IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główna sala szpitalna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Główna sala szpitalna   Sro Sty 25, 2017 1:47 am

Główna sala w skrzydle szpitalnym Inkwizycji, wysłana wieloma łóżkami. Na próżno spodziewać się tu prywatności, przypadki wymagające interwencji nagle lub te niezbyt groźne, lądują właśnie tutaj, oddzielone w najlepszym przypadku materiałowymi parawanami. Na sali za dnia panuje zgiełk i odór typowy dla podawanych lekarstw, chorób i umierania.
Od głównej sali odchodzą dwie pary drzwi - wejście od strony budynku i kolejne, za którymi zastanie się długi korytarz z kolejnymi salami, dla pacjentów, przebywających w szpitalu dłużej oraz gabinety lekarskie.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Selene dnia Sob Cze 17, 2017 9:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sro Sty 25, 2017 1:47 am

Nie wiedziała, co zdołało ją obudzić – czy były to wszechobecne odgłosy ożywionych, intensywnych rozmów, czy przejmujący ból w okolicach podbrzusza, nasilający się z każdą chwilą. Z jękiem powróciła do świata żywych, w wyjątkowo powolny sposób zaczynając pojmować, że nie znajduje się już w lochach na przesłuchaniu, a w innym, nie do końca znanym jej miejscu. Sięgnęła dłońmi do obolałego miejsca, zwijając się z kulkę i szczelniej zaciskając powieki, chcąc jeszcze chwilę pozostać w stanie błogiej nieświadomości.
Obrazy powoli wracały przed jej oczy; ponownie znalazła się w przyciemnionym pokoju, oświetlanym wyłącznie przez blask otwartego na oścież pieca i mrugającej złowieszczo lampy gazowej. Ach tak, codzienność Selene. Przesłuchanie wiedźmy. Pamiętała jeszcze, na jaki uparty przypadek trafiła… Suka zarzekała się, że nie zna powodu, dla którego wylądowała w lochach, przecież nie jest jedną z nich…! Oczywiście, nikt jej nie wierzył, przecież decyzje Inkwizycji są święte. Dlatego też, Selene dobrotliwie postanowiła kobiecinie pomóc w mówieniu prawdy, starymi, sprawdzonymi metodami, a jeśli zagłębić się w szczegóły – miała wenę na wyrywanie paznokci.
O tak, ten moment również pamiętała doskonale, aż zdołała się uśmiechnąć, czego nikt raczej nie mógł dostrzec, bo twarz miała ukrytą we własnych kolanach. Tylko co było dalej? Ach, mogła odrobinę przesadzić; nigdy nie miała cierpliwości do kobiet powtarzających jak mantrę jednakową kwestię „To nie tak! Nie jestem wiedźmą!”. I stało się, inkwizytorka nim się obejrzała, oberwała prosto w skroń, obcęgami pojawiającymi się, doprawdy, znikąd. Chwilę później zwaliły się na nią nieużywane od lat zardzewiałe narzędzia do tortur, trzymane pod sufitem wyłącznie z sentymentu katów. Nim zdołała zacząć się bronić, z satysfakcją pomyślała „ha, mam cię!”, gdyż przedmioty nie zwykły unosić się same w powietrzu, choć w pokoju przesłuchań wszystko było możliwe. Dosłyszała jeszcze wrzask grabarza, dotychczas spisującego całe wyznanie, najwyraźniej wzywającego pomocy. W tym samym czasie jeden z prostych noży, budową przypominający ten widywany w kuchni, smagnął ją w podbrzusze, tuż pomiędzy kośćmi biodrowymi, na całkiem pokaźnej głębokości. Choć wiedźma celowała w inne miejsce, po części wykonała swoje zadanie; Sel straciła świadomość, przygnieciona żelastwem, spod którego wydobywała się z wolna ciemna krew, ginąca gdzieś w szczelinach kamiennej podłogi.
Ostatecznie wylądowała tutaj, na jednym z łóżek inkwizycyjnego szpitala, nie kojarząc jednak w jaki sposób, kiedy, ani ile już tu leży. Wciąż bolało jak skurwysyn i to nie pozwalało jej wrócić do krainy snu, dlatego zdecydowała się nie ignorować dłużej dźwięków dochodzących z zewnątrz, z wolna otwierając powieki i obdarzając świat rozkojarzonym spojrzeniem. Co takiego dane było jej zobaczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sro Sty 25, 2017 7:47 pm

Jego gabinet leżał właściwie tuż nad tak zwanym "pokojem zwierzeń", więc nic dziwnego, że przez stare mury słyszał każde najcichsze jęknięcie bólu, nie mówiąc już o rozdzierających wrzaskach torturowanych wiedźm. Nie inaczej było oczywiście tego dnia, kiedy próbował w spokoju pracować nad swoimi badaniami, ale ciągle przeszkadzały mu okropne krzyki kobiety, która w żadnym przypadku nie chciała się przyznać do swojej winy. Jacob czuł się tak, jakby usytuowanie jego miejsca pracy było swojego rodzaju próbą, która miała wykazać jego lojalność wobec najświętszej Inkwizycji. Nie był w stanie znieść myśli, że tuż pod podłogą grupa fanatyków katuje niewinne kobiety, ale nie był w stanie nic z tym zrobić. Jedyne, co mógł uczynić, to zrobić sobie zatyczki do uszu z wosku i odrobiny waty, które skutecznie wygłuszały zdecydowaną większość dźwięków, a następnie powrócić do pracy, udając, że wszystko jest w porządku.
I faktycznie wszystko się układało, póki ktoś nie wpadł do jego gabinetu. Był to grabarz, z którym rano zamienił parę słów i z tego co pamiętał, miał on nadzorować przesłuchanie odbywające się tego dnia. Czasami przychodził do Jacoba, żeby powiadomić go o kolejnym ciele, które mógł zbadać, ale tym razem nie wyglądał, jakby przychodził z ofertą ekscytującej sekcji zwłok niezwykle utalentowanej wiedźmy. Inkwizytor był przerażony, wyglądał tak, jakby biegł do balsamisty ile sił w nogach. Stevenson wyjął z uszu prowizoryczne zatyczki i dopiero teraz usłyszał głośną krzątaninę za otwartymi drzwiami i niezrozumiałe słowa mężczyzny, które po przetworzeniu na bardziej ludzki i spokojny język układały się w komunikat nakazujący Jacobowi udanie się do skrzydła szpitalnego. Cisza w lochach, chaos na korytarzu i czerwona twarz przerażonego grabarza wystarczyły, by Jacob zrozumiał, że stało się coś wyjątkowo niedobrego.
Do pomieszczenia wpadł niczym burza, zaraz za kilkoma innymi Inkwizytorami, którzy próbowali mu szybko wyjaśnić, co się stało, ale w efekcie ich głosy łączyły się w jeden niezrozumiały bełkot. Bo dokładniejszych pytaniach Stevenson dowiedział się, że chodziło o wypadek podczas przesłuchania, a wiedźma mocno poturbowała swojego kata, czy też raczej panią kat. Balsamista przez moment zastanawiał się, czy to nie jest jakiś rodzaj kary bożej za te wszystkie złe rzeczy, które Selene robiła wiedźmom. Naprawdę nie miał nic do tej kobiety, ale jej fanatyzm napawał go odrazą. Nie rozumiał, jak można nienawidzić kogoś tak, jak ona nienawidziła czarownice. Nie oznaczało to jednak, że nie chciał jej pomóc. Gdy tylko znalazł się w sali, w pośpiechu zdjął inkwizycyjny płaszcz i zamienił go na biały kitel, który narzucił na swoje ubrania i zapiął kilka środkowych guzików. Następnie wszedł za jeden z wielu parawanów oddzielających kolejne łóżka od siebie i dających to minimum szpitalnej prywatności.
Jego oczom ukazała się wyjątkowo mizerna sylwetka rudej kobiety zwiniętej w kłębek, niczym dziecko w brzuchu matki. Jej ubrania, jak i śnieżnobiała, wykrochmalona pościel na szpitalnym łóżku, były poznaczone czerwonymi plamami krwi, która gdzieniegdzie wciąż wyciekała z ran na brzuchu i głowie. Jacob podszedł bliżej, już ubierając rękawiczki. Najpierw delikatnie ujął jej podbródek i obrócił jej głowę w swoją stronę, żeby zobaczyć, czy jest przytomna, przy okazji oceniając stan rany na skroni. Odetchnął z ulgą, kiedy zobaczył lekko uchylone oczy, nieprzytomnie wpatrujące się w jego postać. To znaczyło, że jeszcze nie było tak źle.
- Spokojnie, panno Torment. Jesteśmy w skrzydle szpitalnym, wszystko jest pod kontrolą - powiedział swoim wyjątkowo spokojnym barytonem, a następnie szybko obejrzał skulone ciało kobiety, zatrzymując się na miejscu, skąd prawdopodobnie wyciekała krew i to właśnie tam musiało być rozcięcie powodujące, że łóżko i ubrania kobiety wyglądały jak po krwawej jatce, ale nie mógł go zobaczyć przez zakrywające go kolana. - Czy może się panienka nieco wyprostować? - zapytał, czy też raczej poprosił grzecznie. Bo przecież pani kat na pewno zależało na tym, żeby nie wykrwawić się na łóżku odmówiwszy pomocy, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Sty 29, 2017 12:53 am

Stłumiła przekleństwo, gdy już spostrzegła się, gdzie leży. Ze wszystkich miejsc w budynku Inkwizycji, to było zdecydowanie jej najmniej ulubionym. Unikała szpitala, jak tylko mogła, a jeśli jednak zdarzyło jej się w nim wylądować, jej pobyt odnotowywano w legendach. Nigdy nie była grzeczną pacjentką, która współpracowała z lekarzem. Nie, nic z tych rzeczy. Ona z żywym uporem czyniła z ich pracy piekło. Oczywiście, jeśli miała do tego siły. Aktualnie była zupełnie zaabsorbowana trzymaniem się za brzuch, aby uchronić swoje cenne organy przed wydostaniem się na zewnątrz.
Zignorowała jego prośbę. Choć w myślach już knuła, jak wyrwać się z owego miejsca, to chwilowo jej brak reakcji na słowa lekarza był spowodowany przejmującym bólem, przez który nie potrafiła wykonać najmniejszego ruchu, wymagającego odejścia od pozycji embrionalnej. Ściskała się mocniej, milcząc dłuższy czas, aż Jacob mógłby zacząć sądzić o ponownej utracie przytomności. Wtedy lekko odwróciła bladą jak płótno i spoconą z wysiłku twarz, obdarzając go zamroczonym spojrzeniem. Jej pierwsze słowa brzmiały:
- Co z wiedźmą? – O tak, Selene zawsze obchodził los wiedźm. Na tyle bardzo, że pytała o nie na łożu śmierci. – Nie uciekła, prawda? Nie… ach! – przerwała, zaciskając powieki i kuląc się bardziej. Wciąż buzowała w niej dawna złość, a im więcej szczegółów przywoływała do pamięci, tym bardziej miała ochotę zczołgać się z pościeli i zadusić czarownicę chociażby stetoskopem Jacoba.
W końcu, bardzo powoli i ociężale zaczęła się prostować, zaciskając zęby, aby nie okazać słabości ani nie zacząć wrzeszczeć, co zrobiłaby najchętniej, zaraz po wróceniu do świata nieświadomości. Czyniła drobne przerwy po każdym pokonanym calu, jakby biegła w maratonie, a nie przewracała się na plecy.
- Nie jestem żadną panną, daruj sobie… - Mina jej skwaśniała, co było właściwie ledwie zauważalne na wykrzywionej w grymasie bólu twarzy. Nie słyszała podobnych grzeczności już od wieków, zapewne od kiedy tylko przywdziała szary płaszcz i żyło jej się z tym całkiem dobrze. Przewróciła się na plecy, podnosząc się łagodnie na łokciu do pozycji półleżącej, ale drugą dłonią wciąż mocno ściskając okaleczony brzuch. Spojrzała na ranę, a dopiero wtedy dotarło do niej, w jakim stanie się znajduje. Uniosła czerwone od krwi ręce, obnażając rozerwaną koszulę i podbrzusze, z którego wciąż chlupało krwią.
- O, gdybym się postarała, mogłabym zobaczyć swoje wnętrze – uśmiechnęła się niemrawo, nie zwracając się jednak do stojącego nad nią mężczyzny. Fakt ten niewątpliwie ją rozbawił. Była gotowa na śmierć, co nie oznaczało, że się jej nie obawiała. Tym razem zwyczajnie nie sądziła, że o nią zahaczy, co powodowało nad wyraz spokojną reakcję. Przecież… bywała już w gorszych sytuacjach i wychodziła z nich cało, z ewentualnym dodatkiem szkaradnej blizny. – Słuchaj, ty… Jacob, tak? – zapytała, z wysiłkiem przypominając sobie jego imię. Efekty unikania mężczyzn przez Selene właśnie się objawiały – przecież pracowali razem już od pewnego czasu. – Zostaw mnie samą. Daj mi odpocząć, a dojdę do siebie – poprosiła go, co lekarz mógłby spokojnie potraktować jako bredzenie towarzyszące gorączce. Nie, Sel była jak najbardziej przytomna i poważna, a co najdziwniejsze – wcale nie zamierzała w ten sposób dokończyć żywota. Próbowała rozwiązać sprawę pokojowym sposobem, przekonana prawdziwości swoich słów.
- A najlepiej… przyprowadź mi jakaś pielęgniarkę – dodała półtonem, zachowując się odpowiedzialnie jak na siebie, czując powagę sytuacji, ostatecznie chcąc poddać się leczeniu. O ile tylko żaden mężczyzna nie będzie przebywał w jej towarzystwie dłużej niż to konieczne.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sob Lut 04, 2017 6:39 pm

Słyszał wiele historii tutejszych lekarzy na temat rudowłosej Inkwizytorki, ale sam był zbyt wielkim profesjonalistą, żeby w ogóle się z nich śmiać czy obawiać. Zdawało mu się normalnym to, że ludzie bali się doktorów, bo ile to razy zdarzało się komuś nie przeżyć wizyty przez ich niekompetencję lub najeść się strachu z powodu wielkich igieł i okropnego bólu... To brzmiało na coś ludzkiego, a fakt, że dorosła kobieta zajmująca się na co dzień znacznie gorszymi rzeczami robiła takie rzeczy, tylko potwierdzał, iż każdy może bać się lekarzy, bez względu na wszystko. Czyżby to spotkanie miało naruszyć jego światopogląd?
Przez tę chwilę ciszy zwątpił, czy Selene faktycznie była przytomna, ale był cierpliwy na tyle, żeby powstrzymać się ze wszystkimi gwałtownymi ruchami, chociaż jeszcze sekunda milczenia, a sam zająłby się pacjentką bez względu na to, czy ta by spała czy nie. I nie ukrywajmy: spodziewał się tego, że nie będzie przejmowała się sobą, tylko wiedźmą. Taki scenariusz tkwił gdzieś z tyłu jego głowy, jak widać słusznie. To uświadczyło go w przekonaniu, że Inkwizytorzy są jak prawdziwe bestie, gotowe poświęcić wszystko dla dobra sprawy. Nawet własne życie lub zdrowie.
- Jestem pewien, że nie uciekła - uciął krótko, nie chcąc wdawać się w niepotrzebne rozmowy, które mogłyby tylko pogorszyć stan Selene, a jego samego nieco wytrącić z równowagi. Prawdę mówiąc, nie miał bladego pojęcia, co się stało z czarownicą, ale po ciszy w inkwizycyjnych murach mógł spodziewać się tego, że żadna wiedźma nie biegała między nimi luzem. - Uspokój się. Żadnych niepotrzebnych ruchów - napomniał ją jeszcze, gdyby przypadkiem chciała zrobić coś jeszcze, co mogło pogorszyć jej stan.
Cierpliwie czekał, gotowy w razie potrzeby pomóc Selene. Chyba te lekarskie plotki dalej krążyły mu po głowie, bo unikał niepotrzebnego kontaktu, pozwalając kobiecie samej się wyprostować, póki była w stanie to zrobić. Jakby bał się, że ta wpadnie w furię i będzie miał problem z powstrzymaniem jej przed zrobieniem sobie i jemu krzywdy. Nawet nie odezwał się, kiedy ta skrytykowała jego grzeczność, jakby to było coś złego. Kobietom się nie dogodzi - westchnął w duszy i aż skrzywił się, gdy kobieta wreszcie zabrała rękę z rany i odsłoniła ją na tyle, żeby Jacob mógł zobaczyć jej wielkość i stan. W tym momencie zdecydował: nie ma szans, żeby mieli ją teraz przewozić na salę operacyjną. Na chwilę wysunął głowę za kotarę, by powiedzieć to stojącej za nią pielęgniarce i poprosić ją o przyniesienie odpowiedniego sprzętu. Kiedy ta szybko ruszyła w odpowiednią stronę, Jacob znowu poświęcił uwagę Selene i zaczął się martwić, czy pielęgniarka w ogóle zdąży, bo pani kat zaczynała wchodzić w fazę majaków.
- Nie, Selene, nie dojdziesz do siebie. Ta rana jest zbyt głęboka, żeby miała się sama zrosnąć - powiedział, wyjmując ze stojącej przy łóżku szafki szarpie, aby zatamować nimi krwotok aż do powrotu pielęgniarki. Przyłożył opatrunek do rany na podbrzuszu i ucisnął mocno, nie zważając na ewentualne protesty. - Pielęgniarkę dostaniesz jak już ci to zaszyję. Obawiam się też, że jedyna pani doktor jaką znam nie zdążyłaby przyjechać, więc musisz wytrzymać ze mną przez chwilę - pragnął rozwiać wszelkie wątpliwości, bo już słyszał przecież o tym, że panna Torment zawsze domagała się pielęgniarek, koniecznie płci pięknej. Stevenson nie wiedział, czy chodziło tu o jej upodobania, widzimisię czy cokolwiek innego, ale był pewien dwóch rzeczy: nie powierzyłby żadnej pielęgniarce zaszywania tej dziury, a doktor Noita raczej nie byłaby w stanie przyjechać przed wykrwawieniem się jego pacjentki na śmierć.
Usłyszał szczęk metalowego wózka zbliżającego się do nich, więc postanowił jeszcze prowizorycznie spytać o jedną rzecz:
- Wytrzymasz szycie czy będziemy potrzebowali znieczulenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Lut 05, 2017 11:56 pm

Słowa Jacoba uspokoiły Selene, choć wcale nie brzmiały one „uspokój się”. Informacja o schwytanej wiedźmie sprawiła dopiero, że odetchnęła z ulgą, gotowa nawet pójść na pewne ustępstwa z lekarzem, oczywiście w granicach (jej) normy. Wierzyła mu, być może przez swoją naiwność, a może bo chciała w to wierzyć. Wykonywała więc ruchy, które ona uznała za niezbędne, niespecjalnie pomagając przy tym doktorowi w skupieniu się na swoim zadaniu. Spokojnie, dopiero się rozkręcała. Dajcie jej jeszcze dwie minuty, a zacznie się oburzać, dlaczego jeszcze jest niepołatana i niegotowa do dalszego funkcjonowania w lochach.
Wysłuchała rozkazów lekarza we względnym spokoju, a raczej nie okazując swojej rosnącej w niej od pewnego czasu paniki. Te nazwy narzędzi nie brzmiały zachęcająco, o ile tylko nie zamierzała ich pożyczać na tortury; wtedy nie miałaby nic przeciwko. Oddychała ciężko, trzeźwiejąc już na tyle, aby móc dopatrywać potencjalnej drogi ucieczki. Gdyby tylko nie stał tak blisko…! Zdążyłaby się doczołgać gdzieś w ciemny kąt, gdzie z pewnością dojdzie do siebie. Och, gdyby jeszcze nie zostawiała za sobą krwawej smugi, byłoby świetnie.
Gdy mówił, szukając swoich piekielnych przyborów, stroiła miny parodiując jego wszechwiedzący ton „ta rana jest zbyt głęboko, aby mogła się sama zrosnąć”. Ha, no to patrz, doktorku! Oczywiście, prędko spoważniała, nie spodziewając się tak nagłego i podstępnego ataku ze strony Jacoba. Wrzasnęła w głos, bardziej z przerażenia niż bólu, będąc zapewne zagadką dla osób znajdujących się za parawanem. Szarpnęła się mocno, podciągając na łokciach, aby jak najszybciej ograniczyć kontakt z mężczyzną.
- Niech cię piekło pochłonie! – wydarła się na niego, gotowa do dalszej walki, jednak wciąż oszołomiona i przerażona, niczym kopnięte zwierzę, jeszcze nieświadome swojej winy. – NIE DOTYKAJ MNIE!!! Nie waż się! – kontynuowała, choć pochłaniało to znaczne zasoby sił Selene, których niewiele więcej zostało na wcielenie jej planów ucieczki w życie.
Jeśli lekarz chciał ją zaprowadzić na sam skraj nerwicy lub spowodować, że serce jej stanie w tym wciąż młodym wieku, doprawdy – szło mu idealnie! Nawet w swoim zamroczeniu zdołała pojąć, że wspomina o dobrze znanej jej osobistości.
- Mówisz o Deneve? – jęknęła z niedowierzaniem. – CZY TY NAPRAWDĘ CHCESZ MNIE ZABIĆ!? Wolę sczeznąć w ciemnym rynsztoku, niż być przez nią zszywana!!! – Wcale nie żartowała. Gdyby ktoś postawił jej wybór ponownego podjęcia leczenia u doktor Noity, a przespania się z krwiożerczym Koszmarem, bez chwili wahania wybrałaby drugą z opcji, dziękując jeszcze za możliwość decyzji, bo zazwyczaj lądując w jakimkolwiek ze szpitali, zwyczajnie jej nie posiadała.
Nie bała się bólu. Była gotowa przeżyć wiele, choć uważała to za bezsensowne tracenie czasu. Jednak to wszystko… miejsce, jego zachowanie i fakt, że był mężczyzną… przerażało ją do granic możliwości. Dyszała coraz szybciej, a oczy biegały jej za możliwością ucieczki, narzędziem, które pozwoli jej się oswobodzić od tego strasznego zdarzenia… Chyba jeszcze nigdy nie znalazła się tak pozbawionej wyjścia sytuacji.
- WYPCHAJ SIĘ Z TAKIM WYBOREM!!! – krzyknęła, panikując już na dobre. Coraz bardziej zbierało jej się na płacz. Desperacja podpowiadała nawet wzięcie mężczyzny na litość. Byleby ją zostawił, byleby dał chwilę spokoju…
Nagle wpadła na genialny pomysł. Och! Że też nie pomyślała o tym wcześniej. Zbierając w sobie resztkę sił, sięgnęła za pazuchę, wydobywając zgrabny sztylet o wąskiej rękojeści. Chwyciła go w trzęsących się z wysiłku dłoniach, cudem nie tracąc świadomości. Wycelowała prosto w niego, gotowa się zamachnąć, gdyby ośmielił się zbliżyć. Oho, tego jeszcze nie było. Owszem, zwykła grozić swoim lekarzom, ale nigdy w tak ostentacyjny sposób! Jacob mógł czuć się zaszczycony, że tak na nią oddziaływał.
- Proszę… po prostu mnie zostaw… - zmieniła taktykę, w ostatnim akcie desperacji próbując po dobroci. Czuła, że nie wytrzyma dłużej; była za bardzo osłabiona. Jeśli Jacob chciał pozbawić ją broni, nie musiał się nawet wielce starać – wystarczyło najprostsze wytrącenie sztyletu z dłoni Selene.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sro Lut 22, 2017 7:24 pm

Był cierpliwy i spokojny niczym cały klasztor tybetańskich mnichów. Zawsze i wszędzie. Do tego zdawał sobie sprawę z trudów lekarskiego fachu jeszcze przez rozpoczęciem nauki. Chciał przecież pomagać ubogim i biednym, którzy nie raz odwdzięczali mu się kuksańcem w nos czy próbami ucieczki, krzycząc, że oni wcale nie potrzebują lekarza. I zazwyczaj faktycznie nie naciskał, uważając to za absolutnie bezcelowe i sprzeczne z jego wizją. Problem polegał na tym, że tym razem nie miał przed sobą biedaka, który i tak dałby sobie radę ze swoim złamanym palcem i wszami, tylko dorosłą Inkwizytorkę, teoretycznie dojrzałą i rozsądną kobietę, która powinna doskonale wiedzieć, co jest dla niej najlepsze i której musiał pomóc. Cóż... pozory potrafią mylić. Jacob nie mógł jej zostawić samej sobie, żeby zrobiła sobie większą krzywdę i przekręciła się za jego plecami. Naprawdę chciał jej pomóc, ale w tym przypadku wypadałoby, żeby druga strona też współpracowała. Dobrze, że miał w sobie jeszcze jakieś pokłady anielskiej cierpliwości i świadomość, iż skoro sam sobie zgotował taki los jako lekarz, to powinien zacisnąć zęby i przeć naprzód.
Zdawał się w ogóle nie słyszeć jej głośnych protestów i próśb o odsunięcie się. Tak jak uciskał ranę wcześniej, tak robił to nadal, w dodatku mocniej, jakby to miało całkowicie unieruchomić krnąbrną Inkwizytorkę. Chyba zaczynał przyzwyczajać się do trudnych warunków pracy, podobnie jak stojące w pogotowiu pielęgniarki, które były chyba na tyle oswojone z Selene, że nawet nie zaoferowały pomocy, kiedy usłyszały jej krzyki. O dziwo Jacob nie odebrał tego jako znieczulicy. Bardziej jako instynkt samozachowawczy.
- Dlatego ciesz się, że jestem tu ja, a nie doktor Noita. I nie, wbrew pozorom mam dobre zamiary, ale byłoby mi znacznie łatwiej i szybciej, gdybyś się nie wyrywała - odrzekł, chociaż nie do końca rozumiał nienawiść do słynnej albinoski. Była dobra w swoim fachu i to wszystko. Może wyróżniała się swoją specyficznością, ale nie mogła być aż taką okropną osobą. Ale co on mógł wiedzieć, skoro ledwie ją znał, w dodatku raczej jako kobietę po fachu, niż zwykłego człowieka.
 Cóż... Dał jej wybór. Miał dobre chęci. Chciał, aby Selene miała to minimum władzy i możliwości decyzji o własnym losie, bo na tyle mógł jej pozwolić. A skoro zostało to zignorowane, postanowił zadziałać na własną rękę. Odwrócił się i wychylił głowę za kotarę, aby odezwać się do dopiero przybyłej pielęgniarki.
- Pójdzie mi jeszcze pani po chloroform - poprosił grzecznie, na tyle głośno, żeby poszkodowana mogła to usłyszeć. Jeszcze nie wiedział, czy skorzysta z możliwości uśpienia jej, żeby się tak nie rzucała i nie zrobiła sobie przez to większej krzywdy, czy skończy się jedynie na delikatnym zastraszeniu. To zależało od tego, jak się zachowa.
Odwrócił się ponownie w stronę panny Torment i prawie nadział się na ostrze sztyletu skierowane w jego kierunku. Odruchowo odchylił się o paręnaście centymetrów, aby uniknąć bliskiego spotkania z bronią, ale zaraz zobaczył, jak bardzo drżały ręce kobiety. Trzymała rękojeść resztkami siły, a sam sztylet wyglądał tak, jakby zaraz miał wypaść z jej dłoni. Jacob powoli chwycił za leżące na metalowym wózku szczypce i z ich pomocą ostrożnie skierował ostrze w dół, aby nie było wycelowane bezpośrednio w niego. Zaraz po tym sztylet wypadł z ręki Selene i uderzył o podłogę z metalicznym brzdękiem.
- Selene. Nie zmuszaj mnie do uśpienia cię albo unieruchomienia przez pielęgniarki, co niewątpliwie naruszyłoby twój wizerunek. Daj mi góra piętnaście minut i nie zobaczysz mnie aż do ściągania szwów. Nie zrobię ci krzywdy, naprawdę - powiedział, przyglądając jej się uważnie i jednocześnie sięgając po fiolkę z ciemnego szkła od pielęgniarki, którą postawił sobie na wózku z narzędziami, daleko od Selene, żeby nie mogła jej strącić, ale na tyle blisko, żeby mogła zobaczyć napis na lekko pożółkłym papierze. Chloroform, tak jak prosił. - Pozwolisz mi zrobić to na trzeźwo i bez kłopotów? - spytał, kryjąc pod tym pytaniem ogromną prośbę, gdzie odpowiedź twierdząca zdecydowanie ułatwiłaby ich życie.

___________________
"Życie uczy nas jak żyć" - Il Etait Une Fois... La Vie


“The life so short, the craft so long to learn.”
- Hippocrates

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sob Mar 04, 2017 11:44 am

- A w dupę sobie wsadź ten chrolo… chlro… chloroform! – szarpała się dalej, uznając tę straszliwą nazwę za należącą do równie przerażającego narzędzia tortur dla niesfornych pacjentów. Pewnie coś, co miało na celu ją unieruchomić. Aż przeszedł ją zimny dreszcz. Nie mogła znieść myśli, że ten okropny lekarz będzie usiłował ją doprowadzić do stanu używalności za pomocą swoich dłoni… Zwłaszcza jeśli miała pozostać przy tym zupełnie świadoma i bezbronna na jego jawny gwałt na niczego winnego podbrzuszu. Dlatego musiała go powstrzymać, niezależnie od ceny.
Oddychała ciężko, nie mając siły utrzymać w dłoni sztyletu, a co dopiero, by wziąć im zamach. Nie zamierzała uszkodzić Jacoba, nawet umyślnie. Wolała nie poznać problemów, jakie po tym by na nią spadły, jako że (zapewne) byli równie sobie rangą. Jej desperacki plan nie powiódł się, puste groźby spełzły na niczym, gdy na nowo pozostała bezbronna. Cofnęła drżącą dłoń, ściskając ją przy piersi.
- Co? – wydyszała na jego kolejne słowa, nie potrafiąc uwierzyć, jak bardzo się nie zrozumieli. Dlaczego on chciał tak bardzo jej pomóc, kiedy ona za nic na świecie tego nie chciała? Jakby żyli w innych światach, porozumiewając się przy użyciu innych języków. – Pierdolę swój wizerunek! – wrzasnęła na tyle głośno, jakby chciała go dodatkowo przekonać, że nie ma wartości, która obchodziłaby ją mniej. Doprawdy, też sobie wymyślił groźbę. – A sam się w to baw!!! – dodała jeszcze krzykiem, podrywając się silnie z łóżka, skopując pościel i lądując stopami na podłodze, gotowa do ucieczki.
Niestety, jej ogólne wycieńczenie, po raz wtóry dało po sobie znać. Miała już ruszać dalej, ignorując wszelakie sprzeciwy ze strony lekarza i pielęgniarki, gdy jej własne mięśnie ją oszukały, wiotczejąc i sprawiając, że zaczęła osuwać się w dół. Chwyciła się jedynej w zasięgu swojej dłoni rzeczy – metalowego wózka. A ten okazał się niezbyt stabilny; przesunął się pod jej naciskiem, sprawiając, że Selene ostatecznie runęła na podłogę, obijając sobie głowę o kant szafki.
Zarobiła nową ranę. Ale całemu wydarzeniu towarzyszył niewątpliwy plus – inkwizytorka w końcu straciła przytomność, dając tym samym przyzwolenie na działanie Jacoba. W końcu mógł przejść do działania, nie targując się z nią dłużej, a tak jak tego chciał. W milczeniu i bez braku sprzeciwu. Leżała słodko koło zrzuconego prześcieradła, z zamkniętymi oczyma, z rękoma rozrzuconymi po jej bokach. Modlitwy lekarza w końcu zostały wysłuchane.
Niezależnie od tego czy chciał ją operować na podłodze, czy usiłował ją jeszcze przenosić na łóżko lub salę operacyjną, po przyjrzeniu się temu, co niegdyś chciał zszywać… mógł poczuć się nieco zdezorientowany. Widział tę samą ranę ładne dziesiątki wymienionych zdań wcześniej. Ileż to czasu minęło? Nie wiadomo, jednak pewne było jedno – zbyt mało, by rana mogła się zasklepić. A jednak. Jeśli na nią spoglądał, doskonale to widział. Choć wciąż wyglądało to paskudnie, brzegi rany na obu końcach złączyły się ze sobą, przecięcie nie krwawiło już wcale. Nie było mowy o pomyłce, przecież widział, jak wyglądało to wcześniej…
Czyżby dlatego właśnie usilnie nie pozwalała sobie pomóc? Była świadoma tego, co działo się z jej ciałem, jakkolwiek nie zakrawałoby to o… cud?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Mar 05, 2017 7:59 pm

Powoli kończyły mu się pomysły co do tego, jak może uspokoić swoją pacjentkę i oszczędzić jej nerwów oraz powiększania się rany. W większości przypadków wystarczała miła prośba, w innych delikatna groźba, taka która miała uderzyć w czuły punkt i spowodować tymczasową uległość. Selene zdawała się nie reagować na żadną z tych metod. Zupełnie zamknęła się w sobie, przez co przestał się liczyć jej wizerunek, jej zdrowie, może nawet godność, gdyby musiały interweniować zażenowane pielęgniarki, a wieść o wszystkim rozniosłaby się do dalszych zakamarków Inkwizycji. Na inne argumenty Jacob nie chciał sobie pozwalać, bo to byłoby poniżej jego moralnych standardów, dlatego kiedy pani kat zaczęła się wydzierać i kląć na niego, po prostu poprosił do siebie pielęgniarkę, żeby mu pomógł w spacyfikowaniu trudnego przypadku.
Tymczasem panna Torment najwyraźniej nie chciała poddać się tak łatwo, bo ledwie została wezwana pomoc z zewnątrz, ta postanowiła uciec. Jacob próbował przytrzymać ją w miejscu, ale nie spodziewał się, że kobieta tak szybko opadnie z sił i runie na podłogę jak długa. Po prostu wyślizgnęła mu się z rąk. Pielęgniarka pisnęła przerażona, a Stevenson zaklął siarczyście. Ukląkł koło Selene i sprawdził oddech i puls. Oddychała. Prawdopodobnie jedynie straciła przytomność z wycieńczenia i nabiła sobie nowego guza. Dobrze, że podczas upadku nie przewróciła na siebie szafki, bo mogłaby sobie zrobić większą krzywdę, łącznie z wylaniem na siebie fiolek i zrzuceniem na siebie przyrządów schowanych w meblu.
Mimo wszystko pomysł z operowaniem na podłodze był bardziej idiotyczny, niż z operowaniem na łóżku, więc szybko przy asyście pielęgniarki umieścił Selene z powrotem na nim. To okrutne, ale odczuwał autentyczną ulgę związaną z tym, że pacjentka przestała wierzgać, krzyczeć i próbować go zabić. Nawet, jeśli było to spowodowane utratą przytomności, która również mogła być niebezpieczna. Teraz przynajmniej mógł w spokoju zająć się opatrywaniem jej ran. Oczywiście zaczął od tej najpaskudniejszej. Podwinął zakrwawioną koszulę i rozwiązał jej spodnie, które następnie lekko zsunął i przypatrzył się ranie. Przez dłuższą chwilę coś mu mocno nie pasowało. Wyglądała na zbyt zasklepioną jak na tak świeży uraz, w dodatku całkowicie przestała krwawić, ale zrzucił winę na to, że całe jej ciało wraz z ubraniami wyglądało jak po całym dniu w rzeźni. Wszystko przybrało kolor intensywnego szkarłatu i lepiło się od zasychającej krwi. Wziął bawełnianą chusteczkę i zwilżył ją alkoholem, po czym zaczął przemywać ranę i jej okolice, jednak ten zabieg w ogóle nie sprawił, że rozcięcie zaczęło wyglądać normalnie. Pielęgniarka zaczęła zaglądać mu przez ramię, ale powiedział jej, że da sobie radę i ma wyjść. Rana bowiem nie wyglądała jak zrobiona zaledwie kilkanaście minut wcześniej, lecz jakby powoli goiła się co najmniej dwa dni. Tymczasem Stevenson wiedział, iż była ona całkiem świeża, przecież widział ją wcześniej i widział, jak obficie krwawiła!
Zaczął zszywanie niezasklepionej reszty, kompletnie skołowany. Próbował znaleźć jakieś medyczne uzasadnienie, jednak to przychodziło mu z trudem. Nie było fizycznie możliwe to, co zaobserwował, a jednak widział jak na dłoni. Rana, przez którą Selene mogła się wykrwawić na śmierć, nim ta zaczęłaby się goić, po prostu się zasklepiała niczym niezbyt głębokie zadrapanie. Do tego dochodziło to, jak bardzo stawiała się przed utratą przytomności... Większości ludzi pogorszyłoby to sytuację. A co, jeśli ona nie była człowiekiem? Tej dziwnej myśli Stevenson nie mógł się wyzbyć, mimo, że było absolutnie niemożliwym, aby do szeregów Inkwizycji dostał się ktoś z przeciwnej strony barykady. Na dodatek wiedźma nie zabijałaby swoich sióstr z takim zapałem, chociaż z drugiej strony... Wszystko było możliwe. Skoro Jacob został Inkwizytorem, czemu nie mogłaby dokonać tego czarownica nienawidząca innych czarownic? Naprawdę nie chciał rzucać słów na wiatr i pleść bzdur, jednak z logicznego punktu widzenia byłoby to całkiem sensowne. Tłumaczyłoby szybką rekonwalescencję i nienawiść Selene do lekarzy, ale pozostawiałoby równie dużo niewiadomych. Będzie musiał poobserwować ją przez jakiś czas i zdobyć dostęp do jej dokumentów, co nie powinno być trudne z jego zawodem. Ale na to przyjdzie czas później.
Zaszył ranę na brzuchu, a także zajął się mniejszymi, na głowie kobiety. Wszystko szybko i sprawnie, żeby zdążyć przed ocknięciem się kobiety, ale z pedantyczną wręcz dbałością o szczegóły. Nie ukrywajmy jednak, że poszło mu tak dobrze również ze względu zasklepianie się rozcięć na głowie, które zachowywały się dokładnie tak, jak te na podbrzuszu. Opatrzył również spuchniętą rękę, jednak nie wyglądało to zbyt poważnie, wystarczył okład i bandaż. Kiedy skończył, zdjął rękawiczki, odłożył je na stolik i przypatrzył się powoli odzyskującej przytomność kobiecie. Zapewne będzie to robił jeszcze przez parę dni, bowiem czuł w kościach, że trafił na przełomowy przypadek. Szkoda tylko, iż była to Inkwizytorka i jeśli przypuszczenia Jacoba się potwierdzą, może się narobić niezły bigos. Póki co jednak postanowił nie dzielić się z nikim tym, co zauważył. Musiał to lepiej przemyśleć i pogrzebać w papierach.
Gdy Selene była już na tyle przytomna, żeby kontaktować ze światem, postanowił się odezwać.
- Oddaję cię w ręce siostry Fitzgerald, tak jak obiecałem. Od dzisiaj ona się tobą zajmuje, ja będę wpadać tylko po to, żeby kontrolować twój stan, ale myślę, że za około tydzień będziesz mogła wyjść - powiedział, notując coś w swoim niezawodnym notesie. Prawdę mówiąc, podejrzewał, że w tym tempie za trzy dni nie będzie śladu po ranie, jednak wolał przetrzymać ją dłużej, żeby nie budzić podejrzeń. Jedyną osobą, która mogła widzieć jakieś nieprawidłowości w rekonwalescencji Selene miała być rzeczona pani Fitzgerald, która prawdopodobnie wiedziała już o tym wcześniej jako wieloletnia pracownica Inkwizycji. Aż dziwne, że nigdy wcześniej nie słyszał plotek o tej sytuacji... Która na pewno nie była jedynie urojeniami.
- Czy chcesz coś jeszcze ode mnie? - zapytał na odchodne, chociaż nie podejrzewał, żeby kobieta chciała wdawać się w dalsze rozmowy z lekarzem, nawet kiedy ten już jej nie dotykał. Wtedy przypomniał sobie o jednej rzeczy... - Mam jeszcze jedną złą nowinę. Cięcie uszkodziło twoją macicę. Prawdopodobnie będziesz miała problemy z zajściem w ciążę, może nawet do końca życia nie będziesz mogła mieć dzieci. Tak bardzo mi przykro - powiedział głosem absolutnie współczującym, chociaż nie mógł być pewny swojej diagnozy po tym, co zobaczył.

___________________
"Życie uczy nas jak żyć" - Il Etait Une Fois... La Vie


“The life so short, the craft so long to learn.”
- Hippocrates

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Mar 12, 2017 6:55 pm

Przestała czuć. Odpłynęła w słodką krainę nieświadomości, gdzie nikt nie grozi jej skalpelem, ani pomocą, której nie chciała otrzymać. Nie mogła wiedzieć, nie znała powodu zaniepokojenia doktora Jacoba. Myślała jak to ona – poleży trochę, wróci do domu i wszystko ułoży się samo, a po ranie pozostanie co najwyżej ślad i przykre wspomnienie. Jej świadomość na tym polu nie była specjalnie rozbudowana. Owszem, miała pojęcie, że jest bardziej odporna od swojej podopiecznej, Erin. Doskonale widziała ślady na ciele dziewczyny, jakich sama była sprawczynią. Denerwowała się, gdy goiły się zbyt długo, czasami podejrzewała nawet, że tamta robiła to specjalnie, aby o kolejny dzień odłożyć swoje obowiązki. Jednak obrazy przed oczyma Selene nie kłamały, mogła namacalnie porównać gojenie się ran u siebie i u niej, a wnioski nasuwały się same. Pamiętała również zdziwione spojrzenie Veilore, przerażonej sprawnością Inkwizytorki pod koniec dnia, gdy u jego początku była zlepkiem siniaków. Jej dawna przyjaciółka zadawała sobie wtedy pytanie „co jej tam dosypują do posiłków w Inkwizycji?!”, nieświadoma, że prawda leży w zupełnie innym miejscu.
Tutaj, przed inkwizycyjnym lekarzem, nie miała podobnego wyjaśnienia, nawet jeśli próbowałaby się tłumaczyć. Otóż, Selene, uznawała się za zupełnie normalną. Gdyby swoją wytrzymałość miałaby czymkolwiek usprawiedliwiać, zapewne skupiłaby się na bardziej prozaicznych tematach, czyli aktywnym trybie życia czy diecie opierającej się na jedzeniu wszystkiego co popadło.
Jeśli Jacob zaczął swoje poszukiwania wewnątrz kartoteki rudowłosej inkwizytorki, nie znalazł raczej nic interesującego, a przynajmniej nie powinien uzyskać z papierzysk odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. „Selene Torment, nosicielka” – głosiłyby pierwsze spisane wyrazy. I choć kobieta strzegła tego sekretu możliwie mocno, czując się wybrakowana i gorsza przez zaznaczenie przeklętym genem, nie była to informacja, za którą warto było dać się przyłapać w grabarskim archiwum bez odpowiednich uprawnień. Łatwiej pytać, choć odpowiedzi mogły zwodzić. Czytając zaś dalej dokumenty młodej kat, dostrzec mógł typową historię, której wynikiem były narodziny zemsty. „Marieanne Torment, matka Selene, również nosicielka, uznana za zaginioną, z naocznej relacji światków zamordowana, zamieszana w konflikt z wiedźmami”. O tak, to wyjaśnia motywy Selene, jednak nie tego zapewne oczekiwał Jacob. Ani słowo nie wspomina o podejrzanie prędkim wracaniu do zdrowia. Nie zostały udokumentowanie jej krótkie pobyty w szpitalu, nie licząc jednego raportu, głoszącego, że Selene sprawiała kłopoty. Dlaczego nikt tego nie zauważył? Prawdę miała zdradzić mu sama inkwizytorka, wkrótce po tym, jak wróciła do świata żywych...
Rozchyliła powieki gwałtownie, jak po wybudzeniu z koszmaru, nie chcąc pozostawać w nim ani chwili dłużej. Poderwała się lekko, otumaniona i w pełnym szoku. Światło. Zmrużyła oczy, czując wciąż paskudne szarpanie w okolicach podbrzusza. Nie tylko ono przypomniało jej o minionym wydarzeniu. W dużej mierze była to zasługa przemawiającego do niej doktora Stevensona. Wysłuchała go w milczeniu, uspokajając przyspieszony oddech, rada z tego, że nie musiała być świadoma, gdy on... brrr...  Najważniejsze, że miała to za sobą! Wtedy też przemówiła słabowitym, ale znacznie bardziej uprzejmym niż ostatnio tonem:
- Tydzień? Nigdy nie byłam w szpitalu tak długo – zastanowiła się na głos, nieświadoma, że potwierdza jego przypuszczania. Oczekiwała pomyłki w tych słowach. Niemożliwe, żeby musiała spędzić tu tyle dni, przecież to bez sensu! Przecież nawet nie chorowała, omijała to miejsce możliwie bardzo! – Nie potrzeba mi tyle czasu... czuję się o wiele lepiej. Do jutra zapewne stanę na nogach – dopowiedziała zdecydowanie, przed oczyma wyobraźni przywołując obraz rzeczonej pielęgniarki. Nie zależało jej na kobiecie, ale poczuła niewymowną ulgę słysząc, że nie będzie opiekował się nią mężczyzna. Była mu wdzięczna. I dlatego też, zdecydowała się wypowiedzieć kolejne ze słów, choć o wiele ciszej. – Dziękuję za pańską wytrwałość. Ja na pana miejscu, nie cackałabym się tak – powiedziała, przywołując na usta cień uśmiechu. Gdy szok minął, wróciła  do form grzecznościowych, choć było to już zbędne. Zapewne w żaden sposób nie zdoła zrekompensować mu zgotowanej traumy, po której będzie modlił się, by jego pacjenci w przyszłości wykazali więcej ogłady.
Wzrokiem zaczęła wypatrywać swojej nowej opiekunki. Przy operacji doktor Stevenson kazał kobiecinie opuścić miejsce, dlatego też tamta mogła nie być świadoma początkowego stanu Selene, jako że mężczyzna był jedyną osobą (poza rudowłosą inkwizytorką), widzącą ranę w pełnej krasie. Do kiedy nie poinformował jej o wszystkim, pielęgniarka nie powinna dostrzegać większych nieprawidłowości...
Pokręciła głową na pytanie, choć niemiłosiernie chciało jej się pić. Ba, oddałaby duszę za szklankę wody, jednak wolała go nie zatrzymywać. Nie czuła się w jego obecności swobodnie, nawet jeśli wymieniali się suchymi zdaniami, a lekarz nie groził jej już operacją. Wiadomość, jaką niosły za sobą jego słowa, sprawiła, że serce Selene zamarło na moment. Wpatrywała się w niego jak w obrazek, jak w bożka, który obiecał jej 72 dziewice po śmierci. Rozchyliła wargi ze zdumienia, usiłując sobie poradzić z informacją.
- Prawdopodobnie? – powtórzyła jak echo, poddenerwowana, że nie ma pewności do tak istotnej kwestii w jej życiu. – Nigdy? – chciała się upewnić jeszcze, jakby wciąż nie potrafiąc uwierzyć. Ileż możliwości jednocześnie uderzyło ją w tamtej chwili! Powie ojcu! A on ucieszy się, choć skomentuje to w typowy dla siebie sposób „tacy jak ty nie powinni się rozmnażać”. Uśmiechnęła się do myśli. Może nawet będzie z niej dumny...! Jak to niewiele było trzeba! W następnej kolejności poinformuje kuzyna, a co się będzie! A później będzie świętowała, do samego rana. Zaczęła się śmiać, w głos, na darmo usiłując się hamować. Przytknęła silnie dłoń do ust, ledwie nad sobą panując. – Co za wiadomość... – zdołała jedynie wysapać, nie chcąc uchodzić za ostatnią wariatkę, cieszącą się z czegoś, co powszechnie uważane jest za nieszczęście. Niestety, jej spojrzenie było aż nadto wymowne. – Dziękuję, doktorze. Wiem, że zrobił pan wszystko, co w pańskiej mocy – udało jej się powiedzieć, a z oczu inkwizytorki pociekły łzy rozbawienia, spowodowane zbyt długim pozbawianiem ujścia śmiechu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pią Kwi 28, 2017 8:55 pm

Selene nieświadomie potwierdzała jego obawy, czy też raczej wzbudzała ich coraz więcej. Najdziwniejszym było to, jak szczerze się o tym wypowiadała. Nawet nie kryła się z tym fenomenem, jakim było zbyt szybkie gojenie się ran, mówiła jakby to było coś naturalnego i normalnego. Jacob jeszcze powstrzymywał się od zadawania pytań, a tymczasem panna Torment mimowolnie odpowiadała na niektóre z nich. To było co najmniej dziwne.
- Zobaczymy. Przyjdę jutro i sprawdzę co u ciebie. Jeśli wszystko będzie w porządku, w co wątpię, pozwolę ci iść. Jeśli nie, będziesz musiała zaczekać, aż będę miał pewność, że rana nie otworzy ci się przy pierwszym lepszym ruchu - odpowiedział. Zero obietnic, bo o ile te mógł składać innym ludziom, tak Selene była szczególnym przypadkiem, jedynym w swoim rodzaju, przy którym Jacob nie mógł być niczego pewien. Może rana faktycznie zasklepi się w jedną noc, a może zachowa się jak każda inna i będzie musiał przetrzymać panią kat w szpitalu dłużej, niż ta by chciała.
Prawdziwie zdziwił się, gdy po tej walce o samą możliwość obejrzenia rany usłyszał podziękowania za wytrwałość. Nie spodziewał się, że kobieta zdobędzie się czegoś takiego, a nawet nie oczekiwał tego od niej.
- To moja praca. Miewałem gorsze przypadki - powiedział zdawkowo, uśmiechając się jednak lekko na jej słowa. Koniec końców Selene nie zrobiła mu faktycznej krzywdy i dało się jej pomóc, nawet jeśli dopiero po tym, jak straciła przytomność. Gdy pracował z biedotą, był narażony na większe niebezpieczeństwo. Co nie zmieniało faktu, że ta jedna interwencja zapisze się w jego umyśle na długo i na pewno zapadnie mu w pamięć, a na samą pannę Torment będzie patrzył w nieco inny sposób, chociaż sam nie przyznałby się do tego, że ocenił kogoś po zaledwie jednym spotkaniu.
To, co stało się później, poniekąd miało przypieczętować jego dystans do Selene. Stevenson spodziewał się płaczu, smutku, co występowało u większości kobiet, które z różnych powodów nie mogły mieć dzieci. Taka wiadomość mogła pozbawić je sensu życia, o ile liczyły na posiadanie potomstwa, które mogły wychować, a które pod koniec życia miało podać im szklankę wody. Nie tym razem. Doktor liczył się z tym, że w tych czasach nie każda kobieta chciała mieć dzieci, lecz nigdy nie widział, aby ktoś autentycznie cieszył się ze swojej prawdopodobnej bezpłodności.
- Prawdopodobnie. Nie chcę rzucać słów na wiatr, lecz istnieje taka możliwość. Mimo wszystko radzę uważać, bo różne cuda się w życiu dzieją - rzekł, próbując zachować na twarzy maskę zdystansowania, czego najwidoczniej nie umiała czynić Selene. Przynajmniej w ten sposób ją uszczęśliwił, czego nie chciał mówić na głos, żeby nie zabrzmieć źle. Musiał zachowywać się przyzwoicie, jakkolwiek nietypowo nie zachowywałaby się jego pacjentka.
- Wygląda na to, że moja praca na dzisiaj dobiegła końca. Zostawiam cię siostrze, jeśli coś się będzie działo, wzywaj ją. Jutro przyjdę na kontrolę i wtedy zadecydujemy co dalej - specjalnie powiedział to, żeby kobieta przygotowała się mentalnie na jego przybycie i prawdopodobnie oglądanie rany. Może sprawi to, że wizyta stanie się odrobinę łatwiejsza i obędzie się bez usypiania, grożenia ostrymi przedmiotami i tak dalej. - Do widzenia, Selene. Oszczędzaj się - powiedział, spakowawszy wszystkie swoje rzeczy do lekarskiej torby. Wyszedł za parawan, gdzie udzielił paru wskazówek pielęgniarce. Banały opierające się na "w razie potrzeby proszę zmienić opatrunek" lub "proszę pilnować, żeby Selene nie ruszała się z łóżka". Nic nie wspomniał o tym, co zauważył. Jeśli pielęgniarka to zauważy, zapewne będzie musiał jakoś to wytłumaczyć, ale jeszcze nie teraz. Póki co chciał sam poobserwować swoją pacjentkę, dlatego poprosił, aby w razie problemów kontaktować się z nim, nie z jakimkolwiek innym lekarzem. Tymczasem sam udał się szukać jakiejkolwiek dokumentacji na temat panny Torment, aby znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia. Dopiero później miał dowiedzieć się, że próby przeglądania papierów nie dadzą żadnych efektów.

/ zt x2

___________________
"Życie uczy nas jak żyć" - Il Etait Une Fois... La Vie


“The life so short, the craft so long to learn.”
- Hippocrates

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Główna sala szpitalna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala szpitalna
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Siedziba Inkwizycji :: Szpital-
Skocz do: