IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dom lalek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Dom lalek   Nie Cze 12, 2016 3:18 pm

First topic message reminder :



Z zewnątrz wyglądający jak zwyczajny dom mieszkalny sklep z lalkami aktualnie daje schronienie Esther Rodriguez, pewnej młodej czarownicy która tworzy lalki, na dodatek potrafi je ożywiać, lecz nie do końca dobrze i sprawnie. Czarownica dba o roślinność otulającą budynek. Na zapleczu mieści się jej pracownia lalkarska, na górze zaś zwyczajne mieszkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Sty 17, 2018 12:31 am

Miała całkiem dużo do powiedzenia, jak to ona. Jednak wcześniejsze pytanie Esther, nie zostało pominięte i zapomniane. Zagalopowała się co prawda, ale wróciła do tej dziwnej reakcji dziewczyny.
- Coś nie tak? Wyglądałaś na przestraszoną. Nie chciałabyś wychodzić z domu? Przepraszam, może zbyt szybko wybiegłam z tym wszystkim. Nie musisz! Nie chcę cię do niczego zmuszać. Nadal z wielką chęcią będę pojawiała się u ciebie. Następnym razem przyprowadzę przyjaciółkę tu. Nie ma problemu!
Rzekła ciepło uśmiechnięta. Chciała jakoś uratować sytuację, a co najważniejsze humor młodej właścicielki. Tak, pierwszorzędny cel. Nie miała najmniejszego zamiaru zepsuć tych radosnych chwil, które mogłyby trwać i trwać. Przyglądała się bacznie twarzy Est, by ocenić, czy bardzo jest źle. Oby nie zaczęła płakać! Nie jest to obawa przed uspokajaniem jej, a przed tym, iż Col też najprawdopodobniej się rozpłacze. Dołączy do niej, jak na zawołanie i obie będą musiały się jakoś ogarnąć.
- Wiesz, możesz mi powiedzieć wszystko. Nie ma szansy, że zdradzę komuś twój sekret. Jaki by nie był, będę trzymać buzię na kłódkę. Tak, trochę nierealne, ale tajemnic się nie rozpowiada! Nawet ja się tego trzymam.
Wyznała dumnie, choć pewnie wyszło śmiesznie. Ciężko jest brać Colette na poważnie, ale nawet i tej czarownicy zdarzają się różne przypadki, nie na żarty. Tak samo bywa i z Remilią. Jak wziąć na serio takiego baranka? Nie da się. Pomarańczowooka też często nie zauważa znaczących znaków ze strony przyjaciółki, a co dopiero ktoś z zewnątrz? Pfy. Szkoda gadać.
Czemu tak obawiała się o smutek Est? Czy to nie wiadome? Ma ją już za prawie pełnoprawną sojuszniczkę i nie może pozwolić na coś takiego. Poza tym, przygnębienie wcale nie jest fajne. Człowiek czuje się wtedy bardzo źle i odczuwa same negatywne emocje! Jak tak można?! Trzeba naprawić ten ohydny nastrój i brnąć dalej na przód, nie zważając na przeszkody.
- Nie żartowałam z wyprawami.
Jakby zapewniła na dodatek. Co to, to nie! Ma już plan na kilka przygód. Teraz tylko wystarczy obmyślić dokładniejszy przebieg wydarzeń i można ruszać. Niewiele potrzeba, by się dobrze bawić. W towarzystwie Colette nie da się nudzić.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pią Sty 19, 2018 6:46 pm

- Nie – Esther zareagowała stanowczo – Nic z tych rzeczy. Po prostu... – tu zrobiła przerwę, ale zdecydowanie dłuższą, niż to było zazwyczaj w jej przypadku – ... po prostu sobie o czymś przypomniałam. I jasne, mogę cię odwiedzać. I twoją przyjaciółkę, rzecz jasna. – westchnęła w duchu z radości, że udało jej się jakoś wybrnąć z niezbyt komfortowej sytuacji. - Nie myśl sobie o mnie, że coś ukrywam. – Esther kłamała bardzo rzadko. Jednak w tym przypadku, nie widziała innej opcji. Nie chciała jej mówić o swoim problemie... na razie. Póki co. Ale...
I przeszyła ją ogromna fala gorąca. Zaczęła się dusić we własnym ciele, wszytko przez to, że uświadomiła sobie bezlitosną prawdę: przed ich pożegnaniem, zanim każda z nich powróci do swojego codziennego życia, będzie musiała zdradzić jej swoją tajemnicę, jaką jest amnezja. Oczywiście, następnego ranka pewnie przeczyta własnoręcznie spisaną notatkę o Colette i o ich pierwszym spotkaniu... tyle że, kiedy spotkają się ponownie, lalkarka może zachowywać się zupełnie inaczej, a pomarańczowo oka może zacząć coś podejrzewać. Że Esther coś przed nią ukrywa. Oczywiście to nie jest jedyny możliwy scenariusz... ale jednak tak może być.
Tak więc, już postanowiła. Powie jej. O swoim wielkim problemie, o tym że codziennie budzi się z niemalże pustym kontem, ale pomaga jej wielki, stary, wysłużony zeszyt. Nie musiała się spieszyć. Coś czuła, że dzisiaj dziewczyny spędzą ze sobą jeszcze naprawdę wiele czasu. Tak więc, mogła to odkładać, ale nie do przesady. Nie powie tego dopiero przy pożegnaniu, bo Colette z pewnością chciałaby przetrawić to, co usłyszy. I może spytać o to i owo. Esther będzie jej to niezaprzeczalnie winna. Chociażby z tego względu, że lalkarka zwleka (a wtedy lepszym słowem będzie "zwlekała") z wyjawieniem jej prawdy.
No ale nic. Na jej słowa, że może jej wszystko opowiedzieć, Esther jedynie energicznie pokręciła głową.
- Nie. Nie mam jakiejś znaczącej tajemnicy. – i uśmiechnęła się ku niej kącikiem ust. Skąd znalazły się w jej zazwyczaj prostym słownictwie takie słowa, nie wiedziała. - Naprawdę. – Aż się źle poczuła, tak perfidnie kłamiąc, co nie należało bynajmniej do kompetencji młodszej z dziewcząt. Zazwyczaj nie kłamała i wiedziała to podświadomie, mimo swojej amnezji. No bo takie myślenie podświadomie rzadko kiedy należało do tego, co zapomina. A zapomina najczęściej miniony dzień, puszczając całkowicie w niepamięć dni dawne, dawno minione. Chociaż nie zawsze, tak, to trzeba przyznać. No bo jej amnezja nie była typowa. Chociaż przyczyna jej zachorowania idealnie odwzorowuje warunek zapadnięcia w amnezję dysocjacyjną. Esther nadal pamiętała własną matkę. To, jak uczyła ją czarować. Jak jej dawała miłość i wsparcie. Chociaż nie wszystkie wspomnienia odnośnie rodzicielki trwale zapadły jej w pamięć.
- I ci wierzę – odpowiedziała na jej ostatnie jak na tę chwilę stwierdzenie. Chociaż, przynajmniej do tej pory, nie do końca tak było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Sty 20, 2018 4:13 pm

Młoda właścicielka zachowywała się odrobinę inaczej, ale Col nie uznała tego za coś poważnego. Tym bardziej, że zapewniała, iż tylko przypomniała sobie coś. Mogło to być cokolwiek! Może jakieś niemiłe wspomnienie? Albo coś odnośnie pracy? Kto wie. Wiedźma nie zamierzała naciskać, więc postanowiła zmienić temat. Tak, to nie jest coś niesamowitego. Miała w swej główce tematów od groma i każdy pasował w tym momencie.
- Rozumiem! Nie będę więcej cię męczyć i podejrzewać. Wierzę, że powiedziałabyś mi o czymś istotnym, jeśli chodziłoby o naszą znajomość. A teraz... Lubisz czytać? A może wolisz spędzać czas na świeży powietrzu, wpatrując się w niebo? Uwielbiam oba zajęcia, choć znacznie bardziej wolę obserwować! Zapisywać w swej pamięci piękne obrazy i nie chodzi mi tu o sztuczną sztukę, a wytwory samej matki natury. Będąc ze mną na wyprawach sama przekonasz się, jak piękne są oblicza przyrody. O! Pokażę ci miejsca w których uwielbiam leżeć w ciepłe dni, ale też takie, gdzie spędzam czas w zimne. Trochę ich jest, więc będzie to naprawdę ciekawa podróż.
Zaśmiała się, a zaraz zaczęła krążyć po kuchni. Przyglądała się różnym rzeczom, chociaż już wcześniej miała okazję to zrobić przed jedzeniem.
Co do miejscówek, które zaklepała Colette... To bardzo tajne miejsca! Nikt nie może wiedzieć o ich istnieniu, bo jeszcze będzie sam chciał je zająć. Już nie może się doczekać wiosny i lata, bo właśnie wtedy może pospać na świeżym powietrzu w ciepłych promieniach słońca. Nie narzeka na jesień i zimę! Absolutnie. Jesienią zawsze robi zapasy do sklepu oraz domu, a zimą pada śnieg. Oj tak, ukochany śnieg. Mogłaby nie wracać do domu, tylko stać na zewnątrz i uważnie przyglądać się płatkom śniegu, które wolno opadają na ziemię. Nie można zapomnieć o bitwie na śnieżki, czy też lepieniu dziwnych stworzeń ze śniegu! Trzeba korzystać ze wszystkich pór roku. Każda z nich coś oferuje.
Col zatrzymała się w pewnym momencie i z uniesioną głową w górę, wskazała wielki, ciemny słoik.
- Co tam trzymasz? Nie wygląda mi to na ciastka. Może jakiś kompot? W ogóle... Jakim cudem tam dosięgasz? Jesteś taka mała! Heh, ja również nie zaliczam się do wysokich osób, ale prędzej bym to wzięła, niż ty! Masz jakąś drabinę? Stanie na samym krześle jest raczej nierealne. Może stoisz na dwóch? Też chce spróbować!
Powiedziała wesoło, odwracając odrobinę głowę w bok i obserwując Esther. Gdyby była u siebie, zwyczajnie by się uniosła dzięki swej mocy. Jednakże, jest bardzo uważna i nie użyje jej od tak, a mało brakowało. Czemu życie nie może być prostsze!?

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Sty 23, 2018 10:12 am

Całe szczęście dla Esther, że Colette nie  wnikała. Uszanowała słowa lalkarki, co było dla tej ostatniej jak najbardziej wygodne. Uśmiechnęła się kącikiem ust, ale nie był to cwaniacki uśmiech ani nic w tym stylu, jak można by posądzić. I chciała dalej jej słuchać. Jej nad wyraz rozległych monologów bo, jak już wiemy, Esther uwielbiała się im przysłuchiwać. Uwielbiała słuchać Colette. Dlatego ucieszyła się, na dodatek podwójnie niż to było przed chwilą, i zaczęła jej słuchać.
- A lubię czytać – i mało brakowało, by się przedwcześnie wygadała mówiąc, że szczególnie uwielbia czytać notatki ze swojego zeszytu. Ale, całe szczęście, w porę ugryzła się w język. Wiedziała, że powinna jej zdradzić swój sekret... ale to potem. Jeszcze nie teraz. Uważała, że ma czas. Że mają czas. Zwłaszcza że, jak już wiemy, uważała iż spędzą ze sobą dzisiaj jeszcze mnóstwo czasu. - A ty? A co najbardziej? Gazety, książki? Jeśli to ostatnie, to powieści, czy też inne publikacje? – i, jak widać, Esther chwilowo zabawiła się w Colette. Bo przecież takie wypytywanie leżało bardziej w kompetencji tej ostatniej, prawda? Ale nie pożałowała swoich słów. Niech i Esther ma swój wkład w toczącą się dyskusję. Tak czy owak, planowała ów swój wkład kontynuować. - A cieszenie się urokami natury również jest bardzo miłe. – chwila wahania – I z chęcią wybiorę się z tobą na jakąś wyprawę. Ufam ci, że nie będzie nudno. – i wywołała u siebie ponownie ten swój uroczy uśmieszek.
Esther zamyśliła się na moment, a obudziła ją Colette. Ta pierwsza zagadkowym spojrzeniem spojrzała na słoik , o którym mówiła pomarańczowo oka. Racja, początkowo nie wiedziała, o jakim słoiku prawi, ale już po chwili odnalazła go wzrokiem. I, szczerze powiedziawszy, nie wiedziała, co tam trzyma... widzi go po raz pierwszy, a przynajmniej pierwszy raz od chwili ponownego wyczyszczenia samoistnie jej pamięci. Esther jakby zapomniała języka w gębie, więc odezwała się ponownie dopiero po kilku dłuższych chwilach.
- W tym słoiku, tak? – wskazała go palcem wskazującym prawej ręki – Chodzi ci o ten słoik? Wiesz... – podrapała się po głowie, co miało oczywisty przekaz. - ...wiesz, że nie wiem? Że nie pamiętam? Jeśli jesteś ciekawa, bo ja owszem, również jestem, możemy go zdjąć i zajrzeć do środka. – puściła jej porozumiewawcze oczko. - Tylko jak? – spojrzała wymownie w jej oczy, te śliczne oczęta o tęczówkach niespotykanego koloru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Sty 25, 2018 12:54 am

Zaskoczyła ją tym pytaniem. Nieźle je odbiła w stronę Col, przez co wiedźma musiała się zastanowić przez chwilę. Milczenie nie trwało długo, nawet nie było takiej opcji. Brak słów i Colette? Nie w tym życiu.
- Jak najbardziej powieści! Fantastyka i horrory, to coś co uwielbiam. Dramaty i romanse jakoś do mnie nie przemawiają. Na jednych płaczę, zaś na drugich... Dziwnie mi się je czyta!
Zaśmiała się głośniej.
Nie dało się ukryć, że romanse to nie konik Col. Ona i miłość? Coś takiego nie ma prawa istnieć. Nigdy w życiu nie była zakochana i pewnie tak zostanie. Ten rodzaj uczuć jest zupełnie obcy dziewczynie. Nawet nie wiedziałaby, jak zareagować na jakiekolwiek zaloty! Zacznijmy od tego, iż nie zorientowałaby się o co dokładnie chodzi. Mogłaby urazić kogoś, a potem nie mieć pojęcia co zrobiła nie tak.  
- Choć przyznaję się, czasem w me dłonie trafi jakaś zbłąkana gazeta. Nie narzekam, bo jest co czytać. Jednakże, rzeczy wypisane w niej nie przemawiają do mnie. Niby informuje o wszelkich ciekawych wydarzeniach, lecz robi to w mało ciekawy sposób, nie uważasz? Powinni to zmienić! Dodać może coś do wystroju takiej gazety? Albo, albo... Więcej niewiarygodnych historii! Obrazków? Cokolwiek, aby było interesująco.
Rzekła, jak zwykle podekscytowanym tonem.
Mogłaby pracować w drukarni i pokazać im, jak idealnie trafić do odbiorców. Może to i lepiej, że nie ma takiej opcji. Ludzie podpaliliby budynek za to, co byłoby wypisane na stronach gazety.
Dostała pozwolenie na zdjęcie tajemniczego słoja, ale musiała jeszcze pomyśleć nad sposobem ściągnięcia go. Raczej wątpiła, iż Esther ma w domu drabinę i nagle ją tu przyniesie. Bez problemu wywnioskowała, że takowej nie posiada. Wpadł jej do głowy genialny pomysł!
- Wespnę się po szafkach. Nic mi się nie stanie. Jestem elastyczna, niczym kot! Miałam powiedzieć, abyś łapała mnie w razie czego, ale nie chcę cię zmiażdżyć... Um, to trochę komplikuje sprawę, jednak nie poddam się! Patrz i się ucz, chomiku!
Zaczęła rozciągać się, by lada moment zdjąć buty i wejść na jedną z szafek. Szło bardzo dobrze, cóż lepiej niż się spodziewała. W wyobraźni wyglądało to o wiele fajniej. Na pewno, mniej męcząco. Zerknęła na właścicielkę, aby zaraz pokazać kciuk uniesiony ku górze. Teraz zdała sobie sprawę z tego, iż owe szafki naprawdę były wysokie! Całe szczęście, wysokość to przyjemność dla niej.
Wyciągnęła ręce w przód, chcąc złapać słoik. W tym momencie, chciałaby mieć dłuższe kończyny! Ciągle się wymykał. Udało się za którymś razem, gdy musiała unieść w górę jedną z nóg i stanąć na palcach tej drugiej.
- Maaaaaaam!
Powiedziała głośno, a zarazem z wielką dumą w głosie.
Zeskoczyła na ziemię, trzymając mocno zdobycz w rękach. Mało brakowało i by się poślizgnęła przy tym skoku. Głupi zawsze ma szczęście? Nic z tych rzeczy. Colette rzadko ma szczęście, więc...

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Sty 27, 2018 3:24 pm

Słuchała Colette z najwyższą uwagą i – oczywiście – równie wielkim zainteresowaniem, bo wiemy już, że Esther uwielbiała jej słuchać, więc nie będziemy do tego powracać. A przynajmniej na razie. Spodobał jej się temat, jaki obrały dziewczęta. Książki. Gazety. Jednym słowem, czytanie. Esther pamiętała, jak dzisiaj rano, zupełnie zdezorientowana, zagubiona, a to wszystko przez jej dolegliwość, znalazła zeszyt na łóżku, tuż obok siebie. Otworzyła na samym początku, gdzie widniała informacja że cierpi na amnezję, widniały tam również inne informacje o niej samej oraz polecenie, by przeczytała notatkę z ostatnio zapisanej stronicy. Tak więc, to była jej pierwsza lektura dzisiejszego dnia (podobnie jak każdego innego poranka, kiedy, zdezorientowana, zapoznaje się z treścią dziennika), i jak na razie również ostatnia. Tak, oprócz tego, co oczywiste Esther jeszcze niczego dzisiaj nie przeczytała. Może to dlatego tak chętnie rozpoczęła wątek o czytaniu? Bardzo prawdopodobne.
- A ja – i po raz kolejny chciała powiedzieć o tym swoim nieśmiertelnym zeszycie, ale, całe szczęście, ponownie skutecznie ugryzła się w język – Najbardziej również lubię powieści, ale bardziej takie wzruszające, głównie romanse, powieści obyczajowe i psychologiczne. – uśmiechnęła się do niej. Tak, takich rzeczy raczej się nie zapomina... a przynajmniej tak było w tym przypadku – Tak więc chyba dobrze, że jesteśmy różne, przynajmniej jeśli chodzi o gust literacki, zgadza się? – jej uśmiech stanął się nieco szerszy – Podobno przeciwieństwa się przyciągają. – od Esther nadeszła chwila zastanowienia nad tym, co przed chwilą powiedziała jej aktualna towarzyszka – No ale wiesz, gazety nie mówią tylko o wydarzeniach. Jest w nich wiele ciekawych artykułów... lubię je czytać, ale o wiele bardziej wolę powieści.
No ale nic. Ich rozmowa zeszła na zupełnie inne tory. Od chwili, gdy Colette okazała żywe zainteresowanie pewnym słoikiem. A Esther nie wiedziała, co tam jest... dla tej pierwszej to musiało być nieco podejrzane. Trudno. Esther, mimo że podobne myśli nie były w jej stylu, nie przejmowała się tym, a była osobą, która wszystko dosadnie brała do siebie.
Na pomysł Colette Esther zareagowała skinieniem głowy i powiedziała, że się zgadza, dodając oczywiście, by uważała na siebie. No bo.. no bo to nie było zbyt bezpieczne. No ale wierzyła podświadomie, że wszystko skończy się dobrze, więc zaczęła obserwować wspinaczkę Colette. I uradowała się, uradowała niemało widząc, że kobieta trzyma w dłoniach szklaną zdobycz, która zawierała w sobie tajemnicę. Ale już wkrótce owa tajemnica zostanie rozwiana. Esther podeszła do drugiej czarownicy (może to i dobrze, że obie nie wiedzą, że mają wspólną cechę? Że żadna nie wie, iż ta druga również jest czarownicą?) i bez słowa objęła ją, mocno do siebie tuląc.
- To co? – rzekła rozradowanym głosem – Otwieramy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Sty 28, 2018 3:42 pm

A więc, Esther w przeciwieństwie do Col uwielbiała romanse. Rzeczywiście się nie zgrały, jeśli chodzi o literaturę. Właścicielka trafnie zauważyła, iż zupełnie różni ludzie lgną do siebie, niczym ćmy do światła. Nie jest to wiadome od dziś.
Pewnie miała trochę racji, co do gazet. Nie jest powiedziane, że pomarańczowooka zdobywała właściwe publikacje. Było ich kilka w mieście, a ona być może wybierała te niewłaściwe. Następnym razem dokładniej rozejrzy się za lepszą prasą.
Stała chwilę na ziemi, po zdobyciu słoja. Znienacka została przytulona, na co zareagowała odwzajemnieniem uścisku równie mocno i z równie wielkim uśmiechem. Est się martwiła? Nie było o co! To tylko szafka, która nie stanowiła żadnego wyzwania. Pewnie jeszcze nie raz czarownica się na niej znajdzie.
- Spokojnie, spokojnie! Udało się. Jestem cała. Trzeba się tylko cieszyć! Wstawienie go z powrotem będzie mniejszym problemem, niż ściągnięcie. Hm, może lepiej zostaw go gdzieś na ziemi. Nie będziesz musiała się męczyć przy kolejnym razie! Powiem ci, że jest dość ciężki. Może to skarb?! Raczej nie schowałabyś skarbu w takim miejscu. Zazwyczaj ludzie zakopują takie rzeczy, czasem i wrzucają na dno jeziora...
Mówiła łagodnym głosem, przy okazji starając się zajrzeć do środka przez szklane ściany. Nawet próbowała pod światło, niestety nic nie mogła zobaczyć.
- Tak! Każdy z zebranych tu, chce wiedzieć co się czai wewnątrz! Głuptas, jak mogłaś zapomnieć o czymś tak tajemniczym w twoim domu? Coś czuję, że znajdziemy jeszcze wiele rzeczy w tej posiadłości o których nie miałaś pojęcia! Nie mogę się doczekać. Jednakże, trzeba wpierw zbadać to...
Zafascynowana zabrała się za otwieranie słoika, a raczej siłowanie się z nim. Był bardzo mocno zamknięty, jakby ktoś chciał zostawić tam coś cennego na zawsze! To tylko wzmagało ciekawość Col. Pewnie nie tylko jej. Esther też wydawała się być niesamowicie zaintrygowana.
Udało się za którymś razem, a w międzyczasie kobieta usiadła na podłodze. Postawiła obok siebie duży słój. Włożyła dłoń do środka, aby zaraz wyciągnąć na wierzch jakieś zdjęcia. Było ich kilka, a na każdym z nich trzy osoby.
- Kojarzysz kogoś? Może to twoja rodzina? Albo rodzina ducha, który tu mieszkał kilkaset lat temu? Kto wie, czy nadal mieszka? O nie. On może stać obok i się przysłuchiwać! Nie, dałby znak. Jest coś jeszcze!
Wyciągnęła kolejną zdobycz i zaczęła się przyglądać z wielkim zainteresowaniem, trzymając w dwóch dłoniach.
- Biżuteria. Nie wygląda na drogą. Jest jej trochę. O! Na samym dnie jest kartka. Wyciągnij, może to mapa?
Rzekła przymierzając stare błyskotki. Musiała się przejrzeć, więc zrobiła to w szybie. Rezultat nie był tak dobry, jak się spodziewała. Westchnęła tylko i odłożyła rzeczy na bok.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Sty 30, 2018 5:01 pm

Tak więc, Colette udało się zdobyć zagadkowy słój. Chyba po raz pierwszy od początku ich spotkania Esther miała dosyć jej gadaniny, ale nie dała tego po sobie poznać, co było dla lalkarki jak najbardziej typowe. Tak, miała dosyć, bo nie mogła wytrzymać z powodu wielkiej ciekawości, aż kobieta otworzy ów przedmiot. Sekundy wlekły się w ślimaczym tempie. Aż w końcu Colette skończyła i na poważnie wzięła się za słoik. Widziała, że musi włożyć w to wiele wysiłku. Już miała zaproponować pomoc, gdy nagle zauważyła, że Colette otworzyła, czemu zawtórowało dość głośne kliknięcie.
Ale powróćmy do tego, co było przed chwilą. Colette nazwała ją głuptaskiem, co Esther niezwykle bardzo dotknęło. Normalna osoba na jej miejscu przyjęłaby to jako przyjemny żart. Ale nie Esther, która była przecież bardzo wrażliwa i delikatna. I ta dręcząca myśl nie znikała długo z jej głowy. Racja, z czasem nieco wyblakła, a jej samopoczucie zaczynało powoli ulegać polepszeniu. A było już na pewno o wiele lepiej, gdy Colette otworzyła słoik, więc ponownie powracamy do tego, co było opowiedziane wcześniej.
Teraz nadeszła pora, by zbadać, co ów słój w sobie chowa...
Jakieś fotografie. I biżuteria. Jeśli o to pierwsze chodzi, Esther zupełnie nie poznawała tych ludzi, no ale nie można jej się dziwić. I poczuła automatycznie, że najwyższa pora, by wyznać jej, wyznać Colette swój wielki (pseudo) sekret (pseudo, bo czasami mówi o nim ludziom). Słysząc jej pytanie, czy zna kogoś, już miała otworzyć usta i powiedzieć że nie i wyjaśnić, dlaczego jest tak a nie inaczej, gdy usłyszała, jak pomarańczowo oka prawi coś o duchach, a Esther, mimo swej naiwności pomyślała, że dziewczyna stroi sobie z niej żarty.
Następnie przyszła kolej na biżuterię. Esther była nawet gotowa, by ją jej podarować, ale nie powiedziała tego, gdyż w tej samej chwili Colette odezwała się znowu, zwracając uwagę na równie zagadkową kartkę. Równie zagadkową jak fakt, jaką przeszłość ma ów słoik. Pewnie to po starym właścicielu domostwa, który nauczył jej sztuki operowania porcelaną i szycia malutkich sukienek.
Wzięła kartkę w swe drobne palce i rozłożyła. Było tam coś napisane. A raczej: nabazgrane. Tak, nabazgrane. Do tego stopnia, że Esther nie mogła się rozczytać. Automatycznie powiedziała o tym koleżance, nie kryjąc smutku, że nie zaspokoi w pełni swej ciekawości.
Wzięła ponownie do rąk stare fotografie. Przyglądała się im intensywnie, ale nie odczuła przeczucia, że może znać te osoby. Ale nic. Teraz uznała, że nadeszła odpowiednia pora, by powiedzieć Colette o swojej amnezji. Wiedziała, że po tym wyznaniu czeka ją grad pytań, często niewygodnych, co nie będzie dla niej komfortowe... no ale nic. Powiedzieć musiała. Czuła taką powinność. Poczekała więc, aż dziewczyna usiądzie ponownie, a kiedy już to zrobiła, otworzyła usta.
- Nie znam tych ludzi na fotografiach. Nie mogę znać. – westchnęła głęboko, bo poczuła, że kamień zszedł jej z serca – Nie mogę, bo widzisz, cierpię na amnezję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Sty 30, 2018 8:51 pm

Miała czas na przyjrzenie się zdjęciom i znacznie dokładniej biżuterii, która zalegała w słoju. Czasem coś śmiesznie skomentowała.
Nie, duchy to nie były żarty. Skoro istnieją czarownice, to inne magiczne stworzenia i duchy także! Coś musi w tym być... Zapewne, nie każdy dostrzegł tak ważną rzecz, jak życie innych nadnaturalnych stworzeń. Co prawda, sama nie widziała na własne oczy takiej istoty, ale to nie znaczy, że nie istnieją! Takie myślenie, to błąd.
Liczyła na jakieś wytłumaczenie ze strony Esther, odnośnie zawartości słoika. Jednakże, dostała odpowiedź, jakiej się w ogóle nie spodziewała.
- Amnezję? Czemu mi nie powiedziałaś? Bałaś się? Ugh, nieważne. Liczy się to, iż zrobiłaś to prędzej, niż później. Czy ty... Czy ty o mnie zapomnisz, Est? Nie chciałabym. Nawet jeśli... I tak będę do ciebie przychodzić i przypominać o sobie za każdym razem! W moich planach nie ma zrezygnowania z tej przyjaźni. Nie poddam się! Amnezja mnie nie pokona.
Odparła wypinając piersi dumnie w przód, aby zaraz przytulić mocno młodszą dziewczynę. Może robiła to odrobinę niedelikatnie i chaotycznie, ale musiała pokazać, iż mało co może równać się z mocą koleżeństwa Col.
- Nie masz się czego obawiać! Jeśli będziesz czuła się lepiej, to... mogę zdradzić ci swój sekret. Oczywiście, nikomu nie możesz go powtórzyć. Tak jak ja, nie powtórzę za nic nikomu twojej przypadłości. W końcu, informacja ta jest tylko przeznaczona dla moich uszu. Mam rację? Mam!
Odrobię się od niej odlepiła i spojrzała na twarz Est, mając na ustach ciepły uśmiech.
Nie było jej straszne dać tajemnicę za tajemnicę. Uważała, iż może na tyle zaufać ciemnowłosej i nie obawiać się konsekwencji, które mogą z tego powstać. W przeciwnym wypadku, będzie gościem w siedzibie Inkwizycji. Nie jest to zbyt optymistyczna wersja wydarzeń.
- Być może te rzeczy naprawdę należą do ducha...
Dodała ciszej, chcąc wyjaśnić istnienie owego słoja. Naszła ją ochota na większą eksplorację tego budynku! Spokojnie, na to przyjdzie czas. Na razie, trzeba rozwiązać sprawę z właścicielką.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Lut 03, 2018 1:42 pm

- Zapomnę. Najprawdopodobniej zapomnę, ale... – zamrugała powiekami – ...ale czasami są rzeczy a przede wszystkim ludzie, które pamiętam ciągle. Mam nadzieję, że twoja osoba się do tego zaliczy.
I zaczęła, by Colette miała przed oczami pełen obraz jej problemu, opowiadać: o tym, że traci pamięć po obudzeniu się ze snu czy też po omdleniu, nie wie kim jest ani gdzie jest, ale pomaga jej w tym wysłużony zeszyt. Każdego wieczoru, przed pójściem spać na pierwszej wolnej stronicy rozpisuje się rozwlekle o minionym dniu. A na wewnętrznej stronicy okładki odwiecznie są zamieszczone informacje o tym, kim jest, gdzie jest oraz inne, tak bardzo potrzebne jej w codziennym funkcjonowaniu. Na koniec widnieje informacja, że powinna zajrzeć na ostatnio zapisaną stronę i przeczytać notatkę z wczoraj, ot, by wiedziała, na czym stoi. Dodała również, że kładząc się spać zeszyt trzyma w łóżku, obok siebie. Żeby był pierwszą rzeczą następnego dnia, na którą zwróci uwagę.
- Tak więc... – po tym całym swoim rozległym monologu, zrobiła dłuższą pauzę by po chwili wypowiedzieć te słowa. Monologu, który był taki długi, jak typowe wypowiedzi koleżanki - ... tak więc, już masz pełen obraz mojego problemu. – i uśmiechnęła się krzywo. Nie powiedziała jej jednak, dlaczego zachorowała. No ale trudno. Możliwe, że Colette ją o to zapyta.
I trwała tak do czasu, aż poczuła, jak Colette ją przytula. Początkowo Esther nieco zamurowało, ale już po chwili odwzajemniła uścisk. Nie obchodziło jej, jak pomarańczowooka to robi, że zbyt niezgrabnie, no ale liczył się sam gest, prawda? Esther uśmiechnęła się. Był to uśmiech ciepły, szczery. Wręcz kojący.
- Owszem, jak coś mi powiesz w tajemnicy, nikomu nie powiem. – przeniosła swój wzrok na jej oczy, a uśmiech nie zmienił się. Nawet o odrobinkę. - I też mam nadzieję, że nie powiesz nikomu o mojej amnezji.
Pomyślała nagle, że jak powiedzą o swoich sekretach osobom, które nie znają tej drugiej osoby, to tajemnica nie musi obowiązywać. Zwłaszcza, jak się nie poda danych ani nie opisze wyglądu tej drugiej osoby. Tak więc, w takim przypadku wygadanie się komuś nie jest złe. Ale Esther pomyślała, że i tak nie powie nikomu... o ile pozna kiedykolwiek jej sekret. Sekret Colette. No ale mogła czekać, chociaż i tak była nieco zniecierpliwiona, bo bardzo chciała poznać tajemnicę koleżanki.
Po jej kolejnych słowach, Esther była już pewna. Colette nie kłamała, nie robiła sobie z niej żartów. No bo ona rzeczywiście w to wierzyła. W duchy. A lalkarka, bardziej była skłonna uwierzyć, że po prostu wiedziała kiedyś o tym słoju, ale, z racji amnezji, zapomniała. Istniało jeszcze jedno wyjście – były właściciel położył słoik kilka lat temu, a Esther po prostu nie zwróciła na niego uwagi. Może oczekiwał w duszy sytuacji podobnej do zaistniałej tu i teraz? To by wyjaśniało wiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Lut 06, 2018 12:06 am

Po spokojnym wysłuchaniu rozległej informacji na temat amnezji Est, wiedźma musiała powstrzymywać swe łzy. Było jej żal koleżanki. Ubolewała nad losem, który spotkał to biedne dziewczę. Nie zasługiwała na coś takiego. Nikt nie zasługuje! Straszne jest to, że następnego dnia praktycznie nic nie pamięta. Czasem na szczęście zdarzą się bardziej istotne szczegóły, tak jak mówiła właścicielka.
- Też mam nadzieję, że już zdążyłam podpiąć się do twojego umysłu! Brzmi mądrze. Za mądrze. To dobrze? Raczej. Jestem pewna. Twoja pamięć nie uchroni się przede mną! Zrobię co trzeba i zafunduje ci mnóstwo wspomnień, których twój umysł nie zdąży zniszczyć. Będzie to wyzwanie, któremu podołam i wyjdę z niego zwycięsko! Nie martw się, wszystkim się zajmę!
Odparła z jeszcze większą energią, niż dotychczas. Nie mogła tego w sobie pohamować, przez co cały świat był obdarzany samymi pozytywnymi wibracjami. Ciągle ten sam schemat, ale za to jaki dobry!
- Na zdobycie twojego zaufania, również powiem coś w sekrecie. Jestem wiedźmą. Oh? Nie było trudno! Dziwne. Spodziewałam się jakiejś takiej reakcji, jak w książkach. Wiesz, że mój głos nie będzie potrafił wyjść z gardła, czy coś w tym stylu... Zawiodłam się. I to jak! Coraz bardziej czuję to przykre uczucie wewnątrz siebie!
Mówiła rozpaczliwym tonem, jakby od tego miała umrzeć. Rzeczywiście, często życie nie jest takie jak w powieściach. A to niespodzianka! Mimo wszystko, wydarzenia spotykające Colette były naprawdę niesamowite. Ciężko tu ujrzeć tak wielkie podobieństwo, jak w książkach. Racja. Niemniej, nawet odrobina analogii starczy, by życie stało się kolorowe!
- Noooo, cóż. Już zdążyłam przecierpieć. I jak? Zaskoczona? Tylko pamiętaj! Sekret to sekret i nikomu nie wolno go mówić. Ufam ci!
Uśmiechnęła się szeroko, nie puszczając Esther z objęć. Było miło! Skoro jest miło, czemu miałaby rezygnować z przytulania? Darmowe tulenie, to coś na co warto się skusić.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Lut 14, 2018 1:30 pm

Mogła się domyślać, jakie wrażenie zrobiła na Colette. Co pomyślała po wysłuchaniu rozległego monologu Esther. Jednak, nie mogła być pewna swoich domysłów. Gdy tak nad tym gdybała, usłyszała słowa, które podniosły nieco lalkarkę na duchu. Ta ostatnia zaśmiała się – uroczo i cicho. Nic więcej. Niczego więcej nie dało się z tego śmiechu wyciągnąć. Ah, ta pogoda ducha Colette. Ten jej optymizm. Była jej za to niezmiernie wdzięczna, bo dzięki temu i nastrój Esther uległ polepszeniu... o ile to dobre słowo, by to opisać. No ale nieważne. Szczerze powiedziawszy, trochę jej zazdrościła tej radości, względem nawet największej przeszkody świata. No, może amnezja dziewczyny nie do końca jest taką największą przeszkodą, z jaką tylko można się spotkać... no ale jednak. Liczył się sam fakt. Fakt, że Col pocieszyła ją, ale Esther wiedziała że to i tak nie zmieni niczego w jej chorobie. Nie zmniejszy jej objawów, ani jej nie usunie. Ale ważne, że chociażby mogła o tym nie myśleć. Mogła żyć jak normalny człowiek. Przynajmniej chwilowo.
Nie odpowiedziała w ogóle na jej słowa. No, może poza pełnym ciepła i wdzięczności spojrzeniem. Ale słów brak. Może to i dobrze? Milczenie nierzadko jest bardziej wymowne niż jakiekolwiek słowo. Zwłaszcza, jeśli owo milczenie przyprawione jest znaczącym wzrokiem, mimiką twarzy oraz postawą ciała, chociaż to ostatnie potrzebne jest w mniejszym stopniu.
I przytulały się dalej, a wtedy Colette wyznała jej swój sekret. Powinna się cieszyć, że jej zaufała, ale słysząc treść owego sekretu, ucieszyła się jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Przecież... przecież lalkarka też jest wiedźmą! A to ci dopiero... mają coś wspólnego. Poza tym, że obie lubią zupę pieczarkową. Teraz zastanawiała się, czy jej o tym powiedzieć. Wahała się dłuższy czas, ciesząc się, że dziewczyna nie widzi jej twarzy, bo mogłaby zgadnąć, co ta ma jej do zakomunikowania jeszcze przed usłyszeniem tego. Tak więc, trwając w uścisku, Esther odchyliła się od niej na długość ręki i spojrzała głęboko w jej oczy, jakby chciała jej to powiedzieć oczami, nie słowem. Jeśli jej dziennik nie kłamie, to naprawdę jest wiedźmą, ale po co miałby kłamać? Przecież sama napisała te informacje na wewnętrznej stronicy okładki... po co miałaby siebie okłamywać? Dla jaj? Nie, to do niej niepodobne. Poza tym znacząco utrudniłaby sobie życie.
- Wiesz, to naprawdę dziwny zbieg okoliczności, ale... – nie spuszczała z niej wzroku nawet na ułamek sekundy. Tu chodziło przecież o szczerość! - ...ale ja też jestem wiedźmą. – obserwowała teraz ją bardziej wnikliwie, niż dotychczas, chcąc wy haczyć pierwszą reakcję dziewczyny, która, jak wiadomo, najlepiej odda jej zdanie na ten temat. Odda to, co poczuła, przyjmując do wiadomości ową wiadomość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Lut 17, 2018 8:24 pm

Takiego obrotu spraw w ogóle się nie spodziewała! Nie mogła uwierzyć w to, co odpowiedziała jej właścicielka. Kto by pomyślał, że dziś spotka Col tyle dobrych rzeczy. Niech Remilia żałuje, iż nie poszła z nią na spacer i na zakupy! Tyle traci i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Biedna.
- Naprawdę?! To wspaniale! O matko...! Chwila, to oznacza... Mamy o wiele więcej wspólnego, niż myślałyśmy! Przecież, teraz wcale się ode mnie nie uwolnisz. Będziesz musiała mnie gonić miotłą, choć to i tak nie pomoże. Oprócz tych bestii, które hodują ludzie, nic nie jest w stanie mnie przestraszyć! Szczęście w nieszczęściu? Pewnie tak! Na pewno? Owszem!
Mówiła wielce radosna, zerkając na młodszą dziewczynę co chwila. Teraz optymizm rozrywał wiedźmę i nie opuści jej przez długi czas. Jakby kiedykolwiek to zrobił...
- Jestem taka ciekawa! Co potrafisz robić? Twoja umiejętność jest powiązana z żywiołami? Moja tak! Wiatr to mój konik! Potrafię z nim rozmawiać! Chociaż, jest to bardzo jednostronna rozmowa. A no i umiejętność, którą kocham to unoszenie się w powietrzu! Tyle widoków czeka u góry, być może wezmę cię na plecy i dam radę pokazać. Musisz zobaczyć tak wiele! Moja przyjaciółka też jest czarownicą. Co prawda, nie ekscytuje się tym i ma strasznie nudną moc, aleeee... Liczy się wnętrze!
Stwierdziła z uroczym uśmiechem Col i puściła w końcu Esther. Przecież, nie będzie jej męczyć i trzymać w objęciach przez cały czas. Jeszcze by się wystraszyła i uciekła. Na to pomarańczowooka pozwolić nie może! Nie często spotyka się tak wyjątkowe osoby, a przyjaźń z nimi jest doprawdy cudowna.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pon Lut 19, 2018 2:08 pm

Wcale nie zdziwiła się na reakcję dziewczyny. Ba, czuła, że zareaguje w podobny sposób. Zwłaszcza, że Colette była, no... taka, jaka jest. Porywcza. Emocjonalnie podchodzi do prawie wszystkiego. Gadatliwa. Można tu użyć jeszcze wiele innych słów. Ale przede wszystkim: radosna i pozytywnie nastawiona do życia. To ostatnie było tym, co najbardziej Esther się w niej podobało.
- Moja moc? Eee... – już się bała, że nie pamięta. Że zapomniała, z powodów dość oczywistych, więc Colette, która ów powód zna, powinna ją zrozumieć, ale... nic z tych rzeczy, bo okazało się, że Esther pamięta. Ucieszyła się, ale miała nadzieję, nie pokazała tego po sobie zbyt dosadnie. Co by pomyślał jej aktualny gość? Wolała nie myśleć. Po jakimś czasie jednak zrozumiała, że nie ma się czego przy niej wstydzić. Przy Colette Esther czuła się bardzo swobodnie. Przy niej mogła być... sobą. Po prostu sobą. Bardzo się z tego powodu cieszyła.
Mogła być sobą nie dlatego, że znają się długo. Bo to nieprawda. Bo zaledwie kilka godzin, a może nawet nie godzinę? Nie, na pewno dłużej, bo te rozmowy, obiad, robienie lalek... na to wszystko musi się składać dość dużo czasu.
Mogła być sobą, przez to przyjaźnie nastawienie pomarańczowookiej. Przez to, iż ta ostatnia obdarzyła ją zrozumieniem, kiedy z ust Esther padły słowa odnośnie jej amnezji.
No ale Colette zadała jej pytanie, więc wypadałoby odpowiedzieć!
- Moja moc? Potrafię ożywiać lalki, które zrobię. Tyle że.. – pochyliła głowę i zaczęła "wiercić dziurę" czubkiem buta w podłodze. - ... tyle że robię to niezbyt umiejętnie. Moc często wymyka mi się spod kontroli. – podniosła głowę i uśmiechnęła się – A chętnie zobaczę to "wiele", o którym mówisz – zaśmiała się uroczo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Lut 22, 2018 10:24 pm

- Ożywiać je?! Naprawdę? Nie kłamiesz? Głupia ja, jakbyś mogła kłamać! Chcę to zobaczyć i może nawet postaram się pomóc w jakiś sposób. Niewiele wiem na ten temat, ale coś gdzieś mi się rzuciło w oczy przy jednej z książek zielarskich i... Było to powiązane z porcelaną, lecz nie jestem pewna jak miał działać ten wywar. Hm. Jestem dobrej myśli i po powrocie do domu, postaram się znaleźć tę książkę. Pomogę ci, a przy okazji sama czegoś się nauczę. Jak wiadomo, nie palę się zbyt do nauki, jeśli coś mnie nie interesuje. Bywa!
Rzekła w duchu wdzięczna, iż Rem ma pochowane wszystkie z tych ksiąg. Parę razy Col przez pomyłkę pozbyłaby się tak cennego towaru, ale to nie powinno nikogo dziwić. Ot, zwykłe życie z brązowowłosą. Ciekawa jest, ile razy zalazła już blondynce za skórę! Pewnie dużo, a zliczenie ile razy zrobiła to innym osobom trochę by trwało, nie ma co ukrywać. Jednakże, robi też dobre rzeczy! Pomaga czasem starszym ludziom, zdejmuje koty z drzew, bawi się z dziećmi... Nadal większą przewagę mają te złe uczynki. Eh, nie może być tak źle! Chyba.
- Nie ma sprawy! Masz zarezerwowany lot lada dzień, tylko wolałabym mniej ponurą pogodę. Wtedy w powietrzu jest o wiele fajniej. Widoki i te inne ciekawe rzeczy, jak... ptaki i owady. Nie no, żartuję. Lepiej nie zadzierać z nimi podczas bycia w górze, ponieważ może to się źle skończyć. Sama przekonałam się, że nie są tak przyjazne na jakie wyglądają. Wystarczy samo zbliżenie się do gniazda, czy pisklęcia i już wplątują ci się we włosy. Przez ten czyn tracisz równowagę i spadasz, a upadek w gałęzie... Boli. Takie tam, rady dla początkującego!
Zaśmiała się nerwowo, aby zaraz podskoczyć i wesoło zaświergotać. Chyba nie było niczego, co mogłoby ją w tej chwili zasmucić, czy wybić z rytmu radości. Może to i lepiej, oprócz pogody za oknem, nikt nie musi być smętny.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Lut 25, 2018 1:02 pm

Pomóc? – Esther zastanawiała się, co ta przez to rozumie. No bo jak niby chciała jej pomóc? No bo najwidoczniej Colette nie posiadała takiej mocy. A nawet jeśli byłaby zdolna pomóc, to przecież Esther musi ożywiać lalki sama, własną mocą. Nie da się tego robić w dwie albo większą ilością osób. Do ożywiania lalek potrzebna jest specjalna moc, a osoba która jej nie posiada, nie może tego robić. A Esther ją miała. Nie mogła robić tego z osobą, która nie posiadała umiejętności ożywiania lalek. Nawet, jeśli dziewczyna robi to niezbyt umiejętnie. Może z czasem... będzie lepiej? Mimo amnezji? Mimo, że jest taka młoda?
Co do nauki, podobnie było i z tym. Mocy jest trudno, naprawdę trudno nauczyć. O ile to w ogóle jest możliwe... Uczyć. Nawet drugą wiedźmę. Nie, nie i nie. Esther jakoś czarno to widziała.
Na wzmiankę Colette o "podróży", lalkarka ożywiła się.
- No ale... no ale jak to widzisz? – przechyliła nieco głowę na bok – Ty będziesz latać, a ja będę ci siedzieć na plecach, czy jak? – nie umiała wstrzymać ataku krótkiego i cichego chichotu. Aż w końcu... coś jej się przypomniało.
- Właśnie! Lalka... lalka, którą robiłaś... co z nią? – zamrugała powiekami – Miałyśmy potem wrócić do mojej pracowni, żebyś dokończyła swój porcelanowy twór. Podobno potem chciałaś do tego powrócić. Oblejemy tylko twoją dotychczasową pracę ciepłą wodą... i będziesz mogła kontynuować – uśmiechnęła się do niej promiennie – Chyba że... – powróciła do "wiercenia dziury" czubkiem buta w podłodze. Najwidoczniej spodobała jej się ta "zabawa" – Chyba że najpierw chcesz, bym na twoich oczach ożywiła jakąś lalkę. Od razu ostrzegam, że efekty mogą nie być zadowalające. No ale to już od ciebie zależy, czy chcesz to zobaczyć. – obserwowała uważnie jej reakcję. Chciała zobaczyć pierwsze drgnienie mięśni twarzy, kierunek w którym na początek spojrzą jej oczy, to, w jaki kształt ułożą się jej wargi.
- Chyba że nie chcesz powracać do swojej pracy. Doskonale to zrozumiem – i uśmiechnęła się ku niej kącikiem ust. Przecież wszystko było możliwe, zwłaszcza po takim okresie czasu, jakim jest... godzina? Coś w ten deseń. No ale to nieistotne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Lut 27, 2018 3:40 pm

- Hmmm... Wezmę cię na plecy, jaki w tym problem? Nie wyglądasz na ciężką, a poza tym nawet nie poczuje, że siedzisz mi tam z tyłu. Jestem silna! Nikt nie ma prawa w to wątpić! Inna sprawa, iż moja siła jest ukryta głęboko, pod wielkimi warstwami lenistwa i chęci snu. Naaaaprawdę, mogłabym spać ciągle. Niestety, czasem jestem zmuszona opuścić łóżko. Nawet jak teraz o tym mówię, to jestem w stanie stwierdzić, że mogłabym sobie pospać tu na ziemi. Jednak, gdzie tram spać! Jeszcze tyle przed nami!
Rzekła, sama chichocząc. Nie jest trudno uwierzyć w to, że Col sama czasem nie zdaje sobie sprawy z niektórych wypowiadanych słów. Najpierw mówi, a potem dochodzi do niej, że mogła użyć innych słów, aby określić swe wszelkie pomysły. Być może, bardziej jasnych. Czytanie w myślach ułatwiłoby brązowowłosej porozumiewanie się z innymi, bez żadnych wątpliwości. Nie, nie mogłoby być tak pięknie i łatwo.
- No tak! Lalka. Chcę robić. Chcę zobaczyć. To trudna decyzja, lecz ostatecznie wybieram obserwowanie. Intryguje mnie, jak je ożywiasz! Muszę szybko to zobaczyć. Nie wahaj się i włóż w dawanie jej życia całe swe serce. Jakie tam niezadowalające efekty, proszę cię! Coś co mogłoby mnie nie zadowolić, to źle poskładane rzeczy i bałagan w kuchni. Nie jestem kurą domową, aczkolwiek... Chyba jednak coś z niej mam. Mimo to, największym moim celem jest doskonale szyć! Przede mną dużo pracy i zdaje sobie z tego sprawę, ale nie poddam się! Chcę tworzyć stroje dla innych i być jedną z lepszych w tym fachu! Aaaaah, znów się rozmarzyłam.
Odparła wesołym tonem, łapiąc się przy tym za policzki i uśmiechając się szeroko. Udało się jakoś powstrzymać tę falę podniecenia. Teraz stała prosto i spoglądała z wielką ciekawością na właścicielkę, w końcu miała zaprezentować swą moc.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pią Mar 02, 2018 6:26 pm

Wizja siedzenia na plecach koleżanki, która szybuje nad ziemią, przerażała ją. I to niemało przerażała. Chociaż wiedziała, że może jej w pełni zaufać. Tak, wiedziała mimo, iż nie znają się zbyt długo i zbyt dobrze. A mimo tego, Esther czuła tę sympatię bijącą od swojego gościa, tę przyjazną aurę i nie potrzebowała bynajmniej do tego magii. Takie rzeczy potrafi wyczuć każdy. A zwłaszcza, gdy obcuje się z taką Colette. Nie można się pomylić w swych rozmyślaniach, że jest dobrym człowiekiem. No, trochę porywczym, nieokrzesanym... ale za to jak bardzo pozytywnie nastawionym do życia! Esther trochę zazdrościła jej tej radości. Radości wręcz dziecięcej. Mimo, że poniekąd sama taka była. Poza tym owszem, Colette była nieco infantylna. Za bardzo przejmowała się wszystkim, przejmowała w sensie pozytywnym rzecz jasna. I dopiero teraz Esther zauważyła, że mają ze sobą nieco wspólnego... Po jej kolejnym długim monologu, lalkarka wreszcie mogła się odezwać.
- W porządku. Zaufam ci. W końcu... muszę ci zaufać – zaśmiała się uroczo, cichutko, z nutką słodyczy w głosie. - A musisz do tego się jakoś specjalnie przygotować czy jak? – spytała głosem tym razem pewnym, stanowczym, ale na pewno nie bez przyjacielskiego tonu, zachęcającego do dalszej rozmowy. Zachęcającego, by kiedyś, najlepiej w niedalekiej przyszłości wybrały się na tę "podróż" w powietrzu.
W końcu zmieniły temat (a raczej zmieniła go Colette, to tak na marginesie), przechodząc do tematu lalek, a konkretniej do kwestii ich ożywiania. Esther wiedziała od dłuższego czasu, co powiedzieć, więc wyuczoną "przemowę", mimo że krótką, wypowiedziała pewnie, bez żadnego zająknięcia.
- Dobrze. Więc wybierz lalkę, którą mam ożywić. – nie patrzyła przy tym na Colette. Nie patrzyła się na nią również wtedy, gdy wypowiadała te słowa. Chciała jej dać pełną swobodę w wyborze lalki, by Colette nie czuła się skrępowana jej wzrokiem, i mogła spokojnie zrobić, co do niej teraz należało.
Nie skomentowała tego, jak Colette wyznała jej, że chce się nauczyć lepiej szyć. A lalkarka umiała i to. Musiała, by szyć ubranka dla swoich lalek. Tak więc, w tej kwestii milczała jak grób. Nie chodzi o to, że nie chciała jej nauczyć, bo naprawdę chciała. Po prostu lubiła być pomocna, ot co. Chodzi o to, że to dla niej za dużo jak na ten dzień. Chyba że... że przełożyć tego typu naukę na inny termin? Tak, to by odpowiadało Esther.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Mar 04, 2018 8:47 pm

- Przygotować? W sensie... Rozłożyć ręcznik, poustawiać świece wokół, posypać gdzie nie gdzie diabelskim cynamonem, wyciągnąć od obecnych po jednej rzeczy i usiąść na środku po turecku? Nie! Nic z tych rzeczy. Zresztą, takie przygotowania są za długie i pożerają wiele energii, a wszystko i tak jest tylko dla wystroju. Uh, doszło do mnie, że większość wiedźm lubi takie pierdółki. Patrz!
Powiedziała głośniej i w mgnieniu oka uniosła się nad ziemią. Spędziła chwilę w powietrzu, aby zaraz ponownie stanąć na nogach. Było tak miło! Gadały sobie, pokazywały różne rzeczy, a to wszystko odbywało się w tak ciepłej atmosferze. Świat byłby o wiele lepszym miejscem, gdyby większość ludzi potrafiła tworzyć tak piękne nici porozumienia. Tak, to niemożliwe. Jednak, zawsze można być marzycielem i mieć nadzieję na zupełny pokój... pewnego dnia.
- Się robi! Którą tu wybrać... Ah, wszystkie są takie cudne! Ciężko wziąć jedną z nich. Wyglądają jakby tworzyły jedną, wielką, nierozłączną rodzinę. Wiesz o czym mówię? Chodzi mi o to, że każda zapewne chciałaby trochę pożyć.
Zamilkła na moment, wpatrując się w każdą kukiełkę po kolei. Rodzina? To było bardzo trafne określenie, zaś na czele tej gromadki stoi Esther. W takich chwilach, jak na upartego wracają wspomnienia. Bardzo bolesne wspomnienia, które tylko niepotrzebnie wtrącają się w ten cudowny nastrój. Col nie rozumiała, czemu patrzenie na lalki i ich więź z właścicielką sprawiało, iż kuło ją serce. Prawda, straciła swoją rodzinę, lecz to było dawno. Nie powinna już w ogóle reagować na to tak emocjonalnie, a jednak. Kobieta przełknęła ślinę i potrząsnęła delikatnie głową, by mimowolnie sięgnąć po jedną z najbardziej oddalonych marionetek. Pogładziła ją po porcelanowym policzku kciukiem, po czym odwróciła się z powrotem w stronę Est.
- Poproszę tą! Wydaje się perfekcyjna do tego zadania.
Rzekła z delikatnym uśmiechem na twarzy, kierując wybrankę w stronę młodszej dziewczyny.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.


Ostatnio zmieniony przez Colette dnia Sro Mar 07, 2018 4:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Mar 06, 2018 6:11 pm

Na słowa Colette, Esther roześmiała się serdecznie. Nie, nie o to jej chodziło. Bardziej o przygotowanie duchowe, psychiczne, może jakieś skomplikowane zaklęcie czy coś w ten deseń? Dlatego, po swoim wybuchu śmiechu, który w sumie wcale wybuchem nie był, powiedziała o tym, co sobie pomyślała. Że może Colette musi przygotować się w środku, wypowiedzieć jakieś zaklęcie. A kiedy zobaczyła koleżankę lewitującą nad podłogą, Esther, mimo że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że magia potrafi czynić różne rzeczy, a raczej osoby uzdolnione magicznie potrafią czynić różne rzeczy za pomocą magii, była w szoku. Może dlatego, że jeszcze nigdy nie widziała takiej czy podobnej mocy u kogoś innego? Albo widziała, tylko jej dolegliwość przeszkadza w tym tej malutkiej, drobnej wiedźmie, której specjalnością są lalki i ożywianie ich.
Tak czy owak, czekała aż Colette wybierze lalkę. Nie musiała czekać jakoś wyjątkowo długo.
- W porządku – widząc, jak dziewczyna przyniosła jej wybraną lalkę, Esther uśmiechnęła się – Teraz... postaw ją na stoliczku. O, tutaj. – palcem wskazującym lewej ręki wskazała na niewielki, szary stoliczek, stojący obok czarownic.
Esther skupiła swój wzrok na lalce. Jakby chciała ją tym wzrokiem przelecieć na wylot. Analizowała po kolei każdy skrawek porcelany, każdą nić w jej ubranku. No bo żeby ożywić lalkę, musiała wejść w jej głąb, poczuć na sobie każdy jej element, być wobec niej empatyczną... mimo, że lalka nie posiada duszy. Nawet po ożywieniu. Tak, żyje, ale duszy nie posiada. Dla Esther było to dość dziwne, sądziła, że jedno idzie w parze z drugim, i jest dziwne dla niej nadal. No ale tego nauczyła ją jej świętej pamięci matka. A wiadomo przecież, że są rzeczy, są ludzie, są słowa które w głowie Esther tkwią nieustannie i nie chcą puścić za wszelką cenę, mimo jej amnezji.
Po jakimś czasie, lalka zaczęła się leciutko kiwać. Najpierw tylko na boki, potem do przodu i do tyłu. Wkrótce potem... lalka zaczęła podnosić się, aż w efekcie tego stała teraz na swych porcelanowych nóżkach. Było to co najmniej dziwne, zważywszy że Esther tak przylepia nogi do tuowia, by to nie było możliwe. No ale cóż, magia to magia. Nie można się dziwić niczemu, w co została wmieszana.
Lalka stała przez chwilę prosto, a Esther nagle poczuła, że opuszcza ją moc. Próbowała jakoś zapanować nad lalką, ale ta... przechyliła się aż za bardzo do przodu i spadła na podłogę, tłucząc się. Lalkarka natychmiast podbiegła do lalki, a raczej do tego, co z niej pozostało. Wzięła w dłonie kawałki porcelany i... po prostu zaczęła nad nimi płakać.
- Co ja zrobiłam. Co ja zrobiłam! Co ja zrobiłam?! – powtarzała w kółko nie chcąc wierzyć, do czego właśnie doszło. Przecież kochała swoje wyroby jak własne dzieci. Teraz czuła się jak, jak matka, która utraciła własną pociechę. To było prawie to samo uczucie.
A Esther płakała dalej. Jej płacz wkrótce zamienił się w szloch...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Mar 07, 2018 5:25 pm

Nie mogła się doczekać! Tak bardzo chciała to zobaczyć, jak nic innego na świecie w tej chwili. Była na tyle nakręcona, że stawała lekko z nogi na nogę. Nie śmiała się odezwać, gdy całe przedstawienie się zaczęło. Szeroko otwartymi oczętami wpatrywała się za jednym razem w Esther, a za drugim lalkę przed nią. Atmosfera stała się tajemnicza, wręcz magiczna.
Gdy tylko kukiełka wykonała jakiś mały ruch, Col otworzyła usta ze zdziwienia. Co jak co, lecz według kobiety moc właścicielki była o wiele bardziej ciekawa, niż jej. Zazdrościła Est? A gdzie tam! Cieszyła się, że poznała kogoś tak wielce wyjątkowego i to przypadkiem! Nie ma co zapominać, iż każdy jest niezwykły na swój sposób.
Nic dziwnego, iż wszystko prysło w następnej chwili. Tak mało brakowało do tragedii i niestety wydarzyła się. Colette natychmiast otrząsnęła się z niedużego szoku, po czym podeszła szybko do siedzącej na ziemi dziewczyny. Usadziła się obok niej, kładąc dłoń na ramieniu i starając się ją pocieszyć.
- No już, spokojnie. Jestem przekonana... Na pewno była wdzięczna, że ją stworzyłaś. Poświęciłaś czas i własnoręcznie wykonałaś nawet ubranka dla niej. P-przepraszam. Nie powinnam była naciskać. Czuję, że to moja wina i... Wiem, że cierpisz. Nie złożymy jej, ale możemy godnie ją pożegnać. Jestem tu z tobą Est, pamiętaj.
Mówiła czarownica przez łzy. W międzyczasie przytuliła się do młodszej wiedźmy, starając się zapanować nad płaczem. Powinna ją pocieszyć, a sama się rozpłakała. Myślała, że do radę i będzie silna od początku do końca, ale nie udało się. Esther cierpiała. Tym samym, ból przeniósł się i na Col. To nie tak powinno wyglądać. Wszystko powinno iść w innym kierunku! Gdyby tylko mogła cofnąć czas o kilka minut i przestać wtedy się tego domagać...

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pon Mar 12, 2018 5:15 pm

A Esther nadal siedziała nad szczątkami lalki, płacząc. Brała w ręce poszczególne części porcelany, które wbijały się z łatwością w materiał sukienki (ubranka lalki, a nie samej lalkarki). Cóż, jest chociaż taki plus, że będzie mogła nią przyodziać jakiś swój nowy porcelanowy twór... Ale Esther nie myślała o tym, przynajmniej nie teraz. Nie była teraz w stanie myśleć o czymkolwiek innym, jak o tym, że właśnie straciła swoje "dziecko". Bo tym zaiste były dla niej lalki, które stworzyła.
- Jak możesz tak mówić – pociągała nosem – Skoro nawet nie wiesz, jakie to uczucie utracić coś, w czego wykonanie włożyło się całe swoje serce? Moje przeczucie chyba się zgadza. Gówno wiesz. – spojrzała na Colette z nienawiścią w oczach, co nie było do niej podobne, to fakt, podobnie jak i to że lekko odepchnęła od siebie pomarańczowooką. Po jakimś czasie zorientowała się, co właściwie zrobiła (mimo, że w to odepchnięcie nie włożyła zbyt wiele wysiłku), więc już po chwili odezwała się ponownie. Chwili? Nie. To było raczej kilka minut. Szloch Esther powoli słabł. Otarła łzy z policzek, otarła ręką oczy. - Wybacz, że byłam taka niemiła. Ale... ja po prostu nie panowałam nad sobą. Nad tym, co mówię i robię. Chętnie cofnęłabym te słowa. Naprawdę. Głupia. Esther. – wymawiając dwa ostatnie słowa, dziewczyna roześmiała się sztucznie, a wtedy zauważyła, że Colette również płacze. Na pokaz, czy naprawdę podziela jej uczucia? Lalkarka zbliżała się bardziej do tej ostatniej opcji. I właśnie wtedy poczuła, jak Colette ją przytula. Pamięć pozostała, smutek też, ale mimo tego zrobiło jej się jakoś tak... lepiej. - Tak więc, przepraszam. I masz rację, na pewno była wdzięczna, mimo że lalka nawet po ożywieniu duszy nie posiada, a przynajmniej tak mnie uczono – uśmiechnęła się blado, bo na szerszy, serdeczny uśmiech po prostu nie było jej stać. - Nie wiń się, bo przecież i ty nie mogłaś wiedzieć, jak to się skończy. – Esther dalej chwytała i głaskała w swych drobnych, utalentowanych dłoniach kawałki porcelany. I nie wytrzymała, ponownie zaniosła się głębokim szlochem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Mar 13, 2018 6:20 pm

Ostre słowa, które były skierowane w stronę pomarańczowookiej czarownicy nie zostały zignorowane. Stało się wręcz przeciwnie, przyjęła je dzielnie do siebie. Nie miała zamiaru się sprzeczać, bowiem doskonale zdawała sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Postanowiła dać Esther chwilę odsapnąć, by nie pogarszać obecnej chwili. Jednak nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, właścicielka przeprosiła za swe zachowanie.
- Nie przepraszaj! Nie jesteś głupia, w życiu! Masz rację, gówno wiem. Mimo to, chcę cię pocieszyć i załagodzić jakoś twój ból. Boli mnie serce, gdy widzę twoją rozpacz, wiesz?
Odparła, lecz nie oczekiwała odpowiedzi na to pytanie. Starała się przetrzeć dłońmi dokładniej swe oczy z łez, które nieustannie się pojawiały.
Est miała rację. Colette nigdy niczego nie stworzyła, a tym bardziej nie straciła swego dzieła. Nie mogła poczuć tego bólu, który teraz owinął się wokół ciała mniejszej dziewczyny. Została jej tylko wyobraźnia, a i ona niewiele da. Usłyszała kolejne słowa, gdy była do niej przytulona.
- Według mnie... wszystko posiada duszę. Kamień? Kwiat? Porcelanowa lalka? Nie ma wyjątku. Nie mogłam wiedzieć, ale... Pewnie mogłam jakoś zapobiec tej tragedii. Gdybym tylko zareagowała szybciej... Uh, mogłam nawet użyć głupiej mocy...!
Skarciła się, lecz nie puściła w żadnym wypadku młodszej wiedźmy z objęć. Czuła, iż po części też zawiniła. Nie spodziewała się upadku lalki, więc była zrelaksowana i podziwiała przedstawienie. Doprawdy, moc cofająca czas byłaby zbawieniem! Dałoby się wtedy odkręcić wszystko, co poszło nie tak.
- Postanowiłam. Muszę odpracować jakoś tę stratę i sprawić, że twoje rozdarte wnętrze znów będzie w dobrym stanie. Proś mnie o wszystko! Będę robiła co w mojej sile. No już, otrzyj łzy... Zobacz, moje zaschnęły na policzkach i wyglądam, jakbym nałożyła czerwone cienie do powiek... na policzki... co...
Zaśmiała się cicho, a w międzyczasie starała się jedną dłonią bardzo delikatnie zetrzeć kapiące kropelki z oczu Esther.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Mar 14, 2018 5:19 pm

Udało jej się w miarę osuszyć łzy ale, niestety, po kolejnym wybuchu nieposkromionego płaczu jej stan powrócił. Dalej pieściła dłońmi kawałki porcelany, na zmianę szlochając i pociągając nosem. Kiedy już ponownie nieco się uspokoiła, spojrzała rzeczowo na Colette.
- No ale nie musiałam od razu używać brzydkiego słowa, na dodatek odnoszącego się do ciebie. Nie ma usprawiedliwienia na to, co powiedziałam... – jeszcze raz zapatrzyła się na to, co zostało z lalki – ...nie ma też usprawiedliwienia na to, że cię nieco popchnęłam. – westchnęła głęboko – Czuję się głupio, że przez to iż jestem infantylna, mam szesnaście lat a zachowuję się jakbym miała siedem, jestem na dodatek przewrażliwiona i zbyt emocjonalna. – i znowu uśmiechnęła się krzywo. - Jesteś dla mnie bardzo miła i troskliwa. Nie wiem, jak zareagować na twoją troskę wobec mnie... – podrapała się po przedziałku - ...tak czy owak, dziękuję. Dziękuję, że jesteś. Tu i teraz. Ze mną. – po chwili wahania ponownie zawarła głos – Ciekawe, ile czasu jeszcze ze mną wytrzymasz – zachichotała cichutko pod nosem.
Esther jeszcze przez jakiś czas bawiła się okruszkami porcelany, aż w końcu odwzajemniając uścisk, przytuliła się do Colette jeszcze mocniej i ponownie pozwoliła, by łzy potoczyły się jej po policzkach. Coś czuła, że przy tej koleżance nie musi się niczego wstydzić. Przy niej może być sobą. Po prostu sobą.
Pominęła kwestię o duszy, odpowiadając na to milczeniem. Każdy ma inne zdanie i tak należy to zostawić, przynajmniej według lalkarki. Za to na jej następne słowa, zareagowała słownie.
- Może i mogłaś zapobiec... ale... to działo się zbyt szybko i nie dałabyś rady wychwycić momentu, gdy lalka spadała na podłogę – wytłumaczyła jej, jak sądziła – jasno i przejrzyście, chcąc, by Colette nie obwiniała się, w końcu ona nie jest jasnowidzem. Jej specjalnością jest zupełnie inna moc. A nawet jeśli mogła swoją mocą zapobiec wypadkowi, to i tak nie zmienia faktu, że Colette po prostu by nie zdążyła. Czas – zjawisko, od którego jesteśmy zależni i nie mamy na niego żadnego wpływu. A szkoda. Chociaż, pewnie istnieją wiedźmy, które potrafią nad nim zapanować, chociaż Esther nie chciało za bardzo się w to wierzyć, mimo swojej wrodzonej naiwności. A kolejne słowa pomarańczowo okiej po prostu zbiły Esther z tropu. No bo... jak ona ma się jej zrewanżować? Do głowy Esther nie nadchodziły żadne pomysły. Zresztą uświadomiła sobie, że nie chce niczego od niej żądać. Nawet jeśli to nie będzie miało charakteru żądania z racji, że to Colette sama wyskoczyła z tym pomysłem. Tak, lalkarka doskonale wiedziała, co na to odpowiedzieć.
- Skoro tak bardzo chcesz, to chcę byśmy poszły do mojej pracowni i tam dokończysz swoje porcelanowe dzieło. – uśmiechnęła się do niej blado – Chcę popatrzeć na twoje postępy, zobaczyć jak się uczysz, na dodatek pragnę być świadkiem narodzin nowej lalki. Tyle że... – chwila wahania – ...nie traktuj tego jako pokutę albo coś takiego. Wiesz przecież, że cię nie winię. Po prostu chcę, byś na moich oczach wyczarowała coś pięknego. – jeszcze raz pociągnęła nosem i zwróciła się w pełni twarzą do swojej aktualnej towarzyszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Mar 17, 2018 1:40 pm

- Nie musiałaś, ale kiedy emocje biorą górę, różne rzeczy mogą się wydarzyć. Także, bez obaw. Nie mam ci tego za złe. O widzę, iż mamy o wiele więcej wspólnych cech! Esther... Będziesz miała jeszcze czas na bycie poważną, póki co... Nie zmieniaj się na siłę. Nie tłum w sobie emocji, to tylko ci szkodzi. Możesz mówić mi wszystko! Zawsze cię wysłucham.
Mówiła spokojnym i dość cichym głosem, który był przeznaczony tylko dla uszu właścicielki. Uśmiechnęła się szerzej, gdy poczuła wtulającą się w nią małą wiedźmę.
- Ohooo... Myślę, że jestem strasznie ciężka do przepędzenia. To raczej ty będziesz chciała się mnie pozbyć! Wystarczy jedno spotkanie i uczepiam się owej osoby na stałe. Nie ma ratunku. Błyskawicznie przywiązuje się do innych, więc z tobą nie jest inaczej!
Dodała nucąc pod nosem i głaszcząc Est po głowie, niczym kociątko. Zapomniała wspomnieć o tym, że przez swoje przywiązanie ma często kłopoty. Na całe szczęście, kłopoty Col są naprawdę małe i łatwe do rozwiązania. Nie ma co stawiać ich na równi z problemami innych ludzi, położonych w znacznie cięższych sytuacjach.
Starała się pozbyć myśli, które wciąż szukały jakiejkolwiek drogi do uratowania kukiełki i zaufać w pełni słowom dziewczyny. Nie da się ukryć, iż było to ciężkie na swój sposób.
Kolejna wypowiedź nastolatki dała Cole nowe siły i od razu postawiła jej ducha walki do pionu. Czuła się niepokonana i zdolna do wszystkiego, więc przyjęła bojową postawę. Musiała zaprzestać przytulania Esther i siąść najprościej jak tylko się da.
- Jestem za! Stworzę dla ciebie najpiękniejszą lalkę, która chociaż odrobinę zapełni pustkę po stracie. I nigdy nie zrezygnuję z twojego nauczania! To wszystko uświadomiło mi, jak piękne jest tworzenie tych lalek i dawanie im życia w pewien sposób. Zgłaszam gotowość! Prowadź do pracowni, panienko Est!
Oznajmiła promiennie nie mogąc usiedzieć w miejscu. Przytuliła ostatni raz Chomiczka i stanęła na równe nogi. Przed wszystkim przeciągnęła się kilka razy, aby być bardziej elastyczną w czasie tworzenia.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom lalek   

Powrót do góry Go down
 
Dom lalek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: