IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Teren za namiotem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 254
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Teren za namiotem   Wto Paź 11, 2016 5:39 pm

First topic message reminder :

Niewielki obszar za namiotem cyrkowym, nieco bardziej kameralny niż polana. Czasami znajdują się tutaj różne sprzęty i akcesoria, używane do występów.



Rozwinę kiedyś ten opis owo

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494

AutorWiadomość
Catherine Vanderbilt
Rzeźbniarka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 06/11/2017

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Sob Gru 02, 2017 9:56 pm

Coś podobnego. Jej życzenie złapania swojej przyjaciółki ziściło się, ale trochę inaczej niż planowała. Bo to nie ona podeszła do niej, a tamta wręcz rzuciła się na nią i aż poczuła tą siłę uczuć, które po tych wszystkich latach się w niej obudziły. A może to były jej mięśnie, będące jedynie ich nośnikiem... Nie przeszkadzało jej to. Wręcz przeciwnie, coś nawet poczuła w środku, jakieś drżenie czegoś, czego dawno nie widziała i o czym nie słyszała.
Położyła ręce na łopatkach Vivian. Przylgnęła do niej całym swoim ciałem, chłonąc to uczucie o którym dawno zapomniała. Coś się chciało rozpalić, niczym zapałka, jako początek czegoś większego. Widziała iskry, ale to było za mało. Czegoś brakowało, ale mimo to było jej miło, i bardzo, bardzo nie chciała jej teraz puścić.
-Vivi...-Szepnęła. Jej dotyk był delikatny, ostrożny. Bała się może, że zaraz znowu jej zniknie z życia, ot tak niespodziewanie jak ją znalazła? Może.
Czuła siarkę. Pocierała bardzo mocno, i nie wiedziała jak bardzo musiałaby by w końcu się coś zadziało. Palce mrowiły ją a mięśnie stygły niczym żelatyna. Drżała w środku, bo w głowie pojawiały się myśli tak kuszące jak przerażające. Nie spodziewała się ich.
Pogładziła Vivian po włosach. Odsunęła się troszkę. Czuła ją. Chciała ją widzieć, słyszeć... I nie tylko. Ale to na razie wystarczy.
-Chciałabym tyle, a nie wiem, co powiedzieć...-Zmierzyła ją wzrokiem. Zaśmiała się pod nosem-Czyżbyśmy były tego samego wzrostu, czy to tylko Twoje buty?
Dalej gładziła ją po głowie. Dalej trzymała drugą rękę na jej plecach. Dalej była blisko, chociaż jej głowa była trochę odgięta do tyłu. Tyle mogłaby powiedzieć, nie wiedziała od czego zacząć...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t499-catherine-vanderbilt#6547
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 254
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Nie Gru 03, 2017 11:34 am

Było w tym coś kojącego. W ciasnym uścisku, w delikatnym dotyku, w gładzeniu po włosach... Nie miała chęci przerywać tej chwili ani nie czuła potrzeby mówić zbyt wiele. Mogłaby tak trwać już zawsze, w pozornym oderwaniu od rzeczywistości, w łudzącym powrocie do szczęśliwych lat dzieciństwa i beztroskich zabaw. Gdy Catherine się odchyliła, Vivian mogła znów swobodnie na nią spojrzeć. Ona sama oczy miała dziwnie zaszklone i często mrugała.

- Na to wygląda - odparła z łagodnym, delikatnym uśmiechem, oceniając na oko wzrost przyjaciółki. - Kto by pomyślał, zawsze byłaś ode mnie wyższa...

Coś ją nagle uderzyło. Specyficzny zapach, na który dotąd nie zwróciła uwagi. Wydawał się dziwnie znajomy, co mogło tłumaczyć pewne nań zobojętnienie, choć nie powinien unosić się tu i teraz. Skutecznie przywrócił Vivian do brutalnej realności. Treserka odsunęła się się jeszcze bardziej niż Catherine, lecz nie puściła jej; dłonie położyła na ramionach przyjaciółki i zacisnęła lekko.

- Co się z tobą działo... przez te wszystkie lata?... - wyszeptała z napięciem w głosie. Obawiała się odpowiedzi Catherine, a serce znów zaczęło mocno łomotać jej w piersi.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Catherine Vanderbilt
Rzeźbniarka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 06/11/2017

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Nie Gru 03, 2017 12:39 pm

W tym co widziała było coś bardzo urokliwego i zarazem smutnego. Czy to właśnie nie stał przed nią żywy dowód tego, jakie życie kiedyś prowadziła i kim była kiedyś? Tak samo jak tego, jak bardzo przez ten cały czas i doświadczenia się zmieniła. Nawet ten smutek jednak był dla niej w pewien sposób przyjemny. Wszystko co przyjemne potrafiła teraz utożsamić z dziewczynką... dziewczyną, kobietą przed nią stojącą.
-Byłyśmy wtedy dziećmi Vivi, nie można cały czas rosnąć-Oczywistości były tylko pretekstem do słuchania jej głosu. Chciała go więcej, chciała być nim nakarmiona, by tych drobnych iskierek pojawiło się jeszcze więcej. W końcu któraś z nich zajmie to, co ot tak dawna było ugaszone, była pewna.
Wtedy się odsunęła. Bardzo delikatnie, ledwo zauważalnie, nie zrywając kontaktu, ale dla niej było to tak gwałtowne jakby ją odepchnęła. Chciała mieć ją bliżej, znacznie bliżej, niech nie ucieka. Nic jej nie zrobi, nic, czego by potem miała żałować. Nie chciała by znowu zniknęła, chciała mieć ją przy sobie. Może i już zawsze.
Skupiona na jej twarzy nie zauważyła tego, że uścisk z jednej strony był jakby trochę słabszy. Było to jedynie kolejnym powodem, by jej nie puszczać. Zmrużyła oczy.
-Opowiem Ci. Nawet jak to nie ma już znaczenia-Jedna ręka znalazła się za potylicą Vivian, druga na jej plecach. Nie wiedziała, co powinna zrobić, ale była pewna co mogła. I to zrobiła.
Przyciągnęła ją do siebie płynnym ruchem, sama przysuwając się bliżej. W tej drodze oczy właściwie same jej się zamknęły, a wargi obu dziewcząt zetknęły się. Było w tym nienaturalna płynność i gracja, jak ich usta całkiem się złączyły, a ich klatki piersiowe wzajemnie na siebie napierały. Noga Catherine lekko wysunęła się do przodu, dając jej jeszcze więcej miejsca by mogła czuć. Czuła. Coś. Nie czuła tego wcześniej.
Z ledwo słyszalnym cmoknięciem odsunęła głowę o parę centymetrów. Na jej twarzy pojawił się drobniutki cień rumieńca. Mrugnęła dwa razy.
-To ma znaczenie, Vivi-Jej palce wsunęły się we włosy swojej przyjaciółki-Właśnie to...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t499-catherine-vanderbilt#6547
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 254
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Nie Gru 03, 2017 3:42 pm

Dla niej miało znaczenie. Ogromne. Chciała poznać losy swojej przyjaciółki z dzieciństwa, chciała wiedzieć, co ją spotkało i czy uniknęła złego losu, skoro stała teraz przed nią żywa i zdrowa. Pragnęła usłyszeć słowa, które choć trochę zmniejszyłyby wżarte głęboko w serce poczucie winy; pragnęła przekonać się, że Cath nie doznała cierpienia, nim jednak zdążyła jakkolwiek zareagować i podkreślić wagę owych wydarzeń, druga czarownica przyciągnęła ją do siebie.

Nie broniła się, chociaż zdziwienie i zawstydzenie zdominowały wszelkie inne uczucia. Nie zamknęła też oczu, choć powieki instynktownie opadły nieznacznie w dół, pozostawiając ograniczony obraz długich rzęs rzeźbniarki. Czuła jej miękkie i delikatne usta, a także ciało, niby tak samo blisko, jak podczas wcześniejszego objęcia, a jednak zupełnie inaczej... Gorąco rozpaliło policzki treserki, objawiając się w postaci subtelnych rumieńców na policzkach. Gdy Cath się odsunęła, Vivian spojrzała na nią oczyma szeroko rozwartymi w zdziwieniu.

- Cathie?...

Nie miała pewności, jakie intencje kierowały jej przyjaciółką. Dla niej samej takie gesty już dawno straciły na neutralności, choć gdy dopiero odkrywała swoją odmienność, błędnie utożsamiała je z wyrazami przyjaźni. Teraz, po tym subtelnym pocałunku, zupełnie inaczej odbierała dotyk na plecach i we włosach, jednak... zupełnie nie wiedziała, jak powinna zareagować. Wciąż uważała, że niektóre rzeczy należało zostawić dla wyjątkowo specjalnych osób, ale nie mogła zaprzeczyć, że nawet po tak wielu latach wciąż darzyła Cath głębokim uczuciem. Jednak... Była jej przyjaciółką. Dawną kompanką przy odkrywaniu własnej mocy, towarzyszką magicznych zabaw i powierniczką sekretów, których nie mogła zdradzać własnej matce czy też zwykłym ludziom. Skołowanie zamiast ustąpić, tylko narastało.

- Tamto też ma znaczenie, Cathie. - Wbrew wewnętrznemu rozdarciu zdecydowała się wrócić do tego, co było dla niej najistotniejsze. Do prawdy.  - Muszę wiedzieć, czy byłaś bezpieczna, muszę wiedzieć, czy nic złego cię przez ten czas nie spotkało, rozumiesz?

Zacisnęła mocniej swoje wciąż spoczywające na ramionach czarownicy dłonie. Cath mogła wyraźnie poczuć pewien ubytek w ciele treserki, którego nie zauważyła wcześniej.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Catherine Vanderbilt
Rzeźbniarka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 06/11/2017

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Nie Gru 03, 2017 4:42 pm

Była zaskoczona. Oczywiście, że była, nawet ona w takiej sytuacji chyba nie byłaby pewna co zrobić, ale nic nie szkodzi. Powoli do tego dojdą, a istotne było by wiedziała, jak ważną osobą dla niej jest. Zrobiła to. I czuła...
...Czuła, że czegoś brakuje. Ale nie u niej, u Vivian. Dosłownie. Gdy mówiła i pytała, Catherine popatrzyła na swoje prawę ramię. Przygniotło ją coś w okolicy żołądka gdy zobaczyła brak dwóch palców. Nie dała jednak tak łatwo po sobie poznać, przynajmniej nie od razu. Jeżeli jej przyjaciółka miała do niej jakieś wątpliwości i pytania, powinna na nie odpowiedzieć jak tylko najlepiej potrafiła.
-Tak... Bardzo dobrze Cię rozumiem, Vivi-Lewa ręka wyślizgnęła się z włosów dziewczyny. Nie znosiła ona jednak próżni, wślizgując się na okaleczoną kończynę przyjaciółki na swoim ramieniu-Ja też mam dużo pytań. Wypadek? Czy ktoś Tobie to zrobił?-Zacisnęła trochę usta, gładząc wierzch dłoni.
-Nie szkodzi, jestem w stanie Ci pomóc. Już tak-Zachichotała. Tak, nie miało to znaczenia, dopóki była w stanie to naprawić. Och, jaki to będzie wspaniały prezent~ Na pewno jej to bardzo doskwierało i będzie mogła robić tyle różnych rzeczy~ Oh, faktycznie czuła ból widząc ją w takim stanie. To musi być okropne.
Zreflektowała się jednak. Nie chciała zostać odebrana, że to o co pyta jest dla niej trudne... Może trochę?
-Nie, nie uciekam od tematu. Po prostu boli mnie, że spotkała Cię taka krzywda... A to pewnie tylko wierzchołek góry lodowej-Zamknęła oczy. Odetchnęła ciężko, chwytając lekko materiał sukienki-Już będzie lepiej... Wierzę w przeznaczenie i na pewno to jest znak, że będzie. Może usiądziemy?-Zaproponowała trochę pogodniej. Ale... Jakoś trudno było jej się odsunąć? Było jej ciepło, miło... I w środku, i na zewnątrz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t499-catherine-vanderbilt#6547
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 254
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Nie Gru 03, 2017 7:26 pm

Zwykle miała wiele cierpliwości. Lecz nie teraz, nie w tym momencie.

Ona również zacisnęła usta, kwitując w ten sposób uniknięcie odpowiedzi na swoje pytanie. Nie przychodziło jej nawet do głowy, że Catherine mogłaby z jakiegoś powodu nie chcieć opowiedzieć o swojej przeszłości. Niczym kolejnego oddechu potrzebowała zapewnienia, że jej przyjaciółka była bezpieczna. Że zmieniła swój wygląd dlatego że chciała, a nie że musiała. Vivian nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że odpowiedź mogłaby brzmieć inaczej.

- To teraz mniej ważne - odparła zgodnie ze swoimi uczuciami, choć dłoń jej drgnęła pod wpływem dotyku Cath. Umilkła też zaraz niespodziewanie, gdy usłyszała następne słowa przyjaciółki. Pomóc?

Posiadała wspomnienia pokazów mocy Catherine, nieco niewyraźne, lecz dostatecznie przejrzyste, by mogła przy ich pomocy rozpoznać w nieznajomej swoją przyjaciółkę. Zorientowała się już, że ta moc rozwinęła się, o czym świadczył chociażby zmieniony wygląd czarownicy. Więc czemu Vivian zdziwiła się tak bardzo, gdy Cath wspomniała o pomocy? Wykiełkowało w niej pewne uczucie, którego jeszcze nie rozumiała w pełni.

- Nie jestem jedyną, którą spotkała krzywda... - zaczęła cicho, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. - Dlatego właśnie chcę wiedzieć, czy chociaż ty byłaś bezpieczna. - Vivian znów spojrzała na Catherine, znów z tą samą prośbą w oczach. Z każdą chwilą niecierpliwiła i bała się coraz bardziej.

- Dobrze, usiądźmy. - Treserka przystanęła na tę propozycję, nie komentując w żaden sposób wcześniejszego zapewnienia. Przeznaczenie i znaki nie obchodziły się z nią ostatnio zbyt łaskawie.

Pierwsza ruszyła się w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, przez co chcąc nie chcąc musiała odsunąć się od przyjaciółki, choć wciąż trzymała ją zdrową ręką. Rozejrzała się czujnie. Poza sprzętami do występów i paroma klatkami z Koszmarami nie znajdowało się tutaj nic konkretnego.

- Jednak obawiam się, że w tym miejscu pozostaje nam jedynie przysiąść na trawie... - stwierdziła, zerkając pytająco na Catherine.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Catherine Vanderbilt
Rzeźbniarka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 06/11/2017

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Nie Gru 03, 2017 10:05 pm

Polemizowałaby. To co było nie było ważne, bo już się tego nie zmieni. Ale mogła zmienić jakość życia Vivi, i to diametralnie. Dwa palce, nawet te mniejsza, na pewno by jej ułatwiło sporo spraw. I czułaby się lepiej... Tylko by musiała znaleźć środki przeciwbólowe. Nie chciała, by cierpiała, chociaż zazwyczaj dla większości osób było to dla niej bez większego znaczenia. Ale ona? Nie zasłużyła przecież na to.
Przez moment nie rozumiała. Czyżby był ktoś jeszcze dla niej bliski, kto zaznał jakiejś krzywdy, i którym miałaby pomóc? Jak najbardziej zrobiła by to, ale wyjaśnienie nadeszło bardzo prędko.
Jej chodziło o nią, i o jej krzywdy, o to, co się z nią działo przez ten cały czas gdy się nie widziały. Czy chociaż ona była bezpieczna. Wiedziała, że to było szczerze, i ze wszystkich osób na tym świecie była właśnie tą, której zależało na jej bezpieczeństwie. Jakże chciała jej od razu powiedzieć, ale... Miały usiąść~ I wychodzi na to, że w plenerze~
Tylko dlaczego to ona pierwsza musiała się odsunąć. Chociaż trzymała ją za rękę. Niby nic, a jednak trochę cieszyło.
-Ah, nic nie szkodzi~ Może nie wyglądam, ale przywykłam-Na potwierdzenie przycupnęła sobie na trawie, siadając boczkiem jak przystało na damę. Prawie jak piknik, brakowało tylko kocyka i koszyka z przysmakami. To nie był w sumie taki zły pomysł, powinna się nad nim zastanowić~
Ale najpierw... Skoro naprawdę tego chciała. Nie mogła jej przecież odmówić
-Kochana Vivi... Jakże chciałabym Ci powiedzieć, że moje życie do tej pory nie było naznaczone... Bardzo Cię proszę, nie frasuj się tym zanadto się, bo to wszystko jest już przeszłością-Położyła wolną dłoń na swojej piersi. Wzięła głębszy oddech... To chwilę zajmie...
-Więc... Pamiętam bardzo dobrze, kiedy zniknęłaś. Strasznie się martwiłam, co też mogło się z Tobą stać. Teraz już wiem. Ktoś nas wydał. Ciebie, mnie... Twoją i Moją rodzinę. Bałam się, że Ciebie również zamordowała Inkwizycja-Mówiła to wszystko z niewzruszonym wyrazem twarzy, kompletnie niewspółmierną do tego co mówiła, i do tego co zamierzała mówić-Najpierw zabili mojego ojca. Potem moją matkę. Na końcu podpalili dom, bo mnie nie mogli znaleźć. Ukryłam się w klapie w podłodze pod łóżkiem, ale sama ledwo uszłam z życiem. Błąkałam się po lesie, aż w końcu znalazły mnie czarownice z jednej z ich osad. Tam się wychowywałam. Wśród naszych, ale ciągle w strachu przed Inkwizycją... Do czasu, aż dowiedziałam się o cyrku~-Uśmiechnęła się troszkę bardziej-Dopiero niedawno dołączyłam do trupy, ale jest tu wspaniale~ Bez tego całego strachu wokół... I jak Ty tutaj jesteś, to czego mi więcej potrzeba do szczęścia?-Mówiąc to, przysunęła się troszeczkę bliżej Vivian, dokładniej to jej ręki, łapiąc ją też drugą dłonią. A to dlatego, bo po przyglądaniu jej się przez tak długi czas coś jednak zauważyła.
-Przepraszam, pewnie jest Ci smutno. Ale ja się już nie smucę. Chciałabym tylko kiedyś złapać tą osobę, która nam zgotowała piekło. Może kiedyś się uda?-Jakoś dziwnie się rozpogodziła na tą myśl-A jak nie... Trudno. Ważne co jest teraz, i co może być. Chyba się zgodzisz?
Wpatrzona w Vivian jak w obrazek. Kogo jeszcze miała bliskiego na tym świecie poza nią? Nikogo. Przez ten cały czas nie miała nikogo, na kim by jej zależało. I pojawiła się ona, po tylu latach. Chyba coś się u niej w środku powolutku zapalało... Po tylu latach...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t499-catherine-vanderbilt#6547
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 254
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Wto Gru 05, 2017 5:01 pm

Usiadła niezwłocznie obok Catherine, instynktownie przesuwając dłoń z jej ramienia na okolice nadgarstka. Całkowite zerwanie kontaktu wydawało się być nie do pomyślenia; nie po tym, jak dopiero co ją odzyskała. Nie popędzała jej już więcej, tylko w milczeniu oczekiwała, aż Cath zacznie swoją opowieść.

I zaczęła. Już pierwsze słowa sprawiły, że żałosne i naiwne przeświadczenie o bezpiecznej przeszłości przyjaciółki rozprysło się niczym kruchy kryształ ciśnięty o ścianę. Vivian nie mogła jej obiecać, że nie będzie się martwić. Zastygła w bezruchu, z twarzą pozornie spokojną, lecz mimo to zdradzającą napięcie, tak samo zresztą jak spojrzenie treserki.

Ciężki głaz pojawił się znikąd w jej piersi, uciskając nieznośnie na płuca, serce, żołądek; odbierając niemalże zdolność do zaczerpnięcia oddechu. Czuła gulę w gardle i subtelne zawroty głowy, lecz co gorsza widziała każdą z tych scen oczyma wyobraźni. Nie chciała, tak bardzo nie chciała, ale nie mogła powstrzymać nieidealnych, groteskowych obrazów, wypełniających jej umysł. Wysokie sylwetki inkwizytorów. Bezbronni rodzice Catherine. Szalejące płomienie i ona... zamknięta w pułapce teoretycznie bez wyjścia.

Vivian nawet nie zauważyła, kiedy ścisnęła mocniej nadgarstek przyjaciółki, a łzy swobodnie spłynęły po jej policzkach. Lecz nie tylko ze smutku, o nie, choć nikt poza nią nie mógł tego wiedzieć. Rozdygotała się wewnętrznie cała, a gniew i czysta nienawiść do Inkwizycji zmieszały się z żalem i gorzkim poczuciem winy. Zrodzony z tego potwór zdawał się drapać od środka we wściekłych próbach wydostania się na zewnątrz. Nawet pozornie kojąca informacja o schronieniu w osadzie czarownic nie pomogła. Treserka miała ochotę krzyczeć, krzyczeć aż do utraty tchu i wyrzucić z siebie to wszystko, co właśnie w tej chwili dławiło ją podstępnie.

Nie mogła.

Czy aby na pewno oddychała przez cały czas trwania opowieści? Wzięła teraz głęboki wdech, chowając w najciemniejsze zakamarki duszy zdradzieckie uczucia. Nie mogła pozwolić im umknąć. W uspokojeniu się pomógł jej nagły lęk. Wyraźnie usłyszała, że Catherine chciałaby złapać osobę odpowiedzialną.

Strach, że mogłaby ją ponownie stracić, zdominował wszystko. Nie musiała wyznawać swoich win, by je spłacić.

Otrząsnąwszy się prawie w pełni, ujęła obie dłonie Catherine w swoje. Nie płakała już, choć na jej policzkach wciąż lśniły mokre ślady.

- Tak, masz rację - szepnęła. Tak łatwiej było jej panować nad głosem. - I obiecuję ci, że teraz już będzie dobrze. Dopilnuję tego. Już nie będziesz musiała obawiać się Inkwizycji.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Catherine Vanderbilt
Rzeźbniarka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 06/11/2017

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Nie Gru 10, 2017 9:25 pm

Niby twarz spokojna, a tyle emocji w spojrzeniu. Oczy faktycznie chyba są zwierciadłem duszy... Może też dlatego nie mogła zrobić z nimi tyle, ile by chciała. Gdy opowiadała Vivi wyraźnie starała się ukryć to wszystko co nią targało, ale w końcu wypłynęło to na wierzch poprzez łzy. Dłoń sama wędrowała ku jej twarzy, by mogła je obetrzeć. Nie chciała, by się tak smuciła, ale była jej winna prawdę. Od tego są przyjaciółki. Będzie lepiej. Przejdzie przez to i już zawsze będą razem, szczęśliwsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Tym większą... Niechęcią zapałała do osoby, która to wszystko spowodowała. Ucierpiała przez nią nie tylko ona i jej rodzina, ale też Vivi, która dla niej była tak ważna. Modliła się by dzień, w którym spotka sprawcę tylu nieszczęść w końcu nadszedł, by mogła w powolny, bolesny sposób wziąć jego egzystencje w swoje ręce. Wiedziała, że w końcu ten czas nadejdzie, tak jak czas ponownego spotkania jej z Vivi.
Rozumiała szept. Rozumiała chwycenie jej dłoni przez rozedrganą z emocji dziewczynę. Nie czuła tego aż tak mocno, ale robiło jej się cieplej w klatce piersiowej. Czy to ten ogień? Czy na to czekała?
-Vivi... Wiem, że już będzie dobrze-Zbliżyła głowę, ale... Tym razem jedynie oparła swoje czoło o jej. Oczy przymknęły się, wyraźnie rozluźniła się-W końcu jesteś tutaj ze mną... Więc Twoja kolej, Vivi-Część palców owinęła się wokół niekompletnej dłoni czarownicy. Miała nadzieję, że nie musiała mówić nic więcej. Oh, Vivi jest bystrą dziewczyną, z pewnością wie o co jej chodzi~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t499-catherine-vanderbilt#6547
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 254
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Pią Gru 15, 2017 11:45 pm

Odruchowo przekrzywiła głowę w kierunku dłoni Catherine, kiedy ta otarła jej policzek z łez. Ten prosty gest nie wystarczył, aby stłumić cały żal, który wykiełkował w sercu treserki, lecz mimo to przynosił pewne ukojenie. Vivian westchnęła cicho, a gdy Cath zdecydowała się zetknąć ich czoła, nie protestowała i przymknęła oczy.

Powoli uspokajała się już do reszty, gdy dotarł do niej sens ostatnich słów Catherine. Drgnęła lekko. Spodziewała się tego jak niczego innego na świecie, choć i tak poczuła delikatne zaskoczenie. Nie odezwała się słowem, jeszcze chwilę chcąc pozostać w tej pozycji. Oddychała głęboko i zbierała myśli, aż w końcu wyprostowała się, patrząc na przyjaciółkę z powagą.

- Naprawdę chcesz wiedzieć, co mnie spotkało? - zapytała, choć wiedziała, że jest jej winna prawdę. Lub co najmniej część prawdy. Na krótki moment uciekła wzrokiem gdzieś w bok, po czym kontynuowała zadziwiająco spokojnym głosem. A może martwym? - Domyślasz się pewnie, gdzie trafiłyśmy. Ja i moja mama. - Vivian urwała, lecz szybko wznowiła opowieść. - Nie wiem, co się z nią stało. Rozdzielili nas i nie mogłam się nic o niej dowiedzieć. Tylko raz o niej wspomnieli. Że chce wiedzieć, czy żyję. Właśnie wtedy... właśnie wtedy straciłam palce.

Nie wspominała o przesłuchaniu. Nie wspominała o torturach. Chyba każdy wiedział, co czekało czarownice, które trafiały do inkwizycyjnych lochów, a Vivian wolała pozostawić to w domyśle, jakby mgła niedopowiedzenia miała złagodzić jej historię.

- Łut szczęścia sprawił, że nie podzieliłam losu wcześniejszych skazanych. Pomoc przeznaczona dla kogoś innego przypadkiem dotknęła też mnie. I ja również trafiłam po tym między siostry.

Spojrzała nagle w stronę lasu, ze wzrokiem zamglonym przez zadumę.

- ...choć one postanowiły wyplenić ze mnie strach.

Przeniosła wzrok z powrotem na Catherine, czując nagłą blokadę. Być może gdyby spotkały się rok temu, z pasją opowiedziałaby o tych kilku latach spędzonych wśród czarownic, które nie godziły się na tyranię Inkwizycji. Teraz nie była pewna, czy chce się przed nią przyznać, kim się przez to stała.

- A w końcu trafiłam tutaj. Nie sądziłam, że zostanę tak długo, jednak zwłoka wyszła na dobre. - Vivian ścisnęła mocniej dłoń przyjaciółki, uśmiechając się delikatnie i ciepło. Zamilkła też, siedząc po prostu i wpatrując się w Catherine. Mogłaby zapytać ją o tak wiele rzeczy. Przekonać się, jak bardzo się zmieniła lub czy zmieniła się w ogóle. Te wszystkie pytania roiły się w głowie treserki; nie wiedziała, które zadać jako pierwsze, jednak... milczenie w jej towarzystwie również jawiło się przyjemnie.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Catherine Vanderbilt
Rzeźbniarka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 06/11/2017

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Sob Gru 16, 2017 1:28 pm

Bez wahania pokiwała twierdząco głową. Spodziewała się co jej się przytrafiło, ale chciała wiedzieć głównie kto jej zabrał palce, albo przynajmniej gdzie. Czy w trakcie czy po. To, czego się dowiedziała niestety utrudniło sprawę. Bardzo by chciała spotkać ta osobę i powoli ją pozbawić wszystkich kończyn, utrzymując ją przy przytomności i życiu możliwie jak najdłużej, aż zostałby niekompletny kadłubek. Trochę ją aż zaciekawiło, brakiem ilu narządów człowiek jest w stanie przeżyć.
Ah, przeanalizuje to później. To może przecież poczekać, nie chciała się stąd ruszać. Bo mimo ich okropnych historii ostatecznie trafiły tutaj, razem wśród tych wszystkich sióstr, gdzie nie muszą się wstydzić i bać tego kim były.
-Obydwie miałyśmy tyle szczęścia... Dlatego nie wierzę w przypadki-Za sprawą Catherine obydwie musnęły się noskami, ku jej uciesze. Jej kciuk muskał miejsca, w których powinny być brakujące palce jej przyjaciółki. Jakby mogła oddałaby jej swoje własne... Momencik, przecież mogłaby. Ale nie były one wystarczająco dobre... Nie nie.
Zwłaszcza nie po tym, jak zobaczyła ten uśmiech. Dałaby jej się zatopić w jej własnym ciele, oddała by jej wszystko co ma, ale nie była wystarczająco dobra. I na pewno by się nie zgodziła. Nie, Vivi była dobrą dziewczyną.
-Tak... To dobrze... Tak dobrze...-Czuła uderzenia gorąca. Od środka, w jej piersiach, łonie, na policzkach... Nie uciekła od niej, więc ona chyba też czuje to samo co ona.
-Pomogę Ci odzyskać palce... Ale musisz mi dać trochę czasu. Musze mieć pewność, że będą idealne-Wciągnęła mocniej powietrze. Ten zapach... Jakikolwiek by on nie był, należał on do niej, i był najpiękniejszym co mogło wypełniać jej nozdrza. Rozpalał jej zmysły i ciało. Ale jakby nie była jeszcze pełna.
Cisza trwała parę minut, Nie puszczając dłoni, zrywając kontakt z głową jedynie na moment, by podnieść się na swoje kolana
-Już na zawsze będziemy razem. Już nikt i nic mi Ciebie nie zabierze-Przyłożyła jej dłoń do swojej piersi. Serce biło nadspodziewanie szybko. Dotyk w tym miejscu... ah, aż drgnęła-Czujesz, jak budzi się we mnie życie? To dzięki Tobie... Mów do mnie. Tul mnie...-Zawiesiła głos. Faktycznie, słaby rumieniec wszedł na jej policzki, a ona zbliżyła się tak blisko jak tylko mogła, nie przewalając ani nie zaburzając w niekomfortowy sposób kontaktu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t499-catherine-vanderbilt#6547
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 254
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Nie Gru 17, 2017 9:38 pm

Catherine znów zaskoczyła ją nagłym posunięciem, które jak dla Vivian wykraczało poza granice przyjacielskich gestów. Poczuła się z tym dziwnie nieswojo; przypomniała sobie też od razu wcześniejsze cmoknięcie, które na moment zupełnie ją skołowało. Miała świadomość, że dla dobra ich przyjaźni nie może tego tak pozostawić. Był tylko jeden problem. Nie wiedziała, jak poinformować Cath o swoim skrępowaniu i jej przy tym nie urazić. Jak na razie postanowiła przyjąć pozycję bardziej wygodną i swobodną, jednocześnie pozwalając przyjaciółce dalej trzymać się za rękę. Kwestię czekającej je poważnej rozmowy intensywnie analizowała w myślach, lecz nim zaplanowała cokolwiek konkretnego, Catherine wróciła do pewnego tematu.

Treserka uniosła lekko brwi, a wcześniej rozbudzone, niezrozumiałe uczucie nagle wróciło. Spojrzała na swoją okaleczoną dawno dłoń, otoczoną palcami rzeźbiarki i...

- Nie musisz - zaczęła instynktownie, zadziwiając samą siebie. - Dziękuję za twą chęć pomocy, jednak... przyzwyczaiłam się. Lepiej będzie nic nie zmieniać.

Była to bardzo ogólna prawda, a Vivian nie chciała rozwodzić się nad motywami, które skłaniały ją do utrzymania obecnego stanu. I nie zamierzała też dyskutować na ten temat, ucinając ewentualne próby zakwestionowania jej decyzji, niezależnie, czy prowadziłoby to do ciszy, czy też do innego tematu rozmowy.

Chwila milczenia zdawała się przeciągać, a Catherine nagle zmieniła pozycję. Vivian spojrzała na nią pytająco, myśląc najpierw, że kobieta zamierza wstać, lecz gdy przyciągnęła jej dłoń do mostka, treserka uniosła brwi wysoko w grymasie zupełnego niezrozumienia.

- To zuchwałe, mówić takie rzeczy w tak niebezpiecznych czasach - odpowiedziała. Słowa Catherine zabrzmiały niepokojąco; nawet jeśli spotkały się po wieloletniej rozłące, nawet jeśli wcześniej obie myślały, że ta druga jest martwa. - Cathie? Co się z tobą dzieje? Zachowujesz się bardzo dziwnie...

Powiedziała to z prawdziwą troską i zaniepokojeniem w głosie, zabierając jednocześnie swoją dłoń.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Catherine Vanderbilt
Rzeźbniarka
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 06/11/2017

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Sro Lut 07, 2018 11:01 pm

Dziewczę zdawało się nie do końca rozumieć sytuacji. A już na pewno nie zauważała jej niezręczności. Ściągnęła lekko wargi gdy Vivian odsunęła swoją dłoń i wyraziła swoją troskę. Bała się, że zostaną rozdzielone... Tak jak i ona. To oczywiste. Dlaczego więc była tego aż taka pewna?
-Vivi, kochana...-Splotła dłonie na wysokości swojego mostka. Wpatrzona w swoją przyjaciółkę jak w obrazek, faktycznie cieszyła się z takiego obrotu zdarzeń-Jeżeli w coś mocno nie wierzysz, jaką szansę masz na osiągnięcie celu? Czuję, jakby moje życie właśnie nabrało nowego sensu...-Twarz która nabierała coraz większego rozmarzenia i bardziej przypominała lico zakochanej panny na wydaniu niż wiedźmy, nagle przeszyła iskra świadomości. Brwi uniosły się, ale to był jedyny wyraz zaskoczenia. Zaśmiała się, i zaczęła machać przed swoją twarzą dłonią.
-Ojej... Czyżby trochę mnie poniosło? Dawno się tak nie czułam... Proszę, wybacz mi. Myślałam, że nikt bliski już mi nie pozostał...-Przynajmniej w końcu zachowała nieco dystansu. Nawet jak czuła się przecież tak samo jak przedtem.
-Co mówiłaś o... A, już pamiętam... Serce mi się kraja widząc Twoją dłoń w takim stanie-Zmarszczyła brwi, wydęła nieco usta-Ale uszanuję Twoją decyzję. Pamiętaj jednak o mnie. To nie jest żadnym problemem, kochanie...
Nagle sytuacja wróciła do normalności. Aż dziwne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t499-catherine-vanderbilt#6547
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 254
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   Sro Kwi 25, 2018 10:53 pm

Nie odpowiedziała nic, wpatrując się w swoją przyjaciółkę z niezmiennym niepokojem. Próbowała przypomnieć sobie, czy dawniej również zwykła się tak zachowywać, jednak wspomnienia zatarte przez czas i bolesne wydarzenia ani trochę w tym nie pomagały.

Ale nagle coś się zmieniło.

Vivian już była gotowa odezwać się, lecz Catherine uprzedziła ją swoim śmiechem i beztroską gestykulacją.

- Ach. Rozumiem. Rozumiem... - odpowiedziała cicho treserka, przymykając lekko oczy. W jednej chwili wyjaśniła sobie całe zachowanie swojej przyjaciółki, usprawiedliwiając je przeżyciami z przeszłości. Poczucie winy znów uderzyło, w jednej chwili przyćmiewając cały niepokój. Czuła się odpowiedzialna za to, co spotkało Catherine. I choć nie mogła tego w żaden sposób naprawić, wciąż mogła zadośćuczynić. A przynajmniej spróbować.

Westchnęła cicho, słysząc, jak Catherine wraca do tematu ubytku w sprawności. Nie przepadała, gdy skupiał aż tak wiele uwagi, jednak ucieszyło ją, że przyjaciółka postanowiła uszanować jej decyzję. Obiecała, że będzie pamiętać, darząc ją przy tym delikatnym, ciepłym uśmiechem. Mimo to, poczuła nagłą potrzebę przełamania ciężkiego nastroju, przez co zaraz przypomniała sobie powód przybycia tutaj Cathie.

- Mówiłaś, że chcesz tutaj popracować... - zagaiła ostrożnie, licząc, że w ten sposób chociaż na jakiś czas oderwą się od tematu przeszłości. Tematu, który przecież sama tak uparcie drążyła.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Teren za namiotem   

Powrót do góry Go down
 
Teren za namiotem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Teren na zachód od Krwawej Bramy
» Miłosny trójkąt w lesie
» Teren przy Exodusie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Cyrk-
Skocz do: