IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Szpital psychiatryczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 282
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Szpital psychiatryczny   Nie Maj 29, 2016 2:01 pm

First topic message reminder :


Ogromny, ciągnący się niczym pałac budynek o potężnej, nieco zabytkowej budowie, spokojnie mieszczący w swoich murach najwspanialsze, największe przyjęcia, czyli całą społeczność Wishtown, a właściwie i jeszcze kilku sąsiednich wiosek. Tak, o takie zastosowanie można pierwotnie posądzić to bogate, urządzone z przepychem miejsce, do kiedy tylko nie zobaczy się tabliczki, znajdującej się tuż przy samym podjeździe. Zdradzającej prawdę. „Szpital psychiatryczny” - głosi większy napis, a pod nim znajduje się jego krótka historia, którą z pewnością przeczytali tylko nieliczni. Pomimo przyjemnego dla oka krajobrazu, nikt nie przebywa w owym miejscu chętnie, łącznie z pracownikami, a o przymusowo przetrzymywanych tu pacjentach nie wspominając.
Budynek dzieli się na dwa skrzydła; w prawym umieszczone są pacjentki, w lewym pacjenci, z tym że drugie z nich pozostaje niezmiennie od lat, o wiele mniej zapełnione. Skrzydła podzielone są na poszczególne sektory, w zależności od stanu chorego. Od zwyczajnego pokoju, a na izolatce kończąc. W głównym budynku znajdują się pokoje pracowników, wszelakie gabinety i inne pomieszczenia, służące wyłącznie do załatwiania formalności.


___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn

AutorWiadomość
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Gru 17, 2016 6:17 pm

Dane, którymi wypełniła otrzymany od lekarza arkusz papieru, były w istocie prawdziwe. Nawet nie pomyślała, że mogłaby wszystko zmyślić. Ale jakby co, było już za późno.
W końcu skończyła i podała kartkę specjaliście. Po jakimś czasie, po pewnej kwestii wypowiedzianej przez psychiatrę, zabrała głos.
- Jesteś naprawdę taki tępy, na jakiego wyglądasz? – zwróciła się tymi słowami do lekarza. - Myślałam że to tylko wygląd daje taki obraz ciebie, myślałam że w tym oto przypadku aparycja nie jednoczy się z prawdziwym poziomem inteligencji... – była z siebie niezwykle zadowolona, że odpowiedziała tak mądrym składem słów – ...niestety, myliłam się. – odchrząknęła – Po pierwsze, nasz aktualny towarzysz – tutaj niezbyt grzecznie wskazała na Lynna palcem wskazującym prawej dłoni – może całkowicie zmyślać. Nie pomyślałeś o tym? Jesteś aż tak ograniczony? Po drugie, nawet gdyby mówił prawdę, nawet najbardziej zapracowany człowiek znajdzie czas na coś ważnego. Już o tym mówiłam, ale do ciebie nic nie dociera. Po trzecie, profesja Lynna może być jedynie przykrywką. Takie rzeczy się zdarzają. Pozornie w swoim warsztaciku składa i naprawia zegarki, a w rzeczywistości obmyśla kolejne plany. – wyszczerzyła się nienaturalnie. Miała nadzieję, że towarzyszący jej mężczyźni nie przebiją jej argumentów, chociaż, co jest faktem oczywistym, wszystko może się zdarzyć. Antoinette jednak nie dopuszczała do myśli takiej możliwości.
Słysząc kolejne pytanie specjalisty, dziewczyna – oczywiście nieświadomie – ułożyła sobie w głowie kolejne kłamstewko, w które już po chwili uwierzyła całą sobą. Kiedy to się dokonało, zabrała głos.
- Dlaczego tak sądzę? – przełożyła nogę – Bo prawda jest taka, że Lynn zna moich rodziców, którzy mnie nienawidzą, więc tym samym im również zależy na tym, by spieprzyć mi życie. Zawarli pakt, a Lynn wtajemniczył ich do tej, wtedy jeszcze świeżej, organizacji, ale oni nie podejmują żadnych działań, bo się na tym nie znają, oni po prostu dostarczają organizacji informacji o mnie. Właściwie to od zawarcia tej znajomości powstała ta organizacja. Tak, to wszystko zaczęło się od Lynna. Dokładnie to od chwili, kiedy ta para tępaków, która wydała mnie na świat bez świadomości, jak bardzo inteligentna będzie ich córka, poznali naszego uroczego zegarmistrza. – westchnęła głęboko i spuściła głowę, udając smutek. Tak naprawdę nie była smutna, ani trochę. Podniósłszy głowę, ponownie spojrzała na tutejszych mężczyzn, najpierw na lekarza, później na swojego rzekomego wroga.
Co dalej? Kiedy wstała, Lynn ją obraził, więc nie zamierzała pozostawić nazwania ją "rudą kretynką" bez jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
- Kretynko? Najwidoczniej nie jestem aż tak wielką kretynką, skoro cię przejrzałam. Tak, przejrzałam twoje niecne zamiary. Ale o tym już wiesz. – zamrugała do niego zalotnie powiekami, co miało oczywisty, drwiący przekaz. - Właściwie, przegrałeś, bo, jak widzisz, wiedziałam o twoich relacjach z moimi pieprzonymi starymi. Nic się przede mną nie ukryje. – zaśmiała się cichutko pod nosem. Usłyszeli to, a może nie? Możliwe, ale niekonieczne. - A szepcz sobie co tam chcesz swoim wspólnikom, bo coś czuję, że już stąd nie wyjdziesz. Nie będziesz więc miał już takiej możliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Mar 19, 2017 8:08 pm


MISTRZ GRY


Doktor Wiley wiedział, że nad emocjami trudno niekiedy zapanować, czasem nawet dobrze jest je uzewnętrznić, co może przynieść człowiekowi ulgę, a w przypadku pacjentów także ukazać, gdzie leży problem. Kimże jednak byłby on, jako lekarz, gdyby pozwolił zajść dalej uczestnikom sytuacji, w której ryzyko na rękoczyny było dosyć duże. Dlatego podjął próbę obniżenia poziomu napięcia atmosfery.
Naprawdę, nie ma potrzeby się unosić. Pragnę zdobyć pełen obraz sytuacji, niż wnioskować na podstawie twierdzeń jednej ze stron. Muszę doprowadzić do ich konfrontacji, co właśnie czynię – powiedział mężczyzna. Forma owej jego konfrontacji, jak to nazwał, opierała się na nałożeniu wersji realistycznej na zdecydowanie mniej prawdopodobny wariant historii spotkania jego pacjentów.
Pani również może mówić nieprawdę i w tym tkwi problem, panienko Antoinette – rzekł jeszcze. Należy przy tym zaznaczyć, że specjalnie nie użył formy dokonanej, choć od dłuższego już czasu chorobę przypisywał dziewczęciu. Jak podejrzewał wcale nie chciałaby zostać na miejscu z własnej woli, a jeśli istniał cień szansy, że obejdzie się bez stosowania większych środków przymusu, to najpierw należało wziać pod uwagę spokojniejsze zakończenie i zapewnienie, gdy już dojdzie do odkrycia całego tego zwodzenia, że pacjentka znajduje się w miejscu bezpiecznym z zagwarantowaną opieką.
Jednakże na sam początek doktor Wiley musiał w końcu rozdzielić swoich pacjentów, przy czym sam zająłby się jednym, a drugi, pod pozorami zabrania do osobnego gabinetu, wypuściłby oczyszczonego z wątpliwości co do jego zdrowia psychicznego.
Myślę, że dotarliśmy już do decydującego punktu, a atmosfera robi się zbyt napięta. Nie chciałbym, aby krępowała się panienka w czasie dalszej rozmowy ze zdradzaniem swojego problemu z  tym oto panem i aby on panią rozpraszał. Być może będę mógł zaoferować jeszcze jakąś pomoc w związku z tą całą organizacją. Absolutnie wierzę, że ma panienka problem. To samo mam również do powiedzenia panu, panie Cavendish. Czas na indywidualne konsultacje – Swą wypowiedź wyrzekł w takiej barwie, że każdy mógł mieć nadzieję na rozwiązanie sprawy na swoją korzyść; Antoinette, że w końcu pozbędzie się Lynna, a w dodatku jej zawierzono, natomiast Lynn, że wkrótce stąd wyjdzie po odbębnieniu formalności i scenki, dzięki której być może uniknie kolejnego fizycznego kontaktu ze swoją towarzyszką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 282
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Mar 25, 2017 11:06 pm

Słysząc wypowiedź dziewczęcia, otworzył szeroko oczy, po czym zamrugał z niedowierzaniem, jakby wciąż nie potrafił zrozumieć, dlaczego ktoś taki stąpa wolno po świecie. Prawdziwy ewenement, stanowiący zagrożenie dla siebie i wszystkich wkoło. Niestety, zdążył już przywyknąć do ogólnej bierności lekarza, a to sprawiło, że nie tryumfował w przekonaniu o zamknięciu Antoinette w pokoju bez klamek. Cierpliwość mężczyzny w jednakowym stopniu budziła podziw Lynna, jak i denerwowała go. Jeśli kiedykolwiek zostanie psychiatrą, z pewnością zorganizuje arenę z lwami i Koszmarami dla takich trudnych przypadków.
Nie przerywał im, bo i nie było kiedy. Scena zupełnie go zaabsorbowała, zresztą nie zamierzał odzywać się niepytany. Dopiero odpowiedź rudzielca uznał za wystarczającą prowokację, by przerwać swoje milczenie, wdając się w kontynuację bezsensownej dyskusji:
- Jesteś tak bystra, że zdołałaś mnie przejrzeć, nim w ogóle otworzyłem usta przy naszym niefortunnym spotkaniu – upomniał ją, choć nie starał się bardziej, by na nowo przedstawiać dziewczęciu absurd sytuacji. Na to było już o wiele za późno. - Niestety, nie było mi dane poznać twoich szanownych rodziców. Chociaż, wysoce prawdopodobnym jest, że podczas obcowania z tobą, również zapomnieli czym jest zachowanie zdrowych zmysłów.
Uniósł wysoko brew, licząc na interwencję lekarza, który w końcu wyda diagnozę i nazwie chorobę Antoinette po imieniu. O ile kiedykolwiek miał do czynienia z czymś podobnym. Ewentualnie, świeżo odkrytą przypadłość nazwie się po jej posiadaczce, a lekarz zyska dzięki temu sławę. „Zespół Antoinette”. O tak, to brzmi dumnie.
W końcu jego prośby zostały wysłuchane, choć nie mógł powstrzymać lekkiego drgnienia na twarzy na wiadomość, że i również on ma problem. Prędko odtrącił jednak wizję, w której to on ląduje w kaftanie bezpieczeństwa tuż po opuszczeniu gabinetu psychiatry.
- To rozsądny pomysł – wypowiedział ze spokojem, za nic na świecie nie chcąc zdradzać zadowolenia z sytuacji, aby dziewczę nie podłapało nowego powodu, by twierdzić o przymierzu lekarza i zegarmistrza. – Co by nie kusić dłużej losu – dodał, powstrzymując się od zerknięcia na Antoinette z czarującym, pełnym jadu „nieprawdaż?”. Wyprostował się, gotowy do ruszenia w drogę, chociaż czekając na ostateczne przyzwolenie lekarza. Jeśli je dostał, a rudzielec nie wyrażał więcej sprzeciwów, wstał z miejsca.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pon Mar 27, 2017 10:29 am

- Nie zmieni pan mojego zdania – obserwując lekarza i zwracając się właśnie do niego, przechyliła nieznacznie głowę na lewy bok. Ot, żeby wydawało mu się, iż ta coś analizuje, co raczej prawdą nie było. Dlaczego chciała, by doktor pomyślał tak, a nie inaczej? Tego typu pytania były jak najbardziej na miejscu pod warunkiem, że człowiek zadaje je tylko sobie samemu, we własnych myślach. Tak, Antoinette to osoba zdecydowanie trudna do rozgryzienia. - Pod wieloma względami. Ale chodzi mi też o to, że pan tylko usilnie stara się o potencjalnie mądry ton pana wypowiedzi, bo widzi pan, ja od początku zrozumiałam, że pan ma mózg wielkości orzeszka i żeby zrobić inny obraz siebie w oczach innych, ucieka się pan do potencjalnie mądrych słów. – westchnęła głęboko. Odezwała się dopiero, gdy wspomniał, że relacje dziewczyny również mogą być nieprawdą. - Proszę mi spojrzeć w oczy. Głęboko. O, tak. – mówiąc to, wstała, pochyliła się nad biurkiem a oparłszy łokcie na jego blacie, wysunęła głowę ku lekarzowi. Uśmiechnęła się przy tym zawadiacko. Dlaczego zawadiacko? Po prostu ona tego nie kontrolowała. - Czy to są oczy kłamcy?
Wkrótce potem powróciła na swoje krzesło, ponownie oparła się o jego oparcie... ale spojrzenie, skierowane ku lekarzowi, nie zniknęło. W tej kwestii zmieniło się tylko tyle, że doktor co prawda nadal mógł się w nią wpatrywać... tyle że już nie aż z tak bliska, przez co widział jej tęczówki wraz ze źrenicami nieco gorzej.
Oczywiście, nie wiedziała, co ten planuje. Mogła się jedynie domyśleć, ale... nie doszło nawet do tego. W sensie, że że jej domysły okazały się błędne.
Krótko mówiąc, uwierzyła.
Nie zauważył nawet aluzji w ostatnich jego słowach. To źle, a może wręcz odwrotnie?  Tak czy owak, należałoby jeszcze zaznaczyć, że Antoinette, usłyszawszy jego słowa, ale "jego" tym razem odnosiło się do Lynna, nie do lekarza, odwróciła ku niemu głowę i po prostu splunęła mu w twarz. A kolejne słowa mężczyzny, spotkanego przez nią nad wodą? Antoinette słuchała, wciśnięta w fotel i nie spojrzała na niego nawet na ułamek sekundy co oznaczało, że gdyby nawet zdecydował się, żeby na nią spojrzeć w taki sposób, jaki wybrał, nie zauważyłaby tego. No trudno.
Nie patrzyła na niego nawet, gdy Lynn chyba wstawał z miejsca. Tak, chyba, bo równie dobrze mogło jej się wydawać, ale nie można się jej dziwić, w końcu nie patrzyła na niego. A Antoinette w końcu nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać. Żałować, czy cieszyć się. Może pozna odpowiedź na to pytanie dopiero potem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lord of the Universe
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 21/04/2014

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Sie 19, 2017 1:10 pm

Jako doświadczony pracownik placówki wiedział, że bardzo łatwo jest przekroczyć pewną granicę. Właśnie rozgrywał się moment, w którym powinno zakończyć się spotkanie, przynajmniej jeśli chodziło o obecną jego formę, bo w kolejnej pragnął odbyć pierwszą rozmowę na osobności z Antoinette, by pogłębić wiedzę o jej stanie. Psychika dziewczyny zainteresowała go bardzo od momentu, kiedy w jego umyśle zrodziły się wstępne domysły dotyczące tego, po której stronie leży problem konfliktu dwóch ludzi siedzących przed nim. Uczucie to pogłębiało się wraz z upływem czasu, kiedy to zajmując ich rozmową, łączył coraz to kolejne elementy w nieco większy obraz sytuacji.
Zatem przepraszam na chwilkę, przywołam tylko pomocnika – rzekł doktor Wiley, po czym wstał i odszedł od biurka, by wyjrzeć na zewnątrz i przekazać mężczyźnie, aby przyprowadził któregoś z lekarzy. Potrzebował bowiem pozoru, pod którym będzie mógł wyprowadzić spokojnie mężczyznę i nie powodować zbędnego podenerwowania u drugiej pacjentki. Trafiało tutaj wiele osób, które nie potrafiły panować nad swym stanem emocjonalnym oraz zachowaniami, stąd preferował ograniczenie liczby zdarzeń, podczas których trzeba było posunąć się do jakiegoś środka przymusu względem "gościa" wcale nie marzącego o zamknięciu w szpitalu psychiatrycznym.
Mężczyzna odwrócił się plecami do drzwi, po czym powrócił na swoje miejsce. Zaraz powinien zjawić się lekarz, który przejmie pana sprawę, panie Cavendish. Równało się to oczywiście wypełnieniem papierka dla formalności i wypuszczeniem z murów szpitala. Nie mógł jednak powiedzieć tego wprost, niepotrzebnie doprowadzając do rozdrażnienia towarzyszącego mu do teraz dziewczęcia.
I tak też może być, że nie zmienię panienki zdania. Jednak nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje... – urwał swą wypowiedź, wyraźnie mając jeszcze jakieś słowa na końcu języka. Możliwe również, że po prostu poczuł się nieco zbity z tropu. Odchrząknął, będąc świadkiem mało powiedziane: niezręcznego incydentu.
Panienko Antoinette, proszę się opanować. Żadnym damom nie przystoi takie zachowanie – rzekł z perspektywy osoby starszej wiekiem, upominającej o utrzymywanie kulturalnego zachowania. W tym samym czasie lekarz podsunął Lynnowi materiałową chustkę.
Sekundę później u drzwi rozległo się pukanie, a do pomieszczenia zajrzał inny lekarz.
Słyszałem, że jestem potrzebny. Miałem akurat wolną chwilę.
Wiley wstał, witając swojego kolegę.
To doktor Thompson, zajmie się panem, panie Cavendish – rzekł Wiley. – A panienka może już iść ze mną, poprowadzę. – Oczywiście nie do wyjścia, bo mężczyzna osądził, iż obecność dziewczęcia na wolności, przynajmniej do czasu zdiagnozowania i podjęcia jakichś prób pomocy, wiązałoby się z ryzykiem niebezpiecznych sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 282
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Paź 15, 2017 5:46 pm

Policzek to jedno. Z największym trudem wytrzyma wtedy obelgę, jednak czara goryczy przelała się przy ponownym wydarzeniu. Z początku mylnie obarczał winą dziewczę, oceniając ja i chcąc dowieść jej winy za wszystko, co mu uczyniła. Teraz jednak zrozumiał, że nie należało mieć dziewczynie za złe naturalnej choroby, a prędzej jednostkom, mającym na celu zwalczanie i leczenie ich.
Był wściekły. Jego twarz stężała, mięśnie naprężyły się, gotowe do obrony w razie kolejnego ataku. Wyjął materiałową chustę z wnętrza swojej marynarki, jednym ruchem ścierając dzieło Antoinette z twarzy. Wyrzucił ją następnie z dłoni, ignorując dziewczynę i zwracając się twardym tonem do lekarza:
- Gratuluję niekompetencji - syknął przez zaciśnięte szczęki. Jego spojrzenie zdradzało, że nie zdzierży ani jednego słowa więcej, ani sekundy dłużej w tym gabinecie. - Wiedział pan od początku. Wiedział pan o jej szaleństwie, zbierając dowody jej niepoczytalności i agresji przy każdej możliwej okazji. A mimo to, doskonale się pan bawił, pozwalając tej farsie trwać - prychnął, niespecjalnie zadowolony, że w ramach rozmowy nieustannie narażony był na niezbyt pokojowe działania Antoinette. W oczach Lynna lekarz był gorszy od rodzica, który nieśmiałym szeptem zwraca uwagę dziecku, które wpadło w największy szał płaczu i krzyku.
- Nie omieszkam złożyć skargi do odpowiednich jednostek - oznajmił podniesionym, jednakowo sztywnym tonem, w rzeczywistości brzmiąc jak człowiek, który ma w tej sprawie coś do powiedzenia. Wpływy stracił już jakiś czas temu, jednak pieniądze wciąż mogły otworzyć mu pewne ścieżki.
Nie obdarzył spojrzeniem Antoinette. Nie mógłby. Miał po prostu dosyć, żałował każdego losowego zdarzenia tego dnia, jakie doprowadziło do ich spotkania.
- A teraz jeśli pan pozwoli...
Mimo wszystko, był jeszcze w stanie okazać minimum manier, kłaniając lekko głowę i żegnając się w ten sposób ze swoim (podobno) zdrowym na umyśle rozmówcą. Jeśli nikt go nie zatrzymywał, odszedł, przechodząc przez próg i wiele siły wkładając w to, aby nie trzasnąć drzwiami.

/zt?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Paź 15, 2017 6:39 pm

Z uwagą przysłuchiwała się temu, co mówi doktor, a potem jej uwagę zaprzątnęły kwestie Lynna. Słysząc go, promienny uśmiech rozkwitł na jej bladej, otoczonej rudymi pasmami włosów twarzyczce. A jednak, tym razem nie stał po stronie lekarza, ba – nawet go oskarżał! Antoinette była w siódmym niebie. Podobało jej się to, nie da się ukryć. Do czasu...
Właśnie. Do czasu. Aż Lynn zaczął coś bredzić o jej rzekomym szaleństwie. To dlatego odwróciła się na krześle całkowicie do faceta, z którym tu przybyła. Faceta, który początkowo był uznawany za jej małżonka. Faceta, który... no właśnie, chyba od początku sądził, iż jest szalona. W końcu to on zaproponował jej podróż, wspólną podróż ma się rozumieć, do szpitala, prawda? I to do jeszcze jakiego! Do psychiatrycznego, rzecz jasna.
Tak, do czasu, aż zaczął mówić wiadomo o czym. Antoinette była już ku niemu całkowicie odwrócona, aż z jej krtani ulotnił się jadowity śmiech. Tak jest, pełen jadu. A widząc, że Lynn zbiera się do wyjścia, dziewczyna automatycznie podniosła się ze swojego, co by tu ukrywać, wygodnego siedziska i podbiegłwszy szybko ku prawie już wychodzącego mężczyzny, i położyła otwartą dłoń lewej ręki na wykonanych z drewna drzwiach. Uśmiech wykwitły na jej twarzyczce nie zmienił się.
- Hola hola, gdzie to my się wybieramy, co? – puściła do niego oczko, a dłoń prawej ręki położyła na biodrze, po czym wypięła się w tym właśnie miejscu, ewidentnie podkreślając swoją pewność siebie. No tak, już tak dzisiaj robiła. No ale nieważne. Po co się przejmować takimi błahostkami, co?
Nawiasem mówiąc prawda była taka, że zupełnie zignorowała wcześniejsze słowa lekarza. W sensie że wcześniejsze, czyli przed wywodem Lynna. Tym, na czym naprawdę się skupiła, były słowa tego ostatniego. Antoinette zastanawiała się, czy nie uda im się kiedyś zaprzyjaźnić. Kto wie, świat, a przynajmniej jego scenariusz jest jedną wielką niewiadomą, a przynajmniej w tych kwestiach,
No ale powróćmy do tego, jak Antoinette przeszkodziła mu w przejściu i tym samym opuszczeniu gabinetu. Czym prędzej złapała go za nadgarstek, tak mocno, jak to tylko potrafiła.
Nagle wpadła na świetny pomysł, co mu odpowiedzieć.
- Skoro mówisz, że jestem szalona, to chcesz zostawić lekarza zamiast zostać? Powinieneś tu być, w razie czego gdyby moje rzekome szaleństwo dało się we znaki i bym mu coś zrobiła! – nie wytrzymała. Z jej ust ponownie wyzwolił się śmiech, ale bardziej chichot. Nadal trzymała dłoń na jego nadgarstku i nie zamierzała puszczać. Chyba, że Lynn poradził sobie z tym perfekcyjnie. To było bardzo prawdopodobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Paź 22, 2017 8:43 pm

Lynn ewidentnie miał dosyć, co było widoczne w każdym jego posunięciu. Spodziewał się wiele po rudowłosym dziewczęciu, jednak ponownie jej nie docenił, skoro sądził, że An daruje sobie tak otwarte ataki w obecności szeregu lekarzy. Nie odpowiedział jej, ale też nie miał zamiaru kontynuować tejże farsy, pozwalając sobą pomiatać. Wyrwał się natychmiast, dosyć brutalnie. Tylko przez sekundę zaszczycił ją spojrzeniem, po czym prychnął, odtrącając ją, aż dziewczyna niewątpliwie straciła równowagę, wpadając na ścianę przy drzwiach. Wyszedł prędkim krokiem, nie zwracając już na nic więcej uwagi. Złość nie odchodziła, na chwile obecną nie zamierzał zostawiać sprawy. Przynajmniej nie do kiedy na pierwszym miejscu utrzymywała się w nim chęć spalenia tej placówki do zgliszczy.
*
Stojący, nie za własnym biurkiem, a na równych nogach, tuż obok Antoinette, lekarz nieumiejętnie próbował załagodzić całą sprawę. Po wyjściu Lynna, do gabinetu wkroczyła kolejna osoba. Zdyszana. Młody mężczyzna, najwyraźniej świeżo po rozpoczęciu swojej pracy tutaj, nieobeznany tutejszych korytarzach nowicjusz. Spóźnił się albo dopiero teraz zrozumiał, jak bardzo jest potrzebny w owym gabinecie. W gabinecie więc zebrało się łącznie aż trzech pracowników.
Przeprowadzający początkowe rozeznanie lekarz odetchnął jednak z ulgą, widząc, że sam nie będzie musiał kłopotać się z tym problemem. Kiwnął głową na młodszego lekarza, najwyraźniej korzystając z niewerbalnego systemu porozumiewawczego. Antointette mogła dostrzec, że młodszy z nich, ściskał w ręku pokaźnych rozmiarów torbę. Odezwał się uspokajającym tonem:
- Panienko, wynikły pewne komplikacje. Musi panienka odpowiedzieć nam jeszcze na parę pytań... Cały szpital będzie wdzięczny, jeśli nasza rozmowa przebiegnie bez zbędnego unoszenia się... - zaczął, zbliżając się do niej z łagodnie uniesioną ręką.- Zapewniam, że chcemy jedynie panience pomóc... Pozwoli panienka za mną? - zapytał grzecznie, choć zdecydowanie nie przyjmował odpowiedzi.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Yesterday at 1:06 pm

- Ot tak po prostu mnie zost... – nie zdążyła dokończyć, gdyż w tej właśnie chwili Lynn, wyrwawszy jej się brutalnie, popchnął ją, aż Antoinette upadła na ścianę przy drzwiach. Na dodatek z jaką siłą! W swoich słowach kryła, oczywiście, sarkazm, ale to nie było teraz ważne, gdyż Lynn właśnie wyszedł. Czyli mężczyzna, którego parę godzin temu spotkała nad wodą i gdyby nie on, nigdy by nie dotarli w miejsce, w którym aktualnie się znajdowali (a raczej: znajdowała). A Antoinette żałowała tego. Coś czuła, że przychodząc tutaj, uczyniła największy błąd w swoim życiu. Że wkopała się i prędko się raczej nie uratuje. Musiała obmyślić jakiś plan. Może uciec? Może jakoś przegadać lekarzy? Szybko musiała co wymyślić. Nagle pożałowała swoich przedostatnich słów kierowanych do Lynna. Obraziła go, więc oczywiste, że wyszedł. Tyle że... wcześniej on gadał całkiem mądrze. Nawet częściowo stanął po jej stronie (chociaż Antoinette nie była tego w pełni świadoma)! A ona doprowadziła go do jeszcze większej furii, przez co teraz musiała sama zmierzyć się z problemem.
No ale trudno. Odwróciła się do lekarza, uśmiechając się szeroko, ale w tym uśmiechu było sporo jadu. Aż w końcu drzwi otworzyły się... dziewczyna myślała, że Lynn wrócił, chociaż nie bardzo w to wierzyła. I nie myliła się. To był jakiś inny, młody mężczyzna. Ruda pannica spojrzała na niego z nieukrywaną odrazą, i przeleciała spojrzeniem po nim, od stóp do głów.  Zauważyła również wielką torbę. W końcu jej wzrok powrócił ponownie do jego twarzy, a wtedy on zabrał głos.
- Unoszenia się? – uniosła nieznacznie lewą brew do góry. - A czy ja się unoszę? – ulotniło się z niej głębokie westchnięcie. Wtedy usłyszała ciąg dalszy jego wypowiedzi. - Komplikacje? Jeśli wynikły jakieś komplikacje, to na pewno z waszej winy. – co prawda usłyszała o tym już na początku, ale odniosła się do tego dopiero teraz. - Mam iść, tak? A co ja będę z tego miała, co? – prychnęła i ponownie, jak to było wcześniej, położyła dłoń na biodrze które teatralnie wypięła, eksponując tym samym swoją pewność siebie. I czekała na odpowiedź. Jeśli dostała ją od razu, to i tak ów czas dłużył jej się niemiłosiernie. A co, jeśli nie otrzymała żadnej? Co w takim przypadku zrobią ci ludzie? Bo zareagować jakoś musieli: słowem lub czynem. Antoinette zdecydowanie wolała tę pierwszą opcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Szpital psychiatryczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Szpital psychiatryczny im. Michaela Cherrisha
» Recepcja
» Szpital i pogotowie
» Szpital
» Szpital Magnolii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: