IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pracownia Zegarmistrzowska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Pracownia Zegarmistrzowska   Sro Lut 17, 2016 10:27 am

First topic message reminder :

Przed zakładam wisi przekrzywiony, lekko pozłacany napis „Zegarmistrz”, niech jednak nie zwiedzie cię ukierunkowanie, bowiem bo przekroczeniu progu pracowni nie zastaniesz uśmiechniętego dżentelmena na tle setki tykających zegarków. O nie, gdy znajdziesz się już w środku zakładu należącego do niejakiego Lynna, możesz mieć wrażenie, jakby udało ci się pomylić owe miejsce z ostatnim kręgiem piekielnym. Może i odnajdziesz gdzieś tą setkę zegarków, jednak będzie ona częściowo zakryta toną dziwacznych wynalazków, których pierwotnego zastosowania zapewne nigdy nie rozpoznasz. Co kolejne to bardziej osobliwe od poprzedniego – buchający parą blaszany sześcian z okienkiem przykrytym kratką, metalowa proteza palca z wbudowanym nożem do smarowania chleba lub chociaż broń palna z kilkoma wystającymi elementami, aż spokojnie posądzić można ją o umiejętność parzenia kawy. Wszystkie urządzenia oznaczone są kartkami z nazwiskami, a więc czekają na swój odbiór, który sądząc po ilości sprzętu w zakładzie – nigdy nie następuje. Podsumowując… znajdziesz tu niemal wszystko, cokolwiek sobie zażyczysz! I niech nie ogranicza cię wyobraźnia, bo im lepsze wyzwanie tym prowadzący zakład mężczyzna chętniej je wykona. Tylko naprawdę, nie licz na tego uśmiechniętego dżentelmena. Usługiwać cię będzie ubrudzony smarem, zgrzany i spocony mężczyzna z zakasanymi rękawami wcale białej koszuli.
/później dodam obrazek

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn Online

AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Sro Sie 30, 2017 7:05 pm

Widział już, jakie zamieszanie spowodował swoją decyzją. Gwałtowna reakcja. Niedobrze, próby uspokojenia dziewczyny nie powiodły się w żadnym stopniu. Zamierzał jednak dalej brnąć w swoją opowieść, naciągając prawdę i ukazując Vivian w jak najgorszym świetle. Nim jednak ponownie odezwał się, również zmienił swoje położenie, stając pomiędzy swoimi niechcianymi gośćmi, lekko unosząc dłonie, jakby to miało uspokoić młodszą, jednak jego wzrok nieustannie wędrował w kierunku czarownicy, gdyż ta zdała mu się być na obecną chwilę dużo większym zagrożeniem. Nie zapomniał, że kobieta wciąż jest w posiadaniu broni. Zamierzał zareagować, gdy tylko dostrzeże cokolwiek niepokojącego z jej strony.
- Spokojnie - powtórzył jak echo słowa po Vivian, zwracając się do przestraszonej dziewczyny. Miał ochotę ją zrugać od góry do dołu, jak zwykł czynić to w przypadku Shilvii, gdy ta za bardzo się unosiła, lecz tym razem za kluczowe uznał odpowiednie odegranie swojej roli pokrzywdzonego, niewinnego zegarmistrza. Nie opuszczał rąk, kontynuując. - Chciałem, przyznaję - odezwał się, kiwając głową, jakby nie było w tym zupełnie nic niewłaściwego. - Bo wziąłem cię za wiedźmę, mówiłem. Instynkt inkwizytora, jak słusznie zauważyła ta, którą brałem za twoją wspólniczkę. Pamiętasz? Nazwałem cię tak. I proszę o wybaczenie. - Co prawda, przekręcił nieco wspomniane słowa, samemu nie pamiętając ich idealnie, ale też nie sądząc, by ktokolwiek w tej chwili mu je wypominał.
Wypowiadał się możliwie uprzejmie, spokojnie, nawet przez moment nie podnosząc głosu, choć wewnątrz niego szalał gniew. Spodziewał się kłopotów, gdy zobaczył Vivian przekraczającą próg jego pracowni, jednak nigdy nie podejrzewałby, że sprawy przyjmą taki obrót. Odwzajemniał więc nienawiść, jaką obdarzała go wiedźma. Nie obchodziło go, co się z nią stanie, miał tylko nadzieję, że nigdy więcej już jej nie spotka. Aktualnie zależało mu na wyjściu z sytuacji bez większych szkód, a następnie wymyśleniu solidnej wymówki, gdy dojdzie już do rozmowy z Inkwizycją, łudząc się, że będzie miał szczęście.
- Nie trzymam cię tu na siłę - zapewnił ją gorąco, mając nadzieję, że mu uwierzy, bo nie miał najmniejszej ochoty wypuszczać jej teraz z pracowni, wprost w uliczkę, na której wciąż byli ludzie badający tajemniczy wybuch w pobliżu. - Wypuszczę cię, masz moje słowo. Na ulicy nie jest jednak bezpiecznie, doszło tam do... pewnego wypadku. - wyjaśnił pobieżnie, nie zagłębiając się w szczegóły, których sam przecież nie znał. - Uważam, że powinnaś poczekać. Jednak... Już wkrótce znajdziesz się w bezpiecznym domu. Cała i zdrowa - usiłował obiecać, chociaż na takie kłamstwa było o wiele za późno.
Ani raz nie zwrócił się bezpośrednio do Vivian, starając się przekonać poszkodowaną dziewczynę. Czarownica mogła być świadoma, że zegarmistrz łże jak z nut, nie będąc zapewne w stanie udowodnić tego białowłosej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn Online
Tabula rasa
Tkacz doznań
Tkacz doznań
avatar

Liczba postów : 14
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pon Wrz 04, 2017 6:47 pm

Kekekekekekeke... Chwila, co też się tam... Dziwne. Alkohol chyba uderzał do głowy, albo też przyszedł czas na kaca. Kac, w jego przypadku? To dziwne. Ale trochę nie czuł się w sosie. Z drugiej strony, tak nie zostawi swojej lalki tam, bo jak za daleko pójdzie to nie będzie mieć jak reagować. Albo będzie? Chwila, musiałby sobie przypomnieć... Hmmmm... Moment, ludzie się zebrali? A, no tak, wywalił dziurę w kamienicy, to się wszyscy zebrali. W sumie rzeczywiście, nie było tu bezpiecznie. Jeszcze jakiś inkwizytor się nawinie. Ummmm... O czym on... Moment, o czym on właściwie teraz myślał... A, ludzie się zbierają... I co właściwie z tego? Wrrrrr, skup się! Jeszcze miał robotę do zrobienia, i musiał być trzeźwy na umyśle!
A tak się dobrze zapowiada... Tylko nie miał pomysłu, jak to teraz pokierować... Chyba najlepiej będzie, jakby... No... Moment, ludzie się zbierają...
***
Czarownica mogła wyczuć, że albo świadomie albo nie koszmar dawał się oplątać jej mocy, by po chwili się wyślizgiwał w jednym rzucie emocji. Trudno było przewidzieć reakcje potwora, który gdzieś się krył kawałeczek dalej. Przynajmniej się nie ruszał, tyle mogła stwierdzić.
Co do samej dziewczynki, to musieli jej we dwójkę robić taki sam sajgon, co Vivian temu przypadkowemu koszmarowi na ulicy. Stała za stolikiem, odsuwając się jeszcze trochę gdy zegarmistrz stanął pomiędzy nią a czarownicą.
-Wy... Obydwoje, z daleka ode mnie!-Starała się brzmieć przekonująco, ale po twarzyczce widać było, że zupełnie nie czuła się pewna w tej sytuacji. Przyłożyła dwa palce do opatrunku na swojej szyi, ostrożnie. Co też mogło dziać się teraz w jej głowie, w tej właśnie chwili.
-Nie wiem o co wam chodzi, ale...-Zerknęła za siebie, by zaraz wrócić do tamtej dwójki. Zerknęła jeszcze raz.
-...chcę stąd wyjść. Będziecie mieć kłopoty, obydwoje, jak stąd zaraz nie wyjdę-Brzmiała poważniej, znacznie poważniej niż przed chwilą. Przestrach trochę zniknął, zastąpiona groźbą płynącą z jej głosu. Wzrok natomiast się przytępił. Zebrała w sobie tyle determinacji? Coś się w niej złamało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Sro Kwi 11, 2018 1:03 am

Nie spieszyła się... chociaż może powinna? Wszyscy ludzie, których mijała, podążali gdzieś pospiesznie za celami dla Veilore nieznanymi. Tempo jej kroku zdecydowanie wyróżniało się na tle otoczenia – było spokojniejsze; nie czuła presji, by na przykład zdążyć zrobić zakupy lub na czas stawić się w pracy. Właściwie zakończyła swoje ostatnie zlecenie, a że dosyć długo nie było jej w mieście, postanowiła konieczną do odbycia drogę przekształcić w spacer i czas ten poświęcić na niespieszne rozglądanie się za potencjalnymi zmianami oraz w poszukiwaniu jakichś znajomych twarzy.
Bo owszem, najemniczka także miała rzecz do załatwienia. Nie była żadnym wyjątkiem w tłumie. Nadszedł dzień dokonania oględzin jej mechanicznej dłoni. Raz na jakiś czas należało to powtarzać, by nie okazało się nagle, że jakiś element ulegnie wpływowi czasu lub po prostu zużyciu, a proteza stanie się bezużyteczna w najmniej odpowiednim momencie. Veilore traktowała tę sprawę jako sprawę szczególnej wagi, bo okres zimowy oznaczał intensywniejszy wpływ warunków atmosferycznych na protezę. Teraz, kiedy świat zapomniał już o śniegu, blondynka musiała poddać się rutynowej kontroli. Nieprzyjemne wrażenia – których ostatnio Vei niekiedy doświadczała, używając mechanicznej kończyny – sprawiły dodatkowo, że kobieta postanowiła nie zwlekać tak, jak miało to miejsce rok temu na koniec lata.
Wtedy nie odczuwała żadnych przykrych dolegliwości, wolała skupić się na pracy. Nie chciała z niej rezygnować dla jednej wizyty kontrolnej.
Najemniczka stanęła przed drzwiami Pracowni Zegarmistrzowskiej, poważnie zastanawiając się, czy dostanie reprymendę za olanie letniego terminu. To byłoby dosyć dziwne uczycie – pomyślała Vei, po czym pchnęła drzwi. W następstwie przekroczenia progu znalazła się w otoczeniu osobliwych wytworów współpracujących ze sobą wyobraźni i rąk pana Cavendisha, właściciela owego lokalu. Zamknęła a sobą przejście i poszukała wzrokiem znajomego mężczyzny.
Dzień dobry! – Veilore zaznaczyła swoje nadejście, by Lynn, jeśli zajmował się czymś aktualnie i intensywnie się na tym skupiał, zdążył oswoić się z faktem, że ktoś zawędrował do jego lokalu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pią Kwi 13, 2018 10:13 pm

Zakład zegarmistrzowski na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie opuszczonego. To nie było miejsce, w którym klienci mieli sposobność rozwarstwiania się nad wyborem rodzaju pieczywa lub wdaniem się w dyskusję nad pochodzeniem składników wystawionego na straganie sera. Nie, dialogi w pracowni Lynna często ograniczały się do powitań, ustaleń zapłaty, pożegnań. Nikt nie wysilał się na szczegóły typu: „w moim zegarku prawdopodobnie osunęła się jedna ze sprężyn włosiowych balansu, niefortunnie zaczepiając się o przesuwkę regulacyjną”, z wiadomych powodów. Prawie zawsze kończyło się na: „Panie, zegarek mi stanął”.
I całe szczęście. Od reszty był już Lynn, niepotrzebujący dodatkowych sugestii ani wróżb, co może szwankować pod pokrywą mechanizmu. Pracował w samotności, milczeniu, dlatego po przekroczeniu progu zakładu, Veilore spokojnie mogła sądzić o tym, że Lynn przedwcześnie udał się na fajrant.
Nim kobieta zdążyła się zaniepokoić przyjściem na próżno, zza zaplecza dobiegł ją dźwięk odsuwanego krzesła. Lynn, usłyszawszy charakterystyczny dźwięk dzwoneczka nad drzwiami, przerwał swoją pracę, zdejmując z twarzy pokaźne szkło powiększające i odkładając narzędzia na bok ze znaczną starannością. Wychylił się, poprawiając przybornik w pasie, spodziewając się już kogo zobaczy.
- Veilore! - powitał ją, kłaniając się lekko, a na jego ustach pojawił się łagodny uśmiech.
Stanął przed nią w całej okazałości, doskonale prezentując swoją... solidnie poturbowaną ostatnimi czasy aparycję. Veilore mogła nie być świadoma, ile zmieniło się w życiu Lynna pod jej nieobecność. Jego najprawdziwsza zdolność do przyciągania kłopotów była w tej chwili idealnie widoczna. W pierwszej kolejności Veilore mogła zdziwić się na... bandaż przykrywający niesprawne już oko mężczyzny. Naprawdę, wiele musiało się wydarzyć od ich ostatniego spotkania.
On jakby tego nie zauważył. Zwyczajnie przywykł do swojego stanu zdrowia, wciąż obdarzając ją uśmiechem i nie planując się tłumaczyć, a już na pewno nie bez wyraźniej prośby. Jeśli chciała to uczynić, w pierwszej kolejności straciła szansę, bo on też miał do wtrącenia kilka słów:
- Veilore, do znudzenia powtarzam klientom, że nadgorliwość w stosunku do mechanizmów nie niesie za sobą niczego dobrego - powiedział pogodnie, lecz w tych słowach krył się właśnie drobny wytyk. - Ty jednak chyba za bardzo wzięłaś sobie moje słowa do serca - dodał, nie mając zamiaru udawać, że nie zauważył jej wielomiesięcznego spóźnienia od terminu kontrolnego.
Był zbyt wrażliwy na cierpienie mechanizmów. A niektóre z nich zasługiwały na dbałość w szczególności. Nie zamierzając przedłużać, kiwnął łagodnie głową w kierunku przeciwległej od wejścia ściany.
- Chodźmy na zaplecze. Nie ma dziś ruchu - wyjaśnił pokrótce, będąc właściwie pewnym, że Veilore przyszła tu w sprawie mechanicznej protezy. Gdyby kobieta zamiast tego wyciągnęła ku niemu uszkodzony zegarek, zdziwiłby się tak bardzo, jakby co najmniej ręka kobiety miała odrosnąć. - Herbaty? Och, chyba powinienem mieć jeszcze whisky za ladą... - zastanowił się na głos, usiłując sobie przypomnieć, czy zdążył odnowić zapasy od pewnej traumatycznej wizyty sprzed kilku miesięcy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn Online
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Sro Maj 02, 2018 1:34 am

Blondynka uniosła dłoń w geście powitania, ale ledwo się powstrzymała przed przytknięciem jej do ust, kiedy ujrzała Lynna w całej swojej okazałości, a dokładniej kiedy jego twarz odwróciła się w jej kierunku. Przez chwilę nie wiedziała jak na to zareagować. Niby miała styczność z rozmaitymi obrażeniami, u siebie czy to u innych, ale nie spodziewała się ich u zegarmistrza. Normalnie nie poruszyłoby jej to w takim stopniu... jakby zauważyła je na przykład u jakiegoś najemnika. To było oczywiste, że może zostać zraniony. Był wszak najemnikiem. Jednak w tych okolicznościach zastanawiała się czy to przemilczeć, czy zwrócić uwagę, co tym samym mogłoby wywołać zakłopotanie u mężczyzny, takie typowe dla nich, kiedy ktoś skopie im tyłek i wstyd się do tego przyznać. „Matko, a to niby ja prowadzę niebezpieczne życie” – pomyślała, po prostu zdziwiona.
Veilore podrapała się w tył głowy zakłopotana słowami Lynna. Uśmiechnęła się przy tym przepraszająco, mimo że przecież nieobecność najemniczki była tylko i wyłącznie na jej własną niekorzyść.
Tak jakoś wyszło... – zaczęła. – Wiem, że to nieodpowiedzialne, mam tego pełną świadomość. Ale nie miałam czasu, a w dodatku nic się nie działo z protezą.
Więc prawda wyglądała tak, że wolała wybyć w świat za jakimś zadaniem, a potem było jej głupio zawracać mężczyźnie głowę zupełnie innego, niespodziewanego dnia. Po prostu poczekała na następną okazję do kontroli. Raz po raz coś się zdarzało, co odciągało ją od pójścia na oględziny mechanicznej ręki. Teraz Vei przekonała się, że nie powinna aż tyle zwlekać.
Skinęła głową, po czym podreptała zaraz za swoim „lekarzem od protezy”, przy okazji rozglądając się na boki za jakimiś nowymi mechanizmami, których ostatnim razem nie widziała.
Chyba mamy o czym poplotkować. Herbata, brzmi dobrze. Ale coś mocniejszego to ewentualnie po twojej diagnozie – odpowiedziała z uśmiechem. A jednak nieprawdziwe okazałoby się stwierdzenie o tym, że Veilore wcale nie obawia się tego, co usłyszy. Gdy pozwalała serwisować swoją mechaniczną prawicę, zawsze gdzieś z tyłu głowy pojawiał się taki mały strach – że ujawni się jakieś poważne uszkodzenie albo, co gorsza, że może znowu zostanie bez kończyny, a raczej jej imitacji, oczywiście jakże przydatnej w życiu. Nadal pamiętała z najdrobniejszymi szczegółami (no może poza momentami, kiedy traciła przytomność) proces umieszczania protezy na swoim miejscu i z trudem przyszłoby jej myśleć o powtórce. Gdyby coś takiego usłyszała, pewnie najpierw zbladłaby do odcienia papieru i zeszła na zawał. Przede wszystkim jednak najbardziej obawiała się powrotu do kalectwa, druga kończyna była bardzo pomocna w życiu codziennym, szczególnie takiej jakości. Rozsiadła się we wskazanym, już z przyzwyczajenia, miejscu. Zajęła się wtedy ściąganiem rękawiczki i podwijaniem rękawa białej koszuli z prawego ramienia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Czw Maj 03, 2018 6:46 pm

Kiwnął głową, zamierzając uszanować jej wolę. W stalowym imbryku o dziwacznym kształcie, nastawił wodę nad niewielkim płomieniem. Choć sam miał ochotę zacząć to piękne popołudnie od szklanki whisky, rozumiał jej obawy. W końcu w danej chwili mienił się niczym lekarz, więc nie przystawało mu dokonywać operacji z przerwami na przepłukanie gardła mocnym alkoholem. Nawet jeśli w ten sposób pracowało mu się lepiej.
- Nie traćmy czasu - mruknął tylko pod nosem, co właściwie nie było potrzebne, bo Veilore doskonale wiedziała już, co ma robić. Trochę czasu minie, nim woda w jego autorskim urządzeniu się zagrzeje, więc lepiej, aby zaczęli bez towarzyszących im herbat.
Dosiadł się tuż naprzeciw, sięgając do górnej kieszeni marynarki po niezbędny mu w pracy element - okulary wyposażone w szkło powiększające. Jako że był ślepy na jedno oko, połowa narzędzia była mu zupełnie zbędna, ale druga wciąż dostarczała mu nieocenionej pomocy i wiedzy na temat badanego mechanizmu.
Ujął stalową protezę w obie dłonie, początkowo dokonując ogólnych oględzin, jakby spodziewał się co najmniej, że Veilore zgubiła jeden z palców, nazywając to „pełną sprawnością”. Zmrużył oczy, poprawiając zaraz okulary. Zaczął odpływać we własny świat, lecz pracował jednocześnie prędko i zręcznie, bez krzty zawahania zginając pojedyncze zawiasy, testując sprężyny, na których utrzymywały się najdrobniejsze elementy. Nie zastanawiał się, jak czuje się przy tym jego klientka - na chwilę obecną jego jedyną pacjentem był przecież ten stalowy cud, jakiemu dał niegdyś życie. Odchylając ostatni z palców zacmokał cicho.
Sięgnął do swojego przybornika, grzebiąc w nim po omacku dłuższą chwilę. Od kiedy jego pomocnicą została Shilvia, stracił w nim orientację. Przywykł w końcu do nowego stanu rzeczy. Gdy wyciągał rękę, podając nazwę narzędzia, dziewczyna z prędkością dźwięku podawała je Lynnowi, niczym pielęgniarka podczas operacji chirurgowi. Nieszczęśliwie, Shilvia pobierała akurat nauki u jednej z guwernantki, więc musiał radzić sobie sam. W końcu wyciągnął coś co przeciętny śmiertelnik określiłby mianem pęsety z dziwacznie zakończonymi szczypcami. Podważył narzędziem jedną z ruchomych części, zaglądając do środka. Wtedy dopiero postanowił się odezwać:
- Nie powinienem ci tego mówić, Veilore, ale... - urwał, powstrzymując delikatny uśmiech. - Jest lepiej niż się spodziewałem. Proteza wymaga wyłącznie nieznacznej konserwacji i wymiany jednego z cylindrów. To tylko przypadek, pamiętaj. Albo nawet cud, więc... następnym razem bądź tu na czas - wyprostował się, spoglądając na nią znacząco.
Dopiero wtedy spostrzegł się, że woda w stalowym imbryku wrze. Bóg jeden (i być może Veilore) wiedział od jak dawna; zapominał o całym świecie oddając się swojej pracy. Zdjął okulary, wstając powoli w stronę stojącej na półkach porcelanowej zastawy, jednocześnie mówiąc:
- Znowu wywiało cię poza granice Wishtown? - zapytał w końcu o powód jej nieobecności, świadom, że być może od tego powinien zacząć rozmowę. - Życie nie daje ni chwili wytchnienia? - dodał jeszcze, sięgając już po filiżanki i zastanawiając się, jak właściwie funkcjonuje osoba pokroju Veilore.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn Online
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Wto Maj 15, 2018 12:30 am

W końcu czas, cenna rzecz. Chociaż ja w każdym razie mam teraz trochę wolnego – oznajmiła blondynka. Życie od jednego płatnego zajęcia do drugiego, a w międzyczasie jakieś przyjemności, trochę obowiązków, tak wyglądało jej dosyć proste życie. – Nie spieszy mi się nigdzie.
Mimo że przedstawiła to tymi słowy i była to oczywiście prawda, bo nie miała żadnych powodów, by kłamać, to jednak nie do końca wszystko się zgadzało z jej stanem rzeczywistym. Spieszyło się jej... ale do usłyszenia werdyktu specjalisty. Może nie zachowywała się nerwowo, aczkolwiek dla Veilore była to dosyć stresująca sytuacja, stać przed niewiadomą; posiadać całkiem sprawną prawicę albo ledwie ramię kukiełki bądź innej bezwładnej zabawki.
Najemniczka próbowała się rozluźnić, podczas gdy Lynn zajmował się skomplikowanymi mechanizmami protezy. Od pewnego momentu nawet przestała myśleć o okolicznościach utraty oka u Lynna. Czuła wdzięczność za to, że mężczyzna lubił pracować w spokoju i ciszy, a tymczasowe milczenie z jej strony wcale mu nie przeszkadzało – czy raczej w ogóle go nie zauważał, co Veilore mogła stwierdzić po wielokrotnych wizytach u zegarmistrza i obserwacjach jego pracy. Kobieta była mu także wdzięczna, że nie miał zwyczaju komentować na każdym kroku tego, co sprawdzał, przestawiał, przekręcał, czy cokolwiek w danym momencie czynił ze skomplikowanym mechanizmem. Vei prawdopodobnie nie zniosłaby tego zbyt długo, gdyż samo oczekiwanie w ciszy na podsumowanie oględzin protezy było męczące.
Powiedz mi, Lynnie, o ile nie będzie to zbyt wścibskie pytanie... Czy tylko mi się wydaje, że w twoim otoczeniu tak jakby panuje większy porządek? Ktoś ci pomaga?
Blondynka zauważyła pewną zmianę, choć postanowiła odezwać się dopiero, gdy dostrzegła oznaki, że Lynn powoli kończy pracę i nie rozproszy go swoją wypowiedzią.
„Nie powinienem ci tego mówić...”, gdy to usłyszała, Vei wstrzymała oddech. Dotąd sądziła, że skoro zegarmistrz nie przejawia oznak jakichś większych trudności z częściami protezy prawej ręki, to nie dolega jej nic poważnego...
I ów tok myślenia wcale nie mijał się z prawdą, z powodu przejęcia się potencjalnym problemem, nie oceniła tonu słów oraz mimiki mężczyzny.
Proszę, nie trzymaj mnie w niepewności. Wal prosto z mostu, chcę mieć to za sobą – stwierdziła, lecz wkrótce przekonała się, że Lynn próbował ją wkręcić. – Dobra, masz mnie. Nie przegapię już żadnego terminu.
Oparła się wygodniej i odetchnęła, bo już mogła sobie na to pozwolić.
Tak. Nie było mnie w Wishtown. Pilnowałam transportu towaru stąd do najbliższej miejscowości, a potem stamtąd do nas. W czasie oczekiwania na powrót, a potrwało to dłużej niż przypuszczaliśmy, tam też znalazłam dodatkowe zajęcie, więc z całego przedsięwzięcia udało mi się uzbierać pieniądze na jakiś czas – opowiedziała pokrótce, nie wchodząc w szczegóły – przynajmniej na razie. Na pewno więcej działo się tutaj na miejscu i pragnęła się tego dowiedzieć.
Zanim zacznę cię zanudzać, powiedz lepiej co w Wishtown się wydarzyło... Bo zauważyłam, że wiele... Stało się na tyle niebezpiecznie, że nawet zegarmistrz ma się czego obawiać w swojej pracowni?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Nie Maj 27, 2018 9:20 pm

Obdarzył ją zdziwionym spojrzeniem, nie mogąc powstrzymać się od łagodnego uniesienia brwi. W rzeczywistości, na przestrzeni wielu miesięcy, w których wewnątrz jego pracowni panowała Shilvia, wszystko zmieniło się nie do poznania. Widoczne to było również w jego wyglądzie zewnętrznym, w porządku, a nawet w nastawieniu do świata Lynna. Zmiany zachodziły na tyle wolno, że nie odczuwał ich na własnej skórze - dopiero Veilore mająca odniesienie do dalszej przeszłości uświadomiła go, jak wiele mogło się odmienić. Poza niezrozumiałą mu dumą, poczuł drobne ukłucie niepokoju. Tak łatwo było można dostrzec zmiany zachodzące w jego życiu po przygarnięciu pod swoje skrzydła jednej przybłędy?
Choć w zapasie zawsze miał niezliczoną ilość historyjek, które wymyślał na poczekaniu, kobietę, która aktualnie była jego klientką, szanował na tyle bardzo, że przez głowę nie przeszło mu raczenie jej dalekimi od prawdy bredniami. Ostrożnie podjął dialog:
- Słuszne spostrzeżenie - przytaknął, samemu rozglądając się wkoło, co miało potwierdzić jej przypuszczenia. - Nie radziłem sobie z jedną parą rąk do pracy. I wtedy też los usłuchał moich niemych próśb, zsyłając mi z nieba pomocnika. Złote dziecko, warte dziesięciu doświadczonych czeladników, a oddane pracy, że nieraz muszę za fraki wyciągać ją poza progi zakładu... - W dużych superlatywach przedstawił postać Shilvii, właściwie nie mijając się z prawdą za bardzo, ale pomijając wszelakie negatywne strony obcowania z nią. Skrzętnie pomijał informację na temat jej oślego uporu, powtarzających się napadów szału i poziomu intelektualnego przeciętnego młotka. Tego o dwóch tępych końcach, w dodatku.
- Żałuję, że nie ma go dziś z nami. I liczę na to, że kolejnym razem zapoznam was sobie... - dodał już ciszej, przywołując na usta uśmiech, mogący świadczyć o tym, że jest to niemal spełnieniem jego marzeń.
Podczas tej wesołej opowieści przebrnęli razem przez końcówkę przeglądu, którą Lynn skwitował łobuzerskim uśmiechem, rady z tego, że udało mu się nabrać Veilore. Czasami łagodne upomnienia dają lepsze efekty niż najsurowsze kary. To nastawienie działało w większości przypadków...
W zamyśleniu napełniał porcelanowy imbryk wypełniony odpowiednią ilością herbacianego suszu, wtedy też przysłuchując się odpowiedzi kobiety. Przyniósł na srebrnej tacy zastawę składającą się z łyżeczek, cukiernicy, imbryka i dwóch filiżanek. Standardowo odstawił je w bezpiecznej odległości od pracy, jako że jego wszelakie mechaniczne dzieci nie przepadały za wilgocią. Dopiero zasiadając na miejscu naprzeciw Veilore, zdobył się na stosowny komentarz:
- Czyli twoje życie jest jedną wielką niewiadomą i pasmem nie do końca bezpiecznych misji...? - zapytał, a w jego głosie dźwięczał lekki zawód, którym nie planował jej obdarzać.
Żałował. Ale jeszcze nie wszystko było stracone. Z ostrożnością sapera badał teren, knując plany, o jakie nikt nie mógł go posądzać.
Brew drgnęła mu na niespodziewane pytanie. Na co on liczył? Że rozmowa skupi się wyłącznie na jednej ze stron? O nie, on też musiał ofiarować coś od siebie, aby uzyskać ważne mu informacje.
- Zanudzać? Nie żartuj. Twoje przygody są po stokroć ciekawsze od mojej szarej codzienności ograniczającej się do przebywania z materią nieożywioną. Jakże wdzięczną, ale wciąż, nieożywioną - wypowiedział z delikatnym, lecz smutnym uśmiechem na ustach. - Jeśli chodzi o historię tejże rany, następnej do kolekcji... Nim się nią podzielę, chyba powinienem cię ostrzec - ściszył głos niemal do konspiracyjnego szeptu. I to postanowił potraktować jako sprawdzenie osoby Veilore. W końcu zanim przejdzie do tego, na czym naprawdę mu zależało. - Wiedza bywa ciężarem. Czasami lepiej jest żyć w nieświadomości, jeśli wiesz, co mam na myśli...? - zagaił dość oszczędnie w słowach.
Czekał na jej przyzwolenie. Na zielone światło i podniesienie rzuconego wyzwania. Na tym etapie miała jeszcze szansę zrezygnować, udając nieświadomą toczącej się walki. Nie obierać żadnej ze stron lub wręcz przeciwnie - jasno oznajmić, że nie ma zamiaru słyszeć teorii sprzecznych z doktrynami Inkwizycji. Nie sądził, że coś mogło się zmienić w poglądach kobiety, lecz wolał zachować ostrożność. I tak stąpał po wyjątkowo niestabilnym gruncie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn Online
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 166
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Sro Maj 30, 2018 4:56 pm

Nie bądź taki zdziwiony, Lynnie – powiedziała, dostrzegając zaskoczenie w oczach zegarmistrza. – Kobiety dostrzegają takie drobne zmiany.
Każda osoba pozostawiała po sobie jakieś ślady istnienia w życiu innej osoby. Była to rzecz nieunikniona i dla obserwatora, szczególnie takiego wprawnego jak Veilore, zauważalna niemal na pierwszy rzut oka. Blondynka nie wiedziała jedynie kto to taki, choć domyślała się...
Zaśmiała się w pewnym momencie, dosyć rozbawiona. Przytknęła palce do ust, przysłaniając je.
Przepraszam cię. Po prostu na początku pomyślałam, że znalazłeś sobie jakąś kobietę. Dobrze, że nie zapytałam, czy w końcu zdradzisz mi imię swojej wybranki. Wyszłoby głupio, że tak się zagalopowałam – przyznała. – Na pewno jest ci wdzięczna za pracę. Nie tak łatwo znaleźć dla siebie zajęcie, a przy okazji porządnego człowieka, który ci je daje.
Chytrzy pracodawcy nierzadko oszukiwali swoich młodocianych pracowników, płacąc im mniej niż powinni dostać. Żerowali na pilnej potrzebie znalezienia źródła zarobku
Albo wcale nie dawali wynagrodzenia. Tak też się zdarzało w tych czasach. Vei również miała kilka nieprzyjemnych przypadków w swojej karierze, kiedy na przykład zleceniodawca żył w przekonaniu, że skoro jest najemnikiem-kobietą i to w dodatku wyraźnie wyzwoloną spod norm społecznych, to świadczy również innego typu usługi... cielesne. Czemu Veilore musiała twardo zaprzeczać i w sposób bardzo dobitny uświadamiać, jak taki klient sobie wszystko ubzdurał.
Przyjmuję zlecenia od rozmaitych ludzi. Wiem, co mówię. Nie wszyscy tacy są.
Gdy Lynn skończył grzebać w mechanizmach ręki, Veilore poprawiła rękaw koszuli. Zsunęła go z powrotem na miejsce i zapięła na guzik. Gdy Lynn zadał kolejne pytanie, Vei uniosła
Tak, dokładnie tak to wygląda. Chociaż mimo jednej wielkiej niewiadomej, zawsze mam swoją chatkę i otoczenie, które mnie wyżywi. Nie muszę się nazbyt martwić. Gdybym chciała, mogłabym się stamtąd nie ruszać, nie przejmować zupełnie niczym. Żyć jak ten buszmen w Afryce – rzuciła. – Ale widzisz. Lubię ludzi, lubię coś robić i lubię też, kiedy to coś ma jakiś sens.
Najemniczka przerwała swoją wypowiedź, chociaż mogłaby jeszcze jakoś pogłębić filozofię swojego postępowania. Uśmiechnęła się serdecznie do mężczyzny.
Doprawdy?
Veilore uniosła lekko prawe przedramię, poruszyła lekko palcami.
Ja uważam, że ten mechanizm jest całkiem ożywiony. To wspólny cud techniki, medycyny i życia. I nawet jeśli nie stworzyłeś do tej pory nic samoświadomego, to jesteś w stanie robić wielkie, znaczące rzeczy. Twoje wynalazki nie są może żywe, ale mogą stać się powszechną częścią życia. Możesz pomagać ludziom, to wystarczający powód, by nie robić sobie żadnych wyrzutów o nierobienie niczego ciekawego – stwierdziła. Jeszcze brakowało, by wstała i krzyknęła do niego wyuczonym, przywódczym tonem: „Baczność! Ogarnij się!”. Najemniczka była Lynnowi wdzięczna w sposób niezmierzony wręcz za stworzenie protezy... i nie zamierzała pozwolić mu umniejszać swojej wartości, szczególnie w porównaniu ze sobą, za co uznała jego ostatnie słowa. Vei obdarzyła go pełnym uznania spojrzeniem.
Veilore też starała się pomagać innym, mimo że przecież była najemniczką i płacono jej za przykładowo bezpieczne przewiezienia towaru, ochronę, za znalezionych przestępców... Cieszył ją fakt, że może zniwelować wystąpienie jakiegoś zła. Z czegoś musiała jednak się utrzymać. Gdy zaś była w stanie pomóc komuś bezinteresownie, nie odmawiała.
Lynn. Przyjaźń, obowiązek, sprawiedliwość – zaczęła poważnie, krzyżując ramiona na piersi. – To są wartości, które są dla mnie najważniejsze. Jeśli masz jakiś problem, po prostu mi powiedz bez krążenia wokół tematu. Nie wierzę w nieświadomość. Można tylko odwracać wzrok od pewnych rzeczy. Więc, co się dzieje? Twoje słowa mówią mi, że to nie była żadna zwykła bójka z oprychem...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   

Powrót do góry Go down
 
Pracownia Zegarmistrzowska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Pracownia malarska
» Pracownia alchemika
» Pracownia Nanaś~
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]
» Pracownia Laczka.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: