IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabinet Arcymistrzyni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Gabinet Arcymistrzyni   Pon Lut 27, 2017 12:22 am

Dosyć przytulny gabinecik należący do Arcymistrzyni Adrastii. Znajduje się na wyższej kondygnacji budyku Inkwizytorium. Numerycznie byłby pokojem 157 oraz 158 gdyż dwa zostały połączone w jeden. Tuż po wejściu do pokoju wita nas niewielki przedsionek, w którym należy zostawić obuwie oraz okrycie wierzchnie (moda, którą przywiozła ze Wschodu). Po wyjściu z przedsionka zaczyna się właściwa część pokoju.
Na podłodze znajdują się słowiańskie dywany, a cały pokój oświetla żyrandol zbudowany z kilku lamp naftowych. W suficie wydrążone są otwory przez co wciągany jest cały ten dym i smród nafty. Znajduje się tu część gościnna, w której skład wchodzą wygodne, skórzane sofy rozmieszczone wokół kominka. Każda z sof ma obok siebie niewielka szafka, w której umieszczone są różne smakołyki. Głównie suszone frykasy takie jak daktyle oraz inne rzeczy, które mają długi termin przydatności. Można tam znaleźć również kilka butelek z różnymi rodzajami drogich win. Na wcześniej wspomnianej ozdobie stoi kilka urn przywiezionych ze Wschodu, a pod ścianami podwieszone są ozdobne bronie. Można znaleźć tutaj po troszku wszystkiego z każdego krańca państw Wschodu. Są tutaj również półki z literaturą piękną, które wbudowano w ściany odchodzące od kominka. Tuż za jedną z szafek jest tajne zejście do prywatnej piwniczki z winami. Wystarczy tylko pociągnąć za odpowiednią książkę, a dokładniej za Hamleta.
W pokoju jest również część gabinetowa, a biurko znajduje się tuż obok okna, w prawym górnym rogu pokoju czyli na prawo od wejścia. Zwykle na samym biurku jest masa papierów, kałamarz oraz dosyć wosk do pieczęci. Pod nim zaś najczęściej znajdziemy jakieś puste butelki po alkoholu. Za samym biurkiem jest kolejna biblioteczka, tym razem przeznaczona na ważne dokumenty, w których wgląd ma mistrzyni oraz wysokiej rangi oficerzy Inkwizycji.
Na prawo jest jeszcze jedna para drzwi, która prowadzi do sypialni. Na podłodze leży mięciutka skóra niedźwiedzia, zaś na ścianach wiszą trofea. Połamane kostury lub inne, charakterystyczne rzeczy, które posiadały upolowane przez Adrastię czarownice. Jest tu czarne łóżko z baldachimem, które zwykle jest nieposłane gdyż właścicielka jest zbyt leniwa na to. Jednak nie można zarzucić, że panuje tu chlew bo mimo nieuporządkowania to jest tu czysto. Nie ma kurzu, a pościel jest świeża. Obok łóżka znajduje się szafka nocna z lampą naftową, a w rogu pokoju jest niewielka łazienka. Toaletka z lustrem, wanna, umywalka i w sumie kibelek. To tyle, nic specjalnego poza ładnymi, białymi kafelkami. No może jeszcze wokół wanny jest komplet świeczek zapachowych i kadzidełek ze Wschodu jak również flakoniki z balsamami oraz innymi specyfikami dla kobiet. Pokój sypialniany również posiada jedno okno. Tuż za łóżkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Pon Lut 27, 2017 11:31 pm

Kolejny nudny dzień za biurkiem szykował się dla Adrastii. Przed nią leżał właśnie niezbyt zachęcający stosik papierów. Zatwierdzenia budżetu, raporty, skargi, petycje, jak również sprawy bardziej przyziemnie w postaci miłosnych liścików. Najwięcej czasu Arcymistrzyni poświęcała aktualnie skargom, gdyż te napływały dosyć często. Ich treść była naprawdę różna, bo wahała się pomiędzy faktycznymi nadużyciami władzy inkwizytorskiej, a całkowitymi bzdetami pokierowanymi czystą zawiścią bliźniego. Na dodatek jeszcze głowa ją bolała, bo kac morderca nie ma serca. Sięgnęła zatem w stronę stojącego na biurku dzbanka z wodą i przychyliła go do ust, opróżniając przy tym jedną czwartą.
Musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie, które wybawiłoby ją od tej papierkowej roboty. Cokolwiek byle nie musiała siedzieć przy papierach! Wtem w skargach dostrzegła jedną bardzo interesującą, która mogła okazać się zbawienna, a na dodatek na tyle poważną, że powinna się nią zainteresować. Otóż kaci skarżyli się, że niejaka Selene Torment z sali przesłuchań wypuszcza więcej martwych osób niż żywych. Wiadomo, że wypadki się zdarzają, a na stole katowskim o taki nietrudno. Tutaj jednak nie wiedziała zbytnio jak do sprawy podejść i czy uznać to za zwyczajny żart lub fałszywą skargę, czy też faktycznie był to problem. Prawdą jest, że wiedźmy koniec końców były wysyłane na stos, jednakże powinny tam z założenia docierać o własnych siłach i pragnąć tego, by ogień oczyścił ich grzeszne ciała. Arcymistrzyni jedynie poprawiła kapelusz na głowie i lekko odchyliła się na fotelu. Bujnęła parę razy, a następnie sięgnęła po butelkę znajdującą się tuż pod biurkiem. Odkorkowała i zaciągnęła się przyjemnym zapachem słodkiego wina z Francji, które niedawno zagościło w jej skromnych progach. Z biurka wyciągnęła kielich i napełniła naczynie do trzech czwartych pojemności. Wino było wyjątkowo młode oraz miało dosyć jasną barwę. Poruszyła kielichem, a następnie wzięła jednego małego łyczka. Z uśmiechem na ustach delektowała się smakiem alkoholu, który niczym najgorętsza kochanka rozlewał ciepło do jej wnętrza.
Westchnęła i zacmokała dwa razy, a następnie odłożyła naczynie. Wzięła do ręki skargę, wstała od biurka i na bosaka podeszła do drzwi. Wychyliła się i zaczepiła przechodzącego inkwizytora. W sumie nie miała jeszcze upatrzonej sekretarki, która takie rzeczy za nią by załatwiała więc musiała od czasu do czasu sama pofatygować się jeśli akurat nikt nie przechodził obok drzwi.
- Możesz przekazać Selene Torment z Katów, że ma się natychmiast stawić w moim gabinecie? Dziękuję słodziutki – oczywiście posłała inkwizytorowi przyjazny uśmiech i zamknęła drzwi zanim ten zdążył odpowiedzieć. Jednak kto kwestionowałby lub śmiałby się sprzeciwić rozkazowi Arcymistrzyni? Chyba nikt przy zdrowych zmysłach, a skoro sprawa była w trakcie realizacji to Adrastia postanowiła przygotować biuro, by godnie móc porozmawiać. Podeszła do kominka i włożyła do niego kilka kawałków drewna. Obejrzała się za siebie kilka razy czy nikt nie patrzy, a następnie używając mocy kapelusza po prostu podpaliła drewno. Niewielka iskierka pomknęła po bloczkach i zapaliła je. Następnie podeszła do okna i zamknęła je żeby ciepło nie uciekało. Uprzątnęła papiery z biurka, a kapelusz powiesiła na wieszaku przy wejściu. Tuż obok karmazynowego płaszczu, który wisiał tam już od jakiegoś czasu. Z biurka natomiast wyciągnęła jeszcze jeden kielich i postawiła go tuz obok tego napełnionego. Przed biurkiem postawiła jedno krzesło i sama wygodnie rozłożyła się w swoim fotelu. Stukając delikatnie gołymi stópkami o podłogę. Przypadkiem potrąciła jedną z butelek, które zadźwięczały i upadły niczym kostki domina, jedna za drugą. Adrastia westchnęła tylko ciężko, jednak nie miała teraz czasu na sprzątanie, a skoro nie było tego widać od strony rozmówcy to po prostu zamiotła nogą butelki pod jeden z rogów biurka.
Przeczesała włosy i oparła się łokciami o blat, składając ręce jak do modlitwy przed sobą. W sumie jeszcze nie miała okazji rozmawiać akurat z Seleną więc wypadałoby wybadać jaką jest osobą. Nie była na nią zła, bo równie dobrze mogła czegoś się źle nauczyć podczas całego kursu katowskiego. Adrastia wychodziła z założenia, że wobec każdego należy zastosować odpowiednio dostosowane metody wychowawcze. Reprymenda i nagana nie zawsze dadzą zamierzony skutek, a pracowników należy najpierw poznać i porozmawiać z nimi. Ewentualnie napić się wina. Sprawić by otworzyli się przed pracodawcą, a następnie znaleźć ten złoty środek dla danej osoby. Każdy z inkwizytorów był jak ogród. Każdy był inny i o każdy należało dbać innymi metodami. Wyrywać chwastwy, przesadzać rośliny, a czasami skąpać go w blasku chwały i po prostu podlać. Czasami wystarczyło tylko go uporządkować, żeby z pozornie poskudnego ogrodu powstało coś czego mogła pozazdrościć niejedna szlachcianka. Dlatego Arcymistrzyni nie wychodziła z założenia, że należy kogoś opieprzyć z góry do dołu oraz poniżyć. Może w tym wypadku wystarczyła sugestia i rozmowa.
Tak sobie jednak tłumaczyła to wszystko osoba, która chciała odłożyć papierkową robotę na jak najbardziej odległy termin. Oczywiście Arcymistrzyni był tak "zapracowaną" osobą, że nawet nie zdążyła się przebrać. Ot, siedziała sobie w szlafroku, ale nie byle jakim! Na Wschodzie nazywali to kimonem, czyli rzeczą do noszenia, zaś na Zachodzie mówiono na to szlafrok. Jedwabny, czarny szlafroczek ze smoczymi wzorami na rękawach, zaś pas który to wszystko trzymał był mieszanką żółtego oraz czerwonego z bardzo podobnymi zdobieniami jak rękawy. Pod tym oczywiście mistrzyni nic nie miała. W razie czego wciśnie bujdę, że tak wygląda strój służbowy na Wschodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Sob Mar 04, 2017 5:36 pm

Spełniała swój inkwizytorski obowiązek z pełną pasją, gdy dosłyszała pukanie do drzwi. Co? Kto, do cholery, puka do pokoju przesłuchań? Zignorowała więc dźwięk, w pierwszej chwili traktując go za omamy słuchowe, wracając do swojej pracy. Czyli uprzejmego zadawania pytań wiedźmie przywiązanej do drewnianego krzesła, jeśli chodzi o ścisłość. Zaczęła po dobroci, jak zwykle dając niezbyt szczery wykład o możliwości współpracy, kilka bredni o tym, że przesłuchania wcale nie muszą być bolesne, choć ceną była szczerość… Czyniła to jednak w sposób niezbyt wiarygodny, znudzona wyuczonymi formułkami, raczej nie mogąc się doczekać, aż przejdzie do działania. Polecenia z góry, musiała się więc im poddać.
Kolejne, nieco głośniejsze walenie do drzwi zostało zagłuszone przez wrzask wiedźmy; kobiety około trzydziestki, której Selene zaczęła podważać paznokieć palca wskazującego prawej dłoni. Nie odpowiadała na zadane pytanie, zasłużyła sobie. Proste. Nie doszła do żadnego powalającego rezultatu, gdy drzwi od pokoju otworzyły się, a w ich progu pojawił się inkwizytor, dość niepewnym tonem obwieszczając:
- Selene Torment? Arcymistrzyni wzywa was do gabinetu – zawrócił się do rudowłosej, najwyraźniej kojarząc już tę panią kat. – Nie wyglądała na zadowoloną – dodał jeszcze, co zmroziło krew w żyłach inkwizytorki. Zapewne chciał zrobić na złość biednej Sel albo źle odebrał wyraz twarzy Arcymistrzyni. Ona tymczasem wykonała tak głupią minę, że aż potrafiła wzbudzić nią rozbawienie wiedźmy na torturach. Grabarz, która towarzyszyła Selene spisując przesłuchanie zatrzasnęła skórzany notes z lekkim trzaskiem.
- Musimy odłożyć przesłuchanie. Zajmę się nią, idź – wskazała na kobietę przywiązaną do krzesła, która aż nie mogła powstrzymać westchnięcia ulgi, jakby jeden dzień mógł cokolwiek zmienić. Wyjątkowo zdenerwowało to Sel. Na tyle bardzo, że bez pardonu sprzedała skazanej kobiecie cios na wpół zamkniętą dłonią, a dokładniej jej zewnętrzną częścią. W pomieszczeniu zapadła cisza, przerywana ciężkim oddechem wiedźmy i warczeniem Selene. Ubrudziła sobie koszulę krwią. Świetnie.
Spanikowała. W jednej chwili uderzyło ją tysiąc myśli i powodów, dla których arcymistrzyni mogła żądać jej obecności. Na pewno chciała ją ukarać. Za co? Och! Matthew! To na pewno przez niego! W końcu zdecydował się na nią donieść za minioną śmierć wiedźmy, którą tak bardzo chciał utrzymać przy życiu. Już ona mu pokaże…! Nie miała jednak wyboru, musiała iść, wprost do gabinetu głowy Inkwizycji. I z czystej przyzwoitości przyspieszyła kroku.
Machnęła ręką na mężczyznę, który poczuł się w obowiązku, aby ją odprowadzić, twierdząc, że doskonale zna drogę do gabinetu arcymistrzyni, mimo że jeszcze nigdy tam nie wylądowała. W samotności miała czas na przemyślenia i szykowanie sobie w głowie odpowiednich wymówek, a w razie czego błagań, by jej nie wywalono. Gdzie indziej mogłaby bezkarnie wyżywać się na wiedźmach!?
Z duszą na ramieniu zapukała do odpowiednich drzwi, czekając na przyzwolenie, aby wejść do środka. Ledwie utrzymywała spokojny oddech, bojąc się jak mało kiedy. Miała zbyt wiele do stracenia. Musiała więc zachować trzeźwość umysłu, pokazać się z jak najlepszej strony, aby udowodnić, że jest godna…
- Co? – wydukała idiotycznie po przekroczeniu progu, unosząc brwi niemożliwe wysoko, gdy zobaczyła kobietę, którą znała tylko z widzenia w… szlafroku. Spąsowiała natychmiast. Cofnęła się odruchowo o krok, jakby natrafiła na przerażającego Koszmara. – A-Arycymistrzyni… Proszę o wybaczenie. Wyjdę i poczekam na zewnątrz, aż się arcymistrzyni ubierze. Zostałam wezwana i myślałam… Nie, nie, nie. Ja poczekam! – podniosła w końcu głos, wydostając się na zewnątrz i cudem nie trzaskając drzwiami. Nie wytrzymała napięcia.
Stanęła na korytarzu, próbując ogarnąć myślami, co się właśnie wydarzyło. Przytknęła dłonie do rozgrzanych policzków, nie mogąc się uspokoić. Czekała na znak arcymistrzyni, nie spodziewając się ponownego wezwania zbyt prędko.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Sob Mar 04, 2017 6:09 pm

Arcymistrzynię kusiło, by otworzyć kolejną butelkę alkoholu jednak nie wypadało pić w samotności. Nawet jeśli była to degustacja bardzo dobrego, włoskiego wina, które dopiero co przybyło. Oj niebotycznie kusiło mistrzynię by zacząć bez Seleny, ale dzięki wszystkim bogom jacy istnieli na tym świecie, ktoś zapukał do drzwi. Adrastia tylko odchrząknęła i rzuciła standardowe, grzecznościowe „proszę”. Nacechowane bardziej pozytywnymi emocjami, gdyż trzeba było zachęcić rozmówcę do wejścia, a nie go przegnać na cztery wiatry. Trzeba w końcu dbać o pozytywny wizerunek bo poprzedniej właścicielki gabinetu najwyraźniej większość ludzi się bała. Zresztą nie ma się co dziwić, gdyż stosowała zgoła inne metody niż Glamred, której zależało na tym żeby wizerunek Inkwizycji był jak najlepszy.
Oto w przedsionku gabinetu pojawiła się szarooka inkwizytorka o kasztanowych włosach. Zdecydowanie była wyższa od arcymistrzyni, ale to nie był specjalny wyczyn. W końcu nawet Matthew byłby w stanie przerosnąć Stronheim pod tym względem. Kobieta również preferowała strój służbowy, męski i praktyczny co bardzo podobało się Adrastii. Sama zresztą wolała zakładać wygodne spodnie zamiast kiecki, która krępowała ruchy. Sądząc po tym, że miała świeże ślady krwi to Arcymistrzyni najwyraźniej komuś przedłużyła życie. Nie uratowała, a przedłużyła gdyż najpewniej ta osoba i tak pójdzie na stos. Uratowała również duszę takiego grzesznika bo odejdzie pogodzony z bogiem. Ach, nie ma nic piękniejszego w życiu inkwizytora jak poczucie spełnionego obowiązku. Adrastia tylko westchnęła sobie w duchu na samą myśl o tym, że świat kiedyś będzie oczyszczony z Wiedźm i Koszmarów. Spojrzała jeszcze raz na Torment, której lica malowały się barwami zaskoczenia. Arcymistrzyni tylko posłała jej ciepły uśmiech i obserwowała dalej poczynania kobiety.
Wewnątrz dosłownie pękały ostatnie hamulce, które trzymały śmiech Adrastii na wodzy. Dopiero kiedy drzwi się zamknęły inkwizytorka ryknęła śmiechem tak mocno, że aż prawie przewróciła stojący na blacie kielich. Po minucie śmiechu i wewnętrznego kiśnięcia wstała ze swojego miejsca. Podeszła do drzwi i wychyliła się zza nich. Na twarzy nadal była czerwona od śmiechu, a oczy miała wilgotne od łez. Uśmiech zaciekle walczył z poker facem, by znowu nie wybuchnąć kobiecie prosto w twarz. Glamred otworzyła drzwi i zaprosiła ją do środka. Oczywiście nie przebrała się, bo po cóż miała?
- Proszę wejdź. No szybko bo zimno leci– powiedziała łamiącym się głosem i odkaszlnęła, powstrzymując tą karuzelę śmiechu – Zdejmij buty tylko – wskazała na wyznaczone w przedsionku miejsce i boso powędrowała do swojego biurka. Zasiadła na fotelu i wskazała miejsce przed sobą. Czerwone policzki Seleny pięknie kontrastowały z jej kasztanowymi włosami, a zarazem nadawały komizmu całej postaci. Bo patrzcie, oto przed arcymistrzynią znajduje się kat, który upodobał sobie po prostu mordowanie ludzi. Kat, który boi się swojej szefowej w szlafroku.
- Rozsiądź się wygodnie – wskazała krzesło przed biurkiem. Trzeba było przyznać, że czerwonowłosa właśnie znalazła sobie zajęcie na najbliższy czas. Nie mogła przepuścić takiej okazji, gdyż cała sytuacja była naprawdę komiczna. Niczym z jakiejś antycznej sztuki.
- Proszę – nalała wina do kielicha i podsunęła go w stronę Torment. Zaraz potem dolała sobie i uniosła kielich do ust, upijając trochę. Przełknęła i spojrzała w kierunku Selene tak przyjaznym spojrzeniem na jakie tylko ją było stać. Nie pytała nawet o zgodę kobiety, a po prostu jej nalała. Mogła to odebrać jako polecenie służbowe, ale Adrastia wolałaby gdyby tamta po prostu się rozluźniła. Była napięta jak struna w banjo.
- Pewnie zastanawiasz się po co Cię wezwałam. Rozluźnij się, pogadamy sobie, wyjaśnimy co nieco. Przecież nie każę Cię położyć na stole katowskim, który tak sobie upodobałaś – posiliła się na żart i zaśmiała się z niego. Och ironio, kat katowany na swoim własnym stole. To byłoby coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Pon Mar 06, 2017 5:34 pm

Z pomieszczenia dochodziły bardzo niepokojące dźwięki. O święty ogniu, matko i córko, czyżby… Arcymistrzyni miała jakiś atak!? Serce podskoczyło jej do gardła, a sama odwróciła się lekko, zerkając ze strachem na klamkę. Rozważała ponowne wtargnięcie do jej gabinetu, nawet za cenę palnięcia kolejnego niewłaściwego zachowania. Dopiero po czasie spostrzegła się, że Adrastia nie dusi się, ani nie wzywa pomocy, a… śmieje się w najlepsze. Jaki wstyd! Ośmieszyła się przed samą arcymistrzynią! Nie wybaczy sobie tego nigdy. Ale… jakże mogłaby stać przed nią w takim odzieniu, rozmawiając jak równa z równą!
Zakryła twarz dłońmi, czując nieopartą chęć dania nogi, wyjechania z kraju i zmiany nazwiska. W trybie natychmiastowym, nim powtórzy swoją porażkę. Niestety, nie było jej to dane. Usłyszała charakterystyczne naciśnięcie klamki. Zdążyła jedynie opuścić ręce i stanąć na baczność, choć jej wyraz twarzy pozostawał wciąż niezdrowo zawstydzony. Mocno starała się nie patrzeć kobiecie w oczy.
Podziękowała niewyraźnie, wciąż zakłopotana. Spełniła jej życzenie w trybie natychmiastowym, w rekordowym tempie pozbywając się butów i ponownie stając na baczność, do kiedy nie usłyszała kolejnego polecenia. Serce Sel łomotało w piersi jak oszalałe, czuła, jakby święciło się coś bardzo niedobrego. Zasiadła na wskazanym krześle, ale nie mogła spełnić prośby starszej kobiety – pozostawała spięta i wystraszona, gotowa na atak z dowolnej strony. Drgnęła dopiero, gdy dostrzegła przed sobą naczynie, wypełnione niewątpliwie alkoholem. Zmrużyła oczy, węsząc spisek. Oho! To musiał być test! Pokręciła głową w przeczącym geście.
- Nie powinnam. Jestem w pracy – odparła zdecydowanym głosem, choć wciąż nie patrzyła jej w oczy. Była wyprostowana, siedziała naprzeciw, a jednak wzrok Selene utkwiony był gdzieś w niebycie, przestrzeni pomiędzy nimi. Bała się, że arcymistrzyni dosłyszała plotki na temat drobnego pozwalania sobie z alkoholem… Nigdy jednak nie wpływało to na jej przesłuchania. Co robiła po pracy, zostawało po pracy, a przynajmniej tak dotychczas myślała. Nie tknęła naczynia, niemal dumna ze swojej silnej woli i przebiegłości.
Żart bynajmniej nie spodobał się Selene. Potraktowała sprawę poważnie, coraz bardziej uświadamiając sobie, że musiała przeskrobać coś poważnego, skoro arcymistrzyni zaproponowała podobne metody. Jakby się zastanowić… miała całkiem sporo na sumieniu. Z drobnych, nieszkodzących dobru ogólnemu spraw, ale jeśli miała przed sobą osobę z zasadami, kierującą się tradycją…
- Owszem. Domyślam się, arcymistrzyni… że może chodzić o moje nietypowe metody tortur – odważyła się w końcu odezwać, jako że kobieta przed nią ponownie zaczęła się śmiać, zamiast kontynuowania wątku, który tak niepokoił Selene. Jej podejrzenia nieco odbiegały od pierwotnego powodu, powodującego to niecodzienne spotkanie. – Muszę zapewnić, że pomimo to, przesłuchania spełniają swój pierwotny cel – starała się wyjaśnić, nabierając pewności o swojej teorii. Prędko jednak spostrzegła się, że posunęła się o krok za daleko. Odezwała się niepytana. Zapewne szlafrokowy nastrój jej się tak udzielił, cholera!
- Proszę o wybaczenie, już milknę… - zapewniła ją gorąco, nie chcąc podpadać kobiecie jeszcze bardziej. W milczeniu więc czekała na wyrok, gotowa ponieść każdą karę.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Pon Mar 06, 2017 6:05 pm

Adrastia domyśliła się dosyć szybko, że ma do czynienia z taką typową służbistką. Otóż miała świadomość, że w Inkwizycji nie brakowało tych napiętych jak struna inkwizytorów. Głównie byli księgowymi albo siedzieli w dziale badań i rozwoju, ale zdecydowanie mniej widziała w tej roli katów. Z założenia kat powinien być osobą jednocześnie zimną, a zarazem wrażliwą. Powinien potrafić rozpoznać kiedy człowiek łamie się na stole, a kiedy mówi szczerą prawdę i nie należy go dalej torturować. Od 8 lat była arcymistrzynią, a w szkoleniach widziała pewne luki, które pewnie zacznie na bieżąco zapełniać. Chwilowo było na to za późno, gdyż masa wykształconych tak inkwizytorów chodziła po świecie i niewiele by to w tym momencie zmieniło. Dlatego musiała uderzyć w tych starszych, którzy potem przecież najpewniej obejmą stanowiska mistrzów i będą szkolić młodych katów. Nie ma sensu dobierać się do młodych, skoro nie ich autorytety będą źle wyedukowane. Niemniej ta sztywność Selene była naprawdę urocza, gdyż najwyraźniej spodziewała się najgorszych rzeczy jakie tylko mogą ją spotkać. Nie znały się na tyle dobrze, a poprzednia arcymistrzyni faktycznie mogła być taką osobą, z którą lepiej nie zadzierać i nie można nawet pożartować. Dobrze, że jest teraz w stanie spoczynku i Adrastia może prowadzić centralę tak jak jej się to podoba.
Czerwonowłosa była tylko nieco smutna, że dziewczę nawet nie zechciało skosztować wina. Oczywiście w Inkwizycji zdarzały się donosy o pijaństwo jednak Adrastia nie traktowała ich poważnie do momentu, aż ktoś narażał tym dobro całej organizacji jak również powodzenie śledztwa. Niemniej w większości wypadków były to przypadki poza pracą. Pokierowane tym, że ktoś kogoś chciał wygryźć ze stanowiska. Stronheim jak gdyby nigdy nic umoczyła usta w swoim kielichu i napiła się. Pokazując, że również jest w godzinach pracy i niespecjalnie się tym przejmuje.
Betonowe poczucie humory arcymistrzyni również chyba nie było na miejscu, bo patrząc po wzroku oraz innych nerwowych tikach dziewczyny siedzącej przed nią to jeszcze bardziej ją zestresowało zamiast rozluźnić. Adrastia tylko słuchała tłumaczeń o „nietypowych” metodach tortur i od razu wymalowała sobie w głowach obraz typowego winnego, który swoje niepowodzenia tłumaczy właśnie nietypowością działań. Nie karciła jednak kobiety. Jeszcze nie teraz. Siedziała opierając się łokciami o blat biurka i dłoniach trzymała kielich, do którego od czasu do czasu zaglądała po uprzednim upiciu. Siedziała luźno i nie wykazywała żadnych oznak zdenerwowania. Nie rozgniewała się nawet kiedy Selene wypowiadała się niepytana.
Arcymistrzyni tylko westchnęła ciężko, bo trzeba będzie nauczyć tę dziewczynę, że w życiu czasami trzeba podejść do sprawy nieco luźniej. Dolała sobie wina do wpół opróżnionego naczynia. Zwilżyła usta i odstawiła swój kielich na bok, oblizując przy tym wargi. Życzliwie uśmiechnęła się do Torment, a następnie przemówiła dosyć miłym dla ucha głosem.
- Czy rozumiesz kwiatuszku, że naszym celem nie jest zabić kogoś na przesłuchaniu, a wyciągnąć z niego informacje? Nie chodzi o sam fakt, żeby ktoś umierał na stole katowskim bo to się mija z celem. Kluczem do wszystkiego jest to, by taka osoba sama chciała współpracować albo pójść na stos – mówiła to takim tonem jak cierpliwa nauczycielka, która tłumaczy coś mało pojętnemu uczniowi. Wstała od swojego fotela i podeszła do Seleny. Sięgnęła po kielich, który wcześniej jej chciała zaoferować, a następnie wcisnęła go w dłoń dziewczyny. Zaciskając przy tym jej palce.
- Nie jestem tu żeby Cię karać, a by porozmawiać. Nie wiem jakie miałaś doświadczenia z poprzednią arcymistrzynią, ale ja nie jestem katem który stoi nad każdym inkwizytorem i smaga go z bicza – nachyliła się i sięgnęła po swój własny kielich. Przybliżyła go do naczynia, które wcześniej wręczyła Torment i stuknęła delikatnie naczynia o siebie – Po co mi rozmówca, który milknie? Napij się, rozluźnij. Dzisiaj możesz mieć wolne z racji ciężkiej pracy i to… hmmm polecenie służbowe – postanowiła podejść ją innym sposobem, a zarazem sprawdzić czy ta sztuczka zadziała. Arcymistrzyni usiadła sobie na blacie biurka i oparła się bosą stopą o udo dziewczyny, która siedziała przed nią. Oczywiście w każdej chwili mogła opuścić nogę jeśli tamta chociażby chciała wstać.
- No i pij na zdrowie jednak pamiętaj o tym, że celem katów jest zadać tyle cierpienia ile jest konieczne by wydobyć informacje. Nie czerpać z tego przyjemności bo czasem nawet nie trzeba robić nikomu krzywdy. Wystarczy ubrać coś odpowiednio w słowa i sam zaczyna śpiewać – wstała z biurka i wraz z kieliszkiem oraz butelką skierowała się w stronę kominka, w którym paliło się. Dorzuciła kilka kawałków drewna do środka i usiadła przed nim. Podciągnęła trochę materiał kimona i wysunęła stopy w stronę ciepłego płomienia. Klepnęła obok siebie parę razy w dywan – Chodź, usiądź sobie i pogadamy jak kobieta z kobietą – rzuciła zachęcająco i czekała co Selene zrobi.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Nie Mar 12, 2017 2:33 pm

Tak jak powaga Selene, równie widoczna była prostolinijność arcymistrzyni. Zdecydowanie, nie tego się spodziewała. Powoli docierało do niej, że wszystkie elementy, jakie mogła obserwować, łącznie z wystrojem gabinetu kobiety i jej niecodziennym ubiorem, są świadomymi, zupełnie celowymi zamiarami. Nie zamierzała się z niczym kryć, nikogo udawać. Mimo to, nie poprawiło to nastawienia młodszej z inkwizytorek, nie spowodowało, że automatycznie się rozluźniła, pozwalając sobie na więcej. Zaczęła zaś sądzić o nietrzeźwości arcymistrzyni, z każdym jej słowem zbierając coraz więcej argumentów popierających to twierdzenie.
Ponownie pociemniała na twarzy, słysząc wyjaśnienia kobiety, wypowiedziane jak do dziecka. Musiała to znosić, najwyraźniej się nie popisała. Przynajmniej rozwiązały się jej inne problemy – wiedziała już, dlaczego została tu wezwana. Wcale nie chodziło o krążące wokół niej plotki, a inną sprawę, niemniej poważną. Bezpośrednio związaną z fuchą Selene.
Odebrała kielich, nie potrafiąc się dłużej sprzeciwiać. Nie miała ku temu powodów, uwierzyła, że tamta nie planowała poddawać jej próbie. Ich palce zacisnęły się razem, oddała Adrastii nawet ten niemy toast, zapewne ku wiecznej chwale Inkwizycji i porażce wiedźm. Choć poczuła lekki przymus, przytknęła naczynie do ust, ostatecznie czerpiąc przyjemność z cierpkiego smaku wina. Nawet jako laik w sztuce picia, potrafiła rozpoznać, że trunek nie należy do najgorszych, ba – prawdopodobnie było to najlepsze wino jakie dane było jej spożywać w ciągu tego krótkiego życia. Wtedy też odważyła się odezwać, jako że wypowiedziane słowa wyjątkowo ją do tego prowokowały.
- Wiem, arcymistrzyni. I wciąż – prowadzone przeze mnie przesłuchania, mimo wszystko spełniają swój cel, nawet jeśli ich finałem nie jest śmierć na stosie, a wyciągnięcie kopyt w lochach… - wypowiedziała, wytrzymując kontakt wzrokowy w kobietą, choć musiała znacznie zadzierać głowę, by temu dopomóc. Miała w tej kwestii całkiem sporo do wyjaśnienia, jeśli tylko mistrzyni zechciała wysłuchać… - Otrzymuję odpowiedzi na zadane pytania. Śmierć nie wita w pokoju przesłuchań, nim dostanę to, czego oczekuję – dodała w ramach wyjaśnień, coraz bardziej zdecydowanym tonem. Nie kłamała, nie zwykła tego czynić. Była przekonana, że czyni dobrze. – Wiem… niektóre osobistości winne są płonąć w akompaniamencie przekleństw mieszkańców, przy wszystkich, by nie pozostawiać złudzeń… Jeśli twierdzi arcymistrzyni, że to, co dostarczam wiedźmie w lochach jest aktem łaski, z przyjemnością udowodnię co innego. – W końcu przedstawiła swoje nastawienie, starając się wyrażać składnie i przejrzyście. Światopogląd Selene wciąż pozostawał nie do końca uformowany – była w stanie przyswoić jeszcze jedną z teorii, zwłaszcza jeśli takowa padnie z ust samej Adrastii, którą traktowała dotychczas jako świętość. Prawdopodobnie wyłącznie jedno nie mogło ulec już zmianie – nienawiść kat do wiedźm.
- Mówi arcymistrzyni o współpracy… - podjęła kwestię, nieco zgrzytającą pod jej zębami. – Współpracy z wiedźmami? Miałabym rozmawiać z czarcim pomiotem jako równym sobie? Zasiąść do jednego stołu, dzielić wino, jak czynię to teraz z arcymistrzynią…? – zasypała ją pytaniami, nie rozumiejąc i czując się z powodu tej sugestii łagodnie obrażona. Traktowanie czarownicy jak człowieka znacznie wykraczało poza zakres wyobraźni Selene.
Przytaknęła na rozkaz kobiety, tym razem unikając stawania na baczność. Przyjęła polecenie z uprzejmym zadowoleniem, nawet jeśli w alternatywie miała całkiem urokliwe popołudnie w lochach. Upiła kolejny łyk wina, powoli nadganiając swoją przełożoną.
Na słowa o przyjemności omal się nie zachłysnęła. Nie widziała nic złego w dodatkowym czerpaniu satysfakcji z wykonywanej pracy, ba – to ją właśnie motywowało i powodowało, że przed każdym przesłuchaniem była pełna życia, niesiona niezdrowym wręcz entuzjazmem. Kobieta usiadła, więc Selene nie musiała zadzierać głowy już tak mocno. Tamta była znacznie niższa od niej, co było widoczne również w ich obecnej pozycji. Drgnęła lekko, gdy poczuła dotyk na swoim udzie, ale nie zareagowała bardziej. Nie wiedziała co uczynić. Stopa ciążyła, znaczyła swoją obecność, aż nie mogła sądzić o pomyłce, choć bardzo by tego chciała. Zesztywniała. Dziwiła się coraz bardziej, gdyż odważnym gestom towarzyszyły wybitnie osobliwe słowa. Odpowiedziała dopiero, gdy starsza inkwizytorka wstała:
- Wezmę do serca każde twoje słowo, arcymistrzyni, jednak… - urwała, nie wiedząc, ileż czeka ja jeszcze nowości oraz, jak wielu z nich będzie w stanie się stosować. Nie ruszała się z miejsca, nie zamierzała wstawać bez wyraźnej zgody albo odprawienia. – Proszę wybaczyć mą bezczelność, ale mam wrażenie, że rozmowa niepoparta groźbą nie będzie efektywna… - W łagodne słowa ujęła to, czego dopuszczała się w lochach placówki.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Nie Mar 12, 2017 11:58 pm

Gdyby Selene miała większą paranoję niż Adrastii się wydawało, że ma to może nawet by posądzała mistrzynię o trucicielstwo i próbę pozbycia się inkwizytorki, która sprawia problemy. W sumie gdyby faktycznie Arcymistrzyni były taka ostra, to może nawet by się pokusiła o niewielką dawkę arszeniku w winie. Z drugiej jednak strony zwyczajnie szkoda jej było tak wybornego trunku, który przecież otworzyła specjalnie by przeprowadzić rozmowę. Czerwonowłosa była jak najbardziej trzeźwa. Jej ruchy niezachwiane, a twarz nawet nie była tak czerwona jak jej włosy. Lekko zarumieniona, zdrowym różowym kolorkiem, a uśmiech widniał od ucha do ucha.
- No właśnie sęk w tym, że nie spełniają. A nóż może przed prowadzeniem na stos osoba wypatrzyłaby w tłumie inną wiedźmę i nam ją wydała przy okazji? Prawdopodobna opcja, a procedury to procedury. Wolałabym żeby osoba umierała tak jak należy, czyli na stosie lub innej publicznej egzekucji. Ma to wstrząsnąć wszystkimi czarownicami i pokazać, że jednak da się pojednać z bogiem oraz pójść na stos o własnych siłach. Poza tym nigdy nie możesz być pewna, że następnego dnia osoba czegoś by sobie nie przypomniała, bo może po torturach dokonałaby rachunku sumienia i w trakcie niego natknęła się na jeszcze jeden istotny fakt? – argument opierał się głównie na tym, że do ostatniej chwili skazaniec powinien mieć możliwość wsypania swoich kolegów. W końcu zdarzają się każdemu momenty, że nie może sobie czegoś przypomnieć, a następnego dnia cudownie pamięta rzecz, o którą pytano. Nagle pozornie nieprzydatna osoba staje się użyteczna, a potem oczywiście zmierza na stos. Godnie, o własnych siłach, a Inkwizycja nie wychodzi na totalnych rzeźników, którzy nawet nie potrafią torturować dobrze. Selene może nie zdawała sobie z tego sprawy, jednak takie podejście było naprawdę nieprofesjonalne. Zwłaszcza w Wishtown.
- Otrzymujesz, pytanie tylko czy osoba nie myli się przez ból, który zadajesz. Jednak… czy pragniesz, by pozycja kata była tożsama z rzeźnikiem, który po prostu bez opamiętania kroi świnię tak długo aż ona nie zakwiczy właściwym tonem? Wishtown jest siedzibą naszej organizacji, a tutaj nie możemy pozwolić sobie na brak profesjonalizmu oraz dawanie złego przykładu innym katom, którzy niewłaściwe metody będą powielali – kontrargumentowała wyjaśnienia Selene. Liczyła na to, że ma trochę godności jako kat i czegoś ją w sumie tam w tej akademii uczyli. Tortury to kunszt, to sztuka, którą nie każdy jest w stanie zrozumieć. Jeśli celem kata na stole jest kogoś zabić, to nie różni się zbytnio od tego rzeźnika, który sprzedaje mięso na targu. Skazaniec może kwiczeć dosłownie wszystko, wymyślić bajeczkę byle dano mu spokój ale tak przekonującą, że kat może w nią uwierzyć. Przemoc należało dawkować i nie była ona lekarstwem na wszystko. Czasami dawała wręcz przeciwne skutki, gdyż osoba łamała się do tego stopnia, że nawet w momencie śmierci nie chciała nikogo wydać. Bo w końcu i tak wiedziała, że zaraz zginie, wykrwawi się lub nie wytrzyma takiej dawki bólu i umrze.
- Nie jest to aktem łaski. Wręcz przeciwnie, jest to odebranie możliwości odkupienia swoich win i godnej śmierci w płomieniach. Zwróć uwagę, że również możesz uzyskać zupełnie odwrotny skutek na przesłuchaniu, w trakcie którego korzystasz jedynie z jednej metody. Odginając kawałek żelaza, w końcu doprowadzisz do jego złamania i będzie bezużyteczny, a mógłby być z tego całkiem niezły miecz.
Arcymistrzyni zachichotała pod nosem i pokręciła tylko głową. Dziewczę naprawdę było jeszcze młode i niewiele wiedziało o otaczającym ją świecie. Czerwonowłosa postanowiła poprawić ten błąd oraz niedopatrzenie. Nie można było karać kogoś za to, że zadaje głupie pytania i mówi głupie rzeczy, a należało takiej osobie wskazać alternatywną ścieżkę. Lepszą i bardziej praktyczną ścieżkę.
- Nie traktuje wiedźm jako współpracowników. Traktuje je jak użyteczne narzędzia lub psy, które spuszczam kiedy zajdzie taka potrzeba. Jednak jak dobrze wiesz, nawet do takiego psa trzeba od czasu do czasu przemówić czułym głosem, by chciał wykonać polecenie swojej pani. Nie jest on na pozycji człowieka, gdyż nadal jest psem. Tak samo masz zaufanie do swoich narzędzi i wiesz, że w razie czego miecz będzie ostry, a bicz zaboli. Lubisz je, jednak jeśli stracisz to wymienisz na nowe, bardziej praktyczne. Rozumiesz co mam na myśli? – zapytała zaplatając na palec swe czerwone kudełki, którymi się bawiła podczas dawania wykładu Torment. Chciała pokazać jej, że nie traktuje ich na równi, a po prostu wykorzystuje do swoich celów. Daje iskierkę nadziei oraz udaje dobrą duszę, a następnie bezwzględnie wykorzystuje zdobyte informacje.
Zachłyśnięcie się Selene tylko dało wskazówkę w czym tak naprawdę leży problem. Mistrzyni miała troszkę inne podejście, gdyż sztukę przesłuchań traktowała jak teatr. Należało nie czerpać przyjemności z odgrywanej roli, a wczuć się w nią. Poczuć każdą z emocji, którą czuła postać, przeżywać wewnętrzne katharsis, które najczęściej nie miało nic wspólnego z podnieceniem i ekstazą fizyczną.
Adrastia wygrzewała swoje stópki właśnie w pobliżu kominka i dolewała sobie wina. Odwróciła się, a jej kimono zsunęło się lekko z ramienia ukazując fragment tatuażu, który czerwonowłosa miała. Piękne smoki tańczyły w świetle, które dawał kominek. Płonące drewno od czasu do czasu strzelało i trzaskało, a mistrzyni w końcu się odezwała. Nie była zła, a prowadziła dialog z inkwizytorką.
- Prośbą można często osiągnąć więcej niż groźbą. Cóż poczniesz z motyką, którą złamiesz od zbyt gorliwego orania pola? Czasami groźba jest wymogiem, by zmiękczyć osobę jednak w 80% przypadków wystarczy odpowiedni dobór słów. Pociągnięcie za język, a czasami nawet butelka wina. W końcu pijany człowiek wypowiada trzeźwe myśl. Nie sądzisz moja droga? – zapytała i poprawiła rękaw, który się zsunął. Obróciła się teraz w stronę Torment, chociaż pozycję zachowała tą samą. Siedziała na podłodze ze złączonymi nogami i lekko podkurczonymi, wokół których splotła dłonie.
- Widzisz Selene, jesteś jeszcze młoda. Masz nieco inne spojrzenie na sprawę niż doświadczeni inkwizytorzy. Nie mówię, że jesteś nieudolna. Masz swoje metody, które w pewnych momentach sprawdzą się znakomicie, a w innych okażą się całkowicie bezużyteczne i przyniosą tylko więcej szkód – czerwonowłosa powstała i wolnym krokiem, dosyć spokojnym zresztą, bez najmniejszego zawahania postury podeszła bliżej kobiety. Założyła ręce na swoje obfite piersi i potupała stópką parę razy, jednocześnie utrzymując kontakt wzrokowy z rozmówczynią.
- Nie mam zamiaru Cię skarcić, a dać lekcję. Nauczyć czegoś nowego, co może Ci się przydać. Jak zapewne wiesz lub nie, dotarły do mnie słuchy, że pewna przesłuchiwana osoba, która mogła nam naprawdę ułatwić zadanie, zginęła na stole katowskim – tym razem ton głosu mistrzyni stał się bardziej srogi oraz zimny, a ciepły uśmiech zniknął z ust. Wzrok mroził, a gdyby mógł przewiercać to Selene miałaby dziurę w czaszce na wysokości oczu. Arcymistrzyni podeszła jeszcze bliżej i praktycznie stanęła przed inkwizytorką. Oczywiście nie pamiętała dokładnie tej sprawy, a po prostu zastosowała element zastraszenia dziewczyny. Oczywiście chwilę poobserwowała jej reakcję, po czym na usta powrócił ten sam spokojny uśmiech co przedtem i nawet po prostu pogłaskała ją po głowie. Zwyczajnie wyciągnęła dłoń i pogładziła włosy inkwizytorki delikatnie.
- Wiem, że dostaniemy to czego chcemy prędzej czy później. Zakładam, że jesteś bardzo grzeczną porządną dziewczyną i nie chcesz sprawiać problemu organizacji, która Cię utrzymuje. Prawda kwiatuszku? – zapytała dalej głaszcząc Selene po głowie, a następnie drugą dłonią zaczęła robić to samo po policzku. Po chwili jednak poklepała ją delikatnie po nim – Bo przecież wiesz no. Jak ktoś umiera na stole katowskim to są trzy możliwe powody tego. Pierwszym z nich jest niekompetencja kata. Drugim może być słaby stan zdrowia, zaś trzeci… - tutaj specjalnie przedłużyła, by podbudować napięcie u Torment, która pewnie teraz siedziała jak na szpilkach. Przy wyliczaniu oczywiście odginała każdy palec, by jeszcze dodatkowo dodać powagi sytuacji i pokazać, że w tym momencie jest poważna. Zresztą taki był cel arcymistrzyni, która właśnie nachyliła się i szepnęła jej do uszka – trzecim jest zdrada i chęć zamknięcia ust przesłuchiwanemu – oddaliła się nieco i przysiadła na rogu jednego z foteli, patrząc cały czas tym ciepłym, ale kryjącym tajemniczy błysk spojrzeniu. Tym błyskiem mogło być ostrze, które zaraz mogłoby się wbić w dziewczę.
- Zakładam jednak, że nie chcesz nas ani zdradzić, ani nie jesteś niekompetentna więc to wszystko to wina słabego stanu zdrowia przesłuchiwanego. Czyż nie? – dla podkreślenia delikatnej aluzji dobitnie artykułowała ostatnie pytanie. Oczywiście zaraz przyjaźnie się uśmiechnęła i roześmiała serdecznie. Chciała po prostu Selene pokazać, że arcymistrzyni ma wiele twarzy. Maski, które przywdziewała były zależne od jej potrzeb. Teraz pokazała dziewczynie kilka z nich, a w pudełku miała ich jeszcze całkiem sporo. Nie tylko finanse doprowadziły ją na szczyt.
- Widzisz, tak działa metoda na dobrego i złego inkwizytora. Jest jak hartowanie ostrza. Jeśli będziesz cały czas trzymała je w wysokiej temperaturze to metal się stopi. Dopiero rozgrzewany i polewany wodą, staje się odpowiednio wytrzymały – podeszła do leżącej przed kominkiem butelki i dolała do kielicha Selene wina oraz do swojego własnego, a następnie znowu usiadła na tamtym biurku. Stuknęła się z nią i upiła nieco zawartości naczynia.
- Zostań na trochę dłużej. Przyjemnie się rozmawia, a wina nam raczej nie zabraknie. Zasłużyłaś na wolne, a ja cenię sobie integrację z podwładnymi. Mam jednak nadzieję, że podzielasz moje zdanie i chcesz dla Inkwizycji jak najlepiej. Prawda Seluś? No to zdrowie… hmmm za kogo by tu… A! Za naszą królową, która pozwala nam działać na terenie Wishtown – wzniosła kielich w górę i opróżniła go duszkiem. Przetarła wierzchem dłoni usta, które były wilgotne od wina, a samotna kropelka sunęła właśnie z szyi, aż na wyeksponowany dekolt arcymistrzyni.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Pon Mar 20, 2017 10:25 pm

Selene w zupełności ufała swojej arcymistrzyni i świętej organizacji, prowadzącej ją od najmłodszych już lat. Nie dano jej powodu, by mogła wątpić, idealnie odnajdywała się w systemie, swoją fuchę uważając za spełnienie marzeń. Dlatego nigdy nie posądziłaby swojej przełożonej o chęć pozbycia się jej w ten sposób. Uważała, że mimo wszystko – zasłużyła sobie na lepszy koniec. Przez myśl nie przeszło Selene, że wino może być otrute. Arcymistrzyni kazała, ona spełniała polecenie, taka była kolej rzeczy. Może miałaby chwilę zawahania, jeśli kobiecina wydałaby rozkaz wskoczenia w ogień, ale wciąż… parę odpowiednich słów mogło zdziałać cuda.
Jednak słowa Adrastii nie zawsze wpadały w gusta młodszej inkwizytorki. Nie mogła się z nią zgodzić w każdej kwestii, choć z tego powodu trawiły ją niemal wyrzuty sumienia. Póki co, rozmawiały, a właściwie wyczuwała bardziej możliwość negocjacji. Arcymistrzyni nie karała jej za odmienne zdanie (jeszcze), a więc uznała to za dobrą okazję do podzielenia się z kobietą swoimi racjami.
- Nie uważa arcymistrzyni, że wiedźmom w takim wypadku przypada zbyt duży przywilej? – zadała pytanie, trapiące ją od dawna. Nie pochwalała jakichkolwiek kompromisów z przedstawicielkami tejże rasy, a widząc skazańców przechadzających się tymi samymi korytarzami co ona, wewnątrz niemalże ją skręcało. – To wszystko prawda, och, szczera prawda… - zamotała się przez krótki moment we własnych myślach, ale prędko odzyskała rezon, wracając spojrzeniem do kobiety. W jej oczach błyszczało zawzięcie i rzucone kobiecie wyzwanie. – Czy to jest tego warte? Czy nawet szybsze wybicie wiedźmimich ku… przepraszam, ekhem… wiedźm, rekompensuje traktowanie ich jako równych sobie? Prędzej przy później wszystkie z nich sczezną z tego świata. – Brzmiała na pewną swoich racji. I choć szanowała Arcymistrzynię, nic nie mogło powstrzymać Selene od wygłoszenia swojej opinii. – I czy zasługują one na rozgrzeszenie? – dodała ostatecznie, gdy dosłyszała już wyjaśnienie kobiety.
Zasypała ją pytaniami, spragniona odpowiedzi. Tak, właśnie jej uwierzyłaby najprędzej, w końcu to ona stała na szczycie organizacji, której młoda inkwizytorka powierzyła życie. Nie we wszystko będzie w stanie uwierzyć, ale być może nagnie swoje częściowo wyrobione zdanie.
- Nie skazuję ich od razu na śmierć – wyjaśniła krótko, marszcząc brwi i żałując, że kobieta ma o niej tak niskie mniemanie. Starała się utrzymywać skazane przy życiu; nie można było mówić o tym, że większości zdarza się nie dożyć kolejnego dnia, ale owszem, plotki nie wzięły się znikąd. Czasami jednak zbyt ciężko było jej się powstrzymać… - Pytania są dla mnie priorytetem. Nie powiem, że zadaję je po dobroci, ale wiem już, na ile mogę sobie pozwolić… Jeśli mi arcymistrzyni nie wierzy… mam nadzieję, że pewnego dnia będę miała szansę to arcymistrzyni udowodnić żywymi dowodami. – W ten łagodny sposób oddała jej zaproszenie na piękne przedstawienie w lochach, choć nie dosłownie, nie chcąc, by brzmiało to zbyt sugestywnie. W końcu Adrastia mogła mieć szereg ważniejszych zadań do wypełnienia niż pilnowanie, czy wiedźmy są odpowiednio traktowane na przesłuchaniach.
Słuchała ją z ciężkim sercem. To oznaczało zmiany. Nawet jeśli traktowała wiedźmy jako przedmioty, służyły jej one jednak wyłącznie ku rozrywce i wypełnieniu zadania. Co, o dziwo, często szło ze sobą w parze. Bóg jeden wiedział, że byłaby skłonna wykonywać swoją pracę na zasadzie wolontariatu.
- Rozumiem – przytaknęła, ociężale kiwając głową. – Kiedyś… dawno temu, przykazano mi zaczynać przesłuchania od formułki głoszącej, że jako kat wcale nie muszę używać przemocy… nasz drobny wywiad może przebiegać po dobroci, na zasadzie pytań, współpracy… - przyznała się powoli, a jej głos cichnął wraz z każdym słowem. Nabrała powietrza w płuca i spróbowała na nowo. – To jednak nie zawsze się sprawdza. Nie wszystkie skazane chcą w to wierzyć. Bo dlaczego miałyby, gdy ich siostry opuszczają loch jedynie w drodze na stos? Istnieją szybsze rozwiązania… - wypowiedziała, choć wyczuwała już w głębi ducha, że arcymistrzyni nie będzie zadowolona z jej postawy.
Obserwowała ją czujnie. Nie przegapiła najdrobniejszego szczegółu. Widziała jak zmieniała pozycje, rejestrowała najmniej istotne gesty. Wypatrzyła również tatuaż na plecach, wtedy wyciągając szyję, gdyż ciekawość nakazywała jej usiłować zobaczyć więcej. Poznała kształt po obnażonym fragmencie, wtedy wspominając zasłyszane plotki o przeszłości kobiety i w tejże chwili uznając je za zgodne z prawdą. Przeniosła powoli wzrok na w jej oczy, wciąż z żalem nie potrafiąc się z nią zgodzić.
- Mam wrażenie… że traktuje arcymistrzyni wiedźmy jako przygłupie. Owszem, spotkałam kiedyś przypadki gotowe zaprzedać swoje dotychczasowe życie za chwilę wytchnienia, jednak nie są one warte najmniejszego zachodu. Większość – z moich obserwacji – wie, że nie powinna liczyć na zachowanie godności po przekroczeniu bram Inkwizycji – mówiła poważnie, podążając wzrokiem za przełożoną, usiłując się nie dziwić, gdy tamta usiadła na ziemi. Właściwie, już chyba nic ją nie zdziwi. Z wrażenia aż zapomniała o piciu wina, co prędko nadrobiła, opróżniając naczynie do dna. – Określiłabym je różnie, nie szczędząc epitetów, ale często również nie mogłabym odmówić im sprytu. – Szczerość Selene osiągała nowe poziomy. Tę prawdę ukrywała przed sobą samą, nie znosząc przyznawać znienawidzonej rasie niczego pozytywnego.
Czuła się jak na spowiedzi. I tak w rzeczywistości było. Nie zwykła kłamać, ale teraz odkrywała przed sobą nowe warstwy bezpośredniości, faktów, o jakich nie mówiła zazwyczaj głośno. W końcu padły słowa, których bardzo obawiała się usłyszeć. Doskonale wiedziała, o jaką sprawę chodziło.
- To prawda. Nie mam nic na swoją obronę. – Wytrzymała jej spojrzenie, ale odzywała się z pokorą, niezbyt dla siebie typową. – Nadużyłam przysługującej mi władzy – przedstawiła sprawę jasno, przyznając się do błędu. – Słyszała arcymistrzyni o mojej podopiecznej, Erin Hawke? Ów przesłuchanie było dla niej… formą przedstawienia. Popisywałam się. Nie podeszłam do powierzonego mi zadania odpowiednio. I jestem gotowa ponieść za to karę. – Z uporem wbijała spojrzenie w jej oczy, przyjmując wszystko i zamierzając znosić każde słowo kobiety, niezależnie, jak okrutne by nie było.
Wysłuchiwała jej wewnętrznie poruszona, choć bardzo starała się zachować spokój i wypowiadać jak zawsze. Milczała, do kiedy Adrastia nie skończyła swojej wypowiedzi, nie śmiąc nawet kiwnąć głową na jej pytanie i osobliwe określenie. Gest na policzku przyjęła pokornie, spodziewając się po nim nawet wymierzonego policzka, który ostatecznie nie nadszedł. Policzek, ba – cios prosto w serce padł w postaci słów arcymistrzyni.
Zdrada. Otworzyła szeroko oczy. Co!? Jak… Jak mogła zostać o to posądzona!? Nie wierzyła, nie potrafiła przyjąć tego do wiadomości.
Wstała na równe nogi, odtrącając gwałtownie krzesło, na którym dotychczas siedziała, sprawiając, że się zachwiało się niebezpiecznie, cudem unikając legnięcia na podłogę. Uderzyła dłońmi o blat biurka, zupełnie nie kontrolując swoich ruchów. Musiała ja odwieźć od tego pomysłu, udowodnić, że jest zupełnie inaczej! Przecież… Och, to najgorsze, o co mogła ją oskarżyć!
- Arcymistrzyni! – podniosła głos, a jej oddech wyraźnie przyspieszył. – Nigdy, zapewniam. Nie zdradziłabym, nigdy! – powtarzała się, zestresowana, jakby właśnie na szali ważyły się jej losy. – Jeśli dopuszcza arcymistrzyni trzy wybory, proszę oskarżać moją nieudolność. Nie jestem więc dobrym katem. A może i najgorszym, jaki pełnił tę funkcję w Inkwizycji. Boże… Zbyt wiele satysfakcji odnoszę podczas przesłuchań, za bardzo kusi mnie… - przerwała, niemalże panikując. Była szczera, szczera jak nigdy. I choć jej słowa brzmiały desperacko, nie zamierzała przestawać, do kiedy Adrastia nie uwierzy w prawdziwość tych słów. – Jednak nie mogłabym… naprawdę…
Niemal przeraziła się na zmianę nastawienia kobiety. Znała tę zagrywkę psychologiczną z przesłuchań. Uczoną ją podobnych sztuczek. Mówiono, że chwila ulgi na przesłuchaniach mogła zdziałać cuda. Moment wytchnienia pomiędzy falami cierpień prowadził do złamania, wyznania grzechów. Jednak Selene nie potrafiła odetchnąć po zadanym ciosie, słowa kobiety wciąż dźwięczały jej w uszach.
- Zostanę, ile arcymistrzyni sobie tego zażyczy – odparła, choć słowa młodszej inkwizytorki nie były już tak zdecydowane. Wciąż nie wyszła z minionego szoku. – Nie zasłużyłam jednak na cokolwiek – zaprzeczyła wściekle, kręcąc głową, lecz w końcu siadając na swoje miejsce, a właściwie opadając, zupełnie zrezygnowana. Traktowała swoją pracę nad wyraz poważnie, nawet jeśli nie było to tego warte.
Bardzo chciała ją w tamtej chwili zapewnić, że już nigdy nie popełni takiego błędu, a od tego momentu wiedźmy będą wychodziły z pokoju zwierzeń w stanie nienaruszonym, co jednak pewnie nie było. Nie potrafiłaby zmienić swojego nastawienia z dnia na dzień. Z pewnością będzie się bardziej kontrolowała od tej rozmowy, znając już konsekwencje. Póki co, zamilkła, woląc się nie odzywać.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Pon Mar 20, 2017 11:59 pm

Czy Adrastia chciała zrobić krzywdę Selene? Tak właściwie to nie, a po prostu chciała ją uświadomić o kilku faktach oraz zjawiskach. Prawdą było, że należało młodym inkwizytorom dać dobry przykład, by nie czerpali złych nawyków. Torment według Arcymistrzyni po prostu była niedociągnięciem akademickim i to należało skorygować. Nie trzeba wspominać również o tym, że kobieta czuła się winna takiemu niedopatrzeniu ze strony edukatorów dziewczyny. Nie powinno się winić tych, którzy zawinili a osoby sprawujące nad nimi piecze i tutaj Glamred zawiodła, gdyż nie dopilnowała właściwej formy przesłuchań. Teraz będzie musiała to naprawić i naprowadzić kata na właściwy tor.
Zdawała sobie sprawę, że pewnie młoda będzie wykazywała oznaki buntu oraz brak chęci do zmian. Jest to normalne, gdyż była osobą stosunkowo mało doświadczoną i przez to mogła być krnąbrna względem zmian. Oznaczało to, że czerwonowłosa będzie musiała poświęcić jej znacznie więcej czasu, co jednocześnie było dla niej wybawieniem od papierkowej roboty.
- Przywilej? Raczej ostatnią szansę okazania się użyteczną jeśli odrzuciła propozycję bycia Skazańcem i częściowego odkupienia swoich win – Arcymistrzyni nie miała nic przeciwko tejże grupie tak długo jak traktowani byli niczym psy lub inne narzędzia. Za to Psy Gończe były pewną aberracją, która jednak jest konieczna jako kontrolowany odpowiednik Koszmara. Niestety trzeba było sobie jakoś radzić, a jeśli wykorzysta się parę pionków, by wytłuc do nogi rasę czarownic oraz Koszmarów to warto poświęcić trochę czasu i rzucić przeciwko nim podobne potworności. Ogień należało zwalczać ogniem.
- Nie traktujemy ich jako równych sobie moja droga. Nigdy tak nie było – pokręciła przecząco głową, ale nie traciła cierpliwości, gdyż za cel postawiła sobie wyedukowanie tej młodej kobiety oraz przekazanie w jakiej pozycji są Skazańcy - Czy koń, na którym jedzie władca jest traktowany na równi z nim? – Właśnie tą różnicę zobrazowała na tym przykładzie. Koniem byli Skazańcy, którzy byli jedynie metodą do osiągnięcia celu. To władca trzymał lejce i prowadził konia w pożądaną stronę, a jeśli rumak po drodze zginie to nikt się nie przejmie. Ot, podstawi się drugiego - Im szybciej pozbędziemy się ich tym lepiej. Dobrze wiesz, że każda wiedźma tworzy Koszmary. Czasami trzeba zrobić jeden krok w tył, by móc wziąć rozbieg i przeskoczyć przepaść – dorzuciła głębszą sentencję, nad którą Selene mogłaby się zastanowić. Czasami wystarczyło wrócić do podstaw, by problem sam się rozwiązał. W końcu często wykorzystywało się jedynie najnowsze i „najlepsze” rozwiązania, gdy tak naprawdę wystarczyło coś prostego co spełniało swoją rolę w danym przypadku znacznie lepiej. Tego również chciała ją nauczyć Adrastia, która głosem cierpliwego mentora prowadziła z nią dialog.
- Nie nam to oceniać, jednak jeśli wezmą udział w oczyszczeniu świata z tej zarazy to już pozostanie w kwestii Boga czy im udzieli rozgrzeszenia pełnego. My damy jedynie szansę w zamian za pomoc – odpowiedziała enigmatycznie. Ona mogła tylko zezwolić na spalenie i wstępne oczyszczenie duszy takiej czarownicy. Dalej już to nie była jej broszka, a Stwórcy, którego osąd będzie sprawiedliwy.
Teraz przyszła pora na posłuchanie tego co mówiła Selene o przesłuchaniach. Oczywiście każdy pracownik mógł tak powiedzieć jeśli szef przyłapał go na robieniu czegoś złego. Nie winiła jednak w tym wypadku Selene bo mogła nie wiedzieć, że czyni źle lub nie wykonuje czegoś tak jak należy.
- Nie omieszkam wpaść w momencie, gdy najmniej się tego będziesz spodziewała – odpowiedziała kobieta. Nie uznawała tego, że ktoś ją zaprosi na konkretne przesłuchanie i nagle wszystko będzie w porządku oraz zgodnie z procedurami. Wolała spontaniczne kontrole, na które nie mógł być przygotowany inkwizytor, gdyż to perfekcyjnie nakładało presję na taką osobę, by cały czas wykonywała należycie swoje zadanie. W końcu nie znał dnia ani godziny, kiedy u jego drzwi stanie Arcymistrzyni i przypatrzy się przesłuchaniu.
No i wróciły do punktu akademickiego, gdzie Selene przytaczała jeden z cytatów, który znalazł się w podręczniku dla zaczynających inkwizytorów. Oczywiście potakiwała głową, gdyż tak należało postępować. Zgodnie z procedurami, a czasami nawet mozolnie by osiągnąć zamierzony cel. Wyczuła to, że dziewczyna się wacha, a najwyraźniej można rzec, że nawet się boi reakcji Arcymistrzyni. Najwyraźniej miała o niej naprawdę złe mniemanie, a Adrastii aż zrobiło się ciężko na sercu, że jest postrzegana jak jakiś potwór przez swoich współpracowników. Pokręciła głową i pocmokała z dezaprobatą – Czasami szybciej nie znaczy lepiej. Nie zmusisz zboża, by szybciej rosło i było zarazem w pełni dojrzałe. Niektóre rzeczy wymagają czasu Selene – powiedziała cierpliwie. Zresztą coś było w powiedzeniu „co nagle to po diable” i zbyt pochopnie podjęta decyzja mogła zakończyć się skazaniem nie tego człowieka, którego należało spalić i najpewniej również przepadała szansa na dobranie się do wiedźmy.
- Przygłupie? Nie do końca, wręcz przeciwnie one są bardzo sprytne jak zresztą zauważyłaś. Jednak na stole każda prędzej czy później mięknie. Czasami nawet najdrobniejsza, pozornie najmniej istotna informacja jest czymś ważnym – roześmiała się, gdyż resztę mogła sobie dopowiedzieć. W końcu gdyby wiedźmy były przygłupie to zdecydowanie łatwiej byłoby je łapać i Męczennice byłyby niepotrzebne.
Adrastia była bardzo niezadowolona, że inkwizytorka traktuje tortury jak zabawę i popisy. Mało tego demonstrowała swoje metody byle komu. Jakaś kara za takie nadużycie władzy się należała, a Arcymistrzni chyba miała pomysł jaką zaserwuje. Czasami dobra matka musiała dać swojemu dziecku klapsa lub po łapach, by pokazać, że czegoś nie należało robić. Nie było to pokierowane niczym innym jak miłością i troską o dziecko. W tym wypadku było bardzo podobnie, a czerwonowłosa widziała jak stosik rzeczy układał się przed nią. Kolejne pozycje wpadały na listę „do zrobienia”.
Musiała zafundować swojej podwładnej solidny szok emocjonalny, który zdestabilizował ją. Była to kolejna rzecz, nad którą będzie musiała popracować, a mianowicie nad temperamentem Torment. Była jak wulkan emocji i gorliwości, jednak należało trochę przyhamować emisje dymu, gdyż sadza zatykała krater. Najwyraźniej teraz nadszedł moment wybuchu, gdzie dziewczę nawet nie zdawało sobie sprawy do kogo mówi. Była spanikowana i przestraszona, jak dziecko któremu matka zagroziła, że je zostawi. Poza tym znalazła jedną przydatną informację, która mogła być przyczyną całego problemu. Torment czerpała przyjemność z torturowania innych, a to było nieprofesjonalne według Arcymistrzyni. Poczekała, aż część emocji opadnie i dziewczę usiądzie. W końcu, gdy to się stało Adrastia podeszła do niej bliżej i przez moment spojrzała w jej spanikowane oczęta.
Bez słowa usiadła okrakiem na kolanach Selene i wtuliła jej głowę w swój biust. Przytrzymując mocno, by przypadkiem tama się nie wyrwała, w trakcie czego zaczęła ją czule głaskać po głowie. Posiedziała z nią tak kilka chwil po czym dalej ją wtulając w siebie kontynuowała dialog – Wszyscy jesteście dla mnie jak własne dzieci. Mistrzowie są jak wasze starsze rodzeństwo, zaś niżsi rangą jak młodsze. Kocham was wszystkich i poczuwam się do obowiązku pilnowania was nie tylko jako Arcymistrzyni, ale również jako wasza taka przyszywana mamusia. Selene Twoje problemy w przesłuchaniach nie wynikają z niczego innego jak tej przyjemności, którą czerpiesz – powiedziała głaskając ją po głowie i unosząc lekko jej podbródek dłonią, by móc spojrzeć w jej twarz swoim zatroskanym wzrokiem – Rozumiem, że kochasz Inkwizycję całym swoim serduszkiem i nigdy byś nas nie zdradziła. Jednak pragnę od Ciebie jednej rzeczy córciu. Trzymaj swoje emocje na wodzy, gdyż gubią Cię. Pragnienia zostawiaj za salą przesłuchań. Zgoda? – mówiła do niej spokojnie, powoli oraz czułym głosem, nie przerywając głaskania tym razem jej policzka. Arcymistrzyni traktowała każdego członka jak swoje własne dziecko i Selene nie była od tego wyjątkiem.
- Przepraszam, że dałam Ci właśnie emocjonalnego klapsa, którego potrzebowałaś. Jednak jeśli cokolwiek będzie Cię kiedyś trapiło to przyjdź. Porozmawiamy przy butelce wina jak matka i córka – powiedziała i ponownie wtuliła łepetynkę Selene w swoje piersi. W sumie poza kimono to Arcymistrzyni nie miała nic na sobie, więc inkwizytorka miała pełen dostęp do całego nagiego ciała swojej przełożonej. Ciepło przekazywane było w bezpośredni sposób, a Glamred nie wyglądała na rozgniewaną, a taką pragnącą pocieszyć swoje roztrzęsione, płaczące dziecko.
- Opowiedz mi o sobie. Co lubisz poza torturami? - zagaiła bardziej przyziemnie i sięgnęła po swój kielich, by podsunąć go Selene.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Nie Mar 26, 2017 6:57 pm

Od początku traktowała słowa arcymistrzyni poważnie, teraz jednak im dalej, tym więcej postanowień sobie narzuciła. Drobnych, łatwych do zrealizowania na początek. Selene spokojnie można było określić mianem „zawziętej”, jednak doskonale wiedziała, że rezygnowanie z tortur będzie dla niej zbyt wysoko postawioną poprzeczką. Zadaniem, jakim bez sporych zasobów poświęceń, nie zdoła zrealizować.
Wbrew wszystkiemu, do czego nakłaniała ją Adrastia, Selene nie była w stanie traktować czarownic jako narzędzi. Do narzędzi nie czuje się czegokolwiek. Inaczej było z żywymi osobami. Ich cierpienie sprawiało młodej inkwizytorce przyjemność; każda ich porażka, najmniejsze potknięcie było jej tryumfem. Nie potrafiła ocenić już sprawy obiektywnie, nie gdy na szali trzymała wszystko, co obiecała chronić i wszystko, co obiecała nienawidzić. Przemówiła z trudem, jednakowym, jak od początku ich rozmowy:
- Arcymistrzyni… jadąc na koniu, nie odczuwam do niego niechęci. Nie chcę go zabić w trakcie podróży, nawet za cenę upadku na złamanie karku. Do konia nie czuje się nic – odparła z względnym spokojem. Przykład nie był zbyt trafny, bo Selene nade wszystko podziwiała te majestatyczne stworzenia, nie potrafiąc im ująć wdzięku. Wychowała się na wsi, ceniąc sobie przebywanie ze zwierzętami o wiele bardziej niż z istotami ludzkimi, nie wspominając nawet o wiedźmach. – Konie, ani narzędzia, do których porównuje arcymistrzyni czarownice nie wyrządziły mi niczego złego. Mi, ani całemu światu. Nie potrafię ich traktować identycznie. Nie z świadomością, że ich przekleństwo rozprzestrzenia się, nawet gdy zapadają w słodki sen… - powiedziała niemal na jednym wydechu, wciąż zaskoczona swoją odwagą. Miała wyrobione zdanie na ten temat, korzystała więc ze sposobności wypowiedzenia go.
- To bardziej osobista sprawa – skomentowała ostatecznie, przymykając na moment powieki. Nie wiedziała, czy może sobie pozwolić na takie wyznania. Jednak starsza z kobiet wysłuchiwała ja cierpliwie, nie przerywając nawet na moment, ba – raczej zadowolona z coraz bardziej swobodnej rozmowy. – Widnieje to w moich kartotekach, może arcymistrzyni słyszała… Moja matka opuściła ten świat za sprawą przedstawicielek tej diabelnej rasy – zdradziła jej, lekko przyciszonym tonem. – Takich uczuć nie żywi się do konia, arcymistrzyni. Narzędzia nie mają świadomości, nie czynią zła z pełną premedytacją. – Ewidentnie nie spoglądałaby z niechęcią na wszystkie konie tego świata, jeśli jej matka nieszczęśliwie zginęłaby pod kopytami tych zwierząt. Obiecała kobiecie jedno:
- Skręca mnie na ich widok, arcymistrzyni. Nie potrafię spojrzeć na skazańca, nawet poniżanego na każdym kroku, bez krzywienia się. Nie mogę zdzierżyć myśli, że stapiają po tej samej ziemi co ja, dzieląc ze mną budynek, będący dla mnie domem. Z każdym dniem, w którym nie przyczyniły się do śmierci swoich sióstr, nienawidzę ich bardziej – wyznała, a oczy Selene zabłysnęły niebezpiecznie. Nie mogła kłamać, jej zawziętość była niemal namacalna, emanowała z niej z pełną siłą. – Ale dopełnię wszelakich starań, aby moje osobiste pobudki zeszły na dalszy plan. Zrobię wszystko, by nie musiała arcymistrzyni się za mnie więcej wstydzić – zapewniła ją z powagą, prostując się dumnie i tylko siłą woli powstrzymując się od wstania na baczność, aby dopełnić tę podniosłą chwilę. Ważny to był moment w życiu Selene. Może krok ku dojrzałości, może początek czegoś nowego.
Wiedziała, że będzie musiała od tego momentu uważać. Nie tylko ze względu na zapewnienie Adrastii o niespodziewanej wizycie. To ostrzeżenie będzie krążyło nad nią jak czarna chmura, może sprawiając, że powstrzyma cios, gdy sytuacja na przesłuchaniu zabrnie za daleko. Chciała to zrobić dla głowy Inkwizycji, bo skoro ta twierdziła o słuszności takich czynów, musiała mieć rację. I dla siebie samej, gdyż nic nie gryzło ją bardziej niż kłamstwo i brudne sumienie.
Skorzystała z chwili ciszy, upijając świeżo nalanego wina. Pozwalało jej to opanować drżące emocje, narastające w niej z każdą chwilą, mimo że sądzić można byłoby o zboczeniu na bezpieczniejsze tematy. Nie drżała już, wypowiadała się swobodniej, ale wciąż nie mogła powstrzymać wrażenia, że obnaża się jak nigdy wcześniej, sięgając do najgłębszych warstw swojej osobowości.
Otworzyła szeroko oczy, gdy tamta zdecydowała się zająć miejsce na jej kolanach. Zdążyła lewie odstawić kieliszek, napinając wszystkie mięśnie, jakby gotowa bronić się przed atakiem. Jednak… to było dla niej zbyt wiele. Zbyt. Wiele. Poczuła dłoń błądzącą po jej kasztanowych włosach, w geście tak nieprzewidywalnym i delikatnym, że aż nie potrafiła uwierzyć swoim zmysłom. To było jak sen. Wspomnienie, jakie mogła kojarzyć tylko z jedną osobą, tą najbliższą jej sercu – własną matką. Zadrżała wyczuwalnie. Z ust Selene wydobył się niezrozumiały jęk, choć i ona sam nie wiedziała, co chciała wydobyć na głos.
Przymknęła powoli powieki, a z jej oczu popłynęły łzy, sunąc po policzkach dziewczyny i ginąc gdzieś w materiale kimona Adrastii. Zaszlochała, z początku delikatnie i ledwie dosłyszalnie, aby później zanieść się głośnym płaczem, wyjąc niemal na głos.
Długo nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Płakała jak dziecko, jak pięciolatka wybudzona ze straszliwego snu, nie jak dorosła kobieta, która otrzymała naukę od swojej przełożonej. Chlipała, długo zbierając się na z pozoru proste słowa, za nic nie chcące opuścić jej ust:
- Dobrze… P-przepraszam… - szepnęła w końcu, wtulając się w piersi arcymistrzyni, nawet nie czując się z tego powodu zawstydzona. Gest bowiem był tak czysty i pozbawiony najmniejszych podtekstów, że jej myśli nie znaczył żaden niecny pomysł. Niczym matka i córka. Inaczej tego nie poczuła. Pociągnęła ostatni raz nosem, odbierając od starszej kobiety kielich i grzecznie pijąc z niego cierpkie wino. Na otarcie łez.
- Dziękuję ci, arcymistrzyni – wypowiedziała, odsuwając się lekko i przyglądając się przełożonej z prawdziwym uwielbieniem. Taki właśnie „klaps” mógł zdziałać wiele jak widać. Może nie tego potrzebowała, ale Selene była niezwykle podatna na podobne sztuczki. – Będę z tym walczyć. I zdaje mi się, że odnalazłam już swoją drogę… sposób, który pozwoli mi na oddzielenie pracy z osobistymi kwestiami… - starała się ją zapewnić, chociaż jeszcze nie znała efektów wystarczająco, by móc oceniać. Wspominała o swoich spotkaniach z Matthewem, wyżywając się na nim w najprawdziwszym życiu, co przynosiło jej ulgę, ostatecznie mogąc doprowadzić, że na przesłuchaniach zostanie oazą spokoju.
Nigdy nie sądziła, że trafi na dywanik arcymistrzyni opowiadając o swoich pasjach. Ale cóż, była już gotowa na wszystko. A to pytanie przecież należało do przyjemniejszej serii. Przetarła resztki łez wierzchem dłoni, gotowa niemal do normalnego funkcjonowania.
- Kolekcjonuję broń białą, arcymistrzyni… Choć niespecjalnie odbiegam tym od tortur, gdyż zdarza mi się przynosić własne „narzędzia” na przesłuchania. Ale… Lubię również polowania. Obrzeża Wishtown są bogate w zwierzynę, od niepamiętnych czasów nie wróciłam z pustymi rękoma. Próbowała niegdyś, arcymistrzyni…? – odważyła się zapytać, gotowa zaoferować jej pomocną dłoń podczas stawiania pierwszych kroków na łowach. – Wychowałam się na wsi, arcymistrzyni. Cenię sobie prostotę i rozrywki, które zapewne tutaj są uważne za prymitywne… - zdobyła się na łagodny uśmiech, przechylając lekko głowę i zachęcając ja do wypowiedzenia się w tym temacie. Również i ona zdecydowała się potrzymać rozmowę:
- Z ciekawości, arcymistrzyni… do każdego inkwizytora ma arcymistrzyni tak… indywidualne podejście? – Oczywiście, chciała wierzyć, że jest wyjątkowa, ale wspaniałomyślności tej kobiety nie umniejszałoby, że dla wszystkich swoich dzieci jest tak wyrozumiała i dobrotliwa.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Nie Mar 26, 2017 8:33 pm

Nie żeby inkwizytorka była specjalnie za katowaniem zwierząt, jednak mając do wyboru uratowanie drugiego człowieka, a zwierzę to wybrałaby drugą opcję. Byłby to dosyć ciężki wybór jeśli przywiązałaby się do konia, jednak człowiek może mieć znacznie większy wpływ na rzeczywistość otaczającą nas wszystkich. Król był ważniejszy niż jego koń, gdyż nie posadzi się konia na tronie i nie będzie zawiadywał całym państwem. Chociaż w starożytności miały miejsce różne dziwne rzeczy. Jak chociażby to, że Kaligula mianował swojego konia senatorem, a do owsa dosypywał mu płatki złota i inne frykasy. Podobno owe zwierzę również jadało w tym samym pomieszczeniu co reszta polityków. Doprawdy dziwne to były czasy, a w historii znane są przypadki sądów zwierząt. Takie rzeczy były naprawdę absurdalne, gdyż sądzono chociażby korniki lub szarańcze. Adrastia nie mogła się nadziwić jak bardzo narąbane we łbie musiał mieć Kościół, by postawić krowę lub byka przed sądem, a nawet skazywać pszczoły na stryczek z powodu pogryzienia na śmierć innego człowieka.
Czarownice wyrządzają krzywdę całemu światu, gdyż tworzą Koszmary i mogło to w tej chwili nie uderzać dziewczynę, jednak za kilka lat może się okazać, że bliska jej osoba zostanie zabita przez potwora. Niestety problem był taki, że czarownice kryły się z tym, a na dodatek nie paliły się do tego, by sprzątać po sobie lub brać jakąkolwiek odpowiedzialność za stworzenie takich okropieństw. Może niektóre nawet nie zdawały sobie z tego sprawy?
Zemsta nie zawsze była dobrym doradcą. Inkwizytorka wiedziała, że potrafi zamglić obraz, a nawet jeśli zabije się dostatecznie wielu osób to co nam pozostanie? Nic poza pustką, której nigdy nie zapomnimy, a wzbogaci się ona o dziurę powstałą w skutek coraz większej liczby trupów. Krąg pomsty był błędnym kołem i nie zawsze przynosił ostateczne ukojenie. Mógł za to doprowadzić do niechybnej zguby lub popełnienia błędów i śmierci podwładnych. Glamred stawiała na pierwszym miejscu właśnie dobro swoich kompanów, gdyż to oni stanowili Inkwizycję. Nie jakaś ładna nazwa, zamki, zbroje i bronie, a właśnie ludzie. Selene jednak zapominała o pewnej ważnej rzeczy – ludzie potrafili być na równi okrutni jak czarownice. Nie chciała jej jeszcze o tym uświadamiać, a raczej przypominać gdyż pewnie sama zdawała sobie z tego sprawę. Stronheim spotkała się z przypadkami, gdzie matka potrafiła zabić własne dziecko w imię zysku, a nawet nie była czarownicą tylko osobą niepoczytalną. Czasami zastanawiała się czy to właśnie z ludźmi przyjdzie jej walczyć, gdy problem Koszmarów i czarownic będzie rozwiązany?
Inkwizytorka miała dosyć jednoznaczne odczucia wobec tej kwestii, którą poruszy w najbliższym czasie. Skazańcy mimo wszystko byli bardzo użytecznymi narzędziami. Przydawali się jako szpiedzy, a czasami nawet do walki przeciwko Koszmarom. Nie trzeba było ich nawet uzbrajać, gdyż mieli swoje własne moce.
Trzeba było jednak przyznać, że z Torment będzie znacznie łatwiej, gdyż kochała organizację, która zapewniła jej dach nad głową. Wystarczyło tylko pociągnąć za odpowiednie struny, by inkwizytorka zaczęła słuchać i sama odpowiadać tak jak tego wymagała arcymistrzyni. Brakowało jej jedynie pewnej rzeczy. Ślepe oddanie mogło być jednocześnie plusem jak i minusem, a gdy zacznie wykonywać rozkazy bez pomyślenia o tym w jaki sposób ma je wykonać, wtedy po prostu straci życie najpewniej. Tego Adrastia nie chciała, by tak młoda kobieta odtrącała ten otrzymany przez boga dar. Nadal była jeszcze dzieckiem, jednak zapowiadało się, że coś się w niej zmieniło. Nie szła w zaparte, że jedynie jej metody są dobre, a postanowiła wysłuchać starszej stażem inkwizytorki. To wystarczyło, by na ustach czerwonowłosej wykwitł delikatny uśmiech. Głównie ze względu na to, że Torment zaczęła się wypowiadać w sposób normalny. Strasznie nużyło ją jak podwładni byli nadmiernymi służbistami i automatami, które znają tylko podstawowe zwroty takie jak „tak jest pani!”. Byli strasznie sztywni i nie wiedziała czy rozmawia z drugim człowiekiem, czy po prostu kukłą ożywioną przez magię?
Nie spodziewała się jednak, że ten cios emocjonalny będzie tak silny. Jedynie usiadła na Selene i głaskała ją po głowie, a to wywołało pęknięcie w tej twardej skorupie, którą zbudowała wokół siebie Torment. Widać, że nawet ci najtwardsi mają miękkie wnętrze. Adrastia jedynie odczuwała coraz więcej sympatii wobec kobiety i mogła jedynie okazywać jej więcej czułości oraz zrozumienia. Usłyszała cichy szloch, który zaraz potem ewoluował w płacz. Objęła wtedy czulej dziewczę i pozwoliła jej się wypłakać w swoje piersi, na które spadało coraz to więcej łez kobiety. Największą przyjemność dawało jej to, że kat zrozumiała swój błąd i była wdzięczna inkwizytorce. Właśnie ta wdzięczność i ten wzrok były warte wszelkich zabiegów, które do tej pory arcymistrzyni wykonała. Stopniowo waliła w tę ścianę otaczającą serduszko podwładnej, by w końcu się do niego przebić. Czerwonowłosa uśmiechnęła się do niej i pogłaskała wierzchem dłoni jej policzek, gładząc go delikatnie materiałem kimona od czasu do czasu. To był wielki postęp w ich wspólnej relacji oraz więzi, która formowała się między nimi.
Kiedy Selene przestała płakać, Arcymistrzyni dalej siedziała na jej kolanach. Było jej dosyć wygodnie, a na dodatek mogła się dłońmi oprzeć o ramiona kobiety, by posłuchać o jej zainteresowaniach. Przynajmniej wiedziała jaki prezent kupić jej na gwiazdkę. Może sprowadzi jej miecz lub podaruje nowe narzędzie tortur ze Wschodu?
- Próbowałam kiedyś. Jak podróżowałam z mężem to zdarzało nam się zapolować na króliki lub mniej groźną zwierzynę. Czasami też miejscowa ludność oferowała nam taką rozrywkę. A co do zbierania… cóż, widzisz w sumie po moim gabinecie, że mam sporo trofeów z pokonanych czarownic – zarzuciła lekko włosami na bok i poprawiła ramię kimona, by nie zsuwało się, a jednocześnie w jej oku pojawiła się taka przyjemna iskierka – Ja jestem z rodziny kupieckiej. Nie jestem szlachcianką jak głoszą plotki. Na początku tata mi pomagał, jednak kiedy go zabrakło to musiałam sobie radzić sama. Na mamę nie mogłam liczyć, gdyż odeszła jak byłam mała – powiedziała i ukryła wewnątrz siebie ten smutek wywołany wspomnieniami. Na usta przywołała momentalnie przyjazny uśmiech, aczkolwiek bardziej nostalgiczny. Chwilę później roześmiała się perliście, gdy Selene zapytała o stosunek do każdego z inkwizytorów. Przysunęła się bliżej i wtuliła się w nią.
- Tak. Jesteście jak dzieci. Jestem z was dumna, ale czasami urwisujecie, a takie urwisy kocham najbardziej – powiedziała pieszczotliwie czochrając kasztanowe włosy Torment. Spojrzała jej w oczy i ze stoickim spokojem powiedziała – Nie bierz wszystkiego tak bardzo do siebie. Ludzie mogą być na równi okrutni jak czarownice czy Koszmary, aczkolwiek nie zawsze tak niebezpieczni jednak niedocenienie ich może skończyć się fatalnie.
Inkwizytorka westchnęła ciężko i oparła głowę na ramieniu Torment, gdyż teraz to Adrastia chciała bliskości i nieco ciepła. Nawet jeśli kobieta jej nie przytuli ani nic, to wystarczyło. Objęła ją w pasie nogami oraz dłońmi wokół pleców i zawisła na niej jak taki miś koala. Przymknęła na moment oczy i kontynuowała – Wiesz dlaczego polujemy na czarownice? Stanowią one zagrożenie dla ludzi i tworzą Koszmary, jednak ten drugi punkt jest ważniejszy. Nie wiemy jakie są możliwości tych istot, ani jak z nimi walczyć na masową skalę. Widzą je nosiciele, ale nie normalni ludzie. Z czarownicami może walczyć nawet normalny człowiek, jednak Koszmary są dużo straszniejsze. Palimy je tylko po to, by nie rodziły kolejnych potworności, które mogą czaić się na naszych bliskich – powiedziała inkwizytorka zaplatając sobie wokół palca kasztanowe włoski Torment. Po chwili odsunęła się nieco od kobiety wypuszczając z palców kasztanowy loczek. Zbliżyła usta do czoła inkwizytorki i ucałowała je, ponownie wtulając jej twarz w swoją pierś. Chciała jeszcze raz poczuć to uczucie kiedy kobieta wypłakiwała się i znalazła bezpieczną ostoję w jej objęciach. Przeczesała palcami kasztanową koronę Selene, spoglądając na swoją ścianę. Wisiały na niej różne bronie oraz trofea i chyba miała pomysł co z nimi zrobić.
Wstała z kolan inkwizytorki i podeszła bliżej swojego fotela. Stanęła na nim i sięgnęła po zawieszony na ścianie miecz. Katana miała długość metra, a czarno-czerwony materiał zdobił rękojeść. Garda wykonana była z lekko pozłacanego metalu, a ciemna pochwa potraktowana odpowiednim barwnikiem nadającym jej momentami bordowego odcienia. Podeszła bliżej Selene i wyciągnęła dłonie z mieczem.
- Dostaniesz go do kolekcji, ale tylko jeśli… - tutaj zrobiła szelmowski uśmieszek, a w oku pojawiła się niebezpieczna iskierka – Jeśli będziemy mówić sobie po imieniu, a nie per pani lub per arcymistrzyni. Zgoda Selene? Na dodatek hmmm – spojrzała jeszcze raz na kobietę i obejrzała ją od stóp do głów, a następnie pstryknęła palcami – Ubierzemy Cię ładnie. Chodź założysz to co mam na sobie. Będzie Ci naprawdę ładnie w kimonie. Co Ty na to? – zapytała i trzymała przed sobą miecz, który postanowiła jej podarować – Spróbuj tylko odmówić, a Cię zdegraduję – dodała prędko na wypadek gdyby służbowa natura Torment nagle się odezwała. Oczywiście jeśli przyjęła miecz to wniebowzięta inkwizytorka pociągnęła ją do swojej sypialni, gdzie z szafy zaczęła wygrzebywać najróżniejsze kimona spośród których Selene mogła sobie coś wybrać. Potem pomogła jej się w nie ubrać, nie omieszkając dotknąć tutaj czy tutaj tych pięknych kobiecych kształtów.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Wto Mar 28, 2017 5:51 pm

Nigdy nie sądziła, że kiedykolwiek zbliży się tak bardzo do głowy organizacji. Gdyby ktoś wczoraj wywróżył Selene ich wspólne picie wina i opowiadanie o wzajemnej przeszłości, zapewne wyśmiałaby głośno taką osobę, nie wierząc w to w żadnym stopniu. Odbierała jednak więcej niż mogła oczekiwać. Przyłapywała się na myśleniu, że to tylko sen. Albo arcymistrzyni została podmieniona i wcale nie ma do czynienia z Adrastią Glamred, a podszywającą się pod nią wiedźmą, bezczelnie grającą na uczuciach Selene.
Wszystko jednak zdawało się być takie prawdziwe! Chociaż gorąc od picia wina uderzył jej w policzki, powodując lekkie uniesienie, nie dała się mu zwieść i była pewna – to działo się naprawdę. Rozmawiała z nią, wysłuchując historii o jej rodzicach, czując ją tak blisko siebie, nie tylko w sposób fizyczny, bo to akurat pozostawało oczywiste, gdy jedna znajdowała się na kolanach drugiej. Chodziło o coś głębszego. To właśnie przed tą kobietą Selene zdecydowała się obnażyć swoją duszę, samej otrzymując tak wiele w zamian. Nie śmiała jej przerwać, reagując delikatnie na każdy ruch kobiety, czasem grzecznie potakując, a innym razem zwyczajnie się uśmiechając.
Niepewność odeszła - i ponownie – nie mogła przypisać tej zasługi alkoholowi. Wszystko stało się teraz proste. I bezpieczne. Czuła stabilny grunt pod stopami, przecież rozmawiały o tym, co kocha, co jej biskie. Pociemniała łagodnie na twarzy, gdy usłyszała o „urwisach”, biorąc to do siebie, jednak nie wzięła już tego na poważnie, powoli ucząc się, kiedy Adrastia żartuje a kiedy nie. Nie odważyła się jednak jej przytulić, wciąż czuła się niegodna, by to uczynić. Choć to nakazywała Selene intuicja, powstrzymywała się, aby jej palce nie zacisnęły się na talii przełożonej, jakby przydział ciepła na dziś został już ograniczony.
- Rozumiem – przytaknęła, zgadzając się w duchu, że to właśnie Koszmary stanowiły największe zagrożenie. Chociaż mordowanie wiedźm przynosiło jej o wiele więcej uciechy, ale niestety… ustaliły już, że ma szlaban na to hobby. – Pozwolę sobie, arcymistrzyni, iść za ciosem… Trapi mnie jeszcze jedna kwestia, a mianowicie nosiciele – zaczęła dosyć ogólnie, nie chcąc przyznawać się, że przede wszystkim ma nadzieję poznać nastawienie kobiety do siebie samej. Nie zamierzała jednak niczego przed nią ukrywać, jeśli się nie domyśli sama, a zapyta, Selene z pewnością odpowie jej szczerze.
- Po Inkwizycji krąży wielu nosicieli… Zastanawiała się arcymistrzyni, nad czym będzie pracowała Inkwizycja, gdy ostatecznie rozwiąże się problem wiedźm i Koszmarów? Czy uznaje arcymistrzyni za słuszne pozostawienie ich przy życiu po zakończeniu wojny dwóch stron? Nawet jeśli ich istnienie może doprowadzić do zatoczenia kręgu i powtórki historii w przyszłości? – Zdanie Arcymistrzyni było dla niej niezwykle ważne, choć gotowa była przyjąć każdą z odpowiedzi. Ojciec, wraz z częścią rodziny Matthewa skutecznie wpoili jej do głowy świadomość najmniejszego braku wartości posiadaczy nieaktywnego genu. Już dawno pogodziła się z myślą, że po pozbyciu się wiedźm dyskryminacja nosicieli nasili się. Mogła mieć tylko nadzieję, że nie dożyje tych czasów.
Rozgadała się, pozwoliła myślom popłynąć, oddać ich odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jednocześnie też zastanawiała się nad kolejnymi słowami, wspominając i podsumowując swoje dotychczasowe życie, co nie przychodziło jej łatwo, gdyż Adrastia pochłaniała częściowo uwagę Selene, bawiąc się pojedynczymi pasmami kasztanowych włosów. Młoda inkwizytorka miała iście praktyczny stosunek do swojego nosicielstwa. Unikała mężczyzn, ba – bała się ich, świadoma, że nawet z uświęconego związku dwóch inkwizytorów może wydobyć się przekleństwo. Między innymi to, a może wyłącznie to sprawiło, że zaczęła poszukiwać szczęścia u boku kobiet.
- Teraz nosiciele są przydatni, bo wyłącznie oni nadają się do walki z tym, co arcymistrzyni nazywa aktualnie głównym celem Inkwizycji… - przytaknęła, kiwając łagodnie głową, utrzymując wciąż kontakt wzrokowy. Nawet niespotykana bliskość przestała być dla niej rażąca. – W związku ze sławą arcymistrzyni, zapewne nie miała arcymistrzyni do czynienia z dyskryminacją… Jednak słyszy się o tym, szczególnie w mniejszych mieścinach, na obrzeżach Wishtown. Niektórzy wciąż nie mogą pogodzić się z tym, że inni widzą więcej… – Poprzez „słyszy się” właściwie wspominała historię, w której, niestety, miała okazję grać główną rolę. Oberwała od gawiedzi kamieniem, gdy zbyt ostentacyjnie wydobyła z siebie zdumienie na widok Koszmara, którego nie widział nikt poza nią. – „Palimy je tylko po to, by nie rodziły kolejnych potworności” – powtórzyła w zamyśleniu jej słowa. – Czy tak też skończą nosiciele? – zapytała prosto z mostu, biorąc głęboki oddech.
Zamilkła, jeśli Adrastia przeszła do odpowiedzi, uważnie wysłuchując kobiety. Dokończyła swoje wino. I choć ten temat również nie należał do najprzyjemniejszych, rada była, że udało im się poruszyć tę kwestię. Po wyjściu z gabinetu arcymistrzyni osiągnie swoiste katharsis, pewna jak nigdy swoich czynów i jeszcze bardziej oddana Inkwizycji.
Przyjęła jej pocałunek z uśmiechem, unosząc lekko głowę, gdy już oddzieliła miękkie wargi od czoła Selene. Nie czuła już dzielącego ich napięcia, a coś absurdalnie przeciwnego – bliskość, jaka mogła łączyć ją tylko z rodziną. Po raz pierwszy dotknęła ją własnowolnie, gdy tamta opuszczała jej kolana, wspierając jej rękę i pomagając wstać, z zainteresowaniem przyglądając się poczynaniom kobiety.
Uniosła wysoko brwi słysząc jej słowa, lecz nie powiedziała początkowo nic. Zbliżyła dłoń do wyciągniętej broni, samymi palcami muskając jej rękojeść. Słyszała o tej broni, widziała ją na rycinach, choć nigdy nie miała możliwości podziwiania na żywo. Katana, nieprawdaż? Jakże chciała ją już ująć w ręce! Warunek okazał się być odpowiednim. Choć w normalnych okolicznościach zapierałaby się, przekonana, że nie jest godna tak wspaniałego prezentu, tym razem potraktowała to jako uczciwą wymianę. Przecież sporo wysiłku będzie kosztowało ją przejście z formalności na traktowanie samej arcymistrzyni jako zwykłej osoby! Uśmiechnęła się, mówiąc:
- Zgoda. Postaram się podołać, choć nie mówię, że będzie łatwo… - Kiwnęła głową, chwilę wstrzymując się przed wypowiedzeniem kolejnych słów. – I dziękuję, Adrastio. – Imię to dźwięczało w ustach Selene obco. Choć doskonale znała godność swojej przełożonej, nigdy nie sądziła, że będzie jej dane wypowiedzieć je w stosunku do niej. Zamierzała przyjąć prezent.
- Hmm? – wymsknęło jej się, gdyż nie spodziewała się tak dziwacznego obrotu spraw. – Ubierzemy? – powtórzyła iście zbaraniała, jakby arcymistrzyni się pomyliła. – Kimono? To ten szlafrok? – dopytywała dalej, rozumiejąc coraz mniej. Pozwoliła się jednak pociągnąć do pomieszczenia obok, obserwując barwne materiały i kobietę w nich przebierającą. – Nie odmówię ci… - I znów z trudem powstrzymała się, aby dodać „arcymistrzyni” pod koniec wypowiedzi. – Choć zapewniam; nie jestem najlepszym materiałem na porcelanową lalkę, którą można przebierać w barwne suknie. Zresztą… A… Adrastio, jesteś taka drobna. Wątpię, bym zmieściła się w to, co na tobie leży idealnie.
Przeglądała ubrania o nieznanym jej kroju i kształcie, początkowo wybierając jak najbardziej żałobne i stonowane barwy, z czasem dopiero szalejąc z bielą i ostatecznie wybierając kremowobiały materiał z delikatnym wyszywanym motywem kwiatów, w przypadku reszty zdając się na przełożoną. Nie wiedziała, jak to nosić, ani jak się zabrać do nałożenia.
- Wygląda na wygodne. To prezenty z innych krajów? Czy pamiątki po podróży? – zapytała się, ujmując materiał w rękach. – Powinnam się rozebrać? – Niezbyt mądrze usiłowała się dowiedzieć. Co jak co, było to niezbędne do przy przymiarkach. Jeśli arcymistrzyni potwierdziła obawy młodej inkwizytorki, bez słowa sprzeciwu przeszła do pozbawiania się odzienia. Nie czuła wstydu, podeszła do sprawy z podobnym nastawieniem, jak podczas kąpieli w łaźni publicznej, z której nieraz korzystała. Adrastia mogła dostrzec na ciele Selene wiele blizn i nie tylko – jej wprawne oko podczas zdejmowania kamizelki i rozwiązywania butów z wysoką cholewą, mogło dostrzec błysk ukrytej w odzieniu broni.
- Do bielizny? – upewniła się, jak u lekarza. Wolała nie pytać o motywy arcymistrzyni, bo miała wrażenie, że alkohol podpowiada jej tę dziwną zabawę, w której musi brać udział. Nie potrafiła się jednak powstrzymać. – Skąd ten pomysł? – uśmiechnęła się łagodnie, nie protestując jednak. Deneve przygotowała ją już na wszystko. A przecież kimona jakkolwiek nie sposób przyrównać do demonicznego gorsetu.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Wto Mar 28, 2017 11:04 pm

Inkwizytorka była bardzo otwarta wobec osób, które pojawiały się w jej gabinecie. Również bardzo podobne podejście prezentowała względem swoich znajomych, aczkolwiek w ich wypadku miała pewne sekreciki, którymi mogła się podzielić. Selene mogła poznać jedynie wierzchołek góry lodowej, która na nią cierpliwie czekała. Nie spodziewała się raczej żadnych fenomenalnych eksplozji oraz dziwnych zwrotów akcji po tak oddanej inkwizytorce jak Torment. Zresztą dostatecznie ją przycisnęła, by tej lojalności dowieść. Widać było, że nie kłamie byleby nie zostać spaloną.
Głównym atutem Selene była jej inteligencja oraz umiejętne zadawanie pytań. Zresztą czegóż innego mogła się spodziewać po kacie i to jednym z najlepszych? Adrastia mogła sobie śmiało pozwolić na wyrażanie swej opinii, gdyż tak naprawdę nie groziły jej żadne konsekwencje, tak długo jak nie było to sprzeczne z credo Inkwizycji. Istnieli również nosiciele, którzy rozprzestrzeniali zarazę jaką są czarownice. Jednak z nimi było nieco inaczej i tutaj śmiało Arcymistrzyni mogła postawić na tą jedną kartę, która zwała się „Balsamiści”. Wysłuchała do końca wywodu oraz postawionych pytań, na które zamierzała odpowiedzieć po kolei. Tak zatem zrobiła, lekko opierając się o Selene.
- Jeśli w ludzkim ciele powstaje defekt to nauka już pokazała wielokrotnie, że da się go usunąć lub zniwelować. Ta aberracja działa jak choroba, jednak na każdą znajdzie się lekarstwo. Rozwiązując problem Nosicieli zapobiegniemy również rozmnażaniu się czarownic, a potem już wystarczy wyłapać pozostałe przy życiu egzemplarze i spalić je lub wykorzystać do walki z Koszmarami. Nosiciele to loteria, a jest ich zbyt wielu by każdego posyłać na stos lub obserwować – Glamred zwilżyła usta winem i kontynuowała wywód – Dlatego Balsamiści pracują nad tym, by dowiedzieć się jaka jest dokładnie przyczyna całego tego zamieszania oraz jak je zniwelować. My w międzyczasie mamy kupić im jak najwięcej czasu poprzez eliminowanie czarownic oraz Koszmarów – mówiła dokładnie to co myśli na temat Nosicieli. Nie uważała ich za ludzi gorszych, a raczej po prostu chorych. Zostali dotknięci przez los tą aberracją niczym trądem. Odstraszali od siebie ludzi, którzy byli zbyt ograniczeni, by zrozumieć, że nie ma to praktycznie żadnego wpływu na ich życie. Nie zawsze była pewność, że ze związku powstanie czarownica, jednak mógł również powstać nosiciel i matematycznie na to patrząc szansa powstania czarownic wzrastała. Nie mogli jednak prowadzić odgórnej kontroli populacji, gdyż Nosiciele byli potrzebni do walki z Koszmarami, a na dodatek tak naprawdę trzeba byłoby zabić wielu porządnych inkwizytorów.
- Nie traktuje ich jak monstra, a osoby chore. Koncentruje się na rozwiązaniu, a nie samym problemie – skomentowała czerwonowłosa dając Selen obraz tego jaki ma stosunek wobec całej sprawy. W wielkim, telegraficznym skrócie poprzez to jedno zdanie.
Pokręciła lekko głową i zaśmiała się gdy Torment wspomniała o dyskryminacji – Moja droga. Niezależnie czy będą istnieli, czy nie, zawsze znajdzie się powód do dyskryminowania kogoś. Taka już nasza ludzka natura i raczej nic się pod tym kątem nie zmieni w najbliższym czasie. Na szczęście jednak coraz mniej ciemnoty łazi po świecie, gdyż łatwiejszy dostęp do edukacji jest – dodała. Chociaż mimo tej edukacji nadal można było spotkać osoby, które były tępe jak cholera, a miały papierek, że skończyli akademię. Może oceny mieli dobre, jednak praktyczne wykorzystanie wiedzy pozostawiało wiele do życzenia. Adrastia widziała już zresztą przejawy rasizmu oraz niechęci, więc nosicielstwo to jedynie dodatkowa cegiełka w tym ogromnym murze i zjawisko bądź co bądź całkiem naturalne jeśli chodzi o niechęć do tych osób.
Powinna chyba też powiedzieć Selene, że naprawdę ładnie wygląda gdy się uśmiecha. Zdecydowanie bardziej jej to pasuje niż taka poważna mina, a teraz jeszcze była luźniejsza. Może to przez wino, a może drobna zasługa Arcymistrzyni? Stronheim jest bardzo zadowolona z faktu, że udało jej się nawiązać więź porozumienia z Torment, która przecież nadal może pełnić funkcję kata. Tyle, że ma się zwyczajnie pilnować, by nie przesadzać. Nie umknął jej ten drobny gest, gdy kasztanowa pierwszy raz ją dotknęła. Chociaż jeśli uznać tamto klejenie się do jej piersi podczas płaczu, to być może drugi raz. Czerwonowłosa niczym zawodowy saper wyburzała po kolei każdy z murów, które Selene sobie zbudowała byleby trzymać ludzi z dala od swojego wnętrza.
Uśmiech coraz bardziej poszerzał się na twarzy Glamred, która obserwowała jak służbistka próbuje przełamać swoje wewnętrzne zasady. Kiedy jednak dziewczę wypowiedziało jej imię, wtedy inkwizytorka poczuła ciepło rozlewające się w jej wnętrzu, gdyż właśnie zaczęła wlewać się w nią nieopisana radość, która wynikła właśnie z tak prostego faktu, że przeszły na „ty”.
- Tak, to ten „szlafrok” moja droga Seluś – zdrobniła jej imię pieszczotliwie i zaśmiała się, gdy jej strój został określony mianem szlafroku. Oczywiście mogła pozwolić sobie na spoufalanie z Nosicielką, zresztą ona to robiła z kim tylko się dało. Nawet z Mistrzynią Balsamistów, która była dosyć specyficznym typem człowieka. Już w głowie miała kilka kreacji idealnie pasujących do tejże kobiety, która najwyraźniej nigdy nie bawiła się w takie przebieranki.
- Rozmiar nie ma znaczenia. Wszystkie kimona są takie same – odpowiedziała. Wielu mężczyzn chciałoby usłyszeć ten komentarz w odniesieniu do czegoś innego.
Oczywiście Glamred pozwoliła kobiecie wybrać, a potem ją fachowo ubierze. Najpierw jednak dla samego komfortu o wiele lepiej byłoby pozbawić Selene odzienia. Zresztą Adrastia chciałaby sobie popatrzeć na jej nagie ciało, gdyż nie ukrywajmy – lubiła kobiety. Ich wdzięki, zwłaszcza te skryte działały na nią jak guzik „nie wciskać” na ciekawskie dziecko. Oczywiście swoim wprawnym okiem już oceniła gabaryty oraz potencjalną przyjemność w dotyku i wyszło jakieś 7/10, gdyż słowa nie mogą opisać takich odczuć. Na moment inkwizytorka się rozmarzyła i z tego wyrwały ją słowa dziewczyny.
- Ach, tak. Są dosyć wygodne i przewiewne. Kupiłam trochę, a część otrzymałam w prezencie i tak. Najwygodniej będzie jak się rozbierzesz prawie do naga. Zostaw sobie majtki, a resztę zrzuć – powiedziała zacierając już rączki, aczkolwiek musiała poczekać chwilę, by ujrzeć tą słodycz.
Wymierzyła rękawy, długość materiału, a pasem to wszystko wyregulowała. Pamiętała nawet o tym, by odsłonić kark kobiecie. Włożyła do pasa specjalną deseczkę, by usztywnić całość. Arcymistrzyni odkładała wszystkie ubrania Torment na jedną kupkę. W sumie to było do przewidzenia, że kobieta miała nóż w bucie. Sama kiedyś Arcymistrzyni tak robiła, jednak zrezygnowała z tej praktyki. Zbyt wiele osób ją wykorzystywało, a często napastnicy zabierali buty, by zwyczajnie je sprzedać lub mieć pewność, że nic się w nich nie znajduje. Mogła poczuć, że pas ściska brzuch, jednak nie było to ani bolesne, ani tym bardziej porównywalne do gorsetu. Kiedy Adrastia w końcu ją ubrała to odeszła kawałek i nie mogła się nacieszyć widokiem inkwizytorki, której było w tym naprawdę do twarzy.
- Hmm, chciałam sobie popatrzeć i sprawdzić jak te rzeczy leżą na człowieku – specjalnie nie doprecyzowała na co dokładnie chciała popatrzeć. Zostawiła to wyobraźni inkwizytorki, a w oczach Arcymistrzyni pojawiła się po chwili psotna iskierka. Sięgnęła po różową yukatę i zaczęła zdejmować swoje kimono, stając przed Selene praktycznie nagusieńką jak pan bóg stworzył. Mogła obejrzeć sobie jej atletycznie wyrzeźbione ciało oraz tatuaże. Z zadziornym uśmieszkiem oraz kocim krokiem podeszła bliżej kobiety i rzekła dziecięcym głosikiem lekko opierając się o nią piersiami – Ubierz mnie w to – powiedziała wręczając w łapki Selene yukatę. Po chwili odsunęła się od niej i obróciła plecami, by pozwolić jej podziwiać tatuaż, który zakrywał blizny na plecach. Chciała też w jakiś sposób umilić czas pani kat i przy okazji czegoś nauczyć. Dlatego instruowała ją po kolei jak należy ubrać kogoś w kimono oraz na co zwrócić uwagę. Krok po kroczku, aż w końcu Selene ją ubierze za co w nagrodę ostatecznie dostanie całusa w policzek, a Arcymistrzyni obkręci się z rękawami, by zaprezentować swój strój.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Nie Kwi 02, 2017 7:33 pm

Słowa arcymistrzyni niosły za sobą nadzieję, która zakiełkowała w młodej inkwizytorce. Czuła, że dobrym pomysłem będzie zadanie tego pytania, nawet jeśli spodziewała się takiej odpowiedzi, skoro wielu z członków organizacji wiedziało o jej nosicielstwie. Chciała się pocieszyć, podarować sobie pewność, że nie zostanie na lodzie, gdy cała wojna dobiegnie końca. Jej poczucie wartości było zdecydowanie ograniczone, ale wciąż nie potrafiła pozbyć się drobnej ułudy, wrażenia, mówiącego jej, że wciąż może coś zwojować na tym świecie; przydać się chociażby poświęcając swoje życie w walce z wiedźmami.
Spełnieniem najskrytszych marzeń Selene było odkrycie lekarstwa na tę przypadłość… lub jak ona lubiła to określać – chorobę. Normalność. Niby tak niewiele, a osiągając to, poczułaby się kompletna, spełniona. Nie musiałaby się martwić o potomstwo, może nawet nauczyłaby się obcować z mężczyznami, nie dostając ataku paniki podczas rozmowy z nimi. Kto wie? Wizja Adrastii była nad wyraz optymistyczna, jednak w całej swojej naiwności, potrafiła w nią uwierzyć.
- Dziękuję – odpowiedziała, w rzeczywistości odczuwając wdzięczność za wyczerpująca odpowiedź. – Nie winię ich. Gdybym tylko nie została oznaczona tym przekleństwem, zapewne sama nie potrafiłabym traktować nosicieli lepiej. To nauczyło mnie pokory, jak myślę… - zastanowiła się na głos, ostatecznie decydując się zdradzić swojej przełożonej wstydliwy fakt o sobie. Słowa wypowiedziała jednak cicho, niezbyt pewnie. Poczucie winy z niezależnego od niej powodu, zapadło już zbyt głęboko w niej, aby mogła się tego pozbyć.
Zmiana nastroju Selene była widoczna jak na gołej dłoni. I doprawdy, Adrastia wcale nie musiała stawać na głowie, by ją upić. Selene, choć powoli zaprawiała się w boju, wciąż nie miała tak dużego doświadczenia jak arcymistrzyni, odczuwając pierwsze, jeszcze rozkoszne skutki upojenia. Na tym etapie chciała więcej, jak zwykle sądząc, że czarujący stan pogłębi się, rozbawienie nasili się. Wcale nie podejrzewała się o rozwiązanie języka, ani początek swoich bredni. Aktualnie wszystko, co mówiła zdawało jej się naturalnie mądre (o ile możemy mówić o mądrości w przypadku Selene) i proste.
Pozwoliła więc chwili trwać. Zabawi się, a co jej tam! Skoro arcymistrzyni tak każe…? Rozkaz jest przecież świętością, czyż nie!? Aż uśmiechnęła się na samą myśl.
Zazwyczaj przebywała w obecności kobiet, dlatego nie wstydziła się niecodziennego zachowania Adrastii. Na co dzień obcowała przecież z Erin, chcąc, nie chcąc, ubierając się przy niej, kąpiąc i niekiedy śpiąc z nią w jednym łóżku. Kobiece ciało nie miało przed nią tajemnic, przecież sama była kobietą i to, co niektórzy mieli za intymne, wstydliwe, ona uważała za chleb powszedni. Dlatego też cień zażenowania nie przebiegł po twarzy Selene, gdy zdjęła swoją bieliznę w całości, jako że – na nieszczęście – jej bielizna składała się z jednej, połączonej ze sobą części. Zsunęła więc długą koszulę zakończoną falbaną w okolicach kolan, stając przed arcymistrzynią, jak nowonarodzona. Przywdziała więc kimono na swoje nagie ciało, czując przyjemny chłód materiału, cieszący ją bardziej niż powinien.
- Nie jestem znawczynią, aczkolwiek mam wrażenie, że róż gryzie się z czerwienią twoich włosów, Adrastio… - zmarszczyła brwi, po chwili namyślenia sama nie wierząc, że tak dziwne zdanie padło z jej ust. Zaczyna bredzić jak Matthew, o matko i córko! A w dodatku przywdziewa kiecki, jakkolwiek by się one nie nazywały! Źle się działo, doprawdy.
Nie protestowała oczywiście, przed arcymistrzynią nie wypadało, nawet gdy zwracała się do niej po imieniu. Pomogła jej się ubrać, bardziej polegając na radach i poleceniach kobiety, niż swoim doświadczeniu, którego swoją drogą, nie miała wcale.
- Chyba skończyłam – oznajmiła, po czym otrzymała całusa w policzek. Aż potrzeć dłonią zaznaczone miejsce, czując nań osobliwe mrowienie. Bała się zaproponować cokolwiek więcej, nieświadoma, co arcymistrzyni jeszcze wobec niej knuje. – A więc to… noszą azjatyckie kobiety? – zapytała chcąc przerwać ciszę.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Nie Kwi 02, 2017 10:16 pm

Miała wrażenie, że już niewiele trzeba by Selene się przed nią w pełni otworzyła. Głównym celem aktualnie było pełne rozluźnienie młodej inkwizytorki, która była niczym napięta struna w instrumencie. Jeśli jest to zbyt wielkie napięcie to prędzej czy później pęknie i trzeba będzie ją wymienić. Adrastia znała pewną prawdę, która była jak najbardziej aktualna, a brzmiała ona: „wszystko na świecie zmienia swoją wartość. Oprócz człowieka”. Człowiek zawsze miał tą samą wartość, niezależnie od pochodzenia czy stopnia zamożności. Glamred wiedziała, że każdy pracujący inkwizytor to jedna cegiełka budująca nowy porządek świata oraz segment muru, który ma chronić ludzkość przed okropieństwami pochodzącymi z umysłu czarownic. Torment była nosicielką przez co kobieta jej współczuła. Nie mogła założyć rodziny, ani również wieść normalnego życia. Wszystko podyktowane było przypadkiem i niezbyt wiele wpływu miała na swoje życie. Prawie tak samo jak Arcymistrzyni, która przez całkowity przypadek została półwiedźmą. Może kiedyś nastanie taki moment, gdy sama stwierdzi, że może się z Selene podzielić swoim sekretem? Ciekawe jak wtedy dziewczę by zareagowało? Znienawidziło ją, a może chciało od razu spalić? Doprawdy to musiałby być bardzo interesujący moment.
- Masz rację. Chciałam je tylko przymierzyć i poczuć materiał na skórze – zdawała sobie sprawę, że róż raczej nie wygląda zbyt dobrze z czerwienią. Lepiej komponował się fiolet lub czerń, która pasowała do wszystkiego. Arcymistrzyni jednak chciała przymierzyć to kimono, by poczuć je na skórze. Każde miało nieco inny materiał. Jedne były delikatne, a inne zaś szorstkie. Lubiła od czasu do czasu poczuć się jak dama, którą ktoś ubiera oraz doradza, aczkolwiek preferowała ubiór praktyczny. Nie dla niej były suknie oraz stroje, które nosiło się na salonach. Czuła się w nich trochę jak małpa na szczudłach gdy dorzucono do tego buty na obcasie. Co innego kimona oraz yukaty, które były wygodne i komfortowo można się było w nich poruszać, a nawet walczyć!
- Istotnie. Tylko pas troszkę wyżej – powiedziała poprawiając lekko pas, który przytrzymywał wszystko, aczkolwiek Selene wykonała kawał dobrej roboty podczas ubierania Arcymistrzyni, która właśnie przyglądała się reakcji kobiety na tamtego całusa. Przysłoniła usta długim rękawem i zachichotała niczym psotne, młode dziewczę i złożyła ze sobą dłonie, tak by skryć je w rękawach.
- To co mamy na sobie to yukaty. Letnie kimona, które ubierają zwykle na jakieś festyny. Do tego jeszcze mają takie dosyć niewygodne drewniane buty, w których chodzi się ciężej niż na obcasach – chodzenie nie było problemem, aczkolwiek należało się tak poruszać, by nie wydawać dźwięku. Należało balansować ciałem, by nie stukać obcasami o bruk, gdyż takie coś jawnie wskazywało na to, że dama nie opanowała poruszania się i zwyczajnie wyśmiewano taką kobietę.
- Noszą je też mężczyźni tylko oni mają gładkie stroje lub z wzorem smoków. W ciemniejszych tonach, ale na ogół bogatsi Japończycy tak się ubierają. Jest to wygodne, a w ich kraju jest bardzo parnie więc ważne jest by ubrania były przewiewne – wytłumaczyła Arcymistrzyni, a w międzyczasie… wygrzebała z szafy glinianą butelkę, w której było sake. Podała naczynie Selene i wyszczerzyła się do niej, gdyż impreza dopiero się rozkręcała, a Adrastia nie zamierzała jej popuścić. Musiała przejść ten chrzest bojowy i chociaż raz skończyć pijana jak bela w gabinecie – Tu mam alkohol z tamtych stron. Pędzony o dziwo z ryżu. W ogóle ryż sam w sobie jest bardzo praktyczny gdyż da się z niego zrobić papier, a nawet drzwi. Tylko do tego drugiego potrzeba kilku niewielkich deseczek – zawsze ją fascynowały te rozsuwane drzwi, które widziała w japońskich domach. Dziwiła się, że tam kradzież jest tak rzadka, bo w Europie jakby ktoś sobie takie coś postawił pewnie bardzo szybko ogołociliby mu wnętrze chaty. Bardzo dziwny naród, który zarazem był pracowity i pałał niechęcią do obcych. Ciekawe jak w kraju radzili sobie z czarownicami? W końcu tam nie pozwolili wybudować posterunku Inkwizycji. Jedynie na swojej kolonii na to przyzwalali.
- Masz piękne ciało. Szkoda, że jesteś nosicielką, bo bardzo byś zadowoliła męża – westchnęła sobie Adrastia i lekko dźgnęła palcem inkwizytorkę w podbrzusze. Oczywiście to było jej takie małe spaczenie, bo jak traktowała wszystkich inkwizytorów niczym swoje dzieci tak również myślała o ich przyszłości poza murami tego zamku. Jasnym było to, że kiedyś trzeba będzie zawiesić płaszcz na haku i odpuścić, by zająć się ważniejszymi sprawami. W końcu każdemu przysługuje emerytura, zwłaszcza w tak niebezpiecznym zawodzie. Glamred jednak zejdzie z tego stołka jako ostatnia. Niczym kapitan ze statku.
- Chyba, że też gustujesz w kobiecym pięknie. No Seluś powiedz czy Ci się podobam? - postanowiła trochę się z nią podroczyć i przysunęła się niebezpiecznie blisko pusczając jej zalotne oczko. Chciała zobaczyć czy tamta spanikuje, a może wręcz przeciwnie potwierdzi jej słowa! Jedno było pewne: Adrastia miała niezły ubaw z całej sytuacji.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Czw Kwi 06, 2017 8:06 pm

Ledwie za nią nadążała. Dopiero do przebrała się w ten dziwny szlafrok, a już arcymistrzyni wcisnęła jej w dłonie alkohol zrobiony z ryżu! Nadmiar zmian scenerii ją przytłaczał; nigdy nie sądziła, że po przekroczeniu progu od gabinetu Adrastii spotka ją tyle sprzecznych doznań. Na zmianę śmiała się, płakała, bała i złościła. Kto wie, co spotka ją jeszcze?
- Uch, mocne cholerstwo – wzdrygnęła się, ale wypiła grzecznie wszystko, co podstawiła jej pod nos arcymistrzyni. Z ryżu, nie z ryżu, była ciekawa nowych doświadczeń. Od dawna odczuwała już przyjemnie rozlewające się po jej ciele gorąco.
- Nie wiedziałam, że… nosicielom nie wolno – zdziwiła się szczerze, jak dotąd pewna, że utrzymuje swój celibat z własnej, nieprzymuszonej woli. Może zaraz dowie się o istnieniu zakazu spółkowania nosicieli, karanego paleniem na stosie. Cóż, byłoby to dla niej kolejnym zabezpieczeniem. – Nawet z nie-nosicielami? – ściszyła głos do szeptu, lecz w głosie inkwizytorki nie brzmiało żalem ani zawodem. Była zaintrygowana. – W najgorszym z przypadków przekazałoby się bogu ducha winnemu potomstwu nosicielstwo… - zastanowiła się, przechylając głowę.  
W normalnych okolicznościach umarłaby ze wstydu, dosłownie. Schowałaby się pod dywanem albo biurkiem, z żywą chęcią dokonując tam żywota. Jednak tym razem, sytuacja zdecydowanie nie należała do tych normalnych. Alkohol uderzył jej w końcu do głowy, inaczej się tego wyjaśnić nie dało. Selene była otwarta w czynach, odważna w gestach. Działała impulsywnie, pod wpływem intuicji. Jeśli chodziło o rozmowę… przejawiało się jej najprawdziwsze kalectwo. A jednak, tym razem inkwizytorce udało się zachować spokój, ba – zastanowić się nad zadanym pytaniem i przemyśleć sprawę, nim udzieliła odpowiedzi.
Choć na co dzień ukrywała się ze swoim upodobaniem do płci pięknej, pytanie arcymistrzyni padło tak nagle i niespodziewanie, że miała wrażenie, jakby rozmawiały już o tym pewien czas, a ona sama zdążyła się już zwierzyć ze swoich najskrytszych tajemnic. Oznajmiła więc zdecydowanym tonem:
- Jesteś piękną kobieta, Adrastio – Oczywiście, nie mogła temu zaprzeczyć. Każdy powiedziałby to samo, niezależnie od swoich skłonności i zamiłowań. W obiektywnym świetle, musiała jej to przyznać. Arcymistrzyni cieszyła oko, była zgrabna i zadbana, jednak… odbiegała od tego, co Selene uważała w kobietach za idealne. - Nie wątpię, że masz imponujące powodzenie u obu płci. Jest jednak… w tobie coś, co każe człowiekowi zachować dystans, by się nie oparzyć – zastanowiła się na głos. - Mówi się, że niektóre kobiety mają iskrę w spojrzeniu. Przy tobie, Adrastio, widzę, że nieliczne z nich są w całości zrodzone z ognia.
Nie skończyła myśli. I na ten temat miała dużo do powiedzenia. Piękno kobiecego ciała było fenomenem, na którym mogła rozprawiać godzinami. Zaś w połączeniu z twardym charakterem arcymistrzyni tworzyła się niebezpieczna mieszanina. W końcu miała okazję ubrać w słowa niebanalne połączenie, jakim cechowała się starsza z inkwizytorek.
- Sprawiasz, że człowiek czuje się przy tobie jako dziecko. Mniejszy, mniej istotny… Nie zrozum mnie niewłaściwie. To nic złego. Wygląd to jednak nie wszystko, ale to usposobienie jest tym, co pociąga mnie najbardziej. A ja lubię czuć się potrzebna, lubię… rozpieszczać drugą osobę. Mam wrażenie, że sporym wyzwaniem byłoby zadowolenie ciebie, mylę się, Adrastio? – zapytała z lekkim uśmiechem, nawet nie zastanawiając się nad sensem tych słów. Mówiła, zdania płynęły potokiem prosto z głowy Selene. Nie była świadoma, że jeśli nazajutrz będzie pamiętać ów dialog, z pewnością do końca życia będzie czerwieniła się na samo wspomnienie o nim.
Jeszcze niedawno miała problemy z wypowiedzeniem jej imienia. Teraz musiała się powstrzymywać, by go nie nadużywać, bo czyniła to z dużą przyjemnością, dla samego usłyszenia jego dźwięku.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 129
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   Czw Kwi 06, 2017 9:17 pm

- Nie martw się. Mnie też średnio smakuje i nie wiem jak Azjaci mogą się tym zapijać, a piją naprawdę dużo – niezbyt wiedziała skąd się wziął ten stereotyp, że Chińczycy lub Japończycy mają słabą głowę. Może ze względu na ich niski wzrost zakładano, że mogą niewiele wypić z powodu mniejszej masy ciała niż statystyczny Europejczyk. Tutaj Adrastia przekonała się w dosyć typowy dla siebie sposób, że nie należy nie doceniać skocznych kitajców w szlafrokach z Azji. Podczas takiej jednej popijawy wylądowała pod stołem, a była już wtedy dosyć zaprawioną w bojach zawodniczką. Teraz kiedy jest nieco starsza oraz wątroba najwyraźniej stała się pancerna, mogłaby rywalizować z nimi w tej kwestii. Bardzo śmieszna kwestia, gdyż tamci pozornie szybko się upijali, a kiedy otwierało się kolejną butelkę to stali z naczyniami, by dolewać. Niemalże jakby wstępowało w nich drugie życie, a kac po tak srogo zakrapianej imprezie był zabójczy. Niemalże na tyle, że najlepsi mordercy Inkwizycji mogliby pobierać korepetycje od tego zawodnika.
- Nie, nie. Balsamiści odkryli, że z nosicieli rodzą się czarownice lub inni nosiciele. Tak długo jak nie będziesz miała dziecka z mężczyzną to nic się nie stanie, a nawet jeśli to właśnie tak jak powiedziałaś najwyżej Twoje dziecko byłoby nosicielem – wytłumaczyła Inkwizytorka. Często rozmawiała z Evelyn, która przecież jest Balsamistką więc takie rzeczy mogła wiedzieć. Nie pamiętała czy taka informacja faktycznie znajdowała się w podręcznikach dla inkwizytorów ale wiedziała, że można się tego jakoś dowiedzieć. Pewnie tamci przeprowadzali badania na nosicielach i jakoś wpadli na to, że jest jakaś zgodność czy coś takiego. Nie miała kompetencji, by wypowiadać się w tej kwestii. Zwłaszcza w stanie nietrzeźwym, ale jednak postanowiła nieco uspokoić Selene. Jeśli tamta planowała w przyszłości mieć z kimś dzieci to musiała liczyć się z tym, że może z tego powstać czarownica. Ciekawe co wtedy Torment by zrobiła? Zabiła własne dziecko, czy może spróbowałaby to ukrywać? Glamred wiedziała, że matka potrafi zrobić wszystko, by uchronić swoje własne potomstwo przed zgubą. Nawet pójść za dziecko na stos o czym się raz przekonała. Z drugiej strony jeśli ktoś był nosicielem to zostawały mu trzy wyjścia. Załatwianie spraw na własną rękę to było pierwsze z nich. Chyba najbezpieczniejsze zresztą. Drugą opcją było zainteresowanie się tą samą płcią co było już mniej bezpieczne. Nigdy nie wiadomo, czy to też się nie przenosi poprzez taki stosunek. A nuż istnieje jakiś mały procent szansy na to, że faktycznie podczas stosunku dwóch kobiet lub mężczyzn dojdzie do zakażenia? Istniała jeszcze trzecia opcja, która była najmniej polecana i chyba najbardziej obciążająca organizm oraz psychikę – celibat. To była jedna z najgorszych opcji, gdyż w człowieku budowało się całe napięcie seksualne. Jeśli odmawiał sobie zadowolenia w jakikolwiek sposób to albo popadał w apatię lub inne choroby psychiczne, albo prędzej czy później pękała struna i dochodziło do przestępstwa. Oczywiście sama Adrastia niespecjalnie przejmowała się tym kim jest i sypiała z kobietami. W końcu szansa jeśli istniała to była niewielka zapewne. Inaczej w Wishtown byłaby plaga nosicieli, a realnie szacowało się, że pewnie z 1/3 populacji do nich należy. Niezbyt wiele, zwłaszcza że było w mieście znacznie więcej kobiet niż mężczyzn.
Arcymistrzyni zachichotała, gdy Selene zaczęła prawić jej komplementy. Przysunęła się bliżej niej, praktycznie wtulając policzek w jej ramię i mruczała, dając znak by tamta nie przerywała swoich pochwał. Palcem zaczęła sobie kręcić kółka na jej ramieniu jednocześnie słuchając tego co mówiła Torment. Nie sądziła, by pijana inkwizytorka zakładała by arcymistrzyni była wiedźmą ognia chociaż zdecydowanie to pasowało do opisu jej charakteru. Była żywiołowa i nie mogła długo usiedzieć w jednym miejscu. Był to fakt, z którym nie mogła dyskutować. Ponoć pijany człowiek wypowiadał trzeźwe myśli.
Adrastia zadarła łepek w stronę twarzy inkwizytorki i uśmiechnęła się niewinnie – Nie przekonasz się dopóki nie spróbujesz moja droga Selene – zarzuciła jej ręce na szyję. Adrastia nie miała zbyt wielkich wymagań względem swoich kochanek. Nie oczekiwała cudów na kiju, a jedynie by obojgu było przyjemnie. Nie zawsze wiązała się jakoś emocjonalnie z kochankami. Czasami po prostu chciała poczuć bliskość drugiej osoby, by mieć odskocznie od swojej pracy. Pozbyć się całego napięcia, które budowało się w niej ze względu na zajmowane stanowisko. To nie oznaczało, że Stronheim było nimfomanką, a po prostu to był jeden z przyjemniejszych sposobów na wyładowanie stresu. Miała ich zresztą kilka. Czasami nawet zdarzało jej się trenować z innym inkwizytorami, byleby zmęczyć się lub jakoś odreagować. Nigdy nie nakrzyczała na nikogo, ani nie wyładowała się na żadnym ze swoich podwładnych. To nie była jej droga.
Stanęła lekko na palcach, by oprzeć policzek o policzki kata, a następnie szepnąć jej do uszka – Ja bardzo Cię potrzebuję, tak jak każdego utalentowanego inkwizytora. Jesteś jednak specjalna, bo polubiłam rozmowy z Tobą oraz Twą obecność w moim gabinecie– spojrzała kobiecie w oczy i z psotnymi ognikami wewnątrz nich zapytała niewinnym głosikiem. Teraz chciała się trochę pobawić i ponęcić pijaną inkwizytorkę. Przycisnęła bardziej swoje piersi do Selene puszczając jej kokieteryjne oczko – Rozpieścisz mnie Seluś czy może lękasz się, że spłoniesz w moim ogniu? – wymruczała drapiąc inkwizytorkę po karku. Po prawdzie to mogłaby kobiecie zapewnić znacznie więcej przyjemności niezwiązanych ze stosunkiem. Chociażby masaż czy akupunktura, a nawet po prostu możliwość położenia się obok i okazywania zwyczajnych czułości.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet Arcymistrzyni   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet Arcymistrzyni
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Siedziba Inkwizycji-
Skocz do: