IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dom lalek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Dom lalek   Nie Cze 12, 2016 3:18 pm

First topic message reminder :



Z zewnątrz wyglądający jak zwyczajny dom mieszkalny sklep z lalkami aktualnie daje schronienie Esther Rodriguez, pewnej młodej czarownicy która tworzy lalki, na dodatek potrafi je ożywiać, lecz nie do końca dobrze i sprawnie. Czarownica dba o roślinność otulającą budynek. Na zapleczu mieści się jej pracownia lalkarska, na górze zaś zwyczajne mieszkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 201
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Sie 26, 2017 12:06 pm

Przy okazji oglądania lalek lekarka zastanawiała się również, w jaki sposób mogłaby skonkretyzować osobę, dla której szuka prezentu. Sama zdawała sobie sprawę, że to, co powiedziała dotąd, było mało pomocne.
Bardzo dużo ich tutaj – stwierdziła po dłuższej chwili milczenia. Jednak słowa te bardziej odnosiły się do obawy wynikającej z dokonania wyboru między tymi wszystkimi tworami, a nie miały formy spostrzeżenia, że lalki długo musiały czekać na swoich właścicieli. Chociaż pewnie trudno znaleźć klienta... – pomyślała w pewnym momencie Deneve.
Potrzebne mi coś z okazji urodzin, dziesiątych. Dla dziewczynki – odpowiedziała w tonie najbardziej neutralnym, na jaki było ją stać, na pytania zadane przez właścicielkę lokalu, u której szukała ratunku. Do zakończonej wyliczanki miała jeszcze ochotę dodać jeden element "nieznośne dziecko", ale pozostawiła to dla siebie. Albinoska nieszczególnie przepadała za dziećmi i stąd płynęło to określenie. Kiedy natomiast wiązało się ono z pokrewieństwem, niechęć przybierała na sile, bo mimo że poszczególnych członków rodziny łączyła ta sama krew, nikt nie pałał do pozostałych nadmierną sympatią.
Deneve oczywiście nie umknęło nagłe zawahanie Esther i przerwanie wypowiedzi. Przez chwilę próbowała się rozeznać, czy przyczyną było ujrzenie na półkach czegoś zaskakującego, lecz doszła ostatecznie do wniosku, że musiał być to jeden z tych przypadków, w których jej rozmówca dochodzi do zaskakującego wniosku. Ogarnęło ją lekkie rozbawienie – jak zwykle, gdy dochodziło do takich sytuacji – lecz zachowała poważny wyraz twarzy.
A te tutaj, o których zaczęła pani mówić? – zapytała, by wrócić do urwanego wątku.
To musi być coś, dzięki czemu nie będą mi wytykać mojej nieobecności – rozmyślała albinoska. Uczestniczenie w urodzinach traktowała, jak to ona, jako stratę czasu. Kobieta przyszła tutaj po wyróżniający się prezent, ale nie mogła powstrzymać się od myśli, by nie wziąć czegokolwiek, co wpadłoby jej w ręce, a wydawało się wyjątkowo piękne i niecodzienne.
Cena nie gra roli, jeśli to ułatwi sprawę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Sie 26, 2017 2:35 pm

No tak, nie dokończyła swojej wypowiedzi. Postanowiła to automatycznie nadrobić.
- A te tutaj, muszę pani zdradzić, w różnych częściach lalki, w sukience, ale i nie tylko, są schowane różne niespodzianki. – westchnęła lekko, po czym zaczęła mówić dalej – Ale nie tylko ukryte, widzi pani tę oto tu lalkę? – wskazała palcem wskazującym na porcelanowy twór w dość bufiastej, błękitnej sukience wykończonej wszędzie czarną koronką – Widzi pani? W lewej ręce porcelanowe palce tej lalki trzymają lizak. – miała nadzieję, że gość już wie, co Esther miała na myśli, zwracając uwagę właśnie na tę lalkę. Otóż, usłyszawszy dla kogo ma to być prezent, pomyślała, że dziesięcioletnia dziewczynka byłaby szczęśliwa, gdyby dostała coś takiego. Esther miała nadzieję, że klient podłapie temat.
- Chyba że nie uważa pani tego za dobry pomysł – mina lalkarki nagle spoważniała – Ja to doskonale zrozumiem. Proszę się rozejrzeć. – ah, gdyby tylko owa zupełnie nie wyglądająca na swój wiek szesnastolatka wiedziała, co tamta myśli o tego typu sprawach... w sensie, że o urodzinach. I o przebywaniu wśród rodziny. No właśnie, to co wtedy? W sumie, niewiele by to zmieniło. Po co jej tego typu informacje? Nieważne, jeśli odpowiednio się na to spojrzy.
- Niech pani pamięta, że w każdej chwili mogę pani przyrządzić herbatę bądź kawę... albo i jedno, i drugie... i może... przyniosę... ciasteczka? – mówiąc to, jąkała się nieznacznie, a jej pewność siebie uleciała z niej niczym powietrze z balona, który został przedziurawiony. I nie wiadomo, dlaczego, z jakiej racji. Nagle poczuła wielkie zmęczenie i zechciała usiąść, lecz w ostatniej chwili zrozumiała, że to nietaktowne robić tak przy kimś, kto jest gościem, a ten gość aktualnie stoi.
- O cenie porozmawiamy później – udało jej się jakoś pokonać zmęczenie, może to dlatego, iż się do niego przyzwyczaiła? - najpierw proszę się rozejrzeć... chyba, że odpowiada pani proponowana przeze mnie lalka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 201
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Wrz 21, 2017 1:54 pm

Kobieta wsłuchiwała się w wypowiedź, nie pozwalając mięśniom twarzy na reakcję. W istocie jednak odczuwała zwątpienie, jeśli chodziło o lalki z niespodziankami. Przynajmniej wtedy, gdy mowa była o tej, którą dziewczyna wzięła za przykład, ale Deneve podejrzewała, że z innymi jest podobnie. Oczywiście problem nie tkwił w samych lalkach bądź dodatkach do nich. Rzecz w tym, że... gdyby podarowała temu dziecku jakieś słodycze, to jego rodzice nie patrzeliby na to przychylnym okiem. Zwyczajnie nie pozwalali swej pociesze na jedzenie łakoci. O! Jakby zagrzmieli, to chyba sama lalka ożyłaby i uciekła z tym swoim lizakiem.
A gdyby dostała w tajemnicy?
Deneve zastanowiła się, ale i to nie podsunęło jej żadnego argumentu na "tak". Jeszcze tego brakowało, żeby dzieciak zapałał do niej sympatią i ubzdurał sobie, że jest "ciocią Dev" od przemycania smakołyków. Lekarka nie chciała znaleźć się w wymienionej sytuacji. Czemu to musi być takie męczące? Nie mogę dać czegoś zbyt dobrego, bo będę miała później rozpieszczone dziecko na głowie.
Prawdę mówiąc mam pewne wątpliwości – rzekła. Kiedy jednak albinoska zorientowała się, że potencjalnie może to zostać odebrane w sposób negatywny, dodała od siebie coś jeszcze.
Ale po prostu jestem w dosyć kłopotliwej sytuacji – stwierdziła z lekkim grymasem na twarzy na samo przypomnienie sobie, że ten dzień nadal trwa. Mimo wszystko powstrzymała się od zerknięcia na zegarek w kieszonce, by nie irytować się bardziej długością spędzonego czasu na wędrówkach po mieście.
Jeśli to nadal aktualne, poproszę więc o herbatę – rzekła, obdarzając półki kolejnym badawczym spojrzeniem. Jak nie za pierwszym, to może za drugim coś wpadnie w oko?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pią Wrz 22, 2017 9:44 am

Przez jakiś czas Esther bacznie przyglądała się swojemu klientowi. Próbowała coś wyczytać z jego twarzy, jednak mięśnie nowo przybyłej nie  zdradzały raczej niczego konkretnego, o ile nie zdradzały niczego. W końcu, kobieta odezwała się.
- Ah – w głosie lalkarki dała się wyczuć nutka rozczarowania – Rozumiem. W takim razie... w takim razie proszę się rozejrzeć. Jeśli... – tu podrapała się wymownie po przedziałku – Jeśli będzie pani potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, proszę mówić, pytać, wszystko jedno. Śmiało – oparła się biodrem o jedną z półek i obserwowała ją. W sensie, że obserwowała klientkę. I znowu niczego nie wyczytała z jej oblicza. Nieźle panuje nad mięśniami swojej twarzy, pomyślała. W końcu ta powiedziała coś, a raczej poprosiła o coś, i mimo, że nie dotyczyło to samych lalek, Esther rozradowała się.
- Oczywiście. Już podaję – i czym prędzej zniknęła w innym pomieszczeniu. Po jakimś czasie wróciła z wielką tacą, która była prawie tak samo wielka, jak sama lalkarka. Na tacy mieściły się dwie puste filiżanki, cukierniczka, dwie łyżeczki, imbryczek z parą unoszącą się nad nim oraz talerz pełen ciasteczek. Było ich naprawdę sporo. To dlatego talerz był dość duży. A ciasteczka Esther ułożyła w równą piramidkę. Co jak co, ale zdolności manualnych jej nie brakowało. No bo jak inaczej mogłoby być, skoro tworzy tak piękne lalki oraz szyje dla nich równie urocze stroje? Oczywiście, sama lalkarka nigdy by czegoś takiego nie przyznała. Brakowało jej śmiałości oraz wiary we własne możliwości. Po prostu była zbyt nieśmiała, ot co. Ostrożnie położyła tacę na stoliku mieszczącym się pośrodku pomieszczenia, w jakim obecnie przebywały, na stoliku otoczonym kanapami i równie wygodnymi fotelami.
- Proszę usiąść – ochoczym gestem wskazała na kanapę – No chyba, że woli pani jeszcze porozglądać się. Ale ja proponuję małą przerwę – i od razu pożałowała tych słów, sądząc, że narzuca się klientowi, mówiąc, co ma robić. Ale to nieprawda, ja tylko zaproponowałam! – kłóciła się sama ze sobą w myślach. Esther często była pełna sprzeczności, nie da się tego ukryć. A przynajmniej nie potrafi ona ukryć tego sama przed sobą. Nawet wtedy, gdy bywa w stanie zapomnienia z powodu tej swojej cholernej amnezji dysocjacyjnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Gru 10, 2017 8:19 pm

| Koniec sesji, Devil wyszła |

* * *

Teraz, po wyjściu gościa, Esther mogła nareszcie trochę odetchnąć. No bo nie da się ukryć, że to spotkanie nieco ją zestresowało, ale najważniejsze, że udało jej się sprzedać lalkę. Jedną, ale to i tak dobrze. Ponadto należałoby zaznaczyć, że strata każdej z własnoręcznie przez nią zrobionych lalek była dla niej bolesna (no ale musiała je sprzedawać, by z czegoś się utrzymywać – coś za coś). W końcu kochała je nad życie, jakby była ich rodzoną matką, bo w sumie coś w tym jest. Była do nich niezwykle przywiązana, nawet zanim zaczęła je formować, tak, była przywiązana do samej porcelany trzymanej przez nią w dłoniach, porcelany którą już wkrótce Esther przemieni w coś cudownego. A były tym lalki. Różne. Małe, duże. Do tego stroje. Dobrze, że dziewczyna potrafiła szyć... kupowała na pchlim targu różne tkaniny, do tego przyrządy do szycia. Szukając odpowiedniego materiału, była niezwykle wybredna. Kolor, faktura i inne takie musiały idealnie wpasowywać się w jej wymogi, w jej wizję odnośnie ogólnego wizerunku i stylu każdej z lalek. Zawsze trochę stała tak na tym pchlim targu, badając tkaniny zastanawiając się, czy dany materiał będzie w ogóle dobry. Dopiero po dłuższym czasie kupowała wybraną tkaninę i zanosiła do domu, by wykroić i uszyć odpowiedni strój dla każdej z wcześniej wykonanych lalek.
Teraz miała czas, by wypić coś ciepłego. Poszła do kuchni, by zagotować wodę na herbatę. Skończywszy ją przyrządzać, upiła łyk herbacianego napoju i aż westchnęła, tak jej było dobrze, gdy gorący płyn zaczynał rozgrzewać ją od środka. Usiadła z naczyniem w ręce na swoim ulubionym fotelu, w salonie i zarzuciła nogę na nogę na stoliku do kawy. Piła powoli, nie spiesząc się, ale nie da się ukryć że początkowo musiała chwilkę zaczekać, aż gorący płyn nieco ostygnie, ale teraz był już w sam raz (przynajmniej dla samej Esther, w końcu dziewczyna uwielbiała pić to, co bardzo gorące). Tak więc, piła powoli, chcąc móc się rozkoszować herbatą jak najdłużej. Uwielbiała ten smak. Uwielbiała pić to, co bardzo gorące.
Ciekawa była, czy jeszcze dzisiaj ktoś ją "nawiedzi". Nie wiedziała, czy tego chce, czy nie. Ale nie tym teraz chciała się przejmować. Wolała rozkoszować się pyszną herbatą. Ale taką czystą, bez żadnych wspomagaczy – bez cytryny czy też cukru. Taka, według niej, była najlepsza.
Teraz Esther zaczęła nucić sobie w myślach jakąś melodię, ale nie wiedziała, co to za nuta i skąd ją zna. W sumie, wiele osób tak miewa, nie tylko ona. Tyle że Esther miała w tej kwestii jakieś usprawiedliwienie – tym usprawiedliwieniem była jej choroba, amnezja dysocjacyjna. Mogła coś pamiętać, nie wiedząc, skąd to wie, i to działało również w drugą stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pon Gru 11, 2017 1:16 pm

Po wielu dniach poszukiwań, po wskazówkach tysiąca ludzi, po nieprzespanych nocach, po wszelkich ugotowanych obiadach dla Remilii i otrzymywaniu jedynie odpowiedzi "dobre"... Wreszcie jest! Znalazła ten dom. Dom w którym kupi przepiękną lalkę. Postanowiła, że jakaś musi być w ich mieszkaniu. Nie chciała kolejnego obrazu. Pragnęła czegoś ślicznego i uroczego! Nie orientowała się, czy sprzedawca jest kobietą, a może mężczyzną. Jednak, ktoś coś o tym wspominał. Doskonała pamięć, co? Chwila, chwila, chwila... Skoro nie pamięta, to znaczy, iż nikt jej o tym nie mówił.  Cóż, czas się przekonać. Uchyliła drzwi i zerknęła do wnętrza siedziby.
- Haloooo? Jest tu kto? Nikt się przede mną nie ukryje...!
Powiedziała, jak jeden z czarnych charakterów i weszła całkowicie do środka. Było ładnie. Zaniemówiła na moment podziwiając otoczenie. Znalazło się jednak coś lepszego, niż owe pomieszczenie. Istota siedząca na fotelu. Podeszła do niej wolno, a potem schyliła się i przyglądała bardzo z bliska. Delikatnie dłonią pogłaskała głowę tworu, a oczy Colette zaświeciły się.
- Ile ona kosztuje?! Halo? Właścicielu? Pomocy! Za ile można kupić to cudo? Potrafi nawet sama pić herbatę? Rusza się, jak prawdziwy człowiek! Umie mówić? Będzie mogła podawać napoje i rozkładać zastawę? Nie ukrywam, że pomoc w kuchni byłaby idealną opcją. Przecież to dzieło sztuki. Musi być bardzo droga. Jednakże, zapłacę każdą cenę! Zaciągnę wielki dług, tylko po to, by zabrać ją ze sobą. Mhm! Co jeszcze potrafi? Większa od pozostałych...
Brązowowłosa chodziła wokół lalki i oglądała ją z każdej strony. Co prawda, aby przyjrzeć się jej naprawdę dokładnie, dzieło musiałoby wstać z fotela. Nie mogła oderwać od niej wzroku! Zatrzymała się w końcu naprzeciw, tylko po to by delikatnie zmacać dłońmi, a raczej opuszkami palców, policzki i usta kukiełki. Jak żywa!
- Urocza. Taka słodka, że brakuje mi słów. Właścicielu!
Powiedziała głośniej. Co on robi? Powinien już dawno się pojawić, skoro przyszedł klient. Doprawdy, niektórzy nie mają za gorsz taktu. Nie to co Colette! Wzorowy obywatel i klient w jednym, tak to rzeczywistość. Można tylko brać z niej przykład. Wiadomo, zazdrość się szerzy. Nie każdy jest w stanie osiągnąć ideał, lecz lata pracy i może odrobinę się do pomarańczowookiej zbliżą. Oby tak dalej. Z ciepłym i przyjaznym uśmiechem na ustach, patrzyła prosto w oczy istotce.
- Na pewno polubisz nowy dom! Muszę codziennie tam sprzątać i zajmować się wszystkim, bo Remilia myśli tylko o pracy. Cholerny pracoholik. Jednak, jest równie urocza, co ty. Moja biedna owieczka, nie widząca świata poza harówką...
Otarła niewidzialną łzę, po czym znów wpatrywała się w nią, jak w obrazek. Arcydzieło!

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Gru 13, 2017 7:51 pm

Tak. Dopiero teraz Esther mogła naprawdę odetchnąć. Piła tak sobie tę swoją pyszną, gorącą herbatkę i rozmyślała nad nowym pomysłem co do nowej lalki, która rzecz jasna nie powstała jeszcze w tych jej malutkich, acz zdolnych rączkach, co jest dość oczywiste. Nowej lalki, za którą, jeśli czas i chęci pozwolą, weźmie się jeszcze dzisiaj. Myślała też nad sukienką, w którą odzieje swój przyszły, nowy, kolejny porcelanowy twór. Jaki ów strój będzie miał kolor, jaką fakturę i jakie ewentualne wzory, a nie da się ukryć, że Esther lubiła, jak sukienki lalek, jej lalek są odziane w stroje nieco wzorzyste. Nie aż tak bardzo wzorzyste, ale jednak wzorzyste. Chyba wszystko jasne?
Nie usłyszała, jak ktoś uchyla drzwi od jej przybytku. Zorientowała się, że ma gościa dopiero, jak ten ktoś się odezwał. Esther zamarła w bezruchu, nasłuchując dźwięków wydawanych przez tę kobietę, bo to była na pewno kobieta, innej opcji nie było. Wypatrywała, aż zobaczy jej twarz, jednocześnie popijając herbatę, która, przynajmniej według niej samej, zdążyła już sporawo wystygnąć, co mijało się z prawdą, po prostu Esther uwielbiała gorące napoje, więc nic dziwnego, że tak pomyślała.
Słowa przybyłej kobiety, której aparycję lalkarka już poznała, zbiły ją z pantałyku. I zrozumiała, chociaż nie od razu. Jej gość uznał, że Esther jest po prostu lalką, pocelanowym tworem, jakich tu wiele, z tą tylko różnicą, że w jej mniemaniu osoba, która tak naprawdę nie jest lalką tylko gospodynią przybytku, jest lalką wysoce uniwersalną.
Esther miała plan, żeby nie wyprowadzać jej z błędu... na razie. Niech sobie bidulka myśli to, co wymyśliła, albo raczej: uroiła sobie. Szczerze powiedziawszy, Esther, jako osoba nieśmiała i o zaniżonym poczuciu własnej wartości, nigdy nie doceniała własnego uroku, własnej aparycji. A była ładna, nie można zaprzeczyć, więc można ją pomylić z lalką. Więc może to nie do końca urojenie.
Żeby nie wyprowadzać jej z błędu, siedziała sztywno, sztywnym ruchem unosząc szklankę do ust. Starała się, by wszystko, co robiła i robi, było nienaturalne, a godne tytułu lalki. W tej chwili Esther najchętniej by ją wyśmiała, ale miała plan, by oszukać kobietę, i tego wolała się trzymać. Ciekawe, ile to będzie jeszcze trwało... ciekawe, kiedy przybyła kobieta zorientuje się w swojej pomyłce, sama, albo z inicjatywy Esther – wszystko jedno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Gru 14, 2017 4:26 pm

To było doprawdy dziwne! Po właścicielu ani śladu, sklep otwarty, a ta idealna lalka siedzi sobie na fotelu. Teraz Colette uderzyło dziwne, a zarazem nieprzyjemne uczucie. Jakby ominęła, jakiś ważny szczegół, który miała pod nosem. I to będzie ją kosztowało. Znacznie uważniej przyglądała się teraz otoczeniu, lecz w szczególności owej "kukiełce". Nie, nie, to się nie może dziać. Przecież wygląda, jak typowa laleczka. Tak delikatna, tak bezbronna... Dziewczyna przełknęła ślinę i poprawiła wolno ubranie istoty bez słowa. Zaraz usiadła na kanapie i wielce skruszona, zerkała na nią.
- P-Przepraszam. Naprawdę! Przepraszam, raz jeszcze! Nie chciałam Pani pomylić z kukiełką. Jest pani zła? Na pewno. Bardzo? O czym ja mówię, każdy byłby zły po czymś takim. Jakoś to naprawię! Odpracuje, lub cokolwiek...! Pozamiatać podłogę? Iść zrobić kolejną herbatę? Zrobić pranie? Poukładać rzeczy? Proszę o wybaczenie! Oh, wiem! Mogę pomóc pani ze sprzedażą! Przebrać się za lalkę? Roznieść wieść o sklepie? Pani uroda jest tak olśniewająca, iż pomyłka z lalką nie powinna być dziwna. To znaczy! Nie mam na myśli nic złego, bo one są piękne, tak jak pani!
Lekko przestraszona, próbowała się wydostać z tej sytuacji. Jednak, chyba tylko bardziej szła na dno. To nie był pierwszy raz, gdy Col popełniła tak wielki błąd. Czemu nie może być ostrożniejsza?! To było proste do odkrycia, bo żadna lalka nie siedziałaby sobie od tak na fotelu, popijając herbatę. Oczywiste! Oczywista oczywistość! Tylko pomarańczowooka mogła zrobić coś tak głupiego. Musi to jakoś wynagrodzić poszkodowanej właścicielce. Może zrobi dla niej maść, czy jakąś mieszankę z ziół? Jeszcze kilka lekcji od Rem i stanie się naprawdę w tym dobra. Chociaż, klienci ostatnio nie narzekali na produkty od Colette. Było ciężko. Chyba trzy razy, musiała powtarzać robotę. Koniec końców, udało się! Najważniejsza zasada, jaka tylko może być, to nie poddawać się! Z wielką niecierpliwością wyczekiwała odpowiedzi dziewczyny, patrząc przy tym na nią nieustannie. Nie mogła wyczytać z jej twarzy tego, na jakiej skali jest poziom zdenerwowania. Może w ogóle? Wtedy razem się pośmieją i zapomną o tej dość przykrej sprawie. W sumie, każdemu się mogło to zdarzyć! Nie?

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pon Gru 18, 2017 6:11 pm

Kobieta usiadła, zajmując tym samym miejsce na kanapie. A Esther poczuła na sobie jej spojrzenie. Tak, teraz już mogła zachowywać się normalnie, bo już zrozumiała, że do tamtej dotarło wreszcie, iż Esther to żadna lalka, tylko człowiek (a raczej wiedźma, ale to szczegół) z krwi i kości. Na dodatek właścicielka tego przybytku i lalkarka w jednym. Szesnastolatce (która wyglądała oczywiście na o wiele młodszą, ale to szczegół) aż uniosły się lekko kąciki ust, kiedy tamta zrozumiała, pojęła swój błąd. Dlatego wysłuchała jej wywodu z lekkim rozbawieniem. No bo mówiła w taki sposób, z taką tonacją głosu i używając takich słów, że trudno było się nie uśmiechnąć. Teraz tylko przełożyła nogę na nogę, odstawiła na stolik naczynie z dokończoną herbatką i uśmiechnęła się do niej tym samym uśmiechem, tyle że ten z czasem, z każdą narastającą sekundą stawał się coraz bardziej szeroki, aż w końcu od oblicza Esther zaczęło emanować ciepło. Kobiecie raczej trudno będzie tego nie zauważyć, chociaż... chociaż wszystko może się zdarzyć. Nie znała jej, no ale z drugiej strony nawet nie zastanawiała się nad tym. Teraz najważniejsze, by nowo przybyła wyzbyła się wyrzutów sumienia, by mogły na spokojnie porozmawiać. No bo na to właśnie liczyła Esther. Na rozmowę, bo lubiła gości i z nimi gawędzić. I mimo, że jej ostatni klient odszedł jej przybytku dość niedawno, zawsze chętnie przyjmowała u siebie różne osobistości, o, chociażby po to, by normalnie porozmawiać
- Nic nie szkodzi – złożyła palce dłoni w koszyczek i położyła na kolanie – Nie przejmuj się, każdemu mogło się zdarzyć. Lepiej powiedz, jak ci na imię i czego tu szukasz? – po tym ostatnim aż ugryzła się w język, bo to brzmiało dość pretensjonalnie, nie można zaprzeczyć. - No bo... no bo z jakiegoś powodu tutaj zawitałaś? – i znowu posłała jej ten swój nieśmiały uśmiech. Wywołując go na swoje usta, czuła się najlepiej, najpewniej, czuła się... po prostu sobą. Może to dlatego, iż sama była osobą nieśmiałą? Może tego teraz nie pokazuje po sobie... no ale coś musiała powiedzieć. Musiała powiedzieć to, co już powiedziała. Innej opcji nie było.
- A może chcesz zakupić którąś z moich lalek? Obejrzyj się dookoła – tu teatralnym gestem objęła wszystkie ściany, przykryte ciągnącymi się od podłogi aż po sufit półkami. Półkami, na których stały lalki, jej lalki, zajmując każdą wolną przestrzeń na półkach. – To co? A może chcesz się napić herbaty? – puściła do niej porozumiewawcze oczko – Mam różne: zieloną, chińską, czarną... a ostatnio zakupiłam owocową, jakiej nigdy nie piłam. Coś pysznego.


Ostatnio zmieniony przez Esther Rodriguez dnia Pon Gru 25, 2017 7:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Gru 19, 2017 4:52 pm

Nie była zła! O niebiosa i bogowie! To chyba szczęśliwy dzień, w którym Col nie wpadnie w żadne kłopoty. To wydaje się niemożliwe, fakt. Nie mów hop, zanim nie skoczysz... Czy jak to tam szło. Mniejsza. Właścicielka była bardzo miła i na dodatek chciała zrobić herbatę! Nie odmawia się w takich sytuacjach, ale z drugiej strony brązowowłosej naprawdę chciało się pić. Czuła, iż spędzi tu dużo przyjemnych chwil. Wnętrze budynku było strasznie przytulne. Rozsiadła się bardziej na kanapie z przyjaznym uśmiechem.
- Jestem Colette Lacroix! Zachowałam się w sposób bardzo nieodpowiedni, lecz zrekompensuje to pani. Mogłabym poznać też imię siedzącej obok mnie, bardzo oryginalnej lalki?
Powiedziała żartobliwym tonem. Odetchnęła bardzo głęboko, ponieważ udało się jej zapanować nad sytuacją. W miarę. Wszystko przed nimi!
- Oczywiście, przyszłam kupić jedną z twoich pociech! Taki plan był od początku. Z chęcią się napije owocowej herbaty! Skoro ją chwalisz, zaufam ci. Czuję, że na następne wizyty nie będę przychodziła tylko dla kukiełek. A dla kogo? To proste. Dla bardzo miłej właścicielki i herbaty! Mam nadzieję, że pozwolisz mi na takie odwiedziny? Musisz czuć się samotna, bez nikogo obok. Wypełnię tą pustkę swoją osobą. Masz moje słowo. Ciekawi mnie jedna rzecz... Jesteś ode mnie młodsza? Na to wygląda! Jednak, nic ci nie odbierze tego wielkiego uroku. Wiesz, nie każdy wygląda, jak prawdziwa lalka. Tylko ludzie z dużą urodą. Wierz mi na słowo! Hm... Ta istotka, która siedzi w oddali, wręcz mnie woła. Trudny wybór. Jest ich tu tak wieleee! A każda wykonana z jak największą starannością. Opowiesz mi o nich? Jak się je tworzy, jak je wymyślasz... Krok po kroku!
Mówiła bardzo podekscytowana, a oczy Colette lśniły. Zagapiła się i nawet nie zwróciła uwagi, iż przeszła z oficjalnego tytułu na "ty". Zdarza się, nawet najlepszym. Czekała grzecznie na odpowiedzi sprzedawczyni, w międzyczasie rozglądając się za idealną dla siebie lalką. Zdecydowała już na dobre. To miejsce będzie kolejnym, które pomarańczowooka zacznie nawiedzać. Jest możliwość, że nie dostanie zgody. Zawsze się można wprosić na siłę!
- Ubrania dla nich, to też twoja zasługa? No jasne, że tak! Naprawdę masz talent.
Dodała obdarzając dziewczynę ciepłym uśmiechem.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Gru 26, 2017 6:21 pm

- Na imię mi Esther. – teraz zmieniła nieco pozycję, zmieniając nogę. - Esther Rodriguez, konkretyzując. – wyciągnęła ku niej dłoń. Nieważne, czy dziewczyna odwzajemniła gest i ją ścisnęła, czy w ogóle do tego nie doszło, i tak wypowiedziała następujące słowa – Bardzo mi miło. – po jakimś czasie dodała: - A skoro zgadzasz się na wypicie herbaty, zaczekaj, zaraz zrobię... posiedzisz tutaj? – nawet nie czekała na odpowiedź. Ledwo wstała od siedziska, a już jej nie było. Colette pewnie nawet nie zauważyła momentu jej zniknięcia, Esther zrobiła to bardzo szybko i zwinnie. Ale, całe szczęście gość nie musiał czekać zbyt długo. Woda zagotowała się dość szybko, dlatego do pokoju już wkrótce zawitała osoba Esther, w swych małych rączkach dzierżąc dość sporawą tacę. Były tam dwie filiżanki z owocową herbatą (tak, Rodriguez zdecydowała że napije się jej jeszcze raz), z wypełnioną po brzegi cukierniczką oraz kilkoma plasterkami cytryny na malutkim talerzyku. Esther przytachała to wszystko z niemałym trudem, ale, całe szczęście udało jej się w końcu położyć tacę na stoliku i przysunęła ku Colette jedną z filiżanek.
- Nigdy nie piję herbaty z dodatkami. Nie stosuję miodu, cukru, cytryny i innych takich. – mówiąc to, drugą filiżankę przysunęła ku sobie – Sama uważam na dodatek, że owocowej herbaty w ogóle nie wolno dosładzać czy też przyprawiać cytryną, i nie chodzi tu tyko o mnie, tylko w ogóle o dobro smaku każdej owocowej herbaty... – podrapała się po przedziałku – ...no ale ty możesz mieć inne zdanie, co jak najbardziej szanuję i rozumiem. – uśmiechnęła się nieśmiało – To dlatego przyniosłam też cukier i cytrynę.
Esther uwielbiała jej słuchać. To był fakt niezaprzeczalny, no bo Colette mówiła tak dużo i z takim tonem i doborem słów, że lalkarka aż rozpływała się, słysząc ją, przyprawiając ją jednocześnie o niemałe rozbawienie – w sensie pozytywnym, rzecz jasna.
- Owszem – odparła, przysuwając sobie porcelanowe naczynie z herbatą do ust. - To wszystko moja robota. I jest mi naprawdę bardzo miło, że tak sądzisz. A co do tego, jak je robię, to cóż... musiałabyś przyjrzeć się, jak te tworzę. Naprawdę trudno jest mi to opisać, wybacz. – i ostrożnie postawiła z powrotem filiżankę na blat.
- A co do twojego wcześniejszego pytania... mam szesnaście lat. A ty? – dodała, kiedy już wypiła dobrą połowę herbaty. Ale i tak piła ją dość wolno. Z dobrymi herbatami po prostu się inaczej nie da, trzeba się nimi delektować, aż do ostatniej kropli. Tak też robiła, ale może to wina niewielkiej wielkości filiżanek, że wypiła aż tyle, wcale się nie spiesząc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Gru 27, 2017 2:49 pm

Colette powoli wzięła filiżankę i upiła odrobinę gorącego napoju, aby zaraz rozkoszować się owocowym smakiem. Esther miała rację, co do herbaty. Jednak, musiała sięgnąć po cukier i wsypać trzy łyżeczki. Gdy spróbowała po raz kolejny, tym razem była smakowita.
- Pewnie, gdybym nie była uzależniona od słodyczy wypiłabym herbatę bez niczego, ale niestety... Musiałam posłodzić, mimo to nadal smakuje wybornie. Esther? Wydaje mi się, iż gdzieś już słyszałam to imię. Może minęłyśmy się na mieście.
Mówiła starając sobie przypomnieć. Mniejsza, w międzyczasie pewnie wpadnie jej to do głowy. Słysząc niby propozycję padającą z ust dziewczyny, podekscytowanie Col od razu ponownie skoczyło, ku górze.
- Chcę zobaczyć! Jeśli, to nie byłby dla ciebie problem, to chcę bardzo popatrzeć na proces tworzenia ich! Nie ma co zwlekać, pokaż mi po herbacie. Tylko... szesnaście? W tym momencie poczułam się niesamowicie staro! Jak to się stało, że mam już dwadzieścia trzy lata?! Zdecydowanie, coś przegapiłam. Coś? Wieleee! Trzeba to jakoś nadrobić. Wpierw, obserwowanie ciebie przy pracy. Oj tak, to będzie mój pierwszorzędny cel!
Co jakiś czas unosiła naczynie do ust, aby zrobić łyk. Koniec końców, będzie musiała wybrać do domu jakąś lalkę. Decyzja naprawdę nie zapadanie szybko. Im dłużej siedziała w tym miejscu, tym większe niezdecydowanie ją nachodziło. Starała się rozegrać to niczym, bardzo niezależna i twarda kobieta, ale... marnie to szło. Z chęcią przygarnęłaby wszystkie kukiełki. Mało tego, kupowałaby coraz nowsze od Esther! Nikt nie mógłby ich mieć, oprócz pomarańczowookiej. Pytanie tylko, gdzie by je pomieściła? Poustawiałaby je pośród ziół i wkurzyła tym samym Rem. Cóż, to dla wyższego dobra! Bądźmy szczerzy, ta mała pracoholiczka nawet nie zauważyłaby zmiany w domu. Więc, czy kupić wszystkie okazy? Raczej nie byłoby ją stać. Chociaż...

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Gru 28, 2017 6:17 pm

(Nie mam pojęcia jak się robi lalki z porcelany, więc zaimprowizowałam. XD )

Kojarzy jej imię? Sądzi, że widziały się już wcześniej? Po plecach Esther przeszedł nieprzyjemny dreszcz. No bo... no bo to bardzo możliwe, lalkarka o tym nie wiedziała bo zapomniała, co w jej chorobie jest przecież normalne. Więc o co chodzi? Po prostu nie chciała, by jej gość dowiedział się o przypadłości Esther. Mogłoby to, przykładowo wywołać u tej starszej wielką falę współczucia, której lalkarka raczej przyjąć by nie chciała. Nie lubiła, jak inni się nad nią litują. W sumie, jest takich osób wiele, naprawdę wiele. Czemu więc jej się tu dziwić?
Ucieszyła się, że teraz przeszły do innego tematu. Esther uśmiechnęła się ku niej kącikiem warg.
- No dobrze, jeśli tak bardzo tego chcesz... No to okej, jak dopijemy herbatę, zaproszę cię do mojej pracowni i pokażę, jak to się robi. – odchrząknęła cicho – W sensie, jak się robi lalki, oczywiście.
Tak więc, dziewczęta dalej delektowały się gorącym napojem. Esther zauważyła nieomylnie, że jej gościowi ta herbatka bardzo przypadła do gustu. Co prawda piła ją z cukrem, czego lalkarka niezbyt rozumiała... przecież w ten sposób Colette niszczy aromat naparu! Tak, Esther nie rozumie tego i pewnie nigdy nie zrozumie. No ale cóż, są gusty i guściki.
Kiedy była już zupełnie pewna, że nie tylko ona sama, ale również Colette dokończyła swoją herbatę, wstała i złapała ją znienacka za nadgarstek i pociągnęła, by jej gość wstał. I zaczęła biec, wciąż ją za sobą wlokąc, i chichocząc przy tym pod nosem. Trochę jak dziecko, którym w środku rzeczywiście nadal była.
Teraz dziewczęta stanęły przed jednymi z wielu drzwi. Esther z kieszeni sukienki wyciągnęła niewielki kluczyk i, włożywszy go do dziurki, przekręciła, a drzi otworzyły się, ukazując pracownię lalkarską Esther. Puściła ją przodem, a sama weszła jako ostatnia, zamykając ostrożnie za sobą drzwi, ale nie na klucz.
- Tutaj – wskazała palcem na półkę z kostkami porcelany – Trzymam zastygłą porcelanę. – wzięła jeden bloczek, rozpaliła ogień w kominku i włożyła go do garnuszka wiszącego nad ogniem. - Trzeba zaczekać, aż się trochę roztopi, ale nie do końca, by dobrze się wyrabiało i żeby nie było zbyt gorące.
Po jakimś czasie wyjęła ogrzany twór i położywszy na roboczym stoliku, zaczęła formować kulkę. Robiła to wszystko tak, by Colette mogła się temu przyglądać. Wyszczególniła policzki, oczy, nos, uszy... i inne cechy głowy. Odłożyła na bok i z reszty zaczęła formować coś, co wyglądało na tułów. To też odłożyła, potem z reszty uformowała coś, co wyglądało na cztery krótkie kije. I te powoli, w jej drobnych dłoniach zaczęły przybierać konkretny kształt: dwie rączki oraz dwie nóżki, z wyszczególnionymi palcami, dłońmi, stopami...
- A teraz – podeszła do koleżanki i uśmiechnęła się miło – Trzeba poczekać, aż to wszystko zastygnie. Potem będziemy przyklejać do siebie poszczególne części.
Po upływie pewnego czasu sięgnęła z półki klej w niewielkim słoiczku oraz pędzelek i zaczęła czynić to, o czym ostatnio mówiła. Poczekała chwilę, aż podniosła lalkę i podała Colette do rąk.
- No i gotowe – uśmiechnęła się nieśmiało – To co? Roztapiamy kolejną porcję porcelany i chcesz spróbować sama? – poklepała ją po ramieniu – Nie martw się, jeśli coś ci nie wyjdzie. Jeśli coś źle zrobisz, zawsze możemy to, co ci nie wyszło roztopić ponownie i poddać kolejnej próbie. – spojrzała uważnie w jej oczy – To jak? Podejmujesz się zabawy? No bo to w istocie jest niezła zabawa, porcelaną, trochę jak plastelina. I naprawdę nie przejmuj się, jeśli coś albo wszystko ci nie wyjdzie. Naprawdę.
I oczekiwała odpowiedzi. Nawet, jeśli ta przyszła automatycznie. Oparła się bokiem o jedną z półek, ale była uważna, dzięki czemu nic nie strąciła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Gru 30, 2017 9:30 pm

Będzie miała okazję zobaczyć proces tworzenia. Czy może być coś lepszego? W tym momencie, raczej nie. Herbata była wyborna, a to co czekaj ją zaraz będzie znacznie wspanialsze. Grzecznie podążała za Esther, gdy zaczęły podążać w kierunku pracowni. Pierwszy raz będzie miała okazję zobaczyć pracę lalkarki, bo przedtem nie trafiła się żadna okazja. Miała rację, kolejny dzień zawsze przynosi nową przygodę! Z wielką uwagą słuchała tłumaczenia dziewczyny i przyglądała się, tak bardzo, jak nikt inny. Widać było, iż młode dziewczę lubiło to robić. Nie trudno było dostrzec w jej oczach uczucie, jakim darzyła kukiełki. Po jakimś czasie, mogła w końcu dotknąć i potrzymać ukończone dzieło. Podniosła twór ku górze, dotykając przy okazji wszystkie co ją ciekawiło. Słysząc propozycję, serce Colette zaczęło skakać w górę i dół. Oszalało z radości.
- Taaaaaaak! Zróbmy to. Postaram się wykazać, choć mogę zawieść. Nieważne, dam radę! Poprosiłabym o wiele wskazówek, bo nie chcę czegoś zepsuć. Mam pomysł! Postaram się zrobić najlepszą lalkę, jaką tylko potrafię, a potem dam ci w prezencie. Wiem, nie jest to zbyt dobry pomysł, ale chcę, byś pamiętała o mnie i moich odwiedzinach, co jakiś czas. Może często... Może, może!
Rzekła wesoło i zdjęła płaszcz, kładąc go gdzieś dalej. Będąc już w samej koszuli, podciągnęła rękawy w górę i sięgnęła po zastygłą porcelanę. Postępowała tak, jak robiła to Esther. Rozpaliła ogień, potem włożyła zastygniętą masę do garnuszka.
- Gotowanie z Colette! A bardziej tworzenie! Mając od ciebie wszystkie wskazówki, nic mi nie straszne. Zrobię dla ciebie piękny prezent... Porcelana!
Wyjęła ją w ostatnim momencie i odetchnęła głębiej. Nie chciałaby podpalić domu dziewczynie. Zdecydowanie, nie widzi się Col zniszczenie jedynego dobytku jakiemukolwiek człowiekowi, byłoby bardzo źle.
- Czas na formowanie! Mam nadzieję, że nie zrobię potwora, lub innego bożka nieszczęścia... zła. Nie, na pewno, nie. Patrz i podziwiaj, jak dzięki moim dłoniom budzi się do życia nowy członek rodziny!
To wcale nie było łatwe. Wyglądało prosto, gdy robiła to mistrzyni. Nawet trzeba było włożyć w to siłę, ale czego innego można było się spodziewać? Każda praca jest wymagająca, a ta dwa razy bardziej.
- O dziwo, j-jakoś mi idzie...! Wygląda na to, że nie będzie miała palców, ale na co one komu! O, o, albo zrobię jej szczypce! Skrzydła? Nie ma nigdzie mowy o tym, by była normalna. Coś się dzieje... Ona... Będzie... Ideałem...!
Pomarańczowooka mówiła niczym szaleniec, który tworzył życie. Twór przypominał typową lalkę, mniej czy bardziej, ale przypominał! Wiedźma przygryzała dolną wargę, starając się połączyć ze sobą każdy element.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Gru 31, 2017 4:45 pm

Słysząc kolejną porcję podniecenia z ust Colette, Esther zaśmiała się. Ale nie tak, jak można pomyśleć, bo jej śmiech był uroczy i sympatyczny. W sumie chyba zawsze taki był. Ale zaśmiała się nie tylko z tego podniecenia. Chodziła tutaj również o to, że Colette powiedziała, że wyrobiony przez nią już niedługo twór da Esther w prezencie. Ta ostatnia była nauczona, że raczej nie zdradza się takich rzeczy. Że prezenty powinny być raczej niespodzianką. No ale nic, każdy może w tej kwestii czynić tak, ja mu się podoba. Nie ma żadnych barier, obowiązujących wytycznych.
Esther uważnie przyglądała się ruchom dłoni koleżanki, od czasu do czasu dając jakąś wskazówkę.
- Dobrze by było, gdybyś dała swojej lalce, głównie jej twarzy jakieś ślady charakterystyczne. Grubsze wargi? Płaski nos? Bo widzisz, ja zawsze tak robię, by moje lalki były różnorodne i dzięki temu moi klienci mieli w czym wybierać.
Teraz odniosła się do jej ostatnich słów, mówiąc że będzie jej niezmiernie miło, jeśli zaiste Colette odwiedzi ją jeszcze kiedyś, i to nie jeden raz. Bo to była szczera prawda, Esther bynajmniej nie kłamała, by tylko uczynić jej przyjemność. Prawda, klienci pojawiali się i znikali, lecz jakoś rzadko kto zostawał z nią tak długo, długo rozmawiał, aż tworzyła się swego rodzaju więź. No bo racja, tworzyła się, nawet, jeśli dziewczęta niezbyt zdawały sobie z tego sprawę. No ale nic. Esther dalej przypatrywała się jej robótce, nadal co jakiś czas dając jej jakąś cenną wskazówkę.
- Możesz jej dorobić cokolwiek zachcesz – lalkarka przeszła do drugiego z końców stołu – A i palce nie są konieczne. Nie musi to być przecież dzieło sztuki, chodzi o to, byś się trochę zabawiła i zdobyła na boku jakąś nową umiejętność. – i uśmiechnęła się do niej. Wciąż bacznie ją obserwując. I ponownie oparła się o półkę, tę samą, co wcześniej. I czekała na kolejną "przemowę" Colette, bo nie da się ukryć, że Esther bardzo lubiła słuchać, jak tamta mówi. Polubiła jej ton głosu, polubiła, że tamta gadała zazwyczaj jak nakręcona. To wywoływało radość u lalkarki, tak wielką, że wszystko, cała rzeczywistość w jej oczach stawała się jaśniejsza, bardziej barwna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Pon Sty 01, 2018 8:48 pm

Wolna ręka, odnośnie tworzenia kukiełki. Więc, trzeba było to wykorzystać, jak najlepiej! Nie wiedziała czemu, lecz jedno oko znajdowało się niżej, niż drugie. Zdecydowanie za nisko. Usta również nie wyszły za dobrze, ponieważ zrobiła im strasznie długi uśmiech. Powoli przypominało to, jeden z sennych koszmarów. I tyle wystarczyło, by i Col lekko się przestraszyła. Zaraz się naprawi! Najciekawszym elementem dzieła, były rogi na głowie. Jak to się stało? Tego to nawet wiedźma nie wie. Wszystko poszło nie tak, jak powinno! Miało wyjść słodko i rozkosznie, wyszło strasznie i paraliżująco.
- Um... Czegoś tu brakuje. I o dziwo, nie chodzi mi o płaski nos, czy większe wargi. Mamy tu spory problem. Moja lalka... Wygląda, jak talizman przynoszący nieszczęście. Spokojnie, dodamy jej tooo... Proszę bardzo, sama postawiłabym to u siebie. Na pewno, nie przynosi pecha! Samo bogactwo i pomyślność. Pewnie. Może. Jestem pewna. Sto procent doskonałości.
Próbowała przekonać samą siebie do swego dzieła, lecz nijak to szło. Była przy tym uparta, a jak! Przynajmniej, miała nogi. Może nie posiadała palców u rąk, czy łokci, ale trochę pracy i Colette zostanie kolejnym mistrzem w tego typu rzeczach. Ktoś śmie wątpić?! Niech się wstydzi, bo nawet ten mały koszmarek na stole jest cudem.
- Wiesz, nie obrażę się, jeśli owa rzecz trafi do piwnicy, albo innego zamkniętego pomieszczenia. Tam, gdzie nie dociera słońce, ani ludzki wzrok. Oczywiście, może jakimś cudem ci się podobać, wtedy to co innego...! Naprawdę się starałam dla ciebie. No popatrz! Może jej czar nie działa na pierwszy rzut oka, lecz z biegiem czasu zaczyna. Widzisz tą chęć do życia bijącą od niej? Nie da się tego pominąć, zdecydowanie...
Powiedziała Col unosząc w dłoniach twór. Sama przyglądała się mu uważnie i nie widziała nic, oprócz chęci siania chaosu na świecie. Trzymała mocno diabelską rzecz, bojąc się przy tym o to, iż lada moment się wyrwie i ucieknie w świat. To byłoby coś o wiele gorszego, niż stłuczenie talerzyka. Oj tak. Wszystko stanęłoby w płomieniach. To byłby koniec. Uśmiechała się niewinnie do Esther, zerkając czasem na upiora.
-Myślę, że da się ją polubić. Wystarczy zamknąć jedno oko, potem drugie... O! Wtedy jest doskonała. Ugh, mogę spróbować stworzyć kolejny prezent, tym razem postaram się o jakieś zwierzątko, które nie będzie tak przerażające.
Stwierdziła z zamkniętymi oczętami. Ten sposób rzeczywiście działał! W wyobraźni, lalka osiągnęła szczyt piękna. Brutalna rzeczywistość uderzyła tylko, gdy uniosła powieki. Poległa z tworzeniem, na całej linii!

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Sty 02, 2018 7:14 pm

Esther dalej przyglądała się robocie i od razu widziała, że to żadne dzieło sztuki na pewno nie będzie, ale jak na pierwszy raz Colette szło całkiem dobrze. Szkoda tylko że lalka miała rogi. Nie da się ukryć, że lalkarka nie rozumiała, czemu Colette je zrobiła, nie wiedziała też, jak to zinterpretować.
- Nie martw się, jeśli nie jesteś zadowolona, zawsze możemy stopić porcelanę i zrobisz coś z niej od nowa – uśmiechnęła się ku niej sympatycznie. Lubiła uczyć, nawet jeśli nie we wszystkim była dobrą nauczycielką. Ale w tym przypadku było inaczej, w końcu jest zawodową lalkarką, więc jej nauki, zwłaszcza względem nowicjusza jakim była Colette, są jak najbardziej na miejscu.
No i ta ostatnia zaczęła znowu gadać jak najęta, co Esther bardzo się spodobało. Oparła się ponownie o tę samą półkę, co wcześniej, i słuchała, wyłapując niestety tylko poszczególne fragmenty wypowiedzi swojego gościa. Trochę głupio tak nie do końca słuchać kogoś, kogo gości u siebie. Kogoś, kto jest ewidentnie zainteresowany zakupem jednej z lalek Esther, kogoś, kto powoli, pod okiem profesjonalistki, jaką była szesnastolatka, uczy się formować porcelanę i tym sposobem tworzyć lalki.
- To jak będzie? – uniosła nieznacznie lewą brew ku górze, ale była uśmiechnięta, by Colette czasem nie odczytała źle intencji młodszej z dziewcząt – Robisz ją dalej? Chcesz roztopić i spróbować ponownie? A może wolisz to na razie zostawić, i pójść do salonu by coś zjeść? – poklepała ją lekko po ramieniu – Pewnie od tego wszystkiego musiałaś nieźle zgłodnieć, a ja w kuchni, w garnku mam pyszną, pieczarkową zupę. Mam nadzieję, że lubisz. – nie nalegała. Czekała na odpowiedź bądź jakąkolwiek inną reakcję ze strony koleżanki. Bo chyba można już powiedzieć, że są koleżankami, prawda? No, może trochę jeszcze im do tego brakuje... no ale są na dobrej drodze, to fakt niezaprzeczalny. A Esther miała szczerą nadzieję, że ich relacja rozwinie się. Przynajmniej będzie miała dzisiaj wieczorem czym podzielić się ze swoim nieśmiertelnym zeszytem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sro Sty 03, 2018 5:20 pm

- Nie, nie, nie. Nie mogę pozwolić zniszczyć mojego pierwszego dziecka. Kim bym była, gdybym się tego dopuściła!
Odparła stanowczym tonem, dalej pracując. Starała się bardzo. Niby to tylko porcelana, lecz dla Col było to, niczym żywa istota. Już miała dla niej imię. Wyobraźnia wiedźmy, czasem przekracza granice. Przekonał się o tym każdy, kto miał styczność z Colette. Niektórzy nie znosili tego za dobrze i ganiali za nią. Gadulstwo, o dziwo wcale nie pomagało. Co gorsza, czasem straszyli ją tymi bestiami, które hodują. Bardzo niemili ludzie.
- Nie zostawię jej. Jeśli teraz wsz... Pieczarkowa? Powiedziałaś pieczarkowa zupa? To diametralnie zmienia sytuację i jestem zmuszona skończyć pracę, na teraz. Nie ma co, gdy pojawia się opcja skosztowania tak smacznego dania, to czas na odpoczynek. Wydaje mi się, że pokocham twoje potrawy!
Rzekła i szybko odłożyła wszelkie rzeczy. Ulubiona zupa Col, znajdowała się w garnku Esther. To nie może być przypadek. Coś tu jest na rzeczy, tylko jeszcze dziewczyna nie doszła co. Pamięta, gdy zjawiała się w jadalni dziesięć minut przed obiadem, by rozkoszować się zapachem. Matka zawsze była zaszokowana, błyskawicznym pojawieniem się Col. Przecież ta zupa, to istne dzieło sztuki. Nie ma lepszej od niej.
- Jak to zrobiłaś? Potrafisz magicznie przeglądać wspomnienia innych? Trafiłaś w dziesiątkę, jeśli chodzi o jedzenie. Moja ulubiona zupa. Nie tylko lubię, ja ją kocham! Pierwsze spróbowanie i wiedziałam, że to jest to. Nie ma czekać! Chodźmy. Coś tak pysznego, nie może się marnować.
Skierowała się wraz z młodszą dziewczyną do kuchni. Podskakiwała sobie, a gdy dotarły na miejsce, miała okazję porozglądać się. Pomieszczenie nie było duże, ale za to jakie ładne. Idąc tym tropem, kuchnia Colette jest... ciasna, gdy wejdą trzy osoby. Na całe szczęście, tylko pomarańczowooka tam gości i może ustawiać sobie wszystko po swojemu. Inaczej ma się sprawa z ziołami. Wiszą wszędzie, nawet na suficie! Kto je zawieszał? Tak, ona. Gdy zabrała się za to Remilia, to zajęło dwa dni powieszenie dwóch gałązek. Coś niesamowitego. Jak można być tak wolnym? Mniejsza, teraz liczyła się zupa!

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Sty 07, 2018 12:20 pm

Esther doskonale rozumiała dziewczynę. W sumie, gdy tworzyła lalki, albo kiedy jedna z nich była gotowa, darzyła je wielkim uczuciem, takim, jakim matka obdarza swoje dziecko. No bo przecież twór artysty zawsze będzie dla niego czymś szczególnym. Może to dlatego Esther zawsze było smutno, gdy sprzedawała komukolwiek jakiś swój porcelanowy twór? No ale z czegoś żyć musiała i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Życie wymaga wyrzeczeń. Za to ogromnie się cieszyła, gdy kolejna lalka zajmuje miejsce na półce, w miejscu gdzie stała taka, którą niedawno sprzedała.
Esther uśmiechnęła się promiennie na jej kolejne słowa. A więc lubiła pieczarkową. Co prawda lalkarka nie mogła od początku wiedzieć, że, planując jaką zupę ugotuje, uszczęśliwi swojego gościa. Tak więc, wyszło na dobre.
- Haha – roześmiała się sympatycznie – Nie wiedziałam naprawdę, że uwielbiasz pieczarkową. Po prostu... – podrapała się po przedziałku – ...po prostu dawno jej nie gotowałam i uznałam, że dobrze będzie ją przyrządzić, bo po prostu się za nią stęskniłam. – po części kłamała, po części mówiła prawdę. Ale nie to było teraz ważne. Istotniejsze było to, że Colette aż nie mogła się doczekać skosztowania swojej ulubionej zupy.
A skąd Esther mogła wiedzieć, że sama dawno jej nie jadła? Po prostu coś tak czuła. Gdzieś we własnym wnętrzu. Że sama dawno nie skosztowała pieczarkowej. Proste.
- Porcelana przez ten czas może wystygnąć... i może nie być już zdatna do użytku, no ale wystarczy jak potem polejemy twój twór ciepłą wodą i wszystko powinno być w porządku – uśmiechnęła się ku niej nieśmiało.
Tak więc, dziewczęta ruszyły kierunku kuchni, mijając korytarze, aż w końcu weszły pod schodach i przeszły przez jedne z kilku drzwi. Esther, podobnie jak to było wcześniej z pracownią lalkarską, przepuściła swoją aktualną towarzyszkę, a nawet potencjalnego klienta. Tak czy owak, dziewczęta były już w kuchni, a Esther podgrzała zupę w kociołku nad ogniem, podobnie jak wcześniej uczyniła w pracowni, tyle że teraz to, co musiała podgrzać, było zupełnie czymś innym.
- Chwilę musimy poczekać – oznajmiła i oparła się, podobnie jak to było wcześniej, tyle że tym razem tym obiektem była goła ściana. W końcu, po paru minutach Esther zgasiła ogień, wzięła wazówę, dwa głębokie talerze i do każdego nalała zupę.
-Eee... – zaczęła się poważne zastanawiać, ale uznała że najlepiej zrobi, jeśli sama się zapyta Colette o zdanie – Gdzie jemy, tutaj, w salonie, albo... albo w jeszcze innym miejscu? – przechyliła głowę na lewy bok. Z racji że zazwyczaj posiłki jada sama, robiła to tu, w kuchni. No ale teraz było inaczej. Teraz miała gościa. - Bo jeśli wolisz salon, mogę wlać z powrotem zupę do garnka, wziąć talerze, łychę, łyżki i wlać nasze porcje na dole... – chwila pauzy – Wiesz, tak będzie łatwiej, nic nam się nie rozleje, nie będziemy musiały ostrożnie nieść zapełnione talerze przez schody... – spojrzała na nią rzeczowo i oczekiwała jakiejkolwiek odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Sty 07, 2018 8:30 pm

Czyli nic nie było stracone. Porcelanę da się ponownie włączyć do użytku, więc Col nie będzie musiała robić wszystkiego od nowa. Cóż za dobra wiadomość! Gdy zje, wróci do pracy ze zdwojoną siła i nic nie będzie w stanie jej zatrzymać. Po pieczarkowej zupie zyska nowe moce, dzięki którym wyjdzie kompletne arcydzieło. Będzie próbowała, aż w końcu się uda. Zdrowe podejście, co jest zaskakujące u brązowowłosej. Zwykle wpadłaby już w jakieś kłopoty. Nie, nie chce się zmieniać. Nic z tych rzeczy, choć może zmiany nadejdą same. Pewnie taka kolej rzeczy. Potrząsnęła lekko głową z zamiarem odepchnięcia tych uporczywych myśli.
- Jeszcze zobaczysz Esther! Wykonam piękną lalkę specjalnie dla ciebie. Wtedy nawet rogi na głowie nie będą problemem! Tylko muszę popracować nad tworzeniem nóg i rąk. Przydałoby się i twarzy... Poradzę sobie! Dzięki twoim wskazówkom, uczę się znacznie szybciej.
Wyznała, po czym pokazała dziewczynie kciuk uniesiony w górę. Może powinna robić notatki? W sumie, słuchanie jest lepsze. Szczególnie, gdy ktoś ciekawie opowiada. Obecna nauczycielka robiła to wyśmienicie i za nic Colette by nie chciała jej zmieniać. Czekała grzecznie na to, aż posiłek się zagrzeje. Nagle dotarło do uszu wiedźmy pytanie o miejscu w którym mogą zjeść. Rozbawiła ją delikatnie, wręcz paniczna reakcja właścicielki.
- Spokojnie, spokojnie... Chomik! Jesteś mała i słodka, niczym chomik! Teraz mnie to uderzyło. Myślałam, jakie to zwierze idealnie do ciebie pasuje. Odpowiedź jest tak prosta, że nie zauważyłam od razu!
W sumie, nie było lepszego porównania. Trzeba mieć teraz nadzieję, że Esther się o to nie obrazi i nie wyrzuci Col przez okno. To miało mieć pozytywny wydźwięk! Nie było w żaden sposób nacechowane agresją, czy negatywnym znaczeniem.
- Em... Zostańmy w kuchni. Nie ma sensu tego nigdzie nosić, poza tym tu jest dobrze. Pasuje mi. Powinnam być ci dozgonnie wdzięczna za tak miłe traktowanie mnie! Przybędę z pomocą, jeśli kiedykolwiek nawiedzą cię problemy. Możesz na mnie liczyć i mi zaufać, śmiało!
Rzekła wesołym tonem, aby zaraz podejść do niej i wziąć w dłonie talerze. Postawiła je na stole, wykonując przy tym gest "zapraszam". Sama siadła po chwili na krześle. Czekała na moment w którym Est się dosiądzie i da łyżkę. Zaciągnęła się zapachem znad naczynia, a radość podskakiwała w środku pomarańczowookiej.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Sty 09, 2018 8:16 pm

Na jej słowa, Esther roześmiała się sympatycznie.
- Wierzę ci, wierzę – ale, mimo swojego usposobienia, tak naprawdę było inaczej (chociaż  nie do końca). Jakoś nie chciało jej się wierzyć, że lalka Colette będzie w ogóle ładna. Oczywiście, nie powie jej tego nigdy, tak samo jak nie uwierzy, że pomyślała o niej w podobny sposób. Bo myślała tak podświadomie. Gdyby to do niej w pełni dotarło, byłaby na siebie zła. Naprawdę wściekła. Zawsze i wszędzie myślała o ludziach w pozytywny sposób. Może dlatego, że porównywała ich do własnej osoby, a wiadomo, że miała zdecydowanie zaniżone poczucie własnej wartości? Tak czy owak, miło jej się na duszy zrobiło, gdy usłyszała z ust tamtej, że jej wskazówki są cenne. No ale jak miałaby ich jej nie dawać? No jak? Nie miałaby serca, gdyby nie chciała pomóc koleżance, która ewidentnie bardzo chce nauczyć się tworzyć lalki. Z porcelany oczywiście. I ponownie zrobiło jej się ciepło w środku, gdy usłyszała swoje przezwisko (po raz pierwszy, chyba że... chyba że było inaczej, tyle że ona tego, z powodów dość oczywistych, nie pamiętała?), które, tak, to trzeba przyznać, było doprawdy urocze. Esther, z bananem na twarzy, powiedziała jej (za pomocą mimiki twarzy), że to bardzo miłe i urocze przezwisko. Bo tak zaiste było, tak właśnie sądziła. Fakt, nie odpowiedziała na "chomika" słowami, jednak mimika jej twarzy musiała być bardzo wymowna.
- W porządku – odchrząknęła – Tak więc, zjemy tutaj. – jeszcze chwila krzątania i dziewczęta już siedziały przy stole, zajadając się zupą pieczarkową. Esther jadła wolno, najwolniej jak tylko się da. Po prostu chciała się delektować tym smakiem, którego od dawna nie kosztowała. A przynajmniej tak jej się zdawało... z jej chorobą, amnezją dysocjacyjną nigdy nic nie wiadomo – zwłaszcza, że amnezja Esther była nietypowa, to fakt niezaprzeczalny.
- Może chcesz nieco przyprawić zupę? – spytała zaraz potem, gdy kolejna porcja strawy wypełniła jej żołądek, rozgrzewając go. - Śmiało, jeśli nie jest zbyt mocno przyprawiona, śmiało możesz mi o tym powiedzieć. Mam przyprawy, i to naprawdę różne. – mówiąc to, gestem dłoni wskazała na ścianę, gdzie powieszonych było naprawdę wiele woreczków. Colette mogła się domyślić, co w nich jest, bo to jak najbardziej oczywiste.
Teraz postanowiła odpowiedzieć na to, co Colette powiedziała ostatnio. Była tak zajęta przygotowywaniem stołu do posiłku, że zupełnie o tym zapomniała.
- Dziękuję, będę pamiętała że mogę na ciebie liczyć. - i uśmiechnęła się ponownie. Ah, który to raz podczas tego spotkania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Czw Sty 11, 2018 1:36 pm

Po minie właścicielki mogła śmiało wywnioskować, że przezwisko pasowało. Co więcej, nie dałaby rady ukryć tak wielkiego uśmiechu. Na początku, Col obawiała się, iż Esther zareaguje dość nerwowo. Jak bardzo się myliła! Przecież, od samego początku była dla niej miła i nawet wybaczyła tą pomyłkę. Skoro miała się tu pojawiać częściej, to nie zaszkodzi, jak przyprowadzi ze sobą któregoś dnia Rem. Jest pewna, że dogadałyby się. Takie wewnętrzne przeczucie, którego nie da się wytłumaczyć.
Pierwsza łyżka zupy i już wszystko było wiadome. Podniebienie czarownicy znalazło się w niebie. Nawet nie przypuszczała, że tak bardzo brakowało jej tej potrawy. Tyle wspomnień na raz...
- Przepyszna! Dokładanie taka, jak za dawnych lat. Masz talent. Przyprawy? Nie ma mowy! To tylko zepsułoby smak. Co prawda, lepiej doprawiać jedzenie, by ten smak wzmocnić, lecz w tym przypadku jest idealny. Sama zazwyczaj dodaję zioła, choć najwidoczniej lepiej się z tym hamować przy niektórych potrawach.
Odparła z lekkim zamyśleniem, ale kontynuowała jedzenie po chwili. Przesadzała z doprawianiem? Remilia nigdy nie narzekała. O nie, albo nie chciała robić przykrości Colette. Nie, nie, nie ma mowy! Jej twarz zawsze wyrażała same pozytywne odczucia przy spożywaniu posiłków od pomarańczowookiej. Zdecydowanie musi nad tym bardziej pomyśleć. Lada moment skończyła jeść i uśmiechnęła się szeroko, zerkając na Esther.
- Dziękuję! Potem liczę na dokładkę, bo na razie mi starczy. Tak poza tym, następnym razem to ja przyniosę obiad. Przyrządzę to, na co będziesz miała ochotę. A więc, jaka jest twoja ulubiona potrawa? Wiem już, że przepadasz za herbatą. Mogę postarać się też o jakieś ciastka! Słyszałam o legendarnym przepisie na ziołowo-czekoladowe, ale to wymagałoby poszukiwań. Krąży pogłoska o tym, iż przepis jest ukryty w jaskini. Zawsze można zaryzykować i wyruszyć na przygodę! To nie pierwszy taki przypadek. Dużo ciekawych i smakowitych rzeczy zapisanych na kartkach jest poukrywanych.
Powiedziała, a oczy brązowowłosej zaczęły błyszczeć. Dawno już nie wyruszała na żadną przygodę. Odkąd osiedliła się w Wishtown jest spokojnie. Za spokojnie! Czas trochę powęszyć i kto wie, nawet zdobyć skarby. Nie musi być to koniecznie złoto, czy magiczny miecz. Tak!
- Chomiku! To znaczy... Esther-chomiku! Czy będziesz chciała mi towarzyszyć podczas różnych wypraw? Co prawda, ktoś tam jeszcze do nas dołączy, aleeee... Będzie mi niezmiernie miło mieć cię u swego boku. Będziesz miała okazję znacznie bardziej mnie poznać, zresztą ze wzajemnością! Choć nie jestem zbyt trudna do rozgryzienia...
Zaśmiała się niewinnie. Wiedziała, że nie posiadała skomplikowanego charakteru, jak co niektórzy. Mówiła to, co powinna przemilczeć i przemyśleć. Częściej wpadała przez to w kłopoty, ale były i dobre strony. Mało, bo mało. Były i to najważniejsze.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Sob Sty 13, 2018 4:13 pm

Ah, jak się ucieszyła słysząc, że zupa smakuje Colette! Obserwowała ją i wyraz jej twarzy oraz to, jak zupa szybko znikała z jej talerza. Kiedy obie już skończyły spożywać strawę, która smakowała obu dziewczynom, ale chyba bardziej smakowała Colette, Esther oparła się wygodnie o oparcie swojego siedziska. Zbyt wygodne i ładne to ono nie było, no ale czemu się dziwić? Nie były na dole, a w kuchni, gdzie Esther głównie przyrządza potrawy. Ładniej i wygodniej było piętro niżej, no bo niżej przecież przyjmuje gości, więc pierwsze wrażenie musi być okazałe, taki delikwent lepiej patrzy na Esther, co w pewnym stopniu przyczynia się do zakupu jednej z lalek.
Słysząc kolejne słowa Colette, lalkarka zaśmiała się uroczo pod nosem. Ale... był pewien problem, bo naprawdę nie wiedziała, jaka jest jej ulubiona potrawa. Może to przez jej amnezję, może dlatego, że nie miała zbytnio wybrednego gustu? Przez chwilę milczała, zastanawiając się nad odpowiedzią, aż w końcu wymyśliła odpowiedź idealną, tak bardzo pasującą na zaistniałą sytuację.
- Cóż – wstała by zabrać ze stołu naczynia pozostałe po posiłku, czyli dwa talerze i dwie łyżki – Powiem to tak. Ugotuj to, co ci wychodzi najlepiej. Nie jestem wybredna. Chętnie poznam się nieco na tobie od tej strony. Od strony gotowania. – zebrawszy to wszystko, zaniosła do zlewu, gdzie, dzięki wodzie stojącej w wielkim wiadrze, umyła (bardzo starannie, więc robiła to dość długo) talerze oraz łyżki. Prawie nie było pozostałości, gdyż Colette wyskrobała łyżką wszystko, całą zupę aż do ostatniej kropli, za co Esther była jej dozgonnie wdzięczna. Nie powiedziała tego na głos, bo wiedziała że robić takich uwag, nawet jeśli to była uwaga pozytywna, wręcz chwaląca, po prostu nie wypada. Chociaż Esther nie zawsze miała wyczucie, co wypada, a co nie. Ale... nie można powiedzieć, że tych złych reakcji było u niej więcej.
Nie wiedziała, jak zrozumieć jej kolejne słowa. Nabiera ją? A może wręcz przeciwnie (w sumie, Esther z natury była raczej łatwowierna)? A może to miało jakiś ukryty, przynajmniej dla samej lalkarki, podtekst? Tak czy owak, zignorowała słowa o jaskini i w ogóle, uznając, że dobrze czyni.
A co do słów Colette, gdzie była mowa o jakichś wyprawach, Esther, słysząc je zrobiła wielkie oczy. I do głosu doszła jej naiwność, chociaż może nie do końca, bo może Colette mówi prawdę... Dlatego lalkarka spojrzała w jej oczy, ale teraz już ich rozmiar powrócił do przeciętności. Potaknęła energicznie głową i powiedziała, że bardzo chętnie, bo przygód nigdy za wiele. No, ale za wiele to też źle, pomyślała, nie wypowiadając tych słów na głos. Czekała teraz na reakcję koleżanki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Nie Sty 14, 2018 10:45 pm

Nie dostała konkretnej odpowiedzi! Skoro tak mają się sprawy, to Colette ma wielkie pole do popisu. Już w tym momencie, do jej głowy przychodzą wszelkie boskie potrawy. Czuła, że nie raz będzie miała okazję gotować dla Esther. Ona się o to postara, nie ma problemu.
- Postawiłaś mnie w dość trudnej sytuacji! Jest mnóstwo potraw, którymi chciałabym cię uraczyć. Obiady obiadami, lecz myślę też o deserach. Na pewno, wykombinuje coś ciekawego. Poza tym, musisz spróbować również posiłków rano i wieczorem. Nie widzę problemu, abyś gościła u nas tyle ile tylko chcesz.
Powiedziała z wielkim entuzjazmem i siedziała sobie dalej przy stole. Jak będzie tak spraszała każdego poznanego człowieka, to Rem się w końcu zdenerwuje. Eeee, tam! Też będzie podzielała radość Col. Wewnętrznie. Kto wie, może nawet zareaguje jeszcze bardziej optymistycznie.
Widziała to wielkie zainteresowanie w oczach właścicielki, kiedy usłyszała o wyprawach. Nie tyle ciekawość, co ten sam duch pragnący przygody! Trafiła na bratnią duszę?! Tak! Wiedźma sama nakręciła się jeszcze mocniej, widząc tę chęć, która buchała od dziewczyny. Wstała szybko z krzesła, po czym pogłaskała chomika po głowie. Pewnie zepsuła odrobinę uczesanie Est, ale mimo to nie przestawała gładzić włosów.
- Więc, witaj na pokładzie moja towarzyszko! Czeka na nas świat pełen niespodzianek i niebezpieczeństw, ale przede wszystkim... wspaniałych przeżyć! Nie martw się, gdy tylko będzie ci coś grozić, obronię cię! Jestem w końcu wiedź... Em, to znaczy wszechpotężna i nikt nie ma prawa stanąć mi na drodze! Wiesz, znam wszelkie techniki walki, co prawda większość wyleciała mi z głowy. Spokojnie~! Można improwizować. Ale, jak mam to zrobić nie pamiętając nic? Improwizować, czyli rzucić w kogoś kamieniem? Może piaskiem? To nie ma sensu. Miałoby sens, gdybym dodała fikołka w tył? Wiesz, taki odskok i atak. Nadal coś mi nie pasuje. Czekaj, czekaj, może nasi wrogowie będą niewidomi? Oj tak, to by ułatwiło sprawę. Wtedy śmiałybyśmy się im w twarz! Raczej nie wypada, bo są poszkodowani przez życie. Nikt nie kazał im atakować! Ugh!
Intensywnie nad tym rozmyślała, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie w tej chwili. Prowadziła rozmowę z nastolatką, jednakże bardziej był to monolog. Cokolwiek, każde słowo było, jak najbardziej skierowane do drugiej osoby. Każdemu się zdarza zatracić w zwykłej pogawędce, prawda? Nie? To tylko przypadłość Col? Szlag. Na dodatek, prawie się wygadała na swój temat! Miała nadzieję, że Esther nie domyśli się w pełni. Jeśli to zrobi, to trzeba modlić się o to, by nie przekazała takiej informacji dalej. Nie wyglądała na kogoś niebezpiecznego... Rozgadana kobieta zdążyła już zaufać swej koleżance i dlatego tak się rozpędziła ze słowami.
Poświęćmy chwilę na nazywanie Colette kobietą. Była nią, ale znacznie bardziej pasowało określenie dziewczynki, która nigdy nie dorosła. Bardzo się stara z tym walczyć, lecz często wygrywa dziecinna strona. Nic na to nie może poradzić. Nie trudno się tego doszukać w jej wypowiedziach, czy czasem zachowaniu. Pewnie to jakiś rodzaj klątwy.
Kiedy wyrwała się z zamyślenia, zabrała swą dłoń z głowy towarzyszki i uśmiechnęła się szeroko, mówiąc:
- Cieszę się, że cię poznałam Esther.

___________________
Życie nie ma sensu.
Miłego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Dom lalek   Wto Sty 16, 2018 5:57 pm

I ponownie na usta Esther wypełzł uroczy uśmiech. Ah, jak bardzo lubiła jej słuchać. Lubiła, jak Colette mówi. To wzbudzało w lalkarce sporawą dawkę endorfiny. Wszystko było wspaniałe, jak ta starsza mówiła. Do czasu...
- Gościć... u was? – oczy Esther na powrót zrobiły się wielkie jak patelnie. - Czy ja... ja dobrze zrozumiałam? U was... czyli nie u mnie... – teraz w jej spojrzeniu dała o sobie znać panika. Nie wiedziała, czy da radę ich odwiedzać, chorując na to, co choruje.  Ciężko będzie, nie ma co. No ale, może jednak da radę? Zawsze, każdego poranka sobie ją daje... sama. Mając przy sobie tylko swój stary, wysłużony zeszyt. Podobnie było z tymi wyprawami. Esther początkowo zareagowała optymistycznie, ale teraz to panika wzięła nad nią górę. Ciekawe, że już wcześniej nie zareagowała w taki sposób...
Poczuła jej rękę na swojej głowie. Esther zareagowała zaskoczeniem, ale i ono wkrótce uległo błogiemu uczuciu, bo Colette zaczęła znowu mówić. Nieważne, że była w trakcie słuchania nieco nieuważna, przez co połowa słów pomarańczowookiej dotarła do lalkarki w naprawdę znikomym procencie. Kiedy tamta skończyła, Esther ponownie wywołała na swoje oblicze ten sam uśmieszek, który Colette był już pewnie bardzo znany. Nie dotarła pewnie z racji, iż w tym przypadku monolog starszej był długi, zbyt długi jak dla Esther, więc trudno jej się było w tym wszystkim połapać i zrozumieć wszystko. No ale nieważne. Miała za to nadzieję, że Colette tego nie odkryje. No bo... no bo w sumie, jak miałaby odkryć? Chyba, że zacznie lalkarce zadawać pytania. Pytania odnoszące się do tego, co przed chwilą powiedziała. Wtedy miałaby problem.
Widziała oczywiście, a raczej słyszała (to znaczy poznała się po jej słowach, wydźwięku oraz uformowaniu treści), że Colette miała w sobie sporo dziecka. I wiedziała, że ona sama, ona czyli Esther poniekąd też taka była. No no, to się dobrały. Chociaż...cierpliwość to nie jest raczej cecha dziecka, a przecież lalkarka miała w sobie aż nazbyt dużo cierpliwości. Chociażby względem długich i nierzadko bezsensownych wypowiedzi Colette... ale zaraz, nie można tu mówić o cierpliwości, kiedy z czegoś takiego czerpie się naprawdę wiele radości. A tak właśnie było. Esther całkowicie zatracała się w jej mowie. Tak, mogłaby jej tak słuchać w nieskończoność. Do czasu... aż jej się to znudzi. Ot, jak za pomocą pstryknięcia palcami, chociaż, szczerze powiedziawszy, Esther raczej w to nie wierzyła. Nie wierzyła, że kiedykolwiek jej mowa, mowa Colette przyprawi ją o znużenie. Chociaż, wszystko mogło się zdarzyć i Esther doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
- I ja się cieszę. Cieszę się, że nasze drogi się spotkały. – odpowiedziała na to, co tamta powiedziała, a co wzbudziło u lalkarki wiele radości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom lalek   

Powrót do góry Go down
 
Dom lalek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: