IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główna sala szpitalna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 709
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Główna sala szpitalna   Sro Sty 25, 2017 1:47 am

Główna sala w skrzydle szpitalnym Inkwizycji, wysłana wieloma łóżkami. Na próżno spodziewać się tu prywatności, przypadki wymagające interwencji nagle lub te niezbyt groźne, lądują właśnie tutaj, oddzielone w najlepszym przypadku materiałowymi parawanami. Na sali za dnia panuje zgiełk i odór typowy dla podawanych lekarstw, chorób i umierania.
Od głównej sali odchodzą dwie pary drzwi - wejście od strony budynku i kolejne, za którymi zastanie się długi korytarz z kolejnymi salami, dla pacjentów, przebywających w szpitalu dłużej oraz gabinety lekarskie.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Selene dnia Sob Cze 17, 2017 9:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 709
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sro Sty 25, 2017 1:47 am

Nie wiedziała, co zdołało ją obudzić – czy były to wszechobecne odgłosy ożywionych, intensywnych rozmów, czy przejmujący ból w okolicach podbrzusza, nasilający się z każdą chwilą. Z jękiem powróciła do świata żywych, w wyjątkowo powolny sposób zaczynając pojmować, że nie znajduje się już w lochach na przesłuchaniu, a w innym, nie do końca znanym jej miejscu. Sięgnęła dłońmi do obolałego miejsca, zwijając się z kulkę i szczelniej zaciskając powieki, chcąc jeszcze chwilę pozostać w stanie błogiej nieświadomości.
Obrazy powoli wracały przed jej oczy; ponownie znalazła się w przyciemnionym pokoju, oświetlanym wyłącznie przez blask otwartego na oścież pieca i mrugającej złowieszczo lampy gazowej. Ach tak, codzienność Selene. Przesłuchanie wiedźmy. Pamiętała jeszcze, na jaki uparty przypadek trafiła… Suka zarzekała się, że nie zna powodu, dla którego wylądowała w lochach, przecież nie jest jedną z nich…! Oczywiście, nikt jej nie wierzył, przecież decyzje Inkwizycji są święte. Dlatego też, Selene dobrotliwie postanowiła kobiecinie pomóc w mówieniu prawdy, starymi, sprawdzonymi metodami, a jeśli zagłębić się w szczegóły – miała wenę na wyrywanie paznokci.
O tak, ten moment również pamiętała doskonale, aż zdołała się uśmiechnąć, czego nikt raczej nie mógł dostrzec, bo twarz miała ukrytą we własnych kolanach. Tylko co było dalej? Ach, mogła odrobinę przesadzić; nigdy nie miała cierpliwości do kobiet powtarzających jak mantrę jednakową kwestię „To nie tak! Nie jestem wiedźmą!”. I stało się, inkwizytorka nim się obejrzała, oberwała prosto w skroń, obcęgami pojawiającymi się, doprawdy, znikąd. Chwilę później zwaliły się na nią nieużywane od lat zardzewiałe narzędzia do tortur, trzymane pod sufitem wyłącznie z sentymentu katów. Nim zdołała zacząć się bronić, z satysfakcją pomyślała „ha, mam cię!”, gdyż przedmioty nie zwykły unosić się same w powietrzu, choć w pokoju przesłuchań wszystko było możliwe. Dosłyszała jeszcze wrzask grabarza, dotychczas spisującego całe wyznanie, najwyraźniej wzywającego pomocy. W tym samym czasie jeden z prostych noży, budową przypominający ten widywany w kuchni, smagnął ją w podbrzusze, tuż pomiędzy kośćmi biodrowymi, na całkiem pokaźnej głębokości. Choć wiedźma celowała w inne miejsce, po części wykonała swoje zadanie; Sel straciła świadomość, przygnieciona żelastwem, spod którego wydobywała się z wolna ciemna krew, ginąca gdzieś w szczelinach kamiennej podłogi.
Ostatecznie wylądowała tutaj, na jednym z łóżek inkwizycyjnego szpitala, nie kojarząc jednak w jaki sposób, kiedy, ani ile już tu leży. Wciąż bolało jak skurwysyn i to nie pozwalało jej wrócić do krainy snu, dlatego zdecydowała się nie ignorować dłużej dźwięków dochodzących z zewnątrz, z wolna otwierając powieki i obdarzając świat rozkojarzonym spojrzeniem. Co takiego dane było jej zobaczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 17
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sro Sty 25, 2017 7:47 pm

Jego gabinet leżał właściwie tuż nad tak zwanym "pokojem zwierzeń", więc nic dziwnego, że przez stare mury słyszał każde najcichsze jęknięcie bólu, nie mówiąc już o rozdzierających wrzaskach torturowanych wiedźm. Nie inaczej było oczywiście tego dnia, kiedy próbował w spokoju pracować nad swoimi badaniami, ale ciągle przeszkadzały mu okropne krzyki kobiety, która w żadnym przypadku nie chciała się przyznać do swojej winy. Jacob czuł się tak, jakby usytuowanie jego miejsca pracy było swojego rodzaju próbą, która miała wykazać jego lojalność wobec najświętszej Inkwizycji. Nie był w stanie znieść myśli, że tuż pod podłogą grupa fanatyków katuje niewinne kobiety, ale nie był w stanie nic z tym zrobić. Jedyne, co mógł uczynić, to zrobić sobie zatyczki do uszu z wosku i odrobiny waty, które skutecznie wygłuszały zdecydowaną większość dźwięków, a następnie powrócić do pracy, udając, że wszystko jest w porządku.
I faktycznie wszystko się układało, póki ktoś nie wpadł do jego gabinetu. Był to grabarz, z którym rano zamienił parę słów i z tego co pamiętał, miał on nadzorować przesłuchanie odbywające się tego dnia. Czasami przychodził do Jacoba, żeby powiadomić go o kolejnym ciele, które mógł zbadać, ale tym razem nie wyglądał, jakby przychodził z ofertą ekscytującej sekcji zwłok niezwykle utalentowanej wiedźmy. Inkwizytor był przerażony, wyglądał tak, jakby biegł do balsamisty ile sił w nogach. Stevenson wyjął z uszu prowizoryczne zatyczki i dopiero teraz usłyszał głośną krzątaninę za otwartymi drzwiami i niezrozumiałe słowa mężczyzny, które po przetworzeniu na bardziej ludzki i spokojny język układały się w komunikat nakazujący Jacobowi udanie się do skrzydła szpitalnego. Cisza w lochach, chaos na korytarzu i czerwona twarz przerażonego grabarza wystarczyły, by Jacob zrozumiał, że stało się coś wyjątkowo niedobrego.
Do pomieszczenia wpadł niczym burza, zaraz za kilkoma innymi Inkwizytorami, którzy próbowali mu szybko wyjaśnić, co się stało, ale w efekcie ich głosy łączyły się w jeden niezrozumiały bełkot. Bo dokładniejszych pytaniach Stevenson dowiedział się, że chodziło o wypadek podczas przesłuchania, a wiedźma mocno poturbowała swojego kata, czy też raczej panią kat. Balsamista przez moment zastanawiał się, czy to nie jest jakiś rodzaj kary bożej za te wszystkie złe rzeczy, które Selene robiła wiedźmom. Naprawdę nie miał nic do tej kobiety, ale jej fanatyzm napawał go odrazą. Nie rozumiał, jak można nienawidzić kogoś tak, jak ona nienawidziła czarownice. Nie oznaczało to jednak, że nie chciał jej pomóc. Gdy tylko znalazł się w sali, w pośpiechu zdjął inkwizycyjny płaszcz i zamienił go na biały kitel, który narzucił na swoje ubrania i zapiął kilka środkowych guzików. Następnie wszedł za jeden z wielu parawanów oddzielających kolejne łóżka od siebie i dających to minimum szpitalnej prywatności.
Jego oczom ukazała się wyjątkowo mizerna sylwetka rudej kobiety zwiniętej w kłębek, niczym dziecko w brzuchu matki. Jej ubrania, jak i śnieżnobiała, wykrochmalona pościel na szpitalnym łóżku, były poznaczone czerwonymi plamami krwi, która gdzieniegdzie wciąż wyciekała z ran na brzuchu i głowie. Jacob podszedł bliżej, już ubierając rękawiczki. Najpierw delikatnie ujął jej podbródek i obrócił jej głowę w swoją stronę, żeby zobaczyć, czy jest przytomna, przy okazji oceniając stan rany na skroni. Odetchnął z ulgą, kiedy zobaczył lekko uchylone oczy, nieprzytomnie wpatrujące się w jego postać. To znaczyło, że jeszcze nie było tak źle.
- Spokojnie, panno Torment. Jesteśmy w skrzydle szpitalnym, wszystko jest pod kontrolą - powiedział swoim wyjątkowo spokojnym barytonem, a następnie szybko obejrzał skulone ciało kobiety, zatrzymując się na miejscu, skąd prawdopodobnie wyciekała krew i to właśnie tam musiało być rozcięcie powodujące, że łóżko i ubrania kobiety wyglądały jak po krwawej jatce, ale nie mógł go zobaczyć przez zakrywające go kolana. - Czy może się panienka nieco wyprostować? - zapytał, czy też raczej poprosił grzecznie. Bo przecież pani kat na pewno zależało na tym, żeby nie wykrwawić się na łóżku odmówiwszy pomocy, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 709
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Sty 29, 2017 12:53 am

Stłumiła przekleństwo, gdy już spostrzegła się, gdzie leży. Ze wszystkich miejsc w budynku Inkwizycji, to było zdecydowanie jej najmniej ulubionym. Unikała szpitala, jak tylko mogła, a jeśli jednak zdarzyło jej się w nim wylądować, jej pobyt odnotowywano w legendach. Nigdy nie była grzeczną pacjentką, która współpracowała z lekarzem. Nie, nic z tych rzeczy. Ona z żywym uporem czyniła z ich pracy piekło. Oczywiście, jeśli miała do tego siły. Aktualnie była zupełnie zaabsorbowana trzymaniem się za brzuch, aby uchronić swoje cenne organy przed wydostaniem się na zewnątrz.
Zignorowała jego prośbę. Choć w myślach już knuła, jak wyrwać się z owego miejsca, to chwilowo jej brak reakcji na słowa lekarza był spowodowany przejmującym bólem, przez który nie potrafiła wykonać najmniejszego ruchu, wymagającego odejścia od pozycji embrionalnej. Ściskała się mocniej, milcząc dłuższy czas, aż Jacob mógłby zacząć sądzić o ponownej utracie przytomności. Wtedy lekko odwróciła bladą jak płótno i spoconą z wysiłku twarz, obdarzając go zamroczonym spojrzeniem. Jej pierwsze słowa brzmiały:
- Co z wiedźmą? – O tak, Selene zawsze obchodził los wiedźm. Na tyle bardzo, że pytała o nie na łożu śmierci. – Nie uciekła, prawda? Nie… ach! – przerwała, zaciskając powieki i kuląc się bardziej. Wciąż buzowała w niej dawna złość, a im więcej szczegółów przywoływała do pamięci, tym bardziej miała ochotę zczołgać się z pościeli i zadusić czarownicę chociażby stetoskopem Jacoba.
W końcu, bardzo powoli i ociężale zaczęła się prostować, zaciskając zęby, aby nie okazać słabości ani nie zacząć wrzeszczeć, co zrobiłaby najchętniej, zaraz po wróceniu do świata nieświadomości. Czyniła drobne przerwy po każdym pokonanym calu, jakby biegła w maratonie, a nie przewracała się na plecy.
- Nie jestem żadną panną, daruj sobie… - Mina jej skwaśniała, co było właściwie ledwie zauważalne na wykrzywionej w grymasie bólu twarzy. Nie słyszała podobnych grzeczności już od wieków, zapewne od kiedy tylko przywdziała szary płaszcz i żyło jej się z tym całkiem dobrze. Przewróciła się na plecy, podnosząc się łagodnie na łokciu do pozycji półleżącej, ale drugą dłonią wciąż mocno ściskając okaleczony brzuch. Spojrzała na ranę, a dopiero wtedy dotarło do niej, w jakim stanie się znajduje. Uniosła czerwone od krwi ręce, obnażając rozerwaną koszulę i podbrzusze, z którego wciąż chlupało krwią.
- O, gdybym się postarała, mogłabym zobaczyć swoje wnętrze – uśmiechnęła się niemrawo, nie zwracając się jednak do stojącego nad nią mężczyzny. Fakt ten niewątpliwie ją rozbawił. Była gotowa na śmierć, co nie oznaczało, że się jej nie obawiała. Tym razem zwyczajnie nie sądziła, że o nią zahaczy, co powodowało nad wyraz spokojną reakcję. Przecież… bywała już w gorszych sytuacjach i wychodziła z nich cało, z ewentualnym dodatkiem szkaradnej blizny. – Słuchaj, ty… Jacob, tak? – zapytała, z wysiłkiem przypominając sobie jego imię. Efekty unikania mężczyzn przez Selene właśnie się objawiały – przecież pracowali razem już od pewnego czasu. – Zostaw mnie samą. Daj mi odpocząć, a dojdę do siebie – poprosiła go, co lekarz mógłby spokojnie potraktować jako bredzenie towarzyszące gorączce. Nie, Sel była jak najbardziej przytomna i poważna, a co najdziwniejsze – wcale nie zamierzała w ten sposób dokończyć żywota. Próbowała rozwiązać sprawę pokojowym sposobem, przekonana prawdziwości swoich słów.
- A najlepiej… przyprowadź mi jakaś pielęgniarkę – dodała półtonem, zachowując się odpowiedzialnie jak na siebie, czując powagę sytuacji, ostatecznie chcąc poddać się leczeniu. O ile tylko żaden mężczyzna nie będzie przebywał w jej towarzystwie dłużej niż to konieczne.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 17
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sob Lut 04, 2017 6:39 pm

Słyszał wiele historii tutejszych lekarzy na temat rudowłosej Inkwizytorki, ale sam był zbyt wielkim profesjonalistą, żeby w ogóle się z nich śmiać czy obawiać. Zdawało mu się normalnym to, że ludzie bali się doktorów, bo ile to razy zdarzało się komuś nie przeżyć wizyty przez ich niekompetencję lub najeść się strachu z powodu wielkich igieł i okropnego bólu... To brzmiało na coś ludzkiego, a fakt, że dorosła kobieta zajmująca się na co dzień znacznie gorszymi rzeczami robiła takie rzeczy, tylko potwierdzał, iż każdy może bać się lekarzy, bez względu na wszystko. Czyżby to spotkanie miało naruszyć jego światopogląd?
Przez tę chwilę ciszy zwątpił, czy Selene faktycznie była przytomna, ale był cierpliwy na tyle, żeby powstrzymać się ze wszystkimi gwałtownymi ruchami, chociaż jeszcze sekunda milczenia, a sam zająłby się pacjentką bez względu na to, czy ta by spała czy nie. I nie ukrywajmy: spodziewał się tego, że nie będzie przejmowała się sobą, tylko wiedźmą. Taki scenariusz tkwił gdzieś z tyłu jego głowy, jak widać słusznie. To uświadczyło go w przekonaniu, że Inkwizytorzy są jak prawdziwe bestie, gotowe poświęcić wszystko dla dobra sprawy. Nawet własne życie lub zdrowie.
- Jestem pewien, że nie uciekła - uciął krótko, nie chcąc wdawać się w niepotrzebne rozmowy, które mogłyby tylko pogorszyć stan Selene, a jego samego nieco wytrącić z równowagi. Prawdę mówiąc, nie miał bladego pojęcia, co się stało z czarownicą, ale po ciszy w inkwizycyjnych murach mógł spodziewać się tego, że żadna wiedźma nie biegała między nimi luzem. - Uspokój się. Żadnych niepotrzebnych ruchów - napomniał ją jeszcze, gdyby przypadkiem chciała zrobić coś jeszcze, co mogło pogorszyć jej stan.
Cierpliwie czekał, gotowy w razie potrzeby pomóc Selene. Chyba te lekarskie plotki dalej krążyły mu po głowie, bo unikał niepotrzebnego kontaktu, pozwalając kobiecie samej się wyprostować, póki była w stanie to zrobić. Jakby bał się, że ta wpadnie w furię i będzie miał problem z powstrzymaniem jej przed zrobieniem sobie i jemu krzywdy. Nawet nie odezwał się, kiedy ta skrytykowała jego grzeczność, jakby to było coś złego. Kobietom się nie dogodzi - westchnął w duszy i aż skrzywił się, gdy kobieta wreszcie zabrała rękę z rany i odsłoniła ją na tyle, żeby Jacob mógł zobaczyć jej wielkość i stan. W tym momencie zdecydował: nie ma szans, żeby mieli ją teraz przewozić na salę operacyjną. Na chwilę wysunął głowę za kotarę, by powiedzieć to stojącej za nią pielęgniarce i poprosić ją o przyniesienie odpowiedniego sprzętu. Kiedy ta szybko ruszyła w odpowiednią stronę, Jacob znowu poświęcił uwagę Selene i zaczął się martwić, czy pielęgniarka w ogóle zdąży, bo pani kat zaczynała wchodzić w fazę majaków.
- Nie, Selene, nie dojdziesz do siebie. Ta rana jest zbyt głęboka, żeby miała się sama zrosnąć - powiedział, wyjmując ze stojącej przy łóżku szafki szarpie, aby zatamować nimi krwotok aż do powrotu pielęgniarki. Przyłożył opatrunek do rany na podbrzuszu i ucisnął mocno, nie zważając na ewentualne protesty. - Pielęgniarkę dostaniesz jak już ci to zaszyję. Obawiam się też, że jedyna pani doktor jaką znam nie zdążyłaby przyjechać, więc musisz wytrzymać ze mną przez chwilę - pragnął rozwiać wszelkie wątpliwości, bo już słyszał przecież o tym, że panna Torment zawsze domagała się pielęgniarek, koniecznie płci pięknej. Stevenson nie wiedział, czy chodziło tu o jej upodobania, widzimisię czy cokolwiek innego, ale był pewien dwóch rzeczy: nie powierzyłby żadnej pielęgniarce zaszywania tej dziury, a doktor Noita raczej nie byłaby w stanie przyjechać przed wykrwawieniem się jego pacjentki na śmierć.
Usłyszał szczęk metalowego wózka zbliżającego się do nich, więc postanowił jeszcze prowizorycznie spytać o jedną rzecz:
- Wytrzymasz szycie czy będziemy potrzebowali znieczulenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 709
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Lut 05, 2017 11:56 pm

Słowa Jacoba uspokoiły Selene, choć wcale nie brzmiały one „uspokój się”. Informacja o schwytanej wiedźmie sprawiła dopiero, że odetchnęła z ulgą, gotowa nawet pójść na pewne ustępstwa z lekarzem, oczywiście w granicach (jej) normy. Wierzyła mu, być może przez swoją naiwność, a może bo chciała w to wierzyć. Wykonywała więc ruchy, które ona uznała za niezbędne, niespecjalnie pomagając przy tym doktorowi w skupieniu się na swoim zadaniu. Spokojnie, dopiero się rozkręcała. Dajcie jej jeszcze dwie minuty, a zacznie się oburzać, dlaczego jeszcze jest niepołatana i niegotowa do dalszego funkcjonowania w lochach.
Wysłuchała rozkazów lekarza we względnym spokoju, a raczej nie okazując swojej rosnącej w niej od pewnego czasu paniki. Te nazwy narzędzi nie brzmiały zachęcająco, o ile tylko nie zamierzała ich pożyczać na tortury; wtedy nie miałaby nic przeciwko. Oddychała ciężko, trzeźwiejąc już na tyle, aby móc dopatrywać potencjalnej drogi ucieczki. Gdyby tylko nie stał tak blisko…! Zdążyłaby się doczołgać gdzieś w ciemny kąt, gdzie z pewnością dojdzie do siebie. Och, gdyby jeszcze nie zostawiała za sobą krwawej smugi, byłoby świetnie.
Gdy mówił, szukając swoich piekielnych przyborów, stroiła miny parodiując jego wszechwiedzący ton „ta rana jest zbyt głęboko, aby mogła się sama zrosnąć”. Ha, no to patrz, doktorku! Oczywiście, prędko spoważniała, nie spodziewając się tak nagłego i podstępnego ataku ze strony Jacoba. Wrzasnęła w głos, bardziej z przerażenia niż bólu, będąc zapewne zagadką dla osób znajdujących się za parawanem. Szarpnęła się mocno, podciągając na łokciach, aby jak najszybciej ograniczyć kontakt z mężczyzną.
- Niech cię piekło pochłonie! – wydarła się na niego, gotowa do dalszej walki, jednak wciąż oszołomiona i przerażona, niczym kopnięte zwierzę, jeszcze nieświadome swojej winy. – NIE DOTYKAJ MNIE!!! Nie waż się! – kontynuowała, choć pochłaniało to znaczne zasoby sił Selene, których niewiele więcej zostało na wcielenie jej planów ucieczki w życie.
Jeśli lekarz chciał ją zaprowadzić na sam skraj nerwicy lub spowodować, że serce jej stanie w tym wciąż młodym wieku, doprawdy – szło mu idealnie! Nawet w swoim zamroczeniu zdołała pojąć, że wspomina o dobrze znanej jej osobistości.
- Mówisz o Deneve? – jęknęła z niedowierzaniem. – CZY TY NAPRAWDĘ CHCESZ MNIE ZABIĆ!? Wolę sczeznąć w ciemnym rynsztoku, niż być przez nią zszywana!!! – Wcale nie żartowała. Gdyby ktoś postawił jej wybór ponownego podjęcia leczenia u doktor Noity, a przespania się z krwiożerczym Koszmarem, bez chwili wahania wybrałaby drugą z opcji, dziękując jeszcze za możliwość decyzji, bo zazwyczaj lądując w jakimkolwiek ze szpitali, zwyczajnie jej nie posiadała.
Nie bała się bólu. Była gotowa przeżyć wiele, choć uważała to za bezsensowne tracenie czasu. Jednak to wszystko… miejsce, jego zachowanie i fakt, że był mężczyzną… przerażało ją do granic możliwości. Dyszała coraz szybciej, a oczy biegały jej za możliwością ucieczki, narzędziem, które pozwoli jej się oswobodzić od tego strasznego zdarzenia… Chyba jeszcze nigdy nie znalazła się tak pozbawionej wyjścia sytuacji.
- WYPCHAJ SIĘ Z TAKIM WYBOREM!!! – krzyknęła, panikując już na dobre. Coraz bardziej zbierało jej się na płacz. Desperacja podpowiadała nawet wzięcie mężczyzny na litość. Byleby ją zostawił, byleby dał chwilę spokoju…
Nagle wpadła na genialny pomysł. Och! Że też nie pomyślała o tym wcześniej. Zbierając w sobie resztkę sił, sięgnęła za pazuchę, wydobywając zgrabny sztylet o wąskiej rękojeści. Chwyciła go w trzęsących się z wysiłku dłoniach, cudem nie tracąc świadomości. Wycelowała prosto w niego, gotowa się zamachnąć, gdyby ośmielił się zbliżyć. Oho, tego jeszcze nie było. Owszem, zwykła grozić swoim lekarzom, ale nigdy w tak ostentacyjny sposób! Jacob mógł czuć się zaszczycony, że tak na nią oddziaływał.
- Proszę… po prostu mnie zostaw… - zmieniła taktykę, w ostatnim akcie desperacji próbując po dobroci. Czuła, że nie wytrzyma dłużej; była za bardzo osłabiona. Jeśli Jacob chciał pozbawić ją broni, nie musiał się nawet wielce starać – wystarczyło najprostsze wytrącenie sztyletu z dłoni Selene.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 17
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sro Lut 22, 2017 7:24 pm

Był cierpliwy i spokojny niczym cały klasztor tybetańskich mnichów. Zawsze i wszędzie. Do tego zdawał sobie sprawę z trudów lekarskiego fachu jeszcze przez rozpoczęciem nauki. Chciał przecież pomagać ubogim i biednym, którzy nie raz odwdzięczali mu się kuksańcem w nos czy próbami ucieczki, krzycząc, że oni wcale nie potrzebują lekarza. I zazwyczaj faktycznie nie naciskał, uważając to za absolutnie bezcelowe i sprzeczne z jego wizją. Problem polegał na tym, że tym razem nie miał przed sobą biedaka, który i tak dałby sobie radę ze swoim złamanym palcem i wszami, tylko dorosłą Inkwizytorkę, teoretycznie dojrzałą i rozsądną kobietę, która powinna doskonale wiedzieć, co jest dla niej najlepsze i której musiał pomóc. Cóż... pozory potrafią mylić. Jacob nie mógł jej zostawić samej sobie, żeby zrobiła sobie większą krzywdę i przekręciła się za jego plecami. Naprawdę chciał jej pomóc, ale w tym przypadku wypadałoby, żeby druga strona też współpracowała. Dobrze, że miał w sobie jeszcze jakieś pokłady anielskiej cierpliwości i świadomość, iż skoro sam sobie zgotował taki los jako lekarz, to powinien zacisnąć zęby i przeć naprzód.
Zdawał się w ogóle nie słyszeć jej głośnych protestów i próśb o odsunięcie się. Tak jak uciskał ranę wcześniej, tak robił to nadal, w dodatku mocniej, jakby to miało całkowicie unieruchomić krnąbrną Inkwizytorkę. Chyba zaczynał przyzwyczajać się do trudnych warunków pracy, podobnie jak stojące w pogotowiu pielęgniarki, które były chyba na tyle oswojone z Selene, że nawet nie zaoferowały pomocy, kiedy usłyszały jej krzyki. O dziwo Jacob nie odebrał tego jako znieczulicy. Bardziej jako instynkt samozachowawczy.
- Dlatego ciesz się, że jestem tu ja, a nie doktor Noita. I nie, wbrew pozorom mam dobre zamiary, ale byłoby mi znacznie łatwiej i szybciej, gdybyś się nie wyrywała - odrzekł, chociaż nie do końca rozumiał nienawiść do słynnej albinoski. Była dobra w swoim fachu i to wszystko. Może wyróżniała się swoją specyficznością, ale nie mogła być aż taką okropną osobą. Ale co on mógł wiedzieć, skoro ledwie ją znał, w dodatku raczej jako kobietę po fachu, niż zwykłego człowieka.
 Cóż... Dał jej wybór. Miał dobre chęci. Chciał, aby Selene miała to minimum władzy i możliwości decyzji o własnym losie, bo na tyle mógł jej pozwolić. A skoro zostało to zignorowane, postanowił zadziałać na własną rękę. Odwrócił się i wychylił głowę za kotarę, aby odezwać się do dopiero przybyłej pielęgniarki.
- Pójdzie mi jeszcze pani po chloroform - poprosił grzecznie, na tyle głośno, żeby poszkodowana mogła to usłyszeć. Jeszcze nie wiedział, czy skorzysta z możliwości uśpienia jej, żeby się tak nie rzucała i nie zrobiła sobie przez to większej krzywdy, czy skończy się jedynie na delikatnym zastraszeniu. To zależało od tego, jak się zachowa.
Odwrócił się ponownie w stronę panny Torment i prawie nadział się na ostrze sztyletu skierowane w jego kierunku. Odruchowo odchylił się o paręnaście centymetrów, aby uniknąć bliskiego spotkania z bronią, ale zaraz zobaczył, jak bardzo drżały ręce kobiety. Trzymała rękojeść resztkami siły, a sam sztylet wyglądał tak, jakby zaraz miał wypaść z jej dłoni. Jacob powoli chwycił za leżące na metalowym wózku szczypce i z ich pomocą ostrożnie skierował ostrze w dół, aby nie było wycelowane bezpośrednio w niego. Zaraz po tym sztylet wypadł z ręki Selene i uderzył o podłogę z metalicznym brzdękiem.
- Selene. Nie zmuszaj mnie do uśpienia cię albo unieruchomienia przez pielęgniarki, co niewątpliwie naruszyłoby twój wizerunek. Daj mi góra piętnaście minut i nie zobaczysz mnie aż do ściągania szwów. Nie zrobię ci krzywdy, naprawdę - powiedział, przyglądając jej się uważnie i jednocześnie sięgając po fiolkę z ciemnego szkła od pielęgniarki, którą postawił sobie na wózku z narzędziami, daleko od Selene, żeby nie mogła jej strącić, ale na tyle blisko, żeby mogła zobaczyć napis na lekko pożółkłym papierze. Chloroform, tak jak prosił. - Pozwolisz mi zrobić to na trzeźwo i bez kłopotów? - spytał, kryjąc pod tym pytaniem ogromną prośbę, gdzie odpowiedź twierdząca zdecydowanie ułatwiłaby ich życie.

___________________
"Życie uczy nas jak żyć" - Il Etait Une Fois... La Vie


“The life so short, the craft so long to learn.”
- Hippocrates

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 709
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sob Mar 04, 2017 11:44 am

- A w dupę sobie wsadź ten chrolo… chlro… chloroform! – szarpała się dalej, uznając tę straszliwą nazwę za należącą do równie przerażającego narzędzia tortur dla niesfornych pacjentów. Pewnie coś, co miało na celu ją unieruchomić. Aż przeszedł ją zimny dreszcz. Nie mogła znieść myśli, że ten okropny lekarz będzie usiłował ją doprowadzić do stanu używalności za pomocą swoich dłoni… Zwłaszcza jeśli miała pozostać przy tym zupełnie świadoma i bezbronna na jego jawny gwałt na niczego winnego podbrzuszu. Dlatego musiała go powstrzymać, niezależnie od ceny.
Oddychała ciężko, nie mając siły utrzymać w dłoni sztyletu, a co dopiero, by wziąć im zamach. Nie zamierzała uszkodzić Jacoba, nawet umyślnie. Wolała nie poznać problemów, jakie po tym by na nią spadły, jako że (zapewne) byli równie sobie rangą. Jej desperacki plan nie powiódł się, puste groźby spełzły na niczym, gdy na nowo pozostała bezbronna. Cofnęła drżącą dłoń, ściskając ją przy piersi.
- Co? – wydyszała na jego kolejne słowa, nie potrafiąc uwierzyć, jak bardzo się nie zrozumieli. Dlaczego on chciał tak bardzo jej pomóc, kiedy ona za nic na świecie tego nie chciała? Jakby żyli w innych światach, porozumiewając się przy użyciu innych języków. – Pierdolę swój wizerunek! – wrzasnęła na tyle głośno, jakby chciała go dodatkowo przekonać, że nie ma wartości, która obchodziłaby ją mniej. Doprawdy, też sobie wymyślił groźbę. – A sam się w to baw!!! – dodała jeszcze krzykiem, podrywając się silnie z łóżka, skopując pościel i lądując stopami na podłodze, gotowa do ucieczki.
Niestety, jej ogólne wycieńczenie, po raz wtóry dało po sobie znać. Miała już ruszać dalej, ignorując wszelakie sprzeciwy ze strony lekarza i pielęgniarki, gdy jej własne mięśnie ją oszukały, wiotczejąc i sprawiając, że zaczęła osuwać się w dół. Chwyciła się jedynej w zasięgu swojej dłoni rzeczy – metalowego wózka. A ten okazał się niezbyt stabilny; przesunął się pod jej naciskiem, sprawiając, że Selene ostatecznie runęła na podłogę, obijając sobie głowę o kant szafki.
Zarobiła nową ranę. Ale całemu wydarzeniu towarzyszył niewątpliwy plus – inkwizytorka w końcu straciła przytomność, dając tym samym przyzwolenie na działanie Jacoba. W końcu mógł przejść do działania, nie targując się z nią dłużej, a tak jak tego chciał. W milczeniu i bez braku sprzeciwu. Leżała słodko koło zrzuconego prześcieradła, z zamkniętymi oczyma, z rękoma rozrzuconymi po jej bokach. Modlitwy lekarza w końcu zostały wysłuchane.
Niezależnie od tego czy chciał ją operować na podłodze, czy usiłował ją jeszcze przenosić na łóżko lub salę operacyjną, po przyjrzeniu się temu, co niegdyś chciał zszywać… mógł poczuć się nieco zdezorientowany. Widział tę samą ranę ładne dziesiątki wymienionych zdań wcześniej. Ileż to czasu minęło? Nie wiadomo, jednak pewne było jedno – zbyt mało, by rana mogła się zasklepić. A jednak. Jeśli na nią spoglądał, doskonale to widział. Choć wciąż wyglądało to paskudnie, brzegi rany na obu końcach złączyły się ze sobą, przecięcie nie krwawiło już wcale. Nie było mowy o pomyłce, przecież widział, jak wyglądało to wcześniej…
Czyżby dlatego właśnie usilnie nie pozwalała sobie pomóc? Była świadoma tego, co działo się z jej ciałem, jakkolwiek nie zakrawałoby to o… cud?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 17
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Mar 05, 2017 7:59 pm

Powoli kończyły mu się pomysły co do tego, jak może uspokoić swoją pacjentkę i oszczędzić jej nerwów oraz powiększania się rany. W większości przypadków wystarczała miła prośba, w innych delikatna groźba, taka która miała uderzyć w czuły punkt i spowodować tymczasową uległość. Selene zdawała się nie reagować na żadną z tych metod. Zupełnie zamknęła się w sobie, przez co przestał się liczyć jej wizerunek, jej zdrowie, może nawet godność, gdyby musiały interweniować zażenowane pielęgniarki, a wieść o wszystkim rozniosłaby się do dalszych zakamarków Inkwizycji. Na inne argumenty Jacob nie chciał sobie pozwalać, bo to byłoby poniżej jego moralnych standardów, dlatego kiedy pani kat zaczęła się wydzierać i kląć na niego, po prostu poprosił do siebie pielęgniarkę, żeby mu pomógł w spacyfikowaniu trudnego przypadku.
Tymczasem panna Torment najwyraźniej nie chciała poddać się tak łatwo, bo ledwie została wezwana pomoc z zewnątrz, ta postanowiła uciec. Jacob próbował przytrzymać ją w miejscu, ale nie spodziewał się, że kobieta tak szybko opadnie z sił i runie na podłogę jak długa. Po prostu wyślizgnęła mu się z rąk. Pielęgniarka pisnęła przerażona, a Stevenson zaklął siarczyście. Ukląkł koło Selene i sprawdził oddech i puls. Oddychała. Prawdopodobnie jedynie straciła przytomność z wycieńczenia i nabiła sobie nowego guza. Dobrze, że podczas upadku nie przewróciła na siebie szafki, bo mogłaby sobie zrobić większą krzywdę, łącznie z wylaniem na siebie fiolek i zrzuceniem na siebie przyrządów schowanych w meblu.
Mimo wszystko pomysł z operowaniem na podłodze był bardziej idiotyczny, niż z operowaniem na łóżku, więc szybko przy asyście pielęgniarki umieścił Selene z powrotem na nim. To okrutne, ale odczuwał autentyczną ulgę związaną z tym, że pacjentka przestała wierzgać, krzyczeć i próbować go zabić. Nawet, jeśli było to spowodowane utratą przytomności, która również mogła być niebezpieczna. Teraz przynajmniej mógł w spokoju zająć się opatrywaniem jej ran. Oczywiście zaczął od tej najpaskudniejszej. Podwinął zakrwawioną koszulę i rozwiązał jej spodnie, które następnie lekko zsunął i przypatrzył się ranie. Przez dłuższą chwilę coś mu mocno nie pasowało. Wyglądała na zbyt zasklepioną jak na tak świeży uraz, w dodatku całkowicie przestała krwawić, ale zrzucił winę na to, że całe jej ciało wraz z ubraniami wyglądało jak po całym dniu w rzeźni. Wszystko przybrało kolor intensywnego szkarłatu i lepiło się od zasychającej krwi. Wziął bawełnianą chusteczkę i zwilżył ją alkoholem, po czym zaczął przemywać ranę i jej okolice, jednak ten zabieg w ogóle nie sprawił, że rozcięcie zaczęło wyglądać normalnie. Pielęgniarka zaczęła zaglądać mu przez ramię, ale powiedział jej, że da sobie radę i ma wyjść. Rana bowiem nie wyglądała jak zrobiona zaledwie kilkanaście minut wcześniej, lecz jakby powoli goiła się co najmniej dwa dni. Tymczasem Stevenson wiedział, iż była ona całkiem świeża, przecież widział ją wcześniej i widział, jak obficie krwawiła!
Zaczął zszywanie niezasklepionej reszty, kompletnie skołowany. Próbował znaleźć jakieś medyczne uzasadnienie, jednak to przychodziło mu z trudem. Nie było fizycznie możliwe to, co zaobserwował, a jednak widział jak na dłoni. Rana, przez którą Selene mogła się wykrwawić na śmierć, nim ta zaczęłaby się goić, po prostu się zasklepiała niczym niezbyt głębokie zadrapanie. Do tego dochodziło to, jak bardzo stawiała się przed utratą przytomności... Większości ludzi pogorszyłoby to sytuację. A co, jeśli ona nie była człowiekiem? Tej dziwnej myśli Stevenson nie mógł się wyzbyć, mimo, że było absolutnie niemożliwym, aby do szeregów Inkwizycji dostał się ktoś z przeciwnej strony barykady. Na dodatek wiedźma nie zabijałaby swoich sióstr z takim zapałem, chociaż z drugiej strony... Wszystko było możliwe. Skoro Jacob został Inkwizytorem, czemu nie mogłaby dokonać tego czarownica nienawidząca innych czarownic? Naprawdę nie chciał rzucać słów na wiatr i pleść bzdur, jednak z logicznego punktu widzenia byłoby to całkiem sensowne. Tłumaczyłoby szybką rekonwalescencję i nienawiść Selene do lekarzy, ale pozostawiałoby równie dużo niewiadomych. Będzie musiał poobserwować ją przez jakiś czas i zdobyć dostęp do jej dokumentów, co nie powinno być trudne z jego zawodem. Ale na to przyjdzie czas później.
Zaszył ranę na brzuchu, a także zajął się mniejszymi, na głowie kobiety. Wszystko szybko i sprawnie, żeby zdążyć przed ocknięciem się kobiety, ale z pedantyczną wręcz dbałością o szczegóły. Nie ukrywajmy jednak, że poszło mu tak dobrze również ze względu zasklepianie się rozcięć na głowie, które zachowywały się dokładnie tak, jak te na podbrzuszu. Opatrzył również spuchniętą rękę, jednak nie wyglądało to zbyt poważnie, wystarczył okład i bandaż. Kiedy skończył, zdjął rękawiczki, odłożył je na stolik i przypatrzył się powoli odzyskującej przytomność kobiecie. Zapewne będzie to robił jeszcze przez parę dni, bowiem czuł w kościach, że trafił na przełomowy przypadek. Szkoda tylko, iż była to Inkwizytorka i jeśli przypuszczenia Jacoba się potwierdzą, może się narobić niezły bigos. Póki co jednak postanowił nie dzielić się z nikim tym, co zauważył. Musiał to lepiej przemyśleć i pogrzebać w papierach.
Gdy Selene była już na tyle przytomna, żeby kontaktować ze światem, postanowił się odezwać.
- Oddaję cię w ręce siostry Fitzgerald, tak jak obiecałem. Od dzisiaj ona się tobą zajmuje, ja będę wpadać tylko po to, żeby kontrolować twój stan, ale myślę, że za około tydzień będziesz mogła wyjść - powiedział, notując coś w swoim niezawodnym notesie. Prawdę mówiąc, podejrzewał, że w tym tempie za trzy dni nie będzie śladu po ranie, jednak wolał przetrzymać ją dłużej, żeby nie budzić podejrzeń. Jedyną osobą, która mogła widzieć jakieś nieprawidłowości w rekonwalescencji Selene miała być rzeczona pani Fitzgerald, która prawdopodobnie wiedziała już o tym wcześniej jako wieloletnia pracownica Inkwizycji. Aż dziwne, że nigdy wcześniej nie słyszał plotek o tej sytuacji... Która na pewno nie była jedynie urojeniami.
- Czy chcesz coś jeszcze ode mnie? - zapytał na odchodne, chociaż nie podejrzewał, żeby kobieta chciała wdawać się w dalsze rozmowy z lekarzem, nawet kiedy ten już jej nie dotykał. Wtedy przypomniał sobie o jednej rzeczy... - Mam jeszcze jedną złą nowinę. Cięcie uszkodziło twoją macicę. Prawdopodobnie będziesz miała problemy z zajściem w ciążę, może nawet do końca życia nie będziesz mogła mieć dzieci. Tak bardzo mi przykro - powiedział głosem absolutnie współczującym, chociaż nie mógł być pewny swojej diagnozy po tym, co zobaczył.

___________________
"Życie uczy nas jak żyć" - Il Etait Une Fois... La Vie


“The life so short, the craft so long to learn.”
- Hippocrates

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 709
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Mar 12, 2017 6:55 pm

Przestała czuć. Odpłynęła w słodką krainę nieświadomości, gdzie nikt nie grozi jej skalpelem, ani pomocą, której nie chciała otrzymać. Nie mogła wiedzieć, nie znała powodu zaniepokojenia doktora Jacoba. Myślała jak to ona – poleży trochę, wróci do domu i wszystko ułoży się samo, a po ranie pozostanie co najwyżej ślad i przykre wspomnienie. Jej świadomość na tym polu nie była specjalnie rozbudowana. Owszem, miała pojęcie, że jest bardziej odporna od swojej podopiecznej, Erin. Doskonale widziała ślady na ciele dziewczyny, jakich sama była sprawczynią. Denerwowała się, gdy goiły się zbyt długo, czasami podejrzewała nawet, że tamta robiła to specjalnie, aby o kolejny dzień odłożyć swoje obowiązki. Jednak obrazy przed oczyma Selene nie kłamały, mogła namacalnie porównać gojenie się ran u siebie i u niej, a wnioski nasuwały się same. Pamiętała również zdziwione spojrzenie Veilore, przerażonej sprawnością Inkwizytorki pod koniec dnia, gdy u jego początku była zlepkiem siniaków. Jej dawna przyjaciółka zadawała sobie wtedy pytanie „co jej tam dosypują do posiłków w Inkwizycji?!”, nieświadoma, że prawda leży w zupełnie innym miejscu.
Tutaj, przed inkwizycyjnym lekarzem, nie miała podobnego wyjaśnienia, nawet jeśli próbowałaby się tłumaczyć. Otóż, Selene, uznawała się za zupełnie normalną. Gdyby swoją wytrzymałość miałaby czymkolwiek usprawiedliwiać, zapewne skupiłaby się na bardziej prozaicznych tematach, czyli aktywnym trybie życia czy diecie opierającej się na jedzeniu wszystkiego co popadło.
Jeśli Jacob zaczął swoje poszukiwania wewnątrz kartoteki rudowłosej inkwizytorki, nie znalazł raczej nic interesującego, a przynajmniej nie powinien uzyskać z papierzysk odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. „Selene Torment, nosicielka” – głosiłyby pierwsze spisane wyrazy. I choć kobieta strzegła tego sekretu możliwie mocno, czując się wybrakowana i gorsza przez zaznaczenie przeklętym genem, nie była to informacja, za którą warto było dać się przyłapać w grabarskim archiwum bez odpowiednich uprawnień. Łatwiej pytać, choć odpowiedzi mogły zwodzić. Czytając zaś dalej dokumenty młodej kat, dostrzec mógł typową historię, której wynikiem były narodziny zemsty. „Marieanne Torment, matka Selene, również nosicielka, uznana za zaginioną, z naocznej relacji światków zamordowana, zamieszana w konflikt z wiedźmami”. O tak, to wyjaśnia motywy Selene, jednak nie tego zapewne oczekiwał Jacob. Ani słowo nie wspomina o podejrzanie prędkim wracaniu do zdrowia. Nie zostały udokumentowanie jej krótkie pobyty w szpitalu, nie licząc jednego raportu, głoszącego, że Selene sprawiała kłopoty. Dlaczego nikt tego nie zauważył? Prawdę miała zdradzić mu sama inkwizytorka, wkrótce po tym, jak wróciła do świata żywych...
Rozchyliła powieki gwałtownie, jak po wybudzeniu z koszmaru, nie chcąc pozostawać w nim ani chwili dłużej. Poderwała się lekko, otumaniona i w pełnym szoku. Światło. Zmrużyła oczy, czując wciąż paskudne szarpanie w okolicach podbrzusza. Nie tylko ono przypomniało jej o minionym wydarzeniu. W dużej mierze była to zasługa przemawiającego do niej doktora Stevensona. Wysłuchała go w milczeniu, uspokajając przyspieszony oddech, rada z tego, że nie musiała być świadoma, gdy on... brrr...  Najważniejsze, że miała to za sobą! Wtedy też przemówiła słabowitym, ale znacznie bardziej uprzejmym niż ostatnio tonem:
- Tydzień? Nigdy nie byłam w szpitalu tak długo – zastanowiła się na głos, nieświadoma, że potwierdza jego przypuszczania. Oczekiwała pomyłki w tych słowach. Niemożliwe, żeby musiała spędzić tu tyle dni, przecież to bez sensu! Przecież nawet nie chorowała, omijała to miejsce możliwie bardzo! – Nie potrzeba mi tyle czasu... czuję się o wiele lepiej. Do jutra zapewne stanę na nogach – dopowiedziała zdecydowanie, przed oczyma wyobraźni przywołując obraz rzeczonej pielęgniarki. Nie zależało jej na kobiecie, ale poczuła niewymowną ulgę słysząc, że nie będzie opiekował się nią mężczyzna. Była mu wdzięczna. I dlatego też, zdecydowała się wypowiedzieć kolejne ze słów, choć o wiele ciszej. – Dziękuję za pańską wytrwałość. Ja na pana miejscu, nie cackałabym się tak – powiedziała, przywołując na usta cień uśmiechu. Gdy szok minął, wróciła  do form grzecznościowych, choć było to już zbędne. Zapewne w żaden sposób nie zdoła zrekompensować mu zgotowanej traumy, po której będzie modlił się, by jego pacjenci w przyszłości wykazali więcej ogłady.
Wzrokiem zaczęła wypatrywać swojej nowej opiekunki. Przy operacji doktor Stevenson kazał kobiecinie opuścić miejsce, dlatego też tamta mogła nie być świadoma początkowego stanu Selene, jako że mężczyzna był jedyną osobą (poza rudowłosą inkwizytorką), widzącą ranę w pełnej krasie. Do kiedy nie poinformował jej o wszystkim, pielęgniarka nie powinna dostrzegać większych nieprawidłowości...
Pokręciła głową na pytanie, choć niemiłosiernie chciało jej się pić. Ba, oddałaby duszę za szklankę wody, jednak wolała go nie zatrzymywać. Nie czuła się w jego obecności swobodnie, nawet jeśli wymieniali się suchymi zdaniami, a lekarz nie groził jej już operacją. Wiadomość, jaką niosły za sobą jego słowa, sprawiła, że serce Selene zamarło na moment. Wpatrywała się w niego jak w obrazek, jak w bożka, który obiecał jej 72 dziewice po śmierci. Rozchyliła wargi ze zdumienia, usiłując sobie poradzić z informacją.
- Prawdopodobnie? – powtórzyła jak echo, poddenerwowana, że nie ma pewności do tak istotnej kwestii w jej życiu. – Nigdy? – chciała się upewnić jeszcze, jakby wciąż nie potrafiąc uwierzyć. Ileż możliwości jednocześnie uderzyło ją w tamtej chwili! Powie ojcu! A on ucieszy się, choć skomentuje to w typowy dla siebie sposób „tacy jak ty nie powinni się rozmnażać”. Uśmiechnęła się do myśli. Może nawet będzie z niej dumny...! Jak to niewiele było trzeba! W następnej kolejności poinformuje kuzyna, a co się będzie! A później będzie świętowała, do samego rana. Zaczęła się śmiać, w głos, na darmo usiłując się hamować. Przytknęła silnie dłoń do ust, ledwie nad sobą panując. – Co za wiadomość... – zdołała jedynie wysapać, nie chcąc uchodzić za ostatnią wariatkę, cieszącą się z czegoś, co powszechnie uważane jest za nieszczęście. Niestety, jej spojrzenie było aż nadto wymowne. – Dziękuję, doktorze. Wiem, że zrobił pan wszystko, co w pańskiej mocy – udało jej się powiedzieć, a z oczu inkwizytorki pociekły łzy rozbawienia, spowodowane zbyt długim pozbawianiem ujścia śmiechu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 17
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pią Kwi 28, 2017 8:55 pm

Selene nieświadomie potwierdzała jego obawy, czy też raczej wzbudzała ich coraz więcej. Najdziwniejszym było to, jak szczerze się o tym wypowiadała. Nawet nie kryła się z tym fenomenem, jakim było zbyt szybkie gojenie się ran, mówiła jakby to było coś naturalnego i normalnego. Jacob jeszcze powstrzymywał się od zadawania pytań, a tymczasem panna Torment mimowolnie odpowiadała na niektóre z nich. To było co najmniej dziwne.
- Zobaczymy. Przyjdę jutro i sprawdzę co u ciebie. Jeśli wszystko będzie w porządku, w co wątpię, pozwolę ci iść. Jeśli nie, będziesz musiała zaczekać, aż będę miał pewność, że rana nie otworzy ci się przy pierwszym lepszym ruchu - odpowiedział. Zero obietnic, bo o ile te mógł składać innym ludziom, tak Selene była szczególnym przypadkiem, jedynym w swoim rodzaju, przy którym Jacob nie mógł być niczego pewien. Może rana faktycznie zasklepi się w jedną noc, a może zachowa się jak każda inna i będzie musiał przetrzymać panią kat w szpitalu dłużej, niż ta by chciała.
Prawdziwie zdziwił się, gdy po tej walce o samą możliwość obejrzenia rany usłyszał podziękowania za wytrwałość. Nie spodziewał się, że kobieta zdobędzie się czegoś takiego, a nawet nie oczekiwał tego od niej.
- To moja praca. Miewałem gorsze przypadki - powiedział zdawkowo, uśmiechając się jednak lekko na jej słowa. Koniec końców Selene nie zrobiła mu faktycznej krzywdy i dało się jej pomóc, nawet jeśli dopiero po tym, jak straciła przytomność. Gdy pracował z biedotą, był narażony na większe niebezpieczeństwo. Co nie zmieniało faktu, że ta jedna interwencja zapisze się w jego umyśle na długo i na pewno zapadnie mu w pamięć, a na samą pannę Torment będzie patrzył w nieco inny sposób, chociaż sam nie przyznałby się do tego, że ocenił kogoś po zaledwie jednym spotkaniu.
To, co stało się później, poniekąd miało przypieczętować jego dystans do Selene. Stevenson spodziewał się płaczu, smutku, co występowało u większości kobiet, które z różnych powodów nie mogły mieć dzieci. Taka wiadomość mogła pozbawić je sensu życia, o ile liczyły na posiadanie potomstwa, które mogły wychować, a które pod koniec życia miało podać im szklankę wody. Nie tym razem. Doktor liczył się z tym, że w tych czasach nie każda kobieta chciała mieć dzieci, lecz nigdy nie widział, aby ktoś autentycznie cieszył się ze swojej prawdopodobnej bezpłodności.
- Prawdopodobnie. Nie chcę rzucać słów na wiatr, lecz istnieje taka możliwość. Mimo wszystko radzę uważać, bo różne cuda się w życiu dzieją - rzekł, próbując zachować na twarzy maskę zdystansowania, czego najwidoczniej nie umiała czynić Selene. Przynajmniej w ten sposób ją uszczęśliwił, czego nie chciał mówić na głos, żeby nie zabrzmieć źle. Musiał zachowywać się przyzwoicie, jakkolwiek nietypowo nie zachowywałaby się jego pacjentka.
- Wygląda na to, że moja praca na dzisiaj dobiegła końca. Zostawiam cię siostrze, jeśli coś się będzie działo, wzywaj ją. Jutro przyjdę na kontrolę i wtedy zadecydujemy co dalej - specjalnie powiedział to, żeby kobieta przygotowała się mentalnie na jego przybycie i prawdopodobnie oglądanie rany. Może sprawi to, że wizyta stanie się odrobinę łatwiejsza i obędzie się bez usypiania, grożenia ostrymi przedmiotami i tak dalej. - Do widzenia, Selene. Oszczędzaj się - powiedział, spakowawszy wszystkie swoje rzeczy do lekarskiej torby. Wyszedł za parawan, gdzie udzielił paru wskazówek pielęgniarce. Banały opierające się na "w razie potrzeby proszę zmienić opatrunek" lub "proszę pilnować, żeby Selene nie ruszała się z łóżka". Nic nie wspomniał o tym, co zauważył. Jeśli pielęgniarka to zauważy, zapewne będzie musiał jakoś to wytłumaczyć, ale jeszcze nie teraz. Póki co chciał sam poobserwować swoją pacjentkę, dlatego poprosił, aby w razie problemów kontaktować się z nim, nie z jakimkolwiek innym lekarzem. Tymczasem sam udał się szukać jakiejkolwiek dokumentacji na temat panny Torment, aby znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia. Dopiero później miał dowiedzieć się, że próby przeglądania papierów nie dadzą żadnych efektów.

/ zt x2

___________________
"Życie uczy nas jak żyć" - Il Etait Une Fois... La Vie


“The life so short, the craft so long to learn.”
- Hippocrates

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 121
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sob Paź 06, 2018 9:20 pm

Wybiła północ, o czym żniwiarza poinformowało krótkie bicie zegara dochodzące z zewnątrz. Ukrył twarz w dłoniach, powoli godząc się z faktem niezmrużenia chociażby oka, od kiedy uprzejma siostra zgasiła światło w jego sali, twierdząc, że przyda mu się odpoczynek. Doprawdy... Jak uważał, jedyne, czego w tej chwili potrzebował to powrót do pracy. Z bezczynności miał ochotę tłuc głową w mur, zwłaszcza gdy pozbawiono go ostatniego z tutejszych zajęć, a mianowicie pilnowania Yvette podczas eksperymentów. Obecnie jedyna misja Setha opierała się na leżeniu na tyłku.
Podniósł się do pozycji siedzącej, znudzony ciągłym przewracaniem się z boku na bok w oczekiwaniu na niespokojny sen. Myślenie nie pomagało. Ani o zaistniałych niedawno wydarzeniach, ani tym bardziej o dalekiej przeszłości. Pod wpływem impulsu podjął decyzję, którą rozważał od początku swojego pobytu w inkwizycyjnym szpitalu. Wstał, nie sięgając nawet po broń spoczywającą u boku łóżka, odziewając się wyłącznie w szelki podtrzymujące jego luźne spodnie.  
Ledwie dobył do drzwi swojej sali, rozglądając się za nimi w poszukiwaniu sióstr odpowiadających za nocny dyżur, a poczuł przyjemny przypływ adrenaliny. Uśmiechnął się sam do siebie, ciesząc się jak dziecko, nawet jeśli właśnie miał zamiar zrobić coś wbrew zasadom Inkwizycji.
Pod osłoną nocy przedarł się do sali głównej, gdzie leżało kilka osób, pogrążonych we śnie. W okolicach przeciwległego wejścia dostrzegał cień strażnika, więc nim upłynęła kolejna chwila, skrył się za jednym z materiałowych parawanów, wyszukując swojego celu. Rozglądał się po śpiących twarzach, w końcu dostrzegając ją na jednym z łóżek.
Odnalazł skazaną bez większych przeszkód przez oświetlający ją księżyc, padający z wysokiego okna obok. Zastanawiał się tylko chwilę, jako że nie miał czasu na zwłokę. Musiał kombinować.
Zręcznym ruchem przestawił parawan, by choć trochę zasłaniał ich przed okiem strażnika, świadomie nie biorąc pod uwagę, że ten może przemieścić się, zaglądając do środka. Wtedy nie uratowałoby go nic, nie miałby żadnych wymówek. Już lepiej, by przyłapano go wtedy na próbie morderstwa na dziewczynie lub przynajmniej gwałcie. Z tego mógłby się wybronić, jako że przemoc leżała w naturze wielu inkwizytorów. Również w jego naturze.
Nie pozwolił sobie na rozmyślanie nad konsekwencjami. Skoro dotarł już tutaj, zamierzał wykorzystać chwilę. W mgnieniu oka pochylił się nad śpiącą Yvette, szczelnie przytykając jej dłoń do ust, zaciskając również nos, by nie miała możliwości wzięcia oddechu do podniesienia krzyku.
Puścił ją dopiero, gdy się obudziła i przyjęła do wiadomości, że nie zagraża jej nic złego. Chyba nie. Wtedy też przemówił, narzucając cichy ton ich rozmowie.
- Spokojnie. Nie hałasuj. Jest środek nocy - poinformował ją prosto z mostu, jakby nocne odwiedziny były czymś zwyczajnym.
Odsunął się, powoli zasiadając na parapecie znajdującym się obok łóżka Yvette, kątem oka sprawdzając, czy chwilowym zamieszaniem nie wzbudził niczyjego zainteresowania.
- A my nie skończyliśmy rozmawiać. To jedyna okazja, uwierz mi. Ten dziad, Albert, stwierdził, że nie potrzebuje dłużej mojej pomocy... - opisał krótko sytuację, uważając, że wina w jego bezczynności leży po stronie balsamisty, nie świeżo rozerwanej rany Setha.

//Ubiór Setha: luźne materiałowe spodnie, biała koszula na guziki, szelki. Nic więcej, bose stopy.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Paź 07, 2018 5:38 pm

Dzień zaliczał się do długich i męczących, a za tym wszystkim stały ciągłe obserwacje oraz nieugiętość tutejszych lekarzy. Tak jak wcześniej przypuszczała, zaznanie spokoju graniczyło z cudem. O dziwo, wieczorem towarzystwo uspokoiło się i dało jej szansę na zregenerowanie sił.
Analizowanie stopnia bezpieczeństwa w owej sali zakończyło się sukcesem, więc w miarę wygodnie ułożyła się na szpitalnym łóżku, nie szczędząc sobie cichego jęknięcia z bólu. Ciało nadal było obolałe, zapewne ten stan utrzyma się przez dłuższy czas, co jest strasznie irytujące. Jakieś cudowne uzdrowienie? Nie zapowiadało się na to.
Jakąś chwilę czuwała z delikatnie uchylonymi powiekami, aż w końcu nadszedł upragniony sen. Uczucie, gdy mogła opuścić gardę i skupić się na samym wypoczynku, było naprawdę przyjemne. W samotności rozmyślała o wielu sprawach, między innymi rozchodziło się o Yvonne, chociaż na pierwszy plan wybijała się strona nakazująca wziąć na siebie więcej zadań, po tym wszystkim.
Bezczynność nie zaliczała się do dobrych rzeczy, można rzec, iż Yvette podziwiała leniącą się nie raz siostrę. Wiadomo, moc miała duży wpływ na jej czyny, ale przede wszystkim bliźniaczka nie kryła się z tym wspaniałym podejściem do życia. Za dawnych czasów, unikała obowiązków i przykładała calutką uwagę do odnajdywania ciekawszych zajęć. Nic by się nie zmieniło, gdyby wolność
towarzyszyłaby im dalej.
Sen został przerwany w dość gwałtowny sposób, zaś Yvette prędko dostrzegła nad sobą niespodziewanego gościa. Obserwowała jego nieznaczne oddalenie się, by zaraz ostrożnie podnieść się do siedzącej pozycji. Więcej cierpienia, tego właśnie potrzebowała.
- Ooo... Cóż za wizyta. - mruknęła, przecierając oczy palcami. -
Tęsknota? - zadała absurdalne pytanie, zakrywając dłonią usta i ziewając w najlepsze. Sprawnie wydostała się spod nakrycia, gdyż gorąc dał o sobie znać.
- Tamta rozmowa... Z chęcią do niej wrócę, lecz tym razem zostanę na łóżku. Chcesz dołączyć? - rzuciła bezczelnie luźną propozycję, nie spodziewając się w żadnym wypadku podjęcia jej przez inkwizytora. Dopiero po momencie, naszła ją myśl, iż Seth kompletnie różni się od pozostałych i jest spora szansa, że bez większego problemu przyjmie tę ofertę. Ugryzła się w język przed kolejną nieprzemyślaną wypowiedzią.
Walczyła z tym, ale chęć sprowokowania mężczyzny do czegokolwiek, była niespotykanie silna. Doświadczała czegoś takiego pierwszy raz. Może to być wywołane zupełnie innym zachowaniem, które wyróżnia się tak bardzo na tle reszty. Dawniej, odezwanie się w ten sposób nie przeszłoby jasnookiej przez myśl, a teraz... Jakby świadomie tańczyła na tej cienkiej granicy być lub nie być.
Balsamiście od początku nie podobał się ich dobry kontakt, także odsunięcie żniwiarza nikogo nie powinno zaskoczyć. Ten krok był do przewidzenia.
- Hmm... Jak powinna wyglądać kontynuacja naszej pogawędki? - powróciła na właściwy tor owego spotkania, zerkając na niego chłodno. - Narażasz się na ogromne konsekwencje, aby zamienić ze skazaną kilka słów? Seth, nie wstyd ci? Powinno. - rzekła wyniosłym tonem, jednakże dalej utrzymywała wszystkie słowa w półszepcie.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 121
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pon Paź 08, 2018 3:38 pm

Gdy doszła już do siebie, przeszło mu przez myśl, by dżentelmeńsko zapytać, jak dziewczyna czuje się po wszystkich zabiegach. Wystarczyło jedno spojrzenie i krótkie, przesycone pewnością siebie powitanie, by pragnienia te zeszły na dalszy plan, oddając miejsca chęci uszczypnięcia jej z całej siły w tyłek. Tak za karę. I profilaktycznie.
Nie zamierzał tym razem tracić kontroli nad sytuacją, co właściwie ustanowił sobie za punkt honoru. Wiedźma, nie wiedźma, powinna wiedzieć, kto tu rządzi. Uśmiechnął się więc z politowaniem, powstrzymując prychnięcie jedynie ze względu na ciszę, którą usilnie chciał utrzymać, by nie zwrócić na siebie uwagi śpiących pacjentów czy strażników.
- Nazywaj to jak chcesz, jeśli przyniesie ci to satysfakcję - zgrywał obojętnego, jakby dokładnie tego spodziewał się po dziewczynie. Rzeczywistość była znacznie odmienna, tak jak siedząca w pobliżu skazana. Miał do czynienia z wieloma wiedźmami, lecz żadna nie śmiała spojrzeć na niego jak na równego sobie człowieka. Nie odbierało mu to pewności siebie, jednak sprawiało, że nie zawsze wiedział, jak wobec niej powinien się zachować.
Po złożonej propozycji... Był gotów to uczynić, szczerze. W ułamku sekundy wskoczyć jej do łóżka, przynieść całym ciężarem ciała, możliwie bardzo realizując zaproszenie. Tylko po to, aby udowodnić, że jest do tego zdolny, czego najwyraźniej nie spodziewała się po nim Yvette. Jednak teraz okoliczności im nie sprzyjały. Bywał bezczelny, nietaktowny i nade wszystko lubił zaskakiwać drugiego człowieka, testując jego reakcje. Niestety, ich spotkanie miało jedną, jedyną zasadę. Musieli zachować ciszę. Wolał więc zachować żwawsze rozwiązania jako ostateczność. Mimo to, nie zawahał się jej o tym poinformować:
- Przysięgam ci, jeśli jeszcze raz mnie sprowokujesz, oddam ci to, o co tak rozbrajająco prosisz. Z nawiązką - wyrzekł, szczerząc kły niczym wygłodniały wilk. Wkrótce pochylił się nad nią, aby cichym półtonem dodać:
- Gerarda też tak mamiłaś?
Nieczysta zagrywka. Oskarżenie o spoufalanie się z tym obrzydliwym potworem, aby cokolwiek zyskać? Proszę bardzo, nie zamierzał dać sobą pomiatać. Niech się tłumaczy. I tak uważał, że Yvette miała szczęście. Może nie był księciem, zwłaszcza budząc ją w nocy po ciężkim dniu, jednak trafiając na inkwizytora, który uśmiechem zbywał to, za co powinna oberwać...? To wyczyn, zwłaszcza, że druga z sióstr podobno trafiła o wiele gorzej.
- Przyszedłem... Rozwiać swoje wątpliwości. Lecz... Ledwie otworzyłaś usta, a pojawiło się ich więcej - mruknął, krzywiąc się lekko, niespecjalnie zadowolony z tego faktu. - Nie narażam siebie - skłamał w odpowiedzi na zarzut. - Jedynie ciebie. Najprościej zrzucić winę na wiedźmę. To uniwersalna prawda, w która każdy wierzy - wzruszył ramionami swobodnie, jakby zupełnie go to nie obchodziło.
- Chcę rewanżu. Ty dowiedziałaś się o mnie całkiem sporo podczas biadolenia Alberta. Chcę wiedzieć o tobie więcej - poinformował ją cichym, leczy zdecydowanym głosem. Prosto z mostu, nie bawiąc się w półśrodki.
Nie wyjaśniał swoich motywów. Może chciał poznać, co stracił, skoro pozbawiono go tymczasowej możliwości przebywania z dziewczyną? A może prowadzony dialog był wyłącznie przykrywką dla rozrywki, jaką niewątpliwie było zakradnięcie się do sali szpitalnej nocą? Chyba sam do końca tego nie rozumiał. Powoli wypowiedział:
- Albert pytał mnie o wartości, jakimi kieruję się w życiu, pamiętasz? Idealny temat do rozmowy w laboratorium balsamistów, wiem. Ale dało mi to trochę do myślenia. Zastanawiałem się... Co jest najważniejsze dla skazanej, która długie lata spędziła w niewoli? - sformułował w końcu to, co w rzeczywistości go interesowało, obserwując ją czujnie.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pon Paź 08, 2018 6:13 pm

Tego jeszcze nie grali! Przejrzyste łamanie zasad, które mogło doprowadzić do najgorszych rezultatów, ale nawet sama świadomość tego, nie odbierała dziewczynie dziwnego poczucia dobrej zabawy. Owszem, czuła powiew nadchodzących tarapatów, zaś te były w stanie szybko zepsuć wszystko to, co osiągnęła przez cały pobyt w tym miejscu. Pchanie się w ramiona śmierci na własne życzenie, cóż za doskonały pomysł.
Wewnętrzne wahanie się, nie przeszkodziło w dalszym aroganckim podejściu do zaistniałej sytuacji. Uznała, że poniekąd nie musi obawiać się żniwiarza, skoro sam tu przyszedł i to nie z podłymi zamiarami. Pozwoliła sobie na drobną swobodę, choć nadal była zmuszona do kontrolowania głosu. Obudzenie kogokolwiek na sali byłoby złe, a przecież przerwanie tego potajemnego spotkania, zniszczyłoby dobrą zabawę.
- Nie złam danego słowa. - odparła, uśmiechając się lekko. Czeka go niejedna prowokacja tej nocy, więc można tylko odliczać minuty do kolejnej. Jaki będzie efekt? Na samą myśl pożera ją ciekawość.
- Nie musiałam. - odpowiedziała jasno, chowając głęboko w sobie chęć skrzywienia się i absolutnie nieeleganckiego splunięcia w bok.
Sprawa z Gerardem jawiła się w następujący sposób, otóż Yvette musiała pilnować się na każdym kroku w czynach oraz wypowiedziach. Myśl nie do zniesienia, lecz inkwizytor przepadał za bliskością wiedźmy i okazywał to na różne sposoby. Ogarnia ją istne obrzydzenie, gdy ma szansę przypomnieć sobie niektóre jego podłe zagrywki. Posiadanie pechowej mocy nie zawsze jest złe wręcz zbawienne. Yvonne miała więcej szczęścia przy aktualnie niezbyt zdrowym opiekunie.  
- Mnie? Być może, będziemy mieli szansę się przekonać... albo i nie. - rzekła tajemniczo, poprawiając czarny gorset i nie racząc Setha spojrzeniem. Przerwała nagle czynność, słysząc zaskakujące zdanie z jego ust.
Wolno i bez słowa, odwróciła się cała w stronę ciemnowłosego. Łóżko nie wydało głośniejszych dźwięków, także szansa na zwrócenie czyjejś uwagi była stosunkowo niewielka. Będąc na kolanach, które wbijały się w materac, uniosła się w górę, po czym przybliżyła twarz do twarzy żniwiarza.  
- Jak dużo? - spytała szeptem będąc tak blisko, przy okazji wpatrując się w te groźne oczy. Odsunęła się zaraz, gdyż przyszedł czas na odpowiedź. Trzymając się stalowej poręczy łóżka jedną ręką, przysiadła na swoich nogach.
- Przetrwanie. - odpowiedź była błyskawiczna. Nie stanęło tylko i wyłącznie na tym, o nie. Pójście na łatwiznę byłoby dla niej obrazą. - Zrobię wszystko, aby przeżyć kolejny dzień. Wolność? Specjalne przywileje? Nie bądźcie śmieszni. - zadrwiła z podejścia większości ludzi pracujących w Inkwizycji. Opuściła ciut głowę w dół, pozwalając prostej grzywce przysłonić oczy.
Ile już razy słyszała te ich gadki? Nigdy nie będą w stanie pojąć, iż samo życie jest czymś wystarczającym, by normalnie funkcjonować w tej nieznośnej rzeczywistości.
- Dopóki oddycham, będę walczyła. - podsumowała pod nosem, zaciskając mocno dłoń na poręczy. Trwało to krótką chwilę, po tym podniosła głowę i powróciła do beznamiętnego spojrzenia, które powędrowało gdzieś w bok.
- Skoro mnie obudziłeś, musisz wziąć za to pełną odpowiedzialność. Nie pozwolę ci stąd szybko wyjść. - oznajmiła znienacka, schodząc z poprzedniego tematu. - Obyś zafundował mi dobrą rozrywkę, inaczej nie ręczę za to co się stanie. - pokusiła się na ostrzeżenie, wracając zimnym wzrokiem na jego osobę.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 121
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Wto Paź 09, 2018 12:32 pm

Nie oczekiwał, że dziewczyna przeprosi i natychmiastowo spokornieje, ale też nie spodziewał się, że jej gierki przybiorą inny wyraz. Kara była nieunikniona, zamierzał jedynie poczekać na dobrą sposobność. Zerkanie w stronę głównego wyjścia z czatującym strażnikiem weszło mu niemal w nawyk.
Na pytanie każdej innej kobiety brzmiące „jak wiele chcesz o mnie wiedzieć?”, bez chwili zawahania odpowiedziałby „wszystko”. W przypadku Yvette sprawa wyglądała inaczej. Nie miał najmniejszego zamiaru dawać jej cienia satysfakcji, do kiedy z nim pogrywała. Nie mógł zaprzeczać, że nie chce wiedzieć o niej nic, bo przeczyła temu obecność Setha i zadawanie przez niego pytań. Wzruszył więc beznamiętnie ramionami, co mogło oznaczać wszystko.
- Przetrwanie? - Choć mógł się tego spodziewać, w ustach dziewczyny, zwłaszcza w obecnych warunkach zabrzmiało to śmiesznie. Niemal roześmiał się, a jego zęby ponownie błysnęły w półmroku. - Musisz być w tym beznadziejna. Przez lata trzymałaś się całkiem nieźle, przyznaję. Dopiero na starość musiało paść ci na mózg - wydał diagnozę niczym brutalny lekarz. - Próbujesz nauczyć aportować znalezionego w lesie wilka. To nie świadczy dobrze o twoim instynkcie przetrwania - mruknął cicho, posługując się lekką metaforą.
Zastanowił się chwilę. To nie mogła być prawda. Przecież całą sobą zdradzała, że nie dba o życie. Dobrowolnie wskoczyła na cienką linę, balansując na niej z lepszym lub gorszym skutkiem.
- Albo... Jest coś jeszcze, co aktualnie przysłania ci chęć przeżycia kolejnego dnia - zgadywał, cytując jej słowa. - Dorastająca dziewczynka zapragnęła w końcu kogoś, kto ogrzeje jej łoże w zimowe wieczory? - zakpił z udawaną litością.
Ona była bezczelna, a on odpłacał się jej pięknym za nadobne. Kpił, choć w normalnych okolicznościach byłby to dla niego tematem tabu. Świadomie wyciągnął ciężki arsenał, chcąc nade wszystko w końcu utrzeć jej nosa. Jeszcze nie odczuwał wyrzutów sumienia - te przyjdą dopiero później. W końcu, jak okrutnym człowiekiem trzeba było być, aby naśmiewać się z samotności skazanych? Z warunków, w jakich przyszło im egzystować? Wiedział doskonale, że dojrzewały w samotności. W ich przypadku, jeśli mowa była o cielesnej bliskości, zapewne tyczyło się to gwałtu, a jeśli wspomniane było uczucie, kończyło się ono na gorącej nienawiści. Taka była ich codzienność.
- Jeszcze cię nie rozumiem - wyznał w końcu, po dłuższej ciszy. Kluczowe było słowo „jeszcze”, lecz nie zapowiadało się na zmiany. - Chciałem cię jednak ostrzec. Nie będę dobrym sprzymierzeńcem. Nie kiwnę palcem, gdy będzie działa ci się krzywda. Konsekwencje poniesiesz sama, nawet jeśli śmiejemy się teraz wspólnie.
Sam dziwił się swojej szczerości. Najwyraźniej nie miał nic do stracenia, ani też nie chciał od dziewczyny niczego. Seth wielokrotnie żył kłamstwem, by zdobyć zaufanie wiedźmy. Tutaj jednak nie sprawiał  sobie ku temu najmniejszego trudu.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Wto Paź 09, 2018 3:59 pm

Jego drwiny były do przewidzenia. O wiele bardziej zdziwiłoby jasnooką normalne przyjęcie owego podejścia oraz próba zrozumienia. Nie mogła zaprzeczyć padającym słowom, które idealnie ukazywały teraźniejszą sytuację.
Może rzeczywiście coś się działo z jej głową? Jak inaczej wytłumaczyć nagłą chęć naruszenia reguł? Mimo to, nie czuła się skrajnie winna i nieważne ile razy o tym myślała, zawsze wychodziło na to samo. Raz w życiu mogła zaryzykować, zresztą podjęła już ostateczną decyzję.
- Nie miej mi tego za złe. Moją specjalnością jest sprzątanie, nie techniki przeżycia. Ciągle się uczę i badam nowe możliwości. - odrzekła z udawanym nadąsaniem.
Zdobywa doświadczenie dzień za dniem, a wciąż znajduje się na podstawowym poziomie i nie zapowiada się na zmianę. Szczerze, dołuje ją to. Dokłada wszystkich sił, aby warunki bytu w Inkwizycji nie spadły poniżej normy.
Yvette ma w sobie pewną dumę, która nie pozwoli na większość obrzydliwych wyczynów. Nawiązywanie głębszych relacji w celu udogodnienia swego życia? Wzdryga się, gdy tylko ktoś o tym wspomina.  
- A wydawałeś się inteligentniejszy... - stwierdziła trochę zawiedziona, na wzmiankę o takim niedorzecznym pragnieniu. Jednak po chwili, przymknęła powieki i wpatrywała się w jeden punkt na podłodze, pogrążając w zadumie.
Teraz, gdy nastała cisza, mogła przeanalizować poruszony temat. Czy była samotna w tym sensie? Niemożliwe, ani razu nie odczuwała potrzeby bliższych kontaktów z płcią przeciwną. Nie odczuwała, czy nie zwracała na to szczególnej uwagi?
Czasami  zdarzało się wiedźmie wyobrażać mnóstwo rzeczy obserwując mężczyzn, ale szybko puszczała te bzdury w niepamięć. Była świadoma swojej rangi, więc doznanie opisanych w książkach uczuć oraz ukazanych czynności, nie miało prawa zaistnienia w jej rzeczywistości.
Znów całkiem niepotrzebnie zaczynała rozmyślać, to z kolei prowadziło do pogorszenia nastroju. Otrząsnęła się, słysząc głos żniwiarza.
- Bez obaw, nie uważam cię za sprzymierzeńca i nie liczę na twoją pomoc. Radziłam sobie sama przez te lata, teraz nic się nie zmienia. - odpowiedziała z wyczuwalnym dystansem, siadając normalnie na łóżku i gładząc dłonią kark. - W czym mogę ci jeszcze pomóc o tej nocnej porze, Seth?- tym razem spytała normalnym tonem, który nie zawierał w sobie żadnej wrogości. Takie samo było zerknięcie na niego, aż dziw bierze, iż odpuściła sobie w tym momencie gierki. Co było przyczyną? Któż to wie.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 121
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Wto Paź 09, 2018 5:51 pm

Nawet jeśli nie był najwrażliwszym z inkwizytorów, dostrzegał cięższą atmosferę. Zakładał, że miał w tym swój spory udział, co jednak nie sprawiło, by chciał odpuścić.
- Prędko spokorniałaś - stwierdził, jakby z lekkim zawodem, że tak łatwo wygrał. W rzeczywistości, do wygranej było mu daleko. Satysfakcję osiągnie jedynie, gdy Yv przełknie swoje słowa z powrotem.
- No tak, służyłaś... - wypowiedział, a fakt ten na nowo zagościł w jego głowie. Dawno nie słyszał o przeszłości dziewczyny, za wiele wiedźm przewinęło się w jego życiu, by mógł spamiętać historię i okoliczności złapania każdej z nich. - Ale widzę, że właśnie to przystosowało cę do życia w murach Inkwizycji. Zazwyczaj przecież nie sprawiałaś problemów. - Przez „zazwyczaj” miał właściwie na myśli „nigdy”, z małymi ustępstwami w jego obecności, które pojawiły się jedynie ostatnimi czasy. - Zakładam, że życie służącej nie różni się od codzienności skazanej. Podobna forma niewolnictwa, ot, z różnicą psiej wypłaty i jej braku- próbował zrozumieć, wypowiadając swoje myśli na głos.
Sam wielokrotnie czuł się jak służący, tylko on lubił swoją pracę, a bardziej od niej lubił pieniądze. Uważał, że każdy, bez wyjątku, był swojego rodzaju prostytutką. Każdy miał swoją cenę.
- Wybacz, że zawiodłem twoje oczekiwania - powiedział, lecz nie czuł z tego powodu wyrzutów sumienia. Doskonale wiedział, że był taki sam, a może gorszy, jak reszta jego inkwizycyjnej rodziny.
Cisza, jaka zapadła, nie była przyjemna. Skrzyżował dłonie na piersiach, powstrzymując brnięcie w te złośliwości dalej, skoro nie taki był cel jego nocnej wizyty.
- Nie przyszedłem tu, by ci nawrzucać. Budząc cię i wyłącznie psując twój nastrój - oznajmił niespodziewanie. - Wkrótce odejdę, a ty będziesz mogła wrócić do snu. Chciałem ci o czymś powiedzieć. Myślałem, że... - zatrzymał się, zbierając odpowiednie słowa. - Gdy Gerard już zdechnie, nie będziesz miała opiekuna - powiedział, jakby śmierć kata była czymś pewnym jak kolejny wschód słońca. - Gówno mnie obchodzi twoja siostra, ale ciebie lubię. Może to za dużo powiedziane. Ale chciałbym mieć u boku wiedźmę przynoszącą szczęście, jak każdy zresztą. Gdybym zaproponował swoją osobę tym zrzędom z rady... Bardzo byś się sprzeciwiała? - zapytał bezpośrednio.
Nim wyszedł z pomysłem do Christine i reszty, zamierzał skonsultować się właśnie z Yvette, nikim innym. Po fakcie mogłaby mu narobić kłopotu, a on nie chciał pracować z kimś, kto wiecznie by się buntował lub obrażał. Zależało mu na wydajności. W milczeniu wyczekiwał odpowiedzi, nad którą dziewczyna powinna się zastanowić.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Wto Paź 09, 2018 8:08 pm

Czasy pełnienia służby w rezydencji były cholernie odległe, a ona ani trochę ich nie zapomniała. Wczesne wstawanie, dążenie do perfekcji w każdym zleconym zadaniu, ciężkie nauczanie i sprzątanie po Yvonne, pomoc w kuchni... Pomimo niełatwej pracy, uwielbiała tamten świat, który nie wróci za żadne skarby. Warto wspomnieć o roboczym uniformie, dla którego Yv totalnie straciła głowę.
Mowa o podobieństwach tej pracy skłoniło białowłosą do krótkiej refleksji. Nie różniło się? Obowiązki w Inkwizycji należały często do niemiłych i głośnych, co w tamtym domu nie miało miejsca. Coraz bardziej dostrzega jak mocno uwielbiała krzątać się po rozległych korytarzach, szukając następnych zajęć lub też wywieszać pachnące pranie na zewnątrz. Pieniądze? Jakieś były, ale niezbyt się to liczyło.
Zupełnie zdobył jej całe zainteresowanie, także nie było mowy o uwolnieniu się od wpatrzonych w niego oczu. Z ogromną uwagą wyłapywała każde wypowiedziane słowo, otwierając odrobinę szerzej oczy. Zaskoczył ją, ponieważ nie sądziła, iż przyszedł tu po coś więcej niż dogryzanie.
- Lubisz? Coś ominęłam? - spytała zdezorientowana, starając poukładać sobie nowe informacje w głowie. - Czekaj, chwila, zaraz, czyli... Chcesz ze mną współpracować bez żadnych przeszkód, nie krzywiąc się przy kontakcie i nie wyrażając swej nienawiści do mnie całemu światu? Dobrze rozumiem? - upewniała się za dwóch, bo nie mogła uwierzyć w coś tak niewiarygodnego. Co więcej, pytał się o jej zdanie! Chciał je poznać przed pójściem zgłoszenia kandydatury, a tego już wcale nie była w stanie pojąć.
- To... Najbardziej pozytywna rzecz jaką usłyszałam w tym miejscu, Seth... Jednak jest dla ciebie nadzieja. - powiedziała po dłuższej chwili milczenia, stawiając nogi na ziemi i wstając z łóżka.
Powoli podeszła w jego stronę, stając naprzeciw i pochylając się do przodu, zaś długie włosy zsunęły się z ramienia oraz zawisły w powietrzu. Szeptanie będzie w ten sposób bardziej efektywne, a przecież teraz omawiają ważną kwestię.
- Jakbym śmiała się sprzeciwić dobrej opcji? Masz moje pełne poparcie, lecz jedno mnie zastanawia... - rzekła, uśmiechając się niecnie. - Czyżbyś złamał daną przysięgę? - mówiła, w międzyczasie pozwalając sobie na lekkie przyciśnięcie dwóch palców do jego uda. Trochę przystopowała z prowokacją, więc trzeba koniecznie to nadrobić. - A może puściłeś w niepamięć moje wcześniejsze wybryki? Wybaczyłeś mi, Seth? Jak to jest z tą sympatią do mnie? - pytała zafascynowana, nie spuszczając wzroku z twarzy mężczyzny.
Prosiła się o coś złego, aczkolwiek nie kierowała nią złośliwość albo chęć zdenerwowania go. Wątpi, by odebrał te zagrywki w tak negatywny sposób, tym bardziej, że zdążył trochę poznać Yvette.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 121
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Wto Paź 09, 2018 9:08 pm

Zdziwienie było zbędne. Jak sądził, nawet w swoim niezbyt przyjemnym usposobieniu, był dla niej całkiem łaskawym towarzyszem. Fakt, może różnił się od innych inkwizytorów brakiem wrodzonej nienawiści do osób obdarzonych zmutowanym genem. Ale poza tym nie czuł się w żadnym stopniu lepszym.
- Poprawka. Lubię zysk. A ze sprzyjającą fortuną, cóż... Będę nieśmiertelny. I obrzydliwie bogaty - wzruszył ramionami, przedstawiając w kilku słowach swój absurdalnie prosty plan, który mógł runąć przynajmniej w tysiącu punktach.
Poszło łatwo, na co okazał łagodną radość. Cieszył się, lecz wciąż nie wiedział, czy Yvette będzie odpowiednią osobą do towarzyszenia w jego misjach. Koniecznie będzie musiała się wiele nauczyć, to pewne.
- Będę wyrażał nienawiść do ciebie przed całym światem. Ale tylko, gdy świat będzie słuchał. Gdy jesteśmy sami, nie muszę tego robić; byłoby to zbędnym kłamstwem - pouczył ją. Faktycznie, w towarzystwie innych inkwizytorów bezpieczniej było zgrywać nieprzyjaźnie nastawionego do wiedźm, a przynajmniej wśród tych, którym na tym zależy. Albert pozostawał uroczym wyjątkiem. - Nie zgadzaj się więc tak łatwo. Mam swoje wymagania... - mruknął, czujnie obserwując jej każdy ruch.
Seth pozwolił dziewczynie się zbliżyć, właściwie wychodząc naprzeciw, zmniejszając dystans między nimi, wstając z parapetu na proste nogi. Wzrok skupił na jej dłoniach. Zboczenie zawodowe, na wypadek, gdyby wiedźma coś knuła. Och, jak wkrótce się przekonał, w rzeczywistości tak było.
Zamilknął. Wyraz twarzy miał spokojny, pogodzony z tym, co właśnie się działo. Powoli spuścił wzrok na piersi czarownicy, przyglądając się, jak unoszą się w oddechu. Wdech i wydech...
W ułamku sekundy odwrócił ją do siebie plecami, wcale brutalnie szarpiąc za ramię. Choć jedną z rąk miał wciąż usztywnioną, nie przeszkodziło mu to w pociągnięciu jej za biodra, zginając wpół, by twarzą wylądowała na stojącym przed nimi łóżku, wydającym krótkie skrzypnięcie. Celowo czekał, aż wypuści powietrze z płuc, by nie miała możliwości podniesienia w zdziwieniu głosu. I dokładnie tyle to wszystko trwało - jeden oddech. Swoją karę zwieńczył przyciśnięciem silniej głowy dziewczyny, by do reszty zatopiła się w miękkiej pościeli. Za włosy, a jakże, choć nie zamierzał unikać dotyku jej skóry jak ostatnio.
Bezceremonialnie naparł biodrami na jej pośladki, jakby pragnąc ukazać swoją bezwstydność. Jeszcze krótką chwilę przygniatał ją do pościeli, aby wkrótce łaskawie przydzielić odrobinę cennego tlenu, przewracając twarz dziewczyny na jeden z policzków. Dłonie i stopy miała wolne, trzymał ją wyłącznie za włosy, wciąż przyciskając do łóżka. Wkrótce dołączył też drugą rękę kładąc ją na lędźwiach Yvette, ale bardziej ku własnej wygodzie.
- Dotrzymuję danego słowa - poinformował ją, co właśnie idealnie demonstrował. Gdyby nie cisza, jaką musiał zachować, z pewnością sprzedałby jej klika klapsów za karę, znajdując się dogodnej ku temu pozycji. Pozostało mu jednak dostosować się do okoliczności. - Mam wysoką tolerancję na bezczelność. Ale nie wszystkie twoje zagrywki puszczę płazem... - uśmiechał się, lecz Yvette w obecnej pozycji musiała nieźle się napracować, by dostrzec wyraz jego twarzy. Poznać mogła to jedynie po przyjaznym tonie głosu.
- Jeśli zamierzamy razem współpracować, powinniśmy ustalić zasady. Na przykład... Jestem prostym mężczyzną. Łatwo daję się rozkojarzyć. Nie wykorzystuj tego. Zachowaj równowagę, a dostaniesz czas i na rozmowę, i na przyjemności... - mruknął, zagryzając mocno wargę.
Oficjalnie czuł, że na rozmowę jest już za późno.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sro Paź 10, 2018 12:37 am

Zysk, nie zysk... Posiadanie Setha za opiekuna będzie sto razy lepsze od Gerarda, który był najprawdziwszym koszmarem. Jest skłonna przynosić mu szczęście nieprzerwanie, co w miarę szybko da upragnioną fortunę. Plan klarowny i kompletnie niewymagający wysiłku ze strony dziewczyny.
Nie zdążyła dopytać się o owe wymagania, bowiem wydarzenie mające zaraz miejsce wybiło ją z rytmu. Przede wszystkim, atak był niezłą niespodzianką.
Jedno mgnienie oka, a znalazła się w niezwykle niewygodnej pozycji. Szansa na wydanie chociażby odrobinę wyższego głosu, została sprawnie zabrana i identycznie sprawa wyglądała w przypadku oddechu.
Przyciskana mocno do łóżka, nie miała żadnej możliwości na nabranie powietrza lub wydostania się z tej pułapki. I mimo tego, że po omacku sięgnęła dłonią do jego ręki na swych włosach, by chwycić za nadgarstek oraz ścisnąć, wbijając przy tym paznokcie, to niczego nie osiągnęła.
Stojąc w niezbyt wielkim rozkroku, chcąc czy nie, wypinała się znacząco w stronę żniwiarza i dokładnie poczuła to naparcie, które jej sprezentował. Białowłosą przeszedł dreszcz, zaś na twarzy pojawiłby się mały rumieniec, gdyby ta była wolna. Trochę szamotania było ze strony Yv, więc mimowolnie ocierała się o krocze Setha.
Zacisnęła drugą rękę na pościeli, starając się wytrzymać i znienacka została uwolniona. Uwolnienie to za dużo powiedziane, albowiem tylko pozwolił wiedźmie na zaczerpnięcie tak potrzebnego powietrza. Korzystała jak najwięcej, próbując skupić się na jego słowach.
- W...Wysoką? - zapytała wątpliwym głosem, ale nie siliła się na rzucenie okiem w tył. Przeczuwała, że przyda się tu energia. Lekka czerwień oblała policzki kobiety głównie przez wysiłek, wszak delikatne skrępowanie zeszło na drugi plan.
- A więc, mówisz, iż powinniśmy? - zdobyła się na fuknięcie, ponieważ ewidentnie było widać kto tu ustala zasady. - Myślę... Myślę, że zdecydowanie za łatwo zburzyć twoją równowagę. - zauważyła trafnie, próbując nagle kolejny raz postawić opór i powojować, jednak sam chwyt za włosy utrzymywał ją ciągle w tej pozycji. Przypadkiem wydała głośniejsze westchnięcie, jednakże skarciła się zaraz w myślach.
Miał nad nią pełną kontrolę, co zachęcało Yvette do walki. Niestety szło słabo, acz miała do dyspozycji jeszcze usta.
- Gdzieżbym miała czelność wykorzystać twoje rozkojarzenie... Żartuje, wykorzystam je zawsze w pełni, więc radzę mieć się na baczności. To czyste ostrzeżenie. - odezwała się zuchwale, uśmiechając przy tym zwycięsko, choć to on górował w tej sytuacji.
Niekoniecznie to postępowanie było dobre, zapewne mężczyzna nie przymknie teraz oka i odpłaci się. Z nią musiało dziać się coś złego, skoro świadomie dążyła do większego podpadnięcia mu.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 121
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Czw Paź 11, 2018 5:39 pm

Z jego ust wydobył się pomruk, naruszający ciszę, jaka powinna panować o tej porze w szpitalu. Pierwszy gest, jakiego zupełnie nie kontrolował, ani nie przewidział. Serce zabiło mu mocniej, a on sam obejrzał się wkoło, czy podniesionym głosem nie obudził nikogo wkoło. Był na siebie zły. Nie chciał oddawać jej żadnej satysfakcji ani wyrazów uznania, poza tym, który ewidentnie na sobie czuła. Zamierzał ją za to ukarać, ponownie wyczekując dobrej okazji.
- Powinniśmy - powtórzył za nią stanowczo, nachylając się lekko, by dobrze go słyszała. Czuł na sobie działanie jej mocy, lecz odebrał uczucie ze spokojem, wiedząc, czego może się spodziewać. A jej włosów nie puścił. I nie zamierzał, nawet gdyby paznokcie Yvette rozorały jego dłoń do kości. - Współpraca to kompromisy. Mam wobec ciebie wymagania, które obiecasz spełnić. Powinnaś przecież wiedzieć, na co się piszesz - mruknął luzując uścisk, dając dziewczynie odrobinę więcej swobody.
- Czasami będę żądał od ciebie kłamstwa. Wspólnej wersji, którą masz nabrać nawet mnie - wypowiedział na głos swoje pierwsze życzenie. Zamierzał korzystać z każdej formy zarobku przy okazji misji, nie tylko tej zleconej przez Inkwizycję. - Moje misje nie należą do najprzyjemniejszych - biorę wszystko, za co dobrze płacą. Niezbędna będzie więc... edukacja na tym polu w twoim przypadku. Musisz nauczyć się bronić, by chociażby... unieruchomienie cię pozostało dla mnie większym wyzwaniem - uśmiechnął się szyderczo, gdyż zwyczajnie nie potrafił się powstrzymać. Był świadom tego, że może wtedy straci tę wspaniałą formę rozrywki...
- Jeszcze jedno. Opuszczając inkwizycyjne mury, być może natrafisz na dawne znajome, będziesz świadkiem niewolenia lub krzywdzenia osób, które były ci niegdyś bliskie. Nie chcę, by było to dla ciebie jakąkolwiek przeszkodą - wypowiedział twardym tonem, prawdopodobnie najpoważniejsze z żądań. On się nie cackał, liczył się zysk. I nie zamierzał pozwolić jej na chwilę zawahania. - Podsumowując... Ja mam umiejętności, ty masz szczęście. Z mojej strony będziesz miała zapewnione to, co uznałaś za najważniejsze. Przetrwanie. Może nie będzie to wdzięczne życie, ale zapewniam cię, że u mojego boku nie stanie ci się większa krzywda. - Dość odważne stwierdzenie, jak na człowieka biorącego najtrudniejsze z misji, pragnącego, by u jego boku zawsze kroczyła zupełnie niezaprawiona w boju skazana.
Nagle pociągnął silniej głowę dziewczyny, w swoją stronę, wyginając jej ciało w piękny łuk. Dał sobie chwilę czasu na docenienie tego widoku. Piękne, błękitne światło księżyca oświetlało jej nagą skórę przedramion, naprężonych w obronnym geście mięśni. Bolało. I miało boleć. Zbliżył się do niej w tej nienaturalnej pozycji, wprost do ucha szepcząc:
- Ty też możesz mieć wobec mnie wymagania. Być może je rozważę - uśmiechnął się lekko. - Tymczasem powinnaś przeprosić swojego przyszłego opiekuna za bezczelność i obiecać poprawę - zasugerował jej wcale nie bez przymusu.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Czw Paź 11, 2018 9:32 pm

Usłyszała zza siebie pewien interesujący odgłos, który prawdopodobnie wydał inkwizytor, nie mniej czas na głębsze dociekanie zabrał ból. Z mijającymi sekundami ciągnięcie włosów było niezmiennie dotkliwe i nie zanosiło się na zmianę postępowania u Setha.
Miał rację, przynajmniej jeśli chodziło o świadomość tego, co będzie należeć do jej obowiązków. Przeczenie tym istotnym informacjom zaprowadziłoby wiedźmę w ślepą uliczkę. Zanim nastąpiło jego przemówienie, doznała czegoś tak pięknego, jakim było ustąpienie cierpienia przez zluzowanie chwytu. Wdzięczność pojawiła się natychmiast, lecz Yv zareagowała jedynie krótkotrwałym zamknięciem powiek, by w pełni się skupić. Skoro z jednej strony uścisk stał się lżejszy, tak też było i z dłonią kobiety. Teraz delikatnie trzymała nadgarstek, chociaż pewnie zostawiła ładne ślady na skórze ciemnowłosego towarzysza.
Uważnie wyłapywała wyrazy płynące z ust mężczyzny, nie zamierzając bezsensownie wtrącać się w wypowiedź. Przy okazji, wiedza na temat kolejnego opiekuna wzrastała z każdym słowem. Odpuściła sobie wspominanie o kompletnym szaleństwie, które wiąże się z wypełnianiem którejkolwiek, dobrze płatnej misji, jednak uwaga odnosząca się do samoobrony nie mogła zostać przemilczana.
- Nie sprawiasz wrażenia niezadowolonego z faktu łatwego unieruchomienia mnie. - odrzekła rozbawiona, choć mając możliwość spojrzenia na jego szyderczy uśmiech, poczuła lekką irytację. Obrona nigdy nie wchodziła w grę, gdy miała do czynienia z osobami mającymi nad nią pełną władzę. Wystarczyło jednorazowe przeciwstawienie się, aby marnie skończyła.
- Nie trafię. - odpowiedziała zdecydowanym tonem, bez chwili namysłu.
Całe szczęście, przeszkodzenie mu w wykonywaniu zleconych zadań stawało się raz po raz mniejsze przy następnych kwestiach. Poza murami nic nie miało znaczenia, więc nawet znające białowłosą osoby, były nikim w jej oczach.
Będzie bezpieczna pod opieką Setha...? Miał styczność z trudnymi wyzwaniami i zapewne znajdzie się u niego jakieś doświadczenie, a podejście jakim ją obdarzył było pozytywne. Czuła, że to może się udać.
Nieznośny ból powrócił zaskakująco szybko, zaś ona na nowo wbiła paznokcie w nowe miejsce na jego ręce. Swoboda nie mogła trwać za długo, no tak. Przyjemny głos obok ucha wcale nie wynagradzał tego wszystkiego, aczkolwiek wpływał niezwykle miło na Yvette.
- Rozmowy... w wygodniejszych pozycjach. - rzekła zdecydowanie, powstrzymując chęć cichego jęknięcia. To było główne wymaganie, które nie mogło zostać odrzucone.
- Obiecanie czegoś takiego... byłoby istnym kłamstwem, a przecież współpraca powinna opierać się na szczerości, czyż nie? - uśmiechnęła się, wiedząc, iż niemożliwym byłoby zaprzestanie bezczelności i zachęcania go do różnych reakcji, tak jak teraz. - Przepraszam... ale, chciałabym usłyszeć tamten dźwięk raz jeszcze. Nie hamuj się. - ładnie nawiązała do wcześniejszej sytuacji, której była świadkiem. Tym razem z pełną premedytacją, raptem otarła się mocniej o krocze żniwiarza. Kosztowało ją to odrobinę wstydu, lecz było warto.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 121
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pią Paź 12, 2018 9:04 pm

Zastanowił się. Od kiedy do głowy wpadł mu szalony pomysł przyjęcia jednej ze skazanych pod własne skrzydła, widział przyszłość w kolorowych barwach, nie potrafiąc oddać się zmartwieniom. Był pewien, że nie dostrzega wszystkiego. Sam proces uczenia się chociażby samoobrony Yvette przywodził mu na myśl krótki spacerek po parku, niźli długoletnią męczarnię, by mogła dorównać chociaż przeciętnym inkwizotorkom.
- Nie jestem niezadowolony - przyznał powoli, zgodnie z prawdą. Zacmokał cicho, przewracając głowę na jedną, to na drugą stronę. - Ale jak to mówią, satysfakcja jest pełniejsza, jeśli wyzwanie sprawia więcej trudu - dokończył myśl. Czy w rzeczywistości chciał, by Yvette była mu godnym przeciwnikiem? W końcu tym razem nie zdążył się nawet spocić, a samo unieruchomienie dziewczyny mógł porównać trudem co najwyżej do zdmuchnięcia świeczek na torcie.
Gdy oferował jej życzenie, sądził, że będzie w stanie je spełnić. Sądził, że usłyszy o niezałatwionych na powierzchni sprawach, których dokończenie będzie warunkiem ich współpracy. Przeliczył się, a ta pozornie prosta prośba należała do niemożliwych w realizacji.
- Sama pozbawiłaś się prawa do rozmowy w wygodniejszej pozycji. Trzeba było trzymać swoje zachcianki na wodzy.
Wciągnął głośno powietrze, gdy poczuł ją na sobie mocniej. Zacisnął szczęki, nade wszystko chcąc zarzucić jej brak profesjonalizmu, jako że... On traktował tę nocną wizytę nad wyraz poważnie, potrafiąc oddzielić rozrywkę od obowiązków. Toczył się dialog na temat ich przyszłości, więc zamierzał poświęcać mu większość uwagi. A jak miał to czynić, gdy skazana najwyraźniej za punkt honoru ustanowiła sobie go rozpraszać?
- Tego właśnie chcesz? - syknął, puszczając jej włosy i górne partie ciała, by przenieść dłonie w okolice jej bioder. Była praktycznie wolna, swobodnie mogła się bronić.
Przychodząc tutaj, nie planował tego, choć mogła odnosić inne wrażenie. Nawet w trakcie rozmowy, która kierowała do jednego, nie sądził, że do tego dojdzie. Byli w końcu otoczeni ludźmi, mniej lub bardziej przytomnymi, a on nie chciał został przyłapanym. Jednak na kogo wyszedłby, gdyby odmówił? Musiał bronić swojej męskiej dumy, każącej mu korzystać z okazji.
- Tego? - powtórzył ze złością, po udach podwijając jej białą, długą spódnice. Dłoń wsunął na wewnętrzną stronę nóg dziewczyny, nie cackając się w przyzwoitość i jak najmniej wymagających ruchem zamierzając dobrać się do jej bielizny. - Mogę cię szybko przelecieć, abyś się w końcu zamknęła i skupiła na tym, co powinno być dla ciebie istotne. - Na moment zatrzymał się, dając jej ostatnią szansę na cofnięcie własnych słów.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pią Paź 12, 2018 11:12 pm

Tym razem zawaliła sprawę, jednakże istniał cień nadziei na kolejne pogaduszki w zupełnie innym ustawieniu. Ograniczenie prób dotyku będzie prawidłowym posunięciem, choć odbierze sobie wtedy jedną z rozrywek. Zabawa czy normalny dialog? Zdecydowanie wygrywa opcja druga.
Teraz mogła śmiało rzec, iż została uwolniona. Położyła dłonie na swej głowie, rozmasowując bolące miejsca i nie od razu zorientowała się, że wywołała w mężczyźnie sporą złość. Następne, agresywne słowa dosadnie ją w tym uświadomiły oraz wywołały małą panikę. Co zamierzał? Podciąganie sukni wskazywało na jedno...
Przesadziła. Wiedziała to, aż za dobrze. Czemu przyszło jej do głowy igranie z nim do samego końca? Mogła odpuścić i skończyć spokojnie spotkanie, bez większych problemów. Uparła się, złamała swoje zasady, a co najlepsze, karma wróciła ze zdwojoną siłą.
Wyprostowała się chwiejnie, łapiąc mocno materiał ubrania po bokach w celu sprzeciwienia się dalszemu grzebaniu pod sukienką, w wykonaniu Setha.
- Błagam o wybaczenie, moje zachowanie jest karygodne. - odezwała się nagle, czując wielki żal wobec siebie. - Obiecuję poprawę i proszę o drugą szansę. - dodała ze skruchą, ale również w tym była wyczuwalna nutka przerażenia.
Długo wzrok Yv błądził po ziemi, lecz w końcu zerknęła na niego nieśmiało. Sądziła, iż pójście w tą stronę jest prawidłowe. Bezczelność mogła zostawić na bardziej odpowiednie chwile, aktualnie wyciągała na wierzch najlepsze przeprosiny w celu załagodzenia jego złości.
Chcąc udowodnić mu, że każde poprzednie słowo nie zostało zignorowane oraz puszczone w zapomnienie, postanowiła odpowiedzieć poważnie pełnymi zdaniami.
- Zaczynając od początku, nie widzę problemu w kłamstwie. Znacznie gorzej postrzegam moje nikłe talenty do samoobrony i jakiejkolwiek walki, więc przeczuwam, iż miano zbędnego bagażu łatwo się do mnie przyklei. - rzekła, szybko przypominając sobie następne poruszone zagadnienia. - Postaram się zawsze użyczać swej mocy, toteż jestem wdzięczna za przyszłą ochronę i ogólną chęć zaopiekowania się mną. - zakończyła wypowiedź, niepewna co powinna uczynić dalej.
Zapamięta na dobre, aby nie testować cierpliwości żniwiarza. Gierki też muszą zejść na trzeci plan, aczkolwiek czasem ciężko będzie się powstrzymać przed prowokacjami. Czy wystarczą białowłosej drobne występki? Oczywiście.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   

Powrót do góry Go down
 
Główna sala szpitalna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sala szpitalna
» Sala balowa [ŚLUB]
» Sala taneczna
» Podziemna sala tortur
» Wielka Sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Siedziba Inkwizycji :: Szpital-
Skocz do: