikom, bo coś czuję, że już stąd nie wyjdziesz. Nie będziesz więc miał już takiej możliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Mar 19, 2017 8:08 pm


MISTRZ GRY


Doktor Wiley wiedział, że nad emocjami trudno niekiedy zapanować, czasem nawet dobrze jest je uzewnętrznić, co może przynieść człowiekowi ulgę, a w przypadku pacjentów także ukazać, gdzie leży problem. Kimże jednak byłby on, jako lekarz, gdyby pozwolił zajść dalej uczestnikom sytuacji, w której ryzyko na rękoczyny było dosyć duże. Dlatego podjął próbę obniżenia poziomu napięcia atmosfery.
Naprawdę, nie ma potrzeby się unosić. Pragnę zdobyć pełen obraz sytuacji, niż wnioskować na podstawie twierdzeń jednej ze stron. Muszę doprowadzić do ich konfrontacji, co właśnie czynię – powiedział mężczyzna. Forma owej jego konfrontacji, jak to nazwał, opierała się na nałożeniu wersji realistycznej na zdecydowanie mniej prawdopodobny wariant historii spotkania jego pacjentów.
Pani również może mówić nieprawdę i w tym tkwi problem, panienko Antoinette – rzekł jeszcze. Należy przy tym zaznaczyć, że specjalnie nie użył formy dokonanej, choć od dłuższego już czasu chorobę przypisywał dziewczęciu. Jak podejrzewał wcale nie chciałaby zostać na miejscu z własnej woli, a jeśli istniał cień szansy, że obejdzie się bez stosowania większych środków przymusu, to najpierw należało wziać pod uwagę spokojniejsze zakończenie i zapewnienie, gdy już dojdzie do odkrycia całego tego zwodzenia, że pacjentka znajduje się w miejscu bezpiecznym z zagwarantowaną opieką.
Jednakże na sam początek doktor Wiley musiał w końcu rozdzielić swoich pacjentów, przy czym sam zająłby się jednym, a drugi, pod pozorami zabrania do osobnego gabinetu, wypuściłby oczyszczonego z wątpliwości co do jego zdrowia psychicznego.
Myślę, że dotarliśmy już do decydującego punktu, a atmosfera robi się zbyt napięta. Nie chciałbym, aby krępowała się panienka w czasie dalszej rozmowy ze zdradzaniem swojego problemu z  tym oto panem i aby on panią rozpraszał. Być może będę mógł zaoferować jeszcze jakąś pomoc w związku z tą całą organizacją. Absolutnie wierzę, że ma panienka problem. To samo mam również do powiedzenia panu, panie Cavendish. Czas na indywidualne konsultacje – Swą wypowiedź wyrzekł w takiej barwie, że każdy mógł mieć nadzieję na rozwiązanie sprawy na swoją korzyść; Antoinette, że w końcu pozbędzie się Lynna, a w dodatku jej zawierzono, natomiast Lynn, że wkrótce stąd wyjdzie po odbębnieniu formalności i scenki, dzięki której być może uniknie kolejnego fizycznego kontaktu ze swoją towarzyszką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Mar 25, 2017 11:06 pm

Słysząc wypowiedź dziewczęcia, otworzył szeroko oczy, po czym zamrugał z niedowierzaniem, jakby wciąż nie potrafił zrozumieć, dlaczego ktoś taki stąpa wolno po świecie. Prawdziwy ewenement, stanowiący zagrożenie dla siebie i wszystkich wkoło. Niestety, zdążył już przywyknąć do ogólnej bierności lekarza, a to sprawiło, że nie tryumfował w przekonaniu o zamknięciu Antoinette w pokoju bez klamek. Cierpliwość mężczyzny w jednakowym stopniu budziła podziw Lynna, jak i denerwowała go. Jeśli kiedykolwiek zostanie psychiatrą, z pewnością zorganizuje arenę z lwami i Koszmarami dla takich trudnych przypadków.
Nie przerywał im, bo i nie było kiedy. Scena zupełnie go zaabsorbowała, zresztą nie zamierzał odzywać się niepytany. Dopiero odpowiedź rudzielca uznał za wystarczającą prowokację, by przerwać swoje milczenie, wdając się w kontynuację bezsensownej dyskusji:
- Jesteś tak bystra, że zdołałaś mnie przejrzeć, nim w ogóle otworzyłem usta przy naszym niefortunnym spotkaniu – upomniał ją, choć nie starał się bardziej, by na nowo przedstawiać dziewczęciu absurd sytuacji. Na to było już o wiele za późno. - Niestety, nie było mi dane poznać twoich szanownych rodziców. Chociaż, wysoce prawdopodobnym jest, że podczas obcowania z tobą, również zapomnieli czym jest zachowanie zdrowych zmysłów.
Uniósł wysoko brew, licząc na interwencję lekarza, który w końcu wyda diagnozę i nazwie chorobę Antoinette po imieniu. O ile kiedykolwiek miał do czynienia z czymś podobnym. Ewentualnie, świeżo odkrytą przypadłość nazwie się po jej posiadaczce, a lekarz zyska dzięki temu sławę. „Zespół Antoinette”. O tak, to brzmi dumnie.
W końcu jego prośby zostały wysłuchane, choć nie mógł powstrzymać lekkiego drgnienia na twarzy na wiadomość, że i również on ma problem. Prędko odtrącił jednak wizję, w której to on ląduje w kaftanie bezpieczeństwa tuż po opuszczeniu gabinetu psychiatry.
- To rozsądny pomysł – wypowiedział ze spokojem, za nic na świecie nie chcąc zdradzać zadowolenia z sytuacji, aby dziewczę nie podłapało nowego powodu, by twierdzić o przymierzu lekarza i zegarmistrza. – Co by nie kusić dłużej losu – dodał, powstrzymując się od zerknięcia na Antoinette z czarującym, pełnym jadu „nieprawdaż?”. Wyprostował się, gotowy do ruszenia w drogę, chociaż czekając na ostateczne przyzwolenie lekarza. Jeśli je dostał, a rudzielec nie wyrażał więcej sprzeciwów, wstał z miejsca.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn Online
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pon Mar 27, 2017 10:29 am

- Nie zmieni pan mojego zdania – obserwując lekarza i zwracając się właśnie do niego, przechyliła nieznacznie głowę na lewy bok. Ot, żeby wydawało mu się, iż ta coś analizuje, co raczej prawdą nie było. Dlaczego chciała, by doktor pomyślał tak, a nie inaczej? Tego typu pytania były jak najbardziej na miejscu pod warunkiem, że człowiek zadaje je tylko sobie samemu, we własnych myślach. Tak, Antoinette to osoba zdecydowanie trudna do rozgryzienia. - Pod wieloma względami. Ale chodzi mi też o to, że pan tylko usilnie stara się o potencjalnie mądry ton pana wypowiedzi, bo widzi pan, ja od początku zrozumiałam, że pan ma mózg wielkości orzeszka i żeby zrobić inny obraz siebie w oczach innych, ucieka się pan do potencjalnie mądrych słów. – westchnęła głęboko. Odezwała się dopiero, gdy wspomniał, że relacje dziewczyny również mogą być nieprawdą. - Proszę mi spojrzeć w oczy. Głęboko. O, tak. – mówiąc to, wstała, pochyliła się nad biurkiem a oparłszy łokcie na jego blacie, wysunęła głowę ku lekarzowi. Uśmiechnęła się przy tym zawadiacko. Dlaczego zawadiacko? Po prostu ona tego nie kontrolowała. - Czy to są oczy kłamcy?
Wkrótce potem powróciła na swoje krzesło, ponownie oparła się o jego oparcie... ale spojrzenie, skierowane ku lekarzowi, nie zniknęło. W tej kwestii zmieniło się tylko tyle, że doktor co prawda nadal mógł się w nią wpatrywać... tyle że już nie aż z tak bliska, przez co widział jej tęczówki wraz ze źrenicami nieco gorzej.
Oczywiście, nie wiedziała, co ten planuje. Mogła się jedynie domyśleć, ale... nie doszło nawet do tego. W sensie, że że jej domysły okazały się błędne.
Krótko mówiąc, uwierzyła.
Nie zauważył nawet aluzji w ostatnich jego słowach. To źle, a może wręcz odwrotnie?  Tak czy owak, należałoby jeszcze zaznaczyć, że Antoinette, usłyszawszy jego słowa, ale "jego" tym razem odnosiło się do Lynna, nie do lekarza, odwróciła ku niemu głowę i po prostu splunęła mu w twarz. A kolejne słowa mężczyzny, spotkanego przez nią nad wodą? Antoinette słuchała, wciśnięta w fotel i nie spojrzała na niego nawet na ułamek sekundy co oznaczało, że gdyby nawet zdecydował się, żeby na nią spojrzeć w taki sposób, jaki wybrał, nie zauważyłaby tego. No trudno.
Nie patrzyła na niego nawet, gdy Lynn chyba wstawał z miejsca. Tak, chyba, bo równie dobrze mogło jej się wydawać, ale nie można się jej dziwić, w końcu nie patrzyła na niego. A Antoinette w końcu nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać. Żałować, czy cieszyć się. Może pozna odpowiedź na to pytanie dopiero potem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Sie 19, 2017 1:10 pm

Jako doświadczony pracownik placówki wiedział, że bardzo łatwo jest przekroczyć pewną granicę. Właśnie rozgrywał się moment, w którym powinno zakończyć się spotkanie, przynajmniej jeśli chodziło o obecną jego formę, bo w kolejnej pragnął odbyć pierwszą rozmowę na osobności z Antoinette, by pogłębić wiedzę o jej stanie. Psychika dziewczyny zainteresowała go bardzo od momentu, kiedy w jego umyśle zrodziły się wstępne domysły dotyczące tego, po której stronie leży problem konfliktu dwóch ludzi siedzących przed nim. Uczucie to pogłębiało się wraz z upływem czasu, kiedy to zajmując ich rozmową, łączył coraz to kolejne elementy w nieco większy obraz sytuacji.
Zatem przepraszam na chwilkę, przywołam tylko pomocnika – rzekł doktor Wiley, po czym wstał i odszedł od biurka, by wyjrzeć na zewnątrz i przekazać mężczyźnie, aby przyprowadził któregoś z lekarzy. Potrzebował bowiem pozoru, pod którym będzie mógł wyprowadzić spokojnie mężczyznę i nie powodować zbędnego podenerwowania u drugiej pacjentki. Trafiało tutaj wiele osób, które nie potrafiły panować nad swym stanem emocjonalnym oraz zachowaniami, stąd preferował ograniczenie liczby zdarzeń, podczas których trzeba było posunąć się do jakiegoś środka przymusu względem "gościa" wcale nie marzącego o zamknięciu w szpitalu psychiatrycznym.
Mężczyzna odwrócił się plecami do drzwi, po czym powrócił na swoje miejsce. Zaraz powinien zjawić się lekarz, który przejmie pana sprawę, panie Cavendish. Równało się to oczywiście wypełnieniem papierka dla formalności i wypuszczeniem z murów szpitala. Nie mógł jednak powiedzieć tego wprost, niepotrzebnie doprowadzając do rozdrażnienia towarzyszącego mu do teraz dziewczęcia.
I tak też może być, że nie zmienię panienki zdania. Jednak nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje... – urwał swą wypowiedź, wyraźnie mając jeszcze jakieś słowa na końcu języka. Możliwe również, że po prostu poczuł się nieco zbity z tropu. Odchrząknął, będąc świadkiem mało powiedziane: niezręcznego incydentu.
Panienko Antoinette, proszę się opanować. Żadnym damom nie przystoi takie zachowanie – rzekł z perspektywy osoby starszej wiekiem, upominającej o utrzymywanie kulturalnego zachowania. W tym samym czasie lekarz podsunął Lynnowi materiałową chustkę.
Sekundę później u drzwi rozległo się pukanie, a do pomieszczenia zajrzał inny lekarz.
Słyszałem, że jestem potrzebny. Miałem akurat wolną chwilę.
Wiley wstał, witając swojego kolegę.
To doktor Thompson, zajmie się panem, panie Cavendish – rzekł Wiley. – A panienka może już iść ze mną, poprowadzę. – Oczywiście nie do wyjścia, bo mężczyzna osądził, iż obecność dziewczęcia na wolności, przynajmniej do czasu zdiagnozowania i podjęcia jakichś prób pomocy, wiązałoby się z ryzykiem niebezpiecznych sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Paź 15, 2017 5:46 pm

Policzek to jedno. Z największym trudem wytrzyma wtedy obelgę, jednak czara goryczy przelała się przy ponownym wydarzeniu. Z początku mylnie obarczał winą dziewczę, oceniając ja i chcąc dowieść jej winy za wszystko, co mu uczyniła. Teraz jednak zrozumiał, że nie należało mieć dziewczynie za złe naturalnej choroby, a prędzej jednostkom, mającym na celu zwalczanie i leczenie ich.
Był wściekły. Jego twarz stężała, mięśnie naprężyły się, gotowe do obrony w razie kolejnego ataku. Wyjął materiałową chustę z wnętrza swojej marynarki, jednym ruchem ścierając dzieło Antoinette z twarzy. Wyrzucił ją następnie z dłoni, ignorując dziewczynę i zwracając się twardym tonem do lekarza:
- Gratuluję niekompetencji - syknął przez zaciśnięte szczęki. Jego spojrzenie zdradzało, że nie zdzierży ani jednego słowa więcej, ani sekundy dłużej w tym gabinecie. - Wiedział pan od początku. Wiedział pan o jej szaleństwie, zbierając dowody jej niepoczytalności i agresji przy każdej możliwej okazji. A mimo to, doskonale się pan bawił, pozwalając tej farsie trwać - prychnął, niespecjalnie zadowolony, że w ramach rozmowy nieustannie narażony był na niezbyt pokojowe działania Antoinette. W oczach Lynna lekarz był gorszy od rodzica, który nieśmiałym szeptem zwraca uwagę dziecku, które wpadło w największy szał płaczu i krzyku.
- Nie omieszkam złożyć skargi do odpowiednich jednostek - oznajmił podniesionym, jednakowo sztywnym tonem, w rzeczywistości brzmiąc jak człowiek, który ma w tej sprawie coś do powiedzenia. Wpływy stracił już jakiś czas temu, jednak pieniądze wciąż mogły otworzyć mu pewne ścieżki.
Nie obdarzył spojrzeniem Antoinette. Nie mógłby. Miał po prostu dosyć, żałował każdego losowego zdarzenia tego dnia, jakie doprowadziło do ich spotkania.
- A teraz jeśli pan pozwoli...
Mimo wszystko, był jeszcze w stanie okazać minimum manier, kłaniając lekko głowę i żegnając się w ten sposób ze swoim (podobno) zdrowym na umyśle rozmówcą. Jeśli nikt go nie zatrzymywał, odszedł, przechodząc przez próg i wiele siły wkładając w to, aby nie trzasnąć drzwiami.

/zt?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn Online
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Paź 15, 2017 6:39 pm

Z uwagą przysłuchiwała się temu, co mówi doktor, a potem jej uwagę zaprzątnęły kwestie Lynna. Słysząc go, promienny uśmiech rozkwitł na jej bladej, otoczonej rudymi pasmami włosów twarzyczce. A jednak, tym razem nie stał po stronie lekarza, ba – nawet go oskarżał! Antoinette była w siódmym niebie. Podobało jej się to, nie da się ukryć. Do czasu...
Właśnie. Do czasu. Aż Lynn zaczął coś bredzić o jej rzekomym szaleństwie. To dlatego odwróciła się na krześle całkowicie do faceta, z którym tu przybyła. Faceta, który początkowo był uznawany za jej małżonka. Faceta, który... no właśnie, chyba od początku sądził, iż jest szalona. W końcu to on zaproponował jej podróż, wspólną podróż ma się rozumieć, do szpitala, prawda? I to do jeszcze jakiego! Do psychiatrycznego, rzecz jasna.
Tak, do czasu, aż zaczął mówić wiadomo o czym. Antoinette była już ku niemu całkowicie odwrócona, aż z jej krtani ulotnił się jadowity śmiech. Tak jest, pełen jadu. A widząc, że Lynn zbiera się do wyjścia, dziewczyna automatycznie podniosła się ze swojego, co by tu ukrywać, wygodnego siedziska i podbiegłwszy szybko ku prawie już wychodzącego mężczyzny, i położyła otwartą dłoń lewej ręki na wykonanych z drewna drzwiach. Uśmiech wykwitły na jej twarzyczce nie zmienił się.
- Hola hola, gdzie to my się wybieramy, co? – puściła do niego oczko, a dłoń prawej ręki położyła na biodrze, po czym wypięła się w tym właśnie miejscu, ewidentnie podkreślając swoją pewność siebie. No tak, już tak dzisiaj robiła. No ale nieważne. Po co się przejmować takimi błahostkami, co?
Nawiasem mówiąc prawda była taka, że zupełnie zignorowała wcześniejsze słowa lekarza. W sensie że wcześniejsze, czyli przed wywodem Lynna. Tym, na czym naprawdę się skupiła, były słowa tego ostatniego. Antoinette zastanawiała się, czy nie uda im się kiedyś zaprzyjaźnić. Kto wie, świat, a przynajmniej jego scenariusz jest jedną wielką niewiadomą, a przynajmniej w tych kwestiach,
No ale powróćmy do tego, jak Antoinette przeszkodziła mu w przejściu i tym samym opuszczeniu gabinetu. Czym prędzej złapała go za nadgarstek, tak mocno, jak to tylko potrafiła.
Nagle wpadła na świetny pomysł, co mu odpowiedzieć.
- Skoro mówisz, że jestem szalona, to chcesz zostawić lekarza zamiast zostać? Powinieneś tu być, w razie czego gdyby moje rzekome szaleństwo dało się we znaki i bym mu coś zrobiła! – nie wytrzymała. Z jej ust ponownie wyzwolił się śmiech, ale bardziej chichot. Nadal trzymała dłoń na jego nadgarstku i nie zamierzała puszczać. Chyba, że Lynn poradził sobie z tym perfekcyjnie. To było bardzo prawdopodobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Paź 22, 2017 8:43 pm

Lynn ewidentnie miał dosyć, co było widoczne w każdym jego posunięciu. Spodziewał się wiele po rudowłosym dziewczęciu, jednak ponownie jej nie docenił, skoro sądził, że An daruje sobie tak otwarte ataki w obecności szeregu lekarzy. Nie odpowiedział jej, ale też nie miał zamiaru kontynuować tejże farsy, pozwalając sobą pomiatać. Wyrwał się natychmiast, dosyć brutalnie. Tylko przez sekundę zaszczycił ją spojrzeniem, po czym prychnął, odtrącając ją, aż dziewczyna niewątpliwie straciła równowagę, wpadając na ścianę przy drzwiach. Wyszedł prędkim krokiem, nie zwracając już na nic więcej uwagi. Złość nie odchodziła, na chwile obecną nie zamierzał zostawiać sprawy. Przynajmniej nie do kiedy na pierwszym miejscu utrzymywała się w nim chęć spalenia tej placówki do zgliszczy.
*
Stojący, nie za własnym biurkiem, a na równych nogach, tuż obok Antoinette, lekarz nieumiejętnie próbował załagodzić całą sprawę. Po wyjściu Lynna, do gabinetu wkroczyła kolejna osoba. Zdyszana. Młody mężczyzna, najwyraźniej świeżo po rozpoczęciu swojej pracy tutaj, nieobeznany tutejszych korytarzach nowicjusz. Spóźnił się albo dopiero teraz zrozumiał, jak bardzo jest potrzebny w owym gabinecie. W gabinecie więc zebrało się łącznie aż trzech pracowników.
Przeprowadzający początkowe rozeznanie lekarz odetchnął jednak z ulgą, widząc, że sam nie będzie musiał kłopotać się z tym problemem. Kiwnął głową na młodszego lekarza, najwyraźniej korzystając z niewerbalnego systemu porozumiewawczego. Antointette mogła dostrzec, że młodszy z nich, ściskał w ręku pokaźnych rozmiarów torbę. Odezwał się uspokajającym tonem:
- Panienko, wynikły pewne komplikacje. Musi panienka odpowiedzieć nam jeszcze na parę pytań... Cały szpital będzie wdzięczny, jeśli nasza rozmowa przebiegnie bez zbędnego unoszenia się... - zaczął, zbliżając się do niej z łagodnie uniesioną ręką.- Zapewniam, że chcemy jedynie panience pomóc... Pozwoli panienka za mną? - zapytał grzecznie, choć zdecydowanie nie przyjmował odpowiedzi.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pon Paź 23, 2017 1:06 pm

- Ot tak po prostu mnie zost... – nie zdążyła dokończyć, gdyż w tej właśnie chwili Lynn, wyrwawszy jej się brutalnie, popchnął ją, aż Antoinette upadła na ścianę przy drzwiach. Na dodatek z jaką siłą! W swoich słowach kryła, oczywiście, sarkazm, ale to nie było teraz ważne, gdyż Lynn właśnie wyszedł. Czyli mężczyzna, którego parę godzin temu spotkała nad wodą i gdyby nie on, nigdy by nie dotarli w miejsce, w którym aktualnie się znajdowali (a raczej: znajdowała). A Antoinette żałowała tego. Coś czuła, że przychodząc tutaj, uczyniła największy błąd w swoim życiu. Że wkopała się i prędko się raczej nie uratuje. Musiała obmyślić jakiś plan. Może uciec? Może jakoś przegadać lekarzy? Szybko musiała co wymyślić. Nagle pożałowała swoich przedostatnich słów kierowanych do Lynna. Obraziła go, więc oczywiste, że wyszedł. Tyle że... wcześniej on gadał całkiem mądrze. Nawet częściowo stanął po jej stronie (chociaż Antoinette nie była tego w pełni świadoma)! A ona doprowadziła go do jeszcze większej furii, przez co teraz musiała sama zmierzyć się z problemem.
No ale trudno. Odwróciła się do lekarza, uśmiechając się szeroko, ale w tym uśmiechu było sporo jadu. Aż w końcu drzwi otworzyły się... dziewczyna myślała, że Lynn wrócił, chociaż nie bardzo w to wierzyła. I nie myliła się. To był jakiś inny, młody mężczyzna. Ruda pannica spojrzała na niego z nieukrywaną odrazą, i przeleciała spojrzeniem po nim, od stóp do głów.  Zauważyła również wielką torbę. W końcu jej wzrok powrócił ponownie do jego twarzy, a wtedy on zabrał głos.
- Unoszenia się? – uniosła nieznacznie lewą brew do góry. - A czy ja się unoszę? – ulotniło się z niej głębokie westchnięcie. Wtedy usłyszała ciąg dalszy jego wypowiedzi. - Komplikacje? Jeśli wynikły jakieś komplikacje, to na pewno z waszej winy. – co prawda usłyszała o tym już na początku, ale odniosła się do tego dopiero teraz. - Mam iść, tak? A co ja będę z tego miała, co? – prychnęła i ponownie, jak to było wcześniej, położyła dłoń na biodrze które teatralnie wypięła, eksponując tym samym swoją pewność siebie. I czekała na odpowiedź. Jeśli dostała ją od razu, to i tak ów czas dłużył jej się niemiłosiernie. A co, jeśli nie otrzymała żadnej? Co w takim przypadku zrobią ci ludzie? Bo zareagować jakoś musieli: słowem lub czynem. Antoinette zdecydowanie wolała tę pierwszą opcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sro Paź 25, 2017 1:24 pm

Chyba nikt ze zgromadzonych lekarzy nie rozumiał uśmiechu rudowłosego dziewczęcia. Ale szaleńców nie należało rozumieć. Nimi trzeba było się opiekować i robić wszystko, by doprowadzić ich do normalności. O tak. Dlatego nikt nie dopytywał o szczegóły. Przyglądali się jej ze spokojem, lepiej lub gorzej wykonanym.
Nowoprzybyły lekarz zaczął rozpinać torbę, ustawiając ją uprzednio na krześle. Pod tym kątem Antoinette nie mogła dostrzec, co znajduje się w środku. Chyba że podeszła o krok bliżej. Jednak mężczyzna nie zwracał na siebie uwagi. W przeciwieństwie do doktora Thompsona, który w pierwotnym planie miał opiekować się Lynnem Cavendishem. Lekarz objął ramię dziewczyny lekkim, acz zdecydowanym gestem.
- Prawdę, panienko. Odpowiedzi na wiele pytań. Nie zastanawiała się panienka, skąd ta wyjątkowość, towarzysząca panience na każdym kroku? - zapytał niejasno, lekko wzmacniając uścisk na jej ramieniu, aby ruszyła się do przodu. Najwyraźniej, czas na wymianę słów minął. - Psychologia jest dziedziną... nową. Wciąż eksperymentalną, rzekłbym. Nie chciałbym popełnić żadnego błędu, więc prosiłbym o współpracę... - zapewnił, ostatni raz próbując po dobroci.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Paź 26, 2017 5:01 pm

Widziała niezrozumienie w ich oczach i napawała się tym widokiem. Nie zmieniło się to nawet w momencie, gdy jeden z mężczyzn zaczął rozpinać swą torbę, na którą uprzednio Antoinette zwróciła uwagę, jednak teraz było inaczej. Tak, zupełnie zignorowała nowego lekarza. Teraz skupiła się na tym pierwszym, a wtedy ten podszedł do dziewczyny i po prostu objął ramię... jej ramię! Dziewczyna rzuciła mu szybkie, nienawistne spojrzenie i czym prędzej wyswobodziła się z uścisku. Kiedy zwiększyła dzielący ich dystans o kilka centymetrów, dziewczyna... po prostu splunęła mu na twarz. Tak – dokładnie tak. Nie obchodziły jej ewentualne konsekwencje czynu, jakiego się dopuściła.
- Prawdę? – w jej spojrzeniu oraz ogólnej mimice dało się wyczytać rozbawienie. - Prawdę, niby o czym? – przestąpiła z nogi na nogę. Tak, prawda była taka że nie potrafiła dłużej wytrzymać w jednej pozycji, stojąc. - O tym, że gracie tu, kurwa, jakieś przedstawienie, a tak naprawdę chcecie mnie molestować seksualnie. No bo o czym miał świadczyć ten gest, hę? I w ogóle po cholerę mnie tu wciąż trzymacie? Nie uważacie, że skoro główny podejrzany opuścił to miejsce, to ja nie powinnam zrobić tak samo? – ponownie przestąpiła z nogi na nogę – I, do cholery, jaka psychologia? Co ma piernik do wiatraka? Nie złapaliście tamtego mężczyzny, a teraz chcecie się bawić w jaką psychologię, tak? – nie wytrzymała, wybuchając parszywym śmiechem. - Wiecie co? Śmieszni jesteście. Doprawdy zabawni. – westchnęła głęboko, by się uspokoić. - A teraz pożegnam się z państwem – podchodziła teraz do każdego, wypowiadając jedną i tę samą formułkę: "Antoinette Apsley, miło było poznać" oraz ściskając dłoń, o ile jej na to pozwalali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pią Paź 27, 2017 7:52 pm

Już wkrótce mogła przekonać się, kim był ten młody mężczyzna pojawiający się jako ostatni. A także co znajdowało się w jego torbie.
Nikt ze zgromadzonych nie był zadowolony z słów dziewczyny, jednak nie padło już żadne ze słów nagany ani też próby naprawienia jej nawyków. Zgodnie wiedzieli, że jest już za późno na zastosowanie łagodnych rozwiązań. Tutaj konieczne było użycie natychmiastowej, zbawiennej pomocy chorej.
Była groźna i  nieobliczalna, a oni pozwolili jej na zbyt wiele. Ledwie zbliżyła się do lekarza z zamiarem stuknięcia go w twarz, a już została pociągnięta za ramiona do tyłu i częściowo unieruchomiona. Najmłodszy z mężczyzn, nie wyglądał, lecz miał w sobie krzepę. Najwyraźniej jego zawód opierał się właśnie na fizycznym uspokajaniu nerwowych pacjentów.
Nim zdążyła się spostrzec przez jej wygięte do tyłu ramiona, przełożony został materiałowy pas. Mężczyzna nie szczędził siły i nie zamierzał się dłużej cackać z dziewczyną, która nigdy przecież nie miała zamiaru współpracować. Niezależnie od prób obrony Antoinette, najmłodszemu z zebranych udało się unieruchomić ręce dziewczyny, sprawiając, że zostały one ułożone w ciasnym uścisku na jej plecach i pośladkach. Wtedy jej poprzedni rozmówca podjął urwany dialog:
- Bardzo mi przykro. Nie chciałem, aby tak się to skończyło - zapewnił ją grzecznie na początku, lecz jego mina wcale nie zdradzała żalu. - Dla dobra wszystkich, pozostanie panienka unieruchomiona. Proszę jednak pamiętać, że posłuszeństwo zostanie wynagrodzone - kłamał jak z nut. Nie zwykł niczego obiecywać swoim pacjentom. Mówił po prostu to, co chcieli usłyszeć.
Machnął na młodszego, najwyraźniej jego pomagiera. Ten lekko pchnął Antoinette, dając jej wskazówkę, że teraz powinni ruszyć do przodu.
- Dziękujemy za pański czas, doktorze Wiley - mruknął, tymi słowami żegnając się z lekarzem przeprowadzającym wywiad z rudzielcem i zegarmistrzem. - Mam nadzieję, panienko, że nie zajdzie konieczność stosowania knebla? Byłoby to wielką stratą, gdyż każde słowo z panienki ust jest dla mnie niezwykle cenne - poinformował ją, nie odpowiadając na wcześniejsze zarzuty. Nie zwykł bowiem dyskutować, a wzmianka o molestowaniu zdała mu się zwyczajnie śmieszna. - A teraz za mną - rzucił, jako pierwszy przestępując próg gabinetu, wychodząc na korytarz.
Miał nadzieję, że młody pomagier poradzi sobie z dość żywiołową Antoinette.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Paź 28, 2017 12:15 pm

Była w niemałym szoku – w końcu to wszystko zadziało się szybko, zbyt szybko. Po prostu została unieruchomiona. Zakneblowana. Ah, można to nazwać na jeszcze wiele innych sposobów.  Przez moment nie reagowała w żaden sposób. Dopiero potem odzyskała pełną władzę nad swoim umysłem i zaczęła się wiercić. I to bardzo wiercić. Niestety, było to dość trudne zważywszy na to, że była bardzo mocno związana. Ale... pozostało jej jeszcze jedno! Głos. Jej (jak sądzi wiele osób) urzekający głos. Głos, którym mogła coś zdziałać, a przynajmniej ona sama tak sądziła.
- Odwiążcie mnie. – wycedziła cicho przez zęby, ale jej głos z każdym nowym słowem, a nawet można uznać że głoską, stawał się coraz to głośniejszy, dobitny, a nawet pretensjonalny. Wybuchowa mieszanka, nie ma co... - Czy to do waszych pustych głów nie dociera, czy jak? Odwiążcie mnie! – tak, jak to wcześniej wspomnieliśmy, jej głos był coraz to bardziej głośniejszy. I to dzięki temu te ostatnie dwa słowa wydusiła z krtani, głośno krzycząc. Jednak następujące wypowiedziała już normalnie: - Naprawdę, nieźle idzie wam symulacja posiadania mózgu.
Lekarz – według niej samej – bredził, twierdząc, że musi zostać unieruchomiona. Bredził coś o współpracy. Antoinette wpatrywała się w niego spojrzeniem, które z pozoru było miłe, a tak naprawdę było pełne nienawiści. I nagle w jej głowie zrodził się plan. Co prawda, jeśli wdrąży go w życie, nie uratuje to jej, ale za to może nieźle zdenerwować mężczyzn, z czego Antoinette będzie miała na pewno sporawą satysfakcję.
Usiadła sobie na krześle i ani zamierzała nigdzie iść. Zacisnęła usta w cienką, prostą linię, ściskając wargi niezwykle mocno. Tak. Jej plan polegał na tym, żeby milczeć jak grób. Ciekawe, kiedy się znudzi albo po prostu zmieni zdanie, z jakiegoś bardziej lub mniej konkretnego powodu. O, albo kiedy oni się zorientują. Patrzyła się na mężczyznę, który do niej mówił. Patrzyła, jak jeden z nich opuszcza gabinet. Nie reagowała. Siedziała tak tylko, z nadal zaciśniętymi wargami. I tak trwała. Ciekawa była, kiedy doprowadzi ich do furii. Oby jak najszybciej. Tak, to nie było zbyt mądre posunięcie, no ale co poradzić, że Antoinette była, jaka była? Przede wszystkim niegrzeczna i irytująca. I taka była ciągle, ale w tym, co planuje, przejdzie samą siebie. No, może i miewała nieznacznie podobne sytuacje. Może robiła to już kilka razy.  No ale w takiej samej to ona jeszcze nie była. To była poważna sprawa, a ruda pannica najwidoczniej nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji... ale czy jest jakaś szansa na to, że zrozumie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Paź 29, 2017 7:23 pm

Utrzymanie wściekłej dziewczyny w rzeczywistości nie należało do najłatwiejszych zadań, jednak młody mężczyzna, który podjął się tego zadania najwyraźniej miał wprawę. Doktor Thopmson zaś przyglądał się temu w beznamiętny sposób, jakby podobny widok był dla niego chlebem powszednim. Oczywiście, za nic mieli prośby i żądania dziewczyny. Może i swój urok miała, jednak mężczyźni wokół pozostawali niewzruszeni.
Po jej pierwszym krzyku, jeden z doktorów już miał unosić dłoń, aby wydać rozkaz nałożenia Antoinette knebla, co nie okazało się konieczne, gdyż ta nagle zamilkła jak grób. Widzieli już wiele...
Jednak nie do końca spodziewali się jej kolejnego ruchu. Wyrwała się z rąk pomagiera, nie aby rzucić się do ucieczki przez najbliższe drzwi, okno... nie po to, aby ich skrzywdzić, aby próbować się oswobodzić... Zamiast tego wszystkiego usiadła na tyłku. Cóż, zgłupieli.
- Nagle poczuła panienka wyrzuty sumienia? Nagle pojęła panienka zalety trzymania języka za zębami? - pytał ironicznie, nie mogąc powstrzymać się od delikatnej kpiny, co zdecydowanie nie było pochwalane w jego zawodzie. - Teraz sytuacja się odwróciła. Tylko szczerość może panienkę uratować. Poważny, otwarty dialog - poinformował ją pieczołowicie, po czym zwrócił się do pomagiera:
- Nie cackaj się dłużej. Nie za to ci płacą.
Głos miał już zniecierpliwiony, a to nie wróżyło niczego dobrego. Młodszy mężczyzna, ten od fizycznej pracy, podjął jeszcze jedną próbę pochwycenia Antoinette, tym razem używając więcej siły. Chwycił ją pod ramiona, odtrącając krzesło, aby nie mogła już na nim usiąść, a potem - jeśli było to konieczne - wlokąc po podłodze, przez szpitalne korytarze.
- Widzę jednak, że w tym stanie na niewiele nam się panienka zda. Najpierw musi panienka ochłonąć - mówił, rzucając znaczące spojrzenie mężczyźnie, który taszczył związaną dziewczynę. Wyraźnie było widać, że się zmęczył. - Nic tak nie ostudzi zmysłów jak chwilowy pobyt w izolatce - powiedział nad wyraz pozytywnym tonem.
W tym czasie zajmie się zbieraniem informacji o niej. Może rodzina dziewczyny potwierdzi jej ewidentne szaleństwo? Westchnął aż.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Paź 29, 2017 8:28 pm

Jeszcze trochę pomilczała. Jeszcze przez jakiś czas w ogóle się nie odzywała. Kiedy mężczyzna wspomniał o otwartym dialogu, ta tylko prychnęła i ułożyła wargi, wypowiadając bezgłośnie słowo "spierdalaj". Tak, właśnie tak. Chciała co prawda splunąć mu w twarz, ale w ostatniej chwili rozmyśliła się sądząc, z racji iż już tak postąpiła, będzie to nieco nudne. A nawet, można by rzec, przewidywalne. Dlatego patrzyła się na niego, a słowa, które potem dotarły do jej uszu, sprawiły, że dziewczyna pobladła, nie wiedząc, co kryje się pod słowami "nie cackaj się dłużej", bo oczywiście domyślała się, że chodzi tu o nią. Tylko i wyłącznie o nią. Zrezygnowała ze swojej milczącej taktyki. Zrozumiała, że jej się to po prostu nie opłaca. Zrozumiała to głównie wtedy, jak mężczyzna złapał ją, a wtedy zaczęła się wiercić, zginać... I tak, jak sobie obiecała, wreszcie ponownie zabrała głos.
- Żądam, byście złapali Lynna. To wszystko przez niego... przez jego organizację... – dyszała, wciąż się wiercąc. - Mówię wam! Musicie go złapać, póki jest jeszcze w okolicach szpitala! – nie wiedziała, co jeszcze dodać, więc pozostało jej tylko wiercenie się.  
Czuła, jak jest ciągnięta przez jakiś czas. Do chwili...
I nagle znalazła się w niewielkim pomieszczeniu i usłyszała trzask przekręcania klucza w zamku. Przez chwilę jeszcze waliła biodrem (bo ręce miała unieruchomione) w drzwi, ale zmęczywszy się, zrezygnowała. Z wielkim znakiem zapytania w głowie stwierdziła, że ściany pokoju są wyściełane. I nie bardzo wiedziała, po co, na co. Nie łączyła ze sobą faktów. Nie wiedziała, ile to jeszcze potrwa... i znowu zmieniła swój tok myślenia: coś czuła, że to wszystko to jakieś przedstawienie. Była zatem ciekawa, kiedy to się wszystko skończy.
Ale czas mijał... i mijał. I nic się nie zmieniało. Dlatego usiadła w rogu pokoju, i już chciała wysunąć ręce, kiedy stwierdziła, że nadal pozostaje związana. A w głowie układała sobie jakieś kłamstwa... ciekawe, ile z nich doczeka się, aż ktoś inny o nich usłyszy. Tak, ciekawe które przetrwają. Część pewnie zapomni. Część pewnie nie uzna za realne. Tak jest chyba zawsze. A może teraz będzie inaczej? Cóż, bardzo prawdopodobne.
Zmęczywszy się, zapadła w sen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Paź 31, 2017 12:38 pm

Gadka o zmyślonej organizacji zwyczajnie ich nudziła. Nikt już nie dopytywał o szczegóły. Nie teraz, lecz prawdopodobnie będą musieli do nich wrócić, jeśli chcą rozpoznać i zrozumieć przypadłość Antoinette. Leczenie w dużej mierze polegało właśnie na pojęciu punktu widzenia chorego.
Co prawda Lynna czekała jeszcze niemała przeprawa - zamierzali mieć go na oku w najbliższym czasie, jednak cała kadra była zgodna - to właśnie kobiety o wiele częściej padały ofiarami chorób psychicznych, jako istoty słabsze, o mniejszej odporności na czynniki zewnętrzne. Część z lekarzy, w tym doktor Thompson byli zwolennikami teorii, że nawet czytanie zbyt dużej ilości książek może mieć negatywny wpływ na zdrowie psychiczne kobiet.
Milczeli więc resztę podróży, mając nadzieję, że dziewczyna zmęczy się i uspokoi. Taki był ich plan. Miała zacząć współpracować, a oni zdobyć jak najwięcej szczegółów o całym życiorysie rudowłosej panienki.
Pomieszczenie, w jakim się znalazła, owszem, było wysłane, ale ozdobną tapetą, a nie, jak można było się spodziewać - niczym miękkim. Nad sufitem znajdowało się otwarte, ogromne okno, przez które Antoinette nie mogła wyjrzeć, nawet gdyby podskakiwała. Poza materacem na ewentualny sen, w pomieszczeniu nie znajdowało się nic więcej. Nic nie wskazywało więc, że dziewczyna zagrzeje tu długo.
Jeśli jej sen był lekki, mogła się obudzić z powodu dobiegającego ją drapania. Z początku mogła nie rozpoznać źródła dźwięku, jednak po zastanowieniu się, musiała poznać, że dochodzi ono z jedynego możliwego miejsca, a mianowicie otwartego okna. Skrobanie przybierało na sile, aż w końcu dołączyły do niego poddenerwowane wrzaski:
- Skandal! Kpina! Obelga! To nie jest stanowisko godne mojego kunsztu! Skandal!
Zdezorientowana Antoinette nie widziała osoby, do której należały owe krzyki, lecz domyślać się mogła, że ich autorką jest kobieta. Dosyć młoda. Z oddali korytarza słychać było kroki, prędko stłumione kolejnym atakiem szału:
- Gówno! Cholera! Skandal! Nie wymagam wiele! Jeszcze jeden taki numer i naślę na was mojego adwokata! Skandal! - krzyczała, nie zdradzając jednak powodu swojego wzburzenia.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Paź 31, 2017 7:20 pm

Obudziła się z dość płytkiego snu. Usłyszała jakieś (przynajmniej dla niej) nieodgadnione dźwięki i zastanawiała się, skąd one docierają.... oraz co znaczą. Z początku była całkowicie zdezorientowana. Nie wiedziała gdzie jest ani co robi w tym dość dziwnym pokoju. Aż w końcu zrozumiała. Wreszcie to do niej dotarło. Jezioro... Lynn... szpital. Związanie. I tak dalej, i tak dalej... w końcu dotarło do niej, że ów nieodgadniony dźwięk dochodzi z okna, którego dziewczyna wcześniej w jakiś sposób nie zauważyła. Dlaczego nie zauważyła? Nie potrafiła nawet samej sobie odpowiedzieć na to pytanie. Tak czy owak, wkrótce potem do jej uszu dotarły słowa. A raczej: wykrzyczane słowa, a w głowie Antoinette nagle pojawił się obraz kobiety, całkiem możliwe, że w jej wieku. I nie wiadomo dlaczego, ale owa kobieta w umyśle rudej miała długie, blond włosy, niebieskie oczy i bladą cerę. Skąd podobny obrazek? Nie wiedziała, ale nie zastanawiała  się nad tym zbytnio. Żałowała, że nie jest w stanie zajrzeć przez okno. Mimo, że nie próbowała, osądziła to już z góry. Nie wiedziała, o co chodzi tej dziewczynie. Mogła oczywiście dalej gdybać, tak, jak to było w przypadku jej wyglądu, ale nie miała po prostu na to siły. Nie mogła się domyślać, kim ona jest, i słusznie.
No ale nic. Zauważywszy materac, położyła się na nim i zwinęła się w kulkę. Planowała zatkać sobie uszy, jednak nic z tego, przecież była związana. Aż w końcu... usłyszała kroki. I do tego znowu te krzyki. I coś czuła... że kroki te zmierzają w jej kierunku. Nie mogła być tego pewna, ale przeczuwała najgorsze. Cholercia jasna, pomyślała i ponownie zwinęła się w kulkę. I tak trwała.
A krzyki były coraz głośniejsze... przy wtórze kroków. Teraz, już nie mogła być pewna, czy owe kroki zmierzają w tym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Lis 04, 2017 7:43 pm

Kroki jak najbardziej zmierzały w kierunku pokoju Antoinette. I nie tylko. Jej drzwi otworzono z hukiem, a w progu pojawiły się już znane twarze. Doktor Thompson wraz ze swoim pomagierem, niechętnym, acz zmuszonym do przemocy. Dziewczyna w tej krótkiej chwili mogła dostrzec kilka interesujących ją szczegółów. Mianowicie, zajmujący się jej przypadkiem lekarz, trzymał w dłoni teczkę, z której wysunął się skrawek formularza wypełnianego niedawno przez Antoinette. Za plecami lekarza szybkim krokiem przeszło kilka osób, nawet nie interesując się przebywającą w pokoju dziewczyną.
Odgadując, że niedawno została wyrwana ze snu, przemówił spokojnie:
- Uspokoiła się już panienka? Czy teraz będziemy mogli porozmawiać? - zapytał, lecz niekoniecznie spodziewał się odpowiedzi. - Pójdzie panienka z nami. Powoli zyskujemy pełen obraz problemu... - poinformował ja.
Antoinette mogła współpracować, wychodząc po dobroci albo ponownie otrzymać nieocenioną pomoc od młodego pomocnika lekarza. W każdym razie znalazła się na korytarzu, gdzie była świadkiem bardzo dziwnego zdarzenia.
Wystarczyło jej odwrócić głowę, aby przez otwarte drzwi zobaczyć sąsiadkę, która wybudziła ją ze snu. Inna z wariatek. W przeciwieństwie jednak do Antoinette, miała umeblowany pokój. I to mało powiedziane. Pomieszczenie, w jakim się znajdowała, było po brzegi zasłane różnymi przedmiotami. Wszystkie ściany wewnątrz wysłane były obrazami, wykończonymi rożnymi metodami, przedstawiające przeróżne, choć ewidentnie abstrakcyjne sceny.
Rozmiarowo sala nie odbiegała od tego, w czym gościła Antoinette, jednak zdecydowanie nie była ona pusta. Miała swoja szafkę ze wszystkimi przedmiotami do malowania, łóżko, a nawet prymitywnie wykonane ozdoby. Najdziwniejsze miało nadejść jednak wkrótce.
Kobieta w okolicach trzydziestki, ubrana w koszulę nocną, będąca artystką, odwróciła się w kierunku otwartych drzwi, gdzie dostrzegła niemałe zgromadzenie. Dwójka lekarzy wtargnęła do jej pokoju, czego świadkami była właśnie Antoinette i towarzyszący jej jegomoście. Z pewnością nie przegapiła również dialogu, jaki się wkrótce wywiązał:
- Skandal! Czy wy wiecie, do czego się dopuściliście?! CZY WY JESTEŚCIE ŚWIADOMI!? - kobieta zanosiła się krzykiem, na co lekarze natychmiast próbowali ją uspokoić.
- Proszę o wybaczenie. Co się stało?! Czy zabrakło pani pustej przestrzeni do malowania?
W odpowiedzi wariatka rzuciła go złamanym ołówkiem.
- Gówno! Skandal! Straciłam już wenę! Mój szkic to gówno! Skandal! Jeszcze jeden taki numer...! - zagroziła im, a lekarze, o dziwo, posłuchali się, natychmiast obiecując jej przyniesienie zaostrzonych przyborów do szkicowania.
Jeśli Antoinette zastanawiała się, co się tu właśnie wydarzyło, doktor Thomson niechętnie pospieszył z wyjaśnieniem:
- Hmm... niektórzy zasłużyli sobie na specjalne traktowanie, jak panienka widzi... - mruknął pod nosem. - Proszę nie zaprzątać sobie tym głowy. Dla wygody pójdziemy do gabinetu, o, tuż obok...

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Lis 04, 2017 8:58 pm

Ku zaskoczeniu Antoinette, drzwi od pokoju, który zajmowała, otworzyły, się, a jej oczom ukazali się ci sami mężczyźni, których widziała już wcześniej. Zamrugała powoli powiekami, po czym wstała z pozycji 'kulki" i w równie ślimaczym tempie usiadła spokojnie na materacu.
- Ah – udawała zmartwienie, jednak daleko jej było do tego uczucia. - To znowu wy – teraz próbowała na swoje oblicze przywołać wkurzenie, również z większym czy też mniejszym skutkiem. Tak naprawdę miała mętlik w głowie, pewnie od tego bezczynnego leżenia, i sama nie wiedziała, co o tym sądzić. Do czasu... aż zauważyła, jak jeden z mężczyzn trzyma w teczce coś, co było jej znajome. Cóż, mimo że nie znajdowała się teraz zbyt blisko niego, zauważyła napis: Antoinette Apsley. Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale nie wstawała. Tak, cały czas siedziała na materacu.
- Nigdzie nie idę – wycedziła przez zęby – I jakiego, kurwa, problemu? Cóż, zgaduję że zrozumieliście swoją ułomność i chcecie się teraz do tego przyznać. To bardzo ładnie z waszej strony. – posłała im krzywy uśmieszek, pełen jadu – Tak, jak mówiłam, nigdzie nie idę – fuknęła, ale tak czy owak, i tak znalazła się w końcu na korytarzu. W końcu dane jej było zauważyć inny pokój, ale to jaki pokój! Umeblowany, z obrazami na ścianach... a kobieta, która go zajmowała, miała identyczny głos do tego, który wcześniej Antoinette obudził z płytkiej drzemki. Płytkiej czy głębokiej... nieważne. Liczył się sam fakt. Tak czy owak, ruda pannica spojrzała na kobietę raz jeszcze. I coś w jej umyśle zaczynało się przekładać. Fikcja zamieniła się w kłamstwo, a te z kolei w coś, w co uwierzyła wkrótce potem całą sobą. I, dzięki temu, miała w głowie pełen zmyślony obraz, co postanowiła wykorzystać (nie będąc oczywiście świadomą, że to, co zaraz powie to czyste kłamstwo).
- Ty... – wskazała na nią palcem wskazującym prawej ręki – To ty! Cholera, a myślałam że już się więcej nie spotkamy... – wciąż wskazując na nią palcem, zwróciła się do mężczyzn. - Dobrze, że ją złapaliście. – teraz zwróciła się do kobiety – Cześć wariatko, pamiętasz mnie? Antoinette z tej strony. Miałaś czelność towarzyszyć mi i Lynnowi przez krótki moment, ale ja wtedy już wiedziałam, tak, wiedziałam. Że jesteś jego wspólniczką. – przeniosła spojrzenie na lekarza – Nie cackajcie się z nią. Ona jest naprawdę sprytna, nie powiem. – prawda, początkowo zazdrościła jej, że mieszka w takich warunkach. Ale to ulotniło się tak szybko, jak się pojawiło. Teraz była zajęta układaniem w głowie zmyślonych historyjek, w które oczywiście potem całą sobą uwierzy.
- Do gabinetu? – uniosła lewą brew do góry – A po cholerę? Nigdzie nie idę – Cofnęła się i znalawszy się ponownie w swojej izolatce, usiadła na materacu, tak, jak to wcześniej uczyniła z krzesłem, zaraz po tym, jak została związana. I znowu zacisnęła usta w cienką linię. I patrzyła się na lekarza z nieukrywaną odrazą, malującą się głównie w jej oczach, ale ogółem na twarzy również.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Lis 09, 2017 10:15 pm

Ach, ten gorący temperament Antoinette. Lekarze, mający już doświadczenie w swojej pracy nie sądzili, że pobyt w samotności nie ochłodzi osobowości dziewczyny. Nie oznaczało to jednak, że załamali ręce, poddając się z leczeniem wyraźnie potrzebującego tego przypadku.
Kobieta w koszuli nocnej, będąca zapewne twórcą tych wszystkich umieszczonych w pokoju dzieł wyglądała na równie zszokowaną co reszta zgromadzenia. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Prędko otrząsnęła się z pierwszego zdziwienia, zaraz wtórując Antointette i zagłuszając pierwsze próby uspokojenia lekarzy. W tle było słychać rozkazy przyniesienia pewnych medykamentów, jednak na pierwszym planie pojawił się jazgot:
- NIE. JESTEM. WARIATKĄ - wydukała przez zaciśnięte zęby, robiąc wielkie oczy. Sięgnęła o pędzel, gotowa się bronić. Artystka w tej chwili ewidentnie wyglądała na wariatkę, czerwieniejąc na twarzy, jakby doznała jakiegoś ataku. - Skandal! Dawno i nieprawda! Pamiętam! Nie pamiętam! Za mało mi płacił! Odeszłam od niego, skończyłam z tym! - mówiła, jakby w rzeczywistości uwierzyła w słowa dziewczyny. Prędko jednak pokręciła głową i zawyła wściekle, rzucając się i tupiąc nogą.
Została otoczona i powstrzymana. Dla dobra pacjentek, pozwolono wrócić An do swojej izolatki, rozdzielając pacjentki. Zamknięto drzwi od pokoju artystki, jednak przez otwarte okno było słychać dochodzące krzyki. Gdyby dziewczyna chciała się z nią porozumieć, wystarczyło zwyczajnie podnieść głos.
Doktor Thompson z coraz większym zmęczeniem w oczach podążył za swoją podopieczną, sprawiającą mu niespodziewane trudności.
- Świetnie. Możemy załatwić to tutaj. Nie ma problemu. Myślałem jednak, że będzie chciała panienka skorzystać z okazji rozprostowania nóg i ujrzenia innych krajobrazów. Jako że prawdopodobnie nie ujrzy panienka niczego niż te cztery ściany jeszcze przez długi czas... - zasugerował jej, jednocześnie zbliżając się i wydając rozkaz przyniesienia sobie krzesła. - Porozmawiajmy... Antoinette. Liczę na to, że możemy odrzucić już uprzejmości - powiedział spokojnie i chwilowo zostali sami w pomieszczeniu, gdyż drzwi za pomagierem zamknęły się. Doktor Thompson najwyraźniej liczył na to, że uda mu się opanować w samotności ewentualny atak szału dziewczyny.
- Próbowaliśmy skontaktować się z twoją rodzicielką, Antoinette - poinformował ją, nie siląc się na podnoszenie głosu. - Nie utrzymujesz z nią kontaktu? Dowiedzieliśmy się też kilku ciekawych faktów, którym ty z pewnością zaprzeczysz... - zagaił, nie wyjaśniając jeszcze swoich słów.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Lis 11, 2017 1:15 pm

- Nie wierzę ci – wycedziła przez zęby, patrząc uważnie w jej oczy. Chodzi oczywiście o tę malarko-wariatkę, na dodatek, co oczywiste, co Antoinette już pojęła, jej sąsiadkę. - Na pewno chciałaś z nim dalej współpracować, ale ograniczono ci dostęp do niego, bo te świry złapały cię. I słusznie – zaczęła bawić się końcówką rudego pasma włosów. A kobieta krzyczała. W końcu zamknięto ją w jej pięknym (bez sarkazmu) pokoju. Kiedy Antoinette znalazła się już w swoim, wiedziała, że może się z nią porozumieć z racji występowania okna, ale uznała że nie ma do niej już siły. Za to usiadła sobie na materacu w swoich czterech kątach i pomyślała, że ponowne zastosowanie metody, w której milczy z zaciśniętymi wargami, będzie tutaj jak znalazł. Chciała go zdenerwować. Chodzi tu teraz i wyłącznie o lekarza, z którym została sam na sam. No bo nikogo innego tutaj nie było, prawda? Prawda. Jednakże wiedziała, że musi się jednak odezwać. Chociaż raz (albo dwa razy), bo z unieruchomieniem jej ciała było jej niezwykle niewygodnie. Przeszyła go wnikliwym spojrzeniem, mającym w sobie wiele nienawiści. I to ile nienawiści! Było jej doprawdy sporo. W końcu czemu się dziwić? To wszystko przez niego (przynajmniej uważała tak ona sama).  Przez niego została związana. Przez niego trafiła do izolatki. To przez niego tamten mężczyzna był dla niej taki niemiły. Tak, to ten lekarz był tutaj głównym winowajcą, a Antoinette była nawet skłonna stwierdzić, że jedynym. Bo to on wydawał rozkazy, nie?
- Najpierw mnie odwiążecie – tak, jak to było wcześniej, pierwsze litery wymówiła cicho, co zmieniało się z każdą kolejną, dlatego ostatnie słowo po prostu wykrzyczała. Podobnie było z następującą treścią, wylewającą się z jej ponętnych ust.
- Dlaczego mnie nie wypuścicie... nie będę sprawiała kłopotów. Już więcej mnie nie zobaczycie! – jeżeli odwiązali ją, dziewczyna położyła dłoń na sercu – Obiecuję.
I planowała atak na jego osobę. Jeszcze nie wiedziała co prawda, czym on będzie i w jaki sposób spełni swoją wewnętrzną obietnicę,  no ale... uznała, że ma czas.
Planowała, nawet jeśli okaże się, że ją wypuszczą. Ot, takie pożegnanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sro Lis 15, 2017 6:06 pm

Nasza rudowłosa bohaterka mogła już tego nie dostrzec, ale jej sąsiadka wyjątkowo przejęła się rzuconym słowami. Trafiły na siebie wprost idealnie. Antoinette kłamała, a artystka... wierzyła w każde jej słowo. Dlatego też po wyjściu dziewczyny zalała się łzami, przygnieciona poczuciem winy, za to że kiedykolwiek miała czelność współpracować z Lynnem (którego, swoją drogą, nigdy nie widziała na oczy, gdyż spędziła w szpitalu znaczną część swojego życia, co nie było dla niej logicznym argumentem). Obrażona, rzuciła się na własne łóżko, nie chcąc już dziś nic malować.
Tymczasem w pokoju An atmosfera była, wyjątkowo, spokojniejsza. Rozmawiali na poważnie, o ile poważną rozmową można było nazwać jakikolwiek podjęty dialog z Antoinette. Lekarz spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem i przemówił spokojnie:
- Och... Przecież doskonale wiesz, że świat nie działa w ten sposób. Nie możemy wypuścić do ludzi kogoś, kto sprawia zagrożenie dla innych i dla samego siebie. Antoinette... - westchnął cicho. - Nie robimy tego dla siebie. Wiesz, że najprościej byłoby nam zwyczajnie puścić cię wolno... - spróbował po dobroci, choć niespecjalnie zgadzało się to z jego przekonaniami.
- Wypuścimy cię, gdy tylko będziesz na to gotowa, przysięgam. Tymczasem, nie traktuj pobytu tu jako kary. To nic uwłaczającego. Wiele kobiet, dziewcząt, takich jak ty zbłądziło na nieodpowiednią ścieżkę, dopiero po czasie dostrzegając swój błąd. Dlatego proszę cię o wyrozumiałość - udzielił jej krótkiego wykładu, stosowanego w podobnej formie dla wszystkich swoich pacjentek. - Współpraca jest twoim nowym początkiem, An. Zacznijmy więc. Opowiedz mi o swoich relacjach z matką. Od początku. Bez pośpiechu, tutaj czas płynie inaczej....
Skinął na nią głową, z kieszeni marynarki wyjmując dyskretny notesik, gotów spisać na papier wszelakie intrygujące go fakty, które mogłyby pomóc w dalszym leczeniu.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Lis 16, 2017 8:07 pm

Co do jej sąsiadki, Antoinette słyszała, jak tamta płacze. Niestety, ruda pannica nie wiedziała, dlaczego i jakoś nie chciała wiedzieć.
Na jego słowa po prostu zgłupiała.
- Ja? Ja zagrażam sobie i innym? – spojrzała na niego spod nienaturalnie czarnych rzęs i wstała gwałtownie, co nie było łatwym zadaniem zważywszy, że była związana. A jednak, zignorowali jej prośbę... nie, rozkaz. Tak, rozkaz rozwiązania jej. Była tym oburzona, to fakt niezaprzeczalny, ale jeszcze większą furię wywołały na niej słowa lekarza. – Toż to niedorzeczność! – wykrzyczała i podeszła do niego. Ah, wiele by teraz oddała za chociażby jedną wolną rękę... uderzyłaby go wtedy z całą siłą w twarz. Mogła oczywiście w tym celu użyć nóg, ale bała się, że się przewróci. Tak więc, wolała nie ryzykować.
Potem, nieco ochłonąwszy, cofnęła się i ponownie zajęła miejsce na materacu. Znowu uciekając się do metody milczenia. Tak, właśnie tak. Chciała go zdenerwować, doprowadzić do furii. Uda jej się to, a może wręcz odwrotnie? Tak czy owak, mimo że nic nie mówiła, miała nadzieję, że ten odczyta cokolwiek z jej spojrzenia. Kryło się w nim aż tak wiele... od zaskoczenia usłyszanymi słowami po nienawiść, ale nie taką czystą, bo przybrudzoną wieloma innymi emocjami. Wzrok oczywiście wtórował mimice jej twarzy, co rozumie się samo przez się – w końcu po widoku samych oczu nie należy się wiele spodziewać. To za mało. Zdecydowanie za mało.
Siedziała i uważnie słuchała jego słów. A na wzmiankę o matce jej spojrzenie oraz mimika zdradzały zaskoczenie. Te zrodziło się w inne odczucia, które były tutaj oczywiste. Nagle pobladła... ale nie powiedziała nic. W końcu to sobie obiecała, żeby zamilczeć, mając za cel wkurwienie lekarza. W sumie, nawet wyjdzie na dobre, bo Antoinette... nie miała w ogóle zamiaru mówić o swojej rodzicielce. I w ogóle o rodzinie.
Tak więc, siedziała i patrzyła się na niego, tym razem zdradzając tłum wszelkich odczuć, uczuć i emocji. Ah, jak wiele tego było... Była jednak tak zajęta na skupianiu całej swojej uwagi na jego twarzy, nie spostrzegła nawet, że ten wyjął jakiś notesik...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sro Lis 22, 2017 5:28 pm

Przerwało im pukanie. Lekarz odpowiedział, a w progu stanął pomagier z niesionym krzesłem w dłoni. Gdy spełnił swoje zadanie, doktor Thopmpson poprosił go o zostawienie ich samych i zamknięciu drzwi. Zajął miejsce siedzące naprzeciw Antoinette, wiedząc, że dopiero teraz rozmowa może przebiegać jak należy. Ich oczy znajdowały się na jednakowym poziomie, a im już nikt nie będzie przeszkadzał. Poza płaczem dochodzącym z sali obok, ale to szczegół.
Cierpliwie zniósł jej wypowiedź, również grzecznie odsuwając się, gdy zaczęła się do niego zbliżać. Nie zamierzał stosować wobec niej siły, jeśli nie było to konieczne. Powiedział więc spokojnym, twardym tonem:
- Proszę się uspokoić i usiąść. Czy naprawdę według ciebie tak zachowują się zdrowi na umyśle ludzie? - podjął dialog, zmuszając ją do drobnego zastanowienia się. Nie czuł zagrożenia, pewien, że jeśli dziewczę nie podejdzie go z zaskoczenia, uda mu się odeprzeć, cokolwiek by tamta nie planowała.
- Widzę, że jesteś tego świadoma. Widzę to w twoich oczach, Antoinette. Jesteś rozumną, inteligentną młodą kobietą - oznajmił poważnie, utrzymując z nią kontakt wzrokowy. Spróbował w ten sposób. - I omal nie dopuściłabyś się skrzywdzenia drugiej osoby. Pamiętasz tego mężczyznę? To dopiero początek góry lodowej... - westchnął, jakby poczynania rudzielca w rzeczywistości sprawiały mu ból.
Po chwili ciszy kontynuował, nie zapisując w swoim notesie ani jednego słowa.
- Mamy podstawy, by twierdzić, że ogół twojego całokształtu wybudowany został na nieodpowiedniej relacji z matką. Powiedz mi, An. Kim ona dla ciebie była? - ponowił pytanie z anielską cierpliwością.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Lis 23, 2017 5:05 pm

Lekarz gadał... a ona miała usta jak zasznurowane. Z własnej woli, oczywiście. Nic, tylko mu się przyglądała, z tą różnicą że teraz postarała się, by z jej spojrzenia nie dało się nic wyczytać. Chciała mu zwrócić uwagę, że jego uwaga nijak ma się do kwestii, że niby zagraża innym (no, może na razie). No ale cóż.
A ona nadal milczała. I przyznawała to niechętnie, głównie przed samą sobą, że jego słowa na temat jej rozumności i inteligencji miło ją połechtały. W końcu te słowa to dla jej nie jest nowość. Przecież uważała się za taką. I raczej nie da się zmienić tej części jej osobowości, chociaż... chociaż nic nie wiadomo, prawda?
I jeszcze jedna pokusa pojawiła się w jej głowie, słysząc o Lynnu. Tak, pokusa – odpowiedzenia mu. Lekarzowi. Gdyby nie to, że postanowiła milczeć jak grób, chętnie opowiedziałaby mu o tej całej organizacji która zamierzała zmienić jej życie w piekło, i że to, co chciała mu zrobić, było zrobione jedynie w samoobronie. Miała mu na ten temat wiele, naprawdę wiele do powiedzenia... no ale postanowienie to postanowienie, co nie? I tego pragnęła się trzymać... przynajmniej na długi okres czasu. Wiemy przecież, że chciała zdenerwować lekarza.
Wierciła się niemiłosiernie. Może dzięki temu tamten zrozumie, co Antoinette chce mu w ten sposób przekazać, i jednak rozwiążą ją? To by oznaczało niestety kolejny kontakt z tamtym mężczyzną (na samo wspomnienie jego twarzy i mocnych rąk aż mdliło ją w środku), który ją związał, bo nie wierzyła raczej, że ten tutaj potrafi tego dokonać. Albo potrafił, tyle że nie był od tego i tego chciałby się trzymać.
I znowu pokusa, by się odezwać. Tym razem chodziło o to, jak tamten się do niej zwraca. Okej, to, że po imieniu to jeszcze potrafiła przeboleć, ale... "An"? Nikt poza osobami, które lubi i które lubią ją samą, nie ma czelności nazywać ją zdrobniale. Antoinette. Jestem Antoinette!, aż krzyczała w duszy.
I znowu zaczęła się kręcić. Może w końcu zrozumie?... Teraz spojrzenie przeniosła na okno, po raz pierwszy zastanawiając się, co tam się właściwie dzieje. Kobieta zgadzała się z nią, co Antoinette rozpatrywała pozytywnie. Nie wiedziała jednak, że to wszystko jest jednym, wielkim absurdem. Przestała się wiercić i zastygła, nie ruszając się, sądząc, że to jeszcze bardziej go rozwścieczy. Będąc niczym zastygła w nieruchomej pozie rzeźba, wzrok, swój wzrok również unieruchomiła, teraz jej oczy skierowane były na ścianę, ale wzrok miała nieobecny, jakby była myślami zupełnie gdzie inaczej.
Efekt zamierzony, czy naprawdę tak było?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   

Powrót do góry Go down
 
Szpital psychiatryczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Szpital psychiatryczny im. Michaela Cherrisha
» Szpital i pogotowie
» Szpital
» Szpital Magnolii
» Opuszczony szpital

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: