IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Karczma na rozdrożach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Karczma na rozdrożach   Wto Sie 25, 2015 11:00 pm

First topic message reminder :




Znajdująca się na obrzeżach karczma, a równocześnie niewątpliwie jedno z lepszych miejsc w całym Wishtown, oferujących nocleg i posiłek strudzonemu wędrowcy. Swoją czarującą nazwę zawdzięcza oczywiście położeniu w jakim się znajduje, a mianowicie na rozwidleniu dróg, z których jedna, wybrukowana kamieniami jest główną trasą, prowadzącą do serca miasta, a druga pozostaje niezbadaną ścieżką, mającą swoje ujście gdzieś w mroku lasu. Pomimo sporej odległości od życia towarzyskiego w centrum, karczma cieszy się powodzeniem, a wbrew pozorom częściej spotkamy w niej niewątpliwą śmietankę społeczeństwa, niźli pijaczynę, kończącą swe noce w rynsztoku. Jak mawia gospodarz, sukces wynika z uroku i atmosfery miejsca, choć realiści, spoglądając na ceny trunków i pokojów, będą wiedzieli dlaczego nie pojawia się tu byle kto.
Jedno jest pewne - jeżeli stać Cię na jedwabie w miejsce wełny, wieloletnie wina zamiast gorzały oraz ciepło kominka, w zastępstwie przeciekającego dachu, to z pewnością spędzisz tu miłe chwile, bez spoglądania na zegar i w portfel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Isabelle
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 11/03/2016

PisanieTemat: Re: Karczma na rozdrożach   Sro Sty 04, 2017 10:10 pm

Zanim cokolwiek zrobił, wzięła w palce jeszcze raz kieliszek wypełniony gdzieś w dwóch piątych krwistoczerwonym trunkiem. Isabelle chciała odgonić nieprzyjemne uczucie, towarzyszące niejasnemu widmu wspomnienia. Upiła łyk, a potem odstawiła naczynie z ledwo słyszalnym stuknięciem; wypiła prawie wszystko, na dnie została naprawdę niewielka ilość wina.
Nie chciała wyjść na jakąś masochistkę, ale spodobała jej się ta nieśmiała brutalność, gdy Lynn pociągnął ją za włosy. Wyrwało jej się delikatne mruknięcie, spowodowane tą w pewnym rodzaju przyjemnością. Chciała przymknąć oczy, nie zrobiła tego jednak.
- Chciałabym wiedzieć – zaczęła słodko, ale zaraz modulowała ton swojego głosu, dodając nieco smutno – Chyba że nie pragniesz mnie w nią wtajemniczać... Zrób jak uważasz, w końcu każdy ma jakąś bliznę, której się wstydzi. Jak spadające anioły, które zostawiają w ludziach ślad... - zanuciła poemat, napisany dawno temu przez jej matkę.
Pomyślała tu o swoim znaku, zbyt dziwnym, żeby być dziełem przypadku. Nie. Nie będzie sobie psuła nocy zbytnim rozmyślaniem. Oparła się o ciepły tors zegarmistrza; było jej tu dobrze. Chociaż, co za dużo, to niezdrowo.
- Woda jest przyjemna, ale tak – uśmiechnęła się delikatnie, szepcąc. - Odpowiednio, mówisz? Zgoda – drgnęła lekko, pod wpływem jego słów.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Karczma na rozdrożach   Nie Sty 22, 2017 10:26 pm

Niegdyś wylewność nie była jego mocną stroną. Potrafił mówić wiele, w sposób, aby nie powiedzieć właściwie niczego. Najwyraźniej została w nim jeszcze dawna część jego, bo gdy brał już wdech, chcąc rozpocząć swą opowieść, spostrzegł się, że słowa utknęły w ściśniętym gardle, a w pomieszczeniu zapadła błoga cisza, przerywana jedynie pluskiem wody i ich oddechami. Zamarł; za późno już było na wycofanie się. W jakie słowa miał ubrać swoją najbardziej żałosną porażkę? Nie znał żadnych eufemizmów mogących załagodzić gorycz ciążącą w nim nieprzerwanie od lat. Żałował zadanego pytania, rzuconych w przestrzeń słów. Szczerość wymagała poświęceń, sprawiała mu ból, niemalże fizyczny.
Przełknął cicho ślinę, absurdalnie – obarczając ją winą za rozdrapywanie starych ran. Szczyt zuchwalstwa, nieprawdaż? Swoistą bezczelność należało utemperować, nim zdążyła wykiełkować w jej umyśle na nowo. Pocałunki, jakimi ją obdarzał, niespodziewanie zmieniły swą formę; urzekającą miękkość przerwał odważny gest, gdy zaznaczył zębami skórę kobiecej szyi, na tyle mocno, by zostawić po sobie ślad, a całość zwieńczyć gorącym oddechem. Nie przyniosło mu to oczekiwanej ulgi. Potrzebował więcej, natychmiast! Mówił więc, nie przestając działać, czując usprawiedliwienie za niesienie jej cierpienia:
- Nie chcę tego robić – przytaknął szeptem, odsuwając się łagodnie, sunąc dłonią po jej nagich plecach. – Nie, niechęć to zbyt subtelne określenie. Podjąłem jednak wyzwanie, nieprawdaż? – zapytał, uśmiechając się bezbarwnie, nie oczekując odpowiedzi. – Będę więc szczery, ciekawska panienko – zapewnił, zbierając powoli słowa, a dłoń zaciskając na jej drobnym, kruchym karku.
- Pozwól jednak, że posłużę się metaforą, abyś nie miała mi za złe zrujnowania do reszty obecnego nastroju... – Zmrużył oczy, korzystając z każdego oddechu, najmniejszej chwili przed wypowiedzeniem prawdy. – Wyobraź sobie, że… Jesteś w labiryncie, desperacko poszukując z niego wyjścia, aż w końcu - może po latach - dostrzegasz drzwi, drogę, która pozwoli ci się uwolnić. Po ich przestąpieniu okazuje się jednak, że za progiem czeka cię kolejny labirynt, a każdy jego zakręt, miniony korytarz przypomina ci jak blisko byłaś końca, wyśmiewając twoje dalsze poszukiwania… każdy twój gest, życie, jakie obecnie prowadzisz. Tym właśnie jest dla mnie ta blizna, przypieczętowująca ostatnią z inkwizycyjnych misji… Pozostawiona przez Koszmar, z polecenia jednej z wiedźm – mówił, choć nie do końca był tego świadom; jakby inny mężczyzna opowiadał tę historię za niego. Mógł posłużyć się ogólnikami, ale nie sądził, by było to na miejscu. Przyznawał się przecież przed samym sobą. Nim zapadła cisza, dopowiedział jeszcze, zupełnie innym tonem:
- Ale nie zaprzątaj tym swojej ślicznej główki. – Zacmokał pobłażliwie, w nadziej, że po owym wyznaniu będzie potrafił przejść jeszcze do normalności, jeśli tylko tak można było nazwać tę niecodzienną sytuację.
Odsuwając się lekko, wstał jako pierwszy, ociekając wodą i stawiając wkrótce stopy na zwierzęcej skórze. Sięgnął po dwa czyste ręczniki, jeden z nich owijając sobie w pasie, a drugi rozłożył na pełną długość, polecając jej wstać, aby opleść nim Isabelle.
- Już, starczy ci tego dobrego. – uśmiechnął się, chwytając ją pod ramiona, aby z zadziwiającą łatwością wziąć ją na ręce. Zakręciło mu się lekko w głowie, dlatego chwycił ją mocniej, mokrymi dłońmi wciąż ślizgając się po powierzchni jej skóry. Postawił ją na podłodze, rozbawiony z niewyjaśnionego powodu. – Też czujesz się… równie pijana? – zapytał niespodziewanie, przynajmniej kontrolując się na tyle, by z jego ust nie wydobył się śmiech, na który coraz bardziej miał ochotę. – Usiądź, wytrę cię – przykazał, jako że taka była kolej rzeczy po kąpieli.
Wzrokiem obdarzył taboret, na skraju którego wciąż stały puste kieliszki. Doprawdy, całkiem niewiele brakowało mu do stanu picia wina wprost z butelki.

/wybacz za taką przerwę :X

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
 
Karczma na rozdrożach
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: