IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rynek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mea Culpa
Biały Indianin
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Rynek   Nie Lut 05, 2017 1:08 pm

Podróże między miastami i miasteczkami zazwyczaj nie należały do najkrótszych, jednak ta do Wishtown rozpoczęła się na długo przed świtem i dopiero, gdy krótka wskazówka zegarka głównego kupca przebyła większość drogi do szczytu tarczy, ujrzeli zbliżające się zabudowania. Mea zdążyła już przyzwyczaić się do leżącego wokół, jak się dowiedziała, śniegu, gęstego angielskiego powietrza, masy ludzi i starych, pięknych miasteczek. Jednak krajobraz, który otaczał ją teraz… całkowicie zapierał dech w piersiach. Śnieg na przedpolu Wishtown nie przypominał mokrych zwałowisk na bokach ulic, widocznych gdzieniegdzie w miastach ani brunatnych mlaskających mas, pokrywających wszystkie trakty i drogi. Tutaj z mroków nocy wyłonił się śnieg błyszczący bielą kojarzącą się Mei z chustami pastora, którymi przykrywał kawałki chleba na mszy. Z puszystych chmur po chwili zaczęły spadać grube, białe płaty; powietrze trwało nieruchome, świat pogrążył się w ciszy wstrzymując oddech razem z dziewczyną siedzącą na tyle wozu kupieckiego nurzającego się w bieli. Śnieg padający z nieba z daleka wyglądał jak kłębki bawełny, z których Cicha Rzeka zwijała grube nici do tkania, a przy styczności z czymś ciepłym rozpadał się na malutkie, pojedyncze gwiazdki. Kupcy, z którymi podróżowała również zamilkli (gdy Mea odwróciła się do nich, zauważyła, że się lekko uśmiechają), nawet konie stąpały ciszej – dźwięk kopyt tłumił puszysty śnieg. Jechali pośród takiej scenerii aż do samego miasta co jakiś czas zmuszeni – konie również – do strzepywania śniegu z głów. Dziewczyna wpatrzona w śnieżny pejzaż nawet nie zauważyła zbliżającego się miasta, dopiero widząc pierwsze, mijane, niskie zabudowania, zaczęła się rozglądać. Przyzwyczaiła się już do widoku budynków, które im głębiej wjechać w miasto, tym bardziej rosły i stawały się ozdobniejsze. Jednak teraz, gdy każdy parapet, gzyms i rzeźbienie otulał biały kocyk, a szyby skrzyły się w nieprzypominających niczego wzorach malowanych mrozem, podziwiała angielskie miasto tak, jak za pierwszym razem. W końcu domy przemieniły się w kamienice, a ulica poszerzyła – wjeżdżali w centrum, już zdążyła nauczyć się mniej więcej rozkładu miast. Wóz przyśpieszył, było już całkowicie widno, mieszkańcy wylegli na ulice zmierzając na rynek, co oznaczało tylko jedno – spóźnili się. Mea wyczuła tę nerwową atmosferę kupców i odruchowo ścisnęła lalkę zapominając na chwilę o pięknie świata wokół. W końcu wóz zatrzymał się, para kupców wysiadła i zajęła się końmi, Mea zaś chwilę obserwowała otoczenie, aby bez wyrzutów sumienia móc zeskoczyć. Starszy kupiec, na którego wszyscy wołali Jeff uśmiechnął się do niej, podał jej mieszek z pieniędzmi, wskazał głową na powoli robiący się tłok przy straganach i pchnął ją w ich stronę.
– Pooglądaj sobie, dziewczyno. To już ostatnie miasto, ale bardzo ładne – powiedział, po czym odwrócił się do wozu pomagając towarzyszowi w układaniu ubrań i tkanin. Mea stała jednak nieco niepewna i oglądała się wciąż na znajome twarze, dopiero gdy po chwili ludzie zaczęli zbierać się wokół towarów zza oceanu, dziewczyna ruszyła z miejsca w głąb rynku Wishtown. Pierwszy raz tak późno przyjechali do jakiegokolwiek miasta, zawsze więc miała więcej czasu na przyzwyczajenie się do gęstniejącej masy ludzkiej przelewającej się między przyprawami, których zapach kręcił ją w nosie i odurzał, a najmodniejszych krojów ubraniami, między słoikami pełnymi kolorowych substancji a pięknymi kapeluszami, z których rond wylewały się kaskadami wieczne kwiaty, między świeżym mlekiem i jajkami a delikatnymi rękawiczkami z piórami, haftami, koronkami. Stragany tego dnia zajmowały sporą przestrzeń rynku Wishtown, resztę dopełniali kręcący się ludzie. Ktoś gdzieś stroił skrzypce i na początku to właśnie tam dziewczyna chciała iść, chłonąc otoczenie wszystkimi zmysłami, jednak w tym momencie jej uwagę przykuło zupełnie co innego. Stanęła przed niewielkim stoiskiem okrytym drewnianym daszkiem, na którym w rzędach rozłożono szale, tiule i przede wszystkim rękawiczki. Z tyłu na półeczkach stały wykwintne czepki i kapelusze, ale tym, w czym utkwiła swój bystry wzrok był cylinder. Z kroju męski, ciemnobrązowy, lecz na półce pysznił się wręcz wśród piór i wstążek delikatną i białą jak śnieg koronką powplataną pomiędzy turkusowe wieczne róże otulające rondo z prawej strony. Stała więc tak po środku uliczki między straganami zapatrzona w jeden punkt, trzymając w jednej ręce luźno lalkę i nie zważając na ludzi, którzy potrącali ją co chwila śpiesząc w różnych kierunkach. Turkusowe oczy Mei wczepiły się w turkusowe kwiaty. Jaki on piękny, taki piękny – pomyślała. Nawet sprzedawca już nie próbował nawiązać z nią kontaktu wzrokowego, oczarowanej dziewczyny nie udawało się wcale przywrócić do rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Lut 06, 2017 7:41 am

Padające płatki śniegu wyglądały iście majestatycznie. Sam ich widok nie jednemu zapierał w dech piersiach. Uliczki pokrywały się śniegiem coraz, to szybciej i szybciej podobnie jak drzewa. Przybierając nie codzienny kształt, oraz widok.
Lekki mróz nie przeszkadzał nikomu, ludzie ubrani w cieplejsze rzeczy chodzili nieco ostrożniej niż zwykle. Śmiech bawiących się dzieci, gdzieś na podwórku odbijał się echem między domami. Dziewczyna zerkając na ułamek sekundy, przez okno na zewnątrz nie miała najmniejszego zamiaru opuszczać zacisza domowego. Nie bardzo przepadała za tą porą roku i gdyby nie fakt, że musi, udać się dziś w stronę organizacja nie wychyliłaby nosa zza drzwi. Dosłownie żadna siła nie ruszyłaby ją z miękkiego fotela z przed ciepłego kominka. Mając jeszcze sporo czasu do wyjścia, rozprostowała obie nogi wygodnie, wyciągając je na małą brązową pufę, stojąca na drewnianej mozaice, tuż przed nią. Wpatrywała się swoimi szafirowymi oczami prosto w kamienny kominek. Uwielbiał widok jasno czerwonego płomienia, który tańczył triumfalnie, nad rozpalonym drzewem, a żółte iskry dorównując mu kroku, łączyły się z nim w jedno ciało, które po pewnym czasie się rozdzielało, na dwie różne dusze. Po czym unosiły się delikatnie, pełne wdzięku gracji do góry, aby później rozpłynąć się w powietrzu. Przez chwilę przyszła jej myśli ~ Podobny proces zachodzi z przejęciem ciała, przez koszmary, najpierw łączą się ze sobą jak jedno ciało, po mimo ukrytych w nim dwóch dusz. Następnie po pewnym czasie przejmuję on kontrolę nad ciałem i życiem ofiary, ale mogą zdążyć się też wyjątki jak przykładowo mój nowy znajomy, od którego czerpię wiedzę na tego typu przypadkach zanim go oczywiście zabije. Uśmiechnęła się przebiegle i po chwili wróciła, do kontynuacji swoich zebranych myśli ~Po jakimś czasie ciało umiera, a dusza, o ile można nazwać to duszą? Unosi się w powietrzu jak gdyby nigdy nic, tylko z tą różnicą, że nie rozpływa się, jak iskry, tylko czai się  gdzieś w mrocznych zakamarkach i szuka kolejnej ofiary na żer jak pasożyt, który żywi się wyłącznie ludzkim ciałem. ~ jednak widok rozpływających się iskierek i dźwięk rozżarzonego drzewa szybko ją rozproszyły i powróciła do rzeczywistości. Ciepły blask płomieni przedostający się do ciemnego wnętrza pomieszczenia, był przyjemny, oraz przytulny. Dźwięk palącego się drzewa rozchodził się echem, po całym salonie. Razem tworzył urokliwy klimat, do przeczytania jakieś dobrej książki, przy szklaneczce dobrej whisky. Pomysł wydawał się idealny dla Saji na spędzenie popołudnia, które zbliżało się nieustannie wielkimi krokami.
Upłynęła jeszcze dobra chwila zanim postanowiła się zebrać z miękkiego skórzanego fotela i porzucić swoje wcześniejsze zamysły. Podnosząc się z wygodnego siedzenia, spojrzała kontem oka w stronę stojącego w kącie zegara, aby upewnić się, która dokładnie jest godzina. Zegar pokazywała dwadzieścia po dwunastej. Po krótkiej chwili namysłu skierowała się wolnym krokiem w stronę wyjścia. Zdjęła bez większego pośpiechu z drewnianego wieszak czarny długi płaszcz i włożyła, go jednym ruchem ręki, na swoje wąskie ramiona. Wychodząc z rezydencji włożyła kaptur na głowę z pod, którego można było zauważyć ino czerwone usta dziewczyny. Zamykając drzwi zza sobą mruczała pod nosem ~Ta cholerna zima nie miała kiedy się pojawić.. Wszystko dokoła jest w jednym kolorze.. Nic szczególnego, tylko z oddali czuć zapach zimnego powiewu wiatru, który z pewnością zwiastuje szybkie pojawienie się przymrozków.~Szła dość wolnym krokiem, na tyle, na ile pozwalały jej, na to pokryte śniegiem uliczki. Nie zatrzymując się nigdzie po drodze, znalazła się prawie na rynku. Zanim jednak weszła, przystanęła na jednej z uliczek prowadzącej, do jego wnętrza. Ludzi krążyło po nim, jak mrówek, każdy czegoś szukał dla siebie, podobnie zresztą jak handlarzy. Zapach unoszących się świeżych wypieków, kusił niemiłosiernie prawie każdego. Podobnie, jak czarnowłosą, która nie umiała, się oprzeć zapachowi świeżo pieczonego ciasta. Ruszyła wolnym krokiem, do przodu, przed siebie w kierunku, przy drożej kawiarni. Droga niestety, jak na złość, nie była zbyt wygodna. Pokryta śniegiem, pod którym skrywał się zamarznięty lód z spowalniał ruchy dziewczyny. Trzeba było naprawdę dobrze uważać, aby się nie poślizgnąć i nie wywrócić. Idąc tak po woli nie zwracała uwagi na nikogo. Kawiarenka z ciastem znajdowała się obok handlarza z różnymi cudownymi rękawiczkami i kapeluszami. Już prawie była na wyciągnięcie jej ręki, jednak los bywa okrutny, a dokładnie złamała obcasa w lewym bucie. Po czuła, że zaraz straci równowagę i się przewróci. Chcąc jednak temu zapobiec, chwyciła się silno zza ramię przypadkową dziewczynę przystrojoną w przepiękną chustę. Stojącą sobie zupełnie niewinnie, przy stoisku z cudownymi rękawiczkami i kapeluszami. Niefortunny przypadek sprawił, że chwytając się jej, starała się utrzymać równowagę, jednak to nie wystarczyło i obie, wylądowały na ziemi. Saja próbując się podnieść mruczała przez zęby ~ Szlak trafił nowe buty, a dopiero je, odebrałam, od szewca, niech tylko go dopadnę w swoje ręce. Cały obcas się złamał, jak to tragicznie wygląda? Jak ja teraz będę w tym chodzić? Pieprzona zima... Nic tylko.. ~ już miała dokończyć kilkoma przekleństwami swoją urozmaiconą wypowiedź, kiedy spostrzegła, że tuż obok niej leży jakaś dziewczyna. Na szczęście upadek nie wyglądał groźnie i nie był zbytnio bolesny, przynajmniej dla Saji, co do dziewczyny, to nie miała bladego pojęcia? Wstała do góry, po mimo że, bez jednego obca w lewym bucie, starała się utrzymać na nogach i pomóc leżącej nieznajomej. Wyciągnęła w jej kierunku prawą dłoń usiłując ją podnieść z ziemi, tak aby jej nogi powtórnie się nie rozjechały. Międzyczasie mówiąc ciepłym i miłym głosem :
- Wybacz mi. Mam nadzieję, że nic Ci się nie stało? - przygryzała, przy tym lekko prawy kącik ust.
- Na imię mam Saja.. Saja N. Ty pewnie ledwo, co przybyłaś do naszego miasta? A tu spotkało Cię niemiłe przywitanie z mojej strony.- Przekręciła z lekka oczami wiedząc, że całe zajście, to jej wyłącznie zasługa.
- Przybyłaś może tutaj z rodziną? Czy sama? Na długo planujesz, tu zostać? Może czegoś lub kogoś szukasz? Chętnie Ci w tym pomogę jeśli chcesz? To będzie taka moja mała rekompensata zza całe, to zamieszanie.- Saji od razu uruchomiła się intuicja i zalała dziewczynę kilkoma krótkim pytaniami, jak na jakimś przesłuchaniu. Obca osoba pojawiła się w mieście, o niecodziennym wyglądzie więc, jak to Saja musiała dowiedzieć się kilku istotnych informacji.

Ps; Najdłuższy post mojego autorstwa w historii tego wspaniałego forum jaki, udało mi się napisałam z telefonu brawo ja.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mea Culpa
Biały Indianin
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Rynek   Sro Lut 08, 2017 8:37 pm

Wtedy przypomniała sobie o otrzymanych od kupca pieniądzach. Sprawdziła przez materiał torby, czy skórzany mieszek dalej tam był i wyczuwszy w nim grube monety, pozwoliła sobie na dalsze przemyślenia. Zawsze było ich mniej więcej tyle samo, więc jeśli kapelusz nie był zbyt drogi… Ale mam przecież chustę, nie potrzebuję kolejnego nakrycia głowy – zrugała się w myślach. Jednak cylinder jakoś tak przyciągał jej wzrok, nęcił, po chwili wyobraziła go sobie na swojej głowie. Cylinder w tej wizji był biletem wstępu do Anglii, jakiej jeszcze nie poznała. Wszystko byłoby inaczej, gdyby tylko miała go teraz na sobie, byłaby jedną z nich wszystkich! Ten dziecinny obraz mimo wszystko zdołał jednak lekko nadwyrężyć pragmatyzm dziewczyny. Uch, chyba przecież nic się nie stanie, jak spytam o cenę… – oczy jej zabłyszczały, kąciki ust uniosły się lekko ku górze. – Tak! Nic się nie stanie. Po prostu spytam, tylko spytam, przecież mogę. Nie muszę kupować go od razu. Po prostu dowiem się o cenie i tyle, tak. I już podnosiła stopę z ziemi, aby zbliżyć się do straganu, podnosiła dłoń, aby zwrócić na siebie uwagę sprzedawcy, gdy w tym właśnie momencie czyjaś ręka złapała ją za ramię i pociągnęła do tyłu. Pewnie przeklęłaby w myśli, gdyby znała jakiekolwiek przekleństwo, jednak zamiast tego próbowała jakoś złagodzić upadek, gdyż wiedziała, że nie zdoła odzyskać utraconej w najgorszym momencie równowagi. Wyrzuciła ręce do tyłu, wypuszczając lalkę, której upadek złagodziła i spowolniła nieznacznie swoją tajemniczą umiejętnością i wygięła tułów do przodu, aby odbić się dłońmi od bruku i szybko przejść w kucki. Jednak nie wzięła pod uwagę lodu czyhającego pod puszystym śniegiem. Trzewiki rozjechały się i dziewczyna upadła płasko na ziemię. Drugi raz już nie popełniła tego błędu i lepiej badając powierzchnię podniosła tułów do siadu. Przyczyna jej upadku zdążyła już wstać i teraz wyciągała do niej smukłą dłoń. Mea zauważyła, że mimo wszystko nieznajoma dalej ledwo trzyma się na nogach, więc podniosła się sama ująwszy zaledwie na chwilę jej dłoń, aby znów obie nie wylądowały w śniegu. Niemiłym byłoby zignorowanie pomocy, a cechą, którą zauważyła u Anglików, to łatwość w sprawianiu im obrazy.
Pokręciła głową na znak, że jest cała, naciągnęła chustę na głowę, bo zsunęła jej się podczas upadku i szybko zerknęła nie poruszając nawet głową w stronę cylindra. Wciąż był na miejscu, a sprzedawca właśnie rozmawiał z jakimś chłopakiem, pewnie do pomocy. Mea odetchnęła i schyliła się, aby podnieść z ziemi Skaczącą. Otrzepała jej sukienkę i włosy ze śniegu i lekko przytuliła. Uszy miała wciąż otwarte na słowa nieznajomej, jak się dowiedziała, Saji. Mimo butów na obcasie tamtej, Mea górowała nad nią nieznacznie. W reakcji na nagły wybuch życzliwości, kąciki ust dziewczyny uniosły się lekko, a wzrok wypogodził.
– Nic mi nie jest, proszę nie martwić się o mnie. – Jej angielski był bardzo poprawny, słowa wypływały z ust w pełni przemyślane i nazbyt wyraźne. – A czy pani nie stała się krzywda? Widzę, że ucierpiał but. – Stwierdzenie to mogło wydać się zabawne, jednak nie dla Mei, która wypowiedziała je z poważną troską.
Przyglądała się chwilę Saji i pomyślała o jej słowach. Rekompensata, znaczy odwdzięczenie się. Czy potrzebuję… – jej wzrok w jednej chwili padł na cylinder i pozostał na nim przez nie dłużej niż kilka sekund, jednak nawet tak krótki czas mógł wystarczyć, aby ten gest został zauważony. Blade z natury policzki Indianki spąsowiały wyraźnie. Dziewczyna zawstydziła się swoich materialistycznych myśli, spuściła wzrok i pokręciła głową.
Kolejne słowo, na jakie zwróciła uwagę z pytań Saji to rodzina. Nie myślała o nich od ucieczki z kontynentu na statek, a teraz wszystkie te rdzawe uśmiechnięte twarze przebiegły jej przed oczami, wszystkie wspólne zwyczaje, polowania, noce, dnie i lata. A potem strzały. A potem ogień, który przecież sama podłożyła. Ogień, któremu podarowała te drogie ciała ogromnej rodziny. Mea wzięła głęboki oddech, żeby powstrzymać łzy cisnące się do oczu. Naraz zobaczyła na włosach lalki czarny warkocz, który spłynął z pleców do przodu, pewnie podczas podnoszenia się po upadku. To były ich włosy, rodziców, to był jej amulet, w którym żyła cząstka najdroższych dusz.
– Z rodziną. Przyjechałam z rodziną – szepnęła. Jej twarz znów wróciła do pewnej równowagi i spokoju, chwila słabości minęła bezpowrotnie. Nie można było teraz poznać na niej śladów poprzednich emocji.
Przyjrzała się Saji jeszcze raz. Była ubrana zupełnie inaczej niż ona. Wzrok Mei przyciągnęła przywieszka pięknej czerwonej barwy na jej szyi. Układała się w kwiat widziany przez nią wielokrotnie odkąd przybyła do Anglii. W końcu miała możliwość przezwyciężenia się i spytania:
– Co to jest za kwiat? Na pani szyi? – spojrzała prosto w oczy Saji. – Bardzo piękny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Rynek   Sob Lut 11, 2017 6:57 pm

- Raczej nie.- Przymarszczyła lekko czarne brwi- Nie raz nie dwa lądowałam gorzej, ale zawsze wychodziłam z tego cało.- mrugnęła lewym oczkiem, jakby jej coś do niego wpadło- Może tak zdradzisz mi swe imię? Czy raczej wolisz, żebym nadal zwracała się do Ciebie przez Pani? - obdarzyła nieznajomą ciepłym uśmiechem. W głębi swojej mrocznej duszy cieszyła się, że nic się jej nie stało. Saja podobnie jak jej urocza towarzyszka usiłowała pozbyć się uporczywego śniegu z ubrania. Chwyciła mocno zza kąsek czarnego płaszcza i potrząsnęła nim energicznie, tak aby cały przylegający na nim biały puch spadł z powrotem na ziemię. Między czasie rozglądał się kontem oka, czy w pobliżu nie znajduję się jakiś niewielki przedmiot? Na którym mogłaby, przysiąść na chwilę i zobaczyć, czy uszkodzony but nadaje się jeszcze do użytku? Jednak pech jak, to pech niczego takiego w pobliżu nie było. Nagle do jej uszu dobiegł znajomy męski głos :
- Jak miło mi znów Cię zobaczyć.-  Saja chciała odwrócić się twarzą w stronę jego mościa, ale uszczerbek w lewym bucie i zmarznięta powierzchnia drogi na której stała, umożliwiały jej ten niewielki ruch ciałem. Zza jej pleców wyłonił się młody chłopak, o krótkich blond włosach i niebieskich oczach. Chłopak wysokiej postury, trzymał w obu rękach dużą brązową skrzynkę.
-W taką pogodę jak dziś. Proszę uwierzcie mi na słowo. Nie jeden, lądował plackiem na ziemi a kończyło się to o wiele gorzej. Dobrze, że żadna z was nie ucierpiał poważnie. - Obdarował czarującym uśmiechem kobietę wciągającą chustę na głowę. Spojrzał w kierunku Saji mówiąc :
- Ale tego nie można powiedzieć, o Twym pięknym bucie.- ponownie uśmiechnął się, po czym wzruszył z lekka ramionami :
- Wykładałem właśnie zawartość skrzyni na stragan a tu po chwili patrzę jak dwie piękne Panie leżą na ziemi całe w śniegu. Więc postanowiłem podejść bliżej i upewnić się na własne oczy, czy nic się wam nie stało. Przyniosłem skrzynię ze sobą, bo może mogła by się na coś przydać.- Blondyn położył ją tuż obok czarnowłosej. Oba jej policzki znacznie się zaczerwieniły. ~Nareszcie rozprawię się z tymi wstrętnymi butami.~ pomyślała, przez chwilę, po czym odpowiedziała :
- Dziękuję zza pomoc. Mnie też miło Cię zobaczyć. - odpowiedziała miłym tonem głosu, jak tylko potrafiła a w jej wydaniu było, to nie lada wyzwanie :
- Proszę bardzo. - Odrzekł i odwrócił się twarzą w stronę jasnowłosej :
- Nie widziałem Cię tu wcześniej?- ciągnął dalej, zanim zdążyła mu odpowiedzieć.- Ale kto wie? Może łaskawy los sprawi, że jeszcze się spotkamy. A teraz wybaczcie mi piękne Panie. Chętnie bym dotrzymał wam towarzystwa, ale teraz niestety muszę, wrócić niezwłocznie do pracy. Bo trochę się zagadałem i z pewnością mojemu szefowi się to nie spodoba. - Obracając się do nich plecami, pomachał im na pożegnanie. Saja dokładnie zbadała położony wcześniej przedmiot, przez młodzieńca, który wyglądał na bardzo solidnie wykonany. Miała nadzieję, że skrzynia wytrzymie jej ciężar ciała, bo gdyby tak się nie stało, to wpadłaby do jego wnętrza, swoimi szczupłymi czterema literami a śmiechu i wstydu byłoby, co nie miara. Dopiero po chwili namysłu na nim usiadła i założyła nogę zza nogę. Ściągając lewego buta ze stopy, obróciła go do góry uszkodzoną podeszwą. Nadal trzymała buta w dłoni, po czym chwyciła zza resztkę naderwanego obcasa i urwała go do końca, następnie włożyła gotowego buta z powrotem na stopę.
Zmieniła pozycję ułożenia nóg, tym razem prawa znalazła się na górze a lewa na dole. Podobnie jak wcześniej jednym szybkim ruchem ręki zdjęła prawego buta z nogi i położyła, go na skrzyni tuż obok siebie. Obcas skierowała do boku. Po chwili wyjęła z czerwonej skórzanej pochwy przypiętej, do pasa miecz. Miecz wyglądał cudownie w świetle blasku słońca, które rzucało swoje złociste promienie w prost na jego błękitne obu stronę ostrza. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to zwykły miecz. Jednak jeśli przyjrzeć się mu nieco dokładnie od razu można zauważyć, że posiada on niezwykła grubą złotą rękojeść. Na samej jej górze znajduję się ogromny błękitny szafir, a po jego obydwu bokach znajdowały się duże czerwone rubiny, których nie było w żaden sposób nie zauważyć. W samym jego centrum znajduję się srebrny herb jej rodu, który idealne łączy jego całość. Przesuwając wzrok nieco niżej w dłuż błękitnego ostrza widniał manuskrypt w shtarym obcym języku, którego znaczenie znał wyłącznie jego właściciel.
Saja szybkim ruchome ostrza, odcięła nie potrzebny obcas w prawym bucie nie uszkadzając, przy tym jego grubej podeszwy. Kiedy oba buty znalazły się na nogach dziewczyny dodała :
- No teraz będą trochę wygodniejsze. Dziękuję ślicznie zza komplement.- chwyciła delikatnie wisiorek i obracała go w palcach prawej dłoni. - Ten wisiorek zarówno jak i miecz, to całe moje dziedzictwo, które zostały mi przekazane przez mojego ojca i cały nasz ród. Dodatkowo obie te rzeczy są dla mnie nie tylko wyjątkowe, ale też przypominają mi o tym, co jest moim życiowym priorytetem. A wisiorek szczerze mówiąc traktuję jak talizman, który zawsze przynosi mi szczęście i chroni mnie w pewien sposób przed złem. Przynajmniej tak twierdził mój ojciec.- Przybliżyła miecz w stronę dziewczyny, aby mogła zobaczyć, go w całej okazałości. Nie robiła tego wcześniej, raczej miecz służył jej wyłącznie, do obrony jak i zarówno do ataku, nigdy wcześniej nie pokazywała go w ten sposób.- Kwiat jest herbem rodowym miasta a także stał się symbolem przynależenia do jego straży. Wszyscy służący w obronie władzy i mieszkańców miasta noszą go z duma przy swoim boku. Chowając miecz z powrotem do pochwy, zwróciła uwagę na dziwną lalkę trzymaną w jej ręku :
- Rozumiem, że Twoja lalka, którą trzymasz w ręku, to też taki talizman, który ma Cię chronić? Czy bardziej pamiątka rodzinna? Może podarunek od ukochanej osoby? - Uśmiechnęła się :
- Twój strój oraz akcent mowy zdradza mi, że nie pochodzisz z naszych okolic? Jeśli chcesz to oprowadzę Cię po mieście? I pokaże Ci gdzie znajdują się dwa najlepsze sklepy z różnymi pięknymi kapeluszami, chustami oraz cylindrami. Dosłownie jest z czego wybierać i z pewnością Ci się spodobają.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mea Culpa
Biały Indianin
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Rynek   Sob Lut 18, 2017 8:48 pm

Drgnęła lekko. No tak! Imię! Poczuła, jakby znowu popełniła jakąś towarzyską gafę. Ale jakie imię? Przypomniała sobie długie godziny galopu przez płaskowyż. Znane krajobrazy powoli oddalały się, wszystko się zmieniało. Wiatr huczał jej w uszach i rozwiewał grzywę wiernej klaczy, a dziewczyna powtarzała: Mea, nazywam się Mea, Mea Culpa. Mea, takie jest moje imię.
– Jestem Mea – uśmiechnęła się. – Przepraszam za nieuprzejmość.
Nagle za plecami Saji ujrzała młodego mężczyznę. Instynkt nakazał jej czujność, gdyż nieznajomy zbyt długo i uporczywie wpatrywał się w niczego nie spodziewającą się dziewczynę z ułamanym obcasem. Jedynie wytrawny obserwator byłby w stanie zauważyć delikatne zmiany w postawie Mei – lekko ugięła kolana napinając jednocześnie łydki, lalkę oparła na biodrze trzymając ją już tylko jedną ręką, aby drugą mieć wolną w razie co. Mimo wszystko jednak, aby nie wzbudzić podejrzeć przyglądała się mężczyźnie tylko kątem oka. Przenosiła wzrok na różne rzeczy, ale tak, by nie stracić go z pola widzenia. Nawet, gdy podszedł i odezwał, Indianka nie traciła na czujności. Na uśmiech odpowiedziała ledwie skinięciem głowy. Obserwowała uważnie każdy ruch nieznajomego i nasłuchiwała, czy aby w głosie nie pojawia się u niego jakiś podejrzany dysonans.
– Nie widziałem cię tu wcześniej. – Zdawało się, że powiedział to do niej, więc spojrzała mu prosto w oczy. Wzrok miała twardy i nieustępliwy. – Ale kto wie? Może łaskawy los sprawi, że jeszcze się spotkamy…
Z jakiegoś powodu zabrzmiało to dla Mei niczym groźba lub wyzwanie. Zmrużyła oczy. Jeśli już, to nie będziesz miał tej uprzywilejowanej roli bohatera… Nie taki jesteś. – pomyślała, choć przecież wcale nie znała tego człowieka. Na szczęście odszedł. Jednak od tamtej chwili Mea nie przestawała sondować niemal niezauważalnymi ruchami oczu otoczenia.
Lecz nagle coś blisko zajaśniało. Blask na tyle zwrócił uwagę dziewczyny, że musiała skupić na nim wzrok zapominając o indiańskiej przezornej obserwacji. To Saja wyjęła miecz. Mea otworzyła oczy nieco szerzej. Piękno wykonania orężu zaciekawiło ją niezmiernie i bez żadnej kontroli zaczęła zastanawiać się od razu, kim musiał być twórca? Jakie czynności wykonywał, aby otrzymać taki efekt? Zdawało się, że im bardziej wpatruje się w miecz, tym więcej szczegółów zauważa na nim. Taka broń staje się już ozdobą. Tymczasem zachwyt Mei Saja przerwała odcinając obcas u buta. Ta prozaiczna czynność sprowadziła dziewczynę z podniebnej kuźni kowala-artysty. Miecz to dalej narzędzie. Nawet jeśli jest piękne, służy tylko do cięcia. Jak nóż. Tylko że miecz jest pewnie sporo cięższy. Głos rozsądku sprawił, że zniknął blask i tajemnicze szczegóły.
Wróciła wzrokiem na twarz Saji, a z niej na łańcuszek. Na jej słowa skinęła kilka razy głową. Usłyszawszy o spuściźnie od razu pomyślała o swoich warkoczach i zrobiło jej się cieplej na sercu. A więc nie była sama w swoim opuszczeniu. Byli też inni, którym pozostały po rodzinie tylko pamiątki i wspomnienia. W sumie przypuszczała tak od samego początku, gdy już trochę ochłonęła od emocji. Jednak dopiero teraz dotarło to do niej naprawdę.
Miecz w wyciągniętych rękach dziewczyny odzyskał trochę chwały, blasku i tajemniczości, jakie miał przedtem. Ciekawe, ile wypił krwi – przemknęła jej przez głowę myśl. Miecz jednak szybko zniknął z powrotem w pochwie, a wraz z nim rozpłynęła się wśród innych dziwna myśl. Tymczasem wzrok Saji padł na Skaczącą.
– Nie. Raczej towarzyszka podróży. – Wyciągnęła lalkę przed siebie na chwilę tak, jak przedtem Saja miecz. – Nazywa się Skacząca i jest wyjątkowa.
Lalka rzeczywiście mogła wydać się wyjątkowa. Raczej wyjątkowo brzydka. Wielka drewniana głowa otulona była płóciennym czepkiem, spod którego wypływały zmechacone już, żółte loki, po trzy z każdej strony. Usta stanowił uśmiechnięty czarny łuk, a oczy zwykłe czarne kropki. Również sukienka lalki nie była zbyt okazała. Zwykła granatowa falbaniasta, wycięta z koła spódnica ściągnięta pod szyją białym kołnierzykiem, z krawędziami obwiedzionymi białą koronką. Spod niej wystawały dwie luźne białe lalkowe stopy. Skacząca chwilę podyndała nimi w powietrzu, po czym wróciła do boku Mei.
Na słowa o kapeluszach zerknęła nieznacznie w stronę straganu. Tamtego cylindra już nie było, ktoś musiał go kupić podczas całego tego zamieszania. Dziewczyna postanowiła puścić to mimo.
– Tak. Z chęcią obejrzę to miasteczko. – Uśmiechnęła się lekko. – Zazwyczaj widziałam tylko rynki tutejszych miast. Resztę przejazdem.
Rozejrzała się. Zabudowania wokół rynku również wyglądały bajkowo z białymi poduszkami na parapetach i gzymsach. Stąd widziała również całe w bieli dachy i kominy otoczone puchem. Gdzieś w tłumie mignął jej wymarzony cylinder, jednak tym razem na głowie właściciela. Wyróżniał się spośród innych kanarkowym płaszczem i dość obfitym brzuchem. Piękny kapelusz idealnie współgrał z ekscentrycznym wyglądem mężczyzny. Mea powróciła wzrokiem do Saji.
– Ale mam pytanie. Mówiłaś, że ty i inni ludzie chronicie to miasto. – Zrobiła przerwę, by skupić się na oczach i ustach spotkanej dziewczyny. Szukała w nich jakichkolwiek uczuć, aby lepiej zrozumieć sens odpowiedzi. – Przed czym?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Rynek   Czw Lut 23, 2017 6:13 pm

b]- Bardzo ładne imię ma Twoja towarzyszka podróży. Sama ją wykonalaś czy raczej ją może dostałaś? Na swój uroczy sposób jest bardzo piękna, bo nie liczy się tylko wygląda zewnętrzny, tylko to co tak naprawdę skrywa się wewnątrz. [/b]- Delikatnie skwitowała wypowiedź dziewczyny starając się w żaden sposób ją nie urazić. Saja razem z towarzyszką wędrował po tak zwanym chodniku o ile kamienną kostkę można było nazwać chodnikiem? Kamienie były nie równo poukładane, a miejscami w ogóle ich nie było. Droga nadawała się ewidentnie do naprawy jednak śnieg, ani mróz nie dawał zza wygraną i z naprawą dróg bocznych miasto musiało zaczekać do wiosny. Obie dziewczy szły spokojnym krokiem Saja spoglądała od czau do czasu na mijające wystawy sklepów. Suknie były przepiękne, wręcz cudowne, jednak to nie dla Saji. Nagle jej szczególną uwagę przykuły piękne skórzane sznurowane buty do kolan, był przepiękne, a wyżej nich były poukładane cylindry różnego kształtu. Wykonane z drogiego materiału. Zatrzymała się przed sklepem. Słysząc pytanie Mea wcale się nie zdziwiła, że o to pyta. Czarnowłosa z lekkim uśmiechem na ustach odpowiedźiał :
- Chronimy ludzi przed różnymi rzeczami, rabusiami, a przedewszyskim przed czarownicami i nie tylko.- przymarszczyła lekko brwi mówiąc dalej :
- Teraz gorsze od wiedźm są koszmary, które nie wiadomo skąd tak naprawdę pochodzą i jak przejmują ciało potencjalnej ofiary. To takie podstępne pasożyty.- tłumaczyła spokojnie :
- Wiedźmy nie stanowią już takiego zagrożenia jak wcześniej. Ludzie odkąd powstała organozacja czują się bezpieczni, a garstka czarownic, którym udało się przeżyć kryją się gdzieś za miastem. - wzruszyła ramionami :
- Nie ma co się martwić, prędzej czy później wytropimy je i spotka ich okrutny los.- spojrzała przenikliwie w stronę dziewczyny :
- Jednak koszmary atakują znienacka dosłownie kiedy tylko zachęca i kogo zechcą. Przejmują ciało i życie ofiary. Czasem mam wrażenie, że te koszmary, to są uwięzione dusze, która zostały z jakiegoś powodu na ziemi. Tylko nie wiem skąd bierze się ich moc? Te pasożyty po pewnym czasie wyniszczają duszę ofiary i wten sposób przejmuję jej kontrolę nad życiem, ale to tylko moja teoria. Koszmary to taka mieszanka wiedźm z duchami. Na to wygląda. Skończyła choć mogła ciągnąć ten temat w nieskończoność. Koszmary bardzo ją inspirowały, tym bardziej że nie było na to żadego lekarstwa. Zabijając ciało ofiary, którą wcześniej zawładną koszmar nie dawało rezultatu. On po pewnym czasie znowu się odradzał i szukał kolejnego nosiciela jak kolekcjoner ciał, albo dusz. Nagle zorientowała się, że jej towarzyszka wcale mogła nie mieć ochoty tego słuchać jej wywodów.
- Wybacz mi proszę, nie miałam zamiaru znudzać Cię opowieściami o swojej pracy. - Otworzyła drzwi do sklepu mówiąc spokojnie :
- Może wejdziemy? Znam dobrze tego sprzedawcę, a towar ma naprawdę z górnej półki.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mea Culpa
Biały Indianin
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Rynek   Sro Mar 01, 2017 4:39 pm

Gdy dziewczyna ruszyła się z miejsca, Mea instynktownie zrównała z nią krok. Indianka miała dziwne poczucie, że informacje od Saji mogą jej pomóc w dalszym odkrywaniu Wishtown, a nie miała już wątpliwości, że tego chce. Możliwe, że zbyt długo była już w podróży i potrzebowała zagrzać gdzieś miejsce na dłużej.
– Dziękuję, można uznać, że Skacząca sama wybrała sobie właściciela. – Uśmiechnęła się lekko. Po chwili namysłu, gdy między jej brwiami pojawiła się niewielka zmarszczka, a usta zwęziły się spojrzała na Saję poważnie. – Sądzę, że w środku lalki mają słomę… – Lekko ścisnęła Skaczącą, jakby chciała się co do tego twierdzenia upewnić. Tak naprawdę, nie bardzo rozumiała, co ma na myśli Angielka. Przecież, aby ocenić świeżość i zdrowie łososia trzeba ocenić go po łuskach. Gdy są lśniące i twarde, wnętrze ryby również będzie dobre… Jak można oceniać po wnętrzu? Postanowiła nie rozwodzić się dalej nad tym tematem.
Po chwili opuściły karczemną atmosferę rynku pełną muzyki, targów i kolorów. Teraz przed nimi otwierał się obraz zimowego angielskiego miasteczka w pełnej swojej krasie. Wysokie okna parterowe zajmowały wystawy licznych sklepów zawierających artykuły z pewnością droższe i bardziej eleganckie niż te wystawiane na rynku. Idąc z przewodniczką, Mea odpuściła sobie częściowo czujność i pilnowanie otoczenia, pozwoliła, aby spojrzenie błękitnych oczu wędrowało po oknach wystawowych, twarzach ludzi i ich strojach, aby uciekało w górę i zaglądało w okna właścicieli mieszkań. Tutaj kamienice były bogatsze od tych, które mijała, nawet ludzie pomimo lodu i śniegu, gdy raczej powinno się uważać na swoje nogi, nosili głowy nieco wyżej. Zdawało się, że zmrużonymi oczyma oceniają chmury ponad kamienicami, jakby chcieli przewidzieć kierunki ich lotu.
Nagle Saja zatrzymała się i Mea o mało co nie wpadła na nią, jednak instynkty tym razem nawet mimo rozproszenia zadziałały poprawnie i kolizji udało się jej uniknąć.
Na słowa dziewczyny o czarownicach i koszmarach, Indiankę przeszedł dreszcz. Czuła, jakby pilne oczy wwiercały jej się w czaszkę i sprawdzały czy aby nie jest potencjalnym zagrożeniem dla tego uroczego miasteczka. Mea nie rozumiała zbytnio, czym są koszmary, jednak rozejrzała się, jakby nagle zza jakiegoś rogu czy z jakiejś ciemniejszej uliczki miało wyskoczyć konkretne straszydło. W wyobraźni Indianki stwór przedstawiał się jako zbuntowany przeciw pożytkowi bóg, nawet na Dalekim Zachodzie takie rzeczy zdarzają się. Ścisnęła lekko Skaczącą i przypomniała sobie, dlaczego tak się nazywa i poczuła, jakby temperatura spadła o co najmniej parę stopni. Nie chciała nawet o tym myśleć, dlatego z ulgą przyjęła zakończenie tego tematu. Ale nawet pomimo takiej burzy myśli jej twarz wciąż utrzymywała kamienny wyraz.
Przyjrzała się dokładniej sklepowi, przed którym już od chwili stały. Wystawa zajmująca aż dwa szerokie okna przyciągała oczy wielu przychodniów. Drewniane drzwi z małym złotym dzwoneczkiem przy klamce cały czas wpuszczały i wypuszczały klientów. Eleganckie panie z równie eleganckimi mężczyznami u boku wychodziły na ulicę z głową uniesioną jeszcze wyżej, sami zaś panowie byli raczej bardziej zgarbieni pod ilością pakunków i torebeczek. Sklep wyglądał na bardzo popularny, a jego właściciel niemal z pewnością musiał wciąż bardzo szeroko się uśmiechać. Nabrała ochoty, aby zobaczyć, jak wygląda to w środku. Nigdy nie była w żadnym sklepie, tak więc na propozycję Saji ochoczo pokiwała głową.
Weszły po schodkach, Saja przodem. Przez drzwi właśnie wychodziła zabawna para – ona przeraźliwie chuda, pełna kątów ostrych i krawędzi, w czarnej sukni i gorsecie wręcz rachityczna; on straszliwie szeroki, o wielkich pulchnych dłoniach trzymających ogromne pudło zasłaniające mu twarz, a więc pewnie i widoczność. Oceniwszy szybko sytuację Mea złapała Saję za łokieć i przysunęła do siebie, aby zrobić miejsce dla pudła niesionego przez krągłego mężczyznę. Gdy para zeszła ze schodków, Indianka puściła dziewczynę i ujrzała, że drzwi podtrzymuje przed nimi otwarte skromnie, a jednak porządnie ubrany chłopak o starannie zaczesanych rudych włosach i twarzy pełnej uśmiechu w oczach, ustach, a nawet odstających lekko uszach.
– Zapraszam drogie panie do środka! – Odezwał się z lekkim akcentem nieznanym Mei, który Saja z pewnością mogła poznać jako irlandzki. W tym czasie wyszedł ze sklepu kolejny mężczyzna, tym razem bez partnerki, więc może dlatego z jednym tylko i małym pudełkiem. Chłopak skłonił się mu i rzekł: Dziękujemy za zakupy, zapraszamy ponownie! – Klient nie odpowiedział nic, jednak chłopak zdawał się być tym wcale nieporuszony. Niemal od razu znów spojrzał na nie. – Jest czym cieszyć oczy, przyszły nowe suknie z samego Paryża! Mamy również futra z Moskwy, najwyższej jakości, na dni zimne jak ten.
Mea nawet nie zauważyła, jak znalazły się w środku. Saja zniknęła jej na chwilę z oczu, więc zaczęła się rozglądać. Sklep urządzony był z gustem, chociaż trochę ciemny, więc przy ladzie i gdzieniegdzie indziej stały lampy o ozdobnych abażurach. Towar do kupienia wyglądał niczym element wystroju, nic nie raziło, nie odstawało. Przy butach uwijał się czarnowłosy, niski młodzieniec i podawał wciąż nowe pantofelki siedzącej na pufie klientce, bardziej na lewo, w głębi ciemno ubrany mężczyzna studiował jakość materiałów, gdzie indziej trzy młode dziewczęta śmiejąc się co chwilę, gdy tylko obsługujący ich chłopak odwracał się w stronę towaru, przymierzały rękawiczki. Indianka wciąż próbowała odnaleźć wśród ludzi, sukni i abażurów Saję, jednak wciąż jej się nie udawało.
– Przepraszam panią bardzo, czy mogę w czymś pomóc? – Mea od razu rozpoznała głos rudego chłopaka, który otwierał przed nimi drzwi. Odwróciła się w jego stronę.
– Ja… Nie wiem. Chyba nie. – Odpowiedziała po chwili z lekkim wahaniem. Nie czuła się zbyt bezpiecznie i komfortowa na tak ciasnej przestrzeni. Chłopak spojrzał na drzwi, jednak nikt nie nadchodził, więc skierował swoją uśmiechniętą twarz z powrotem do Mei.
– Nie jest pani stąd. Inaczej pani mówi. Ależ proszę się nie obawiać! Ja również nie pochodzę z Anglii. – Spojrzał tęsknie ponad wystawionymi przedmiotami, ponad sklepem, a nawet ulicą. Następne słowa przypominały raczej szept. – Irlandczycy mogą jedynie pracować w sklepie… Och, chyba powróciła pani towarzyszka! – Chłopak zauważył Saję pierwszy, gdy zaś Mea odnalazła ją wzrokiem, Irlandczyk stał już przy drzwiach i witał kolejnego klienta. Indianka zauważyła, że tym razem, mimo łuku na twarzy, oczy nie uśmiechały mu się już wcale ani nie patrzyły na wchodzących i wychodzących ludzi. Mea pomyślała, że patrzą pewnie na swój rodzinny kraj i zrobiło jej się żal tego chłopaka, chociaż wcale go przecież nie znała. Jednak podskórnie czuła, że są w jakimś stopniu podobni…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 194
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Kwi 07, 2017 9:12 am

Saja wchodząc do sklepu. Zapomniała o nowej towarzysce i odrazu rzuciła się w szał zakupów. Choć nigdy wcześniej tego nie robiła, bynajmniej nie w obecności obcej osoby. Cóż zrobić, te buty były warte grzechu. Idealne, cudowne.. Myślała w duchu. Trzymała pewnie oba buty w prawej dołoni, które dosłownie udało się jej sprzątnąć z przed nosa innej kobiety, która najwidoczniej też miała na nie chrapke. Podeszła z lekkim trumfalnym uśmiechem w stronę stojącej w koncie czerwonej pufy i usiadła na niej. Nie miała jednak zamiaru czekać, aż pracownik sklepu ją obsłuży. Jednym ruchem ręki ściągła z obu stóp uszkodzone wcześniej buty. Przymieżyła nową parę, która leżała idealnie na jej szczupłych nogach. Same buty dodawały jej urok oraz nieco wzrostu. Płacąc zza buty zauważyła jak Mea rozmawia z jakimś mężczyzną przy drzwiach. Nie miała zamiaru ich podsuchiwać. Zaczekała, aż jej nowa towarzyszka zakończy spokojnie rozmowę. Będąc już bliżej niej rzekła spokojnym głosem :
- Wybacz, że tak Cię tu zostawiłam samą, to raczej nie w moim stylu zza co przepraszam. - Saji zrobiło się wstyd, bo wystawiła ją trochę do wiatru, a sama oddała się zakupą. Robiąc słodką minkę w ramach przeprosin :
- Nic Ci się tutaj nie podoba? A myślałam, że sobie jednak coś wybierzesz. Znam dobrze tego sprzedawcę i wiem, że najlepszy towar zawsze ma schowany na zapleczu sklepu. Żaden szary klijet tam nie ma wstępu, ale dla mnie to nie problem. - Saja odwróciła się plecami do Mea choć, to nie grzeczne, to i tak nie poczekała na jej odpowiedź. Czarno włosa dała znak sprzedawcy, a on ukratkiem wyprowadził obie dziewczyny sklepu w prost do zaplecza. Było to dość spore miejsce oświetlone kilkoma lampami naftowymi, oraz niewielki blask światła przedostawał się do ciemnego pomieszczenia przez małe okienka w ścianach. Saja zeszła jako pierwsza po mału po drewnianych schodkach mówiąc spokojnym głosem do sprzedawcy ;
- Pokaż nam proszę najlepsze kapelusze, oraz chusty i tego typu podobne nakrycia głowy. Sprzedawca znał Saję i wiedział doskonale z jakiego rodu się wywodzi jednak nigdy wcześniej nie kupował tego typu rzeczy, dla tego zapytał z ciekawości ;
- Szukasz czegoś specjalnego? Czy może dla kogoś szczególnego na prezent? - patrzył na nią z błyskiem w oku.
- Niestety rozczaruje Cię. Moja dobra znajoma stojąca zza twoimi plecami szuka czegoś szczególnego dla siebię, a ja znam twój doskonałej jakości towar, dlatego poleciłam jej twój sklep. - Saja delikatnie połektała jego ego i sprzedawca obrócił się twarzą w kierunku dziewczyny mówiąc:
- Witaj Panienko. Podejdź bliżej, pokażę Ci mój najlepszy towar.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mea Culpa
Biały Indianin
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Rynek   Wto Maj 16, 2017 8:15 pm

Dla Mei wszystko działo się w tym miejscu zbyt szybko, gwarnie i zbyt blisko, bowiem pierwszy raz znalazła się w kompletnie zamkniętym pomieszczeniu – nawet podczas podróży z kupcami wolała spać na wozie i widzieć ponad sobą niebo. Czuła się jak ziarno pustynnej rośliny rzucone na największy wiatr i czekające, aż w końcu podmuchy zrzucą je na dobrą ziemię, gdzie zapuści pierwszy korzeń. Rozmowa z ryżym chłopakiem okazała się tylko skałą na jej drodze, wiatr bawił się nią dalej. W całym zamieszaniu, które w uszach biednej Indianki brzmiało, jakby znalazła się sama wśród stada bizonów, w samym jego sercu, zaczęła szukać drogi ucieczki kompletnie nie skupiając się na słowach Saji. Angielski brzmiał teraz dla Mei niesamowicie obco.
Skala obcości zwiększyła się jeszcze, gdy kolejny nieznany Mei człowiek zaprowadził je w zupełnie nowe, kompletnie zamknięte miejsce. Indianka poczuła, jak trzęsą jej się nogi, a powietrze przestaje starczać dla dziwnie skurczonych płuc. Kolejne towary zamieszczone na pułkach, stosach i paczkach zdawały się wyskakiwać wprost na Meę, przytłaczać i wciągać. Kolorowe szale nabrały groźnych póz węży, niepokojących kształtów rogów bawolich i czaszek. Indianka zdawała sobie po części sprawę z tego, że to musi być wyobraźnia, wyolbrzymienie nieznanego przez strach, lecz nie potrafiła w tamtym momencie pokonać go swoją zwyczajną ciekawością.
Spróbowała się więc skupić na rozmowie, lecz nie rozumiała wszystkich słów, gdyż mężczyzna wypowiadał się z głębokim, dziwnym akcentem, który Mea może słyszała kiedyś na którymś targu, lecz nigdy na tyle długo, by potrafiła go pojąć. Indianka zatęskniła nagle do milczącej, miedzianoskórej rodziny, wykonującej ruchy rozważnie i oszczędnie, a wypowiadającej słowa prosto i mądrze. Angielski zaś miał wiele upiększeń, nieścisłości po prostu wpisanych w swoją budowę, a każdego człowieka w Anglii krępował jakiś zwyczaj i konwenans.
Tymczasem mężczyzna i Saja właśnie skończyli rozmowę, podczas której wyglądali dla Mei niczym dwa sępy na suchej gałęzi naradzające się nad losem zranionego bizona. Teraz stali wpatrując się w nią, jak w przyszłą padlinę, dobry kąsek. Mężczyzna wykonał pierwszy ruch – podszedł do niej bliżej. Mea cofnęła się jak wypłoszony lis i wbiła w niego czujny wzrok ściskając w dłoni lalkę, a wszystkie szale oraz delikatniejsze materiały zafalowały leciutko, niczym poruszone lekkim powiewem wiatru. Indianka stała chwilę bledsza niż zazwyczaj, usztywniona, z błyszczącymi oczami i skupionym spojrzeniem. Pozą przypominała zastraszone zwierzątko, które stoi naprzeciw napastnika i czeka na moment najlepszy do ucieczki. Taka chwila nadeszła właśnie, gdy mężczyzna zbliżył się jeszcze krok z widocznym zniecierpliwieniem. Saja zniknęła dla Mei w tle tej sceny, ona nie była prawdopodobnie niebezpieczna, na pewno nie w tym momencie. Gdyż teraz Mea po prostu uciekała. Po schodach na górę, do wyjścia, byle szybciej, byle szybciej! Nie zauważyła nawet twarzy rudego subiekta, który powiódł za nią zaskoczonym i jednocześnie smutnym spojrzeniem. Indianka wybiegła daleko poza sklep i kluczyła chwilę w uliczkach, zanim poczuła się na nowo bezpieczna. Problem polegał jednak na tym, że nie wiedziała, gdzie jest. Nie widziała wcześniej tej ulicy, budynki tutaj były smutniejsze, bardziej zniszczone i niższe. Między budynkami przeszedł popielaty kocur, lecz na jej widok szybko uciekł.
Mea oddychała głęboko uspokajając serce po szybkim biegu. Kiedyś nie byłoby to dla niej najtrudniejsze, lecz teraz… kondycja wyraźnie spadła przez długą podróż statkiem i na wozach kupieckich. Zarówno sklep, jak i Saja zniknęły na tę chwilę z myśli Indianki. Czuła jedynie triumf płynący z pokonania niebezpieczeństwa.

________________________________________________________
W ten sposób zakończę naszą przygodę, dzięki za pisanie!
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Rynek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Główny Rynek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Centrum miasta-
Skocz do: