IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dom lalek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Dom lalek   Nie Cze 12, 2016 3:18 pm



Z zewnątrz wyglądający jak zwyczajny dom mieszkalny sklep z lalkami aktualnie daje schronienie Esther Rodriguez, pewnej młodej czarownicy która tworzy lalki, na dodatek potrafi je ożywiać, lecz nie do końca dobrze i sprawnie. Czarownica dba o roślinność otulającą budynek. Na zapleczu mieści się jej pracownia lalkarska, na górze zaś zwyczajne mieszkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pon Cze 13, 2016 9:59 am

| START |

A ona tworzyła.

Gdybyś nacisnął klamkę, wszedłbyś do pomieszczenia aż pękającego w szwach od nadmiaru różnych i wszelakich lalek, zajmujących każdą wolną przestrzeń. No, może nie każdą, jednak z czystym sercem można stwierdzić, że zdecydowana większość półek mieści na sobie porcelanowe twory, głównie przedstawiające płeć żeńską, zazwyczaj z długimi (niestety ale widać, że są one sztuczne... jednak nie jest aż tak źle, by ufryzowanie lalek źle wpływało na odbiór estetyczny) włosami. Jeżeli dokładniej przyjrzysz się dwóm lub trzem lalkom, ze zgrozą możesz zauważyć, że wykonują one nieznaczne ruchy, zazwyczaj puszczają do ciebie oczko. Ze zgrozą? No, może niekoniecznie. Zaskoczenie, zamurowanie, albo nic z tych odczuć. Możliwe, że należysz do osób, które wiele już w swoim  życiu widziały i widok ożywionej lalki nie jest dla ciebie czymś szczególnym. O ile są ożywione, o ile nie jest to złudzenie optyczne, o które nie trudno zwłaszcza w takich, a nie innych okolicznościach. Od ilości lalek, które otaczają cię z każdej strony, od czego można – po jakimś czasie, oczywiście – łagodnie to ujmując, oszaleć.
A ona tworzyła.
Jeżeli dobrze się rozejrzysz, zauważysz, że wśród gąszczu półek z porcelanowymi lalkami skrywają się dębowe drzwi. Jeżeli otworzysz i te, pierwszym, co z pewnością jako pierwsze rzuci ci się w oczy, będzie wielki, drewniany stół. Na jednym z jego rogów siedziały spokojnie dwie gotowe lalki, a w innej części mebla różne ich części: głowy, kończyny, tułowia... niektóre były już ze sobą połączone. Niektóre miały wymalowane twarze, innym brakowało oka, ust, palców... oj, można by tak pisać w nieskończoność. No dobra, może nie nieskończoność, ale na pewno dość długo, jeżeli chce się wymienić wszystkie znaki szczególne anatomii człowieka, na podstawie których kształtuje się aparycję lalek. W końcu te powinny jak najbardziej przypominać ludzi, nie?
Nie?
A ona tworzyła.
Kiedy podniesiesz nieco swoje spojrzenie, zauważysz niską, młodziutką dziewczynę, która z wielkim skupieniem widocznym na jej obliczu, za pomocą cienkiego pędzla na porcelanowej główce zaznaczała oczy, by zaraz potem umoczyć włosie w innym barwniku i szybkim, zamaszystym ruchem wykreować czerwone niczym krew wargi.
Robiła to powoli. Z wielką precyzją. Tworzyła.
Teraz tylko połączyć głowę z szyją, potem z tułowiem... – wypowiadając te słowa w myślach, podrapała lewym kciukiem swój policzek, zupełnie zapominając że ma na niej materiał, z którego tworzy lalkę. Kurde, pomyślała, ale wiedziała, że nie ma wyjścia, musi obmyć twarz wodą. Dziwne, nie nosiła rękawiczek. A powinna, to chociaż w nieznacznym stopniu może uratować ją przed pobrudzeniem się. Tłumaczy sobie to w ten sposób, że kocha dotyk porcelany. To jej pasja, uwielbia rzeźbić, ugniatać tylko i wyłącznie własnymi, gołymi dłońmi. Nie stosowała również żadnych fartuchów. A niech robi, co chce.
Skończywszy kolejną lalkę, poczuła że bolą ją nogi. Nic dziwnego, stoi przy tym stole od wczesnego poranka, a teraz mamy popołudnie. Nie można jej się dziwić, kiedy poczuła dosadne burczenie w brzuchu. Jeszcze nic dzisiaj nie jadła, zafascynowana własną pracą. W tym celu weszła schodami na piętro by zrobić sobie kanapkę z żółtym serem, a że nie lubiła przebywać w części mieszkalnej swojej własności, zjadła ją na dole. Mogła udać się do głównego pomieszczenia które jako jedyne spełniało funkcję sklepu, jednak wybrała warsztat. Nieważne, że nie było tam zbyt czysto. Dziewczyna lubiła równie bardzo przypatrywać się niegotowym jeszcze tworom, wykreowanym prze jej drobniutkie paluszki.
Dziewczyna ta zwie się Esther Rodriguez i jest czarownicą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pon Cze 13, 2016 11:22 pm

Nie lubiła poruszać się o świcie po mieście.

Był to lęk, który bez trudu idzie zdefiniować jako „bezpodstawny”. Nie wydarzyło się nic, co sprawiłoby, że dziewczyna panikowała na samą myśl o wyjściu z przytulnej dziupli, jak zwykła nazywać dom rodzinny. Ba, wolała już nawet wychodzić w środku nocy, chociaż było to o wiele bardziej ryzykowne dla dziewczyny jej pokroju. Jednak tym razem została do tego zmuszona przez pewne mruczące, puchate i czterołapne stworzenie. Obecnie to trójłapne, lewa przednia łapka kocura zwanego przez Rosaline Panem Summers, owinięta pieszczotliwie przez młodą krawcową bandażem, wymagała intensywnej i fachowej opieki pielęgniarskiej. Rosie co prawda takich usług nie świadczyła, jednak miała już na tyle do czynienia z kotami, że wiedziała, co do niej należy. Niestety, Mr Summers miał nieco inne zdanie na temat nie tylko swojego zdrowia, ale i jakości opieki medycznej świadczonej mu przez Różyczkę. Skorzystał więc z tego, że dziewczyna nieopatrznie zostawiła okno, schodząc po mleko dla niego, i akurat w tej chwili, kiedy Rosaline wróciła do izby, wykonał szalony sus w objęcia poranka. Naturalnie Rose robiła się od razu sina z bezsilnej złości, ale zacisnęła zęby i chcąc nie chcąc wyszła o piątej rano z domu.

Kot wrednie wodził ją za nos, co podeszła do miejsca, w którym widziała go sekundkę temu, ten nagle jawił się po drugiej stronie ulicy, co dla krawcowej graniczyło z cudem – kuśtykający kot już niezliczony raz wywiódł ją w pole, ewidentnie się przy tym wyśmienicie bawiąc. Świadkowie tego zdarzenia patrzyli się na różowowłosą jak na wariatkę i śmiali się, gdy tylko przed ich oczami przebiegła Rose. Ich śmiech trwał do chwili, w której dziewczyna wbijała w gapiów wściekłe spojrzenie – a złość, oj szkodzi piękności, szkodzi jak mało co. Rose gwałtownie poczerwieniała i z nadętymi policzkami ganiała po całym centrum miasta, robiąc z siebie pośmiewisko. W duchu poprzysięgła kotu okrutną zemstę, jednak po chwili zrobiło się jej wstyd. Łapiąc już setny raz oddech uświadomiła sobie, że to nie wina złośliwości Pana Summers'a, tylko bardziej instynktu kota, który z pewnością nie był oswojony z przebywaniem w ludzkiej siedzibie. W ramach przeprosin dam mu kawałek tuńczyka, pomyślała i zaczęła wypatrywać – znowu – swojej kociej zguby. Gdyby to był to jakikolwiek inny kot, machnęłaby ręką. Jednak Pan Summers miał paskudnie zranioną łapkę, przez co Rose niewiele myśląc powitała go w progach swojego domostwa. Początkowo kot cały czas spał, robiąc okazjonalnie przerwy od tej jakże wyczerpującej czynności, które przeznaczał na popijanie mleka lub ocieranie się o nogi domowników.

Zrezygnowana kupiła sobie kilka jabłek na straganie i leniwym krokiem zmierzyła w stronę uliczek, w których zniknął kocur. Wszystkie domki były tutaj pościskane, nieregularna zabudowa zapewne przyprawiała nieprzyzwyczajonych do takiego widoku o oczopląs. Ale Rose była zdania, że te wszystkie cudactwa ładnie ze sobą harmonizowały. Był to wielki ukłon w stronę niepasujących do sąsiednich kamieniczek. Jednak dziewczynie to nie przeszkadzało. Przechadzała się, wypatrując kota i chrupiąc ze smakiem jabłko.

W końcu wypatrzyła tego kota. Przełknęła pospiesznie ostatnie kawałki pozostałego jabłka i ruszyła w dziką pogoń za Panem Summers'em. Oczywiście kot od razu zaczął robić dzikie uniki, a gdyby mógł, z pewnością zagrałby dziewczynie na nosie. W końcu, w pewnych odstępach czasowych, trafili pod wolnostojący domek z czerwonej cegły, z dachem z czarnych dachówek. Od razu wypatrzyła kota, pomimo tej całej zieleni, pośród której z pewnością by się skrył, gdyby tylko naszła go taka ochota. Ale nie. Kot jakimś tylko sobie znanym sposobem wdrapał się na dach i gramolił się do środka przez jedno z uchylonych okien.

Wygląda na to, że muszę zrobić coś podobnego – sapnęła, ponownie czerwieniejąc. Chcąc nie chcąc, przekroczyła furtkę i zapukała do drzwi z nadzieją, że ktoś jej otworzy.



___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Cze 14, 2016 1:02 pm

Siedząc na zniszczonym krześle, w pomieszczeniu które służyło jej za pracownię lalkarską, smakowała kanapkę z serem. Chleb nie był dzisiejszy, ale dziewczynie i tak bardzo smakował. Do sera dodałaby dwa plasterki pomidora (dla niej muszą to być koniecznie cienkie plastry), odrobinkę cebuli, czosnku, szczypiorek, sól i pieprz. Ah, ale miała wymagania... a że nie chciało jej się ponownie wchodzić na górę, by znów przekroczyć próg kuchni (która, nawiasem mówiąc nie była zbyt czysta, niezbyt ładnie zaprojektowana, umeblowana... ale Esther to nie przeszkadzało. Może dlatego, że nie spędzała w kuchni zbyt wiele czasu?), musiała zadowolić się połączeniem chleba, masła i sera. Nie mogła narzekać, tak też jest smacznie. Poza tym nie mogła mieć pewności, czy oby na pewno posiada składniki, na które ma ochotę. Nie lubiła rozczarowań.
Nawet nie zauważyła, jak w dłoni został jej zaledwie ogryzek pieczywa. Nawet nie zauważyła, kiedy skonsumowała swój niewielki posiłek. Najważniejsze, że nie była głodna. Oczywiście, była świadoma, że jedna kanapka to niezbyt wiele, zwłaszcza dla osoby która od początku dnia nic nie jadła, więc głód może powrócić w każdej chwili, na dodatek ze zdwojoną siłą, bezlitośnie znęcając się nad nią, nie pozwalając racjonalnie myśleć.
Skończywszy do końca, ociągając się wstała i powoli wyprostowała niemalże każdą część swojego młodego ciała. Przebiegła spojrzeniem po pomieszczeniu, a już po chwili jej wzrok zatrzymał się na dwóch gotowych, najnowszych lalkach, siedzących spokojnie na rogu jej roboczego stołu. Esther uśmiechnęła się radośnie i wziąwszy oba porcelanowe twory, otworzyła drzwi po to, by znaleźć się w pomieszczeniu uchodzącym za sklep. Sklep lalkarski, co się rozumie samo przez się. Starannie zamknęła za sobą drzwi i rozglądała się w celu znalezienia miejsca dla trzymanych w rękach lalek. Nie musiała szukać długo, Na lewej ściance, na samym dole dostrzegła kawałek wolnej półki, kawałek, który rozmiarem idealnie pasował na przyjęcie ciężaru dwóch nowych cudeńków panienki Esther.
Kiedy jednej z nich poprawiała blond loki tak, by prezentowała się jeszcze lepiej, usłyszała dźwięk. Dźwięk, który doskonale znała, ale jakoś nie mogła skojarzyć, czym on był...
Puk, puk.
Gdzie ja mam głowę?!, powiedziała sama do siebie i ruszyła szybkim krokiem w kierunku drzwi. Jeszcze tylko objęła spojrzeniem swoje dwie nowe lalki, by zaraz potem uśmiechnąć się z widocznym zadowoleniem i nacisnęła klamkę.
Jej oczom ukazała się jakaś dziewczyna. Zgrabna figura, oraz, co nie uszło uwadze Esther, niezbyt duży wzrost, więc czarownica nie musiała znów czuć się niezręcznie, jako osoba mierząca odrobinę  mniej od nieznajomej, która przyszła... po co? No właśnie, po co? Za chwilę się tego dowie (a przynajmniej miała taką nadzieję), lecz jak na chwilę obecną wolała skupić się na jej aparycji. Ah, i ta twarz... Esther bardzo przypadł jej owalny kształt. Do tego oczy. Duże, niebieskie oczy. To jeszcze nic... a włosy? Różowe włosy! Zdziwiła się niemało, jako osoba która po raz pierwszy widzi tak nietypową barwę fryzury.
Wzięła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze ustami. Nie obchodziło jej, co o tym pomyśli nieznajoma. Co pomyśli o niej samej. Dziwne, nie? Owszem, zwłaszcza dla osób które znają Esther dość dobrze. Wbiła swoje spojrzenie w jej piękne oczy i przemówiła.
- Przepraszam, ale... - podrapała się po przedziałku. Nie da się ukryć, że ostatnimi czasy rożne części ciała swędzą ją dość często. Oczywiście, gdyby podzieliła się z kimś tą informacją, mogłaby zostać wyśmiana i posądzona o wyolbrzymianie problemu. Dlatego nie puszczała pary z ust. - ...ale kim pani jest i w jakim celu tu przyszła? - nie była ani smutna, ani uśmiechnięta. Jej twarz przyjęła raczej obojętny wyraz, jednak wewnątrz wyglądała zupełnie inaczej, niż zewnątrz. Oczywiście, to normalna cecha każdego człowieka (i nie tylko człowieka), ale tym razem, ale w przypadku Esther różnica ta była bardziej uwydatniona.
Czekała cierpliwie na odpowiedź. Nawet, jeżeli nieznajoma odpowiedziała automatycznie. Jednak zanim otrzymała odzew, do jej głowy strzeliła pewna myśl.
- A może przyszła pani do mnie na zakupy? Zapraszam, zapraszam, mam w zanadrzu naprawdę wiele lalek i sądzę, że z całą pewnością znajdzie pani coś dla siebie. – kończąc, tym razem jej uśmiech był wyjątkowo sympatyczny, a najważniejsze, że szczery. Otworzyła szeroko drzwi i gestem zaprosiła nieznajomą do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Cze 30, 2016 1:26 am

Koty… Mali pomocnicy czarownic, którzy jednak nie mogą być tak źli, skoro lubią się tulić, nie gardzą lekko podgrzanym mlekiem z glinianego spodeczka, oblizują się na widok świeżo złowionej ryby… I mają takie śmieszne, szorstkie języczki, które drażnią palce głaszczącej dłoni niczym papier ścierny. Cóż… One może i są miłe, ale potrafią zatruć życie tymi swoimi długimi pazurkami, miękkimi opuszkami łapek, aksamitnym futerkiem, uroczym miauknięciem i ślicznymi oczkami. I to tylko po to, aby dać właścicielowi – a przynajmniej opiekunowi – nieźle w kość. Jak teraz Pan Summers postanowił pokazać Rose, że obojętnie, jak szybko by nie biegała, to i tak go nie złapie. Gdyby tylko miała bardziej odpowiedni do biegania strój – może jeszcze wtedy by sobie poradziła. Ale jej ulubiona ostatnimi czasy sukienka w kolorze pogodnego nieba, niekoniecznie spełniała powyższe kryterium. Nie był to strój nadający się do wzmożonej aktywności fizycznej. Opinała całą sylwetkę i po takim biegu Rose odczuła bardzo nieprzyjemny ścisk w klatce piersiowej, jak również w okolicy wszystkich żeber. Ból dawał jej się we znaki również w postaci kolki, która jak korkociąg wwiercała się w jej bok. Odgarnęła niesforną grzywkę z czoła na boki i w końcu ruszyła w stronę domu, do którego wbiegł jej koci „przyjaciel” – cudzysłów jest tutaj wręcz wyjątkowo wskazany. Bo jaki prawdziwy przyjaciel, niepotrzebujący zapewniać o prawdziwości swoich uczuć, dałby tak okrutnego drapaka do cudzego domostwa? Żaden! I taki był też Pan Summers – cwany niczym rudy lis i okrutny, jak rozwścieczony królik. Ups, te nie mogą być okrutne. I właśnie dlatego kot idealnie trafił – bo przecież kogoś równie ciapowatego jak Rose to ze świecą szukać w całym Wishtown.

Miała nieciekawe wrażenie, że wcale nie będzie to normalne miejsce. Z jednej strony niczym się on nie różnił – na jej uliczce wszędzie powyrastały z fundamentów podobne budynki, jednak jej kobieca intuicja przeświadczała ją w przekonaniu, że będzie świadkiem czegoś dziwnego. A pomimo całej głupoty, jaką Rosia nosiła w swoim serduszku, intuicja była jej mocną stroną, która jej nigdy nie zawiodła. Inni mają instynkt, inni działają spontanicznie i na żywioł, a Rosaline miała za uchem takiego cichego ludzika, który podpowiadał jej bezgłośnie i bez słów, co też teraz powinna uczynić lub też nie. Teraz ten ludzik piszczał, płakał i wręcz ją błagał, by zawróciła, by zapomniała o Panie Summersie, by brała nogi za pas.

Nie! – powiedziała zdecydowanym, acz zniżonym głosem, dając do zrozumienia ludzikowi, swojej intuicji, że na nic jęki, prośby i groźby, jak chodzi tutaj o byt albo niebyt jej kociego ulubieńca, któremu właściwie było obojętne to, czyja ręka go głaszcze i karmi – póki nikt go nie tarmosił, był zadowolony. A Rose właśnie lubiła okazywać mu sympatię na właśnie takie sposoby… Przynajmniej nie wiązała mu jeszcze kokardek na ogonie lub nie szyła specjalnie dla niego ubranek. Nie, zdecydowanie nie chciała się przekonać, jak ostre są pazury tego kocura, na własnej skórze.

I teraz gładko przechodzimy do rzeczy, które u Rose wywoływały mniej lub bardziej dostrzegalne zniesmaczenie. Jedni nie lubią być zaczepiani przez domokrążcy, inni nie znoszą, gdy muszą obejść się bez reszty za zakupy, inni nie lubią dostawać herbaty po prawej stronie z uszkiem zwróconym na zachód, a Rosaline wyjątkowo mocno nie lubiła, gdy ktoś się na nią wgapiał. Wysiliła się na uśmiech i postanowiła odpowiedzieć tym samym.

Chociaż miała obcasy, i bez nich byłaby niewiele wyższa od gospodyni, która zapewne była też od niej o kilka lat młodsza. Miała ładne, brązowe loki – właśnie o takich włosach Rosie przez całe życie marzyła! O lokach, a nie jakichś tam mdłych falach – które spływały hen, hen w stronę ziemi. W sumie była całkiem ładna, aczkolwiek… Bardzo, bardzo dziecięca jeśli chodzi o wygląd. Wyglądała zupełnie jak jedna z jej młodszych sióstr – podobne, smutne spojrzenie zza prostej grzywki, niski wzrost. Przez chwilę walczyła, by wykrzyknąć „Primrose Endeavour, gdzie ty się włóczysz i co ty tutaj w ogóle robisz?!”, jednak w końcu zapanowała nad sobą. I już miała odpowiedzieć na zadane pytanie, przedstawiając historię o kocie-łoskocie, co sieje chaos, gdzie tylko się pojawi, ale postawiono przed nią kolejne.


I zgadnijcie, co postanowiła zrobić Różyczka.

Nie zastanawiając się, weszła do środka, do pokoju pełnego lalek. Akurat Rose zawsze bała się tych małych drani z porcelany czy gałganków, jednak… Nie były tutaj aż tak straszne… A może jednak były… Przez swój upiorny wręcz realizm. Podchodziła do każdej półki, przyglądając się każdej laleczce z osobna.

Wszystkie pani zrobiła? – spytała się uprzejmie, z nieukrywanym podziwem, chociaż dobrze wiedziała, że jej rozmówczyni jest od niej młodsza. Mimo to widok taką ją wciągnął, że nie zauważyła, kiedy Mr Summers podszedł do niej i oparł się łapkami o jej nogę, miaucząc przy tym radośnie.


___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Cze 30, 2016 7:39 pm

Ucieszyła się, że dziewczyna przystała na propozycję, która padła z ust Esther i że tym samym przekroczyła próg pomieszczenia, znajdując się w tej części domostwa, które uchodziło za sklep lalkarski. Kiedy nieznajoma znalazła się już w środku, czarownica zamknęła drzwi nie tylko za pomocą klamki, do tego przesunęła kłódkę. Ot, tak dla ostrożności. W sumie, zawsze tak robi. Zaczynała tak robić od chwili, kiedy budynek stanął się jej dobytkiem, i nie zrezygnowała z tego zwyczaju. Trzeba uznać, że był to dobry zwyczaj. Esther po prostu dbała o bezpieczeństwo. Swoje i swojego dobytku, a zwłaszcza jej porcelanowych tworów, które otaczały dziewczyny ze wszystkich stron, więc nic dziwnego, jeżeli nowo przybyła poczuła się niezręcznie. A Esther? Już się do tego przyzwyczaiła. Ba, lubiła czuć na sobie setki sztucznych oczu skierowanych na jej osobę.
Zauważyła, jak jej gość podchodzi do każdej z półek i Esther wiedziała, że bada spojrzeniem każdą z lalek. Stała, cierpliwie czekając, aż jej nowa towarzyszka nasyci się tym widokiem (bo w końcu, prędzej czy później, musi do tego dojść, nie?). Przywołała na swoje oblicze lekki uśmieszek. Chciała, by ta, kiedy ponownie na nią spojrzy, zauważyła zmianę w wykrzywieniu jej warg.
- Owszem – dla Esther mówienie z lekkim uśmieszkiem było czymś, w co musiała włożyć nieco więcej wysiłku, niż przypuszczała, ale już niedługo opanowała tę umiejętność. Dzięki temu mówiła z naturalnie wesołą miną. - Tak, wszystkie lalki wykonałam własnoręcznie. Chce pani którąś zakupić? Jeżeli pani chce, mogę doradz... – przerwała, zauważając że w pomieszczeniu oprócz dwóch dziewczyn znajduje się jeszcze zwierzak. Konkretyzując, kot. Już chciała go przegonić (w tym celu planowała otworzyć drzwi i zmusić kota, by wybiegł tą drogą), kiedy zobaczyła, że ten zaczepia nowo przybyłą, więc zrozumiała, że zwierz musi należeć do niej. Raczej wątpiła, że jej przypuszczenia są fałszywe, chociaż... wszystko może się zdarzyć, prawda?
Prawda?
- Czy to pani kot? – przyklęknęła i wysunęła rękę w jego stronę, chcąc go pogłaskać – Naprawdę uroczy. Jak się wabi? – podniosła głowę w taki sposób, że nawet z tej pozycji mogła spojrzeć jej w oczy – Czy wybrała sobie już pani jakąś lalkę? Może jednak pomogę? A kiedy pani się zmęczy, mogę zaproponować herbatkę. Co pani na to?
Nawet nie pomyślała, gdzie mogłyby wypić wspólnie rzekomą herbatkę. Część sklepowa? Nie ma tu żadnego stolika i siedzisk. Pracownia? No, trochę lepiej, ale jest tam strasznie brudno. Wychodzi na to, że będzie musiała zaprowadzić ją na górę. A Esther nie przepadała za siedzeniem na górze. No trudno, życie wymaga poświęceń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Lip 14, 2016 7:35 pm

Oho. Tylko… Nie panikować.

Wzięła wdech tak gwałtowny i głęboki, że aż poczuła takie dziwne kłucie w płucach. Z małym przerażeniem obserwowała zza ramienia jak Esther zamyka drzwi. Chciała zaoponować, ale na kilka cennych sekund kompletnie zapomniała języka w gębie.

Wpadłam jak śliwka w kompot…!

Znacie to uczucie, kiedy odwiedzacie kogoś obcego, a on zamyka za sobą drzwi, uniemożliwiając wam jakąkolwiek ucieczkę, przez co jesteście zdani na jego łaskę lub niełaskę? Właśnie to teraz poczuła Rosie. Mimowolnie napięła wszystkie mięśnie, czując, że być może za chwilę będzie musiała walczyć o swoje życie. A lalki tylko potęgowały to nieprzyjemne wrażenia bycia osaczoną. Puste, szklane i – co gorsza – martwe oczka zdawały się wpatrywać w jej duszę. I to z największą upierdliwością. Niechętnie się im przyjrzała, z narastającym lękiem w jej własnym spojrzeniu. Były… ładne, owszem – brawo dla ich autorki. Jednak w tak dużym stężeniu bardziej przerażały niż cieszyły oko. Rosaline odruchowo zacisnęła pięść na jednej z falban sukni. Czy na pewno chciała kupować takiego małego sadystę? Wyobraźnię panienka miała nad wyraz wybujałą. Już któryś raz wyłapywała na twarzyczce coraz to kolejnej lalki niebezpieczny, nieco drwiący uśmieszek, tylko po to, by po zwróceniu twarzy w stronę tejże delikwentki stwierdzić, że tylko się jej przewidziało.

Brawo, Rose… Brawo… Zaraz i z ciebie zrobi lalkę, tak to się kończy okazywanie kotom serca!, ofukała sama siebie w myślach, mając ochotę walnąć się z całej siły w czoło. Byleby coś do tej pustej makówki dotarło.

Po raz pierwszy tego dnia była wdzięczna Panu Summersowi. Uśmiechnęła się promiennie na widok kotka i poklepała go po łebku.

Ależ owszem – odparła z nieskrywaną dumą z dużą domieszką zadowolenia. – Panie Summersie, przedstaw się jak na gentlemana przystało! – rozkazała kotu, chociaż ten jedynie otarł się łebkiem o dłoń Esther i następnie z wysoko uniesionym ogonem wskoczył na swoje ulubione miejsce – mianowicie ramię Rose. Ta zachichotała i podrapała go za uchem. Kot mimowolnie otarł się pyszczkiem o jej policzek, mrucząc przy tym jakby wpadł w rezonans.


Ponieważ kot uczepił się pazurami ramienia Różyczki, ta nabrała nieco odwagi. Wyprostowała się na pełną wysokość metra pięćdziesiąt.

Chyba z decyzją poczekam, chociaż Pan Summers chyba zainteresował się herbatką… Nawiasem mówiąc, nie chciałaby pani zamówić kilku ubranek dla lalek? Jestem krawcową.

Prześledźmy teraz reakcje Rose. Od zaciekawienia poprzez paranoję i dumę do chęci współpracy. Fascynujące, jak to ludzie potrafią zmienić swoje nastawienie, gdy tylko padnie magiczne słowo „herbata” i pojawi się ukochany, chociaż nieznośny futrzak.


___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pią Lip 15, 2016 9:05 am

Nawet nie zastanawiała się, co nowo przybyła mogła sobie pomyśleć widząc, jak Esther zamyka drzwi na kłódkę. Nie pomyślała sobie, że ta może to jakoś źle odebrać, co było dość prawdopodobne. Po prostu... nie pomyślała. Tak, ot tak po prostu. Nie da się tego jakkolwiek wyjaśnić.
- Summers – lalkarka powiedziała bardziej do siebie niż do kobiety czy też kota, drapiąc się przy tym po skroni, głosem zdecydowanie pieszczotliwym. Obserwując zwierzaka, nie mogła się nie uśmiechnąć. Tak, w tym momencie powstrzymanie samoistnie cisnącego się na usta uśmieszku było niemożliwe. On był taki uroczy! Esther wyciągnęła ponownie rękę, a ten otarł się o nią, że lalkarka ledwo zdążyła pogłaskać go po grzbiecie, a następnie posmyrać za uszami. Po chwili zwierzak wskoczył na ramię jej gościa. Spojrzenie panny Rodriguez, a raczej jego charakter, nie zmienił się. Wciąż oczarowana była panem Summersem, patrzyła z błogim wyrazem twarzy, jak ten otarł się o policzek swojej pani.
Kiedy podnosiła się powoli do pozycji stojącej, usłyszała jak jej gość proponuje pomoc. Jaką? Odnośnie szycia ubranek dla lalek. Już chciała jej powiedzieć – oczywiście, zgodnie z prawdą – że sama radzi sobie z tworzeniem ubrań dla swoich porcelanowych tworów, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Czemu by nie dać jej satysfakcji, że jej robota przyda się innej osobie? – pomyślała i zaczęła układać w głowie odpowiedź, więc już po chwili obdarzyła ją przyjemnym uśmieszkiem, odgarnęła niesforne pasemko włosów z czoła i spojrzała na nią ponownie.
- Szczerze? – mówiąc, nawet na chwilę nie przerwała kontaktu wzrokowego między gościem a nią samą – Szczerze, to z chęcią skorzystam z pani pomocy.
Ponownie spojrzała na kota, który posłusznie zajmował miejsce na ramieniu krawcowej. Esther ucieszyła się z dwóch powodów. Po pierwsze, dzięki niej owa kobieta będzie miała się czym zająć, po drugie, szybciej odzieje wszystkie nowe lalki, jeżeli ktoś też zajmie się szyciem dla nich ubrań.

Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Sty 11, 2017 10:04 am

Octavia niczego nie zauważyła. Nie widziała mgły, ponieważ w przeciwieństwie do Esther nie posiadała genu odpowiedzialnego za widzenie koszmarów. Z jednej strony to dobrze gdyż mogła dzięki temu w ogóle patrzeć w lustro, ale z drugiej strony bardzo jej to utrudniało pracę. Gdyby mogła tylko widzieć koszmary, miałaby możliwość zajmować się również nimi. Chociaż jak to mówią "problem trzeba rozwiązywać od źródła". Gdy nie będzie czarownic, nie będzie już więcej nowych koszmarów... ale niczym głowa hydry, jedną się utnie, trzy powstaje na ich miejsce.
W każdym razie, Octavia odchodząc od pola poczuła się nie najlepiej. Zakręciło się jej w głowie, ale poza lekko zamglonym wzrokiem była w stanie to jakoś zamaskować. Potem jej częściowo przeszło, ale i tak czuła się dosyć słabo. Może przesadzała ostatnio z aktywnością? Była bardzo, bardzo zajęta ostatnimi czasy.
W każdym razie, jeszcze na chwilę poszły do Octavii. Tam lekarka zostawiła zioła i zabrała... nic. Stwierdziła, że to co ma w zupełności powinno jej wystarczyć do ewentualnej ewakuacji. Powinno. Nie mogła za bardzo się wyposażać... jedna mieszanka albo dwie były jeszcze do wytłumaczenia, ale cały ich zestaw byłby zdecydowanie ponad jej możliwości.
Idąc Octavia tłumaczyła Esther, co tak naprawdę zebrała, do czego jej było to wszystko potrzebne, a nawet na kiedy musiała przygotować rozmaite mieszanki. I że jej praca stanie się o wiele trudniejsza w zimę, gdyż pozostaną jej jedynie własne zapasy których nie będzie mogła uzupełnić. Troszkę przy tym musiały zwolnić, bo dziewczynie wręcz brakowało tchu. To też podróż zajęła im trochę dłużej, niż się spodziewała. Może będzie musiała się dzisiaj wieczorem inhalować.
W końcu dotarły do jej domu. Niewielki, dwupiętrowy, drewniany, trochę na obrzeżach.
-Jaki śliczny dom~-Octavia klasnęła w dłonie przechylając się lekko na bok-Troszkę podobny do mojego... prawda? Zakupiłaś go, wynajmujesz... może sama wybudowałaś?-Dopytała, nawiązując do czegoś... wspólnego. Co potrzebowała to zorientować się w układzie pomieszczeń. Mocno jej to ułatwi później pracę.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pią Sty 13, 2017 5:47 pm

| z kwiecistej polany |

Nie były zbyt długo w domostwie Octavii. Już po chwili opuściły ponownie jej chatkę, kierując się ku przybytkowi Esther. Tak, droga do jej domu była jedną z tych rzeczy, które pamięta nieustannie, mimo własnej choroby. To dobrze. Przynajmniej się nie zgubi, usiłując przypomnieć sobie drogę do miejsca jej zamieszkania.
Idąc, słuchała koleżanki, a dokładniej to jej wyjaśnień dotyczących zebranych przez nią ziół. Szczerze powiedziawszy, Esther nigdy nie interesował ten temat, ale słuchała. Bo była osobą kulturalną, na dodatek pomyślała że w ten sposób może się czegoś nauczyć. Wiedzy nigdy za wiele. Na dodatek człowiek uczy się przez całe życie.
W końcu dziewczyny doszły do domostwa czarownicy. Ta ostatnia właśnie miała ją zaprosić do środka, ale koleżanka przerwała jej. Ucieszyła się, że zareagowała tak, a nie inaczej. Mimo, że uważała Octavię za osobę miłą i kulturalną (a może to tylko pozory?), lekarka mogła powiedzieć wszystko, doprawdy wszystko, a Esther, jako osoba niezwykle krucha, nie tylko fizycznie, obawiała się że usłyszy niezbyt miły komentarz odnoszący się do wyglądu jej domostwa. A taki komentarz mógł ją zranić. Tego obawiała się najbardziej: bólu psychicznego. Ale, całe szczęście Octavia pochwaliła to miejsce, a Esther odetchnęła z ulgą, jednak niezauważalnie, więc lekarka nie musiała się nad tym zastanawiać. Niby skąd, skoro nie miała pojęcia, że jej towarzyszce spadł kamień z serca? Gdyby ktoś o tym wiedział, miał pojęcie co się dzieje w umyśle lalkarki, uznałby ją za dziwaczne stworzenie. Ale to tylko jej szczególna wrażliwość. Już taka była, cóż poradzić. I przeczuwała, że zawsze taka była, jest i będzie i nie potrzebowała do tego lektury własnego notatnika.
- Cieszę się bardzo... że ci się podoba – uśmiechnęła się do niej przyjaźnie, który to już raz w ciągu tego samego dnia? - Zapraszam do środka. – westchnęła cichutko – Niestety, nie pamiętam jak zdobyłam ten domek.
Podeszły do drzwi, a Esther wyjęła klucze i otworzyła je, a następnie przytrzymała, umożliwiając koleżance przejście przez próg. Kolejne fakty, które pamięta zawsze. Jeżeli Octavia przeszła przez korytarz i znalazła się w głównym pokoju, mogła zauważyć, że prawie każdą wolną przestrzeń zajmują lalki.
Lalki roboty Esther, oczywiście.
Ale lekarka, rzecz jasna, mogła ów widok zinterpretować na swój własny, indywidualny sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pią Sty 27, 2017 10:34 pm

Ah no tak. Nie pamiętała. Powinna się była tego domyślić. Czego ona w końcu nie pamiętała, a co pamiętała? Umiała mówić, chodzić, znała swoje imię oraz swoje umiejętności. Nic takiego nie przychodziło jej do głowy, co mogłoby wytłumaczyć ten dziwaczny stan umysłu.
Odwzajemniła przyjazny uśmiech. Może lepiej byłoby gdyby się nad tym aż tak nie zastanawiałą? Z pewnością wyglądałaby wtedy bardziej naturalnie, gdyby również i umysłem weszła w swoją rolę, a nie tylko ciałem.
Po wytarciu butów weszła do środka, zaproszona przez "koleżankę". Przeszła przez korytarz, by znaleźć się... właśnie. Gdzie? Wszędzie...
...było to z lekka niepokojące, jeżeli miała być szczera. Lalki. Wszędzie lalki. Patrzyły się na nią zewsząd, na każdej półce, stojaku, płaskiej przestrzeni...
-Bardzo... ciekawe wnętrze. Pierwszy raz coś takiego widzę-Zagadnęła o to. Troszkę się czuła tu nieswojo. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jej podejrzenia-Naprawdę cała tym żyjesz, prawda?
Przeszła się kawałek. Nie była pewna jakie plany miała wobec niej gospodyni, ale powinna być gotowa. Na... na właściwie cokolwiek. Mimowolnie troszkę się spięła.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pon Sty 30, 2017 6:30 pm

Z zainteresowaniem przyglądała się reakcji swojej towarzyszki. Myślała, że będzie pozytywnie nastawiona, a co widziała? Zaskoczenie. Nie wiedzieć czemu, nie tego się spodziewała. Ale czego? Po chwili zastanowienia, uznała że to dość naturalne. Zaskoczenie to coś, co zna doskonale, przecież to właśnie tego uczucia doświadcza codziennie rano, nie wiedząc kim ani gdzie jest. Doświadcza go, znajdując zeszyt i zaznajamiając się z treścią, która zajmuje wewnętrzną stronę okładki. Doświadcza, gdy powoli poznaje siebie na nowo, a także wtedy gdy kartkując środek, zahacza o ostatnio zapisaną kartkę i dowiaduje się, co robiła wczoraj. Tak. Zaskoczenie. Coś, co znała bardzo dobrze, a dziwiła się Octavii, że to właśnie uczucie maluje się na jej obliczu.
Oparłszy się częściowo o róg jednego z blatów, zapomniała że i tam postawiła niektóre lalki. Całe szczęście, zorientowała się w tym dość szybko, więc odwróciła się w ostatnim ułamku sekundy i zdołała złapać swój porcelanowy twór. Tak jakoś wyszło, że to jej ostatnio wyprodukowana lalka, zrobiona dzisiaj, wykończona przed wyjściem po zioła. No właśnie. Po zioła. Gdyby nie wyszła z domu w tej właśnie określonej sekundzie, pewnie nie spotkałaby Octavii. Podziękowała losowi, że doszło do tego spotkania. Dzięki niemu ma teraz co robić, a wiadomo że chyba każdy potrzebuje, przynajmniej od czasu do czasu, po obcować z kimś innym. Ta potrzeba leży w naturze każdej normalnej istoty. Normalnej. To dość szerokie pojęcie, a Esther, z wiadomych powodów nie mogła się w niego wpisać całkowicie. I nikt inny też tak nie miał, przecież każdy ma jakieś dziwactwa. Chociażby jedno. Można spokojnie uznać, że prawo do nazwania siebie normalnym ma tylko ten, kto ma chociaż jedno dziwactwo.
Tak czy owak, zrozumiała, że powinna jakoś zadziałać. Coś zaproponować. Pomysł pojawił się niemalże automatycznie.
- Może się czegoś napijesz, albo zjesz? – od razu zrozumiała swoją wtopę, przecież dopiero co zjadły zupę, chociaż... potem trochę pogadały, Esther obejrzała jej kolekcję piór, poszły na zbieranie ziół... więc może pytanie nie było jednak aż tak bardzo niewłaściwe? - Jak chcesz, mogę ci trochę opowiedzieć o tworzeniu lalek. Tak, to w sumie głównie tym żyję. To nie tylko hobby. To mój sposób na zarabianie pieniędzy. Jedną z głównych informacji na okładce mojego zeszytu jest informacja o robieniu lalek. – puściła jej porozumiewawcze oczko. Który to już raz? Ciekawe, czy była świadoma że powtarza niektóre reakcje. A nawet jeśli, to... czy powinna przestać? Właśnie, co w tym złego? Raczej nic. Octavia może uznać ją za nudną, ale nie powiedziała jej o tym (na razie), więc Esther nie czuje się na razie urażona, a wiemy już, że zranić ją psychicznie jest niezwykle łatwo.
Stała tak i obserwowała koleżankę. Założyła ręce na piersi i przekrzywiła nieco głowę na lewy bok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Lut 04, 2017 4:45 pm

Zupa. Czyżby już zapomniała? Czy to działało tak szybko, czy chciała uśpić jej czujność? Jeżeli to drugie to niech myśli, że dała się na to nabrać. Chociaż drugiej raczej nie zje, bo wtedy może być ospała.
-Ja podziękuję, wybacz-Uniosła dłoń w przepraszającym geście-Ummm... przepraszam, gdzie mogłabym usiąść?
Tak, niech tak właśnie myśli, że będzie zupełnie bezbronna. Że jak nie będzie stała to nie ucieknie. A... rozkład pomieszczenia mógł działać jej całkiem na rękę. Chociaż mogłaby się trochę pokaleczyć jakby naprawdę bardzo by chciała stąd uciekać. Ale to wystarczy.
-Ale chętnie się napiję czegoś. Tak samo jak i posłucham o Twojej pracy. W końcu przecież ja Tobie tyle opowiadałam...-Nieistotny detal, który jednak nie umknął jej uwadze. Nie po raz pierwszy potencjalna wiedźma wykazywała pewne cechy, które potem jej się z czymś kojarzyły. Czasem aż za bardzo.
-Miło widzieć, że istnieją ludzie którzy potrafili połączyć swoją pasję ze sposobem na życie. Jeszcze tutaj, w mieście... jak dużo masz klientów, jeżeli mogę zapytać?-Oczko. Cóz, to musiało być w takim razie dla niej bardzo ważne. Ale... pewnie jak duży był tu ruch nie pamiętała. Jak zatem pamięta o zamówieniach?
Ten zeszyt był kluczem do wszystkiego. Gdyby tylko udało jej się go zabrać, kiedy będzie w tym stanie niepamięci...

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Lut 05, 2017 8:25 pm

Wskazała palcem wskazującym kanapę umiejscowioną na środku pomieszczenia.
- Tutaj – odparła przy tym miłym (bo niby jakim innym?) tonem głosu. Czekając, jak tamta usiądzie, zaczęła się zastanawiać jak jeszcze mogłaby zapewnić jej rozrywkę. Ot, by odwiedziny w domostwie Esther wspominała miło i żeby tak samo pamiętała zarys postaci lalkarki. Tylko jak to zrobić? Wolała, żeby ludzie wspominali ją dobrze, choć z drugiej strony kto tego nie pragnie? Oczywiście w jej głowie rodziły się nowe pomysły, ale zaczęła się zastanawiać, w jakiej formie to zrobić, w jakiej formie ułożyć słowa, które planuje wypowiedzieć.
W końcu powróciła do rzeczywistości w pełni. A to wszystko dzięki słowom lekarki. Esther odpowiedziała automatycznie, nie wahając się nawet na ułamek sekundy.
- A coś zimnego, czy ciepłego? Nie bój się, możesz poprosić o co chcesz, z tego co pamiętam z dzisiejszego poranka, w kuchni mam wiele napojów różnego rodzaju. A jak czegoś nie będę miała z tego, na co masz ochotę, to ci o tym po prostu powiem. – przerwała, robiąc sobie przerwę na szybkie wciągnięcie powietrza nosem i wypuszczenie go ustami. Tak, to jedna z niewielu rzeczy, które pamięta ciągle. Konkretyzując, chodzi o to, że wiedziała że ta metoda pomaga się uspokoić, a trzeba przyznać, że, wymawiając poprzednie słowa jednym tchem, trochę się zestresowała. Żeby tylko się nie zająknąć, żeby tylko powiedzieć to wystarczająco głośno i wyraźnie. A kolejne słowa gościa sprawiły, że tym razem Esther zmuszona była pomyśleć przez chwilę w ciszy.
- Ale przecież ty też łączysz pasję z pracą... - podrapała się wymownie po przedziałku – ...chyba, Jeśli się mylę, wybacz. – i znowu nadszedł czas na uśmiech, tym razem nieco nieśmiały i można było pomyśleć, że coś skrywający. - Ile miewam klientów? Dzisiaj nie miałam w ogóle, ale zauważyłam że mam dość sporo pieniędzy, więc chyba raczej nie jest ich mało. – myślała że skończyła, ale zorientowała się, że musi powiedzieć coś jeszcze. - Poznałam to też po zamówieniach. Na ścianie w kuchni mam przyklejonych wiele karteczek z zamówieniami. Więc mam dość spory ruch... chyba.
Siedziały tak, a Esther była ciekawa, o czym myśli jej towarzyszka. Co prawda mogła się domyślać,  ale nigdy nic nie wiadomo, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Lut 07, 2017 1:41 pm

Wolała zapytać, bo a nóż by przeszły do jakiegoś innego pomieszczenia. Troszkę szkoda, mogła by poznać ten dom nieco lepiej by potem od razu wiedzieć gdzie się kierować w trakcie "odwiedzin", ale to musiało jej wystarczyć.
Zdała sobie też sprawę z jednej rzeczy. Jeżeli to faktycznie była wiedźma, i jej zdolność była w jakimś stopniu związana z tym co robiła, była tutaj bardzo mocno zabezpieczona. Musiała mieć tylko nadzieję, że ewentualna magia nie wzmacnia tych wszystkich.
-Ech, zimnego?-Zapytała, co też mogła mieć na myśli. Soki? Piwo? O tej porze roku to było dosyć... ciekawe. Zainteresowała się z prostego powodu, nie było to coś typowego jak na tą porę roku. Mogło to ją również naprowadzić na jakiś trop. Chociaż spożywanie czegokolwiek w domostwie celu było ryzykowne. Skoro już jednak ryzykowała... dalej mogła łatwo uciec.
-Nie wiem... możesz mnie zaskoczyć, nie obrażę się-Mrugnęła do niej, podobnie jak sama Esther miała w zwyczaju. W każdym razie usiadła na kanapie. Na wszelki wypadek jeszcze raz sprawdziła, czy aby na pewno nie usiądzie na czymkolwiek innym.
Na pytanie uśmiechnęła się tajemniczo...
-Kto wie, kto wie. Człowiek do bardzo wielu rzeczy może sie przyzwyczaić...-By zaraz przebić to serdecznym chichotem-Oczywiście, że to robię. Chociaż poza pasją jest w tym coś jeszcze... poczucie obowiązku, jak sądzę
Tak jak się spodziewała, ponoć nie pamięta. Ale ma równe metody by sprawdzać. Dobre wytłumaczenie, nie miała specjalnie do czego się tutaj przyczepić czy pociągnąć dalej. A nawet gdyby, dla własnego dobra nie zamierzała się wychylać.
-Masz całkiem dobry system, musze przyznać... a powiedz mi... jest jakieś dzieło, z którego jesteś szczególnie dumna?-To mogło być ciekawe. Może duża część mocy była ulokowana własnie w takiej jednej lalce. To by mogło jej pomóc, nawet jeśli to nie było do końca prawdą.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Lut 08, 2017 6:51 pm

Nie pomyślała, że pytanie o temperaturę napoju było trochę nie na miejscu. Zważywszy oczywiście na to, jaka pogoda króluje za oknami w domu lalek, a konkretyzując – głównym jego pomieszczeniu, tak, za oknami których parapety wewnętrzne zajęte były w całości różnymi lalkami z porcelany.
Ale zaraz. Czy picie czegoś zimnego w tych okolicznościach było zabronione? Nie. Zdecydowanie. Nie ma żadnej pisemnej ustawy, która mówi, że w trakcie tej pory roku dozwolone są tylko ciepłe napoje.
Tak czy owak, Esther nawet się nad tym nie zastanawiała. Przyjęła do wiadomości pytanie, ale nie za bardzo go zrozumiała. Tym, co zrozumiała w pełni były późniejsze słowa Octavii. W takim razie ukłoniła się niemalże niezauważalnie (nie zauważyła mrugnięcia, albo po prostu lalkarka nie dała tego po sobie poznać) i w taki sam sposób ulotniła się, znikając za drzwiami prowadzącymi do kuchni. Niedługo potem wróciła, trzymając tacę zajętą przez dwa kubki: jeden zielony, drugi żółty. No bo Esther nie lubiła nudnych, przezroczystych szklanek. Wolała kolorowe naczynia, i tutaj chodziło również o talerze, garnki, sztućce... samej nie wiedząc, dlaczego. I nie, nie chodziło tu i teraz o jej chorobę. Przecież raczej nie zapominamy swoich upodobań, prawda? Te tkwią w nas nieustannie, obok miejsca na charakter. To dlatego Esther zawsze jest taka nieśmiała, o zaniżonym poczuciu własnej wartości.
Słuchając jej, ostrożnie położyła tacę z dwoma kubkami na stoliku do kawy, tuż przed koleżanką.
- Sądzę, że poczucie obowiązku jest jednym z kluczowych elementów, by naprawdę nam zależało na tym, co robimy. – usiadła powoli naprzeciwko Octavii, i już wyciągała rękę ku tacy z naczyniami zapełnionymi ciepłą herbatą, aż tu nagle lekarka poruszyła kolejny temat. Esther jak poparzona cofnęła dłoń i położyła ją sobie na kolanie. Zaczęła rozglądać się po pokoju, oglądając wszystkie lalki, jakie tylko znajdowały się wraz z dziewczynami w tym samym pomieszczeniu. Wstała i podeszła do jednego z jej porcelanowych tworów, wzięła ją w objęcia swych drobnych, zdolnych dłoni i po chwili wpatrywania się w jej sztuczne oczy, oczy, które były nieco przerażające, zwłaszcza że były nieruchome, usiadła ponownie i położyła lalkę na stoliku, przed koleżanką. Po chwili siedziała już wygodnie na drugiej sofie, opierając się o oparcie i zakładając nogę przez nogę.
- Sama nie wiem, z której jestem najbardziej zadowolona... żeby odpowiedzieć automatycznie, musiałabym pamiętać chwile, w których je robiłam. Ale... ale ta lalka chyba najbardziej mi się podoba. Dlatego ją wybrałam. – już miała zamiar ponownie wyciągnąć dłoń w kierunku kubków z gorącą herbatą, ale cofnęła ją ponownie uświadomiwszy sobie, że to nie ona jest tu gościem. A gości należy szanować. Robić to, między innymi dając wolny wybór. - Proszę, zaparzyłam herbaty. Weź kubek, który ci się bardziej podoba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Lut 12, 2017 12:00 pm

Trafiła z tym w punkt. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo. Poczucie obowiązku było czymś, co pchało ją do przodu za każdym razem, gdy wychodziła w poszukiwaniu informacji, na zwiad, bądź kontynuowała rozmowę w nadziei, że czegoś się dowie co mogłoby się przydać w jej pracy. Tej prawdziwej, rzecz jasna.
To poczucie obowiązku, graniczące z szaleńczą pogonią za wiecznie rosnącą siłą przeciwnika było tym, czemu się całkowicie oddała. Już niedługo poczyni kolejny krok ku poprawie tego świata.
Na razie jednak jeszcze musiała działać spokojnie. To nie był jeszcze ten moment, gdzie by chciała robić cokolwiek odważniejszego. Gdyby była wiedźmą, zwykły atak na niewiele by się zdał. Była poza tym w jej haven. Nie mylić odwagi z brawurą, bo się to skończy dla niej źle. Już balansowała pomiędzy ryzykiem a głupotą.
-Tak, zgadzam się... pasja pasją, ale bez trwałej potrzeby by się jej... oddawać, jest to jedynie uczucie bez zaangażowania-Zerknęła na kolorowe naczynia. Kolorowane szkło było dosyć nietypowe, na pewno nieeleganckie, ale pokazywało typowo dziecięce podejście. Lalki... ile ona mogła mieć lat? Nie miało to żadnego znaczenia, poza ewentualną możliwością dojścia do celu.
Trafiła chyba w punkt z pytanie o ulubioną lalkę. Zaczęła chodzić wzrokiem po pomieszczeniu, szukając czegoś. Gdyby tylko była w innym pomieszczeniu miałaby parę chwil by się rozejrzeć po domostwie, ale mówi się trudno. Wstała i sięgnęła po jedną z lalek. Nie wydawała jej się szczególna poza tym, że faktycznie była wykonana w bardzo precyzyjny i dokładny sposób. Wyglądała wręcz trochę niepokojąco z jej oczami, wpatrującymi się w nią z zastygłym wyrazem twarzy.
-Rzeczywiście, jest ona... bardzo poruszająca-Pochyliła się nieco,m by móc się jej przyjrzeć bliżej. Widziała drobne detale, delikatny róż, drobne odbłyski światła w jej oczach. Zdawało się jej niemalże, jakby za każdym razem gdy trochę zmieniała kąt widzenia wodziła za nią wzrokiem.
-Widzę w Twoich dłoniach bardzo dobry fach. Trochę może nawet zazdroszczę...-Octavia odsunęła się, nie odrywając oczu od lalki. Spróbowała herbaty, mocząc usta w środku i trochę popijając. Czy czuła coś dziwnego? Chyba nie, chociaż pewne środki potrafiły się bardzo dobrze maskować. Na powierzchni również niczego podejrzanego nie zaobserwowała.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Lut 15, 2017 6:13 pm

Co miała teraz zrobić? Opcji było niewiele, więc zdecydowała się na oczekiwanie, by sprawdzić, który kubek z dwóch wybierze koleżanka. Ale szybko o tym zapomniała. Może wzięła do ręki jedno z kolorowych naczyń, może nie wzięła – to nie było aż tak ważne, teraz, gdy ich rozmowa wkroczyła na inne tory. Teraz chodziło o lalki. Tylko i wyłącznie lalki. Teraz nie było nic ważniejszego od tego tematu, a Esther było to bardzo na rękę zważywszy że w tym temacie była obeznana. Owszem, byłaby bardziej tu i teraz gdyby nie jej amnezja. Ale wiemy, że są rzeczy, które Esther pamięta nieustannie, mimo własnego schorzenia. Tak więc, nie było z nią tak źle. Jeszcze nie.
Widziała, jak Octavia z najwyższą uwagą przygląda się porcelanowemu tworowi Esther. Ta ostatnia co prawda nie chciała się do tego przyznać (nawet przed samą sobą), wstydziła się tego, ale... czuła wielką dumę, dumę z własnych porcelanowych osiągnięć, gdy obserwowała, jak lekarka patrzy na lalkę, a czuła się tak tym bardziej wtedy, gdy została pochwalona. Esther poczuła, jakby lekko zaróżowiły się jej policzki. Ale jak było naprawdę? Wiedzieć o tym mogła wyłącznie Octavia.
- D-dziękuję – zająknęła się nieco. - Proszę, napij się herbaty. Zanim ostygnie. – zmieniła nieco pozycję, ale wciąż siedziała w tym samym miejscu – Ale ty też jesteś dobra w swoim fachu... więc to idzie i w drugą stronę, czyli i ja zazdroszczę tobie. – wtedy właśnie ucieszyła się widząc, jak koleżanka kosztuje herbaty. No, przynajmniej się nie zmarnuje, pomyślała. W końcu zrobiła ją, mając głównie na myśli swojego gościa, nie?
- Jakbyś chciała jeszcze herbaty albo czegoś innego do picia, albo coś przegryźć, nie krępuj się, tylko mów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Lut 21, 2017 2:43 pm

Oh, czyżby jej komplement podziałał? Na to wyglądało... ale pamiętała jaki stosunek do samej siebie miała siedząca przed nią osoba. A przynajmniej jakie traktowanie mogło w niej wykształcić takie a nie inne zachowanie. Dziw aż, że skoro o tym wtedy pamiętała, to teraz...
Może była ofiarą klątwy? Też była taka możliwość, ale bez odpowiedniego wywiadu nie mogła tego stwierdzić. Potrzebowała dziennika, powtarzała sobie to po raz któryś z rzędu, ale najzwyczajniej w świecie było to kluczowe do dalszych działa. Albo to oczyści ją z podejrzeń (Przynajmniej w dużej części) albo... dalej będzie wiedziała co robić.
Trudno było odejść od tego rodzaju myślenia, zwłaszcza, gdy cały czas z tyłu głowy miało się świadomość znalezienia w samym centrum paszczy lwa. Straci czujność, wykona jakiś gwałtowniejszy ruch - jeżeli to faktycznie to, co myślała, to już stąd nie wyjdzie. Nie tak, jakby chciała.
Miła maska uśmiechu. Na razie to wystarczy. Skinęła głową na podziękowanie. Przychodziło jej do głowy "Dobrze, dobrze - będziesz łatwiejsza", co w tej sytuacji było częściowo adekwatne. I tak, jeżeli mówiła prawdę, nie będzie potem niczego pamiętała. W przeciwieństwie do niej.
-Hehe, również dziękuję-Sięgnęła po herbatę. Jeszcze raz... chyba była w porządku. Miała w tym w końcu nieco wprawy. Spróbowała...
...nie spodziewała się, by cokolwiek ją uderzyło od razu. Mało było takich trucizn.
-Różnica jest między nami taka, że Ty tworzysz piękno, a ja ratuję ponurą rzeczywistość-Po podzieleniu się swoją myślą chwilkę poświęciła na kontemplację. Momencik dosłownie-Jedno i drugie jest potrzebne. Ja leczę ciało, Ty dusze, chociaż obydwie mamy te rzeczy odpowiednie rzeczy potrzaskane... tak...
***
Octavia troszkę posiedziała. Dowiedziała się czego na razie potrzebowała, ale spędziła jeszcze nieco czasu na rozmowie o różnych, z jej punktu widzenia niezbyt ważnych rzeczach. W końcu jednak stwierdziła, że musi przygotować rzeczy na następny dzień dla paru klientów. Wyraziła swoją wdzięczność za wizytę poprzez zwykłe podziękowanie, i obiecała następną wizytę w niedługim czasie.
[z/t]

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Lut 26, 2017 10:47 am

Ucieszyła się następującym widokiem: jej znajoma kosztuje herbaty. Kiedy upiła pierwszy łyczek, Esther z ciekawością przyglądała się jej, ciekawa jej miny po zasmakowaniu przygotowanego przez lalkarkę płynu. Ale równie szybko jak to sobie zaplanowała, tak o tym zapomniała i nie zwróciła uwagi na reakcję Octavii.
Tym, nad czym się teraz zastanawiała było to, jak dalej potoczy się to spotkanie. I ile czasu jeszcze spędzą razem. Czy jeszcze kiedyś dojdzie do ich spotkania? Możliwe. I w tym momencie również przeklinała swoją chorobę. Tak bardzo chciała to pamiętać zawsze...  no, może będzie tego świadoma jeszcze jutro, jeśli dzisiaj wieczorem opisze dzisiejsze zajścia, tak, jutro, jeśli zajrzy na ostatnio zapisaną stronicę.
Przypomniała sobie, że niektóre rzeczy tkwią w jej umyśle nieustannie i marzyła, żeby i z tym spotkaniem było podobnie. Chociaż, gdyby się zastanowić wolała poświęcić swoją pamięć czemuś innemu, czemuś bardziej ważnemu. W końcu są sprawy ważne i ważniejsze.
- Noo... – chwila zamyślenia – W sumie to masz rację. Role w naszych pracach mimo  wszystko nieco się różnią. – pochyliła się i sięgnęła po drugi kubek – ma się rozumieć ten, którego Octavia nie wybrała. Upiła łyczek, przez chwilę ogrzewała swoje dłonie, otulając nimi naczynie a po paru minutach odłożyła ponownie na stoliczek.

Wyszło na to, że dziewczyny spędziły w swoim towarzystwie jeszcze prawie godzinę. Porozmawiały, pośmiały się (chociaż, szczerze powiedziawszy zdecydowanie więcej było tego pierwszego), ogółem miło spędziły ten czas. Tak czy owak, wiadomo że to, co miłe, szybko się kończy więc wkrótce Octavia wstała i podziękowawszy i obiecawszy że jeszcze kiedyś odwiedzi Esther, przekroczyła próg domu lalek. Lalkarka również jej podziękowała, a potem zamknęła za nią drzwi.
Co będzie teraz robić? Trochę dziwne, ale teraz akurat... nie miała ochoty na zabawę porcelaną. Dziwne. Bardzo dziwne, ale tak właśnie było. Dlatego podeszła do kanapy i opadła na nią całym ciężarem swojego niezbyt dużego ciałka.
Leżała tak i leżała, aż poczuła jak powieki same jej ciążą. Próbowała to przezwyciężyć, ale uczucie znużenia było od niej silniejsze.
Zanim jednak zasnęła, zdołała sięgnąć po swój zeszyt i napisać sprawozdanie z minionego spotkania. Zrobiła to dokładnie i szczegółowo, po czym odłożyła dziennik na stolik, tuż obok kolorowych kubków i pozwoliła, żeby znużenie zabrało ją w krainę (dobrych bądź złych) snów.
Esther zasnęła. Nieświadoma, co z nią będzie po obudzeniu się. Ale mogła się domyślać.

Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Kwi 23, 2017 10:16 am

| Następnego dnia |
Rutyna to coś, co występuje w życiu Esther nieustannie, choć nie da się ukryć, że dziewczyna nie odczuwa jej, przynajmniej w tej kwestii, a to wszystkio przez jej amnezję.
Tak, jak zwykle, wieczorem poprzedniego dnia zdała swojemu zeszytowi relację z minionej doby, a rankiem, obudziwszy się, również tak, jak zwykle była zdezorientowana i zagubiona, nie wiedząc kim jest ani gdzie się znajduje. Nie wiedziała oczywiście wielu innych rzeczy, podobnie jak wiedziała o paru nieustannie, mimo własnej choroby. Ale po lekturze tego zeszytu (informacji znajdujących się na wewnętrznej stronicy okładki oraz tego, co napisała wieczorem), całe szczęście, zaczęła powoli oswajać się z rzeczywistością.
Wzięła dość długi prysznic, rozmyślając nad tym, jakie to wszystko dziwne. Jakie to wszystko skomplikowane, no ale cóż ona może poradzić? Już tak ma. Już ma tę amnezję, nie wie, od jakiego czasu, i chyba raczej się nie dowie... chyba, że na poważnie weźmie się za lekturę całego zeszytu. Może to wzbogaci ją o wiedzę na temat kilka nowych faktów? Jeśli już dowie się, od kiedy choruje, najlepiej będzie jeśli i tę informację zamieści na wewnętrznej stronicy okładki. O, to jest myśl!
Chociaż nie ukrywała przed samą sobą, że nie chce jej się aż tyle czytać. Ot, po prostu.
Zatrzymując się na tej myśli, wyszła spod prysznica i czym prędzej ubrała się i zeszła na dół. Zrobiła sobie zielonej herbaty (na śniadanie nie miała jeszcze ochoty, w sumie wiele osób błądzących po tym globie, nie tylko ona, tak ma, że nie ma apetytu zaraz po wstaniu z łóżka) i podeszła do sofy w głównym pomieszczeniu, usiadła, a filiżankę postawiła na stoliku. Kurde, to te same kolorowe kubki, o których pisałam w zeszycie!, pomyślała i uśmiechnęła się sama do siebie. Aaa później je sprzątnę, machnęła na to ręką, i dosłownie, i w przenośni, a wtedy z zamyślenia obudził ją dźwięk pukania do drzwi. Esther czym prędzej wstała i podeszła do nich. Zajrzała przez wizjer i zauważyła jakąś kobietę, na pewno starszą od naszej lalkarki. Nie wiedziała, czego ta może chcieć. Nie domyślała się, że to może jej potencjalna klientka. Otworzyła drzwi i zmierzyła wzrokiem jej szczupłą sylwetkę od stóp do głów.
- Proszę, zapraszam! – uśmiechnęła się serdecznie i gestem zaprosiła ja do środka.
Ah, jaka ona naiwna, że zaprasza do domu kogoś, kogo widzi po raz pierwszy w życiu... a może nie po raz pierwszy? To dość prawdopodobne. Wiadomo, dlaczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 188
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pon Cze 05, 2017 12:13 am

Lekarka nieczęsto odbywała mało sensowne podróże czy spacery, ponieważ zwyczajnie nie starczało jej na to czasu, a kiedy już trafiała się chwila, którą mogła poświęcić wyłącznie sobie, zwyczajnie szkoda jej było marnować ją na bezcelowe przechadzki. O wiele bliższymi jej gustom zajęciami było takie na przykład prowadzenie badań albo trening, albo też wyjazdy w towarzystwie psów na polowania. Zakupy, i to jeszcze nie na swój użytek, znajdowały się gdzieś na szarym końcu sposobów na spędzanie wolnego czasu.
Po tym, jak już wysiadła z powozu i po odbyciu kilkuminutowej przechadzki uliczką, albinoska wkroczyła zdecydowanym krokiem na posesję, na której miała znajdować się pracownia lalkarki. Prawdę mówiąc nie była w najlepszym humorze nie tylko ze względu na konieczność wypchnięcia mało ważnej dlań sprawy nad te istotniejsze, ale także przez to, że zakupy się przedłużały. Dom, który kobieta miała przed sobą nie był pierwszym lokalem, w którym postawiła dzisiaj nogę. Żywiła jednak nadzieję, że okaże się ostatnim.
Oczywiście elegancko prezentującą się albinoskę sprowadzało nie co innego, a właśnie chęć kupienia lalki. Poszukiwała prezentu dla dzieciaka z rodziny, bo przecież nie dla siebie – ale o to drugie raczej trudno byłoby ją podejrzewać. Deneve nie wyglądała na osobę, która interesuje się w jakiś sposób tą dziedziną. W rzeczywistości było jeszcze gorzej, nie tylko się nie interesowała, ale też prawie nie miała z nią styczności. Licząc od lat dzieciństwa, z których kojarzyła już jakieś wspomnienia, nie przypominała sobie jakichś znaczniejszych zabawek. Teraz zaś wybór właściwego prezentu sprawiał jej olbrzymią trudność, bo nie potrafiła ocenić, czy rzecz, na jakiej zawiesiła swe spojrzenie, nadaje się dla krewnego w tym wieku.
Deneve sięgnęła po zegarek na łańcuszku, by zerknąć na jego wskazówki. Trzy godziny! I czemu ja to robię!? – pomyślała, zatrzymując się w końcu przed wejściem do tajemniczego domku. Westchnęła przy tym ciężko i uniosła wolną rękę, by zapukać do drzwi. Jakąś cząstką siebie lekarka miała nadzieję, że nikogo w środku nie będzie i z udawanym bólem serca porzuci swą misję dla niecierpiących zwłoki obowiązków, a rodzicom dzieciaka wyśle życzenia z przeprosinami, w których zapewni, że prezent nadejdzie z opóźnieniem, bowiem przybywa z zagranicy. Dałoby jej to trochę więcej czasu.
Gdy drzwi się otworzyły, przywitała się, unosząc czarny kapelusz z połyskującą ciemnofioletową wstęgą wokół główki.
Dzień dobry – rzekła. – Proszę mnie oświecić, jeśli jestem w błędzie. Czy dobrze trafiłam? To sklep z lalkami, czyż nie? – zapytała po chwili. Wolała się upewnić, niż potem przekonać się, iż zajmuje czas dziewczynie, a także marnuje własny.
Właściwie nie musiała czekać na odpowiedź, bowiem nad głową młodej dziewczyny widziała skrawek lokalu. Skorzystała z zaproszenia pani domu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Cze 08, 2017 3:03 pm

(ostatni post przed nieobecnością)

Otworzyła drzwi wejściowe i jej oczom ukazała się postać kobiety. Kobieta ta ubrana była w białą koszulę, ciemną kamizelkę i czarne spodnie. Można by dalej opisywać jej wygląd, ale my ograniczymy się do tego, co napisaliśmy. A raczej: do tego, co na pierwszy rzut oka rzuciło się Esther. Do tego zauważyła laskę oraz kapelusz, ten ostatni okazał się jej oczom dopiero, gdy gość uczynił nim wymowny gest. Lalkarka uśmiechnęła się nieśmiało, nie wiedząc, co w tej chwili powinna przekazywać jej mimika, nie wiedziała, co odpowiedzieć. Przez jakiś czas kobiety stały tak i przyglądały się sobie, aż do czasu, gdy Esther nagle oświeciło i, drapiąc się po przedziałku, wymownym gestem zaprosiła ją do środka.
- Tak, dobrze pani trafiła. Zapraszam, zapraszam. – czekała aż ta przekroczy próg jej domostwa, a wtedy zamknęła za nią drzwi. Uważnie przestudiowała aparycję swojego gościa i uznała, iż ten naprawdę ma klasę. Te całe oględziny nie trwały zbyt długo, uznała że wypada coś zrobić. Coś powiedzieć.
- Proszę nie zdejmować butów. Proszę za mną.
Zamierzała poprowadzić ją do głównego pomieszczenia, gdzie miała chyba największą kolekcję swoich porcelanowych tworów. Jak pomyślała, tak zrobiła, bo najwidoczniej gość był zainteresowany jej towarem, skoro tak, a nie inaczej sformułował swe pytanie, kierując je do Esther.
- Proszę się rozejrzeć, bo mam rozumieć, że jest pani zainteresowana moimi lalkami, mam rację? – serdeczny uśmiech nie znikał z jej ust. - Może się czegoś pani napije? Kawy, herbaty, soku, wody? – nawet nie pomyślała, że jest ciut natrętna. Cóż, po prostu chciała dobrze ugościć potencjalnego klienta, w końcu przed Esther rodzi się szansa zarobienia trochę pieniędzy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Dom lalek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: